Follow me, like me - Charlotte Seager

-
Proszę czekać
?

ROZDZIAŁ 1

Amber

Mam tu nie jedno, ale tysiące zdjęć jego twarzy. Rozświetlają ciemność rozsiane po ekranie jak uśmiechnięte konfetti. Mecze piłkarskie, niewyraźne zrzuty ekranu z fotkami, które widziałam już setki razy. Ostrożnie przeciągam jedną po drugiej do folderu.

W ferworze sprzątania pulpitu nie słyszę zegara na ścianie, ale wiem, że odmierza czas cichymi tyknięciami. Zupełnie jakby mój pokój oddalił się i rozmył w tle. Widzę tylko jego twarz.

Instagram. Twitter. Facebook. Na stronie siłowni w Ferrington jest też zakładka z listą trenerów osobistych. Krótka notka, trzecia od dołu, z podpisem "Ren Moore" i małym, niewyraźnym zdjęciem. Ma siedemnaście lat, tak jak myślałam, i jest trenerem osobistym w centrum sportu przy naszej szkole dopiero od miesiąca.

Klikam prawym klawiszem i to zdjęcie też zapisuję w folderze.

Laptop zrobił mi pokaz slajdów z tych zdjęć. Myślałam, że będzie nędzny, ale wyszedł całkiem okej.

Czy dzięki temu będę bardziej pewna siebie?

Może jak się napatrzę na jego zdjęcia w swoim pokoju, to przestanie mnie zatykać, gdy go widzę na żywo?

Bo na razie na samą myśl o naszym spotkaniu w siłowni dostaję rumieńców.

Po raz milionowy przypominam sobie, jak na mnie spojrzał, a potem delikatnie przejechał mi ręką po ramieniu. I to mrowienie w całym ciele.

Czy on też je poczuł?

Tak wiele razy odtwarzałam sobie w głowie ten obrazek, że dawno powinien się wytrzeć jak stara klisza, a jednak za każdym razem wspomnienie staje się jaśniejsze i bardziej żywe.

Mam wrażenie, że zapętlony pokaz slajdów wyświetla migawki z jego całego życia: szkolna wycieczka do Paryża, trening w siłowni i domówka, którą streamował na żywo w necie.

Zatrzymuję spojrzenie na własnym profilu na Instagramie. Mówiąc szczerze, nie ma tam nic ciekawego, ale to dlatego, że nie bardzo lubię robić selfie. A kiedy gdzieś wychodzę... Zresztą komu ja tu ściemniam? Jestem tak fotogeniczna, że nie ma sensu robić mi zdjęć.

Seb, mój brat bliźniak, też jest na Instagramie, ale jego profil to przeciwieństwo mojego. Nie ma tam ani jednej fotki, na której byłby sam. Chodzimy do tej szkoły dopiero od pół roku, tylko że on, oczywiście, dopasował się do nowych okoliczności w jakieś trzy sekundy.

No i okej. Zawsze byliśmy inni.

Wracam do pokazu slajdów i tym razem mój wzrok przykuwają po kolei detale jego twarzy. Te zaczerwienione policzki, piękne oczy z plamkami zieleni, ta mina, którą robi, gdy coś komuś tłumaczy, i te lekko rozchylone usta.

Jak bym się czuła, gdyby się tu nagle pojawił?

Pokaz slajdów zatrzymuje się na pewnym zdjęciu. To wciąż on, tym razem bez koszulki. Pozuje przed lustrem. I wygląda tak, że czuję się malutka jak pchła. Głębokie cienie podkreślają krągłości jego mięśni. Ma kanciastą twarz z wydatnymi kośćmi policzkowymi i cwaniacko wysuwa dolną wargę.

No dobra, wiem, to taka poza. Właściwie to wygląda na wielkiego próżniaka, i gdybym go lepiej znała, to pewnie rozmawiając z nim, darłabym łacha z tego zdjęcia... Ale jeśli się nauczę gadać do jego fotki z gołą klatą i nie płonąć przy tym rumieńcem, to może uda mi się z nim normalnie porozmawiać przy następnym spotkaniu w siłowni.

Wydymam usta w uśmieszku i mówię szeptem:

- Hej. - Przełykam ślinę i próbuję jeszcze raz: - Hej. - Przekrzywiam głowę i lekko potrząsam włosami. - Ty tutaj...?

W tym momencie oślepia mnie jasne światło. Wytrzeszczam oczy i po chwili udaje mi się skupić wzrok na chudej sylwetce Seba, który właśnie otworzył drzwi i wparował do mojego pokoju.

Gwałtownie zamykam laptopa, serce wali mi jak szalone.

- Wypad! - syczę.

- Jo, sis! Zgadnij, co widzieliśmy z Billem na...

Lezie w moją stronę roześmiany, z telefonem w wyciągniętej ręce.

- Wyjdź, mówię! - powtarzam głośniej.

Mruga zaskoczony.

- Ej, co jest...?

- Zostaw mnie w spokoju! Okej? Idź sobie! - Teraz już krzyczę i czuję, że twarz mi płonie.

Nie wiem, czemu się tak wydzieram, ale Sebowi nie trzeba dwa razy powtarzać. Przewraca oczami, mruczy: "O, Jezu...", potem zawraca przy moim łóżku i wychodzi, trzaskając drzwiami.

Gdy znika, w pokoju znów zapada ciemność.

Drżącymi rękami otwieram laptopa.

Przeglądam setki zdjęć Rena i nagle uderza mnie, jak idiotyczne jest to, co robię. Zatrzaskuję kompa, opadam na łóżko i wbijam oczy w sufit.

Nie ma Rena. Seba też nie.

W ciemności widzę obrys własnych dłoni.

Jestem sama.

?

ROZDZIAŁ 2

Chloe

Jest już po szkole. Louise, Rachel i Ameerah drą się tak głośno, że nie rozumiem, o co im chodzi.

- O ta, Chloe! Weź tę!

Rachel łapie wyszywany czerwony kostium. Gdy zdejmuje go z wieszaka, jedwab i cekiny mienią się w świetle jak skóra diabła.

Przekrzywiam głowę na bok.

- To chyba trochę... przesada, nie?

Rachel wypuszcza strój z rąk, jakby nagle zaczął ją parzyć.

- Fuj! No. Po bandzie.

Odwracam się, niezainteresowana ciuchem, i wbijam wzrok w telefon, który non stop wibruje powiadomieniami. Na czacie grupowym ludzie wieszają memy na temat imprezy halloweenowej, która ma się odbyć w czwartek za tydzień u Toma, mojego byłego. Jest też kilka nowych komentarzy do moich zdjęć na Instagramie.

Stukam w to najnowsze: stoję w lustrze, z czerwonymi, lekko rozchylonymi ustami, pochylona do przodu, a dopasowana szara sukienka z głębokim dekoltem podkreśla moją wąską talię.

Musiałam cyknąć jakieś trzysta fotek, żeby wyjść dobrze w tej pozie - jednocześnie szczupło i z krągłościami - a i tak nadal mi się nie podoba. Jedno biodro za bardzo wystaje i zdecydowanie spaprałam oczy. Kreska wyszła krzywo. Ech!

Mam pięć nowych wiadomości, prawie wszystkie od chłopaków ze szkoły, do tego jedną od jakiegoś Svena. Nie znam go, ale wydaje mi się, że to ten gość, który pracuje w sklepie na rogu, niedaleko mojego domu. Komentuje wszystkie zdjęcia, które zamieszczam. "Jaka piękna!" albo "Jesteś powalająca" - cały czas w tym stylu. Tym razem nic nie napisał, tylko wstawił emotkę z otwartą buzią, że niby jest w szoku.

- Chloe! A może to?

Louise idzie w moją stronę, kręcąc piruety, z przyłożoną do siebie ciemnozieloną sukienką z aksamitu. Niezły łaszek. Ma głęboki dekolt i obszycie zdobione piórami i koralikami. Gładzę materiał.

- Fajna - stwierdzam, ściągając ciuch z Louise.

Louise uśmiecha się chytrze do Rachel i wraca buszować między wieszakami.

W tej sukience się widzę. Z brokatowym makijażem i piórami we włosach będę wyglądać jak paw. Wyobrażam sobie, jak staję w progu domu z pruskiego muru, który tak dobrze znam, potem mijam schody z krzywą balustradą, a Tom spogląda na mnie, gdy wchodzę do salonu.

Na myśl o Tomie przygryzam policzek. Już nie jestem na niego zła, ale czuję się pusta w środku. Nie mogę przestać myśleć o naszym ostatnim spotkaniu. Jego twarz, blada jak popiół, wysunięta dolna warga i ten tężejący wzrok, gdy unosząc ramiona, powiedziałam: "Może powinniśmy zrobić sobie przerwę". Miałam wrażenie, że on sam od jakiegoś czasu chce mi to powiedzieć.

Byłam na niego taka wściekła, że aż mi się kręciło w głowie. Miałam ochotę wydrzeć się na niego z całych sił, powiedzieć mu, żeby przestał pisać do innych dziewczyn, bo skoro to robi, to najwyraźniej ma mnie gdzieś. Ale tego nie zrobiłam. Po prostu przewróciłam oczami i wyszłam. Na dźwięk słowa "przerwa" wzdrygnął się, jakby dostał w twarz. Ciągle pamiętam ten dziwny metaliczny posmak, który miałam w ustach, gdy wychodziłam.

Telefon znów brzęczy, odrywając mnie od myśli o Tomie. Mam już ponad tysiąc obserwujących i właściwie codziennie dostaję komentarze i prywatne wiadomości od jakiegoś nowego faceta.

Czasami ktoś zaczyna mnie obserwować, a potem zostawia komentarze pod każdym zdjęciem, a mam ich ze dwieście. Takich gości trochę się obawiam.

Ale nie patrzę teraz na mojego Instagrama. Przeglądam profil Toma. Przesuwam zdjęcia, które widziałam już milion razy (rzadko wrzuca nowe). Pod najnowszym, na którym siedzi roześmiany w miejscowym barze Playshack w towarzystwie dwóch kumpli, jest nowy komentarz.

Zostawiła go Jasmin Reid, moja koleżanka z jedenastej klasy.

Jaz_R Przystojniak :)

Gapię się na ten tekst przez kilka sekund.

Jezu, w co on sobie pogrywa? Z nią też pisał? Przecież nie jesteśmy razem dopiero od kilku tygodni... Pewnie chce mi zrobić na złość! Otwieram profil Jasmin i pod jednym z jej najnowszych zdjęć widzę komentarz Toma - emotkę puszczającą oczko.

Wysuwam brodę. Masz ochotę na gierki? Bardzo proszę. Przebiegam wzrokiem po najnowszych komentarzach do moich selfie od facetów, których nie zna Tom.

Rzuca mi się w oczy tamten Sven. Jakiś tydzień temu wysłał mi prywatną wiadomość: "Jesteś najbardziej olśniewającą dziewczyną, jaką widziałem". Ale może był pijany, bo potem następuje bezsensowny ciąg liter. Ma dziwny profil na Insta: prawie same selfie na rowerze i podczas gry w piłkę.

Dobra, wszystko jedno. Nada się.

Wybieram jedną z najbardziej upozowanych fotek (z ręką za głową, żeby było widać mięśnie), daję lajka i piszę komentarz:

Chlo03 Mocne ;)

Mój telefon prawie natychmiast rozbłyskuje dwiema wiadomościami.

- Spodoba się Tomowi - mówi Louise, która nagle wyrosła obok mnie.

Blokuję ekran telefonu.

Lou tymczasem wskazuje ruchem głowy na kieckę, którą trzymam w ręku.

- Dobrze pamiętam, że lubi zielony kolor?

Gdy pada jego imię, wszystkie dziewczyny nagle zaczynają się na mnie gapić.

Marszczę nos, jakbym próbowała sobie przypomnieć.

- Tom? Boże, to było wieki temu. - Parskam śmiechem. - Kogo obchodzi jakiś Tom?

?

ROZDZIAŁ 3

Amber

Lustra na ścianach siłowni sięgają od podłogi do sufitu i doskonale widać w nich każdą niedoskonałość na mojej twarzy. Mam ciemnofioletowe cienie pod oczami, tłuste czoło i wielki biały zaskórnik na czubku nosa. Wdrapuję się na rower stacjonarny, trochę trzęsą mi się przy tym ręce.

Krzywię się do swojego odbicia. Rany! Trzeba się było położyć i wyspać, zamiast do drugiej w nocy obsesyjnie wyobrażać sobie ten moment: poranek w przyszkolnej siłowni, gdzie być może znowu go zobaczę.

A co, jeśli wszystko zepsuję?

Może palnę coś głupiego? Albo w nerwach głos zacznie mi się głupkowato łamać? Albo jeszcze gorzej: ja się do niego odezwę, a on mnie totalnie zignoruje?

I już cała się trzęsę. Czuję, jak gęsia skórka z ramion pełznie coraz wyżej. I to łaskoczące, elektryczne mrowienie. Zaciskam usta z obawy, że zaraz zacznę szczękać zębami.

Wyluzuj. Przecież jego jeszcze tu nie ma. Weź się w garść.

Chowam palce w rękawach bluzy i zaczynam stukać w przyciski. Rower włącza się z przenikliwym piskiem, aż podskakuję na siodełku.

Czy ktoś to widział? Ukradkiem rozglądam się po sali, ale nikt na mnie nie patrzy. Facet najbliżej mnie ma w uszach słuchawki, kobieta na wolnych ciężarach w rogu patrzy w lustro.

Zaczynam spokojnie pedałować.

Koło kręci się coraz szybciej i szybciej. Krew nabiega mi do twarzy. Zaraz może wejść Ren. W każdej chwili.

Nagle słyszę cichy odgłos prującego się materiału i czuję, że coś ciągnie mnie za nogawkę.

Co jest...?

Nitka wystająca z dołu nogawki moich legginsów do biegania wkręciła się w pedał. Podnoszę nogi, ale pedały kręcą się jeszcze przez kilka dobrych sekund, coraz mocniej naciągając materiał.

Rower zaczyna ściągać mi legginsy z tyłka. Rozglądam się, potem szarpię za nogawkę, ale rower znów ją napręża.

Próbuję wymanewrować nogę z pedałów, ale nitka jest mocna i tak ciasno nawinięta wokół ośki, że zaraz albo polecę z roweru i spadnę na twarz, albo rozerwę sobie legginsy na tyłku.

Policzki zaczynają mnie szczypać.

Boże. Utknęłam na amen.

Kątem oka widzę wysokiego gościa z grzywą czarnych włosów, w granatowej bluzie - uniformie tutejszych trenerów. Proszę, błagam, niech to nie będzie Ren. A jeśli to on, to niech się nie waży podchodzić!

Próbuję się schylić i rozplątać wkręconą nitkę, ale bez skutku. Nie jestem specjalnie rozciągnięta i jeśli zegnę się jeszcze choćby odrobinę głębiej, to legginsy już na pewno zjadą mi na kolana.

Do oczu zaczynają mi napływać łzy upokorzenia.

To był żałosny pomysł, żeby tu przychodzić. Jak mogłam się łudzić, że Ren będzie w ogóle chciał ze mną gadać? A ten pokaz slajdów z jego zdjęć? Żenada! Bajki bajkami, a wszystko skończy się tak: cały ranek spędzę uwięziona na tej cholernej maszynie i w końcu będę musiała podrzeć na sobie te piekielne spodnie, żeby się uwolnić i pójść do szkoły.

O Boże! Przypomniałam sobie, jaką mam pod spodem bieliznę...

Białe, workowate galoty. Pierwsze, które wpadły mi w ręce, gdy się ubierałam, jeszcze na wpół śpiąc.

Mrugam kilka razy i pociągam nosem, żeby się pozbyć łez.

Nagle wyrasta obok mnie jakaś wysoka dziewczyna. Jest szczupła, ma gęste kręcone rude włosy związane wysoko na głowie w koński ogon i taką samą bluzę trenera jak Ren.

- Jestem Iulia, stażystka. Potrzebujesz pomocy? - Zerka w dół na moją nogawkę w potrzasku, potem ścisza głos. - Widziałam, jak walczysz z rowerem. Spokojnie, pomogę ci.

Klęka i w kilka sekund zręcznie uwalnia moje spodnie z maszyny. W pewnej chwili nachyla się prawie do ziemi, odgryza nitkę wiszącą u dołu nogawki i wybawia mnie z opresji.

Ostrożnie zdejmuję nogę z pedału. Nie ciągnie. Dolne obszycie legginsów odrobinę się rozpruło, ale to jednak wielka ulga, że nie spędzę całego poranka przysznurowana do roweru.

- Jeśli będziesz jeszcze potrzebować pomocy, pytaj bez wahania! - mówi Iulia, uśmiechając się szeroko, a ja zdaję sobie sprawę, że w tym tygodniu jest pierwszą osobą ze szkoły, która się do mnie uśmiechnęła.

Otwieram usta. Chcę coś powiedzieć, jakoś jej podziękować za uratowanie z opałów, ale zanim udaje mi się cokolwiek wykrztusić, ona odchodzi sportowym krokiem i zaczyna objaśniać jakiemuś facetowi, jak się prawidłowo robi przysiady.

Wiem, że jestem już wolna, ale wolę nie ryzykować. Zeskakuję z maszyny, łapię butelkę z wodą i daję nogę do przebieralni.

Rena nigdzie nie widać.

Jak mogłam odstawić taką żałosną akcję? Zrywać się o świcie i przyłazić tu, bo być może on dziś pracuje? Wszyscy studenci z kursu trenerskiego są teraz na zajęciach, a praktyki w siłowni mają tylko co jakiś czas, i to wcale nie codziennie. Dam sobie głowę uciąć, że Ren skończył szkołę w zeszłym roku i jest tylko o rok starszy ode mnie, ale i tak może mnie wziąć za jakiegoś głupiego podlotka ze szkoły obok, zwłaszcza jeśli zobaczy, jak się przebieram w łachy od wuefu.

A zresztą może to i lepiej, że ma dziś zajęcia na studiach. Bo co by się stało, gdyby Iulia mnie nie uwolniła? Niewykluczone, że musiałabym świecić gołym tyłkiem przed całą siłownią.

Gdy naciągam szkolny sweter na sportową bluzę, znów zbiera mi się na płacz. Idiotka ze mnie, prawda? Ten jego uśmiech nic nie znaczył. Uśmiecha się tak do wszystkich. Nie powinnam była znów tu przyłazić. To była totalna głupota.

Dwie recepcjonistki przy głównym wejściu do centrum sportowego omawiają coś szeptem, nachylone do siebie. Nie zwracam na nie specjalnej uwagi, bo głowę mam zapętloną wokół okropnych myśli. Zastanawiam się, co Ren sądzi na mój temat. Przyczepiły się do mnie te myśli jak rzep i nie mogę się od nich uwolnić, choć z całych sił próbuję.

- No nie do wiary z tym Renem! - dobiega mnie syk jednej z recepcjonistek.

Stopy wrastają mi w ziemię. Udaję, że szukam czegoś w mojej sportowej torbie.

- Menedżerka od początku była na niego cięta.

Upuszczam torbę. Recepcjonistki patrzą teraz na mnie. Usłyszały mnie?

- Pomóc ci w czymś, słonko? - pyta jedna z nich, pochylając się nad blatem recepcji.

Błyskawicznie podnoszę torbę.

- Nie, nie. Nie trzeba - bąkam i czym prędzej ruszam w stronę podwójnych drzwi wyjściowych.

Podmuch chłodnego wiatru uderza mnie w policzki, ale nie zwracam na to uwagi.

Czyżby Ren coś przeskrobał?

Przypominam sobie ten uśmiech. Jego dobre oczy. To, jak mi pomógł z maszyną do wiosłowania, kiedy pierwszy raz przyszłam do siłowni. Rany, jaka ja byłam niewiarygodnie głupia!

Przygryzam policzek w kąciku ust.

Nie było go dziś w siłowni. Zaraz... Przecież zawsze, gdy przychodzę ćwiczyć w środy rano, on też jest.

Czyli zdecydowanie coś jest nie tak.

Ale co?

Automatycznie wchodzę na profil Rena i odświeżam go kilka razy. Po chwili chowam telefon. Nie ma nowych postów.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki