Foczka Matimu - Sebastian Steranka

-
Proszę czekać

Rozdział pierwszy

Znajda

Okoliczności pojawienia się foczki w domu dziewczynki były dość niezwykłe. I to nawet nie fakt, że trzy sekundy po kolacji wigilijnej wyskoczyła z prezentu z okrzykiem: "No cieś", co raczej cały ciąg zdarzeń, który do tego doprowadził, uczynił sytuację wyjątkową. Powszechnie wiadomo, że Święty Mikołaj najwięcej pracy ma w grudniu, szczególnie pomiędzy jego szóstym dniem a wigilią. Goni wtedy oddane renifery po całym świecie, żeby zdążyć do każdego dziecka, a do domu wraca tylko na ciepłą zupę i po nową porcję prezentów. Jakież było jego zdziwienie, kiedy pędząc wyładowanymi po brzegi saniami, spostrzegł nagle pośrodku morza dryfującą na niewielkiej krze maleńką foczkę o czarnych, lśniących oczkach. Gdy tylko podpłynął do kry, by przyjrzeć się stworzonku, foczka natychmiast wskoczyła na świętego, opatuliła się jego brodą, żeby dłużej nie marznąć, i zapytała:

- Masz rybeczkę? Focia głodna, daj am!

Wśród stosu prezentów Mikołaj miał na szczęście wędkę przeznaczoną dla grzecznego Stasia. Szybko rozpakował ją, założył na haczyk żelową gąsienicę i już po chwili, ku zdziwieniu reniferów z zaprzęgu, zamiast gnać czym prędzej do dzieci, łowił ryby dla głodnej foczki. A apetyt maluch miał ogromny!

Pierwsze trzy rybki zniknęły ledwo zdjęte z haczyka. Foczka oblizała łapki, poprawiła sterczące wąsy i stwierdziła, że chętnie zjadłaby jeszcze trzy, bo brzuszek ciągle chudziutki i mięciutki. Święty nie mógł się nadziwić, skąd w zwierzątku mieszczącym się na otwartej dłoni, a przypominającym szarą, puchatą kulkę, aż taki głód. Nie wiedział jednak, jak długo dryfowało zagubione na ogromnym morzu, cierpliwie więc łowił kolejne ryby i śmiał się dobrodusznie na widok znikających w pyszczku śledzików, makreli i fląder. Wszystko byłoby dobrze, gdyby czas nie gonił Mikołaja. Do rozwiezienia pozostawało mnóstwo prezentów! Przez ostatni tydzień odwiedził dzieci w Australii i obu Amerykach. Teraz jeździł po Europie, a do odwiedzenia zostawała cała Afryka i Azja. Tymczasem focia co pół godziny prosiła o postój i kolejną rybkę. Tak nie dało się pracować! Renifery były niezadowolone i głośno upominały Mikołaja, że w takim tempie to nie tylko do świąt nie zdążą, ale nawet do Nowego Roku! Nie było rady. Mikołaj, który i tak musiał zajechać po kolejną partię prezentów, postanowił, że zawiezie foczkę do własnego domu i tam zostawi ją pod opieką Pani Mikołajowej. Pognali więc ku Laponii po nocnym niebie rozświetlonym milionem gwiazd i zorzą polarną. Focia nigdy nie widziała takich cudów, patrzyła więc długo i uważnie. Wreszcie zmęczona potarła szkliste oczka, zagrzebała się w ciepłym rękawie płaszcza Mikołaja i zasnęła, cicho pochrapując.