Filozoficzna Szkoła Lwowsko-Warszawska - Jan Woleński

Kup ebooka

104.00 zł
83.20 zł (80,89 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

PRZEDMOWA DO II WYDANIA[1]

Podstawowy tekst niniejszej książki jest w zasadzie bez zmian poza usunięciem kilku błędów (głównie wskazanych w recenzji Jadacki [1986]). Natomiast dołączyłem na końcu Uzupełnienie, które porusza pewne kwestie interpretacyjne oraz zawiera dodatkowe informacje, także bibliograficzne. Ich zakres jest wyjaśniony we wstępie do tego dodatku. Zdaję sobie sprawę, że być może pewne fragmenty książki powinny być napisane (przynajmniej) częściowo od nowa. Niemniej jednak, ponieważ książka ta (dalej będę posługiwał się akronimem FSLW) odegrała już pewną (niektórzy uważają, że nawet poważną) rolę w historiografii filozoficznej, nie tylko polskiej (przede wszystkim z uwagi na jej angielską wersję pod tytułem Logic and Philosophy in the Lvov-Warsaw School [1989]; będzie o niej jeszcze mowa w niniejszej przedmowie), uznałem, że powinna być wznowiona w jej (w przybliżeniu) pierwotnym kształcie, np. jako wstęp do dalszych studiów i badań nad Szkołą Lwowsko-Warszawską (dalej operuję akronimem SLW; czasem będzie używana pełna nazwa), a nawet szerzej, tj. nad współczesną filozofią polską, której kształt jest niemożliwy do ustalenia bez uwzględnienia tej formacji filozoficznej. Spodziewam się, że te badania pogłębią to, co przedstawiłem w I wydaniu, i w niejednym punkcie zaoferują nowe spojrzenie na SLW, nawet inne od mojego. Wydawnictwo Naukowe PWN, spadkobierca Państwowego Wydawnictwa Naukowego, które wydało rzecz w roku 1985, zgodziło się na publikację niniejszego wydania, za co jestem prawdziwie wdzięczny, zwłaszcza p. Mikołajowi Tajchmanowi, p. Sylwii Ciule, p. Agnieszce Kowalskiej i p. Annie Kurek, z którymi współpracowałem przy tym przedsięwzięciu wydawniczym. Dziękuję też Sebastianowi Kołodziejczykowi za pomoc we wprowadzeniu poprawek do niniejszego wydania.

Kilka słów o powstaniu tej monografii. Mój kontakt z SLW datuje się od I roku studiów prawniczych, tj. od roku 1958. Za radą Andrzeja Delorme, prowadzącego ćwiczenia z teorii państwa i prawa i widzącego moje zainteresowania filozoficzne, przeczytałem cztery książki, mianowicie Zagadnienie i kierunki filozofii Kazimierza Ajdukiewicza, O metafizyce, jej kierunkach i zagadnieniach Tadeusza Czeżowskiego, Elementy logiki formalnej Henryka Greniewskiego i Elementy teorii poznania, logiki formalnej i metodologii nauk Tadeusza Kotarbińskiego, a więc przedstawicieli tej formacji intelektualnej (Greniewski też do niej należał, a pozostali byli jej wybitnymi przedstawicielami). Lektura ta w dużej mierze ukształtowała moje rozumienie filozofii - studia filozoficzne, które rozpocząłem w roku 1960, nie zmieniły tego stanu rzeczy, do czego przyczyniła się Izydora Dąmbska i jej zajęcia (wykłady i seminaria). W szczególności analityczny paradygmat filozofowania, jakiemu podlegałem, w dużej mierze ograniczył wpływ ze strony Romana Ingardena, który był znaczący dla większości moich koleżanek i kolegów na studiach filozoficznych. Studencki ruch naukowy był bardzo żywy w Polsce w latach sześćdziesiątych. Nieodżałowany Leszek Nowak, potem jeden z liderów poznańskiej szkoły metodologicznej, zorganizował w roku 1963 sympozjum o historii logiki w Polsce. Wygłosiłem na nim dwa referaty, które stały się podstawą moich pierwszych publikacji (por. Woleński [1963], Woleński [1963a]). Tak więc moja kariera naukowa rozpoczęła się właśnie od zainteresowania SLW i w dużej mierze przebiegała dalej wedle tej osi. W sumie opublikowałem kilkadziesiąt prac o tej szkole w wielu językach.

W kwietniu roku 1978 zorganizowano seminarium w Zakopanem na temat myśli polskiej okresu międzywojennego - poproszono mnie o referat o filozofii w tym czasie. Wcześniej byłem prywatnie w Paryżu. Poszedłem do Biblioteki Narodowej i znalazłem numer "Przeglądu Filozoficznego" z roku 1948 pod ogólnym tytułem "Pięćdziesiąt lat filozofii polskiej", a w nim tekst Dąmbskiej o Lwowie. Byłem pod ogromnym wrażeniem tego artykułu i gdy odwiedziłem ją po powrocie, powiedziałem: "Powinna Pani napisać książkę o SLW, bo kto inny mógłby to uczynić". Odpowiedziała, że nie czuje się na siłach, a ponadto, że jej ocena tej Szkoły mogłaby nie być obiektywna. W pewnym momencie rzekła: "A może Pan to zrobi?". Zacząłem rozmyślać o tej propozycji i po pewnym wahaniu postanowiłem podjąć się tego zadania. Złożyłem propozycję napisania książki Szkoła Lwowsko-Warszawska w Państwowym Wydawnictwie Naukowym. Po jakimś czasie Kazimierz Czarnota, ówczesny redaktor działu filozofii, powiedział mi, że dyrekcja wydawnictwa miała wątpliwości co do tytułu, ale ostatecznie zgodziła się na nazwę Filozoficzna Szkoła Lwowsko-Warszawska (używałem wtedy małych liter, tj. pisałem "szkoła lwowsko-warszawska" - potem przekonano mnie do pisowni dużymi literami; aczkolwiek sprawa nadal nie jest jednoznaczna). Minęły jeszcze dwa lata, zanim propozycja została zaakceptowana, zapewne wpłynął na to czas "Solidarności" - stan wojenny niczego nie zmienił w tym zakresie. Rzecz ukończyłem w roku 1983, a wiele spraw osobowych i rzeczowych konsultowałem z Dąmbską, Jerzym Słupeckim i Heleną Słoniewską, a więc osobami należącymi do SLW. Pamiętam, że przywiozłem do Warszawy maszynopis przy okazji jakiejś konferencji. Marian Przełęcki zobaczył spory plik kartek i zapytał: "Co to takiego?". Odpowiedziałem, że książka o SLW, o której rozmawialiśmy kilka razy. Rzekł: "Myślałem, że napiszesz jakieś sto pięćdziesiąt stron". Książka wyszła w roku 1985 i spotkała się z bardzo dobrym przyjęciem - w ankiecie "Znaku", chyba z roku 1987, została uznana za najważniejszą publikację filozoficzną w ostatnich dziesięciu latach w Polsce. Pozytywnie wypowiedzieli się o niej jeszcze żyjący wówczas członkowie SLW, jak Józef M. Bocheński, Henryk Hiż i Czesław Lejewski, wszyscy przebywający za granicą. Nie ukrywam, że ich uwagi stymulowały moje dalsze prace o SLW, a także wpłynęły na pomysł II wydania FSLW.

W maju roku 1982 spędziłem trzy tygodnie w Helsinkach. Jaakko Hintikka zaprosił mnie na lunch, w czasie którego zapytał, czym się zajmuję. Gdy odparłem, że pracuję nad monografią o SLW, zaproponował wydanie jej po angielsku w "Synthese Library", serii, którą redagował w wydawnictwie Kluwer Academic Publishers, i obiecał wystąpić do PWN z sugestią, aby rzecz opublikować wspólnie w koprodukcji obu firm wydawniczych (takie przedsięwzięcia były dość częste w przypadku anglojęzycznych edycji polskich publikacji filozoficznych). Kierownictwo PWN zdziwiło się, ponieważ polskie wydanie nie było jeszcze gotowe. Do sprawy wrócono po roku 1985, ale bez powodzenia (o domniemanych powodach patrz niżej). Hintikka był jednak zdeterminowany. Postanowił, aby wydanie angielskie ukazało się niezależnie od kooperacji Kluwera z PWN. Problem był jednak w przygotowaniu tłumaczenia angielskiego. Sam nie byłem wystarczająco kompetentny, a sporządzenie przekładu wymagało zdobycia pieniędzy. Klemens Szaniawski zdecydował o pokryciu kosztów tłumaczenia (honorarium dla Olgierda Wojtasiewicza w wysokości 250 $) ze specjalnego funduszu NSZZ "Solidarność" dla wspierania nauki i kultury - wspomniane angielskie (nieco zmienione w porównaniu z polskim) wydanie książki ukazało się cztery lata po publikacji krajowej. W roku 2004 ukazało się tłumaczenie rosyjskie (z wydania polskiego, ale z uzupełnieniami) Lwowsko-warszawskaja fiłosofskaja szkoła, Rossijskaja Politiczeskaja Encykłopiedija, Moskwa, a w roku 2011 (częściowy przekład francuski) L'école de Lvov-Varsovie: Philosophie et logique en Pologne (1895-1939), Vrin, Paris. Przygotowywane jest wydanie rumuńskie (tłumaczenie z wersji angielskiej) i ukraińskie (przekład z wersji polskiej z uzupełnieniami, takimi jak w niniejszym wydaniu; obecna sytuacja polityczna utrudnia ukończenie prac nad tą edycją). Tak więc można powiedzieć, że książka przebiła się na rynek międzynarodowy. Świadczy to o tym, że SLW budzi zainteresowanie światowego środowiska filozoficznego.

Zagraniczna kariera mojej monografii zbiegła się to wzrostem zainteresowania SLW w ostatnich czterdziestu latach, także związanego z pogłębionymi studiami historycznymi nad brentanizmem i logicznym empiryzmem, zainicjowanymi (i kontynuowanymi) w Austrii, Niemczech, Szwajcarii i Włoszech, a potem prowadzonymi w wielu innych krajach, np. w Belgii, Czechach, Finlandii, Holandii, Szwecji czy Ukrainie (o tym kraju będzie jeszcze szerzej mowa), przez takich badaczy jak (wymieniam tylko niektóre nazwiska; dalsze, zarówno polskie, jak i zagraniczne, można znaleźć w dodatkowej bibliografii): Liliana Albertazzi, Arianna Betti, Johannes Brandl, Jens Cavallin, Francesco Coniglione, Monika Gruber, Rudolf Haller, Sandra Lapointe, Mathieu Marion, Michele Marsonet, Denis Miéville, Wioletta Miśkiewicz, Kevin Mulligan, David Pearce, Roberto Poli, Roger Pouivet, Sébastien Richard, Zuzana Rybařiková, Gabriel Sandu, Maria van der Schaar, Peter Simons, Barry Smith, Jan Srzednicki, Friedrich Stadler, Göran Sundholm czy Anna Zielińska. Owocem tego były liczne konferencje w wielu miejscach świata i publikacje pokonferencyjne (niektóre z nich są wymienione w uzupełniającej bibliografii do niniejszego wydania SLW). Także w Polsce zrobiono bardzo wiele dla badań nad polską myślą analityczną, czego świadectwem są m.in. prace (dalsze informacje w bibliografii do Uzupełnienia; wymieniam tylko autorów publikujących po roku 1985): Anny Brożek, Arkadiusza Chrudzimskiego, Anny Drabarek, Stepana Ivanyka, Jacka J. Jadackiego, Ryszarda Jadczaka, Anny Jedynak, Ryszarda Kleszcza, Dariusza Łukasiewicza, Grzegorza Malinowskiego, Romana Murawskiego, Adama Olecha, Wojciecha Rechlewicza, Teresy Rzepy, Zbigniewa Stachniaka, Korduli Świętorzewskiej, Macieja Woźniczki, Ryszarda Wójcickiego, Urszuli Wybraniec-Skardowskiej, czy Jana Zygmunta oraz powołanie Centrum Badań nad Tradycją Szkoły Lwowsko-Warszawskiej przy Wydziale Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego, kierowanego przez Annę Brożek, które zbiera materiały archiwalne (są częściowo zdigitalizowane) i organizuje cykliczne konferencje na tematy związane z SLW. W roku 2013 Fundacja na Rzecz Nauki Polskiej przyznała mi nagrodę (przesadnie zwaną Polskim Noblem) w dziedzinie nauk humanistycznych i społecznych za, jak to ujęto, wprowadzenie SLW do obiegu międzynarodowego.

Kiedyś jeden z zagranicznych kolegów powiedział, że Woleński go początkowo denerwował, gdy w trakcie rozmaitych dyskusji powiadał, że taki lub inny problem filozoficzny był lepiej opracowywany w Polsce niż gdzie indziej, ale teraz widzi, że moje stanowisko było z reguły uzasadnione. Niemniej jednak nie ma powodu do nadmiernego optymizmu w sprawie właściwej oceny SLW w świecie. Oto przykład. W książce Schwartz [2012] nie ma żadnego polskiego nazwiska poza Tarskim. Napisałem do autora z pytaniem: "Dlaczego?" i odpowiedział, że wiadomo mu o logikach w Polsce, ale nie słyszał o filozofach z tego kraju. To powinno być sygnałem do troski o popularyzację naszej myśli filozoficznej za granicą, gdyż samo się to nie zrobi. Dwukrotnie aplikowałem do Narodowego Centrum Nauki o przyznanie grantu na międzynarodowe badania porównawcze (zebrałem stosowny zespół) idei powstałych w SLW z pokrewnymi trendami filozoficznymi, zwłaszcza logicznym empiryzmem, i dwukrotnie odrzucono moje wnioski. Raz z powodu niejasności (zawinionych przez NCN, co zostało uznane przez kierownictwo tej instytucji, ale bez żadnych konsekwencji) w sprawie wynagrodzeń dla doktorantów, a drugi raz, ponieważ uznano, że ważniejsze jest sfinansowanie poszukiwań agory na jednej z wysp greckich i opracowanie monografii o miastach w Cesarstwie Rzymskim. O ile mi wiadomo (być może moja wiedza jest nieadekwatna), agory jeszcze nie odnaleziono, a rzeczona monografia nie powstała - mój wniosek, początkowo oceniony na trzecim miejscu, został przesunięty dwa miejsca niżej ("pudło", by użyć sportowej analogii, było dla trzech aplikacji). Udostępniono mi recenzje z tego drugiego konkursu. Jeden z oceniających zagranicznych ekspertów wyraził zdumienie, że jeden z punktów projektu przewidywał porównanie semantycznych idei Carnapa i Tarskiego. Gdy zwróciłem uwagę dyrektorowi NCN, że tego rodzaju ocena jest kompromitacją, rozłożył ręce i powiedział, że nic nie może na to poradzić.

Specjalną uwagę chciałbym poświęcić wątkowi ukraińskiemu w dziejach SLW. Wprawdzie może bardziej nadawałby się do poruszenia w zapowiedzianym Uzupełnieniu na końcu, ale uznałem, niniejsza Przedmowa jest właściwszym miejscem. Od razu powiem, że gdy przygotowywałem I wydanie, w ogóle nie myślałem o uwzględnieniu ukraińskich uczniów Kazimierza Twardowskiego - to, że Stefan Baley (należał do SLW) był Ukraińcem, było wiedzą potoczną w polskim środowisku filozoficznym. Dąmbska, z którą szczegółowo konsultowałem osobowy skład SLW, w ogóle nie poruszała tego wątku, a to samo dotyczyło Słoniewskiej, także uczestniczącej w lwowskim życiu filozoficznym. Powody tego stanu rzeczy były dwojakie, subiektywne i obiektywne. Wiadomo, że lwowiacy mieli ogromny sentyment do swojego miasta i niechętnie wypowiadali się na tematy z nim związane poza własnym gronem. W perspektywie publicznej polskiej przeszłości Lwowa nie dało się pominąć milczeniem, ale zarówno władze radziecko-ukraińskie, jak i polskie minimalizowały to historyczne dziedzictwo. Myślę, że niejakie trudności z zaakceptowaniem tytułu mojej książki i odmowa koedycji z Kluwer Academic Publishers były dyktowane względami politycznymi. W roku 1958 Kazimierz Ajdukiewicz zorganizował konferencję z okazji dwudziestej rocznicy śmierci Kazimierza Twardowskiego. Gdy zaczął wspominać Lwów, jeden z czołowych polskich marksistów wstał, powiedział: "To jest prowokacja" i wyszedł z sali. Wprawdzie spuścizna Twardowskiego znalazła się w Polsce (przywiózł ją Ajdukiewicz), ale niektóre materiały pozostały we Lwowie. Dąmbska powiedziała mi, że Twardowski przygotował swoją autobiografię filozoficzną po niemiecku do serii "Philosophie in Selbstdarstellungen", wydawanej przez wydawnictwo Felix Meiner, ale ostatecznie nie ukazała się. Pisała do Lwowa z prośbą, aby przekazano jej tekst, ale otrzymała odpowiedź, że niczego takiego nie ma. Twardowski miał w roku akademickim 1899/1900 wykład o "nowinkach" logicznych (m.in. o algebrze Boole'a), ważny chociażby z tego powodu, że Jan Łukasiewicz był jednym ze słuchaczy. Tekstu (a przynajmniej notatek) do tego kursu nie było w materiałach przywiezionych przez Ajdukiewicza. Pytałem, czy może coś zachowało się z tego wykładu, ale odpisano mi, że nie. Wspomniany Cavallin, szwedzki filozof zajmujący się Twardowskim, powiedział mi, że czytał tekst tego wykładu. Takie fakty zniechęcały do zajmowania się "ukrainianami" w historii SLW. To, że przeszła polska historia Lwowa była pod szczególnym nadzorem politycznym, było oczywiste, a tego prostym świadectwem była w miarę normalna współpraca z kijowskim środowiskiem akademickim - kontakty ze lwowskim były nader ograniczone.

Sytuacja zaczęła się zmieniać pod koniec lat osiemdziesiątych. Do Polski zaczęli przyjeżdżać młodzi filozofowie ze Lwowa, np. logik Władimir Wasiukow, który mi powiedział, że tradycja Twardowskiego nie jest tam nieznana. Jeszcze wcześniej dowiedziałem się o dwóch książkach Marata Wernykowa (obie są wymienione w Uzupełnieniu), jednej po rosyjsku, drugiej po ukraińsku, w których SLW była omawiana, oczywiście, jako szkoła idealistyczna. W roku 1988 otrzymałem anonimową przesyłkę, w której znajdowało się rosyjskie tłumaczenie (w formie druku przeznaczonego do użytku wewnętrznego) wspomnianej autobiografii filozoficznej Twardowskiego. Potem okazało się, że nadawcą był Borys Dombrowski, którego poznałem parę miesięcy później w czasie mojego pierwszego pobytu we Lwowie (por. Woleński [2017]). Wasiukow zorganizował prywatne seminarium w mieszkaniu Janusza Sanockiego, innego zainteresowanego SLW, na którym wygłosiłem wykład, niemal konspiracyjny, o SLW. Poruszyłem też sprawę autobiografii Twardowskiego i pytałem, czy można otrzymać niemiecki oryginał. Dombrowski odparł, że to trudne, ale postara się coś uczynić w tej sprawie. Słowa dotrzymał i po pewnym czasie dostarczył mi stosowne fotokopie, prosząc, aby nie wspominać jego nazwiska, gdy tekst zostanie opublikowany (to też jakoś świadczy o rzeczywistej atmosferze wokół SLW w tym czasie we Lwowie). Rzecz ukazała się w "Grazer Philosophische Studien" (pamiętam podniecenie Hallera, redaktora naczelnego tego pisma, gdy mu powiedziałem o odnalezieniu tego materiału) w roku 1991 i w "Przeglądzie Filozoficznym" w roku 1992. W roku 1991, niedługo po ogłoszeniu niepodległości przez Ukrainę, odbyła się we Lwowie konferencja "Myśl filozoficzna i społeczna w Galicji na przełomie XIX i XX w." (była to chyba pierwsza konferencja naukowa w niepodległej Ukrainie - temat był w tej sytuacji symboliczny, aczkolwiek rzecz była zaplanowana znacznie wcześniej). Wprawdzie wątek polski był jednym z dominujących, ale dało się wyczuć wyraźną rezerwę kolegów ukraińskich w mówieniu o SLW, niektórzy wręcz zaprzeczali, że takowa w ogóle istniała. W prywatnych rozmowach byli bardziej otwarci - Wernykow, którego wtedy poznałem, powiedział mi, że tradycja Twardowskiego nigdy nie wymarła we Lwowie, a niektórzy jego uczniowie i powojenni (po roku 1945) profesorowie we Lwowie zachęcali w swych seminariach do studiowania dzieł założyciela SLW jako wartościowych dla każdego filozofa.

Oto lista ukraińskich uczniów Twardowskiego (przygotowana przez Stepana Ivanyka):

Eugeniusz Hłuszkiewicz (?-?)

Jakym Jarema (1884-1964)

Gabriel Kostelnyk (1886-1948)

Aleksandr Kulczycki (1895-1980)

Jakosław Kuźmiw (1894-1945)

Rudolf Nałęcki (vel Nykołajczuk) (1888-1976)

Stepan Ołeksiuk (1892-1941)

Hilarion Święcicki (1876-1956)

Miron Zarycki (1889-1961)

W roku 1995 przypadła setna rocznica pierwszego wykładu Twardowskiego we Lwowie. Andrzej Grzegorczyk uzyskał środki na zorganizowanie międzynarodowej konferencji z tej okazji. Odbyła się ona w roku 1996, przy licznym udziale gości z Europy Zachodniej, we Lwowie i Warszawie. Impreza była komentowana w miejscowej prasie i lokalnym radiu (ciekawe, że media polskie pominęły milczeniem to wydarzenie). Piszę to w kwietniu roku 2023, akurat w okresie gorącego sporu o Jana Pawła II. W roku 1989 przebywałem z żoną w Rzymie. Spotkałem na ulicy Janusza Poniewierskiego, wówczas stażystę w redakcji "L'Osservatore Romano". Zaproponował nam udział w audiencji dla Polaków. Było zwyczajem, że w trakcie takich spotkań wręczało się papieżowi upominki. Nie miałem nic do ofiarowania poza egzemplarzem FSLW. Napisałem stosowną dedykację i podałem książkę Janowi Pawłowi II. Uśmiechnął się, przekazał rzecz chyba Stanisławowi Dziwiszowi ze słowami: "Tylko nie zgub". Tuż przed konferencją w roku 1996 napisałem tekst o Twardowskim dla "Tygodnika Powszechnego", ale Jerzy Turowicz, redaktor naczelny tego pisma, zwlekał z jego opublikowaniem. W końcu rzecz się ukazała (por. Woleński [1996]). Przypuszczam, że z powodu takiej oto okoliczności. Stefan Swieżawski, uczeń Twardowskiego i przyjaciel Karola Wojtyły, poinformował papieża o obchodach setnej rocznicy SLW. Otrzymał list od Jana Pawła II, że to ważna tradycja w filozofii polskiej i bardzo dobrze, że pamięta się o niej. Swieżawski przekazał ten list Turowiczowi, co, jak sądzę, wpłynęło na decyzję o dopuszczeniu mojego tekstu do publikacji. Nie zamierzam sugerować, że mój rzymski epizod z roku 1989 miał jakikolwiek związek z listem Jana Pawła II do Swieżawskiego - była to, by tak rzec, czysta koincydencja. W 1990 r. dowiedziałem się, że studentem Twardowskiego we Lwowie w latach 1910-1914 był gen. Stanisława Maczek. Posłałem mu egzemplarz książki i otrzymałem miły list z podziękowaniami.

Wracając do konferencji z roku 1996, nikt z władz Uniwersytetu Lwowskiego nie przybył na otwarcie i zakończenie; prywatnie wyjaśniono mi, że obecność SLW była ciągle uważana za coś "trefnego". Organizatorzy ustalili, ze referaty mogą być wygłoszone po angielsku, polsku i ukraińsku, ale nie po rosyjsku, co można uznać za coś więcej niż ciekawostkę. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych, z inicjatywy premiera Jerzego Buzka, odbyło się w Krakowie seminarium o mniejszościach narodowych w Polsce międzywojennej. Zostałem zaproszony do wygłoszenia referatu o SLW z założonego programowego punktu widzenia całej imprezy. Moim głównym tematem byli Żydzi wśród filozofów lwowsko-warszawskich, ale wspomniałem również o Ukraińcach - Twardowski (por. Twardowski [1997]) wspomina o ukraińskich słuchaczach swoich wykładów. Po moim odczycie podszedł do mnie Bohdan Osadczuk, znany dysydent ukraiński z czasów radzieckich, i powiedział, że ukraińcsy słuchacze Twardowskiego byli impregnowani na nacjonalizm. To okazało się niezupełnie trafne, gdyż byli wśród nich także banderowcy, ale stwierdzenie Osadczuka było interesujące samo w sobie. W roku 2004 koledzy ukraińscy zaprosili mnie do przeprowadzenia semestralnego kursu z filozofii nauki w Uniwersytecie Iwana Franki (taka nazwę przyjęła uczelnia w roku 1939). Zaproponowałem studentom, że mogę wykładać po angielsku lub polsku - wybrali tę drugą możliwość. I tak, po raz pierwszy od roku 1941 miał miejsce wykład z filozofii w języku polskim w Uniwersytecie Lwowskim. To, co mogłem zaobserwować, to wyraźna zmiana nastawienia na zdecydowanie pozytywne do filozofii polskiej i SLW. W roku 2014 ukazała się monografia Stepana Ivanyka (Ivanyk [2014]) o ukraińskim skrzydle SLW. I wreszcie trzeba wspomnieć o Lwowskim Towarzystwie Filozoficznym im. Kazimierza Twardowskiego, założonym w roku 2019, m.in. organizującym konferencje w rocznicę śmierci założyciela SLW. Jego aktywnymi członkamisą m.in. Olga Honczarenko (obecna przewodnicząca) i Ihor Kariwec.

Powyższe okoliczności uzasadniają poświęcenie wątkowi ukraińskiemu stosownego miejsca w niniejszej przedmowie (nie jest on, przynajmniej moim zdaniem, wystarczająco ujęty w takich obszernych monografiach jak Draus [2007] czy Redzik [2015], nie mówiąc już o tym, że przedstawiają one wyłącznie polski, często antyukraiński, punkt widzenia), a nie tylko zdawkowej wzmianki. Niemniej jednak jeszcze kilka dodatkowych uwag na ten temat jest na miejscu. Podkreślenie udziału Ukraińców w SLW w żadnej mierze nie ma sugerować, że Szkoła założona przez Twardowskiego była polsko-ukraińska (podobnie jak nie była polsko-żydowska, chociaż liczba Żydów była w niej znaczna, nawet znaczniejsza niż filozofów ukraińskich). W samej rzeczy, sami Ukraińcy w rozmowach na temat SLW nigdy nie uważali jej za należącą do ich narodowej kultury. Wskazany wyżej ich dystans do polskiej filozoficznej tradycji we Lwowie miał przyczyny polityczne wypływające z sytuacji po II wojnie światowej, ale nie był to jedyny powód. Gdy władze austriackie zdecydowały się około roku 1870 na degermanizację Uniwersytetu Franciszka I we Lwowie (taka była oficjalna nazwa tej uczelni w XIX w. - stąd mówiono o uniwersytecie franciszkańskim, praktycznie do końca I wojny światowej), miała to być uczelnia utrakwistyczna (dualistyczna), tj. polsko-ukraińska pod względem językowym. Projekt ten, niewykluczone, że motywowany dobrze znaną zasadą "dziel i rządź", zakładał, że większość katedr miała mieć profesorów zarówno polskich, jak i ukraińskich. Spowodowało to rywalizację akademicką, którą zdecydowanie wygrali Polacy, ponieważ strona ukraińska nie miała wystarczających kadr akademickich. Studenci ukraińscy mieli swobodny dostęp do studiów, ale uczyli się głównie w języku polskim.

Powyższe wydarzenia działy się w II połowie XIX w. i na początku XX w., w kontekście gwałtownego wzrostu ukraińskiej świadomości narodowej i związanych z tym aspiracji kulturowych, także akademickich, po stronie Ukraińców. Prowadziło to do rozmaitych konfliktów oraz manifestacji studentów ukraińskich we Lwowie, domagających się realizacji programu uniwersytetu dualistycznego. Twardowski, chociaż nie miał nic przeciwko studentom i doktorantom narodowości ukraińskiej, był zdecydowanym zwolennikiem polskości Uniwersytetu we Lwowie, i ta jego postawa była pamiętana jeszcze w latach dziewięćdziesiątych (np. podczas sympozjum lwowsko-warszawskiego w roku 1996). Trzeba też pamiętać, że władze polskie okresu międzywojennego nie dotrzymały obietnicy powołania uniwersytetu ukraińskiego w Stanisławowie i to także rzucało cień na stosunki ukraińsko-polskie, aczkolwiek SLW nie miała z tym nic wspólnego. Przypomnienie i wyjaśnienie tych spraw jest ważne dla właściwego ukształtowania relacji polsko-ukraińskich w dobie obecnej, być może nie tylko w perspektywie akademickiej. Wzrost zainteresowania dziejami życia akademickiego we Lwowie, w tym historią SLW, ze strony badaczy ukraińskich (por. Prytula, Tarnavskyi [2016]) na pewno sprzyja temu procesowi. Trudno sobie wyobrazić przyjazne, czy choćby tylko poprawne stosunki polsko-ukraińskie bez przedstawienia i zaakceptowania, że część dziedzictwa kulturowego obu narodów jest wspólna, a nie tylko równoległa.

BIBLIOGRAFIA DO PRZEDMOWY

Draus J. [2007], Uniwersytet Jana Kazimierza we Lwowie 1918-1946. Portret kresowej uczelni, Księgarnia Akademicka, Kraków.

Ivanyk S. [2014], Filozofowie ukraińscy w Szkole Lwowsko-Warszawskiej, Semper, Warszawa.

Jadacki J.J. [1986], Legenda Szkoły Lwowsko-Warszawskiej, SF 12(253), s. 211-226.

Prytula Y., Tarnavskyi R. (red.) [2016], Leopolis Scientifica. Exact Sciences in Lviv until the Middle of the 20th Century, Institute for Applied Problems in Mechanics, Lviv.

Redzik A. [2015], Academia Militans. Uniwersytet Jana Kazimierza we Lwowie, Wydawnictwo Wysoki Zamek, Kraków.

Schwartz S.P. [2012], Brief History of Analytic Philosophy: From Russell to Rawls, Wiley-Blackwell, Oxford.

Twardowski K. [1997], Dzienniki, t. 1-2, Wydawnictwo Adam Marszałek, Warszawa-Toruń.

Woleński J. [1963], Rozwój logiki w Polsce w latach 1918-1939, w: Materiały na studencką sesję naukową poświęconą pamięci Kazimierza Ajdukiewicza, Wydawnictwo Uniwersytetu Adama Mickiewicza, Poznań, s. 1-30.

Woleński J. [1963a], Wkład Kazimierza Ajdukiewicza do logiki formalnej i metodologii nauk dedukcyjnych, w: Materiały na studencką sesję naukową poświęconą pamięci Kazimierza Ajdukiewicza, Wydawnictwo Uniwersytetu Adama Mickiewicza, Poznań, s. 31-41.

Woleński J. [1996], Kazimierz Twardowski i jego dziedzictwo, "Tygodnik Powszechny", 18, s. 12.

Woleński J. [2017], Wspomnienie o Borysie Dombrowskim, "Studia z Filozofii Polskiej", 12, s. 117-119.

PRZEDMOWA

Pamięci

Prof. Izydory Dąmbskiej

Treść niniejszej książki nie odpowiada w pełni literalnie rozumianemu tytułowi. Książka nie przedstawia bowiem dorobku Szkoły Lwowsko-Warszawskiej (dalej: SLW; posługuję się też pełną nazwą oraz słowem "Szkoła") w zakresie historii filozofii (poza historią logiki), estetyki i psychologii. W związku z tym dwaj wielcy przedstawiciele Szkoły - Władysław Tatarkiewicz i Władysław Witwicki - nie są "pokazani" tak, jak na to zasługują w rzeczywistości. Także i poglądy założyciela Szkoły Lwowsko-Warszawskiej, Kazimierza Twardowskiego, są omówione w sposób daleki od kompletności; pewnym usprawiedliwieniem jest w tym wypadku fakt ukazania się książki E. Paczkowskiej-Łagowskiej o epistemologii Twardowskiego [1980]. Ale i twórczość filozofów Szkoły w pozostałych dziedzinach filozofii: logice, metodologii nauk, semantyce, epistemologii, ontologii i etyce została potraktowana selektywnie; szczegóły i kryteria selekcji są podawane w każdym rozdziale. Stąd część prac i poglądów jest omawiana krótko lub też tylko wzmiankowana w uzupełnieniach i przypisach. Zdaję sobie sprawę z tego, że na pewno pominąłem niejedną ważną myśl i pracę i że wiele z tego, co wzmiankowane jest jedynie w uzupełnieniu lub przypisie, powinno zyskać szersze omówienie. Szkoła Lwowsko-Warszawska grupowała kilkudziesięcioro filozofów, którzy pozostawili po sobie około dwóch tysięcy mniejszych lub większych prac, i jest rzeczą niemożliwą zdać z nich pełną relację w jednej, i tak obszernej, monografii. Mimo to mam nadzieję, iż udało mi się uchwycić to, co w Szkole było najważniejsze i dla niej reprezentatywne.

Przystępując do opracowania tej książki, miałem do wyboru dwie koncepcje: "rzeczową" i "osobową", a więc zaprojektowanie struktury narracji wedle działów filozofii bądź też wedle wiodących przedstawicieli Szkoły. Doszedłem jednak do wniosku, że żadna z tych dróg nie daje się konsekwentnie zastosować: pierwsza prowadzi do zamazania myśli wybitnych jednostek, a druga deformuje obraz całości. Wybrałem koncepcję "mieszaną", co powoduje, że w pewnym momencie (rozdz. X i XI) struktura książki jest niejako "złamana" - takie rozwiązanie zdało mi się jednak optymalne. Każda doktryna filozoficzna ma niejako dwa oblicza: oryginalne sformułowanie oraz "drugie życie", tj. kształt, jaki jej nadaje recepcja i funkcjonowanie w różnych kontekstach ideowych. Moim celem jest opisanie oblicza pierwszego filozofii SLW (stąd np. sporadycznie tylko formułuję uwagi krytyczne). Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że i ja jestem interpretatorem, ale tę funkcję staram się minimalizować, przynajmniej w moim subiektywnym odczuciu. Z "drugiego życia" poruszam w zasadzie tylko dwie kwestie, dwie obiegowe interpretacje SLW, które nazywam mitami: mit "polskiego neopozytywizmu" oraz mit filozofii jako logiki. Mam nadzieję, że udało mi się wykazać mitologiczny charakter tych interpretacji. Na pewno "drugie życie" filozofii SLW nie zostało uwzględnione w książce należycie, a nawet wolno powiedzieć, że jest w niej niemal całkowicie nieobecne. Mógłbym się tłumaczyć tym, że objętość książki jest już i tak spora, ale powiem całkiem otwarcie: nie czuję się kompetentny do pisania historii SLW w konwencji "historii idei" i dlatego skoncentrowałem się wyłącznie na opisie i rekonstrukcji "pierwszego życia" Szkoły. Od lat słyszałem, że brak monografii o SLW jest swoistym "skandalem" polskiej literatury filozoficznej. Kilka lat wcześniej prof. Izydora Dąmbska zasugerowała, abym podjął pracę nad całościowym opracowaniem filozofii Szkoły. Początkowo myślałem o tym niechętnie, gdyż nigdy nie zamierzałem się zajmować historią filozofii. Ale rychło zrozumiałem, że w dziele Kazimierza Twardowskiego i jego uczniów tkwi nie tylko potężna dawka intelektualna, ale także fascynująca historia tworzenia czegoś niemal z niczego. I tę historię starałem się opowiedzieć - na tyle, na ile potrafiłem to uczynić. Czytelnik bez trudu zauważy, że książka ta została napisana przez autora życzliwie ustosunkowanego do stylu filozofowania SLW, a dokładniej mówiąc, do stosowania metod analitycznych w filozofii. Mam jednak nadzieję, że moje osobiste preferencje pozostają w granicach obiektywizmu interpretacyjnego, o ile taka postawa w ogóle jest możliwa wobec filozofii bliskiej czasom współczesnym. Chciałbym przekonać czytelnika żywiącego odmienne mniemania metafilozoficzne, że dorobek Szkoły Lwowsko-Warszawskiej jest wielkim osiągnięciem myśli polskiej, przynajmniej w ramach analitycznego paradygmatu filozofowania.

Książka ta na pewno w wielu punktach jest niedoskonała. A że jest ostatecznie mniej niedoskonała aniżeli w wersjach wcześniejszych, zawdzięczam życzliwości i pomocy wielu osób. Izydora Dąmbska udzieliła mi nieocenionych wskazówek i informacji historycznych oraz merytorycznych, kończąc swą pomoc wnikliwą recenzją wydawniczą. Przy omawianiu ze mną treści recenzji powiedziała, że jest to chyba jej ostatnia praca. Niestety, kilka miesięcy później okazało się to prawdą. Dzięki uwagom drugiego recenzenta, Stefana Amsterdamskiego, fragmenty poświęcone "drugiemu życiu" Szkoły nabrały bardziej realistycznego charakteru. Wiele skorzystałem z rozmów z Marianem Przełęckim, Jerzym Słupeckim, Klemensem Szaniawskim, Jackiem Kabzińskim, Stefanem Zameckim i Stanisławem Kiczukiem. Dyskusje z Jerzym Perzanowskim i Janem Zygmuntem miały olbrzymie znaczenie dla rozdziałów poświęconych logice. Jacek Jadacki pomógł mi w ustaleniu wielu faktów historycznych, a zwłaszcza biograficznych, a Maria Bąk z Biblioteki Politechniki Wrocławskiej opracowała dla mnie część bibliografii. Nie mogę wreszcie nie wspomnieć o życzliwości red. Kazimierza Czarnoty, kierownika Redakcji Filozofii i Socjologii PWN, który sprawował ogólną "opiekę" nad książką przez cały okres jej powstawania, oraz red. Elżbiety Nowakowskiej-Sołtan, która opracowała maszynopis. Wszystkim Im serdecznie dziękuję.

I jeszcze uwaga o sposobie odwoływania się bibliograficznego. Źródła do historii Szkoły Lwowsko-Warszawskiej są nader rozproszone. Z reguły stanowią je biografie, wspomnienia pośmiertne oraz artykuły okolicznościowe - szereg biogramów podanych jest w [3]. Syntetyczny zarys historyczny można znaleźć w [13], Jordan [1963], Skolimowski [1967] - pozycja ta jest pierwszym całościowym opracowaniem Szkoły Lwowsko-Warszawskiej, Zamecki [1977], Borzym [1983], [1983a]. Pozycje bibliograficzne cytowane w niniejszej książce są kodowane nazwiskiem autora (autorów) oraz datą publikacji z ewentualnym wskaźnikiem literowym, o ile w danym roku ukazało się więcej prac cytowanego autora. Niektóre prace zbiorowe są kodowane dwucyfrowymi numerami w nawiasach kwadratowych - rozwinięcie tych oznaczeń znajduje się w wykazie umieszczonym bezpośrednio przed bibliografią w układzie alfabetycznym. W przypadku gdy z tekstu jednoznacznie wynika, kto jest autorem i jaka publikacja jest powołana, cytat jest sygnowany wyłącznie przez odwołanie się do stron, z których pochodzi cytowany fragment.

Rozdział IGENEZA I ROZWÓJ SZKOŁY LWOWSKO-WARSZAWSKIEJ

§ 1. WSTĘP

Formację intelektualną, znaną jako Szkoła Lwowsko-Warszawska, wyznaczają następujące czynniki: genetyczny - działalność nauczycielska Kazimierza Twardowskiego i jego uczniów; geograficzny - usytuowanie Szkoły we Lwowie i Warszawie; czasowy - Szkoła powstała w końcu XIX w. i działała do II wojny światowej; wreszcie merytoryczny - zasób wspólnych idei. Żaden z powyższych momentów, wzięty z osobna, nie określa Szkoły Lwowsko-Warszawskiej w sposób wystarczający. Za przedstawicieli Szkoły uchodzą (i uważają się) filozofowie, którzy nie byli bezpośrednimi uczniami Twardowskiego, jeśli za ucznia uznać kogoś, kto kończył studia filozoficzne lub też pisał pracę doktorską u określonego profesora. A tak było z Władysławem Tatarkiewiczem, jednym z najwybitniejszych przedstawicieli Szkoły, który nawiązał kontakt z Twardowskim dopiero przed habilitacją. Nadto za uczniów Twardowskiego uważali się także i niefilozofowie słuchający ogólnych uniwersyteckich wykładów z filozofii, np. wybitny matematyk Hugo Steinhaus. Tak więc kryterium genetyczne jest bądź za wąskie, bądź za szerokie. Centra geograficzne Szkoły to Lwów i Warszawa, ale wybitni jej przedstawiciele działali także w innych miastach polskich: Wilnie, Krakowie i Poznaniu. Szkoła jako zwarta całość istniała do II wojny światowej[2]. Ale i w latach późniejszych trwała aktywność naukowa jej przedstawicieli, w ich gronie także pierwszych uczniów Twardowskiego. Czynnik czwarty jest niewątpliwie najistotniejszy, ale też najtrudniejszy do jednoznacznego określenia. Powszechnie się wskazuje, że o więzi ideowej Szkoły nie decydował zestaw wspólnie akceptowanych poglądów na mniej lub bardziej podstawowe problemy filozoficzne, ale wspólna postawa intelektualna. Jakoż wśród przedstawicieli Szkoły znajdowali się filozofowie o nader różnych orientacjach teoretycznych i światopoglądach - stąd pod względem ideowym Szkoła Lwowsko-Warszawska jest nurtem o wiele mniej zwartym aniżeli fenomenologia, egzystencjalizm czy neopozytywizm. Okoliczność ta uniemożliwia podanie na wstępie syntetycznej, merytorycznej charakterystyki, a próba takiej charakterystyki podjęta będzie w ostatnim rozdziale niniejszej książki. Teraz omówione zostaną dokładniej pozostałe czynniki kształtujące Szkołę Lwowsko-Warszawską. Pewne uwagi merytoryczne pojawią się, oczywiście, już tutaj, choć na razie ograniczone wyłącznie do wskazywania zainteresowań badawczych członków Szkoły.

§ 2. POWSTANIE SZKOŁY LWOWSKO-WARSZAWSKIEJ; PERIODYZACJA ROZWOJU

Data powstania SLW daje się określić z dokładnością do dnia. Jest to 15 listopada 1895 roku, kiedy to Twardowski przyjechał do Lwowa i objął, jako profesor nadzwyczajny, katedrę filozofii w uniwersytecie; nominację otrzymał 20 października tegoż roku.

Można wyróżnić następujące okresy w rozwoju Szkoły. (1) Okres wstępny, który trwał mniej więcej siedem lat i zakończył się obroną pierwszych prac doktorskich pod kierunkiem Twardowskiego - dzięki temu zaczęło się tworzyć grono współpracowników naukowych twórcy Szkoły. (2) Okres formowania się poglądów i zainteresowań pierwszych i dalszych uczniów Twardowskiego - koniec tego okresu przypada na lata 1916-1918. (3) Okres pełnej krystalizacji Szkoły - obejmował on lata 1918-1930. W tym trzecim stadium Szkoła z lwowskiej staje się Lwowsko-Warszawską; wtedy także powstaje warszawska szkoła logiczna. I wreszcie: (4) okres rozkwitu, przypadający na lata trzydzieste, w którym Szkoła osiągnęła najważniejsze rezultaty i zyskała międzynarodową renomę, przede wszystkim dzięki warszawskiej szkole logicznej. Jeżeli uznać, że aktywność po II wojnie światowej była integralnym składnikiem historii Szkoły, to można by dodać jeszcze i (5) okres, który charakteryzował się stosunkowo dużym rozproszeniem geograficznym identyfikujących się ze szkołą myślicieli - i to nie tylko rozproszeniem w skali krajowej, ale i międzynarodowej. W sumie, można wyróżnić dwa stadia rozwoju Szkoły: stadium lwowskie (przygotowawcze) i stadium lwowsko-warszawskie (dojrzałe).

§ 3. KAZIMIERZ TWARDOWSKI I OKRESY LWOWSKIE

Jest rzeczą już zwyczajową, że każde omówienie SLW zaczyna się od przedstawienia, choćby pokrótce, biografii Twardowskiego i jego działalności nauczycielskiej oraz organizacyjnej. Nie jest to sytuacja typowa, gdyż z reguły życiorysy założycieli szkół filozoficznych (i nie tylko filozoficznych) są historycznymi ciekawostkami, niemającymi specjalnego znaczenia dla rozumienia kwestii merytorycznych, tj. poglądów danej szkoły; fakty stanowiące kontekst kształtowania się postawy intelektualnej założyciela szkoły są w tym względzie wyjątkiem, w szczególności zaś wpływy, jakim podlegał. Stąd kształtowanie się poglądów filozoficznych Twardowskiego, jako rzecz bez wątpienia istotna dla profilu Szkoły, będzie przedmiotem omówienia w osobnym rozdziale. Ale sprawą nie mniej ważną jest odtworzenie istotnych cech osobowości Twardowskiego, albowiem na oblicze założonej przez siebie Szkoły wpłynął on nie tylko, a może nawet nie tyle swymi poglądami, co właśnie charakterem i postawą. Niech zatem i w tej książce zostanie poświęcone nieco miejsca tej niezwykłej postaci.

Kazimierz Jerzy Adolf ze Skrzypny Ogończyk Twardowski urodził się 20 października roku 1866 w Wiedniu jako syn wyższego urzędnika w austriackim Ministerstwie Skarbu. Szkoły ukończył w Wiedniu. Maturę złożył z odznaczeniem w roku 1885 w słynnym gimnazjum Theresianum, a rok wcześniej tamże otrzymał złoty medal za wybitne postępy w nauce. W latach 1885-1889 studiował filozofię w Uniwersytecie Wiedeńskim. Jego głównym nauczycielem był Franz Brentano. Jeszcze jako student Twardowski współorganizował w Wiedniu Towarzystwo Filozoficzne, którego był wiceprezesem (1887-1889). Po studiach Twardowski uzyskał stypendium i dzięki temu mógł uzupełnić swoje wykształcenie w Lipsku i Monachium, głównie w zakresie psychologii. Doktoryzował się w roku 1892 na podstawie pracy Idee und Perzeption. Eine erkenntnistheoretische Studie aus Descartes; praca ta została wcześniej wydana drukiem [1891][3]. Po doktoracie Twardowski podjął pracę w biurze matematycznym wiedeńskiego zakładu ubezpieczeń. Nie przerwał jednak działalności naukowej i po dwóch latach uzyskał habilitację na podstawie rozprawy Zur Lehre von Inhalt und Gegenstand der Vorstellungen [1894]. W roku akademickim 1894/1895 Twardowski rozpoczął wykłady w Wiedniu jako docent prywatny, a dokładnie w dwudziestą dziewiątą rocznicę urodzin został mianowany profesorem filozofii we Lwowie. Jeden z pierwszych uczniów tak charakteryzuje początek i rozwój profesorskiej działalności Twardowskiego (Witwicki [1920], s. XI):

Sale wykładowe zastał prawie puste. Kilku znajomych [...], kilku śmielszych słuchaczy obcych zaglądało trochę z grzeczności, a trochę przez ciekawość, jak wygląda i jak wykłada młody profesor. Zwolna sala się zapełniać zaczęła i niedługo miejsc w niej brakło, a z czasem wykłady przenieść trzeba było poza mury Uniwersytetu, bo żadna z sal Wszechnicy nie mogła pomieścić słuchaczy, którzy już wczesnym rankiem spieszyli obsadzić miejsca.

Cytowany fragment dotyczy ogólnych wykładów z filozofii dla studentów różnych specjalności. Główną troską Twardowskiego było jednak zorganizowanie normalnych studiów filozoficznych, a musiał zaczynać pracę od podstaw. Nie było we Lwowie seminarium filozoficznego, nie było odpowiedniej biblioteki, nie było - wreszcie - tradycji poważnych studiów filozoficznych. Pierwsze kroki organizacyjne Twardowskiego polegały właśnie na stworzeniu seminarium i biblioteki. Aby wzbogacić bibliotekę, Twardowski przeniósł na uniwersytet własny bogaty księgozbiór.

Oto jak wyglądał tok pracy pod kierownictwem Twardowskiego (Dąmbska [1972], s. 79)[4]:

Na seminarium spotykali się studenci wszystkich lat, począwszy od drugiego, i tu pod kierunkiem i najtroskliwszą opieką Profesora przygotowywali się do samodzielnej pracy naukowej. Wspólnie czytano i interpretowano dzieła klasyków filozofii (zawsze w oryginale, stąd wymagana znajomość języków obcych). Indywidualnie każdy uczestnik seminarium opracowywał obrany temat pracy, którą z końcem roku przedkładał do oceny Profesorowi. Często druga z kolei praca seminaryjna miała charakter samodzielnej rozprawy naukowej i mogła być przedłożona jako praca doktorska lub kandydacka do egzaminu profesorskiego. Warunki do pracy naukowej dawał Twardowski swym studentom idealne. Każdy uczestnik miał prawo od 7-mej do 22-ej korzystać z Lektorium, do którego miał własny klucz. W Lektorium rozporządzał własnym stołem do pracy i zasobem potrzebnych dzieł czerpanych z bogato wyposażonej biblioteki (w roku 1930 liczyła około 8000 pozycji). Surowy i bezwzględnie obowiązujący regulamin Lektorium, przemyślany w najdrobniejszych szczegółach, zapewniał sprawne funkcjonowanie tej jedynej w swym rodzaju naukowej pracowni studenckiej. Każdy miał prawo i możność częstego kontaktowania się z Profesorem, który co dzień, nieodmiennie, między dwunastą a trzynastą przyjmował w swoim gabinecie. Sam Profesor w zakładzie spędzał 8 do 9 godzin dziennie, zaglądając często do Lektorium i wiele obcując z członkami seminarium. To były ramy zewnętrzne pracy wypełnionej jakże bogatą, jedyną i niepowtarzalną treścią wychowawczego oddziaływania. Celem lepszego poznania swych uczniów, Twardowski prowadził szczegółową kartotekę, w której każdy miał swoją kartę ewidencyjną, zawierającą oceny wypracowań, kolokwiów i prac, charakterystykę zainteresowań i osiągnięć. Przechowywał też w Archiwum Seminaryjnym wszystkie prace uczniów.

Poza zajęciami związanymi z formalnym tokiem studiów studenci uczestniczyli w posiedzeniach Kółka Filozoficznego Czytelni Akademickiej (od roku 1919 - Konwersatorium Filozoficzne), a dla zaawansowanych uczniów Twardowski prowadził privatissimum. Praca i atmosfera wyglądała w tym studenckim forum dyskusyjnym w sposób następujący (Witwicki [1920], s. XVI):

W tym kole wypowiadają się swobodnie młodzi ludzie bez względu na kierunek swoich zainteresowań naukowych, tam uczą się formułować własne myśli i krytykować cudze w ramach swobodnej i żywej dyskusji pod kierunkiem profesora. To koło filozoficzne było areną pierwszych występów publicznych i pierwszych usiłowań twórczych wszystkich uczniów Twardowskiego, którzy później objęli samodzielne stanowiska naukowe i nauczycielskie. Duszą tego kółka był zawsze Twardowski. Nie opuszczał go nigdy, mimo nawału przeróżnych zajęć. Tutaj profesor zarzucał niewód na dusze i na intelekty młode. Tu spostrzegał, że jakiś słuchacz nauk przyrodniczych lub filologii zapala się do kwestii psychologicznych, albo prawnik z pierwszego roku objawia osobliwe talenty dedukcyjne. I nie trwało długo, a już obaj próbowali sił na polu badań filozoficznych. Twardowski umiał ich zachęcić, zająć, zapalić, ośmielić i pomóc w łamaniu się z trudnościami. Czasy koła filozoficznego wszystkim uczniom Twardowskiego zostawiły niezatartą pamięć jakby przebudzenia duchowego.

A oto inne wspomnienie (Kotarbiński [1964], s. VI):

Mąż to był dorodny, imponującej postaci. Budził respekt samą swoją aparycją, gdy sunął samotnie, spokojnym, powolnym krokiem wzdłuż ulic miasta lub długich korytarzy gmachu uniwersyteckiego. Miałby się z pyszna, kto by spośród studentów poważył się zagadnąć Profesora znienacka a bez upoważnienia [...]. I ten człowiek władczy i onieśmielający rzeszę dookolną stawał się po macierzyńsku niemal opiekuńczym, łagodnie i serdecznie bliskim starszym przyjacielem tych, którzy się garnęli do grona ścisłych jego uczniów, którzy się godzili z własnej chęci na jego przewodnictwo. Ileż to godzin przegwarzyło się wtedy wspólnie bez żadnego z Jego strony nacisku na taki czy inny kierunek przekonań. Byleś myślał rzetelnie, mówił, a nie bełkotał, Profesor dyskutował z tobą jak równy z równym. Na przykład w toku posiedzeń Kółka Filozoficznego Czytelni Akademickiej ... Mistrz stale na nie przychodził. Często stawał sobie pod ścianą ćmiąc papierosa. Z jednaką niezrównaną cierpliwością wysłuchiwał awanturniczych czasem, a często nieporadnych przemówień członków młodego zespołu, któremu przewodniczył któryś tam z kolei kolega student ... A potem szło się razem do kawiarenki ciągnąć dalej kontrowersję rozpoczętą.

Nie szczędził Twardowski czasu i opieki swoim uczniom, a jego celem nadrzędnym było wychowanie kompetentnych filozofów. Dlatego też jego uczniowie musieli być biegli w historii filozofii, znanej z dzieł oryginalnych, a nie z przekładów tylko, dlatego też zaznajamiał w swoich wykładach z "nowinkami" logicznymi i uruchomił pierwszą w Polsce pracownię psychologii eksperymentalnej (1907). Reprezentował też Twardowski pewną moralną postawę wobec filozofii, którą starał się przekazać uczniom, a sprowadzała się ona do przekonania, że filozofia jest prawdziwą szkołą ducha, gdyż kreuje ważne ideały moralne i ich broni. Ten fakt winien być szczególnie podkreślony, albowiem jedność ideowa Szkoły Lwowsko-Warszawskiej polegała m.in. na niezwykle poważnym traktowaniu dociekań filozoficznych i nauczania filozofii, na ujmowaniu filozofii i jej krzewienia jako misji intelektualnej i moralnej. Wyłania się ze wspomnień uczniów obraz wspólnoty pomiędzy nimi a Twardowskim, wspólnoty, której bodaj najistotniejszym elementem był charyzmat nauczyciela połączony z najzupełniej zwyczajnym koleżeństwem. To właśnie stało się główną przyczyną olbrzymiego sukcesu nauczycielskiego Twardowskiego, sukcesu, który później - z tego samego powodu - stał się udziałem jego uczniów.

Ażeby jednak owo połączenie charyzmatu i koleżeństwa dało taki skutek, jaki miał miejsce, nie przekształcając grona uczniów w grono wyznawców nauk mistrza, musiał być spełniony dodatkowy warunek. Otóż Twardowski - a za nim i jego kontynuatorzy - nie narzucał swoim wychowankom żadnej określonej doktryny filozoficznej, zamierzał ich uczyć przede wszystkim jasnego i krytycznego sposobu myślenia. Wydaje się, że głoszony ex officio minimalizm filozoficzny Twardowskiego był głęboko przemyślanym składnikiem globalnej koncepcji tworzenia filozofii w Polsce. Twardowski chciał stworzyć nowoczesną filozofię polską, gdyż stan, który zastał, oceniał negatywnie[5]. Zabrał się do reformy przez wdrożenie idei "pracy organicznej" pozytywistów warszawskich, ale wdrożenie nie ideologii pozytywistycznej, lecz metody. Równocześnie Twardowski traktował reformę filozofii polskiej jako obowiązek obywatelski, swój i swoich uczniów. I znowu przytoczę jedno ze wspomnień (Kotarbiński [1936], s. 899)[6]:

Zastawszy w Polsce ugór, porosły wybujałymi chwastami, zakasał rękawy i począł rwać zielsko, a sadzić pożywną jarzynę. Ten wielki, mądry i bez miary pracowity nauczyciel zawziął się po prostu, by lekkoduchów Polaków nauczyć pracować tak, jak umieją pracować Niemcy. Na tym terenie, oczywiście, który był dlań dostępny. Chodziło głównie o kwestię charakteru. Do żywego dotyka Twardowskiego częsta opinia o Polakach: Die Polen sind ja so unzuverlassig! Niesolidni! Trudno na nas polegać! A to najgorsze, że krytyka trafia w sedno ... Więc zabrał się ten Człowiek, Polsce oddany, a w niemieckiej solidności wychowany, do pewnego, że tak powiemy, Kulturkampfu u nas... I jął tępić słomiany ogień, niepunktualność, zawodność w umowach, niesystematyczność, pogoń za tym, co kogo teraz właśnie najbardziej zajmuje; a zmuszał do przysiadywania fałdów, respektowania więzi organizacyjnej, do pięciopalcówek różnego rodzaju, dokładnych referatów, obiektywnych streszczeń.

Działalność organizacyjno-nauczycielska Twardowskiego nie ograniczała się do murów uniwersyteckich. Wcześnie docenił znaczenie rodzimego czasopiśmiennictwa fachowego dla rozwoju kultury filozoficznej i z entuzjazmem poparł inicjatywę Władysława Weryhy założenia "Przeglądu Filozoficznego", obejmując w roku 1897 lwowskie przedstawicielstwo pisma[7]. Twardowski był także założycielem Polskiego Towarzystwa Filozoficznego, którego pierwsze posiedzenie odbyło się 12 lutego 1904 roku, w setną rocznicę śmierci Kanta. Oto charakterystyka zadań Towarzystwa, zawarta w inauguracyjnym przemówieniu Twardowskiego ([1904], s. 241-242):

Polskie Towarzystwo Filozoficzne nie będzie służyło żadnemu kierunkowi filozoficznemu wyłącznie, albowiem pragnie objąć sobą wszelkie kierunki. Chce być wolne od wszelkiej jednostronności, chce być jak najbardziej wszechstronnym. Jedynym dogmatem Towarzystwa będzie przekonanie, że dogmatyzm jest największym wrogiem wszelkiej pracy naukowej. Chcemy, aby wszystkie kierunki pracy i poglądów w naszym Towarzystwie ku jednemu zmierzały celowi: ku wyświetleniu prawdy. Drogą ku temu jest naukowy krytycyzm.

W roku 1911 Twardowski rozpoczął wydawać czasopismo "Ruch Filozoficzny", którego celem była informacja o życiu naukowym w dziedzinie filozofii w kraju i za granicą. Tak Polskie Towarzystwo Filozoficzne, jak i "Ruch Filozoficzny" okazały się przedsięwzięciami niezwykle udanymi - jak wiadomo, istnieją one do dzisiaj. Twardowski brał czynny udział w tzw. powszechnych wykładach uniwersyteckich, popularyzujących różne gałęzie wiedzy, w tym także filozofię, poza uniwersytetem i poza Lwowem; sam zresztą stał na czele komitetu organizującego te wykłady. Powyższe fakty, a można by ich przytoczyć więcej, dobitnie ukazują rolę Twardowskiego w kształtowaniu kultury filozoficznej w Polsce[8]. Twardowski przeszedł w stan spoczynku w roku 1930. Nie zerwał jednak kontaktu z uczelnią, która w dowód uznania przyznała mu tytuł profesora honorowego; przez szereg lat prowadził jeszcze wykłady w Uniwersytecie Jana Kazimierza. Zmarł we Lwowie 11 lutego 1938 roku.

W żałobnym przemówieniu jeden z najbliższych mu uczniów powiedział (Kotarbiński [1938], s. 927):

Otóż przed kilkoma miesiącami Profesor mówił do kogoś z naszego grona, że jest szczęśliwy. I podawał racje ku temu. Powoływał się na swój wiek, piękny wiek, nie przewidywał tak długiego żywota. Doczekał niepodległej Polski i to dlań było źródłem trwałej radości. Pracował długie lata z umiłowaniem jako profesor filozofii, a gdyby powtórnie miał wybierać zawód, wybrałby znowu ten, a nie inny. Osobliwie zaś cieszył się ze stosunku uczniów do niego, stosunku zgoła wyjątkowego, stosunku, z którego niezwykłości zdawał sobie sprawę ... Mówił to człowiek prześladowany przez ciężką chorobę, ale nie znękany przez nią, przeciwnie, górujący nad cierpieniami ich opanowaniem wewnętrznym. Ta wypowiedź przypomina doprawdy list ostatni Epikura do Hermarcha. Nie jest to zbieżność przypadkowa, bo Profesor świadomie kształtował swoją postawę wedle wzoru dawnych starogreckich mistrzów etyki autonomicznej. Toteż w ostatnich latach życia własnym przykładem pouczał, jak znosić ból fizyczny i czynić zeń jedną więcej okazję do zwycięstwa skupionej woli.

Twardowski, "nauczyciel nauczycieli", zyskał uznanie nie tylko u uczniów[9]. Uniwersytety w Warszawie i Poznaniu przyznały mu doktoraty honoris causa, a miasto Łódź uhonorowało go nagrodą za działalność naukową[10].

W przemówieniu wygłoszonym z okazji przyznania mu doktoratu honoris causa przez Uniwersytet Poznański Twardowski powiedział ([1933], s. 11-12)[11]:

Uniwersytet, mając pełne prawo domagania się, aby jego niezawisłość duchowa nie była przez nikogo naruszana, ma więc także pełne prawo bronienia się przeciw wszelkim jawnym lub podstępnym zakusom poddawania jego pracy naukowej czyjejkolwiek kontroli lub komendzie. Uniwersytet ma zarazem obowiązek unikania także i ze swej strony wszystkiego, co by mogło tę niezawisłość nadwerężać lub stwarzać choćby tylko pozory ulegania jakimkolwiek wpływom i dążnościom, nie mającym nic wspólnego z badaniem naukowym i jego celem. Uniwersytet musi odgradzać się od wszystkiego, co nie służy zdobywaniu prawdy naukowej, musi przestrzegać należytego dystansu między sobą a nurtem, którym mknie około jego murów życie dnia potocznego, zgiełk ścierających się prądów społecznych, ekonomicznych, politycznych i wszelakich innych; wśród walk i zmagań się tych najrozmaitszych prądów, Uniwersytet winien trwać niewzruszenie jak latarnia morska, która wskazuje swym światłem okrętom drogę przez wzburzone fale, lecz nigdy światła tego nie nurza w samych falach. Gdyby to uczyniła, światło by zgasło, a okręty pozostałyby bez gwiazdy przewodniej [...]. Na zawód i stanowisko profesora i docenta Uniwersytetu spływa dostojeństwo instytucji, w której ramach oni się swemu zawodowi poświęcają. Nauczyciel uniwersytecki jest przede wszystkim sługą prawdy obiektywnej, przedstawicielem jej i głosicielem wśród młodzieży i społeczeństwa. Służba to szczytna i niezmiernie zaszczytna, ale zarazem wymagająca nie tylko odpowiednich kwalifikacji intelektualnych i stosownej wiedzy fachowej, lecz także wielkiego hartu ducha i silnego charakteru.

Powstanie szkoły naukowej wymaga, obok założyciela, także i uczniów. Tych Twardowski znalazł bardzo szybko. Do pierwszych należeli Władysław Witwicki i Jan Łukasiewicz. Obaj po doktoratach rozpoczęli pracę w Uniwersytecie Lwowskim; Witwicki specjalizował się w psychologii, a Łukasiewicz w logice. Ważnym wydarzeniem dydaktycznym był prowadzony przez Łukasiewicza w roku akademickim 1907/1908 wykład (wraz z ćwiczeniami) z algebry relacji - był to pierwszy w Polsce specjalistyczny wykład z logiki matematycznej; w roku 1911 Łukasiewicz został mianowany profesorem nadzwyczajnym. Grono uczniów Twardowskiego, Łukasiewicza i Witwickiego (byli to przede wszystkim uczniowie Twardowskiego) zaczęło się szybko powiększać. W okresie lwowskim studia ukończyli m.in.: Kazimierz Ajdukiewicz, Hersch Bad, Stefan Baley, Bronisław Bandrowski, Stefan Błachowski, Marian Borowski, Tadeusz Czeżowski, Ryszard Gansiniec, Mieczysław Gębarowicz, Salomon Igel, Ludwik Jaxa-Bykowski, Stanisław Kaczorowski, Juliusz Kleiner, Tadeusz Kotarbiński, Mieczysław Kreutz, Manfred Kridl, Jerzy Kuryłowicz, Stanisław Łempicki, Zygmunt Łempicki, Bogdan Nawroczyński, Ostap Ortwin, Franciszek Smolka, Kazimierz Sośnicki, Władysław Szumowski, Daniela Tennerówna (po mężu Gromska), Mieczysław Treter i Zygmunt Zawirski; przez jakiś czas we Lwowie studiował Roman Ingarden (przed wyjazdem do Getyngi do Husserla). W roku 1911 do uczniów Twardowskiego dołączył Stanisław Leśniewski, studiujący poprzednio w Niemczech (m.in. u Corneliusa), a przed habilitacją, w roku 1911, kontakt ze szkołą lwowską nawiązał Władysław Tatarkiewicz, uznawany, i uznający się - jak już wspomniałem - za "twardowszczyka"[12]. Nie wszyscy wyżej wymienieni poświęcili się filozofii, niektórzy mieli także i wykształcenie pozafilozoficzne, np. Szumowski był praktykującym lekarzem - we Lwowie prowadził wykłady z historii medycyny, a później otrzymał katedrę historii medycyny w Uniwersytecie Jagiellońskim[13]. Baley, Błachowski, Jaxa-Bykowski i Kreutz poświęcili się psychologii, Nawroczyński i Sośnicki - pedagogice, Gansiniec - filologii klasycznej, Gębarowicz - historii sztuki, Kleiner, Kridl i Stanisław Łempicki - polonistyce, Kuryłowicz - językoznawstwu, Zygmunt Łempicki - germanistyce, Ortwin - krytyce literackiej, Treter - teorii i historii sztuki[14]. Pozostali pracowali jako filozofowie.

Oto kilka danych o tych z uczniów Twardowskiego, którzy odegrali znaczącą rolę w dalszym rozwoju Szkoły Lwowsko-Warszawskiej; dokładniej mówiąc, są to dane o początkach ich działalności naukowej. Kotarbiński doktoryzował się w roku 1912 - do roku 1919 pracował jako nauczyciel gimnazjalny języków klasycznych, m.in. w znanym warszawskim gimnazjum im. M. Reja. Równocześnie pracował naukowo, wydając m.in. Szkice praktyczne [1913] oraz monografię o etyce Milla i Spencera [1915]. Ajdukiewicz po doktoracie (1913) wyjechał na stypendium do Getyngi, gdzie słuchał wykładów Hilberta i Husserla - echa tych kontaktów są widoczne w jego dalszej twórczości; debiutował artykułem o odwracalności stosunku wynikania [1913] - w czasie I wojny światowej walczył w armii austriackiej (został odznaczony za odwagę), a w wojnie roku 1919 był dowódcą pociągu pancernego. Czeżowski doktoryzował się w roku 1914. Początkowo pracował jako nauczyciel gimnazjalny, a w latach 1915-1916 był dyrektorem kancelarii Uniwersytetu Lwowskiego. Jego pierwsza większa publikacja poświęcona była teorii klas [1918]. Zawirski stopień doktora uzyskał w roku 1910 i także pracował początkowo jako nauczyciel gimnazjalny, nie rezygnując z pracy naukowej - m.in. opublikował pracę o przyczynowści [1912] - III nagroda w konkursie "Przeglądu Filozoficznego", oraz o modalności sądów [1914]. Doktorat Leśniewskiego miał miejsce w roku 1912. W roku 1915 Leśniewski wyjechał do Moskwy, gdzie uczył (do roku 1918) matematyki w polskim gimnazjum[15]. W latach 1912-1916 opublikował szereg prac, w tym głośną później rozprawę na temat teorii klas [1916]. Tatarkiewicz studiował w Marburgu i Paryżu, a do Polski przybył już ze stopniem doktora i jako autor pracy o Arystotelesie [1910]. W roku 1915 został powołany na jedną z katedr filozoficznych w reaktywowanym Uniwersytecie Warszawskim; drugą katedrę objął Łukasiewicz. Uderza przy tym różnorodność prac doktorskich pisanych pod kierunkiem Twardowskiego. Kotarbiński pisał o etyce Milla i Spencera, Ajdukiewicz o aprioryczności czasu i przestrzeni u Kanta, Czeżowski o teorii klas (zbiorów), Zawirski o ilości praw kojarzenia przedstawień, Leśniewski o zdaniach egzystencjalnych; jest tu i logika, i psychologia, i historia filozofii, i etyka. Szybko jednak zaczęła się rysować specjalność najwybitniejszych uczniów Twardowskiego. Ajdukiewicz, Czeżowski, Kotarbiński, Leśniewski i Zawirski zaczęli pracować głównie w dziedzinie logiki i metodologii nauk, przy czym w przypadku Kotarbińskiego zainteresowanie logiką i metodologią szło od początku w parze z zainteresowaniem zagadnieniami praktycznymi (etyka i teoria działania) - tak też już pozostało do końca twórczości tego filozofa, a teoria działania była początkiem prakseologii. Tatarkiewicz pozostał wierny historii filozofii, a drugą jego specjalizacją stała się estetyka i jej historia. Początki karier naukowych wymienionych wyżej filozofów nie były z reguły łatwe. Tylko Witwicki i Łukasiewicz związali się od początku z uniwersytetem. Pozostali, z wyjątkiem Tatarkiewicza, który stosunkowo niedługo czekał na stanowisko uniwersyteckie, pracowali przeważnie - dłużej lub krócej - jako nauczyciele gimnazjalni. Tym bardziej trzeba docenić siłę zainteresowań badawczych, które rozwijali, będąc poza wyższą uczelnią. Przy okazji dodam, że wielu innych uczniów Twardowskiego pracowało w gimnazjach. Bad - historyk filozofii, Kaczorowski - logik i Igel - kontynuator Twardowskiego w dziedzinie psychologii opisowej - wszyscy oni wydatnie zaznaczyli swój udział w filozofii polskiej, choć nigdy nie wyszli poza szczebel nauczyciela gimnazjalnego. To, że kompetentni filozofowie, nie tylko jako znawcy filozofii, ale także jako oryginalni badacze, byli nauczycielami szkół średnich, stanowiło element programu Twardowskiego w związku z reformą filozofii w Polsce.

Twardowski nie był jedynym filozofem, który oddziaływał na powstającą SLW. Łukasiewicz w latach 1909-1910 przebywał jako stypendysta w Grazu, gdzie brał udział w seminariach Meinonga, który podobnie jak Twardowski był uczniem Brentana. Wspominałem o tym, że Ajdukiewicz był w Getyndze, a Leśniewski studiował u Corneliusa w Monachium[16]. Wyraźny wpływ na Leśniewskiego miała twórczość wybitnego polskiego teoretyka prawa Leona Petrażyckiego, a zwłaszcza jego prace metodologiczne. Także i zagraniczne studia Tatarkiewicza nie pozostały bez echa. Nie można też pominąć faktu, że Twardowski nie był jedynym profesorem filozofii we Lwowie. Spośród innych należy wymienić przede wszystkim Mścisława Wartenberga, żarliwego obrońcę metafizyki. W różnych wspomnieniach uczniów Twardowskiego Wartenberg jest traktowany z dużą estymą, a wiadomo także, iż Twardowski zalecał swoim seminarzystom uczestnictwo w wykładach swego kolegi. W pracach i poglądach "twardowszczyków" nie widać specjalnego wpływu Wartenberga, ale z drugiej strony wolno przypuszczać, że poważny ich stosunek do zagadnień ontologicznych był w jakimś stopniu współkształtowany przez Wartenberga.

§ 4. SZKOŁA LWOWSKO-WARSZAWSKA W OKRESIE MIĘDZYWOJENNYM

I wojna światowa zakłóciła normalną pracę naukową i dydaktyczną. Działania wojenne sprawiły np., że Uniwersytet Lwowski zaprzestał działalności na pewien okres, a jego centrum administracyjne znajdowało się przez jakiś czas w Wiedniu - m.in. tam właśnie przebywali wówczas Twardowski i Czeżowski. Ważnym wydarzeniem dla dalszego rozwoju Szkoły była reaktywacja Uniwersytetu Warszawskiego i powołanie Łukasiewicza i Tatarkiewicza na katedry w tej uczelni. Fakt ten był niejako wstępem do nowego okresu Szkoły.

Jednym z zadań Polski niepodległej była odbudowa, a właściwie budowa życia naukowego, a z tym wiązał się rozwój szkolnictwa wyższego. Obok odnowionego Uniwersytetu Warszawskiego reaktywowano uniwersytet w Wilnie oraz założono Uniwersytet Poznański i Katolicki Uniwersytet Lubelski. Tak więc w Polsce międzywojennej działało sześć uniwersytetów: Jagielloński, Lwowski, Warszawski, Wileński, Poznański i KUL. Tylko dwa pierwsze miały własną kadrę. Pozostałe musiały szukać pracowników. Filozofowie ze szkoły Twardowskiego odegrali w tym procesie olbrzymią rolę - świadczy to o prężności i, już wówczas, dużej renomie tej Szkoły. Na katedry w Warszawie powołani zostali (obok Łukasiewicza i Tatarkiewicza) Kotarbiński i Leśniewski, obaj w roku 1919. Leśniewski objął katedrę filozofii matematyki (na Wydziale Matematyczno-Przyrodniczym), a Kotarbiński - katedrę po Łukasiewiczu, który otrzymał katedrę filozofii na Wydziale Matematyczno-Przyrodniczym (1920)[17]. Profesorami w Warszawie zostali też Witwicki (psychologia - 1919), Kleiner (historia literatury polskiej - 1916) oraz Z. Łempicki (germanistyka - 1919); w latach 1925-1926 profesorem Uniwersytetu Warszawskiego był także Ajdukiewicz. Tatarkiewicz w latach 1919-1921 zajmował katedrę filozofii w Wilnie, a jego następcą (1923) został Czeżowski; profesorem historii literatury w Uniwersytecie Stefana Batorego od roku 1932 był Kridl. W Poznaniu Błachowski i Jaxa-Bykowski zostali profesorami psychologii (1919), a w roku 1921 utworzono katedrę estetyki, którą objął Tatarkiewicz i kierował nią dwa lata, po czym wrócił do Warszawy. W roku 1928 do Poznania przybył Zawirski, powołany na katedrę metodologii nauk - przedtem (od roku 1924) był wykładowcą filozofii w Politechnice Lwowskiej. W roku 1937 Zawirski przeniósł się na Uniwersytet Jagielloński. W kolebce Szkoły pozostał Twardowski (katedrę po nim objął Ingarden w roku 1930). Po przejściu Wartenberga w stan spoczynku, jego następcą został Ajdukiewicz (1928). Katedrę psychologii otrzymał Kreutz (1928); w roku 1920 do Lwowa wrócił Kleiner. Do profesorów lwowskich będących uczniami Twardowskiego należą także Gębarowicz (Politechnika Lwowska), S. Łempicki oraz Kuryłowicz. Ruch kadrowy uczniów Twardowskiego był więc imponujący, a jego wynikiem było w okresie międzywojennym to, że w każdym polskim uniwersytecie (poza Katolickim Uniwersytetem Lubelskim) przynajmniej jedną z katedr filozoficznych zajmował "twardowszczyk".

Nowi (i starzy) wywodzący się ze Lwowa profesorowie zaczęli intensywnie propagować naukowe i dydaktyczne wzorce Twardowskiego. Jego Szkoła przestała być szkołą lwowską, a stała się szkołą ogólnopolską. Ale zwykle mówi się "Szkoła Lwowsko-Warszawska", a dodanie określnika "Warszawska" jest uzasadnione tym, że w Warszawie powstała szkoła logiczna (używam małych liter w nazwie, gdyż nie była ona wyraźnie wyodrębniona) - niewątpliwie najbardziej znaczący odłam całej SLW. Warszawska szkoła logiczna jest tworem wspólnym filozofów oraz matematyków i równie dobrze może być traktowana jako część Polskiej Szkoły Matematycznej. Twórca tej ostatniej, Zygmunt Janiszewski, sam był żywo zainteresowany podstawami matematyki i logiką - nic więc dziwnego, że zaprojektowany przez niego program badań matematycznych obejmował logikę matematyczną jako integralną część matematyki. Decydującym momentem dla rozwoju warszawskiej szkoły logicznej było to, że Janiszewski - wraz z innymi wybitnymi matematykami warszawskimi - Wacławem Sierpińskim oraz Stefanem Mazurkiewiczem - widział przyszłość polskiej szkoły matematycznej w badaniach związanych z nowo powstałymi gałęziami matematyki: z teorią mnogości i topologią[18]. A były to dziedziny matematyki, które miały się okazać szczególnie bliskie logice matematycznej, czyli - jak wówczas mówiono - logistyce.

Jest rzeczą charakterystyczną, iż dydaktyczno-organizacyjne programy Twardowskiego i Janiszewskiego są w wielu punktach zbieżne. Obydwu wielkim organizatorom nauki polskiej szło o unowocześnienie tych dyscyplin, jakie reprezentowali, obaj kładli nacisk na "nowinki" naukowe, kontakty międzynarodowe, rolę współpracy naukowej, własne czasopiśmiennictwo fachowe, pozauniwersyteckie instytucje naukowe i, wreszcie, obaj zmierzali do gruntownego wykształcenia młodych adeptów nauki. Łukasiewicz i Leśniewski - twórcy warszawskiej szkoły logicznej - znaleźli się więc w atmosferze, którą dobrze znali ze Lwowa. Swoistym ewenementem naukoznawczym jest fakt, że dwie katedry na Wydziale Matematyczno-Przyrodniczym (w jego matematycznej części) oddano filozofom z wykształcenia; obie były w istocie katedrami logiki matematycznej[19]. Fakt ten najlepiej świadczy o roli, jaką matematycy przyznawali logice, a także o docenieniu logików z filozoficznym rodowodem. Oto co pisze o początkach działalności dydaktycznej Łukasiewicza wśród matematyków Kazimierz Kuratowski ([1973], s. 32):

Innym profesorem, który wywierał duży wpływ na zainteresowania młodej kadry matematycznej, był Jan Łukasiewicz. Prócz wykładów logiki i historii filozofii, prowadził profesor Łukasiewicz bardziej specjalistyczne wykłady, które rzucały nowe światło na metodologię nauk dedukcyjnych i podstawy logiki matematycznej. Aczkolwiek Łukasiewicz nie był matematykiem, miał jednak wyjątkowo duże wyczucie matematyczne, dzięki czemu wykłady jego znajdowały szczególnie silny oddźwięk u matematyków.

Dydaktyczna współpraca matematyków i filozofów dała znakomite efekty. Pod kierunkiem Łukasiewicza, Leśniewskiego, Sierpińskiego i Mazurkiewicza (Janiszewski zmarł w roku 1920) wykształciło się znakomite grono logików. Pierwszym z nich był Alfred Tarski, który po doktoracie (1924 - pod kierunkiem Leśniewskiego) stał się bardzo szybko jednym z filarów warszawskiej szkoły logicznej i z czasem zyskał największy światowy rozgłos spośród całej Szkoły Lwowsko-Warszawskiej. Ponadto do grona logików warszawskich należeli (w kolejności alfabetycznej): Stanisław Jaśkowski, Czesław Lejewski (z wykształcenia filolog klasyczny), Adolf Lindenbaum, Andrzej Mostowski, Mojżesz Presburger, Jerzy Słupecki, Bolesław Sobociński (filozof) oraz Mordechaj Wajsberg; Jaśkowski, Lindenbaum, Presburger, Sobociński i Wajsberg byli pokoleniem lat dwudziestych, a pozostali - lat trzydziestych. Podwójny rodowód, matematyczny i filozoficzny, sprawia, że zachodzi pewna dwuznaczność w pojmowaniu warszawskiej szkoły logicznej. Być może z dzisiejszego punktu widzenia jest to raczej rozdział z historii matematyki, ale przed wojną było oczywiste dla wszystkich, że logika to także (a może i przede wszystkim) filozofia. Związek logiki i filozofii w dziejach warszawskiej szkoły logicznej nie ograniczał się wyłącznie do tego, że szkoła ta była genetycznie związana z filozofią. Grupa kierowana przez Łukasiewicza i Leśniewskiego utrzymywała ścisły związek z filozofami, a zwłaszcza z Kotarbińskim, który uczynił bardzo wiele dla ugruntowania prestiżu logiki w Warszawie. Uczniowie Łukasiewicza i Leśniewskiego uczęszczali na wykłady Kotarbińskiego, a wychowankowie Kotarbińskiego na wykłady profesorów logiki - w ogóle związki pomiędzy grupą "matematyczną" i grupą "filozoficzną" były bardzo mocne[20].

Działalność nauczycielska Kotarbińskiego była imponująca - być może, iż był on najwybitniejszym spadkobiercą dydaktycznej tradycji Twardowskiego[21]. Wydane w roku 1934 Fragmenty Filozoficzne - Księga Pamiątkowa dla uczczenia 15-lecia pracy dydaktycznej prof. Kotarbińskiego w Uniwersytecie Warszawskim są podpisane przez pięćdziesięcioro jeden (!!!) uczniów. Oto niektórzy z nich, wraz z specjalnościami: Jan Drewnowski (metodologia nauk, metafilozofia), Irena Filozofówna (historia filozofii), Eugeniusz Geblewicz (psychologia, a później prakseologia i naukoznawstwo), Janina Hosiasson-Lindenbaumowa (metodologia nauk), Jerzy Kreczmar (semantyka), Mieczysław Milbrandt (estetyka), Jan Mosdorf (historia filozofii), Maria Niedźwiedzka-Ossowska (semantyka, a później etyka i socjologia), Stanisław Ossowski (semantyka, estetyka, a później socjologia), Antoni Pański (metodologia nauk), Edward Poznański (metodologia nauk), Jakub Rajgrodzki (epistemologia), wspomniany już logik Bolesław Sobociński, Dina Sztejnbarg (metodologia nauk), Mieczysław Wallis-Walfisz (estetyka) i Rafał Wundheiler (metodologia nauk)[22]. W wykazie powyższym przeważają metodologowie i filozofowie języka, ale różnorodność specjalizacyjna jest pokaźna[23].

Filozofia we Lwowie rozwijała się w latach 1918-1939 równie intensywnie, jak wcześniej. Uczniami jeszcze Twardowskiego i już Ajdukiewicza (jako docenta i później profesora) byli: Walter Auerbach (psychologia), Eugenia Blaustein (psychologia opisowa), Leopold Blaustein (psychologia opisowa, teoria humanistyki), Izydora Dąmbska (historia filozofii, metodologia nauk, semantyka), Maria Kokoszyńska-Lutmanowa (semantyka, metodologia nauk), Seweryna Łuszczewska-Romahnowa (semantyka, metodologia nauk, logika), Henryk Mehlberg (metodologia nauk, filozofia fizyki), Halina Słoniewska (psychologia) i Tadeusz Witwicki (psychologia); ostatni z wymienionych jest synem Władysława Witwickiego. Z późniejszych uczniów Ajdukiewicza wymienić należy Zygmunta Schmierera (logika) i Stefana Swieżawskiego (historia filozofii)[24]. I tutaj przeważają metodologowie i filozofowie języka, ale nie brakuje i pozostałych specjalności filozoficznych. Sytuacja we Lwowie warta jest pewnej dodatkowej wzmianki. Otóż spotkali się tam przedstawiciele wszystkich pokoleń Szkoły Lwowsko-Warszawskiej od Twardowskiego poprzez Ajdukiewicza i Kreutza do uczniów samego Ajdukiewicza. Miała zatem we Lwowie miejsce swoista konfrontacja ideowa różnych generacji. Twardowski do końca pozostał wierny swoim początkowym koncepcjom filozoficznym, nie stał się nigdy wielbicielem np. logiki matematycznej. Natomiast Ajdukiewicz nadawał filozofii we Lwowie wyraźnie logizujący charakter. Ale też logika we Lwowie nie odegrała takiej roli, jak to miało miejsce w Warszawie. Stało się tak z różnych powodów. Lwowska szkoła matematyczna (Hugo Steinhaus, Stefan Banach) była odleglejsza od logiki aniżeli matematycy warszawscy. Ajdukiewicz był na Wydziale Filozoficznym i siłą rzeczy nie mógł odegrać takiej roli, jaka przypadła w udziale Łukasiewiczowi i Leśniewskiemu. W roku 1930 katedrę logiki (na Wydziale Matematyczno-Przyrodniczym) otrzymał Leon Chwistek, ale jego koncepcje logiczne były ezoteryczne, i to zarówno dla matematyków, jak i dla filozofów, co nie przyczyniło się do likwidacji bariery pomiędzy logiką a matematyką we Lwowie, a raczej tę barierę pogłębiło[25]. Te socjologiczne okoliczności sprawiły, że losy filozofii lwowskiej potoczyły się nieco inaczej aniżeli losy filozofii warszawskiej - w każdym razie środowisko lwowskie nie daje się dzielić na "matematyków" i "filozofów" i przez to może bliżej, w porównaniu ze środowiskiem warszawskim, nawiązuje do tradycji Twardowskiego. W Wilnie systematyczny rozwój środowiska filozoficznego rozpoczął się dopiero od objęcia katedry filozofii przez Czeżowskiego (1923). Do jego wileńskich uczniów należą m.in. Edward Csató (teoria sztuki), Jan Rutski (metodologia nauk), Stefan Wołoszyn (pedagogika). Zawirski wychował w Poznaniu tylko jednego znaczącego filozofa. Był nim Zbigniew Jordan, metodolog i historyk logiki. Działalność nauczycielska Zawirskiego w Krakowie była zbyt krótka, aby dać wyniki. Widać więc, że zachodziła zasadnicza różnica pomiędzy rozwojem środowisk filozoficznych, w szczególności Szkoły Lwowsko-Warszawskiej we Lwowie i Warszawie z jednej strony oraz w Wilnie i Poznaniu z drugiej. Wyjaśnienie tego faktu jest raczej proste. Rozwój filozofii we Lwowie kontynuował własną tradycję filozoficzną, a Warszawa, dzięki olbrzymiemu importowi lwowskiej kadry filozoficznej, tę tradycję przejęła. W Wilnie i Poznaniu takiej tradycji nie było, ponadto stabilizacja zespołów profesorskich trwała w tych ośrodkach stosunkowo długo w porównaniu z Warszawą, bo około dziesięciu lat. Co się tyczy spraw związanych z rozwojem Szkoły Lwowsko-Warszawskiej, trzeba zauważyć, że Czeżowski w Wilnie i Zawirski w Poznaniu byli osamotnieni, nie mówiąc już o tym, że zostali profesorami w momencie, gdy nauczanie filozofii już trwało i odwoływało się do innych tradycji intelektualnych aniżeli reprezentowana przez Twardowskiego. To samo dotyczy Uniwersytetu Jagiellońskiego, w którym Zawirski wykładał od roku 1937. Choć więc Szkoła Lwowsko-Warszawska nie ograniczała się geograficznie do Lwowa i Warszawy, to jednak ośrodki te były niewątpliwie jej centrami.

Mówiłem dotychczas o tych filozofach, którzy (z wyjątkiem Tatarkiewicza) pozostawali w bezpośrednim związku z Twardowskim i byli jego bezpośrednimi uczniami - jako studenci lub doktoranci. Ale do Szkoły Lwowsko-Warszawskiej wypada też zaliczyć o. Józefa Marię Bocheńskiego, ks. Antoniego Korcika, ks. Jana Salamuchę, Sawę Frydmana (po wojnie Czesława Nowińskiego) oraz Józefa Zajkowskiego. Bocheński studiował poza Polską, ale po powrocie do kraju zajął się historią logiki, nawiązując do badań Łukasiewicza. Korcik studiował teologię w Wilnie i pod wpływem Czeżowskiego zajął się logiką i jej historią. Salamucha studiował teologię w Warszawie, uczęszczał na wykłady Łukasiewicza z logiki i naukowo specjalizował się także w historii logiki. Wszyscy trzej jako filozofowie byli neotomistami, ale w pracy naukowej w zakresie historii logiki byli ściśle związani z Łukasiewiczem i jego stylem badania dziejów logiki. Frydman i Zajkowski byli teoretykami prawa, wileńskimi uczniami profesorów Jerzego Landego i Bronisława Wróblewskiego[26]. Mieli gruntowne wykształcenie filozoficzne zdobyte pod kierunkiem Czeżowskiego, a co ważniejsze, w swoich pracach naukowych wyraźnie nawiązywali do koncepcji powstałych w Szkole Lwowsko-Warszawskiej, zwłaszcza do koncepcji Ajdukiewicza i Kotarbińskiego (Frydman [1936], Zajkowski [1936]).

Tak przedstawia się zawierająca prawie osiemdziesiąt nazwisk lista osób pozostających w kręgu Szkoły, ale nie jest to pełny wykaz. Starałem się objąć nią tych filozofów, którzy zaznaczyli się jakoś w latach 1895-1939, przede wszystkim publikacjami, ale i pod tym względem wykaz jest na pewno niepełny. Ponadto lista osobowa urywa się na tych filozofach, którzy w połowie lat trzydziestych byli po naukowym debiucie. Uczniowie z ostatnich lat przedwojennych takiego debiutu bądź w ogóle nie doczekali, bądź też musieli nań długo czekać. I o tym trzeba pamiętać, mówiąc o SLW, jej dokonaniach i możliwościach, na pewno niecałkowicie zrealizowanych. Powstaje pytanie, czy nie jest to zbyt szerokie ujęcie tej formacji. Odpowiedź na nie jest trudna, postawienie takiego pytania jest jednak niewątpliwie celowe, bo przecież nie wszyscy z wyżej wymienionych bezpośrednich i pośrednich uczniów Twardowskiego byli filozofami. Pomijając przypadki niejednoznaczne, tj. filologów, pedagogów, psychologów i specjalistów w dziedzinie logiki matematycznej, którzy byli zarazem autorami rozpraw filozoficznych, trudno jest za filozofów uznać np. Błachowskiego, Jaxę-Bykowskiego, Csató, Gansińca, Kridla, Lindenbauma, Presburgera czy Wajsberga. Następnie, problematyka badawcza SLW koncentrowała się wokół logiki, semantyki, metodologii nauk oraz, choć w dalszej kolejności, epistemologii i ontologii, uprawianych wedle ściśle określonego "logistycznego" stereotypu. Pod taki stereotyp nie podpada wiele wymienionych osób, w tym i czołowi przedstawiciele Szkoły, jak Tatarkiewicz i Witwicki oraz m.in. Bad, Blaustein, Filozofówna, Kleiner, S. Łempicki, Z. Łempicki, Milbrandt, Nawroczyński, Słoniewska, Swieżawski, Treter czy T. Witwicki. Listę tę można, oczywiście, znacznie wydłużyć. Jakkolwiek we wspomnianym stereotypie mieści się przeszło czterdzieścioro ze wspomnianych filozofów, m.in. wszyscy logicy, ważniejsze jest jednak to, że przyjmowanie owego "logistycznego" stereotypu za miernik przynależności do Szkoły jest mylne, a jednym z celów niniejszej książki jest właśnie wykazanie tego faktu. Mam nadzieję, że stanie się to jasne przy końcu mojej relacji. Ale już w tym miejscu trzeba powiedzieć, że stereotyp nie uwzględnia etyki, a okaże się, że w tej właśnie dziedzinie wiele łączyło Tatarkiewicza, Witwickiego, Czeżowskiego i Kotarbińskiego - a więc "logików" i "nielogików". Stereotyp obejmuje niewątpliwie "logizującą" metodologię nauk, ale, jak się okaże, faktycznie metodologię rozumiano szerzej. W tym szerszym pojęciu mieszczą się np. prace Tatarkiewicza [1952] i Swieżawskiego [1966] o metodologii historii filozofii czy rozprawa Blausteina [1935] o psychologii humanistycznej, nie mówiąc już o tym, że Tatarkiewicz jest autorem artykułu [1945] całkiem mieszczącego się nawet w tym węższym pojęciu metodologii. Tego rodzaju wątki można mnożyć. Teza na temat zasięgu Szkoły Lwowsko-Warszawskiej daje się sformułować następująco: uznając, że Twardowski, Ajdukiewicz, Czeżowski, Kotarbiński, Leśniewski, Łukasiewicz, Tarski i Zawirski sformułowali pewien korpus typowych dla SLW poglądów, stanowiących odpowiedzi na typowe stawiane przez Szkołę kwestie, można w poglądach wszystkich (czy niemal wszystkich) wymienionych przedstawicieli Szkoły Lwowsko-Warszawskiej znaleźć istotne elementy podpadające pod jej wzorzec pierwotny[27]. Natomiast wszyscy wymienieni naukowcy bez wątpienia podzielali ogólną postawę Twardowskiego wobec filozofii, i ta właśnie postawa była spoiwem jednoczącym filozofów o różnych zainteresowaniach i różnych zapatrywaniach na konkretne kwestie. Jak pisze Dąmbska ([1948], s. 17):

Nie łączyła bowiem lwowskich filozofów jakaś wspólna doktryna, jakiś jednolity pogląd na świat. To, co stworzyło podstawę wspólnoty duchowej tych ludzi, to była nie treść nauki, tylko sposób, metoda filozofowania i wspólny język naukowy. Dlatego wyjść z tej Szkoły mogli: spirytualiści i materialiści, nominaliści i realiści, logistycy i psychologowie, filozofowie przyrody i teoretycy sztuki.

Słowa te odnoszą się nie tylko do grupy lwowskiej, ale także i do całej SLW. Za Wittgensteinem można powiedzieć, że termin "Szkoła Lwowsko-Warszawska" jest terminem rodzinowym, oznaczającym swój desygnat nie wedle jednej cechy, ale wedle sieci krzyżujących się podobieństw.

Bogata już tradycja Szkoły sprawiła, że wpływ na kształcone w okresie międzywojennym pokolenie filozofów zdobyli tylko nieliczni z pozostających poza tą formacją. Pisałem już o roli Ingardena (Blausteinowie) i wileńskich teoretyków prawa, Landego i Wróblewskiego (Frydman, Zajkowski). Utrzymywał się wpływ Petrażyckiego, który po pierwszej wojnie został profesorem socjologii prawa w Uniwersytecie Warszawskim i prowadził m.in. cieszący się popularnością wykład z metodologii nauk, czego ślady widoczne są w twórczości Kotarbińskiego i Ossowskich. Głębokie studia ks. Konstantego Michalskiego, profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego na Wydziale Teologicznym, nad filozofią średniowieczną przyczyniły się do wzrostu zainteresowania logiką tego okresu (Łukasiewicz, Bocheński, Salamucha). Zawirski kontaktował się z Bolesławem Gawęckim i Joachimem Metallmanem, krakowskimi specjalistami od filozoficznych problemów przyrodoznawstwa, a te wzajemne związki doprowadziły do pewnego wspólnego wzorca w traktowaniu filozofii przyrody. Wspomniany już uczeń Petrażyckiego, teoretyk prawa Lande (od roku 1929 profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego), oraz Czesław Znamierowski, profesor teorii prawa w Poznaniu, współkształtowali etyczne poglądy Szkoły Lwowsko-Warszawskiej, zresztą w różnych kierunkach - pierwszy, za Petrażyckim, uznawał pewną wersję emotywizmu, drugi zaś był obiektywistą i absolutystą[28]. Wielu filozofów należących do SLW było nie tylko katolikami, ale i filozofami katolickimi - Bocheński, Drewnowski, Korcik, Salamucha, Swieżawski. Wszyscy oni podlegali wpływom myśli neoscholastycznej, trudnym zresztą do spersonalizowania.

Zaznaczyły się także wpływy filozofii zagranicznej. Były one następstwem głównie wyjazdów stypendialnych, kontaktów osobistych oraz, oczywiście, pracy nad konkretnymi problemami. Ten ostatni czynnik zaznaczył się szczególnie w logice (Frege, Russell). Jeżeli zaś chodzi o stypendia zagraniczne, to m.in. Ossowska była u Moore'a, Kokoszyńska u Wittgensteina, a Dąmbska i Mehlberg - u Schlicka[29]. Kontakty personalne nawiązywali filozofowie polscy, uczestnicząc w kongresach międzynarodowych, a także wyjeżdżając z odczytami za granicę (Tarski do Wiednia, Leśniewski do Munster) oraz przyjmując filozofów zagranicznych w Polsce (np. Carnapa, Scholza, Mengera, Woodgera). Nie będę w tym miejscu omawiał rezultatów międzynarodowych kontaktów filozoficznych Polaków, zwłaszcza pod względem wpływu, jaki te kontakty miały na treść poglądów przedstawicieli Szkoły Lwowsko-Warszawskiej - o wielu kwestiach z tego zakresu będzie jeszcze mowa. Trzy uwagi są jednak niezbędne już teraz. Po pierwsze, od początku lat trzydziestych rozpoczynają się intensywne wzajemne kontakty pomiędzy SLW a logicznym empiryzmem (neopozytywizmem). Wyjaśnienie kwestii stosunku tych dwóch nurtów filozoficznych jest sprawą o kapitalnym znaczeniu historycznym. Sprawie tej będzie poświęcony odrębny fragment niniejszej książki. Uprzedzając dalsze rozważania, zaznaczę już obecnie, że moim celem jest wykazanie, iż Szkoła Lwowsko-Warszawska jest, mimo wielu podobieństw i wzajemnych uwarunkowań, całkowicie odrębną formacją filozoficzną, a nie "polskim neopozytywizmem". Z tym wiąże się uwaga druga. Niezależnie od wszelkich i niezaprzeczalnych związków pomiędzy SLW a innymi szkołami i kierunkami filozoficznymi, główny trend myślowy Twardowskiego i jego spadkobierców czerpał żywotne soki z idei opracowanych głównie we własnym kraju. I po trzecie, Szkoła w latach trzydziestych zyskała znaczną renomę międzynarodową, głównie dzięki logice. W ten sposób spełniło się jedno z marzeń Twardowskiego o wyjściu polskiej filozofii z rodzimych opłotków.

W okresie międzywojennym kontynuowana była praca nad instytucjonalną organizacją polskiego życia filozoficznego. Piszę "polskiego", gdyż Szkoła nie dążyła do stworzenia własnych ram instytucjonalnych w postaci specjalnych stowarzyszeń czy własnych czasopism. Udział Szkoły Lwowsko-Warszawskiej w kreowaniu nowych instytucji oraz działalności dotychczasowych i powstających był jednak znaczny, a w wielu przypadkach decydujący o ich charakterze. Jeszcze w czasie I wojny w Warszawie powstał Instytut Filozoficzny (1915). Inicjatorem był Weryho, drugi obok Twardowskiego wybitny organizator polskiego życia filozoficznego. Po jego przedwczesnej śmierci (1916) kierownictwo Instytutu objął Łukasiewicz. W roku 1927 Instytut wraz z Polskim Towarzystwem Psychologicznym połączyły się w Warszawskie Towarzystwo Filozoficzne. Towarzystwa Filozoficzne powstały również w innych ośrodkach akademickich: w Krakowie, Lublinie, Poznaniu i w Wilnie; we Lwowie istniało nadal Polskie Towarzystwo Filozoficzne. Nie powstało w okresie międzywojennym ogólnopolskie towarzystwo filozoficzne, nastąpiło to dopiero po II wojnie światowej. Poszczególne Towarzystwa prowadziły intensywną działalność odczytową, a udział w niej filozofów Szkoły Lwowsko-Warszawskiej był znaczny - we Lwowie i Warszawie dominujący. Z inicjatywy Łukasiewicza powstało w roku 1938 Polskie Towarzystwo Logiczne z siedzibą w Warszawie. W okresie międzywojennym odbyły się trzy ogólnopolskie zjazdy filozoficzne - I we Lwowie (1923), II w Warszawie (1927) i III w Krakowie (1936); inicjatorem był Twardowski, który zorganizował zjazd we Lwowie i czynnie uczestniczył w przygotowaniu dwóch następnych. Udział przedstawicieli Szkoły Lwowsko-Warszawskiej jako referentów w poszczególnych spotkaniach polskich filozofów był znaczny. Z uwagi na środowisko znaczniejszy był we Lwowie i w Warszawie, a mniejszy w Krakowie[30].

Filozofowie SLW publikowali swoje prace w ogólnopolskich czasopismach filozoficznych - w "Przeglądzie Filozoficznym", "Ruchu Filozoficznym" oraz "Kwartalniku Filozoficznym" (powstałym w roku 1923) - przede wszystkim jednak w pierwszym z wymienionych. Logicy ogłosili szereg prac w "Fundamenta Mathematicae". W roku 1935 z inicjatywy Ingardena powstało pismo "Studia Philosophica", mające publikować prace polskich filozofów w językach obcych; wojna przerwała wydawanie tego niezmiernie pożytecznego wydawnictwa - do roku 1951 ukazały się cztery tomy z wieloma pracami filozofów Szkoły. Łukasiewicz zamierzał wydawać specjalne czasopismo logiczne "Collectanea Logica". Pierwszy tom został przygotowany do druku w roku 1939, ale uległ zniszczeniu w czasie oblężenia Warszawy we Wrześniu. Powyższe dane uzasadniają twierdzenie, że Szkoła Lwowsko-Warszawska kontynuowała dzieło swego założyciela w organizacji krajowego życia filozoficznego, uczestnicząc we wszystkich ważnych przedsięwzięciach organizacyjnych całego polskiego środowiska filozoficznego.

§ 5. II WOJNA ŚWIATOWA I CZASY POWOJENNE

Wprawdzie przyjąłem, że działalność Szkoły Lwowsko-Warszawskiej jako Szkoły kończy się w roku 1939, to niezbędne wydaje się omówienie losów jej przedstawicieli i Szkoły jako całości po roku 1939. W maju 1939 roku zmarł jeden z najznakomitszych przedstawicieli Szkoły - Leśniewski. Wojna dokonała straszliwych spustoszeń. Stracili życie (głównie zaś zostali zamordowani) następujący z wcześniej wymienionych filozofów: Auerbach, Bad, Blausteinowie, Igel, Lindenbaumowie, Z. Łempicki, Milbrandt, Mosdorf, Ortwin, Pański, Presburger, Rajgrodzki, Rutski, Salamucha, Schmierer, Treter, Wajsberg i Zajkowski. W pierwszych latach po wojnie zmarli Smolka, Witwicki i Zawirski.

W przedmowie do [5] czytamy (s. 5):

Seria pierwsza Fragmentów Filozoficznych ukazała się w druku w 1934 roku nakładem uczniów, których nazwiska figurują na jednej z pierwszych kart książki. Z grona liczącego pięćdziesiąt jeden osób nie żyje dziś dwadzieścia. O pięciu naszych kolegach brak wszelkich wiadomości i uzasadnione wydaje się przypuszczenie, że ich nazwiska należy dopisać do dwudziestu poprzednich.

I chociaż słowa te były pisane w roku 1958, to owe dwadzieścia pięć osób prawie w całości stanowią ofiary wojny. A przecież pierwsze Fragmenty wydało pięćdziesiąt jeden osób, które już w roku 1934 były wykształconymi filozofami. A ile zginęło spośród tych, którzy ukończyli studia później, którym wojna przerwała studia, i wreszcie spośród tych, którzy rozpoczęli studia w czasie wojny? Nie wiem, czy jest możliwa odpowiedź na takie pytanie, dotyczące nie tylko zresztą Szkoły Lwowsko-Warszawskiej, ale filozofii polskiej w ogóle[31].

Wspomniałem wyżej o rozpoczynających studia filozoficzne w czasie wojny. Rozpoczynali je i kończyli w ramach imponującego systemu tajnego nauczania w czasie niemieckiej okupacji. Jako nauczający brali w nim udział następujący filozofowie SLW: Warszawa - Łukasiewicz, Kotarbiński, Tatarkiewicz, Geblewicz, Ossowscy, Salamucha, Słupecki, Sobociński, Sztejnbarg, Lwów - Ajdukiewicz i Dąmbska, Wilno - Czeżowski. Studia ukończyli wówczas m.in. dwaj filozofowie, których można uznać za ostatnich wychowanków Szkoły Lwowsko-Warszawskiej - Henryk Hiż oraz Jan Kalicki, obaj specjalizujący się w logice. Jerzy Pelc wspomina (Jaworski [1971], s. 98-99):

Wszedł bardzo szczupły, drobny, jakby znużony, szpakowaty, lecz niezupełnie jeszcze siwy, starszy pan. Przywitawszy się szybko, podszedł do wskazanego mu przez gospodynię fotelu i przysiadł na brzeżku [...]. Następnie pochylił się ku przodowi, długą, chudą szyję wyciągnął zza luźnego, jak u wszystkich wówczas, kołnierzyka, przymknął oczy i [...] zaczął mówić: - Będę dziś mówił o tym, co to znaczy "wyrażać bezpośrednio", "pośrednio", "wypowiadać", "wypowiadać myśl". Tak, bez zbytecznych wstępów, zaczął się pierwszy wykład Tadeusza Kotarbińskiego w pierwszym semestrze naszych tajnych studiów uniwersyteckich, jesienią 1942.

Zaczęło się więc tak, jak to bywało w normalnej sali wykładowej. Rejestrując udział wielu członków Szkoły Lwowsko-Warszawskiej w tajnym nauczaniu, nie chcę przez to sugerować, że działo się tak dlatego właśnie, iż byli to przedstawiciele tej, a nie innej szkoły, ale jest też faktem niewątpliwym, że czas okupacji potwierdził wysokie poczucie obywatelskiego obowiązku bezpośrednich i pośrednich uczniów Twardowskiego.

Straty wojenne Szkoły to nie tylko straty personalne. To także zahamowanie na sześć lat normalnego toku pracy naukowej i normalnej dydaktyki, to także brak kontaktu z literaturą filozoficzną, która - mimo wojny - w wielu krajach ukazywała się w miarę obficie, to strata znacznej części publicznych i prywatnych zasobów bibliotecznych. I wreszcie w latach tych uległo zniszczeniu szereg napisanych lub przygotowywanych dzieł, m.in. monografia Łukasiewicza o sylogistyce Arystotelesa, Bocheńskiego o logice Teofrasta, ważne rękopisy Leśniewskiego i obszerna rekonstrukcja jego systemów logicznych dokonana przez Sobocińskiego, wspomniany już pierwszy tom "Collectanea Logica" czy Kotarbińskiego przekład Novum Organum Bacona[32]. Ale i powstało parę ważnych dzieł. Witwicki pisał swe Pogadanki obyczajowe [1957], Ossowska kończyła swój traktat o moralności [1947], a Tatarkiewicz przygotował swe rozważania o szczęściu [1947][33]. I nic w tym dziwnego, że uwaga filozofów kierowała się wówczas ku problematyce etycznej.

Ale nie tylko śmierć przerzedziła szeregi Szkoły. W czasie wojny lub niedługo po wojnie opuścili Polskę: Łukasiewicz, Bocheński, Hiż, Jordan, Kalicki, Lejewski, Mehlberg, Poznański, Sobociński i Wundheiler, a Tarski jeszcze przed wojną udał się do Stanów Zjednoczonych. Różne były losy filozofów, którzy opuścili Polskę, ale w zasadzie wszyscy kontynuowali karierę naukową, a niektórzy osiągnęli znaczne sukcesy. Niewątpliwie najznaczniejszą pozycję osiągnął Tarski. Został profesorem logiki w Uniwersytecie Kalifornijskim i stworzył wielką, tzw. kalifornijską szkołę logiki; jest powszechnie uważany za osobę, która wywarła dominujący wpływ na rozwój logiki po II wojnie światowej[34]. Łukasiewicz otrzymał katedrę logiki w Royal Academy of Science w Dublinie. Hiż był profesorem lingwistyki w Pennsylvania State University. Mehlberg był profesorem filozofii nauki w Toronto, a następnie objął katedrę w Uniwersytecie Chicagowskim (po Carnapie). Poznański został profesorem w Hebrew University w Jerozolimie, Sobociński - w katolickim Notre Dame University w Indianie, a Bocheński - w katolickim Uniwersytecie we Fryburgu (Szwajcaria). Kalicki pracował jako wykładowca w Uniwersytecie Kalifornijskim, a Lejewski - w Uniwersytecie w Manchesterze; tylko Jordan - o ile mi wiadomo - pozostawał poza środowiskiem uniwersyteckim. Jeśli chodzi o działalność naukową tych osób, to była ona kontynuacją pierwotnych, ukształtowanych jeszcze w Polsce zainteresowań, związanych z logiką i jej historią[35].

W kraju natomiast trwała organizacja i reorganizacja życia naukowego oraz związana z tym wielka migracja środowisk naukowych, a procesy te były znacznie intensywniejsze aniżeli analogiczne w okresie po I wojnie światowej. W wyniku zmian terytorialnych dwa uniwersytety (Lwowski i Wileński) znalazły się poza granicami Polski. Powstały natomiast cztery nowe - w Lublinie (Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej), Łodzi, Toruniu i Wrocławiu. Procesy migracyjne objęły także Szkołę Lwowsko-Warszawską[36]. Czeżowski i Jaśkowski znaleźli się w Toruniu, Ajdukiewicz - w Poznaniu (do roku 1954), a później w Warszawie, Dąmbska w Gdańsku (dojeżdżała na wykłady do Warszawy), Kokoszyńska we Wrocławiu, Słupecki w Lublinie (Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej), a następnie (od roku 1948) we Wrocławiu, Swieżawski i Korcik w Lublinie (Katolicki Uniwersytet Lubelski), Łuszczewska-Romahnowa w Poznaniu, Mehlberg (do czasu wyjazdu z Polski) we Wrocławiu. Kotarbińscy, Mostowski, Ossowscy, Tatarkiewicz i Witwicki pozostali w Warszawie (Kotarbiński wykładał także w Łodzi), a Zawirski - w Krakowie[37]. W ciężkich latach 1949-1956 kilkoro filozofów Szkoły zostało pozbawionych prawa wykładania (Ossowscy, Tatarkiewicz, Dąmbska), a innym (Kotarbińscy, Ajdukiewicz, Czeżowski, Kokoszyńska) zezwolono wyłącznie na wykłady z logiki. Ostateczna stabilizacja "geograficzna" nastąpiła w roku 1957. Ajdukiewicz, Kotarbińscy, Mostowski, Ossowscy (już jako socjologowie) i Tatarkiewicz byli profesorami Uniwersytetu Warszawskiego, Dąmbska i Gromska objęły katedry w Uniwersytecie Jagiellońskim, Czeżowski, Jaśkowski, Kokoszyńska, Korcik, Łuszczewska-Romahnowa, Słupecki i Swieżawski pozostali w tych ośrodkach, w których pracowali w końcu lat czterdziestych; z działających w połowie lat pięćdziesiątych uniwersytetów w Polsce jedynie Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej i Uniwersytet Łódzki nie miały w swym składzie profesorskim przedstawicieli Szkoły Lwowsko-Warszawskiej. W sumie w środowiskach uniwersyteckich po roku 1945 działało aktywnie dziewiętnaście osób z kręgu Szkoły Lwowsko-Warszawskiej, a po roku 1948 - szesnaście osób. Jest to liczba spora i dlatego zasadne jest pytanie, dlaczego okres po II wojnie światowej nie może być uznany za kolejne stadium historii Szkoły. Wykrętnie można na to pytanie udzielić prostej odpowiedzi: był to okres schyłkowy. Nie jest to jednak żadna odpowiedź, gdyż od razu nasuwa się pytanie następne - dlaczego schyłkowy. Nie ma więc co spierać się o kwestię w gruncie rzeczy werbalną - koniec Szkoły czy jej okres schyłkowy. Należy natomiast rozważyć, co się w Szkole zmieniło i jakie były tego skutki.

Przypisy

[1] Niektóre pozycje bibliograficzne są cytowane zarówno w Przedmowie do II wydania, jak i w bibliografii na końcu Uzupełnienia do II wydania.

[2] Wojna przerwała normalną działalność naukową i dydaktyczną w Polsce. Okres 1939-1945 nie był czasem bezczynności. Filozofowie Szkoły Lwowsko-Warszawskiej brali udział w tajnym nauczaniu - powstało także wówczas niejedno opublikowane później dzieło. Był to jednak czas szczególny i dlatego przyjmuję, że historia Szkoły Lwowsko-Warszawskiej jako zorganizowanej szkoły filozoficznej kończy się wraz z wybuchem II wojny światowej. Nie jest to równoznaczne z przyjęciem, że wówczas kończy się historia intelektualna Szkoły.

[3] Promotorem Twardowskiego nie był Brentano, a R. Zimmermann. W czasach, gdy studiował Twardowski, Brentano, w związku z komplikacjami osobistymi (małżeństwo po wystąpieniu ze stanu duchownego), wykładał tylko jako docent prywatny.

[4] Zdarzyło się, że jeden z seminarzystów wypożyczył książkę na noc - regulamin czytelni zabraniał zabierania książek do domu. Fakt ten doszedł do wiadomości Twardowskiego, który natychmiast usunął delikwenta ze swego seminarium. Gdy grupa kolegów prosiła Twardowskiego o zmianę decyzji, ten odrzekł: albo on czytał regulamin i nic z niego nie zrozumiał, albo też zrozumiał i świadomie nie zastosował się do zakazu - w pierwszym przypadku jest głupi, a drugim nieetyczny, a ja nie chcę mieć do czynienia ani ze studentami głupimi, ani z nieetycznymi, a więc nie mogę zmienić decyzji. Historyjka ta, znam ją z ustnej relacji prof. Dąmbskiej, znakomicie ilustruje rygorystyczną postawę Twardowskiego, nawet w sprawach drobnych.

[5] Myślę, że obecnie nie ma co rozważać, czy diagnoza Twardowskiego była słuszna, czy też nie. Dla tych, którzy uważają, że lepiej byłoby, gdyby kontynuowano tradycję polskiej filozofii romantycznej i postromantycznej, program Twardowskiego jawi się, rzecz jasna, jako chybiony. W reedycji swego artykułu o dążeniach fenomenologów [1919] Roman Ingarden pisze: "Pracę tę napisałem w ciągu zimy 1919/1920, a skłoniła mię do tego sytuacja w filozofii polskiej, jaką znalazłem w Warszawie po przyjeździe tam w ciągu lata roku 1919. Nie miejsce tu, by opisywać ten niewesoły stan rzeczy, jaki mi się wówczas zarysował. Wystarczy, jeżeli powiem, że uderzył mię przede wszystkim prawie zupełny brak znajomości tego, co się działo we współczesnej filozofii zachodnioeuropejskiej" (s. 270). "Niewesoły stan rzeczy" wiązał Ingarden niewątpliwie z realizacją programu Twardowskiego - oto inny przykład odmiennej oceny reformatorskich dążeń Twardowskiego aniżeli opinie uczniów założyciela Szkoły Lwowsko-Warszawskiej. Należy przy tym dodać, że Ingarden cenił Twardowskiego znacznie wyżej aniżeli jego uczniów. Niemniej jednak Twardowski cel swój osiągnął i należy to po prostu przyjąć do wiadomości, niezależnie od takich czy innych ocen.

[6] Po prostu Twardowski chciał pokazać, że Polacy potrafią solidnie pracować, o ile praca ta jest dobrze zorganizowana. I niezależnie od sympatii czy antypatii do stylu filozoficznego Szkoły Lwowsko-Warszawskiej nie sposób zaprzeczyć, że w Szkole tej pracowano solidnie. Z tego punktu widzenia historia Szkoły Lwowsko-Larszawskiej stanowi pewną, co prawda ograniczoną, lekcję, którą warto od czasu do czasu przypominać.

[7] Projektując pierwsze, profesjonalne polskie pismo filozoficzne, kierował się Weryho podobnymi ideami jak Twardowski, m.in. dążeniem do zapewnienia filozofii polskiej miejsca w filozofii światowej. Obaj dyskutowali założenia pisma w roku 1896 w Zakopanem. Weryho był redaktorem "Przeglądu" do swej śmierci (1916). Później kierownictwo objęli uczniowie Twardowskiego - Borowski (1916-1922) i Tatarkiewicz (1922-1949).

[8] Twardowski nie unikał różnorodnych funkcji uniwersyteckich i społecznych. Był m.in. rektorem Uniwersytetu Jana Kazimierza w ciężkim okresie wojennym - w latach 1914-1917. Wiele energii włożył w obronę polskości tego uniwersytetu, zagrożonej w latach przedwojennych i wojennych. Obszerne przedstawienie uniwersyteckiej i pozauniwersyteckiej działalności Twardowskiego można znaleźć w opracowaniu Łempickiego [1938]. Także i uczniowie Twardowskiego piastowali szereg odpowiedzialnych stanowisk - będzie o tym mowa w dalszym ciągu książki.

[9] W roku 1930 uczniowie ofiarowali Twardowskiemu specjalny medal pamiątkowy. Na jednej stronie była podobizna Twardowskiego, a na drugiej napis Discipulorum Amor et Pietas.

[10] "A domyślamy się, jak ujmie Profesora to, że Mu składa dziękczynienie właśnie Łódź! Miasto z samego serca Kongresówki - lwowianinowi, miasto ludzi praktycznych koryfeuszowi kultury filozoficznej. W tym jest symbolizm rozległych a głębokich związków, Mistrzowi drogich... I dlatego raz jeszcze godzi się powiedzieć sędziom: świetnie, doskonale, nie można było dokonać znakomitszego wyboru! (Kotarbiński [1936], s. 899).

[11] Słowa te, uznawane za swoisty testament duchowy Twardowskiego, miały specjalne znaczenie w momencie ich wypowiedzenia. Były to bowiem czasy ograniczania autonomii uniwersytetów. Twardowski na pewno nie chciał, aby jego koncepcja uniwersytetu była interpretowana jako postulat odgradzania się uczelni od życia społecznego - jego osobista postawa była zresztą wyraźnym zaprzeczeniem tego postulatu. Natomiast podkreślał autonomię intelektualną, która dla niego była bodaj najistotniejszym znamieniem uczonego. Dziś ciśnie się na usta pytanie, czy idee Twardowskiego nie idą zbyt daleko. Myślę, że są zbyt radykalne dla czasów współczesnych, ale jeśli są już częściowo nieaktualne, to ciągle dobitnie przypominają o powinnościach szkół wyższych.

[12] Przedstawiona lista uczniów Twardowskiego wymaga pewnego komentarza. Nie figuruje na niej nazwisko Benedykta Bomsteina, który co prawda doktoryzował się u Twardowskiego (1907), ale reprezentował poglądy (zwłaszcza metafizyczne) znacznie odbiegające od "minimalistycznej" filozofii Szkoły, jeszcze wówczas, lwowskiej. Jak dalej zaznaczam, nie wszyscy uczniowie Twardowskiego byli profesjonalnymi filozofami, a wśród niefilozofów byli i tacy, którzy pisywali prace filozoficzne (Kleiner, Z. Łempicki czy Treter), ale i tacy, którzy z filozofią mieli związek nader pośredni (Gansiniec, Gębarowicz, Kridl, Kuryłowicz czy S. Łempicki). Rysuje się zatem kwestia personalnego zakresu Szkoły Lwowsko-Warszawskiej. W zakończeniu postaram się uzasadnić - przynajmniej częściowo - pogląd, że Szkoły nie należy redukować do (i tak sporej) liczby osób zajmujących się szeroko rozumianą logiką. Ale - muszę przyznać - sam mam wątpliwości, co do ustalenia "składu" Szkoły Lwowsko-Warszawskiej. Może najlepiej będzie powiedzieć tak: już w okresie lwowskim Szkoła wytworzyła ściśle z nią związane "otoczenie" humanistyczne. W każdym razie następne "listy personalne" będą zawierać już niemal wyłącznie nazwiska filozofów-profesjonalistów.

[13] Warto tu wymienić dwie prace Szumowskiego: [1935], [1939].

[14] W uzupełnieniu do przypisu 12 przykładowo wymienię parę prac filozoficznych tych uczniów Twardowskiego, którzy są znani bardziej jako filologowie, pedagogowie, psychologowie czy teoretycy sztuki: Kleiner [1920], Kreutz [1938], Łempicki Z. [1920], Nawroczyński [1920], Sośnicki [1920], Treter [1920]. Szczególnie bogata była twórczość filozoficzna Witwickiego - por. na ten temat Nowicki [1982].

[15] W owym czasie Leśniewski był członkiem SDKPiL, ale później zmienił poglądy polityczne.

[16] Jednakże w poglądach Leśniewskiego próżno byłoby szukać wpływu Corneliusa.

[17] Łukasiewicz był w latach 1918-1920 dyrektorem Sekcji Szkolnictwa Wyższego w Ministerstwie Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, a w roku 1919 kierował tym ministerstwem - premierem był wówczas Paderewski. W okresie międzywojennym Łukasiewicz został dwukrotnie wybrany na rektora Uniwersytetu Warszawskiego. Wysokie funkcje we wspomnianym ministerstwie pełnili także Czeżowski i Borowski. Kotarbiński był przed wojną aktywnym działaczem Związku Nauczycielstwa Polskiego.

[18] Szerzej na ten temat piszę w artykule [1985].

[19] Współpraca pomiędzy matematykami a logikami znalazła symboliczny wyraz w składzie redakcji organu polskiej szkoły matematycznej "Fundamenta Mathematicae". W latach 1920-1928 czasopismo było kierowane przez Mazurkiewicza, Sierpińskiego, Leśniewskiego i Łukasiewicza.

[20] Tarski i Sobociński uważali się za uczniów Łukasiewicza, Leśniewskiego i Kotarbińskiego. Znany wybór międzywojennych prac Tarskiego [1956] jest opatrzony dedykacją "Tadeuszowi Kotarbińskiemu - mojemu Nauczycielowi".

[21] Ale spadkobiercami byli także Ajdukiewicz i Czeżowski. Ogólnie rzecz biorąc, na seminariach Kotarbińskiego, Ajdukiewicza i Czeżowskiego panowała taka sama atmosfera jak na seminarium Twardowskiego.

[22] Dina Sztejnbarg po II wojnie światowej występowała pod nazwiskiem Janina Kamińska, a później została żoną Kotarbińskiego.

[23] Należy przypomnieć, że od roku 1923 profesorem filozofii w Warszawie był także Tatarkiewicz. I aczkolwiek wpływ Kotarbińskiego na studentów filozofii był znacznie większy, to udział Tatarkiewicza w ich kształceniu nie może być zapoznawany. Z wymienionych filozofów jedynie Milbrandt był związany z Tatarkiewiczem. W ostatnich latach przed II wojną światową Tatarkiewicz skupił pewną ilość studentów. Niestety, niemal wszyscy zginęli w czasie wojny. Informacje o nich można znaleźć w [17].

[24] Blaustein i Swieżawski pozostawali także pod wpływami Ingardena.

[25] Należy mocno podkreślić, że Chwistek w żadnej mierze nie może być zaliczony do Szkoły Lwowsko-Warszawskiej. Jest pewnym paradoksem, że nazwa Szkoły jest urobiona wedle kryterium geograficznego, którego dosłowna interpretacja jest wysoce myląca. Warto dodać, że kontrkandydatem Chwistka do profesury we Lwowie był Tarski, który do końca okresu międzywojennego nie otrzymał katedry w Polsce.

[26] Prawnikiem był także Rutski. Wymieniłem go od razu wśród filozofów, gdyż był ściślej związany z filozofią aniżeli Frydman i Zajkowski.

[27] Wykazanie trafności tej tezy wymagałoby bardzo szczegółowej analizy, na którą nie ma miejsca w niniejszej książce; dodatkowe informacje zostaną podane przy końcu książki.

[28] Rzeczą interesującą jest, że Znamierowski, którego poglądy aksjologiczne oraz analityczne rozumienie filozofii bliskie były poglądom Szkoły Lwowsko-Warszawskiej, nie był zaliczany do niej i sam też się do przynależności do Szkoły nie poczuwał. Przykład ten dobitnie świadczy o roli wspólnego konsensu co do przynależności do Szkoły.

[29] Do Polski przyjeżdżali także i młodzi filozofowie z zagranicy, m.in. Quine.

[30] Z przeszło siedemdziesięciu referatów zgłoszonych na zjazd w Krakowie zaledwie dwadzieścia cztery zostały napisane przez przedstawicieli Szkoły. Podaję te liczby, gdyż ilustrują one bezpodstawność opinii (znanych mi z rozmów), jakoby SLW dążyła do "zamknięcia ust" przedstawicielom innych orientacji, a nawet cel ten osiągnęła. Przeciwnie - "imperializm intelektualny", typowy np. dla logicznego empiryzmu, był jej całkowicie obcy.

[31] Fragmentaryczne dane można znaleźć w Gromska [1948] i [18].

[32] Mostowski (Crossley [1975]) wspomina, że opuszczając Warszawę po powstaniu, miał do wyboru: zabrać chleb albo zeszyt z ważnymi wynikami w teorii mnogości; wybrał chleb.

[33] Dzieje książki Tatarkiewicza były dramatyczne. Mostowski (Crossley [1975], s. 33) opowiada o tym następująco: "Spotkałem pewnego profesora [w obozie przejściowym - J. W.] w grupie osób dźwigających bagaże i otoczonej przez dużą grupę żołnierzy. Pozdrowił mnie bardzo uprzejmie, a ja zapytałem: Co Pan dźwiga w swojej walizie? Och - odpowiedział - rękopis książki napisanej w ostatnich miesiącach. Zapytałem - na jaki temat? - O szczęściu". Jeden z uczestników zapisanej przez Crossleya dyskusji (znany logik amerykański Nerode) rzekł: "To z krainy cudów". Jak podaje Tatarkiewicz w przedmowie do swego traktatu o szczęściu, jeden z żołnierzy kazał mu otworzyć walizkę i, zobaczywszy rękopis, wyrzucił go do rynsztoka. Tatarkiewicz zaryzykował i podniósł swój manuskrypt. I to było najlepsze zaprzeczenie słowom niemieckiego żołnierza: Nie ma już żadnej kultury polskiej.

[34] Nie jest bezzasadne przypuszczenie, że ta najznaczniejsza po II wojnie światowej szkoła logiczna powstała w Kalifornii, dlatego że - z powodu wojny - nie mogła powstać w Warszawie. Trzeba przy tym podkreślić, że szkoła kalifornijska, właśnie za sprawą Tarskiego, jest w wielu względach podobna do warszawskiej szkoły logicznej, m.in. w owej "filozoficznej komponencie" logiki.

[35] Bocheński i Jordan zajęli się także sowietologią.

[36] Dalej będzie mowa tylko o osobach, które należały do grona filozofów w sensie ściślejszym.

[37] Także po wojnie przedstawiciele Szkoły Lwowsko-Warszawskiej piastowali wiele ważnych funkcji. Kotarbiński był organizatorem i pierwszym rektorem Uniwersytetu Łódzkiego, a później przez dwie kadencje (1957-1962) prezesem Polskiej Akademii Nauk - często mówiono o nim "książę uczonych". Ajdukiewicz był rektorem Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, a z tych czasów znane jest powiedzenie "Kazimierz Wspaniały".