Ferajna ze szkolnej ławki. Mazurska zagadka - Joanna Jax

-
Proszę czekać

Wakacje

Ferajna dowiedziała się o letnim wyjeździe na kilka tygodni przed zakończeniem roku szkolnego na kółku informatycznym. Domyślali się, że pan Darek będzie miał dla nich jakąś niespodziankę, ale nawet nie przyszło im do głowy, iż chodzi o obóz na Mazurach.

- Pan również pojedzie z nami? - zapytał niepewnie Adrian. Zapewne miał nadzieję na spędzenie wakacji bez dorosłych.

- Tak, ale to będzie duży obóz. Pojawią się wszyscy, którzy znaleźli się w finale konkursu informatycznego.

- Jak fajnie! - krzyknęła Bożenka, która zakolegowała się z kilkoma dziewczętami.

- Mam nadzieję, że dla was wszystkich jest to dobra informacja - dodał z uśmiechem nauczyciel.

- Ciekawe, ile to będzie kosztowało? - mruknął pod nosem Karolek.

- Niewiele - odparł pan Darek. - Wyżywienie i inne atrakcje sponsoruje ta sama firma, która ufundowała nagrodę za konkurs.

- Jakie atrakcje? - zapytała Kasia.

- Spływ Krutynią, łódki i rowery wodne, a także przygoda survivalowa. Bawiliście się kiedyś w podchody?

- E tam. - Adrian machnął ręką. - To zabawa dla dzieciaków.

- Myślę, że te będą nieco trudniejsze... Zwłaszcza że smartfony i tablety zostaną umieszczone w specjalnym sejfie. Będziecie mogli korzystać z nich tylko po to, aby zadzwonić do rodziców. Raz dziennie przez pół godziny - oznajmił pan Darek.

Wszyscy posmutnieli, ponieważ nie wyobrażali sobie życia bez telefonów.

- Dajcie spokój, zapewne wywiozą nas do jakiejś głuszy i dobrze będzie, jeśli w ogóle złapiemy zasięg - próbował pocieszyć przyjaciół Wojtek.

- Ja tam mogę wytrzymać bez skrolowania przez cały dzień - odparła dumnie Bożenka.

- Ja też... Wielkie mi co - dodał Radek.

Inni milczeli, jakby się zastanawiali, czy wyjazd może być udany, jeśli tak długo nie będą korzystać ze smartfonów. Co prawda, gdy cofali się w czasie, nie mieli takich możliwości, ale po powrocie do obecnego życia od razu rzucali się na swoje telefony, jakby chcieli sprawdzić, czy przypadkiem w tym czasie nie nastąpił koniec świata.

- Niewiele, to znaczy ile? - Karolek drążył temat pieniędzy. Ostatnio skarżył się, że w tym roku nie pojedzie na wakacje, ponieważ rodzice kupili nowy dom i wydali na ten cel niemal wszystkie pieniądze.

- To zależy, ile dostaniecie kieszonkowego. - Pan Darek uśmiechnął się i dodał: - Jednak uczestnicy muszą mieć ze sobą namiot i inne rzeczy potrzebne na obozie. Latarkę, śpiwór.... Pełną listę prześlę wam na grupę na Messengerze.

- Każdy ma mieć swój namiot? - zapytała Kasia.

- Przecież nie będziesz spała w jednym namiocie z chłopcami - zakpił Adrian i wszyscy zaczęli się śmiać.

Kasia zawstydziła się i zrobiła czerwona, ale odezwał się Karolek:

- Nie mam namiotu...

- Ja mam duży, wszyscy chłopcy się pomieszczą. Śpiworów oczywiście wszystkim nie zapewnię, ale jeden mogę pożyczyć od wujka - odparł Wojtek.

- To pożycz i daj Karolkowi - zaproponował pan Darek.

- Ja mam namiot. Mały, ale dla mnie i Kasi w zupełności wystarczy - odparła Bożenka.

- W takim razie wszystko ustalone. A teraz skupcie się na egzaminie ósmoklasisty, żebyście mieli wszyscy dobre humory na wyjeździe.

Po lekcjach Wojtek zwrócił się do swoich przyjaciół:

- Ciekawe, czy będzie ten wredny Benek...

- Nie mów tak o Beniaminie - żachnęła się Bożenka. - Nie pamiętasz, jak się złościł, gdy tak go nazywaliśmy.

- I niech się złości - prychnął Adrian. - Najwyżej zrobimy mu kocówę i przestanie.

- A co to jest kocówa? - zainteresowała się Kasia.

- Adrian, nie mów głupot - burknął Wojtek. - Nie zamierzam nikogo bić. Najwyżej śnieżkami...

- Kuzyn mi opowiadał, że było wesoło... Kiedyś nie było kolonii czy obozu bez kocówy - odparł Adrian, nieco urażony, że jego pomysł nie spotkał się z aprobatą.

- Lepiej mu zrobić jakiegoś pranka. Na przykład wyjąć w nocy śledzie od namiotu albo posmarować buty pastą do zębów - zaproponował Radek, który także niezbyt lubił Beniamina.

- To dobry pomysł... Pamiętacie, jak się chwalił, że jego buty kosztowały z tysiąc złotych. - Karolek wydął usta.

- Słuchajcie - przerwała im Kasia - tam będzie mnóstwo fajnych ludzi, nie musimy się zadawać z jakimś zarozumiałym chłopakiem.

- Właśnie - dodał Wojtek. - Nikt nie zepsuje nam humorów.

- Chyba że dostanę z matmy dwadzieścia procent - burknął Adrian.

- Ja ci mówię, że zdasz koncertowo - powiedział Wojtek, który od wielu miesięcy uczył się z Adrianem do egzaminów. Sam nie musiał się specjalnie wysilać, bo był najlepszy z tego przedmiotu w całej klasie, ale jego koledze szło dużo gorzej.

- Masz rację, powinienem być dobrej myśli. Przez ostatnie trzy miesiące zrobiłem więcej zadań niż przez osiem lat nauki - przyznał ze śmiechem Adrian i dodał: - Mam nadzieję, że ten namiot jest duży, bo nie chciałbym, by mi nogi wystawały na zewnątrz.

- Nie obawiaj się - powiedział Wojtek. - Jeśli mój tata nie musiał wystawiać nóg na zewnątrz, ty też nie będziesz musiał.

- Cieszę się, że wyjedziemy razem i w dodatku spotkamy znajomych z konkursu - rzucił z entuzjazmem Radek.

- Będzie wesoło, zwłaszcza na spływie - poparł go Wojtek.

- Jak wsiądę do kajaka, ten na pewno zatonie. - Karolek się zasmucił.

- Nie zatonie. - Kasia zachichotała i dodała już z poważną miną: - Ja się martwię, że zostanę w tyle, bo wcale nie tak łatwo machać wiosłami.

- We dwie jakoś damy radę - pocieszyła ją Bożenka.

- Najwyżej zrobimy drużyny mieszane - zaproponował Wojtek. Kasia odetchnęła z ulgą, bo była drobną, dość niską dziewczynką i zamartwiała się, że podczas spływu kajakowego będzie opóźniała pozostałych uczestników.

Na krótki czas temat wyjazdu na Mazury zszedł jednak na drugi plan, bo ferajna przystępowała do egzaminu ósmoklasisty, a potem czekała na wyniki. Na szczęście wszystkim udało się zdać na tyle dobrze, że dostali się do wymarzonych szkół ponadpodstawowych. A kiedy było już po wszystkim, mogli odetchnąć z ulgą i wreszcie pomyśleć o wakacjach.

Obładowani plecakami, śpiworami i namiotami stawili się na dworcu, by wyruszyć na spotkanie z przygodą. Prognozy pogody były dobre, a opady miały pojawiać się rzadko, co także wprawiało grupę w dobry nastrój. Obawiali się, że gdyby ciągle lało i było zimno, nie mieliby co robić, zwłaszcza że regulamin wyjazdu wprowadzał zakaz używania tabletów i smartfonów.

Po dość długiej podróży nie tylko pociągiem, ale także autobusem dotarli do miejsca, w którym mieli spędzić najbliższe dwa tygodnie. Gdy dojechali do obozowiska, zauważyli, że niektórzy już zdążyli postawić namioty i szykowali się do pójścia na plażę. Na szczęście uczniowie z ferajny nigdzie nie dostrzegli Beniamina.

- On pewnie nocuje tylko w luksusowych hotelach - prychnął Karolek.

- Od razu zacząłby marudzić, że twardo, zimno i dużo komarów. - Bożenka się zaśmiała.

- Niech sobie jedzie nawet do Dubaju, bez niego będzie fajniej - skwitował Radek, a Wojtek machnął ręką i dodał:

- Chodźmy rozstawić namioty. O siódmej jest kolacja, a wcześniej spotkanie z opiekunami.

- Ja bym się najpierw wykąpał - mruknął Adrian.

- Ja też, ale potem jeszcze trudniej będzie nam się zebrać - zakończył dylematy ferajny Radek i ruszył do miejsca wskazanego przez jednego z opiekunów.

Przyjazd Beniamina

Zebranie uczestników obozu z opiekunami odbyło na placyku przed niskim budynkiem kuchni i jadalni. Radek nie mógł się jednak skupić na tym, co mówił pan Darek, ponieważ z głodu burczało mu w brzuchu. Wszystko przez zapachy dobiegające z kuchni. Jego przyjaciele chyba czuli się podobnie, bo wiercili się, przełykali głośno ślinę i tęsknym wzrokiem spoglądali na drzwi do jadalni.

- Nie ma Benka - szepnął mu do ucha Wojtek.

- Mówiłem ci, że nie przyjedzie. Nie jest przyzwyczajony do spania w namiocie - odparł cicho Radek i zmienił temat: - Ty też jesteś taki głodny?

- Jeszcze jak... - westchnął Wojtek.

Byli coraz bardziej zniecierpliwieni, gdy ich wzrok przykuł nadjeżdżający samochód. Ciemny, nowy i luksusowy Mercedes zatrzymał się przed bramą pola namiotowego.

- Ciekawe, kto to - powiedziała Kasia.

- Pewnie nasz sponsor i fundator wyjazdu - odparł Wojtek. - Nasza wycieczka do Paryża to także jego zasługa.

Chciał jeszcze coś dodać, ale drzwi auta się otworzyły i wysiadł z nich wysoki mężczyzna, a chwilę potem Beniamin. Ich znajomy z konkursu miał bardzo naburmuszoną minę. Chyba nie był zadowolony, że najbliższe dwa tygodnie spędzi w lesie, sypiając w namiocie i korzystając ze wspólnej łazienki.

Pan Darek uśmiechnął się do ojca Beniamina, a potem wskazał chłopcu miejsce w pierwszym szeregu.

- Tak więc przed kolacją każdy odda swój smartfon i tablet. Jutro pod wieczór będziecie mogli z nich skorzystać przez pół godziny, żeby skontaktować się z rodzicami - oznajmił jeden z wychowawców.

- Mój iPhone kosztował prawie osiem tysięcy - jęknął Beniamin. - A jak ktoś go ukradnie?

Opiekun zerknął na ojca Beniamina, ale ten jedynie wzruszył ramionami.

- W takim razie niech tata zabierze go do domu. Tam na pewno nic mu się nie stanie - zaproponował pan Darek.

- Zawsze mam przy sobie telefon. Nie oddam go - burknął Beniamin.

- Przyjeżdżając tutaj, zgodziliście się na zasady, które tu obowiązują. - Nauczyciel informatyki chyba trochę się rozzłościł.

- A czy te telefony będą dobrze zabezpieczone? - zapytał tata Beniamina.

- Mamy metalową skrzynkę zamykaną na klucz. Nie przewidzieliśmy innych zabezpieczeń - odparł pan Darek.

- W takim razie, Beniaminie, oddasz telefon jak wszyscy - powiedział tata chłopca, po czym pożegnał się, wsiadł do samochodu i odjechał.

Radkowi chciało się śmiać, bo jego zarozumiały kolega miał bardzo nietęgą minę. Po spotkaniu, tak jak wszyscy, oddał telefon opiekunom.

- Jeśli zaginie, to mój tata się zdenerwuje - burknął przy tym.

- I co nam zrobi? - odezwał się jeden z uczestników z kpiącym uśmiechem.

Pozostali uczestnicy zaczęli się śmiać i Beniamin przestał się odzywać.

- Moi drodzy, musimy wybrać osobę, która będzie łącznikiem pomiędzy wami a opiekunami. I to będzie jedyny uczestnik, który zachowa telefon, aby być z nami w stałym kontakcie. Jeśli więc koledzy wybiorą ciebie, będziesz mógł mieć przy sobie swojego iPhone'a. Jednak to ty będziesz odpowiedzialny, jeśli zagubisz tak drogi telefon - powiedział pan Darek.

- A kto go wybierze? Chyba lisy i zające - zadrwił Adrian i wszyscy zaczęli się śmiać.

Beniamin zacisnął zęby ze złości, bo nie spodobał mu się żart Adriana.

- Zastanówcie się, kto powinien otrzymać takie wyróżnienie. Jutro przed obiadem wrzucicie karteczki z nazwiskiem wybranego ucznia do pudełka. Osoba, która otrzyma najwięcej głosów, zostanie łącznikiem i będzie mogła zachować telefon - odparł nauczyciel.

- Wiadomo, że wszyscy wybiorą Wojtka - oznajmiła głośno Kasia.

- Jeszcze zobaczymy - burknął Beniamin i popatrzył złowrogo na Kasię. Dziewczynka od razu zamilkła.

Po spotkaniu na placyku w końcu mogli pójść do jadalni i zjeść kolację. Jak się okazało, od następnego dnia sześć osób miało na zmianę pomagać w kuchni. Na szczęście ich grupa wylosowała dyżur dopiero za tydzień.

Po kolacji wrócili do namiotów i zaczęli szykować się do snu.

- A co będzie, jeśli wygra Benek? - zapytał Karolek.

- Nikt go nie wybierze - prychnął Adrian. - Przecież nikt go nie lubi. Widziałeś jego buty? Chyba nówki...

- On wszystko ma najdroższe i najlepsze - mruknął Radek i dodał: - Chodźmy do łazienki, trochę jestem zmęczony i chce mi się spać. Benek na pewno nie wygra i nie ma się czym przejmować.

Nazajutrz po śniadaniu udali się na plażę. Woda w jeziorze nie była zbyt ciepła, ale każdy chętnie skorzystał z kąpieli. Jedynie Beniamin nie wskoczył do wody, uznając, że Adriatyk o tej porze roku jest zdecydowanie cieplejszy. Pan Darek wciąż zwracał im uwagę, by zabezpieczyli się przed słońcem, używając kremów z filtrem, ale co z tego, jeśli przez większość przedpołudnia siedzieli w wodzie.

Przed obiadem wrzucili do pudełka karteczki z nazwiskami i w doskonałych humorach ruszyli w stronę jadalni. Naprawdę każdy z ferajny był przekonany, że wygra Wojtek. Wszyscy go lubili i podziwiali za wiedzę. A przede wszystkim za to, że udało mu się napisać program, który umożliwiał podróże w czasie. Oczywiście na obozie nie mógł zaprezentować swoich możliwości, ponieważ nie miał dostępu ani do smartfona, ani też do swojego komputera.

Po południu pod bramę obozu przyszło kilku miejscowych chłopców, zaciekawionych przybyciem tak dużej liczby młodych osób. Nie chcieli jednak się zaprzyjaźnić, ale kpili z nich, że nazajutrz wszyscy stąd uciekną, ponieważ w okolicy grasuje duch starej wiedźmy.

Chłopcy, oczywiście, ich wyśmiali, ponieważ nie wierzyli w żadne duchy, ale Kasia i Bożenka już do kolacji nie mówiły o niczym innym. Były bardziej zaciekawione aniżeli przestraszone.

Potem nadszedł czas ogłoszenia wyników i wszyscy zapomnieli o starej wiedźmie i opowieściach miejscowych wyrostków, ponieważ ku zdumieniu ferajny na łącznika młodzieży z opiekunami został wybrany Beniamin. Dzięki temu zachował przy sobie telefon. Wszyscy zerkali na Wojtka, ale ten jedynie miał zdziwioną minę. Nie dlatego, że nie wygrał, raczej z tego powodu, że zwycięzcą okazał się Beniamin. Zadaniem Benka było także pilnowanie, by każdy uczestnik obozu trzymał się zasad i wytycznych opiekunów i Wojtek zapewne się obawiał, że będzie skarżył na każdego, kto złamie choćby bardzo drobny zakaz.

- Już przestało mi się tu podobać - burknął Adrian. - On wie, że go nie lubimy, i teraz będzie robił wszystko, żeby nam zepsuć humor.

- Może nie będzie tak źle - odparła bez przekonania Bożenka.

- Jakim cudem wygrał? - jęknął Karolek.

- Ja wiem - usłyszeli głos chłopaka z Krakowa.

- Mów - powiedział zaciekawiony Radek.

- Wczoraj wieczorem przyszedł do naszego namiotu i zaproponował po dwadzieścia złotych każdemu, kto na niego zagłosuje. Ja nie wziąłem, bo go nie lubię. Podczas konkursu naśmiewał się ze mnie i nazywał głupkiem. Jakby dał stówę, może bym się skusił, ale dwie dychy...

- Jak widać, niektórzy wzięli... - westchnął Radek.

- Jemu chodzi tylko o ten super telefon. Nikt nie ma takiego drogiego. Podobno robi niesamowite zdjęcia - dodał chłopak.

- A nich sobie ma, byle nie był dla nas wredny - powiedział Wojtek.

- Do nas nie przyszedł. A za dwie dychy to bym ze cztery lody sobie kupił - mruknął Karolek.

- Naprawdę sprzedałbyś frienda za dwadzieścia złotych? - obruszyła się Bożenka.

- Pewnie, że nie, ale mógł chociaż nam to zaproponować. - Karolek chyba się zreflektował, że takie zachowanie było nie w porządku. Ani Wojtka, ani nikogo z nich nie byłoby stać na to, by w zamian za głos zaproponować pieniądze. Jak widać, Beniamin miał sporo gotówki. A że na obóz przyjechało wiele osób, których kieszonkowe było bardzo małe, bez zastanowienia przyjęli ofertę Benka.