Fascynacja przemocą - Praca zbiorowa

Reflow text when sidebars are open.
Reakcja jest zwykle podobna:
- Proszę zmienić numer telefonu i sprawa się zakończy.
- Musimy czekać, aż popełni jakieś przestępstwo. Na przykład zagrozi, że zabije. Albo coś zniszczy.
- A nie da się z nim jakoś dogadać?
- Nie ma sensu tego zgłaszać, to tylko wykroczenie.
To prawdziwe słowa policjantów, do których zgłosiły się ofiary stalkerów. Sama policja w oficjalnych wypowiedziach zapewnia, że każdego pokrzywdzonego traktuje poważnie i przyjmuje zgłoszenie. Rzeczywistość nie jest jednak tak różowa. Z raportu Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości na temat stalkingu w Polsce wynika, że choć w ponad połowie przypadków policjanci przyjęli informację o nękaniu, to nic więcej nie zrobili. Co piąta ofiara odeszła z komisariatu nawet bez tego. W co czwartym przypadku policjanci kazali przyjść, jeśli sytuacja się powtórzy, a zdarzało się, że odsyłali ofiary do... agencji ochrony.
- Jestem ofiarą cyberstalkingu. Moja prześladowczyni Marta Popiel posługuje się moimi danymi osobowymi, zdjęciami oraz umieszcza w internecie nieprawdziwe informacje na mój temat - pisze na stronie internetowej swojego gabinetu Adam Sidorowicz, warszawski chirurg medycyny estetycznej.
Sidorowicz to chyba najbardziej znana ofiara stalkingu w Polsce. Jego koszmar trwa od pięciu lat, wielokrotnie pisały o nim ogólnopolskie media. To jednak nie powstrzymuje prześladowczyni. Wręcz przeciwnie. - Ostatnio znajduję w skrzynce na listy kartki z namalowanym czarnym krzyżem. Marta zaczęła grozić moim najbliższym - mówi w rozmowie z magazynem "Śledczy" Sidorowicz. W słanych do niego wiadomościach kobieta każe szykować worki na zwłoki dwulatka (w takim wieku jest dziecko lekarza), przestrzega jego żonę przed gwałtem i sugeruje, żeby jego matka nie wychodziła z domu, "bo przecież starszym paniom różne rzeczy się zdarzają".
Wszystko zaczęło się niewinnie. Jesienią 2005 roku do gabinetu Sidorowicza przyszła na konsultację pacjentka. Tydzień później obdarowała lekarza drobnym upominkiem. Wkrótce wyznała mu miłość. Lekarz powiedział kobiecie, że nie może liczyć na wzajemność. Pacjentka nie dawała za wygraną. Zasypywała go miłosnymi wyznaniami, erotycznymi SMS-ami. To trwało mniej więcej dwa lata. Kiedy zrozumiała, że lekarz nie odwzajemni uczucia, postanowiła go zniszczyć. "Bestialski kat kobiet", "Ten lekarz zabija chorych ludzi lub doprowadza ich do kalectwa", "...to zdehumanizowane bydlę, które upaja się zadawaniem bólu kobietom", "Groził mi dożylnym podaniem środka, po którym umiera się w pół minuty" - to tylko niektóre opisy, które wyświetlają się, kiedy wpisze się w internetową wyszukiwarkę nazwisko lekarza. Marta zamieszcza też wulgarne anonse na portalach gejowskich, oczywiście podając numer i nazwisko Sidorowicza. Kiedy lekarz chce zadzwonić ze służbowej komórki, często nie może nawet wystukać numeru, bo Marta do niego wydzwania. Bywa, że stacjonarny numer gabinetu otrzymuje po kilkaset głuchych telefonów dziennie.
Sidorowicz chciał, żeby była pacjentka poniosła karę. Za wykroczenie, jakim jest uporczywe nękanie, mogłaby dostać 1500 zł grzywny. Sąd umorzył jednak postępowanie, bo kobieta nie stawiała się na żadne wezwania. To jeszcze bardziej ją rozkręciło. "I co? Sąd umorzył sprawę!" - drwiła. Kiedy jednak groźby zaczęły dotyczyć najbliższych Sidorowicza, do akcji wkroczyła prokuratura. - Zdecydowaliśmy o postawieniu Marcie P. czterech zarzutów: rozpowszechniania pornografii, gróźb karalnych, znieważenia i pomówienia - wylicza Dariusz Ślepokura z warszawskiej Prokuratury Okręgowej. Problem w tym, że do tej pory Marta zarzutów nie usłyszała. - Skutecznie ukrywa się przed policją - mówi Sidorowicz. W październiku prokuratura wydała nakaz zatrzymania Marty P. Jeśli nadal będzie się ukrywała, zostanie za nią wystawiony list gończy. Grożą jej dwa lata więzienia.
- Proszę mi wierzyć, nie możemy się doczekać, aż stalking trafi do kodeksu karnego i stanie się przestępstwem - mówi "Śledczemu" kom. Małgorzata Stanisławska z komendy miejskiej w Zielonej Górze.
To właśnie w tym mieście przed wakacjami w ręce policjantów wpadł pewien stalker. Wszystko zaczęło się na początku roku. Kobieta pracująca w agencji nieruchomości pośredniczyła w wynajęciu mieszkania 48-letniemu Niemcowi. Klient był bardzo zadowolony z obsługi. Nic nie wskazywało na to, że za kilka dni życie agentki zamieni się w horror. Kobieta zaczęła dostawać głuche telefony. Gdy odbierała - sygnał się urywał. Dręczyciel zasypywał ją SMS-ami - coraz bardziej wulgarnymi. Wyzywał od suk i kurew. Kiedy budziła się rano, miała po kilkaset nieodebranych połączeń z różnych numerów! W pewnym momencie zorientowała się, z kim ma do czynienia - kiedy odebrała jeden z telefonów, po drugiej stronie usłyszała niemiecki akcent. Natychmiast skojarzyła to z klientem. Tyle że on nie przebywał już w wynajętym mieszkaniu. Z każdym dniem dręczyciel posuwał się dalej. "Dzień dobry, tu prostytutka Justyna, biorę za noc 2000 złotych" - słyszeli zdumieni klienci agencji nieruchomości, kiedy próbowali dodzwonić się na numer zielonogórskiej agentki. Kobieta musiała zrezygnować z pracy. Zgłosiła się na policję, ale potem z wielkim żalem opowiadała o tym, jak wyglądało namierzanie stalkera: - Musiałam sama tropić sprawcę, sama chodziłam i wypytywałam ludzi, ustalałam, gdzie może przebywać.
Kom. Stanisławska przyznaje, że mężczyzna nie zostałby zatrzymany, gdyby nie pomoc samej poszkodowanej. Kobieta miała szczęście w nieszczęściu: kiedy odnalazła swojego oprawcę, policja zaczęła sprawdzać, kim jest. Okazało się, że obywatel Niemiec jest poszukiwany międzynarodowym listem gończym za oszustwa, które popełnił na terenie Niemiec (zarobił 300 tysięcy euro na sprzedaży fałszywych praw jazdy). - To była podstawa do zatrzymania i przeszukania mieszkania - mówi Stanisławska. Policjantka była obecna podczas wejścia do domu Niemca.
- W jego domu znaleźliśmy sprzęt informatyczny, pieniądze, kilkaset różnych kart SIM do telefonów komórkowych - wylicza. Wyszło na jaw, że mężczyzna nękał nie tylko zielonogórzankę, ale co najmniej kilka kobiet w całej Polsce.
Zaraz po zatrzymaniu trafił do aresztu, ale tylko i wyłącznie dlatego, że był poszukiwany listem gończym. - Stalking? To nie jest przestępstwo, nie mogliśmy nic zrobić w tej sprawie - mówi Grzegorz Szklarz z zielonogórskiej Prokuratury Okręgowej. Jednak po dokładnej analizie znalezionych w mieszkaniu Niemca rzeczy okazało się, że sprawca popełnił błąd.
- Przełamał zabezpieczenia operatora i włamał się do skrzynki pocztowej numeru poszkodowanej, a to jest już kradzież informacji. Oprócz tego doładował sobie telefon z konta pokrzywdzonej. To wyłudzenie zagrożone karą nawet 10 lat więzienia - mówi Szklarz.
Śledczy mieli nadzieję, że Niemiec zostanie pociągnięty do odpowiedzialności także za nękanie innych kobiet. - Współpracowaliśmy z prokuraturą w Bielsku-Białej. Niestety w tamtym przypadku mężczyzna nie popełnił żadnego przestępstwa i nie mogliśmy włączyć tej sprawy do śledztwa - mówi prokurator Szklarz. - Tam było tylko nękanie - dodaje.
Owo nękanie to zamieszczanie numeru dziewczyny na erotycznych portalach. Wydzwanianie przez całą noc. SMS-y o treści: "A czemu kurwa ma wyl tel? Czy cos nie tak? Ha ha ha", "z gory ci powiem to: Ja zram na Policje!", "widze ze juz nie odb tel czy masz juz dosc?", "sama tak wybralas" (pisownia oryginalna).
Na policji poszkodowana nie znalazła zrozumienia: - Podczas zeznania czułam się tak, jakby funkcjonariusz uważał, że wymyślam sobie całą historię i zeznaję nieprawdę. Jakby miał do mnie pretensję, że musi prowadzić moją sprawę - opisywała w internecie. To dzięki jej nagłośnieniu trafiła na dręczoną w taki sam sposób zielonogórzankę.
Jak dowiedział się magazyn "Śledczy", stalker obecnie znajduje się na wolności. - Sąd uznał, że nie ma przesłanek, aby nadal przebywał w areszcie - mówi prokurator Szklarz.
Dojrzała kobieta, z zawodu nauczycielka, otrzymuje o godzinie 22.24 SMS-a o treści: "Nie zdziwiło cię nic w ostatni weekend?". Nie zna numeru nadawcy. O co chodzi? Szybko odtwarza w pamięci poprzednie dni, ale nic nie wyróżnia się na tle codziennych zdarzeń. Może to pomyłka? Kilka minut później przychodzi kolejny SMS: "Jak to jest być wydupczoną przez tylu i pozostawioną jak zużyte obuwie? Jesteś jak zużyta wycieraczka" (pisownia SMS-ów oryginalna).
W ciągu godziny przychodzi jeszcze kilkanaście SMS-ów podobnej treści. Kobieta odpisuje: "Kim jesteś?", "O co ci chodzi?", aż wreszcie: "Proszę dać mi spokój!". Koło północy nastaje cisza. Trudno jednak usnąć po czymś takim.
Spokój trwa do 6.50, gdy przychodzi SMS: "Jak spałaś? kolejne kurewskie wredne myśli?". Kobieta odpisuje: "dobrze". Odpowiedź: "Masz szambo zamiast mózgu! wredna kurwo!". Kolejny SMS pojawia się o 23.45: "Nie zaśniesz tak szybko!". Zdenerwowana kobieta pyta: "Kim jesteś?". "Myśl kombinuj szybciej! Wykaż się!" - przychodzi kolejna wiadomość. Zdesperowana postanawia zadzwonić na numer, z którego przychodzą SMS-y. Nikt jednak nie odbiera, przy kolejnej próbie połączenia są odrzucane. Kobieta idzie spać, budzi ją dzwonek telefonu. Jest godzina 3.15, gdy odbiera połączenie, rozmówca rozłącza się. Głuchy telefon powtarza się jeszcze trzykrotnie w odstępach pięciu minut.
I tak jest od ponad pół roku. Nie pomogła zmiana telefonu. Do pracy nękanej kobiety zadzwonił wtedy ktoś, podając się za strażnika miejskiego, i zostawił numer, na który miała oddzwonić w sprawie mandatu z fotoradaru. Zadzwoniła, nikt nie odbierał. Wkrótce znowu zaczęła otrzymywać SMS-y ("Dziwka jest dziwką na zawsze") i głuche telefony.
Kolejny przykład: małżeństwo z niewielkim stażem. Ona dobiega trzydziestki i jest barmanką w pubie. On, kilka lat starszy, pracuje jako technik precyzyjny w zakładzie produkcyjnym. Są prześladowani od 14 miesięcy.
Zaczęło się od telefonów do pubu. Kilkanaście razy w tygodniu zdławiony męski głos mówił: "zaraz zrobię wam nerwy", "wiem o tobie wszystko", "wiemy, gdzie mieszkasz, dopadniemy cię". Po trzech miesiącach do pracy barmanki przyszedł pierwszy list. W kopercie znajdowały się zdjęcia nagich kobiet, niektóre w seksualnych pozach. Ciała pokrywały napisy, na twarzach znajdowały się symboliczne malunki.
Wkrótce listy zaczęły przychodzić również do zakładu pracy mężczyzny. Niemal identyczne: nagie kobiety powycinane z czasopism erotycznych. Autor anonimów dołączył groźbę: "umrzesz - jesteś następny". Niedługo na drodze z domu do pracy, na przydrożnym murze ktoś sprayem napisał imię dręczonego mężczyzny. Trudno mówić o zbiegu okoliczności - charakter pisma był identyczny z tym z listów (prześladowcę zdradziła specyficzna pisownia niektórych liter).
Kim jest klasyczny stalker? To zazwyczaj mężczyzna w trzeciej i czwartej dekadzie życia (choć istnieje również odmiana prześladowania wśród młodzieży, określana często jako "bullying").
Relacja, jaką uroił sobie w związku z ofiarą, ma najczęściej zabarwienie erotyczne lub wręcz seksualne (chociaż nie tylko). Prześladowca cierpi na zaburzenia osobowości, ma skłonność do paranoi i obsesji. Typowy stalker jest co najmniej przeciętnie rozwinięty intelektualnie. Najczęściej żyje samotnie i ma kłopoty w życiu zawodowym: poszukuje pracy lub pozostaje bezrobotny. Ponad połowa sprawców była już notowana: za stosowanie przemocy, agresję, nadużywanie alkoholu, awanturowanie się, akty wandalizmu lub nękanie innych ofiar. Mogą zatem figurować w policyjnych bazach danych.
Analiza zjawiska "tradycyjnego" - czyli telefonicznego bądź listownego - stalkingu dowodzi, że w ponad połowie przypadków (dokładnie w 57 procentach) ofiara zna sprawcę. Często stalker nie ukrywa swojej tożsamości, także wtedy, kiedy ofiara jest obcą osobą. Jeden z najbardziej znanych stalkerów - John Hinckley, który uroił sobie romans z aktorką Jodie Foster - swoje listy podpisywał prawdziwym imieniem i nazwiskiem. Obecnie prześladowcy często wykorzystują najnowsze technologie do osaczania swoich ofiar. Specjaliści nazywają to z angielskiego cyberstalkingiem.
Stalkerzy często kierują się obsesyjną potrzebą identyfikacji z ofiarą. W takim przypadku nękany może być tej samej płci co prześladowca. Stalker tego typu najczęściej ma duże problemy emocjonalne i może cierpieć na jakąś chorobę psychiczną. Mark Chapman, zabójca eksBeatlesa Johna Lennona, fascynował się swoim idolem do tego stopnia, że związał się z azjatycką partnerką - na wzór relacji Lennon-Yoko Ono.
Obsesyjną fankę miała też Diana DeGarmo, 19-letnia uczestniczka reality show American Idol. W DeGarmo zadurzyła się dwa lata starsza Tanya Maree Quattrocchi. Prześladowczyni dręczyła obiekt swojego uczucia za pomocą internetu oraz telefonu komórkowego. W ciągu czterech miesięcy Quattrocchi dzwoniła do DeGarmo 369 razy i wysłała jej ponad 570 SMS-ów. Treść kilku z nich: "Mogłabym Cię zabić, zanim dotknęłabyś mnie palcem", "Wiem, że przekraczam granicę, ale gówno mnie to obchodzi" , "Jak bardzo pragniesz mnie zabić? Wyrzuć to z siebie, dziwko".
Stalkerka włamała się na profil DeGarmo na portalu MySpace i wysyłała z jej konta e-maile do znajomych DeGarmo i jej rodziny. Zdobyła też numery karty kredytowej ofiary i, używając ich, wykupywała uczestnictwo w stronach kolportujących pornografię. Postępowała metodycznie i bezlitośnie.
Dopiero po jakimś czasie policyjnym śledczym udało się zakończyć koszmar DeGarmo.
Budując wstępne hipotezy, profiler może wykorzystać typologię opracowaną przez australijskiego psychiatrę Paula Mullena. Naukowiec ten wyróżnia pięć typów stalkerów. Pierwszy to tzw. niekompetentny konkurent - osoba o niskim intelekcie, infantylna, czasami lekko upośledzona. Nie ukrywa swojej tożsamości, nawiązuje kontakt w sposób otwarty i bezpośredni. Przychylność, życzliwość i uwagę okazane w czasie zwykłej, niezobowiązującej rozmowy "niekompetentny konkurent" odbiera jako zachętę do romansu.
Znam przypadek ogrodnika opiekującego się osiedlową zielenią, z którym wymieniała grzeczności mieszkanka okolicy, osoba kontaktowa i życzliwa. Rozmowy były krótkie - sprowadzały się do kilku zdań na temat pogody, grabienia i koszenia trawników itp. Pewnego dnia, gdy kobieta niespodziewanie wróciła do domu później niż zwykle, ogrodnik czekał przed jej klatką. Godziny jego pracy dawno się skończyły. Zaczął robić kobiecie wyrzuty; stwierdził, że nie powinna tak późno wracać i że dzisiaj poczuł się odrzucony, ponieważ nie było zwyczajowej rozmowy. Przywołał również pewne fakty związane z tą kobietą, dowodzące, że czujnie ją obserwuje.
Najlepsza obrona przed "niekompetentnym konkurentem"? Jasny przekaz. W przypadku ogrodnika "nie życzę sobie, aby mnie zaczepiać" podziałało.
Kolejnym typem opisanym przez Mullena jest tzw. poszukiwacz bliskości. Sprawca tego rodzaju cierpi na silne zaburzenia psychiczne. Nawiązuje kontakt z ofiarą, korzystając z poczty, telefonu lub internetu. Może wysyłać listy, jak to czynił wspomniany John Hinckley, których treść stanowi często bogate źródło danych do analizy (korespondencja z zaburzoną strukturą pisma zdradza np. chorobę psychiczną). Jeśli "poszukiwacz bliskości" pisze ręcznie, można ocenić również jego stan emocjonalny w momencie sporządzania wiadomości.
Trzeci rodzaj stalkerów to "prześladowca odrzucony". Do tej grupy należą często byli mężowie, konkubenci, kochankowie - ludzie, którzy pozostawali w bliskim związku z ofiarą. Choć do odrzucenia zalotnika mogło dojść już na wczesnym etapie znajomości, ofiara przez chwilę okazywała przyszłemu sprawcy zainteresowanie. Teraz stalker nie potrafi zaakceptować, że znajomość została zakończona: nęka głuchymi telefonami, wysyła listy lub e-maile, czasami podając się za kogoś innego. Wymyśla osoby trzecie i w ich imieniu kontaktuje się z ofiarą. Np. nieistniejąca nowa partnerka stalkera atakuje ofiarę, zarzucając jej nagabywanie kochanka. W takich przypadkach przydaje się analiza psychologiczna - pomaga wykazać, że różne zdarzenia spotykające ofiarę są efektem aktywności tylko jednej osoby.
Przedostatni typ stalkera, "prześladowca urażony", cechuje się silnym rysem paranoidalnym. "Urażony" prześladuje ofiarę za urojone krzywdy, które mu rzekomo wyrządziła. Ofiara może należeć do grupy społecznej, którą sprawca obwinia o swoje niepowodzenia.
Typologię zamyka "prześladowca drapieżny". Często to psychopata z silnymi zaburzeniami osobowości. Bawi się osaczaniem ofiary, zdobywaniem jej zaufania i informacji na jej temat. Z tej "gry wstępnej" czerpie satysfakcję. Gdy ofiara zaczyna domyślać się zagrożenia, stalker przechodzi do konfrontacji, wykazując skłonność do sadyzmu, dominacji i kontroli. Kontakt z ofiarą ma na celu zaspokojenie potrzeb seksualnych - ukoronowaniem "polowania" jest seks. Skrajne typy "drapieżnych stalkerów" to seryjni gwałciciele albo mordercy, tak przemyślnie planujący swoje działania, że ofiary bardzo długo niczego nie przeczuwają i nie szukają pomocy.
Jak odnaleźć stalkera? Podstawowe techniczne metody ustalania tożsamości sprawców obejmują namierzanie telefonu komórkowego, komputera po numerze IP itp. Można jednak sporządzić również profil stalkera - analizując jego zachowania, a także tryb życia, psychikę, pozycję zawodową i społeczną ofiary. Teoretycznie każdy może przykuć uwagę szaleńca, w pewnych okolicznościach ryzyko jednak wzrasta. Np. stalker najczęściej wywodzi się z kręgu znajomych albo bliskich prześladowanego.
Wiele informacji dostarcza wiedza, jaką prześladowca zgromadził na temat ofiary. Czy dobrze ją zna? Czy ją obserwuje? Przydaje się również analiza formalna komunikatów, które pozostawia. Czy język stalkera jest poprawny i logiczny, a konstrukcja wypowiedzi naturalna? I wreszcie: jakich słów używa autor, czy są to sformułowania specyficzne (regionalizmy, slang, rodzaj przekleństw i poziom wulgaryzmów)? Stalkera zdradza też częstotliwość, z jaką kontaktuje się z ofiarą. Prześladowanie pochłania wiele czasu i wymaga dyspozycyjności.
Trzeba pamiętać, że profil psychologiczny prześladowcy nie dostarcza - jak np. badania DNA - twardych dowodów, pozwalających ze 100-procentową pewnością zidentyfikować sprawcę. Nie przydaje się zatem bardzo w procesie udowadniania winy oskarżonemu. Zdarza się jednak, że jest wykorzystywany w procesie poszlakowym, kiedy wymiar sprawiedliwości korzysta z wszelkich metod, wyjaśniając okoliczności przestępstwa.
Na marginesie - nie wszystkie zgłoszenia przypadków nękania są prawdziwe. Dwa procent mija się z prawdą, ale wykrycie tego zajmuje śledczym dużo czasu.
A statystyki dotyczące stalkerów? Tylko trzy procent z nich raz na zawsze zaprzestaje prześladowań z własnej woli. 18 procent zmienia obiekt na nowy. 24 procent zostaje powstrzymanych przez organy ścigania. Pozostałe 55 procent z uporem nęka tę samą ofiarę.