Rozdział 3
Zaledwie kilka dni po przybyciu do Turynu Enzo Ferrari zaczął wykazywać się zaradnością i umiejętnością perswazji, które miały stać się dla niego tak charakterystyczne. Utrzymywał się z sumy, którą określał jako "niewielki spadek po ojcu", i zaczął pojawiać się w miejscach, gdzie gromadziła się społeczność producentów samochodów, kierowców, mechaników i promotorów wyścigów krążących niczym satelity wokół fabryki Fiata. Ferrari odwiedzał bary i restauracje na bulwarze Wiktora Emanuela II, gdzie stołowały się takie sławy jak mistrz wyścigów Felice Nazzaro i równie znany kierowca Pietro Bordino. Zdobył w ten sposób przyjaciół wśród tych samych śmiałków, których wyczyny na torze obserwował w Emilii.
Bar del Nord, lokal położony w pobliżu masywnego budynku dworca Porto Nuova, stanowił centrum plotek ze świata wyścigów i służył za miejsce zawierania umów. Tutaj właśnie Ferrari poznał sprzedawcę samochodów z Bolonii nazwiskiem Giovanni, który zatrudnił pełnego entuzjazmu młodzieńca. Giovanni parał się skupowaniem włoskich ciężarówek z demobilu, przeważnie mniejszych maszyn Lancia Zeta, i rozbieraniem ich do gołego podwozia. Potem przewoził je do producenta bryczek w Mediolanie, który montował nadwozia, by sprzedać tak powstałe pojazdy osobowe na rynku pełnym kierowców pozbawionych aut.
Ferrari został zatrudniony jako pomocnik ogólny. Z początku pracował przy demontażu karoserii i kabin, a potem prowadził szkielety samochodów do odległego o 160 kilometrów Mediolanu. Nie wiadomo, kiedy dokładnie nauczył się kierować, i wydaje się mało prawdopodobne, by miał do tego wiele okazji podczas podkuwania mułów w wojsku. Jednak w Turynie radził sobie za kierownicą na tyle dobrze, by prowadzić prymitywne, kapryśne i bezlitosne samochody osobowe i ciężarowe z tamtych lat. Do końca życia Ferrari posługiwał się włoskim prawem jazdy numer 1363, co świadczy o tym, że był jednym z pierwszych zarejestrowanych kierowców w kraju i prowadził samochód na długo przed powrotem z frontu.
Pokonywał wyboiste drogi przecinające Nizinę Padańską, prowadząc szkielety aut z demobilu do maleńkiego warsztatu Carrozzeria Italo-Argentina w samym centrum przemysłowego giganta i politycznego tygla, którym stał się Mediolan. Nie było to jednak zajęcie dla człowieka, który marzył o pracy w elitarnym zespole Fiat, dlatego Enzo szybko podjął kroki, by poprawić swoją sytuację. Zaczął odwiedzać trattorie pełne mediolańskich kierowców i pasjonatów sportów motorowych, takie jak bar Vittorio Emanuele, gdzie podjął pierwszą ważną decyzję dotyczącą swojej kiełkującej kariery.
Ugo Sivocci był aroganckim, wąsatym byłym kolarzem, który przeszedł do przemysłu samochodowego - najpierw do małej mediolańskiej firmy De Vecchi, a potem na stanowisko głównego kierowcy testowego nowo założonego przedsiębiorstwa CMN (Costruzioni Meccaniche Nazionalia). Jego historia zaczęła się podczas wojny, kiedy zajmowało się produkcją ciągników artyleryjskich z napędem na cztery koła z silnikami firmy Isotta Fraschini. Teraz jednak firma rozpoczęła przygotowania do produkcji wyczynowych samochodów sportowych w warsztatach na Via Vallazze i zgodnie z powszechnym wówczas zwyczajem zaczęła brać udział w różnorodnych wyścigach, w tym górskich, by zademonstrować zalety swoich produktów. Ferrari powołał się na swoje skromne kompetencje kierowcy, wyolbrzymiając je zapewne w kwiecisty sposób, i udało mu się zdobyć posadę asystenta Sivocciego. Tak rozpoczęła się wspinaczka Enzo po szczeblach kariery. Ich pierwszym wspólnym zadaniem było prowadzenie samochodu wsparcia dla asa wyścigowego Marco Garellego w czasie długodystansowego rajdu motocyklowego Nord-Sud z Mediolanu do Neapolu. Sivocci wraz z nowym pomocnikiem mieli wieźć zapas paliwa, opony oraz części zamienne do dwucylindrowego, dwusuwowego motocykla Garellego. Nie było to wymarzone zadanie, ale stanowiło dla Enzo przedsmak emocji związanych ze ściganiem.
Ferrari po raz pierwszy wziął samodzielnie udział w zawodach 5 października 1919 roku. Wraz z maleńkim zespołem wyścigowym CMN uczestniczył w regionalnym wyścigu górskim Parma-Poggio di Berceto, odbywającym się na dystansie 53 kilometrów, na otwartej drodze prowadzącej aż do Apeninów. Ferrari prowadził samochód Tipo 15/20 CMN z silnikiem o pojemności 2,3 litra, którego karoseria stanowiła jedynie skorupę chroniącą silnik, dwa fotele oraz parę zapasowych opon, znajdujących się nad tylnymi kołami o drewnianych szprychach. Enzo wraz z mechanikiem, który dołączył do zespołu w Parmie, wspiął się krętą trasą po zboczu Piantonii i zajął piąte miejsce w swojej klasie, ale niskie w klasyfikacji generalnej. Nie był to bynajmniej olśniewający debiut, ale i tak zasługujący na uwagę, zwłaszcza ze względu na ograniczone możliwości dość prymitywnego pojazdu oraz status nowicjusza samego kierowcy. Sivocci zajął w tym samym wyścigu drugie miejsce w klasyfikacji generalnej.
Do kolejnego wyścigu Ferrari przystąpił w listopadzie 1919 roku. Razem z Sivoccim zasiedli za kierownicami aut CMN, by wziąć udział w Targa Florio, wyścigu drogowym dookoła Sycylii zorganizowanym przez Vincenzo Florio, potomka potężnego sycylijskiego klanu kontrolującego ogromne połacie ziemi oraz flotę statków handlowych, co dawało rodzinie ogromne wpływy polityczne na wyspie.
W tamtych czasach wiele samochodów wyścigowych stanowiły przerobione wozy drogowe pozbawione karoserii i wyposażone w mocniejsze silniki. CMN Enzo Ferrariego był takim podrasowanym autem drogowym, w niczym niedorównującym elitarnym maszynom takich firm jak Fiat, Peugeot, Ballot, Duesenberg czy Sunbeam, którymi ścigano się w kontynentalnych zawodach Grand Prix, a nawet w odległej Indianie w USA, na torze w Indianapolis. Były to auta zaprojektowane jako pełnokrwiste wozy wyścigowe i reprezentowały najnowsze zdobycze technologii, często opracowanej w krwawych, ale i kreatywnych czasach wojny. Ich konstruktorzy wykorzystywali osiągnięcia metalurgii, mechaniki silnikowej oraz mieszanki paliwowe stworzone dla jeszcze szybszych samolotów, bardziej wytrzymałych ciężarówek i nowych czołgów trafiających na front.
Skromna firma CMN nie mogła sobie pozwolić na przewóz aut wyścigowych na Sycylię koleją albo ciężarówką, co było normalną praktyką w większych stajniach wyścigowych, dlatego Ferrari i Sivocci otrzymali zadanie poprowadzenia aut na miejsce wyścigu. Taka podróż nie miała nic wspólnego z turystyczną przejażdżką. Ferrari wspominał, że wśród wzgórz Abruzji zeszła na nich paskudna burza śnieżna, a wraz z nią wilki, które musiał przeganiać strzałami z pistoletu wożonego zawsze pod siedzeniem. Obaj kierowcy nie bez trudu torowali sobie drogę do Neapolu i w ostatniej chwili zdążyli na prom należący do rodziny Florio, Citta di Siracusa, którym odbyli nocną przeprawę do Palermo, z której Ferrari zapamiętał "niespokojne morze i inwazję wszelkiego rodzaju insektów".
Wyścig Targa Florio, zwany po prostu Targa, stanowił poważne zawody motorowe. Zorganizowano go po raz pierwszy w 1906 roku, a składał się z serii długich okrążeń przez pełen głazów i bandytów krajobraz sycylijskiej wsi. (Należy zauważyć, że za sprawą wpływów rodziny Florio broń pozostała na tę okazję w kaburach i nikt nie próbował nawet grozić uczestnikom wyścigu). Prymitywne auto CMN Enzo w porównaniu z egzotycznymi maszynami Fiata czy Peugeota, w tym ze wspaniałym przedwojennym Peugeotem L25 Grand Prix prowadzonym przez André Boillota, przypominało wóz drabiniasty. Ferrari i jego mechanik Michele Conti zajęli pozycję startową, gotowi na cztery okrążenia o długości 108 kilometrów i rychłą porażkę w starciu ze znacznie szybszymi samochodami rywali.
Ferrari prowadził tak szybko, jak pozwalały mu na to odwaga i ograniczone doświadczenie, w skupieniu zmieniając zgrzytające biegi, kiedy jego auto podskakiwało na wybojach żużlowych i gruntowych dróg. Krótko po starcie w samochodzie obluzował się zbiornik paliwa i wraz z Contim stracili 40 minut, by zamocować go z powrotem. Potem na drodze biegnącej wzdłuż wybrzeża na wschód od Palermo i na rogatkach wsi Campofelice zatrzymał go karabinier. Rozwścieczony Ferrari zażądał, by go przepuszczono, ale usłyszał, że to niemożliwe. Premier Włoch, Vittorio Emanuele Orlando, wygłaszał właśnie we wsi przemówienie i droga miała pozostać zamknięta aż do jego zakończenia. (Chyba jedynie Włosi są w stanie urządzić tego samego dnia i w tym samym miejscu wyścig samochodowy i wystąpienie polityczne). Bezradni Ferrari i Conti czekali, zgrzytając zębami, aż szef rządu raczy się pożegnać. Dopiero wówczas pozwolono im jechać dalej, ale i wtedy musieli wlec się za wozem premiera, olbrzymim sedanem marki De Dion-Bouton, aż ten nie zjechał z głównej drogi.
Mając przed sobą wreszcie wolną przestrzeń, Ferrari popędził ku finiszowi. Prowadził dygoczącą maszynę przez usłane żwirem zakręty i z rykiem pokonywał maleńkie, spalone słońcem wsie położone przy trasie. Auto CMN miało zawieszenie dorównujące zaawansowaniem co najwyżej rolniczej furmance oraz otwartą rurę wydechową wypuszczającą spaliny prosto w twarz kierowcy. Była to maszyna prymitywna i nieokiełznana jak dziki koń, i podobnie jak koń skłonna do zrzucania pasażerów prosto w sycylijską dzicz. Ferrari mimo to jechał dalej, zuchwałym poślizgiem pokonując zjazd ze skalistych wzgórz aż do finiszu na obrzeżach Palermo.
Kiedy przekroczył linię mety, zapadał zmrok, a Boillot zdążył już zgarnąć zwycięstwo, choć po drodze śmiertelnie potrącił nieostrożnego widza, który zagubił się na trasie przejazdu. Po wyścigu okolice mety były już wyludnione, poza samotnym policjantem, któremu przypadła rola mierzenia czasu aż do ostatniego uczestnika. Ferrari wyskoczył zza kierownicy i znalazł Florio, któremu poskarżył się na opóźnienie w związku z mową premiera i niesprawiedliwe traktowanie. Doszło do głośnej kłótni. "Jeszcze pan narzeka? - pytał Florio. - Spóźnił się pan, nie podjął żadnego ryzyka na trasie, a i tak otrzymał pan prezent w postaci miejsca w klasyfikacji!" Tak więc drugi wyścig Enzo ukończył na dziewiątym miejscu "sprezentowanym" mu przez organizatorów. Był trzeci w swojej klasie samochodowej, co jego zdaniem "oznaczało sukces, chociaż skromny".
Wkrótce potem Ferrari opuścił CMN, by szukać szczęścia w innych obszarach włoskiego przemysłu samochodowego i kontynuować karierę kierowcy. Nie wiadomo dokładnie, co wówczas robił, ale zachowała się wzmianka o jego udziale w kolejnej edycji wyścigu Parma-Poggio di Berceto w maju 1920 roku, tym razem za kierownicą auta, które przynajmniej po części było jego własnością. Była to przedwojenna Isotta Fraschini Tipo 1M z silnikiem o pojemności 7,2 litra i mocy 130 koni mechanicznych, tego samego typu, co samochody wystawione w wyścigu Indianapolis 500 w 1914 roku (w jednym z nich pękła wtedy opona, co doprowadziło do karambolu). Duże, dwumiejscowe auto wyróżniało się też hamulcami na cztery koła w czasach, kiedy większość pojazdów sportowych miała hamulce tylko na przedniej osi. Było to związane z zawiłością układu hamulcowego i trudnościami w zrównoważeniu siły hamowania pomiędzy kołami przednimi i tylnymi. Z tego punktu widzenia należy uznać Isottę za nowoczesną maszynę, chociaż nadal nie wiadomo, jak i za czyje pieniądze Ferrari ją nabył.
Znamy rezultaty jego trzech startów za kierownicą Isotty Fraschini z udziałem mechanika Guglielmo Carrarolego. W wyścigu na trasie Parma-Poggio di Berceto zajął trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej oraz drugie w klasie pojazdów z silnikiem sześciolitrowym lub większym. Pozostałe dwa wyścigi w pomniejszych zawodach odbywających się w czerwcu tego samego roku ukończył przedwcześnie z przyczyn mechanicznych. Niedługo później Isotta poszła w odstawkę, a Enzo Ferrari rozpoczął współpracę z Alfą Romeo, która miała trwać kolejne dwie dekady.
Z punktu widzenia Enzo ani Fiat, ani General Motors, ani żaden z francuskich czy angielskich gigantów motoryzacyjnych nie mogły się równać z Alfą Romeo. Firmę tę założył w 1909 roku Ugo Stella, były menedżer włoskiej gałęzi Darracq, francuskiego producenta samochodów. Stella planował przejęcie pogrążonych w finansowej ruinie zakładów Darracq w Portello na obrzeżach Mediolanu, gdzie chciał uruchomić produkcję w pełni włoskich aut drogowych pod nazwą ALFA, co było skrótem od Anonima Lombardo Fabbrica Automobili (Lombardzkie Zakłady Produkcji Pojazdów). Do roku 1910 Giuseppe Merosi, pochodzący z Piacenzy inżynier i geodeta, zaprojektował całą serię samochodów ALFA i ich produkcja ruszyła. Po czterech latach przedsiębiorstwo odniosło na tyle znaczący sukces, by móc wystawić w zawodach Grand Prix maszynę z silnikiem o pojemności 4,5 litra.
Kiedy Włochy przystąpiły do wojny, ALFA produkowała pociski artyleryjskie oraz ciężarówki wojskowe na podwoziach gąsienicowych. Wówczas firma znalazła się w rękach genialnego przemysłowca i polityka Nicoli Romeo, pochodzącego z Neapolu profesora matematyki na uniwersytecie w Mediolanie. Romeo był tak przekonującym mówcą, że we włoskim senacie nazywano go "Syreną". Zmienił też nazwę nowo przejętej firmy na Alfa Romeo.
Szczegóły pierwszego kontaktu pomiędzy Enzo Ferrarim i przedstawicielami Alfy Romeo są niejasne, ale wiemy na pewno dwie rzeczy: Ferrari kupił samochód Alfy Romeo i poznał pochodzącego z Katanii Giorgio Riminiego, którego znakiem rozpoznawczym był papieros permanentnie zwisający z kącika ust. Rimini był w fabryce Alfy człowiekiem od wszystkiego, ale zajmował się głównie prowadzeniem zespołu wyścigowego i testowego, a także zarządzał sprzedażą pojazdów. Nie wiemy, czy Ferrari załapał się na stanowisko kierowcy testowego dzięki swojemu ograniczonemu doświadczeniu w CMN jeszcze przed nabyciem auta od Riminiego, czy też już po zakupie, ale sześciolitrowa Alfa G.I. z pewnością ułatwiła zawarcie porozumienia pomiędzy obydwoma panami.
Ferrari pozostawił po sobie niewiele wspomnień żartów na własny temat. Pisał jednak, że kupił Alfę G.I. z nietypowym zastrzeżeniem w kontrakcie: dostawa samochodu miała nastąpić "tak szybko, jak to możliwe, albo wcześniej". Kiedy data dostawy coraz bardziej się odwlekała, Ferrari poskarżył się Riminiemu, który w odpowiedzi pokazał mu ową klauzulę w umowie kupna. Ferrari sam przyznawał, że nauczył się wtedy czytać każdy szczegół umów handlowych. Jednak fakt, że 22-letni Enzo kupił Alfę Romeo G.I. w 1920 roku, jest intrygujący sam w sobie. Był to kosztowny, luksusowy model (w zakresie techniki produkcji oparty częściowo na amerykańskim Pierce-Arrow) i powinien znajdować się poza finansowym zasięgiem większości młodych ludzi, zwłaszcza wywodzących się z biedniejszych rodzin. Była to już druga egzotyczna maszyna Enzo, dlatego wydaje się oczywiste, że już na wczesnym etapie życia miał on dostęp do pieniędzy. Mogły one pochodzić ze spadku, z pracy dla CMN lub z nagród za wyścigi albo - co bardziej prawdopodobne - z kombinacji tych trzech źródeł.
Nie ulega wątpliwości, że na tym etapie Enzo Ferrari stał się już sprawnym sprzedawcą i osobą zaangażowaną w handel autami na osi Mediolan-Turyn. Mierzył wówczas prawie 180 centymetrów, co pozwalało mu górować nad większością ludzi. Jego twarz zdobiły pokaźny orli nos oraz podkrążone oczy o półprzymkniętych powiekach, które w chwilach odpoczynku wydawały się niemal gadzie. Gęste, czarne włosy układał w lekko zmierzwione fale. Już wtedy za sprawą genów łatwo przybierał na wadze oraz, podobnie jak jego ojciec, wcześnie zaczął siwieć.
Pomimo umiejętności perswazji i wyrazistej osobowości, które pozwoliły mu dostać się do działu testowego Alfy Romeo, Ferrari nie mógł się uwolnić od wizerunku prostaka z klasy niższej. W swoich wspomnieniach pisał, że czuł się "bardzo prowincjonalnie". Jednak to poczucie niższości swojego pochodzenia rekompensowały mu uliczny spryt oraz pewność siebie, granicząca wręcz z arogancją, dzięki której rozmawiał z osobami stojącymi wyżej w hierarchii zawodowej lub społecznej. Cechę tę musiał zauważyć Rimini, który zatrudnił go w zespole Alfa Romeo, nawet jeśli tylko na stanowisku młodszego współpracownika. Wprawdzie nie wiemy, czy Enzo zakupił Alfę G.I. po zatrudnieniu czy wcześniej, ale nie ulega wątpliwości, że wystartował w Targa Florio 20 października 1920 roku za kierownicą przedwojennej Alfy Romeo Tipo 40-60. Był członkiem zespołu złożonego z trzech aut, na którego czele stał 28-letni Giuseppe Campari, krzepki i przyzwyczajony do luksusu były śpiewak operowy, który miał się stać wspólnikiem i przyjacielem Enzo.
Nazwa Grand Prix z czasem stała się przedmiotem nieporozumień. "Wielkie nagrody" wręczano od dziesięcioleci w przeróżnych dziedzinach, od sportu poprzez handel aż po dzieła sztuki. Ten francuski termin zaczęto stosować w odniesieniu do sportów motorowych w roku 1906. Zorganizowane wyścigi samochodowe pojawiły się w połowie lat 90. XIX wieku, a Automobile Club de France (ACF, Francuski Automobilklub) założono w roku 1895. Ta organizacja miała zdominować międzynarodowe zawody w sportach motorowych oraz ustalać obowiązujące w nich zasady przez następne 60 lat. Z początku wyścigi samochodowe organizowano jako Formula Libre, czyli bez ograniczeń w kwestiach silnika czy podwozia. Jednak w miarę rozwoju przemysłu motoryzacyjnego stało się jasne, że dla zapewnienia uczciwej rywalizacji oraz rozwoju technologicznego konieczne będą skomplikowane reguły (a Francuzi są mistrzami w ich tworzeniu). Już w ciągu pięciu pierwszych lat nowego stulecia w Europie i Ameryce zorganizowano liczne zawody międzynarodowe. Powszechnie szanowani patroni wyścigów, jak biznesmen W.K. Vanderbilt, magnat prasowy Gordon Bennett czy wspomniany wcześniej Vincenzo Florio, ufundowali puchary i trofea oraz przydawali zawodom i ich zwycięzcom międzynarodowego prestiżu, ale zasadom brakowało wspólnego mianownika i często były ze sobą sprzeczne. W 1906 roku ACF zorganizował pierwszy wyścig o Grand Prix Francji, który stał się wzorem dla międzynarodowych zawodów samochodowych na całe lata. Od tamtej chwili Grand Prix nazywano wyłącznie wyścigi, w których rywalizowały tylko samochody o konkretnej specyfikacji, na ustalonym dystansie oraz według zasad regulujących konkurencję. Do wczesnych lat 20. w większości europejskich państw organizowano Grand Prix w zgodzie z regułami ACF. Termin "Grand Prix" często był używany niewłaściwie, ale w swoim klasycznym znaczeniu nazywa serię międzynarodowych wyścigów organizowanych zgodnie z surowymi i złożonymi ograniczeniami dotyczącymi pojazdów. W początkowej fazie historii wyścigów Grand Prix samochody biorące w nich udział przypominały jeszcze auta drogowe, ale po zakończeniu pierwszej wojny światowej ich miejsce zajęły lekkie bolidy o mocnych silnikach i opływowych karoseriach pozbawionych błotników. Pod względem szybkości i jakości produkcji wyprzedzały one zwykłe auta o całe lata świetlne.
Wyścigi Targa Florio urządzano nie jako Grand Prix, ale raczej zawody Formula Libre. W rezultacie na tym samym torze ścigały się auta formuły Grand Prix, jak bolid prowadzony przez Campariego, oraz bardziej typowe samochody drogowe, jak Alfa Enzo. Tym razem Ferrari odniósł wyraźny sukces. Udało mu się zająć drugie miejsce w klasyfikacji generalnej trudnego wyścigu za kierownicą maszyny zaopatrzonej w niezgrabne, obwisłe błotniki chroniące jego samego oraz mechanika, Michele Contiego, przed błotem pokrywającym pętlę o długości 108 kilometrów. Chociaż wiele szybszych aut wycofano z rywalizacji z przyczyn technicznych, w tym maszynę Campariego, zajęcie drugiego miejsca było niezwykle emocjonujące dla młodego Enzo i zapewne na jakiś czas przekonało go, że ma przed sobą przyszłość jako kierowca wyścigowy.
Jednak skromna Alfa Romeo działała wtedy jako pomniejszy gracz w przemyśle samochodowym. Szanse na zwycięstwo w ważniejszych wyścigach wydawały się mrzonką i nawet z tak genialnym kierowcą jak Campari przewaga takich firm jak Fiat, Mercedes, Sunbeam czy Ballot była zbyt wielka, by móc próbować zająć wysoką pozycję w kontynentalnych zawodach Grand Prix. Ferrari rzucił się jednak w wir pracy z typowym dla siebie wigorem i na początku roku 1921 przekonał Ugo Sivocciego, by przeszedł z CMN do działu testowego Alfy Romeo. Sivocci okazał się na tyle sprawnym kierowcą zarówno na torze, jak i na szosie, że Rimini szybko powierzył mu stanowisko szefa działu.
We wczesnych latach 20. Ferrari krążył pomiędzy Mediolanem a Turynem w interesach. Sprzedawał i wymieniał auta, kupował części zamienne, szpiegował Fiata, zbierał plotki, dostarczał samochody klientom oraz brał udział w wyścigach. Z wiekiem zapuścił korzenie w okolicy Modeny i Maranello, ale w tamtym okresie był stale w ruchu. Co najmniej raz odwiedził Anglię i Francję, a także zjeździł całe północne Włochy oraz Szwajcarię. Podczas jednej z podróży do Turynu w pobliżu dworca Porta Nuova poznał jasnowłosą 21-letnią kobietę, Laurę Domenicę Garello. Pochodziła z Racconigi, wsi położonej nieco ponad 30 kilometrów na południe od Turynu, i była córką Andrei Garello oraz Delfiny z domu Parchetti. Oboje jej rodzice wywodzili się z chłopstwa i nic nie wskazuje na to, by późniejsze zapewnienia o szlacheckim pochodzeniu Laury Garello miały cokolwiek wspólnego z prawdą. Jej wiejski akcent również wskazywał na pochodzenie z niższej warstwy społecznej. Była kobietą mocno zbudowaną, która strzelała spod rzęs spojrzeniem ciemnobrązowych oczu i uśmiechała się często i kokieteryjnie. Nie mamy pewności, jak i dlaczego tych dwoje młodych ludzi spotkało się w Turynie, ale w kręgu osób najlepiej zorientowanych powtarzano plotkę, że Laura była tancerką i pojawiała się w barach i lokalach odwiedzanych przez ludzi związanych z wyścigami. Bez względu na okoliczności pierwszego spotkania Ferrari szybko zaangażował się w związek i wciągnął Laurę do swojego otoczenia. Zaczęli razem podróżować, a dziewczyna regularnie pojawiała się na wyścigach, w których Ferrari brał udział jako kierowca. W roku 1922 tytułowano już ją signora Ferrari, chociaż z pewnością nie byli małżeństwem. Z tych lat zachowało się kilka listów, które Ferrari wysyłał do Laury do Genui i Turynu. Adresowane są do "pani Ferrari", mimo że małżeństwo zawarli dopiero w 1923 roku.
Ta maskarada mogła mieć wiele przyczyn. Być może Enzo chciał oszczędzić przykrości matce, z którą utrzymywał spokojne, bliskie relacje. Ponadto należy zauważyć, że choć kochanki wśród klas wyższych były akceptowane, pod warunkiem zachowania dyskrecji, dla człowieka z klasy niższej jak Ferrari przyznanie się do podobnego związku musiało być znacznie trudniejsze. Mimo młodego wieku Enzo potrafił dobrze wyczuwać atmosferę polityczną panującą w Alfie Romeo i być może dlatego stwierdził, że lepsze widoki na przyszłość zapewni sobie, mając żonę, a nie kochankę o wątpliwym pochodzeniu.
Pomimo obecności Sivocciego w zespole, do którego zaliczały się już takie znakomitości jak Campari oraz wybitny młody kierowca Antonio Ascari, zespół wyścigowy Alfa Romeo nie był jeszcze gotowy do rywalizacji w pierwszej lidze. Jego główny inz?ynier, wspomniany wcześniej Giuseppe Merosi, był z wykształcenia geodetą i przez większość życia tak też go nazywano. Jego najbliższy współpracownik, Antonio Santoni, był z kolei farmaceutą. Żaden z nich nie posiadał kompetencji, które umożliwiałyby konkurowanie z takimi gigantami jak Fiat czy Mercedes z ich legionami wytrawnych inżynierów i techników. Auta zaprojektowane przez Merosiego były sprawnymi pojazdami osobowymi, które po przeróbkach nadawały się do udziału w wyścigach. Właśnie takie samochody prowadził Enzo Ferrari podczas swoich pięciu startów w 1921 roku i za każdym razem odgrywał drugie skrzypce w zespole, w którym dominował Campari. Dwukrotnie zdobył piąte miejsce, w Targa Florio i na torze Mugello. Należy zaznaczyć, że gwiazda zespołu nie mogła poszczycić się wynikiem o wiele lepszym (Campari był trzeci w Targa Florio), ale wydaje się pewne, że Ferrari nigdy nie był uważany za kierowcę mogącego dorównać takim asom jak Ascari, Campari czy Sivocci. Z czasem jednak jego zdolności organizacyjne miały znacznie przewyższyć zasługi tych kierowców zarówno dla Alfa Romeo, jak i dla włoskiego przemysłu motoryzacyjnego.
Kiedy jednak Ferrari zajęty był wewnętrzną polityką Alfy Romeo, Włochy przeżywały nieskończenie bardziej skomplikowany i rozpaczliwy okres intryg i zamętu. W 1919 roku Benito Mussolini był już waz?na? figura? na politycznej arenie. Wykorzystując płomienne przemowy oraz prowokatorskie pisemka, stworzył Narodową Partię Faszystowską, organizację pozornie oferującą coś dla każdego i składającą brawurowe obietnice. Mussolini zaczynał jako socjalista, ale z czasem zmienił front na zaciekle antybolszewicki, częściowo po to, by podlizać się bogatej klasie przemysłowców. Jako wprawny pochlebca obiecał oschłym borghese (burżujom) powrót do rządów prawa i porządku, robotników zaś uwiódł swoim syrenim śpiewem o podwyżkach i korzystnych umowach o pracę zawieranych ku większej chwale Italii. Wspierany przez oprychów w czarnych koszulach, w październiku 1922 roku zorganizował marsz na Rzym. (Mussolini pozwolił swoim sługusom maszerować do stolicy w deszczu aż z Mediolanu, sam zaś dojechał dzień później pociągiem). Wkrótce przejął rządy od zdyskredytowanego premiera, Luigiego Facty, oraz króla Wiktora Emanuela II, człowieka maleńkiej postury i woli, dzięki czemu uzyskał pełną władzę nad krajem.
Ferrari wydawał się nieporuszony tymi wydarzeniami, zajęty światem sportów motorowych i sprawami firmy borykającej się z problemami rynkowymi. Jeszcze przed 1922 rokiem powrócił do Modeny, gdzie założył warsztat Carrozzeria Emilia. Mieścił się on w niewielkim wynajętym garażu przy Via Emilia, kilometr na wschód od murów starego miasta. W nazwie pojawia się słowo carrozzeria, co jest o tyle zaskakujące, że jego pierwotne znaczenie dotyczyło budowy powozów konnych. Wiele wskazuje jednak na to, że niewielka firma Enzo działała wyłącznie jako punkt sprzedaży aut Alfa Romeo oraz używanych maszyn sportowych. Nigdy nie zajmowała się budową karoserii na zamówienie, co mogłaby sugerować nazwa. Carrozzeria Emilia stanowiła jednak dla Enzo bazę operacyjną położoną w rodzinnej okolicy, choć nadal musiał często podróżować do Mediolanu i Turynu.
Agresywne metody handlowe zrobiły z niego wyłącznego agenta sprzedaży samochodów Alfa Romeo w całym regionie Emilia. Ferrari umiejętnie wzmacniał swoją markę wśród bogatej klienteli, wykorzystując swoją coraz lepszą reputację kierowcy wyścigowego.
Sukcesowi finansowemu nie towarzyszyły jednak zwycięstwa w wyścigach. Przeciwnie, jako kierowca przeżywał kryzys. W 1922 roku Rimini powierzył mu tylko trzy starty, a dwa z nich odbył za kierownicą starszego modelu Alfa Romeo 20-30ES. W lipcu sprzeniewierzył się korporacyjnej lojalności i poprowadził austriacki, sześciocylindrowy samochód sportowy Steyr-Puch w pomniejszym wyścigu górskim z Aosty do alpejskiej Wielkiej Przełęczy Świętego Bernarda. Zwycie?z?ył niewysoki turyn?czyk Giovanni Farina, który razem z bratem "Pininem" był założycielem słynnej firmy projektującej nadwozia.
W roku 1922 uwagę Enzo musiała przykuć budowa ogromnego autodromu w Monzy, w parku Villa Reale na obrzeżach Mediolanu. Włoskie sporty motorowe od lat potrzebowały miejsca, gdzie mógłby się odbyć światowej klasy wyścig Grand Prix, mogący konkurować z dorocznym wyścigiem w pobliskiej Francji. W tych czasach istniało już kilka stałych, specjalnie zaprojektowanych torów, zbudowanych w celach wyścigowych i testowych, takich jak Brooklands w Anglii oraz tor Indianapolis Motor Speedway w USA. Powszechnie rozmawiano też o planach budowy podobnie rozległych torów w Linas-Montlhéry pod Paryżem i na przedmieściach Kolonii. (Legendarny tor Nürburgring w Eifel powstał dopiero w roku 1927, a tor Montlhéry otwarto już w 1924).
Potężny, sprawiający niekiedy złowrogie wrażenie tor Monza miał w kolejnych latach często pojawiać się w życiu Enzo. Ferrari odnosił tu tryumfy i przeżywał tragedie, ale ironicznym zrządzeniem losu nigdy nie wystartował w wyścigu rozgrywanym na tej ocienionej drzewami trasie. Testował tu wprawdzie Alfy w latach 20. i 30. i z pewnością w czasach powojennych przejechał niejedno okrążenie własnymi samochodami, ale nigdy nie wziął udziału w zawodach na tym słynnym torze jako kierowca. Mimo starań, by dołączyć do elity sportów samochodowych, których Monza miała wkrótce zostać prawdziwym centrum, Ferrari musiał się zadowolić rolą widza.
Jednak mimo frustracji wywołanej wygasającą karierą kierowcy 1923 rok stanowił dla Enzo największy z dotychczasowych skoków naprzód w świecie sportów motorowych. Ferrari nawiązał krótkotrwałą współpracę z doktorem Albertem Schmidtem, konstruktorem samochodowym z Genewy, i został jego agentem we Włoszech. Wraz z grupą kierowników Alfy Romeo, w tym z Riminim, w 1923 roku pojechał do Paryża na salon samochodowy oraz odbył podróż do Anglii, gdzie odwiedził olbrzymi tor Brooklands, znajdujący się w pobliżu Weybridge, i poznał Mario Lombardiego, reprezentującego w Wielkiej Brytanii firmę oponiarską Pirelli. Ferrari wspominał, że Lombardi stał się ważną postacią w jego życiu i w jego myślach. Przez cały rok Ferrari wystartował tylko w czterech wyścigach, ale jako organizator i przywódca osiągnął niespodziewane wyżyny swego talentu, ponieważ potrafił wzmacniać zespół Alfa Romeo i pomógł mu wspiąć się na sportowy szczyt. Z początku jednak prześladowały go niepowodzenia, a los miał się odwrócić dopiero w czerwcu 1923 roku. Podczas startów w Targa Florio i na torze Mugello z wyścigu wyeliminowały go awarie nowej Alfy Romeo Tipo RL/TF, a do zawodów Circuito del Savio, nieopodal Rawenny, podszedł z ograniczonym entuzjazmem. Jego mechanikiem był Giulio Ramponi, krewny wielkiego Campariego, pełniący zazwyczaj obowiązki osobistego mechanika Antonio Ascariego. Ramponi był walecznym i zdolnym członkiem zespołu Alfa Romeo, który również miał jeszcze nieraz pojawić się w dramatycznym życiu Enzo.
W Rawennie los mu sprzyjał. Startując przeciwko amatorom i półprofesjonalistom, Ferrari z Ramponim wygrali Circuito del Savio, wyścig na dystansie 359 kilometrów złożony z 25 okrążeń. W rezultacie doszło do spotkania, które wywarło na Ferrarim ogromne wrażenie. Wydarzenie to omawiano już i opisywano wiele razy, za każdym razem coraz bardziej odbiegając od prawdy. Oddajmy zatem głos Ferrariemu, z kilkoma uwagami na koniec:
"W roku 1923 wziąłem udział w pierwszym wyścigu Circuito del Savio w Rawennie, gdzie poznałem hrabiego Enrico Baraccę" (ojca Francesco Barakki, najskuteczniejszego pilota myśliwca w czasach pierwszej wojny światowej, który zestrzelił 34 niemieckie maszyny). "W efekcie tego spotkania zostałem przedstawiony matce myśliwskiego asa, hrabinie Paolinie Baracce, która pewnego dnia zagadnęła mnie: "Panie Ferrari, dlaczego nie umieści pan brykającego konia, znaku mojego syna, na swoim samochodzie? Przyniesie on panu szczęście". Nadal mam fotografię Barakki z dedykacją od jego rodziców, w której powierzyli mi pieczę nad jego osobistym symbolem. Koń zawsze był i pozostać musiał czarny, ale uzupełniłem go o złote pole, tradycyjny kolor Modeny".
Tak według samego Enzo brzmi legenda cavallino, brykającego konia Ferrari, który stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli marek XX wieku. Należy jednak zaznaczyć, że wersja Enzo obfituje w przeinaczenia i opuszczenia. Po pierwsze, nie był to osobisty symbol Barakki, tylko jego jednostki, Squadriglia 91a. (Jeszcze po drugiej wojnie światowej posługiwał się nim szwadron 4a Aerobrigata, a więc hrabina nie miała prawa nikomu go przekazywać). Jak już wspomniano, brat Enzo, Alfredo, służył w obsłudze naziemnej szwadronu Barakki i możliwe, że hrabina zasugerowała Enzo użycie emblematu na jego pamiątkę. Istnieją wiarygodne źródła, według których Baracca zaczął wykorzystywać symbol brykającego konia po zestrzeleniu niemieckiego pilota nad Tolmezzo w listopadzie 1916 roku. Pilotujący Albatrosa B.II Niemiec pochodził ze Stuttgartu i miał na burcie samolotu herb miasta, którym również jest brykający koń. Logika pozwala więc zakładać, że czczone przez fanów logo Ferrari ma w istocie niemieckie pochodzenie i jest bezpośrednio powiązane poprzez miejsce powstania z arcyrywalem Ferrari ze Stuttgartu, czyli Porsche! Porównanie obydwu symboli ujawnia zadziwiające podobieństwo. Jeżeli zaś chodzi o prawdziwość historii o hrabinie sugerującej użycie symbolu "na szczęście", należy się zastanowić, jakiego rodzaju "szczęście" przyniósł on jej synowi.
Pora na ostatni ironiczny element historii o brykającym koniu: chociaż Ferrari zmitologizował chwilę wręczenia daru i jego znaczenie, warto pamiętać, że schował go następnie do szuflady na dziewięć lat, by umieścić go na masce jednego ze swoich samochodów dopiero przed wyścigiem 24h Spa w Belgii, który odbył się w dniach 9-10 lipca 1932 roku!
Włoski historyk motoryzacji Luigi Orsini w swojej doskonałej książce Scuderia Ferrari sugeruje, że brykający koń został nadany Ferrariemu w latach 30., krótko przed jego pierwszym użyciem w Spa, ale sam Enzo w autobiografii kilkukrotnie sugerował, że otrzymał go po zwycięstwie w Rawennie.
Do dziś nie wiadomo, czy użycie emblematu cavallino rampante zaproponowano Ferrariemu w roku 1923 czy 1932, podobnie jak niejasne jest samo jego pochodzenie. Wiadomo jednak, że w późniejszych latach Ferrari napotkał trudności z zastrzeżeniem symbolu jako znaku handlowego ze względu na prawa należące do miasta Stuttgart.
Enzo Ferrari i Laura Garello zawarli związek małżeński 28 kwietnia 1923 roku, po ponad dwóch latach wspólnego mieszkania. Ślub odbył się w niewielkim kościele w pobliżu masywnej fabryki Fiat Lingotto, w robotniczej dzielnicy Turynu. Rodzice Laury, których Ferrari nazwał we wspomnieniach "ciężko pracującą parą o skromnym pochodzeniu", od dawna byli przeciwni temu związkowi, ale na ceremonii pojawiła się mała grupa gości należących do rodziny przyszłej pani Ferrari. Nietrudno wyobrazić sobie grupkę smagłych mężczyzn i kobiet ubranych bez wyjątku w czerń kontrastującą z suknią panny młodej, jak ze sztucznymi uśmiechami na twarzach wychodzą z pogrążonego w mroku kościoła na słoneczną ulicę. Ksiądz Alberto Clerici, który odprawił ceremonię, widział zapewne setki par mrugających niepewnie po ponownym wyjściu na świat, by stawić czoła codziennej harówce i dusznym obyczajom włoskiej klasy pracującej. Nie mógł wiedzieć, że postawny pan młody o nieobecnym spojrzeniu nosi w sobie ambicje, które mają zaprowadzić go naprawdę daleko, i to zarówno geograficznie, jak i finansowo. W prezencie ślubnym Ferrari wręczył żonie małą złotą portmonetkę, co opisał w swoich wspomnieniach z szokującym brakiem wrażliwości: "Ożeniłem się młodo, około roku 1920 [sic!]. Nie pamiętam dokładnie roku, bo zapodziałem gdzieś świadectwo małżeństwa". Pisząc już w trzeciej osobie, dodał: "Ten młody mężczyzna uważał, że oprócz miłości nic nie ma znaczenia. Z czasem przekonałem się, że reszta jest w istocie bardzo ważna".
Twierdzenie, że małżeństwo Enzo szybko przerodziło się w prawnie usankcjonowane porozumienie stron, byłoby zwykłym niedopowiedzeniem. Chociaż istnieje wiele fotografii Enzo i jego młodej żony zrobionych podczas wyścigów we wczesnych latach 20., Ferrari szybko zamienił się w tradycyjnego włoskiego męża poszukującego erotycznych podbojów nie dla zmysłowej przyjemności, lecz dla podbudowania ego. Obsesja seksu trapiła Enzo przez większość życia i należy się domyślać, że przysięgę małżeńską złamał w ciągu zaledwie kilku miesięcy po ślubie. Wiele lat później miał powiedzieć w rozmowie z Romolo Tavonim, który był wytrawnym menedżerem wyścigowym i bliskim współpracownikiem Enzo, że "mężczyzna powinien mieć zawsze dwie żony".
Jak na ironię fortuna uśmiechnęła się do Enzo za sprawą wydarzenia, w którym nie wziął udziału. W lipcu 1923 roku Grand Prix Francji odbyło się w Tours, a w potężnym zespole Fiat doszło do konfliktu. Luigi Bazzi, 33-letni technik i specjalista od strojenia silników, pokłócił się z głównym inżynierem fabryki, Guido Fornacą, a po powrocie do Włoch zaprzyjaźniony z nim Ferrari złożył mu propozycję. Zasugerował, że w związku z konfliktem Bazzi powinien przenieść się do Turynu i objąć stanowisko w zespole wyścigowym Alfa Romeo. Merosi i jego ekipa właśnie kończyli projektować nowy model samochodu na Grand Prix, dwulitrowe auto z doładowaniem znane jako GPR albo P1, którego premierę zaplanowano na 9 września, podczas Europejskiego Grand Prix na Monzy. Używając swojej uwodzicielskiej perswazji, która miała stać się wręcz legendarna, Ferrari nakłonił Bazziego, małomównego, spokojnego i odpornego psychicznie Piemontczyka z Novary, do przejścia do Alfy Romeo. Tak rozpoczęła się relacja, która miała przetrwać w okopach motoryzacyjnej wojny 60 lat.
Nowe dzieło Merosiego miało potencjał. GPR, zwany później P1, był dobrze zaprojektowanym dwumiejscowym (ówczesne przepisy pozwalały kierowcy zabrać mechanika) samochodem wyścigowym, a kiedy Ascari powrócił po chorobie do pełni sił i dołączył do zespołu, do którego należeli Campari i Sivocci, firma Alfa Romeo była gotowa do zajęcia miejsca w szeregu producentów aut Grand Prix. Niestety, nadzieje zespołu rozwiała tragedia.
Na dzień przed Grand Prix Europy po torze Monza krążyła flotylla samochodów złożona z Fiatów, Sunbeamów, Bugatti, Alf i nie tylko. Wśród pokonujących okrążenia treningowe z pełną prędkością był też mistrz z Indianapolis Jimmy Murphy, prowadzący nowoczesne auto Miller wyposażone w rzędową ośmiocylindrówkę. Wszyscy uczestnicy wrócili do boksów bezpiecznie - z jednym wyjątkiem. Ugo Sivocci za kierownicą nowej Alfy P1 wyleciał z superszybkiego zakrętu i zginął na miejscu. Sivocci, który wprowadził Ferrariego do sportu motorowego i dał mu pierwszą w życiu szansę na start, nie żył. Stał się pierwszym z wielu otaczających Enzo ludzi, którzy padli ofiarą tego bezwzględnego sportu. Śmierć Sivocciego w połączeniu z niewystarczającymi osiągami P1 skłoniła zespół do wycofania się z wyścigu. Zawody zdominowały dwa Fiaty 805, a Murphy za kierownicą Millera zajął trzecie miejsce.
Członkowie zespołu pokonali trasę z powrotem do Portello w ponurych nastrojach. Nie tylko stracili jednego z najlepszych asów kierownicy i bliskiego przyjaciela, ale w dodatku model P1 wymagał poważnych zmian konstrukcyjnych. Bazzi zgłosił sugestię, by spróbować przeciągnąć do zespołu Alfa Romeo błyskotliwego inżyniera z Fiata, Vittorio Jano. Zespół znał oczywiście reputację 33-letniego turyńczyka i dzięki kontaktom wewnątrz Fiata (z których część nawiązał sam Ferrari) zdawano sobie sprawę, że jest on prawdziwym geniuszem w dziedzinie konstruowania silników z doładowaniem, które zaczynały właśnie dominować w sporcie samochodowym.
Vittorio Jano należał do rodziny o długich i dumnych tradycjach w dziedzinie techniki. Jego ojciec dowodził jednym z największych we Włoszech arsenałów wojskowych, który znajdował się w Turynie. Jano ukończył uczelnię techniczną w tym samym mieście, Istituto Professionale Operaio di Torino, i w ciągu dwóch lat od odebrania dyplomu (nie inżynierskiego, ale technika) jako 18-letni młodzieniec rozpoczął pracę w prestiżowym dziale konstrukcyjnym Fiata.
Istnieje wiele wersji na temat roli, jaką odegrał Enzo Ferrari w przekonywaniu Jano do porzucenia Fiata na rzecz Alfy Romeo. Wybitny historyk motoryzacji Griffith Borgeson po długich rozmowach z Jano, przeprowadzonych na krótko przed jego śmiercią w 1964 roku, spisał wersję najbardziej zgodną z faktami. Według relacji Jano to Rimini, nie Ferrari, nawiązał z nim kontakt, ale to Ferrari miał się spotkać z Jano późnym latem 1923 roku.
Ponieważ Ferrari znał turyńską politykę motoryzacyjną aż za dobrze i jeździł dla Alfy Romeo, jego wybór na emisariusza miał sporo sensu. Pokonał trasę z Mediolanu do Turynu setki razy i nie ulega wątpliwości, że bez trudu znalazł mieszkanie Jano mieszczące się na trzecim piętrze budynku przy Via San Massimo. Enzo wspominał, że drzwi otworzyła mu żona Jano, Rosina, która od razu wykluczyła możliwość wyprowadzki męża z rodzinnego miasta. To, co się wydarzyło później, Ferrari opisał w następujący sposób: "odbyliśmy rozmowę i wyłożyłem mu korzyści, jakie wynikną dla niego z przejścia do Alfy. Dołączył do nas następnego dnia". Enzo po raz kolejny podkolorował swoją wersję zdarzeń.
Jano powiedział Borgesonowi, że ofertę Ferrariego przyjął chłodno i zaznaczył, że jeżeli Alfa chce, by dla niej pracował, to w negocjacje będą musieli się zaangażować starsi stanowiskiem przedstawiciele firmy. Dopiero po meldunku złożonym przez Enzo Rimini, być może przy udziale samego Nicoli Romeo, przeprowadził transfer Jano do Alfy. Vittorio wyznał Borgesonowi, że jego pobory zwiększyły się z 1800 do 3500 lirów miesięcznie, a jako dodatkową zachętę przygotowano dla niego mieszkanie w Mediolanie.
Vittorio Jano pracował szybko. W ciągu kilku miesięcy zrobił z P1 Merosiego jeden z najlepszych samochodów sportowych wszech czasów. Jego P2 było prawdziwym arcydziełem, choć szczegóły techniczne zostały bezpośrednio zaczerpnięte z rozwiązań, które w swoich nowych autach wprowadzał zespół Fiat. Jano rozumiał słabe punkty Fiata: wadliwe sprężyny zaworów i bloki silnika ulegające deformacji pod wpływem wysokiej temperatury. Wiedział też, co należy zrobić, by je naprawić. Jego P2 napędzane było ośmiocylindrowym, 16-zaworowym silnikiem o pojemności dwóch litrów, który dzięki sprężarce Roots generował do 135 koni mechanicznych. Hydrauliczne hamulce przypominały technologię wdrożoną dwa lata wcześniej przez Duesenberga. Wprowadzono też balonowe opony, użyte po raz pierwszy w Indianapolis.
Samochód odniósł natychmiastowy sukces. Antonio Ascari był w szczytowej formie i uważano, że jest gotów rzucić wyzwanie najlepszym kierowcom, co uczynił wraz z Bazzim. P2 przyniosło im zwycięstwo w Cremonie, gdzie rozwinęło prędkość ponad 194 kilometrów na godzinę na prostym, blisko dziesięciokilometrowym odcinku trasy i ustanowiło rekord prędkości okrążenia: 162 kilometry na godzinę. Na zatłoczonym placu boju Grand Prix pojawił się tym samym nowy, potężny gracz, a zarząd Alfy zareagował na to błyskawicznym zatrudnieniem elitarnego zespołu kierowców. Do takich nazwisk jak Ascari i Campari dołączył przebiegły weteran pierwszej wojny, Francuz Louis Wagner, który w wieku 44 lat mógł poszczycić się karierą wyścigową sięgającą roku 1906, kiedy to zdobył Puchar Vanderbilta w wyścigu na Long Island. W składzie znalazło się też miejsce dla juniora, którym nadal był Enzo Ferrari.
Enzo kupił samochód sportowy Tipo RLSS i poradził sobie całkiem nieźle, wygrywając wyścig Chilometro Lanciato w Genewie, co było jego drugim z rzędu zwycięstwem po Rawennie. Ponownie wygrał w Circuito del Polesine w Rovigo oraz zajął drugie miejsce w Corse delle Torricelle, ale największy moment w karierze kierowcy przeżył w lipcu 1924 roku podczas wyścigu w Pescarze na wybrzeżu Adriatyku. Zgłosił się wówczas razem z Camparim jako kierowca zespołu Alfa Romeo, tyle że Campari prowadził bolid P2 Grand Prix, a Ferrariemu przypadł w udziale cięższy, mniej zwrotny Tipo RL/TF z silnikiem o pojemności 3,6 litra, samochód ze szkoły projektowania Merosiego, który miał służyć za zapasowy wóz dla szybszego bolidu projektu Jano.
Campari na wczesnym etapie wyścigu zaliczył awarię skrzyni biegów i Ferrari znalazł się na prowadzeniu, mocno wyprzedzając parę potężnych Mercedesów prowadzonych przez amatorskich kierowców szlacheckiej krwi, hrabiego Masettiego oraz hrabiego Bonmartiniego. Sprytny Campari zepchnął zepsutą Alfę w przydrożne krzaki, dzięki czemu jego rywale byli przekonani, że jest gdzieś przed nimi na rozległym trójkątnym torze długości 26 kilometrów. Tor obejmował dwa odcinki proste długości 6,5 kilometra oraz serię zdradzieckich zakrętów wijących się pośród maleńkich wsi. Wyścig nazwano Coppa Acerbo, na cześć kapitana Tito Acerbo, brata profesora Giacomo Acerbo, który był ministrem w rządzie Mussoliniego i potężnym sprzymierzeńcem dyktatora. Tego samego roku udało mu się przepchnąć przez Izbę Deputowanych ustawę przyznającą Partii Faszystowskiej dwie trzecie miejsc, czym przykuł naród do Duce i jego ludzi. Puchar Acerbo ufundowano dla upamiętnienia poległego w pierwszej wojnie światowej kapitana, a oprócz niego zwycięzca miał otrzymać nagrodę Cavaliere della Corona d'Italia (Kawalera Korony Włoch). Niektórzy oddani fani Ferrari przywiązują do tej nagrody ogromną wagę, ale była ona już pozbawiona znaczenia i tak powszechna, że w XIX wieku król Humbert I miał powiedzieć: "Cygara i krzyża kawalerskiego nie odmawiam nikomu". W książce Italians (Włosi) Luigi Barzini tak skomentował upodobanie rodaków do tytułów honorowych: "Fascynacja ta jest zauważalna w tytułach, jakie przydają nam inni, jak gdyby chcieli dowieść, że zasługujemy na nie w sposób tak absolutny, że nie nosimy ich oficjalnie chyba jedynie przez pomyłkę". Rzeczywiście, Włoch z klasy średniej w młodości tytułowany jest "dottore", a po czterdziestce staje się "commendatore", czyli dowódcą. Zwykłe listy adresuje się do "znamienitego" albo "czcigodnego" adresata, którego tytułuje się "signore" lub co najmniej skrótem N.H. oznaczającym "Nobil Uomo", szlachetnego pana. Nagroda Cavaliere, którą zdobył młody Ferrari, była zwykłą formalnością, tytułem automatycznie przyznawanym zwycięzcy wyścigu, który niewiele znaczył w kraju ogarniętym obsesją schlebiania pustymi tytułami.
Należy jednak przyznać, że zwycięstwo w Pescarze przyniosło Ferrariemu bardziej namacalne profity. Prowadził auto na tyle sprawnie, by zrobić wrażenie na szefach Alfa Romeo, którzy awansowali go do zespołu Grand Prix przed nadchodzącym Grand Prix Europy w Lyonie. Miał dołączyć do Ascariego, Campariego i Wagnera w najbardziej prestiżowym i najtrudniejszym wyścigu Starego Kontynentu. Wielbiący Enzo biografowie nadają temu awansowi duże znaczenie, ale prawda jest taka, że Ferrari pojechał do Lyonu jako zastępca hrabiego Giulio Masettiego, który sam był drugorzędnym kierowcą i młodszym członkiem zespołu. Awans stanowił jednak wyróżnienie dla Enzo i dał mu okazję do zademonstrowania swoich umiejętności w starciu nie tylko z genialnymi kolegami z Alfy, ale i z takimi znakomitościami jak wielki Pietro Bordino ścigający się w Fiacie, sir Henry Segrave i Dario Resta w Sunbeamach, Robert Benoist i René Thomas za kierownicami francuskich aut Delage i tak dalej.
Mimo wszystko do startu Enzo nie doszło, a dyskusja na temat przyczyn takiego rozwoju wypadków trwa nadal. Wiadomo, że Ferrari przyjechał do Lyonu z zespołem Alfa Romeo i przez krótki czas trenował na trudnym drogowym torze o długości 23 kilometrów, ale wkrótce potem bez ostrzeżenia wsiadł do pociągu i wrócił do Włoch. W swoich pamiętnikach dość mgliście się z tego tłumaczył: "Tego roku czułem się cały czas chory i wyczerpany. Moja niedyspozycja była na tyle poważna, że zmusiła mnie najpierw do ograniczenia, a potem do zaprzestania udziału w wyścigach. Tak zaczęły się problemy zdrowotne, które nękały mnie przez wiele lat".
O jakiej poważnej chorobie pisał Ferrari? Niektórzy badacze twierdzą, że było nią załamanie nerwowe, inni wskazują na słabość serca wywołaną przez chorobę, którą przeszedł podczas wojny. Kilku z nich sugeruje, że był to początek dolegliwości, o której plotki miały go prześladować aż do śmierci.
Nestor włoskiego dziennikarstwa motoryzacyjnego lat 20. i 30. Giovanni Canestrini stwierdził beznamiętnie, że Ferrari po prostu się bał. Uważał, że młody kierowca z Modeny, który miał wówczas zaledwie 26 lat i ukończył dopiero 27 wyścigów, wystraszył się konkurencji oraz zdradliwych zakrętów toru w Lyonie i dlatego wrócił do domu. Zdanie Canestriniego rozpowszechniło się potem wśród opinii publicznej, wprawiając Enzo we wściekłość. Ferrari nie wybaczył dziennikarzowi przez 35 lat! Jego wieloletni przyjaciel Gino Rancati wspominał w 1997 roku w dość pochlebnej biografii Enzo: "Jako kierowca wyścigowy miał pewne ograniczenia, którymi był nadmierny respekt wobec maszyn [oraz] być może niedostatek hartu ducha".
Bez względu na powód rezygnacja z wyścigu w Lyonie kosztowała Enzo szansę na dalszą pracę w zespole Grand Prix, dlatego po powrocie do Modeny skupił się na biznesie samochodowym. Po prostu przestał podtrzymywać przy życiu swoją karierę kierowcy wyścigowego.
Zespół Alfa Romeo raczej nie ucierpiał w wyniku jego rezygnacji w Lyonie. Wyścig wygrał Campari po tym, jak Ascari musiał wycofać się przed końcem za sprawą awarii silnika. Sir Henry Segrave, kierujący Sunbeamem, ukończył wyścig jako drugi, a Ascari mimo awarii miał na tyle wysoką pozycję, że zdobył trzecie miejsce. Dominujący niegdyś zespół Fiat został tak druzgocząco pokonany, że firma z Turynu nigdy więcej na poważnie nie przystąpiła do wyścigów. Kilka lat później Fiat podjął wprawdzie wysiłek wystawienia samochodu w wyścigu Grand Prix, ale w ten ciepły dzień w sierpniu 1924 roku laur honorowy włoskich sportów motorowych przeszedł w ręce początkującego zespołu Alfa Romeo. Wprawdzie Ferrari nie przyczynił się do pokonania Fiata na torze, ale jego pomoc w przekonaniu Bazziego i Jano do odejścia okazała się decydująca. Utrata obydwu inżynierów pogrążyła w chaosie niepokonany niegdyś zespół rajdowy Fiat. Co gorsza, kolejny znakomity inżynier Vincent Bertarione odszedł w 1923 do Sunbeama, pozostawiając zespół producenta z Turynu praktycznie bez wiedzy technicznej. Straty te w połączeniu ze zmianą wewnętrznej polityki zmusiły dawnego hegemona do wycofania się z wyścigów po zakończeniu sezonu w 1924 roku. Kilka lat później Fiat powrócił na tory, ale na krótko i w istocie był to koniec kariery wyścigowej tej marki. Mając na uwadze głęboko zakorzenione poczucie honoru Enzo oraz jego pragnienie zemsty, można mieć pewność, że kapitulacja firmy, która odrzuciła go sześć lat wcześniej, stanowiła dla niego powód do świętowania.
Ferrari utrzymywał, że nie interesował się polityką, o czym świadczyły jego antypatia wobec Rzymu oraz lekceważący stosunek do Kościoła, tak głęboko wtedy wrośniętego we włoską scenę polityczną. Jest jednak faktem, że zaprzyjaźnił się z urzędnikami Narodowej Partii Faszystowskiej, bo większość osób wpływowych w rodzimym światku samochodowym utrzymywała z nią silne związki. Enzo Ferrari uczył się bycia zręcznym politykiem, ale wyłącznie po to, by pomnażać własną fortunę, a nie głosić jakąkolwiek ideologię. Tylko raz spotkał Mussoliniego, wcześnie, w roku 1924. "Il Duce" znajdował się wtedy u szczytu popularności i zatrzymał się w Modenie podczas podróży z Rzymu do Mediolanu, by porozmawiać z lokalnymi tuzami i sympatykami partii faszystowskiej oraz zadbać o polityczne przymierza w prowincjonalnej Modenie. Umówił się tam z prominentnym faszystowskim senatorem na długi, typowo włoski posiłek wypełniony rozmowami. Mussolini pozostał lojalny wobec Alfy Romeo przez cały okres swoich rządów, być może dlatego, że firma wywodziła się z miasta, w którym włoski przywódca doszedł do władzy, i do Modeny zajechał właśnie nową, trzymiejscową Alfą. Jako miejscowy przedstawiciel firmy i najbardziej znana w mieście osobowość związana ze sportami motorowymi Ferrari został poproszony o eskortowanie Mussoliniego przy wyjeździe z Modeny. Enzo próbował prowadzić ostrożnie po śliskiej od deszczu, brukowanej nawierzchni, ale nawet taka nieduża prędkość przekraczała możliwości amatora, jakim był Mussolini. Po tym, jak dumny przywódca zaliczył kilka poślizgów, Ferrari musiał jechać jeszcze wolniej aż do wyjazdu z miasta.
Na ironię zakrawa fakt, że Alfa Romeo podobnie jak Fiat miała wkrótce wycofać się z wyścigów. Dwudziestego szóstego lipca 1925 roku gwiazdor zespołu kierowców Antonio Ascari poniósł śmierć, prowadza?c w Grand Prix Francji na torze Linas-Montlhéry.
Śmierć cieszącego się popularnością Ascariego wstrząsnęła zespołem i sprawiła, że pozostali jego członkowie, od kierowców po mechaników, stracili wolę walki. Młody Luigi Chinetti przybył do Lyonu jako mechanik, ale postanowił nie wracać do rodzinnego Mediolanu. Podżegania do wojny faszystów były mu coraz bardziej nie w smak, pociągała go zaś Francja, którą zalewał właśnie powojenny entuzjazm lat 20. W dziedzinie sportów samochodowych Chinetti znał się po trochu na wszystkim, od produkcji łożysk aż po udział w wyścigach, dlatego po przeprowadzce do Paryża planował otworzyć mały zakład naprawy aut egzotycznych.
Wkrótce po wyścigu we Francji firma Alfa Romeo wydała komunikat, w którym oświadczyła, że z szacunku dla zmarłego tragicznie mistrza kierownicy wszelkie plany sportowe zostają odwołane, ale odejście Alfy z wyścigów miało też inne przyczyny. Griffith Borgeson przypuszczał, że powodem decyzji była raczej zapaść we włoskiej gospodarce i rządowy interwencjonizm. Wcześniej tego samego roku faszyści rozpoczęli próby wciągnięcia Alfy pod skrzydła niedawno utworzonego IRI, Istituto di Ricostruzione Industrial (Instytutu Rekonstrukcji Przemysłu), rozległej machiny biurokratycznej stworzonej po to, by dofinansowywać osłabione firmy i umożliwiać im dalsze funkcjonowanie. Należy się domyślać, że urzędnicy IRI mieli wpływ na wycofanie się Alfy z kosztownego i ryzykownego programu wyścigów.
Kiedy sportowa część działalności Alfy Romeo uległa zatrzymaniu, Enzo Ferrari skupił się na handlu samochodami w swojej firmie. Kontrolował na wyłączność sprzedaż aut Alfy w regionach Emilia-Romania i Marche, a w kwietniu 1925 roku rozpoczął przebudowę dużego, dwupiętrowego domu na Via Emilia, który zamierzał przekształcić w salon i serwis samochodowy. Razem z Laurą mieszkali dotychczas w małym mieszkanku nad pobliską restauracją, więc teraz planowali przenieść się do nowego budynku. Życie w ciasnym, zaparowanym lokum nie należało do spokojnych. Enzo i Laura kłócili się prawie bezustannie, a - co gorsza - Laura i Adalgisa, matka Enzo, zapałały do siebie szczerą pogardą. Ferrari musiał odgrywać rolę arbitra w tym zaciekłym, niekończącym się konflikcie rodzinnym. Biznes samochodowy pochłaniał go jednak bez reszty i stale podróżował albo do Mediolanu, gdzie utrzymywał kontakty z kierownictwem Alfy, albo do Bolonii, gdzie otworzył satelicki salon sprzedaży na Via Montegrappa. Zarówno w Modenie, jak i Bolonii jego życie toczyło się w gwarnych barach i restauracjach pełnych entuzjastów sportów motorowych; w takich lokalach jak Cafe San Pietro i bar Folia przy Via Indipendenza, gdzie szlachta mieszała się z plebsem, pijąc razem wino i pochłaniając kolejne porcje makaronu podczas nieustannych dyskusji o wspólnej pasji. Ferrari był w tym środowisku swego rodzaju celebrytą. Wygrał przecież Puchar Acerbo i należał do zespołu Grand Prix Alfy, nawet jeżeli trwało to krótko i niczym specjalnym się nie wyróżnił. Były to jednak sukcesy robiące wrażenie na miejscowych, a Ferrari zręcznie to wykorzystywał w celu zwiększania sprzedaży oferowanych aut. Zaczął spędzać coraz więcej czasu w Bolonii i otwarcie wyrażał chęć pozbycia się żony. Rozwód był we Włoszech rzeczą nie do pomyślenia, ale Ferrari nie podjął w tym czasie żadnych wysiłków, by zachowywać się jak lojalny mąż. Gorączkowo uganiał się za kobietami zarówno w Modenie, jak i w Bolonii. Choć trudno było go nazwać przystojnym, cieszył się wśród kobiet powodzeniem głównie za sprawą ogromnej pewności siebie oraz stale rosnącej umiejętności perswazji. W tamtych dniach jego podboje ograniczały się głównie do pań lekkich obyczajów, które kręciły się w środowisku wyścigowym, ale w parze ze wzrostem pozycji Enzo szła zmiana jego gustu.
Ferrari nigdy nie przestał być niespełnionym dziennikarzem, więc raz jeszcze zaczął parać się pisaniem komentarzy dla kilku gazet motoryzacyjnych, stale przy tym utrzymując kontakty z elitarnym zespołem techników i mechaników Alfy w Mediolanie. Jano kończył właśnie projektować zwrotny, dwuosobowy samochód sportowy z niewielkim sześciocylindrowym silnikiem wysokoobrotowym. Ferrari zapewniał przyjaciół, że nowy pojazd będzie niepokonany zarówno na drogach, jak i w niekończącej się serii pomniejszych wyścigów organizowanych w północnych Włoszech i południowej Francji.
To właśnie perspektywa wypróbowania nowej linii aut sportowych przywróciła zespołowi entuzjazm i powstrzymała takich ludzi jak Ferrari przed odejściem do konkurencji. Podobnie było w przypadku Jano i Bazziego, którzy powoli odsuwali się od typowych maszyn Grand Prix, by zwrócić się ku dwumiejscowym samochodom sportowym, popularniejszym wśród entuzjastów motorsportu i przyciągającymi większe pieniądze.
Firma Alfa Romeo nie zrezygnowała z konkurowania, tylko skoncentrowała się na wyścigach aut sportowych, gdzie zmagały się samochody zbudowane raczej z myślą o jeździe po zwykłych drogach niż o wyścigach wyczynowych, jak pełnokrwiste, pozbawione zbędnej karoserii samochody Grand Prix. Nowy model Alfy, 6C-1500 SS z wyścigowym nadwoziem Zagato, po raz pierwszy zaprezentowano podczas salonu samochodowego w Mediolanie w kwietniu 1925 roku, ale nie trafił on na linie produkcyjne przez kolejne dwa lata. (Najlepszym dowodem na to, jak prymitywny był jeszcze biznes samochodowy w takich miejscach jak Modena, jest fakt, że nie zorganizowano tam pokazów aut aż do roku 1925 i przedstawiciele handlowi tacy jak Ferrari musieli prezentować swoje samochody w stodołach podczas pokazów koni).
Pomimo tajemniczych kłopotów ze zdrowiem środkowa część lat 20. stanowiła dla Enzo czas konsolidacji. Przerwał niespokojną karierę kierowcy wyścigowego i choć miał kontakt ze sportem w 1926 roku, ani razu nie wziął udziału w zawodach. Udało mu się za to skutecznie rozbudować biznes samochodowy w Bolonii i Modenie, co było zasługą zarówno siły jego osobowości, jak i serii nowych, zawadiackich wozów sportowych, które zaprojektował Jano.
Do początku roku 1927 Ferrari musiał jednak na nowo rozpalić w sobie zapał do wyścigów, bo wrócił na tor jako kierowca. Prowadząc starszy model Alfa Romeo RLSS na Circuito di Alessandria, w pomniejszym wys?cigu na 160 kilometrów dla aut sportowych, wygrał w klasie gran turismo. Miesiąc później zwyciężył w Modenie za kółkiem potężnego 6C-1500 SS w towarzystwie również pochodzącego z tego miasta mechanika wyścigowego Alfy, Giulio Ramponiego. Ferrari prowadził najszybszy wóz w stawce 360-kilometrowego wyścigu i zwyciężył z łatwością, przejechawszy jedno z 12-kilometrowych okrążeń z rekordową prędkością 113 kilometrów na godzinę.
Wyścig ten był jednym z setek podobnych wydarzeń, które odbywały się w całej Europie, i największe sławy sportów motorowych zapewne nie zwróciły na niego żadnej uwagi. Jednak dla interesów Enzo był to promocyjny sukces, wzmacniający jego i tak już silną reputację pnącego się w górę przedsiębiorcy samochodowego.
Wraz z nadejściem lutego 1928 roku oraz 30. urodzin Enzo włoski rząd pod auspicjami marionetkowego króla Wiktora Emanuela III nadał Ferrariemu tytuł "commendatore" (komandora). Należy przypuszczać, że otrzymał go w uznaniu zasług w zakresie handlu oraz sporadycznych sukcesów jako kierowca. Tytuł był dosyć powszechny i nie wiązały się z nim żadne przywileje, przez co przypominał honorową godnos?c? Pułkownika Kentucky w USA. W roku 1928 Enzo wzmógł swoją sportową aktywność. Powrócił do Alessandrii, gdzie zwyciężył w swojej klasie, wkrótce potem wygrał w klasyfikacji generalnej w Modenie, a następnie wywalczył trzecie miejsce w Mugello, za każdym razem prowadził zaś tę samą Alfę co rok wcześniej. Drugie zwycięstwo w Modenie jest o tyle istotne, że na fotelu mechanika towarzyszył mu wówczas po raz pierwszy drobny Peppino Verdelli, który miał pełnić tę funkcję, z przerwami, przez kolejne 50 lat.