Niespodziewany gość
Podobnie jak poprzednim razem, Radek ocknął się po podróży w czasie trochę oszołomiony. Kręciło mu się w głowie i przez chwilę nie wiedział, gdzie jest i czy powrót z przeszłości się udał. Jednak tym razem dostrzegł różnicę. Przy biurku Wojtka ujrzał Ottona - mnicha z malborskiego zamku. Koleżanki i koledzy Radka byli równie zdziwieni, ponieważ najpierw ze zdumieniem przyglądali się mężczyźnie w habicie, a potem zerkali na siebie, jakby nie dowierzając temu, co widzą.
Ich znajomy z dawnych wieków podniósł głowę i spojrzał na monitor komputera, w którym jako tło Wojtek umieścił zdjęcie swojego psiego pupila, a potem przeniósł wzrok na prawdziwego Gryzaka, który stał przy biurku i merdał radośnie ogonem. Zapewne cieszył się, że już jest w domu i nic mu nie grozi.
- Macie dwa psy? - zapytał zdezorientowany Otton.
- Jednego - wydukał Wojtek, jeszcze nie do końca rozumiejąc, co się wydarzyło.
Zakonnik wyciągnął rękę w kierunku monitora, a kiedy zamiast zwierzaka dotknął szklanej tafli, przeraził się niemiłosiernie i wszedł pod biurko. Radek westchnął. Doskonale wiedział, że będą teraz mieli masę problemów, ponieważ ich znajomy dotychczas żył w czasach, w których nie istniało zbyt wiele wynalazków cywilizacyjnych.
- Co on tu robi? - zapytała cicho Bożenka, wpatrując się z przerażeniem w przybysza.
- Wszedł, a raczej wpadł razem z nami do studni i teraz mamy... gościa - wyjaśnił z westchnieniem Wojtek.
- Dasz radę przenieść go z powrotem do tysiąc czterysta dziesiątego roku? - zapytała Kasia, również nie odrywając oczu od skulonego pod biurkiem Ottona.
- Na pewno... Tylko muszę mieć trochę czasu, a za chwilę zaczynają się lekcje. Jeśli się na nich nie pojawimy, pan Darek od razu domyśli się dlaczego. Zabronił nam podróży w czasie, dopóki ma nogę w gipsie. Złamaliśmy zakaz z uwagi na Gryzaka, ale na pewno dostaniemy reprymendę.
- A co z nim zrobimy? Znaczy z Ottonem? - zapytał płaczliwie Karolek.
- Przecież go nie zjemy - prychnął Adrian. - Posiedzi u Wojtka, dopóki ten nie wróci ze szkoły, a potem nasz klasowy geniusz przeniesie go z powrotem do Malborka i do czasów, kiedy to nie musiał chować się pod stołem.
- Co ja powiem rodzicom? Wracają dziś z wakacji - jęknął Wojtek.
- Powiesz, że to nasz starszy kolega. Myślę, że Otton ma nie więcej niż dwadzieścia lat. - Adrianowi wszystko wydawało się proste.
- I chodzi w stroju zakonnika? Tata zadzwoni na policję, a mama zemdleje - mruknął Wojtek.
- Powiesz, że mu uciekł pociąg do Szczecina - zaproponowała Kasia.
- Dlaczego do Szczecina? - zdumiała się Bożenka.
- Bo dalej się nie da. - Kasia wzruszyła ramionami.
- Da się, nawet do Lizbony. Ja jednak proponuję jakieś miasto w Niemczech. Jeśli zacznie mówić po niemiecku i w dodatku językiem mało zrozumiałym dla współczesnych, będzie to bardziej wiarygodne - zasugerowała Bożenka.
- Twoi rodzice na pewno się zdziwią, że masz za kumpla niemieckiego zakonnika i w dodatku dużo starszego od nas. Może Adrian ma takich kolegów i na jego mamie i tacie starszy chłopak w pokoju ich syna nie zrobiłby wrażenia, ale ty jak dotychczas zachowywałeś się wzorowo - zakpił Radek, a po chwili wpadł na pomysł: - Ottona należy przebrać w jakieś normalne ubranie.
- W moje się nie zmieści, a rzeczy taty będą dla niego zbyt duże - westchnął Wojtek, a potem podniósł się z tapczanu, podszedł do biurka i przemówił po niemiecku do niespodziewanego gościa: - Ottonie, wyjdź, nic ci się nie stanie.
Zakonnik niepewnie wysunął się spod blatu i rozejrzał dookoła.
- Jaka mała komnata - powiedział, a po chwili zapytał: - Co się stało? Gdzie ja jestem?
- Witaj w dwudziestym pierwszym wieku - odparła radośnie Kasia.
- Od początku wiedziałem, że jesteście jacyś dziwni. Powiedzcie od razu, jesteście od króla Jagiełły i chcecie mnie uwięzić w lochu. I nie oszukujcie, że obudziłem się sześćset lat później - jęknął.
- Król Jagiełło nie żyje - dodała Kasia.
Otton się uśmiechnął.
- Zwyciężyliśmy! - niemal krzyknął.
- Wytłumacz mu to jakoś. Ja jestem kiepski z niemieckiego - zwrócił się Adrian do Kasi.
- Ciekawe jak - burknęła Kasia. Przygryzła usta, co oznaczało, że bardzo intensywnie się nad czymś zastanawia, i w końcu się odezwała: - Ottonie, jesteś w przyszłości. Nie martw się jednak, niedługo znajdziesz się z powrotem na malborskim zamku i w czasach, w których dotychczas żyłeś. Nikt nie zamierza cię oszukiwać ani więzić w lochu. Trafiłeś tutaj zupełnie przypadkowo.
- Jesteś wiedźmą. - Krzyżak wskazał na nią palcem.
Pozostali z ferajny się roześmiali, ale Kasi wcale nie było wesoło.
- Dlaczego tak mówisz? - zapytała z pretensją w głosie.
- Niektóre czarownice potrafiły przenosić w czasie. Na szczęście spłonęły na stosie.
- No wiesz, to już jest hejt - obruszyła się dziewczynka.
- Że co? - Otton nie zrozumiał.
- Mylisz się, nie jestem żadną wiedźmą, a w czasie przeniósł cię nasz genialny kolega - burknęła Kasia, wskazując dłonią na Wojtka.
- Mam być wiedźmem? Wiedźminem? Właściwie mogę być. - Wojtek wzruszył ramionami.
- Masz ochotę spłonąć na stosie albo skończyć w lochu? - zdumiał się Karolek i dodał: - Trzeba dać mu jeść. Na pewno jest głodny po tak długiej podróży. Prawdę mówiąc, mnie też burczy w brzuchu.
- Zamówmy pizzę - zaproponował Adrian.
- Jeśli Otton wybierze hawajską, to z nim nie gadam - prychnęła Bożenka.
- Raczej my mu wybierzemy. I niekoniecznie z ananasem, bo on chyba nigdy nie widział na oczy takiego owocu - zauważył rzeczowo Karolek, który jak nikt znał się na jedzeniu.
- Jesteś głodny? - zapytała Kasia Ottona, wciąż jeszcze naburmuszona, że zakonnik nazwał ją wiedźmą.
- Och, zjadłbym taki tłusty udziec barani. - Mnich się oblizał.
- Skąd my mu weźmiemy udziec barani? Z Zakopanego? - zafrasowała się Kasia, spoglądając na kolegów.
- Powiedz mu, że nie będzie udźca baraniego, ale pizza - rzucił Adrian.
- Dobrze - westchnęła.
Nietrudno się domyślić, że ich znajomy z przeszłości nie miał pojęcia, co to pizza, ale zgodził się bez wahania zamienić mięsiwo na placek z kurczakiem.
Gdy czekali na przyjazd zamówionego jedzenia, Wojtek udał się do sypialni swoich rodziców i przyniósł stamtąd naręcze ubrań należących go jego taty.
Otton, bardzo niechętnie, zgodził się przebrać, chociaż narzekał, że nie może pozostać w stroju zakonnika. Marudził coś o ślubach zakonnych i karze boskiej, ale ferajna pozostała niewzruszona. W końcu nie mogli go zostawić w ubraniu z piętnastego wieku.
Tak jak przewidział Wojtek, zarówno koszula, jak i spodnie były zbyt obszerne na dość niskiego, ale za to dość korpulentnego zakonnika. Bożenka podwinęła mu nogawki w spodniach i koszuli.
- Teraz wyglądasz jak student z politechniki - pochwaliła go, a potem zapytała: - Kasiu, czy oni już wiedzieli, co to lustro?
- Na pewno, jeszcze przed naszą erą wiedziano, czym jest odbicie w lustrze.
Bożenka wyszła z Ottonem do przedpokoju i wskazała na wiszące na ścianie duże lustro. Mężczyzna przyglądał się z zainteresowaniem, podnosił dłonie, wyginał się, a potem dotykał palcami materiału.
- Dziwne te szaty, ale są miękkie i ładnie pachną - pochwalił Otton.
- Na pewno ładniej niż twój habit i nasze ciuchy - bąknęła.
- Tak, ale komnaty to macie mniejsze niż nasze cele w lochu. - Zakonnik wciąż nie mógł się odnaleźć w nowym miejscu.
- Może chcesz skorzystać z toalety? Znaczy z łazienki... - zapytała Bożenka.
- A gdzie ona jest?
- Tutaj. - Bożenka wskazała dłonią drzwi.
- Tak blisko? - zdumiał się Otton.
- Widzisz, jak w naszych czasach jest fajnie. - Dziewczynka się uśmiechnęła.
- Nic nie czuję. - Zakonnik pociągnął nosem.
Bożenka westchnęła zrezygnowana i krzyknęła do Kasi:
- Jak mu wytłumaczyć, co to jest kanalizacja?
- A skąd ja mogę wiedzieć? - Kasia wzruszyła ramionami i dodała: - Niech któryś z chłopaków mu to po prostu pokaże.
Adrian zgłosił się na ochotnika i zaprosił Ottona do łazienki. Ich nowy znajomy oczywiście od razu skrytykował wielkość pomieszczenia, po czym zauważył:
- O, ile mis do jadła. To komnata na naczynia?
Z uwagi na to, że Adrian niezbyt dobrze władał niemieckim, po prostu pokazał, do czego służą owe tajemnicze misy. Gdy jednak chłopak odkręcił kran i trysnęła woda, Otton kolejny raz się wystraszył. Wrócił do pokoju, ale tym razem usiłował schować się w szafie.
- Przyzwyczai się. - Adrian machnął ręką i uznał, że to świetna zabawa tłumaczyć komuś do czego służy toaleta, telefon albo na przykład suszarka do włosów.
- Mam nadzieję, że szybko uda się go wysłać z powrotem do zakonu. Jeśli nie, to dopiero będziemy mieli problem - westchnął Wojtek.
- Dlaczego psujesz zabawę? - Adrian był wyraźnie podekscytowany. - Pójdziemy z nim do kina i zawieziemy do jakiegoś parku rozrywki.
- Wystraszymy go - pisnęła Bożenka.
- Nie żałuj mu dobrej zabawy - ciągnął swoje Adrian.
- To chyba będzie dobra zabawa dla ciebie - zauważył Radek i dodał: - Kasiu, powiedz mu, proszę, że gdy tylko się najemy, on zostanie na kilka godzin sam w tej małej komnacie, bo my musimy iść do szkoły. Dobrze, że mamy dzisiaj na jedenastą.
- Słuchajcie, tylko panu Darkowi ani słowa - przestrzegł Wojtek. - Po południu odeślę Ottona z powrotem do Malborka sprzed wieków i mam nadzieję, że nie zniknę razem z nim.
- Weźmiesz Gryzaka i od razu ci będzie weselej. - Adrian był w bardzo dobrym humorze, a gdy usłyszeli dzwonek do drzwi i po chwili otrzymali pudełka z pizzą, jeszcze bardziej poweselał.
Ich ferajna jednak, zamiast pałaszować pizzę, ukradkiem zerkała na Ottona. Przyjaciele się zastanawiali, czy zakonnikowi zasmakuje ich ulubione danie.
Mężczyzna pałaszował pizzę, aż trzęsły mu się uszy.
- Już wiem, dlaczego ma taki okazały brzuch - powiedziała Kasia. - Ja kończę pierwszy kawałek, a on zjadł już całą pizzę.
- Dobre to jadło - pochwalił Otton, po czym otarł usta rękawem koszuli i oblizał wargi.
- O, koleżko, jeszcze nie jadłeś hot dogów z Żabki i burgerów z McDonalda. I lodów, i chipsów - rozmarzył się Karolek.
Mnich nie znał podobnych potraw, ale Karolek miał taką minę, że Otton bez przerwy się oblizywał na sam dźwięk słów chłopca.
Niestety, nie mogli już dłużej pozostać w domu, jeśli nie chcieli spóźnić się na zajęcia. Nakazali więc swojemu nowemu znajomemu, by siedział w komnacie Wojtka, niczego nie ruszał i poczekał kilka godzin na ich powrót. A ściślej: powrót Wojtka, ponieważ pozostali musieli wrócić do swoich domów. Spędzili sporo czasu w bardzo odległej przeszłości, a ponieważ nie były to zbyt dogodne warunki, teraz ich ubrania cuchnęły jak habit Ottona, no i byli niewyspani, a zapewne w szkole nauczyciele nie potraktują ich ulgowo.
Zakonnik obiecał, że nigdzie się nie ruszy, tylko pośpi chwilę na łożu. Gdy usiadł na tapczanie Wojtka, stwierdził, że posłanie jest miękkie i wygodne. Odetchnęli z ulgą i udali się do szkoły z nadzieją, że nikt nie zwróci uwagi na dziwny zapach, który wydzielali, a Otton, pozostawiony w domu jedynie z Gryzakiem, zbytnio nie nabroi.
Na lekcji informatyki pan Darek zerkał na nich podejrzliwie, ponieważ ani słowem nie wspomnieli o poszukiwaniach Gryzaka. W końcu zapytał:
- Czy Gryzak się odnalazł?
- Tak. - Wojtek skinął głową.
- To dobrze. - Nauczyciel uśmiechnął się i dodał: - A jednak nie przeniósł się w czasie, tylko błąkał po mieście. Jak widzisz, Wojtku, niekiedy sytuacja jest mniej skomplikowana i kłopotliwa, niż się wydaje.
Wojtek nie odpowiedział, a pan Darek uznał, że należy się cieszyć z odnalezienia psa i nie wymyślać niestworzonych historii o zwierzaku.