Flesze - Barbara Woźniak

Kup ebooka

39.00 zł
32.37 zł (39,00 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

flash/flesh

Chirurdzy utrzymują

Że rana pulsuje światłem.

(Anne Carson, I, w: Piękno męża,przeł. Olga Kubińska)

.

Pierwsze spotkanie?

Dziewczyna w spranych dżinsach z dziurą na kolanie wchodzi grudniowego wieczoru do księgarni, szybko rozgląda się wokół zza powiększających oczy szkieł w szylkretowej oprawie i zajmuje miejsce - trochę się potyka po drodze, mruczy pod nosem - w środku trzeciego rzędu krzeseł z jasnej sklejki. Sala jest niewielka, więc ustawiono je ciasno. Chociaż pierwsze rzędy szybko się zapełnią, z kanapy nieprzerwanie będzie widać jej twarz. Spojrzenie będzie miała chłodne i surowe, choć dwa-trzy razy gdzieś z głębi wychyną iskierki rozbawienia i zgasną. Za szybami księgarni szybko zapadnie zmrok, jak spuszczona nagle roleta. Nikt w środku nie zauważy.

To wszystko wydarzy się bez ostrzeżenia.

Pierwsze spotkanie?

Weszłam tam, było jasno i ciepło. Na dworze wiało. Mogłabym opowiadać, że to był przypadek, że chciałam się ogrzać wśród książek, ale nie. Kto by uwierzył?

Pachniało papierem, a kolorowe okładki na ścianie naprzeciw drzwi - chyba ktoś zrobił to specjalnie - ułożyły się w malowniczą mozaikę. Chciałam podejść bliżej, bo zobaczyłam tom amerykańskich poetów po polsku, od dawna nie do kupienia, poza tym zamierzałam przejechać palcem po grzbietach. Nie lubię mieć niezajętych rąk, gdy nie jestem u siebie. Czekaj, niezgrabnie... Lubię mieć zajęte ręce. Ale te krzesła ktoś ustawił tak ciasno - przeszło mi przez myśl, że jest ich o wiele za dużo, że będą świecić pustkami, a to takie przykre. Ale nie. Przyszło tyle ludzi, ile miejsc. W każdym razie ruszyłam przed siebie, zahaczyłam nogą o nogę, osoby na kanapie podniosły głowy, opadłam na środkowe krzesło w którymś z pierwszych rzędów i nie zdejmując kurtki, zastygłam. Nie chciałam robić hałasu. Czekałam, aż się zacznie.

Było mi zimno, jak zwykle.

Za autorką w czerwonej sukience - od razu wiedziałam, że to ona, choć wcześniej nie widziałam jej zdjęcia - wisiał plakat z okładką Przymorza.

A potem nawiązałyśmy kontakt i już go nie rozwiązałyśmy.

Tak się mówi?

Pierwsze spotkanie.

Ludzie w kurtkach we wnętrzach, na krzesłach wyglądają, jakby wpadli tylko na chwilę, przypadkiem. Jakby przysiedli na moment, jak ptaki na linii wysokiego napięcia, odpocząć albo się ogrzać. Jakby mieli w nosie, co wokół i czy to się dzieje naprawdę. Jakby byli przejazdem, przechodem, przebiegiem, po drodze i trochę bez sensu. Jakby nie wiedzieli po co. Jakby nie byli pewni, czy warto, czy opłaca się zdjąć, rozpiąć, rozszczelnić, dopuścić grudniowy chłód bliżej skóry.

W szarych początkach grudnia ludziom nie chce się wychodzić. Siwe niebo, chemia w powietrzu, błoto. Nic nie czeka na zewnątrz, bo cóż by miało czekać? Gwiazdka za prawie miesiąc, poza tym Gwiazdki są dla dzieci, mikołajki też (i dla Mikołajów), Barbórki dla górników i Barbar, wszystko jest dla kogoś innego. Grupa docelowa grudniowych atrakcji jest wbrew pozorom wąska. Noce są najdłuższe, dni przeciwnie, przy łóżkach piętrzą się nieprzeczytane książki, a notesy i głowy puchną od rozpoczętych historii, może nowy rok da im szansę.

Spotkania autorskie są dla tych, co czytali. I dla tych, co nie, ale zamierzają. Dla tych, którym się podobało albo nie - ci ostatni i tak nic nie powiedzą. Dla rodziny, przyjaciół, znajomych, studentów polonistyki oraz dla osób w kryzysie bezdomności. Dla tłumaczki z "małych" języków szukającej słów i inspiracji. Dla ludzi, którzy przychodzą się nudzić, i dla tych, którzy zakochać. Albo ogrzać.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki