Rozdział 1
Włożyłem na siebie bieliznę termoaktywną i długie getry. Przed nami był ostatni mecz treningowy na żwirze. Graliśmy przeciwko Byvang. W Danii zima jest długa, szczególnie, gdy kocha się grę na trawie. Póki co mieliśmy marzec i niedługo zaczynał się nowy turniej.
Krzyknąłem "na razie" do mamy, wziąłem torbę i kask rowerowy i wyszedłem na dwór. To było szczególne uczucie naciskać na pedały roweru w korkach piłkarskich.
W tym roku wiele się zmieniło. Mieliśmy grać w dziewięciu na boisku i niedługo miało nastąpić otwarcie nowej siedziby naszego klubu. Znaleźliśmy stary barak, który wiele lat temu, zanim jeszcze wybudowano szkołę, był używany jako sala lekcyjna. Przez dłuższy czas służył jako magazyn, ale szkoła postanowiła go wyremontować i zamienić na nową siedzibę klubu FC Mezzi. Przyglądaliśmy się wraz z Emilem pracy robotników. W piątek mieliśmy świętować rozpoczęcie działalności noclegiem i oglądaniem strasznych filmów.
Spotkałem Mikołaja, gdy stawiał swój rower przy szkole.
- Cześć, Janek, ale zimno, co?
- Tak... Marzec teoretycznie powinien być miesiącem wiosennym.
- Poskarż się Temu na górze. Ale super będzie znowu wybiec na trawę w przyszłym tygodniu. Wygramy dzisiaj?
- Powinniśmy. Musimy być pewni siebie, jak przed prawdziwym meczem.
Od listopada do lutego graliśmy w szkolnej sali gimnastycznej. W lutym raz w tygodniu trenowaliśmy na żwirze. Mieliśmy zagrać też dwa mecze towarzyskie, żeby przyzwyczaić się do gry w dziewięciu. Na żwirze nie grało się źle, jeśli boisko nie było oblodzone, ale marzyliśmy o boisku ze sztuczną murawą. Tylko najlepsze kluby i najbogatsze gminy mogły sobie na to pozwolić. Wówczas drużyny mogły grać na trawie cały rok, niezależnie od tego, czy padał deszcz, śnieg, czy kiedy boisko było oblodzone.
Pojawił się Marco. Rzucił swój rower w zaspę śniegu.
- Ale tu jest strasznie zimno - westchnął. - W Barcelonie dzisiaj jest czternaście stopni. Na plusie!
- Tęsknisz za Barceloną? - zapytał Kingo.
- Tylko zimą, ale zima tu trwa taaaak długo.
Chwilę później była nas już dziesiątka. Ci nowi, Niels-Eryk i Sebastian przychodzili na każdy trening przez całą zimę. Na meczach towarzyskich mieli pojawiać się wszyscy. Miało być sporo zmienników. Jens, Krystian i Albert byli chorzy, nie było Uli i Ani. Przecież widziałem je wcześniej w szkole... Może po prostu im się nie chciało?
- Jest zbyt zimno dla dziewczyn - rzucił Marco.
- Tak, dziewczynom jest zawsze zimniej niż chłopakom - dodał Emil.
- Gadacie głupoty - powiedział Kingo. - Dziewczyny potrafią być naprawdę gorące - dodał, robiąc głupią minę.
Dziesięciu. Czyli tylko jeden rezerwowy. Drużyna Byvang miała na ławce aż trzech graczy.
Pomogliśmy Kingo przesunąć bramki na boisko, aż do linii pola karnego. To były bramki dla drużyn siedmioosobowych. Boisko dla dziewięciu zawodników było tak samo szerokie, jak boisko dla jedenastu, ale odrobinę krótsze. Zupełnie inaczej grało się na takim boisku niż na tym, które było przeznaczone tylko dla siedmiu graczy.
Kingo był w doskonałym humorze. Mikołaj powiedział, że to dlatego, że znalazł sobie dziewczynę, Marię. Podobno spotkał ją na imprezie sylwestrowej.
Kingo rozdzielił nam pomarańczowe kamizelki, rzucając nimi jak by był piłkarzem ręcznym. Emil jako jedyny dostał zieloną, bo bramkarz musi się przecież wyróżniać wśród pozostałych zawodników. Gdy graliśmy mecze treningowe w zimie, nie nakładaliśmy strojów klubowych.
[Insert illustration from PDF, p. 13]