Ferajna ze szkolnej ławki. Przygody psa Gryzaka - Joanna Jax

Kup ebooka

42.90 zł
34.32 zł (17,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Piękne wspo­mnie­nia

Tego dnia na lek­cji in­for­ma­tyki wszy­scy mó­wili tylko o jed­nym. O wy­gra­nej w kon­kur­sie i wy­cieczce do Pa­ryża. Za­jęli pierw­sze miej­sce i cała klasa na po­czątku roku szkol­nego po­le­ciała do Fran­cji.

Trzeba przy­znać, że po­dróż była bar­dzo udana, cho­ciaż dla pana Darka za­koń­czyła się nie­zbyt przy­jem­nie, po­nie­waż na lot­ni­sku po­tknął się, prze­wró­cił i zła­mał nogę. Na szczę­ście miało to miej­sce w dro­dze po­wrot­nej, na­uczy­ciel nie mu­siał więc re­zy­gno­wać z atrak­cji przy­go­to­wa­nych przez or­ga­ni­za­tora i mimo wy­padku także był za­chwy­cony wi­zytą w Pa­ryżu. Rad­kowi naj­bar­dziej po­do­bał się wi­dok sto­licy Fran­cji z wieży Eif­fla, Ka­sia za­chwa­lała Luwr, a Ka­ro­lek i Bo­żenka prze­ży­wali wi­zytę w Di­sney­lan­dzie.

Pan Da­rek, z nogą w gip­sie, usi­ło­wał za­pa­no­wać nad grupą, by ucznio­wie za­jęli się za­da­niami, ale w pew­nym mo­men­cie uznał, że tego dnia mu się to nie uda. Ostrzegł je­dy­nie, że tę lek­cję będą mu­sieli nad­ro­bić. Ad­rian prze­wró­cił oczami, po­nie­waż bar­dzo nie lu­bił tego słowa. Ozna­czało to wię­cej pracy w domu, a ten czas za­pewne wo­lał po­świę­cić na gry kom­pu­te­rowe.

Je­dyną osobą, która nie włą­czała się do dys­ku­sji i co chwilę zer­kała na ze­ga­rek, był Woj­tek. Po­pra­wiał ner­wowo oku­lary i pa­trzył na drzwi, jakby tylko cze­kał na za­koń­cze­nie za­jęć. In­for­ma­tyka była ostat­nią lek­cją tego dnia i ucznio­wie pla­no­wali, że roz­mowa na­dal bę­dzie trwała, a oni prze­niosą się ze szkoły do domu któ­re­goś z ko­le­gów.

Pan Da­rek był za­do­wo­lony nie tylko z wy­cieczki, cie­szył się także, że osoby, które wcze­śniej nie­zbyt się lu­biły, te­raz two­rzyły cał­kiem zgraną paczkę.

- Do kogo idziemy po szkole? - za­py­tała Bo­żenka.

- Mo­żemy do mnie - za­pro­po­no­wał Ra­dek.

- Chciał­bym naj­pierw zjeść obiad - od­parł z wes­tchnie­niem Ka­ro­lek. Po chwili jed­nak spoj­rzał na ko­le­gów i do­dał: - Albo zjem póź­niej.

- Mu­szę wra­cać do domu - ze smut­kiem oznaj­mił Woj­tek.

- Ale jak to? - zdzi­wiła się Ka­sia. - Prze­cież to tylko dzięki to­bie wy­gra­li­śmy kon­kurs i po­le­cie­li­śmy do Pa­ryża.

- Nie mogę. - Chło­pak był wy­raź­nie przy­gnę­biony.

- Coś się stało? - za­py­tał Ra­dek. Za­nie­po­ko­iło go, że jego ko­lega jest czymś zmar­twiony.

- Moi ro­dzice i sio­stra po­je­chali na wa­ka­cje i zo­sta­łem sam w domu - od­parł.

- Masz wolną chatę. To prze­cież mo­żemy iść do cie­bie - za­pro­po­no­wał Ad­rian.

- Nie mogę was za­pro­sić... - po­wie­dział ci­cho Woj­tek.

- Skoro ro­dzice wy­je­chali, to pew­nie masz ba­ła­gan. - Ka­sia się za­śmiała. - Nie przej­muj się, nie bę­dziemy zwra­cali uwagi.

- Nie cho­dzi o to. Gry­zak za­czął strasz­nie do­ka­zy­wać. Chyba tę­skni za ro­dzi­cami i moją sio­strą. Mu­szę jak naj­szyb­ciej wró­cić do domu, bo nie wiem, co znowu na­roz­ra­biał, gdy by­łem w szkole.

- Mój pies, jak był mały, to ob­gryzł nogi w ta­bo­re­cie, wy­szar­pał dziurę w ka­na­pie i po­rwał fi­rankę - po­wie­działa Bo­żenka.

- Ale Gry­zak nie jest już szcze­nia­kiem - burk­nął Woj­tek.

- Po­słu­chaj, może na­prawdę jest mu smutno. My­ślę jed­nak, że gdy przyj­dziemy do cie­bie, od razu się roz­we­seli. On pew­nie wcale nie tę­skni za two­imi ro­dzi­cami i sio­strą, tylko za nami. - Ra­dek się ro­ze­śmiał.

- I pew­nie za Ma­ry­sią i Stef­kiem - do­dała Ka­sia.

Ra­dek od razu po­smut­niał, po­nie­waż jemu także bra­ko­wało no­wych zna­jo­mych z prze­szło­ści, zwłasz­cza Ma­rysi, która bar­dzo ład­nie się uśmie­chała i była mą­drą dziew­czynką.

- Nie wiem. - Woj­tek wzru­szył ra­mio­nami. - To moż­liwe.

- Nie ma więc o czym mó­wić. Pój­dziemy do cie­bie - za­rzą­dził Ad­rian.

Woj­tek w końcu uległ i chyba się ucie­szył, że przy­ja­ciele go od­wie­dzą.

Po dzwonku po­że­gnali się z pa­nem Dar­kiem, który mimo unie­ru­cho­mio­nej nogi nie chciał, by ucznio­wie po­ma­gali mu się po­ru­szać po te­re­nie szkoły, wpa­dli do szatni po kurtki i wy­bie­gli z bu­dynku.

Tego dnia po­goda była wy­jąt­kowo brzydka. Pa­dał deszcz, wiał nie­przy­jemny wiatr, a tem­pe­ra­tura po raz pierw­szy w tym mie­siącu spa­dła po­ni­żej ośmiu stopni.

- Pew­nie za­raz za­cznie się praw­dziwa je­sień - po­wie­działa z ża­lem Bo­żenka.

- Mam po­mysł. Gdy zrobi się cał­kiem zimno, Woj­tek prze­nie­sie nas do ja­kie­goś cie­płego za­kątka. Może do Afryki albo Ame­ryki Po­łu­dnio­wej... - roz­ma­rzył się Ad­rian.

- W tym roku są eg­za­miny, bę­dziemy mu­sieli się wię­cej uczyć. Może le­piej, żeby pa­dało i było brzydko. Jak świeci słońce, to mam więk­szą ochotę, żeby po­grać z chło­pa­kami w piłkę - po­wie­dział zgod­nie z prawdą Woj­tek.

- Ja tam wolę sie­dzieć w cha­cie i grać na di­scor­dzie... Czy pada, czy świeci słońce - wes­tchnął Ad­rian. - Do ksią­żek ja­koś mnie nie cią­gnie.

- Ni­gdy cię nie cią­gnęło - wy­tknęła mu Ka­sia.

- Naj­go­rzej z ma­te­ma­tyką. Nic z niej nie ogar­niam - do­dał chło­pak.

- Ja ci nie po­mogę, bo mnie też nie idzie naj­le­piej - do­dał ze smut­kiem Ka­ro­lek.

Ra­dek był do­bry z ma­te­ma­tyki, ale za­nim od­byli wspólną po­dróż w prze­szłość, nie miał ochoty po­ma­gać Ad­ria­nowi czy Ka­rol­kowi. Te­raz jed­nak uznał, że po­wi­nien za­cho­wać się jak do­bry ko­lega. Prze­żyli ra­zem wiele dra­ma­tycz­nych chwil i mo­gli na sie­bie li­czyć. Po­sta­no­wił, że za­pro­po­nuje Ka­ro­lowi i Ad­ria­nowi do­kształ­ca­nie, ale nie tego dnia, gdy wszy­scy wciąż żyli wspo­mnie­niami z wy­cieczki i nie mieli ochoty roz­ma­wiać zbyt długo o na­uce.

We­szli do miesz­ka­nia Wojtka i Ra­dek stwier­dził, że jego zio­mek nie ściem­niał i Gry­zak na­prawdę zro­bił się nie­zno­śny. Już w przed­po­koju za­uwa­żyli po­gry­zione buty, prze­wró­cony wie­szak na ubra­nia i śmieci wy­wle­czone naj­praw­do­po­dob­niej z ku­bła sto­ją­cego w kuchni.

- Sami wi­dzi­cie - po­wie­dział z wes­tchnie­niem Woj­tek i krzyk­nął: - Gry­zak! Gry­zak!

Mimo na­wo­ły­wań pies nie po­ja­wił się w ko­ry­ta­rzu.

- Pew­nie wie, że na­broił, i nie chce się po­ka­zać. - Ra­dek lek­ce­wa­żąco mach­nął ręką.

- Woj­tek, ty się le­piej przy­znaj, że sam zro­bi­łeś ten ba­ła­gan, a zrzu­casz winę na pie­ska - za­kpił Ad­rian.

- Prze­stań­cie, mu­szę od­na­leźć Gry­zaka - za­nie­po­koił się Woj­tek i za­czął ner­wowo bie­gać po miesz­ka­niu. Za­glą­dał do każ­dego po­miesz­cze­nia, na­wet do ła­zienki. Psa jed­nak ni­g­dzie nie było.

- Uciekł - pi­snęła Bo­żenka i za­kryła dło­nią usta.

- Jak niby uciekł? - zde­ner­wo­wał się Woj­tek. - Prze­nik­nął przez drzwi?

- Może wy­sko­czył oknem... - wy­su­nął po­mysł Ra­dek.

- Prze­cież za­mkną­łem wszyst­kie, bo za­no­siło się na deszcz. - Woj­tek był co­raz bar­dziej nie­spo­kojny.

- Le­piej sprawdź. - Ad­rian po­kle­pał ko­legę po ra­mie­niu.

- Idź­cie do mo­jego po­koju, spraw­dzę, czy wszyst­kie po­za­my­ka­łem - wes­tchnął Woj­tek i po­now­nie za­czął ner­wowo po­ru­szać się po miesz­ka­niu i za­glą­dać w każdy kąt. Spraw­dzał na­wet ta­kie miej­sca, w któ­rych jego oka­zały pies na pewno by się nie zmie­ścił.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki