Niezwykle wręcz ogromna jest rozszerzająca się membrana kontinuum czasoprzestrzennego. Czy nie powinniśmy nazwać jej nieskończoną?
Nie, wcale nie powinniśmy, jeśli nie chcemy zaczynać nierozstrzygalnej dyskusji zarówno z fizykami, jak i z filozofami - takiej dyskusji, w której ludzie składają palce w piramidkę i mówią bardzo powoli: "No-o cóż, wszystko zależy od tego, co rozumiemy pod słowem "nieskończony"". I powtarzają to w rozmaitych wariantach, dopóki nie skończy się piwo. Jeśli ktoś ma pecha, zdążą mu wyjaśnić, jak to nieskończoności występują w różnych rozmiarach.
Można chyba bezpiecznie stwierdzić, że na tej gumowej membranie występują grudy materii, które przemieszczają się i organizują w skomplikowane systemy. Miliardy takich systemów, ale dwa z nich zasługują na szczególną uwagę. Jeden składa się z dość kluchowatego i bardzo gorącego sferycznego jądra z żelaza i skał, w dużej części roztopionych, trzymanych razem własnym ciśnieniem i opakowanych w cienką, ale twardą skorupkę. Całość wiruje w przestrzeni pod wpływem sił grawitacji. To Ziemia, która jest okrągła jak kula. Drugi system jest okrągły jak talerz i przemieszcza się w bardziej statecznym tempie, wysiłkiem zaprzęgu słoni i żółwia. To Dysk.
Ich wspólną cechą jest to, że niosą przez kosmos ładunek świadomych, pomysłowych - możemy nawet miłosiernie stwierdzić, że inteligentnych - istot żywych. Przez wiele stuleci swej egzystencji istoty owe wygenerowały złoża myśli, informacji, emocji, wierzeń i wyobrażeń, otaczające ich światy niczym psychiczna atmosfera, noosfera. W ramach tej noosfery wytworzyły się schematy kierowane nieodpartą potęgą narrativum, imperatywu narracyjnego, mocą opowieści. Niektórzy uczeni nazywają te schematy motywami, inni toposami, dla jeszcze innych to memy. Najważniejsze jest, że są, wszyscy je znamy i że trwają. Co więcej, te najsilniejsze potrafią się replikować i dryfują potem przez multiwersum jako cząsteczki inspiracji, co prowadzi do naprawdę zadziwiających podobieństw między Ziemią i Dyskiem.
SŁONIE I ŻÓŁW
Absolutnie kluczowy i niezaprzeczalny fakt dotyczący Dysku to ten, że jest dyskiem. A przynajmniej jest niezaprzeczalny, o ile ktoś nie jest wyznawcą religii omniańskiej; wówczas musi temu faktowi zaprzeczać z całych sił. Dysk spoczywa na czterech gigantycznych słoniach (o imionach: Berilia, Tubul, Wielki T'Phon i Jerakeen), których kości są żyjącym żelazem, a nerwy są z żywego złota. Słonie natomiast stoją na skorupie Wielkiego A'Tuina, długiego na dziesięć tysięcy mil gwiezdnego żółwia, który w sposób celowy płynie przez kosmos. Jaki mógłby być ten cel, tego nie wiadomo.
Dziecko spytało kiedyś:
- Dlaczego Żółw pływa?
Na co mędrzec odparł:
- Dziecko, nie ma żadnego "dlaczego". TAK... WŁAŚNIE... JEST.
Można to powiedzieć o wielu sprawach.
Na Ziemi "wszyscy wiedzą", jak to kiedyś ludzie wierzyli, że ich świat także jest płaski, o ile w ogóle o tym myśleli. W rzeczywistości od kilku tysięcy lat rosnąca liczba wykształconych osób dysponowała wiedzą, że świat jest kulą. Ogólnie rzecz biorąc, rozsądek sugerował, by nie krzyczeć o tym na ulicy ze względu na możliwe niepokoje. Nie ma wątpliwości, że starożytni indyjscy uczeni posiedli tę wiedzę, ale że prawda występuje w wielu postaciach, pradawne epickie poematy hinduskie stwierdzają, że świat jest dyskiem.
Dalsze szczegóły indyjskiej kosmologii są zmienne. Według jednego mitu cztery (albo osiem) wielkie słonie, zwane diggaja albo diś?gaja, "słonie kierunków", strzegą czterech (albo ośmiu) stron dysku, wspólnie z pewnym typem bóstwa zwanego lokapala, dosiadającym każdego z nich. Jednak najstarsze teksty nie twierdzą, że słonie te niosą świat. Za to według innego mitu świat spoczywa na grzbiecie pojedynczego słonia, Maha-Padma, a on stoi na żółwiu (lądowym) imieniem Chukwa. I wreszcie powiedziane jest w jeszcze innym micie, że bóg Wisznu przyjął kiedyś postać wielkiego żółwia (k?rma), tak ogromnego, że góra Meru, święta centralna góra świata, mogła oprzeć się na jego grzbiecie i być wykorzystana do ubijania oceanu. Na pewnym etapie, choć nikt nie wie kiedy dokładnie, wszystkie te legendy zaczęły zlewać się w jedno. W rezultacie niektórzy (ale nie wszyscy) hinduscy mitografowie uważają obecnie, że świat jest dyskiem niesionym przez cztery słonie stojące na żółwiu.
Rozmaite warianty tego mitu rozprzestrzeniły się do innych rejonów świata1. Jeden, który okazał się szczególnie popularny, obejmuje nieskończoną regresję żółwi. Mówi się, że pewien arogancki Anglik nabijał się z Hindusa, pytając, na czym stoi żółw; Hindus odpowiedział z całkowitym spokojem: "Ach, sahibie, dalej są żółwie do samego dołu"2. Inny wariant, wspomniany przelotnie w filmie Złodziej z Bagdadu, mówi o całkiem innych zwierzętach, ale jest wartościowy, ponieważ dodaje jeden istotny czynnik, mianowicie ruch. Ta wersja mówi, że świat spoczywa na siedmiu filarach, niesionych na barkach wielkiego dżinna, stojącego na orle, który usiadł na byku, który stoi na rybie - a ta ryba płynie przez morza wieczności.
Mitologia chińska także zna ogromnego kosmicznego żółwia, choć jest pewna różnica. Według Chińczyków nasz świat nie leży na grzbiecie zwierzęcia (ze słoniami czy bez), ale przelewa się wewnątrz niego. Plastron mieści oceany, na których unoszą się wszystkie nasze kontynenty, a kiedy spojrzymy w górę, na kopułę nocnego nieba, widzimy wewnętrzną stronę wielkiej skorupy nabijaną niezliczonymi gwiazdami.
Najwyraźniej odpryski informacji dryfowały przez multiwersum, tu i ówdzie zapuszczając korzenie. Ale pełna i cudowna Prawda znana jest jedynie na Dysku: Żółw Się Rusza!
A poza tą Prawdą leży tajemnica jeszcze głębsza, wspominana w legendach krasnoludów - legenda o piątym elefancie. Bowiem krasnoludy z Überwaldu opowiadają, że był kiedyś piąty słoń podpierający Dysk, ale spadł:
Mówią, że piąty słoń nadleciał przez atmosferę młodego świata wiele lat temu, rycząc i trąbiąc, i uderzył o grunt z taką mocą, że rozbił kontynenty i wyniósł łańcuchy gór. [Piąty elefant]
Nikt tego nie widział ani nie słyszał, ale krasnoludy mówią, że wielkie złoża rudy żelaza, złota i tłuszczu pod ich górami to szczątki piątego słonia. Dodatkowo, fala uderzeniowa zasypała ziemią tysiące akrów prehistorycznej trzciny cukrowej, wskutek tego powstał gęsty, krystaliczny cukier, nadający się do wydobycia. Te surowce są podstawą kwitnącego handlu wyrobami cukierniczymi oraz najwyższej jakości świecami, mydłem i olejami do lamp.
Żelazo, złoto i tłuszcz niewątpliwie istnieją. Jednak sama legenda stwarza poważne problemy. Jeśli cztery słonie wyznaczają cztery strony świata, to gdzie stał ten piąty? Pośrodku, by razem tworzyły wzór zwany kwinkunksem? Jeśli ześliznął się i spadł z grzbietu żółwia, jak mógł uderzyć o Dysk? Czyżby spadał do góry? A jeśli tak, to czy nie uderzyłby w dolną powierzchnię Dysku, zamiast przebijać się przez atmosferę? A może na krótko wszedł na orbitę? Krasnoludy są skryte, więc trudno liczyć, że kiedyś poznamy prawdę o tych zdarzeniach.
Niektórzy filozofowie z Efebu, wysłuchawszy tej opowieści, doszli do wniosku, że piąty elefant nie był prymitywną istotą materialną, podległą normalnym prawom fizyki, ale czystą, subtelną i eteryczną Kwintesencją Kosmicznej Gruboskórności. Nie widzimy go nigdzie, ponieważ jest obecny wszędzie. Bez niego cały wszechświat Świata Dysku przestałby istnieć. Zaskakującym przypadkiem dokładnie w ten sposób filozofowie starożytnej Grecji opisywali swój hipotetyczny piąty element - czy też pierwiastek albo żywioł: niewidzialna, niedotykalna Kwintesencja zapewniająca kluczową przeciwwagę dla czterech elementów materialnych: Ziemi, Powietrza, Ognia i Wody, a wszystkie pięć wspólnie tworzy wszechświat.
A może to tylko legenda. Legendy nie muszą mieć sensu. Wystarczy, że będą piękne. A przynajmniej ciekawe.
CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ, PŁATNEJ WERSJI
1 Niektóre mogą być lokalnego pochodzenia - wydaje się, że ludzie mają skłonność do widzenia w żółwiach potężnych nosicieli.
2 Tak, wiemy, że istnieje kilka wersji tej historii.