Farciara - Dorota Wachnicka

-
Proszę czekać

 

Rozdział 1

Natalia siedziała przy biurku, wpatrując się w okno. Budził się kolejny upalny dzień lata. Słoneczny poranek przywołał wspomnienia. Myślami wróciła do urlopu, a właściwie szalonego romansu z Wiktorem, przystojnym ratownikiem, przerwanego tak niespodziewanie... Zastanawiała się, dlaczego chłopak nagle zniknął, dlaczego nie przyszedł na umówioną kolację. Od tamtego dnia minął tydzień i mimo że ten romans był tylko przelotną przygodą, nie mogła przestać myśleć o Wiktorze.

Nawet w pierwszym dniu nowej pracy. Czekała na spotkanie ze zwierzchnikami, a wakacyjne rozmyślania łagodziły jej zdenerwowanie. Spojrzała na zegarek. Za dwadzieścia minut pozna swoich szefów. Ta myśl przyspieszyła bicie serca i obudziła uśpione uczucie niepokoju. Swoją bezpośrednią przełożoną Natalia poznała podczas rozmowy rekrutacyjnej. To ona przyjęła ją do pracy. Anna jest jednym z czterech partnerów w kancelarii. Dziś Natalia zostanie przedstawiona trzem pozostałym.

Dziesięć minut później szła do sali konferencyjnej, w której raz w tygodniu spotykało się szefostwo. Z każdym krokiem czuła wzbierający niepokój. Kołatanie serca zagłuszało myśli, oddech stał się płytszy i szybszy. Próbowała się wyciszyć i całą uwagę skupiła na przyglądaniu się mijanym pomieszczeniom. Jasne, prawie białe drewniane ściany kontrastowały z czarną kamienną podłogą. W holu, który był też poczekalnią dla klientów, stało pięć foteli w ciemnym kolorze, kształtem przypominających jajka z niedbale wyciętą skorupką. Na stoliku królowała niska kompozycja ze świeżych, pomarańczowych kwiatów, identyczna z bukietem na blacie recepcji. Wszędzie dominowały przeszklenia i nowoczesny styl. Wnętrza były proste i eleganckie.

Za recepcją korytarz się zwężał. Po jego obu stronach znajdowały się drzwi prowadzące do gabinetów. Natalia się domyślała, że należą do partnerów kancelarii. Hol wieńczyły duże drzwi do głównej sali konferencyjnej. Zapukała w ich masywne drewniane skrzydło i gdy usłyszała zaproszenie, weszła do środka. Szefowa Natalii uśmiechnęła się na jej widok i przedstawiła ją pozostałym uczestnikom spotkania, nie szczędząc przy tym pochlebnych słów.

Sala robiła zachwycające wrażenie. Za sprawą okna, a właściwie widoku, jaki się za nim roztaczał. Ogromna szklana ściana odkrywała imponującą panoramę miasta. Wieżowiec, w którym na trzydziestym piętrze znajdowało się biuro, był jednym z najwyższych budynków w centrum. Inne, znacznie niższe, leżały poddańczo u jego stóp. Samochody jak małe kamyczki i ludzie wielkości mrówek. Natalia spojrzała na miasto z lotu ptaka, po czym szybko zwróciła oczy na towarzystwo w sali.

Za potężnym stołem konferencyjnym siedziały cztery osoby: kobieta i trzech mężczyzn. Anna, szefowa Natalii, kobieta w średnim wieku, ubrana była w szarą garsonkę i błękitną bluzkę koszulową. Jej ciemne, krótkie włosy, nienagannie uczesane, okalały drobną twarz, a delikatne kolczyki w postaci pojedynczych i dość dużych brylantów błyszczały dostojnie. Natalia zastanawiała się przez chwilę, ile karatów może mieć każdy z kamieni. "Dwa, dwa i pół? - szacowała w myślach. - Ciekawe, czy dostała je od kogoś bliskiego, czy sama kupiła?". Anna była ładną kobietą, klasę wyczuwało się w każdym geście i słowie. "To ten typ szefa - pomyślała Natalia - który jeśli zwalnia cię z pracy, to ty mimo wszystko czujesz się tak, jakby cię awansował".

Dwaj starsi mężczyźni siedzieli po obydwu stronach Anny. Jeden niski i tęgi z zakolami we włosach. W pulchnych palcach przypominających serdelki trzymał długopis, którym wymachiwał nad notesem rozłożonym na blacie. Sprawiał wrażenie sympatycznego. Drugi był przystojnym panem po sześćdziesiątce, o śródziemnomorskim typie urody: ciemnej karnacji i szpakowatych włosach. Miał na sobie ciemnogranatowy garnitur i koszulę w kolorze delikatnego różu. "Stuprocentowy facet, pewien swojej męskości" - pomyślała, patrząc na kolor przypisywany w Polsce kobietom. Z rękawów marynarki wystawały mankiety przyozdobione szykownymi złotymi spinkami. Mężczyzna wyglądał na dżentelmena w każdym calu.

Ostatni z szefów był młody. Dość długie jak na biurowe standardy blond włosy przysłaniały twarz pochyloną nad dokumentami. Ciemny garnitur w jasne prążki w zestawieniu z białą koszulą tworzyły grzeczną całość, wręcz galową. Natalia powoli przesuwała wzrok z silnych i opalonych dłoni mężczyzny w kierunku jego twarzy. Gdy uniósł jedną rękę dotąd opartą o blat stołu, by poprawić włosy opadające na oczy, spojrzenia tych dwojga się spotkały. Natalia patrzyła prosto w błękitne oczy najmłodszego z szefów. To był Wiktor, przystojniak z jej wakacyjnej przygody.

Przez krótką chwilę, która dla niej trwała wieczność, zastanawiała się, czy to możliwe. Miała nadzieję, że to stres wywołał w niej omamy wzrokowe. Świat zaczął jej wirować przed oczami. Jedna myśl kołatała jej w głowie: "Przecież to nie może być prawda". Patrzyła na Wiktora jak na ducha. Przymknęła powieki, wzięła głęboki oddech i powoli zaczęła je uchylać z nadzieją, że gdy je otworzy, wszystko okaże się ulotnym koszmarem. Spojrzała raz jeszcze. Nic się nie zmieniło. Naprzeciw Natalii siedział Wiktor. Uśmiechnął się do niej i przywitał ją:

- Dzień dobry, pani Natalio.

- Dzień dobry - odpowiedziała, starając się nie pokazać po sobie zdenerwowania.

Natalia zachodziła w głowę, co ratownik, student AWF, robi w kancelarii prawnej, i to jako partner. Przecież to niemożliwe! Nagle uświadomiła sobie, że nigdy nie pytała go, czym się zajmuje, i właściwie nic o nim nie wie. Znała go trzy dni, miał być wakacyjną przygodą, która potem zmieni się w miłe wspomnienie, jak złoty piasek plaży czy blask słońca. Za nic nie mogła się skupić: ani na innych uczestnikach spotkania, ani na tym, co do niej mówią. Powtarzała w myślach, że to, co było między nią a Wiktorem, to tylko wakacyjna przygoda - przeszłość niemająca znaczenia, która nie wpłynie na ich wspólną pracę. Ta myśl uspokoiła ją na tyle, że zaczęła odpowiadać na zadawane pytania, starając się mówić składnie i na temat.

Rozmowa była prowadzona w dwóch językach. Anna, która zdążyła sprawdzić lingwistyczne umiejętności Natalii podczas poprzedniego spotkania, teraz była bardziej słuchaczem niż rozmówcą. Pulchnawy partner i przystojny dżentelmen prowadzili z Natalią rozmowę w języku angielskim. To, co mówiła, najwyraźniej brzmiało rozsądnie, bo wszyscy uśmiechali się miło i z uznaniem. Oprócz Wiktora, który gapił się na nią z zagadkowym uśmieszkiem i nagle powiedział po francusku, choć z nie najlepszym akcentem:

- Francuski... też zna pani świetnie... - tu zrobił krótką przerwę i uśmiechnął się szeroko. Udając, że spogląda w dokumenty personalne Natalii, dodał: - Wnioskuję to z pani CV i studiów w Paryżu, czy tak?

W tym momencie do dyskusji włączył się niski i łysawy jegomość i nawiązując do jednej z głośnych spraw we francuskim sądownictwie, spytał Natalię, co myśli o wyroku, który wtedy zapadł. Patrzyła z niedowierzaniem na Wiktora i odpowiadała na pytanie. Pozwoliła sobie przy tym na krótki wywód, a jej francuski był równie doskonały jak angielski, bez śladu obcych naleciałości. Zerkała na Wiktora i nie mogła się oprzeć wrażeniu, że on nie pytał o umiejętności lingwistyczne. "Co za bezczelny pajac, co on sobie wyobraża?" - oburzała się w myślach.

Spotkanie skończyło się przed upływem trzydziestu minut, ale Natalii się wydawało, że trwało całą wieczność. Uśmieszkom Wiktora nie było końca, a każde pytanie, które zadawał, służyło nie temu, by poznać ją jako nowego prawnika firmy, lecz przypomnieniu tego, co między nimi zaszło podczas wakacji. Oczywiście tylko ona rozumiała dwuznaczność jego wypowiedzi.

Kiedy Natalia wróciła do swojego biurka, odczuwała skrajne emocje. Z jednej strony - radość z pracy w wymarzonej kancelarii, z drugiej - coś pomiędzy zawstydzeniem a złością, że jej szef jest tchórzem, który nie miał nawet odwagi osobiście zakończyć ich wakacyjnego romansu i rozpłynął się w promieniach nadmorskiego słońca. A dziś pojawił się na spotkaniu w jej nowej pracy i poniżał ją swoim szyderczym uśmiechem i naiwnymi pytaniami. Natalia czuła wściekłość. Nie wiedziała, czego może się spodziewać po Wiktorze, tym bardziej że teraz też nie pokazał się z najlepszej strony.

Zdenerwowana, próbowała wyjąć telefon z bocznej kieszeni torby. Ale jej nieudolne i chaotyczne ruchy sprawiły, że torba spadła na podłogę, a cała jej zawartość wysypała się na szarą wykładzinę. Błyszczyk i kilka innych drobiazgów poturlały się pod sąsiednie biurka. Miała wrażenie, że uwaga wszystkich znajdujących się w sali skupiła się na niej. Obserwują jej niezgrabne ruchy i niezdarne wysiłki pozbierania rozsypanych przedmiotów. Ogarnęło ją uczucie bezradności. Nie lubiła tego stanu, świadczył o jej słabości. Rozzłościło ją to. Miała ochotę krzyczeć, głośno wyć, wydać z siebie dźwięk, który pomógłby się pozbyć przytłaczającego napięcia.

Niespodziewanie podeszli do niej sympatyczna szatynka z chudym blondynem. Natalia aż podskoczyła. Nie zauważyła ich wcześniej i to, że nagle znaleźli się obok niej, jakby wyrośli spod ziemi, solidnie ją wystraszyło.

- Pierwszy dzień? - z życzliwym uśmiechem spytała dziewczyna, podając jej portfel. - Nie denerwuj się, to bardzo fajna firma. Mam na imię Zuzanna.

- Natalia - odpowiedziała z wymuszonym uśmiechem.

- Jestem Tom - łamaną polszczyzną przedstawił się chłopak, trzymając w ręku notes i długopisy Natalii podniesione z podłogi.

Miała wrażenie, że zbieranie jej prywatnych gadżetów trwa w nieskończoność i jest niczym grzebanie w jej życiu osobistym. Kiedy zawartość torby wróciła na swoje miejsce, Natalia podziękowała Zuzannie i Tomowi, chwyciła za telefon i szybkim krokiem wyszła z pokoju. Na korytarzu wybrała numer Hanki.

- Ratownik, on tu pracuje! - szepnęła zdenerwowana.

- Jaki ratownik?

- Wiktor! - prawie krzyknęła do telefonu.

- Ratownicy nie pracują w kancelariach prawniczych, coś ci się przywidziało.

- Nic mi się nie przywidziało!

- Jesteś zdenerwowana pierwszym dniem w pracy, to normalne, a facet, który gdzieś ci mignął w korytarzu, był do niego podobny i tyle.

- Nikt mi nigdzie nie mignął! - zirytowała się Natalia. - On siedział naprzeciwko mnie, więc wyraźnie go widziałam.

Hanka nie mogła uwierzyć. Bezustannie dopytywała o szczegóły spotkania, żeby wykazać, że Natalia się myli, aż wreszcie wykrzyknęła:

- Ale numer! Wiktor jest mecenasem, partnerem w kancelarii? Z ratownika prawnikiem, i to w tydzień! - głośno rozmyślała. - Wiesz, to lepsze niż amerykański sen.

Natalia nie zrozumiała jej podekscytowania. Hanka z entuzjazmem wyliczała zalety ich pracy w tej samej kancelarii, koncentrowała się przy tym szczególnie na kontynuacji romansu.

- Opamiętaj się, to mój szef ! - zganiła przyjaciółkę Natalia.

- No i... ? - Hanka miała inne podejście do życia i do mężczyzn. Świat był dla niej jak sala balowa, na której tańczyła do utraty tchu, a facetów traktowała jako dodatek do zabawy.

- Seks w miejscu pracy?! - Natalia nie kryła oburzenia.

- Ty jak zawsze. Sztywniara!

 

Rozdział 2

Dwa tygodnie wcześniej Natalia stała na szczycie schodów prowadzących do budynku, w którym mieściła się jedna z najlepszych kancelarii prawnych w Warszawie, i patrzyła na ulicę tonącą w złocistych promieniach letniego słońca. "Jestem farciarą" - pomyślała dziewczyna i jednym ruchem wyciągnęła drewnianą pałeczkę utrzymującą jej włosy w fantazyjnie skręconym japońskim koku. Długie kasztanowe fale spłynęły na szczupłe ramiona ukryte pod granatowym żakietem. Przymknęła oczy i przez krótką chwilę wsłuchiwała się w tętno miasta, które przed laty porzuciła.

Była pełna euforii. "Pierwsza praca w Polsce, i od razu z najlepszymi" - pomyślała z dumą, ale bez odrobiny zdziwienia. Zawsze zwyciężała. Była niczym maszyna zaprogramowana na zdobywanie najwyższych trofeów. Z porażek czerpała mądrość, może dlatego zwycięstwa tak bardzo ją cieszyły. Życie nauczyło Natalię, że przegrywanie jest jego nieodzowną częścią. Po niepowodzeniach nie pozwalała sobie na pesymizm. Potknięcia dodawały jej energii do podejmowania kolejnych wyzwań. Wychodziła z nich silniejsza i niestrudzenie udowadniała sobie, że cel jest ten sam, czasami tylko drogi prowadzące do niego się zmieniają.

Miała barwne życie. Z nizin na wyżyny. Niczym w bajce o Kopciuszku. Natalia oddzielała przyjemność od pracy i bez reszty poświęcała się tej drugiej.

Studia prawnicze zaczęła w Polsce na jednym z najbardziej prestiżowych uniwersytetów. Marzyła o nauce w Oksfordzie, ale przyziemne kwestie finansowe stanowiły barierę nie do pokonania. Nie odebrała tego jako porażki, po prostu uznała, że marzenia należy realizować nawet w niesprzyjających warunkach - i trzymała się tej dewizy. Przegrywanie było wbrew jej naturze. Śniła o wielkim świecie. Innym niż ten, w którym się wychowała. Każdego dnia oczyma wyobraźni widziała siebie u szczytu kariery, odkrywającą nowe kraje i fascynujących ludzi.

Na studia dostała się bez problemu. Wytrwale walczyła o najlepsze noty, wszystkie wolne chwile spędzała w czytelni. Godziny nauki zaowocowały stypendium i tytułem najlepszej studentki roku. Nie miała czasu na życie towarzyskie, ale jego brak szczególnie jej nie doskwierał. "Dziś pracuję na jutrzejsze bankiety wśród elit" - powtarzała sobie. Angażowała się w życie uczelni, zwłaszcza w projekty skupiające międzynarodowe społeczności uniwersyteckie. Jej biegła znajomość języków francuskiego i angielskiego sprawiała, że chętnie zapraszano ją do udziału w takich wydarzeniach.

Pewnego październikowego poranka, gdy kolorowe liście pokrywały alejki parków i miejskie trawniki, jeden z wykładowców poinformował Natalię, że została zgłoszona do międzynarodowej wymiany między uczelniami. Dobrze pamięta ten dzień złotej polskiej jesieni. Pierwszy raz spóźniła się na uniwersytet. W nocy ojciec wrócił do domu pijany i awanturował się do rana. Nikt z rodziny nie miał szans choćby zmrużyć oka. A gdy ojciec wreszcie się zmęczył i usnął, dźwięk budzika zaczął wzywać do porannych obowiązków. Nieprzytomna Natalia pomyliła autobusy i zanim się zorientowała, znalazła się na drugim końcu miasta.

Na wieść o stypendium w Paryżu jej serce załomotało radośnie. Wyjazd do Francji i nauka na tamtejszym uniwersytecie były spełnieniem jej marzeń o studiach za granicą. Na myśl o paryskiej uczelni czuła woń starego drewna i pożółkłych ksiąg od wieków ustawionych w tych samych miejscach na półkach biblioteki.

Po powrocie do domu podzieliła się radosną nowiną z matką. Obie uznały, że to dla Natalii życiowa szansa i z radością zaczęły planować wyjazd. Innego zdania był ojciec. Nie rozumiał zamiłowania córki do nauki. Uważał, że jako osoba dorosła i odpowiedzialna powinna rozpocząć pracę zarobkową i wspomóc domowy budżet, zamiast tracić czas na kolejne szkoły. Na szczęście dla Natalii nikt w domu nie liczył się z jego zdaniem, szczególnie w kwestii edukacji. Spakowała więc walizki i jak na skrzydłach ruszyła na podbój paryskiej uczelni.

Po dwóch latach spędzonych we Francji pojawiła się możliwość przeniesienia do Anglii, do Oksfordu. Przepustką było zwycięstwo w konkursie wiedzy prawniczej. Gdy się do niego przygotowywała, spała po trzy godziny na dobę i żałowała, że traci je na tak prozaiczną czynność. Kiedy ogłoszono wyniki, nie mogła uwierzyć, że zajęła dopiero drugie miejsce. Ale ta lokata i wysokie oceny Natalii wystarczyły, by mogła pożegnać francuskich przyjaciół i przenieść się do Anglii, na czwarty rok studiów. O tym uniwersytecie wiedziała wszystko. Fascynowały ją opowieści o osobach, które kształciły się w dostojnych murach uczelni, aby rozsławić ją później na cały świat. Natalia znała historię uniwersytetów, na których studiowała. Dzięki temu czuła się tam bardziej u siebie, nie była obca. Wielokrotnie wykorzystywała swoją wiedzę podczas różnych spotkań, czym zjednywała sobie ludzi, którzy z zainteresowaniem słuchali jej barwnych opowieści. We wszystkim starała się być najlepsza. Jej perfekcjonizm i ogromna ambicja nie pozwalały na zajmowanie miejsca innego niż pierwsze. Chociaż od konkursu na paryskiej uczelni minęło już kilka lat, Natalia nadal się zastanawiała, jak to możliwe, że wtedy przegrała z Pierre'em.

Ze wspomnień wyrwał ją dźwięk telefonu dobiegający z torby. Szybko go znalazła i spojrzała na wyświetlacz. To była Hania.

- Udało się!!! Udało!!! - krzyknęła radośnie do słuchawki. - Przyjęli mnie! Słyszysz, dostałam tę pracę!!!

- Zdziwiłabym się, gdyby cię nie przyjęli - odpowiedziała Hanka, równie podekscytowana dobrą wiadomością. - Żałować będą później - parsknęła śmiechem.

- No to jadę nad morze, przyda mi się odpoczynek, bo pracy będzie dużo. Jutro rano na dworcu o godzinie piątej dwadzieścia pięć, tak? Do zobaczenia, pani mecenas. Bardzo się cieszę. - Po tych słowach Hanka się rozłączyła.

 

Rozdział 3

Natalia z Hanką poznały się w piaskownicy. Od pierwszego spojrzenia nie darzyły się sympatią, wiecznie się kłóciły: a to o piasek, a to o foremki. Ich wzajemne relacje ociepliły się dopiero w pierwszej klasie, gdy mimo głośnych sprzeciwów zostały posadzone w jednej ławce. Początkowo się buntowały i próbowały tłumaczyć nauczycielce powody wzajemnej niechęci. Niezliczone kłótnie przeszkadzające w prowadzeniu lekcji miały zmęczyć wychowawczynię i spowodować, że dziewczynki zostaną rozdzielone i uwolnią się od niechcianego towarzystwa. Kobieta była jednak nieugięta. Im bardziej zacięte boje toczyły Natalia z Hanką, tym częściej słyszały, że "jedną z ważnych umiejętności w życiu jest rozwiązywanie konfliktów". Nie miały innego wyjścia, powoli i z trudem zaczęły akceptować fakt, że muszą dzielić jedną ławkę, a pół roku później przekonały się do siebie nawzajem. Pod koniec pierwszej klasy były już nierozłączne. Ramię w ramię rozrabiały w szkole i przewodziły dzieciakom na podwórku. Zdały do tego samego liceum - nie wyobrażały sobie nawet, że mogłoby być inaczej. Nadal siedziały w jednej ławce. Rozdzieliły je dopiero czas matury i wybór uczelni. Natalia od zawsze chciała być prawnikiem, a Hanka - bankowcem. Kiedy jedna zdawała na Uniwersytet Warszawski, druga podchodziła do egzaminów w Szwajcarii. By być najlepszym bankowcem, Hanka wybrała studia w kolebce szwajcarskiej bankowości na uniwersytecie w St. Gallen. Obie dziewczyny bez trudu dostały się na wymarzone uczelnie, co przypieczętowało przyjacielską rozłąkę.

Pierwszy raz rozstawały się na dłużej niż dwa tygodnie. Początkowo dzwoniły do siebie codziennie, ale wkrótce się okazało, że rachunki telefoniczne przekraczają ich możliwości finansowe, więc zaczęły pisać e-maile i rozmawiać przez komunikator internetowy. Widywały się w święta, wakacje lub podczas przerw na uczelni.

Kiedy Natalia przeniosła się na studia do Paryża, a później do Oksfordu, jeszcze trudniej było im się widywać. Nie rezygnowały jednak - podróżowały autostopem, by spotkać się gdzieś w połowie drogi, a przy okazji odkrywały uroki Francji i Szwajcarii, a później także Anglii. Dzięki temu znały dobrze zakątki Lazurowego Wybrzeża i miasteczka wtulone w alpejskie stoki.

 

Rozdział 4

Pociąg z głośnym stukotem pokonywał kolejne kilometry, a za oknem jak w kalejdoskopie zmieniał się barwny krajobraz. Las ustępował miejsca soczystej zieleni łąk albo kraciastym polom, falującym żółtym kwiatostanem rzepaku lub kołyszącym się kłosami złocistych zbóż. Krajobrazy za szybą przesuwały się, jakby piękno przyrody konkurowało przed oczami podróżnych o palmę pierwszeństwa z urokliwymi przedmieściami miasteczek. Im bardziej pociąg zbliżał się do celu, tym wyraźniej w mijanych zabudowaniach widoczne były wpływy niemieckiej architektury - czerwona cegła łączona z drewnianymi balami, tak zwany pruski mur.

Dzień był ciepły, słoneczny. Natalia zamknęła oczy - w wyobraźni widziała błękitne niebo nad grafitowym morzem, czuła gorący piasek pod stopami i promienie słońca rozgrzewające jej skórę. Miała nawet wrażenie, że wiatr zabłąkał się w jej włosach. "Będzie cudownie" - pomyślała.

Pociąg mozolnie wtoczył się na docelową stację. Mały dworzec z charakterystyczną ceglaną zabudową obojętnie witał przyjezdnych, a zegar błędnie odmierzał czas.

Dziewczyny zdjęły bagaże z półki, uprzejmie pożegnały współpasażerów i pospiesznym krokiem opuściły pociąg. Fala gorącego powietrza nieporuszonego najmniejszym podmuchem wiatru buchnęła im prosto w twarz. Pobliski las, niczym ciężka teatralna kurtyna, nie przepuszczał rześkiego podmuchu morskiej bryzy. Dziewczyny poczuły, że nie ma czym oddychać, a rozgrzany beton parzy w stopy przez cienkie podeszwy butów.

- Pięknie! Jeszcze nie rozpoczęłyśmy wakacji, a już je skończymy. Przez ten upał albo się udusimy, albo wtopimy w beton na tej zapomnianej stacji - narzekała Hanka, przestępując z nogi na nogę.

- Hanka, nie marudź. Od lat zarzekasz się, że nie będziesz jeździć do Polski na wakacje, bo tu wszystko jest na odwrót. Morze na północy, a góry na południu i w efekcie latem zimne morze, a zimą ciepłe góry. Dziś jest jak na Lazurowym Wybrzeżu. Upał, aż przyjemnie. A do tego w stopy gorąco - śmiała się Natalia. - Zapamiętaj to wrażenie, przyda się zimą w największe mrozy.

- I to ma mnie pocieszyć? - narzekała Hanka.

- Maruda - szepnęła Natalia i dziarskim krokiem ruszyła w stronę cienia z nadzieją na odrobinę chłodu.

Hanka człapała za nią, nadal pomrukując na upał i zmęczenie, a kiedy przyjaciółka skryła się w cieniu drzew, wymamrotała do niej:

- Lepiej tam?

Natalia przysiadła na walizce i patrzyła, jak przyjaciółka zbliża się ociężale. Chwilę na nią czekała, po czym razem ruszyły w dalszą drogę.

Przez zieloną gęstwinę lasu przebłyskiwała pruska zabudowa ryglowa. Na tyłach piętrowego, ceglanego domku z ukośnymi drewnianymi balami kryły się mniejsze budynki. Kiedyś był tu folwark, dziś w dwóch budynkach mieściły się pokoje gościnne, w trzecim znajdowały się restauracja i bar. Całość urządzono ze smakiem. Z zawieszonych pod oknami donic spływały kaskadami drobne kolorowe kwiaty zdobiące surowy mur. Dziedziniec między budynkami wyłożono koralowym brukiem, złączenia bujnie porósł mech. Na środku dziedzińca atrapa studni tonęła w kwiatach. W dużych glinianych donicach pleniły się hortensje. Z głównej ulicy dziewczyny skręciły na brukowy podjazd i wąskim chodnikiem, oddzielonym od trawnika niskim żywopłotem z bukszpanów, zmierzały w stronę wejścia. Na podjeździe dokazywały dzieci, a ich rodzice, którzy wypakowywali bagaże z samochodu, zastawili pakunkami przejście do hotelu.

W starym folwarku panowała rodzinna atmosfera. Goście się znali i lubili, od lat tu przyjeżdżali. Niełatwo było o wolny pokój, przypadkowi urlopowicze stanowili rzadkie zjawisko.

W czasach liceum dziewczyny często przyjeżdżały do gospodarstwa Stary Folwark na letnie wakacje. Teraz, po latach zwiedzania wypoczynkowych kurortów Francji, Szwajcarii i Anglii, zatęskniły za polskim morzem. Zapragnęły wrócić do miejsca, gdzie tyle razem przeżyły. Dobrze znały miasteczko, jego bary, sklepiki i smażalnie ryb. Wiedziały, kiedy na plaży organizowane są najlepsze imprezy, i zawsze świetnie się bawiły.

Na progu Natalię i Hankę przywitała właścicielka. Urocza pani około siedemdziesiątki. Niesforne pasma blond włosów wymknęły się z nienagannego koka i okalały jej uśmiechniętą twarz. Kwiecista spódnica kontrastowała z białą bluzką, na której pysznił się sznur bursztynów. Kobieta poprowadziła dziewczyny do ich pokoju. Po drodze wymieniły kilka grzecznościowych zdań. Pod drzwiami pokoju właścicielka wręczyła im klucz i życzyła miłego pobytu.

Wtoczyły się z bagażami do środka. Zamknęły drzwi i bez słowa osunęły się na tapczany ustawione pod ścianami. Zmęczone podróżą, leżały w milczeniu.

Ciszę przerwała Hanka:

- Idę pod prysznic, bo aż się lepię od tego gorąca. Nie wiem tylko, czy uda mi się odkleić od łóżka. - Zaczęła się śmiać.

- Ja nawet nie próbuję - odparła Natalia, również rozbawionym głosem.

Znowu zapadła cisza, a po chwili odezwała się Hanka:

- Właściwie to dokąd nam się spieszy? Jesteśmy na wakacjach...

Natalia nie odpowiedziała. Już spała.

Trzy godziny później Natalia się obudziła. Powoli otworzyła oczy i przeciągnęła się leniwie. Jej wzrok przyciągnęła zawinięta w ręcznik Hanka podrygująca po pokoju ze słuchawkami na uszach. Hanka wyginała się niczym Demi Moore w filmie Striptiz w rytm Little Bird Annie Lennox, który dobiegał też do uszu Natalii. Rozbawiona usiadła na łóżku i uważnie śledziła taneczne ruchy przyjaciółki. Gdy Hanka odwróciła się do niej, Natalia zaczęła rytmicznie klaskać.

- Zgadnij, kto przyjeżdża do Europy na świąta i sylwestra? - spytała trochę za głośno Hanka, wyciągając słuchawki z uszu i siadając na łóżku obok Natalii.

- Nie mam pojęcia - odpowiedziała, nadal lekko zaspana.

- Dlatego mówię, żebyś zgadła.

- Potrzebna mi jakaś podpowiedź.

- Blondynka...

- Kaśka?!

- No! - rzuciła Hanka z szerokim uśmiechem. - Właśnie przysłała mi wiadomość, że przyjeżdża na święta do Polski i chce z nami spędzić część świąt i sylwestra.

- Świetnie, wieki jej nie widziałyśmy. Ciekawe, co tam u niej.

- Chyba chce wracać na stałe, ma dosyć amerykańskiego stylu życia.

- Mnie pisała, że nie może się zdecydować.

- Nie dziwię się, trzyma ją tam jakiś przystojny prawnik.

- Prawnik? - zdumiała się Natalia.

- Mhm - zamruczała Hanka.

- To ja się zatrzymałam na tym ciachu, na neurochirurgu.

- Neurochirurg to sprawa sprzed dwóch lat, po nim był jeszcze strażak. Z tym prawnikiem jest od roku.

- Hmm, strażak też wyglądał jak milion dolarów - westchnęła Natalia, przeciągając się leniwie.

- Ponoć prawnik nie odbiega od reszty przystojniaków ze stajni Kaśki - roześmiała się Hanka.

- To dlaczego jeszcze nam się nim nie pochwaliła?

- Powiedziała, że to poważny związek, a my zawsze oceniamy jej facetów jak towar na bazarze, a potem komentujemy w niewybredny sposób... Dlatego nie pokaże nam jego zdjęcia.

- Nieprawda! Wcale nie jak na bazarze! A nasze komentarze nie są niewybredne - oburzyła się Natalia.

- Czyżby?! - Hanka sprawiała wrażenie rozbawionej.

- Jesteśmy aż takie okropne? - zdziwiła się Natalia.

Hanka roześmiała się w głos.

- Nie, no tak w ogóle to nie jesteśmy. Na widok zdjęcia strażaka w kąpielówkach zatkało nas i zapytałyśmy, czy to jego prawdziwy rozmiar czy może ma ochraniacz. A kiedy Kaśka pokazała nam zdjęcie neurochirurga, narzekałyśmy, że nie możemy stwierdzić, czy jest fajny, bo na fotce jest w ubraniu. Żartowałyśmy, że widać natura nie obdarzyła go tak hojnie jak strażaka i dlatego Kaśka się wstydzi. A pamiętasz, jak reagowałyśmy na jej wcześniejszych facetów? Ich też nie oszczędzałyśmy. Tego megaprzystojniaka podsumowałyśmy krótko: z taką urodą musi być głupiutki, ale że przecież... no chyba nie do rozmów jest potrzebny. Na żadnym nie zostawiłyśmy suchej nitki...

- Fakt, i nie ma się co dziwić, że Kaśka zrobiła się tajemnicza - roześmiała się Natalia.

Kaśka była barwną postacią. Zawsze miała spore powodzenie, choć na pewno nie można jej było nazwać ikoną seksu. Niezbyt wysoka, raczej krągła blondynka. W liceum bezustannie stosowała jakieś diety, aż dała za wygraną i została ze swoimi rubensowskimi kształtami. Przypominała trochę świnkę Piggy, szczególnie gdy gestem gwiazdy poprawiała kręcone włosy. Jej kobiecość i seksapil przyciągały rzesze przystojnych adoratorów. Często też znajdowała się w centrum dziwnych wydarzeń.

 

Rozdział 5

Największą atrakcją sobotniego wieczoru miała być dyskoteka na plaży sponsorowana przez producenta urządzeń gimnastycznych i patrona plażowych meczów siatkówki.

Gdy Natalia z Hanką dotarły nad morze, nadal było widno. Słońce skryło się już za horyzontem, ale zmrok jeszcze nie zapadł. Rozbawieni urlopowicze podrygiwali w rytm muzyki. Przytulone pary, zapatrzone w dal, kontemplowały malowniczy zachód słońca zanurzającego się w morzu. Zafascynowani tym widokiem, nie zwracali uwagi na to, co się dzieje wokół: nie docierały do nich dźwięki muzyki, zdawali się nie widzieć tłumu rozentuzjazmowanych imprezowiczów. Natalia z Hanką zbliżały się do baru i rozglądały wokół z nadzieją, że spotkają znajomych. Złożyły zamówienie i z drinkami w plastikowych kubkach wróciły na plażowy parkiet.

Zabawa zapowiadała się nieźle. Śpiewano piosenki odtwarzane przez didżeja i tańczono w ich rytm. W pewnym momencie Natalia poczuła na sobie czyjś wzrok. Gdy zaczęła szukać przenikającego ją spojrzenia, dostrzegła mężczyznę, który uważnie jej się przyglądał. Nieznajomy uśmiechnął się uprzejmie, delikatnie pochylając głowę w geście powitania. Wyglądał jak ratownik z kalifornijskich plaż. Dobrze zbudowany, opalony blondyn z pasmem włosów opadającym na policzek, ubrany w luźne grafitowe spodnie i biały T-shirt opinający umięśniony tors. Natalia odwzajemniła jego uśmiech. Powoli odwróciła się do Hanki i szepnęła:

- Spójrz na godzinę trzecią, tylko dyskretnie.

- Kogo lub czego szukam? - zapytała Hanka, obracając się we wskazanym kierunku.

- Tego blond przystojniaka.

Kiedy zwróciła się znowu do Natalii, śmiała się.

- Czemu szepczesz, wariatko, przecież on nas nie usłyszy. Niezły! Kto to?

- Pewnie student AWF, ratownik... - odpowiedziała z zalotnym uśmiechem.

- Tak, tak, niezłe ciacho - Hankę rozbawiła reakcja przyjaciółki. Gdy na scenę, na której grał didżej, wszedł jakiś mężczyzna, Natalia poczuła, że ktoś dotyka jej ramienia. Odwróciła się i ujrzała tuż obok siebie uroczego blondyna.

- Cześć, jestem Wiktor, może zechciałybyście się do nas przyłączyć. Mamy z grupką znajomych stolik w tamtej knajpce przy molo - wskazał bar wyglądający jak przeniesiony z tropików.

Na podeście połączonym z plażą kilkoma stopniami stał okrągły bar, wokół niego znajdowały się stoliki, a całość przykrywał szpiczasty dach przypominający kształtem chiński słomkowy kapelusz. Kremowymi płachtami materiału, zaczepionymi pod dachem, poruszały podmuchy nadmorskiej bryzy. Niezliczona ilość świec w szklanych szkatułkach podwieszonych na ścianach restauracji oświetlała jej wnętrze. Płomienie wyglądały jak robaczki świętojańskie uwięzione w szklanych wieżach.

Z baru przyjaźnie pomachała do dziewczyn grupa roześmianych ludzi, gestami zapraszających je do towarzystwa. Natalia spojrzała na Hankę. Na jej twarzy dostrzegła przebłysk radosnej akceptacji.

- Dziękujemy, chętnie - wyciągnęła rękę. - Natalia.

Wiktor zdecydowanie i mocno uścisnął jej dłoń. W uśmiechu odsłonił idealnie równe zęby, ich śnieżnobiała barwa kontrastowała z opalenizną:

- Miło mi cię poznać, Natalio! - powiedział, po czym spojrzał na Hankę, jakby pytał o jej imię.

- Hanka - wyciągnęła rękę. - "Może ma równie apetycznego kolegę?" - pomyślała z nadzieją.

Ruszyli w stronę rozbawionych znajomych. Wiktor opowiadał dziewczynom o porannym meczu piłki siatkowej, w którym brał udział z przyjaciółmi, i o nieoczekiwanym zwycięstwie nad drużyną przeciwną. Właśnie świętowali tę wygraną i analizowali każdy szczegół meczu. Wszystkie dobre i złe zagrania. Szykowali się na kolejny mecz, który mieli rozegrać nazajutrz. Kiedy podeszli do stolika, brunet w zielonej bluzie, z wyrazistymi rysami twarzy i mocno zarysowaną linią szczęki, żywo o czymś opowiadał. Z reakcji słuchaczy wynikało, że opowieść była zabawna - wszyscy niemal płakali ze śmiechu. Hanka nie mogła oderwać wzroku od opowiadającego, był czarujący. Krótkie brązowe włosy lśniły w blasku świec, a figlarne iskierki w jego zielonych oczach sprawiały, że jej oddech stał się szybszy.

- Słuchajcie! - głośno powiedział Wiktor, gdy stali już przy stoliku. - To są Natalia i Hanka.

- Cześć! - odpowiedzieli wszyscy.

- To może teraz my się paniom przedstawimy - odezwał się czarujący brunet i spojrzał na dziewczynę siedzącą przy przeciwległym końcu stołu. - Panie zaczynają.

Najpierw każda z czterech kobiet siedzących przy stole, a potem pozostała szóstka mężczyzn podali swoje imiona. Hanka nie zapamiętała żadnego, tak niecierpliwie czekała na imię zielonookiego przystojniaka, które padło na końcu:

- A ja jestem Marek, proszę, usiądźcie. - Wskazał miejsce obok siebie, patrząc na Hankę, która chętnie je zajęła. Wiktor wraz z Natalią usiedli po drugiej stronie stołu.

- Czego się napijesz ? - zapytał.

- Dziękuję, mam - odpowiedziała, wskazując plastikowy kubek z drinkiem.

- Często tu przyjeżdżasz?

- Ostatnio nie, ale kilka lat temu - co roku.

- Bardzo sympatyczne miejsce.

- To prawda - odpowiedziała.

- Ponoć całkiem niedaleko brzegu zatopiony jest wrak statku? - Natalia znała tę historię. Kiedyś nawet, w słoneczny dzień, z wysokiej skarpy widziała prześwitujące przez taflę wody elementy okrętu, jednak nigdy nie odważyła się do niego podpłynąć.

Wiktor był przystojnym mężczyzną, a jego urokiem osobistym można by obdarzyć dwie osoby. Miał wyjątkowe poczucie humoru - Natalia po kilku godzinach spędzonych wspólnie czuła się tak, jakby znała go od lat, a od śmiechu bolały szczęka i przepona. Po kilku godzinach. Dawno nie czuła się z nikim tak dobrze. Wieczór spędzony na rozmowie i żartach przy alkoholu mijał szybko. Dla Natalii - stanowczo za szybko. Gdy ktoś zaproponował, że warto byłoby przespać się przed porannym meczem, towarzystwo powoli zaczęło opuszczać bar. Natalia najchętniej przegadałaby z Wiktorem całą noc. Wiedziała jednak, że nie wypada pokazać, jak bardzo jej się spodobał... Pożegnały z Hanką nowo poznane towarzystwo i umówiły się na następny dzień. W drodze na kwaterę podekscytowane nowymi znajomościami z ożywieniem dzieliły się spostrzeżeniami.

Gdy rano Natalia z Hanką zjawiły się w umówionym miejscu na plaży, zobaczyły wydzielone boisko i rozwieszoną siatkę. Choć upał już zaczynał doskwierać, zawodnicy energicznie rozgrzewali się przed grą. Jedni podskakiwali, inni odbijali piłkę. Byli też tacy, którzy żartowali z przyjaciółmi.

Marek pierwszy zauważył dziewczyny i z czarującym uśmiechem wyszedł Hance na spotkanie. Chwilę później Wiktor podszedł do Natalii. Gdy z kokieteryjnym uśmiechem wyjaśnił jej, kiedy i z kim gra jego drużyna, co chwila, niby przez przypadek, dotykał jej dłoni.

"Żeby się tylko nie okazało, że Wiktor jest gejem" - pomyślała Natalia z niepokojem. Nie bez powodu: już kiedyś poznała świetnego faceta - żadnych wad, same zalety. Przypomniała sobie Leo i kolację, którą dla niej przygotował. To był wieczór francuski, na przystawkę podał foie gras z konfiturą figową. Natalia nigdy nie lubiła wątróbek, ale te były niesamowite i w zestawieniu ze słodyczą fig miały niepowtarzalny smak. Zrozumiała, dlaczego cały świat szaleje za tym przysmakiem. Daniem głównym był salmon en cro?te. Delikatny łosoś w cieście francuskim - wykwintny i o kuszącym zapachu. Do tak wyrafinowanej kolacji nie mogło zabraknąć dobrego trunku. Leo wybrał buteleczkę wyśmienitego białego wina, którego nazwy Natalia nie zapamiętała. Cr?me br?lée z chrupiącą cukrową skorupką wieńczył kulinarną ucztę. Leo opowiadał o życiu i twórczości Moneta, znał mnóstwo szalenie interesujących anegdot z życia malarza - a może je wymyślał. Leo jak nikt potrafił sprawić, że Natalia zapominała o problemach. O wszystkim mogła z nim rozmawiać. Miał wyjątkowe poczucie humoru. Chętnie rozprawiał o sztuce i literaturze. Zakupy z żadną koleżanką nie były tak udane jak z nim. Potrafił świetnie doradzić i zestawiać rzeczy w niepowtarzalną całość. A do tego był bardzo przystojny. "Jak się nie zakochać w takim ideale?" - Natalia uśmiechnęła się do swoich myśli i przypomniała sobie wieczór, kiedy się dowiedziała, że Leo jest homoseksualistą. Jak co tydzień poszli do kina, a później do restauracji. Natalia wyznała wtedy, że się w nim zakochała. Leo się uśmiechnął, wziął ją czule za rękę i powiedział, że cudowna z niej dziewczyna. I gdyby nie fakt, że jest gejem, zapewne chciałby z nią spędzić całe życie. Natalia zaniemówiła. Nie znali się długo, zaledwie trzy miesiące, ale jak mogła tego nie zauważyć?! Wiedziała, że niedawno rozstał się z wielką miłością i unikał rozmów na ten temat, chciał zapomnieć - szanowała to i o nic nie wypytywała. Wtedy się nauczyła, że niekiedy pozory mylą.

Z Leo połączyła ją przyjaźń. Niedawno poznała jego partnera, przystojnego francuskiego architekta. "No cóż, tak to jest, ci najfajniejsi albo są gejami, albo są zajęci. Oby tym razem też tak nie było" - pomyślała i zaczęła kibicować drużynie Wiktora.

Upał dawał się coraz bardziej we znaki, a wypity poprzedniego wieczoru alkohol wywoływał dodatkowe krople potu zarówno u grających, jak i kibicujących. Przerwy w meczach dawały szansę na ochłodzenie rozpalonych ciał w morzu i uzupełnienie płynów. Poziom gry był wyrównany, ale ostatecznie wygrała drużyna Wiktora.

Aby uczcić zwycięstwo, Wiktor z Markiem zaprosili Natalię i Hankę na lunch i odłączyli się od reszty grupy. Okazało się, że nie przyjechali nad morze z pozostałymi, ale przypadkiem spotkali kilku starych znajomych. Czas obiadu przeciągnął się do kolacji. Godziny mijały niezauważenie, a cała czwórka świetnie się bawiła. Trudno było się rozstać, jednak wieczorny chłód zmusił ich do zmiany ubrań z plażowych na cieplejsze. Postanowili więc, że spotkają się za godzinę.

Gdy Natalia z Hanką wróciły na plażę, panowie już czekali. Ich znajomi siedzieli przy ognisku i świętowali wygraną. Wiktor z Markiem podeszli do dziewczyn, a reszta zwycięzców nalegała, żeby cała czwórka do nich dołączyła. Zachęcali ich ziemniakami pieczonymi w popiele, kiełbaskami już nadzianymi na patyki i gotowymi do smażenia. Ktoś grał na gitarze, ktoś inny opowiadał mroczne historie. Panowie spojrzeli na dziewczyny w oczekiwaniu na ich decyzję. Było sympatycznie i nastrojowo, więc uznali, że zostaną. Usiedli w pobliżu ognia. Natalia czuła się jak za studenckich czasów, kiedy jeździła z przyjaciółmi na biwaki. Śpiewali wtedy przy akompaniamencie gitary. Skakali przez przygasające ognisko i raczyli się opowieściami o duchach i morderstwach...

Ze wspomnień wyrwał Natalię dotyk dłoni Wiktora. Przeszył ją dreszcz, połączenie chłodu i lęku z falą gorąca i ekstazy. Wiktor musiał to zauważyć, bo delikatnie ujął ją za rękę. Nie przestał przy tym żartować z resztą towarzystwa. W pewnej chwili odwrócił się do Natalii, spojrzał jej w oczy i szeroko się uśmiechnął. Poczuła się jak nastolatka podczas pierwszego pocałunku. "Dziwne, ale szalenie miłe uczucie" - pomyślała.

Nagle piasek pokrywający plażę zaczęły bombardować krople deszczu. Z każdą minutą było ich więcej. Wilgotne punkty, małe kratery zlewały się w jeden mokry, piaskowy dywan. Ogromne krople bębniły o rozżarzone polana ogniska. Zetknięcie wody z radośnie tańczącymi ognikami powodowało cichy syk, jakby palenisko jęczało z niezadowolenia i resztkami sił próbowało się oprzeć destrukcyjnej sile wody. Ogień nie dawał za wygraną. Wypełzał spod zwęglonych resztek palonego drewna i okalał je licznymi języczkami płomieni. Walka deszczu z ogniem była zacięta, ale nie trwała długo. Duże krople zamieniły się w mniejsze i atakowały coraz natarczywiej. Tę batalię przegrało ognisko. Deszcz zdusił ostatnie waleczne iskierki i pozostawił tylko smugę dymu. Nagle wszyscy, oprócz Natalii i Wiktora, poderwali się i zaczęli biec w stronę najbliższego zadaszenia, by schronić się przed deszczem. Śmiali się przy tym i pokrzykiwali radośnie. Chwilę później niebo zaczęły rozdzierać błyskawice, które przeglądały się w tafli morza jak w lustrze i zatapiały swoje ostrza w jego toni. Ich blask rozjaśniał horyzont, jakby chciał oświetlić drogę kolejnym aktorom tego widowiska. Wiktor objął ramieniem Natalię. Dziewczyna drżała. Pomyślał, że to z zimna, i okrył ją swoją bluzą.

Pozostawieni przez towarzystwo, które schowało się w miejscu osłoniętym przed deszczem, siedzieli blisko siebie i wodzili wzrokiem za kolejnymi ognistymi pęknięciami na nieboskłonie.

- Chodźmy stąd! - zaproponował Wiktor po dłuższej chwili.

- Dokąd?

- Daj rękę! - chwycił dłoń Natalii i poderwał ją z piasku. Deszcz stawał się coraz bardziej natarczywy, a krople nieprzyjemnie chłodziły skórę. Natalia i Wiktor zaczęli biec po mokrym piachu w kierunku wydm, na wysokości których stanęli niczym zdobywcy szczytów. Raz jeszcze spojrzeli na błyskawice malowniczo odbijające się w morzu.

- Idziemy, idziemy! - Wiktor ciągnął Natalię za rękę.

- Ale... - Dziewczyna, która pierwszy raz widziała burzę nad morzem, była oczarowana widokiem.

- Nie ma "ale" - upierał się jej towarzysz. - Z naturą nie wygramy, lepiej nie kusić losu. Musimy się gdzieś schować.

Natalia posłusznie biegła za Wiktorem i ani na chwilę nie puszczała jego dłoni. Dość blisko plaży znaleźli stodołę. Wyglądała na opuszczoną, choć była w bardzo dobrym stanie. Gdy weszli do środka, uderzył ich zapach siana połączony z wonią wilgoci letniego deszczu. Dookoła panowała ciemność. Tylko pioruny rozbłyskujące na ułamki sekund raz po raz oświetlały wnętrze, dając cień znajdującym się tam przedmiotom.

- Latarka by się nam przydała - wyszeptała Natalia.

- Proszę bardzo. - Wiktor rozświetlił mrok telefonem komórkowym.

Kilka kroków od nich stała drabina oparta o słup i stertę siana.

- Wchodzimy! - zarządził. Wdrapali się na górę i radośnie rzucili na mięciutkie, pachnące siano. Chwilę leżeli oddaleni od siebie.

- A jak ktoś przyjdzie? To chyba czyjaś własność - zaniepokoiła się Natalia.

Wiktor nic nie odpowiedział, przyciągnął ją do siebie i zaczął całować. Dłonie ukrył w jej włosach, odgarnął niesforne kosmyki i odsłonił jej twarz. Jego palce niczym skrzydła motyla wyplątały się z kasztanowych loków i niespiesznie prześlizgnęły po szyi w stronę karku, wyznaczając drogę pocałunkom. Chwilami delikatnie ją gryzł, innym razem namiętnie całował, to znów muskał, aby po chwili jego usta odnalazły dalszą drogę wytyczaną przez palce. Niecodzienne warunki: stodoła, siano i elektryzująca świadomość, że ktoś może ich tu w każdej chwili przyłapać, powodowały dreszczyk emocji i potęgowały podniecenie...

Natalia całkowicie zatopiła się w rozkoszy, którą sprawiał jej Wiktor. Jego ręce wędrowały wzdłuż jej ciała, powoli rozpinały bluzkę. Każdy zdobyty guzik był jak odkrycie nowego lądu, każdy kolejny centymetr rozgrzanej skóry Wiktor całował żarliwie. Natalia miała wrażenie, że ta rozkosz była też źródłem udręki. Z każdą chwilą coraz trudniejszej do zniesienia, bo coraz bardziej wzbierającej i narastającej... Dłonie Wiktora powoli wędrowały wzdłuż jej pleców. Chwyciła go za włosy, zaplatała w nich palce, po czym lekko odsunęła go od siebie. Zdziwił się, a wtedy ona chwyciła za jego koszulkę i ściągnęła ją z niego. Z podziwem prześlizgiwała palcami po umięśnionym ciele i wyrzeźbionym brzuchu. Rozpięła suwak jego spodni. Powstrzymał ją, gdy chciała je z niego zsunąć, i zaczął powoli rozbierać Natalię. Jej bluzka wraz z bielizną, niedbale odrzucone, leżały gdzieś w źdźbłach suszonej trawy, a ciało przeszywał dreszcz. Dziewczyna nie była pewna: czy to z chłodu, czy z emocji. Wiktor to zauważył i przyciągnął ją do siebie. Kiedy przylgnęła do niego, zaczął zdejmować jej spodnie. Spleceni w miłosnym uścisku trwali przez większość nocy.

Do pensjonatu wróciła odprowadzona przez swojego kochanka. Hanka spała, lecz kiedy usłyszała wchodzącą do pokoju Natalię, poderwała się z łóżka, włączyła nocną lampkę i badawczym wzrokiem spojrzała na przyjaciółkę. Jej długie kasztanowe włosy, poprzetykane źdźbłami siana, zwisały wzdłuż ramion okrytych męską bluzą. Stała boso, buty trzymała w dłoni, a pogniecione spodnie z niedbale wywiniętymi nogawkami odsłaniały jej łydki.

- Wyglądasz jak stuprocentowa zdzira. - Hanka surowym wzrokiem lustrowała Natalię, która wyglądała dość żałośnie. Ta uśmiechnęła się tylko jak mała, zawstydzona dziewczynka. Już miała iść do łazienki, gdy usłyszała:

- A dokąd to się wybierasz?! Opowiadaj, jak było, to może i ja ci coś opowiem. - Puściła do niej oko, wstała z łóżka, podeszła do stołu, na którym znajdowała się butelka wody, napełniła nią szklankę i odwróciła się do Natalii.

- Daj spokój, ledwie żyję i chce mi się spać - z rozbrajającym uśmiechem odpowiedziała przyjaciółka. - Jutro ci wszystko opowiem.

- O nie! - zaprotestowała Hanka i jednym haustem upiła znaczną część wody. - Nie chcesz mnie chyba skazać na mękę czekania?! Fakt, że wyglądasz na mocno... - zawiesiła głos, wyplątując z włosów przyjaciółki źdźbła siana, po czym wręczyła jej jedno z nich oplecione pojedynczym włosem - wymęczoną, moja droga.

Natalia udała zawstydzenie.

- Nie czaruj, nie kupuję tej miny - nie odpuszczała Hanka.

- No dobrze - uśmiechnęła się Natalia i zaczęła opowiadać o wydarzeniach na plaży i o tym, co zaszło w opuszczonej stodole.

Hanka też miała się czym pochwalić. Wieczór, który spędziła w towarzystwie Marka, był nie mniej ekscytujący.

Następnego ranka po upojnej nocy dziewczyny późno przyszły na plażę. Długo szukały wolnego miejsca. Kiedy rozkładały ręczniki na gorącym piasku, ścisk był tak ogromny, że z trudem znalazły kawałek przestrzeni dla siebie. Niestety, jak się okazało, obok rodzinki z dwójką hałasujących dzieci. Maluchy biegały i krzyczały, robiły mnóstwo zamieszania. Hanka, ku zdziwieniu przyjaciółki, zasnęła, nie zważając na to, co działo się wokół. Natalii, mimo zmęczenia, nie udało się zmrużyć oka, rozważała nawet, czy nie zwrócić rodzicom uwagi na zachowanie ich pociech. Ostatecznie, rozgrzana popołudniowym słońcem i wspomnieniami minionej nocy, postanowiła wejść do morza, aby się schłodzić i oddalić od źródła hałasu.

Fale obmywały jej stopy, orzeźwiały rozgrzane ciało. Przez chwilę patrzyła na białą pianę kłębiącą się u jej stóp. Pod wpływem przyjemności, jaką sprawiał jej chłód wody, zamknęła oczy i poczuła się beztrosko... Gdzieś w dali krzyczały dzieci, wiatr przywiewał głos sprzedawcy lodów, ale szum morza działał odprężająco. "To jak namiastka nirwany, niczym niezmąconego spokoju ducha i ciała" - pomyślała rozmarzona i nagle poczuła chłód na plecach. Wystraszona, podskoczyła z krzykiem i się odwróciła, aby sprawdzić, co wyrwało ją z tego błogostanu. "Któż by inny?" - pomyślała, spoglądając na roześmianą i mokrą twarz Wiktora.

- Witam panią - pokłonił się jej łobuzersko, dotykając dłońmi wody i rozpryskując ją na Natalię. Dziewczyna znowu podskoczyła, kontakt wody z rozgrzanym ciałem przypominał ukłucie tysiąca szpilek.

- Chcesz wojny morskiej? Bardzo proszę. - Ze śmiechem zaczęła chlapać Wiktora. "Ale frajda! Ostatni raz bawiłam się tak chyba jako sześciolatka" - pomyślała.

Zabawa przesuwała się w głąb morza, ale im dalej byli od plaży i ludzi, tym bliżej siebie. Kiedy woda zakrywała Natalii ramiona, Wiktor krzyknął:

- Jeszcze chwila, a się utopisz, i będę cię miał na sumieniu!

- Nie licz na to! - Zaśmiała się i w chwili, gdy się zamachnęła, aby kolejnym uderzeniem dłoni o taflę rozpryskać wodę, straciła grunt pod nogami. Wiktor chwycił ją za rękę i przyciągnął do siebie. Spojrzała na niego lekko zdezorientowana i ponownie poczuła, jak dno znika, a ona się zapada. Odruchowo złapała Wiktora za szyję, a nogami oplotła jego biodra. Patrzył na nią z zadowoleniem, jakby celowo zabrał ją w miejsce, gdzie będzie instynktownie szukała ratunku w jego ramionach. Zadowolony z siebie, zaczął ją całować. Fale uderzały ich w plecy, kołysząc splecione ciała. A oni, jakby nie zauważali otaczającego świata, byli całkiem pochłonięci sobą.

Spędzili razem cały dzień. Rozstali się tylko na chwilę, aby przebrać się przed nadejściem wieczornego chłodu. Byli sobą wzajemnie oczarowani, tak przynajmniej czuła Natalia.

Następnego dnia wymknęli się z plaży pod pretekstem przyniesienia napojów dla całego towarzystwa, które wylegiwało się na gorącym piasku. Hanka znacząco się uśmiechnęła, gdy złożyli tę szlachetną propozycję. Domyślała się, że nie wynika ona z dobrego serca jej przyjaciółki ani z empatii, która każe ukoić pragnienie całego towarzystwa znękanego upałem dnia i odczuwającego skutki nocy zakrapianej alkoholem. Natalią kierowało pożądanie.

Droga do sklepu z napojami prowadziła przez las. Mimo że ta część plaży należała do znacznie mniej obleganych, a nawet dzikich, Natalia z Wiktorem minęli po drodze kilkoro urlopowiczów zmierzających w stronę morza. Ubolewali, że nawet dzikie wybrzeża nie są wyludnione i fantazjowali o życiu na bezludnej wyspie porośniętej dżunglą i oddalonej od cywilizacji. W trakcie tych rozważań Wiktor złapał Natalię za rękę i pociągnął w głąb lasu, żartując, że znajdują się w sercu dżungli, gdzie są jedynymi ludźmi, a dookoła czyha na nich niebezpieczna zwierzyna. Biegli krótką chwilę, oddalając się od ścieżki, potykając o patyki i korzenie drzew, i zaśmiewali się przy tym jak dzieci. Gdy byli na tyle daleko, że nie docierały już do nich głosy ludzi zmierzających na plażę, Wiktor powiedział do Natalii bardzo poważnie:

- Jesteś moim jeńcem, rozbitku! Uratowałem cię, więc twoje życie teraz zależy ode mnie. Jeśli nie będziesz mnie słuchała, rzucę cię na pożarcie bestii żyjącej nieopodal. A nie chciałabyś wiedzieć, co ta bestia robi z takimi ślicznotkami jak ty. Wykonuj posłusznie moje polecenia, a nic ci się nie stanie.

Natalia nie była pewna, czy podoba jej się ta zabawa. Nie lubiła, gdy facet mówił do niej w ten sposób. Była wyzwoloną, niezależną kobietą i nieraz za podobny ton wymierzała mężczyznom policzek. Jednak w sposobie, w jaki robił to Wiktor, było coś podniecającego. Nie było to poniżające, raczej ekscytujące. Poczuła dreszczyk emocji, który sprawiał jej przyjemność:

- A co to za bestia? - Zrobiła minę przerażonej. - To może ja w zamian za ocalenie spełnię trzy twoje życzenia? Niczym złota rybka.

- Trzy, złota rybko?

- Mhmm - kusząco pomrukiwała Natalia.

Wiktor przyciągnął ją do siebie i szeptał coś na ucho.

- To byłoby pierwsze - uśmiechnęła się kokieteryjnie.

Trzy spełnione życzenia później, już po zakupach w pobliskim sklepiku, wracali na plażę w doskonałych humorach, z zapasem napojów dla wszystkich.

Cały dzień znacząco się do siebie uśmiechali. Wykorzystywali każdą okazję do tego, by być bliżej, by się dotykać: a to nacierali jedno drugie emulsjami do opalania, to znów strzepywali piasek, który przykleił się do ich ciał lepkich od kremów. W porze lunchu przyjaciółki opuściły towarzystwo. Chwilę po tym, jak Natalia umówiła się z Wiktorem na wieczór w tropikalnym barze na plaży.

Hanka nie była zainteresowana kolejnym spotkaniem z Markiem. Jej wystarczył jeden wieczór. Nie pragnęła zobowiązań ani trwałych związków. Czasami było jej smutno. Szczególnie wtedy, kiedy samotność najbardziej jej doskwierała. Dlatego święta, sylwestra czy wakacje najchętniej spędzała w towarzystwie innych singli. Nie musiała oglądać wtulonych w siebie par ani myśleć o wyobcowaniu, którego świadomość czasami dopadała ją znienacka i wyciskała łzy. Wolała jednak te krótkie chwile smutku niż cierpienie we dwoje czy ból rozstania, który pozostał po ostatnim związku.