FINIS PRL - Jan Ślęzak

Kup ebooka

10.10 zł
8.38 zł (8,59 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

W opowiadaniu "Jakub z Kresów" zawarty został opis początku czasów PRL-u, niejako pierwszej i drugiej dekady. Zawarty został tam również opis losów Polaków, którzy utracili swoją ziemię rodzinną, czyli Kresy Wschodnie i siłą rzeczy musieli udać się za Bug. Obecne opowiadanie to opis upadku PRL-u, czyli czwarta dekada, w której ludzie urodzeni na Kresach również występują.

Z uwagi na problemy tu poruszone, dotyczące czasów bardzo bliskich, które wielu pamięta i które wielu świadomie przeżyło, konieczne są pewne wyjaśnienia. Kiedy autor swoje pisanie zaczął konsultować z przyjaciółmi, oni pierwsze, co zrobili to zaczęli podkładać konkretne nazwiska pod moich bohaterów - ten fakt, mnie, autora bardzo zaskoczył. Te przyporządkowania, ich celność, nawet mnie, który czerpał z pewnych scenek tamtych czasów, zaskoczyły i niejednokrotnie wprawiły w osłupienie. Bez mała sygnalizowało to skandal.

Zaręczyć można, więc, że to, co jest w tym tekście prawdziwe, to wszystkie fakty historyczne, jak mur berliński, jak istnienie i działalność Służby Bezpieczeństwa oraz wiele innych drobniejszych faktów i okoliczności związanych z omawianym okresem w dziejach Polski, najogólniej mówiąc, wszystko to, co jest potwierdzone przez historię. Natomiast wszystkie nazwiska i imiona, opisy terenów przyrody, przeróżne scenki są wymyślone na użytek fabuły. Nie należy, zatem snuć podejrzeń i próbować robić z tego tekstu reportażu, bo takowym on nie jest. Gdyby taka formuła została przyjęta, na pewno z pomyślanymi osobami dokonane byłyby uzgodnienia, jak również przed drukiem, osoby te otrzymałyby tekst do konsultacji. Nie ma tu, zatem nazwisk, które odpowiadałyby osobom znanym autorowi, występujące nazwiska zostały wymyślone. Jeżeli jednak ktoś wysnuje takie podejrzenia, to zrobi to tylko na swój własny użytek i winien wiedzieć, że nie było to zamierzeniem autora. Niektóre sceny mogą do złudzenia przypominać fakty, jednak faktami nie są, co najwyżej można je nazwać faktami hipotetycznymi.

Wszystkie te zastrzeżenia autora są dość ważne i mają podtekst prawny. Gdyby jednak ktoś, kogo cechuje wielka wyobraźnia, takich porównań dokonał, znaczyłoby to, że zrobił to tylko dla siebie i na własny użytek, autor nie ponosi za to żadnej odpowiedzialności. Ponadto opisane tu sytuacje są efektem jedynie subiektywnych odczuć autora, jego subiektywnej oceny politycznej i społecznej tego okresu w dziejach Polski.

W tych czasach wielu ludzi oceniało bardzo źle sytuację w swoim zakładzie pracy i sięgali do jednego sposobu, aby poprawić sobie byt. Otóż wielu zwalniało się ze swojego zakładu i przechodzili do innego, gdzie za niedługo okazywało się, że na nowym miejscu pracy, w nowym zakładzie, jest podobnie a często bywało gorzej.

Wydaje się, że opisana tu historia dobrze przedstawia atmosferę tamtego okresu. Ci, którzy wtedy funkcjonowali zawodowo wspomną sobie tamte czasy, a tym, urodzonym wiele lat później, życzyć należy wielkiego zadziwienia i dokonania obiektywnej oceny obecnego czasu na tamtym tle. Same nazwiska, czyli winni są tu najmniej ważni.

Istniał mur, który ludzi oddzielał. Muru tego nikt fizycznie nie widział, ale on był, jeden iluzoryczny mur na Bugu, drugi również iluzoryczny na Odrze i Nysie, nie licząc prawdziwego muru w Berlinie. Przeważnie jest tak, że mur coś oddziela, najogólniej oddziela dobro od zła, czyli dobrego sąsiada od złego sąsiada, mieszkańców od obcych i tak dalej. Jakże trudno niekiedy orzec, po której stronie jest zło a po której dobro, bo niekiedy obie strony obwieszczają o swoim dobru, a życie, bezwzględny weryfikator pokazuje jedną ze stron, jako stronę złą. Czyli mówiąc najogólniej, mur dzieli ludzkie namiętności, teorie, uczucia na te prawdziwe i nieprawdziwe, na złe i dobre, wszystko weryfikuje.

Idźmy dalej: jest Mur Chiński, Berliński, Jerycha, jest też mur oporowy, obronny i bardzo wiele przeróżnych innych murów, jako konstrukcji. Na szarym końcu są również płoty, które też coś ogradzają lub odgradzają, przy czym płoty stalowe mogą działać zdradziecko, jak to miało miejsce w przypadku syna aktorki Romy Schneider, który przechodząc przez metalowe ogrodzenie przebił tętnicę i skończyło się śmiercią. Sama Romy Schneider już nigdy się nie pozbierała po śmierci ukochanego syna i po roku zmarła na zawał serca, w bardzo młodym wieku, bo zaledwie 44 lat. Oczywiście, to nie płot był główną przyczyną tych dwóch śmierci tylko ludzka nierozwaga. Nadzieje, jakimi ludzie obdarzyli ten rodzaj muru a dokładniej ogrodzenie były błędne. Samo ogrodzenie to przedmiot martwy, niczemu niewinne, chociaż za jego przyczyną stało się nieszczęście - śmierć przyszła.

Najgorsze są jednak mury, które sam człowiek buduje dla siebie, dla grupy społecznej, całego narodu lub całej grupy narodów. Są to mury w ludzkim umyśle, które niekiedy nazywamy zamkniętymi twierdzami. W większości przypadków metodą czy też środkami do ich budowy są szczególnego rodzaju instrukcje, którymi bywają teorie spiskowe, chore ideologie i im podobne zwidy pochodzące z krainy schorowanej wyobraźni, ludzkiej wyobraźni.

Człowiek, który na własne życzenie zamknął się w takiej twierdzy wzmocnionej jeszcze dodatkowym murem obronnym bywa niekiedy stracony dla siebie, już nie mówiąc o najbliższym otoczeniu. Zdarzało się, że do tej twierdzy został zwabiony lub wręcz zagnany. On widzi zewsząd zagrożenie, wszędzie czyhają na niego złe siły, które jeżeli jeszcze nie atakują to na pewno zaatakują niebawem. W czasach, kiedy dzieje się akcja tej książki, były to urojone siły antysocjalistyczne, rewizjoniści. Oni to albo to nam zrzucali stonkę na uprawiane ziemniaki, zalewali zachodnią propagandą rewizjonistyczną, zaszczepiali naszej młodzieży rozwiązłe i zgniłe wzorce życia. Tym razem jest zupełnie inaczej, bo tym razem to sama władza budowała takie mury, nastąpił okres narodowej smuty. Okresy takie bywały już w naszej historii.

Mur jak mur, dzisiaj jest twardy nie do pokonania, jednak z czasem pęka, trawa go porasta i to te włókienka trawy swoimi korzeniami najpierw tworzą rysy i pęknięcia, w końcu powoli rozsadzają te rysy i mur pęka i pomału rozpada się. Wtedy wystarczy lekko pchnąć i pozostają tylko kamienie.

A jednak, jeszcze dzisiaj, w dobie odrzutowców i rakiet, wielu ludzi nadal wierzy, że mur ich nadal chroni przed wszystkim: przed drugim człowiekiem, przed obcą armią pancerną. Technika poszła daleko do przodu, więc nie będziemy budować murów z kamienia czy cegły, wybudujmy ze stali i siatki, taki wysoki na dwadzieścia metrów - obcy nie pokona go. Dotąd, nie tylko nasi dzielni żołnierze musieli walczyć z obcym na granicy. Walczyli dzielnie, na piki drewniane wycięte w lesie, na wyzwiska, jak to drzewiej bywało. Przeciwnik nie był zbyt liczny, bo było ich nieco ponad kilkudziesięciu wojowników afgańskich, więc zwyciężyli nasi, bezapelacyjnie.

Tymczasem patrzcie, co się dzieje, kilkaset kilometrów dalej na południe, na tej samej granicy, przez legalną furtkę w murze granicznym, przechodzi kilka milionów ludzi, tyle, że mają jasną skórę. Zatem tamten, stalowy i bardzo wysoki mur został na pośmiechowisko? Już nikomu się nie przyda, a taki mocarny był i tyle kosztował, iluż to tych biednych afgańców możnaby nakarmić. W efekcie, tylko zwierzęta w Puszczy Białowieskiej najbardziej ucierpiały, bo one nie wiedzą, co to granica, nikt ich do tego nie przyuczał, przeszkód sztucznych im nie stawiał, a z naturalnymi przeszkodami same sobie radziły. Teraz człowiek, tak bez ostrzeżenia robi im takie zupełnie niezrozumiałe dla nich trudności, przy czym człowiek robi to tylko powodowany strachem przed drugim człowiekiem, zwierząt w ogóle nie ma na uwadze.

Zatem uważaj człowieku, abyś tym sposobem sam się nie zamurował i oddzielił od reszty świata i stał się dziwacznym reliktem dla tych wszystkich, będących za tym murem dookoła i będą palcem pokazywać.

Jedno można powiedzieć o murze i będzie to prawda. Mur skutecznie spełniał swoją rolę chyba jedynie w okresie Średniowiecza, kiedy nie były znane środki bojowe takie jak dzisiaj. Kto zatem dzisiaj buduje mury, próbuje cofać samego siebie jak i całe społeczeństwo do epoki średniowiecznej, czyli wstecz, daleko wstecz. Mur fizyczny w obecnej epoce to jedynie efekt utraty związku z rzeczywistością, to iluzja, to głupota.

Dzisiaj murem można odgrodzić jedynie pewną grupę zwierząt, bo na pewno nie ptaki i na pewno nie te zwierzęta, które ryją w ziemi, dla człowieka mur może, co najwyżej stanowić element ozdobny, bo człowiek może mur przeskoczyć lub przejść podstawiwszy drabinę, albo może wydrążyć tunel.

Mimo wszystko, wśród ludzi pojawili się tacy, którzy postanowili oddzielić ludzi dobrych od ludzi złych, oczywiście tylko w ich mniemaniu i według ich klasyfikacji. Absolutnie nie wzięli pod uwagę tego, że są pozostałością dawnego barbarzyństwa oraz że budując swoje mury, w znaczny sposób przyczyniają się do szerzenia zła albo też starają się coś ukryć ze swojej historii czy obyczajów. Ci budowniczowie nie baczyli nawet na to, że pomnik, który wybudowali a który miał uświetniać ich zwycięstwo, stał się teraz elementem tego iluzorycznego muru, staje się pomnikiem w murze na ludzkie pośmiechowisko.

Do ochrony tych iluzorycznych murów i ich elementów powołano liczne służby milicyjne a potem policyjne, w szczególności służby tajne, które rzekomo strzegą społeczeństwo przed napływem wrogich tendencji. Ciągle jest przeciwnik, ciągle jest wróg, którego nikt nie widzi, ale on jest. Tak to się dzieje już czwartą dekadę w PRL