Folwark komendanta - Norbert Grzegorz Kościesza

Reflow text when sidebars are open.
ochodzę z Kudowy-Zdroju, małej górskiej miejscowości położonej na pograniczu polsko-czeskim. Niełatwe życie w ubogiej i licznej rodzinie, różne życiowe perypetie, bliskość gór i granicy, ludzie, których poznałem wtedy i później - to wszystko sprawiło, że mimo przeciwności losu podchodzę do życia z dużą dozą humoru i z pewnym dystansem do siebie. Zainteresowań mam sporo, tak jak spory mam bałagan w swojej pracowni i głowie, z której wciąż płyną nowe pomysły, ograniczane tylko zasobnością portfela. W latach młodzieńczych ćwiczyłem taekwondo, sambo, kulturystykę i akrobatykę. Z tego do dziś zostały mi wschodnie sztuki walki, a raczej brzuch umożliwiający potyczki w wersji średniej wielkości kurczaka zawodnika sumo. Interesuję się historią antyku, średniowiecza i drugiej wojny światowej. Liznąłem trochę nauki zwanej parapsychologią, co nieco teologii i religioznawstwa. Czasem, gdy żona nie widzi, zbroję jakąś potrawę w kuchni, a nawet sam zrobię sobie kanapkę. Od dwunastu lat param się alchemią w postaci tworzenia kolorowych, smacznych i pachnących nalewek. Od pewnego czasu jestem także dziennikarzem, chociaż na razie nie pisuję do gazet i innych mediów. Prowadzę małą firmę, z której staram się obecnie utrzymać. Mam dwoje wspaniałych dzieci i żonę, która wspiera mnie w każdej sytuacji. Jesteśmy przyjaciółmi i partnerami, choć i w naszym życiu bywają wzloty i upadki.
W 2005 roku wyprowadziłem się z rodzinnej miejscowości do Białegostoku za moją żoną Katarzyną, która jest rodowitą Podlasianką. Obecnie mieszkam niedaleko stolicy Podlasia, ale sześć lat (2009-2015) spędziłem też na Lubelszczyźnie w pięknych okolicach Kraśnika, w zagłębiu malin, gdzie służyłem w kilku dość specyficznych i ciekawych jednostkach policji.
Obecnie przede wszystkim jestem pisarzem amatorem. Daleko mi jeszcze do grona współczesnych pisarzy o takich nazwiskach, jak Grochola, Mróz, Sapkowski, Pilipiuk, Puzyńska czy Łukawski albo Duszyński. Jestem gdzieś na końcu peletonu, a może dopiero na starcie wyścigu. Swego czasu prowadziłem blog Życie męskim okiem, którego czytelnicy prosili, bym w końcu wydał własną książkę. Tam pod pseudonimem pisałem o różnych sprawach związanych z pracą i życiem codziennym. Powstawały bajki, legendy, przepisy kulinarne, opowieści policyjne związane z tym, co działo się na bieżąco, i opowieści fantasty, literatura faktu oraz opowiadania humorystyczne. Gdy platforma blogowa została sprzedana i przeprowadziłem się po raz kolejny na Podlasie, postanowiłem wydać jedną ze swych opowieści pod tytułem Legenda o czwartym królu. Książka związana z Bożym Narodzeniem i Wielkanocą rozeszła się dość szybko. Później powstały bajki, baśnie i legendy dla moich dzieci, kilka z nich zostało wydanych w małych nakładach.
Jeśli ktoś powie, że jestem grafomanem, to nie zaprzeczę i nie pogniewam się - dołączę do zaszczytnego grona, a nadmienię, że jeden ze znacznie bardziej poczytnych niż ja pisarzy mieni się "Największym Polskim Grafomanem", a jest to nie kto inny jak Andrzej Pilipiuk, którego bardzo lubię.
Wracając do meritum, jeden z moich "wielbicieli", zastępca naczelnika sztabu Komendy Miejskiej Policji, po ponad roku odkrył - albo taki spostrzegawczy, albo złośliwy - że jego podwładny, czyli ja, pisze dla dzieci i wydaje bajki. (Wcześniej, wydając pierwszą książkę, poinformowałem o tym komendanta, lecz nie był łaskaw mi odpowiedzieć). Książki te stały się przyczynkiem do wszczęcia wobec mnie postępowania dyscyplinarnego przez komendanta miejskiego policji w Białymstoku. Jak stwierdził - a moi bezpośredni przełożeni go poparli - pisanie bajek nie licuje z dobrym imieniem służby. Widać sami dzieci nie mają albo nie lubią bajek, a może jedno i drugie?
Ponad dziesięć lat byłem policjantem (dokładnie dziesięć lat i dziewięć miesięcy), nigdy niekaranym, miałem za to jedną większą nagrodę za uratowanie samobójcy i kilka innych sukcesów, które przyniosły mi wielką satysfakcję, a nie dały spać przełożonym. Zostałem zwolniony ze służby jesienią 2018 roku, po ujawnieniu nieprawidłowości w KMP w Białymstoku. Wraz z dwoma kolegami najpierw drogą służbową, później informując rzecznika praw obywatelskich, prokuraturę, komendę główną i tak dalej, próbowaliśmy zainteresować przełożonych i inne osoby zagrożeniami dla życia i zdrowia osób zatrzymanych, doprowadzonych, jak i dla samych funkcjonariuszy istniejącymi w Policyjnych Pomieszczeniach dla Osób Zatrzymanych KMP Białystok. Byliśmy bohaterami - jak dziwnie to brzmi - kilku reportaży w telewizji, radiu oraz w gazetach. Pretekstem do wydalenia mnie ze służby było przedłużające się zwolnienie lekarskie po wypadku, któremu uległem, gdy ratowałem swoje dziecko. Rehabilitacja, jak i terapia, które nastąpiły, były długotrwałe. Żaden z moich przełożonych nie zainteresował się moim losem ani losem mojego syna czy rodziny. Nikt z policji nie zapytał, czy potrzebna jest jakakolwiek pomoc. Wszelkie zasady etyki zawodowej, z którymi tak chętnie się obnosi i którymi się zasłania większość przełożonych, zostały wobec mojej osoby naruszone, wyrzucone do kosza. Postanowiono za to wykorzystać sytuację i zwolnić mnie dla dobra służby, pomimo że starałem się o urlop dla poratowania zdrowia należny policjantom. Pisanie było i jest ucieczką, formą odreagowania stresu, który towarzyszył mi na co dzień w służbie. Stres dotyczył nie tylko sytuacji związanych z interwencjami wobec przestępców, sprawców awantur domowych, pobić żon i dzieci czy z widokiem osób zmarłych, w tym samobójców, osób zabitych w różnego rodzaju przestępstwach... Stres powstawał także przez wygórowane ambicje przełożonych, ich nadmierne, wybujałe ego, chęć poniżenia podwładnych czy samo podejście do szeregowego policjanta jak do nic niewartego śmiecia, nakazy niemające nic wspólnego z pracą w policji, pompowanie statystyki, która wyznaczona była odgórnie, wymaganie zwiększonej liczby osób legitymowanych, ukaranych mandatem, sprawdzonych w systemach informatycznych.
W 2008 roku wstąpiłem w szeregi policji - wśród moich kolegów znajdowali się idealiści chcący zbawiać świat, rozprawiać się z niesprawiedliwością spotykaną na ulicach, spełniać marzenia z dzieciństwa o łapaniu przestępców. Ale byli też tacy, którzy pragnęli kariery za wszelką cenę. Każda droga do celu, by stać się pupilem przełożonego, była dobra. Jeśli ktoś miał koneksje rodzinne, a takich osób było wiele, droga stawała się prosta, jeśli zaś ktoś nie miał kontaktów, to donosił na kolegów, bez szemrania wykonywał najgłupsze rozkazy. Miałem zaszczyt poznać w służbie wiele, bardzo wiele przyzwoitych osób, policjantów, psów z prawdziwego zdarzenia. Jednak ta druga kategoria ludzi oraz spora liczba przełożonych z zapędami do poniewierania funkcjonariuszami pozostawiła w mojej pamięci wyraźną bliznę. Praca w policji, różnorodność interwencji, ludzie, jakich się spotykało po obu stronach barykady, adrenalina to było coś, co uwielbiałem. Pomaganie innym, ratowanie życia ludzkiego, łapanie złodziei i wszelkiej maści innych oprychów czy stanięcie twarzą w twarz z kibolem, blokowym gangusem to był i jest chleb powszedni dla każdego policjanta. Sytuacje traumatyczne i niebezpieczne przemieszane z chwilami wzruszeń i radości. Takich rzeczy się nie zapomina, tak jak i tego, jak było się traktowanym.
Będąc jeszcze w służbie, nosiłem się z zamiarem napisania o tym, jak tam jest. Tak aby "zwykli" śmiertelnicy zobaczyli szczerą, brutalną i wulgarną prawdę. Jeżdżąc na patrol z kolegami, słuchałem ich opowieści o tym, jak jest, jacy są inni funkcjonariusze, jak ta firma funkcjonuje, na czym się opiera. Tych samych relacji słuchałem od różnych osób i miałem szeroki pogląd na to, co dzieje się w policji. Nepotyzm, kolesiostwo, dupowłastwo, robienie kariery po trupach, naginanie i łamanie prawa, zasad etyki zawodowej i ustawy o policji na swoje własne potrzeby. Mobbing, propozycje seksualne w zamian za awans, otrzymanie grupy lub premii, pijaństwo, a w końcu samobójstwa tych, którzy tego nie wytrzymywali. Nadmiar zadań, spraw do zakończenia, niewyrabianie normy, aby tylko słupki w statystyce się zgadzały. Nagradzanie miernych i wiernych, a karanie dobrych policjantów. Doprowadzanie na skraj rozpaczy wartościowych funkcjonariuszy, którzy umieli i chcieli coś robić, i awansowanie swoich pociotków i klakierów. Ukrywanie oficerskich wybryków, takich jak jazda po pijanemu, znęcanie się nad rodziną i tak dalej, a karanie szeregowego policjanta za najmniejsze przewinienie, na przykład za błąd w mandacie czy brak wyznaczonej liczby legitymowanych.
Po zwolnieniu mnie ze służby powstała książka Psy Prewencji, która w dwa tygodnie po premierze dostała się na trzecie miejsce listy bestsellerów w księgarni taniaksiazka.pl. Opowieść o realiach służby spodobała się czytelnikom, prawdziwe historie z życia wzięte chciał poznać każdy. Z tej potrzeby zrodził się pomysł na kolejną książkę - Folwark komendanta. Folwark komendanta to zapewne pierwsza część trylogii policyjnej, którą mam zamiar stworzyć. Tak jak w przypadku Psów Prewencji, starałem się, by literatura faktu nie była nudna. Zawiera się w niej pewna dawka wulgaryzmów i brutalności, całość przesiąknięta jest realizmem i humorem, który staram się przemycać w swych książkach, wzorując się na znakomitym pisarzu Stanisławie Grzesiuku. Publikacja ta jest oparta na prawdziwych wydarzeniach, w wielu z nich sam uczestniczyłem, a o innych opowiedzieli mi koledzy ze służby.
Wulgaryzmy zawarte w książce są nieodłącznym elementem życia codziennego i funkcjonowania w tej firmie, a także w życiu codziennym. Często pozwalają szybko uwolnić emocje i rozładować stres. Aby więc uniknąć sztuczności, i ja wykorzystałem ich sporo w Folwarku komendanta.
Aby jak najwierniej oddać realia, Autor posługuje się policyjnym slangiem - słownictwem powszechnie używanym przez tę grupę zawodową.
Poniżej Czytelnik znajdzie słowniczek, który objaśnia, do jakich pojęć odnoszą się pojawiające się w książce słowa charakterystyczne dla tego socjolektu.
Alo, Salut, sunt eu, un haiduc - Cześć, cześć, to ja, banita
Archiprezbiter - urząd lub tytuł honorowy w Kościele katolickim
Baksy - dolary
Biały - skrót od nazwy Białystok
Biret - nakrycie głowy duchownych Kościoła katolickiego, rzadziej pastorów, może mieć trzy (w Polsce) lub cztery rogi oraz ewentualnie pompon z wełny
Blondyna, guma, lola - pałka policyjna
Bomba, bomby, koguty - sygnały świetlne i dźwiękowe; w cywilnym radiowozie wożona jest lampa błyskowa przyczepiana do dachu za pomocą magnesu
BSW - Biuro Spraw Wewnętrznych, tak zwana policja w policji, prowadząca śledztwa przeciwko funkcjonariuszom policji
Buda - budka wartownicza, na przykład przy ambasadach
Cela - znana knajpka w Szczytnie w pobliżu WSPolu, gdzie często poborowi, kursanci, przyszli oficerowie, a nawet kadra szkoły chodzą na imprezy
Czarna - miejscowość Czarna Białostocka
Czarnuch - czarne moro policyjne
Czarny - ksiądz
Czekolada - haszysz
Dres - osiedlowy "gangster" ubierający się w sportowe ciuchy
Dwukropek - podkomisarz
Dzięcioł, kot - młody policjant
Fabryka oficerów - WSPol Szczytno, sześcio-, siedmiomiesięczne kursy oficerskie
Fala w wojsku - nieformalna hierarchia wśród odbywających zasadniczą służbę wojskową. Wojskiem (dotyczy korpusu szeregowych) rządzili starsi żołnierze. Pozycja w fali zależała od stażu służby i "cyfry" (także DDC - Dni Do Cywila), to jest od liczby dni pozostałych do "wyjścia do cywila". Najniżej w hierarchii stały miśki i koty, później ogony, wicki i w końcu dziadki - tak zwana rezerwa, która rządziła razem z wickami. Fala zakończyła się wraz ze zlikwidowaniem zasadniczej służby wojskowej
Falklandy - oddalona od WSPolu część magazynów należących do szkoły
Firma - między policjantami: określenie całej formacji, jaką jest policja
Gabardyna - tutaj: marynarka munduru (nazwa średnio grubej, mocno utkanej tkaniny wełnianej o splocie ukośnym. Gabardyna używana jest do produkcji płaszczy, garsonek, garniturów, spodni, kostiumów i innych części garderoby, a przede wszystkim mundurów galowych oficerów i podoficerów zawodowych policji i wojska)
Gest Kozakiewicza - potoczna polska nazwa obraźliwego gestu, zwanego także "wałem", który polega na zgięciu jednej ręki w łokciu i złapaniu jej ramienia drugą ręką
Green ghost - zielony duszek
Grey Goose Vodka Magnum - inaczej "szara gęś", wódka francuska z regionu Cognac. Sprzedawana w specjalnej klatce za około 2600 zł, a półlitrowa butelka bez klatki to bagatela 1500 zł (ceny z 2013 roku)
Gumisie, krymy - kryminalni
Gwiazdor - zazwyczaj oficer z dużą liczbą gwiazdek na pagonach, w książce: nadkomisarz posiadający cztery gwiazdki
Herbatnik - osoba pijąca sporo alkoholu
Inspektor - najwyższy stopień oficerów starszych w polskiej policji. Niższy stopniem jest młodszy inspektor, a wyższy - nadinspektor
Jeniec - osoba zatrzymana
Język spustowy - część mechanizmu broni palnej o kształcie przystosowanym do palca. Za jego pomocą uruchamia się mechanizm uderzeniowy w celu oddania strzału
Kaban - tutaj: wieprz
Kalotka - mała okrągła czapeczka noszona przez biskupów katolickich na szczycie głowy
Karbid - acetylenek wapnia, węglik wapnia - po wypiciu niektórych "szlachetnych" trunków z Podlasia i nie tylko wydychane powietrze ma zapach karbidu
KGP, główna - Komenda Główna Policji
Kiep - tutaj: niedopałek papierosa. Kiep może też oznaczać - w przenośni od prasłowiańskiego srom - kobietę, a także mężczyznę zniewieściałego lub zachowującego się nie po męsku; stąd wzięło się później kolejne znaczenie na określenie człowieka głupiego, używane do naszych czasów
Klamka - potocznie: pistolet, broń służbowa
Koloratka - stosowany przez duchownych kołnierzyk, który występuje w dwóch postaciach: krótkiej (tak zwany listek) i długiej z pektorałem
Komis - komisariat
Konowały - lekarze
Krawężnik - pogardliwie: policjant chodzący z buta, zazwyczaj najniższego stopnia, patrolujący ulice
Kulki mocy - gotowane pulpety lub kula sera białego z ziołami
Kulochwyt - urządzenie do wyłapywania pocisków na strzelnicy zamkniętej, na przykład w WSPolu używa się odpowiednich skrzyń z piaskiem
Kyrie eleison - Panie, zmiłuj się (nad nami)
Lepa w karczycho - cios otwartą dłonią w kark
Lizak - potoczna nazwa tarczy do zatrzymywania pojazdów
Łabądki - dwóje
Łypa - japa, ryj, morda; dostać w łypę - dostać w japę
Maładiec - zuch (ros. mołodiec)
Mantolet - strój bez rękawów (peleryna), sięgający kolan, nakładany na komżę i rokietę przez biskupów, prałatów i kanoników
Mieć garba, plecak - mieć znajomości
Mietek - merc, mercedes
Moracz - ubiór ćwiczebny, czarny. Jeszcze do niedawna używany przez prewencję podczas służby patrolowej, a także przez pododdziały OPP i NOP w czasie działań policji, zabezpieczeń imprez masowych, meczów i tak dalej
Mossberg - gładkolufowa strzelba powtarzalna skonstruowana przez firmę O.F. Mossberg & Sons
Na kolorach - na czerwonych światłach
Obwarzanki - ecstasy
OPP, NOP - Oddziały Prewencji Policji, Nieetatowe Oddziały Policji
ORMO - Ochotnicza Rezerwa Milicji Obywatelskiej
O-Zone - mołdawski boys band grający i śpiewający muzykę dance w latach 1998-2005
Pała - wulgarne określenie milicjanta, później policjanta
Papilio ulysses - motyl z rodziny paziowatych, uznawany za jednego z najpiękniejszych na świecie
Pektorał - ozdobny krzyż noszony na piersi przez wyższe duchowieństwo
Perturbatio personalitatis - zaburzenia osobowości
Peszak - pistolet P-64, polski pistolet samopowtarzalny na nabój 9 mm Makarowa, skonstruowany po drugiej wojnie światowej, jeszcze do niedawna w policji i służbach mundurowych
Pierwsza linia - policjanci pionów prewencji
Piter - portfel
Podeszwa - gotowany lub pieczony kawałek mięsa o dość dużym stopniu twardości
Poldek - określenie poloneza
Policyjna blacha - odznaka, gwiazda policyjna
Pop - duchowny, ksiądz prawosławny lub greckokatolicki
Popularne, Mocne - marki papierosów gorszego gatunku, popularne zaprzestano produkować pod koniec lat dziewięćdziesiątych
Posterunkowy - najniższy stopień w policji, odpowiednik szeregowego w wojsku. Funkcjonariusz z czystymi pagonami
Prorok - prokurator
Psiarnia - policja
Rajdowóz - radiowóz
RMG - ręczny miotacz gazu
Rokieta - komża biskupia noszona przez kardynałów, biskupów i kanoników jako element stroju, używana od IX wieku
Ruchacz - policjant ruchu drogowego
Scenki - odgrywanie scen mających uzmysłowić, odzwierciedlić i pokazać kadetom realność tego, co może się zdarzyć podczas pełnienia służby w patrolu, wydziale konwojowym, kryminalnym i tak dalej
Sierściuch, sierść, sierściu - sierżant
Skoszony pocisk - utknięcie pocisku w oknie wyrzutu łusek, między komorą nabojową a magazynkiem
Sufitówka - amfa, amfetamina
Szaszłyk - aspirant
Szmata - legitymacja (słowo uznawane za obraźliwe, jednak używane przez samych policjantów); wyjęcie szmaty - okazanie legitymacji służbowej
Szwej - policjant OPP (Oddziałów Prewencji Policji)
Traktorzysta - sierżant sztabowy (mówi się także "sierściuch", czyli sierżant)
Transplantator - złodziej
Trawa - marihuana
Unitarka - okres, w którym przyjęci do wojska żołnierze szkoleni są przed złożeniem przysięgi wojskowej
Więzienne tatuaże - piorun oznacza grypsującego więźnia; 1500V to siła, z jaką bije, i że najmocniej bije tą częścią ciała; kropka między brwiami oznacza świra, człowieka nieprzewidywalnego
WSPol - Wyższa Szkoła Policji w Szczytnie
Wykałaczka - chudy
Wyrwać kitę - ruszyć z kopyta, energicznie
Wysprzęglony - mocno pijany
Zaprawa poranna - ćwiczenia zaraz po pobudce, zazwyczaj bieganie i ćwiczenia ruchowe mające obudzić leniwych kadetów
Drogi Czytelniku, książka, którą trzymasz w rękach, jest fabularyzowaną literaturą faktu. Jeśli nie wiesz, co to takiego, podpowiem ci, że w znakomitej większości ta powieść składa się z prawdziwych zdarzeń, historii oraz anegdot. Jak w mojej poprzedniej książce o policji, Psach Prewencji, zawarłem tu osiemdziesiąt procent prawdziwych sytuacji, które stały się udziałem byłych i służących do tej pory policjantów. Trudno będzie ci uwierzyć, że już sam początek jest prawdziwy! Niestety to działo się naprawdę. Zmieniłem jedynie czas, miejsce oraz imiona i nazwiska bohaterów, a opowieści zespoiłem wspólną linią fabularną. Książka jest zbiorem osobistych przeżyć, opowieści kolegów oraz historii nadesłanych przez funkcjonariuszy z całego kraju, którzy zdecydowali się podzielić swoimi doświadczeniami z początków własnej kariery.
Na potrzeby tej książki wyselekcjonowałem nieliczne opowieści spośród wielu i stworzyłem coś, co przybliży ci realia, które panowały i nadal panują w policji. Zaproponowane przez prawdziwych funkcjonariuszy historie zaczynały się już od pójścia na komisję lekarską, a nawet grubo przed nią. Postanowiłem więc stworzyć jednego z głównych bohaterów, komendanta, który będzie luźno spajał całą historię.
Jego losy są zlepkiem wielu opowieści, ale sama postać jest prawdziwa, choć inspirowana kilkoma ludźmi, których miałem wątpliwy zaszczyt poznać na służbie. O jednej z tych osób - komendancie - usłyszałem od mojego starszego kolegi, emerytowanego policjanta, który snuł opowieści przy szklance Ducha Puszczy. Wtedy jako młody policjant chłonąłem jego gadanie z otwartą buzią, do której co rusz wlewałem alkohol. Wszystko odbywało się na jednym z komisariatów w otoczeniu innych funkcjonariuszy, młodych i starych. Ten kolega znał komendanta, z którym kiedyś wychowywał się na jednym podwórku, byli kolegami, wiedział o nim wszystko. Gdyby nie mściwość, wrogość i mobbingowanie przez byłego kolegę, który został oficerem, nikt nie usłyszałby historii opowiedzianej wtedy kilkunastu osobom, w tym mnie. Dziś postanowiłem zawrzeć tę opowieść w postaci przyszłego komendanta.
Po kilku latach służby wierzyłem już we wszystko, co było wtedy powiedziane, w to, co się działo i dzieje się w firmie. Od czasu gdy wstąpiłem w jej szeregi, usłyszałem niejedną historię ludzi w niej służących. Niektóre były smutne, inne wesołe, wszystkie jednak związane z tym, jak traktuje się szeregowego funkcjonariusza i jak funkcjonariusze traktują siebie nawzajem oraz osoby postronne.
Gdy służyłem jeszcze w policji, wielu ludzi przekazujących swoje doświadczenia nie ukrywało, co nimi kierowało i jak dostali się do firmy - ci zaś, którzy nic nie mówili, zazwyczaj byli naznaczeni. Mieli znajomości i dojścia wśród wysokiej kadry oficerskiej na szczeblach komend wojewódzkich, powiatowych, miejskich, a niejednokrotnie komendy głównej. Z czasem jednak i oni pod wpływem emocji zdradzali, w jaki sposób dostawali się do tej formacji.
To, co usłyszałem, co przeżyliśmy ja i moi koledzy, znajdziesz, czytelniku, tutaj...
Jeśli rażą cię wulgaryzmy oraz opisy traumatycznych sytuacji, to proszę, zaprzestań czytania i przekaż tę książkę komuś innemu.
Pokażę ci na jej kartach, jak to jest być w szkole policji na kursie podstawowym. W Folwarku komendanta zawarta została szkoła policji w Szczytnie, jednak sceny przedstawione tutaj pochodzą z różnych szkół w kraju i dotyczą różnych ludzi.
Nie zapomnij, że zdarzenia te przeżywali prawdziwi bohaterowie, tak jak w przypadku Psów Prewencji. Znów pozytywni bohaterowie się ujawnią, a negatywni będą grozić za moimi plecami.
W tej publikacji odnajdziesz, drogi czytelniku, wiele negatywnych scen dotyczących funkcjonariuszy, którzy wstępują w szeregi policji. Warto, byś wiedział, że znakomita ich większość to doskonali policjanci, znający prawo, dbający o dobro obywateli i swoich rodzin. Są wierni rocie przysięgi, którą składają, wierni ojczyźnie i bliskim. Jak wszędzie jednak zdarzają się czarne owce, które należy piętnować - i właśnie w tym celu została napisana ta książka. Chcę ci powiedzieć, że policjanci służący na samym dole hierarchii, niemający żadnej protekcji i poparcia rodziny albo znajomych, ciężko pracują na dobre imię swoje i policji. Często są to osoby niedoceniane, pomijane w awansach i w nagradzaniu za ciężką służbę.
Ta powieść ma także ci pokazać, czytelniku, że nepotyzm, kolesiostwo i kurewstwo powinny być piętnowane, zwłaszcza w służbach mundurowych, w których władzę i stołki przejmują ludzie często niekompetentni, bez wiedzy i wykształcenia, ludzie kierujący się prywatnymi interesami, a nie dobrem podwładnych oraz obywateli.
Wytęż wzrok, bo za chwilę staniesz oko w oko z firmą, jakiej nie znasz i może nigdy nie poznasz. Spotkasz ludzi, którzy stworzyli sobie prywatne folwarki jako komendanci policji. Zobaczysz też, jakie były początki kariery kilku z nich.
ZACZĘŁO SIĘ TAK...