Rozdział 1
- No chodź już mamo, spóźnimy się.
- Już idę, Janek, muszę tylko... Zobaczmy... Czy wszystko spakowaliśmy?
- Tak. Torba, śpiwór, karimata.
- No to jedziemy.
Mama wręczyła mi kluczyki do samochodu i wyszedłem na dwór z bagażami. Moja torba sportowa była tak napakowana, że trudno ją było zapiąć. Strój piłkarski, strój na zmianę, no i kąpielówki. Niedaleko szkoły, w której mieliśmy się zatrzymać, był basen. Trudno mi było wczoraj zasnąć. Wiedziałem, że istnieje coś takiego jak tęsknota za domem, ale czy istniała też tęsknota za wakacjami?
Był bardzo wczesny i mglisty poranek. Kiedy wydychałem powietrze, widziałem parę wodną i wyglądało to tak, jak bym palił papierosa.
W panującej ciszy, żwir na podjeździe przed domem głośno chrzęścił pod moimi nogami. Automatycznie otwierany zamek w samochodzie wydał dźwięk, jak by ktoś wystrzelił z pistoletu. Zapakowałem moje rzeczy do bagażnika.
W końcu z domu wyszła mama. W drodze na stację nie mijaliśmy żadnych ludzi ani samochodów, ale plac przed dworcem był dzisiaj pełny. FC Mezzi wybierało się na wycieczkę do Barcelony. Biegałem w kółko, witając się ze wszystkimi. Emil głośno ziewał.
- Przecież to środek nocy - mówił w kółko.
Mikołaj i Zlatan bawili się piłką tenisową, odbijając ją o ścianę budynku dworca.
- Cześć - krzyknąłem.
- Chcesz grać z nami? - odkrzyknął Mikołaj. - Pamiętałeś o kąpielówkach?
- Zaraz przyjdę. Muszę zameldować, że już jestem - odpowiedziałem i podszedłem do Kingo, aby zapisać się na listę, oddać mu mój paszport i kartę ubezpieczeniową.
Kingo miał na sobie swoją czapkę i nową koszulkę FC Barcelony.
- Fajna, co? - obrócił się, żeby ją zaprezentować.
Z przodu było napisane head coach a na plecach FC Mezzi i numer dziesięć.
- Super! - odpowiedziałem.
Mama rozmawiała z mamą Uli. Nie dostrzegłem samej Uli, ale musiała już tu być, skoro była jej mama. Miało nas jechać jedenaścioro. Jens był razem ze swoją rodziną w Australii, i dlatego jako jedyny, nie mógł uczestniczyć w wycieczce. Długa wyprawa, którą już dawno zaplanowali. A więc jedenastka, oprócz Kingo i mamy Uli. W sumie trzynastka. Nieszczęśliwa liczba, jak to skomentował Emil.
Kingo przywołał nas do siebie z grobową miną. O co chodziło tym razem?
- Mam wam do przekazania smutną wiadomość. Jak już część z was zauważyła, nie ma z nami Madsa i Magnusa.
O kurczę. Nie zorientowałem się. Żeby tylko to nie było nic poważnego. Wszyscy wstrzymali oddech.
- Wczoraj zadzwonił do mnie ich tata - kontynuował Kingo. - Wczoraj nagle zmarł dziadek chłopaków. Cała rodzina jest zszokowana i zrozpaczona.
Przez grupę przeszedł szmer. Byliśmy wstrząśnięci, ale jednocześnie kamień spadł nam z serca, że chłopakom nic się nie stało. Tak ich żałowaliśmy...
- Tak, bardzo smutna wiadomość - kontynuował Kingo. - Pogrzeb odbędzie się w czasie naszej wycieczki do Barcelony, tak więc... ze zrozumiałych przyczyn Mads i Magnus zdecydowali, żeby zostać w domu.
Pomyślałem o moim dziadku. Pomyśleć tylko, że to równie dobrze mógł być mój dziadek... Wtedy oczywiście też zostałbym w domu.
Wsiedliśmy do pociągu, który jechał w stronę Dworca Głównego w Kopenhadze. Siedziałem między Emilem a Mikołajem. Graliśmy w Temple Run. Emil ustanowił nowy rekord, który przedtem należał do mnie - cztery miliony i trzysta tysięcy. Pobił mnie o sto tysięcy. Emil podsunął nam przed oczy swojego iPada.
- Zobaczcie ten filmik na YouTube - powiedział. - Wszystkie bramki Messiego w tym roku.
Zetknęliśmy się głowami, oglądając jak Messi strzela bramkę za bramką. Lewą i prawą nogą, i główką. Podszedł do nas Zlatan i zaczął oglądać filmik razem z nami.
- Ten gol... ten jest najfajniejszy - powiedział. - Puść jeszcze raz, Emil.
Messi przerzucił piłkę między nogami dwóch przeciwników, żonglował nią w powietrzu i w końcu wpakował ją w prawy górny róg bramki.
- Ale super - podsumowałem.
- Prawie tak samo jak twoje nożyce - dodał Mikołaj.
- E tam...- Zlatan się zarumienił.