Faszyzm, który nadchodzi - Przemysław Witkowski

Kup ebooka

28.57 zł
22.86 zł (20,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Od "narodowego odrodzenia" do "światowej wojny". Z Rogerem Griffinem o tym, czym jest faszyzm

Czym jest dziś faszyzm? Prawica nazywa tak lewicę, socjaliści konserwatystów, incele feministki - czy my, aby, nie nadużywamy tego terminu?

Zdecydowanie. Mówi się "mój szef to straszny faszysta", czy "nie bądź takim faszystą" wobec wszystkich, którzy wykazują jakieś despotyczne czy autorytarne tendencje, nawet w życiu prywatnym. Termin ten zupełnie się zdewaluował. Im więcej rzeczy określał, tym mniej znaczył. Jak w teście Rorschacha - dla każdego ta plama znaczyła co innego.

Kiedy się zaczęła ta dewaluacja?

Już w latach 20. XX w. część marksistów widziała to, co się działo wówczas we Włoszech jako narodziny nowej formy kapitalizmu - agresywnej, nacjonalistycznej i antypracowniczej. I mówili: faszyzm obejmuje kolejne kraje. Zaczęli określać wszystkie modele antykomunistycznego nacjonalizmu jako faszyzm. I tak Pinochet, Piłsudski, Franco, Salazar, Dollfuss skończyli w jednym worku. Weźmy Piłsudskiego. Kocha mundur i przemówienia, nacjonalizujący były socjalista, antykomunista, no to zupełnie jak Mussolini. Dalej Salazar nazywa kraj Nowe Państwo, używa tajnej policji, daje przemówienia z balkonu, ma ruch młodzieżowy. No też faszysta. Więc jeśli wziąć tak szerokie kryteria wszędzie nagle zaczęli pojawiać się "faszyści".

To może Akademia znalazła jakieś rozwiązanie tego pata?

Był w Anglii badacz nazwiskiem Stuart Wolfe. Zorganizował konferencję na Reading University. Zaprosił samych ekspertów od faszyzmu. Wszyscy oni napisali artykuły naukowe i je zaprezentowali, a Wolfe złożył z nich książkę The nature of fascism. No i ostatecznie okazało się, że wszystkie rozdziały są ze sobą sprzeczne. No i w efekcie, we wstępie Wolfe napisał, że może czas przestać używać tego terminu, bo przestał on cokolwiek konkretnego znaczyć.

Czyli nic się nie da zrobić?

Ten termin jest bardzo problematyczny. Dla socjalizmu, anarchizmu czy feminizmu, korzeniem nie jest jakiejś jedno, konkretne wydarzenie historyczne. A faszyzm to konkretnie, czasowo osadzony ruch polityczny, którego nazwę zaczęto używać, jako nazwę rodzajową.

To może żadnych faszystów nie ma? Dziś większość oskarżanych o to, w sądzie broni się, że faszystami nie są, bo akurat z Mussolinim to oni nie mają nic wspólnego...

W ten sposób zamiast rozdymać, redukujemy sprawę do absurdu. Po 1945 r., włoskie państwo, uczyniło faszyzm nielegalnym. No, ale nie bardzo było jednocześnie w stanie jakoś to pojęcie zdefiniować. I skończyło się na tym, że jeden z głównych faszystowskich filozofów, Julius Evola, bronił się w sądzie, że on przecież nie jest faszystą, bo nigdy nie należał do włoskiej Narodowej Partii Faszystowskiej. Niezależnie od tego, że ściśle współpracował i inspirował SS, a w kwaterze Hitlera w Wilczym Szańcu witał uwolnionego przez komandosów Otto Skorzenego z alianckiej niewoli Mussoliniego, a także był ideologiem, rasistą i jednym z najpopularniejszych myślicieli tego prądu. Sam też inspirował liczne organizacje neofaszystowskie, takie jak Ordine Nuovo czy terrorystów z Nuclei Armati Rivoluzionari, ale nie dało się go przygwoździć, bo wił się jak węgorz. A dodatkowo sami faszyści zaczęli mutować i nie chcą jeden do jednego powtarzać kroków Mussoliniego czy Hitlera...

To jak z tego wybrnąć?

Wrócić do korzeni. Kiedy zaproponowano mi na Oxford Brooks poprowadzenie kursu o faszyzmie, pierwszą rzeczą z której zdałem sobie sprawę był fakt, że chce uczyć studentów o zjawisku, co do którego nikt nie jest w stanie precyzyjnie określić czym jest. Nie miałem jeszcze nawet doktoratu, ale ożeniłem się z Włoszką i umiałem mówić po włosku i hiszpańsku. Zacząłem więc czytać faszystów. I oni dobrze wiedzieli, czym ów jest. I zrozumiałem, gdzie jest problem. Marksistowscy i liberalni akademicy, nigdy nie chcieli naprawdę posłuchać faszystów. To chyba jedyna myśl polityczna, którą definiowano nie w oparciu o teksty źródłowe, ale interpretacje. Chcesz zrozumieć anarchizm - czytasz Bakunina, Kropotkina, marksizm - Marksa, Engelsa i Lenina, feminizm - de Beauvoir czy Friedan, a faszyzm? Nikt ich nie czytał. Bo podstawowym założeniami były, że nie ma on ideologii i nie można ufać temu, co sami o sobie mówią faszyści.

I rzeczywiście nie ma?

Jest irracjonalny, nihilistyczny, nie ma ideologii i chodzi w nim tylko o władzę i zniszczenie - taki obraz dominował, kiedy zaczynałem studiować ten temat. Nawet w przedwojniu niby wszyscy wiedzieli co jest w Mein Kampf, ale nikt jej czytał. Zacząłem więc ich dokładnie studiować. I struktura zrobiła się jasna. Oczywiście nie byłem ani jedyny, ani pierwszy. Najciekawszym badaczem, który to zrobił był George Mosse, niemiecki Żyd, który uciekł przed nazizmem do Anglii, a potem do USA. Mówił oczywiście płynnie po niemiecku i kilka lat żył w kraju władanym przez Hitlera, pracując jako wykładowca kultury średniowiecznej. Już wtedy analizował z czym mamy do czynienia, a do lat 60. miał gotową, rozbudowaną teorię, o tym czym jest nazizm.

Na czym ona polegała?

Marksiści nigdy nie chcieli zaakceptować jakiejkolwiek alternatywnej wersji rewolucji. Oczekiwać tego od nich było, jak kazać chrześcijanom uznać innego mesjasza. Chrystus może umrzeć tylko raz. Mosse tymczasem pisał, że naziści wygrali, bo udało im się zrozumieć marzenie normalnych Niemców o rewolucyjnym staniu się "nowymi ludźmi". Stanley G. Payne, Zeev Sternhell, Emilio Gentile - oni wszyscy rozumieli tę obsesję z palingenezą, mitem nowego państwa, odrodzenia, nowych narodzin. I jeśli złożymy ich wszystkich razem to są to święci patroni mojej teorii, że faszyzm to rewolucja dla odrodzenia narodu. Przecież nawet w Polsce partia neofaszystowska, nazywa się wprost Narodowe Odrodzenie Polski.

Można znaleźć ten motyw we wszystkich tego typu ruchach?

Oczywiście. Moim zdaniem nie zrozumiemy faszyzmu, jeśli będziemy zajmować się tylko Włochami i Niemcami. Mniejsze ośrodki powiedzą nam też bardzo dużo: rumuńska Żelazna Gwardia, brytyjska Unia Faszystów, Falanga Hiszpańska, waloński reksism, nawet irlandzkie niebieskie koszule czy brazylijski integralizm, który przecież był ogromnym ruchem, samorodnym faszyzmem, ze swoimi własnymi rytuałami, świętami, których lider Plínio Salgado napisał 25 tomów tekstów, których nikt teraz praktycznie nie czyta, to wszystko bardzo żyzne pola do analizy tego, czym był i jest faszyzm. Weźmy też ustaszy, po chorwacku znaczy to powstaniec i cały ruch opierał się wprost na odrodzeniu państwa i narodu.

Ale czy dzisiaj są to kontynuowane koncepcje?

A Tarrant, terrorysta z Christchurch? Swój manifest nazwał Wielkie Zastąpienie, którego koncepcja przecież nie jest częścią międzywojennego faszyzmu, a jego nowoczesnej antykosmopolitycznej i antymultikulturowej rekreacji. Jednak symbolem na okładce jego manifestu jest czarne słońce. Niewiele osób wie skąd pochodzi ten symbol...

...z Wewelsburga.

Tak! Z siedziby SS. I on w tym manifeście pisze, że jest ekofaszystą, fanem Mosleya i mimo że przecież dokonuje takiego ataku w stylu dżihadystów, to w swojej głowie pozostaje czystej krwi faszystą. Jest "białym narodowym radykałem", który walczy o zatrzymanie "ludobójstwa białej rasy", "wielkiego zastąpienia Europejczyków". A Anders Breivik? Chciał zatrzymać Eurabię, wygrać ponownie bitwę pod Wiedniem i znów dużo fascynacji dawnym faszyzmem. A zamachowiec z El Paso Patrick Crusius? To samo. Jeśli chcemy używać terminu faszyzm w odpowiednim akademickim znaczeniu, to jednak musimy zaznaczyć, że jest to rewolucyjna forma ultranacjonalizmu. To wyklucza nam Donalda Trumpa. To nie jest żaden rewolucjonista. Władymir Putin też nie jest żadnym rewolucyjnym nacjonalistą.

On raczej używa faszystów...

Bo to oczywiście użyteczne narzędzie dla pewnego segmentu prawicy. Faszyści i naziści to najbardziej ekstremalna część tego spektrum, które zaczyna się od zwykłych ludzi domagających się rozmontowania UE, czy zmniejszenia imigracji, a kończy się na rekonstruktorach III Rzeszy. Ale 52% Brytyjczyków, które głosowało za brexitem, nie są żadnymi faszystami. Może są i populistami, może i mają nostalgię za brytyjską suwerennością i są z pewnością jakąś emanacją nacjonalizmu czy skrajnej prawicy, ale absolutnie nie są faszystami.

Więc co powinniśmy zrobić?

Kluczowi są akademicy, dziennikarze i publicyści. Muszą zacząć edukować ludzi. Potrzebne są zdrowe debaty publiczne, nie wśród fanatyków, używających słów do pałowania się nimi nawzajem. Słowo faszyzm zostało zmącone i praktycznie zgubione dla publicznego dyskursu. Jednak inteligentni, dobrze poinformowani i wyedukowani nauczyciele, dziennikarze, publicyści i naukowcy mają obowiązek wcisnąć go znów na właściwe miejsce. Musimy przede wszystkim spojrzeć w przeszłość i zbadać nasze własne faszyzmy, ekstremizmy i imperializmy. To ciągle będzie użyteczny termin, jeśli zrobimy sobie taką właśnie analizę spektrum i zmierzymy sobie "temperaturę" prawicy.

Tak rozpoznamy "prawdziwego faszystę"?

Podam świetny przykład z Anglii: English Defence League. Jest ona interesująca z dwóch powodów - po pierwsze Breivik sądził, że może to być początek ruchu, który on nazwał Templariuszami. Chciał założyć taką samą w Norwegii. Szukał kontaktu z liderem EDL Tommym Robinsonem. On też jest interesujący. Miałem z nim debatę w radio. Żarliwie antyislamski, uważa Mahometa za pedofila. Popiera Pegidę, antyislamski ruch w Niemczech. Pochodzi z Lutton, gdzie mieszka masa islamistów. Jest antyislamistą, żarliwym nacjonalistą, ale nie nazistą. Kiedy Nigel Farage odszedł z UKIP, była próba uczynienia z Robinsona lidera tej partii, co doprowadziłoby oczywiście do przekształcenia tego ugrupowania w skrajnie prawicowych antyislamskich populistów. Chcą Brytanii dla Brytyjczyków i owszem przypominają nieco afrykanerskich zwolenników apartheidu, ale oni też nie byli nazistami. To raczej ekstremalnie prawicowi liberałowie. Wy też przecież macie Janusza Korwin-Mikkego i Konfederację...

To jest dalej dość problematyczna sprawa. Wiele grup, nawet ewidentnie faszystowskich lubi mówić o sobie, że owszem mają dużo wspólnego ze słowackimi ludakami czy rumuńską Żelazną Gwardią, ale nie z Mussolinim czy Hitlerem. I co z takimi zrobić?

Odcinać się, to dla aktualnych faszystowskich ćwierćinteligentów bardzo użyteczna taktyka. Bardzo trudno jest dziś pochwalać nazizm. A jeśli chcesz być faszystą i jakoś oddzielić się od Holocaustu, po prostu musisz wybrać sobie bohaterów, którzy akurat nie byli gazującymi Żydów nazistami. Codreanu? Zginął przed wojną, więc jest ok. Hiszpańska falanga? Oni nie musieli być antysemiccy, bo ten kraj pozbył się Żydów już w XVI w., ale gwarantuje, że gdyby były duże populacje Żydów w Madrycie czy Barcelonie, to też byłaby antysemicka. No, ale nie musiała, więc też do koszyczka. Trzeba też pamiętać, że w powojennym nazizmie, dawne niemieckie wzory przekształciły się tak, by stać się ideologią białej supremacji. Teraz będą raczej mówić o "przetrwaniu białej rasy", tej "starożytnej gałęzi ludzkości", dodatkowo wzmacniając to narodowym czy europejskim imperializmem. Są też dwie grupy wymykające się zupełnie związkom z faszyzmem dla wielu ludzi, a zarazem to dziś dwa jego główne intelektualne źródła. Jednym jest tzw. konserwatywna rewolucja, którą możemy skojarzyć z Arminem Mohlerem i opowieścią, że jesteśmy w interregnum. Nie ma jeszcze rewolucyjnego momentu, ale musimy trwać i podtrzymywać żar faszystowskiej rewolucji, aż do następnego kryzysu. Drugim jest oczywiście Alain de Benoist i Nouvelle Droite. On powie o sobie oczywiście, że nie jest żadnym faszystą, że jest pomiędzy prawicą a lewicą, że jest metapolityczny. Jednak jego wypowiedzi są bardzo interesujące. Faszyzm mutuje, aby ominąć niedogodności. Jeśli więc kładziemy barierę dla kopii przedwojennego faszyzmu, on momentalnie mutuje w metapolityczny faszyzm. Wychodzi na to, że dla nowoprawicowców słabością Hitlera nie było to, że gazował Żydów, ale że chciał zmienić świat przemocą, a nie poprzez jego przeramowanie w duchu gramsciańskiej hegemonii kulturowej.

Węgierski dysydent-marksista Gáspár Miklós Tamás powiedział mi kiedyś, że jeśli gdzieś publicznie słyszy odwołanie do Gramsciego, to prawie zawsze czyni je skrajna prawica.

To bardzo zabawne, bo z jednej strony de Benoist zaprzecza, że jest prawicowcem, a z drugiej jego ruch to Nowa Prawica i pisze książkę Vu de droite (Widok z prawej/prawicy). Albo Aleksandr Dugin, to też świetny przykład. Bardzo dużo współczesnego języka ruchów tożsamościowych to wprost dzieło ludzi, których korzenie tkwią we francuskim faszyzmie lat 60. To wtedy te grupy w sposób zaplanowany, zamierzony uznały, nie możemy już mówić o biologii i rasie. Że muszą zmienić język. Vive la différence, "etnoplurtalizm", "separatyzm rasowy" - już nie stary dobry rasizm, tylko jego nowe odmiany, dla postronnego brzmiące zupełnie niewinnie.

Czyli "klasyczni" faszyści i naziści są już na wymarciu?

Oczywiście, nie. Ciągle mamy grupy faszystowskie i nazistowskie, a także narodowo-rewolucyjnych terrorystów: Tarranta, Breivika, McVeigha, Coplanda, NSU w Niemczech, National Action i Sonnenkrieg Divsion w Anglii, Atomwaffen Division w USA, czy całą masę "samotnych wilków". Jednak nowym poziomem, dużo bardziej złowrogim są działania metapolityczne tożsamościowców - takich jak Generation Identitere, polski Niklot, francuska Nouvelle Droite, Armin Mohler, Alain de Benoist, Aleksandr Dugin - którzy recyklingują takie pojęcia jak "różnice kulturowe" czy "hegemonia kulturowa". To dziś wcieka kropla po kropli do naszego głównego nurtu dyskursu i mamy ludzi czczących swoje tożsamości, swoją mityczną esencję i mówią: my nie jesteśmy faszystami, jesteśmy patriotami. Mamy elementy tego w trumpizmie, America First, etc. O wiele niebezpieczniejsze, bo bardziej podstępne, są te właśnie niefaszystowskie formy prawicowego populizmu, które mówią o tożsamości, nie lubią UE, ONZ, państwa, mają mit "zwykłych ludzi". Widać było w okresie brexitu jak bardzo to jest chłonny ruch, jak podmywa demokrację, nie będąc zarazem ruchem faszystowskim. I mamy to w każdym europejskim kraju, nawet w bardzo bogatych jak Norwegia, mamy ludzi z klasy średniej, którzy wierzą w jakieś wielkie zagrożenie dla "norweskości". Szwajcaria, też niezwykle bogaty kraj, ma swoją volkistowską wersję siebie, co jest dość idiotyczne, bo jest jednocześnie wysoko funkcjonującą demokracją, w której nielegalna jest budowa meczetu.

A nie jest teraz tak, że nowy rasizm budowany jest przede wszystkim na obywatelstwie, prawie do pracy, pobytu?

Dokładnie. W Szwajcarii by zostać Szwajcarem trzeba mieszkać tam przez 12 lat, zdać test językowy, mieć pracę i jeszcze nie ma gwarancji, że się nim zostanie. Dlatego to jest takie podstępne. To jest właśnie ta forma nieliberalnej demokracji, która używa języka, form i instytucji tej liberalnej. Prawo do samostanowienia jednostek i narodów, obywatelstwo, prawo do mieszkania, tylko dodają jedno malutkie nowe prawo, prawo do tożsamości i to jest przerażająco genialne, bo otwiera puszkę Pandory, bo jak raz zaczniemy mówić o prawie do tożsamości, szybko dojdziemy do sytuacji, w której ktoś niszczy nam nasze prawo do tożsamości, po prostu będąc sobą. I mogę dać Ci paszport, ale ciągle będziesz obrazą dla mojej tożsamości, a potem już raz dwa idzie legitymizacja form rasowej separacji i demonizacji. A kiedy ten wirus dotrze na poziom rządu to mamy populistyczne partie i kraje. Jedno takie rośnie właśnie w Polsce, inne na Węgrzech, kolejne we Włoszech. Putinowska Rosja to bardzo ciekawy przykład, antyradziecka i antynazistowska, a jednocześnie głęboko nacjonalistyczno-populistyczna. A jeśli w niej żyjesz to jeszcze antyhomoseksualna, legitymizująca przemoc domową, rasistowska dla nierosyjskich mieszkańców Federacji i antyislamska. W praktyce jest w zasadzie bardzo w tym podobna do państwa faszystowskiego. Tym przecież w zasadzie byłyby takie państwa, po śmierci ich charyzmatycznych liderów-dykatatorów, gdyby przetrwały. Po wytępieniu wrogów wewnętrznych dalej broniłyby das Volk. Dlatego putinizm jest dla mnie o wiele niebezpieczniejszy. Przyjaciel Putina Orbán otoczył Węgry płotem i zamknął Uniwersytet Środkowoeuropejski i ciągle pobiera fundusze unijne. To nie jest nazizm, to jest dużo groźniejsze niż naziści. Nie ma żadnych szans na państwo nazistowskie w dzisiejszej Europie, ale zupełnie legalnie, poprzez wybory można sobie zainstalować nieliberalną demokrację. To jest dla mnie główne zagrożenie. Faszyzm jest groźny na swój sposób, ale głównym zagrożeniem jest nieliberalna demokracja. A my ciągle spoglądamy na okres międzywojenny. A tu są nowe mutacje wirusów, nowe zagrożenia...

I tu dochodzimy do pana konceptu postfaszymu...

Nie mojego, tylko Gianfranco Finiego z włoskiego Sojuszu Narodowego. On wprost stwierdzał, że faszyzm był tak długo potrzebny, jak istniało zagrożenie komunizmem i Związek Radziecki. Kiedy ten upadł, oznajmiał, że on i jego partia mogą już odejść od faszyzmu i powiedzieć "jesteśmy postfaszystami". To jest gruby mindfuck. My już nie praktykujemy faszyzmu, nie dlatego, że jest zły czy niesłuszny, tylko dlatego, że chwilowo to nie jest potrzebne. Niby przedrostek "post" mówi, że jest on już za nami, ale przecież druga część wciąż definiuje kim jesteśmy. I po tej deklaracji Fini tworzy z faszystowskiego Włoskiego Ruchu Społecznego postfaszystowski Sojusz Narodowy i staje się bardzo ważną postacią we włoskim państwie, wynosi do władzy Il Popolo della Liberta, partię Berlusconiego, by ostatecznie utorować drogę Lidze Salviniego, który w imię włoskiego ludu zakłada blokadę migracji do Włoch i tworzy już nie jakąś formę odwołania się do faszyzmu czy nazizmu, jakiejkolwiek przeszłości, ale właśnie nową, niebezpieczną nieliberalną demokrację. To nie faszyzm jest dziś zagrożeniem, ale zanieczyszczenie demokracji nowymi formami anyliberalnej populistycznej prawicy.

Czyli da się powiedzieć, że w sumie i faszyzm i postfaszyzm to rodzaj zrakowaciałego liberalizmu?

Prawicowy tożsamościowy populizm to faszyzm ery czasów antyfaszystowskich. W okresie międzywojennym kryzys demokracji i liberalnej gospodarki wytworzył przestrzeń polityczną na rewolucyjne formy nacjonalizmu. Tej przestrzeni już nie ma, bo wydarzyły się Holocaust i globalizacja. Dziś nowoczesną wersją bycia przeciwko osiowym wartościom Oświecenia nie jest już faszyzm. Przynależność do tego ruchu alienuje, jest nasączona przemocą, wychwala nazizm, wszystkie te Dzienniki Turnera to nie jest opcja dla normików. Realnie, to bardzo mało ludzi jest faszystami. Bycie antyliberalnym i antydemokratycznym dziś to jednocześnie pochwalać instytucje liberalnej demokracji - wybory, darmową edukację, kapitalizm, wolność przemieszczania się ludzi i towarów, subwencje i telewizory HD, ale pod warunkiem ograniczenia tego wszystkiego dla "naszych". Pod koniec wojny w Wietnamie Alain de Benoist napisał niesamowity tekst, w którym twierdził, że bardzo się cieszy, że Wietnamczycy wygrali wojnę z USA. Wietnam dla Wietnamczyków, Francja dla Francuzów, Europa dla Europejczyków, stwierdzał w tym tekście. I tak mamy świat bez kosmopolityzmu, masowych migracji, Narodów Zjednoczonych, NATO i fortecę Europa. I to wszystko oznajmione na długo przed kryzysem migracyjnym, "ludobójstwem białej rasy", Breivikiem, ale to wszystko już tam jest. Idea jest niezwykle prosta. Wychwalasz swój narodowy liberalizm, ale zatrzymujesz go tylko dla swoich. To dokładnie zrobił Orbán. Ten płot wokół Węgier jest tylko namacalnym ucieleśnienie węgierskiego nieliberalnego myślenia.

Czyli wychodzi na to, że najbardziej wpływowym myślicielem okazuje się dziś Julius Evola? Z jego hierarchicznością, kastowością i integralnym tradycjonalizmem?

Trochę tak. Mamy dziś w tym samym momencie zabójczą mieszankę, jednocześnie globalizację i ucieczkę od niej, sekularyzację i wzrost fundamentalizmów. Zachodni badacze zupełnie nie zauważyli, widząc tylko jedną stronę modernizującego się świata, jak jego druga część wraca chyłkiem w głęboką przeszłość, szukając czy to w religii czy w pismach takich ludzi jak Evola, swojej rewolty przeciwko współczesnemu światu. Islamizm, biały nacjonalizm, chiński szowinizm, japoński duch Yamato, Hindutva, to jest ogromny ruch, wielka demonizacja cudzoziemców. Moją jedyną nadzieją jest, że ekologiczny kryzys stworzy nową podstawę dla ogólnoludzkiej solidarności, bo jeśli wejdziemy w niego w wielkiej wojnie wszystkich ze wszystkimi jesteśmy skończeni jako gatunek.

A co jeżeli tylko kryzys podkręci hierarchiczne podziały oparte dodatkowo na dostępie do dóbr, czystego powietrza i wody?

Ale są też ruchy przeciwne. Istoty ludzkie są zaskakujące. Anglia przeszła błyskawicznie drogę od obłaskawiania Hitlera do bezlitosnej z nim walki. Kiedyś palenie papierosów było normą, a dawno już nią nie jest. Feminizm był marginalnym ruchem, teraz jest oczywistością. Ludzie umieją się błyskawicznie zmieniać. Mam 72 lata i jestem wielkim pesymistą, ale myślę też, że ten świat jest wart próby jego naprawy.

Roger D. Griffin (ur. 1948) - profesor historii współczesnej i teorii polityki, uczy na Oxford Brookes University. Badacz społeczno-historycznej i ideologicznej dynamiki faszyzmu i różnych form fanatyzmu politycznego i religijnego. Jest założycielem czasopisma Fascism i Międzynarodowego Stowarzyszenia Studiów Porównawczych nad Faszyzmem; wydał m.in. The Nature of Fascism (1991), Fascism (1995), International Fascism (1998), A Fascist Century (2008).

Dotychczas w serii Biblioteka Le Monde diplomatique ukazały się:

Étienne Balibar Filozofia Marksa

Samir Amin Wirus liberalizmu

Jacques Ranci?re Nienawiść do demokracji

Stefan Zgliczyński Antysemityzm po polsku

David Harvey Neoliberalizm. Historia katastrofy

Michel Warschawski Izrael i polityka planowego zniszczenia

Andrzej Witkowicz Wokół terroru białego i czerwonego 1917­-1923

Carlos Antonio Aguirre Rojas Ameryka Łacińska na rozdrożu

Patrick Artus, Marie­-Paule Virard Wielki kryzys globalizacji

Alain Bihr Nowomowa neoliberalna

Lo?c Wacquant Więzienia nędzy

Mike Davis Planeta Slumsów

Ladislau Dowbor Demokracja ekonomiczna

Deborah Johnston, Alfredo Saad­-Filho (red.) Neoliberalizm przed trybunałem

Beverly J. Silver Globalny proletariat

Stefan Zgliczyński Hańba iracka

Vincent Geisser Nowa islamofobia

Urs Marti Niedotrzymana obietnica demokracji

Daniel Bensa?d Wywłaszczeni

Ben White Apartheid izraelski

Jane Hardy Nowy polski kapitalizm

Norman G. Finkelstein Gaza ­- o jedną masakrę za daleko

Jean Ziegler Nienawiść do Zachodu

Jan Kurowicki Estetyczność środowiska naturalnego

Walden Bello Wojny żywnościowe

Enzo Traverso Europejskie korzenie przemocy nazistowskiej

Michel Husson Kapitalizm bez znieczulenia

Judith Butler Ramy wojny

Susan George Czyj kryzys, czyja odpowiedź

Pierre Macherey Siła norm

Jean Ziegler Imperium hańby

Anna Baumgart Zdobywcy słońca / Andrzej Turowski Parowóz dziejów

François Chesnais Bezprawne długi

Giorgio Agamben, Alain Badiou, Daniel Bensa?d, Jean-Luc Nancy, Wendy Brown, Jacques Ranci?re, Kristin Ross, Slavoj Žižek Co dalej z demokracją?

Dorota Sajewska Pod okupacją mediów

Andrzej Turowski Sztuka, która wznieca niepokój

Luis Martínez Andrade Ameryka Łacińska. Religia bez odkupienia

Jan Toporowski Dlaczego gospodarka światowa potrzebuje krachu finansowego

Zbigniew Taranienko Alchemia obrazu. Rozmowy ze Stanisławem Fijałkowskim

Eric Toussaint, Damien Millet Kryzys zadłużenia i jak z niego wyjść. Audyt. Anulowanie. Alternatywa polityczna

Tadeusz Kowalik Róża Luksemburg. Teoria akumulacji i imperializmu

Zofia Nawrocka, Paulina, Julia, Magda, Anna, Weronika Gwałt. Głos kobiet wobec społecznego tabu

Tomasz Rafał Wiśniewski Podmiot i wolność. Dziedzictwo heglowskie i jego wrogowie

Jean Ziegler Geopolityka głodu

Przemysław Wielgosz (red.) Koniec Europy jaką znamy

Mona Chollet Tyrania rzeczywistości

John Bellamy Foster, Robert McChesney Kryzys bez końca

Leokadia Oręziak OFE katastrofa prywatyzacji emerytur w Polsce

Jarosław Urbański Prekariat i nowa walka klas

Ku Afryce. Poznawać. Działać. Dzielić się

Enzo Traverso Historia jako pole bitwy

Andrzej Szahaj Kapitalizm drobnego druku

Agnieszka Minich-Scholz Marian Minich - pod wiatrMarian Minich Wspomnienia wojenne / Szalona galeria

Stanisław Rainko Marks. Dwie filozofie

Emir Sader Kret Rewolucji

Tadeusz Klementewicz Stawka większa niż rynek. U źródeł stagnacji kapitalizmu bez granic

Gilbert Rist Urojenia ekonomii

Jan Borowicz Nagość i mundur. Ciało w filmie Trzeciej Rzeszy

Andrzej Szahaj Inny kapitalizm jest możliwy

Jarosław Pietrzak Smutki tropików. Współczesne kino Ameryki Łacińskiej jako kino polityczne

Ralf Fücks Zielona rewolucja

David Harvey Przestrzenie globalnego kapitalizmu

Janina Petelczyc, Marek Cichy (red.) Brazylia, kraj przyszłości?

Konrad Pędziwiatr (red.) Na Zachodnim Brzegu bez zmian

Richard Shusterman Myślenie ciała. Eseje z zakresu somaestetyki

Michał Siermiński Dekada przełomu. Polska lewica opozycyjna 1968-1980

Jean Ziegler Szwajcaria, złoto i ofiary

Ilan Pappé Czystki etniczne w Palestynie

Łukasz Drozda Uszlachetniając przestrzeń. Jak działa gentryfikacja i jak się ją mierzy

Przemysław Witkowski Chwała supermanom. Ideologia a popkultura

Ewa Majewska Tramwaj zwany uznaniem. Feminizm i solidarność po neoliberalizmie

Ladislau Dowbor Co to za gra? Nowe podejścia do ekonomii

Paweł Mościcki Migawki z tradycji uciśnionych

Ulrike Guérot Dlaczego Europa musi stać się republiką! Utopia polityczna

Waldemar Kuligowski i Agata Stanisz Ruchome modernizacje. Między Autostradą Wolności a "starą dwójką"

Dariusz Stoll Płynna nowoczesność a neoliberalizm. Wokół myśli Zygmunta Baumana

Agata Adamiecka-Sitek, Dorota Sajewska, Dorota Sosnowska (red.) Robotnik. Performanse pamięci

Jan Toporowski Kredyt i krach

Katarzyna Bielińska-Kowalewska (red.) Filozofia i ruchy społeczne

Andrzej Szahaj Neoliberalizm, turbokapitalizm, kryzys

Róża Luksemburg O rewolucji 1905, 1917

Grzegorz Konat, Przemysław Wielgosz (red.) Realny kapitalizm. Wokół teorii kapitału monopolistycznego

Ewa Majewska Kontrpubliczności ludowe i feministyczne. Wczesna "Solidarność" i Czarne Protesty

Ugo Bardi Wydobycie. Jak poszukiwanie bogactw mineralnych pustoszy naszą planetę

Noam Chomsky Siła i opinia

Jan Ratuszniak Nowa kobieta. Aleksandra Kołłontaj

Andrzej Szahaj Kapitalizm wyczerpania?

Katarzyna Duda Kiedyś tu było życie teraz jest tylko bieda. O ofiarach polskiej transformacji

Przemysław Czapliński, Joanna B. Bednarek, Dawid Gostyński (red.) O jeden las za daleko. Demokracja, kapitalizm i nieposłuszeństwo ekologiczne w Polsce

Michel Husson Jak zerwać z kapitalizmem

Enzo Traverso Nowe oblicza faszyzmu

Holger Politt, Przemysław Wielgosz (red.) Karol Marks. O kwestii polskiej

Mark Fisher Realizm kapitalistyczny

Zbigniew Marcin Kowalewski Rap. Między Malcolmem X a subkulturą gangową. Naród Islamu w czarnej Ameryce

Przemysław Witkowski Laboratorium przemocy. Polityczna historia Romów

Michał Siermiński Pęknięta "Solidarność"

Jacek Drozda Echa innych rewolucji. Od Muhammada Alego do Japońskiej Armii Czerwonej

Ladislau Dowbor Poza kapitalizm. Nowa architektura społeczna

Jean Ziegler Lesbos, hańba Europy

Enzo Traverso Lewicowa melancholia

Jean Ziegler Drogi nadziei. Walki zwycięskie, czasem przegrane, ale w których razem możemy zwyciężyć

Éric Toussaint System zadłużania. Historia długów państwowych i ich nieuznawania

Gilbert Achcar Huragan w świecie arabskim. Islam, wojny i rewolucje

Przemysław Wielgosz (red.) Pandemia kapitalizmu

Marek Wasilewski Sztuka w czasach populizmu

Grzegorz Konat Polska rewolucja. Tadeusz Kowalik o epigońsko-mieszczańskiej transformacji roku 1989

Jean Ziegler Kapitalizm tłumaczony mojej wnuczce

Saul Newman Postanarchizm

Silvia Federici Poza granicami skóry. Przemyśliwanie, przekształcanie i odzyskiwanie ciała we współczesnym kapitalizmie

Simon Mundy Wyścig po jutro. Przetrwanie, innowacja i zysk na fronciekryzysu klimatycznego

Ewa Majewska Mariola Przyjemska. Spacerowiczka gentryfikowanej Warszawy

Przemysław Czapliński, Joanna B. Bednarek (red.) To wróci. Przeszłość i przyszłość pandemii

Lia Dostlieva, Bogna Kociołowicz-Wiśniewska, Waldemar Kuligowski, Natalia Nowińska-Antoniewicz, Marcin Poprawski, Aleksy Szymkiewicz Uwierz w festiwal. Aksjonormatywne wymiary współczesnych festiwali muzycznych w Polsce

Jan Wasiewicz Pamięć - chłopi - bunt. Transdyscyplinarne badania nad chłopskim dziedzictwem. Historia pamięci pierwszego powstania ludowego na ziemiach polskich

Jan Wasiewicz Wóz Drzymałów pod szwedzkim zaborem. Transdyscyplinarne badania pamięcioznawcze nad chłopskim dziedzictwem

Zbigniew Marcin Kowalewski Ukraińskie rewolucje

Andrzej Turowski Dziura w całym. O sztuce i historii sztuki współczesnej

Ladislau Dowbor O społeczną funkcję ekonomii. Kwestia ludzkiej godności

Wstęp

Przemysław Witkowski napisał książkę konieczną i fascynującą. Aż dziwne, że nikt na świecie tego wcześniej nie zrobił.

Konieczność takiej książki jest dość oczywista. Bo długi cień faszyzmu gęstnieje nad światem i staje się coraz groźniejszy od półtorej dekady, czyli od kryzysu 2007/2009 r. A w debatach publicznych wciąż rządzi wyparcie zła, które ten cień niesie.

Wiele osób jednak ten brunatny cień widzi i antycypuje związane z nim ryzyka. W swojej ostatniej książce (Faszyzm. Ostrzeżenie, 2018 r.) opisywała go m.in. była Sekretarz Stanu USA, prof. Madeleine Albright, którą trudno oskarżać o lewacką histerię. Nawet jej spokojna, precyzyjna, spełniająca najwyższe standardy intelektualne analiza, dla wielu nie była jednak dość przekonująca, by poważnie traktować rosnące zagrożenie faszyzmem.

Nasz problem z tropieniem współczesnego faszyzmu wynika głównie z uproszczonych porównań. Zawsze można przecież pytać, "gdzie tu widzisz Hitlera?" ("Kaczyński nie jest Hitlerem", "Trump nie jest Hitlerem"...), lub rzucić "Holocaust to nie jest" ("Push-backi to nie Auschwitz"). Zarzut stosowania "reductio (lub argumentum) ad Hitlerum" w celu zdyskwalifikowania swojego oponenta, bywa oczywiście prawdziwy (np. gdy porównuje się aborcję do Holocaustu), zwykle jednak zbyt łatwo zamyka dyskusję nad zjawiskami realnie groźnymi.

Nowe wersje faszyzmu oczywiście różnią się od faszyzmu (-ów) z początku XX w. Nie ma masowych partii faszystowskich z milionami członków. Nie ma partyjnych mundurów ani paramilitarnych partyjnych bojówek. Ale współczesne faszyzmy mają podobną istotę i korzenie, oraz mogą prowadzić do podobnych skutków.

Wyjątkowość i szczególne znaczenie książki Witkowskiego polega głównie na tym, że odsuwa on na bok nieistotne powierzchowne różnice i drąży tożsamą lub zbieżną istotę XX-wiecznych oraz współczesnych procesów - od demokratycznych i ekonomicznych systemowych dysfunkcji, po mitologie, estetykę, wizje tożsamości, rodziny czy seksualności.

W ten sposób pokazuje głęboką istotę tego, co powierzchniowa analiza politologiczna najczęściej określa jako "nowy prawicowy autorytarny populizm". Dzięki temu refleksyjny czytelnik w miarę lektury odkrywa, że populizm jest zaledwie socjotechnicznym narzędziem liderów rewolty, której istotą jest głęboki faszystowski zwrot dokonujący się nie tylko w polityce, lecz także - lub raczej: zwłaszcza - w kulturze. I że ten groźny proces dotyczy nie tylko radykalnej politycznej prawicy.

Faszyzm tu jest. Przemysław Witkowski umiał to pokazać aż nadto przekonywająco. Jest nie tylko obok, lecz także między nami. I to nie w mrocznych niszach. Nie w ciasnych kryjówkach. Jest wokół. Blisko głównego nurtu lub nawet w nim samym. Przesiąka nasze życie.

Nie jest to nazizm czy hitleryzm, jakie znamy z przeszłości. Przeszłość to przeszłość. Nie warto toczyć sporów o cofanie czasu ani o to, czy dzisiejszy faszyzm jest bliższy włoskiemu, niemieckiemu, portugalskiemu czy może polskiemu sprzed stu lat. Bo oczywiście jest inny, niż jakikolwiek historyczny wzór. Podobnie jak dzisiejsza demokracja jest inna, niż demokracja XIX-wiecznej Ameryki, Francji z lat 30., czy Wielkiej Brytanii lat 80. XX w. Tak jednak, jak demokracja mimo zasadniczych różnic wciąż jest demokracją, gdy zachowuje demokratyczną istotę, tak faszyzm pozostaje faszyzmem, jeśli zachowuje istotę swej faszystowskiej natury, co doskonale uchwycił Przemysław Witkowski.

W tym sensie książka Witkowskiego z każdą kolejną przeczytaną rozmową - nawet jeśli padają w nich również kontrowersyjne tezy - szeroko otwiera czytelnikom oczy na bardzo niewygodną prawdę o pełzającej wciąż szerzej i głębiej faszyzacji naszej rzeczywistości. Oczywiście, także po książce Witkowskiego, wciąż będzie można wypierać tę niewygodną prawdę. Taka pokusa może nawet wzrośnie, bo groza staje się bardziej oczywista, a wciąż przecież nie wiemy, jak pełznięcie faszyzmu zatrzymać nie naruszając struktury rządzących dziś światem ważnych, często uzasadnionych zbiorowych interesów.

Przemysław Witkowski nie oferuje czarodziejskiej antyfaszystowskiej różdżki. Ale odsłania rozległe korzenie współczesnego faszyzmu. Mamy więc ważną wskazówkę, jak szukać antidotów i gdzie je aplikować. Przede wszystkim dostarcza zaś wiedzę, która sprawia, że - jakby co - trudniej będzie mówić "nie wiedziałem".

Jacek Żakowski