Rozdział Pierwszy,
czyli jedyny taki dzień w roku
Hania od samego rana była cała podekscytowana. A w zasadzie już od wczoraj.
- To dzisiaj! Mamo! Tato! To już dzisiaj! Wstawajcie! - krzyczała, wbiegając do sypialni rodziców, i od razu rozpoczęła serię skoków po ich łóżku.
- Tak, córeczko, to dzisiaj - potwierdził zaspany jeszcze tata i obrócił się na drugi bok, w ogóle nie zwracając uwagi na harce córki.
- Haniu, nie skacz tak, bo łóżko nam zarwiesz - śmiała się już rozbudzona mama.
- Spokojnie, to wytrzymała konstrukcja - odpowiedziała dziewczynka, której rude włosy po całej nocy wyglądały jak jeden wielki busz w dżungli. - Ciekawe, jakie dostanę prezenty?
Mama spojrzała podejrzliwie na córkę.
- A czy na pewno zasłużyłaś?
Hania zatrzymała się w bezruchu, przerażona.
- No przecież caaały rok byłam grzeczna. Mówiłam wszystkim "dzień dobry", byłam dobra dla małych zwierzątek, a dodatkowo Pani Bez Domu, która codziennie siedzi na ławce w parku ze swoim kotem i karmi wróbelki, powiedziała mi tydzień temu, że mam złote serduszko.
Mama uśmiechnęła się do córki i ją przytuliła.
- Wiem, córeczko, wiem. Razem z tatą jesteśmy szczęściarzami, że cię mamy. A właśnie, skoro już o prezentach mooowa. - Mama sięgnęła ręką pod łóżko. Po krótkiej chwili wyciągnęła prezent. - Proszę, córeczko, to dla ciebie od nas.
Hania wzięła od swojej mamy duże pudełko oklejone kolorowym papierem. Na środku znajdowała się ogromna czerwona kokardka.
- To dla mnie? Jeju, taki duuuży?! DZIĘKUJĘ!
Dziewczynka od razu zeskoczyła z łóżka i na podłodze zaczęła rozpakowywać prezent od rodziców.
- Może ci pomogę? - zaoferował swoją pomoc tata, który już zdążył się obudzić po okrzykach Hani.
- Spokojnie, tatulku, poradzę sobie. Jestem silna - oznajmiła i rozerwała kolorowy papier, a jej oczom ukazała się nowa drewniana sztaluga do malowania obrazów.
Dziewczynka patrzyła na swój prezent i była w totalnym szoku.
- Ooo! Marzyłam o tym!!!
Hania wskoczyła z powrotem na łóżko rodziców i przytuliła ich najmocniej, jak tylko potrafiła.
- Córeczko, nie krzycz tak od samego rana - zaśmiał się tata.
- Mamusiu, namalujemy coś razem? Proooszę, proooszę.
- Dobra, dobra, najpierw śniadanie. Na co moja księżniczka ma ochotę? - zapytała mama po kolejnej rundzie podskoków na łóżku.
Hania zamyśliła się chwilę, po czym odpowiedziała:
- Naleśniki z czekoladą i lodami!!!
- Co? Naprawdę? - zapytała sztucznie zaskoczona mama.
- No tak, przecież dzisiaj są moje urodziny, a więc jem to, na co mam smak, i robię to, na co mam ochotę!!! - odpowiedziała uradowana dziewczynka.
*
Mama smażyła upragnione naleśniki Hani. Na co dzień dziewczynka jadła zdrową żywność, ale z rodzicami miała umowę, że w dniu urodzin może sobie zjeść, cokolwiek zechce.
Gdy pierwsza porcja była już zrobiona, a Hania siedziała przy stoliku i bawiła się swoją nową lalką, nagle zapytała mamę:
- Mamo? A opowiesz mi, jak to było, gdy przychodziłam na świat?
Mama odwróciła się w stronę córki.
- Ale przecież już ci o tym opowiadałam, kochanie.
- No, ale już zdążyłam zapomnieć przez rok, więc opowiedz mi od nowa - poprosiła Hania.
Mama westchnęła.
- A więc - zaczęła - było to dokładnie dziesięć lat temu o godzinie jedenastej przed południem. Gdy zaczęłam czuć, że mała Hania chce już opuścić swój domek w postaci mojego ogromnego brzucha, zawołałam szybko twojego tatę...
- I mama zaczęła krzyczeć: "Artur!!! Szybko do samochodu! Jedziemy do szpitala!!!" - wtrącił tata, wchodząc do kuchni z uśmiechem na twarzy, i podszedł do mamy, by dać jej buziaka.
- Tato, nie przeszkadzaj, mama opowiada - powiedziała Hania.
- No dobrze, dobrze, już nic nie mówię. Mamo, opowiadaj - polecił tata.
Mama wzruszyła ramionami.
- No i co? Hmm, wtedy siedziałam na wózku, takim z dwoma wielkimi kołami, i panie położne zawiozły mnie na salę, w której ciebie urodziłam.
- Pamiętam te krzyki, prawie zemdlałem ze stresu - oznajmił tata, a Hania wybuchła śmiechem.
- Chciałabym zobaczyć tatę, jak mdleje.
- Wtedy nie było mi do śmiechu - kontynuowała mama. - Nie dość, że martwiłam się o ciebie i o twój poród, to jeszcze o tatę, czy nie zemdlał na korytarzu przed salą.
Po tych słowach cała trójka wybuchła śmiechem, po czym wszyscy zajadali się naleśnikami z czekoladą i lodami.