Fizyka Poziomu Skolapsowanego a Fizyka Poziomu Duchowego - Krystian Defer

Kup ebooka

80.77 zł
67.04 zł (80,77 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Nota od Autora

Ta książka jest wykładem, nie podręcznikiem praktyki. Nie znajdziesz w niej ani jednej procedury, ani jednego nastawienia, ani jednej instrukcji krok po kroku. Napisałem ją po to, żeby pokazać coś innego: że Rzeczywistość, w której żyjesz, ma dwa Poziomy, i że każdy z nich rządzi się własną, kompletną, wewnętrznie spójną fizyką.

Fizyka, której uczono Cię w szkole, jest prawdziwa. Chcę to powiedzieć na samym początku, żeby nie było nieporozumień. Newton się nie mylił. Einstein się nie mylił. Reguła Borna działa. Termodynamika działa. Cała ta wspaniała, precyzyjna, sprawdzalna konstrukcja jest poprawna, i nie mam najmniejszego zamiaru jej podważać. Twierdzę jedynie, że opisuje ona jeden Poziom Rzeczywistości, ten skolapsowany, ten mierzalny, i że robi to znakomicie, dopóki nie zapyta się jej o coś, co leży poza jej dziedziną.

A kiedy się ją o to zapyta, milknie. I to milczenie jest tematem tej książki.

Terminologia, której używam, jest w dużej mierze moja własna. Poziom Niemierzalny Duchowy, Poziom Mierzalny Materialny, Przyczyny Źródłowe, Konflikt Deterministyczny, Kompatybilizm Teistyczny, masa ontologiczna Duszy, Mentalne Narzędzia Kwantowe (MNK, po angielsku QMT) i Techniczne Narzędzia Kwantowe (TNK, QTT). Piszę te pojęcia wielką literą, bo w moim systemie są to nazwy własne, a nie ozdobniki. Kiedy piszę "Rzeczywistość", mam na myśli konkretny byt, a nie ogólnikowe pojęcie.

Twierdzenia ezoFizyki nie są ustaleniami nauki głównego nurtu. Są moje. Referuję je tu uczciwie, z pełnym wywodem i z jawnym zaznaczeniem, gdzie kończy się fizyka podręcznikowa, a zaczyna moja propozycja. Czytelnik ma prawo wiedzieć, co kupuje. Tam, gdzie relacjonuję ustalenia fizyki uznanej, mówię to wprost. Tam, gdzie idę dalej, też mówię to wprost.

Ta książka jest napisana dla kogoś, kto skończył szkołę średnią i nie boi się myśleć. Nie potrzebujesz matematyki wyższej. Nie potrzebujesz wcześniejszej lektury moich prac. Potrzebujesz cierpliwości na jakieś sto trzydzieści stron i gotowości do zawieszenia na chwilę odruchu, który każe odrzucić rzecz nową, zanim się ją zrozumie.

Czego serdecznie życzę każdemu mojemu Czytelnikowi.

Jak czytać tę książkę

Traktat ma trzy części i zamknięcie.

Część I to fizyka Poziomu Skolapsowanego, czyli Mierzalnego. Newton, Einstein, masa, energia, grawitacja, entropia, pomiar, reguła Borna. Wykładam ją uczciwie i porządnie, tak jak ją rozumie nauka główna, bo bez tego druga część nie miałaby z czym rozmawiać. Kończę tę część rozdziałem o granicach Fizykalizmu, czyli o tym, czego ta fizyka nie umie wyjaśnić własnymi środkami.

Część II to fizyka Poziomu Duchowego, czyli Niemierzalnego. Fizyka falowa, superpozycja, interferencja, splątanie kwantowe, wyrównywanie potencjałów, alokalność, bezmasowość, Przyczyny Źródłowe, Kroniki Akaszy. To jest fizyka Potencjalności, i jest ona równie ścisła jak ta pierwsza, tylko posługuje się innymi wielkościami.

Część III to most. Kolaps, masa jako Parametr kolapsu, Wolna Wola jako siła elementarna, Konflikt Deterministyczny, poprawione równanie Schrödingera, Kompatybilizm Teistyczny, masa ontologiczna Duszy i wreszcie Homo Sapiens Quantum. Ta część pokazuje, jak dwa Poziomy są jednym.

Najlepiej czytać po kolei. Kto zna fizykę szkolną dobrze i chce od razu tego, co nowe, może zacząć od rozdziału 9, ale ostrzegam: rozdział 9 jest tak dobry, jak rozdziały 1 do 8, na których stoi.

Na końcu jest Słowniczek pojęć ezoFizyki. Jeśli w trakcie lektury zgubisz termin, tam go znajdziesz.

Wstęp. Dwie fizyki, jedna Rzeczywistość

Zacznę od obrazu, do którego będę wracał przez całą książkę.

Wyobraź sobie, że wchodzisz do sali koncertowej z mikrofonem w ręku. Mikrofon jest dobry, kalibrowany, drogi. Rejestruje w paśmie od dwudziestu herców do dwudziestu kiloherców, czyli dokładnie tam, gdzie słyszy ludzkie ucho. Ustawiasz go na środku sali, włączasz, patrzysz na wskaźnik. Wskaźnik stoi na zerze. Nic. Cisza.

I teraz pytanie: czy z tego, że mikrofon nic nie zarejestrował, wynika, że w sali nikt nie gra?

Odpowiedź brzmi: nie wynika. Wynika tylko tyle, że jeśli ktoś gra, to gra poza pasmem, w którym ten mikrofon słyszy. Może gra w ultradźwiękach. Może gra w infradźwiękach. Może gra na czymś, co w ogóle nie jest falą akustyczną. Mikrofon jest niewinny, mikrofon robi swoje. On po prostu ma dziedzinę, i poza tą dziedziną milczy, i to milczenie nie jest informacją o świecie, tylko informacją o mikrofonie.

Nauka głównego nurtu jest takim mikrofonem. Znakomitym, precyzyjnym, kalibrowanym przez czterysta lat najlepszych umysłów gatunku. I ma dziedzinę. Ta dziedzina nazywa się: to, co mierzalne. Cały jej gmach stoi na jednym, przyjętym w szesnastym wieku i nigdy potem nie zakwestionowanym założeniu, które brzmi: istnieje to, co da się zmierzyć. Nazwano to później Fizykalizmem i wypisano na sztandarach jako triumf trzeźwości nad zabobonem.

Otóż ja nie mam nic przeciwko trzeźwości. Mam natomiast coś przeciwko myleniu granic instrumentu z granicami świata.

Bo zauważ, co to założenie robi. Ono nie mówi: "badamy tylko to, co mierzalne, bo tylko to umiemy badać". To byłoby uczciwe, skromne i prawdziwe. Ono mówi coś znacznie mocniejszego: "istnieje tylko to, co mierzalne". A to jest już nie metodologia, tylko ontologia, czyli twierdzenie o tym, co jest. I jako twierdzenie o tym, co jest, nie ma ono żadnego dowodu. Nie da się zmierzyć zdania "istnieje tylko to, co mierzalne". Ono samo w sobie nie spełnia własnego kryterium. Wąż zjada ogon.

Dlaczego akurat teraz

Można by powiedzieć: dobrze, filozoficzna zadra, ale co z tego. Fizyka i tak działa. Mosty stoją, satelity latają, tomografy prześwietlają. I to prawda. Przez trzysta lat, od Newtona do końca dziewiętnastego wieku, ta zadra nikomu nie przeszkadzała, bo świat, który badano, był grzeczny. Miał kule bilardowe, miał siły, miał trajektorie, miał przyczyny i skutki ułożone w karną kolejkę.

A potem przyszedł rok tysiąc dziewięćset piąty, potem lata dwudzieste, i grzeczny świat się skończył.

Okazało się, że Natura nie jest ciągła, tylko ziarnista. Że cząstki elementarne nie są obiektami, tylko wzbudzonymi stanami pól. Że dwa układy, które raz weszły w interakcję, tworzą stan splątany o właściwościach, których nie ma żadna z części z osobna. Że indeterminizm nie jest wynikiem naszej niewiedzy, tylko cechą samej Natury, i że nie da się przewidzieć, gdzie znajdzie się cząstka, nawet teoretycznie. Że pomiar nie odczytuje wartości, tylko ją współtworzy. Że alokalność jest faktem, że lokalny realizm, którego bronił Einstein, okazał się fałszywy, i że istnieje całość, której nie da się podzielić na osobne części, bo złożony układ kwantowy ma właściwości niezgodne z jakąkolwiek własnością swoich składników.

To nie są tezy ezoFizyki. To jest podręcznik. To jest to, co każdy student fizyki musi umieć, żeby zdać egzamin. I to jest, moim zdaniem, najbardziej zdumiewający fakt kulturowy naszych czasów: że wiemy to od stu lat i wciąż żyjemy tak, jakbyśmy nie wiedzieli.

Co proponuję

Moja propozycja jest prosta i, jak sądzę, oszczędna. Brzmi tak:

Rzeczywistość jest jedna, ale ma dwa Poziomy.

Pierwszy, podstawowy, nazywam Poziomem Niemierzalnym, Duchowym. Tam byty znajdują się w superpozycji swoich dozwolonych stanów kwantowych. Tam obowiązuje fizyka falowa, zgodna z równaniem Schrödingera. Tam nie ma masy, nie ma temperatury, nie ma objętości, nie ma odległości, nie ma strzałki czasu. Tam są Przyczyny Źródłowe wszystkiego, co potem dzieje się niżej.

Drugi nazywam Poziomem Mierzalnym, Materialnym. Tam byty są materią albo energią. Tam obowiązuje fizyka Newtonowsko-Einsteinowska. Tam jest masa, temperatura, objętość, odległość, entropia i strzałka czasu. Tam jest Twoje ciało, Księżyc, Słońce i kamień na drodze.

I teraz zdanie, wokół którego kręci się cała ta książka:

Poziom Mierzalny to skolapsowany Poziom Duchowy.

Nie dwie substancje. Nie dwa światy. Nie niebo i ziemia jako osobne piętra. Jedna Rzeczywistość w dwóch trybach istnienia, a przejście między trybami nazywa się kolapsem. To, co na Poziomie Duchowym jest falą i Potencjalnością, na Poziomie Mierzalnym jest cząstką i faktem. Sławny dualizm korpuskularno-falowy, ta zagadka, nad którą fizyka męczy się od stu lat, jest po prostu tym samym bytem oglądanym z dwóch Poziomów.

Co ta książka robi, a czego nie robi

Nie robi trzech rzeczy.

Nie podważa fizyki. Powtórzę to jeszcze wiele razy, bo doświadczenie uczy, że i tak ktoś przeczyta odwrotnie. Model Standardowy zostaje. Ogólna teoria względności zostaje. Reguła Borna zostaje. Ja niczego nie usuwam, ja dokładam.

Nie podaje procedur. Tę książkę pisałem jako fizyk swojego systemu, nie jako instruktor. Mentalne Narzędzia Kwantowe pojawią się w rozdziale 30 jako konsekwencja teorii, nie jako przepis. Kto szuka procedur, ten znajdzie je w innych moich pracach.

Nie prosi o wiarę. Proszę o coś trudniejszego: o uwagę. O prześledzenie wywodu do końca i osądzenie go po tym, czy się trzyma kupy, a nie po tym, czy brzmi znajomo.

Robi natomiast jedno. Kładzie obok siebie dwie fizyki, wykłada każdą uczciwie, we własnych jej kategoriach, i pokazuje, gdzie się stykają, gdzie się rozchodzą i co się dzieje w miejscu styku. Bo miejsce styku jest tu najciekawsze. Tam mieszka kolaps, tam mieszka masa, tam mieszka pomiar, tam mieszka Wolna Wola, i tam, moim zdaniem, mieszka odpowiedź na pytanie, dlaczego fizyka od stu lat nie potrafi się dogadać sama ze sobą.

Zaczynamy od Poziomu, który znasz najlepiej. Od tego, w którym siedzisz, trzymając tę książkę. Od świata, który da się zmierzyć.