Rozdział 1
Ostatni list
Skąpany w półmroku Poznań przenikała cicha, niemal senna energia. Brukowane uliczki Starego Rynku, które w ciągu dnia przepełniał zgiełk, teraz wydawały się zupełnie innym światem - otulonym rozmytym światłem latarni rzucających długie, tańczące cienie na fasady starych kamienic. W jednej z bocznych uliczek rozbrzmiewał stłumiony dźwięk kroków, po czym szybko nikł w ciszy nocy, jakby ktoś nie chciał być zauważony.
W okolicach Warty mgła unosiła się tuż nad wodą, spowijała mosty i bulwary mleczną zasłoną. Światła odbijały się w niej, tworzyły falujące, złowrogie smugi. Wyglądały jakby ukrywały w sobie coś więcej niż tylko blask lamp. Z oddali dobiegał ledwo słyszalny szept miasta. Śmiech, rozmowy, skrzypnięcie drzwi, muzyka i echo zabawy napływających turystów. Z knajp roznosiło się stukanie kieliszków i butelek z piwem. Wieczorami ludzie starali się zapomnieć o trudach mijających dni, oddawali się przyjemnościom, jedzeniu i spotkaniom ze znajomymi.
Na Ostrowie Tumskim gotyckie wieże katedry wznosiły się nad ciemnością, a ich ostre kontury rysowały się na tle nocnego nieba niczym strażnicy pilnujący zapomnianych tajemnic. Wśród wąskich uliczek można było odnieść wrażenie, że ktoś obserwuje każdy ruch mieszkańców. Może była to tylko gra świateł, a może echo dawnych opowieści, które miasto nosiło w sobie od wieków. Poznań nocą nie był jedynie piękny. Przepełniały go sekrety, które czekały, aż ktoś je odkryje. Pełno w nim było historii i legend opowiadanych przez kolejne pokolenia. Nikt nie wiedział, ile było w nich prawdy, a ile dopowiadali unoszeni wyobraźnią sami opowiadający.
- Jak się dziś czujesz? - z zamyślenia wyrwał ją głos inspektora Grzegorza Lipskiego.
Profilerka Lara Barska nie zwróciła uwagi, kiedy do niej podszedł. W mundurze prezentował się nienagannie. Tylko cienie pod oczami zdradzały, że był niewyspany.
- Daję radę - odparła krótko. - Za to ty sprawiasz wrażenie, jakbyś nie spał od co najmniej tygodnia. Dziecko aż tak bardzo daje się wam we znaki?
Płynnie zmieniła temat. Nie chciała rozmawiać o problemach osobistych. Dawno podjęła decyzję, że im mniej o niej wiedzą, tym lepiej. Nadal pamiętała spojrzenia policjantów, gdy pojawiła się pijana na służbie. Gdyby nie Grzegorz, wyleciałaby z dyscyplinarką. Choć nieustannie miała ochotę się napić, a przytłaczające pęta depresji oblepiały jej umysł, nie mogła pozwolić, aby sytuacja się powtórzyła.
- Nie przypuszczałem, że w tym wieku będę jeszcze zmieniał pieluchy. - Lipski zapalił papierosa, zaciągnął się głęboko. Wypuścił dym, odwracając się od Lary. - Mam nadzieję, że córka z zięciem niedługo skończą remont domu i pójdą na swoje. Zajmowanie się niemowlęciem jest nie na moje nerwy.
Mimo słów Lipskiego nie wyczuła w nich złości ani żalu, a wręcz przeciwnie. Przepełniała je czułość i miłość. Barska poczuła ukłucie w sercu. Wraz ze śmiercią córki straciła szansę na to, że kiedyś zostanie babcią.
- Przyzwyczaisz się szybciej, niż myślisz - zapewniła. - Idziemy? Chcę to mieć za sobą. - Wskazała klatkę schodową.
Mężczyzna skinął głową. Wyrzucił niedopałek i przydepnął go butem. Ruszył przodem, otworzył drzwi przed Larą. Szybkim krokiem weszli na drugie piętro. Przed lokalem czekał policjant, który na ich widok odsunął się nieznacznie, wpuszczając Lipskiego i Barską do środka.
Mieszkanie Kingi Wasilewskiej sprawiało wrażenie, że czas nagle się w nim zatrzymał. Niespodziewanie, brutalnie i gwałtownie, w samym środku codzienności właścicielki. Na niewielkim kuchennym stole stał kubek z niedopitą, zimną kawą. Na ściankach naczynia zgromadził się ciemnobrązowy osad. Obok leżał rozłożony notes z zapiskami. Bordowa oprawa nosiła ślady częstego używania. Brzegi i grzbiet miał wytarte, naznaczone odciskami palców i plamami rozmazanego tuszu. Zanotowane w nim zdania w niektórych miejscach były ledwie czytelne. Autorka stawiała litery nerwowo, zbyt mocno dociskając długopis do papieru, co powodowało, że gdzieniegdzie słowa były trudne do rozczytania.
Liście kwiatów stojących na parapecie opadły, domagając się wody. Większość z nich zaczynała brązowieć, a ziemia w doniczkach popękała z braku wilgoci. W zlewie stały talerze z resztkami jedzenia i dwa kieliszki po czerwonym winie. Z kosza na śmieci unosiła się charakterystyczna woń zleżałych odpadków. Łóżko w sypialni pozostawiono w nieładzie. Zmiętoszona kołdra leżała niedbale, a gruby koc został rzucony w kąt na podłodze. Na krześle wisiał satynowy szlafrok, a tuż pod nim koszula nocna i grube skarpetki. Z komody w salonie zwisał wełniany szal, jakby jego właścicielka spieszyła się, wychodząc. Na kanapie zalegało kilka koszul, świeżo uprane spodnie i sporych rozmiarów kosmetyczka. Poza tym nie było żadnych śladów walki ani oznak włamania. Zwyczajne mieszkanie osoby, dla której utrzymanie porządku nie zajmowało wysokiego miejsca na liście priorytetów.
Lara ostrożnie rozglądała się po pomieszczeniu. Jednocześnie odnotowała, że z zewnątrz prawie nie dochodzą tu żadne dźwięki. Mimo pewnego nieporządku pozostawało surowe w sposób budzący niepokój. Światło z ulicznych latarni wpadało przez uchylone żaluzje. Rysowało na ścianach cienkie, poszarpane cienie. W niewielkim salonie wyczuła zapach perfum i odświeżacza powietrza, zmieszany z wonią starego papieru i atramentu. Na biurku, które właścicielka umieściła w centrum pokoju, wśród porozrzucanych artykułów i zdjęć, leżał list. Starannie, wręcz precyzyjnie złożony, niemal wymuskany, i adresowany do kogoś, kto nie zdążył go przeczytać. Barska założyła lateksowe rękawiczki i delikatnie rozłożyła beżową kartkę: "Igor nie jest tym, za kogo go uważacie. Wkrótce się przekonasz". To było wszystko. Nie znalazła podpisu ani wskazówki, co autorka miała na myśli. Kilka nic nieznaczących słów, a jednocześnie wiodących ku domysłom i pytaniom, na które trzeba było znaleźć odpowiedzi.
Lara czuła, jak powoli opuszcza ją dystans, który dotychczas jej towarzyszył. Najpierw pojawiło się mało dostrzegalne drżenie, gdzieś w głębi serca, potem niepokojący ścisk w żołądku, aż w końcu zalała ją fala niepokoju, która coraz wyraźniej rozlewała się po jej ciele. Myśli, jeszcze przed chwilą uporządkowane i spokojne, zaczęły się plątać, a w klatce piersiowej pojawił się nieprzyjemny ciężar, jakby narastało w niej przytłaczające wrażenie, że Kingę jednak spotkało coś złego.
Zanim przyjechała do mieszkania, dowiedziała się, że dziennikarka od kilku miesięcy zajmowała się sprawą Igora Jaworskiego - seryjnego mordercy skazanego na dożywocie. Wiedziała, że tamta odwiedzała go w więzieniu oraz że pisała do niego listy. Nie miała jednak pojęcia, jak głęboko w to zabrnęła i ile udało jej się odkryć. Zastanawiała się, kto był adresatem listu i kto miał się przekonać, a w szczególności o czym. Nie była pewna, czy być może ona sama, czy może policja miała w końcu zrozumieć, że to nie Jawor, jak określano Igora, stał za zabójstwami, a ktoś inny. Z treści krótkiej notatki nie wynikało też, aby Wasilewska kierowała ją bezpośrednio do samego Igora.
Z zamyślenia wyrwał ją głos policjanta. Starszy posterunkowy Patryk Narojczyk stanął przed Larą z niewielkim notesem w ręku. Pojedyncze rude loki wymknęły się spod starannie założonej czapki i opadały na czoło w niesfornych skrętach. Twarz, gęsto usiana piegami w tym samym odcieniu, zdradzała młodość, ale i pewną surowość wyrazu. Intensywnie niebieskie oczy, przenikliwe i czujne, kontrastowały z niemal mlecznobiałą skórą, która wyglądała, jakby nigdy nie zaznała słońca. Granatowy mundur, starannie wyprasowany i idealnie dopasowany, nadawał mu profesjonalny, niemal posągowy wygląd, a ciężki pas z wyposażeniem sugerował gotowość do działania w każdej chwili. Stał wyprostowany, z lekko rozstawionymi nogami. Emanował pewnością siebie. Wyglądał na kogoś, kto mimo młodego wieku doskonale zna swoją rolę i czuje się w niej swobodnie. Wzrok miał skupiony na profilerce jakby ją oceniał. Jednocześnie czekał na znak, że może kontynuować. Przez chwilę poczuła się nieswojo. Policjant niezwykle uważnie ją obserwował i zdawał się chłonąć każdy szczegół, który jej dotyczył.
- O czym mówiłeś? - rzuciła. - Co macie?
Narojczyk wyprostował się. Podniósł notes, skrupulatnie analizując zapisane informacje.
- Sprawdziliśmy pobliski monitoring - odparł. - Wasilewska ostatni raz wyszła stąd dwa dni temu, dokładnie o dziewiętnastej czterdzieści dwie. Była sama. Nie miała żadnego towarzystwa. Nie przejawiała jakichkolwiek podejrzanych zachowań. Kamery uchwyciły, jak przekraczała próg budynku, ale potem ślad po niej zaginął. Musimy sprawdzić ich zasięg w szerszym zakresie. Nie zarejestrowano też, by wróciła. Telefon zaginionej pozostaje wyłączony od tamtej chwili, bez prób nawiązania kontaktu. Nie wysyłała żadnych wiadomości i nie podejmowała aktywności na portalach społecznościowych. Jakby rozpłynęła się w powietrzu - podsumował. - Niespotykane w dzisiejszych czasach.
- Albo ktoś ją do tego zmusił - podjęła - albo chciała zniknąć.
- W obu przypadkach zrobiła to dobrze - odparł inspektor. - I tak dziwi mnie, że ktoś z jej pracy zainteresował się tym, że nie pojawiła się w biurze.
- Bo wszyscy mają gdzieś, co się dzieje z drugim człowiekiem? - zapytała policjantka. - Nisko cenisz ludzi.
- Przykro mi przyznać, pani komisarz, lecz inspektor ma rację. Zainteresowanie drugą osobą zmalało do minimum.
Barska nie odpowiedziała. Doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Gdyby wszyscy byli bardziej wrażliwi na cudzą krzywdę, wielu tragedii udałoby się uniknąć. Prościej było udawać, że problemy nie istnieją.
Spojrzała na notes dziennikarki. Ostatnie zapiski były chaotyczne, urywane, a w niektórych miejscach rozmazane w sposób, który wskazywał, że ich autorka płakała, a łzy wsiąkły w papier, pozostawiając niewielkie plamy. Zastanawiała się, czy Kinga pisała je w pośpiechu, a może nawet w panice.
"On mnie rozumie. On wie, czego chcę". Zdanie powtarzało się kilka razy, zapisane coraz większymi literami. Lara poczuła zimny dreszcz przebiegający po plecach. Nie pojmowała jego znaczenia, lecz intuicja jej podpowiadała, że coś tu było nie tak. Bardzo nie tak.
DALSZA CZĘŚĆ DOSTĘPNA W WERSJI PEŁNEJ