Zamknijcie oczy i wyobraźcie sobie...
We wnętrzu chatki panuje półmrok odrobinę rozświetlony płomieniami niewielkiego ogniska. Od czasu do czasu z płomieni ulatuje pojedyncza iskra i z sykiem roztapia się w ciemności. Chatka jest nieduża, a sprawia wrażenie jeszcze mniejszej z powodu poutykanych wszędzie, zawieszonych pod okapem i na drewnianych haczykach, sterczących ze ścian pęków ziół, wiązek korzeni i węzełków z nieznaną zawartością.
Nad paleniskiem pochyla się kobieta. W ręku trzyma płócienny woreczek i starannie, garść po garści, przesypuje znajdujące się w środku pokruszone drobiny do jednego z garnków stojących w żarze. Chwyta długi patyk i zanurza go w innym naczyniu, sprawdza, patrzy. Chyba już czas.
Kilkoma ruchami przenosi zawartość garnka na drewnianą misę, niesie bliżej światła, kiwa z uznaniem głową.
Na misce znajduje się wełniana przędza. Kiedyś była zwykła, biała - ot, dobrze sprzędziona nić - a teraz ma kolor jaskrawszy niż cokolwiek innego w drewnianej chatce. Czerwień odbija się blaskiem od ścian z pociemniałego drewna i zabłoconej podłogi. Kobieta uśmiecha się z zadowoleniem - piękne będą krajki do szaty na zaślubiny. Myśli przez chwilę o urodziwej dziewczynie z długimi jasnymi warkoczami, która włoży ten strój za dwa miesiące, po czym bierze wystygły już nieco motek w ręce i niesie na zewnątrz, aby zawiesić go pod daszkiem do wyschnięcia razem z innymi. Jest tu już brązowa przędza (w odcieniu, którego nie ma żadne owcze runo), przeznaczona na odświętną szatę dla najważniejszego gospodarza w osadzie, głowy rodu. Wiszą inne czerwone nici, do obszywania ubrań, żeby chronić przed Złym. Żółta przędza na pasiaste tkaniny, takie, jakie od zawsze nosiły kobiety w tej okolicy...
***
Kiedy zastanawiamy się nad przeszłością, przeważnie punktem wyjścia do naszych rozmyślań są wielkie bitwy, imiona królów, słynne reformy prawa. Nie one jednak są esencją historii. Cegiełki, które budują gmach przeszłości, to głównie losy zwykłych, szarych ludzi, ich problemy, radości i smutki. Badając drobiazgi składające się na codzienność, możemy zbliżyć się do naszych przodków sprzed wieków i spojrzeć na nich jak na żywe osoby, a nie pomniki z brązu.
Od zawsze intrygowały mnie właśnie te szczegóły. Gdy zajęłam się rekonstrukcją historyczną, a potem rozpoczęłam studia archeologiczne, od ogólnego zainteresowania sprawą życia codziennego w dawnych wiekach doszłam do szczególnej fascynacji tekstyliami - przędzeniem, tkaniem, farbowaniem, słowem: wszystkim, co się wiąże z przygotowaniem tkanin przed setkami lat.
Ta książka jest owocem mojego wieloletniego zainteresowania sprawą, wydawałoby się, ulotną - kolorami ubrań. Farbowanie tekstyliów to tylko pozornie błahostka. W rzeczywistości odbija się w niej cały świat sprzed wieków, ludzkie gusta, ambicje, nadzieje i przesądy. Niepozorny fragment tkaniny zabarwiony tysiąc lat temu na czerwono niesie ze sobą fascynującą opowieść nie tylko o sprawności rzemieślniczej i kwestiach wymiany handlowej, lecz także o ludzkich uczuciach: próżności, zabobonnym lęku, desperackiej chęci odegnania zła za pomocą szmatki w odpowiednim kolorze.
Farbowanie naturalne jest jednym z tych rzemiosł, które po latach możemy próbować wskrzesić i wykonywać podobnie jak ludzie sprzed wieków, co zresztą przez kolejne lata robiłam - z zadowoleniem, satysfakcją (choć czasem też z frustracją, nie przeczę). Żebyście i wy, moi drodzy czytelnicy, mogli zbliżyć się choć trochę do świata naszych przodków - umieściłam w książce trochę praktycznych wskazówek, które pomogą wam przeprowadzić eksperymenty barwierskie i uzyskać kolory podobne do tych, którymi chlubili się ludzie wczesnego średniowiecza. Życzę wam, żeby zagłębianie się w świat kolorów sprzed wieków było dla was tak wspaniałą przygodą, jaką jest dla mnie!