Rozdział 1
Rozpoczęło się odliczanie do pierwszego meczu FC Mezzi. Jeszcze trzy godziny. Po raz trzeci sprawdziłem moją torbę. Mieliśmy spotkać się u Kingo i Mikołaja na dwie godziny przed meczem. Od nich z domu planowaliśmy jechać do Agertofte. Trzydzieści pięć minut jazdy. Mieliśmy grać w drugiej lidze. Gdybyśmy wygrali, to przeskoczylibyśmy do pierwszej ligi i zmierzyli się z naszym dawnym klubem. Nigdy wcześniej w historii drużynie mieszanej nie udało się awansować do pierwszej ligi. Ale Ula i Ania były całkiem dobre. Obydwie były szybkie i łatwo unikały fauli przeciwników.
Świeciło słońce i pogoda była idealna do gry w piłkę. Tata chciał mnie zawieźć na mecz i zostać, żeby zobaczyć jak gramy. Wziąłem torbę i poszedłem do kuchni. Mama przeglądała Facebooka, a tata czytał gazetę z kubkiem kawy w ręku. To musiał być co najmniej trzeci kubek kawy.
- Młyn w Udby został sprzedany - oznajmiła mama.
- Naprawdę? - tata spojrzał znad gazety - Nareszcie. Komu?
- Niedługo zamieszka tam jakaś chorwacka rodzina. Z tego co słyszałam, dwie nastoletnie dziewczyny i chłopak w wieku Janka.
- Chorwat? Umie grać w piłkę? - zapytałem.
- Niestety tego się nie dowiedziałam - uśmiechnęła się mama.
- No popatrz, a ja myślałem, że Facebook wie wszystko - droczył się tata, który nie miał i nie zamierzał zakładać profilu na Facebooku.
- Gotowy, tato?
Tata spojrzał na zegarek.
- Dobra, jedziemy.
Mama wyszła razem z nami, żeby nas pożegnać.
- Pierwszy mecz, co Janek? Dobrej zabawy!
- Jasne, będzie super. No i pewnie wygramy!
Przed domem Mikołaja stały już trzy samochody. Przybiłem piątki moim najlepszym kumplom - Mikołajowi i Emilowi. Pamiętałem też, że mama radziła, żeby nie tworzyć grup, bo w dobrej drużynie każdy powinien się przyjaźnić. Przybiłem więc piątki pozostałym, gdy zaczęli się pojawiać, a dziewczynom specjalnie mocniej niż chłopakom.
- Au - jęknęła Ania. - Nie uszkodź mnie przed meczem - dodała, dmuchając na swój mały palec.
- Na szczęście nie jesteś bramkarzem - zaśmiałem się.
- Tą ręką gra w tenisa, głupku - powiedziała Ula.
- Tenis? A co to? Znam tylko jeden sport, a tym sportem jest piłka nożna - powiedziałem, śmiejąc się.
- My dziewczyny potrafimy zajmować się wieloma rzeczami naraz - oznajmiła Ula - Możemy grać w piłkę i w tenisa.
- Tak, chłopaki mają tylko jedną komórkę mózgową - dodała Ania - I tak często zapominają, żeby jej używać.
- Może i jedna komórka, ale cała wypełniona jest piłką nożną. Calusieńka - dodał Emil.
Wszyscy stawili się na czas. Krystian nie mógł przyjechać z uwagi na imprezę rodzinną tego dnia. Było nas więc dziesięcioro, dokładnie tyle, ile wynosiło minimum graczy. Jechaliśmy kolumną. Kingo siedział z przodu. Mikołaj, Emil i ja siedzieliśmy z tyłu.
- Myślicie, że Agertofte są dobrym zespołem? - zapytał Emil.
- W zeszłym roku zajęli piąte miejsce na osiem drużyn.
- Ale nasza drużyna jest mieszana - dodał Emil.
- No i co? Ty nie przepuszczasz gola, a ja z Mikołajem strzelamy każdy po jednej bramce.
- Dokładnie - powiedział Mikołaj - 2:0.
- Tak jak wtedy, kiedy Dania zwyciężyła z Niemcami w finale mistrzostw Europy w 1992 - dodał Emil.
- A pamiętacie kto strzelił gola? - zapytałem - Czy to nie był Michael Laudrup?
- Nie, on tam nawet nie grał. Grał Brian Laudrup, ale to Faxe i Vilfort strzelali.
- Dokładnie - powiedział tata, który siedział za kierownicą - Faxe strzelił na 1:0 i tego gola nigdy nie zapomnę. Po meczu powiedział, że piłkę kopnął "w sam środek tyłka".
- "W sam środek tyłka"? - Zaśmiał się Mikołaj.
Mój tata czasem naprawdę przynosił mi wstyd.
Dotarliśmy na miejsce przed drużyną gospodarzy. Ubrany w dresy kierownik z dużym brzuchem wpuścił nas do szatni numer osiem.