Fantomowe ciało króla. Peryferyjne zmagania z nowoczesną formą - Jan Sowa

Kup ebooka

35.00 zł
24.68 zł (24,58 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wspaniały XVI wiek

Od ?o­ty za­le­ży los ko­lo­nii, od losu ko­lo­nii - han­del, od han­dlu - zdol­ność pań­stwa do utrzy­ma­nia ar­mii, zwięk­sze­nia po­pu­la­cji oraz prze­pro­wa­dze­nia wszel­kie­go ro­dza­ju chwa­leb­nych i uży­tecz­nych przed­się­wzięć.

Duc de Cho­iseul

Prezentyzm vs. historyzm. Długie trwanie jako kategoria eksplikacyjna

Każ­dy, kto sta­wia so­bie za cel wy­ja­śnie­nie ja­kich­kol­wiek pro­ce­sów spo­łecz­nych, wy­brać musi per­spek­ty­wę cza­so­wą, w ja­kiej ope­ro­wać bę­dzie jego my­śle­nie. Wy­bór ten ma miej­sce za­wsze i nie moż­na od nie­go uciec. Je­śli nie do­ko­na się go świa­do­mie, na­stę­pu­je on "au­to­ma­tycz­nie"; wy­zna­cza go po pro­stu tem­po­ral­ny wy­miar ka­te­go­rii sche­ma­tów po­ję­cio­wych wy­ko­rzy­sta­nych do opi­su oraz wy­ja­śnie­nia ba­da­nych zja­wisk.

Pod­sta­wo­wy dy­le­mat to wy­bór mię­dzy po­dej­ściem pre­zen­ty­stycz­nym i hi­sto­rycz­nym?1. We współ­cze­snych ba­da­niach nad za­co­fa­niem do­mi­nu­je pre­zen­tyzm i "płyt­ki hi­sto­ry­cyzm". Przez ten dru­gi ro­zu­miem przyj­mo­wa­nie per­spek­ty­wy cza­so­wej, któ­ra uwzględ­nia co praw­da prze­szłość, nie cofa się jed­nak w hi­sto­rii da­lej niż kil­ka de­kad. Przy­kła­dem pre­zen­ty­zmu jest po­pu­lar­ny w na­ukach spo­łecz­nych, zwłasz­cza w kra­jach an­glo­sa­skich, kul­tu­ra­lizm, a więc prze­ko­na­nie, że o suk­ce­sie bądź po­raż­ce roz­wo­jo­wej de­cy­du­ją nor­my i war­to­ści wpi­sa­ne obec­nie w kul­tu­rę da­ne­go spo­łe­czeń­stwa, gru­py, kra­ju lub re­gio­nu. Po­dej­ście ta­kie to ro­dzaj pop-we­be­ry­zmu, jego zwo­len­ni­cy czę­sto bo­wiem po­szu­ku­ją in­spi­ra­cji w kla­sycz­nej pra­cy Maxa We­be­ra Ety­ka pro­te­stanc­ka i duch ka­pi­ta­li­zmu?2. To we­be­ryzm w wer­sji "pop", po­nie­waż kul­tu­ra­li­stom bra­ku­je do­cie­kli­wo­ści ich in­te­lek­tu­al­ne­go mi­strza. W prze­ci­wień­stwie do tego, co po­stu­lo­wał au­tor Go­spo­dar­ki i spo­łe­czeń­stwa, ich dy­wa­ga­cji nie spo­sób uznać za "so­cjo­lo­gię ro­zu­mie­ją­cą", po­nie­waż nie dążą oni w ogó­le do zro­zu­mie­nia spo­so­bu kształ­to­wa­nia się i funk­cjo­no­wa­nia norm kul­tu­ro­wych. Za­do­wa­la­ją się ra­czej pro­sty­mi wy­ja­śnie­nia­mi w sty­lu "w Afry­ce jest bie­da, po­nie­waż Afry­kań­czy­cy de­pre­cjo­nu­ją pra­cę i są po­zba­wie­ni zdol­no­ści do od­ra­cza­nia na­gro­dy"?3. Moż­na się spie­rać, na ile po­dob­na dia­gno­za afry­kań­skiej kul­tu­ry jest praw­dzi­wa. Na­wet jed­nak je­śli przyj­mie­my ją za do­brą mo­ne­tę (co wąt­pli­we), nie do­wia­du­je­my się nic o tym, w jaki spo­sób te nor­my kul­tu­ro­we ukształ­to­wa­ły się w spo­łe­czeń­stwach afry­kań­skich, ani ja­kie mo­gło­by być ich uza­sad­nie­nie w świe­cie prze­ży­wa­nym miesz­kań­ców Afry­ki. Do­sko­na­łym przy­kła­dem kul­tu­ra­li­stycz­ne­go pre­zen­ty­zmu są pra­ce za­war­te w książ­ce Kul­tu­ra ma zna­cze­nie pod re­dak­cją Law­ren­ce'a Har­ri­so­na i Sa­mu­ela Hun­ting­to­na?4 czy też książ­ka Fran­ci­sa Fu­kuy­amy o za­ufa­niu, cho­ciaż ten ostat­ni wy­ka­zu­je nie­co lep­sze ro­zu­mie­nie hi­sto­rycz­nej na­tu­ry spo­łecz­nych norm i war­to­ści?5.

Te i po­dob­ne ana­li­zy nie są cał­ko­wi­cie bez­war­to­ścio­we. Grze­szą ra­czej nie­kom­plet­no­ścią. Ofe­ru­ją cza­sem dość do­bry opis sy­tu­acji pro­ble­mo­wej i przy­naj­mniej czę­ścio­wo słusz­ne wy­ja­śnie­nie, igno­ru­ją jed­nak ge­ne­alo­gię, przez co śli­zga­ją się po po­wierzch­ni pro­ble­mu. Coś, co w per­spek­ty­wie pre­zen­ty­stycz­nej wy­da­je się tyl­ko ir­ra­cjo­nal­ną i szko­dli­wą przy­pa­dło­ścią, do­pie­ro w per­spek­ty­wie hi­sto­rycz­nej ob­ja­wia swo­ją sen­sow­ność albo przy­naj­mniej oka­zu­je się uza­sad­nio­ne (na przy­kład ze wzglę­du na ko­niecz­ność przy­sto­so­wa­nia się jed­no­stek i grup do wa­run­ków, któ­re pa­no­wa­ły w da­nym kra­ju czy re­gio­nie przez wie­le po­przed­nich de­kad lub wie­ków i utrzy­mu­ją się na za­sa­dzie spo­łecz­nej hi­ste­re­zy, na­wet je­śli są już dys­funk­cjo­nal­ne).

Pre­zen­ty­zmu nie bra­ku­je rów­nież w pol­skich na­ukach spo­łecz­nych i de­ba­tach pu­blicz­nych. Jesz­cze czę­ściej spo­ty­ka się płyt­ki hi­sto­ry­cyzm. Jego prze­ja­wem jest ten­den­cja do obar­cza­nia PRL-u winą za wszyst­kie pro­ble­my współ­cze­snej Pol­ski. Ewen­tu­al­nie wspo­mi­na się rów­nież o II woj­nie świa­to­wej i cza­sa­mi o roz­bio­rach. Dłuż­sza per­spek­ty­wa cza­so­wa, przez co ro­zu­miem per­spek­ty­wę dłu­gie­go trwa­nia obej­mu­ją­cą 300-500 lat, jest wła­ści­wie we współ­cze­snej pol­skiej so­cjo­lo­gii nie­obec­na.

Z lep­szą sy­tu­acją mamy do czy­nie­nia w na­ukach hi­sto­rycz­nych, co zresz­tą zro­zu­mia­łe. Tacy pol­scy hi­sto­ry­cy, jak Ja­cek Ko­cha­no­wicz i An­to­ni Mą­czak, kon­ty­nu­ują do­cie­ka­nia roz­po­czę­te przez star­sze po­ko­le­nie hi­sto­ry­ków go­spo­dar­czych - Wi­tol­da Kulę, Ma­ria­na Ma­ło­wi­sta, Je­rze­go To­pol­skie­go czy na­wet Jana Rut­kow­skie­go - po­szu­ku­jąc głę­bo­kich, hi­sto­rycz­nych uwa­run­ko­wań obec­ne­go sta­nu rze­czy. Ba­da­nia te są jed­nak nie­wiel­ką in­spi­ra­cją dla pol­skich nauk spo­łecz­nych. Szko­da, bo osią­gnię­cia wie­lu pol­skich so­cjo­lo­gi­zu­ją­cych hi­sto­ry­ków są im­po­nu­ją­ce. Ana­li­zy Kuli czy Ma­ło­wi­sta wy­prze­dza­ją o wie­le lat - a na­wet de­kad - to, co w la­tach sześć­dzie­sią­tych i sie­dem­dzie­sią­tych pi­sa­li tacy za­chod­ni ucze­ni jak Brau­del lub Wal­ler­ste­in. Ci ostat­ni po­wo­łu­ją się zresz­tą na pra­ce i od­kry­cia pol­skich hi­sto­ry­ków.

Ra­cję ma Char­les Til­ly, gdy pi­sze, że so­cjo­lo­gia upra­wia­na bez uwzględ­nie­nia per­spek­ty­wy hi­sto­rycz­nej jest pu­sta "jak de­ko­ra­cja w Hol­ly­wo­od"?6. Dla­te­go zde­cy­do­wa­łem się przy­jąć w tej książ­ce punkt wi­dze­nia zde­cy­do­wa­nie hi­sto­rycz­ny. To po­sta­wa do­brze ugrun­to­wa­na w za­chod­niej hu­ma­ni­sty­ce i my­śli spo­łecz­nej. Jej ko­rze­ni szu­kać moż­na z jed­nej stro­ny w my­śli He­gla, z dru­giej w ?­lo­zo­?i Nie­tz­sche­go. Au­tor Fe­no­me­no­lo­gii du­cha wie­lo­krot­nie twier­dził, że te­raź­niej­szo­ści nie da się wy­ja­śnić przez te­raź­niej­szość, ale tyl­ko przez od­wo­ła­nie do prze­szło­ści. Wy­tłu­ma­czyć ja­kieś zja­wi­sko zna­czy tyle, co opi­sać jego hi­sto­rię. W ob­rę­bie nie­tz­sche­ani­zmu bę­dzie to przede wszyst­kim hi­sto­ria dys­kur­syw­na, czy­li ge­ne­alo­gia. Tą ścież­ką po­dą­ża na przy­kład Mi­chel Fo­ucault. W swo­ich książ­kach po­świę­co­nych wię­zie­niu, kli­ni­ce czy szpi­ta­lom psy­chia­trycz­nym bie­rze on pod uwa­gę nie tyl­ko hi­sto­rycz­ne prze­mia­ny in­sty­tu­cji spo­łecz­nych, ale rów­nież ewo­lu­cję to­wa­rzy­szą­cych im ide­olo­gii, uza­sad­nia­ją­cych ich ist­nie­nie i kon­kret­ną spo­łecz­ną for­mę. W dzi­siej­szej wer­sji me­to­da ta po­zba­wio­na jest naj­czę­ściej ide­ali­stycz­ne­go uni­wer­sa­li­zmu dzie­więt­na­sto­wiecz­nej ?­lo­zo­?i nie­miec­kiej. Dąży nie tyle do od­kry­cia po­wszech­nych praw obo­wią­zu­ją­cych za­wsze i wszę­dzie, co do opi­sa­nia i wy­ja­śnie­nia pew­nych kon­kret­nych i spe­cy­?cz­nych sta­nów rze­czy. W ni­niej­szej książ­ce bę­dzie to pró­ba wy­ja­śnie­nia szcze­gól­ne­go ha­bi­tu­su i cy­wi­li­za­cyj­ne­go za­co­fa­nia Eu­ro­py Środ­ko­wo-Wschod­niej, w tym szcze­gól­nie Pol­ski.

Sto­su­jąc hi­sto­rycz­ną per­spek­ty­wę opi­su i wy­ja­śnia­nia, przyj­mu­ję jed­no­cze­śnie per­spek­ty­wę ?i?n?t?e?r?­p?r?e?­t?a?­t?o?­r?a?,? a nie od­kryw­cy. Nie cho­dzi mi więc o po­szu­ki­wa­nie no­wych da­nych, któ­re zre­wi­du­ją ob­raz ja­kiejś epo­ki hi­sto­rycz­nej, ale o re­kon­?­gu­ra­cję i re­in­ter­pre­ta­cję fak­tów, pro­ce­sów i zja­wisk już opi­sa­nych w hi­sto­rio­gra­?i. To jed­na z dwóch me­tod przy­ję­tych i sto­so­wa­nych w so­cjo­lo­gii hi­sto­rycz­nej. Jej wy­bit­ny­mi przy­kła­da­mi są pra­ce Ro­ber­ta J. Hol­to­na, The­dy Skoc­pol, Im­ma­nu­ela Wal­ler­ste­ina, Gio­van­nie­go Ar­ri­ghie­go czy Per­ry'ego An­der­so­na?7. W Pol­sce tą samą me­to­dą po­słu­gu­je się na przy­kład Krzysz­tof Brzech­czyn w książ­ce Od­ręb­ność hi­sto­rycz­na Eu­ro­py Środ­ko­wej?8. Inne po­dej­ście do upra­wia­nia so­cjo­lo­gii hi­sto­rycz­nej po­le­ga na prze­ję­ciu warsz­ta­tu pra­cy hi­sto­ry­ka i sa­mo­dziel­nym po­szu­ki­wa­niu no­wych fak­tów, na pod­sta­wie któ­rych bu­du­je się póź­niej teo­rię. Przy­kła­dem może być tu książ­ka Char­le­sa Til­ly'ego The Ven­dée.

Obie stra­te­gie mają swo­je sła­be i sil­ne stro­ny. Mój wy­bór me­to­dy re­in­ter­pre­ta­cyj­nej po­dyk­to­wa­ny zo­stał kil­ko­ma wzglę­da­mi. Nie są­dzę, aby isto­ta pro­ble­mu, przed któ­rym sta­ję, do­ma­ga­ła się od­kry­wa­nia no­wych fak­tów. Waż­ne fak­ty i zja­wi­ska - jak na przy­kład sil­ne mię­dzy XVI a XVIII stu­le­ciem związ­ki pol­skiej go­spo­dar­ki z za­chod­nim ka­pi­ta­li­zmem wy­ni­ka­ją­ce z han­dlu zbo­żem, sar­ma­tyzm, roz­bio­ry, póź­na i sła­ba in­du­stria­li­za­cja Pol­ski, kiep­ska kon­dy­cja pol­skich miast itp. - są nie tyl­ko od­kry­te, ale po­wszech­nie zna­ne. Moim ce­lem jest ich re­in­ter­pre­ta­cja po­przez umiesz­cze­nie w dys­kur­syw­nej ra­mie no­wych teo­rii. Bo wła­ści­wie, jak prze­ko­nu­je Til­ly, to, co w ogó­le od­naj­du­je się, pi­sząc hi­sto­rię, za­le­ży już od teo­rii, z któ­rą się szu­ka?9. Dla­te­go moje wła­sne ba­da­nia nie mają tu cha­rak­te­ru ana­li­tycz­no-em­pi­rycz­ne­go - aby po­słu­żyć ty­po­gra­?ą ro­dza­jów wie­dzy i me­tod ba­daw­czych przed­sta­wio­ną kie­dyś przez Jür­ge­na Ha­ber­ma­sa - ale ?h?e?r?­m?e?­n?e?u?­t?y?c?z?­n?o?-?k?r?y?­t?y?c?z?­n?y??10.? Ich cel jest toż­sa­my z za­da­nia­mi, ja­kie sta­wia so­bie teo­ria kry­tycz­na: to sa­mo­zro­zu­mie­nie pro­wa­dzą­ce do eman­cy­pa­cji?11.

Długie trwanie

Wbrew sko­ja­rze­niom, ja­kie bu­dzi mark­si­zu­ją­ca hi­sto­ria go­spo­dar­cza, de­cy­zja o po­szu­ki­wa­niu hi­sto­rycz­nych źró­deł za­co­fa­nia nie musi być wca­le po­dyk­to­wa­na wzglę­da­mi ide­olo­gicz­ny­mi. Do­sko­na­łym tego przy­kła­dem są ba­da­nia prze­pro­wa­dzo­ne w la­tach sie­dem­dzie­sią­tych XX wie­ku przez Ro­ber­ta Put­na­ma. W ra­mach pro­jek­tu, któ­ry uznać moż­na za tour de for­ce em­pi­rycz­nej so­cjo­lo­gii, prze­ba­dał on spraw­ność dzia­ła­nia lo­kal­nych struk­tur wła­dzy w pół­noc­nych i po­łu­dnio­wych Wło­szech. Na po­cząt­ku lat sie­dem­dzie­sią­tych kraj ten prze­szedł grun­tow­ną de­cen­tra­li­za­cję ad­mi­ni­stra­cji pań­stwo­wej. We wszyst­kich dwu­dzie­stu re­gio­nach po­wsta­ły lo­kal­ne or­ga­ny wła­dzy wy­ko­naw­czej, usta­wo­daw­czej i są­dow­ni­czej. Prze­ka­za­no im sze­reg pre­ro­ga­tyw przy­na­leż­nych wcze­śniej rzą­do­wi w Rzy­mie. Re­for­mę prze­pro­wa­dzo­no jed­no­cze­śnie w taki sam spo­sób na te­re­nie ca­łe­go kra­ju, po­wsta­ła więc ad­mi­ni­stra­cja, któ­ra na Po­łu­dniu i na Pół­no­cy mia­ła iden­tycz­ną struk­tu­rę i spo­sób funk­cjo­no­wa­nia. Jak po­ka­zał Put­nam, nie do­pro­wa­dzi­ło to jed­nak wca­le do zrów­na­nia po­zio­mu funk­cjo­no­wa­nia wła­dzy i jej sku­tecz­no­ści. Wśród Wło­chów z Pół­no­cy pa­nu­je prze­ko­na­nie, że wszyst­ko, co roz­cią­ga się na po­łu­dnie od Rzy­mu, na­le­ży już wła­ści­wie do Afry­ki. Re­gion ten po­strze­ga się jako bied­ny, za­co­fa­ny, sko­rum­po­wa­ny, zdez­or­ga­ni­zo­wa­ny i za­póź­nio­ny za­rów­no pod wzglę­dem eko­no­micz­nym, jak i po­li­tycz­nym. Put­nam wy­ka­zał, że ten ste­reo­typ ma uza­sad­nie­nie w da­nych em­pi­rycz­nych. De­cen­tra­li­za­cja nie tyl­ko nie zli­kwi­do­wa­ła kon­tra­stu mię­dzy Pół­no­cą a Po­łu­dniem kra­ju, ale na­wet go po­głę­bi­ła?12.

Zda­niem Put­na­ma przy­czyn ta­kie­go sta­nu rze­czy szu­kać na­le­ży w prze­szło­ści się­ga­ją­cej kil­ku­set lat. Ist­nie­je wy­so­ka ko­re­la­cja po­mię­dzy tra­dy­cja­mi re­pu­bli­kań­ski­mi lub au­to­kra­tycz­ny­mi na Pół­wy­spie Ape­niń­skim w oko­li­cach roku 1300 a - od­po­wied­nio - wy­so­ką bądź ni­ską spraw­no­ścią przed­sta­wi­ciel­skich in­sty­tu­cji po­li­tycz­nych mie­rzo­ną współ­cze­śnie!?13 Wzo­ry spo­łecz­nych in­te­rak­cji - jak na przy­kład re­la­cje klient-pa­tron czy też sto­pień spo­łecz­ne­go za­ufa­nia - któ­re ukształ­to­wa­ły się w okre­sie doj­rza­łe­go śre­dnio­wie­cza na sku­tek od­mien­nych lo­sów po­li­tycz­nych Pół­no­cy i Po­łu­dnia, trwa­ją do dziś. Co waż­ne z punk­tu wi­dze­nia głów­nej tezy ni­niej­szej książ­ki, zda­niem Put­na­ma za de­gren­go­la­dę Po­łu­dnia w du­żej mie­rze od­po­wia­da fakt, że zo­sta­ło ono pod­bi­te i po­pa­dło w stan dłu­go­trwa­łej za­leż­no­ści - naj­pierw od wład­ców fran­cu­skich, na­stęp­nie hisz­pań­skich. O ile pół­noc Pół­wy­spu Ape­niń­skie­go ni­g­dy nie zna­la­zła się na dłu­gi czas pod de­spo­tycz­ną wła­dzą scen­tra­li­zo­wa­nej mo­nar­chii i roz­wi­ja­ła się, za­cho­wu­jąc sto­sun­ko­wo dużą nie­za­leż­ność, o tyle Po­łu­dnie od XI wie­ku, kie­dy Nor­ma­no­wie pod­po­rząd­ko­wa­li so­bie te te­re­ny, sta­ło się czę­ścią wiel­kie­go, rzą­dzo­ne­go au­to­ry­tar­nie im­pe­rium. Na Pół­no­cy wa­run­ki go­spo­dar­cze wy­mu­si­ły okre­ślo­ny spo­sób or­ga­ni­za­cji spo­łecz­no-po­li­tycz­nej, przez co re­gion ten roz­wi­nął się w po­tęż­ne im­pe­rium, któ­re­go ist­nie­nie nie opie­ra­ło się jed­nak na wpły­wach mi­li­tar­nych, ale na han­dlu i pro­duk­cji?14. Ukształ­to­wa­ła się też tam gę­sta sieć księstw i państw-miast z no­wo­cze­snym jak na tam­te cza­sy ustro­jem po­li­tycz­nym. Na Po­łu­dniu nic po­dob­ne­go nie mia­ło miej­sca. Na te­ry­to­riach na­le­żą­cych dzi­siaj do jed­ne­go pań­stwa wło­skie­go po­wsta­ły w ten spo­sób dwa od­mien­ne spo­so­by spo­łecz­no-po­li­tycz­nej or­ga­ni­za­cji:

Sys­te­my, któ­re zo­sta­ły stwo­rzo­ne na Pół­no­cy i na Po­łu­dniu, były zu­peł­nie inne, za­rów­no pod wzglę­dem swo­jej struk­tu­ry, jak i swo­ich kon­se­kwen­cji. [...] Na Pół­no­cy feu­dal­ne wię­zy oso­bi­stej pod­le­gło­ści zo­sta­ły osła­bio­ne, na Po­łu­dniu umoc­nio­ne. Na Pół­no­cy lu­dzie byli oby­wa­te­la­mi, na Po­łu­dniu pod­da­ny­mi. Pra­wo­wi­tą wła­dzą na Pół­no­cy byli tyl­ko de­le­go­wa­ni przez spo­łe­czeń­stwo do pu­blicz­nych urzę­dów, od­po­wie­dzial­ni przed tymi, któ­rzy po­wie­rzy­li im swo­je spra­wy. Pra­wo­wi­ta wła­dza na Po­łu­dniu była wy­łącz­nie w rę­kach kró­la, któ­ry (choć mógł po­wie­rzać za­da­nia ad­mi­ni­stra­cyj­ne urzęd­ni­kom i mógł zwięk­szać przy­wi­le­je ary­sto­kra­cji) od­po­wia­dał je­dy­nie przed Bo­giem. [...] Na Pół­no­cy naj­waż­niej­sze spo­łecz­ne, po­li­tycz­ne, a na­wet re­li­gij­ne za­leż­no­ści i po­dzia­ły były po­zio­me, pod­czas gdy na Po­łu­dniu pio­no­we. Współ­pra­ca, wza­jem­na po­moc, zo­bo­wią­za­nia oby­wa­tel­skie, a na­wet za­ufa­nie - oczy­wi­ście nie uni­wer­sal­ne, ale wy­kra­cza­ją­ce poza ukła­dy ro­dzin­ne da­lej niż gdzie­kol­wiek w Eu­ro­pie tam­tych cza­sów - były wy­róż­nia­ją­cy­mi ce­cha­mi Pół­no­cy. Głów­ną ce­chą Po­łu­dnia był na­to­miast na­rzu­co­ny po­rzą­dek i hie­rar­chia [...]?15.

Put­nam po­da­je do­wo­dy na trwa­łe od­dzia­ły­wa­nie tych od­le­głych wy­da­rzeń. Cho­ciaż od zjed­no­cze­nia w 1861 roku - a więc od nie­mal pół­to­ra wie­ku - Wło­chy sta­no­wią jed­no­li­te pań­stwo o zin­te­gro­wa­nej ad­mi­ni­stra­cji i go­spo­dar­ce, róż­ni­ce spo­łecz­ne i eko­no­micz­ne mię­dzy re­gio­na­mi pół­noc­ny­mi a po­łu­dnio­wy­mi upar­cie trwa­ją.

Po­świę­ci­łem tak wie­le miej­sca na omó­wie­nie ba­dań prze­pro­wa­dzo­nych w kon­tek­ście kul­tu­ro­wym i hi­sto­rycz­nym od­le­głym od Eu­ro­py Środ­ko­wo-Wschod­niej, po­nie­waż sta­no­wią one do­sko­na­ły przy­kład owoc­ne­go za­sto­so­wa­nia stra­te­gii eks­pli­ka­cyj­nych, któ­ry­mi mam za­miar po­słu­gi­wać się w ni­niej­szej książ­ce: dłu­gie trwa­nie, za­co­fa­nie wy­ni­ka­ją­ce z za­leż­no­ści i od­rzu­ce­nie per­spek­ty­wy pań­stwa na­ro­do­we­go na rzecz szer­szych ana­liz sys­te­mo­wych. Jed­no­cze­śnie tra­dy­cja, do któ­rej od­wo­łu­je się Put­nam, unie­moż­li­wia zdys­kre­dy­to­wa­nie jego teo­rii przy po­mo­cy me­cha­ni­zmów ty­po­wych dla "pa­ra­noi an­ty­re­wo­lu­cyj­nej". Moż­na oczy­wi­ście pod­jąć me­ry­to­rycz­ny dia­log z jego ar­gu­men­ta­cją, to jed­nak wska­za­ne jest w każ­dej sy­tu­acji. W taki sam spo­sób po­win­ni­śmy pod­cho­dzić do wszel­kich teo­rii tłu­ma­czą­cych za­co­fa­nie, nie­za­leż­nie od tego, czy za swo­je­go pa­tro­na przyj­mu­ją one Maxa We­be­ra czy Ka­ro­la Mark­sa. Pró­ba wy­klu­cze­nia ja­kich­kol­wiek teo­rii tyl­ko i wy­łącz­nie z tego po­wo­du, że od­wo­łu­ją się one do Mark­sa lub mark­si­zmu, ozna­cza wy­raz ide­olo­gicz­ne­go za­cie­trze­wie­nia, dla któ­re­go nie po­win­no być miej­sca w rze­czo­wej dys­ku­sji.

Pojedynczość Europy

Gdy­by jesz­cze w po­ło­wie XV wie­ku, u schył­ku śre­dnio­wie­cza, ktoś chciał po­wie­dzieć, któ­ra z wiel­kich cy­wi­li­za­cji ma szan­sę zdo­mi­no­wać pla­ne­tę, naj­pew­niej ża­den bez­stron­ny i rze­tel­ny ob­ser­wa­tor nie wska­zał­by na Eu­ro­pę. Naj­bar­dziej praw­do­po­dob­nym kan­dy­da­tem na przy­szłe­go wład­cę świa­ta były wte­dy Chi­ny. Pod wie­lo­ma wzglę­da­mi - przede wszyst­kim go­spo­dar­czy­mi - wy­prze­dza­ły resz­tę świa­ta. Pań­stwo Środ­ka było świa­to­wym li­de­rem w rol­nic­twie i pro­duk­cji pro­to-prze­my­sło­wej. Wy­daj­ność pra­cy jego miesz­kań­ców prze­kła­da­ła się na kon­ku­ren­cyj­ność, dzię­ki cze­mu Chiń­czy­cy przo­do­wa­li w świa­to­wym eks­por­cie kil­ku istot­nych to­wa­rów: mie­dzi, zło­ta, je­dwa­biu, ce­ra­mi­ki oraz her­ba­ty?16. Do­sko­na­ła kon­dy­cja Chin ujaw­nia­ła się przede wszyst­kim w ich zde­cy­do­wa­nie do­dat­nim bi­lan­sie w wy­mia­nie han­dlo­wej z resz­tą świa­ta. Znisz­czy­li go do­pie­ro An­gli­cy w XIX wie­ku dzię­ki woj­nom opiu­mo­wym.

Je­śli przy­jąć za Schum­pe­te­rem, że wa­run­kiem i mia­rą dy­na­mi­ki roz­wo­jo­wej jest wy­na­laz­czość?17, to tak­że pod tym wzglę­dem Chiń­czy­cy gó­ro­wa­li nad resz­tą świa­ta. Wśród wy­na­laz­ków, któ­re po­ja­wi­ły się naj­pierw w Chi­nach, znaj­dzie­my tak róż­no­rod­ne osią­gnię­cia, jak ru­cho­ma czcion­ka, pa­pier, ma­szy­na dru­kar­ska, ster, kom­pas, proch, ob­ro­to­wa młoc­kar­nia, me­cha­nicz­ny siew­nik, mo­sty wi­szą­ce, por­ce­la­na, świ­der, me­ta­lo­wy pług, cho­mą­to, tacz­ka czy za­pał­ka?18. Chiń­czy­cy przo­do­wa­li rów­nież w ta­kich na­ukach jak astro­no­mia, ma­te­ma­ty­ka, agro­no­mia i kar­to­gra­?a.

Dru­gim gi­gan­tem ów­cze­snej go­spo­dar­ki były In­die. Jak pi­sze Le­ster Thu­row:

W przy­pad­ku In­dii do­mi­na­cję na ryn­ku świa­to­wym za­pew­niał im prze­mysł włó­kien­ni­czy - przede wszyst­kim ba­weł­nia­ny, a w dal­szej ko­lej­no­ści je­dwab­ni­czy. Od­no­si­ło się to zwłasz­cza do naj­bar­dziej wy­daj­ne­go re­gio­nu In­dii, Ben­ga­lu. Oczy­wi­ście kon­ku­ren­cyj­ność ta była opar­ta rów­nież na "pro­duk­tyw­no­ści" rol­nej i trans­por­to­wej oraz han­dlu. Dzie­dzi­ny te do­star­cza­ły "wkła­du" nie­zbęd­ne­go do za­opa­trze­nia prze­my­słu w su­row­ce, ro­bot­ni­ków w po­ży­wie­nie i do roz­bu­do­wy sie­ci trans­por­tu, umoż­li­wia­ją­cej han­del mię­dzy­na­ro­do­wy?19.

Prze­wa­ga Chin i In­dii była w tam­tym okre­sie miaż­dżą­ca i utrzy­ma­ła się bar­dzo dłu­go. Eu­ro­pa do­go­ni­ła je pod wzglę­dem udzia­łu w glo­bal­nej go­spo­dar­ce do­pie­ro na po­cząt­ku wie­ku XVIII?20, a je­śli wy­łą­czy­my z tego han­del i weź­mie­my pod uwa­gę udział w glo­bal­nej pro­duk­cji, Chi­ny za­cho­wa­ją po­zy­cję świa­to­we­go li­de­ra aż do po­cząt­ków XIX wie­ku?21.

Na tle orien­tal­nych po­tęg Eu­ro­pa - na­wet trak­to­wa­na łącz­nie, nie mó­wiąc o po­szcze­gól­nych pań­stwach - pod ko­niec śre­dnio­wie­cza przed­sta­wia­ła się mi­zer­nie. Była po­li­tycz­nie roz­drob­nio­na: w 1500 roku w Eu­ro­pie ist­nia­ło oko­ło 500 państw?22. To, co na sku­tek ana­chro­nicz­ne­go sto­so­wa­nia po­jęć wy­da­je nam się dzi­siaj być od za­wsze jed­nym kra­jem - jak An­glia, Fran­cja czy Niem­cy - two­rzy­ło wte­dy mniej lub bar­dziej luź­ną sieć księstw, pół-au­to­no­micz­nych pań­ste­wek i za­leż­nych od sie­bie pro­win­cji. Kul­tu­ro­wo i ję­zy­ko­wo były one rów­nie roz­pro­szo­ne, jak po­li­tycz­nie. Jed­no­czył je co praw­da wiel­ki śre­dnio­wiecz­ny uni­wer­sa­lizm re­li­gij­ny - chrze­ści­jań­stwo - było to jed­nak zbyt mało, aby stwo­rzyć zin­te­gro­wa­ny or­ga­nizm go­spo­dar­czy i po­li­tycz­ny zdol­ny kon­ku­ro­wać z im­pe­ria­mi ta­kim jak Chi­ny, któ­re po­sia­da­ły scen­tra­li­zo­wa­ną wła­dzę oraz spraw­ną sieć rzą­do­wej ad­mi­ni­stra­cji opar­tą na po­tęż­nej biu­ro­kra­cji. Zwłasz­cza, że Eu­ro­pa nie mia­ła czym kon­ku­ro­wać. Bar­dzo dłu­go był to jej za­sad­ni­czy pro­blem. Su­row­ców na­tu­ral­nych, w tym zwłasz­cza zło­ta i sre­bra, było w Eu­ro­pie nie­wie­le. Wę­giel lub sól, w któ­re ob­?­to­wa­ły nie­któ­re czę­ści kon­ty­nen­tu, sła­bo nada­wa­ły się na eks­port. Eu­ro­pej­skie pro­duk­ty rol­ne trud­no było eks­por­to­wać albo z po­wo­du ich ma­łej atrak­cyj­no­ści, albo ma­łej trwa­ło­ści, a naj­czę­ściej jed­ne­go i dru­gie­go. Eu­ro­pej­ska zie­mia nie ro­dzi­ła ni­cze­go, co wzbu­dzi­ło­by na in­nych kon­ty­nen­tach za­in­te­re­so­wa­nie po­rów­ny­wal­ne do eu­ro­pej­skie­go za­po­trze­bo­wa­nia na pieprz, sza­fran, cy­na­mon, goź­dzi­ki i inne przy­pra­wy z Da­le­kie­go Wscho­du. W po­dob­nej sy­tu­acji znaj­do­wa­ło się eu­ro­pej­skie rze­mio­sło. Nie pro­du­ko­wa­no w Eu­ro­pie ani wy­so­kiej ja­ko­ści tka­nin, któ­re mo­gły­by kon­ku­ro­wać z da­le­ko­wschod­ni­mi je­dwa­bia­mi, ani wyż­szej ja­ko­ści bro­ni czy lep­szych niż gdzie in­dziej dóbr luk­su­so­wych. Źró­dłem tych to­wa­rów był przez dłu­gie wie­ki Da­le­ki Wschód. Tam też od­pły­wa­ło eu­ro­pej­skie zło­to i sre­bro - w la­tach 1571-1821, do Chin tra­?a­ło oko­ło 50% sre­bra przy­wo­żo­ne­go do Eu­ro­py z obu Ame­ryk?23.

Z dzi­siej­szej per­spek­ty­wy moż­na oczy­wi­ście ba­nal­nie pro­sto od­po­wie­dzieć na py­ta­nie, dla­cze­go na prze­strze­ni na­stęp­nych pię­ciu wie­ków Eu­ro­pa zdo­mi­no­wa­ła świat. To tu po­wstał naj­pierw ka­pi­ta­lizm, a póź­niej prze­mysł. To jed­nak od­po­wiedź po­zor­na, a ra­czej tyl­ko prze­su­nię­cie pro­ble­mu na inny po­ziom, zmu­sza bo­wiem do za­da­nia py­ta­nia, cze­mu ka­pi­ta­lizm i prze­mysł po­wstał wła­śnie w Eu­ro­pie, a nie gdzie in­dziej. Wie­my - i co do tego w hi­sto­rio­gra­?i pa­nu­je zgo­da - że coś po­dob­ne­go wy­da­rzy­ło się w hi­sto­rii świa­ta tyl­ko raz i tyl­ko w jed­nym miej­scu: mię­dzy XV a XVIII wie­kiem w Eu­ro­pie. Cho­ciaż ka­pi­ta­lizm oraz go­spo­dar­kę prze­my­sło­wą z po­wo­dze­niem prze­szcze­pia­no póź­niej w inne miej­sca, to ich spon­ta­nicz­na ge­ne­za ni­g­dy i ni­g­dzie się nie po­wtó­rzy­ła. Ta "po­je­dyn­czość Eu­ro­py" (sin­gu­la­ri­ty of Eu­ro­pe), aby użyć okre­śle­nia Per­ry'ego An­der­so­na, jest od kil­ku de­kad kwe­stią żywo dys­ku­to­wa­ną w śro­do­wi­sku hi­sto­ry­ków - go­spo­dar­czych, po­li­tycz­nych i spo­łecz­nych - oraz so­cjo­lo­gów hi­sto­rycz­nych?24.

Dru­ga za­gad­ka, któ­ra to­wa­rzy­szy re­or­ga­ni­za­cji świa­to­we­go po­rząd­ku mię­dzy XVI a XVIII wie­kiem, do­ty­czy we­wnętrz­nej dy­na­mi­ki roz­wo­jo­wej kon­ty­nen­tu eu­ro­pej­skie­go. Po­mi­mo swo­je­go roz­pro­sze­nia i roz­drob­nie­nia Eu­ro­pa była aż do XVI wie­ku prze­strze­nią względ­nie ho­mo­ge­nicz­ną i roz­wi­nię­tą w mia­rę rów­no­mier­nie. A w każ­dym ra­zie ta Eu­ro­pa, któ­rej gra­ni­cę wschod­nią sta­no­wi­ło wte­dy Kró­le­stwo Pol­skie. Nie­któ­rzy hi­sto­ry­cy, jak na przy­kład An­drzej Wy­czań­ski, po­sta­wi­li so­bie na­wet za punkt ho­no­ru udo­wod­nić, że jesz­cze w XVI wie­ku nie mo­że­my mó­wić o ?ż?a?d?­n?e?j? istot­nej róż­ni­cy mię­dzy Pol­ską (Ko­ro­ną) a resz­tą Eu­ro­py?25. Jego zda­niem wszel­kie roz­bież­no­ści w roz­wo­ju i or­ga­ni­za­cji mię­dzy Eu­ro­pą Cen­tral­ną a Za­chod­nią mie­ści­ły się w ob­rę­bie nor­mal­nej róż­no­rod­no­ści kon­ty­nen­tu eu­ro­pej­skie­go i o ile pod każ­dym wzglę­dem - gę­sto­ści za­lud­nie­nia, po­zio­mu ży­cia, licz­by miast, wiel­ko­ści woj­ska, pro­duk­tyw­no­ści rol­nic­twa, ty­pów ak­tyw­no­ści go­spo­dar­czej itp. - zna­leźć moż­na pań­stwa od Pol­ski w tam­tym okre­sie od­mien­ne, o tyle za­wsze moż­na rów­nież wska­zać ta­kie, któ­re pod tymi sa­my­mi wzglę­da­mi były do niej po­dob­ne. W od­nie­sie­niu do XVI wie­ku teza taka nie jest może bez­dy­sku­syj­na, ale na pew­no po­zo­sta­je uza­sad­nio­na, jed­nak już wiek XVII przed­sta­wia się zu­peł­nie ina­czej. Wi­dzi­my wte­dy wy­raź­ne pęk­nię­cie Eu­ro­py na dwie czę­ści, któ­rych gra­ni­cą jest Łaba. Pęk­nię­cie to sta­no­wi dru­gą hi­sto­rycz­ną za­gad­kę i te­mat nie­koń­czą­cych się po­le­mik wśród hi­sto­ry­ków, eko­no­mi­stów i so­cjo­lo­gów. W ko­lej­nym stu­le­ciu to pęk­nię­cie sta­nie się już nie­kwe­stio­no­wa­ną róż­ni­cą, aby w wie­ku XIX stać się prze­pa­ścią dzie­lą­cą do­sta­tek od bie­dy. Wi­dzi­my je rów­nież współ­cze­śnie, co zna­czy, że to ?j?e?d?­n?a? ?z? ?n?a?j?­s?t?a?r?­s?z?y?c?h? ?l?i?­n?i?i? ?p?o?­d?z?i?a?­ł?u? ?n?a? ?k?o?n?­t?y?­n?e?n?­c?i?e? ?e?u?r?o?­p?e?j?­s?k?i?m?.? W per­spek­ty­wie dłu­go­ter­mi­no­wej oka­zu­je się zde­cy­do­wa­nie bar­dziej istot­na niż od­mien­no­ści re­li­gij­ne lub po­li­tycz­ne, cho­ciaż w XX wie­ku te dru­gie wy­da­wa­ły się wy­zna­czać głów­ną oś po­dzia­łu kon­ty­nen­tu.

Te dwie kwe­stie - re­kon­?­gu­ra­cja glo­bal­nych sfer wpły­wu mię­dzy XVI a XVIII wie­kiem oraz wy­ło­nie­nie się wer­ty­kal­ne­go roz­ła­mu mię­dzy Wscho­dem a Za­cho­dem Eu­ro­py - są ze sobą po­wią­za­ne i sta­no­wią przy­naj­mniej ko­re­lat (a być może sku­tek, co jak na ra­zie przed­sta­wić moż­na tyl­ko w cha­rak­te­rze hi­po­te­zy) zja­wi­ska, któ­re jest głów­ną siłą kształ­tu­ją­cą no­wo­cze­sny świat: roz­wo­ju ka­pi­ta­li­zmu. Aby zro­zu­mieć obec­ną kon­dy­cję Eu­ro­py Środ­ko­wo-Wschod­niej, mu­si­my cof­nąć się do mo­men­tu źró­dło­we­go, kie­dy za­czy­na ujaw­niać się jej kul­tu­ro­wa, go­spo­dar­cza i spo­łecz­na spe­cy­?­ka, czy­li do XVI wie­ku.

Przewagi Europy

Cho­ciaż Eu­ro­pa jako kon­ty­nent aż do XVI wie­ku wy­pa­da nie­naj­le­piej w po­rów­na­niu ze świa­to­wy­mi po­tę­ga­mi cy­wi­li­za­cyj­ny­mi ta­ki­mi jak Chi­ny czy In­die, jed­nak przy­naj­mniej od po­cząt­ków śre­dnio­wie­cza ce­cho­wa­ła się pew­ną wy­jąt­ko­wo­ścią. Przez dłu­gi czas nie da­wa­ło to, co praw­da, prze­wa­gi w kon­ku­ren­cji z resz­tą świa­ta, ale osta­tecz­nie mia­ło oka­zać się klu­czo­we dla kształ­to­wa­nia się glo­bal­ne­go ba­lan­su sił od XVI wie­ku do współ­cze­sno­ści. O wy­jąt­ko­wo­ści tej zde­cy­do­wa­ło kil­ka spe­cy­?cz­nych dla Eu­ro­py zja­wisk - geo­gra­?cz­nych, tech­no­lo­gicz­nych, po­li­tycz­nych, spo­łecz­nych i kul­tu­ro­wych - któ­rych kom­bi­na­cja usta­li­ła się w spo­sób cał­ko­wi­cie przy­god­ny. Jed­no­cze­śnie każ­da nie­mal­że prze­wa­ga Eu­ro­py jako kon­ty­nen­tu nad resz­tą świa­ta ?b?y?­ł?a? ?p?r?z?e?­w?a?­g?ą? ?j?e?j? ?z?a?­c?h?o?d?­n?i?e?j? ?c?z?ę?ś?­c?i? ?n?a?d? ?p?o?­z?o?­s?t?a?­ł?y?­m?i?.? Po­zwa­la to wy­tłu­ma­czyć w spój­ny spo­sób za­rów­no glo­bal­ną kon­?­gu­ra­cję roz­wo­ju i za­co­fa­nia, któ­ra za­czę­ła ry­so­wać się na świe­cie po­cząw­szy od XVI wie­ku, jak i we­wnętrz­ne pęk­nię­cie Eu­ro­py upo­dab­nia­ją­ce jej pe­ry­fe­ryj­ne, środ­ko­wo-wschod­nie re­jo­ny do glo­bal­nych pe­ry­fe­rii ko­lo­nial­nych, zwa­nych w in­nej ter­mi­no­lo­gii Trze­cim Świa­tem.

Żegluga

Pod wzglę­dem jed­nej umie­jęt­no­ści Eu­ro­pa za­wsze na­le­ża­ła do czo­łów­ki świa­to­we­go roz­wo­ju cy­wi­li­za­cyj­ne­go: że­glu­gi mor­skiej. Do­sko­na­le opa­no­wa­ło ją wie­le cy­wi­li­za­cji ba­se­nu Mo­rza Śród­ziem­ne­go, dla któ­rych sta­ło się ono mo­rzem "śród­pań­stwo­wym". Od za­mierz­chłej prze­szło­ści jego wy­brze­ża pod­da­wa­no ko­lo­ni­za­cjom we wszyst­kich kie­run­kach geo­gra­?cz­nych, a nie­któ­re cy­wi­li­za­cje - jak na przy­kład Gre­cy - na że­glu­dze i ko­lo­ni­za­cji zbu­do­wa­ły w ogó­le swo­ją po­zy­cję. Wy­bit­ny­mi że­gla­rza­mi byli Fe­ni­cja­nie, a póź­niej ich spad­ko­bier­cy - Kar­ta­giń­czy­cy. Że­glo­wa­li sta­ro­żyt­ni Gre­cy od cza­sów kul­tu­ry My­keń­skiej przez okres kla­sycz­ny aż po epo­kę hel­le­ni­stycz­ną. Że­glo­wa­li Egip­cja­nie, Rzy­mia­nie i Bi­zan­tyj­czy­cy. Po­cząw­szy od XII-XIII wie­ku że­glu­ga za­czy­na od­gry­wać istot­ną rolę w han­dlu śre­dnio­wiecz­nej Eu­ro­py.

Po­dob­nie dzia­ło się na pół­no­cy kon­ty­nen­tu. W zbio­rach Mu­zeum Na­ro­do­we­go w Szcze­ci­nie znaj­du­ją się eks­po­na­ty świad­czą­ce o tym, że na Bał­ty­ku że­glo­wa­no już w VIII wie­ku?26. Wpraw­ni w że­glu­dze byli Cel­to­wie. Z ich ję­zy­ka po­cho­dzi na­zwa "ga­le­on", ozna­cza­ją­ca "sta­tek wo­jen­ny". Że­glu­gę upra­wia­li wszy­scy póź­niej­si miesz­kań­cy wysp bry­tyj­skich. Wy­bit­ny­mi że­gla­rza­mi byli wi­kin­go­wie. W okre­sie śred­nie­go i póź­ne­go śre­dnio­wie­cza że­glu­ga sta­ła się klu­czo­wym ele­men­tem w go­spo­dar­ce dzi­siej­sze­go Be­ne­lu­xu, pół­noc­nych Nie­miec i Fran­cji.

Pół­noc i po­łu­dnie Eu­ro­py roz­wi­nę­ły nie­co róż­ne tech­ni­ki i kul­tu­ry że­glu­gi. Re­alia geo­gra­?cz­ne i kli­ma­tycz­ne zmu­si­ły ich miesz­kań­ców do że­glo­wa­nia po od­mien­nych wo­dach i róż­ni­ce te znaj­du­ją od­zwier­cie­dle­nie w od­mien­nej bu­do­wie stat­ków. Okrę­ty uży­wa­ne na pół­no­cy wy­wo­dzi­ły się od ło­dzi wi­kin­gów. Były dłu­gie i smu­kłe z sy­me­trycz­nym oża­glo­wa­niem typu re­jo­we­go. Nada­wa­ły się do da­le­kich po­dró­ży mor­skich; wi­kin­go­wie do­tar­li na nich do Ame­ry­ki Pół­noc­nej. Moż­na było na­to­miast prze­wo­zić na nich sto­sun­ko­wo mały ła­du­nek. Z cza­sem ule­gły nie­wiel­kiej roz­bu­do­wie - naj­pierw do­da­no im nad­bu­do­wy na przo­dzie i tyle (zwa­ne kasz­te­la­mi), na­stęp­nie zaś roz­bu­do­wa­no część ru­fo­wą. Tak po­wsta­ła koga, któ­ra była na Bał­ty­ku pod­sta­wo­wym stat­kiem Han­zy. Uży­wa­no jej jesz­cze w XVI wie­ku.

Ło­dzie że­glu­ją­ce po Mo­rzu Śród­ziem­nym mia­ły inną kon­struk­cję. Były krót­sze, ale szer­sze i przez to bar­dziej obłe. Mia­ły też inne, asy­me­trycz­ne oża­glo­wa­nie (zwa­ne do dzi­siaj ła­ciń­skim): do rej­ki, mo­co­wa­nej u szczy­tu masz­tu oraz na dzio­bie, za­pi­na­no trój­kąt­ny ża­giel. Kon­struk­cja taka wy­ma­ga­ła bar­dziej skom­pli­ko­wa­ne­go oli­no­wa­nia, po­zwa­la­ła jed­nak hal­so­wać pod wiatr (tzw. la­wi­ro­wa­nie), co na spo­koj­niej­szych wo­dach Mo­rza Śród­ziem­ne­go da­wa­ło prze­wa­gę nad teo­re­tycz­nie szyb­szy­mi stat­ka­mi typu pół­noc­ne­go. Z cza­sem po­ja­wi­ły się więk­sze, dwu­masz­to­we ło­dzie z nie­wiel­ki­mi kasz­te­la­mi.

Od koń­ca XIII wie­ku na­si­la­ła się eks­pan­sja Ge­nui w kie­run­ku pół­noc­nej Eu­ro­py, przez co do­szło do zde­rze­nia kul­tur że­glu­gi Mo­rza Śród­ziem­ne­go i mórz pół­noc­nych. W oko­li­cach roku 1350 po­ja­wi­ły się pierw­sze przy­kła­dy fu­zji obu sty­lów bu­do­wy stat­ków. W ten spo­sób po­wsta­ły dwa okrę­ty, dzię­ki któ­rym mię­dzy XV a XVII wie­kiem moż­li­wa sta­ła się po­dróż oce­anicz­na, a wraz z nią ko­lo­ni­za­cja za­mor­skich te­ry­to­riów: ka­ra­ka i ka­ra­we­la.

Kon­struk­cja obu ło­dzi łą­czy ele­men­ty pół­noc­ne i śród­ziem­no­mor­skie, za­rów­no je­śli cho­dzi o oża­glo­wa­nie (kom­bi­na­cja sys­te­mu re­jo­we­go i ła­ciń­skie­go, z któ­rych pierw­szy za­pew­niał moc, a dru­gi ste­row­ność i moż­li­wość lep­sze­go hal­so­wa­nia), jak i kon­struk­cję kasz­te­li oraz samą bu­do­wę po­szy­cia. Ka­ra­ka była więk­sza, mia­ła prze­waż­nie wy­por­ność mię­dzy 80 a 250 ton i za­bie­ra­ła na po­kład na­wet 200 osób. Ka­ra­ka­mi były 4 spo­śród 5 stat­ków, któ­ry­mi w 1519 roku Ma­gel­lan wy­pły­nął w po­dróż do­oko­ła świa­ta. Pią­ty - Try­ni­dad - był ka­ra­we­lą. Łódź taka mia­ła mniej­szą mak­sy­mal­ną wy­por­ność niż ka­ra­ka (prze­waż­nie oko­ło 100-200 ton) i mo­gła za­brać na po­kład za­ło­gę li­czą­cą oko­ło 50 osób. Dwa stat­ki, któ­re wy­ko­rzy­stał Ko­lumb w cza­sie swo­jej pierw­szej po­dró­ży - Pin­ta i Ni?a - były ka­ra­we­la­mi. Trze­ci, San­ta Ma­ria - ka­ra­ką.

Pod ko­niec śre­dnio­wie­cza eu­ro­pej­ska ?o­ta była już im­po­nu­ją­ca?27. Bez osią­gnięć w sztu­ce bu­do­wy okrę­tów i w pro­wa­dze­niu mor­skich po­dró­ży żad­ne z mo­carstw ko­lo­nial­nych, któ­re za­czy­na­ją po­ja­wiać się w Eu­ro­pie po­cząw­szy od XV wie­ku, ni­g­dy nie mia­ło­by naj­mniej­szych szans na po­wsta­nie i utrzy­ma­nie się. Po­ka­zu­je to do­bit­nie przy­kład Ho­lan­dii, któ­ra w okre­sie swej naj­więk­szej po­tę­gi po­sia­da­ła ?o­tę tej wiel­ko­ści, co wszyst­kie inne ?o­ty eu­ro­pej­skie w su­mie?28. Jak­kol­wiek osą­dzi­my przed­się­wzię­cie ko­lo­nial­ne, przy­znać trze­ba, że Eu­ro­pa do­sko­na­le wy­ko­rzy­sta­ła tę jed­ną nie­wąt­pli­wą prze­wa­gę, jaką po­sia­da­ła nad swo­imi glo­bal­ny­mi ry­wa­la­mi - umie­jęt­ność że­glu­gi.

Rola, jaką ode­grał ko­lo­nia­lizm za­rów­no w go­spo­dar­czym roz­wo­ju Eu­ro­py, jak i w kształ­to­wa­niu jej kul­tu­ry, po­zo­sta­je nie­moż­li­wa do za­ne­go­wa­nia. Edward Said w książ­ce Kul­tu­ra i im­pe­ria­lizm po­ka­zu­je, w jak wiel­kim stop­niu ze­staw war­to­ści, norm i pro­ce­dur wbu­do­wa­ny w ko­lo­nia­lizm ukształ­to­wał kul­tu­rę za­chod­nich spo­łe­czeństw, po­czy­na­jąc od men­tal­no­ści zdo­byw­ców i wład­ców świa­ta, nio­są­cych cy­wi­li­za­cję dzi­kim i pry­mi­tyw­nym miesz­kań­com kra­jów eg­zo­tycz­nych, aż po same struk­tu­ry nar­ra­cyj­ne i kon­struk­cyj­ne eu­ro­pej­skiej sztu­ki, co Said w bły­sko­tli­wy spo­sób ilu­stru­je przy­kła­da­mi dzie­więt­na­sto­wiecz­nych po­wie­ści (np. Jane Au­sten czy Jo­se­pha Con­ra­da) i oper (jak Aida Ver­die­go)?29.

Gio­van­ni Ar­ri­ghi, opie­ra­jąc się na kal­ku­la­cjach Joh­na May­nar­da Key­ne­sa oraz Joh­na Knap­pa, re­kon­stru­uje hi­sto­rycz­ne zna­cze­nie zy­sków ?­nan­so­wych pły­ną­cych z jed­ne­go tyl­ko przed­się­wzię­cia ko­lo­nial­no-łu­pież­cze­go, a mia­no­wi­cie wy­pra­wy Fran­ci­sa Dra­ke'a do­oko­ła świa­ta w la­tach 1577-1580:

Zy­ski z łupu przy­wie­zio­ne­go na stat­ku Gol­den Hind (oko­ło 600 tys. fun­tów) po­zwo­li­ły Kró­lo­wej Elż­bie­cie na spła­tę wszyst­kich dłu­gów za­gra­nicz­nych oraz na za­in­we­sto­wa­nie 42 tys. fun­tów w Kom­pa­nię Le­wan­tyń­ską. Ka­pi­tał po­cząt­ko­wy Kom­pa­nii Wschod­nio­in­dyj­skiej po­cho­dził w du­żej mie­rze z zy­sków Kom­pa­nii Le­wan­tyń­skiej. Kom­pa­nia Wschod­nio­in­dyj­ska do­star­czy­ła z ko­lei zy­sków, sta­no­wią­cych w XVII i XVIII wie­ku pod­sta­wę an­giel­skie­go han­dlu za­gra­nicz­ne­go. Je­śli, jak su­ge­ru­je Key­nes, przyj­mie­my śred­nią sto­pę zwro­tu z tego ka­pi­ta­łu na wy­so­ko­ści 6,5% rocz­nie, 42 ty­sią­ce fun­tów za­in­we­sto­wa­ne w 1580 roku od­po­wia­da­ło w 1700 roku ca­łej war­to­ści ka­pi­ta­łu Kom­pa­nii Wschod­nio­in­dyj­skiej, Kró­lew­skiej Kom­pa­nii Afry­kań­skiej oraz Kom­pa­nii Za­to­ki Hud­son i w 1913 roku nie­mal 4 mi­liar­dy fun­tów, któ­re sta­no­wi­ły ca­łość bry­tyj­skich in­we­sty­cji za­gra­nicz­nych?30.

Cho­ciaż ko­lo­nial­ny­mi po­tę­ga­mi sta­ły się tyl­ko nie­któ­re kra­je za­cho­du i po­łu­dnia Eu­ro­py, ko­rzy­ści z han­dlu ko­lo­nial­ne­go roz­prze­strze­nia­ły się po ca­łym kon­ty­nen­cie jak ciecz w sys­te­mie na­czyń po­łą­czo­nych. Dzia­ło się to dzię­ki ogól­no­eu­ro­pej­skiej wy­mia­nie han­dlo­wej oraz obie­go­wi ?­nan­so­we­mu, któ­ry za­czął kształ­to­wać się w XV wie­ku. Gi­gan­tycz­ne ilo­ści sre­bra i zło­ta z za­mor­skich ko­lo­nii Hisz­pa­nie roz­trwo­ni­li na im­pe­rial­ne woj­ny i osten­ta­cyj­ną kon­sump­cję. Za to wła­śnie zło­to Habs­bur­go­wie pró­bo­wa­li w XVI wie­ku zbu­do­wać pa­neu­ro­pej­skie im­pe­rium, co za­koń­czy­ło się jed­nak po­raż­ką. Ob­słu­gą za­ple­cza ?­nan­so­we­go tych wszyst­kich przed­się­wzięć zaj­mo­wa­li się nie sami Hisz­pa­nie, ale obcy kup­cy i ban­kie­rzy - na po­cząt­ku głów­nie Wło­si (w więk­szo­ści z Ge­nui), miesz­ka­ją­cy w Se­wil­li, póź­niej nie­miec­ka ro­dzi­na Fug­ge­rów, któ­ra ze­szła ze sce­ny hi­sto­rii ra­zem z im­pe­rial­ny­mi am­bi­cja­mi hisz­pań­skich wład­ców w pa­rok­sy­zmach trzech ko­lej­nych ban­kructw Habs­bur­gów: w 1557, 1575 i 1607 roku. Wy­da­rze­nie to mia­ło go­spo­dar­cze re­per­ku­sje dla ca­łej Eu­ro­py, rów­nież dla Pol­ski. Upa­dek Habs­bur­gów znacz­nie osła­bił po­zy­cję miast w po­łu­dnio­wej Pol­sce, w tym zwłasz­cza Kra­ko­wa zwią­za­ne­go han­dlo­wo z te­re­na­mi kon­tro­lo­wa­ny­mi przez tę ary­sto­kra­tycz­ną ro­dzi­nę. Im­ma­nu­el Wal­ler­ste­in twier­dzi, że to wy­da­rze­nie sta­ło się jed­ną z po­śred­nich przy­czyn upad­ku miesz­czań­stwa, któ­re kry­zy­sy z lat 1557-1607 roku znacz­nie osła­bi­ły. Po­nie­waż pol­ska szlach­ta zor­ga­ni­zo­wa­ła go­spo­dar­czą bazę swo­jej eg­zy­sten­cji - czy­li go­spo­dar­kę fol­warcz­no-pańsz­czyź­nia­ną - w spo­sób wy­ma­ga­ją­cy nie­wiel­kich na­kła­dów pie­nięż­nych, o wie­le sła­biej od­czu­ła skut­ki kry­zy­su?31. Jej po­zy­cja ule­gła więc re­la­tyw­ne­mu wzmoc­nie­niu, co wy­war­ło wpływ na ewo­lu­cję pol­skie­go ustro­ju spo­łecz­ne­go, po­li­tycz­ne­go i go­spo­dar­cze­go.

Pożytki z braku uprzywilejowania

Wi­dać, jak do­brze dzia­ła tu sche­mat Brau­de­la, któ­ry tłu­ma­czyć ma hi­sto­rycz­ne wy­ło­nie­nie się ka­pi­ta­li­zmu: stat­ki sta­no­wią pod­bu­do­wę ?k?u?l?­t?u?­r?y? ?m?a?­t?e?­r?i?a?l?­n?e?j?,? to fun­da­ment, na któ­rym skon­stru­ować moż­na przed­się­wzię­cie ko­lo­nial­ne, po­wo­łu­jąc do ży­cia po­przez han­del dy­na­micz­ną ?g?o?­s?p?o?­d?a?r?­k?ę? ?r?y?n?­k?o?­w?ą? o na­praw­dę glo­bal­nym za­się­gu. To wła­śnie ma­chi­na, z któ­rej w XVI wie­ku wy­ska­ku­je deus no­wo­cze­sne­go świa­ta: ?k?a?­p?i?­t?a?­l?i?z?m?.? Ma­szy­na ta nie dzia­ła­ła­by jed­nak, gdy­by nie było w niej pary: ci­śnie­nia mo­ty­wu­ją­ce­go miesz­kań­ców Eu­ro­py Za­chod­niej do ulep­sza­nia stat­ków i ry­zy­kow­ne­go wy­ru­sza­nia w nie­zna­ne. Samo po­ja­wie­nie się tech­no­lo­gii wca­le nie gwa­ran­to­wa­ło kom­plek­so­wej zmia­ny spo­łecz­nej. Ilu­stru­je to przy­kład Chin. Tak jak w in­nych dzie­dzi­nach, Chiń­czy­cy w okre­sie śre­dnio­wie­cza tech­no­lo­gicz­nie wy­prze­dza­li Eu­ro­pę. W XI wie­ku po­sia­da­li już bu­so­lę. Wie­my też, że w XIV wie­ku ich stat­ki były więk­sze i le­piej zbu­do­wa­ne niż eu­ro­pej­skie?32. Mniej wię­cej w tym sa­mym cza­sie, co Eu­ro­pa, Chi­ny pod­ję­ły pró­bę za­kro­jo­nych na sze­ro­ką ska­lę mor­skich eks­plo­ra­cji. W la­tach 1405-1433 dy­plo­ma­ta i ma­ry­narz Zheng He od­był 7 po­dró­ży po mo­rzach Azji Po­łu­dnio­wo-Wschod­niej, Po­łu­dnio­wej i Wschod­niej Afry­ki. Do­tarł mię­dzy in­ny­mi na Su­ma­trę, Sri Lan­kę, w oko­li­ce dzi­siej­szej Ke­nii i na Pół­wy­sep Arab­ski?33. Wiel­kie wra­że­nie ro­bią rów­nież roz­mia­ry stat­ków, któ­ry­mi dys­po­no­wał. Jak sza­cu­ją dzi­siaj hi­sto­ry­cy i ar­che­olo­dzy, naj­więk­szy z nich miał oko­ło 120 me­trów dłu­go­ści i 50 sze­ro­ko­ści. Dla po­rów­na­nia, stat­ki Ko­lum­ba mia­ły mię­dzy 15 a 20 me­trów dłu­go­ści.

Eks­pe­dy­cje Zheng He oka­za­ły się pod każ­dym wzglę­dem suk­ce­sem. Po­mi­mo tego eks­plo­ra­cje mor­skie zo­sta­ły wła­ści­wie cał­ko­wi­cie po­rzu­co­ne i Chiń­czy­cy od­wró­ci­li się od mo­rza. De­cy­zja ta mia­ła przy­naj­mniej dwa po­wo­dy. Pierw­szy może wy­da­wać się ku­rio­zal­ny, był jed­nak istot­ny: kon­fu­cjań­scy biu­ro­kra­ci ste­ru­ją­cy im­pe­rial­ną ad­mi­ni­stra­cją pa­ła­li wy­jąt­ko­wą nie­chę­cią do eu­nu­chów i dla­te­go suk­ce­sy eu­nu­cha Zheng He nie były im w smak. Zro­bi­li, co tyl­ko w ich mocy, aby jego przed­się­wzię­cie nie zna­la­zło kon­ty­nu­ato­rów. Dru­gi po­wód po­rzu­ce­nia mor­skich eks­pe­dy­cji wpi­su­je się w struk­tu­ral­ną lo­gi­kę chiń­skie­go pro­jek­tu im­pe­rial­ne­go: Chiń­czy­cy pro­wa­dzi­li nie­ustan­ne wal­ki z ple­mio­na­mi mon­gol­ski­mi i in­ny­mi no­ma­da­mi na­pie­ra­ją­cy­mi na ich te­ry­to­ria od pół­noc­ne­go-wscho­du. W po­ło­wie XV wie­ku ce­sarz Zheng­tong zde­cy­do­wał, że za­miast co­rocz­nych eks­pe­dy­cji wo­jen­nych prze­ciw na­jeźdź­com Chi­ny po­win­ny roz­bu­do­wać Wiel­ki Mur, któ­ry po­zwo­li się od nich od­gro­dzić (do­bu­do­wa­na w tym okre­sie pół­noc­na część nosi na­zwę Lia­odong po­cho­dzą­cą od pół­wy­spu, na któ­rym się znaj­du­je). Przez cały ten okres spra­wy in­te­rio­ru ab­sor­bo­wa­ły Chiń­czy­ków znacz­nie bar­dziej niż ewen­tu­al­ne eks­pe­dy­cje mor­skie i zgod­nie z ta­ki­mi prio­ry­te­ta­mi kon­stru­owa­na była - za­pew­ne słusz­nie - ogól­na po­li­ty­ka Chin, w któ­rej pro­ble­my gra­nic i wo­jen lą­do­wych za­wsze bra­ły górę nad orien­ta­cją w kie­run­ku mo­rza?34.

Eu­ro­pa była pod wzglę­dem geo­gra­?cz­nym w ra­dy­kal­nie od­mien­nej sy­tu­acji niż Chi­ny - je­dy­ną moż­li­wość w mia­rę ła­twej eks­pan­sji lą­do­wej mia­ły w niej wła­ści­wie tyl­ko Pol­ska i Li­twa?35 i moż­li­wość tę skru­pu­lat­nie wy­ko­rzy­sty­wa­ły, co sta­ło się też jed­ną z przy­czyn ich upad­ku. Inne kie­run­ki eks­pan­sji te­ry­to­rial­nej - Afry­ka po dru­giej stro­nie Gi­bral­ta­ru, Azja Mniej­sza, pół­noc­ne ru­bie­że Eu­ro­azji - były w póź­nym śre­dnio­wie­czu dla państw za­chod­nio­eu­ro­pej­skich albo za­mknię­te, albo mało opła­cal­ne, albo jed­no i dru­gie. Po­zo­stał je­den kie­ru­nek po­szu­ki­wań - mo­rze. I to też wy­bra­ły pań­stwa za­chod­niej Eu­ro­py, ko­rzy­sta­jąc ze sztu­ki że­glo­wa­nia, w któ­rej wpra­wia­li się od nie­pa­mięt­nej prze­szło­ści miesz­kań­cy po­łu­dnia i pół­no­cy Eu­ro­py.

Eu­ro­pa mia­ła też istot­ne po­wo­dy, aby po­szu­ki­wać moż­li­wo­ści eks­pan­sji, a mia­no­wi­cie sła­bo­ści i de­?­cy­ty w wie­lu waż­nych dzie­dzi­nach ży­cia go­spo­dar­cze­go, a głów­nie w za­opa­trze­niu w krusz­ce, to­wa­ry luk­su­so­we i przy­pra­wy. Pro­ble­mu tego nie mie­li w za­sa­dzie Chiń­czy­cy, a je­śli mie­li, za­ła­twia­li go han­dlem krót­ko­dy­stan­so­wym albo wręcz wy­mia­ną przy­gra­nicz­ną. W po­dob­nej sy­tu­acji znaj­do­wa­ły się wte­dy In­die. Oczy­wi­ście, pro­blem bra­ku su­row­ców i krusz­ców nę­kał za­pew­ne nie­jed­ną cy­wi­li­za­cję i kul­tu­rę ist­nie­ją­cą wte­dy na Zie­mi, ale je­dy­nie Eu­ro­pej­czy­cy zna­leź­li się pod ko­niec śre­dnio­wie­cza w sy­tu­acji, kie­dy nie tyl­ko bar­dzo ich po­trze­bo­wa­li, ale mo­gli po­szu­ki­wać ich w do­wol­nym nie­mal­że miej­scu pla­ne­ty.

Kapitalizm, czyli nowy reżim produkcji pieniądza

Mała ilość krusz­ców w Eu­ro­pie mia­ła też inną cie­ka­wą kon­se­kwen­cję. Wraz z roz­wo­jem go­spo­dar­ki ro­sło za­po­trze­bo­wa­nie na pie­niądz, któ­re­go rolę w cza­sach śre­dnio­wie­cza speł­nia­ło zło­to, sre­bro lub ja­kieś jego sto­py. Pie­niądz, jako uni­wer­sal­ne me­dium wy­mia­ny, był sma­rem, bez któ­re­go eu­ro­pej­ska go­spo­dar­ka nie mo­gła spraw­nie dzia­łać nie­za­leż­nie do swo­ich mocy pro­duk­cyj­nych, po­py­tu i in­nych wskaź­ni­ków ma­kro­eko­no­micz­nych. Czy też, mó­wiąc w bar­dziej po­etyc­ki spo­sób, pie­niądz był ję­zy­kiem, nie­zbęd­nym do pro­wa­dze­nia go­spo­dar­czej roz­mo­wy. Je­śli w jego słow­ni­ku nie ma wy­star­cza­ją­cej ilo­ści słów, ja­ka­kol­wiek wy­ra­?­no­wa­na kon­wer­sa­cja sta­je się nie­moż­li­wa. O ile no­wo­cze­sne kry­zy­sy go­spo­dar­cze są głów­nie kry­zy­sa­mi po­py­tu, któ­ry nie na­dą­ża za po­da­żą (moce pro­duk­cyj­ne spo­łe­czeń­stwa nie mogą być w peł­ni wy­ko­rzy­sta­ne, m.in. dla­te­go, że nie ma w nim mocy kon­sump­cyj­nych, na przy­kład ze wzglę­du na nie­peł­ne za­trud­nie­nie), o tyle w cza­sach wcze­śniej­szych kry­zy­sy były wy­wo­ły­wa­ne albo przez spa­dek po­ni­żej pew­nej kry­tycz­nej gra­ni­cy moż­li­wo­ści pro­duk­cyj­nych, w tym przede wszyst­kim wy­daj­no­ści rol­nic­twa (kry­zys po­da­ży wy­wo­ła­ny na przy­kład przez klę­ski nie­uro­dza­ju lub za­ra­zy dzie­siąt­ku­ją­ce lud­ność i ob­ni­ża­ją­ce przez to moż­li­wo­ści pro­duk­cyj­ne spo­łe­czeń­stwa), albo przez nie­do­bór pie­nią­dza?36. Na ten dru­gi pro­blem Eu­ro­pej­czy­cy zna­leź­li le­kar­stwo, któ­re Brau­del wią­że ści­śle z po­wsta­niem ka­pi­ta­li­zmu, a mia­no­wi­cie stwo­rze­nie no­wych ro­dza­jów pie­nią­dza: skryp­tów dłuż­nych w naj­róż­niej­szej po­sta­ci, naj­bar­dziej po­pu­lar­ny i naj­star­szy z nich to we­ksel. Z tego punk­tu wi­dze­nia isto­tą ka­pi­ta­li­zmu nie jest wca­le pro­duk­cja zo­rien­to­wa­na na wy­mia­nę ryn­ko­wą. Nie jest on przede wszyst­kim sys­te­mem, w któ­rym pra­ca sta­je się sama to­wa­rem, ale po­rząd­kiem go­spo­dar­czym, w któ­rym skrypt dłuż­ny peł­ni rolę pie­nią­dza, przez co samo wy­ko­na­nie pra­cy - ja­kiej­kol­wiek: pro­duk­cyj­nej, han­dlo­wej, usłu­go­wej - jest rów­no­znacz­ne ze stwo­rze­niem pie­nią­dza, czy­li me­dium, w któ­rym war­tość tej pra­cy może zna­leźć wy­raz. Do­pie­ro epo­ka no­wo­cze­sna po od­rzu­ce­niu prze­są­dów do­ty­czą­cych li­chwy do­pro­wa­dzi­ła ten me­cha­nizm do per­fek­cji. Od­kry­ła mia­no­wi­cie, że za­bez­pie­cze­niem skryp­tu dłuż­ne­go nie musi być żad­na ist­nie­ją­ca re­al­nie i ak­tu­al­nie war­tość (czyjś ma­ją­tek, pie­nią­dze lub to­war) ani na­wet nie za­ufa­nie po­kła­da­ne w da­nej jed­no­st­ce, ale ro­dzaj fan­ta­zma­tu a re­bo­urs: czas przy­szły dłuż­ni­ka. Pod­pi­su­jąc skrypt dłuż­ny, zo­bo­wią­zu­je się on, że wy­ko­na pe­wien sce­na­riusz (wy­ge­ne­ru­je okre­ślo­ną ilość bo­gac­twa, któ­re tra­? do kre­dy­to­daw­cy), dzię­ki cze­mu może speł­nić swo­je pra­gnie­nie na­tych­miast, a nie do­pie­ro wte­dy, gdy ów sce­na­riusz się zre­ali­zu­je. Naj­star­szym za­cho­wa­nym do­ku­men­tem z hi­sto­rii ka­pi­ta­li­zmu jest więc pod­pi­sa­ny przez nie­ja­kie­go Bo­uro­meo de Bo­uro­mei 9 mar­ca 1325 roku w Me­dio­la­nie i opie­wa­ją­cy na 45 fun­tów we­ksel o na­stę­pu­ją­cej tre­ści: Pa­ga­te per qu­esta­pri­ma li­te­ra (let­te­ra) a di IX Ot­to­bre a Luca do Goro, Lib. XLV. Sono per la va­lu­ta qui da Mar­co Reno, al tem­po il pa­ga­te e ponc­te a mio con­to e R. che Chri­sto vi gu­ar­de?37.

We­ksel roz­wią­zu­je je­den z pod­sta­wo­wych pro­ble­mów dzia­łal­no­ści han­dlo­wej (a więc po­śred­nio rów­nież pro­duk­cyj­nej, po­nie­waż każ­da pro­duk­cja musi zo­stać sprze­da­na) - pro­blem tzw. dro­gi po­wrot­nej. Po do­star­cze­niu to­wa­ru do kon­tra­hen­ta ku­piec musi bez­piecz­nie prze­wieźć z po­wro­tem uzy­ska­ne pie­nią­dze. Trans­por­to­wa­nie go­tów­ki wią­że się z ry­zy­kiem, na­wet bar­dziej niż prze­wo­że­nie to­wa­rów. Roz­bu­do­wa­ny sys­tem mię­dzy­na­ro­do­wej współ­pra­cy ku­piec­kiej, jaki po­wstał w Eu­ro­pie na prze­ło­mie XIII i XIV wie­ku, dzię­ki in­sty­tu­cji we­ksla w spraw­ny spo­sób roz­wią­zy­wał ten pro­blem. Kup­cy w dwóch han­dlu­ją­cych ze sobą mia­stach, za­miast pła­cić so­bie w pie­nią­dzu zło­tym lub srebr­nym, wy­sta­wia­li we­ksle na sie­bie na­wza­jem. Były one po­tem albo re­ali­zo­wa­ne przez przed­sta­wi­ciel­stwo ?r­my ku­pu­ją­ce­go dzia­ła­ją­ce w mie­ście sprze­da­ją­ce­go, albo zno­si­ły się na­wza­jem w roz­li­cze­niu. Rys. 1 przed­sta­wia mapę ope­ra­cji we­kslo­wych wy­ko­na­nych przez ro­dzi­nę wło­skich kup­ców z Luk­ki osia­dłych w Lyonie. Ich sieć kon­tak­tów do­brze ob­ra­zu­je roz­kład sił w ob­rę­bie ?­nan­so­we­go trój­ką­ta, na ba­zie któ­re­go po­wstał ka­pi­ta­lizm: Pół­noc­ne Wło­chy, Hisz­pa­nia, Pół­noc­na Fran­cja i Be­ne­luks (plus Lon­dyn). Symp­to­ma­tycz­ny jest rów­nież brak na tej ma­pie ja­kich­kol­wiek ośrod­ków na wschód od Łaby, gdzie we­ksle po­ja­wia­ją się z oko­ło dwu­stu­let­nim opóź­nie­niem.

Rys. 1. We­ksle wy­sta­wio­ne przez kup­ców z ro­dzi­ny Bu­onvi­sich i na nich w la­tach 1575-1610. Im więk­sze dol­ne pół­ko­le wzglę­dem gór­ne­go, tym więk­sze zy­ski osią­ga­ne w han­dlu z da­nym mia­stem. F. Brau­del, Kul­tu­ra ma­te­rial­na..., t. 2, s. 162, za: F. Bay­ard, Les Bu­onvi­si, mar­chands et ba­nqu­iers de Lyon, 1575-1629, "An­na­les E.?S.?C., 1971", s. 1242.

W XIV wie­ku w Pi­zie, We­ne­cji, Flo­ren­cji i Ge­nui za­czę­ły dzia­łać gieł­dy, gdzie han­dlo­wa­no wa­lu­ta­mi i ubez­pie­cze­nia­mi, cho­ciaż pierw­sza gieł­da pa­pie­rów war­to­ścio­wych w dzi­siej­szym ro­zu­mie­niu po­wsta­ła do­pie­ro w XVII wie­ku?38. Ist­nie­nie tej wła­śnie gieł­dy oraz gieł­dy lon­dyń­skiej za­gwa­ran­to­wa­ło osta­tecz­ny try­umf pie­nią­dza pa­pie­ro­we­go. Fakt ten bywa czę­sto nie­do­ce­nia­ny w so­cjo­lo­gicz­nych ana­li­zach za­rów­no szko­ły mark­si­stow­skiej, któ­ra kon­cen­tru­je się na pro­duk­cji (i czę­ścio­wo wy­mia­nie), jak i we­be­row­skiej, któ­rą in­te­re­su­ją głów­nie kul­tu­ro­we uwa­run­ko­wa­nia roz­wo­ju go­spo­dar­cze­go. Jed­nak Fer­nand Brau­del twier­dzi, że ter­mi­no­wy ry­nek pie­nią­dza, roz­wi­ja­ją­cy się już od XIII wie­ku we Wło­szech, Niem­czech i Ho­lan­dii, był ?"?c?e?n?­t?r?a?l?­n?y?m? ?e?l?e?­m?e?n?­t?e?m? ?e?u?r?o?­p?e?j?­s?k?i?e?­g?o? ?w?z?r?o?­s?t?u? ?g?o?­s?p?o?­d?a?r?­c?z?e?­g?o?"?39.

Krusz­ce i pie­nią­dze na nich opar­te funk­cjo­no­wa­ły jed­nak jesz­cze przez dłu­gi czas. Brau­del twier­dzi, że na prze­ło­mie XVI i XVII w Eu­ro­pie Za­chod­niej usta­bi­li­zo­wa­ły się dwa nie­za­leż­ne obie­gi pie­nięż­ne: w ży­ciu co­dzien­nym wa­lu­ta opar­ta na krusz­cach, w wiel­kim biz­ne­sie - pie­niądz pa­pie­ro­wy?40. Po­ja­wie­nie się we­ksli sta­ło się mo­men­tem prze­ło­mo­wym, po­nie­waż dzię­ki nim dzia­łal­ność go­spo­dar­cza prze­sta­ła być ogra­ni­czo­na nie­do­bo­ra­mi pie­nią­dza na­tu­ral­ne­go. Pie­niądz ge­ne­ro­wał się sa­mo­czyn­nie w spo­sób pro­por­cjo­nal­ny do war­to­ści - w po­sta­ci usług lub to­wa­rów - któ­rych krą­że­nie mu­siał ob­słu­żyć. Go­spo­dar­ka za­czy­na sama re­gu­lo­wać wy­twa­rza­nie sma­ru nie­zbęd­ne­go dla swo­je­go funk­cjo­no­wa­nia. Ten smar nie po­wstał jed­nak ex ni­hi­lo, co do­brze po­ka­zu­je lo­gi­ka funk­cjo­no­wa­nia we­ksli. Po­wsta­je ra­czej na ba­zie ka­pi­ta­łu, jed­nak nie ka­pi­ta­łu w sen­sie ma­te­rial­nym, ale jego bar­dzo szcze­gól­nej for­my, któ­rej wła­ści­wa kon­cep­tu­ali­za­cja po­ja­wi­ła się w na­ukach spo­łecz­nych do­pie­ro w dru­giej po­ło­wie XX wie­ku: ka­pi­ta­łu spo­łecz­ne­go - sie­ci zna­jo­mo­ści, kon­tak­tów i za­ufa­nia. Jego wy­so­ki po­ziom aku­mu­la­cji po­zwa­la prze­pro­wa­dzić spo­rą licz­bę przed­się­wzięć w spo­sób szyb­szy i mniej kosz­tow­ny, niż mia­ło­by to miej­sce w sy­tu­acji jego bra­ku. Jak po­ka­za­ły ba­da­nia Ro­ber­ta Put­na­ma, ka­pi­tał spo­łecz­ny jest pro­duk­tyw­ny w sen­sie za­rów­no eko­no­micz­nym, jak i spo­łecz­nym oraz po­li­tycz­nym. Tam, gdzie go wię­cej, le­piej dzia­ła go­spo­dar­ka, ale rów­nież le­piej funk­cjo­nu­ją in­sty­tu­cje po­li­tycz­ne oraz or­ga­ni­za­cje pu­blicz­ne: szko­ły, przed­szko­la, szpi­ta­le, służ­by ko­mu­nal­ne itd.?41

To nie przy­pa­dek, że stre­fą szcze­gól­nie wy­so­kiej aku­mu­la­cji ka­pi­ta­łu spo­łecz­ne­go jest re­gion, w któ­rym na­ro­dził się ka­pi­ta­lizm: pół­noc­ne Wło­chy. W od­nie­sie­niu do nich Brau­del - po­wta­rza­jąc tezy sta­wia­ne też przez in­nych hi­sto­ry­ków - pi­sze:

Współ­cze­sny ka­pi­ta­lizm ni­cze­go nie wy­my­ślił. Na­wet dzi­siaj nie moż­na wy­na­leźć ni­cze­go, co nie mia­ło­by pre­ce­den­su w po­my­sło­wo­ści któ­rejś z re­pu­blik wło­skich. [...] We­ksle, kre­dy­ty, bi­cie mo­ne­ty, ban­ki, ter­mi­no­we trans­ak­cje sprze­da­ży, ?­nan­se pu­blicz­ne, po­życz­ki, ka­pi­ta­lizm, ko­lo­nia­lizm, lecz tak­że nie­po­ko­je spo­łecz­ne, wy­so­ko kwa­li­?­ko­wa­na siła ro­bo­cza, wal­ka klas, krzyw­da spo­łecz­na, okru­cień­stwa po­li­tycz­ne - wszyst­ko to ist­nie­je tu już w za­ląż­ku?42.

Balans sił

Jed­ną z istot­nych róż­nic mię­dzy Eu­ro­pą, a in­ny­mi czę­ścia­mi świa­ta - Chi­na­mi, In­dia­mi, ale rów­nież np. Bli­skim Wcho­dem - było jej roz­drob­nie­nie i roz­pro­sze­nie wła­dzy po­li­tycz­nej. W prze­ci­wień­stwie do wiel­kich, scen­tra­li­zo­wa­nych im­pe­riów kon­ty­nent eu­ro­pej­ski sta­no­wił mo­zai­kę for­ma­cji spo­łecz­no-po­li­tycz­nych: od nie­za­leż­nych państw-miast, przez nie­wiel­kie księ­stwa, kon­fe­de­ra­cje, sa­mo­rząd­ne re­gio­ny aż po więk­sze jed­nost­ki te­ry­to­rial­ne kon­tro­lo­wa­ne przez cen­tral­ną mo­nar­chię. Żad­na struk­tu­ra po­li­tycz­na nie pod­po­rząd­ko­wa­ła jed­nak so­bie na dłuż­szy czas wię­cej niż oko­ło 10% po­wierzch­ni kon­ty­nen­tu. Fakt ten może wy­da­wać się ogra­ni­cze­niem: wiel­kie pań­stwa dys­po­nu­ją wiel­ki­mi bu­dże­ta­mi, wiel­ki­mi ar­mia­mi i przez to po­win­ny mieć więk­sze szan­se osią­gnię­cia do­mi­na­cji w ska­li glo­bal­nej, za­pew­nia­jąc przez to swo­im oby­wa­te­lom do­sta­tek. Hi­sto­ria po­ka­za­ła jed­nak, że struk­tu­ry po­li­tycz­ne, któ­re pod­po­rząd­ko­wa­ły so­bie gi­gan­tycz­ne ob­sza­ry świa­ta, były albo sto­sun­ko­wo nie­wiel­kie, albo wręcz mi­kro­sko­pij­ne. Fran­cja, Hisz­pa­nia czy An­glia to duże kra­je eu­ro­pej­skie, w ska­li pla­ne­ty pla­su­ją się jed­nak w gru­pie państw sto­sun­ko­wo ma­łych. Por­tu­ga­lia jest zde­cy­do­wa­nie mała, a Ho­lan­dia - je­den z pro­ta­go­ni­stów za­mor­skiej eks­pan­sji Eu­ro­py - na­le­ży do gru­py mi­kru­sów.

Po­więk­sza­nie bazy te­ry­to­rial­nej i bu­do­wa­nie im­pe­rium wca­le nie musi pro­wa­dzić do dłu­go­ter­mi­no­we­go suk­ce­su. To nie przy­pa­dek, że w no­wo­żyt­nej Eu­ro­pie z mapy na dłu­gi czas znik­nę­ło wła­śnie pań­stwo, któ­re w pew­nym okre­sie szczy­ci­ło się mia­nem naj­więk­sze­go w Eu­ro­pie - Rzecz­po­spo­li­ta Oboj­ga Na­ro­dów. Paul Ken­ne­dy, po­słu­gu­jąc się ob­szer­nym ma­te­ria­łem hi­sto­rio­gra­?cz­nym, bro­ni tezy, że głów­ną przy­czy­ną upad­ku wie­lu im­pe­riów było nie­opa­no­wa­ne dą­że­nie do nie­ustan­nej eks­pan­sji te­ry­to­rial­nej?43. Im więk­sze te­ry­to­rium, tym bar­dziej ab­sor­bu­ją­ce oka­zu­je się samo utrzy­ma­nie nad nim kon­tro­li. W zbyt wiel­kich pań­stwach dzia­ła tzw. re­gu­ła Par­kin­so­na: za­czy­na­ją one zaj­mo­wać się tyl­ko i wy­łącz­nie we­wnętrz­ny­mi pro­ble­ma­mi, któ­re same ge­ne­ru­ją. Po­rzu­ce­nie za­mor­skiej eks­pan­sji przez Chi­ny, któ­re w per­spek­ty­wie hi­sto­rycz­nej oka­za­ło się po­raż­ką w glo­bal­nym wy­ści­gu z Eu­ro­pą, wy­ni­ka­ło mię­dzy in­ny­mi z tego ro­dza­ju struk­tu­ral­nych ogra­ni­czeń.

Im­ma­nu­el Wal­ler­ste­in i Fer­nand Brau­del pro­po­nu­ją wpro­wa­dzić roz­róż­nie­nie, któ­re po­zwa­la uchwy­cić głęb­szą isto­tę pro­ble­mu. Po­stu­lu­ją ist­nie­nie dwóch za­sad­ni­czo od­mien­nych struk­tur: ?i?m?­p?e?­r?i?u?m?-?ś?w?i?a?t? ?i? ?g?o?­s?p?o?­d?a?r?­k?a?-?ś?w?i?a?t?.? Dys­tynk­tyw­ną ce­chą go­spo­dar­ki-świa­ta jest to, że jej obieg go­spo­dar­czy sta­je się szer­szy niż za­sięg jej struk­tur po­li­tycz­nych. Pod­czas gdy im­pe­rium-świat de­?­niu­je eks­pan­sję w ka­te­go­riach po­li­tycz­nych i dąży do pod­po­rząd­ko­wa­nia swo­jej wła­dzy jak naj­więk­sze­go te­ry­to­rium, pań­stwa znaj­du­ją­ce się w cen­trach go­spo­da­rek-świa­tów mak­sy­ma­li­zu­ją wy­łącz­nie zy­ski pły­ną­ce z roz­bu­do­wy wpły­wów go­spo­dar­czych. Czę­sto nie może się to do­ko­nać bez ja­kiejś for­my in­ter­wen­cji po­li­tycz­nych i mi­li­tar­nych, po­zo­sta­ją one jed­nak tak nie­wiel­kie, jak tyl­ko się da. Struk­tu­ry wła­dzy w ob­rę­bie go­spo­dar­ki-świa­ta nie wy­ra­sta­ją po­nad mi­ni­mum nie­zbęd­ne do pro­wa­dze­nia han­dlu lub re­lo­ko­wa­nia pro­duk­cji. Naj­lep­szym tego przy­kła­dem była Wiel­ka Bry­ta­nia, któ­ra od­nio­sła naj­więk­szy suk­ces spo­śród wszyst­kich im­pe­riów ko­lo­nial­nych. Bry­tyj­czy­cy sta­ra­li się jak naj­mniej in­ter­we­nio­wać w lo­kal­ne sto­sun­ki spo­łecz­ne, łącz­nie ze struk­tu­rą wła­dzy, sto­su­jąc za­miast bez­po­śred­nie­go zwierzch­nic­twa me­to­dę rzą­dów po­śred­nich. Ich "per­ła w ko­ro­nie" - In­die - do­pie­ro w dru­giej po­ło­wie XIX wie­ku zna­la­zła się for­mal­nie pod wła­dzą bry­tyj­skie­go mo­nar­chy. Wcze­śniej eks­plo­ata­cją sub­kon­ty­nen­tu zaj­mo­wa­ła się ?r­ma - we współ­cze­snym na­zew­nic­twie ro­dzaj spół­ki skar­bu pań­stwa - któ­rej Lon­dyn uży­czał tyl­ko czę­ści swo­jej mi­li­tar­ne siły, za­bez­pie­cza­jąc w ten spo­sób pro­wa­dze­nie zy­skow­nych in­te­re­sów. Był to wy­raz an­glo­sa­skie­go prag­ma­ty­zmu: czer­pa­no mak­sy­mal­ne zy­ski go­spo­dar­cze przy mi­ni­ma­li­za­cji na­kła­dów nie­zbęd­nych do utrzy­ma­nia kosz­tow­nej ad­mi­ni­stra­cji ko­lo­nial­nej, pro­wa­dze­nia kam­pa­nii woj­sko­wych, tłu­mie­nia bun­tów i re­ali­za­cji in­nych przed­się­wzięć, nie­odzow­nych dla utrzy­ma­nia po­li­tycz­nej kon­tro­li nad wiel­kim te­ry­to­rium.

Po­ja­wie­nie się pa­neu­ro­pej­skiej, ka­pi­ta­li­stycz­nej go­spo­dar­ki-świa­ta, któ­ra z bie­giem cza­su sta­ła się sys­te­mem glo­bal­nym, było hi­sto­rycz­nym no­vum. W okre­sie póź­ne­go śre­dnio­wie­cza w świe­cie zna­nym Eu­ro­pej­czy­kom ist­nia­ły przy­naj­mniej czte­ry mniej­sze go­spo­dar­ki-świa­ty: 1. Mo­rze Śród­ziem­ne, sta­no­wią­ce prze­strzeń wy­mia­ny mię­dzy Po­łu­dnio­wą Eu­ro­pą, Pół­noc­ną Afry­ką i Bi­zan­cjum, 2. ob­szar Oce­anu In­dyj­skie­go i Mo­rza Czer­wo­ne­go, 3. Azja Cen­tral­na wraz z Ro­sją i Mon­go­lią oraz 4. te­re­ny zdo­mi­no­wa­ne przez Im­pe­rium Chiń­skie. Ob­szar Bał­ty­ku pra­wie stał się wte­dy świa­tem pią­tym. Pół­noc­no-Za­chod­nia Eu­ro­pa nie sta­no­wi­ła jesz­cze ob­sza­ru li­czą­ce­go się pod wzglę­dem eko­no­micz­nym?44.

Kon­cep­tu­ali­za­cję po­dob­ną do Wal­ler­ste­inow­skiej znaj­du­je­my w pol­skiej hi­sto­rio­gra­?i. Ma­rian Ma­ło­wist po­słu­gu­je się po­ję­ciem "stre­fy go­spo­dar­czej", któ­re przy­po­mi­na kon­cep­cję "go­spo­dar­ki-świa­ta": jej gra­ni­cę wy­zna­cza za­kres i typ kon­tak­tów han­dlo­wych, a jej we­wnętrz­na struk­tu­ra nie od­zwier­cie­dla po­dzia­łów po­li­tycz­nych, ale lo­gi­kę pro­duk­cji i wy­mia­ny go­spo­dar­czej?45. Ma­ło­wist nie­co ina­czej dzie­li jed­nak kon­ty­nent eu­ro­pej­ski. Jego zda­niem w póź­nym śre­dnio­wie­czu i wcze­snej epo­ce no­wo­żyt­nej ist­nia­ły w Eu­ro­pie trzy stre­fy go­spo­dar­cze: po­łu­dnio­wa (Mo­rze Śród­ziem­ne), za­chod­nia (atlan­tyc­ka) oraz wschod­nia (bał­tyc­ko-czar­no­mor­ska)?46.

Sy­tu­acja go­spo­dar­cza w Eu­ro­pie zmie­ni­ła się znacz­nie wraz z na­sta­niem ery no­wo­żyt­nej. Wal­ler­ste­in pi­sze:

Na prze­ło­mie XV i XVI wie­ku po­ja­wi­ło się coś, co mo­że­my na­zwać eu­ro­pej­ską go­spo­dar­ką-świa­tem. Nie była ona im­pe­rium, roz­cią­ga­ła się jed­nak na te­re­nach rów­nie roz­le­głych, co im­pe­rium, i dzie­li­ła z nim pew­ne ce­chy. Była ro­dza­jem sys­te­mu spo­łecz­ne­go, któ­re­go świat ni­g­dy wcze­śniej nie znał, i sta­ła się dys­tynk­tyw­nym ele­men­tem no­wo­cze­sne­go sys­te­mu-świa­ta. Jest ona jed­nost­ką przede wszyst­kim eko­no­micz­ną, czym róż­ni się od im­pe­riów, państw na­ro­do­wych i miast-państw. W rze­czy­wi­sto­ści za­wie­ra­ła ona w so­bie (cho­ciaż trud­no tu mó­wić o wy­raź­nych gra­ni­cach) im­pe­ria, mia­sta-pań­stwa i wy­ła­nia­ją­ce się "pań­stwa na­ro­do­we". Jest ona "świa­tem" nie dla­te­go, że opa­no­wu­je cały świat, ale dla­te­go, że jest więk­sza niż ja­ka­kol­wiek praw­nie zde­?­nio­wa­na jed­nost­ka po­li­tycz­na. Jest ?"?g?o?­s?p?o?­d?a?r?­k?ą?-świa­tem", po­nie­waż pod­sta­wo­wa więź mię­dzy ele­men­ta­mi sys­te­mu ma na­tu­rę go­spo­dar­czą, cho­ciaż wzmoc­nio­ną wię­za­mi kul­tu­ro­wy­mi, [...] ukła­da­mi po­li­tycz­ny­mi, a na­wet struk­tu­ra­mi kon­fe­de­ra­cyj­ny­mi?47.

Za­rów­no Brau­del, jak i Wal­ler­ste­in pod­kre­śla­ją fakt, że ?w? ?E?u?­r?o?­p?i?e? ?n?o?­w?o?­ż?y?t?­n?e?j? ?n?i?e? ?p?o?­w?s?t?a?­ł?o? ?ż?a?d?­n?e? ?i?m?­p?e?­r?i?u?m?.? Wtó­ru­ją im inni ba­da­cze, jak np. Paul Ken­ne­dy?48. Ostat­nią tego typu struk­tu­rą po upad­ku Ce­sar­stwa Rzym­skie­go było Im­pe­rium Ka­ro­liń­skie, któ­re w swej szczy­to­wej for­mie ist­nia­ło jed­nak nie­speł­na pół wie­ku (od 800 do 843 roku). W cza­sach no­wo­żyt­nych pró­bę stwo­rze­nia im­pe­rium pod­ję­li Habs­bur­go­wie. Umoż­li­wi­ły ją zy­ski z pod­bo­jów w obu Ame­ry­kach za­in­we­sto­wa­nym w woj­ny. W mo­men­cie ab­dy­ka­cji Ka­ro­la V im­pe­rium Habs­bur­gów obej­mo­wa­ło m.in. Hisz­pa­nię, Ni­der­lan­dy, Sar­dy­nię, po­łu­dnio­we Wło­chy, oko­li­ce Me­dio­la­nu, frag­men­ty Szam­pa­nii, Ty­rol, Au­strię, Wę­gry, Tran­syl­wa­nię, Cze­chy, Mo­ra­wy i Śląsk. Jego utrzy­ma­nie oka­za­ło się nie­moż­li­we. Kon­se­kwen­cja­mi im­pe­rial­nych aspi­ra­cji Habs­bur­gów było m.in. wy­rwa­nie się Ni­der­lan­dów z or­bi­ty hisz­pań­skich wpły­wów i po­wsta­nie w 1581 roku Zjed­no­czo­nych Pro­win­cji oraz woj­na za­koń­czo­na po­ko­jem west­fal­skim usta­na­wia­ją­cym w Eu­ro­pie nowy po­rzą­dek mię­dzy­na­ro­do­wy, któ­ry osta­tecz­nie po­ło­żył kres wszel­kim aspi­ra­cjom do bu­do­wy eu­ro­pej­skie­go im­pe­rium?49. Pró­by po­dej­mo­wa­ne póź­niej w tym kie­run­ku przez Na­po­le­ona i Hi­tle­ra po krót­kim suk­ce­sie za­koń­czy­ły się sro­mot­ny­mi po­raż­ka­mi. Ład roz­pro­szo­nej wie­lo­ści państw jest zbyt głę­bo­ko wpi­sa­ny w spo­łecz­no-kul­tu­ro­wy cha­rak­ter Eu­ro­py, aby dało się go na trwa­łe zbu­rzyć?50.

Fakt ten oka­zał się bar­dzo ko­rzyst­ny dla dłu­go­ter­mi­no­we­go roz­wo­ju Eu­ro­py. Go­spo­dar­ka-świat ma nad im­pe­rium-świa­tem istot­ne prze­wa­gi prag­ma­tycz­ne. Przede wszyst­kim po­sia­da hie­rar­chicz­ną struk­tu­rę - u Wal­ler­ste­ina two­rzy ją rdzeń, pół-pe­ry­fe­ria i pe­ry­fe­ria - oraz ze­wnę­trze, co daje moż­li­wość alo­ka­cji róż­nych ro­dza­jów pro­duk­cji w róż­nych stre­fach. To wła­śnie sta­ło się w eks­pan­du­ją­cej go­spo­dar­ce Ni­der­lan­dów, któ­re w XV wie­ku re­lo­ko­wa­ły pro­duk­cję żyw­no­ści - głów­nie zbo­ża - w pe­ry­fe­ryj­nej Eu­ro­pie Środ­ko­wo-Wschod­niej, zmie­nia­jąc pro­?l swo­je­go wła­sne­go rol­nic­twa i prze­sta­wia­jąc je na pro­duk­cję mię­sa, co było ko­niecz­ne dla utrzy­ma­nia ro­sną­cej po­pu­la­cji. Oka­za­ło się to moż­li­we wła­śnie dla­te­go, że sto­sun­ki pro­duk­cji na pe­ry­fe­riach nie mia­ły cha­rak­te­ru ka­pi­ta­li­stycz­ne­go. Pańsz­czy­zna na pe­ry­fe­riach umoż­li­wi­ła to, cze­go w cen­trum nie da­ło­by się zro­bić bez niej; a wpro­wa­dze­nie pańsz­czy­zny np. na te­re­nie Zjed­no­czo­nych Pro­win­cji czy w in­nych pań­stwach Eu­ro­py Za­chod­niej unie­moż­li­wi­ło­by z ko­lei funk­cjo­no­wa­nie tam go­spo­dar­ki ryn­ko­wej i za­trzy­ma­ło­by roz­wój ka­pi­ta­li­zmu, zwłasz­cza pro­duk­cji pro­to-prze­my­sło­wej, któ­ra zo­sta­ła­by po­zba­wio­na do­stę­pu do du­żych ilo­ści ta­niej siły ro­bo­czej. Re­kon­?­gu­ra­cja re­la­cji i spo­so­bów pro­duk­cji oraz in­nych sto­sun­ków spo­łecz­nych w Eu­ro­pie XV wie­ku moż­li­wa była wła­śnie dla­te­go, że Ho­len­drzy, nie two­rząc im­pe­rium, nie mu­sie­li zu­peł­nie przej­mo­wać się tym, co dzie­je się w Pol­sce i w jaki spo­sób pro­du­ku­je się zbo­że, z któ­re­go chleb spo­ży­wa­li kup­cy, miesz­cza­nie i wy­bit­ni in­te­lek­tu­ali­ści tam­tej epo­ki. Po­wsta­nie Chmiel­nic­kie­go i po­top szwedz­ki - bez­po­śred­nie efek­ty stra­te­gii roz­wo­ju go­spo­dar­cze­go i po­li­tycz­ne­go przy­ję­tej przez Rzecz­po­spo­li­tą Oboj­ga Na­ro­dów, któ­re za­chwia­ły jej po­sa­da­mi - mo­gły mało ob­cho­dzić Ho­len­drów. Za­kłó­ci­ły nie­co do­pływ zbo­ża, ale moż­na było im­por­to­wać je ską­d­inąd. Gdy­by jed­nak Ho­lan­dia po­sta­wi­ła na bu­do­wę nie go­spo­dar­ki-świa­ta, ale im­pe­rium-świa­ta i włą­czy­ła w nie Pol­skę, kon­se­kwen­cje wie­lu wy­da­rzeń XVII wie­ku by­ły­by dla niej o wie­le bar­dziej bo­le­sne.

Dru­ga prze­wa­ga go­spo­dar­ki-świa­ta nad im­pe­rium wią­że się ze spe­cy­?cz­ną re­la­cją mię­dzy ka­pi­ta­łem a wła­dzą po­li­tycz­ną. Neo­li­be­ral­na pro­pa­gan­da przy­zwy­cza­iła nas do my­śle­nia w ka­te­go­riach wal­ki na śmierć i ży­cie mię­dzy si­ła­mi go­spo­dar­ki a wła­dzą pań­stwo­wą. To jed­nak wi­zja fał­szy­wa, któ­rą na na­szych oczach sfal­sy­?­ko­wał kry­zys ?­nan­so­wy 2008 roku, kie­dy to ka­pi­ta­li­stycz­ny ład zo­stał ura­to­wa­ny dzię­ki in­ter­wen­cji władz pań­stwo­wych sta­bi­li­zu­ją­cych ryn­ki ?­nan­so­we. Gio­van­ni Ar­ri­ghi w zna­ko­mi­tej książ­ce The Long Twen­tieth Cen­tu­ry po­ka­zu­je, że re­la­cja mię­dzy ka­pi­ta­łem a wła­dzą po­li­tycz­ną była za­wsze ?s?y?m?­b?i?o?­t?y?c?z?­n?a?.? Ka­pi­tał po­trze­bu­je wspar­cia pań­stwa, ale po­trze­bu­je rów­nież swo­bo­dy nie­zbęd­nej dla re­ali­za­cji zy­sku. Nie­ustan­nie po­szu­ku­je naj­lep­szych wa­run­ków dzia­ła­nia, re­lo­ku­jąc się pod po­sta­cią ?­nan­so­wą w te miej­sca, gdzie in­we­sty­cje dają naj­lep­szą sto­pę zwro­tu. Sys­tem kon­ku­ru­ją­cych ze sobą państw to do­sko­na­łe pole do dzia­ła­nia dla ka­pi­ta­łu, po­nie­waż dzię­ki szan­ta­żo­wi może on za­wsze wy­ma­gać stwo­rze­nia dla sie­bie od­po­wied­nich wa­run­ków dzia­ła­nia. Kon­ku­ren­cja pre­mio­wa­ła tych, któ­rzy po­tra­?­li za­pew­nić ka­pi­ta­ło­wi jed­no­cze­śnie bez­pie­czeń­stwo i naj­lep­sze wa­run­ki funk­cjo­no­wa­nia. Naj­lep­si w tej grze sta­wa­li się he­ge­mo­na­mi go­spo­dar­ki-świa­ta. Ar­ri­ghi opi­su­je czte­ry fazy prze­miesz­cza­nia się he­ge­mo­nii w ślad za ka­pi­ta­łem po­szu­ku­ją­cym naj­lep­szych wa­run­ków do re­ali­za­cji zy­sku. Od do­mi­na­cji pół­noc­nych Włoch w póź­nym śre­dnio­wie­czu i na po­cząt­ku epo­ki no­wo­żyt­nej (naj­pierw We­ne­cji, póź­niej Ge­nui peł­nią­cej rolę ?­nan­so­we­go za­ple­cza hisz­pań­skie­go im­pe­rium ko­lo­nial­ne­go), przez roz­kwit Ni­der­lan­dów w wie­ku XVII i szczyt po­tę­gi bry­tyj­skiej w XIX, aż po świa­to­wą he­ge­mo­nię Sta­nów Zjed­no­czo­nych w wie­ku XX?51. Gdy­by na któ­rym­kol­wiek eta­pie he­ge­mon go­spo­dar­ki-świa­ta zdo­łał prze­kształ­cić się w im­pe­rium-świat - co pró­bo­wa­li zro­bić Habs­bur­go­wie w XVI wie­ku - i roz­sze­rzył­by sfe­rę bez­po­śred­niej kon­tro­li po­li­tycz­nej tak, aby za­mknąć w niej więk­szość ob­ro­tu go­spo­dar­cze­go, ozna­cza­ło­by to naj­pew­niej ko­niec ka­pi­ta­li­zmu.

Fakt, że go­spo­dar­ka-świat dzia­ła w ra­mach roz­pro­szo­ne­go sys­te­mu kon­ku­ru­ją­cych ze sobą państw nie­po­wią­za­nych jed­ną wła­dzą po­li­tycz­ną, spra­wia, że jako sys­tem go­spo­dar­czy jest ona bar­dziej wy­daj­na od go­spo­dar­ki im­pe­rium-świa­ta i może le­piej do­sto­so­wy­wać się do zmian ko­niunk­tu­ry. Kon­ku­ren­cja za­chę­ca do wy­ko­rzy­sty­wa­nia prze­wag kom­pa­ra­tyw­nych, a tym sa­mym do geo­gra­?cz­nej spe­cja­li­za­cji pro­duk­cji. Do tego wła­śnie do­szło w XV wie­ku w Eu­ro­pie, w ob­rę­bie któ­rej Skan­dy­na­wia sta­ła się za­ple­czem hut­nicz­no-me­ta­lur­gicz­nym, Pol­ska i jej oko­li­ce - po­lem upraw­nym, a Wę­gry hur­to­wym do­star­czy­cie­lem by­dła, któ­re pę­dzo­no ty­sią­ce ki­lo­me­trów z pa­stwisk Pusz­ty na tar­gi w Au­strii, Niem­czech i pół­noc­nych Wło­szech. Przed­się­wzię­cia po­ten­cjal­nie lu­kra­tyw­ne - jak na przy­kład mor­skie wy­pra­wy w po­szu­ki­wa­niu in­trat­nych moż­li­wo­ści han­dlo­wych - je­śli są z ja­kichś po­wo­dów igno­ro­wa­ne przez rzą­dy lub oby­wa­te­li da­ne­go kra­ju, naj­pew­niej wzbu­dzą za­in­te­re­so­wa­nie in­ne­go pań­stwa. Mniej­sze oka­zu­je się ry­zy­ko, że sta­nie się coś ta­kie­go, jak w Chi­nach, to zna­czy, że z po­wo­du in­tryg ma­łej gru­py wpły­wo­wych urzęd­ni­ków oraz pro­ble­mów we­wnętrz­nych nie­któ­rych pro­win­cji cała cy­wi­li­za­cja po­rzu­ci obie­cu­ją­cą ścież­kę roz­wo­ju. Nie zna­czy to, że po­szcze­gól­nych państw w ob­rę­bie go­spo­dar­ki-świa­ta nie może spo­tkać fa­tal­ny los. Tak bywa, cze­go przy­kła­dem jest cho­ciaż­by I Rzecz­po­spo­li­ta. Cały sys­tem dzia­ła jed­nak le­piej. Oczy­wi­ście w sen­sie prag­ma­tycz­nej spraw­no­ści, bo o ja­kiej­kol­wiek mo­ral­nej wyż­szo­ści nie może być mowy. Ale też nie dzię­ki niej Eu­ro­pa zdo­mi­no­wa­ła pla­ne­tę.

Inne uję­cie hi­sto­rycz­ne­go zna­cze­nia ba­lan­su sił w spo­łe­czeń­stwach eu­ro­pej­skich pro­po­nu­je Bar­ring­ton Mo­ore. Jego zda­niem wy­ła­nia­niu się no­wo­cze­sne­go po­rząd­ku spo­łecz­no-go­spo­dar­cze­go to­wa­rzy­szy­ło nie­ustan­ne na­pię­cie mię­dzy trze­ma gru­pa­mi: ary­sto­kra­cją, chłop­stwem i miesz­czań­stwem. Tyl­ko za­cho­wa­nie rów­no­wa­gi - jak­kol­wiek by­ła­by to rów­no­wa­ga co naj­wy­żej an­ta­go­ni­stycz­na - mię­dzy tymi trze­ma gru­pa­mi wpły­wu gwa­ran­to­wa­ło bu­do­wę dy­na­micz­nej go­spo­dar­ki i in­klu­zyw­ne­go ustro­ju po­li­tycz­ne­go. Jed­na z nich uzy­skać mo­gła prze­wa­gę tyl­ko kosz­tem po­zy­cji po­zo­sta­łych. Ta­kie za­chwia­nie bi­lan­su od­po­wia­da­ło za po­wsta­nie to­ta­li­ta­ry­zmów XX wie­ku: fa­szy­stow­skie­go i so­wiec­kie­go?52.

Gdzie in­dziej pi­sa­łem już ob­szer­nie o teo­rii Mo­ore'a i po­le­mi­zo­wa­łem z jego uję­ciem roz­wo­ju spo­łecz­ne­go In­dii oraz Ja­po­nii?53. Chciał­bym te­raz zwró­cić uwa­gę na jed­ną tyl­ko kwe­stię waż­ną dla wy­ja­śnie­nia spe­cy­?cz­nej sy­tu­acji Eu­ro­py Środ­ko­wo-Wschod­niej, w tym szcze­gól­nie Pol­ski. Mo­ore w swo­jej książ­ce nie zaj­mu­je się zu­peł­nie tym pro­ble­mem, kon­cen­tru­jąc się na Eu­ro­pie Za­chod­niej, Ro­sji, Ja­po­nii i In­diach. Jak po­sta­ram się po­ka­zać da­lej, nie­pro­por­cjo­nal­nie sil­na po­zy­cja jed­nej gru­py spo­łecz­nej w Pol­sce - szlach­ty - była rze­czy­wi­ście jed­nym z pod­sta­wo­wych we­wnętrz­nych po­wo­dów za­co­fa­nia tego kra­ju. Sy­tu­acja taka mia­ła głę­bo­kie przy­czy­ny hi­sto­rycz­ne. Do kwe­stii tej, jak na­pi­sa­łem, jesz­cze wró­cę i dla­te­go nie po­świę­cam jej te­raz wię­cej miej­sca.

Ko­lej­ny ro­dzaj rów­no­wa­gi sił za­pew­nia­ła w eu­ro­pej­skiej prze­strze­ni kul­tu­ro­wej gra na­pięć mię­dzy Ko­ścio­łem ka­to­lic­kim a in­ny­mi ośrod­ka­mi wła­dzy. Re­li­gia była naj­sil­niej­szym uni­wer­sa­li­zmem śre­dnio­wiecz­nej Eu­ro­py. Zde­cy­do­wa­nie sil­niej­szym niż dzie­dzic­two sta­ro­żyt­ne, któ­re poza po­wszech­nym obo­wią­zy­wa­niem ła­ci­ny aż do Re­ne­san­su nie od­gry­wa­ło de­cy­du­ją­cej roli i nie obej­mo­wa­ło też swo­im za­się­giem ca­łe­go kon­ty­nen­tu (wy­łą­czo­na była z nie­go Eu­ro­pa Środ­ko­wo-Wschod­nia - co, jak się za chwi­lę prze­ko­na­my - nie po­zo­sta­wa­ło by­naj­mniej bez zna­cze­nia dla jej kon­dy­cji w epo­ce no­wo­żyt­nej). Ko­ściół był w śre­dnio­wie­czu po­tęż­ną in­sty­tu­cją dzia­ła­ją­cą w spo­sób zu­peł­nie obcy współ­cze­snym re­aliom. Przez ana­lo­gię do im­pe­rium-świa- ta i go­spo­dar­ki-świa­ta moż­na by na­zwać go in­sty­tu­cją-świa­tem, po­nie­waż obej­mo­wał swo­imi wpły­wa­mi ca­łość eu­ro­pej­skie­go uni­wer­sum bez wzglę­du na et­nicz­ność i inne lo­jal­no­ści za­rów­no wład­ców, jak i ich pod­da­nych. Do­wo­dem na "wszech­świa­to­wość" tej in­sty­tu­cji jest jej udział w przed­się­wzię­ciu ko­lo­nial­nym po­dej­mo­wa­nym przez wszyst­kie pań­stwa lo­jal­ne wo­bec Wa­ty­ka­nu. Ko­ściół miał nie­wiel­ki wy­pływ na to, co dzia­ło się w ko­lo­niach bry­tyj­skich czy ho­len­der­skich, ale w im­pe­riach ko­lo­nial­nych Hisz­pa­nii i Por­tu­ga­lii (a po­tem w pew­nym stop­niu rów­nież Fran­cji) od­gry­wał rolę dru­giej wła­dzy.

Ko­ściół miał swo­je in­te­re­sy, któ­re cza­sem zbie­ga­ły się z in­te­re­sa­mi państw lub ich wład­ców, ale czę­sto były z nimi sprzecz­ne. Wcho­dził w alian­se z pew­ny­mi gru­pa­mi spo­łecz­ny­mi, ale bu­dził rów­nież nie­chęć ze wzglę­du na kon­try­bu­cje ?­nan­so­we, ja­kich wy­ma­gał. Aby zre­ali­zo­wać swo­je in­te­re­sy, pro­wa­dził mniej lub bar­dziej jaw­ne roz­gryw­ki. An­ga­żo­wał się w otwar­te kon­?ik­ty z wład­ca­mi, bro­niąc swo­jej au­to­no­mii, cze­go naj­bar­dziej spek­ta­ku­lar­nym przy­kła­dem był śre­dnio­wiecz­ny spór o in­we­sty­tu­rę, któ­ry do­pro­wa­dził do upo­ko­rze­nia ce­sa­rza Hen­ry­ka IV przez pa­pie­ża Grze­go­rza VII. Ten kon­?ikt in­te­re­sów mię­dzy wła­dzą świec­ką a re­li­gij­ną przy­czy­nił się do utem­pe­ro­wa­nia im­pe­rial­nych za­pę­dów eu­ro­pej­skich wład­ców, a więc po­śred­nio do utrzy­ma­nia eu­ro­pej­skiej sfe­ry po­li­tycz­nej w sta­nie an­ty­im­pe­rial­ne­go roz­pro­sze­nia.

Mechanizmy feudalizmu

Tekst dostępny w pełnej wersji książki

1. Spra­wą tą zaj­mo­wa­łem się rów­nież w po­przed­niej książ­ce. Przy­ta­czam tu nie­któ­re tezy po­sta­wio­ne tam w nie­co in­nym kon­tek­ście. Zob. J. Sowa, Ciesz się...

2. Zob. M. We­ber, Ety­ka pro­te­stanc­ka a duch ka­pi­ta­li­zmu, tłum. J. Mi­ziń­ski, Lu­blin 1994.

3. Zob. np. D. Eto­un­ga-Man­gu­el­le, Czy Afry­ce po­trzeb­ny jest pro­gram do­sto­so­wa­nia kul­tu­ro­we­go?, w: Kul­tu­ra ma zna­cze­nie. Jak war­to­ści wpły­wa­ją na roz­wój spo­łe­czeń­stwa, red. L.?E. Har­ri­son, S.?P. Hun­ting­ton, tłum. S. Dym­czyk, Po­znań 2003, s. 127-143.

4. Zob. przy­pis 2.

5. Zob. F. Fu­kuy­ama, Za­ufa­nie. Ka­pi­tał spo­łecz­ny a dro­ga do do­bro­by­tu, tłum. A. i L. Śli­wa, War­sza­wa-Wro­cław 1997.

6. Ch. Til­ly, Hi­sto­ria i wy­obraź­nia so­cjo­lo­gicz­na, tłum. J. Szac­ki, w: A. Ja­siń­ska-Ka­nia et al. (red.), Współ­cze­sne teo­rie so­cjo­lo­gicz­ne, War­sza­wa 2006, s. 1083.

7. Na te­mat kon­cep­cji Hol­to­na i Skoc­pol zob. A. Czar­no­ta, A. Zy­ber­to­wicz, Na­ro­dzi­ny ka­pi­ta­li­zmu: ko­niecz­ność czy przy­pa­dek? Mię­dzy em­pi­rią a teo­rią, w: A. Czar­no­ta et. al. (red.), In­ter­dy­scy­pli­nar­ne ba­da­nia nad ge­ne­zą ka­pi­ta­li­zmu, To­ruń 1989, t. 1, s. 142. Zob. rów­nież R.?J. Hol­ton, Teo­ria eko­no­micz­na i po­wsta­nie spo­łe­czeń­stwa ryn­ko­we­go, tłum. J. Sta­wiń­ski, w: A. Czar­no­ta, A. Zy­ber­to­wicz (red.), In­ter­pre­ta­cje wiel­kiej trans­for­ma­cji, War­sza­wa 1988, s. 261-306. Teo­rie i pra­ce po­zo­sta­łych wy­mie­nio­nych ba­da­czy cy­tu­ję i oma­wiam w wie­lu miej­scach ni­niej­szej książ­ki.

8. K. Brzech­czyn, Od­ręb­ność hi­sto­rycz­na Eu­ro­py Środ­ko­wej. Stu­dium me­to­do­lo­gicz­ne, Po­znań 1998.

9. Ch. Til­ly, As So­cio­lo­gy Me­ets Hi­sto­ry, New York 1981, s. 10.

10. Zob. J. Ha­ber­mas, Know­led­ge and Hu­man In­te­re­sts, Bo­ston 1971.

11. Wię­cej na ten te­mat zob. T. McCar­thy, The Cri­ti­cal The­ory of Jur­gen Ha­ber­mas, Cam­brid­ge-Lon­don 1978, s. 75-91.

12. Zob. R.?D. Put­nam, De­mo­kra­cja w dzia­ła­niu. Tra­dy­cje oby­wa­tel­skie we współ­cze­snych Wło­szech, tłum. J. Szac­ki, Kra­ków 1995, s. 95. Do teo­rii Put­na­ma od­wo­ły­wa­łem się też ob­szer­nie gdzie in­dziej. Roz­wi­nię­cie nie­któ­rych sta­wia­nych tu tez zob. J. Sowa, Ciesz się...

13. Tam­że, s. 204.

14. Tam­że, s. 195.

15. Tam­że, s. 198-199.

16. Wię­cej na ten te­mat zob. A. Gun­der Frank, Re­Orien­ta­cja hi­sto­rii świa­to­wej i teo­rii spo­łecz­nej. Wy­kład z cy­klu: Wer­the­im Lec­tu­re, 1998, tłum. M. Tu­row­ski, www.uni.wroc.pl/~tu­row­ski/frank-re­orient.htm. Tu i da­lej w tym roz­dzia­le zob. J. Sowa, Ciesz się...

17. Zob. J. Schum­pe­ter, Teo­ria roz­wo­ju go­spo­dar­cze­go, tłum. J. Grzy­wic­ka, War­sza­wa 1960.

18. Zob. L.?C. Thu­row, Przy­szłość ka­pi­ta­li­zmu. Jak dzi­siej­sze siły eko­no­micz­ne kształ­tu­ją świat ju­tra, tłum. L. Czy­żew­ski, Wro­cław 1999, s. 27-28.

19. Tam­że.

20. Zob. A. Mad­di­son, Chi­ne­se Eco­no­mic Per­for­man­ce in the Long Run, Pa­ris 1988; cy­to­wa­ne w: M. Da­vis, Late Vic­to­rian Ho­lo­cau­sts: El Nino Fa­mi­nes and the Ma­king of the Third World, Lon­don 2001, s. 293.

21. B.?R. Tom­lin­son, Eco­no­mics: The Pe­ri­phe­ry, w: The Oxford Hi­sto­ry of the Bri­tish Em­pi­re: The Ni­ne­te­enth Cen­tu­ry, red. An­drew Por­ter, Oxford 1990, s. 69; cy­to­wa­ne w: M. Da­vis, Late Vic­to­rian Ho­lo­cau­sts, dz. cyt., s. 294.

22. Zob. F. Za­ka­ria, The Fu­tu­re of Fre­edom: Il­li­be­ral De­mo­cra­cy at Home and Abro­ad, New York 2004, s. 36.

23. F. Brau­del, Kul­tu­ra ma­te­rial­na, go­spo­dar­ka i ka­pi­ta­lizm XV-XVIII wiek, t. 2, Czas świa­ta, War­sza­wa 1992, s. 175.

24. Zob. np. A. Czar­no­ta, K. Waj­da, A. Zy­ber­to­wicz (red.), In­ter­dy­scy­pli­nar­ne stu­dia nad ge­ne­zą ka­pi­ta­li­zmu, 3 tomy, To­ruń 1989-1993, A. Czar­no­ta, A. Zy­ber­to­wicz (red.), In­ter­pre­ta­cje wiel­kiej trans­for­ma­cji, War­sza­wa 1988, D.?S. Lan­des, Bo­gac­two i nę­dza na­ro­dów. Dla­cze­go jed­ni są tak bo­ga­ci, a inni tak ubo­dzy, tłum. H. Jan­kow­ska, War­sza­wa 2005, A.?G. Frank, Re­Orien­ta­cja hi­sto­rii świa­to­wej i teo­rii spo­łecz­nej. Wy­kład z cy­klu: Wer­the­im Lec­tu­re, 1998, tłum. M. Tu­row­ski, www.uni.wroc.pl/~tu­row­ski/frank-re­orient.htm, F. Brau­del, Kul­tu­ra ma­te­rial­na, go­spo­dar­ka i ka­pi­ta­lizm XV-XVIII wiek, tłum. M. Ochab i P. Graff (3 tomy), War­sza­wa 1992, P. An­der­son, Pas­sa­ges from An­ti­qu­ity to Feu­da­lism, Lon­don 1974, te­goż, The Li­ne­ages of the Ab­so­lu­tist Sta­tes, Lon­don 1974, R. Bren­ner, Agra­rian Class Struc­tu­re and Eco­no­mic De­ve­lop­ment in Pre-In­du­strial Eu­ro­pe, "Past & Pre­sent", No. 70, Feb., 1976, te­goż, The Agra­rian Ro­ots of Eu­ro­pe­an Ca­pi­ta­lism, "Past & Pre­sent", No. 97, Nov., 1982, I. Wal­ler­ste­in, The Mo­dern World-Sys­tem, 3 tomy, New York 1974, 1980, 1989, G. Ar­ri­ghi, The Long Twen­tieth Cen­tu­ry: Mo­ney, Po­wer and the Ori­gins of our Ti­mes, Lon­don 1994.

25. A. Wy­czań­ski, Pol­ska w Eu­ro­pie XVI stu­le­cia, War­sza­wa 1973, oraz te­goż, Do­go­nić Eu­ro­pę, Kra­ków 1987.

26. Zob. Dzie­je że­glu­gi na Bał­ty­ku od VIII do XIX w., do­ku­men­ta­cja wy­sta­wy, http://www.mu­zeu.szcze­cin.pl/in­dex.php?option=co­m_con­tent&view=ar­tic­le&id=43:wy­sta­wa-sta­la-dzie­je-ze­glu­gi-na-bal­ty­ku-od-viii-do-xix-w&ca­tid=3:eks­po­zy­cje-ar­chi­wal­ne&Ite­mid=112.

27. Wię­cej na te­mat jej zna­cze­nia, zob. F. Brau­del, Kul­tu­ra ma­te­rial­na..., dz. cyt., t. 1, s. 298.

28. F. Brau­del, Kul­tu­ra ma­te­rial­na..., dz. cyt., t. 3, s. 166.

29. Zob. E. Said, Kul­tu­ra i im­pe­ria­lizm, tłum. M. Wy­rwas-Wi­śniew­ska, Kra­ków 2009.

30. G. Ar­ri­ghi, The Long Twen­tieth Cen­tu­ry, dz. cyt., s. 186.

31. I. Wal­ler­ste­in, The Mo­dern World-Sys­tem..., dz. cyt., t. 1, s. 155, 196.

32. F. Brau­del, Kul­tu­ra ma­te­rial­na..., dz. cyt., t. 1, s. 331, 333.

33. Ga­vin Men­zies w książ­ce 1421 - rok, w któ­rym Chiń­czy­cy od­kry­li Ame­ry­kę i opły­nę­li świat (tłum. R. Ja­nu­szew­ski, War­sza­wa 2001) twier­dzi na­wet, że Chiń­czy­cy do­tar­li do Ame­ry­ki 70 lat przed Ko­lum­bem.

34. Brau­del po­da­je rów­nież cie­ka­wy fakt, a mia­no­wi­cie, że Chiń­czy­cy nie­chęt­nie od­da­la­li się od brze­gu. Zob. F. Brau­del, Kul­tu­ra ma­te­rial­na..., dz. cyt., t. 1, s. 337. Nie wia­do­mo, na ile wpły­nę­ło to na ich stra­te­gię eks­plo­ra­cji mórz, je­śli jed­nak ra­cję ma Men­zies, że w 1421 roku do­pły­nę­li do Ame­ry­ki, mu­sie­li jed­nak ja­koś prze­ła­mać tę nie­chęć.

35. Moż­li­wo­ści lą­do­wej eks­pan­sji mia­ła tak­że Mo­skwa i skru­pu­lat­nie z nich ko­rzy­sta­ła, jed­nak aż do XVIII wie­ku była to eks­pan­sja głów­nie w kie­run­ku wschod­nim, a więc na te­re­ny Azji, a nie Eu­ro­py.

36. Tę i inne róż­ni­ce mię­dzy współ­cze­sną go­spo­dar­ką a sys­te­ma­mi eko­no­micz­ny­mi, któ­re zna­my z hi­sto­rii, oma­wia Wi­told Kula w książ­ce Teo­ria eko­no­micz­na ustro­ju feu­dal­ne­go. To bar­dzo cie­ka­wy przy­czy­nek do dys­ku­sji na te­mat uni­wer­sal­ne­go obo­wią­zy­wa­nia praw go­spo­dar­czych i ho­mi­nis eco­no­mi­ci jako cze­goś wpi­sa­ne­go w na­tu­rę czło­wie­ka tout co­urt, o czym prze­ko­nu­ją eko­no­mi­ści neo­li­be­ral­ni. Książ­ka Kuli po­ka­zu­je, że na­wet na­sza wła­sna kul­tu­ra funk­cjo­no­wa­ła kie­dyś go­spo­dar­czo w od­mien­ny spo­sób, a nie­któ­re pra­wa go­spo­dar­ki ka­pi­ta­li­stycz­nej na­le­ży do­słow­nie od­wró­cić, gdy ana­li­zu­je­my ży­cie go­spo­dar­cze spo­łe­czeństw feu­dal­nych. Nie po­win­no więc dzi­wić, że inne kul­tu­ry rzą­dzą się lo­gi­ką eko­no­micz­ną od­mien­ną od na­szej.

37. Cyt. za: H.?C. Per­cy, Our Ca­shier's Scrap-Book; Be­ing Bank No­tes, New And Old, For Ge­ne­ral Cir­cu­la­tion. A Port­fo­lio Of Bank Anec­do­tes And In­ci­dents, New York 1879, s. 182.

38. F. Brau­del, Kul­tu­ra ma­te­rial­na..., dz. cyt., t. 2, s. 77-79.

39. Tam­że, t. 2, s. 33.

40. Tam­że, t. 2, s. 507.

41. R. Put­nam, De­mo­kra­cja w dzia­ła­niu, dz. cyt.

42. F. Brau­del, Kul­tu­ra ma­te­rial­na..., dz. cyt., t. 3, s. 75.

43. Zob. P. Ken­ne­dy, Mo­car­stwa świa­ta. Na­ro­dzi­ny, roz­kwit, upa­dek. Prze­mia­ny go­spo­dar­cze i kon­?ik­ty zbroj­ne w la­tach 1500-2000, tłum. M. Kluź­niak, War­sza­wa 1994.

44. I. Wal­ler­ste­in, The Mo­dern World-Sys­tem, dz. cyt., t. 1, s. 16.

45. Zob. H. Sam­so­no­wicz, Przed­mo­wa, w: M. Ma­ło­wist, Wschód i Za­chód Eu­ro­py..., dz. cyt., s. VII.

46. Tam­że, dz. cyt., s. IX.

47. I. Wall­ler­ste­in, The Mo­dern World-Sys­tem, dz. cyt., t. 1, s. 15.

48. Zob. P. Ken­ne­dy, Mo­car­stwa świa­ta..., dz. cyt., t. 1, Po­wsta­nie świa­ta za­chod­nie­go - "Cud eu­ro­pej­ski", s. 29-44. W ma­łym stop­niu po­wo­łu­ję się tu na książ­kę Ken­ne­dy'ego, po­nie­waż w czę­ści do­ty­czą­cej in­te­re­su­ją­ce­go mnie okre­su nie sta­wia on żad­nych ory­gi­nal­nych tez i stresz­cza ra­czej po­glą­dy in­nych ba­da­czy.

49. Wię­cej na ten te­mat zob. P. Ken­ne­dy, Mo­car­stwa świa­ta, t. 2, Pró­ba zdo­by­cia he­ge­mo­nii przez Habs­bur­gów, 1519-1659, s. 45-83.

50. Na­su­wa się tu py­ta­nie o Unię Eu­ro­pej­ską. Nie jest ona w tym miej­scu zu­peł­nie przed­mio­tem mo­je­go za­in­te­re­so­wa­nia, nie pró­bu­ję więc na­wet pod­jąć dys­ku­sji na ten te­mat. Wąt­pli­we jed­nak, czy UE daje się po­sta­wić w jed­nym sze­re­gu z wcze­śniej­szy­mi pró­ba­mi stwo­rze­nia w Eu­ro­pie im­pe­rium. Były one za­wsze ini­cjo­wa­ne przez ja­kąś gru­pę/siłę mniej­szo­ścio­wą i mia­ły na celu prze­ję­cie kon­tro­li nad resz­tą te­ry­to­rium, co w ni­czym nie przy­po­mi­na spo­so­bu po­wsta­wa­nia i dzia­łal­no­ści Unii Eu­ro­pej­skiej.

51. G. Ar­ri­ghi, The Long..., dz. cyt. Te okre­sy zmien­nej he­ge­mo­nii po­kry­wa­ją się z se­ku­lar­ny­mi tren­da­mi ko­niunk­tu­ry go­spo­dar­czej, o któ­rych wspo­mi­na Brau­del (dz. cyt., t. 3, s. 63).

52. Zob. B. Mo­ore, So­cial Ori­gins of Dic­ta­tor­ship and De­mo­cra­cy. Lord and Pe­asant in the Ma­king of the Mo­dern World, Mas­sa­chu­setts 1966.

53. J. Sowa, Ciesz się..., dz. cyt.

Wprowadzenie

Czu­łem się za owych lat w Pol­sce, jak w czymś, co chce być, a nie może, chce się wy­po­wie­dzieć, a nie po­tra­?...

Wi­told Gom­bro­wicz, Dzien­nik

"Interpol"

W 1996 roku w sztok­holm­skiej ga­le­rii Farb­fa­bri­ken otwar­to or­ga­ni­zo­wa­ną wspól­nie przez Szwe­dów i Ro­sjan wy­sta­wę In­ter­pol. W za­mie­rze­niu ku­ra­to­rów - Jana Ama­na i Vik­to­ra Mi­sia­no - to przy­go­to­wy­wa­ne przez po­nad dwa lata przed­się­wzię­cie mia­ło być prze­strze­nią kul­tu­ro­we­go dia­lo­gu mię­dzy Wscho­dem a Za­cho­dem, któ­rych toż­sa­mo­ści i po­zy­cje zo­sta­ły zre­de­?­nio­wa­ne przez wy­da­rze­nia z prze­ło­mu lat osiem­dzie­sią­tych i dzie­więć­dzie­sią­tych XX wie­ku. Sprzy­jać miał temu spo­sób za­pro­jek­to­wa­nia i aran­ża­cji wy­sta­wy. Za­kła­da­no, że każ­dy z za­pro­szo­nych ar­ty­stów za­go­spo­da­ru­je całą prze­strzeń ga­le­rii, a nie tyl­ko jej wy­ci­nek, jak ma to za­zwy­czaj miej­sce. Ta ko­niecz­ność ne­go­cjo­wa­nia wspól­ne­go uży­cia jed­nej prze­strze­ni - nie tyl­ko me­ta­fo­rycz­nie, ale w spo­sób jak naj­bar­dziej re­al­ny - wy­ra­ża­ła nową sy­tu­ację Wscho­du i Za­cho­du, któ­re prze­sta­ła dzie­lić Że­la­zna Kur­ty­na. Mia­ła skło­nić ar­ty­stów do pod­ję­cia dia­lo­gu i współ­pra­cy. Nie­ste­ty, ta iście Ha­ber­ma­sow­ska wi­zja ko­mu­ni­ka­cyj­nej ra­cjo­nal­no­ści szyb­ko upa­dła, ustę­pu­jąc miej­sca emo­cjo­nal­nym, an­ta­go­ni­stycz­nym ar­ty­ku­la­cjom wio­dą­cym do bez­po­śred­niej, ?­zycz­nej kon­fron­ta­cji. Już od pierw­sze­go spo­tka­nia ar­ty­ści z Ro­sji i Szwe­cji oka­za­li się zbyt od­mien­ni, aby wpi­sać się we wspól­ną prze­strzeń nie­hie­rar­chicz­nej, swo­bod­nej i ra­cjo­nal­nej ko­mu­ni­ka­cji. Pod­czas gdy Ro­sja­nie przy­stą­pi­li do roz­mo­wy z go­to­wy­mi po­my­sła­mi i za­czę­li za­da­wać fun­da­men­tal­ne py­ta­nia do­ty­czą­ce kon­cep­tu­al­nych ram pro­jek­tu oraz jego spo­łecz­no-po­li­tycz­nych zna­czeń, Szwe­dzi wo­le­li wyjść od luź­nych po­my­słów i roz­bu­do­wy­wać je w mia­rę roz­wo­ju pro­jek­tu. Nie chcie­li po­dej­mo­wać dys­ku­sji na te­mat ja­kich­kol­wiek pod­sta­wo­wych i nad­rzęd­nych idei, uzna­jąc, iż wy­po­wie­dzi ar­ty­stycz­ne ukształ­tu­ją się w toku prac nad wy­sta­wą, a nie czczych ich zda­niem de­bat o im­pon­de­ra­bi­liach. Ta pod­sta­wo­wa roz­bież­ność szyb­ko do­pro­wa­dzi­ła do po­wsta­nia po obu stro­nach sil­nych uprze­dzeń: Ro­sja­nie uzna­li, że Szwe­dzi cier­pią na syn­drom nie­zde­cy­do­wa­nej bo­he­my, in­te­lek­tu­al­ną in­er­cję i nie­umie­jęt­ność kon­cep­tu­al­ne­go my­śle­nia; Szwe­dzi od­czy­ta­li za­cho­wa­nie Ro­sjan jako kie­ro­wa­ne kom­plek­sa­mi, sztyw­ne, ty­po­we dla lu­dzi o to­ta­li­tar­nej men­tal­no­ści i agre­syw­ne. Jak pod­su­mo­wał to Vic­tor Mi­sia­no, "pod­sta­wo­wa idea ca­łe­go pro­jek­tu, czy­li za­ło­że­nie, że kon­fron­ta­cja róż­nych idei może pro­wa­dzić do dys­ku­sji i re­ali­za­cji wspól­ne­go pro­jek­tu - po­nio­sła już na wstę­pie spek­ta­ku­lar­ną po­raż­kę"?1.

Roz­cza­ro­wa­ny tak fa­tal­nym po­cząt­kiem współ­pra­cy Mi­sia­no wy­co­fał się z pro­jek­tu. In­ter­pol stał się przed­się­wzię­ciem pro­wa­dzo­nym wy­łącz­nie przez Szwe­dów, z udzia­łem kil­ku za­gra­nicz­nych ar­ty­stów. Ten ra­dy­kal­ny krok ro­syj­skie­go ku­ra­to­ra oka­zał się uza­sad­nio­ny: pro­ces re­ali­za­cji In­ter­po­lu do­wo­dzić może wie­lu rze­czy, ale na pew­no nie moż­li­wo­ści kon­struk­tyw­ne­go dia­lo­gu mię­dzy ludź­mi ukształ­to­wa­ny­mi przez róż­ne re­alia spo­łecz­ne, hi­sto­rycz­ne i kul­tu­ro­we. Im bar­dziej zbli­żał się mo­ment nada­nia wy­sta­wie osta­tecz­ne­go kształ­tu, tym ja­śniej­szy sta­wał się fun­da­men­tal­ny brak kom­pa­ty­bil­no­ści mię­dzy Wscho­dem a Za­cho­dem:

Dla Ro­sjan by­cie ar­ty­stą oka­za­ło się przede wszyst­kim kwe­stią mo­ral­nej sa­mo­iden­ty­?­ka­cji. To, co in­te­re­su­je ich w sztu­ce, to in­te­lek­tu­al­ne po­szu­ki­wa­nia i mie­rze­nie się z uni­wer­sal­ny­mi pro­ble­ma­mi on­to­lo­gicz­ny­mi oraz eg­zy­sten­cjal­ny­mi. [...] Ar­ty­ści szwedz­cy uzy­sku­ją swo­ją toż­sa­mość dzię­ki me­cha­ni­zmom spo­łecz­nym i in­sty­tu­cjo­nal­nym. Sztu­ka jest dla nich sa­mo­dziel­nym ję­zy­kiem i au­to­no­micz­ną do­me­ną dzia­ła­nia. [...] Ro­syj­scy ar­ty­ści mają skłon­ność do eg­zal­ta­cji i po­szu­ku­ją w sztu­ce spo­so­bu na roz­wią­za­nie pro­ble­mów prak­tycz­nej eg­zy­sten­cji, na­to­miast dla Szwe­dów waż­niej­sze jest za­cho­wa­nie pry­wat­no­ści. Dla Ro­sjan sztu­ka jest do­świad­cze­niem ży­cia, dla Szwe­dów - dro­gą do za­ję­cia od­po­wied­niej po­zy­cji w ob­rę­bie sys­te­mu świa­ta sztu­ki?2.

Do kul­mi­na­cji kon­?ik­tu do­szło pod­czas wer­ni­sa­żu wy­sta­wy. Więk­szość ro­syj­skich ar­ty­stów po licz­nych kłót­niach na te­mat spo­so­bu re­ali­za­cji wy­sta­wy wy­co­fa­ła się z przed­się­wzię­cia. W dniu otwar­cia po­zo­sta­ło ich tyl­ko dwóch: Ale­xan­der Bre­ner i Oleg Ku­lig?3. Ich udział oka­zał się jed­nak jesz­cze więk­szym skan­da­lem niż re­zy­gna­cja wszyst­kich po­zo­sta­łych ar­ty­stów. Bre­ner po pół­to­ra­go­dzin­nym bi­ciu w bęb­ny rzu­cił się z krzy­kiem na gi­gan­tycz­ną in­sta­la­cję Wen­dy Gu, któ­ra sta­no­wi­ła ma­te­rial­ny trzon wy­sta­wy, i kom­plet­nie ją znisz­czył. Ku­lig, któ­ry w cza­sie wer­ni­sa­żu miał nago od­gry­wać psa na łań­cu­chu, wy­rwał się z klat­ki, rzu­cił na zwie­dza­ją­cych i po­gryzł kil­ka osób?4. Szwedz­ki ku­ra­tor Jan Aman kop­nął go, we­pchnął z po­wro­tem do klat­ki i we­zwał po­li­cję, któ­ra aresz­to­wa­ła obu ro­syj­skich ar­ty­stów.

Skan­dal w cza­sie wer­ni­sa­żu nie był by­naj­mniej koń­cem kon­tro­wer­sji. Obu­rzo­nym Szwe­dom za­czę­li wtó­ro­wać go­ście "z in­nych kra­jów za­chod­nich. Z ini­cja­ty­wy fran­cu­skie­go kry­ty­ka sztu­ki Oli­vie­ra Za­hma (któ­re­go do udzia­łu w pro­jek­cie za­pro­sił Włoch Mau­ri­zio Ca­tel­lan, sam za­pro­szo­ny wcze­śniej przez ro­syj­skie­go ar­ty­stę Va­di­ma Fisz­ki­na) kil­ku­na­stu ar­ty­stów na­pi­sa­ło List Otwar­ty do Świa­ta Sztu­ki, w któ­rym pod ad­re­sem Ro­sjan pa­da­ją ta­kie okre­śle­nia i oskar­że­nia, jak "chu­li­ga­nizm i ide­olo­gia skin­he­adów", "fa­szyzm", "kla­sycz­ny mo­del za­cho­wa­nia im­pe­ria­li­stycz­ne­go", "bez­po­śred­ni atak na sztu­kę, de­mo­kra­cję i wol­ność wy­po­wie­dzi" czy "nowa for­ma to­ta­li­tar­nej ide­olo­gii".

Zderzenie cywilizacji

Cała sy­tu­acja wręcz na­brzmia­ła sym­bo­licz­ny­mi zna­cze­nia­mi. Oto w No­wej Eu­ro­pie, jed­no­czą­cej się po oba­le­niu Że­la­znej Kur­ty­ny, ar­ty­ści z Ro­sji - któ­ra od wie­ków od­gry­wa­ła dla Za­cho­du rolę "bli­skie­go in­ne­go", ro­dza­ju nie­co nie­prze­wi­dy­wal­ne­go i eks­cen­trycz­ne­go krew­ne­go, odro­bi­nę prze­ra­ża­ją­ce­go, ale rów­nież fa­scy­nu­ją­ce­go i sty­mu­lu­ją­ce­go wy­obraź­nię - zo­sta­ją za­pro­sze­ni, aby na­wią­zać dia­log ze swo­imi ko­le­ga­mi z wy­so­ko cy­wi­li­zo­wa­nej i roz­wi­nię­tej Szwe­cji. Ra­cjo­nal­ne po­ro­zu­mie­nie od razu oka­zu­je się tyl­ko fan­ta­zma­tem or­ga­ni­za­to­rów wy­sta­wy. Re­la­cja sił jest przy tym zde­cy­do­wa­nie asy­me­trycz­na: Szwe­dzi mają za sobą nie­po­mier­nie więk­sze do­świad­cze­nie i spraw­ność w po­ru­sza­niu się po in­sty­tu­cjo­nal­no-dys­kur­syw­nym polu sztu­ki współ­cze­snej. Za ich ple­ca­mi stoi po­tęż­na kul­tu­ra za­chod­nia ze zbio­rem war­to­ści pre­ten­du­ją­cych do uni­wer­sa­li­zmu, dzię­ki cze­mu Szwe­dom od po­cząt­ku uda­je się zdo­mi­no­wać sy­tu­ację na po­zio­mie sym­bo­licz­nym. Stro­na ro­syj­ska zo­sta­je spa­cy­?­ko­wa­na mię­dzy in­ny­mi dzię­ki wy­ko­rzy­sta­niu sze­ro­kie­go re­per­tu­aru kul­tu­ro­wych ste­reo­ty­pów: Ro­sja jest agre­syw­na, au­to­ry­tar­na, pry­mi­tyw­na, nie po­tra­? roz­ma­wiać, chce za wszel­ką cenę for­so­wać swo­je roz­wią­za­nie itp. itd. Dwaj ar­ty­ści ro­syj­scy, któ­rzy jako je­dy­ni bio­rą osta­tecz­nie udział w wy­sta­wie, przyj­mu­ją pa­ra­dok­sal­ną stra­te­gię obro­ny przed in­nym, z któ­rym nie są w sta­nie się po­ro­zu­mieć: nad­mier­nie iden­ty­?­ku­ją się z rolą wy­zna­czo­ną im przez kul­tu­ro­we ste­reo­ty­py. Ku­lig po­sta­na­wia jak dzi­kus gryźć lu­dzi, a Bre­ner ni­czym go­ryl w dżun­gli nisz­czy pra­cę, któ­ra ze wzglę­du na swój roz­miar i lo­ka­li­za­cję w prze­strze­ni ga­le­rii sta­je się ro­dza­jem sy­nek­do­chy re­pre­zen­tu­ją­cej ca­łość wy­sta­wy, a sze­rzej - cały sys­tem za­chod­nie­go świa­ta sztu­ki z jego spek­ta­ku­lar­nym roz­ma­chem i dba­ło­ścią o ma­te­rial­ną re­ali­za­cję dzie­ła sztu­ki. Zda­niem Ro­sjan ta ma­te­rial­na stro­na jest dla za­chod­nich ar­ty­stów waż­niej­sza niż me­ta­?­zycz­na głę­bia ar­ty­stycz­nych po­szu­ki­wań. Rola Ro­sji zo­sta­je w ten spo­sób zre­du­ko­wa­na do czy­stej ne­ga­tyw­no­ści: cha­rak­ter jej kul­tu­ry okre­śla się przez nie­moż­li­wość wcie­le­nia w ży­cie za­chod­nich norm i war­to­ści, a jej po­sta­wa wo­bec Za­cho­du wy­ra­ża się w agre­sji i nisz­cze­niu.

Rola kul­tu­ro­wych ste­reo­ty­pów i uprze­dzeń sta­je się bar­dziej wi­docz­na, gdy weź­mie­my pod uwa­gę fakt, że dzia­ła­nia Ku­li­ga czy Bre­ne­ra nie były pod wzglę­dem for­mal­nym czymś no­wym w ob­rę­bie sztu­ki współ­cze­snej. Ge­sty nisz­cze­nia przez jed­nych ar­ty­stów prac in­nych ar­ty­stów po­ja­wia­ły się już wcze­śniej. Co wię­cej, ich au­to­rów zna­leźć moż­na w pan­te­onie kla­sy­ków sztu­ki; przy­kład naj­bar­dziej zna­ny to Era­sed de Ko­oning Ro­ber­ta Rau­schen­ber­ga z 1953 roku. Igor Za­bel, sło­weń­ski ku­ra­tor, pro­po­nu­je, aby skan­dal wo­kół wy­sta­wy In­ter­pol zin­ter­pre­to­wać, od­wo­łu­jąc się do roz­wa­żań ro­syj­skie­go ar­ty­sty, Ilji Ka­ba­ko­wa. Uży­wa on wo­bec sie­bie okre­śle­nia "oso­ba kul­tu­ro­wo prze­miesz­czo­na" i pró­bu­je z tej per­spek­ty­wy opi­sać waż­ną w świe­cie Za­cho­du ten­den­cję do ra­dy­kal­ne­go kry­ty­ko­wa­nia, kwe­stio­no­wa­nia, a na­wet od­rzu­ca­nia wła­snych norm kul­tu­ro­wych. Swój sto­su­nek do tego zja­wi­ska opi­su­je przy po­mo­cy wy­ima­gi­no­wa­nej ale­go­rii, w któ­rej sta­wia sam sie­bie w po­zy­cji sie­ro­ty z domu dziec­ka, od­wie­dza­ją­cej ro­dzi­nę swo­je­go przy­ja­cie­la. Przy­ja­ciel jest wo­bec niej kry­tycz­ny - de­mon­stru­je to wer­bal­ny­mi ata­ka­mi na ro­dzi­ców, pod­czas gdy przy­by­szo­wi wy­da­je się ona mi­łym i to­le­ran­cyj­nym do­mem. Moż­li­wość kry­ty­ko­wa­nia - na­wet agre­syw­ne­go - jest do­wo­dem wy­jąt­ko­wej siły i sta­bil­no­ści ro­dzi­ny przy­ja­cie­la. "Ale - do­da­je Ka­ba­kow - na ten kry­ty­cyzm mogą po­zwo­lić so­bie tyl­ko dzie­ci z tej ro­dzi­ny. Gdy­bym ja za­czął za­cho­wy­wać się w ten sam spo­sób, co ich syn, ro­dzi­ce za­re­ago­wa­li­by ina­czej, a naj­praw­do­po­dob­niej we­zwa­li­by po­li­cję"?5. Taka też jest róż­ni­ca mię­dzy ge­stem Rau­schen­ber­ga a sy­tu­acją Bre­ne­ra i Ku­li­ga: ten pierw­szy na­le­żał do "ro­dzi­ny", był za­chod­nim ar­ty­stą, a na­wet zna­jo­mym de Ko­onin­ga, więc jego pra­cę, cho­ciaż nie po­zba­wio­ną kon­tro­wer­sji, przy­ję­to jako do­zwo­lo­ną wy­po­wiedź ar­ty­stycz­ną, pod­czas gdy Ku­lig i Bre­ner to "dzi­ku­sy" ze Wscho­du, któ­rych za­cho­wa­nie było wy­łącz­nie "fa­szy­zmem" oraz "bez­po­śred­nim ata­kiem na sztu­kę, de­mo­kra­cję i wol­ność wy­po­wie­dzi", do­sko­na­le wpi­su­ją­cym się w ste­reo­typ ro­syj­skiej kul­tu­ry i spo­łe­czeń­stwa.

Między Wschodem a Zachodem

Nie trze­ba uży­wać wy­ra­?­no­wa­nych na­rzę­dzi de­kon­struk­cji, aby za­uwa­żyć, że tak zgrab­nie usta­wio­na para ab­so­lut­nych prze­ci­wieństw - "Za­chód vs. Wschód", "de­mo­kra­cja vs. to­ta­li­ta­ryzm", "ro­zum vs. siła", "in­sty­tu­cja vs. dzi­kość" itd. - może ist­nieć tyl­ko dla­te­go, że oba jej czło­ny mają czy­sto fan­ta­zma­tycz­ną za­war­tość: nie opi­su­ją żad­ne­go sta­nu rze­czy­wi­ste­go i od­po­wia­da­ją je­dy­nie obec­ne­mu po obu stro­nach pra­gnie­niu okre­ślo­nej per­cep­cji sa­me­go sie­bie oraz in­ne­go. A jed­nak te fał­szy­wie zde­?­nio­wa­ne opo­zy­cje toż­sa­mo­ścio­we dzia­ła­ją i dla­te­go są rze­czy­wi­ste; oczy­wi­ście w sen­sie kul­tu­ro­wym, bo w kul­tu­rze rze­czy­wi­ste jest to, co lu­dzie uzna­ją za ta­kie wła­śnie. Treść, jaką obie stro­ny wy­peł­nia­ją mnie­ma­nie o so­bie i in­nym, moż­na na­zwać nie­po­ro­zu­mie­niem, ra­cję miał jed­nak Bau­de­la­ire, gdy na­pi­sał, że "świat do­ga­du­je się dzię­ki po­wszech­ne­mu nie­po­ro­zu­mie­niu". Dla­te­go nie war­to mar­no­wać cza­su na udo­wad­nia­nie, że Za­chód nie jest wca­le tak ra­cjo­nal­ny i de­mo­kra­tycz­ny, jak mu się wy­da­je, a Wschód tak emo­cjo­nal­ny i apo­dyk­tycz­ny, jak chcie­li­by nie­któ­rzy. W książ­ce tej in­te­re­so­wać mnie bę­dzie coś zu­peł­nie in­ne­go, cze­go ist­nie­nie i na­tu­ra po­zo­sta­je jed­nak w pew­nym stop­niu zde­?­nio­wa­ne przez "nie­rze­czy­wi­stą rze­czy­wi­stość" bi­nar­nej opo­zy­cji mię­dzy Wscho­dem a Za­cho­dem: to, co ist­nie­je po­mię­dzy. Mię­dzy do­brze okre­ślo­ny­mi bie­gu­na­mi Za­cho­du i dwóch ro­dza­jów Wscho­du - Ro­sji jako "Wscho­du eu­ro­pej­skie­go" oraz Orien­tu jako "Wscho­du ob­ce­go" - roz­cią­ga się sza­ry pas, któ­re­go de­?­ni­cja i ha­bi­tus?6 wy­my­ka­ją się czar­no-bia­łym ka­te­go­ry­za­cjom. To Eu­ro­pa, ale nie do koń­ca jest to Eu­ro­pa, bo wpły­wy is­lam­skie, ta­tar­skie, azja­tyc­kie i inne były na tym te­re­nie za­wsze wy­star­cza­ją­co sil­ne, aby skon­ta­mi­no­wać ja­ki­kol­wiek czy­sto eu­ro­pej­ski ha­bi­tus. Jest "ani zbyt dzi­ka ani zbyt cy­wi­li­zo­wa­na"?7. To ob­szar zdo­mi­no­wa­ny przez chrze­ści­jań­stwo, ale inne niż to, któ­re może mieć na my­śli Nie­miec lub Fran­cuz, gdy mówi o re­li­gii chrze­ści­jań­skiej: chrze­ści­jań­stwo za­bo­bon­ne, wy­mie­sza­ne ze sta­ry­mi kul­ta­mi po­gań­ski­mi, opie­ra­ją­ce się nie tyl­ko re­for­ma­cji i oświe­co­ne­mu ro­zu­mo­wi - jak pol­ski ka­to­li­cyzm - ale trwa­ją­ce na­wet - jak pra­wo­sła­wie, zwłasz­cza w wer­sji grec­kiej i or­miań­skiej - przy for­mach i dok­try­nach, któ­re resz­ta chrze­ści­jań­skie­go świa­ta od­rzu­ci­ła pra­wie ty­siąc lat temu w cza­sie Wiel­kiej Schi­zmy Wschod­niej. Wy­łącz­nie na tym oso­bli­wym, roz­my­tym i nie­wy­raź­nie zde­?­nio­wa­nym ob­sza­rze kon­ty­nen­tu eu­ro­pej­skie­go is­lam za­do­mo­wił się tak do­brze i jest w nim od tak daw­na, że nie da się zre­du­ko­wać go do roli nie­po­żą­da­ne­go in­tru­za prze­my­ca­ne­go przez nie­le­gal­nych imi­gran­tów, jak dzie­je się to dzi­siaj w wie­lu kra­jach Za­chod­niej Eu­ro­py. I wresz­cie w glo­bal­nym po­dzia­le na bo­ga­tą Pół­noc i bied­ne Po­łu­dnie zde­cy­do­wa­na więk­szość tego ob­sza­ru - na któ­ry skła­da­ją się re­gio­ny wy­od­ręb­nio­ne geo­gra­?cz­nie jako Eu­ro­pa Środ­ko­wa oraz frag­men­ty Eu­ro­py Wschod­niej i Po­łu­dnio­wej - na­le­ży dzi­siaj do gru­py za­moż­nych państw glo­bal­nej Pół­no­cy?8. Z dru­giej stro­ny nie trud­no jed­nak za­uwa­żyć, że pod wzglę­dem go­spo­dar­czym zna­ko­mi­ta więk­szość tych te­re­nów nie przy­sta­je do bo­ga­tych państw Za­cho­du, ta­kich jak Niem­cy, Szwaj­ca­ria, Fran­cja czy Wiel­ka Bry­ta­nia. Bo­gac­two sza­re­go pasa Eu­ro­py Środ­ko­wo-Wschod­niej oraz Po­łu­dnio­wej jest po­wierzch­nio­we i frag­men­ta­rycz­ne, a nie struk­tu­ral­nie ugrun­to­wa­ne i (pra­wie) kom­plet­ne, jak w przy­pad­ku państw za­chod­nich. Pod wie­lo­ma wzglę­da­mi ta bied­niej­sza i pe­ry­fe­ryj­na część Eu­ro­py przy­po­mi­na nie jej bo­ga­ty rdzeń, ale inne te­ry­to­ria pe­ry­fe­ryj­ne, na przy­kład Ame­ry­kę Ła­ciń­ską?9.

To roz­dar­cie mię­dzy Wscho­dem a Za­cho­dem i nie­jed­no­znacz­na sy­tu­acja toż­sa­mo­ścio­wa bar­dzo sil­nie - a być może naj­sil­niej w re­gio­nie - ob­ja­wia się współ­cze­śnie w spo­łe­czeń­stwie ukra­iń­skim. My­ko­ła Riab­czuk w książ­ce pod zna­mien­nym ty­tu­łem Dwie Ukra­iny pi­sze:

[Sy­tu­ację na Ukra­inie - J.?S.] naj­kró­cej moż­na [...] okre­ślić jed­nym wspól­nym ter­mi­nem: am­bi­wa­len­cja. Jest to nie tyl­ko brak ja­snej toż­sa­mo­ści ję­zy­ko­wo-kul­tu­ro­wej znacz­nej czę­ści miesz­kań­ców, lecz tak­że ogól­ny brak u nich świa­to­po­glą­do­we­go okre­śle­nia się, dez­orien­ta­cja, któ­ra ka­pry­śnie ujaw­nia się jako jed­no­cze­sna orien­ta­cja jed­nost­ki na wza­jem­nie wy­klu­cza­ją­ce się, nie da­ją­ce się po­go­dzić, sprzecz­ne war­to­ści - taka swe­go ro­dza­ju "schi­zo­fre­nia spo­łecz­na"?10.

Po­mię­dzy Za­cho­dem a Wscho­dem leży więc pas "zie­mi ni­czy­jej" i "ni­ja­kiej". Nie przy­na­le­ży on w peł­ni ani do jed­nej, ani do dru­giej stro­ny. Co wię­cej: nie two­rzy rów­nież od­ręb­nej gru­py spo­łecz­no-kul­tu­ro­wej o wy­raź­nie od­mien­nym i wspól­nym ha­bi­tu­sie. Nie ist­nie­je nic ta­kie­go jak spój­na Eu­ro­pa Środ­ko­wo-Wschod­nio-Po­łu­dnio­wa. Ło­twa i Buł­ga­ria - obie na­le­żą­ce do sza­re­go pasa zie­mi kul­tu­ro­wo ni­czy­jej - są od sie­bie pod wie­lo­ma wzglę­da­mi skraj­nie od­mien­ne. Nie znaj­dzie­my w tej czę­ści świa­ta wspól­nej toż­sa­mo­ści re­li­gij­nej, et­nicz­nej, ję­zy­ko­wej, kul­tu­ro­wej ani ja­kiej­kol­wiek in­nej. Na­wet wspól­ne dla więk­szo­ści kra­jów tego re­gio­nu do­świad­cze­nie so­wiec­kiej do­mi­na­cji w dru­giej po­ło­wie XX wie­ku nie może stać się ele­men­tem kon­sty­tu­tyw­nym wspól­nej pa­mię­ci, bo ze wzglę­du na od­mien­ne hi­sto­rie po­szcze­gól­nych państw, epi­zod ten ma w każ­dym wy­pad­ku inną wagę i zna­cze­nie. Pod­czas gdy z per­spek­ty­wy pol­skiej ła­two wpi­sać go w lo­gi­kę im­pe­rial­no-ko­lo­nial­nej eks­pan­sji Ro­sji, z per­spek­ty­wy buł­gar­skiej nie miał on nic wspól­ne­go ze zja­wi­skiem ru­sy­?­ka­cji. Dla Buł­ga­rów, hi­sto­rycz­nie rzecz bio­rąc, Ro­sja była za­wsze cy­wi­li­zo­wa­nym wspar­ciem w wal­ce z na­pie­ra­ją­cym od po­łu­dnia is­la­mem, a nie dzi­kim za­gro­że­niem, z ja­kim ko­ja­rzy­ła się i ko­ja­rzy znacz­nej czę­ści na­ro­dów bał­tyc­kich. Do­świad­cze­nie "re­al­ne­go so­cja­li­zmu" jest znów dla jed­nych sy­no­ni­mem upad­ku, dla in­nych - jak na przy­kład dla wie­lu miesz­kań­ców by­łej Ju­go­sła­wii - wią­że się ze wspo­mnie­niem lep­szych cza­sów, w po­rów­na­niu z któ­ry­mi obec­na sy­tu­acja sta­no­wi zde­cy­do­wa­ny re­gres.

Ta nie­jed­no­znacz­ność zna­la­zła od­zwier­cie­dle­nie w licz­nych de­ba­tach wo­kół wy­od­ręb­nie­nia Eu­ro­py Środ­ko­wo-Wschod­niej jako sa­mo­ist­ne­go re­gio­nu i usta­le­nia jego gra­nic?11. Ter­min ten nie jest ka­te­go­rią geo­gra­?cz­ną, bo geo­gra­?a mówi o Eu­ro­pie Za­chod­niej, Wschod­niej, Środ­ko­wej, Pół­noc­nej i Po­łu­dnio­wej. Wy­od­ręb­nie­nie Eu­ro­py Środ­ko­wo-Wschod­niej ma jed­nak głę­bo­ki sens cy­wi­li­za­cyj­no-kul­tu­ro­wy. Nie jest to za­da­nie ła­twe, bo tyl­ko w ogra­ni­czo­nym za­kre­sie mo­że­my oprzeć się tu na ja­kich­kol­wiek na­tu­ral­nych ba­rie­rach. Od pół­no­cy bę­dzie nią na pew­no Mo­rze Bał­tyc­kie. Do­rze­cza rzek wpa­da­ją­cych do nie­go od wscho­du two­rzą pół­noc­ne ru­bie­że Eu­ro­py Środ­ko­wo-Wschod­niej, przy czym mu­si­my wy­zna­czyć tu­taj sztucz­ną gra­ni­cę w oko­li­cach Za­to­ki Fiń­skiej, któ­rej tyl­ko po­łu­dnio­we i wschod­nie wy­brze­że za­li­czyć mo­że­my do tego re­gio­nu. Na po­łu­dnio­wym wscho­dzie na­tu­ral­ną gra­ni­cą Eu­ro­py Środ­ko­wo-Wschod­niej jest Mo­rze Czar­ne. Resz­ta jej gra­nic po­zo­sta­je umow­na, ist­nie­ją jed­nak hi­sto­rycz­ne i kul­tu­ro­we pod­sta­wy ich okre­śle­nia. Na za­cho­dzie i po­łu­dniu ich bieg wy­zna­cza­ją daw­ne gra­ni­ce wpły­wów Im­pe­rium Rzym­skie­go. Trwa­łość tej hi­sto­rycz­nej li­nii po­dzia­łu Eu­ro­py oraz wie­lo­wy­mia­ro­wy cha­rak­ter prze­pa­ści, jaką two­rzy, są za­ska­ku­ją­ce. Wę­gier­ski hi­sto­ryk Jenő Szűcs wska­zu­je, że za wy­jąt­kiem nie­wiel­kich róż­nic w Tu­ryn­gii za­chod­nia gra­ni­ca so­wiec­kiej sfe­ry wpły­wów prze­bie­ga­ła w XX wie­ku do­kład­nie tam, gdzie w IX wie­ku znaj­do­wa­ła się gra­ni­ca im­pe­rium Ka­ro­la Wiel­kie­go, a 500 lat wcze­śniej gra­ni­ca wpły­wów Im­pe­rium Rzym­skie­go: na Ła­bie i Li­ta­wie?12. W XV i XVI pe­ry­fe­ryj­ność - cha­rak­ter względ­ny i moż­na by na­zwać ją syn­dro­mem nie­do­ro­zwo­ju, nie­peł­no­ści, nie­sa­mo­ist­no­ści, nie­peł­ne­go ukształ­to­wa­nia, pod­rzęd­no­ści czy wresz­cie - idąc za in­tu­icją Sta­ni­sła­wa Brzo­zow­skie­go i Wi­tol­da Gom­bro­wi­cza - ?n?i?e?­d?o?j?­r?z?a?­ł?o?ś?­c?i? spo­łecz­no-kul­tu­ro­wej. Re­gion ten zaj­mu­ją spo­łe­czeń­stwa nie po­tra­?ą­ce okre­ślić swo­je­go ha­bi­tu­su w spo­sób au­to­no­micz­ny, bez oglą­da­nia się na In­ne­go, któ­ry był­by dla nich punk­tem po­zy­tyw­nej lub ne­ga­tyw­nej ide­ali­za­cji: "chce­my być jak Niem­cy, Au­stria­cy, Wło­si, Fran­cu­zi, czy­li Za­chód" lub "nie je­ste­śmy jak Ro­sja­nie, Ukra­iń­cy, Tur­cy, Azja­ci, czy­li Wschód". To ja­sne, że toż­sa­mość za­wsze okre­śla się w ka­te­go­riach re­la­cyj­nych, to zna­czy wo­bec ko­goś lub cze­goś, jed­nak szcze­gól­na sy­tu­acja państw w tej czę­ści Eu­ro­py po­le­ga na ich wiecz­nym uwię­zie­niu w lo­gi­ce do­ga­nia­nia-ucie­ka­nia, któ­ra nie sto­su­je się do państw Eu­ro­py Za­chod­niej. Wszę­dzie znaj­dzie­my oczy­wi­ście skłon­ność do kon­ku­ren­cji i po­rów­ny­wa­nia się, jed­nak ża­den Nie­miec nie my­ślał ni­g­dy tak ob­se­syj­nie, że chce być jak Ho­len­der, a nie jak Szwaj­car, a ża­den Fran­cuz nie upie­rał się, że bar­dziej jest po­dob­ny do An­gli­ka niż do Hisz­pa­na, jak bar­dzo Po­la­cy chcie­li­by przy­po­mi­nać Eu­ro­pej­czy­ków z Za­cho­du, a nie Ro­sjan, a Wę­grzy Au­stria­ków, a nie Ru­mu­nów.

Pań­stwa eg­zy­stu­ją­ce w pu­st­ce mię­dzy Wscho­dem a Za­cho­dem - nie-ger­mań­skiej, ale też nie-pra­wo­sław­nej, jak re­la­cyj­nie de­?­niu­je ten re­gion Mi­ro­slav Hroch?13 - moż­na okre­ślić ko­lo­kwial­nym zwro­tem "nie­wy­da­rzo­ne", bo spra­wia­ją wra­że­nie, jak­by nie mo­gły się do koń­ca wy­da­rzyć, jak­by nie były w sta­nie sa­mo­dziel­nie wy­peł­nić tre­ścią swo­ich nazw i mu­sia­ły wciąż się­gać po wzo­ry za­po­ży­czo­ne z ze­wnątrz, od ide­al­ne­go In­ne­go na Za­cho­dzie. Nie zna­czy to jed­nak, że kra­je te dys­po­nu­ją ja­ki­miś wła­sny­mi, za­po­zna­ny­mi i nie­zwy­kle war­to­ścio­wy­mi osią­gnię­cia­mi kul­tu­ro­wy­mi, któ­re na­le­ża­ło­by wskrze­szać, za­miast się­gać po wzo­ry obce, jak chcą dziś na przy­kład zwo­len­ni­cy pol­skie­go re­pu­bli­ka­ni­zmu?14. Pro­blem po­le­ga mię­dzy in­ny­mi na tym, że nie ma tu wła­śnie żad­nych "wła­snych" wzo­rów, po­nie­waż kul­tu­ry tego ob­sza­ru za­wsze były wtór­ne: Ko­cha­now­ski na­śla­do­wał po­etów wło­skich tak samo, jak pol­scy ko­lo­ry­ści ma­la­rzy fran­cu­skich. W żad­nym wła­ści­wie ob­sza­rze kul­tu­ry - czy bę­dzie mowa o sztu­kach, go­spo­dar­ce, po­li­ty­ce, na­uce czy na­wet kuch­ni - nie znaj­dzie­my po­waż­nych osią­gnięć, któ­re wy­war­ły­by wpływ na kul­tu­rę eu­ro­pej­ską, nie mó­wiąc już o świa­to­wej. Kto uwa­ża, że to oce­na nie­spra­wie­dli­wa, niech spró­bu­je wska­zać przy­kła­dy ta­kich osią­gnięć: styl ar­chi­tek­to­nicz­ny po­cho­dzą­cy z Pol­ski, prąd w ma­lar­stwie po­dyk­to­wa­ny przez Wę­grów, ga­tu­nek li­te­rac­ki wy­my­ślo­ny przez Buł­ga­rów, prze­łom na­uko­wy do­ko­na­ny na Li­twie, re­wo­lu­cyj­ną ide­olo­gię po­li­tycz­ną ro­dem z Ru­mu­nii czy na­wet cze­skie da­nie, któ­re pod­bi­ło re­stau­ra­cje świa­ta.

W pol­skim kon­tek­ście naj­traf­niej­szą dia­gno­zę tego cy­wi­li­za­cyj­ne­go "nie­wy­da­rze­nia" znaj­dzie­my u mi­strza na­ro­do­wej de­kon­struk­cji, Wi­tol­da Gom­bro­wi­cza:

Mnie, któ­ry je­stem okrop­nie pol­ski i okrop­nie prze­ciw Pol­sce zbun­to­wa­ny, za­wsze draż­nił pol­ski świa­tek dzie­cin­ny, wtór­ny, uła­dzo­ny i po­boż­ny. Pol­ską nie­ru­cho­mość w hi­sto­rii temu przy­pi­sy­wa­łem. Pol­ską im­po­ten­cję w kul­tu­rze - gdyż nas Bóg pro­wa­dził za rącz­kę. To grzecz­ne pol­skie dzie­ciń­stwo prze­ciw­sta­wia­łem do­ro­słej sa­mo­dziel­no­ści in­nych kul­tur. Ten na­ród bez ?­lo­zo­?i, bez świa­do­mej hi­sto­rii, in­te­lek­tu­al­nie mięk­ki, du­cho­wo nie­śmia­ły, na­ród któ­ry zdo­był się tyl­ko na sztu­kę "po­czci­wą" i "za­cną", roz­la­zły na­ród li­rycz­nych wier­szo­pi­sów, folk­lo­ru, pia­ni­stów, ak­to­rów, w któ­rym na­wet Ży­dzi się roz­pusz­cza­li i tra­ci­li jad?15.

(Samo)kolonizacja

Buł­gar­ski hi­sto­ryk Ale­xan­der Kios­sev w krót­kim tek­ście z koń­ca lat dzie­więć­dzie­sią­tych XX wie­ku pró­bu­je zna­leźć od­po­wiedź na py­ta­nie, dla­cze­go kra­je Eu­ro­py Środ­ko­wo-Wschod­niej i Po­łu­dnio­wo-Wschod­niej po­zba­wio­ne są wy­ra­zi­stej i wła­snej toż­sa­mo­ści. Na ich okre­śle­nie pro­po­nu­je ter­min "samo-ko­lo­ni­zu­ją­ce się kul­tu­ry"?16. Ty­po­wa dla spo­łe­czeństw pe­ry­fe­ryj­no-ko­lo­nial­nych prak­ty­ka im­por­tu ob­cych wzo­rów kul­tu­ro­wych i ich wy­ko­rzy­sta­nia do bu­do­wy wła­snej toż­sa­mo­ści jest przez Kios­se­va zre­in­ter­pre­to­wa­na z uwzględ­nie­niem spe­cy­?cz­nej sy­tu­acji Eu­ro­py Środ­ko­wo-Wschod­niej i Po­łu­dnio­wo-Wschod­niej, gdzie nie moż­na mó­wić o re­la­cjach bez­po­śred­niej siły wpi­sa­nych za­zwy­czaj w isto­tę pro­jek­tu ko­lo­nial­ne­go. Dla­te­go ba­dacz do­da­je przed­ro­stek "samo-", sy­gna­li­zu­jąc ten brak przy­mu­su z ze­wnątrz. Od­rzu­ca przy tym wy­ja­śnie­nie niż­szo­ści in­te­re­su­ją­cych nas kra­jów przy po­mo­cy czyn­ni­ków go­spo­dar­czych. Uwa­ża, że go­spo­dar­ka ka­pi­ta­li­stycz­na ma cha­rak­ter uni­wer­sal­no-abs­trak­cyj­ny, na­to­miast pro­ces for­mo­wa­nia się państw to wy­da­rze­nie par­ty­ku­lar­no-kon­kret­ne, któ­re­go ir­ra­cjo­nal­ność naj­peł­niej wy­ra­ża się w ar­bi­tral­no­ści pań­stwo­wych gra­nic i przy­god­no­ści na­ro­do­wej przy­na­leż­no­ści. Dla­te­go jego zda­niem pro­ce­sy go­spo­dar­cze nie mogą de­ter­mi­no­wać cha­rak­te­ru na­ro­do­wych kul­tur. Uwa­ża, że za samo-ko­lo­ni­zu­ją­cą się kon­dy­cję nie­któ­rych spo­łe­czeństw od­po­wia­da ra­czej pew­ne szcze­gól­ne zja­wi­sko z za­kre­su eko­no­mii sym­bo­licz­nej, a mia­no­wi­cie nie­moż­li­wość ani utoż­sa­mie­nia się z war­to­ścia­mi in­nych, któ­re po­strze­ga się jako Uni­wer­sal­ne, ani też od­rzu­ce­nia ich na rzecz war­to­ści wła­snych. Kios­sev pi­sze:

Pa­trząc z punk­tu wi­dze­nia dzi­siej­sze­go zglo­ba­li­zo­wa­ne­go świa­ta, mu­si­my przy­znać, że ist­niej ą kul­tu­ry, któ­re w po­rów­na­niu z "Wiel­ki­mi Na­ro­da­mi" nie są wy­star­cza­ją­co cen­tral­ne, sta­re i po­tęż­ne. Z dru­giej stro­ny, je­śli po­rów­na się je na przy­kład z ple­mio­na­mi afry­kań­ski­mi, oka­zu­ją się nie­wy­star­cza­ją­co obce, od­le­głe i za­co­fa­ne. Ich roz­wój od sta­dium pro­ble­ma­tycz­ne­go em­brio­na od­by­wał się w prze­strze­ni ge­ne­ra­tyw­nej wąt­pli­wo­ści: "Je­ste­śmy Eu­ro­pej­czy­ka­mi, ale jed­nak być może nie w peł­nym tego sło­wa zna­cze­niu". Był to wa­ru­nek wstęp­ny po­wsta­nia szcze­gól­ne­go ro­dza­ju toż­sa­mo­ści i szcze­gól­ne­go typu mo­der­ni­za­cji, po­nie­waż kul­tu­ry te ukształ­to­wa­ły się dzię­ki kon­sty­tu­tyw­nej trau­mie, stwier­dza­ją­cej, że Nie je­ste­śmy In­ny­mi (przy czym In­nych uzna­no za przed­sta­wi­cie­li tego, co Uni­wer­sal­ne). Trau­ma ta wy­wo­łu­je w nich po­czu­cie, że po­ja­wi­ły się zbyt póź­no, i że ?s?t?a?­n?o?­w?i?ą? ?r?e?­z?e?r?­w?u?­a?r? ?b?r?a?­k?ó?w? ?w? ?c?y?­w?i?­l?i?­z?a?­c?j?i? [po­kre­śle­nie moje - J.?S.]?17.

Kios­sev w in­te­re­su­ją­cy spo­sób od­po­wia­da wszyst­kim tym, któ­rzy chcie­li­by szu­kać le­kar­stwa na samo-ko­lo­ni­za­cję we wła­snych, nie­za­po­ży­czo­nych i nie­słusz­nie za­po­mnia­nych wzo­rach kul­tu­ry na­ro­do­wej. Jego zda­niem nic ta­kie­go nie ist­nie­je, po­nie­waż ?s?a?­m?a? ?k?o?n?­s?­t?r?u?k?­c?j?a? ?n?a?­r?o?­d?o?­w?e?j? ?t?o?ż?­s?a?­m?o?ś?­c?i? ?i? ?p?o?d?­m?i?o?­t?o?­w?o?ś?­c?i? ?w?e? ?w?s?p?ó?ł?­c?z?e?s?­n?y?m?,? ?n?o?­w?o?­c?z?e?s?­n?y?m? ?s?e?n?­s?i?e? ?z?o?­s?t?a?­ł?a? ?t?u? ?z?d?e?­f?i?­n?i?o?­w?a?­n?a? ?p?r?z?e?z? ?t?r?a?­u?­m?ę? ?n?i?ż?­s?z?o?­ś?c?i? ?w?y?­n?i?­k?a?­j?ą?­c?ą? ?z?e? ?ś?w?i?a?­d?o?­m?o?­ś?c?i? ?w?y?­o?b?­c?o?­w?a?­n?i?a? ?z? ?t?e?­g?o?,? ?c?o? ?U?n?i?­w?e?r?­s?a?l?­n?e?.? Samo-ko­lo­ni­zu­ją­ce się kul­tu­ry nie dla­te­go sta­ły się niż­sze, że po­pa­dły w za­leż­ność od tego, co obce, ale już źró­dło­wo ukon­sty­tu­owa­ły się jako za­leż­ne na sku­tek roz­po­zna­nia wła­snej niż­szo­ści.

Przy­kła­du kul­tu­ro­wej samo-ko­lo­ni­za­cji do­star­cza wy­ko­na­na przez Annę So­snow­ską ana­li­za "po­mie­sza­nia" dys­kur­sów we współ­cze­snym pol­skim ży­ciu in­te­lek­tu­al­nym. Jed­nym ze spo­so­bów opi­su obec­nej sy­tu­acji pol­skie­go pań­stwa, spo­łe­czeń­stwa i kul­tu­ry (u So­snow­skiej "Tu") jest przy­kła­da­nie do nich mia­ry "nor­mal­no­ści", któ­rą sta­no­wią pań­stwa, spo­łe­czeń­stwa i kul­tu­ry za­chod­nie, zwłasz­cza ame­ry­kań­ska (czy­li "Tam"). Ope­ra­cja ta pod­no­si więc obec­ny stan spo­łe­czeństw Stam­tąd do ran­gi uni­wer­sal­ne­go pro­bie­rza, z któ­rym po­rów­nać na­le­ży to, co dzie­je się Tu. So­snow­ska jako przed­sta­wi­cie­li po­dob­ne­go po­dej­ścia wy­mie­nia ta­kich pol­skich so­cjo­lo­gów, jak Do­mań­ski, Mo­krzyc­ki, Ry­chard, Sztomp­ka i Wnuk-Li­piń­ski?18.

Ich dzia­łal­ność po­le­ga na opi­sy­wa­niu za­cho­dzą­cych Tu pro­ce­sów zmia­ny spo­łecz­nej czy ko­men­to­wa­niu bie­żą­cych wy­da­rzeń po­li­tycz­nych przy po­mo­cy pa­ra­dyg­ma­tów wy­pra­co­wa­nych przez głów­ny nurt so­cjo­lo­gii za­chod­niej, głów­nie teo­rię mo­der­ni­za­cji i jej kul­tu­ra­li­stycz­nych i in­sty­tu­cjo­nal­nych spad­ko­bier­ców [...]. So­cjo­lo­go­wie i po­li­to­lo­go­wie re­pre­zen­tu­ją­cy tę orien­ta­cję są szcze­gól­nie czę­sto i chęt­nie za­pra­sza­ni przez me­dia jako eks­per­ci. W ten spo­sób re­pro­du­ku­je się i upo­wszech­nia w opi­nii pu­blicz­nej wy­obra­że­nie o tym, jak po­win­no być i jak jest "nor­mal­nie"?19.

Isto­tą samo-ko­lo­ni­za­cji by­ło­by więc nie tyle przy­rów­na­nie sy­tu­acji w jed­nym kra­ju do sy­tu­acji w in­nym, ale po­zor­nie nie­win­ne, a w isto­cie po­sia­da­ją­ce nie­zwy­kłą per­for­ma­tyw­ną siłę słów­ko ?"?n?o?r?­m?a?l?­n?i?e?"?.? Jego obec­no ść może sta­no­wić pa­pie­rek lak­mu­so­wy, po­zwa­la­ją­cy od­róż­nić przy­pad­ki trans­fe­ru kul­tu­ro­we­go - jak cho­ciaż­by mo­der­ni­za­cja Ja­po­nii w XIX wie­ku lub roz­wój ka­pi­ta­li­stycz­nych sto­sun­ków pro­duk­cji we współ­cze­snych Chi­nach - od sy­tu­acji wpły­wu lub do­mi­na­cji pe­ry­fe­ryj­no-ko­lo­nial­nych. O ile w pierw­szym wy­pad­ku mamy do czy­nie­nia ze świa­do­mym oraz ce­lo­wym za­po­ży­cze­niem ele­men­tów ob­cej kul­tu­ry i in­stru­men­tal­nym wy­ko­rzy­sta­niem ich w celu osią­gnię­cia kon­kret­nych re­zul­ta­tów, o tyle w dru­gim cho­dzi o nor­ma­tyw­ne do­sto­so­wa­nie się. Ja­poń­czy­kom czy Chiń­czy­kom nie przy­szło­by do gło­wy na­zy­wać we­ster­ni­zu­ją­ce re­for­my swo­je­go kra­ju "wpro­wa­dza­niem nor­mal­no­ści", co dla pol­skich pe­ry­fe­ryj­nych li­be­ra­łów sta­no­wi coś oczy­wi­ste­go. Wi­dzi­my tu więc, jak pra­cu­je do­ko­na­ne przez Kios­se­va od­róż­nie­nie tych, któ­rzy są inni i od­le­gli, od tych, któ­rzy nie są w sta­nie wy­rwać się z or­bi­ty wpły­wów kul­tu­ro­wo-cy­wi­li­za­cyj­ne­go cen­trum.

Mó­wiąc o tym w Pol­sce, trze­ba pa­mię­tać o do­dat­ko­wym za­strze­że­niu Kios­se­va: al­ter­na­ty­wą dla ob­cej "nor­mal­no­ści" nie jest żad­na "swoj­skość", ale uzna­nie, że to, co "nie­nor­mal­ne", zo­sta­ło już jako ta­kie ukon­sty­tu­owa­ne po­przez i dzię­ki roz­po­zna­niu swo­jej niż­szo­ści. Kry­ty­ka do­ty­czy tu więc nie tyle ce­lów, ja­kie sta­wiać może li­be­ral­ny dys­kurs mo­der­ni­za­cyj­ny (pod przy­naj­mniej kil­ko­ma waż­ny­mi wzglę­da­mi są one w sy­tu­acji pol­skiej zbież­ne z po­stu­la­ta­mi kry­tycz­ne­go dys­kur­su eman­cy­pa­cyj­ne­go), ile po­znaw­czo-kon­cep­tu­al­nej ramy, w ja­kiej są one ar­ty­ku­ło­wa­ne. Cho­dzi­ło­by o za­stą­pie­nie opo­zy­cji "nor­ma-pa­to­lo­gia" prze­ciw­sta­wie­niem "cen­trum-pe­ry­fe­rie/ko­lo­nie" oraz po­ka­za­nie, w jaki spo­sób ?o?b?a? ?c?z?ł?o?­n?y? ?u?k?s?z?t?a?ł?­t?o?­w?a?­ł?y? ?s?i?ę? ?j?a?­k?o? ?e?l?e?­m?e?n?­t?y? ?z?i?n?­t?e?­g?r?o?­w?a?­n?e? ?w? ?o?b?­r?ę?­b?i?e? ?j?e?d?­n?e?­g?o? ?s?y?­s?t?e?­m?u?.? Taki jest też je­den z ce­lów ni­niej­szej książ­ki.

Teza Kios­se­va o samo-ko­lo­ni­za­cji wy­ma­ga pew­ne­go wy­sub­tel­nie­nia czy też dia­lek­ty­za­cji. Tak jak w przy­pad­ku he­glow­skiej re­la­cji pan-nie­wol­nik, stro­na pod­po­rząd­ko­wa­na peł­ni wo­bec do­mi­nu­ją­cej uży­tecz­ną funk­cję, i to nie tyl­ko jako słu­ga. Pan ocze­ku­je od nie­wol­ni­ka służ­by, ale rów­nież uzna­nia. W kon­tek­ście współ­cze­snej geo­po­li­ty­ki eu­ro­pej­skiej sy­tu­ację tę traf­nie opi­su­je Sla­voj Ži­žek, wy­ko­rzy­stu­jąc po­ję­cia La­ca­now­skiej psy­cho­ana­li­zy:

Eu­ro­pa Wschod­nia funk­cjo­nu­je dla Za­cho­du jako ide­ał ja (Ich-Ide­al): jest punk­tem, z któ­re­go Za­chód wi­dzi sam sie­bie w wy­ide­ali­zo­wa­nej, atrak­cyj­nej for­mie jako wart mi­ło­ści. Przed­mio­tem fa­scy­na­cji Za­cho­du jest więc ?s?p?o?j?­r?z?e?­n?i?e?,? a do­kład­niej - w za­ło­że­niu na­iw­ne spoj­rze­nie, któ­rym Eu­ro­pa Wschod­nia wpa­tru­je się w Za­chód za­fa­scy­no­wa­na jego de­mo­kra­cją. To tak jak­by spoj­rze­nie Wscho­du wciąż do­strze­ga­ło w spo­łe­czeń­stwach za­chod­nich ich agal­mę - skarb, któ­ry jest przy­czy­ną de­mo­kra­tycz­ne­go en­tu­zja­zmu i po któ­rym na Za­cho­dzie po­zo­sta­ło je­dy­nie wspo­mnie­nie?20.

Pro­po­zy­cja Kios­se­va jest in­te­re­su­ją­ca i in­spi­ru­ją­ca, po­nie­waż zwra­ca uwa­gę na zwią­zek dwóch zja­wisk, któ­re nie za­wsze uj­mo­wa­ne są łącz­nie: for­mo­wa­nia się na­ro­do­wej toż­sa­mo­ści oraz za­leż­no­ści przyj­mu­ją­cej qu­asi-ko­lo­nial­ną po­stać. Kios­sev nie­słusz­nie jed­nak wy­łą­cza z rów­na­nia go­spo­dar­kę. Jego dia­gno­za sy­tu­acji ma na­stę­pu­ją­cą po­stać: ist­nie­ją trzy gru­py kul­tur: 1. sil­ne i do­mi­nu­ją­ce, któ­re w ska­li glo­bal­nej pro­mu­ją swo­je war­to­ści jako uni­wer­sal­ne (czy­li kul­tu­ry państw za­chod­nich), 2. słab­sze od nich kul­tu­ry, któ­re nie są w sta­nie wy­pro­mo­wać się na uni­wer­sa­lizm, po­zo­sta­ją jed­nak wy­star­cza­ją­co od­le­głe i au­to­no­micz­ne wzglę­dem kul­tur do­mi­nu­ją­cych, aby za­cho­wać swój par­ty­ku­la­ryzm i samo-okre­ślać się, za­miast samo-ko­lo­ni­zo­wać (czy­li np. kul­tu­ry świa­ta is­lam­skie­go lub czar­nej Afry­ki), i 3. kul­tu­ry nie­wy­star­cza­ją­co od­le­głe i nie­za­leż­ne, aby oprzeć się wpły­wo­wi kul­tur do­mi­nu­ją­cych, zbyt im bli­skie, aby za­cho­wać swój par­ty­ku­la­ryzm, ale rów­nież zbyt sil­ne i od­ręb­ne, aby zo­stać cał­ko­wi­cie wchło­nię­te, dla­te­go w efek­cie zmu­szo­ne do samo-ko­lo­ni­za­cji (czy­li np. kul­tu­ry Eu­ro­py Środ­ko­wo-Wschod­niej i Po­łu­dnio­wo-Wschod­niej). Zga­dza­jąc się z taką wi­zją glo­bal­nych za­leż­no­ści kul­tu­ro­wych, moż­na za­py­tać, co spo­wo­do­wa­ło, że nie­któ­re kra­je zdo­ła­ły pod­nieść swo­je war­to­ści do ran­gi tego, co Uni­wer­sal­ne, a inne nie. Nie jest trud­no po­ka­zać, że uni­wer­sa­li­za­cji pod­da­no war­to­ści - es­te­tycz­ne, etycz­ne, spo­łecz­ne i wszel­kie inne - sil­nych, a sil­ni byli ci, któ­rzy byli bo­ga­ci. Go­spo­dar­ka wy­rzu­co­na drzwia­mi, wra­ca oknem, co do­wo­dzi, że Ži­žek słusz­nie na­zy­wa ją "Re­al­nym świa­ta, w któ­rym ży­je­my" (Re­al­ne jest to, co po­wra­ca w każ­dym moż­li­wym świe­cie).

Je­śli do dwóch ele­men­tów za­pro­po­no­wa­nych przez Kios­se­va - for­mo­wa­nie się no­wo­cze­snych państw i kul­tur na­ro­do­wych oraz kształ­to­wa­nie się re­la­cji pod­le­gło­ści i za­leż­no­ści - do­da­my człon trze­ci, a mia­no­wi­cie roz­wój go­spo­dar­ki ka­pi­ta­li­stycz­nej, za­uwa­ży­my, że pro­ce­sy te prze­bie­ga­ły rów­no­le­gle. Nie jest więc przy­pad­kiem, że te kra­je Eu­ro­py Środ­ko­wo-Wschod­niej i Po­łu­dnio­wo-Wschod­niej, któ­re mają za sobą okres świet­no­ści (cza­sem im­pe­rial­nej), prze­ży­ły go przed na­sta­niem ery no­wo­żyt­no-ka­pi­ta­li­stycz­nej lub ewen­tu­al­nie na sa­mym jej po­cząt­ku: Pol­ska i Li­twa w wie­kach XV i XVI, Wę­gry mię­dzy wie­kiem X i XI, Buł­ga­ria w wie­ku IX i X, Cze­chy - w XIII i XIV. Po­cząw­szy od prze­ło­mu XV i XVI wie­ku, a więc wraz z in­ten­syw­nym roz­wo­jem ka­pi­ta­li­zmu, rolę roz­gry­wa­ją­cych - w Eu­ro­pie i stop­nio­wo co­raz bar­dziej na ca­łym świ­cie - przej­mu­ją pań­stwa za­chod­nie: naj­pierw Hisz­pa­nia i Por­tu­ga­lia, póź­niej Ni­der­lan­dy i Fran­cja, na­stęp­nie An­glia i Niem­cy, a w koń­cu Sta­ny Zjed­no­czo­ne. Od tego też mo­men­tu w Eu­ro­pie za­czy­na kształ­to­wać się du­alizm roz­wo­jo­wy po­le­ga­ją­cy na wy­raź­nym pio­no­wym pęk­nię­ciu kon­ty­nen­tu mniej wię­cej wzdłuż Łaby: na Za­cho­dzie roz­wi­ja się go­spo­dar­ka ka­pi­ta­li­stycz­na i w siłę ro­sną mo­nar­chie ab­so­lu­ty­stycz­ne, na Wscho­dzie na­to­miast do­mi­nu­je go­spo­dar­ka fol­warcz­no-pańsz­czyź­nia­na w po­łą­cze­niu ze sła­bą wła­dzą cen­tral­ną?21. Rze­czy­wi­ście, jak twier­dzi Kios­sev, samo-ko­lo­ni­zu­ją­ce się kul­tu­ry Eu­ro­py Środ­ko­wo-Wschod­niej i Po­łu­dnio­wo-Wschod­niej ukon­sty­tu­owa­ły swo­ją no­wo­cze­sną toż­sa­mość pań­stwo­wą i kul­tu­ro­wą w sy­tu­acji niż­szo­ści i za­póź­nie­nia wo­bec co­raz po­tęż­niej­sze­go za­cho­du Eu­ro­py, była to jed­nak kon­dy­cja ści­śle zwią­za­na z roz­wo­jem ka­pi­ta­li­zmu. To jed­na z głów­nych tez ni­niej­szej książ­ki, któ­rą będę da­lej szcze­gó­ło­wo roz­wi­jał na przy­kła­dzie jed­ne­go z kra­jów re­gio­nu - Pol­ski.

"Pro domo sua"

Na przy­kła­dzie Pol­ski świet­nie zo­ba­czyć moż­na wpływ, jaki na kształ­to­wa­nie się na­ro­do­we­go ha­bi­tu­su mają dwa wspo­mnia­ne po­wy­żej zja­wi­ska: roz­wój ka­pi­ta­li­zmu oraz przed­się­wzię­cie ko­lo­nial­ne. Pol­ska jest uwi­kła­na za­rów­no w jed­no, jak i w dru­gie. Ame­ry­kań­ski so­cjo­log Im­ma­nu­el Wal­ler­ste­in w swo­jej kla­sycz­nej już pra­cy The Mo­dern World Sys­tem roz­wi­ja tezę - będę ją ob­szer­nie oma­wiał w dal­szej czę­ści - że upa­dek pań­stwa pol­skie­go w XVIII wie­ku spo­wo­do­wa­ny był bez­po­śred­nio ewo­lu­cją ka­pi­ta­li­stycz­nej go­spo­dar­ki i miej­scem, ja­kie zaj­mo­wa­ła w nim Rzecz­po­spo­li­ta Oboj­ga Na­ro­dów. Wal­ler­ste­ina in­spi­ru­je so­cjo­lo­gi­zu­ją­ca hi­sto­ria Fer­nan­da Brau­de­la, któ­ry z ko­lei idzie czę­ścio­wo szla­kiem wy­ty­czo­nym przez pol­skich ba­da­czy hi­sto­rii go­spo­dar­czej: Ma­ria­na Ma­ło­wi­sta, Wi­tol­da Kulę, Je­rze­go To­pol­skie­go i kil­ku in­nych?22. Z tej per­spek­ty­wy los I Rze­czy­po­spo­li­tej po­trak­to­wać moż­na jako pre­?­gu­ra­cję "roz­wo­ju nie­do­ro­zwo­ju", opi­sy­wa­ne­go w kon­tek­ście współ­cze­snym przez ta­kich so­cjo­lo­gów i eko­no­mi­stów jak Sa­mir Amin?23 czy An­dré Gun­der Frank?24. Po­ka­zu­je jed­nak rów­nież, że na kształ­to­wa­nie za­leż­no­ści wpływ ma we­wnętrz­na dy­na­mi­ka spo­łe­czeństw pe­ry­fe­ryj­nych.

Pol­ska jako przed­miot ba­dań jest tym cie­kaw­sza, że na prze­strze­ni wie­ków była ona w bar­dzo róż­ny spo­sób uwi­kła­na w róż­ne ro­dza­je pro­jek­tu ko­lo­nial­ne­go i im­pe­rial­ne­go. Wy­stę­po­wa­ła w nich jako o?a­ra, ale rów­nież jako stro­na do­mi­nu­ją­ca. Jej upa­dek w XVIII wie­ku moż­na in­ter­pre­to­wać - i tak będę to ro­bił w ni­niej­szej książ­ce - jako po­raż­kę w kon­ku­ren­cji z im­pe­ria­li­zmem i ko­lo­nia­li­zmem jej po­tęż­nych są­sia­dów - Ro­sji, Prus i Au­strii. Rzecz­po­spo­li­ta to­czy­ła z nimi wal­kę o kon­tro­lę te­re­nów znaj­du­ją­cych się we wspól­nej prze­strze­ni wpły­wów. Z Pru­sa­mi o Po­mo­rze i czę­ścio­wo Li­twę oraz Inf­lan­ty, a z Ro­sją o pas sze­ro­ko­ści oko­ło ty­sią­ca ki­lo­me­trów cią­gną­cy się od Mo­rza Bał­tyc­kie­go na po­łu­dnio­wy wschód aż po Mo­rze Czar­ne (Inf­lan­ty, Li­twa, Bia­ło­ruś i Ukra­ina). Au­stria, pod­po­rząd­ko­waw­szy so­bie wcze­śniej Wę­gry, była rów­nież w mo­men­cie anek­sji po­łu­dnio­wych ru­bie­ży I Rze­czy­po­spo­li­tej im­pe­rial­no-ko­lo­nial­ną po­tę­gą. Na te­re­nach, któ­re w na­szej zbio­ro­wej wy­obraź­ni i pa­mię­ci funk­cjo­nu­ją pod na­zwą Kre­sów, Pol­ska wy­stę­po­wa­ła na­to­miast sama w roli ko­lo­nial­nej po­tę­gi, pod­po­rząd­ko­wu­jąc so­bie za­miesz­ku­ją­cą te te­re­ny lud­ność. Kre­sy moż­na na­zwać "pol­ski­mi" tyl­ko wte­dy, gdy zgod­nie z su­ge­stią Nor­ma­na Da­vie­sa "pol­skość" ro­zu­mie­my ana­lo­gicz­nie do "bry­tyj­sko­ści" jako ro­dzaj nad­rzęd­nej, wie­lo­et­nicz­nej i wie­lo­kul­tu­ro­wej toż­sa­mo­ści spo­łecz­no-po­li­tycz­nej?25. To jed­nak ro­zu­mie­nie nowe, któ­re­go prze­no­sze­nie w hi­sto­rycz­ną prze­szłość jest ana­chro­ni­zmem. Pol­skość owa była rów­nież bu­do­wa­na - po­dob­nie do "bry­tyj­sko­ści" - przy uży­ciu siły. W sen­sie et­nicz­nym i kul­tu­ro­wym Po­la­cy sta­no­wi­li na tzw. Kre­sach zde­cy­do­wa­ną mniej­szość. W efek­cie za­rów­no pol­ska obec­ność na tych te­re­nach, jak i spo­sób ich funk­cjo­no­wa­nia w dzi­siej­szej kul­tu­rze oraz dys­kur­sie pu­blicz­nym nosi wszel­kie eko­no­micz­ne, po­li­tycz­ne i spo­łecz­ne zna­mio­na kon­dy­cji post­ko­lo­nial­nej.

W prze­ci­wień­stwie do za­chod­nich po­tęg ko­lo­nial­nych, ta­kich jak Hisz­pa­nia, Fran­cja czy An­glia, Pol­ska do­sko­na­le po­zna­ła rów­nież dru­gą stro­nę ko­lo­nia­li­zmu i im­pe­ria­li­zmu, a mia­no­wi­cie los lu­dów pod­bi­tych i pod­po­rząd­ko­wa­nych ob­ce­mu pa­no­wa­niu. Na­sza sy­tu­acja przy­po­mi­na pod tym wzglę­dem to, co dzia­ło się w in­nych czę­ściach świa­ta - w Azji, Afry­ce czy Ame­ry­ce Po­łu­dnio­wej. Nie cho­dzi tyl­ko o sam fakt po­zo­sta­wa­nia pod po­li­tycz­ną i mi­li­tar­ną kon­tro­lą in­ne­go kra­ju. Waż­niej­sze, kie­dy mia­ło to miej­sce. W Pol­sce, ni­czym w eu­ro­pej­skich ko­lo­niach na in­nych kon­ty­nen­tach, no­wo­cze­sny na­ród kształ­to­wał się w XIX wie­ku w sy­tu­acji im­pe­rial­no-ko­lo­nial­ne­go pod­po­rząd­ko­wa­nia ob­cym po­tę­gom. Fakt ten od­ci­snął nie­moż­li­we do wy­ma­za­nia pięt­no za­rów­no na pol­skiej ide­olo­gii na­ro­do­wej, jak i na kształ­cie i spo­so­bie funk­cjo­no­wa­nia in­sty­tu­cji pań­stwo­wych, któ­re pod wie­lo­ma wzglę­da­mi przy­po­mi­na­ją bar­dziej to, co od­na­leźć moż­na w post­ko­lo­nial­nych kra­jach Afry­ki i Ame­ry­ki Ła­ciń­skiej niż w wy­so­ko roz­wi­nię­tych spo­łe­czeń­stwach świa­ta za­chod­nie­go.

Do tego post­ko­lo­nial­ne­go kra­jo­bra­zu do­ło­żyć na­le­ży jesz­cze je­den ele­ment, a mia­no­wi­cie miej­sce, ja­kie w okre­sie po­prze­dza­ją­cym jej upa­dek zaj­mo­wa­ła Rzecz­po­spo­li­ta w mię­dzy­na­ro­do­wym po­dzia­le pra­cy. Kwe­stia ta była dro­bia­zgo­wo i ob­szer­nie ba­da­na przez pol­skich hi­sto­ry­ków już w okre­sie mię­dzy­wo­jen­nym. Po­ka­zu­ją oni, jak mię­dzy XVI a XVIII wie­kiem ukształ­to­wa­ły się i utrwa­li­ły re­la­cje mię­dzy wscho­dem a za­cho­dem Eu­ro­py po­sia­da­ją­ce ty­po­we ce­chy go­spo­dar­czych re­la­cji cen­trum-pe­ry­fe­ria?26. Wschód eks­por­to­wał na Za­chód su­row­ce na­tu­ral­ne oraz pro­duk­ty rol­ni­cze, im­por­to­wał na­to­miast do­bra luk­su­so­we, pro­duk­ty rze­mieśl­ni­cze i na­rzę­dzia. To do­kład­nie wzo­rzec "nie­rów­nej wy­mia­ny", o któ­rej w od­nie­sie­niu do post­ko­lo­nial­nych kra­jów tzw. Trze­cie­go Świa­ta mó­wią eko­no­mi­ści z tra­dy­cji de­pen­dy­stycz­nych i świa­to­wo-sys­te­mo­wych?27. Osob­ną kwe­stią jest od­po­wiedź na py­ta­nie, dla­cze­go do tego do­szło. Jak po­sta­ram się po­ka­zać w Roz­dzia­le 2, wca­le nie trze­ba przyj­mo­wać dla wy­ja­śnie­nia tej sy­tu­acji Le­ni­now­skiej tezy o im­pe­ria­li­zmie jako naj­wyż­szej for­mie roz­wo­ju ka­pi­ta­li­zmu. Wo­bec ol­brzy­miej ilo­ści za­rów­no ma­te­ria­łu fak­to­gra­?cz­ne­go, jak i jego teo­re­tycz­nych in­ter­pre­ta­cji, nie spo­sób jed­nak za­ne­go­wać fak­tu, że nie­rów­na wy­mia­na mia­ła miej­sce oraz prze­ro­dzi­ła się w struk­tu­rę dłu­gie­go trwa­nia, po­wo­du­jąc chro­nicz­ne za­co­fa­nie Eu­ro­py Środ­ko­wo-Wschod­niej. Kra­je tego re­gio­nu do dzi­siaj pró­bu­ją się z nie­go wy­do­być, jak na ra­zie bez peł­ne­go po­wo­dze­nia.

Projekt i metoda

W róż­nych miej­scach ni­niej­szej książ­ki po­ja­wia­ją się teo­re­tycz­no-me­to­do­lo­gicz­ne dy­gre­sje przy­bli­ża­ją­ce na­rzę­dzia teo­re­tycz­ne, któ­ry­mi się po­słu­gu­ję. Jed­nak już na sa­mym po­cząt­ku chciał­bym wspo­mnieć o trzech pod­sta­wo­wych ele­men­tach przyj­mo­wa­nej prze­ze mnie per­spek­ty­wy ba­daw­czej.

Po pierw­sze, sto­su­ję me­to­do­lo­gię ?d?ł?u?­g?i?e?­g?o? ?t?r?w?a?­n?i?a? (franc. lon­gue du­rée) roz­wi­nię­tą przez fran­cu­ską szko­łę hi­sto­ry­ków sku­pio­nych wo­kół wy­da­wa­ne­go od 1929 roku pi­sma "An­na­les d'hi­sto­ire, éco­no­mi­que et so­cia­le" (od 1964 roku nosi ono ty­tu­łu "An­na­les. Éco­no­mies, so­ci­étés, ci­vi­li­sa­tions"). Trzy naj­waż­niej­sze dla tej szko­ły po­sta­cie to Marc Bloch, Lu­cien­ne Fe­bvre oraz Fer­nand Brau­del. W prze­ci­wień­stwie do "punk­to­wej" hi­sto­rio­gra­?i sku­pia­ją­cej się na wiel­kich wy­da­rze­niach (woj­ny, re­wo­lu­cje, trak­ta­ty, akty usta­wo­daw­cze itp.) i wy­bit­nych po­sta­ciach (wład­cy, po­li­ty­cy, przy­wód­cy woj­sko­wi itd.), po­stu­lo­wa­li oni ba­da­nie pro­ce­sów spo­łecz­nych w dłu­go­okre­so­wych per­spek­ty­wach, przy jed­no­cze­snej kon­cen­tra­cji na po­wol­nej ewo­lu­cji tych struk­tur, któ­re wy­ka­zu­ją upo­rczy­we, hi­sto­rycz­ne trwa­nie. W per­spek­ty­wie dłu­gie­go trwa­nia mi­ni­mal­ny okres sen­sow­nej ana­li­zy to oko­ło dwu­stu lat, jed­nak ba­da­cze sto­su­ją­cy tę me­to­do­lo­gię zaj­mu­ją się cza­sem prze­dzia­ła­mi obej­mu­ją­cy­mi na­wet pięć wie­ków. Jed­no­cze­śnie szko­ła "An­na­les" do­ko­na­ła prze­su­nię­cia ak­cen­tów, uzu­peł­nia­jąc hi­sto­rię po­li­tycz­ną, któ­ra wcze­śniej do­mi­no­wa­ła w ba­da­niach hi­sto­rycz­nych, hi­sto­rią go­spo­dar­czą i spo­łecz­ną, nie­zbęd­ną dla zro­zu­mie­nia za­sad rzą­dzą­cych dłu­go­okre­so­wy­mi pro­ce­sa­mi trwa­nia i zmia­ny. Struk­tu­ra dłu­gie­go trwa­nia, któ­ra sta­no­wi tu przed­miot mo­je­go za­in­te­re­so­wa­nia, to przede wszyst­kim pęk­nię­cie kon­ty­nen­tu eu­ro­pej­skie­go na dwie czę­ści - wschod­nią i za­chod­nią - oraz uza­leż­nie­nie Wscho­du od Za­cho­du.

Dru­gim waż­nym ele­men­tem mo­jej per­spek­ty­wy ba­daw­czej jest ?g?e?o?­g?r?a?­f?i?c?z?­n?y? ?h?o?­l?i?z?m?.? Za­ło­że­nie to po­dzie­lam z przy­wo­ły­wa­ny­mi po­wy­żej ba­da­cza­mi, ta­ki­mi jak Im­ma­nu­el Wal­ler­ste­in, Fer­nand Brau­del czy pol­ska szko­ła hi­sto­rii go­spo­dar­czej. Gło­si ono, iż nie da się zro­zu­mieć dy­na­mi­ki prze­mian za­cho­dzą­cych we­wnątrz da­ne­go pań­stwa, re­gio­nu czy spo­łecz­no­ści, nie umiesz­cza­jąc ich w kon­tek­ście szer­sze­go sys­te­mu po­wią­zań i od­dzia­ły­wań. Los po­szcze­gól­nych, lo­kal­nych ele­men­tów jest za­wsze czę­ścią więk­szej, cza­sem na­wet glo­bal­nej ukła­dan­ki. Dla­te­go uwa­żam, że nie da się w peł­ni zro­zu­mieć prze­mian za­cho­dzą­cych w ob­rę­bie pań­stwa pol­skie­go czy Eu­ro­py Środ­ko­wo-Wschod­niej bez zdia­gno­zo­wa­nia za­leż­no­ści, w ja­kie były one uwi­kła­ne na prze­strze­ni wie­ków. Za­leż­ność, jak po­sta­ram się po­ka­zać da­lej, nie­ko­niecz­nie trze­ba ro­zu­mieć jako bez­po­śred­nie pod­po­rząd­ko­wa­nie czy też "stłam­sze­nie" przez ze­wnętrz­ną po­tę­gę po­li­tycz­ną lub eko­no­micz­ną, cho­ciaż może ono przyj­mo­wać taką po­stać. Ogól­nie jed­nak ka­te­go­rię za­leż­no­ści pro­po­nu­ję poj­mo­wać jako po­wią­za­nie lo­kal­nych re­aliów z szer­szym kon­tek­stem.

Po trze­cie wresz­cie, cho­ciaż moje do­cie­ka­nia mają cha­rak­ter spo­łecz­no-kul­tu­ro­wy i moż­na naj­pro­ściej za­kla­sy­?­ko­wać je jako kul­tu­ro­wo-hi­sto­rycz­ną so­cjo­lo­gię za­co­fa­nia, zde­cy­do­wa­nie nie zga­dzam się na ogra­ni­cze­nie me­tod ba­daw­czych do ko­szy­ka na­rzę­dzi (kon­cep­tu­al­nych i me­to­do­lo­gicz­nych) jed­nej tyl­ko dys­cy­pli­ny. Wąt­pię w ogó­le w to, czy sama so­cjo­lo­gia jest w sta­nie być tym, co gło­si jej na­zwa - czy­li na­uką o spo­łe­czeń­stwie - je­śli zgod­nie z dys­cy­pli­nar­nym pu­ry­zmem bę­dzie­my uni­kać "wy­cie­czek" na "cu­dze" te­ry­to­ria: eko­no­mii, hi­sto­rii, psy­cho­lo­gii, ?­lo­zo­?i czy teo­rii kul­tu­ry. Po­dział wie­dzy na dys­cy­pli­ny po­wstał jako in­sty­tu­cjo­nal­ny ar­te­fakt wy­ni­ka­ją­cy ze spo­so­bu or­ga­ni­za­cji przed­się­wzię­cia, ja­kim jest na­uka. Gra­ni­ce dys­cy­plin nie od­zwier­cie­dla­ją ja­kich­kol­wiek obiek­tyw­nych po­dzia­łów w świe­cie na zja­wi­ska eko­no­micz­ne, spo­łecz­ne, psy­cho­lo­gicz­ne itd. Na­wet samo od­róż­nie­nie nauk spo­łecz­nych i hu­ma­ni­stycz­nych wy­da­je się wąt­pli­we, bo czy ist­nie­je spo­łe­czeń­stwo bez lu­dzi albo czło­wiek bez spo­łe­czeń­stwa? W związ­ku z tym sta­ram się też kon­se­kwent­nie uni­kać okre­śle­nia "in­ter­dy­scy­pli­nar­ny", któ­re pod płasz­czy­kiem me­to­do­lo­gicz­ne­go po­stę­pu kry­je de fac­to re­ak­cyj­ną obro­nę ist­nie­ją­cych dys­cy­plin. Nie mo­gła­by ist­nieć in­ter­dy­scy­pli­nar­ność, gdy­by rów­no­le­gle nie ist­nia­ły od­ręb­ne dys­cy­pli­ny. O wie­le bliż­sze by­ły­by mi okre­śle­nia ta­kie jak ?u?n?i?­d?y?­s?­c?y?­p?l?i?­n?a?r?­n?o?ś?ć? czy ?p?o?s?t?­d?y?­s?­c?y?­p?l?i?­n?a?r?­n?o?ś?ć?.

Zmagania z nowoczesną formą

No­wo­żyt­na hi­sto­ria Pol­ski uję­ta w tej trój ele­men­to­wej per­spek­ty­wie - a więc z punk­tu wi­dze­nia dłu­gie­go trwa­nia, ho­li­stycz­nie i przy po­mo­cy apa­ra­tu­ry po­ję­cio­wej wy­cho­dzą­cej poza cia­sne ramy jed­nej dys­cy­pli­ny - sta­no­wi pew­ne­go ro­dza­ju exem­plum. Oczy­wi­ście, zda­ję so­bie spra­wę z ry­zy­kow­no­ści wpi­sa­nej w każ­dą ge­ne­ra­li­za­cję. Uni­wer­sal­ne dia­gno­zy sta­wia­ne przez so­cjo­lo­gów czy po­li­to­lo­gów nie­bez­piecz­nie zbli­ża­ją się do dzien­ni­kar­sko-pu­bli­cy­stycz­nych spe­ku­la­cji i by­wa­ją zbyt czę­sto fal­sy­?­ko­wa­ne przez an­tro­po­lo­gów i hi­sto­ry­ków, któ­rzy w swo­ich ba­da­niach kła­dą wiel­ki na­cisk na syn­chro­nicz­ną oraz dia­chro­nicz­ną róż­no­rod­ność spo­łe­czeństw ludz­kich. Jed­nak na pod­sta­wie ob­szer­nych ba­dań nad po­li­tycz­ną trans­for­ma­cją spo­łe­czeństw pe­ry­fe­ryj­nych?28 po­łą­czo­nych z po­głę­bio­ny­mi stu­dia­mi nad hi­sto­rią, kul­tu­rą i ha­bi­tu­sem Eu­ro­py Środ­ko­wo-Wschod­niej, któ­re przed­sta­wiam w ni­niej­szej książ­ce, mogę po­sta­wić tezę, że ist­nie­je coś w ro­dza­ju "post­ko­lo­nial­ne­go syn­dro­mu pe­ry­fe­ryj­ne­go". Ob­ja­wia się on - mó­wiąc znów ka­te­go­ria­mi Gom­bro­wi­cza - w mo­zol­nych zma­ga­niach z for­mą. Ro­zu­miem przez to trud­ność, czy też na­wet nie­moż­li­wość, ta­kie­go ukształ­to­wa­nia naj­ogól­niej­szych ram ży­cia spo­łecz­ne­go, któ­re po­zwo­li­ły­by z jed­nej stro­ny do­sto­so­wać się do wy­ma­gań epo­ki i do­go­nić mo­der­ni­za­cyj­ny pe­le­ton (jego czo­łów­kę sta­no­wią dziś wy­so­ko­ro­zwi­nię­te kra­je glo­bal­nej Pół­no­cy), z dru­giej zaś w ja­kiś spo­sób "wy­ra­zić sie­bie". No­wo­cze­sność wi­dzia­na z pe­ry­fe­rii wy­da­je się z jed­nej stro­ny nie­zwy­kle war­to­ścio­wa i atrak­cyj­na, z dru­giej jed­nak co­kol­wiek obca. Ten ka­ta­to­nicz­ny cza­sem uwiąd po­mię­dzy dwie­ma sprzecz­ny­mi ten­den­cja­mi Clif­ford Ge­ertz na­zy­wa kon­?ik­tem mię­dzy "epo­cha­li­zmem" a "esen­cja­li­zmem"?29. Pierw­szy z tych ter­mi­nów ozna­cza "pra­gnie­nie pój­ścia z du­chem cza­su" i do­rów­na­nia ide­ałom epo­ki. Duch cza­su to de­mo­kra­cja li­be­ral­na i no­wo­cze­sność, czy­li po­wszech­ne pra­wo gło­su, nowe środ­ki ko­mu­ni­ko­wa­nia, roz­bu­do­wa in­fra­struk­tu­ry prze­my­sło­wej i ogól­ny do­bro­byt. Obok tego ist­nie­je jed­nak esen­cja­lizm - pra­gnie­nie za­cho­wa­nia wła­snej kul­tu­ry, od­ręb­no­ści, lo­kal­nej spe­cy­?­ki i ca­łej gru­py zwią­za­nych z tym norm kul­tu­ro­wych oraz spo­łecz­nych in­sty­tu­cji. Nie cho­dzi tyl­ko o ta­kie sztan­da­ro­we kwe­stie spo­łecz­ne, jak np. pra­wa ko­biet czy rów­no­upraw­nie­nie mniej­szo­ści sek­su­al­nych. Pro­blem jest o wie­le szer­szy. No­wo­cze­sność to zło­żo­ny amal­ga­mat war­to­ści i wzo­rów dzia­ła­nia do­pa­so­wa­nych tak, aby współ­gra­ły z ka­pi­ta­li­stycz­ną go­spo­dar­ką (obec­nie w jej wy­da­niu tur­bo, czy­li z ka­pi­ta­li­zmem neo­li­be­ral­nym). Do­ty­czą one okre­ślo­nej kon­struk­cji pod­mio­to­wo­ści, kon­?­gu­ra­cji pra­gnie­nia, sty­lu ży­cia, spo­so­bu spę­dza­nia wol­ne­go cza­su itd. Zwo­len­ni­cy tzw. kul­tu­ra­li­zmu, prze­ko­na­ni, że wzo­ry kul­tu­ry są jed­ną z głów­nych prze­szkód w bu­do­wa­niu do­bro­by­tu, twier­dzą, iż lo­kal­ne nor­my i war­to­ści kul­tu­ro­we po­win­ny być zmie­nia­ne tak, aby umoż­li­wić wzrost go­spo­dar­czy. Pro­blem po­le­ga jed­nak na tym, że cho­ciaż od­rzu­ce­nie pew­nych norm kul­tu­ro­wych (np. ła­pów­kar­stwa) rze­czy­wi­ście jest nie­zbęd­ne dla ja­kie­go­kol­wiek roz­wo­ju, to jed­nak samo w so­bie nie jest ono gwa­ran­tem spo­łecz­no-eko­no­micz­ne­go po­stę­pu. Do prze­zwy­cię­że­nia po­zo­sta­ją bo­wiem jesz­cze inne, zde­cy­do­wa­nie głęb­sze i bar­dziej glo­bal­ne uwa­run­ko­wa­nia struk­tu­ral­ne przy­czy­nia­ją­ce się do trwa­nia nie­do­ro­zwo­ju, np. bra­ki w ka­pi­ta­le spo­łecz­nym - któ­re­go nie da się im­por­to­wać z za­gra­ni­cy rów­nie ła­two, jak ka­pi­ta­łu ma­te­rial­ne­go - nie­ko­rzyst­na po­zy­cja da­ne­go kra­ju w mię­dzy­na­ro­do­wym po­dzia­le pra­cy lub złe wa­run­ki wy­mia­ny han­dlo­wej. Pod ma­ską mo­der­ni­za­cji i roz­wo­ju na pe­ry­fe­riach czę­sto ukry­wa się ?t?r?w?a?­n?i?e? ?z?a?­c?o?­f?a?­n?i?a? ?­i?­ ?u?n?o?­w?o?­c?z?e?ś?­n?i?e?­n?i?e? ?n?ę?­d?z?y?,? aby użyć ter­mi­nu Iva­na Il­li­cha?30. Zja­wi­ska te nie są ła­two do­strze­gal­ne w ma­kro­sta­ty­sty­kach eko­no­micz­nych, ta­kich jak wzrost PKB, po­ziom bez­ro­bo­cia czy kur­sy wy­mia­ny wa­lut, któ­re do­mi­nu­ją w me­dial­nej de­ba­cie na te­mat go­spo­dar­ki. Po­zor­nie świet­nie pro­spe­ru­ją­ce przed­się­wzię­cia mogą ukry­wać w so­bie za­rze­wie przy­szłej ka­ta­stro­fy. Trud­no na przy­kład w sa­mym tyl­ko ob­ra­zie szes­na­sto­wiecz­nej go­spo­dar­ki fol­warcz­no-pańsz­czyź­nia­nej w Pol­sce do­strzec przy­czy­ny przy­szłe­go upad­ku Rze­czy­po­spo­li­tej. Moż­na by na­wet wy­ka­zy­wać - jak ro­bią to nie­któ­rzy pol­scy hi­sto­ry­cy, na przy­kład An­drzej Wy­czań­ski?31 - że spo­łecz­ne kon­se­kwen­cje sys­te­mu fol­warcz­no-pańsz­czyź­nia­ne­go były w XVI wie­ku lep­sze niż kon­se­kwen­cje ro­dzą­ce­go się w Eu­ro­pie Za­chod­niej ka­pi­ta­li­zmu. Jed­nak miej­sce w mię­dzy­na­ro­do­wym po­dzia­le pra­cy, któ­re za­ję­ła Pol­ska na sku­tek zdo­mi­no­wa­nia jej go­spo­dar­ki przez sys­tem fol­warcz­no-pańsz­czyź­nia­ny, oka­za­ło się na dłuż­szą metę fa­tal­ne. Dzi­siaj z im­pe­rium zbo­żo­wo-ziem­nia­cza­ne­go Pol­ska prze­ro­dzi­ła się w mini-im­pe­rium AGD i mon­tow­ni sa­mo­cho­do­wych (nie są to na­wet fa­bry­ki, po­nie­waż w spo­rej czę­ści auta skła­da się w nich z im­por­to­wa­nych z za­gra­ni­cy czę­ści). Po­mi­mo miejsc pra­cy i PKB, któ­re ge­ne­ru­je tego ro­dza­ju pro­duk­cja, w epo­ce, gdy awan­gar­dą prze­my­sło­wą są ta­kie dzie­dzi­ny jak wy­so­ka tech­no­lo­gia elek­tro­nicz­no-in­for­ma­tycz­na czy in­ży­nie­ria ge­ne­tycz­na, ka­rie­ra, jaką ro­bią w Pol­sce tech­no­lo­gie prze­my­sło­we sta­re, a na­wet prze­sta­rza­łe, jest do­wo­dem nie tyle suk­ce­su roz­wo­jo­wo-mo­der­ni­za­cyj­ne­go, co ra­czej "roz­wo­ju nie­do­ro­zwo­ju", o któ­rym pi­sa­li teo­re­ty­cy za­leż­no­ści.

W ni­niej­szej książ­ce nie przed­sta­wiam kom­plet­nej i spój­nej teo­rii post­ko­lo­nial­ne­go syn­dro­mu pe­ry­fe­ryj­ne­go. Sta­ram się ra­czej - na przy­kła­dzie Pol­ski - od­ma­lo­wać pe­wien pej­zaż, w któ­rym się on roz­wi­nął. Dla­te­go kon­cen­tru­ję się na kil­ku wy­bra­nych pro­ble­mach, zja­wi­skach i okre­sach z no­wo­żyt­nej i naj­now­szej hi­sto­rii Pol­ski. Dla przej­rzy­sto­ści wy­wo­du zo­sta­ły one uło­żo­ne z grub­sza chro­no­lo­gicz­nie, cho­ciaż w każ­dym przy­pad­ku mó­wić moż­na o trwa­niu pew­nych wzor­ców i struk­tur nie tyl­ko w prze­szło­ści, ale rów­nież obec­nie. Ho­ry­zon­tem mo­ich za­in­te­re­so­wań nie jest jed­nak wca­le hi­sto­ria, ale współ­cze­sność i no­wo­cze­sność, któ­rych ge­ne­alo­gię - czy też ?s?c?e?­n?ę? ?p?i?e?r?­w?o?t?­n?ą? - po­sta­ram się zre­kon­stru­ować. Uwa­żam - co po­sta­ram się udo­wod­nić - że to go­spo­dar­ka była dzie­dzi­ną ży­cia, w któ­rej ro­zej­ście się dróg roz­wo­jo­wych wscho­du i za­cho­du Eu­ro­py na­stą­pi­ło naj­wcze­śniej i mia­ło ogrom­ne kon­se­kwen­cje dla środ­ko­wo­eu­ro­pej­skich pro­ble­mów z no­wo­cze­sno­ścią. Dla­te­go po­świę­ci­łem Roz­dzia­ły 1 i 2 od­ma­lo­wa­niu kon­tra­stu w spo­łecz­no-go­spo­dar­czym roz­wo­ju obu czę­ści eu­ro­pej­skie­go kon­ty­nen­tu, kon­cen­tru­jąc się przede wszyst­kim na przy­pad­ku Pol­ski. Ko­lej­ne dwa roz­dzia­ły uzu­peł­nia­ją ten pej­zaż o ele­men­ty po­li­tycz­ne, przy czym nie­wie­le miej­sca po­świę­cę w nich za­chod­niej no­wo­cze­sno­ści po­li­tycz­nej, czy­li de­mo­kra­cji par­la­men­tar­nej?32. Będę ra­czej in­te­re­so­wał się spe­cy­?­ką po­li­tycz­nej sy­tu­acji pań­stwa pol­skie­go, czy też - mó­wiąc do­kład­niej - bra­kiem tego pań­stwa. Istot­nym aspek­tem ana­li­zy po­zo­sta­nie py­ta­nie o ko­lo­nia­lizm za­da­ne w kon­tek­ście Eu­ro­py Środ­ko­wo-Wschod­niej. W przy­pad­ku go­spo­dar­ki bę­dzie to kwe­stia uza­leż­nie­nia Pol­ski - a po­śred­nio in­nych kra­jów re­gio­nu - od ro­dzą­cej się go­spo­dar­ki ka­pi­ta­li­stycz­nej. Zaj­mę się jed­nak rów­nież ko­lo­nia­li­zmem, któ­re­go wek­tor zwró­co­ny był w prze­ciw­ną stro­nę - pol­skim pro­jek­tem ko­lo­nial­nym na wschod­nich kre­sach Rze­czy­po­spo­li­tej Oboj­ga Na­ro­dów. Roz­dział 5 po­świę­co­ny zo­stał dra­ma­tycz­ne­mu ze­rwa­niu w pro­ce­sie bu­do­wy pol­skiej pod­mio­to­wo­ści, ja­kim były roz­bio­ry. Po­sta­ram się za­pro­po­no­wać tam psy­cho­ana­li­tycz­ną re­kon­cep­tu­ali­za­ję tego de­cy­du­ją­ce­go zwro­tu. Pod ko­niec książ­ki po raz ko­lej­ny po­ja­wi się pro­ble­ma­ty­ka (post)ko­lo­nial­na, bo w XIX wie­ku Eu­ro­pa Środ­ko­wo-Wschod­nia do­świad­czy­ła ko­lo­nia­li­zmu po­dob­ne­go do tego, jaki stał się udzia­łem pe­ry­fe­ryj­nych spo­łe­czeństw w Afry­ce, Azji czy Ame­ry­ce Po­łu­dnio­wej. W efek­cie re­ak­tyw­ny na­cjo­na­lizm, któ­ry do dzi­siaj wy­wie­ra ogrom­ny wpływ na pol­ską świa­do­mość na­ro­do­wą, ma wie­le cech cha­rak­te­ry­stycz­nych dla kon­dy­cji post­ko­lo­nial­nej. Po­sta­ram się je wy­do­być w ostat­nim, pod­su­mo­wu­ją­cym roz­dzia­le.

W stronę nowej konceptualizacji polskiego habitusu narodowego

Ni­niej­sza książ­ka jest tak­że pró­bą uzu­peł­nie­nia luki, jaką w pol­skiej my­śli spo­łecz­nej sta­no­wi brak sys­te­ma­tycz­nej i kom­plek­so­wej re­in­ter­pre­ta­cji pol­skiej hi­sto­rii spo­łecz­nej, kul­tu­ro­wej, go­spo­dar­czej i po­li­tycz­nej - czy też, mó­wiąc ogól­nie, pol­skie­go ha­bi­tu­su - przy wy­ko­rzy­sta­niu ta­kich na­rzę­dzi teo­re­tycz­nych jak stu­dia post­ko­lo­nial­ne, teo­rie za­leż­no­ści, teo­lo­gia po­li­tycz­na, psy­cho­ana­li­za oraz teo­ria he­ge­mo­nii. To więc pró­ba ?p?r?z?e?­p?i?­s?a?­n?i?a? fak­tów i nar­ra­cji, któ­re są po­wszech­nie zna­ne, in­ter­pre­to­wa­ne jed­nak - w mo­jej opi­nii - w nie­kom­plet­ny, a cza­sem błęd­ny spo­sób. Ce­lem, któ­ry so­bie tu sta­wiam, jest zba­da­nie spe­cy­?­ki pol­skie­go ha­bi­tu­su na­ro­do­we­go. W tym punk­cie na­rzę­dzia teo­rii za­leż­no­ści i teo­rii post­ko­lo­nial­nej wy­ma­ga­ją uzu­peł­nie­nia. Róż­ne­go ro­dza­ju pro­ce­sy ko­lo­ni­za­cji i uza­leż­nie­nia to je­den ele­ment gry, któ­rej wy­ni­kiem była ?i? ?j?e?s?t? kul­tu­ro­wa, spo­łecz­na, po­li­tycz­na oraz go­spo­dar­cza po­zy­cja Pol­ski. Dru­gi wy­da­je się trud­niej­szy do uchwy­ce­nia, po­nie­waż ze swo­jej de­?­ni­cji po­zo­sta­je nie­wi­docz­ny: jest nim ?b?r?a?k?,? któ­ry moż­na na­zwać rów­nież pust­ką, ne­ga­tyw­no­ścią, luką czy nie­obec­no­ścią. Nie cho­dzi mi tu by­naj­mniej tyl­ko o przy­cho­dzą­cy na myśl okres roz­bio­rów, kie­dy Pol­ska na pół­to­ra wie­ku znik­nę­ła z mapy. Wy­da­rze­nie to było je­dy­nie kon­se­kwen­cją luk i bra­ków, któ­re po­ja­wi­ły się o wie­le wcze­śniej. Wo­kół nich od sa­me­go za­ra­nia bu­do­wa­ła się na­sza pod­mio­to­wość. Był to naj­pierw ?b?r?a?k? ?d?z?i?e?­d?z?i?c?­t?w?a? ?r?z?y?m?­s?k?i?e?­g?o?.? Gra­ni­ce wpły­wów rzym­skie­go im­pe­rium wy­zna­cza­ją li­nię de­mar­ka­cyj­ną od­dzie­la­ją­cą eu­ro­pej­ski Za­chód od Wscho­du, a tym sa­mym sta­no­wią za­chod­nią gra­ni­cę Eu­ro­py Środ­ko­wo-Wschod­niej. Na pod­sta­wie da­nych ar­che­olo­gicz­nych, świa­dectw hi­sto­rycz­nych i ana­liz ?­lo­lo­gicz­nych moż­na z du­żym praw­do­po­do­bień­stwem stwier­dzić, że Eu­ro­pa na pół­noc od Alp przed przy­by­ciem Rzy­mian sta­no­wi­ła w mia­rę jed­no­rod­ną prze­strzeń spo­łecz­no-kul­tu­ro­wą?33. Na sku­tek kon­tak­tu z cy­wi­li­za­cją rzym­ską na za­cho­dzie do­szło do syn­te­zy dwóch sys­te­mów spo­łecz­nych - pół­noc­no­eu­ro­pej­skie­go i rzym­skie­go - cze­go efek­tem stał się feu­da­lizm. Na Wscho­dzie do po­dob­nej syn­te­zy nie do­szło i dla­te­go dy­na­mi­ka spo­łecz­na, go­spo­dar­cza i po­li­tycz­na wy­zna­czo­na zo­sta­ła przez ?b?r?a?k? in­sty­tu­cji i roz­wią­zań cha­rak­te­ry­stycz­nych dla Za­cho­du. Na po­zio­mie go­spo­dar­czym ob­ja­wi­ło się to bra­kiem przej­ścia do ka­pi­ta­li­zmu w wie­ku XV i XVI, za­miast któ­re­go na te­re­nach po­ło­żo­nych na wschód od Łaby i Li­ta­wy po­ja­wi­ło się za­ostrzo­ne pod­dań­stwo to­wa­rzy­szą­ce go­spo­dar­ce fol­warcz­no-pańsz­czyź­nia­nej (nie była ona jed­nak hi­sto­rycz­nym no­vum, ani pró­bą stwo­rze­nia po­zy­tyw­nej i pro­gre­syw­nej al­ter­na­ty­wy wo­bec go­spo­dar­ki ka­pi­ta­li­stycz­nej, ale re­gre­sem do form, któ­re za­chód Eu­ro­py trwa­le prze­kro­czył już wte­dy w swo­im roz­wo­ju).

Na po­zio­mie po­li­tycz­nym brak kon­sty­tu­ują­cy pod­mio­to­wość Eu­ro­py Środ­ko­wo-Wschod­niej za­ma­ni­fe­sto­wał się jako nie­obec­ność w wie­ku XVII i XVIII sil­nych mo­nar­chii ab­so­lu­ty­stycz­nych. Pa­ra­dyg­ma­tycz­nym przy­kła­dem tej ułom­no­ści jest Rzecz­po­spo­li­ta Oboj­ga Na­ro­dów. Naj­pierw w Kró­le­stwie Pol­skim, a póź­niej w I Rze­czy­po­spo­li­tej na­stę­po­wa­ło sys­te­ma­tycz­ne ?o?s?ł?a?­b?i?e?­n?i?e? wła­dzy cen­tral­nej. Zmia­na na­stę­po­wa­ła więc w kie­run­ku do­kład­nie prze­ciw­nym, niż mia­ło to miej­sce na Za­cho­dzie i w czę­ści kra­jów ościen­nych. Inne kra­je re­gio­nu albo do­świad­czy­ły po­dob­nej kon­dy­cji, albo sta­ły się czę­ścią ob­cych mo­nar­chii ab­so­lu­ty­stycz­nych (jak Cze­chy i Wę­gry)?34.

Pań­stwem, któ­re na pierw­szy rzut oka nie pa­su­je do tak prze­pro­wa­dzo­nej li­nii po­dzia­łu, są Pru­sy: po­ło­żo­ne na wschód od Łaby, mo­der­ni­zo­wa­ły się i roz­wi­ja­ły po­dob­nie do za­cho­du kon­ty­nen­tu, prze­szły przez fazę ab­so­lu­ty­zmu w XVIII wie­ku, uprze­my­sło­wie­nie w XIX i stwo­rzy­ły sil­ną for­ma­cję pań­stwo­wo-na­ro­do­wą. Dla­te­go nie jest za­sko­cze­niem, że np. An­drzej Wa­lic­ki prze­pro­wa­dza li­nię po­dzia­łu na Wschód i Za­chód Eu­ro­py nie na Ła­bie, ale wzdłuż gra­ni­cy Prus i I Rze­czy­po­spo­li­tej?35. Kon­tro­wer­sja jest tu jed­nak po­zor­na. Spo­łecz­no-kul­tu­ro­wa ge­ne­za pań­stwa pru­skie­go pro­wa­dzi bo­wiem do Za­ko­nu Krzy­żac­kie­go, któ­ry wy­wo­dzi się z te­re­nów po­ło­żo­nych o wie­le bar­dziej na za­chód (im­pul­sem do jego po­wsta­nia była ini­cja­ty­wa miesz­czań­stwa Bre­my i Lu­be­ki), a jego ak­tyw­ność ści­śle wią­że się zwią­za­na ze spo­łecz­ną i po­li­tycz­ną hi­sto­rią Eu­ro­py Za­chod­niej. W tym sen­sie w Eu­ro­pie Środ­ko­wo-Wschod­niej Pru­sy jako spad­ko­bier­ca Krzy­ża­ków były cia­łem ob­cym. Jego prze­szcze­pie­nie z Za­cho­du od­kształ­ci­ło li­nię po­dzia­łu Wschód-Za­chód prze­bie­ga­ją­cą na Ła­bie. Geo­gra­?a spo­łecz­no-kul­tu­ro­wa nie za­wsze zga­dza się w 100% z geo­gra­?ą ?­zycz­ną i tu mamy tego wła­śnie przy­kład.

De­cy­zja pol­skiej i li­tew­skiej szlach­ty pod­ję­ta po śmier­ci Zyg­mun­ta II Au­gu­sta, aby prze­kształ­cić Rzecz­po­spo­li­tą w mo­nar­chię elek­cyj­ną, a więc jed­no­cze­śnie uczy­nić z kró­la ro­dzaj "pro­to-pre­zy­den­ta", ogra­ni­cza­jąc w dra­stycz­ny spo­sób jego wła­dzę, była brze­mien­na w skut­kach. Po­cząw­szy od tego mo­men­tu Rzecz­po­spo­li­ta nie mia­ła w za­sa­dzie mo­nar­chy i ten ko­lej­ny brak stał się głów­nym czyn­ni­kiem de­ter­mi­nu­ją­cym jej losy w XVII i XVIII wie­ku?36. Jak po­sta­ram się po­ka­zać w Roz­dzia­le 3, wy­ko­rzy­stu­jąc teo­rię Ern­sta Kan­to­ro­wi­cza i Clau­de'a Le­for­ta, po­cząw­szy od 1572 roku nie było już w ogó­le cze­goś ta­kie­go jak pań­stwo pol­skie (i li­tew­skie). Za­miast nich po­ja­wi­ła się oso­bli­wa jak na Eu­ro­pę tego okre­su fe­de­ra­cja ma­gnac­kich do­mi­niów dzia­ła­ją­ca zgod­nie z ul­tra­de­mo­kra­tycz­ny­mi za­sa­da­mi de­mo­kra­cji uczest­ni­czą­cej. Była to jed­nak pa­ro­dia de­mo­kra­cji w no­wo­cze­snym sen­sie tego sło­wa, po­nie­waż z za­sa­dy wy­klu­cza­ła z udzia­łu w rzą­dze­niu ra­dy­kal­ną więk­szość spo­łe­czeń­stwa (nie tyl­ko chło­pów, ale rów­nież miesz­czań­stwo). Fe­de­ra­cja ta była ro­dza­jem "zrze­sze­nia przed­się­bior­ców" - da­wa­ła wiel­kiej szlach­cie i ma­gna­tom moż­li­wość go­spo­dar­czej eks­plo­ata­cji za­rów­no ziem rdzen­nie pol­skich, jak i gi­gan­tycz­nych te­re­nów na sko­lo­ni­zo­wa­nej przez Pol­skę Ukra­inie. Przez ana­lo­gię z in­sty­tu­cja­mi po­wo­ła­ny­mi nie­co póź­niej w ka­pi­ta­li­stycz­nych kra­jach Eu­ro­py Za­chod­niej - jak Ho­len­der­ska Kom­pa­nia Za­chod­nio­in­dyj­ska czy bry­tyj­ska Kom­pa­nia Le­wan­tyń­ska - na­zwać by ją moż­na ?P?o?l?­s?k?ą? ?K?o?m?­p?a?­n?i?ą? ?K?r?e?­s?o?­w?ą?.? Po­sta­ram się po­ka­zać, że jak­kol­wiek ra­dy­kal­nie i pa­ra­dok­sal­nie brzmieć może taka teza, ma ona swo­je uza­sad­nie­nie. Do­star­czy go ana­li­za za­cho­wa­nia po­li­tycz­ne­go ma­gna­tów (w tym szcze­gól­nie ob­rad sej­mi­ko­wych i użyt­ku czy­nio­ne­go z li­be­rum veto), zba­da­nie struk­tu­ry i mo­de­lu pol­skiej pro­duk­cji go­spo­dar­czej, geo­po­li­tycz­nej orien­ta­cji I Rze­czy­po­spo­li­tej oraz de­kon­struk­cja jej ide­olo­gii - sar­ma­ty­zmu.

Pod­mio­to­wość Pol­ski jako spo­łe­czeń­stwa, pań­stwa i na­ro­du ukon­sty­tu­owa­ła się więc na trzech suk­ce­syw­nych bra­kach: ?b?r?a?k? ?d?z?i?e?­d?z?i?c?­t?w?a? ?r?z?y?m?­s?k?i?e?­g?o? po­cią­gnął za sobą ?b?r?a?k? ?n?o?­w?o?­ż?y?t?­n?e?j? ?o?r?­g?a?­n?i?­z?a?­c?j?i? ?s?p?o?­ł?e?c?z?­n?e?j? opar­tej na kom­bi­na­cji ab­so­lu­ty­zmu i ka­pi­ta­li­zmu. Ogra­ni­cze­nie po­zy­cji mo­nar­chy po­szło w Rze­czy­po­spo­li­tej tak da­le­ko, że moż­na mó­wić o ?b?r?a?­k?u? ?k?r?ó?­l?e?w?­s?k?i?e?j? ?w?ł?a?­d?z?y?.? Efek­tem tego wszyst­kie­go oka­zał się ?b?r?a?k? ?p?a?ń?­s?t?w?o?­w?o?­ś?c?i?,? zna­ny w pol­skiej hi­sto­rio­gra­?i pod na­zwą roz­bio­rów. Ta osta­tecz­na po­raż­ka bywa trak­to­wa­na jako trau­ma kon­sty­tu­tyw­na dla współ­cze­snej pol­sko­ści i wo­bec niej re­la­ty­wi­zo­wa­ne są róż­ne ele­men­ty współ­cze­sne­go pol­skie­go ha­bi­tu­su. Jak po­sta­ram się jed­nak po­ka­zać, roz­bio­ry ujaw­ni­ły tyl­ko coś, co w re­je­strze Re­al­nym trwa­ło już przez do­kład­nie 200 lat przed pierw­szym roz­bio­rem Pol­ski: jej ?n?i?e?­i?s?t?­n?i?e?­n?i?e?.? Okres mię­dzy 1572 a 1795 ro­kiem mo­że­my w hi­sto­rii Pol­ski na­zwać epo­ką ?p?a?ń?­s?t?w?a? ?f?a?n?­t?o?­m?o?­w?e?­g?o?.? Ter­min ten od­wo­łu­je się do kon­cep­cji koń­czy­ny fan­to­mo­wej, czy­li koń­czy­ny, któ­ra zo­sta­ła utra­co­na, ale wciąż ist­nie­je na po­zio­mie re­pre­zen­ta­cji psy­chicz­nej. Czło­wiek od­czu­wa jej ból, wy­da­je mu się, że jest uło­żo­na w ja­kiś spo­sób itd., cho­ciaż w rze­czy­wi­sto­ści jej już nie ma?37. In­ter­pre­tu­jąc ten fakt w świe­tle Ern­sta Kan­to­ro­wi­cza teo­lo­gicz­no-po­li­tycz­nej teo­rii dwóch ciał kró­la?38, pro­po­nu­ję ową uro­jo­ną pań­stwo­wość I Rze­czy­po­spo­li­tej na­zwać ?f?a?n?­t?o?­m?o?­w?y?m? ?c?i?a?­ł?e?m? ?k?r?ó?­l?a?.

Owe kon­sty­tu­tyw­ne bra­ki obu­do­wy­wa­ne były za­wsze w pol­skiej hi­sto­rii od­po­wia­da­ją­cy­mi im ide­olo­gia­mi. W okre­sie la­tent­ne­go nie­ist­nie­nia Pol­ski (zwa­nym Rzecz­po­spo­li­tą Oboj­ga Na­ro­dów) ide­olo­gią tą był sar­ma­tyzm. Jego de­kon­struk­cją zaj­mę się w Roz­dzia­le 3. Prze­pusz­cze­nie sar­ma­ty­zmu przez ?ltr teo­rii post­ko­lo­nial­nej daje in­te­re­su­ją­ce re­zul­ta­ty, od­naj­dzie­my w nim bo­wiem dwa mo­men­ty fun­du­ją­ce ko­lo­nia­li­zmu jako ide­olo­gii. Pierw­szy w sa­mej de­?­ni­cji szlach­ty jako gru­py nie tyl­ko lep­szej, ale isto­to­wo od­mien­nej od resz­ty po­pu­la­cji. Ta gru­pa - zgod­nie z sar­mac­kim mi­tem - po mi­gra­cji ze wscho­du ob­ję­ła pa­no­wa­nie nad Eu­ro­pą Środ­ko­wo-Wschod­nią, pod­po­rząd­ko­wu­jąc so­bie za­miesz­ku­ją­cą te re­gio­ny lud­ność rol­ni­czą. Dru­gi w spo­łecz­no-po­li­tycz­nym funk­cjo­no­wa­niu sar­ma­ty­zmu jako ide­olo­gii uza­sad­nia­ją­cej ko­lo­nial­ną eks­pan­sję na Kre­sy oraz ca­ło­ścio­wy spo­sób ży­cia kre­so­wej szlach­ty (mam tu na my­śli ta­kie ele­men­ty ide­olo­gii sar­mac­kiej, jak apo­te­oza go­spo­dar­czej sa­mo­dziel­no­ści i au­to­no­mii ży­cia wiej­skie­go, od­cię­cia od cy­wi­li­za­cji miej­skiej, przy­wią­za­nie do zie­mi i jej upra­wy, nie­chęć do tzw. cu­dzo­ziemsz­czy­zny itd.). Pol­scy ma­gna­ci kre­so­wi do złu­dze­nia przy­po­mi­na­ją pod tym wzglę­dem la­ty­no­ame­ry­kań­skich la­ty­fun­dy­stów.

W XIX wie­ku, gdy trau­ma sta­je się sil­niej­sza, ro­śnie rów­nież kor­pus ide­olo­gii ma­ją­cy za­ma­sko­wać kon­sty­tu­tyw­ny brak, w tym szcze­gól­nie unie­moż­li­wić zbio­ro­wej świa­do­mo­ści roz­po­zna­nie fak­tycz­nych źró­deł upad­ku Pol­ski, któ­rym było Re­al­ne?39 nie­ist­nie­nie pań­stwa pol­skie­go od koń­ca XVI wie­ku. W grze mię­dzy obu­do­wa­ną w ten spo­sób ide­olo­gicz­nie trau­mą a ko­lo­nial­nym uza­leż­nie­niem Pol­ski od trzech mo­carstw za­bor­czych kształ­tu­je się w tym okre­sie pol­ski na­ród. To klucz do zro­zu­mie­nia za­rów­no lo­sów Pol­ski w XX wie­ku, jak i współ­cze­snej kon­dy­cji pol­skie­go spo­łe­czeń­stwa oraz kul­tu­ry, któ­re na­dal de­ter­mi­nu­je dia­lek­tycz­ny wę­zeł kon­sty­tu­ują­cej nas pust­ki oraz prób po­zy­tyw­ne­go okre­śle­nia się wo­bec ob­cych wpły­wów i wzo­rów.

Tak za­ry­so­wa­ny sche­mat kon­struk­cji pol­skiej pod­mio­to­wo­ści daje się w dość do­bry spo­sób opi­sać przy wy­ko­rzy­sta­niu psy­cho­ana­li­tycz­nej teo­rii pod­mio­tu, zwłasz­cza w wer­sji La­ca­now­skiej. Zgod­nie z nią pod­mio­to­wość kon­sty­tu­uje się po­przez od­po­wiedź na bo­le­sny i trau­ma­tycz­ny brak. Nie­ist­nie­nie pań­stwa po 1572 roku oraz po­stę­pu­ją­ce spo­łecz­ne, kul­tu­ro­we i go­spo­dar­cze za­póź­nie­nie I RP w po­rów­na­niu z Za­cho­dem było Re­al­nym pol­skiej kon­dy­cji w epo­ce no­wo­żyt­nej. Ka­te­go­rię "Re­al­ne­go" na­le­ży zgod­nie z in­ten­cją La­ca­na ro­zu­mieć tu ?s?t?r?u?k?­t?u?­r?a?l?­n?i?e? jako to, cze­go nie da się w ża­den spo­sób do­strzec ani przed­sta­wić w ob­rę­bie da­ne­go sys­te­mu (u La­ca­na sym­bo­licz­ne­go, tu­taj - spo­łecz­ne­go i kul­tu­ro­we­go), ale co jed­no­cze­śnie peł­ni kon­sty­tu­tyw­ną rolę w jego funk­cjo­no­wa­niu jako ca­ło­ści. Taki był wła­śnie sta­tus owych dwóch fak­tów - nie­ist­nie­nia pań­stwa oraz spo­łecz­no-kul­tu­ro­wo-go­spo­dar­cze­go za­póź­nie­nia - po­mię­dzy XVI a XVIII wie­kiem. Sar­ma­tyzm, jak na ide­olo­gię przy­sta­ło, miał ?p?o?­k?a?­z?a?ć?,? ?ż?e? ?t?e?­g?o? ?b?r?a?­k?u? ?n?i?e? ?m?a? i że pań­stwo szla­chec­kie po­sia­da wła­sną, po­zy­tyw­ną toż­sa­mość spo­łecz­ną, kul­tu­ro­wą i po­li­tycz­ną, w peł­ni kon­ku­ren­cyj­ną i ekwi­wa­lent­ną wo­bec tego, co wy­stę­pu­je na Za­cho­dzie. Nie może być mowy o ja­kiej­kol­wiek niż­szo­ści lub za­póź­nie­niu Rze­czy­po­spo­li­tej wo­bec są­sia­dów, po­nie­waż bez­względ­nie prze­wyż­sza ich ona pod każ­dym wzglę­dem. Oba twier­dze­nia były oczy­wi­ście fał­szy­we, jed­nak - jak moż­na by spo­dzie­wać się na pod­sta­wie La­ca­now­skiej psy­cho­ana­li­zy - w sar­ma­ty­zmie znaj­dzie­my kon­struk­cje o cha­rak­te­rze Sym­bo­licz­nym oraz Wy­obra­że­nio­wym, pod­trzy­mu­ją­ce ide­olo­gicz­ne ?k­cje i prze­sła­nia­ją­ce ten kon­sty­tu­tyw­ny brak.

To, co wy­da­rzy­ło się pod ko­niec XVIII wie­ku, czy­li tzw. roz­bio­ry, to do­bry przy­kład in­wa­zji Re­al­ne­go: wy­pie­ra­na praw­da sta­je się tak sil­na, że prze­bi­ja ba­rie­rę ide­olo­gii i w nie­moż­li­wy do opa­no­wa­nia spo­sób wdzie­ra się w ob­szar świa­do­mo­ści (in­dy­wi­du­al­nej lub zbio­ro­wej). Roz­bio­ry udo­wod­ni­ły, że ?P?o?l?­s?ka ?n?i?e ?b?y?­ł?a? ?p?a?ń?­s?t?w?e?m? ?w? ?ż?a?d?­n?y?m? ?w?ł?a?ś?­c?i?­w?i?e? ?a?s?­p?e?k?­c?i?e? ?u?w?z?g?l?ę?d?­n?i?a?­n?y?m? ?p?r?z?e?z? ?j?a?­k?ą?­k?o?l?­w?i?e?k? ?d?e?­f?i?­n?i?­c?j?ę? ?p?a?ń?­s?t?w?o?­w?o?­ś?c?i?.? Fakt ten, z po­wo­dów oczy­wi­stych dla psy­cho­ana­li­zy, nie był do­strze­ga­ny przez pro­ta­go­ni­stów no­wo­żyt­nej hi­sto­rii Pol­ski, czy­li szlach­tę, i na­wet dzi­siaj bywa cza­sem igno­ro­wa­ny przez pol­skich hi­sto­ry­ków. Utra­tę pań­stwo­wej su­we­ren­no­ści przez I RP na dłu­go przed za­bo­ra­mi dia­gno­zu­ją na­to­miast czę­sto za­gra­nicz­ni hi­sto­ry­cy. Tak na przy­kład Ro­bert F. Le­slie nie ma wąt­pli­wo­ści, że już od pierw­szej po­ło­wy XVIII wie­ku Rzecz­po­spo­li­ta była cał­ko­wi­cie kon­tro­lo­wa­na przez Ro­sję, któ­ra po trak­ta­cie ze Szwe­cją pod­pi­sa­nym w 1721 roku i Au­strią w 1726 sta­ła się nie­po­dziel­nym wład­cą Eu­ro­py Środ­ko­wo-Wschod­niej. Dla­te­go pierw­szy roz­biór Pol­ski w 1772 roku był po­raż­ką Ro­sji, któ­ra mu­sia­ła po­dzie­lić się swo­im "nie­wi­dzial­nym im­pe­rium" z Au­strią i Pru­sa­mi. Mia­ła inne pla­ny - utrzy­mać Rzecz­po­spo­li­tą w ca­ło­ści jako swój pro­tek­to­rat. Nie­ste­ty, po­zo­sta­li gra­cze w re­gio­nie oka­za­li się zbyt sil­ni i osta­tecz­nie Ro­sja mu­sia­ła od­dać im część Rze­czy­po­spo­li­tej. Aby utwier­dzić swą wła­dzę nad resz­tą, wcie­li­ła ją for­mal­nie do swo­je­go pań­stwa?40. W tym do­pie­ro mo­men­cie nie­ist­nie­nie Rze­czy­po­spo­li­tej - Re­al­ne, w sen­sie La­ca­now­skim, od po­nad dwóch wie­ków - nie dało się już ukryć, przez co mu­sia­ło dojść do ta­kie­go prze­kształ­ce­nia re­je­strów Sym­bo­licz­nych i Wy­obra­że­nio­wych, aby mo­gło ono za­ma­ni­fe­sto­wać się w mię­dzy­na­ro­do­wym po­rząd­ku państw na­ro­do­wych.

In­nym po­ję­ciem psy­cho­ana­li­tycz­nym uży­tecz­nym przy ba­da­niu hi­sto­rycz­nych pro­ce­sów, któ­re ukształ­to­wa­ły pol­ską pod­mio­to­wość, jest kon­cep­cja fan­ta­zma­tu. W psy­cho­ana­li­zie jest on de­?­nio­wa­ny jako "wy­obra­żo­ny sce­na­riusz, w któ­rym pod­miot jest obec­ny, a któ­ry przed­sta­wia w spo­sób mniej lub bar­dziej znie­kształ­co­ny przez pro­ce­sy obron­ne speł­nie­nie ja­kie­goś pra­gnie­nia"?41. Kon­cep­cja ta do­brze opi­su­je za­rów­no sar­mac­kie sny o po­tę­dze, jak i póź­niej­sze wi­zje wy­obra­żo­nych ról od­gry­wa­nych przez Pol­skę (Chry­stu­sa na­ro­dów, Win­kel­rie­da na­ro­dów itd.). Ter­min ten zo­stał już zresz­tą wpro­wa­dzo­ny do pol­skiej kry­ty­ki kul­tu­ry w zna­ko­mi­tej książ­ce Ma­rii Ja­nion Pro­jekt kry­ty­ki fan­ta­zma­tycz­nej?42.

Naj­szer­szą ramą, w któ­rej chciał­bym umie­ścić ca­łość pro­ble­ma­ty­ki ni­niej­szej książ­ki, sta­no­wi pro­ces ?z?m?a?­g?a?­n?i?a? ?s?i?ę? ?z? ?f?o?r?­m?ą?,? w jaki uwi­kła­na była (i jest) Pol­ska oraz inne kra­je Eu­ro­py Środ­ko­wo-Wschod­niej. Mam tu na my­śli ta­kie ro­zu­mie­nie ter­mi­nu "for­ma", o ja­kie cho­dzi Le­for­to­wi, gdy pi­sze, że "no­wo­cze­sna de­mo­kra­cja to świa­dec­two ?s?p?e?­c?y?­f?i?c?z?­n?e?­g?o? ?u?f?o?r?­m?o?­w?a?­n?i?a? (mise en for­me) spo­łe­czeń­stwa [pod­kre­śle­nie moje - J.?S.]"?43. To samo po­wie­dzieć moż­na o ca­łej no­wo­cze­sno­ści - go­spo­dar­czej, spo­łecz­nej, kul­tu­ro­wej, ar­ty­stycz­nej. No­wo­cze­sność jest pew­ną for­mą czy też ze­spo­łem form. Nie są one jed­nak by­naj­mniej wy­na­laz­kiem XIX wie­ku, a tym mniej osią­gnię­ciem wie­ku XX. No­wo­cze­sność ma już za sobą dłu­gie trwa­nie. Pod każ­dym wzglę­dem - po­li­tycz­nym, spo­łecz­nym i go­spo­dar­czym - jest za­ko­rze­nio­na w wy­jąt­ko­wych dla Eu­ro­py zja­wi­skach się­ga­ją­cych przy­naj­mniej póź­ne­go śre­dnio­wie­cza i wcze­snej no­wo­żyt­no­ści. To w tam­tym okre­sie z po­wo­du de­?­ni­tyw­ne­go ro­zej­ścia się dróg roz­wo­jo­wych wscho­du i za­cho­du Eu­ro­py oraz po­stę­pu­ją­cej pe­ry­fe­ry­za­cji Eu­ro­py Środ­ko­wo-Wschod­niej roz­po­czy­na się w Pol­sce dra­ma­tycz­ne zma­ga­nie z for­mą, któ­re trwa do dzi­siaj. Moją am­bi­cją nie jest prze­śle­dze­nie tego pro­ce­su w jego ca­łej hi­sto­rycz­nej roz­cią­gło­ści. Sta­wiam so­bie skrom­niej­sze za­da­nie: in­te­re­su­je mnie przede wszyst­kim zba­da­nie tego, co przy po­mo­cy ję­zy­ka psy­cho­ana­li­tycz­ne­go na­zwać moż­na jego ?s?c?e?­n?ą? ?p?i?e?r?­w?o?t?­n?ą?.? Obej­mu­je ona okres od prze­ło­mu śre­dnio­wie­cza i no­wo­żyt­no­ści do koń­ca XIX wie­ku (w sen­sie spo­łecz­no-kul­tu­ro­wym, a nie ka­len­da­rzo­wym, czy­li do wy­bu­chu I woj­ny świa­to­wej). Pa­ra­dok­sal­nie więc, cho­ciaż przed­mio­tem mo­je­go za­in­te­re­so­wa­nia jest tu no­wo­cze­sność, o te­raź­niej­szo­ści bę­dzie w tej książ­ce bar­dzo nie­wie­le. My­li­ła­by się jed­nak ta, któ­ra uzna­ła­by, że trzy­ma w ręku książ­kę hi­sto­rycz­ną. To w ca­ło­ści tyl­ko i wy­łącz­nie książ­ka o współ­cze­sno­ści oraz no­wo­cze­sno­ści, któ­re ani na chwi­lę nie zni­ka­ją z ho­ry­zon­tu. Nie jest to jed­nak książ­ka o współ­cze­sno­ści i no­wo­cze­sno­ści jako tym-co-się-wła­śnie-wy­da­rza, ale o ich ge­ne­alo­gii. I ich sce­nie pier­wot­nej ta­kiej, jaką zo­ba­czyć moż­na z ostat­nich rzę­dów środ­ko­wo-eu­ro­pej­skich pe­ry­fe­rii. To uję­cie bli­skie temu, któ­re przyj­mu­je An­drzej Wa­lic­ki i któ­re An­drzej Men­cwel na­zy­wa hi­sto­rycz­nym re­ali­zmem: no­wo­cze­sny po­rzą­dek spo­łecz­ny i kul­tu­ro­wy sta­no­wi efekt pew­nej kon­struk­cji (na ta­kiej za­sa­dzie, na ja­kiej na­ród jest wspól­no­tą wy­obra­żo­ną), jed­nak o jej kształ­cie de­cy­du­ją hi­sto­rycz­ne wy­da­rze­nia się­ga­ją­ce cza­sem bar­dzo da­le­ko w prze­szłość, na­wet do okre­su przed­no­wo­cze­sne­go?44.

Na ko­niec jed­na istot­na uwa­ga: tak za­ry­so­wa­ny pro­jekt na­le­ży wy­raź­nie od­róż­nić od wszel­kie­go ro­dza­ju do­cie­kań do­ty­czą­cych pro­ce­su kształ­to­wa­nia się pol­skie­go ?n?a?­r?o?­d?u? i pro­ble­mów pol­skie­go ?n?a?­c?j?o?­n?a?­l?i?­z?m?u?.? Nie są one w tej książ­ce głów­nym przed­mio­tem mo­je­go za­in­te­re­so­wa­nia. Kwe­stie te są bar­dzo ob­szer­nie oma­wia­ne i ana­li­zo­wa­ne w pol­skiej hu­ma­ni­sty­ce i na­ukach spo­łecz­nych. Jak jed­nak za­uwa­żył kla­syk ba­dań nad na­cjo­na­li­zmem Hans Kohn, no­wo­cze­sne pań­stwa na­ro­do­we są "wy­ni­kiem fu­zji pew­ne­go sta­nu umy­słu z pew­ną po­li­tycz­ną for­mą"?45. W pol­skiej na­uce i de­ba­cie pu­blicz­nej mamy do czy­nie­nia z nad­re­pre­zen­ta­cją za­in­te­re­so­wa­nia owym sta­nem umy­słu (pro­ble­ma­ty­ka toż­sa­mo­ści na­ro­do­wej) przy re­la­tyw­nym za­nie­dba­niu pro­ble­mu po­li­tycz­nej for­my. "Po­li­ty­kę" na­le­ży tu ro­zu­mieć za­rów­no w wą­skim sen­sie jako or­ga­ni­za­cję i spra­wo­wa­nie wła­dzy, jak i w szer­szym, o któ­ry upo­mi­na­ją się czę­sto my­śli­cie­le fran­cu­scy, czy­li jako pe­wien spo­sób kon­sty­tu­owa­nia wspól­no­ty i by­cia ra­zem?46. W ni­niej­szej książ­ce będę in­te­re­so­wał się przede wszyst­kim tą wła­śnie za­nie­dba­ną kwe­stią for­my. Nie­do­ce­nia­nie jej roli w dzie­jach Pol­ski i ca­łe­go re­gio­nu jest po­waż­nym błę­dem, bo - jak prze­ko­nu­je Ivan T. Be­rend - to wła­śnie brak struk­tur pań­stwo­wych skie­ro­wał w XIX wie­ku środ­ko­wo­eu­ro­pej­skie na­cjo­na­li­zmy na za­in­te­re­so­wa­nie et­nicz­no­ścią, ję­zy­kiem i in­ny­mi eks­klu­zyw­ny­mi kry­te­ria­mi wy­zna­cza­nia zbio­ro­wej toż­sa­mo­ści oraz gra­nic wspól­no­ty?47. Stan umy­słu był więc i jest w znacz­nej mie­rze de­ter­mi­no­wa­ny po­li­tycz­ną for­mą. Kwe­stia for­my to rów­nież za­sad­ni­cze wy­zwa­nie prak­tycz­ne. Wbrew po­zo­rom skon­stru­owa­nie na­ro­du jest sto­sun­ko­wo pro­ste - wy­star­czy so­bie coś wy­obra­zić, o czym prze­ko­nu­je Be­ne­dict An­der­son w zna­nej książ­ce Wspól­no­ty wy­obra­żo­ne. Nie jest więc ni­czym dziw­nym, że Po­la­cy i inne na­ro­dy oraz gru­py et­nicz­ne Eu­ro­py Środ­ko­wo-Wschod­niej, po­zba­wio­ne przez dłu­gi czas wła­snej pań­stwo­wo­ści lub ska­za­ne na za­leż­ność od ob­cych mo­carstw, chęt­nie ucie­ka­ły do kró­le­stwa wy­obraź­ni. Zde­cy­do­wa­nie więk­szym wy­zwa­niem jest kon­struk­cja no­wo­cze­snej for­my po­li­tycz­nej. Wy­ma­ga to za­ra­zem za­bie­gów na po­zio­mie dys­kur­syw­nym - a więc ma­ni­pu­lo­wa­nia spo­so­ba­mi, w ja­kie na­da­je­my świa­tu sens - jak i gi­gan­tycz­ne­go wy­sił­ku ma­te­rial­ne­go oraz or­ga­ni­za­cyj­ne­go: stwo­rze­nia in­fra­struk­tu­ry, ad­mi­ni­stra­cji, spraw­ne­go sys­te­mu edu­ka­cji, ar­mii, me­cha­ni­zmów go­spo­dar­czych, in­sty­tu­cji spo­łecz­nych itd. Je­stem prze­ko­na­ny, że to wła­śnie kwe­stia for­my de­ter­mi­nu­je obec­ną kon­dy­cję Pol­ski i Eu­ro­py Środ­ko­wo-Wschod­niej, dla­te­go przede wszyst­kim jej chciał­bym po­świę­cić uwa­gę w ni­niej­szej książ­ce.

*

Mini-przewodnik: Jak czytać "Fantomowe ciało króla"?

Za­in­spi­ro­wa­ny wy­ro­zu­mia­ło­ścią, z jaką Bru­no La­to­ur trak­tu­je czy­tel­ni­ków i czy­tel­nicz­ki, pod­su­wa­jąc im na koń­cu Po­li­ty­ki na­tu­ry zwię­złe stresz­cze­nia każ­de­go roz­dzia­łu, pro­po­nu­ję kil­ka wska­zó­wek do­ty­czą­cych lek­tu­ry Fan­to­mo­we­go cia­ła kró­la. Jego układ i roz­mia­ry są uza­sad­nio­ne na­tu­rą oraz za­kre­sem po­dej­mo­wa­nej prze­ze mnie te­ma­ty­ki, więc naj­lep­szym spo­so­bem czy­ta­nia książ­ki jest po­dą­ża­nie za ko­lej­no­ścią roz­dzia­łów. Tym, któ­rzy i któ­re nie mają na to dość cza­su, po­móc może ni­niej­szy mini-prze­wod­nik.

Czy­tel­ni­cy i czy­tel­nicz­ki, któ­rzy chcą po­znać isto­tę mo­jej ar­gu­men­ta­cji, po­świę­ca­jąc na to jak naj­mniej cza­su, po­win­ni prze­czy­tać Wpro­wa­dze­nie oraz ty­tu­ło­wy Roz­dział 3 (Fan­to­mo­we cia­ło kró­la), gdzie wy­ło­żo­na zo­sta­ła głów­na teza książ­ki. Do­ko­nu­je się to przy po­mo­cy na­rzę­dzi teo­lo­gii po­li­tycz­nej (Kan­to­ro­wicz i Le­fort) i tam też po­win­ni za­gląd­nąć ci i te, któ­rych szcze­gól­nie in­te­re­su­je ta wła­śnie per­spek­ty­wa.

Roz­dzia­ły 1 i 2 po­świę­co­ne są w ca­ło­ści go­spo­dar­czej hi­sto­rii Za­cho­du i Wscho­du Eu­ro­py. Oso­by za­zna­jo­mio­ne z dys­ku­sją na te­mat ge­ne­zy ka­pi­ta­li­zmu i tzw. wcze­snej no­wo­cze­sno­ści (XVI i XVII wiek) mogą spo­koj­nie po­mi­nąć Roz­dział 1. Po­cząw­szy od Roz­dzia­łu 2 książ­ka do­ty­czy wy­łącz­nie Pol­ski i Eu­ro­py Środ­ko­wo-Wschod­niej.

Jed­nym z głów­nych wąt­ków Fan­to­mo­we­go cia­ła kró­la jest hi­sto­ria ko­lo­nia­li­zmu i im­pe­ria­li­zmu we wschod­niej czę­ści Eu­ro­py. Czy­tel­ni­cy i czy­tel­nicz­ki za­in­te­re­so­wa­ne przede wszyst­kim tą kwe­stią znaj­dą jej roz­wi­nię­cie w Roz­dzia­le 2, po­cząw­szy od sek­cji Za­leż­ność a spra­wa pol­ska, w Roz­dzia­le 3 od sek­cji Sar­mac­ki fan­ta­zmat, w Roz­dzia­le 4 od sek­cji Eks­pan­sja! oraz w Roz­dzia­łach 6 i 7, któ­rych do­mi­nu­ją­cy wą­tek sta­no­wi post­ko­lo­nial­na in­ter­pre­ta­cja hi­sto­rii i współ­cze­sno­ści Pol­ski.

Oso­by za­in­te­re­so­wa­ne re­kon­cep­tu­ali­za­cją po­li­tycz­nej hi­sto­rii I Rze­czy­po­spo­li­tej przy uży­ciu współ­cze­snych na­rzę­dzi teo­re­tycz­nych po­win­ny za­gląd­nąć przede wszyst­kim do Roz­dzia­łu 4, gdzie de­mo­kra­cja szla­chec­ka zo­sta­ła prze­ana­li­zo­wa­na przy po­mo­cy kon­cep­cji po­pu­li­zmu Er­ne­sta Lac­lau, oraz do Roz­dzia­łu 5. W tym dru­gim wy­ko­rzy­stu­ję ob­szer­nie na­rzę­dzia psy­cho­ana­li­zy La­ca­now­skiej. Po­ja­wia­ją się one po­now­nie w Roz­dzia­le 7, gdzie w sek­cji Dom, któ­re­go ni­g­dy nie było, do­mknię­ty jest te­mat (post­ko­lo­nial­nej) no­stal­gii roz­po­czę­ty w Roz­dzia­le 5.

Przez całą książ­kę prze­wi­ja się wą­tek no­wo­cze­sno­ści za­sy­gna­li­zo­wa­ny w pod­ty­tu­le. Jego pod­su­mo­wa­nie znaj­du­je się na koń­cu książ­ki, w sek­cji Poza post­ko­lo­nia­lizm i pe­ry­fe­rie za­my­ka­ją­cej Roz­dział 7.

1. V. Mi­sia­no, In­ter­pol. The Apo­lo­gy of De­fe­at, "Mo­scow Art Ma­ga­zi­ne", Di­gest 1993-2005. Cy­tu­ję za wer­sją elek­tro­nicz­ną po­zba­wio­ną nu­me­ra­cji stron: http://xz.gif.ru/num­bers/mo­scow-art-ma­ga­zi­ne/in­ter­pol/. Wszyst­kie ad­re­sy in­ter­ne­to­we zo­sta­ły spraw­dzo­ne w czerw­cu 2011 roku.

2. Tam­że.

3. Nie przy­pad­kiem obaj ar­ty­ści to przede wszyst­kim per­for­me­rzy. Ro­sja­nie do­szli do wnio­sku, że ne­go­cja­cja ze Szwe­da­mi na te­mat ?­zycz­nej or­ga­ni­za­cji i for­my wy­sta­wy nie ma żad­nych szans po­wo­dze­nia i je­dy­ny wy­miar eks­pre­sji, jaki im po­zo­stał, to sama cza­so­prze­strzeń wy­sta­wy jako miej­sca i wy­da­rze­nia.

4. Frag­ment tego per­for­men­su zo­ba­czyć moż­na w ser­wi­sie YouTu­be: http://www.youtu­be.com/watch?v=jGlwrWs­D2ZU&hl=pl.

5. I. Ka­ba­kov, A Sto­ry Abo­ut a Cul­tu­ral­ly Re­lo­ca­ted Per­son, od­czyt na XVIII kon­gre­sie AICA, Sztok­holm, 22 wrze­śnia 1994, prze­druk w: "Mars" 1996, nr 3-4. Cyt. za: I. Za­bel, Dia­log, tłum. K. Bo­jar­ska, w: A. Le­śniak, M. Ziół­kow­ska (red.), Ty­tuł ro­bo­czy: ar­chi­wum, nr 1, Mu­zeum Sztu­ki, Łódź 2009, s. 7.

6. Tu i da­lej uży­wam po­ję­cia "ha­bi­tus" w sen­sie, jaki nadał mu Pier­re Bo­ur­dieu. Jest to więc ze­spół względ­nie trwa­łych dys­po­zy­cji do dzia­ła­nia, my­śle­nia, po­strze­ga­nia świa­ta oraz prze­ży­wa­nia emo­cji w okre­ślo­ny spo­sób (zob. P. Bo­ur­dieu, Szkic teo­rii prak­ty­ki, tłum. W. Kro­ker, Kęty 2007; P. Bo­ur­dieu, Re­gu­ły sztu­ki, tłum. A. Za­wadz­ki, Kra­ków 2001; P. Bo­ur­dieu, Dys­tynk­cja. Spo­łecz­na kry­ty­ka wła­dzy są­dze­nia, tłum. P. Bi­łos, War­sza­wa 2005, oraz L. Pin­to, Pier­re Bo­ur­dieu et la théo­rie du mon­de so­cial, Pa­ris 2002). Po­nie­waż to stan­dar­do­wy ele­ment współ­cze­snej so­cjo­lo­gii, do­sko­na­le omó­wio­ny w licz­nych opra­co­wa­niach, nie po­świę­cam mu tu­taj wię­cej miej­sca. Po­ję­ciem "ha­bi­tus" zde­cy­do­wa­łem się za­stą­pić tam, gdzie jest to moż­li­we, wąt­pli­wą pod wie­lo­ma wzglę­da­mi ka­te­go­rię "toż­sa­mo­ści". "Ha­bi­tus", co pod­kre­ślał sam Bo­ur­dieu, po­zwa­la wznieść się po­nad ja­ło­wy spór mię­dzy zwo­len­ni­ka­mi struk­tur de­ter­mi­nu­ją­cych pod­miot i pod­mio­tu de­ter­mi­nu­ją­ce­go struk­tu­ry (wię­cej na ten te­mat P. Bo­ur­dieu, Re­gu­ły sztu­ki, cz. II, Pod­sta­wy na­uki o przed­mio­tach kul­tu­ro­wych, s. 271-431), po­nie­waż jest ustruk­tu­ry­zo­wa­ną struk­tu­rą po­sia­da­ją­cą zdol­ność struk­tu­ro­wa­nia. Mó­wiąc tu o ha­bi­tu­sie kra­ju lub re­gio­nu, idę śla­dem wy­zna­czo­nym przez Gay­atri Cha­kra­vor­ty Spi­vak, któ­ra opi­su­jąc kul­tu­ro­wą ewo­lu­cję Tur­cji, sta­ra się po­ka­zać, jak "re­or­ga­ni­za­cja w świa­to­wym han­dlu za­czę­ła pod ko­niec XVIII w. re­kon­sty­tu­ować ?h?a?­b?i?­t?u?s? re­gio­nu w for­ma­cję dys­kur­syw­ną bliż­szą Za­chod­niej Eu­ro­pie" [pod­kre­śle­nie moje - J.?S.] (G. Cha­kra­vor­ty Spi­vak, Scat­te­red Spe­cu­la­tion on the Qu­estion of Cul­tu­ral Stu­dies, w: S. Du­ring (red.), The Cul­tu­ral Stu­dies Re­ader, Lon­don 1993, s. 177). Ka­te­go­ria toż­sa­mo­ści po­ja­wiać się bę­dzie jed­nak tam, gdzie przy­wo­łu­ję lub oma­wiam po­glą­dy in­nych au­to­rów, któ­rzy ją wy­ko­rzy­stu­ją.

7. L. Neu­ger, Cen­tral Eu­ro­pe as a Pro­blem, w: J. Ko­rek (red.), From So­vie­to­lo­gy to Po­st­co­lo­nia­li­ty. Po­land and Ukra­ine from a Po­st­co­lo­nial Per­spec­ti­ve, Stoc­kholm, 2007, s. 26.

8. Więk­szość kra­jów tego re­gio­nu na­le­ży do Unii Eu­ro­pej­skiej, część do OECD i NATO, a PKB więk­szo­ści państw wy­no­si wię­cej niż świa­to­wa śred­nia sza­co­wa­na współ­cze­śnie na 6,5 tys USD (per ca­pi­ta); zob. J. Brad­ford De­Long, Es­ti­ma­ting World GDP, One Mil­lion B.C. - Pre­sent, http://eco­n161.ber­ke­ley.edu/TCEH/1998_Draft/Worl­d_GDP/Es­ti­ma­ting _Worl­d_GDP.html.

9. Zob. P. Wiel­gosz, Od za­co­fa­nia i z po­wro­tem. Wpro­wa­dze­nie do eko­no­mii po­li­tycz­nej mia­sta pe­ry­fe­ryj­ne­go, w: M. Kal­twas­ser, E. Ma­jew­ska, K. Szre­der, (red.) Fu­tu­ryzm miast prze­my­sło­wych. 100 lat No­wej Huty i Wol­fs­bur­ga, Kra­ków 2007.

10. M. Riab­czuk, Dwie Ukra­iny, tłum. M. Dy­has i inni, Wro­cław 2004, s. 23.

11. Zob. np. O. Ha­lec­ki, Hi­sto­ria Eu­ro­py - jej gra­ni­ce i po­dzia­ły, tłum. J.?M. Kło­czow­ski, Lu­blin 1994; J. Szűcs, Trzy Eu­ro­py, tłum. J.?M. Kło­czow­ski, Lu­blin 1995; I.?T. Be­rend, Hi­sto­ry De­ra­iled. Cen­tral and Eastern Eu­ro­pe in the Long Ni­ne­te­enth Cen­tu­ry, Ber­ke­ley 2003, s. XII-XIII.

12. Rzy­mia­nie ni­g­dy, co praw­da, nie prze­kształ­ci­li te­re­nów po­ło­żo­nych mię­dzy Re­nem a Łabą w pro­win­cję swo­je­go im­pe­rium, jed­nak na prze­ło­mie po­przed­niej i obec­nej ery sil­nie spe­ne­tro­wa­li te­re­ny pół­noc­nej Ger­ma­nii. W roku 9 n.e. pod­ję­li pró­bę osta­tecz­ne­go pod­po­rząd­ko­wa­nia tego te­re­nu, za­koń­czy­ła się ona jed­nak sro­mot­ną po­raż­ką. Che­ru­sko­wie pod wo­dzą Ar­mi­niu­sa w bi­twie w Le­sie Teu­to­bur­skim roz­gro­mi­li 3 rzym­skie le­gio­ny, za­bi­ja­jąc pra­wie 20 tys. żoł­nie­rzy. Wię­cej na ten te­mat zob. P. Ro­cha­la, Las Teu­to­bur­ski. 9 r. n.e, War­sza­wa 2008. Mimo tego kul­tu­ra i in­sty­tu­cje rzym­skie prze­ni­ka­ły przez gra­ni­cę Renu i do­cie­ra­ły aż do Łaby, co 4 wie­ki po upad­ku Rzy­mu zna­la­zło po­twier­dze­nie w fak­cie, że na tej rze­ce usta­li­ła się wschod­nia gra­ni­ca im­pe­rium Ka­ro­la Wiel­kie­go. Zob. rów­nież Pu­bliusz Kor­ne­liusz Ta­cyt, Ger­ma­nia, tłum. A. Na­ru­sze­wicz, San­do­mierz 2009.

13. Zob. M. Hroch, Cen­tral Eu­ro­pe - The Rise and Fall of an Hi­sto­ri­cal Re­gion, w: Ch. Lord (red.), Cen­tral Eu­ro­pe: Core or Pe­ry­phe­ry?, Co­pen­ha­gen 2000, s. 31.

14. Te­mat ten po­ja­wia się czę­sto na przy­kład w ese­isty­ce Zdzi­sła­wa Kra­sno­dęb­skie­go. Zob. Z. Kra­sno­dęb­ski, De­mo­kra­cja pe­ry­fe­rii, Gdańsk 2005 oraz te­goż, Drzem­ka roz­sąd­nych. Ze­bra­ne ese­je i szki­ce, Kra­ków 2006. Inny przy­kład po­dob­ne­go my­śle­nia zob. K. Ma­zur, Pol­skość ej­de­tycz­na, "Pres­sje" 2010, nr 22-23. Cały po­dwój­ny nu­mer cza­so­pi­sma "Pres­sje" słu­żyć może za przy­kład wręcz wzo­ro­wej ar­ty­ku­la­cji prze­ko­na­nia o ist­nie­niu za­po­mnia­nych i nie­zwy­kle war­to­ścio­wych wzo­rów pol­skiej or­ga­ni­za­cji spo­łecz­nej, po­li­tycz­nej i kul­tu­ro­wej.

15. W. Gom­bro­wicz, Dzien­nik 1953-1956, Kra­ków 1986, s. 280.

16. Zob. A. Kios­sev, No­tes on Self-Co­lo­ni­zing Cul­tu­res, w: B. Pe­jic, D. El­liott (red.), After the Wall. Art and Cul­tu­re in post-Com­mu­nist Eu­ro­pe, Stoc­kholm 1999. W cy­ta­tach ko­rzy­stam z elek­tro­nicz­nej wer­sji tek­stu do­stęp­nej pod ad­re­sem: http://ica.cult.bg/ima­ges/raz­ni/Fi­le/A_Kios­se­v_en.doc.

17. Tam­że.

18. A. So­snow­ska, Tu, Tam - po­mie­sza­nie, "Stu­dia So­cjo­lo­gicz­ne" 1997, 4 (147), s. 62.

19. Tam­że.

20. S. Ži­žek, Tar­ry­ing with the Ne­ga­ti­ve. Kant, He­gel, and the Cri­ti­que of Ide­olo­gy, Dur­ham 1993, s. 200.

21. Zja­wi­sko to będę ob­szer­nie opi­sy­wał i ana­li­zo­wał w dal­szej czę­ści książ­ki. Wię­cej na ten te­mat zob. np. K. Brzech­czyn, Od­ręb­ność hi­sto­rycz­na Eu­ro­py Środ­ko­wej, Po­znań 1998.

22. Zob. np. M. Ma­ło­wist, Wschód a Za­chód Eu­ro­py w XIII-XVI wie­ku, War­sza­wa 2006, W. Kula, Hi­sto­ria, za­co­fa­nie, roz­wój, War­sza­wa 1983 oraz J. To­pol­ski, Go­spo­dar­ka pol­ska a eu­ro­pej­ska w XVI-XVIII wie­ku, Po­znań 1977.

23. Zob. S. Amin, Ac­cu­mu­la­tion on a World Sca­le. A Cri­ti­que of the The­ory of Un­der­de­ve­lop­ment, New York 1974.

24. Zob. Ja­mes D. Cock­croft, An­dré Gun­der Frank, Dale L. John­son (red.), De­pen­den­ce and Un­der­de­ve­lop­ment. La­tin Ame­ri­ca's Po­li­ti­cal Eco­no­my, An­chor Bo­oks 1972.

25. Zob. N. Da­vies, Boże igrzy­sko. Hi­sto­ria Pol­ski, Roz­dział 2, Pol­ska. Kraj, tłum. E. Ta­ba­kow­ska, Kra­ków 1990, s. 51-97.

26. Wię­cej na ten te­mat zob. I. Wal­ler­ste­in, The Mo­dern World-Sys­tem. I: Ca­pi­ta­list Agri­cul­tu­re and the Ori­gins of the Eu­ro­pe­an World-Eco­no­my in the Si­xte­enth Cen­tu­ry, II: Mer­can­ti­lism and the Con­so­li­da­tion of the Eu­ro­pe­an World-Eco­no­my, 1600-1750, III: The Se­cond Era of Gre­at Expan­sion of the Ca­pi­ta­list World-Eco­no­my, 1730-1840's, New York, 1974-1988.

27. Zob. np. Amin, Ac­cu­mu­la­tion..., dz. cyt.

28. Zob. J. Sowa, Ciesz się, póź­ny wnu­ku. Ko­lo­nia­lizm, glo­ba­li­za­cja i de­mo­kra­cja ra­dy­kal­na, Kra­ków 2008.

29. C. Ge­ertz, After the Re­vo­lu­tion: The Fate of Na­tio­na­lism in the New Sta­tes, w: te­goż, The In­ter­pre­ta­ition of Cul­tu­res, New York 1993.

30. Zob. I. Il­lich, Od­szkol­nić spo­łe­czeń­stwo, tłum. Ł. Moj­sak, War­sza­wa 2010.

31. Da­lej zaj­mę się ob­szer­niej tą kwe­stią. Wię­cej na ten te­mat zob. np. A. Wy­czań­ski, Pol­ska w Eu­ro­pie XVI stu­le­cia, Po­znań 1999.

32. Do­ty­czy jej w zna­ko­mi­tej więk­szo­ści moja po­przed­nia książ­ka Ciesz się, póź­ny wnu­ku..., dz. cyt.

33. Zob. np. P. An­der­son, Pas­sa­ges from An­ti­qu­ity to Feu­da­lism, Lon­don 1974, s. 230-231.

34. Wię­cej na ten te­mat zob. G. Sto­kes, The So­cial Ori­gins of East Eu­ro­pe­an Po­li­tics, w: D. Chi­rot (red.), The Ori­gins of Bac­kward­ness in Eastern Eu­ro­pe. Eco­no­mics and Po­li­tics From the Mid­dle Ages Until the Ear­ly Twen­tieth Cen­tu­ry, Ber­ke­ley 1989, s. 210-251.

35. Zob. A. Wa­lic­ki, Sar­ma­cja. Pol­ska mię­dzy Wscho­dem a Za­cho­dem, w: te­goż, Na­ród, na­cjo­na­lizm, pa­trio­tyzm. Kul­tu­ra i Myśl Pol­ska, Kra­ków 2009, s. 31-32.

36. W pol­skiej hi­sto­rio­gra­?i tezę taką sta­wia np. Z. Wój­cik, Mię­dzy­na­ro­do­we po­ło­że­nie Rze­czy­po­spo­li­tej, w: J. Ta­zbir (red.), Pol­ska XVII wie­ku. Pań­stwo - spo­łe­czeń­stwo - kul­tu­ra, War­sza­wa 1974, s. 50. Wśród hi­sto­ry­ków za­chod­nich, któ­rzy w bra­ku ab­so­lu­ty­zmu wi­dzą głów­ną przy­czy­nę upad­ku Rze­czy­spo­li­tej Oboj­ga Na­ro­dów, wy­mie­nić na­le­ży przede wszyst­kim Per­ry'ego An­der­so­na.

37. Wię­cej na ten te­mat zob. np. J.?W. Ka­lat, Bio­lo­gi­cal Psy­cho­lo­gy, Pa­ci­?c Gro­ve 1998, s. 193-194.

38. Zob. E. Kan­to­ro­wicz, Dwa cia­ła kró­la. Stu­dium ze śre­dnio­wiecz­nej teo­lo­gii po­li­tycz­nej, tłum. M. Mi­chal­ski, A. Kra­wiec, War­sza­wa 2007.

39. Gdy uży­wam sło­wa "Re­al­ne" w zna­cze­niu, ja­kie nadał mu Ja­cqu­es La­can, pi­szę je z du­żej li­te­ry dla od­róż­nie­nia od "re­al­ne­go" w sen­sie "rze­czy­wi­ste­go". To istot­ne, po­nie­waż dla La­ca­na "rze­czy­wi­stość" wca­le nie była toż­sa­ma z "tym, co Re­al­ne", a kon­sty­tu­owa­ła się na­wet w pew­nej mie­rze po­przez za­prze­cze­nie Re­al­ne­go.

40. Zob. R.?F. Le­slie, The Po­lish Qu­estion. Po­land's Pla­ce in Mo­dern Hi­sto­ry, Lon­don 1971, s. 7-12.

41. J. La­plan­che, J.-B. Pon­ta­lis, Słow­nik psy­cho­ana­li­zy, tłum. E. Mo­dze­lew­ska, E. Woj­cie­chow­ska, War­sza­wa 1996, s. 52. Zob. też S. Ho­mer, Ja­cqu­es La­can, New York 2005, s. 85.

42. M. Ja­nion, Pro­jekt kry­ty­ki fan­ta­zma­tycz­nej. Szki­ce o eg­zy­sten­cjach lu­dzi i du­chów, War­sza­wa 1991, s. 14.

43. C. Le­fort, The Per­ma­nen­ce of the The­olo­gi­co-Po­li­ti­cal?, s. 159. Na ten te­mat zob. rów­nież te­goż, La qu­estion de la démo­cra­tie, w: te­goż, Es­sa­is sur le po­li­ti­que. XIXe-XXe si­?c­le, Pa­ris 1986, s. 20.

44. A. Men­cwel, Od hi­sto­rii idei do ide­owe­go pro­jek­tu. (An­drze­ja Wa­lic­kie­go hi­sto­rycz­na teo­ria na­ro­du), w: A. Wa­lic­ki, Na­ród..., dz. cyt., s. XXII.

45. H. Kohn, The Idea of Na­tio­na­lism, New York 1945, s. 18.

46. Zob. np. J. Ran­ci­?re, Na brze­gach po­li­tycz­ne­go, tłum. I. Bo­ja­dżi­je­wa i J. Sowa, Kra­ków 2008 lub B. La­to­ur, Po­li­ty­ka na­tu­ry, tłum. A. Czar­nac­ka, War­sza­wa 2009.

47. I.?T. Be­rend, Hi­sto­ry De­ra­iled, dz. cyt., s. 119.