Ferajna ze szkolnej ławki. Nieproszony gość - Joanna Jax

Kup ebooka

49.90 zł
39.92 zł (37,42 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Niespodziewany gość

Podobnie jak poprzednim razem, Radek ocknął się po podróży w czasie trochę oszołomiony. Kręciło mu się w głowie i przez chwilę nie wiedział, gdzie jest i czy powrót z przeszłości się udał. Jednak tym razem dostrzegł różnicę. Przy biurku Wojtka ujrzał Ottona - mnicha z malborskiego zamku. Koleżanki i koledzy Radka byli równie zdziwieni, ponieważ najpierw ze zdumieniem przyglądali się mężczyźnie w habicie, a potem zerkali na siebie, jakby nie dowierzając temu, co widzą.

Ich znajomy z dawnych wieków podniósł głowę i spojrzał na monitor komputera, w którym jako tło Wojtek umieścił zdjęcie swojego psiego pupila, a potem przeniósł wzrok na prawdziwego Gryzaka, który stał przy biurku i merdał radośnie ogonem. Zapewne cieszył się, że już jest w domu i nic mu nie grozi.

- Macie dwa psy? - zapytał zdezorientowany Otton.

- Jednego - wydukał Wojtek, jeszcze nie do końca rozumiejąc, co się wydarzyło.

Zakonnik wyciągnął rękę w kierunku monitora, a kiedy zamiast zwierzaka dotknął szklanej tafli, przeraził się niemiłosiernie i wszedł pod biurko. Radek westchnął. Doskonale wiedział, że będą teraz mieli masę problemów, ponieważ ich znajomy dotychczas żył w czasach, w których nie istniało zbyt wiele wynalazków cywilizacyjnych.

- Co on tu robi? - zapytała cicho Bożenka, wpatrując się z przerażeniem w przybysza.

- Wszedł, a raczej wpadł razem z nami do studni i teraz mamy... gościa - wyjaśnił z westchnieniem Wojtek.

- Dasz radę przenieść go z powrotem do tysiąc czterysta dziesiątego roku? - zapytała Kasia, również nie odrywając oczu od skulonego pod biurkiem Ottona.

- Na pewno... Tylko muszę mieć trochę czasu, a za chwilę zaczynają się lekcje. Jeśli się na nich nie pojawimy, pan Darek od razu domyśli się dlaczego. Zabronił nam podróży w czasie, dopóki ma nogę w gipsie. Złamaliśmy zakaz z uwagi na Gryzaka, ale na pewno dostaniemy reprymendę.

- A co z nim zrobimy? Znaczy z Ottonem? - zapytał płaczliwie Karolek.

- Przecież go nie zjemy - prychnął Adrian. - Posiedzi u Wojtka, dopóki ten nie wróci ze szkoły, a potem nasz klasowy geniusz przeniesie go z powrotem do Malborka i do czasów, kiedy to nie musiał chować się pod stołem.

- Co ja powiem rodzicom? Wracają dziś z wakacji - jęknął Wojtek.

- Powiesz, że to nasz starszy kolega. Myślę, że Otton ma nie więcej niż dwadzieścia lat. - Adrianowi wszystko wydawało się proste.

- I chodzi w stroju zakonnika? Tata zadzwoni na policję, a mama zemdleje - mruknął Wojtek.

- Powiesz, że mu uciekł pociąg do Szczecina - zaproponowała Kasia.

- Dlaczego do Szczecina? - zdumiała się Bożenka.

- Bo dalej się nie da. - Kasia wzruszyła ramionami.

- Da się, nawet do Lizbony. Ja jednak proponuję jakieś miasto w Niemczech. Jeśli zacznie mówić po niemiecku i w dodatku językiem mało zrozumiałym dla współczesnych, będzie to bardziej wiarygodne - zasugerowała Bożenka.

- Twoi rodzice na pewno się zdziwią, że masz za kumpla niemieckiego zakonnika i w dodatku dużo starszego od nas. Może Adrian ma takich kolegów i na jego mamie i tacie starszy chłopak w pokoju ich syna nie zrobiłby wrażenia, ale ty jak dotychczas zachowywałeś się wzorowo - zakpił Radek, a po chwili wpadł na pomysł: - Ottona należy przebrać w jakieś normalne ubranie.

- W moje się nie zmieści, a rzeczy taty będą dla niego zbyt duże - westchnął Wojtek, a potem podniósł się z tapczanu, podszedł do biurka i przemówił po niemiecku do niespodziewanego gościa: - Ottonie, wyjdź, nic ci się nie stanie.

Zakonnik niepewnie wysunął się spod blatu i rozejrzał dookoła.

- Jaka mała komnata - powiedział, a po chwili zapytał: - Co się stało? Gdzie ja jestem?

- Witaj w dwudziestym pierwszym wieku - odparła radośnie Kasia.

- Od początku wiedziałem, że jesteście jacyś dziwni. Powiedzcie od razu, jesteście od króla Jagiełły i chcecie mnie uwięzić w lochu. I nie oszukujcie, że obudziłem się sześćset lat później - jęknął.

- Król Jagiełło nie żyje - dodała Kasia.

Otton się uśmiechnął.

- Zwyciężyliśmy! - niemal krzyknął.

- Wytłumacz mu to jakoś. Ja jestem kiepski z niemieckiego - zwrócił się Adrian do Kasi.

- Ciekawe jak - burknęła Kasia. Przygryzła usta, co oznaczało, że bardzo intensywnie się nad czymś zastanawia, i w końcu się odezwała: - Ottonie, jesteś w przyszłości. Nie martw się jednak, niedługo znajdziesz się z powrotem na malborskim zamku i w czasach, w których dotychczas żyłeś. Nikt nie zamierza cię oszukiwać ani więzić w lochu. Trafiłeś tutaj zupełnie przypadkowo.

- Jesteś wiedźmą. - Krzyżak wskazał na nią palcem.

Pozostali z ferajny się roześmiali, ale Kasi wcale nie było wesoło.

- Dlaczego tak mówisz? - zapytała z pretensją w głosie.

- Niektóre czarownice potrafiły przenosić w czasie. Na szczęście spłonęły na stosie.

- No wiesz, to już jest hejt - obruszyła się dziewczynka.

- Że co? - Otton nie zrozumiał.

- Mylisz się, nie jestem żadną wiedźmą, a w czasie przeniósł cię nasz genialny kolega - burknęła Kasia, wskazując dłonią na Wojtka.

- Mam być wiedźmem? Wiedźminem? Właściwie mogę być. - Wojtek wzruszył ramionami.

- Masz ochotę spłonąć na stosie albo skończyć w lochu? - zdumiał się Karolek i dodał: - Trzeba dać mu jeść. Na pewno jest głodny po tak długiej podróży. Prawdę mówiąc, mnie też burczy w brzuchu.

- Zamówmy pizzę - zaproponował Adrian.

- Jeśli Otton wybierze hawajską, to z nim nie gadam - prychnęła Bożenka.

- Raczej my mu wybierzemy. I niekoniecznie z ananasem, bo on chyba nigdy nie widział na oczy takiego owocu - zauważył rzeczowo Karolek, który jak nikt znał się na jedzeniu.

- Jesteś głodny? - zapytała Kasia Ottona, wciąż jeszcze naburmuszona, że zakonnik nazwał ją wiedźmą.

- Och, zjadłbym taki tłusty udziec barani. - Mnich się oblizał.

- Skąd my mu weźmiemy udziec barani? Z Zakopanego? - zafrasowała się Kasia, spoglądając na kolegów.

- Powiedz mu, że nie będzie udźca baraniego, ale pizza - rzucił Adrian.

- Dobrze - westchnęła.

Nietrudno się domyślić, że ich znajomy z przeszłości nie miał pojęcia, co to pizza, ale zgodził się bez wahania zamienić mięsiwo na placek z kurczakiem.

Gdy czekali na przyjazd zamówionego jedzenia, Wojtek udał się do sypialni swoich rodziców i przyniósł stamtąd naręcze ubrań należących go jego taty.

Otton, bardzo niechętnie, zgodził się przebrać, chociaż narzekał, że nie może pozostać w stroju zakonnika. Marudził coś o ślubach zakonnych i karze boskiej, ale ferajna pozostała niewzruszona. W końcu nie mogli go zostawić w ubraniu z piętnastego wieku.

Tak jak przewidział Wojtek, zarówno koszula, jak i spodnie były zbyt obszerne na dość niskiego, ale za to dość korpulentnego zakonnika. Bożenka podwinęła mu nogawki w spodniach i koszuli.

- Teraz wyglądasz jak student z politechniki - pochwaliła go, a potem zapytała: - Kasiu, czy oni już wiedzieli, co to lustro?

- Na pewno, jeszcze przed naszą erą wiedziano, czym jest odbicie w lustrze.

Bożenka wyszła z Ottonem do przedpokoju i wskazała na wiszące na ścianie duże lustro. Mężczyzna przyglądał się z zainteresowaniem, podnosił dłonie, wyginał się, a potem dotykał palcami materiału.

- Dziwne te szaty, ale są miękkie i ładnie pachną - pochwalił Otton.

- Na pewno ładniej niż twój habit i nasze ciuchy - bąknęła.

- Tak, ale komnaty to macie mniejsze niż nasze cele w lochu. - Zakonnik wciąż nie mógł się odnaleźć w nowym miejscu.

- Może chcesz skorzystać z toalety? Znaczy z łazienki... - zapytała Bożenka.

- A gdzie ona jest?

- Tutaj. - Bożenka wskazała dłonią drzwi.

- Tak blisko? - zdumiał się Otton.

- Widzisz, jak w naszych czasach jest fajnie. - Dziewczynka się uśmiechnęła.

- Nic nie czuję. - Zakonnik pociągnął nosem.

Bożenka westchnęła zrezygnowana i krzyknęła do Kasi:

- Jak mu wytłumaczyć, co to jest kanalizacja?

- A skąd ja mogę wiedzieć? - Kasia wzruszyła ramionami i dodała: - Niech któryś z chłopaków mu to po prostu pokaże.

Adrian zgłosił się na ochotnika i zaprosił Ottona do łazienki. Ich nowy znajomy oczywiście od razu skrytykował wielkość pomieszczenia, po czym zauważył:

- O, ile mis do jadła. To komnata na naczynia?

Z uwagi na to, że Adrian niezbyt dobrze władał niemieckim, po prostu pokazał, do czego służą owe tajemnicze misy. Gdy jednak chłopak odkręcił kran i trysnęła woda, Otton kolejny raz się wystraszył. Wrócił do pokoju, ale tym razem usiłował schować się w szafie.

- Przyzwyczai się. - Adrian machnął ręką i uznał, że to świetna zabawa tłumaczyć komuś do czego służy toaleta, telefon albo na przykład suszarka do włosów.

- Mam nadzieję, że szybko uda się go wysłać z powrotem do zakonu. Jeśli nie, to dopiero będziemy mieli problem - westchnął Wojtek.

- Dlaczego psujesz zabawę? - Adrian był wyraźnie podekscytowany. - Pójdziemy z nim do kina i zawieziemy do jakiegoś parku rozrywki.

- Wystraszymy go - pisnęła Bożenka.

- Nie żałuj mu dobrej zabawy - ciągnął swoje Adrian.

- To chyba będzie dobra zabawa dla ciebie - zauważył Radek i dodał: - Kasiu, powiedz mu, proszę, że gdy tylko się najemy, on zostanie na kilka godzin sam w tej małej komnacie, bo my musimy iść do szkoły. Dobrze, że mamy dzisiaj na jedenastą.

- Słuchajcie, tylko panu Darkowi ani słowa - przestrzegł Wojtek. - Po południu odeślę Ottona z powrotem do Malborka sprzed wieków i mam nadzieję, że nie zniknę razem z nim.

- Weźmiesz Gryzaka i od razu ci będzie weselej. - Adrian był w bardzo dobrym humorze, a gdy usłyszeli dzwonek do drzwi i po chwili otrzymali pudełka z pizzą, jeszcze bardziej poweselał.

Ich ferajna jednak, zamiast pałaszować pizzę, ukradkiem zerkała na Ottona. Przyjaciele się zastanawiali, czy zakonnikowi zasmakuje ich ulubione danie.

Mężczyzna pałaszował pizzę, aż trzęsły mu się uszy.

- Już wiem, dlaczego ma taki okazały brzuch - powiedziała Kasia. - Ja kończę pierwszy kawałek, a on zjadł już całą pizzę.

- Dobre to jadło - pochwalił Otton, po czym otarł usta rękawem koszuli i oblizał wargi.

- O, koleżko, jeszcze nie jadłeś hot dogów z Żabki i burgerów z McDonalda. I lodów, i chipsów - rozmarzył się Karolek.

Mnich nie znał podobnych potraw, ale Karolek miał taką minę, że Otton bez przerwy się oblizywał na sam dźwięk słów chłopca.

Niestety, nie mogli już dłużej pozostać w domu, jeśli nie chcieli spóźnić się na zajęcia. Nakazali więc swojemu nowemu znajomemu, by siedział w komnacie Wojtka, niczego nie ruszał i poczekał kilka godzin na ich powrót. A ściślej: powrót Wojtka, ponieważ pozostali musieli wrócić do swoich domów. Spędzili sporo czasu w bardzo odległej przeszłości, a ponieważ nie były to zbyt dogodne warunki, teraz ich ubrania cuchnęły jak habit Ottona, no i byli niewyspani, a zapewne w szkole nauczyciele nie potraktują ich ulgowo.

Zakonnik obiecał, że nigdzie się nie ruszy, tylko pośpi chwilę na łożu. Gdy usiadł na tapczanie Wojtka, stwierdził, że posłanie jest miękkie i wygodne. Odetchnęli z ulgą i udali się do szkoły z nadzieją, że nikt nie zwróci uwagi na dziwny zapach, który wydzielali, a Otton, pozostawiony w domu jedynie z Gryzakiem, zbytnio nie nabroi.

Na lekcji informatyki pan Darek zerkał na nich podejrzliwie, ponieważ ani słowem nie wspomnieli o poszukiwaniach Gryzaka. W końcu zapytał:

- Czy Gryzak się odnalazł?

- Tak. - Wojtek skinął głową.

- To dobrze. - Nauczyciel uśmiechnął się i dodał: - A jednak nie przeniósł się w czasie, tylko błąkał po mieście. Jak widzisz, Wojtku, niekiedy sytuacja jest mniej skomplikowana i kłopotliwa, niż się wydaje.

Wojtek nie odpowiedział, a pan Darek uznał, że należy się cieszyć z odnalezienia psa i nie wymyślać niestworzonych historii o zwierzaku.