Rozdział I
Wszystkie martwe ciała - jesień
To nawet nie jest mżawka.
Dym nie może przebić się przez wilgotne powietrze, wisi wokół jasnych włosów, gęstnieje, gdy kobieta na balkonie dodaje kolejny wydech. Papieros się tli, przezwycięża deszcz. Nasiąknięta bibułka skwierczy przy każdym zaciągnięciu.
Ochroniarz stoi pod daszkiem przeciwległego bloku i spogląda w górę. Obserwuje kobietę na trzecim piętrze. Ona owinięta białym szlafrokiem, lewą rękę włożyła pod pachę prawej, prawą co chwila podnosi do ust. Wydmuchuje kolejny kłębek dymu, który otacza ją, utrzymuje się chwilę i znika pochłaniany przez kropelki deszczu.
On też pali papierosa. Ma jeszcze chwilę, zanim będzie musiał ruszyć na obchód osiedla, odciskając piętno elektronicznym kontrolerem na czujnikach rozlokowanych wzdłuż obowiązkowej trasy. Wilgotna mgła osiada mu na twarzy, koszuli, spodniach. Przeciera oczy ręką, znowu spogląda w górę. Kobieta weszła do domu, zamknęła drzwi balkonu, opuściła rolety. Ochroniarz gasi papierosa w kałuży, pet zamienia się w statek dryfujący ku przepełnionej studzience.
Zwłoki na drugim piętrze wpatrują się w okno. Tuż nad nimi zatrzaskują się drzwi, skrzypi nienaoliwiony mechanizm rolety. Ułożone na tapczanie, z poduszką pod głową, włosami odsłoniętymi z twarzy, upiętymi na czole tak, by nie wpadały w oczy, dłońmi splecionymi na piersi jak do modlitwy, wpatrują się w okno i czekają.
W kuchni piętro niżej kobieta mogłaby zacząć przygotowywać obiad; mógłby to być rosół, makaron, ziemniaki, potrawka z kurczaka, sałatka. Nie robi tego. Siedzi przy stole, pali papierosa; patrzy jak woda chłoszcze szybę. Spogląda na smużki pary unoszące się nad szklanką kawy. Kiedy strzepuje popiół do popielniczki, rozlany na spodku napar drga. Mąż już się ubrał, zaraz wyjdzie. Jego szklanka stoi pusta na barku, spodek jest suchy. Gdy on wróci po południu, ona wyjdzie z kuchni. Teraz wypali, wypije, nie będzie nic jadła. Może zadzwoni córka.
Mieszkanie na parterze czeka; kurz od tygodni jest przygotowany na zmącenie spokoju i przyjęcie dziewiczych śladów.
Deszczowa mgła oblepia blachodachówkę, pokrywa wodnym filtrem farbę odporną na wilgoć. Spływa niżej, zbiera kurz i ciemnieje, gasi pragnienie mchu osiadłego w załomach rynny, już większym strumieniem porywa liście rzucone jesiennym wiatrem na dachy osiedla, ciała owadów, które nie przeżyły lata; szumi, gdy brudny strumień wpada do otworu i leci trzy piętra w dół.
Początek dnia i nie ma szans na tęczę. Worek z deszczem podczepiony nad osiedlem już od tygodnia siąpi; odmierza dawkę wody, rozdrabnia w wilgotną mgiełkę i spryskuje trzy bloki ustawione wokół placu zabaw, odgrodzonego od klatek parkingami i osiedlową ulicą. Po upalnym lecie, budynki spragnione wilgoci z ulgą przyjęły pierwsze wrześniowe ochłodzenie. Spierzchnięta sierpniowym słońcem blacha spijała przyniesiony z nim deszcz, a spękany tu i ówdzie tynk wreszcie mógł pozbyć się płatów martwego naskórka i odkryć czerwonawe cegły, sygnalizując gotowość do naprawy. Jednak po siedmiu dniach nieustannego nasączania, domy, teraz spuchnięte, nabrzmiałe, zdają się pogrążać pod własnym zwielokrotnionym ciężarem. Błoto tylko czeka, by wypychane spod garaży dodatkowymi tonami służbowych samochodów, rozlać się na chodniki.
Osiedle woli, gdy deszcz pada nie dłużej niż kilka godzin. Kilkanaście stopni, wiatr umiarkowany, zachmurzenie duże z miejscowymi przejaśnieniami, to najlepsza prognoza na jesień. Gorzej, gdy bloki chłoszcze kilkuminutowa nawałnica. Mimo że dosyć solidne, przez te dziesięć lat kilka burz mocno nadwerężyło konstrukcje dachów, blaszki parapetów, plecionkę siatek odgradzających osadę od ogródków działkowych, szkieletów niedokończonych szeregowców i placu budowy. A najbardziej osiedle nie cierpi takiej pogody, jaką zgotował mu w tym roku wrzesień. Chociaż wciąż jest ciepło, a liście zasadzonych drzewek okalających wewnętrzny plac dopiero zaczynają tracić zieleń, uporczywa mżawka sprawia, że między blokami dni kończą się szybciej, a nadchodząca jesień rozsiadła się już na samochodach zaparkowanych wokół piaskownicy, daszkach wind dla niemowlęcych wózków, chodnikach obiegających dziedziniec na kształt więziennego spacerniaka. Huśtawki, zjeżdżalnie, małpi gaj - oblepione wilgocią chowają kolorową, ale łuszczącą się już farbę, pod szarą mgiełką. Piasek, szczelnie wypełniający darowany mu trójkąt placu pośród parkingów, zmatowiał, skleił się w błocko i trzyma uparcie granic wyznaczonych drewnianym płotkiem. Trawniki, mimo że mokre, nie lśnią refleksami, ożywcza woda dusi je nadmiarem, nie dopuszcza powietrza.
Strumienie podmywają ulice i zaparkowane samochody. Leniwie sączą się z rynien i uparcie rozlewają po placu, za nic mając zachęty zbyt nasączonej wilgocią ziemi, by skryć się pod kożuchem traw. Wciąż zasilane wodą z dachów, które zbierają wilgoć ze zbyt nisko wiszących chmur.
Opatulone nią bloki przycichły. Woda obmywa ściany, zabierając ze sobą dźwięki z zewnątrz, nie wypuszczając ich z wnętrz. Jakby nikt tu nie mieszkał. Nie słychać płaczu dzieci, głosów matek i opiekunek, terkotu bajek w telewizorach, syczenia odkurzaczy. Za szybami gdzieniegdzie przylepione noski wsparte małymi dłońmi, asekurowane przez dorosłych. W większości okna pociągnięte warstwą deszczowej akwareli odbijają tylko stalowogranatowe chmury.
Pierwszy podmuch wiatru obraca wentylatorami w kominach; skrzydełka ożywają, wymuszają przepływ powietrza w mieszkaniach. Krwiobieg rusza, duchota w blokach ustępuje.
Samochody wyjeżdżają z garaży; na sąsiedniej działce trwa budowa obwodnicy.
Przed szlabanem, przylepiona do niebieskiego płotu, wsłuchana w hałas maszyn taplających się w błocku, stukot narzędzi, terkot młotów, jęk prętów płaczących tysiącami iskier i przekleństwa robotników, stoi bagażówka. Tragarze już się nie denerwują opóźnieniem. Spokojnie czekają na swoją kolej, przepuszczają wyjeżdżające z osiedla auta, których sznurek, krojony ciachnięciami szlabanu, powinien wkrótce się skończyć. Poranek, dzień roboczy, kolejny samochód dołącza do kolejki. To zła godzina na dostanie się do wnętrza osady. Bagażówka stoi na skrawku błota, między zaparkowanymi niezgodnie z przepisami autami a ogrodzeniem, za którym kipi budowa. Szlaban nieczynny do odwołania w związku z postępem prac budowlanych - wjazd do osiedla szlabanem obok - i strzałka nabazgrana na rozmiękłej kartce, pokazująca sąsiednią bramkę wyjazdową. Ruch wahadłowy, kolejność grzecznościowa. Co oznacza, że wjeżdżając do osiedla rano, musisz odczekać kilka minut, aż ktoś z wyjeżdżających cię przepuści, albo nastąpi przerwa w wężyku spieszących do pracy; taka sama zasada obowiązuje po południu, gdybyś chciał wyjechać z osiedla, kiedy służbowe samochody wracają po skończonym dniu pracy.
Stróżki deszczu spływają po łysej głowie kobiety, okrążają pozbawione brwi oczy, woda próbuje zmyć makijaż. Papieros wędruje na chwilę do drugiej ręki, dłoń przeciera czaszkę, szczupłą twarz. Pet skwierczy, wraca do prawej ręki. Kobieta stoi przy bagażówce, patrzy na sznur samochodów czekających na wyjazd z osiedla. Spogląda do kabiny ciężarówki; tragarze też palą. Są susi, spokojni, nie rozmawiają. Nie patrzą na nią. Jeden obserwuje sklep spożywczy na parterze bloku, do którego wchodzą i z którego wychodzą kobiety pod parasolami spieszące do pracy. Drugi lustruje marki samochodów wyjeżdżających z osiedla, patrzy na rozmyte twarze kierowców, wywożonych z osady. Kobieta wrzuca papierosa do brązowej kałuży w której stoi, wkracza na ulicę i przemyka pod szlabanem, tuż przy wyjeżdżającym aucie. Zaskoczony kierowca przyhamowuje, ona macha na niego. - Jedź! Nie blokuj! Mija następny samochód czekający w kolejce i staje przed trzecim. Za nią szlaban otwiera się; kiedy kierowca w pojeździe przed nią zwalnia hamulec, ona wyciąga rękę. Stop! Auto hamuje, kołysze się, silnik gaśnie. Mężczyzna podnosi ręce. - Co jest!? Ona spogląda w tył, drugą ręką macha tragarzom, żeby ruszyli, zanim szlaban opadnie. Odpalają silnik i wjeżdżają na osiedle, wymijając zaparkowane samochody. Kierowca przed nią trąbi, opuszcza szybę, wychyla głowę, naraża twarz na zmoczenie mżawką.
- Zwariowałaś?! Odsuń się! - wrzeszczy.
Kobieta nie patrzy na niego, czeka aż bagażówka przejedzie, dopiero wtedy spogląda na mężczyznę schowanego w aucie. Ten zamyka szybę, odcięty od deszczu i przemokniętej kobiety; ona rzuca wiązankę przekleństw i wsłuchuje się w bluzgi uwięzione w samochodzie. Kobieta schodzi z ulicy, mężczyzna odpala silnik i wyjeżdża. Kolejka aut się przesuwa.
Bagażówka zatrzymuje się tuż za ostatnim pojazdem; kobieta podchodzi do bloku, wskazuje kierowcy drogę, gestem naprowadza na wolne miejsce. Tragarze parkują tuż przy wyjeździe z garażu - meble i rzeczy wypakowywane z auta będzie można schować przed deszczem pod daszkiem, ale do wejścia jest stąd spory kawałek; brama garażowa jest za niska dla ciężarówki, bagaż trzeba będzie przenieść po schodach na pierwszą kondygnację i dopiero do wejścia na klatkę. Na szczęście mieszkanie jest tuż za drzwiami, odpada więc targanie mebli na wyższe piętra.
Kobieta kreśli zabłoconymi butami pętle na chodniku i obserwuje dwóch mężczyzn, którzy wypakowują jej dobytek. Nogi uspokajają się dopiero, gdy zapala kolejnego papierosa. Tragarze próbują wyciągnąć z paki pralkę; stękają, kurwią, w końcu maszyna, wilgotna od mżawki, wyślizguje się z uchwytu jednego z mężczyzn i przygniata tego na dole. Kobieta rzuca wypalonego do połowy papierosa i podpiera pralkę, ułatwiając postawienie jej na chodniku. Od tej pory asystuje przy wyładowywaniu pozostałych rzeczy. Przed kolejną partią bagażu tragarze postanawiają odpocząć; zapalają papierosy i opierają się o ścianę, schowani przed deszczem. Ona wchodzi po schodach, uważając, by nie poślizgnąć się na mokrych płytkach; blokuje drzwi na klatkę i otwiera te do mieszkania. Wdycha zaduch, wita znajomy zapach niewietrzonych dwóch pokoi z aneksem kuchennym i łazienką. Obchodzi cały dom, zaburza mozaikę kurzu na podłodze, wraca na klatkę i czeka na tragarzy.
w serii kwadrat ukazały się:
"2008", "2011", "2014" - antologie współczesnych polskich opowiadań
Marcin Bałczewski "Eva Morales de Nacho Lima", "Malone"
Waldemar Bawołek "To co obok"
Kostia Berezin (Paweł Laufer) "Buty Mesjasza"
Dariusz Bitner "Książka"
Roman Ciepliński "Diabelski młyn"
Tomasz Dalasiński "Nieopowidania"
Krzysztof Gedroyć "Przygody K"
Andrzej Grodecki "Iluzje"
Brygida Helbig "Anioły i świnie. W Berlinie!!", "Enerdowce i inne ludzie"
Lech M. Jakób "Ciemna materia"
Bogusław Kierc "Bazgroły dla składacza modeli latających"
Wojciech Klęczar "Wielopole"
Bogusława Latawiec "Ciemnia"
Ryszard Lenc "Chimera"
Artur Daniel Liskowacki "Capcarap", "Eine kleine", "Mariasz", "Skerco"
Miłka O. Malzahn "Fronasz", "Kosmos w Ritzu"
Agnieszka Masłowiecka "Pyszne ciało", "Splątanie"
Jarosław Maślanek "Ferma ciał"
Dariusz Muszer "Homepage Boga", "Niebieski", "Wolność pachnie wanilią"
Krzysztof Niewrzęda "Czas przeprowadzki", "Poszukiwanie całości", "Second life", "Wariant do sprawdzenia", "Zamęt"
Ewa Elżbieta Nowakowska "Apero na moście"
Paweł Orzeł "Arkusz [^pi^gmalion]", "Nic a nic", "Ostatnie myśli (sen nie przyjdzie)"
Paweł Przywara "Zgrzewka Pandory"
Krystyna Sakowicz "Księga ocalonych snów", "Praobrazy"
Alan Sasinowski "Pełna kontrola", "Rupieć", "Szczery facet"
Grzegorz Strumyk "Nierozpoznani"
Łukasz Suskiewicz "Egri bikaver", "Mikroelementy", "Zależności"
Leszek Szaruga "Dane elementarne", "Podróż mego życia", "Zdjęcie"
Izabela Szolc "Śmierć w hotelu Haffner"
Łukasz Szopa "Kawa w samo południe"
Andrzej Turczyński "Bruliony Starej Ziemi", "Brzemię", "Koncert muzyki dawnej", "Zgorszenie", "Żywioły"
Anatol Ulman "Cigi de Montbazon i Robalium Platona"
Emilia Walczak "Hey, Jude!"
Miłosz Waligórski "Kto to widział"
Maciej Wasilewski "Jednodniowy spacer po dwudziestu kilku głowach", "Rozmowy młodej Polski w latach dwa tysiące coś tam dwa tysiące coś"
Bartosz Wójcik "Christiania. Historie z tamtej strony dobra"
Grzegorz Wróblewski "Nowa Kolonia"
Maciej Wróblewski "Historie Jakuba Blottona z widokiem na Toruń"
Tadeusz Zubiński "Rzymska wojna"