Lechizm istotą polskości
Rozwój w Polsce od XII-XIII w. idei lechickiej był w pewnym stopniu
reakcją na agresywną politykę ekspansji i antysłowiańskie działania
Świętego Cesarstwa Rzymskiego8 oraz Bizancjum, a także, w mniejszym stopniu, państw skandynawskich. W historiografii odnotowano
wówczas wzmianki o pochodzeniu Polan (Polaków) i innych plemion od
Lachów - Lechitów, szlachetnych rycerzy, panów, wolnych ludzi, o czym
pisał Nestor, czeski Dalimil, a u nas: Kadłubek, Dzierzwa,
Boguchwał/Baszko (Kronika Lechitów i Polaków zwana wielkopolską),
potem zaś Długosz, a także wielu kolejnych dziejopisów i historyków.
Niektórzy autorzy uznawali ich za potomków: Sarmatów, Alanów, Wandalów,
a nawet Kolchidian, tworząc przy okazji dogłębne genealogie, sięgające
nawet czasów biblijnych.
Oczywiście temat nie został wyczerpany i wymaga dogłębnych,
wielodyscyplinarnych badań, głównie historyczno-językowych, wspomaganych
wynikami z innych dziedzin nauki, takich jak: antropologia, genetyka
genealogiczna czy etnologia. Dziwne jednak są wszelkie próby odebrania
nam nie tylko prawdy, ale nawet samego mitu o Lechu, Lechitach i Lechii,
ich wykpiwanie i ignorowanie przez naukę oraz świat mediów w Polsce,
zwłaszcza dzisiaj, kiedy teoretycznie nie ma już obowiązku realizacji
propagandowej polityki historycznej zaborców.
Zastanawia też fakt, jak to jest, że przy tej całej nagonce na lechizm
można jednocześnie zaobserwować często u tych samych krytyków uznawanie
lub wręcz podziwianie dość dyskusyjnych tradycji rodowych innych
europejskich nacji. Rzymianie mają swojego Eneasza spod Troi (Wergiliusz
- I w. p.n.e.), podobnie od mitycznych Trojańczyków i Brutusa swój
rodowód wywodzą Brytyjczycy (Geoffrey z Monmouth - XII w.), Francuzi
odwołują się natomiast do Francjona (Raoul de Presles - XIV w.), a Skandynawowie kultywują mit Thora (Snorri Sturluson - XIII w.).
Nasz Lech i Lechici, których też niektórzy wywodzą z Troi, jakoś jednak
historykom nie pasują. Polski mityczny władca i jego gwardia muszą być
wikingami czy innymi Germanami (według tez Tadeusza Czackiego, Karola
Szajnochy czy Zdzisława Skroka), jak ruski Ruryk i Waregowie (Gerhard
Friedrich Müller), bo, jeśli wyjdziemy z filogermańskiego założenia,
Słowianie nie mogli z zasady mieć antycznych korzeni ani stworzyć
samodzielnie organizacji państwowej, podobnej do zachodnich imperiów.
Jak tendencyjne jest to stwierdzenie, można poczytać w dziesiątkach
historycznych publikacji, niestety wykpiwanych przez uczonych z okresu
zaborów. Potwierdza to też proces kształtowania się idei nacjonalizmów
niemieckiego i włoskiego (faszyzm). Założenie owo pokutuje też niestety
w pracach wielu współczesnych filogermańskich historyków III RP, ślepo
zapatrzonych w Zachód.
Problemem jest również wielowiekowy monopol Kościoła na wiedzę i edukację pokoleń, przez co podczas analizy źródeł, kronik i opracowań,
zwłaszcza średniowiecznych i z okresu kontrreformacji, należy zatem brać
pod uwagę ryzyko celowego fałszowania historii i przekłamań wynikających
z interpretatio christiana. Według Karlheinza Deschnera, autora
dziesięciotomowej Kryminalnej historii chrześcijaństwa (1986):
Fałszowanie zawsze było szczególną domeną księży, wszystkich księży, a w szczególności tych rzymskokatolickich. Historycy szacują, że co
najmniej 50% dokumentów, akt Karolingów są fałszerstwami. Średniowiecze
to eldorado dla fałszerzy, warsztaty fałszerzy zinstytucjonalizowane
przez Kościół. Fałszowanie należało do zawodu teologów. Fałszowano w całej Europie, od francuskiego wybrzeża atlantyckiego po bizantyjski
wschód, od wysp angielskich po Italię (t. IV)9.
Jeśli zatem ktoś chce swoją wiedzę opierać jedynie na źródłach pisanych,
tak łatwo podlegających manipulacjom, to trudno się dziwić, że ma takie
a nie inne poglądy na temat dziedzictwa pogańskich Słowian, uznawanych
za wrogów "dobrego i sprawiedliwego Kościoła" - "ostoi polskiej
niepodległości".
Niektórzy autorzy z XIX i XX w. (np. Karol Potkański, Antoni Małecki czy
Jędrzej Moraczewski), ulegając z kolei narracji zaborców, pisali
krytycznie o tradycji lechickiej lub tworzyli nowe koncepcje
historyczne, jak Karol Szajnocha, próbujący udowadniać, że Lechici
pochodzą od wikingów, protoplastów późniejszej szlachty polskiej (dawna
teoria hrabiego Tadeusza Czackiego). Takie poglądy dominują również u współczesnych polskich i zagranicznych historyków, którzy opierają się
na filogermańskiej wersji historii stworzonej i rozpowszechnionej w okresie, kiedy Polski nie było na mapie świata, a głos polskich obrońców
prawdy, takich jak Tadeusz Wolański, Kazimierz Szulc czy Józef
Kostrzewski, był ignorowany.
Prześledźmy zatem pokrótce kronikarskie zapiski oraz poglądy historyków
na temat naszego lechickiego dziedzictwa. Po raz pierwszy w zachowanej
historiografii imię Lecha użyte zostało przez Einharda w życiorysie
Karola Wielkiego - Vita Karoli Magni (ok. 817-830), gdzie autor pisał,
że: w 805 roku syn Karola Wielkiego udał się do Czech i tam pokonał
księcia Lecha [lub Becha]10. Może to świadczyć o tym, że ów
Lech mógł panować wówczas w Czechach, ale także w Lechii (dawnej
Polsce), a te dwa państwa łączyła wtedy unia rodowa lub po prostu
Bohemia (Czechy) była wtedy częścią większego organizmu politycznego
zwanego Lechią (Sławią). Ten fakt potwierdza to, że Karolowi Wielkiemu
udało się wówczas podbić jedynie czeską część Słowiańszczyzny, i to nie
na długo, gdyż w kolejnych latach, jak wiemy, Czechy wchodziły w skład
Państwa Wielkomorawskiego, a po okresie względnej niezależności
Bolesław Chrobry przyłączył je na pewien czas do Polski.
Także kilka innych roczników frankijskich odnotowało wkroczenie syna
Karola Wielkiego na ziemie Słowian zwanych Bohemii (Czesi) w 805 r. i śmierć ich księcia Lecha. U Długosza to już sam Karol Wielki miał
walczyć z Polakami, zabijając ich władcę Lecha. Powołuje się on tutaj na
Marcina Galicusa, czyli Marcina z Opawy, zwanego Polakiem, autora
Kroniki papieży i cesarzy z XIII w., który wspomniał o tym samym
fakcie.
Einhard odnotował też potyczkę bawarskiego księcia Tasillo z Karolem
Wielkim nad rzeką Lech w 787 r., co może potwierdzać, że ta nazwa znana
była dużo wcześniej, a co więcej, zasługiwała na wykorzystanie jej jako
znanego hydronimu (łac. Licus11).
Thietmar wspominał z kolei o bitwie na Lechowym Polu (niem.
Lechfeld) nad tą samą bawarską rzeką (Lech), niedaleko obecnego
Augsburga (dawnego Vindelicorum12), stoczonej w 955 r.
pomiędzy armią króla niemieckiego Ottona I (wspieranego przez Czechów) a wojskami Węgrów (Madziarów). Co ciekawe, jednym z głównych węgierskich
wodzów w tej batalii był... Lehel (Lél)13. To przegrane przez
Węgrów starcie zakończyło okres ich łupieżczych najazdów na Bawarię i inne tereny państwa wschodniofrankijskiego. Samo miejsce, podobnie jak i wiele innych w naddunajskim rejonie dawnej Retii i Windelicji, swoją
nazwę zawdzięcza zapewne Lechowi III, który według relacji Kadłubka
toczył boje z Rzymianami i w pewnym momencie panował w Bawarii.
W dziele Gesta principum Polonorum, ukończonym w latach 1112-1118
przez Galla Anonima, wymieniony został Lestko (także Lestek,
Leszek), książę Polski i syn Siemowita, urodzony ok. roku 870-880. O przodkach Mieszka I czytamy też w Res gestae saxonicae sive annalium
libri tres, kronice X-wiecznego państwa Franków, napisanej przez
Widukinda z Korbei. Wspomniano tam, że Mieszko I (syn Siemomysła i wnuk Lestka) rządził plemieniem zwanym Licicaviki, żyjącym na terenach
Polski, przez co ich nazwę powinno tłumaczyć się jako przekręcony zapis
eponimu Lestkowicze (potomkowie Lestka).
W ruskim latopisie Nestora z początku XII w. (ok. 1113 r.) pod datą
981 (po przeliczeniu na lata od narodzenia Chrystusa) czytamy: Po
mnogich zaś latach siedli byli Słowianie nad Dunajem, gdzie teraz ziemia
węgierska i bułgarska. I od tych Słowian rozeszli się po ziemi i przezwali się imionami swoimi, gdzie siedli na którym miejscu. Tak więc
przyszedłszy, siedli nad rzeką imieniem Morawa i przezwali się
Morawianami, a drudzy Czechami nazwali się. A oto jeszcze ciż Słowianie:
Biali Chorwaci i Serbowie, i Chorutanie. Gdy bowiem Włosi naszli na
Słowian naddunajskich i osiadłszy pośród nich, ciemiężyli ich, to
Słowianie ci przyszedłszy siedli nad Wisłą i przezwali się Lachami, a od
tych Lachów przezwali się jedni Polanami, drudzy Lachowie Lutyczami,
inni - Mazowszanami, inni - Pomorzanami. Także ciż Słowianie
przyszedłszy, siedli nad Dnieprem i nazwali się Polanami, a drudzy -
Drewlanami, dlatego że siedli w lasach, a jeszcze inni siedli między
Prypecią a Dźwiną i nazwali się Dregowiczami, inni siedli nad Dźwiną i nazwali się Połoczanami, od rzeczki, która wpada do Dźwiny i nazywa się
Połota. Ci zaś Słowianie, którzy siedli około jeziora Ilmenia, przezwali
się swoim imieniem i założyli gród, i nazwali go Nowogrodem. A drudzy
siedli nad Desną i nad Semą, i nad Sułą, i nazwali się Siewierzanami. I tak rozszedł się naród słowiański, a od niego i pismo nazwane
słowiańskim14.
Święty Nestor, obraz Wiktora Wasniecowa z katedry Świętego Władimira w Kijowie, 1919 r.
Warto tu zwrócić uwagę, że w oryginale Nestor zapisywał nazwę
Lęchowie, a nie Lachowie, która powstała później na podstawie
tłumaczeń tego latopisu. Wszystkich
Słowian
zachodnich mieszkających zarówno
w rejonie Warty (Polanie), dolnej Odry (Lutycy), jak i środkowej Wisły
(Mazowszanie) oraz dolnej Wisły (Pomorzanie), Nestor wywodził, jak
widać, od ludu Lęchów/Lachów (Lechitów) - staroruskie Лѧх
(Lęch/Ljach/Lach). Niestety wielu rosyjskim politykom było to nie na
rękę i w niektórych okresach dominacji Rosji na arenie międzynarodowej
próbowano inaczej interpretować zapisy z tego latopisu, a nawet
fałszować jego treść w tłumaczeniach na współczesny język rosyjski.
Pochodzenie plemion ruskich od Polaków nie pasowało bowiem do
imperialnego wizerunku carskiej Rosji, która ciemiężyła pod zaborami
swoich szlachetnych protoplastów - polskich Lachów.
Co więcej, zaczęto drwić, że nazwa Łachy (Llachy/Ljachy) oznacza
jakoby ludzi w łachmanach, czyli - w obecnym rozumieniu - biednych
szatach, co jak wiemy, nie miało nic wspólnego z prawdą, wręcz
przeciwnie, szlachta polska bowiem wzbudzała zachwyt swoimi strojami nie
tylko na Wschodzie, ale i na Zachodzie Europy. Mimo to nazwa Lachy
jako określenie Polaków jeszcze do dnia dzisiejszego zachowała się
jednak w językach wschodnich Słowian - Ukraińców, Białorusinów i Rosjan.
Niektórzy sugerowali wręcz, że Lachowie nie byli Słowianami. Opierali
się przy tym na takich zapisach jak ten z Latopisu hustyńskiego, gdzie
kronikarz odnotował: Cyryl zaś i Metody z wielką gorliwością uczyli
Słowian i Lachów. Może to być jednak, jak przekonuje wielu autorów,
tylko rozróżnienie stanów w ramach jednego etnosu. Skoro Lachowie to
panowie, rycerze, szlachta, to możliwe, że Słowianami zwano lud -
rolników, rzemieślników i pasterzy. Niewykluczone, że może też tu
chodzić o rozróżnienie Słowian zachodnich - Lachów i wschodnich oraz
południowych - Słowienów.
Jednym z najstarszych poświadczeń nazwy Lechowie jest zapis Lechoi
podany przez Kinnamosa, bizantyńskiego kronikarza z XII w.,
sekretarza i historiografa cesarza Manuela Komnena. Zanotował on w swoim
dziele Epitome ton katorthomaton, że podczas krucjaty Konrada III w 1147 r. towarzyszyli mu także książęta słowiańscy, przy czym podaje, iż:
jeden z nich był władcą Czechów, a drugi Lechów. Co do Lechów [oryg.
łac. Lechis] zaś poucza swych czytelników w temże miejscu, że jest
to naród scytyjski na pograniczu z Hunami, przez co rozumie
Węgrów15.
Antoni Małecki w tym lechickim księciu upatruje Władysława Wyganańca, a w czeskim - Władysława II. Sugeruje też, że nieznana Niemcom nazwa
została zaczerpnięta przez nich od ludności serbskiej, która żyła na
terenach Bizancjum. Tenże krytyk próbuje tu na siłę udowadniać, że
Niemcy nie znali pojęcia Lechowie, jednocześnie przytaczając dowody, z których jasno wynika, że się myli. Chyba zdaje sobie sprawę z tego, że
każdy może znaleźć takie źródła, więc profilaktycznie próbuje je
tłumaczyć na swą pokrętną modłę, spekulując bez żadnego dowodu, czego
się wymaga od historyka, o jakichś serbskich pożyczkach. Nawet gdyby
tak miało być, jest to dowód na to, że Niemcom w XII w. znane było
określenie Lechowie, czy to się Małeckiemu i jemu podobnym podoba, czy
nie. Inną sprawą jest fakt, że Serbowie używali akurat terminu Ledian
na określenie Lechów - Polaków, przez co jest wątpliwe, by to od nich
nazwa Lechowie przeszła do Niemców. Możliwe, że ludy teutońskie
poznały ją od Serbów, ale nie bałkańskich, tylko łużyckich.
Koronnym argumentem krytyków lechizmu jest fakt, że Gall Anonim (1118) i Mateusz Cholewa (ok. 1166) nie wspominali nic o Lechu, Lechitach i Lechii. Nie znaczy to jednak, że o nich nie słyszeli. Po prostu z różnych powodów mogli oni pominąć te nazwy, używając w zamian
równoważnych w ich czasach określeń - Polanie i Polonia (Polania).
Gall wyraźnie zresztą lekceważy przedchrześcijańskie dzieje Polski. Nie
można też wykluczyć cenzorskiej ingerencji w tekst obu kronikarzy, co
jest bardziej prawdopodobne niż lechickie dopiski w innych znanych
kronikach, jak to bezpardonowo sugeruje Małecki.
Gall, zwany przez niektórych Marcinem Gallusem16, pisze o Poloni (Polanach), Polonii (Polsce), języku lingua sclavonica i Sclavonii (Sławonii) jako całości szczepu, którego częścią są
mieszkańcy naszego kraju. Opisuje też, jak wcześniej wspomniałem, Leszka
(Lestka): który czynami rycerskimi dorównał ojcu w zacności i odwadze.
Więcej uwagi poświęca natomiast historii Piasta i jego potomkom jako
założycielom wielkiej dynastii, z której mieli się wywodzić dobrodzieje
owego kronikarza. Samego Piasta ma on jednak za prostego rolnika, który
za życia nie pełnił żadnej godności, jedynie pomyślał, że jego syn
zaszczycony podczas postrzyżyn wizytą znamienitych wędrowców będzie być
może kimś wielkim w przyszłości.
Ten anonimowy kronikarz, duchowny cudzoziemiec, prezentował ewangeliczne
podejście do historii i dlatego w legendzie o Piaście i jego
tajemniczych gościach dopatrywał się trzech króli (mędrców) lub aniołów
cudownie rozmnażających piwo i jadło. Dlatego ostrożnie podchodził on do
czasów przedchrześcijańskich i je celowo ignorował. Podobne motywy mogły
towarzyszyć i innym kronikarzom, a dzieła tych dziejopisów, którzy się
próbowali wyłamać z tego schematu i w miarę uczciwie prezentować fakty
historyczne, jakie znali, czekały cenzura i zakaz publikacji, co
spotkało m.in. Długosza. Być może Gall, jak go później umownie nazwano,
użył imienia Piasta w rozumieniu "piastuna", czyli wychowawcy, rodzica
przyszłego księcia Ziemowita. Zdaniem tego autora Piast bowiem sam nie
sprawował nigdy żadnej władzy, pozostając prostym rolnikiem. Dopiero
późniejsi kronikarze uczynili z niego księcia i protoplastę nowej
dynastii.
Co ważne, cezurą dynastyczną nie jest tu przyjęcie chrztu, jak to
niektórzy współcześni zwolennicy lechizmu (zwanego też lechityzmem)
przyjmują, bo przecież oficjalnie dopiero Mieszko I się ochrzcił (choć
niewykluczone, że w obrządku słowiańskim chrzest przyjęli także inni
wcześniejsi władcy), ale dopuszczenie do rządów osób spoza stanu
szlacheckiego - lechickiego. Dlatego pierwsi Piastowicze nie byli
Lechitami w rozumieniu możnych czy też potomkami Lecha, a jedynie
Lestkami, czyli spryciarzami z gminu, których za swój pomyślunek i zasługi dla ludu wyniesiono do godności książęcej. Stając się jednak
księciem, taki Lestek jest jednocześnie Lechem, Lechitą, kontynuatorem
dzieła protoplasty rodu - Lecha I. Z czasem oba te pojęcia stały się
synonimiczne, choć wszystkich późniejszych Leszków Białych, Czarnych czy
Mazowieckich zwano w ich czasach Lestkami, a nie Leszkami (a tym
bardziej Lechami), na których ich zamieniono w wiekach
późniejszych17.
Podobne podanie o oraczu Przemyśle, czyli człowieku z gminu przejmującym
rządy i powołanym na księcia, mamy zresztą także u Czechów. Być może
obie te legendy dotyczące awansu społecznego wybrańca mają podkreślać
fakt, że Słowianie nie byli przywiązani do władzy monarszej, ale
demokracji wiecowej, czyli woli ludu, czuli się wolni od władzy
zwierzchniej, a księcia obierali, mając na uwadze nie pochodzenie, ale
zasługi konkretnego bohatera czy też, jak to miało miejsce w przypadku
Przemysła Oracza, wskazanie bogów (wyroczni).
Warto zauważyć, że o ile Krak (a według Galla Anonima także i Popiel II)
nazwał jednego ze swych synów Lechem, zapewne na cześć protoplasty
Lechitów - Lecha I, choć był de facto tylko jego potomkiem, czyli
Lechiczem - Leszkiem, to piastowscy władcy nie ośmielili się już
używać takiego imienia, a jedynie tytułowali się mianem Lestek/Leszek.
Mogło to także oznaczać, że kontynuowali oni lechicką tradycję władzy,
choć sami nie pochodzili z Lechowego rodu.
Jednocześnie należy też zwrócić uwagę, że nawet jeśli przyjmiemy, iż
Lestek/Lestko jest tylko wariantem imienia Leszek/Leszko (Lesco),
to jednak nie jest ono równoznaczne z nazwą osobową czy tytularną -
Lech, a jedynie swego rodzaju nawiązaniem do niej.
Gall podaje również ważną informację o tym, że Popiel został wygnany
przez Ziemowita z kraju wraz ze swymi synami, Popielem i Lechem. Nie
informuje jednak, co się z nimi stało, ale mając na uwadze, że wypędzony
władca był całkiem zaradny i pochodził z książęcego rodu, można założyć,
iż mógł on objąć rządy właśnie w sąsiednich Czechach, gdzie ze względu
na pochodzenie lub stan szlachecki nazywano go Lechem lub Bohemusem
- bogaczem, możnym. Takoż i wygnani wraz z nim synowie Lech i Popiel
młodszy (Popiel III) mogli panować w Bohemii albo nad innymi ludami
słowiańskimi, niewykluczone, że w jakiejś krainie na Południu.
W podaniu przytoczonym w późniejszych kronikach Popiel zostaje zjedzony
przez myszy (zwane notabene gdzieniegdzie pogankami18), co
wyraźnie wygląda na ludową wersję wydarzeń lub celowe zaciemnienie
dziejów rodu okrutnego władcy, a nie fakty, jakie miały miejsce w przekazie Gallusa.
Jak podają kronikarze, także Lech, potomek Kraka, za zabójstwo brata
został skazany na wygnanie. Zgodnie z przekazem Dalimila niewykluczone,
że to właśnie ów wyrodny syn Kraka był wspomnianym przez tego czeskiego
kronikarza "Lechem, zwanym od tej pory Czechem", będącym mężobójcą.
Kosmas nazywa go natomiast Bohemusem, czyli "bożym posłańcem", choć z etymologicznego punktu widzenia wyraz boh pierwotnie oznaczał
bogacza. Jeśli jednak przyjmiemy, że lech to właśnie bogaty pan,
możny, a cech to zabójca, od "cechować" i "ciachać", to zaczyna nam
wiele pasować w tej historycznej układance. Podobieństwa podań czeskich
o Kroku i polskich o Kraku też nie są tutaj bez znaczenia.
Lech, jeden z synów Kraka, byłby zatem chronologicznie Lechem II, jak
też i podaje większość dziejopisów, a jeden z potomków Popiela II o takim imieniu - Lechem III. Nie można też wykluczyć opcji, że zarówno
Krak II, jak i Popiel III mogli przyjąć miano Lech jako tradycyjne
określenie władcy Lechitów na podobieństwo rzymskich tytułów Cezar lub
August czy greckiego Basileos (Basil = Wasyl, tj. Wąsal19),
nadawanych kolejnym imperatorom.
Historia Polaków (Chronica seu originale regum et principum
Poloniae, zwana też w skrócie Chronica Polonorum), spisana po łacinie
między rokiem 1190 a 1208 przez Wincentego Kadłubka, nazywanego
obecnie przez niektórych "pierwszym turbolechitą", podaje, iż w czasach
starożytnych na terenie Polski żył wielki i dzielny lud Lechitów, który
stworzył ogromne państwo. Lechici walczyli wówczas z Dakami i pokonali
Gallów. Celtowie zajęli wtedy Grecję, natomiast Lechici stworzyli
imperium ciągnące się od kraju Partów do Bułgarii i Karyntii. W kolejnych latach toczyli oni zwycięskie boje z samym Aleksandrem
Macedońskim, a później także z Juliuszem Cezarem, który w obliczu
wojennych niepowodzeń zmuszony został do zawarcia rozejmu,
gwarantowanego wydaniem cesarskiej siostry Julii za Lecha III.
Wincenty Kadłubek, rycina Jana Ligbera, 1803 r.
Mistrz Wincenty zapisał lechickie nazwy w zlatynizowanych formach:
Lechitae (Lechici) i lechiticus (lechicki). W jego Kronice
polskiej Lechia pojawia się jako synonimiczne określenie Polski. Nawet
Kazimierza Sprawiedliwego (1177 r.) nazywa on "władcą Lechii" (Sic
igitur Casimirus fit monarchus Lechiae)20. Kadłubek opisuje
ustrój Lechii jako Rzeczpospolitą. Wyraźnie jednak podaje, że Poloni
seu Lechitae (Polacy to Lechici) i używa tych nazw wymiennie.
Jednocześnie wywodzi on Polaków od Wandalów, którzy mają być równoważną
nazwą do Lechitów (Wandalorum id est Polonorum sive Lechitarum
progenitore)21. W kontekście relacji czeskich można
rozumieć to określenie jednak raczej jako status szlachecki aniżeli
termin mówiący o etniczności, niektórzy Czesi bowiem też byli Lechitami.
Z drugiej jednak strony szlachectwo to potwierdzenie odpowiedniego
rodowodu, czyli pochodzenia z określonej grupy etnicznej - Ariów,
Lechitów, Wandalów czy Sarmatów, jakbyśmy ich zwali.
Wandalowie według Mistrza Wincentego mają zawdzięczać swą nazwę Wandzie,
swej królowej, od której imienia nazwano też Wisłę -
Wandalusem22.
Kadłubek podaje jako źródło znanych mu 200 listów między Aleksandrem
Wielkim a Arystotelesem, jego mentorem. To z tych listów nasz kronikarz
najprawdopodobniej zaczerpnął nazwę Lechitów w formie Lechitae, a cytował je obszerniej Dzierzwa.
W jednym z listów Aleksander donosi o zwycięstwie nad Lechitami i zdobyciu miasta Carantas (Kraków):
Ne de nostro statu te sollicitum dubia suspendat haesitatio, noveris,
nos apud Lechitas amplissime prosperari. Est enim urbs famosa
Lechitarum. semptentrionali Pannoniae lateri conjunctissima, quam
Carantas dicunt, plus arie quam situ munitissima: de hac et de contiguis
pro voto triumphavimus.
Nie wiedzieć czemu, Carantas (jak Karantania, Karyntia) w tłumaczeniu na polski brzmi tu Caraucas:
Wiedz, że doskonale powodzi się nam u Lechitów. Jest zaś sławne miasto
Lechitów, bardzo blisko północnych stron Panonii, które nazywają
Caraucas, raczej ludne niż bogate, dobrze zabezpieczone, raczej dzięki
sztuce niż położeniu; nad tym miastem i nad sąsiednimi triumfowaliśmy
zgodnie z życzeniem23.
Na co Arystoteles odpisuje mu tak:
Fama est, de Carantis Lechitarum te cum tuis triumphasse. Sed bujus
triumphi gloria utinam tuis titulis nunquam accessisset! Ex quo enim
tributum ignominiae tuis infusum est intestinis: ex quo Lechiticos
expertus es argyraspidas: rutilantia tui sotis apud multos deferbuit,
immo imperii tui diadema visun est nutasse.
W polskim tłumaczeniu to znaczy:
Słychać żeś z woyskiem swoim Caranthas Lechitów zawojował: lecz bodayby
była sława takowego tryumfu nigdy do twoich zaszczytów nie przybywała!
Albowiem odtąd iak ochydna danina we wnętrzności posłów Twoich wsypaną
została i Lechitów przebranych za Puklerzników doświadczyłeś, blask
iasności Twoiey u wielu w mniemaniu przyćmiony został, a nawet korona na
głowie Twoiey wstrzęsła się24.
August Bielowski wylicza, że w różnych odpisach Kroniki polskiej
Kadłubka występują następujące nazwy miasta zdobytego przez Aleksandra:
Carantasi, Carantes, Gracoviensem (tylko dopisek), Carancas,
Caraucas, Carenthes, Carentas, Carantis, Carancis, Caraucis, Carentis,
Chorentiorum, Corinthuss, Chorintus. Z czego wyraźnie widać, że chodzi
tu o Karencję (Karantanię, Karyntię), której nazwa może się wywodzić
od określenia "car Antów"25. Raz tylko w jednym z rękopisów podano
formę Caraucas26, a w innym dopisek Gracoviensem, zapewne
jako błędne identyfikacje kopistów tego miasta z Krakowem.
W dalszej części tekstu już jest zresztą wyraźnie podana nazwa
Corinthiorum i Corinthus:
Nam etsi lacessitus, non adeo tamen laesus fuit Alexander Corinthiorum
iniuria; cui dum aliae civitates apperirent aditum, prima Corinthus
clausit uria ab eo portas.
Bielowski zauważa co prawda, że właściwie w tym fragmencie akurat w najstarszym odpisie było Tyriorum, a nie Corinthiorum oraz Tyrus
zamiast Corinthus, co można znaleźć u Pseudo-Kalistenesa i jego
tłumacza Juliusa Valeriusa27. Warto przypomnieć, że
Tyrrenami (???????? - Turrh?noi) Grecy nazywali... Etrusków, co może
nam wskazywać, jakie było pochodzenie Karyntian. Być może ta wiedza była
znana w czasach sporządzania odpisów Kroniki polskiej Mistrza
Wincentego i dlatego dokonano zmian mających na celu ujednoznacznienie
rozumienia tych nazw. Niewykluczone też, że Tyrus było wcześniejszą
nazwą dla Corinthus, jak i Tyriorum dla Corinthiorum. A zatem
wcześniej Karyntia mogła się nazywać Tyrrią lub Tyrrenią jako
nawiązanie do greckiej nazwy Etrurii - Tyrrhenii.
W późniejszej Kronice polsko-węgierskiej z 1222 r. jest mowa właśnie o Karantanii, skąd bracia mieli udać się na północ, zatem miasto
Carantas niekoniecznie musi więc oznaczać Kraków. Karantania była
według historyków jednym z pierwszych państw słowiańskich, założonym już
w VII w. przez osiadłe na terenach dzisiejszej Austrii i Słowenii plemię
Karantan. Później ziemie te zwano Karyntią. Carantas może zatem być
Krnskim Gradem (Karnburgiem - Carogrodem), gdzie znajdował się
książęcy kamień (stolec), na którym intronizowano wybranego władcę,
rządzącego wraz z grupą możnych pochodzących ze starszyzny
plemiennej28. Może to oznaczać, że Aleksander nie zdobył i nie zniszczył Krakowa, ale historyczną stolicę Karantanii. Kontynuację
nazewniczą Karencji-Karyntii znajdujemy na Rugii, której miastem
stołecznym była właśnie Karentia29, zwana też Chorętą (niem.
Karentz, Kerentia lub Charenza), co z kolei daje nam przesłankę, by
doszukiwać się tu związków Ranów z Karyntianami, tak jak Redarów
(Retarów) i ich świątyni w Retrze (Ratarze) z Retami z Retii30.
Miasto Carantas mogło po słowiańsku nazywać się Carodom31
(dom, czyli siedziba cara - władcy, tj. po prostu "stolica" - miasto
ze stolcem, z tronem), co znajdujemy w antycznych przekazach i na
mapach. Możliwe, że Kraków był nową32 stolicą Karyntian migrujących
z południa nad Wisłę, a Crac (Krak), czytane od prawej do lewej to
Carc (Kark), czyli Car [C] 33. Stąd mogą się wywodzić nazwy:
Krak, Krok, Karkonosze, Krk, Krka itd. Jeśli przyjmiemy, że określenie
car może z kolei pochodzić od char (góra), czyli ten, który jest na
górze (naczelnik, władca), to odpowiednikiem nazwy Carodom będzie
m.in. Choręta (*chora - góra).
K+rac natomiast można rozumieć jako "od rac" (k- to przedrostek
oznaczający "od/do", a *raci - mówić, ryczeć, rzec), czyli "od mowy,
słowa". Krakanie to bowiem coś podobnego do mowy. Nie tylko Słowianie
wierzyli, że język, słowa i wszelka wiedza pochodzą od bogów, stąd
ścisłe związki nazewnicze między słowami związanymi z mową i boskością,
szczęściem, bogactwem, błogosławieństwem, jak np. god - bóg (ale to
także i rok jako boski cykl życia), godzić (darzyć, obdarzać, stąd i gody) i godać (gadać, mówić). Warto tutaj także zauważyć, że Recja
(Retia), skąd wywodzą się Windelici (Wendo-Lechici), to
Rzecz[pospolita] - Rzesza (rzec > rzecz, czyli coś wypowiedzianego,
konkretnego, spełnionego, jak u chrześcijan "a słowo ciałem się stało",
czy jak to mówił Stanisław Szukalski, "słowo rodzi rzecz"34).
Recjanie (Retianie) to zatem ci, którzy mówią, czyli Słowianie. To ich
odłam po migracji na północ pod wpływem ekspansji Rzymian założył
najprawdopodobniej Retrę (od *ret - rzecz, miejsce i *Ra -
słońce), przez co obwołali się Retarami. Od prasłowiańskiego pierwiastka
*raci, reci pochodzi też wyraz "rycerz", ale i łac. rex - król.
Mimo wszystko nawet hiperkrytyczny Antoni Małecki nie posądza Kadłubka,
zasłużonego i oczytanego, a nawet błogosławionego biskupa erudytę o celowe zmyślanie, jak to robią nieodpowiedzialni współcześni historycy,
a jedynie sugeruje, że dał się on zwieść pozostającym w obiegu
historiograficznym między IV a IX w. różnym tego typu listom (tzw.
aleksandryjskim) o wątpliwym pochodzeniu35.
Na listy Aleksandra powoływał się jednak również m.in. uznawany i szanowany kronikarz niemiecki Adam z Bremy. Dowodem, że takowe listy
istniały, jest zachowanie odpisów kilku z nich jeszcze w XIX w. w krakowskiej bibliotece uniwersyteckiej36. Po kwerendzie
Antoniego Małeckiego okazało się jednak, że nie dotyczą one opisywanych
przez Kadłubka spraw. Nie znaczy to tym samym, że inne, znane Mistrzowi
Wincentemu, na które się powoływał w przypisach do swej Kroniki
polskiej, nie istniały.
Tenże Małecki zresztą wydaje się wręcz brać po części Kadłubka w obronę,
pisząc: "Lechami" (po łac. Lechi lub też Lechones) nigdy on nie nazywa
Polaków. Przymiotnika "lechitus" nie zna. Posługuje się tylko formą
"Lechitae" i przymiotnikiem z niej urobionym "lechiticus" (lechicki). A widzi w nich jak najwarowniej to samo co "Poloni" i "polonicus". Co
sprawia, że go za dalsze zboczenia, z jakiemi się we dwa wieki później
spotkamy, nie można czynić odpowiedzialnym37.
Niestety ogólne wnioskowanie i logika dowodzenia Małeckiego są
załamujące, gdyż twierdzi on np., że w kilku innych kronikach nie ma
mowy o Lechii i Lechitach, co ma być według niego dowodem na wymyślenie
takich pojęć, a te kroniki, w których co prawda wspominani są Lechici,
mają być tylko kompilacją dzieła Kadłubka, a nie jego potwierdzeniem.
Czyli zgodnie z tak pokrętną logiką możemy sobie wziąć jeden dokument
piszący przykładowo o Germanach i dyskutować, czy jego autor nie zmyślił
tej historii i takiej nazwy. Tacy autorzy jak Małecki mogą przyjąć, że
to jednak wymysł i wszystkich kolejnych autorów piszących o Germanach
oskarżą o zrzynanie z tego pierwszego. Proste? A jak ktoś nie pisał o Germanach, to uznają ten fakt za koronny dowód ich nieistnienia. To
przykład pracy historyka na "najwyższym" poziomie... propagandowym. Czegóż
można jednak oczekiwać od krytyka, który przytacza opinię niemieckiego
autora o bajaniach Kadłubka o Lestku i Lechitach (Ropell, Geschichte
Polens), mając ją za bardziej miarodajną niż zdanie Joachima Lelewela
czy Wacława Aleksandra Maciejowskiego w tej kwestii.
Do poglądów Antoniego Małeckiego, na którym m.in. opiera się w dużym
stopniu współczesna antylechicka narracja historyków, jeszcze tu
wrócimy. Kontynuujmy jednak nasz przegląd tego, co o Lechu, Lechitach i Lechii pisali inni autorzy.
Kosmas z Pragi w swojej Kronice czeskiej38 z XII w.
(powstałej między 1119 a 1125 r.) wspominał tylko o Bohemusie jako
praojcu Czechów, którego inni dziejopisarze utożsamiają z mitycznym
Czechem. Znane są jednak antypolskie uprzedzenia tego autora, więc
celowo mógł on pominąć Lecha i zawłaszczyć także legendę o Kroku
(Kraku), którą mógł przynieść do Czech jego ojciec uprowadzony z Giecza
przez Brzetysława I39.
Gwoli ścisłości należy stwierdzić, że legendę o trzech braciach po raz
pierwszy przytacza po łacinie tzw. Kronika polsko-węgierska, datowana
na rok 1222. Opisano w niej podróż trzech słowiańskich książąt: Czecha,
Lecha i Rusa, udających się na północ z terenów dawnej Chorwacji
(dokładnie z Karantanii), gdzie założyli Państwo Wielkomorawskie, z którego później wyodrębniły się: Czechy, Polska oraz Ruś40. Autor
kroniki - możliwe, że Węgier - wyjaśnia także nazwę Lengyel,
oznaczającą Polaka, łącząc ją z węgierskim wyrazem legeny - towarzysz,
wojak (podobnie zresztą jak tłumaczone jest nordyckie lag/lah).
Strona tytułowa XIX-wiecznego wydania Kroniki Lechitów i Polaków,
napisanej przez Godzisława Baszko (lub Boguchwała), zwanej przez
historyków, nie wiedzieć czemu, Kroniką wielkopolską
Dużo informacji o Lechitach i ich pochodzeniu znajduje się w niepoprawnie tytułowanej kronice autorstwa Godzisława Baszko i/lub
Bogufała (Boguchwała) zwanej wielkopolską. Ta pokrętna nazwa
powstała zapewne, by umniejszyć jej znaczenie, zrobić z niej jakieś
regionalne źródło i zataić oryginalny tytuł Kronika Lechitów i Polaków41. Chyba że to nowe nazwanie odczytamy jako Kronika
Wielkiej Polski.
Zgodnie z relacją autora tej kroniki, spisanej w 1273 r., potomkowie
Jafeta, syna Noego, mieli osiedlić się w Panonii, a z tych Panończyków
pochodzili trzej bracia, synowie Pana, władcy Panończyków, z których
pierworodny miał na imię Lech, drugi Rus, a trzeci Czech. I ci trzej,
doczekawszy się potomstwa, posiadali trzy królestwa: Lechitów, Rusinów,
Czechów42.
Bogufał/Baszko podaje, że w starożytnych księgach zapisano, iż: Panonia
jest Matką i gniazdem wszystkich Słowiańskich Narodów. Tłumaczy też
pochodzenie tej nazwy: Pan, wyraz grecki, przetłumaczony na słowiański
oznacza samodzierżcę. Pan jakoby możnowładca i król, albowiem wszystkich
możnych panami nazywają, a dowódców wojska wojewodami. Pan, czyli Lech,
gdyż w sanskrycie Lech oznacza tyle co: pan, władca, król, pasterz czy
bóg.
Inni przyjmują, że nazwa Panonii, mitycznej kolebki Lecha, wzięła się od
greckiego boga Pana, wywodzącego się z Arkadii, opiekuna lasów, pól i dzikiej przyrody, strzegącego pasterzy oraz ich trzody.
W swoim Słowniku Kempiński pisał, że Lech w mitologii
zachodniosłowiańskiej i polskiej to syn Pana, brat Czecha i Rusa,
eponimiczny heros Lechitów-Polaków43. Możliwe, że
grzecznościowy zwrot "pan" używany do dzisiaj w Polsce pochodzi właśnie
z tradycji kojarzenia Lechitów z tym bogiem. Nasi "uczeni" oczywiście
potrafią drwić z takich tez, ale nie umieją inaczej tego wyjaśnić. Coś
za dużo tych zbieżności, podobieństw znaczeniowych, odniesień.
Oficjalnie to wszystko to jednak wymysły, bajki i pseudonauka.
O Panonię toczono nieustanne wojny. W starożytności zamieszkiwały ją
plemiona tracko-dackie i iliryjskie, które są przez niektórych badaczy,
zwłaszcza spoza głównego nurtu, uznawane za ludy protosłowiańskie.
Między III a IV w. została ona podbita przez Hunów, którzy jednak
nawiązali ze Słowianami sojusz, by wraz z nimi podbijać inne ludy i tereny (Germanię, Rzym, Gotów). Panońscy Słowianie stworzyli tam w 840
r. nawet własne Księstwo Błatneńskie, niestety zniszczone w wyniku
najazdu Węgrów w 901 r., którzy opanowali tę krainę. Polskie podania o siedzibach Słowian w Panonii czy Karantanii (Karyntii) są zresztą zgodne
z relacją Nestora o przybyciu Słowian i ich władcy Lecha znad Dunaju.
W innym miejscu autor Kroniki Lechitów i Polaków dodaje, że bracia
mówiący tym samym językiem brali swój początek z mowy jednego ojca
Sława, stąd Sławianie. Wyjaśnia on również pochodzenie nazwy Lechitów:
Jako Sorabi od Sarba, czyli Sorbana, a Judaei od Judy - tak Lechici od
Lecha posiadają to miano (Monumenta Poloniae Historica, t. II, s.
470). Małecki oczywiście uważa ten tekst za późniejszy dopisek
nieznanego autora, powołując się przy tym na Gelasiusa Dobnera, który
stwierdził, że w Kodeksie hodiejowskim (dzisiaj zaginionym, będącym co
prawda także kopią, ale spisaną w XIV w., czyli wcześniej niż inne
zachowane, pochodzące z wieku XV) tego zdania nie było. Oczywiście te
spekulacje Małeckiego, które mają potwierdzić założoną tezę, nie
uwzględniają nawet możliwości, że to właśnie w tym kodeksie ktoś mógł
manipulować tekstem przy przepisywaniu i wyrzucać różne zdania, w tym
to, o którym mowa. Nie mamy przecież pewności, że późniejsze kopie
powstawały na bazie tego kodeksu, a nie innych kopii, a może i oryginału. Małecki jak na manipulatora, a nie historyka przystało
zakłada i podaje czytelnikom tylko jedną możliwość, czyli fałszerstwo
lechistów, dopisujących, gdzie się da, wzmianki o Lechu i Lechitach.
Jest to nie tyle dziwne, ile wręcz śmieszne i chyba nie warto poświęcać
temu większej uwagi.
O wędrówce Lecha Bogufał/Baszko pisał tak: Gdy zaś [Lech] ze swoim
potomstwem wędrował przez rozległe lasy, gdzie teraz istnieje królestwo
polskie, przybywszy wreszcie do pewnego uroczego miejsca, gdzie były
bardzo żyzne pola, wielka obfitość ryb i dzikiego zwierza, tamże rozbił
swe namioty. A pragnąc tam zbudować pierwsze mieszkanie, aby zapewnić
schronienie sobie i swoim rzekł: "Zbudujmy gniazdo"! Stąd i owa
miejscowość aż do dzisiaj zwie się Gniezno, to jest "budowanie
gniazda"44.
Lech, Czech i Rus, rys. Walery Eljasz Radzikowski
Bogufał/Baszko opisując Lecha, nie czyni go księciem czy władcą, ale
raczej fundatorem pierwszych oppidiów (ufortyfikowanych osad) Lechitów.
Charakteryzuje on ówczesny ustrój rządów jako republikę opartą na
demokracji wiecowej i starszyźnie sądowej, rozsądzającej spory.
W tejże kronice czytamy też: za czasów króla Assuera, gdy Gallowie
rozmaite państwa i królestwa najeżdżali, najechane zabierali,
Lechitowie, jakoby synowie jednego ojca, nie miewali królów ani książąt,
wybierali tylko spomiędzy siebie dwunastu rozstropniejszych i możniejszych mężów, którzy spory między nimi sądzili i rzecz pospolitą
sprawowali, nie wymagając od nikogo żadnej poniewolnej daniny ani
posługi. O takich rządach, szczególnie u Polan, donoszą również Nestor
i Kosmas.
I dalej Bogufał/Baszko powiada: Obawiając się Lechici napaści Gallów,
obrali jednomyślnie wojewodą, a właściwie wodzem wojska (bo wódz wojska
nazywa się w polskim języku wojewoda) pewnego najwaleczniejszego męża
zwanego Krak [...]. O dwunastu wojewodach słowiańskich można
przeczytać m.in. w innych kronikach polskich, ale też i duńskich.
Zapisał on też: Qui Mesco cum tota gente Lechitarum seu polonica
(Mieszko miał pochodzenie lechickie, czyli polskie). Nawet opisując
późniejsze lata, Bogufał/Baszko używa nazwy Lechitów jako synonimu
Polaków, przykładowo Kazimierza I Odnowiciela zwie "królem Polaków,
czyli Lechitów".
W roku 1730 szlachcic śląski Fryderyk Wilhelm Sommersberg wydał drugi
tom zbioru Silesiacarum rerum scriptores, gdzie znalazła się także
Kronika Bogufała z informacją o kontynuacji jej przez Baszkę
(Boguphali II episcopi posnaniensis Ghronicon Polonise, cum
continuatione Baszkonis custodis posnaniensis). Bogufał/Baszko prowadzi
tam rozważania na temat przyczyn, dla których Piast - następca Popiela -
nie pochodził z rodu Lechitów, choć Antoni Małecki uznaje to za błąd
edytorski Sommersberga i jego powielaczy z czasów późniejszych. W wydaniu Sommersberga zapisano to po łacinie tak: Decreverunt itaque
aliquem infimae et modicae cognationis eligere, quam ingenuum, tamen non
ex Lechitarum propagine procreatum, co miało oznaczać, że Piast był
wolnym człowiekiem, ale nie z rodu Lechitów.
Małecki obwinia za to przeinaczenie pierwotnego tekstu, w którym niczego
takiego miało nie być, niejakiego Marcina Hanckego, profesora historii,
wymowy i filozofii przy wrocławskim Gymnasium Elisabethanum, również
bibliotekarza, który posiadał rękopis wrocławskiego kodeksu tej kroniki.
Ten niemiecki propagandysta starał się wykazać, że Śląsk od zawsze był
germański, a przestał nim być, kiedy najechał go "żywioł polski, czyli
lechicki"45. Hancke sugerował, że następca Popiela musiał być
rodowitym Niemcem - Ślązakiem, powołując się przy tym na "kronikę
starożytną niewiadomego autora Polaka" (będącą w posiadaniu biblioteki
wrocławskiej), w której najprawdopodobniej własnoręcznie dokonał
"drobnej poprawki stylistycznej", wyskrobując et i wstawiając non.
Kilkanaście lat później ten właśnie egzemplarz miał trafić w ręce
śląskiego szlachcica Sommersberga za sprawą pastora Godfrieda Hanckego,
syna i spadkobiercy Marcina, którego był własnością46.
To cenna uwaga Antoniego Małeckiego, znanego co prawda z małostkowości,
emocjonalnej postawy niegodnej historyka i wielu krytycznych poglądów
wysuwanych wobec historii Polski, m.in. podważających autentyczność
idoli prilwickich i kamieni mikorzyńskich tylko ze względu na personalne
spory z Kazimierzem Szulcem, będącym przewodniczącym komisji w tej
sprawie. W tym jednak przypadku pokazuje nam mniej czy bardziej
świadomie celowe działanie niemieckich kombinatorów, próbujących
przeinaczać naszą historię. W dawniejszych odpisach tej kroniki kilka
razy zamiast non jest et, co oznaczało, że Piast musiał być z rodu
Lechitów, czyli w rozumieniu tego kronikarza - Polaków. Jednak kolejni
historycy, tacy jak np. Adam Naruszewicz, zostawili non, opierając się
na wersji z wydania Sommersberga, co zdaniem Małeckiego, od 1730 r. dało
początek poszukiwaniom rodowodu Lechitów, skoro nie byli rdzennymi
Polakami sensu stricto. Ta sugestia jest niestety naciągana, gdyż już
dużo wcześniej wywodzono przecież Lechitów od Sarmatów lub kojarzono ich
z Wandalami.
Również Jędrzej Moraczewski pisał krytycznie (w czasie zaborów - XIX w.)
o tym, że: W Bogufale napotyka się wzmiankę o Lechu na wstępie, ale ta
później w tekst wciągnięta, jak udowodnił Schlözer, który za czasów
Stanisława Augusta pisał rozprawę nad bajką o Lechu47.
Tenże August Ludwig Schlözer (uczeń Gerharda Friedricha Müllera, twórcy
normańskiej teorii pochodzenia Rusów) w swoim Wywodzie
historyczno-krytycznym o Lechu zwracał uwagę, że wielu kronikarzy nie
wspominało nic o Lechu i Lechitach, jak Gall Anonim, Kosmas, Helmold,
Saxo Gramatyk, a w Rękopisie hodiewickim kroniki Bogufała nie ma
wzmianki o trzech braciach, co uznaje za dowód, że w późniejszym wydaniu
tej pracy opublikowanym przez Sommersberga musiał ktoś dopisać ten
akapit, o co posądza kanonika Baszkę, kontynuatora dzieła Bogufała.
Jest to mało przekonujące, bo z kolei wielu kronikarzy pisało i o Lechu,
i Lechitach, a podejrzewanie kogokolwiek o lechickie dopiski wygląda na
grubymi nićmi szytą manipulację zmierzającą do wyrugowania z naszych
kronik opowieści o Lechu jako protoplaście Lechitów. To tacy
jednostronni autorzy jak właśnie Jędrzej Moraczewski, Karol Potkański
czy Antoni Małecki wyglądają na najemnych historyków piszących na
zlecenie lub pod wpływem zaborcy w celu realizacji niecnego dzieła
fałszowania naszej historii48, uzyskania doraźnych korzyści i zdobycia wysokiej pozycji w świecie naukowym, zdominowanym przez
politykę historyczną ich mocodawców. Dlatego też zapewne celowo
zmieniano nazwy kronik, zastępując znanych z ich tytułów i opisów
Lechitów - Polakami, a Lechię - Polską (Lechitarum = Polonorum).
Pokrętnie też tłumaczono informacje podawane przez średniowiecznych
dziejopisów.
W kronice Dalimila z XIV w. (1314) jest zapis dobrze znany w naszej
historiografii, że: w Chorwatach był lech, któremu imię było Czech, co
może wskazywać, iż słowo lech oznaczało nie tylko imię własne,
potwierdzone w czasach późniejszych, ale także status szlachcica, pana.
Warto zauważyć, że Dalimil ma jednak tu na myśli Chrobację zakarpacką,
obejmującą obszar od Odry aż do Dniepru. Gdy ją podbił Bolesław I Wielki, zaczął być nazywany od jej nazwy Chrobrym49 (zdobywcą
Chrobacji), na podobieństwo przydomków rzymskich cesarzy Germanicusa
(zwycięzcy Germanów) czy Gallusa (pogromcy Galów). Warto zwrócić tu
także uwagę, że ten czeski kronikarz opisuje tylko dwóch braci: Lecha i Czecha.
Według XIX-wiecznego badacza czeskiego Pawła Szafarzyka słowo lech
pochodzi od dawniejszego rzeczownika lecha - większa własność ziemska,
czyli lech to inaczej ziemianin, obszarnik. Małecki krytycznie uznaje,
że Přibík Pulkava zrobił potem z tego określenia samodzielną postać,
brata Czecha, a w czasach późniejszych dodano jeszcze Rusa, co jest
oczywiście kolejną spekulacją tego arcykrytycznego autora, niepopartą
żadnymi faktami ani dowodami.
Natomiast wspominany przeze mnie krytyk, Jędrzej
Moraczewski50, pisał z kolei na podstawie relacji Dalimila,
że: Lech miało podówczas znaczyć rycerza czy młodziana. Przytacza też
dokładnie słowa Dalimila:
W Srbskiey iazyku gest ziemie
Giez Charwati gest gmie
W te ziemi biesje Lech
Jemu gmie Czech
Ten mužoboystwa se doczynie
Pro nyeź swu zemi prowinie
Ten Czech gmiel bratow sjest.
Co po polsku niedokładnie tłumaczy:
W serbskim narodzie jest ziemia,
Która się Chorwacyą zowie,
W tej ziemi był młodzian,
Któremu imię Czech;
Ten mężobójstwo popełnił
I dlatego swą ziemię opuścił.
Nie wiadomo, czemu pominął w tłumaczeniu ostatni wiersz, który można
przetłumaczyć jako: Ten Czech miał sześciu braci. W przytoczonym
fragmencie brakuje też wiersza o mocy i chwale, który dopełnia rymem
całość cytowanego fragmentu.
Dostrzegamy tu po pierwsze spore rozbieżności w sposobie cytowania tego
fragmentu u naszych historyków. Tutaj wyraźnie widać, że słowo Lech
jest pisane wielką literą, więc nie może być jakimś potocznym wyrazem w stylu młodzian czy rycerz, jak stara się przekonywać nas
Moraczewski, ale jest to imię własne lub zaszczytny tytuł, jak: Jego
wysokość, waćpan (skrót od: Wasza miłość pan) czy jejmość (skrót
od: Jego miłość).
Po drugie, jakoś nikt nie zauważa, że jest tu mowa o mężobójstwie, więc,
jak już nadmieniałem, może chodzić o Lecha, syna Kraka seniora, który
zgodnie z legendą znaną z polskich kronik zabił swego brata Kraka
juniora, za co został wygnany i mógł właśnie trafić do Czech, gdzie
objął rządy pod nowym imieniem Czecha czy Bohemusa.
Tu wypadałoby zastanowić się nad etymologią nazwy Czech, która w kontekście tego zapisu może wskazywać, co już sugerowałem, iż należy pod
nią rozumieć ciecha - zabójcę, bo ciachać znaczy przecież zabijać.
Zatem książę Lech o przydomku czech (ciech) - zabójca, pojawił się w Bohemii, którą wziął w swoje władanie. Wiem, że tak wytłumaczone
pochodzenie etnonimu Czechów nie przypadnie im zbytnio do gustu, ale to
by wyjaśniało takie a nie inne zapiski kronikarskie, w tym także zmianę
nazwy z Bohemii na Czechy, zwłaszcza mając na uwadze, że termin Lech
oznaczał Pana, księcia, namiestnika Boga - Boha. Dlatego nazwa
Bohemia jest znaczeniowo odpowiednikiem Lechii, a Czechy to niestety
kraina zamieszkana przez potomków Lecha-ciecha (mężobójcy) - Ciechów
(Czechów)51.
Po trzecie, tenże Czech miał według Dalimila sześciu braci, co może
oznaczać równie dobrze urodzonych lub zamożnych, wiernych mu towarzyszy,
z którymi udał się na banicję. Możliwe też, że wraz z nimi do Bohemii
przybyli, pominięci w relacji, szeregowi wojowie, dzięki czemu całej
grupie udało się przejąć lub ustanowić władzę w tym kraju.
Po czwarte, Dalimil wyraźnie mówi o serbskim narodzie i krainie o nazwie
Chorwacja, a jak wiemy Białą (Wielką, Północną) Chrobacją, nawet do
XI-XII wieku nazywano Małopolskę z Krakowem, skąd właśnie według
krakowskiej, czyli według Lelewela chrobackiej legendy, miał emigrować
Lech - wygnaniec, syn Kraka.
Wiadomo, że Serbowie to mieszkańcy Łużyc, którzy utożsamiani są z rdzennymi Lechitami, co potwierdzają też badania genetyczne, gdyż mają
oni największy procent haplogrupy R1a1a7 zwanej ariosłowiańską. Część
Serbów (z Łużyc) i Chorwatów (z Małopolski) udała się na południe na
wezwanie cesarza w celu udzielenia mu wsparcia wojskowego, o czym pisze
Konstanty Porfirogeneta, za co mieli w nagrodę objąć ziemie na
Bałkanach. Autor ten w X w. zna także i wymienia kraj rozległy, który
nazywa Białą, czyli Wielką Chrobacją, umieszczając ją gdzieś na północy,
w sąsiedztwie Węgier, w pobliżu Bagibarei, którą niektórzy kojarzą z Babią Górą w Karpatach, choć według mnie tę nazwę należy tłumaczyć jako
Boży Bór (*bagi - sansk. bhaga, sł. bóg, bogaty + *barea -
anglosaks. gaj, sł. bór). Biała Chrobacja jako "kolebka lechów"
obejmowała zatem obszar późniejszej Galicji. A z relacji Dalimila
wynikałoby, że była ona częścią większego kraju o nazwie Serbia lub też
że Chorwaci należeli do ludu Serbów (termin jazyk znaczył dawniej
ziemię i naród, co widać też w zapiskach Nestora, a na co zwracał
uwagę Tadeusz Miller52).
Moraczewski pisał jeszcze, że "głównym rozsiewaczem całej powieści" o Lechu był autor dzieła Chronica principum Poloniae cum eorum gestis
(zwanego drugą lub młodszą Kroniką śląską), doprowadzonego do roku
1383, podejrzewając, że oparł się on właśnie na podaniu Dalimila.
Małecki przytacza ten sam fragment, ale w nieco innej wersji i z zapisem
słowa lech już małą literą (czyżby celowo?):
V srbskem jazyku jest zem?,
Jiežto Charvaty jest jim?.
V tej zemi bieše lech,
Jemužto jim? bieše Čech.
Ten Čech mieješe bratow szest,
Pro niež mieješe moc i čest.
Widzimy, jak wiele istotnych informacji zawiera ten krótki fragment
tekstu z Kroniki Dalimila i jak bardzo niektórzy próbują wypaczyć jego
treść i znaczenie. Dlatego niezmiernie ważne jest szukanie oryginalnych
tekstów kronik, a nie ich tłumaczeń, gdzie ze względów politycznych,
często o antylechickiej wymowie, mamy: przekręcenia, zamienniki,
pominięcia lub dziwne wyjaśnienia, zgodne z obowiązującą w danym okresie
propagandą. Smutne jest to, że wielu polskich historyków uczestniczyło i niestety nadal uczestniczy mniej lub bardziej świadomie w tym
procederze.
W Kronice Přibíka Pulkavy z Adenina z 1374 r. (tylko 60 lat po
Dalimilu) jest już wyraźna wzmianka o Lechu i Czechu jako dwóch
braciach, co wygląda na celowe sprostowanie przez tego autora nie dla
każdego zrozumiałego zapisu Dalimila o Lechu. Lech miał objąć ziemie za
górami aż do morza, a jego potomkowie dotarli na Ruś, zakładając tam
swoje państwo.
Palacký też przytacza zapis Porfirogenety o Białych Chorwatach zza
Karpat, którzy w kontekście zapisku Dalimila mieliby być protoplastami
Czechów.
Dużo o Lechitach pisał Dzierzwa (Dzierswa53), autor
kroniki Descriptio Lechiticorum annalium z początku XIV w. (Joachim
Lelewel i Józef Maksymilian Ossoliński datują ją na przełom XII i XIII
w.), w której utożsamiał ich nie tylko z Polakami, ale i Wandalami:
Wandalus Polonorum sive Lechitarum progenitor (Wandal był przodkiem
Polaków, czyli Lechitów). I dalej czytamy: Ta dopiero Wanda od
Wandala, Wandalów, tj. Polaków, czyli Lechitów Ojca.
Choć Bielowski przyjmował, że to XI-wieczne dzieło jakiegoś bliżej
niezidentyfikowanego niemieckiego kronikarza Mersiusa, znanego jako
Mierzwa (Miorsz)54, który celowo przerobił znaną mu, lecz
zaginioną potem lęchicką kronikę. W swoich Monumentach (t. II) August
Bielowski zamieszcza jej treść, dzieląc ją na dwie części, zakładając
przy tym, że druga partia tekstu została dopisana przez innego,
nieznanego z imienia autora.
Maciej z Miechowa, autor kroniki pt. Tractatus de duabus Sarmatiis
Asiana et Europiana et de contentis in eis (Traktat o dwóch
Sarmacjach, azjatyckiej i europejskiej, i o tym, co się w nich
znajduje) z 1517 r., przedstawił koncepcję, która mówiła o polskiej
szlachcie jako potomkach Sarmatów.
Musiał on mieć dostęp do rękopisów Roczników Długosza, na których
oparł swoją drugą pracę Chronica Polonorum. W przeciwieństwie do
Długosza, który nie dożył wydania swojego dzieła ze względu na liczne
obiekcje cenzorów, publikację Miechowity najpierw dopuszczono do druku,
ale ostatecznie całe pierwsze wydanie (Kraków 1519) zostało
skonfiskowane (drugie wydanie, po wymaganych poprawkach, opublikowano w roku 1521). Niestety nie znamy pierwotnej wersji, nie wiemy więc, co
zostało zmienione lub usunięte, czyli zmanipulowane.
Mimo to w swej ocenzurowanej kronice Miechowita podaje mnóstwo ważnych
informacji na temat naszych najstarszych dziejów. Uznawał on Lecha,
Czecha i Rusa za ojców słowiańskich narodów, co ujął w słowach: Jakoż
od Lecha całą Polskę królestwem Lechitów [łac. regnum Lechitarum]
nazywano, jak dotąd wschodni zachowują. Pisał też, że pierwszy zamek i stolica Lecha były w Gnieźnie leżącym na polach (równinach) i dlatego
jego lud nazwano z czasem Polanami. Uznaje on Lecha za króla, skoro miał
panować w królestwie Lechitów, choć używa też wobec niego określenia
książę (łac. principis)55.
Lech i Czech, rycina z Chronica Polonorum Macieja Miechowity
Jego zdaniem Słowianie od czasów potopu aż do naszych czasów pozostają
w swoich siedzibach i rodzinnych królestwach. Poza tym uważał, że Lech
w Polsce, a Czech w Czechach byli od potopu, są tam nadal i będą za wolą
bożą56.
Wywodził on Polaków od Wandalów, a za Słowian uważał też Słewów i Burgundów, choć odrzucał ich pochodzenie od Sarmatów czy Scytów, bo jak
wyżej nadmieniłem, przyjmował, że Słowianie są autochtonami: Habes ex
predictis quod Vandali Sueui et Burgundi fuerunt de regno Poloniae, a locis poloniae quae inhabitarunt appe lationem et nomina sortit [...]
prefati populi Vandali, Suevi et Burgundi, Germani et non Sarmatae
neque Scythe fuerunt [...] Poloni, Bohemi, Sueui, et omnia genera
slauorum, post diluuium in hanc aetatem in suis sedibus et connatis
regnis permanen [...]57.
Warto zauważyć, że podań o bohaterskich założycielach grodów i narodów
zachowało się u Słowian wiele. Oprócz Gniezna - Lecha, Krakowa - Kraka,
Poznania - Posnena, Wyszomierza - Wizymira czy Sandomierza - Sędomira na
Śląsku Cieszyńskim znana jest regionalna legenda, w której występuje
także trzech braci: Bolko, Leszko i Cieszko - fundatorów miasta
Cieszyna.
Podobne do polsko-czeskich przekazów o 2-3 braciach, założycieli nowych
państw i miast, są też legendy: kijowska, armeńska i chorwacka.
Według Powieści minionych lat trzej bracia Kij, Szczek i Choryw
osiedli na trzech wzgórzach obok lasu, nazwanych ich imionami, gdzie
żyli z łowów. Ich siostrą była Łybedź (Łabędzica). Kij opisywany jest
jako przywódca jednego z rodów Polan wschodnich oraz założyciel swej
stolicy - Kijowa, którą zbudował wraz z braćmi. Od Szczeka powstała z kolei nazwa miejscowości Szczekawica, a od Chorywa - góra
Chorewica58, choć nie brakuje głosów, że było odwrotnie, i to
imiona tych postaci ludowa tradycja wyprowadziła od nazw miejscowych.
Podobna legenda do podania o Kiju i jego braciach pojawia się już na
przełomie VI i VII w. u ormiańskiego historyka Zenoba Glaki. Bracia
o imionach Kuar, Meltej (Mentery) i Chorean (Kherean) są synami
hinduskich książąt i zakładają trzy miasta, nazywając je od swoich
imion. Historycy doszukują się tu inspiracji dla XII-wiecznej legendy
Nestora59. Co ciekawe, Chorean/Kherean (Chorwat?) osiedla się w kraju nazwanym Poluni (Polania). Bracia stawiają też idole na wzgórzu
Krakeja (Kraka?), co każe nam poważnie zastanowić się, czy nie mamy tu
do czynienia z echem polskich legend, nie tylko zresztą o trzech
braciach, ale także o Kraku i założeniu Krakowa. Nie można też
wykluczyć, że to podanie pochodzi jednak właśnie z ormiańskich terenów,
co wpisywałoby się dodatkowo w kaukaską teorię pochodzenia Słowian, o której będzie jeszcze tutaj mowa.
W Chorwacji istnieje podanie o trzech braciach, znanych tam pod
imionami: Czech, Lech i Mech (czasem też inaczej), również mających
siostrę, jednak nieznanego imienia. Oni także zakładają trzy miasta i nazywają je swoimi imionami. Legenda ta została podana po raz pierwszy
przez niemieckiego historyka Johanna Christopha Jordana w dziele De
originibus slavicis, wydanym w 1745 r.60 w Wiedniu61.
Według tej relacji bracia mieli z winy swej siostry pokłócić się i rozejść po świecie. Lech udał się do krain polskich, a Czech -
czeskich62. Nie wiadomo, dokąd wyruszył Mech, ale jego imię
może wskazywać, że na Połabie, gdzie istnieją kraina Mechlemburgia i miasto Mechlin, których nazwy wyglądają na pochodne od jego imienia.
Podobnych spekulacji było wiele, a ukazanie się tego dzieła odnowiło
dyskusję na temat pochodzenia Słowian.
Dokładniej tę opowieść zbadał chorwacki historyk Stjepan Krizin
Sakač, który zwrócił m.in. uwagę na imię siostry w wersji kijowskiej,
które wywodzi się od słowa łabędź63, co jest zbieżne z armeńską
nazwą wzgórza Karap-et (Łabędź-ica) i chorwackim wzgórzem Krapina (a być może także z Karpatami). Również rdzenie imion braci oraz nazwy
miejscowe wykazują podobieństwa64.
Także Pop Duklanin, autor najstarszej kroniki serbskiej, podawał, że
Słowianie południowi wywodzą się od trzech synów władcy Gotów
(uznawanych nie tylko przez tego autora za odłam Słowian) - Swewlada, o dziwnie słowiańsko brzmiącym imieniu, oznaczającym Samowłada (w skrócie Samo). Jeśli przyjmiemy, że Goci i Słowianie to potomkowie
Scytów, nie powinien nas dziwić fakt, że nasi protoplaści, żyjący od
VIII w. p.n.e. na terenach obecnej Ukrainy, również wierzyli, iż wywodzą
się od trzech braci.
Wygląda więc na to, że legenda o Lechu, Czechu i Rusie opiera się na
indoeuropejskim schemacie, według którego plemię dzieli się na trzy
rody. Jacek Banaszkiewicz doszukiwał się w polskich podaniach teorii
podziału władzy na trzy funkcje: sakralną/sądowniczą, wojenną i produktywną, zaproponowanej przez Georgesa Dumézila jako
charakterystycznej dla ludów indoeuropejskich65. O ile
Banaszkiewicz skupiał się raczej na podaniach o Piaście i Popielu66, o tyle łatwo zauważyć, mając zwłaszcza na uwadze
relacje czeskie, że określenie lech można odnieść do stanu
rycerskiego. W tym ujęciu należałoby się zastanowić, które funkcje
reprezentują Czech i Rus. O ile w legendzie Lech wydaje się być symbolem
kasty panów, wojowników, obrońców, to Czech (Ciech - Ciechan) może
reprezentować klasę rzemieślniczą (cechów) zaopatrujących społeczność
plemienną z czasów sarmackich (scytyjskich) we wszelkie towary i w narzędzia. Dopiero po dodaniu warstwy rolników, których symbolizuje Rus
(od rusania, orania ziemi)67, i powstawania osad typowo wiejskich
(stąd styl rustykalny) ukształtował się nowy podział społeczny:
rycerstwo (szlachta - Lech), rzemieślnicy (osady służebne - Cech),
chłopstwo (rolnicy - Rus).
Możliwe również, że właśnie w celu zatarcia tego typu podziałów
kastowych ukształtowano nową wersję legendy o założeniu pierwszych
państw słowiańskich - Polski, Czech i Rusi przez trzech braci, równych
sobie. Choć nawet tutaj mówi się, że najstarszym z nich był Lech68,
tym samym to on miał największe przywileje, tak jak szlachta.
Uważam jednak, że jest to interpretacja opracowana trochę na siłę, pod
teorię Dumezila, i niekoniecznie musi ona mieć zastosowanie do systemu
społecznego Słowian, których zresztą twórca tej koncepcji nie był w stanie bliżej scharakteryzować pod kątem własnych założeń. Bardziej
przekonujące dla opartego na zasadach równości społeczeństwa Lechitów z czasów przed wprowadzeniem systemu feudalnego wydaje się zrównanie pojęć
Lech - szlachcic, rycerz, ziemianin, możny z Czech - ciechacz,
zabójca, czyli wojak. Rus, pojawiający się w późniejszych przekazach,
wydaje się być uosobieniem chłopstwa, warstwy poddańczej,
rolników-oraczy, pozostających z ich obrońcami, rycerzami,
Lechami-Czechami, w związku opartym na wzajemnych korzyściach według
zasady "zaopatrzenie w zamian za obronę".
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki