Wstęp
WSTĘP
Na początku lutego 1945 roku uwaga całego świata była skupiona na
kierunku działań wojsk 1 Frontu Białoruskiego, które w tych dniach
osiągnęły rubież Odry i zgodnie z pierwotnym planem miały kontynuować
uderzenie na stolicę III Rzeszy.
Otwierając w dniu 4 lutego 1945 roku obrady Wielkiej Trójki w Jałcie,
prezydent USA Franklin Roosevelt, nie kryjąc niecierpliwości, poprosił
już na początku swojej powitalnej mowy o przedstawienie przez stronę
radziecką aktualnej sytuacji na froncie wschodnim. Dokonał tego zastępca
szefa Sztabu Generalnego Armii Czerwonej generał armii Aleksiej Antonow,
który poinformował, że do 1 lutego, to znaczy w ciągu 18 dni natarcia,
wojska radzieckie na kierunku głównego uderzenia posunęły się o blisko
500 km i pokonując na dobę 25-40 km osiągnęły rzekę Odrę na odcinku od
Kostrzyna do ujścia Nysy Łużyckiej. W dalszej części wystąpienia Antonow
relacjonował, iż Niemcy będą zapewne bronić Berlina, w związku z czym
postarają się powstrzymywać posuwanie się wojsk radzieckich na rubieży
rzeki Odry, organizując tu obronę z wycofujących się jednostek oraz
odwodów, przerzucanych z Niemiec, Europy Zachodniej i Włoch.
Początek 1945 roku był na pewno jednym z przełomowych okresów w dziejach
Europy i naszego narodu. Poprzedziły go zimowe przygotowania do
generalnego szturmu na kierunku berlińskim. Przygotowania te rozpoczęto
już w końcu października 1944 roku, kiedy to wojska radzieckie, w wyniku
zwycięstw odniesionych latem i jesienią, wyszły nad dolny Niemen, Narew
i środkową Wisłę, a także wkroczyły do Słowacji i na terytorium Węgier.
Kiedy ruszyła znad Wisły nawałnica radzieckiej ofensywy zimowej, nie
było już wówczas tajemnicą, iż klęska III Rzeszy jest tylko kwestią
czasu. W wyniku potężnych pancernych uderzeń podczas pierwszych dni
szturmu zostały rozbite główne siły broniących się rozpaczliwie wojsk
niemieckich i kolejne dni stanowiły pasmo ciężkich ciosów zadawanych im
przez Armię Radziecką.
Natarcie wojsk radzieckich znad Wisły było tak skuteczne i błyskawiczne,
iż wieczorem ostatniego dnia stycznia czołowe oddziały wyszły nad Odrę w rejonie Kostrzyna i uchwyciły niewielki przyczółek na lewym brzegu
rzeki. W dniu tym rozpoczęły się również walki o zdobycie Kostrzyna,
jednego z większych bastionów, jaki znajdował się na drodze do stolicy
hitlerowskich Niemiec. Poniżej, nad Odrę w rejonie Frankfurtu wyszły
kolejne oddziały, rozpoczynając walki o to miasto i przyczółki
słubickie.
Bitwa o Kostrzyn przybrała od samego początku niezwykle zażarty
charakter i trwała dwa miesiące. Stała się częścią składową walk 1
Frontu Białoruskiego o przełamanie i zdobycie linii środkowej Odry -
rzeki, która zajmuje szczególne miejsce w dziejach Słowiańszczyzny i narodu polskiego.
W hitlerowskich koncepcjach obrony doniosłą rolę odgrywały twierdze,
które według goebbelsowskiej propagandy miały pełnić funkcję swego
rodzaju "łamaczy fal". Zadaniem ich było związanie jak największej
liczby nacierających wojsk radzieckich, a co za tym idzie - zyskanie na
czasie. Koncepcje te stanowiły oczywiście tylko spekulacje, bowiem, jak
już wcześniej wykazały doświadczenia I wojny światowej, przydatność
twierdz była nikła lub jeszcze częściej żadna.
W okresie międzywojennym starano się zerwać z obowiązującą wcześniej
francuską doktryną wojenną o roli twierdz, przyjmując za obowiązujący
nowy system rejonów umocnionych, które często wchłaniały zachowane
twierdze. Również dowództwo niemieckie, tam gdzie było to możliwe,
wykorzystywało twierdze jako element maksymalnie rozległych obszarów
umocnionych. Lecz takie rozwiązania okazały się w praktyce najczęściej
nierealne z powodu braku odpowiednich sił do obsadzenia garnizonów. Stąd
"łamacze fal" stawały się kolejno w szybkim tempie kotłami, których los
był z góry przesądzony.
By zdobyć w 1945 roku Berlin, wpierw trzeba było uchwycić Odrę wraz z jej twierdzami. Szczególna rola, jaka przypadła środkowej Odrze w niemieckim systemie obrony, wynikała z planów hitlerowskiego dowództwa,
które zakładało, iż rzeka ta miała być główną linią oporu III Rzeszy.
Odra była bowiem ostatnią poważną przeszkodą dla nacierających wojsk
radzieckich nie tylko ze względu na jej szerokość, lecz również z tego
powodu, że stanowiła ona ufortyfikowaną rubież. Z operacyjnego punktu
widzenia był to niewątpliwy klucz do Berlina. Przełamanie obrony
niemieckiej na Odrze, a zwłaszcza opanowanie tego odcinka, na którym
mieściły się dwie twierdze: Kostrzyn i Frankfurt, oznaczało "operacyjne
otwarcie bram stolicy hitlerowskich Niemiec"1.
Bardzo ważną rolę w obronie berlińskiego kierunku strategicznego
wyznaczono twierdzy kostrzyńskiej, nie bez powodu nazywanej często
berlińską bramą. Ten stary słowiański gród obronny, zbudowany około 960
roku przez Mieszka I, od wieków pełnił doniosłą funkcję w czasie działań
militarnych na tym obszarze. Znacząca rola przypadła również w tych
dniach Frankfurtowi, leżącemu 33 km poniżej Kostrzyna, drugiemu ważnemu
miastu nad środkową Odrą, które również uzyskało status twierdzy.
Składała się ona z lewobrzeżnej głównej części miasta i przedmieścia
Dammvorstadt, dzisiejszych Słubic, w dawnych czasach stanowiących
słowiański gród Śliwice.
Spoglądając z perspektywy mijającego tysiąca lat naszej państwowości na
dziejową rolę obronnego systemu Odry, należy pamiętać o wielkiej
prawdzie, zawartej w słowach znakomitego historyka prof. Zygmunta
Wojciechowskiego, iż "dzieje Polski zaczęły się nad Odrą"2. To tu
właśnie przez kilka stuleci naszej historii ścierały się ze sobą dwa
potężne żywioły - germański i słowiański. Areną tych walk była często
Ziemia Lubuska. Tak jak niemal wszystkie najważniejsze wydarzenia
naszych najstarszych dziejów państwowych wiążą się bezpośrednio z tym
regionem, tak najnowsze dzieje narodu polskiego związane są z powrotem
nad starą piastowską granicę3.
Bitwy i walki toczone przez wojska radzieckie o wyzwolenie Ziemi
Lubuskiej i zdobycie środkowej Odry były wyjątkowo zacięte i krwawe.
Należały do najcięższych, jakie armia radziecka stoczyła na ziemiach
polskich. Dowództwo wroga zamierzało w walkach nad Odrą wyczerpać i osłabić nacierające wojska radzieckie, by zapewnić sobie czas na
przegrupowanie nowych sił i stworzenie warunków do wykonania
przeciwuderzeń. Hitlerowcy jasno zdawali sobie sprawę z tego, że jeżeli
wojska radzieckie przełamią linię Odry, stworzą sobie dogodne warunki do
sprawnej realizacji końcowego celu wojny, jakim było uzyskanie
powodzenia na kierunku berlińskim i zdobycie stolicy III Rzeszy. Dlatego
też tak ogromne znaczenie miało dla Niemców utrzymanie kostrzyńskiej
twierdzy, która panując nad strategicznymi drogami prowadzącymi do
Berlina umacniała obronę linii Odry. Powierzenie dowództwa twierdzy
osławionemu "katowi Warszawy" Gruppenführerowi SS Heinzowi Reinefarthowi
świadczyło o wadze, jaką przywiązywali Niemcy do jej utrzymania.
Głównym zadaniem armii radzieckiej w 1945 roku było jak najszybsze
całkowite rozgromienie III Rzeszy, stąd dla dowództwa 1 Frontu
Białoruskiego zdobycie, utrzymanie i poszerzenie przyczółków po obydwu
stronach Kostrzyna miało kapitalne znaczenie ze względu na przygotowane
uderzenie na Berlin. Wykonanie tego zadania było uzależnione w istotny
sposób od zdobycia kostrzyńskiej twierdzy.
W walkach o Kostrzyn brały udział wydzielone jednostki z trzech armii 1
Frontu Białoruskiego. Jako pierwsze zaatakowały miasto z marszu 30
stycznia 1945 roku oddziały 2 Armii Pancernej Gwardii, lecz próba ta,
mimo początkowych sukcesów, nie powiodła się. Kostrzyn leżał w pasie
działania 5 Armii Uderzeniowej, toteż jej oddziały toczyły dalsze boje o zdobycie miasta. Natężone walki prowadzono w dniach 6-12 marca.
Przyniosły one połowiczny sukces, ponieważ zdobyto tylko wschodnią część
miasta - dzielnicę Nowe Miasto. Decydujący udział w bitwach o Stare
Miasto i twierdzę miały wojska 8 Armii Gwardii, które 30 marca pokonały
ostatni punkt oporu wroga i zdobyły Kostrzyn. Wiele nowych ustaleń o tych walkach wniosły opracowania Tony'ego Le Tissiera i Niclasa
Sennertega4.
Dłużej, bo 82 dni trwały walki prowadzone przez 33 i 69 Armię o zdobycie
Frankfurtu nad Odrą. Ostatecznie twierdza wraz ze słubickim przedmościem
po ciężkich walkach została zajęta 23 kwietnia.
Kiedy z przyczółków odrzańskich do szturmu na Berlin ruszyły oddziały
polskie i radzieckie, nad Odrą stały już wkopane przez żołnierzy 1 Armii
Wojska Polskiego pierwsze słupy graniczne, a na gruzach twierdzy
kostrzyńskiej powiewały dumnie dwie flagi: czerwona i biało-czerwona.
Pierwszą zawiesili zwycięzcy, a drugą polscy kolejarze, którzy zaraz po
zakończeniu walk o miasto przystąpili do odbudowy kostrzyńskiego węzła
kolejowego.
Dokonywał się ostatni akt II wojny światowej. 25 kwietnia 1945 nastąpiło
historyczne spotkanie sił anglo-amerykańskich i radzieckich koło Torgau.
Nazajutrz Rosjanie rozpoczęli ostrzał Kancelarii Rzeszy w Berlinie. 30
kwietnia Hitler popełnił samobójstwo. Trzy dni później, 2 maja, załoga
Berlina skapitulowała, w chwilę potem nad miastem powiewały sztandary
zwycięzców. 8 maja ostatecznie skapitulowała III Rzesza. Tym samym
dopełnił się wyrok historii.
Kierunek Berlin
KIERUNEK BERLIN
SYTUACJA I ZAMIARY WALCZĄCYCH STRON
Na początku 1945 roku hitlerowska III Rzesza znalazła się u progu
ostatecznej klęski. Druzgocące uderzenie radzieckich sił zbrojnych i porażki na froncie zachodnim znaczyły rok 1944 jako jedno pasmo ciężkich
ciosów zadawanych siłom niemieckim, których bezpowrotne straty w okresie
od 22 czerwca 1941 roku do 30 listopada 1944 roku wyniosły ogółem 6 793
825 żołnierzy, z czego na front wschodni przypadło 5 469 719. Wielkim
sukcesem Armii Czerwonej oraz działającej u jej boku 1 Armii Wojska
Polskiego było w 1944 roku wyjście szerokim frontem nad Wisłę i zdobycie
przyczółków, z których wiodła w linii prostej najkrótsza droga na Berlin
poprzez Poznań i Kostrzyn nad Odrą.
Dowództwo radzieckie, przygotowując się do kolejnego uderzenia w kierunku zachodnim, które miało przynieść wyzwolenie pozostałych ziem
polskich, skoncentrowało olbrzymie siły i środki. Decydującą rolę w owym
uderzeniu powierzono wojskom 1 Frontu Białoruskiego i 1 Frontu
Ukraińskiego. Miały one w swoim składzie łącznie 163 dywizje, 32 143
działa i moździerze, 6460 czołgów i dział pancernych oraz 4722 samoloty.
Ogółem oba fronty liczyły 2,2 mln ludzi.
Ześrodkowanie tak dużych sił pozwoliło stronie radzieckiej stworzyć na
kierunku warszawsko-berlińskim wielokrotną przewagę nad przeciwnikiem.
Wynosiła ona: w sile żywej - 5,5 razy, w działach i moździerzach - 7,8,
w czołgach - 5,7, w samolotach - 17,6. Przeciętna gęstość operacyjna obu
frontów była tak znaczna, że dywizja piechoty zajmowała 3-7 km frontu, a nasycenie artylerią i wojskami pancernymi dochodziło do 64 dział i moździerzy oraz 12 czołgów i dział pancernych na 1 km frontu. Obok
ilościowego wzrostu sprzętu wojennego i uzbrojenia Armii Radzieckiej,
poprawiła się jego jakość: zwiększył się znacznie udział artylerii
ciężkiej, w jednostkach pancernych wzrosła liczba czołgów średnich i ciężkich, lotnictwo zaś otrzymało nowe, ulepszone samoloty.
Decydującą rolę w planowanych działaniach miały odegrać wojska 1 Frontu
Białoruskiego. Był to największy związek strategiczno-operacyjny Armii
Czerwonej, który w przededniu ofensywy liczył 1 119 838 oficerów i żołnierzy, z czego 809 648 osób w oddziałach liniowych, a pozostała
część w formacjach tyłowych. Równie imponująco przedstawiała się liczba
przydzielonych środków. Ogółem w dyspozycji frontu były 2102 czołgi,
1279 dział pancernych i około 20 000 różnego rodzaju dział. Była to broń
sprawdzona w dotychczasowych walkach, a niektóre jej rodzaje są uważane
powszechnie za najlepsze spośród stosowanych w okresie II wojny
światowej.
W skład wojsk 1 Frontu Białoruskiego wchodziło 8 armii ogólnowojskowych,
2 armie pancerne, armia lotnicza i 6 samodzielnych korpusów:
- 3 Armia Uderzeniowa pod dowództwem gen. lejtn. Nikołaja Simoniaka;
- 5 Armia Uderzeniowa pod dowództwem gen. lejtn. Nikołaja
Bierzarina5;
- 8 Armia Gwardii pod dowództwem gen. płk. Wasilija Czujkowa;
- 33 Armia pod dowództwem gen. płk. Wiaczesława Cwietajewa;
- 47 Armia pod dowództwem gen. mjr. Franza Pierchorowicza;
- 61 Armia pod dowództwem gen. płk. Pawieła Biełowa;
- 69 Armia pod dowództwem gen. płk. Władimira Kołpakczi;
- 1 Armia Wojska Polskiego pod dowództwem gen. dyw. Stanisława
Popławskiego;
- 1 Armia Pancerna Gwardii pod dowództwem gen. płk. Michaiła Katukowa;
- 2 Armia Pancerna Gwardii pod dowództwem gen. płk. Siemiona Bogdanowa;
- 16 Armia Lotnicza pod dowództwem gen. płk. Siergieja Rudenki;
- 2 Samodzielny Korpus Kawalerii Gwardii pod dowództwem gen. lejtn.
Władimira Kriukowa;
- 7 Samodzielny Korpus Kawalerii Gwardii pod dowództwem gen. lejtn.
Iwana Kiriczenki;
- 11 Samodzielny Korpus Pancerny Gwardii pod dowództwem gen. mjr. Iwana
Juszczuka;
- 4 Samodzielny Korpus Artylerii Przełamania pod dowództwem gen. lejtn.
Nikołaja Ignatowa;
- 6 Samodzielny Korpus Artylerii Przełamania pod dowództwem gen. mjr.
Piotra Rożanowicza.
Dowódcą 1 Frontu Białoruskiego został mianowany 16 listopada 1944 roku
marsz. Związku Radzieckiego Gieorgij Konstantynowicz Żukow. Był on
jednocześnie pierwszym zastępcą Naczelnego Wodza Armii Czerwonej, co
szczególnie podkreślało znaczenie i rolę, jaką miały odegrać w najbliższych zmaganiach wojska 1 Frontu Białoruskiego. W jego sztabie
znaleźli się oficerowie o ogromnym doświadczeniu i wysokich
umiejętnościach wojskowych. Członkiem Rady Wojennej Frontu był gen.
lejtn. Konstantin Tielegin, szefem sztabu - gen. płk. Michaił Malinin,
kwatermistrzem - gen. lejtn. Nikołaj Antipienko, dowódcą artylerii -
gen. płk Wasilij Kazakow, dowódcą wojsk pancernych i zmechanizowanych -
gen. płk Aleksiej Proszlakow.
Trzeba również podkreślić, iż w tym okresie nastąpiły ogromne zmiany w stosunkach politycznych walczących stron. Dzięki zwycięstwom i konsekwentnej polityce wzrósł niepomiernie międzynarodowy autorytet
ZSRR. Na początku 1945 roku ze Związkiem Radzieckim utrzymywało stosunki
dyplomatyczne już 41 państw, podczas gdy bezpośrednio przed wybuchem
wojny tylko 25. Wyzwolenie całego terytorium państwa pozwalało w coraz
większym zakresie wykorzystywać na potrzeby wojny jego bogate zasoby.
"Zaplecze - jak pisał gen. Siergiej Sztemienko - w pełni i w sposób
planowany zaspokajało już potrzeby frontu, co prowadziło do stałego
wzrostu ilościowego i jakościowego sprzętu wojennego i uzbrojenia armii
radzieckiej"6.
Tymczasem na początku 1945 roku Niemcy popadły w głęboki kryzys wojskowy
i polityczny. Utrata ogromnych, okupowanych dotąd terytoriów na
wschodzie i zachodzie gwałtownie zmniejszała potencjał
wojskowo-ekonomiczny III Rzeszy. Izolacja Niemiec na arenie
międzynarodowej stała się faktem. W końcu 1944 roku utrzymywało z nimi
stosunki dyplomatyczne tylko 9 państw, podczas gdy przed napaścią na
ZSRR - 41. Przygotowując obronę własnego terytorium, hitlerowcy
usiłowali wciągnąć do walki zbrojnej całą ludność zdolną do noszenia
broni. W tym celu w październiku 1944 roku władze III Rzeszy ogłosiły
dekret o utworzeniu Volkssturmu (pospolite ludowe ruszenie), w myśl
którego do wojska powołano wszystkich Niemców w wieku 16-60 lat zdolnych
do noszenia broni.
Systematyczne bombardowanie obiektów wojskowych i gospodarczych oraz
wzrastające trudności zaopatrzeniowe, zwłaszcza jeśli chodzi o żywność,
sprawiły, że wśród ludności cywilnej coraz powszechniejsze stawało się
przekonanie o bezsensowności dalszego prowadzenia wojny. Hitler nie
zamierzał jednak uznać się za pokonanego. Szukając wyjścia z katastrofalnej sytuacji, dążył do przedłużenia wojny, by w ten sposób
zyskać na czasie i wykorzystać wszelkie możliwości zapobieżenia
ostatecznej klęsce. Można przypuszczać, że zbawiennym czynnikiem,
niecierpliwie oczekiwanym przez hitlerowskie koła rządzące, miała być
"cudowna broń", powszechnie wykorzystywana jako argument w goebbelsowskiej propagandzie.
Mimo utraty wielu terytoriów i ogromnych strat poniesionych w ubiegłych
latach, armia niemiecka na początku 1945 roku była jeszcze wciąż
potężna. Liczyła w sumie 7,5 mln ludzi. Niemcy dysponowali 299
dywizjami, w tym 33 pancernymi i 16 zmotoryzowanymi, oraz 31 brygadami.
Na froncie radziecko-niemieckim, ciągnącym się w styczniu 1945 roku
przez terytorium Litwy, Łotwy i Prus Wschodnich, Polski, Czechosłowacji
i Jugosławii, długości 2200 km, walczyło 10 niemieckich armii
ogólnowojskowych, 4 armie pancerne i 3 floty powietrzne - ogółem 169
dywizji, w tym 22 pancerne i 9 zmotoryzowanych, oraz 20 brygad. Na
froncie tym oprócz armii niemieckich walczyło także 16 dywizji
węgierskich. W sumie hitlerowcy skoncentrowali tu 185 dywizji i 20
brygad, które liczyły 3,1 mln ludzi. Wojska te miały na uzbrojeniu 28
500 dział i moździerzy, 3950 czołgów i dział pancernych oraz 1960
samolotów bojowych. Różnego rodzaju odwody i formacje tyłowe liczyły 2
133 000 ludzi, 2700 dział, 5390 czołgów i dział pancernych oraz 3270
samolotów bojowych. Ponadto na froncie zachodnim i we Włoszech walczyło
107 dywizji niemieckich. Pozostałe związki taktyczne rozmieszczano w krajach okupowanych i w Niemczech.
Jak więc widać, Niemcy u progu 1945 roku dysponowały jeszcze dużymi
siłami wojskowymi, zwłaszcza na froncie wschodnim, którymi przy ciągle
rozbudowywanym systemie obronnym, zarówno stałym, jak i polowym, mogły
stawiać przez dłuższy czas skuteczny opór wojskom aliantów. Było to
realne również i dlatego, że hitlerowcy domagali się od społeczeństwa i armii walki do ostatka, ogłaszając Niemcy "oblężoną twierdzą nie do
zdobycia".
Tak Związek Radziecki, jak i hitlerowskie Niemcy przygotowywały plany
prowadzenia dalszych działań wojennych w 1945 roku. Jak wspomina marsz.
Żukow, "[radziecka] Kwatera Główna postanowiła przygotować i zrealizować na początku 1945 roku na wszystkich kierunkach
strategicznych potężne operacje zaczepne, których celem było wykonanie
następujących podstawowych zadań: rozbić wschodniopruskie zgrupowanie i opanować Prusy Wschodnie; rozgromić nieprzyjaciela w Polsce,
Czechosłowacji, na Węgrzech i w Austrii; wyjść na rubież: ujście
Wisły-Bydgoszcz-Poznań-Wrocław-Morawska Ostrawa-Wiedeń. Zasadniczy
wysiłek w tej ostatniej kampanii postanowiono skupić na kierunku
warszawsko-berlińskim, w pasie natarcia 1 Frontu
Białoruskiego"7.
Radziecki Sztab Generalny, licząc na szybkie zakończenie wojny, planował
rozpoczęcie działań na początku 1945 roku. Jak napisał we wspomnieniach
szef jego Zarządu Politycznego gen. Sztemienko: "W ostatnich trzech
dniach października i na początku listopada 1944 roku dokładnie
określono kierunki uderzeń frontów, pasy ich natarcia, głębokość zadań
bliższych i następnych. Wtedy skalkulowano również z grubsza minimalny
czas potrzebny do ostatecznego rozgromienia hitlerowskiej machiny
wojennej. Przypuszczano, że można to osiągnąć w ciągu 45 dni działań
zaczepnych na głębokość 600-700 km w dwóch kolejnych etapach bez pauz
operacyjnych między nimi. [...] Opracowując myśl przewodnią kampanii
1945 roku, Kwatera Główna nie organizowała specjalnej narady dowódców
frontów, jak to niejednokrotnie czyniła w przeszłości. [...] Tym razem
wzywało się oddzielnie dowódców frontów do Sztabu Generalnego. Z każdym
z nich omawiano wszystkie szczegóły operacji danego frontu, a następnie
już uzgodnione poglądy referowano Kwaterze Głównej"8.
W takich warunkach zrodziła się śmiała koncepcja, by głębokim uderzeniem
przełamać centralny odcinek frontu radziecko-niemieckiego, rozbić
ugrupowania wroga i konsekwentnym działaniem zdobyć stolicę III Rzeszy.
W wyniku prowadzonych pod tym kątem prac sztabowych powstał ogólny
zamiar przeprowadzenia kampanii w 1945 roku, która w dwóch kolejnych
etapach miała doprowadzić do osiągnięcia następujących celów:
- w pierwszym etapie zamierzano przełamać i rozciąć front obrony
nieprzyjaciela, zdezorganizować komunikację i łączność oraz
współdziałanie między poszczególnymi zgrupowaniami i wskutek tego
zniszczyć jego podstawowe siły (głębokość działań została przewidziana
do rubieży: Bydgoszcz-Poznań-Wrocław-Wiedeń);
- w drugim etapie chciano przełamać niemieckie umocnienia nad byłą
granicą z Polską, opanować z marszu linię Odry i ostatecznie rozbić
wojska hitlerowskie oraz zdobyć Berlin, który w myśl tych założeń
powinien być zajęty zdecydowanym wypadem 15-16 lutego.
Należy zwrócić w tym momencie uwagę na bardzo istotny szczegół, o którym
tak pisał marsz. Żukow: "W tym czasie Berlin znajdował się w jednakowej
niemal odległości zarówno od frontu radzieckiego, jak i zachodniego.
Nieprzypadkowo też Churchill w swoich pamiętnikach niejednokrotnie
wspominał o Berlinie jako obiekcie, który pragnęły zająć wojska
sojusznicze, mimo że zdobycie Berlina, zgodnie z umową między
przywódcami rządów, należało do zadań wojsk radzieckich"9.
Radziecka Kwatera Główna zaplanowała kampanię 1945 roku jako już
ostatnią na kierunku berlińskim. Najbardziej szczegółowo został
opracowany plan pierwszego jej etapu. Ostateczne sprecyzowanie zadań
poszczególnych frontów w drugim etapie kampanii uzależniono od rozwoju
sytuacji i zakresu zrealizowanych założeń operacji.
Z planów Kwatery Głównej wynika, że dowództwo radzieckie przypuszczało,
iż Odra odegra niewielką rolę jako rubież obronna. Założenia te w późniejszym okresie okazały się bardzo mylne, co zmusiło stronę
radziecką do weryfikacji, a następnie zmiany planów działań na kierunku
berlińskim. Plan operacji ostatecznie został zatwierdzony w końcu
listopada 1944 roku. W początkach grudnia pod bezpośrednim kierownictwem
marsz. Żukowa przeprowadzono sztabową grę wojenną na szczeblu armijnym,
a następnie na szczeblu korpusów i dywizji. Od tego momentu wojska 1
Frontu Białoruskiego rozpoczęły bezpośrednie przygotowania do operacji.
Przygotowania do uderzenia z centralnego odcinka frontu prowadzono z zachowaniem olbrzymiej ostrożności. Jednocześnie czyniono pozorowane
przegrupowania na skrzydłach frontu, które miały na celu dezorientację
Niemców. Poczynania te odniosły pożądany skutek, bowiem Niemcy zaczęli
osłabiać centralny odcinek frontu, wychodząc z założenia, że ewentualny
radziecki atak nastąpi na północnym i południowym odcinku frontu. O takich przewidywaniach mówi meldunek Oddziału Rozpoznawczego Naczelnego
Dowództwa Sił Zbrojnych (OKW), kierowanego przez gen. Reinharda Gehlena,
z 5 grudnia 1944 roku: "Na podstawie wszystkich zebranych danych [...]
potwierdza się gotowość przeciwnika do oczekiwanych głównych jego
operacji, z rozpoczęciem których należy się liczyć już wkrótce wraz z nastaniem odpowiedniej pogody, a mianowicie: 1. Operacja zaczepna na
obszarze Węgier, Słowacji, południowej Polski z celem: uderzenie z obszaru Węgier i sprzed frontu Grupy Armii "A", obejście Karpat, szybkie
osiągnięcie Bramy Wiedeńskiej i Morawsko-Górnośląskiego Okręgu i stąd
wspólne dotarcie do wschodnich Czech; 2. Operacja zaczepna przeciwko
niemieckiej Grupie Armii "Środek" na obszarze Prus Wschodnich i Zachodnich z celem: z rejonu Warszawy i na północ granicy Prus
Wschodnich opanować zachodnią część Prus Wschodnich i dolną Wisłę,
zniszczyć znajdujące się w Prusach Wschodnich niemieckie siły i w konsekwencji otworzyć drogę do Niziny
Północnoniemieckiej"10.
Należy sądzić, że strona niemiecka, zakładając powyższy przebieg
wydarzeń, brała pod uwagę nie tylko dane z rozpoznania o dyslokacji
wojsk radzieckich, ale również istniejący system własnych umocnień,
które były najsilniej rozbudowane właśnie na kierunku berlińskim.
Powstał tu bowiem zawczasu przygotowany system umocnień inżynieryjnych,
który ciągnął się na głębokość 600 km.
Na podstawie powyższej oraz wcześniejszych ocen Hitler stwierdził, że
najbardziej zagrożony jest kierunek budapeszteńsko-wiedeński. Gdy na
początku stycznia 1945 roku Gehlen odkrył prawdziwe zamiary radzieckie
co do kierunku głównego uderzenia, Hitler uznał, że są to dezinformacje
nie mające nic wspólnego z prawdą. Nikłe wyniki przyniosły również
zabiegi szefa Sztabu Generalnego Wojsk Lądowych (Oberkommando des Heeres
- OKH), gen. Heinza Guderiana, który był faktycznym dowódcą frontu
wschodniego, by wzmocnić centralny odcinek frontu
radziecko-niemieckiego. Guderian, ostrzegany przez szefa wywiadu
niepomyślnymi meldunkami, zażądał od Hitlera, żeby kosztem wycofania
części sił z frontu zachodniego skoncentrować w rejonie pomiędzy Łodzią
a Inowrocławiem silną armię odwodową, która byłaby ewentualnie zdolna do
powstrzymania uderzenia radzieckiego na tym kierunku. Żądanie to
spotkało się z kategoryczną odmową Hitlera, który sugestie o możliwości
radzieckiej ofensywy w najbliższym okresie określił jako największy blef
od czasów Czyngis-chana. Zresztą było już i tak za późno, bowiem wojska
radzieckie kończyły ostatnie przygotowania do ofensywy styczniowej.
Brak jednolitych koncepcji działań wśród dowódców niemieckich stał się
powodem dalszych niekonsekwencji. Jedyną przewodnią tezą tych koncepcji
było podkreślenie konieczności prowadzenia uporczywej obrony na
wszystkich frontach w celu przedłużenia wojny do czasu zmiany sytuacji
politycznej na korzyść Niemiec. Niektórzy politycy nazistowscy, licząc
na zaostrzenie sprzeczności w łonie koalicji antyhitlerowskiej, czynili
starania, by doprowadzić do zawarcia odrębnego pokoju z mocarstwami
zachodnimi. Jak napisał Danił Proektor: "W świadomości Hitlera i jego
najbliższego otoczenia przekonanie o nieuchronnej klęsce przeplatało się
z nadzieją na korzystny zwrot w biegu wydarzeń. [...] Absurdalne
analogie pomiędzy koalicją antyhitlerowską a sojuszem europejskim w okresie wojny siedmioletniej służyły nazistowskiej biurokracji partyjnej
za orientację strategiczną. Wojskowi nie bardzo wierzyli w cud, ale
pomysł przeciągania wojny podobał im się ze względu na swoją prostotę.
Zresztą innego wyjścia z sytuacji nie widzieli, więc przeciągali wojnę
jak tylko mogli, pocieszając się, że "Führer wie lepiej""11.
Ugrupowanie operacyjne wojsk niemieckich na kierunku berlińskim było
bardzo płytkie. Wynikało to zarówno z braku sił do skuteczniejszego
obsadzenia tego odcinka frontu, jak i z przyjęcia błędnych koncepcji
przez dowództwo. Zresztą strona niemiecka w tym okresie nie miała już
możliwości uzyskania odwodów, co wynikało z określonej sytuacji, między
innymi przeznaczenia rezerw do rozpoczętego 16 grudnia 1944 roku
natarcia w Ardenach i wszczętego w styczniu 1945 roku przeciwuderzenia
na Węgrzech. Odtworzenie tych odwodów mogło zostać dokonane tylko drogą
przegrupowań między działającymi na froncie wschodnim grupami armii oraz
wewnątrz tych grup, było to już jednak nierealne ze względu na brak
czasu.
POLSCY ZWIADOWCY NAD ODRĄ
Zbieraniem danych o tyłach niemieckich w pasie działań poszczególnych
frontów zajmowały się Oddziały Rozpoznawcze przy sztabach frontów. W 1
Froncie Białoruskim Oddziałem Rozpoznawczym kierował gen. Piotr
Czekmazow i jego zastępca płk Aleksander Romanowski ("Biełow"), który
był jednocześnie odpowiedzialny za operacyjne dowodzenie grupami
spadochronowymi, tzw. rozpoznanie strategiczne. Szkoleniem i przygotowaniem zwiadowców zajmował się płk Witalij A. Niekolski. W ludowym Wojsku Polskim zadanie to wziął na siebie II Oddział
(informacyjny) Sztabu Głównego. Oddział ten na podstawie rozkazu
Naczelnego Dowództwa Wojska Polskiego nr 8 z 20 sierpnia 1944 roku
zmienił nazwę na rozpoznawczy (wywiadowczy). Jego pracami kierował płk
N. Gołośnicki.
Wywiadowcze grupy spadochronowe były wysyłane nie tylko przez sztaby
frontów, ale również przez inne ośrodki dyspozycyjne, jak np. Polski
Sztab Partyzancki. Działalność tych grup miała charakter głębokiego
wywiadu i rozpoznania operacyjno-strategicznego, prowadzonego na
potrzeby sztabów frontów radzieckich. Zrzutów dokonano na obszarach
wchodzących w skład ziem wcielonych do Rzeszy lub pozostających w granicach państwa niemieckiego do 1939 roku. Przeprowadzono je w rejonach o kluczowym znaczeniu strategicznym.
W skład grup spadochronowych wchodzili w większości ludzie młodzi (19-26
lat). Wielu pochodziło z Łodzi, gdzie mieścił się ośrodek szkoleniowy II
Oddziału. Ćwiczenia terenowe odbywały się w lasach pod Tuszynem i Żerominem. Ważną część składową grup stanowili Polacy ze Śląska i Pomorza, którzy uprzednio zostali wcieleni do Wehrmachtu i przeszli na
stronę radziecką. Znali oni język niemiecki, gwarę wojskową, regulaminy
i zwyczaje panujące w armii nieprzyjaciela. Dowodzenie poszczególnymi
grupami desantowymi powierzano przeważnie byłym partyzantom.
Zadania stawiane zwiadowcom były następujące: ustalenie dyslokacji
jednostek armii niemieckiej, rejonów koncentracji wojsk, ich liczebności
i uzbrojenia, obserwowanie ruchów wojsk, rozpoznanie lotnisk i typów
bazujących tam samolotów, magazynów wojskowych i zakładów zbrojeniowych,
a w miarę możliwości także prowadzenie akcji dywersyjnych.
Grupa wywiadowcza była małą jednostką wojskową, działającą w specyficznych warunkach, które narzucały określone formy realizacji
zadań. Dowódcy i ich zastępcy poza swoimi obowiązkami wykonywali też
czynności wywiadowców. Wszyscy członkowie grupy mieli wyraźnie
przydzielone zadania. Dowódca na specjalnej odprawie przed zrzutem
zapoznawany był z zadaniami oddziału, rejonem działania, otrzymywał
ogólne wiadomości o sytuacji na obszarze zrzutu. Dostawał również
dokładne mapy terenu. W skład każdej grupy wchodził radiotelegrafista
wyposażony w radiostację dalekiego zasięgu typu "Siewier". Zwiadowcy
oprócz środków łączności otrzymywali pistolety automatyczne, broń
krótką, granaty, zapasowe baterie do radiostacji, materiał minierski,
środki opatrunkowe i lekarstwa oraz zapas żywności.
Zrzuty grup dokonywane były przeważnie przez samoloty typu Li-2.
Samoloty używane do desantowania grup wywiadowczych należały do 5
eskadry do zadań specjalnych, podlegającej Zarządowi Rozpoznawczemu
Sztabu Generalnego Armii Radzieckiej. Samoloty tej eskadry mogły
dokonywać zrzutów wywiadowców w odległości ponad 1500 km od bazy, tj. na
głębokim zapleczu wroga. Maszyny, które dokonywały zrzutów grup nad
środkową Odrą, startowały z Białej Podlaskiej. Dużym niebezpieczeństwem
dla samolotów transportujących skoczków był ogień niemieckiej artylerii
przeciwlotniczej na linii frontu. Zrzut przeprowadzano w miejscu
pozwalającym na szybkie skupienie się oddziału oraz odnalezienie
pojemnika ze sprzętem i żywnością.
Ośrodek łączności radiowej z grupami wywiadowczymi, będący jednocześnie
punktem dyspozycyjnym, znajdował się w Brześciu nad Bugiem, a po
zakończeniu operacji wiślańsko-odrzańskiej w Kutnie. Na częstotliwości
używanej przez radiostacje grup wywiadowczych prowadziła też nasłuch
"Centrala" w Moskwie, podległa Zarządowi Rozpoznawczemu Sztabu
Generalnego Armii Radzieckiej.
Pierwszymi, którzy znaleźli się nad środkową Odrą, byli żołnierze grupy
wywiadowczej por. Czesława Szelachowskiego, niegdyś dowódcy kompanii
polskiej działającej w partyzantce na Polesiu. Grupa liczyła 6 osób. W jej skład poza dowódcą weszli: zastępca dowódcy st. sierż. Paweł
Gałęziok, sierż. Alojzy Macura, plut. Jan Cygan, plut. Walter Duda i radiotelegrafista kpr. Franciszek Sawicki. Grupę tę sformowano w listopadzie 1944 roku wraz z innymi grupami tego typu. Zwiadowcy zostali
odkomenderowani na czas wykonywania zadania do radzieckiej jednostki
desantowej, która podlegała płk. "Biełowowi". Z Jastkowa oddział
przewieziono do Brześcia, a po kilku dniach do Białej Podlaskiej.
Początkowo grupę zamierzano zrzucić w okolicy Bytomia, na terenie, z którego pochodzili jej żołnierze. Zakonspirowani członkowie grupy mieli
pracować w zakładach przemysłowych, w miarę możliwości organizować
siatkę wywiadowczą i przekazywać zebrane wiadomości gospodarcze,
polityczne oraz wojskowe do sztabu 1 Frontu Białoruskiego. Krótko przed
wyjazdem na lotnisko w Białej Podlaskiej zdanie zmieniono. Grupę
postanowiono skierować w okolice Kostrzyna nad Odrą, gdzie miała
prowadzić działalność wywiadowczo-dywersyjną w związku z bliskim
rozpoczęciem ofensywy styczniowej. Polecono jej obserwować ruch pociągów
węzła kostrzyńskiego, ustalić rozmieszczenie magazynów, lotnisk
polowych, jednostek niemieckich oraz prowadzić dywersję. Grupie przyszło
więc działać w szczególnie trudnych i niebezpiecznych warunkach, na
zupełnie nieznanym i wrogim terenie Rzeszy. Jak pisał dowódca grupy:
"Wiadomość ta szczególnie odbiła się na Ślązakach (byli nimi wszyscy
poza Szelachowskim i Sawickim). Mówili, że co innego jechać na tereny
polskie i do tego w swoje strony, a inna zupełnie sprawa jechać na obce
tereny wśród wrogów... Ja osobiście nie mniej od nich to przeżywałem, ale
nie było czasu na dalszą dyskusję, gdyż podjechał samochód i trzeba było
szybko jechać na lotnisko. Załadowaliśmy się do samolotu, a inspektor
radziecki udzielił nam ostatnich wskazówek"12.
Samolot szczęśliwie minął linię frontu nad Wisłą i skierował się na
zachód. Pomiędzy Sulęcinem a Rzepinem została desantowana inna grupa
ppor. Kisiela, następnie w rejonie Słońsk-Ośno grupa por.
Szelachowskiego. Pierwszy skakał dowódca oddziału. Domniemana polana
okazała się zamarzniętym jeziorem. Sierż. Macura wylądował na brzegu
jeziora, gdzie załamał się pod nim lód. Od utonięcia uratowała go szybka
pomoc kolegów. Z kolei zastępca dowódcy zawisł na wysokim drzewie. Po
uwolnieniu go nie można było ściągnąć spadochronu, który pozostał na
drzewie i stanowił oczywisty dowód, że wylądował tam desant.
Zrzut ten nastąpił w nocy pod koniec listopada 1944 roku. Rano Niemcy
odkryli, że wylądowali spadochroniarze, i po śladach rozpoczęli pościg.
Ułatwiała go gruba warstwa śniegu, nie pozwalająca zatrzeć śladów. Po
podzieleniu materiałów wybuchowych, amunicji, akumulatorów do
radiostacji i żywności na cztery części, schowano je w różnych punktach.
Grupa starała się jak najszybciej oddalić od miejsca zrzutu, ale z każdego kierunku dochodziły odgłosy niemieckiej pogoni, zaciskającej
krąg. Było to powodem chwilowego załamania się żołnierzy i tylko dzięki
postawie dowódcy oraz jego dużemu doświadczeniu grupa zdołała uniknąć
schwytania. Ogniem broni maszynowej żołnierze por. Szelachowskiego
przełamali pierścień obławy, następnie dotarli do małej wsi, gdzie
zdobyli sanie z zaprzęgiem, co pozwoliło im na oderwanie się od pościgu.
Powstałą sytuację tak wspomina por. Szelachowski: "W czasie ucieczki,
jeszcze przed zdobyciem koni, porzuciliśmy wszystką ciepłą odzież,
zapasy żywności i inne cięższe przedmioty, z wyjątkiem broni i radiostacji. Kiedy zatrzymaliśmy się w lesie, już po paru minutach każdy
drżał z zimna, bo w czasie ucieczki nie tylko koszule, ale i mundury
były na nas mokre. [...] Nastrój w grupie z minuty na minutę pogarszał
się. [...] Nie bacząc na niebezpieczeństwo kazałem rozpalić mały ogień.
W tym czasie samoloty niemieckie patrolowały las i łatwo mogły nas
wytropić. Rano połączyliśmy się drogą radiową z frontem, podając swoją
sytuację, po czym wyruszyliśmy na rozpoznanie terenu"13.
W trakcie rozpoznania grupa złapała niemieckiego leśniczego, który
sprawdzał paśniki dla zwierząt. Ze strachu zgodził się na współpracę, za
co otrzymał tytułem zaliczki 1000 marek. Polacy natomiast dostali koce i żywność, ciepłą herbatę i lokum w ziemiance koło leśniczówki. W nocy
skoczkowie, rozpoznawszy zamiary Niemca, opuścili swoją kryjówkę i udali
się do lasu. Było to szczęśliwe posunięcie, bowiem leśniczy zawiadomił
policję. Zwiadowcy spali odtąd w lesie na spadochronach i nimi się
przykrywali, przysypując je warstwą śniegu. Był to okres srogiej zimy,
temperatury dochodziły do -15°. Bardzo
rzadko rozpalali ogniska, nieogoleni, niemyci, przez dłuższy czas nie
zmieniali bielizny.
W tych trudnych i niebezpiecznych warunkach grupa przystąpiła do
działania, bowiem "dowództwo drogą radiową stawiało zadania i żądało ich
wykonania. Zadania otrzymywaliśmy różne. Przez dobę lub dłużej trzeba
było liczyć ilość pociągów jadących w kierunku wschodnim i ich
przypuszczalny ładunek. Wyśledzić składy amunicji i paliwa. Podać nowo
powstałe lotniska, ile i jakie jednostki wojskowe znajdują się w rejonie
naszego działania. Skąd dane jednostki przybyły, jak długo
kwaterują"14.
Wywiadowcy wylądowali w mundurach ludowego Wojska Polskiego, ale byli
również zaopatrzeni w ubrania cywilne, które miały znaki niemieckich
firm krawieckich oraz dokumenty wydane na inne nazwiska. Ponieważ w cywilnych ubraniach, a tym bardziej polskich mundurach trudno było
wykonywać postawione zadania, zdecydowano zdobyć mundury niemieckie.
Zaczęto polować na drogach na żołnierzy przeciwnika. Od niektórych
złapanych żołnierzy, a szczególnie od oficerów z garnizonu
kostrzyńskiego, uzyskano cenne wiadomości. Te udane działania były
powodem zmiany dotychczasowych metod zdobywania informacji. Po ujęciu
niemieckiego patrolu dowiadywano się, jakie postawiono mu zadanie, a następnie żołnierze grupy podszywali się pod ów patrol. Ten sposób
zdobywania informacji stał się podstawową formą dalszej działalności
wywiadowców. Dla pewności, że otrzymane tą drogą informacje są
prawdziwe, schwytanych żołnierzy wroga przesłuchiwano osobno, tak by
można było skonfrontować ich zeznania. W ten sposób uzyskiwano dane o twierdzy kostrzyńskiej.
Kostrzyn należał do bardzo ważnych bastionów na przedpolu Berlina. W razie potrzeby mógł stać się groźnym punktem oporu. Strona radziecka nie
miała aktualnych informacji o Kostrzynie. Tajne opracowanie Sztabu
Generalnego Armii Radzieckiej z jesieni 1944 roku, przedstawiające dane
wywiadu o umocnieniach na wschodnich granicach Niemiec, zawierało
następującą notatkę: "Kostrzyn jest starą twierdzą i węzłem 7 linii
kolejowych oraz licznych szos i dróg wodnych. Położony w obszernej
nizinie przy ujściu Warty do Odry, osłania przeprawy przez te rzeki.
Przed I wojną światową [...] twierdza składała się z czterech fortów
oddalonych od centrum miasta o 5-10 km, starych wałów i pewnej liczby
pojedynczych umocnień. Po wojnie budowle obronne wykorzystywano jako
składy. Przed 1939 rokiem twierdza została zmodernizowana. Danych o obecnym jej stanie nie posiadamy"15.
Ten brak informacji o najważniejszym węźle strategicznym nad środkową
Odrą był powodem przysłania tu polskich żołnierzy-zwiadowców. Dzięki nim
dowództwo 1 Frontu Białoruskiego otrzymało wiele istotnych danych na
temat rozlokowania składów amunicji i paliw, lotnisk polowych oraz
jednostek wojskowych wchodzących w skład garnizonu kostrzyńskiego.
W pierwszej połowie stycznia, zgodnie z otrzymanym rozkazem, zwiadowcy
zaczęli rozpoznawać umocnienia Kostrzyna i stan przygotowań do obrony
tego miasta. Udając robotników, polscy żołnierze kilkakrotnie dotarli do
miasta, gdzie starali się zdobyć jak najwięcej informacji, które
niezwłocznie przekazywano "Centrali". W działaniu grupy największe
zagrożenie stwarzała praca radiostacji. Po nadaniu dwóch lub trzech
meldunków trzeba było zmieniać miejsce postoju, bowiem Niemcy wykrywali
jej pracę i przystępowali do namiarów. Znak wywoławczy i szyfr znał
tylko dowódca i radiotelegrafista kpr. Sawicki, który wspomina, że
"szyfr był odpowiednią, skomplikowaną kombinacją liczbową podstawioną
pod wyraz "furażerka". Depesze były nadawane kluczem telegraficznym,
najczęściej w nocy. Słyszalność odbieranych dyspozycji była bardzo
różna. Grupa nie mogła pozwolić sobie na podsłuch audycji radiowych ze
względu na konieczność oszczędzania baterii, które i tak w niskiej
temperaturze często zawodziły i trzeba było ogrzewać je własnym ciałem.
Kiedy baterie zupełnie się wyczerpały, udano się na miejsce zrzutu,
gdzie stwierdzono, że dwie kryjówki Niemcy znaleźli, lecz pozostałe dwie
były nienaruszone. Godziny nadawania umówiono z góry, ponieważ jednak
nie zawsze można było je planowo realizować, "Centrala" znajdowała się
na ciągłym podsłuchu"16.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki