Fantazja życia - Zygmunt Krasiński

Kup ebooka

4.49 zł
3.68 zł (2,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Fantazja życia

Im dalej idę, tym się okolica

Młodości mojej bardziej rozsmętniwa! Z jej pogrzebnego wyczytam już lica, Jaki się koniec w losach mych ukrywa!

A zewsząd tłoczy się stek ludzi, zdarzeń, Co rwie mnie z sobą w dalszą przestrzeń bytu! - Lecz we mnie samym wymiera świat marzeń! Schną łzy miłości - gasną skry zachwytu!

Bo gdzie tknę ręką, płazy napotykam - Ruchawe, chłodne - moich bliźnich dłonie! Gdzie wzrokiem sięgnę, głąb dusz ich przenikam, A tam fałsz czyha lub żar złości płonie!

Wszyscy szlachetni! - Tak brzydzą się złotem! - Tacy gotowi polec w świętej walce - A każden miota na drugiego błotem - I każden równy wiotką duszą - lalce!

Myślą, że maskę wdziawszy karnawału, Miedziane czoło cofną mi sprzed oka! O! jest szał święty, co pada z wysoka - Lecz wyście tylko: arlekiny szału! Nos bohatyrski z papieru lepiony, Głos grzmiący męstwem, dopóki w przyłbicy, Płaszcz wzorem togi przez pierś przerzucony, Oczy jarzące z dwóch dziur jak knot świecy

Lub bladość smętku, pędzlem bielmowana, Niewieścia słodycz na lipkim kartonie, Myśl jakaś wzniosła - szkoda, że udana - O cierniach ziemi i o wczesnym zgonie!

Skrzydła anielskie z dwóch złotych arkuszy, Do ramion spięte szpilkami - wiszące - Wszystko to, pany i panie, mnie wzruszy Tyle co mucha brzęcząca na łące!

O, znam się na was! - wiem, co komu siedzi Pod lewą piersią, gdy o czuciu gada! Lub nad Ojczyzną umarłą łzy cedzi I z swych przede mną spisków się spowiada!

Gdyby w tej chwili w tym samym pokoju, Gdzie tak rozprawiasz, drzwi się otworzyły I wszedł Duch powstań, wołając: "Do boju!" Padłbyś na krzesło, blady i bez siły - Lub też znienacka gdyby straż więzienia Przyszła cię pojmać i okuć w kajdany, Ty byś przysięgał na Chrystusa rany, Żeś Syn Niewoli - Dziedzic Poniżenia - I w stotysięczne gnąc się tłumaczenia, Sto razy wrogów nazwał twymi pany! I nic to jeszcze - gdyby tylko trzeba Dla grobu tego, nad którym tak płaczesz, Zżymasz się, krzyczysz, sejmikujesz, skaczesz, Mniej łez umarłym, tylko trochę chleba

Dać ich sierotom, by porósłszy w siłę, W gmach życia ojców zmienili mogiłę I nad nią sztandar zmartwychwstań zatknęli - Ja ci powiadam, ty, z Bergamu rodem, Żebyś ty zemknął w łóżko do pościeli, Okrył się cały malowanym wrzodem,

Jęczał bez zmysłów, a trzos, pełen srebra, Złożył tymczasem pod poduszkę w głowach I strzegł go lepiej, niż strzegł Adam żebra, Bobyś w malignie wciąż śpiewał o wdowach,

Dzieciach, kalekach - a sam Bóg wszechmocny Nie mógłby spuścić na ciebie sen nocny Tak twardy - głuchy - by ktokolwiek z świata Spod głów ci wyjął dla wdów tych dukata!

Choćbyś i skonał - to jeszcze twa mara Trzos by ten z sobą uniosła do trumny, Polszcze jednego nie dawszy talara! Widzisz - znam ciebie - tyś człowiek rozumny -

Napis ci nawet wyryją na grobie: "Cny obywatel - dobry mąż - żył nie sobie - Co mógł z dóbr zebrać, poświęcał krajowi - Choćby swój nawet ostatni grosz wdowi!

Po nim rodzina i Ojczyzna płaczą - Niech tu przechodnie pacierz zmówić raczą!" Zwodź ich za życia i zwodź ich po śmierci - Lecz mnie nie przychodź omamiać kłamstwami - Jam twoją duszę rozebrał na ćwierci - Nikt nas nie słyszy - jesteśmy tu sami -

Słuchaj więc mojej o tobie spowiedzi, Gdyś mnie tak długo spowiadał się z siebie - Możesz być cudem - dla głupiej gawiedzi - Możesz być gwiazdą - na studentów niebie -

Lecz ty nie złudzisz równego mi Ducha, Gdziekolwiek ciebie spotka i wysłucha! Bo z twoich oczu dla mnie podłość bucha

I poetyckim odgadnień spojrzeniem, Strasznym przeczuciem - z gwiazd spadłym natchnieniem - Kiedy się wdzieram w jamę twego serca, Widzę, żeś skąpiec, matacz i oszczerca!

RESZTA TEKSTU DOSTĘPNA W PEŁNEJ WERSJI.