Fałszywi arystokraci. Samozwańcy, intryganci, manipulatorzy - Marek Teler

Kup ebooka

44.90 zł
35.02 zł (34,79 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

KSIĄ­ŻĘTA, HRA­BIO­WIE, BARO­NO­WIE, wytworne pałace i wiel­kie rezy­den­cje... Bez­tro­skie życie księż­niczki lub księ­cia było i na­dal jest marze­niem wielu, lecz dostą­pić tego zaszczytu mogło tylko eli­tarne grono ludzi - z racji uro­dze­nia lub szcze­gól­nych zasług. Na prze­strzeni wie­ków nie bra­ko­wało jed­nak śmiał­ków, któ­rzy pró­bo­wali osią­gnąć ów splen­dor za wszelką cenę i posu­wali się nawet do kłam­stwa, aby móc choć przez chwilę "żyć lep­szym życiem".

Fał­szywi ary­sto­kraci opi­sują histo­rie ludzi pod­szy­wa­ją­cych się pod księż­niczki i ksią­żąt w nadziei, że przez oszu­stwo uzy­skają prze­pustkę do świata, który z uro­dze­nia nie był dla nich dostępny. Motywy ich dzia­ła­nia były różne. Nie­kiedy uda­wali zmar­łych człon­ków rodzin kró­lew­skich, aby zdo­być wła­dzę, jak poka­zuje choćby histo­ria Dymi­tra Samo­zwańca I. Innym razem cho­dziło wyłącz­nie o nawią­za­nie kon­tak­tów z przed­sta­wi­cie­lami rodów panu­ją­cych, poczu­cie pre­stiżu i wzbu­dze­nie zain­te­re­so­wa­nia mediów, którą to postawę naj­do­bit­niej repre­zen­tuje przy­kład "księ­cia" Sta­ni­sława Biel­skiego, zna­nego rów­nież jako aktor fil­mowy Harry Cort. Zda­rzały się też przy­padki kobiet, które chciały wybić się ponad prze­cięt­ność i bawiły się swoją toż­sa­mo­ścią, nara­ża­jąc się na nie­bez­pie­czeń­stwo. Tra­giczne losy "księż­niczki Tara­ka­no­wej" dowo­dzą, że za cho­ro­bliwą ambi­cję można zapła­cić naj­wyż­szą cenę.

Nie­kiedy przy­ję­cie "ksią­żę­cej" toż­sa­mo­ści pozwa­lało zamknąć jeden roz­dział życia, aby roz­po­cząć zupeł­nie nowy. Pocho­dzący z żydow­skiej rodziny Mosze Waks został jako Michał Waszyń­ski jed­nym z naj­wy­bit­niej­szych pol­skich reży­se­rów, a po II woj­nie świa­to­wej cenio­nym pro­du­cen­tem fil­mo­wym oraz odkrywcą talentu Audrey Hep­burn i Sophii Loren. Na emi­gra­cji stał się kato­lic­kim "księ­ciem Micha­łem", sta­ra­jąc się zerwać ze swoją żydow­ską prze­szło­ścią. Był to zapewne jego spo­sób na otrzą­śnię­cie się po śmierci bli­skich, ofiar Holo­kau­stu, a dzięki swoim aktor­skim zdol­no­ściom i salo­no­wemu oby­ciu był w nowej roli nad wyraz prze­ko­nu­jący.

Skom­pli­ko­wana była nato­miast histo­ria Fran­ciszki Czenst­kow­skiej, robot­nicy rol­nej z Kaszub, która przez ponad sześć­dzie­siąt lat utrzy­my­wała, że jest cudow­nie oca­lałą wielką księżną Ana­sta­zją Roma­nową. Do dziś nie ma pew­no­ści, czy była po pro­stu chorą psy­chicz­nie osobą, cynicz­nie wyko­rzy­staną przez przed­sta­wi­cieli bia­łej emi­gra­cji, czy prze­bie­głą oszustką, która przy­jęła nową toż­sa­mość, aby speł­nić marze­nie Kop­ciuszka i wyrwać się z mono­to­nii codzien­nego życia.

Oto­czona nim­bem tajem­nicy jest też histo­ria pol­skiego króla Wła­dy­sława War­neń­czyka, który zgi­nął w bitwie pod Warną, lecz któ­rego ciała ni­gdy nie odna­le­ziono. Zgi­nął czy zagi­nął? Na tę histo­rię da się patrzeć róż­nie i choć mię­dzy bajki można wło­żyć opo­wie­ści o tym, że był ojcem Krzysz­tofa Kolumba, sprawa jego domnie­ma­nego pobytu na Made­rze wymaga dokład­niej­szego zba­da­nia.

Nie są to oczy­wi­ście wszyst­kie histo­rie omó­wione w Fał­szy­wych ary­sto­kra­tach, poka­zują jed­nak, z jak zło­żoną mate­rią mamy do czy­nie­nia. Fał­szywi przed­sta­wi­ciele ary­sto­kra­cji to nie tylko żądni sławy i sen­sa­cji sza­leńcy, ale też ludzie, któ­rzy umieli stwo­rzyć sie­bie na nowo, aby dążyć do wyzna­czo­nego sobie celu. Pró­bo­wali nie­jako oszu­kać prze­zna­cze­nie, choć skutki tego były różne. Należy im się za to podziw czy potę­pie­nie? To już pozo­sta­wiam oce­nie czy­tel­ni­ków.

Jan z Wilczyny, Mikołaj Rychlik i... inni

1. Por­tret Wła­dy­sława III War­neń­czyka, Mar­cello Bac­cia­relli, 1768-1771

NAJSTAR­SZY SYN KRÓLA POLSKI Wła­dy­sława II Jagiełły i Zofii Hol­szań­skiej Wła­dy­sław Jagiel­loń­czyk, który zapi­sał się w histo­rii jako Wła­dy­sław War­neń­czyk, został koro­no­wany na Wawelu 25 lipca 1434 roku, kiedy miał nie­spełna dzie­sięć lat. W imie­niu mało­let­niego króla wła­dzę przez kilka lat spra­wo­wali Rada Opie­kuń­cza i biskup kra­kow­ski Zbi­gniew Ole­śnicki w cha­rak­te­rze regenta. W roku 1439 Wła­dy­sław osią­gnął tak zwany wiek sprawny i roz­po­czął samo­dzielne rządy, a już rok póź­niej objął rów­nież wła­dzę na Węgrzech po śmierci króla Czech i Węgier Albrechta II Habs­burga. W ramach swego węgier­skiego pano­wa­nia Jagiel­loń­czyk musiał się zmie­rzyć z rosnącą potęgą muzuł­mań­skiej Tur­cji. Jesie­nią 1443 roku roz­po­czął zbrojną wyprawę prze­ciw suł­ta­nowi Mura­dowi II i po kilku wygra­nych bitwach 12 czerwca 1444 pod­pi­sał z nim dzie­się­cio­letni rozejm w Sege­dy­nie1.

4 sierp­nia 1444 roku dwu­dzie­sto­letni władca zerwał rozejm i ruszył na Tur­ków z liczą­cymi 25 tysięcy żoł­nie­rzy woj­skami zło­żo­nymi z Węgrów, Pola­ków i Woło­chów, lecz 10 listo­pada został poko­nany przez siły turec­kie pod Warną nad Morzem Czar­nym. Jak pisał Jan Dłu­gosz w Rocz­ni­kach czyli Kro­ni­kach sław­nego Kró­le­stwa Pol­skiego, towa­rzy­szący kró­lowi Wła­dy­sła­wowi ryce­rze nama­wiali go w cza­sie bitwy, aby rato­wał się ucieczką. "Nie spo­czął jed­nak, mając przez nara­że­nie swej osoby na nie­bez­pie­czeń­stwo przy­nieść zgubę wszyst­kim wyznaw­com pra­wo­wier­nej wiary, ale sta­wia­jąc wyżej od oca­le­nia god­ność rycer­skiego stanu, a chwa­lebną śmierć wyżej od hanieb­nego życia, wmie­szaw­szy się z oddzia­łem woj­ska w naj­gęst­szy tłum wro­gów, przez jakiś czas wal­czył bar­dzo dziel­nie" - rela­cjo­no­wał dzie­jo­pis2.

Kiedy z pola bitwy uciekł z grupą ryce­rzy wybitny wódz węgier­ski Jan Huny­ady, wysłani przez niego posło­wie suge­ro­wali, by król poszedł za jego przy­kła­dem. Monar­cha odrzekł im wszakże: "Idź­cie i powiedz­cie Janowi, memu zbie­gowi, nie ryce­rzowi, że Węgrzy, stra­ciw­szy tamto woj­sko, mogą wysta­wić dru­gie, a on sam bez nara­że­nia na hańbę swej osoby nie może ucie­kać i woli stra­cić życie niż sławę, i tego dnia zgi­nąć chwa­leb­nie za wiarę, reli­gię, lud chrze­ści­jań­ski i Węgry, niż hanieb­nie ucie­kać"3. W końcu Wła­dy­sław przy­pła­cił swoją odwagę życiem, lecz Dłu­gosz nie był zbyt dobrze poin­for­mo­wany, jeśli cho­dzi o oko­licz­no­ści jego śmierci. "A król Wła­dy­sław, kiedy w nocy prze­rwano walkę, ni­gdzie się nie poka­zał. Nie zna­le­ziono jed­nak nikogo, kto by widział, że go schwy­tano lub zabito. I dziwne to zaiste, i zdu­mie­wa­jące, bo co o innych rycer­zach, któ­rzy nie wró­cili, donie­siono pewne wia­do­mo­ści albo o śmierci, albo o dosta­niu się do nie­woli" - pisał w kro­nice4.

Wię­cej infor­ma­cji na temat losów Jagiel­loń­czyka można zna­leźć w napi­sa­nym po bitwie pod Warną liście suł­tana Murada II, w któ­rym twier­dził on, że pol­ski władca został poj­many i przy­pro­wa­dzony przed jego obli­cze, a następ­nie ścięty mie­czem. Według innej wer­sji do deka­pi­ta­cji monar­chy doszło na polu bitwy, po jego śmierci w star­ciu z jan­cza­rami. Jeden z turec­kich wojow­ni­ków zorien­to­wał się, że ma do czy­nie­nia z kró­lem, ujrzaw­szy jego bogatą zbroję i pióra przy heł­mie. Głowę zanie­siono suł­ta­nowi Mura­dowi II, ten poka­zał ją poj­manym pol­skim dwo­rza­nom, a ci potwier­dzili, że to głowa króla. "Suł­tan z wielką rado­ścią roz­ka­zał wtedy wszyst­kim jeń­com odrą­bać głowy, a z kró­lew­skiej głowy, zdjąw­szy hełm, roz­ka­zał zdjąć skórę i wypchać ją zio­łami i watą, aby się nie zepsuła, a włosy na niej kazał roz­cze­sać i ufar­bo­wać zło­to­pur­pu­rową farbą, kazał nasa­dzić na lancę i obno­sić po swo­ich mia­stach, ogła­sza­jąc: oto jak Pan Bóg pozwo­lił mi poko­nać nie­przy­ja­ciela" - pisał Kon­stanty z Ostro­wicy na pod­sta­wie infor­ma­cji uzy­ska­nych od Tur­ków5.

2. Bitwa pod Warną, Jan Matejko, 1879 r.

Ciało króla ni­gdy nie zostało wydane Pola­kom, co od samego początku rodziło spe­ku­la­cje, że monar­sze udało się uciec z pola bitwy i zna­leźć bez­pieczne schro­nie­nie za gra­nicą. Jan Dłu­gosz przed­sta­wił panu­jące wów­czas w Kró­le­stwie Pol­skim nastroje w napi­sa­nych w latach 1455-1480 Rocz­ni­kach czyli Kro­ni­kach sław­nego Kró­le­stwa Pol­skiego: "To jedno było pocie­chą, że mówiono, iż król Wła­dy­sław jest cały i żyje i że uszedł ze swo­imi już to do Kon­stan­ty­no­pola lub Wene­cji, już to na Wołosz­czy­znę lub do Sied­mio­grodu, już to do Alba­nii i Rascji. Poświad­czały to listy wielu poważ­nych ludzi. Tę wieść i nowość jako miłą i pożą­daną przyj­mo­wano i wie­rzono w nią. I ile­kroć przy­no­szono do Kra­kowa list o życiu i zdro­wiu króla, tyle­kroć mia­sto prze­peł­nione nie­zmierną rado­ścią przez bicie w dzwony i pale­nie ognisk dawało wyraz rado­ści. I jak wie­dzieli, że król odzna­cza się nie­zwy­cię­żo­nym boha­ter­stwem, tak byli prze­ko­nani, że on abso­lut­nie nie poległ w tej walce"6. Mało tego, krą­żyły nawet pogło­ski, jakoby cudow­nie oca­lony władca miał się żenić w Kon­stan­ty­no­polu z córką samego cesa­rza Bizan­cjum7.

W całej Euro­pie pano­wało zresztą ogromne zamie­sza­nie zwią­zane z tym, co naprawdę wyda­rzyło się pod Warną. Papież Euge­niusz IV w listach z grud­nia 1444 i marca 1445 roku gra­tu­lo­wał kró­lowi Wła­dy­sła­wowi zwy­cię­stwa, ale oczy­wi­ście listy te nie dotarły ni­gdy do adre­sata. Król Ara­go­nii i Neapolu Alfons V Wspa­nia­ło­myślny zamie­rzał nego­cjo­wać z War­neń­czy­kiem układ doty­czący przy­szło­ści tere­nów, z któ­rych ten wyrzu­cił jakoby Tur­ków po swo­jej rze­ko­mej wik­to­rii. Z kolei w maju 1445 roku uczest­nik bitwy pod Warną Andrzej de Pala­tio napi­sał do kurii rzym­skiej list, w któ­rym dokład­nie przed­sta­wił prze­bieg walk i wyra­ził przy­pusz­cze­nie, że król Wła­dy­sław prze­bywa w nie­woli lub w ukry­ciu, ponie­waż po bitwie nikt go nie widział. Jed­no­cze­śnie jed­nak - nie dostrze­ga­jąc, że sam sobie zaprze­cza - suge­ro­wał, że monar­cha naj­praw­do­po­dob­niej uto­nął w cza­sie star­cia8.

Tajem­nica War­neń­czyka stała się też pożywką dla róż­nej maści oszu­stów będą­cych ponoć świad­kami tego, co stało się z kró­lem. W czerwcu 1445 roku nie­jaki Ambroży z Moraw, który przed­sta­wiał się jako uczest­nik bitwy pod Warną, twier­dził, że Wła­dy­sława zastą­pił na polu bitwy tajem­ni­czy Jakub z Ana­to­lii, a sam władca odpły­nął w nie­zna­nym kie­runku. Podobno chciał odbyć wielką podróż po świe­cie, by zebrać ogromną armię chrze­ści­jan do osta­tecz­nej kon­fron­ta­cji z muzuł­mań­skim najeźdźcą9.

Z każ­dym mie­sią­cem wszakże wia­do­mo­ści o królu przy­cho­dziło coraz mniej, a on sam nie dawał znaku życia, zaczęto więc wspo­mi­nać o wybo­rze nowego monar­chy. Już w kwiet­niu 1445 roku na zjeź­dzie w Sie­ra­dzu pol­ska szlachta ogło­siła kró­lem młod­szego brata Wła­dy­sława, wiel­kiego księ­cia litew­skiego Kazi­mie­rza Jagiel­loń­czyka. Ten jed­nak zwle­kał z przy­by­ciem do Kró­le­stwa Pol­skiego, uza­sad­nia­jąc to tym, że jego star­szy brat w każ­dej chwili może wró­cić. Dopiero kiedy coraz poważ­niej poczęto mówić o osa­dze­niu na tro­nie księ­cia mazo­wiec­kiego Bole­sława IV, Kazi­mierz uznał, że musi przy­jąć pol­ską koronę, aby utrzy­mać wła­dzę w rękach Jagiel­lo­nów. W efek­cie 25 czerwca 1447 roku arcy­bi­skup gnieź­nień­ski i pry­mas Pol­ski Win­centy Kot koro­no­wał go na króla Pol­ski10. Nie­mniej myśl, że star­szy brat żyje, nie­ustan­nie powra­cała do Kazi­mie­rza. Co jakiś czas poja­wiali się zresztą męż­czyźni twier­dzący, że są cudow­nie oca­la­łym War­neń­czy­kiem.

Jedną z cie­kaw­szych postaci poda­ją­cych się za pol­skiego króla był rycerz Jan z Wil­czyny koło Ryczy­wołu, ponie­waż z uda­wa­nia człon­ków rodzin ksią­żę­cych i kró­lew­skich uczy­nił nie­jako spo­sób na życie. W 1447 roku poja­wił się w War­sza­wie, gdzie rzą­dził książę Bole­sław IV, któ­rego matką była Anna, córka Fio­dora Olgier­do­wica, księ­cia na Kobry­niu, Rat­nie i Lubomli11. Prze­bie­gły oszust twier­dził, że jest Lwem (Leonem) Ostrog­skim, synem jej sio­stry Aga­fii i knia­zia Wasyla Ostrog­skiego. Lew Ostrog­ski towa­rzy­szył Wła­dy­sła­wowi pod Warną i poległ w cza­sie bitwy, lecz jego ciała nie zna­le­ziono. Jan z Wil­czyny został jed­nak wkrótce zde­ma­sko­wany. Mimo to po dwóch latach powró­cił w tej samej roli - tym razem udał się do Żbi­kowa, mazo­wiec­kiej wsi nale­żą­cej do biskupa poznań­skiego Andrzeja Bniń­skiego, i tam też bez­sku­tecz­nie pró­bo­wał jako Lew Ostrog­ski uszczk­nąć coś dla sie­bie. Wyszedł z roli księ­cia Ostrog­skiego dopiero wtedy, gdy jakiś czas póź­niej miesz­kańcy Wiel­ko­pol­ski surowo go uka­rali - przy­pie­kali oszu­sta ogniem i wie­szali na drze­wach12.

Pra­gnie­nie bycia kimś wię­cej niż jedy­nie zwy­kłym ryce­rzem cały czas towa­rzy­szyło wszakże Janowi z Wil­czyny, posta­no­wił więc zna­leźć sobie znacz­niej­szą postać do uda­wa­nia. W kwiet­niu 1451 roku udał się do Nad­re­nii w zachod­nich Niem­czech, a wra­ca­jąc stam­tąd, zaczął twier­dzić, że jest cudow­nie oca­lo­nym Wła­dy­sła­wem III, i z dnia na dzień zyski­wał coraz więk­szy poklask wśród tych, któ­rzy ni­gdy pol­skiego króla nie widzieli i wie­rzyli mu na słowo. Nie prze­szko­dziły mu w uda­wa­niu War­neń­czyka nawet nie­od­po­wied­nie warunki fizyczne. "On sam jest czło­wie­kiem kłam­li­wym, nie­po­dob­nym do naszego króla ani pod wzglę­dem ciała, ani postawy - ten był bowiem potężny, oszust zaś jest drobny" - pisał o ryce­rzu biskup poznań­ski Andrzej Bniń­ski w liście do księ­cia gło­gow­sko-żagań­skiego Hen­ryka IX Star­szego z 17 stycz­nia 1452 roku. Po pierw­szych suk­ce­sach Jan z Wil­czyny ruszył w podróż po Pol­sce, by zyskać popar­cie ludu. Kiedy jed­nak pod koniec roku 1451 zna­lazł się w Mię­dzy­rze­czu, został roz­po­znany przez kasz­te­lana gnieź­nień­skiego Dobro­go­sta Ostro­roga i prze­wie­ziony w kaj­da­nach do Pozna­nia.

W stycz­niu 1452 roku przy­znał się wresz­cie do oszu­stwa i począł bła­gać Kazi­mie­rza Jagiel­loń­czyka o łaskę, lecz nie zacho­wały się infor­ma­cje, czy król zli­to­wał się nad prze­bie­głym ryce­rzem, czy też wymie­rzył mu naj­su­row­szą z kar - karę śmierci13.

W 1459 roku w Pozna­niu poja­wił się z kolei jako Wła­dy­sław III Miko­łaj Rychlik herbu Wręby, nie­gdyś dwo­rza­nin Wła­dy­sława II Jagiełły, a następ­nie pole­głego pod Warną władcy. Był co prawda przy­naj­mniej dzie­sięć lat star­szy od War­neń­czyka ( już w roku 1429 pro­wa­dził trans­ak­cje nie­ru­cho­mo­ściami w Prze­my­ślu), ale swój nad wyraz doj­rzały wygląd mógł przy­pi­sać dra­ma­tycz­nym prze­ży­ciom ostat­nich pięt­na­stu lat. Rychlik bar­dzo dobrze znał osobę, za którą się poda­wał, towa­rzy­szył bowiem pol­skiemu kró­lowi w cza­sie wypraw wojen­nych, w tym w dra­ma­tycz­nie zakoń­czo­nej kru­cja­cie prze­ciw Tur­kom14. W nie­dłu­gim cza­sie roz­po­znał w Rychliku oszu­sta woje­woda poznań­ski Łukasz Górka, który słu­żył z nim na dwo­rze kró­lew­skim. Oto jak opi­sy­wał jego dal­sze losy cze­ski kro­ni­karz Paweł z Pragi zwany Żyd­kiem:

"Ale pan woje­woda Łukasz poznał wnet, że to nie król, ale łgarz, i chciał go stra­cić. Lecz pano­wie starsi tegoż kraju nie dopu­ścili tego, lecz odło­żyli to na roki walne kró­lew­skie. Potem nastą­pił sejm, a gdy kró­lowa stara zaparła się, że to jej syn, kazano mu zatem zro­bić koronę papie­rową, stać w niej pod prę­gie­rzem i dwa razy na dzień sma­gać go rózgami, a potem cho­wali go w wię­zie­niu poczci­wie aż do śmierci, aby nikt o nich nie mówił, że króla swego umo­rzyli"15.

Nie był to koniec sen­sa­cyj­nych donie­sień o pol­skim władcy. Jaro­sław Lew z Rožmitálu, cze­ski rycerz wal­czący pod Warną po stro­nie węgier­sko-pol­skiej, spo­tkał w 1466 roku w cza­sie podróży po Hisz­pa­nii pustel­nika, który uzna­wany był za ura­to­wa­nego króla Wła­dy­sława III. Po ucieczce z pola bitwy miał on żyć z dala od świata w małej wsi w pobliżu Canta la Pie­dra, poku­tu­jąc jakoby za zła­ma­nie pod­pi­sa­nego z Tur­kami rozejmu i sprze­nie­wie­rze­nie się chrze­ści­jań­skim zasa­dom. Cho­ciaż pustel­nik ów wypie­rał się swego kró­lew­skiego pocho­dze­nia, towa­rzy­szący Jaro­sławowi z Rožmitálu pol­ski rycerz zauwa­żył, że tak jak monar­cha, miał on sześć pal­ców na pra­wej sto­pie16.

Zawo­łał wów­czas: "Ty jesteś naszym panem i kró­lem, który został poko­nany przez Tur­ków!", na co pustel­nik odparł: "Dzi­wię się, że klę­kasz przede mną i obej­mu­jesz moje kolana, acz­kol­wiek wiesz, iż nie jestem tego godzien. Jestem czło­wie­kiem grzesz­nym, zapo­mnij o mnie. Może Bóg mi prze­ba­czy", po czym wró­cił do swo­jej ubo­giej chaty. "To istot­nie jest nasz pol­ski król, z postawy i obli­cza go roz­po­zna­łem. Pamię­tam go od dzie­ciń­stwa" - zapew­niał Jaro­sława z Rožmitálu towa­rzy­szący mu Polak. Cze­ski rycerz dodał zaś: "Pustel­nik był już stary, mocno zbu­do­wany, twarz miał podłużną, śniady na obli­czu, nos wyra­zi­sty, włosy czarne i dłu­gie oraz wąsy i brodę"17.

Filip Kal­li­mach, sekre­tarz Kazi­mie­rza IV Jagiel­loń­czyka, a następ­nie doradca jego syna Jana I Olbrachta, w napi­sa­nym w 1476 roku dziele Życie i oby­czaje Grze­go­rza z Sanoka, arcy­bi­skupa lwow­skiego przy­po­mniał, jakie pogło­ski sze­rzyły się w Kró­le­stwie Pol­skim tuż po śmierci War­neń­czyka: "Otóż wielu wró­ciło pro­stą drogą do domu z owej nie­szczę­snej bitwy, która była ostat­niem dzie­łem króla Wła­dy­sława w życiu docze­snem, i chcąc swą hańbę ubrać w jakieś pozory uczci­wo­ści, twier­dzili, że nie w walce opu­ścili króla, lecz że towa­rzy­szyli mu w ucieczce. Sze­rzyli wie­ści, że z pew­no­ścią nie poległ, lecz w jakimś kraju pędzi żywot, nie dając się poznać, jakby się wsty­dził, iż prze­żył klę­skę swych braci, którą jak powszech­nie wie­rzono - poniósł z powodu obrazy reli­gii"18. Nie da się ukryć, że ucieczka z pola bitwy była dla ryce­rza hańbą, lecz pomoc kró­lowi w ucieczce wyglą­dała już jak boha­ter­ski gest, a zara­zem pod­po­rząd­ko­wa­nie się monar­szej woli.

Legenda o tym, że król Wła­dy­sław III War­neń­czyk oca­lał, dotarła rów­nież na Maderę, gdzie miał on jakoby zna­leźć schro­nie­nie jako Hen­ri­que Alem?o (Hen­ryk Nie­miec). Sam Alem?o był posta­cią histo­ryczną, co potwier­dzają zacho­wane doku­menty. Tajem­ni­czy rycerz przy­był na wyspę około 1450 roku, a 29 kwiet­nia 1452 infant por­tu­gal­ski Hen­ryk Żeglarz nadał mu tam zie­mię. Doku­ment Hen­ryka Żegla­rza potwier­dził 18 maja 1457 roku król Por­tu­ga­lii Alfons V Afry­kań­ski. Hen­ri­que Alem?o sta­wił się wów­czas przed władcą, aby dostą­pić zaszczy­tów ze strony por­tu­gal­skiego dworu19.

Na otrzy­ma­nym tere­nie Alem?o zajął się uprawą trzciny cukro­wej. Z mał­żeń­stwa z Anną, przed­sta­wi­cielką lokal­nej szlachty, docze­kał się dwojga dzieci: syna Zyg­munta i córki Bar­bary. Hen­ri­que Alem?o zgi­nął w dra­ma­tycz­nych oko­licz­no­ściach. Kiedy pły­nął z Por­tu­ga­lii na Maderę, roz­pę­tała się wielka burza, a jego żaglo­wiec zato­piła skała spa­da­jąca z potęż­nego klifu Cabo Gir?o. Tak zakoń­czył życie tajem­ni­czy przy­bysz z daleka, który posta­no­wił spę­dzić resztę swych dni na por­tu­gal­skim archi­pe­lagu. Według XVIII-wiecz­nych prze­ka­zów z Madery na wyspie poja­wili się pol­scy fran­cisz­ka­nie, roz­po­znali w Alem?o War­neń­czyka i pró­bo­wali nakło­nić go do powrotu. Hen­ri­que zaprze­czył swej toż­sa­mo­ści, lecz o spo­tka­niu dowie­dział się król por­tu­gal­ski i wezwał domnie­ma­nego pol­skiego monar­chę do Alga­rve. To wła­śnie w dro­dze stam­tąd tajem­ni­czego miesz­kańca Madery spo­tkała tra­giczna śmierć20.

Tajem­nicę kró­lew­skiego pocho­dze­nia Hen­ryka Niemca miała jakoby znać jego żona Anna, zwana "Sen­ho­rinhą Annes", która po jego śmierci wyja­wiła ją ich synowi Zyg­mun­towi. Ten posta­no­wił wyru­szyć do Pol­ski, aby odzy­skać utra­cone dzie­dzic­two, lecz w Lizbo­nie powstrzy­mali go przed­sta­wi­ciele por­tu­gal­skiego dworu. Wra­ca­jąc na Maderę, Zyg­munt zgi­nął rze­komo w podob­nych jak ojciec oko­licz­no­ściach - przy­gnie­ciony przez zła­many w cza­sie burzy maszt. Według ksiąg gene­alo­gicz­nych rodów z Madery wdowa po Hen­ri­que Alem?o wyszła potem za mąż za Jo?o Rodri­gu­esa de Fre­itas z Alga­rve, który przez lata był wier­nym towa­rzy­szem tajem­ni­czego ryce­rza. Wspól­nie kul­ty­wo­wali póź­niej na wyspie pamięć Hen­ri­que, de Fre­itas zaś uczy­nił w swoim testa­men­cie zapis na wie­czy­stą mszę świętą za duszę ryce­rza w kościele w Mada­lena do Mar21.

Jed­nym z dowo­dów cudow­nego oca­le­nia króla Wła­dy­sława War­neń­czyka ma być list zakon­nika Miko­łaja Flo­risa do wiel­kiego mistrza krzy­żac­kiego Ludwiga von Erlich­shau­sena z 10 kwiet­nia 1452 roku:

"Wasza Dostoj­ność! Do napi­sa­nia tego listu skło­niła mnie koniecz­ność natury nie oso­bi­stej, lecz publicz­nej. Sły­sza­łem z ust oddawcy tego listu, Jana Polaka, że jesteś, Panie, szcze­gól­nym przy­ja­cie­lem króla Wła­dy­sława, nie­gdyś naj­do­stoj­niej­szego władcy i pana z Bożej łaski kró­lestw Pol­ski i Węgier. Chcę ci oznaj­mić cudowną nowinę, że król Wła­dy­sław żyje obec­nie na wyspach kró­lestwa Por­tu­ga­lii, a ja jestem jego towa­rzy­szem i współ­pu­stel­ni­kiem. Odsuń zatem wszel­kie wąt­pli­wo­ści. Jedy­nym celem napi­sa­nia tego listu jest wyko­rze­nie­nie obu­stron­nej nie­na­wi­ści i zawzię­to­ści mię­dzy twoim Zako­nem a Pola­kami, a to niech­że się sta­nie za sprawą Ducha Świę­tego. Zle­cam oddawcy tego listu, Janowi Pola­kowi, by wraz ze swoim stry­jem, zwa­nym powszech­nie "shi­par", a któ­rzy cudow­nym zbie­giem oko­licz­no­ści mnie na swój sta­tek przy­jęli i zawieźli do Lizbony, aby prze­ko­nali Waszą Dostoj­ność o rze­czach, jakie widzieli i o jakich sły­szeli. Może im Wasza Dostoj­ność dać wiarę jak świę­tej Ewan­ge­lii. Pro­szę zatem prze­słać ten list Matce kró­lew­skiej, ponie­waż matka i syn są ze sobą naj­moc­niej zwią­zani, jak to dyk­tuje sama istota miło­ści. Wyślij­cie też pismo do Cze­chów i Węgrów. Rzecz jest pilna, dla­tego zdą­ża­łem z wyspy do Lizbony szyb­szymi stat­kami, zwłasz­cza zaś do króla Por­tu­ga­lii Alfonsa i jego ksią­żąt, by oka­zali w tej spra­wie swą dobrą wolę. Zawierz­cie tej pie­częci Miko­łaja Flo­risa, towa­rzy­sza króla pol­skiego Wła­dy­sława. Prze­sy­łam pozdro­wie­nia bra­ter­skie wie­leb­nemu pro­win­cja­łowi naszego Zakonu na Pol­skę"22.

Histo­ryk Jan Dąbrow­ski nie zwró­cił na ten doku­ment więk­szej uwagi, wspo­mniał o nim jedy­nie w przy­pi­sie w swo­jej publi­ka­cji poświę­co­nej rzą­dom War­neń­czyka na Węgrzech23. Por­tu­gal­scy archi­wi­ści, któ­rzy mieli z nim stycz­ność, uznali go jed­nak za praw­dziwe i war­to­ściowe źró­dło wie­dzy na temat dal­szych losów monar­chy. O jego auten­tycz­no­ści prze­ko­nany był rów­nież aktor i reży­ser, a zara­zem dok­tor filo­zo­fii Leopold Kie­la­now­ski, który wni­kli­wie badał "życie po życiu" pol­skiego króla, a efekty swej pracy opi­sał w wyda­nej w 1991 roku w Lon­dy­nie książce Ody­seja Wła­dy­sława War­neń­czyka. Twier­dził on jed­nak, że list został napi­sany w roku 1472, co nie jest moż­liwe, ponie­waż jego adre­sat, Ludwig von Erlich­shau­sen, zmarł 4 kwiet­nia 1467 roku na zamku w Kró­lewcu24.

Auten­tycz­ność listu Flo­risa nie ozna­cza wszakże, iż prze­ka­zane przez niego infor­ma­cje są praw­dziwe. W 1452 roku sto­sunki pol­sko-krzy­żac­kie były już bar­dzo napięte i zale­d­wie dwa lata póź­niej wybu­chła wojna trzy­na­sto­let­nia, a w swych dzia­ła­niach prze­ciw Pol­sce Krzy­żacy czę­sto posłu­gi­wali się plotką i misty­fi­ka­cją. Za pano­wa­nia Wła­dy­sława Jagiełły roz­pusz­czali cho­ciażby plotki o nie­mo­ral­nym pro­wa­dze­niu się jego żon Jadwigi Ande­ga­weń­skiej, Anny Cylej­skiej i Zofii Hol­szań­skiej25. Może więc list Flo­risa był ele­men­tem kolej­nej krzy­żac­kiej intrygi? Zakon miał świa­do­mość, że wieść o żyją­cym na Made­rze star­szym bra­cie może wzbu­dzić w królu Kazi­mie­rzu poczu­cie zagro­że­nia i nie­pew­no­ści. List zakon­nika adre­so­wany jest co prawda do wiel­kiego mistrza, lecz infor­ma­cja o nim - a może i jego treść - dotarła z pew­no­ścią rów­nież do pol­skiego króla i jego matki Zofii. W Kalen­da­rzu Płoc­kim (E codi­ci­bus Plo­cen­sis) można bowiem odna­leźć nastę­pu­jący zapis: "Żyje spra­wie­dliwy Wła­dy­sław, król Pola­ków, twier­dzi Miko­łaj Flo­ris, na pod­sta­wie zna­ków, króla cudow­nie zna­le­zio­nego spro­wa­dzą i szczę­śli­wie żyć będą pod kró­lew­ską wła­dzą". Prośba Flo­risa o pokój mię­dzy zako­nem a Pola­kami mogła zaś wpły­nąć na wstrzy­ma­nie dzia­łań pol­skiego króla i dać Krzy­ża­kom wię­cej czasu na przy­go­to­wa­nie się do kolej­nej wojny26.

Można jedy­nie ubo­le­wać, że po pierw­sze, publi­ka­cja Kie­la­now­skiego uka­zała się w Lon­dy­nie, i to w nie­wiel­kim nakła­dzie, a po dru­gie, jej autor nie mógł odpo­wie­dzieć ewen­tu­al­nym pole­mi­stom, gdyż zmarł 18 stycz­nia 1988 roku, zatem trzy lata przed wyda­niem Ody­sei Wła­dy­sława War­neń­czyka. W roku 2011 kwe­stia pobytu króla na Made­rze wró­ciła na tapet za sprawą por­tu­gal­skiego pisa­rza i histo­ryka ama­tora Manu­ela da Silva Rosy, który nie tylko utoż­sa­mił Hen­ri­que Alem?o z Wła­dy­sła­wem War­neń­czy­kiem, ale też jego syna Zyg­munta z odkrywcą Ame­ryki Krzysz­to­fem Kolum­bem27. W wywia­dzie udzie­lo­nym Pol­skiej Agen­cji Pra­so­wej tłu­ma­czył swój tok rozu­mo­wa­nia: "Na zwią­zek Kolumba z posta­cią Hen­ryka Niemca wska­zuje też fakt, że w pew­nym okre­sie życia Kolumb zamiesz­kał na Made­rze, dokład­nie tam, gdzie znaj­do­wał się pałac tajem­ni­czego ryce­rza. Kolumb nie tylko na 15 lat przed swo­imi odkry­ciami, które ewen­tu­al­nie mogłyby ten fakt jakoś wytłu­ma­czyć, oże­nił się z ary­sto­kratką, ale też kon­tak­to­wał się swo­bod­nie z kró­lem Por­tu­ga­lii. Opa­try­wał też swoje listy mono­gra­mem, na któ­rym widać literę S. Wia­domo, że syn Hen­ryka Niemca miał na imię Segi­smundo, czyli Zyg­munt, imię to prze­wija się wśród Jagiel­lo­nów. Osta­tecz­nych dowo­dów mogłyby dostar­czyć bada­nia porów­naw­cze DNA, na które jed­nak nie zde­cy­do­wali się ksią­żęta San­gusz­ko­wie, żyjący potom­ko­wie Jagiel­lo­nów"28.

3. Por­tret Krzysz­tofa Kolumba, Seba­stiano del Piombo, 1519 r.

Choć sama kon­cep­cja "kró­lew­skiego pocho­dze­nia" Kolumba jest inte­re­su­jąca i oddzia­łuje na wyobraź­nię, prace Rosy nie zyskały uzna­nia w śro­do­wi­sku pol­skich bada­czy, a jego teo­ria trak­to­wana jest raczej jako sen­sa­cyjna plotka niż war­to­ściowe naukowo odkry­cie. Wydaje się bowiem mało praw­do­po­dobne, by zarówno ojciec, jak i syn zmie­nili imiona, upo­zo­ro­wali swą śmierć i zaczęli nowe życie w zupeł­nie innym miej­scu i oto­cze­niu. Przy oka­zji warto zauwa­żyć, że Rosa nie musiał wcale pro­sić San­gusz­ków o zgodę, by pozy­skać mate­riał gene­tyczny Jagiel­lo­nów. Wła­ści­wie więk­szość człon­ków euro­pej­skich dwo­rów ma bowiem mniej­szą lub więk­szą domieszkę krwi tej dyna­stii.

Wydaje się zresztą dosyć zasta­na­wia­jące, dla­czego król Pol­ski i Węgier miałby się tytu­ło­wać lub być nazy­wany Hen­ry­kiem Niem­cem, skoro nie miał nie­miec­kiego pocho­dze­nia ani żad­nych bliż­szych związ­ków z Niem­cami. Poza tym jego dzieci otrzy­mały imiona nawią­zu­jące naj­praw­do­po­dob­niej do cesa­rza rzym­sko-nie­miec­kiego Zyg­munta Luk­sem­bur­skiego i jego żony Bar­bary Cylej­skiej. Tajem­ni­czy Hen­ri­que Alem?o był więc raczej jakimś zagi­nio­nym nie­miec­kim ryce­rzem niż pol­skim władcą, cho­ciaż histo­ria lubi zaska­ki­wać i nie można wcale wyklu­czyć tego, że War­neń­czyk żył gdzieś na odlu­dziu, pro­sząc Boga, aby wyba­czył mu grzeszne życie. Towa­rzy­sząca jego śmierci tajem­nica roz­bu­dza zaś wyobraź­nię kolej­nych poko­leń bada­czy i zapewne jesz­cze nie­raz poja­wią się na temat władcy nowe, sen­sa­cyjne teo­rie.

Postać Wła­dy­sława War­neń­czyka poja­wia się też bar­dzo czę­sto w lite­ra­tu­rze, i to nie tylko w powie­ściach histo­rycz­nych, takich jak War­neń­czyk Mie­czy­sława Smo­lar­skiego, War­neń­czyk Wło­dzi­mie­rza Barta czy Warna. Wła­dy­sław War­neń­czyk Aliny Zerling-Konopki, ale rów­nież w kome­dii kry­mi­nal­nej Alka Rogo­ziń­skiego Teściowe w tara­pa­tach. Król Wła­dy­sław III jest tam wspo­mniany w kon­tek­ście hotelu w Opa­to­wie, w któ­rym prze­by­wają główne boha­terki powie­ści. Innym chęt­nie podej­mo­wa­nym współ­cze­śnie wąt­kiem doty­czą­cym tra­gicz­nie zmar­łego monar­chy jest jego domnie­mana homo­sek­su­alna orien­ta­cja. "On, skłonny do roz­ko­szy męskich, ani w cza­sie pierw­szej wyprawy prze­ciw Tur­kom, ani w cza­sie tej dru­giej, którą wtedy pro­wa­dził, gdy sza­lała wojna [...] nie zwa­ża­jąc zupeł­nie na wła­sne nie­bez­pie­czeń­stwo i na zagro­że­nie całego woj­ska, nie porzu­cał swych prze­ciwnych czy­sto­ści, wstręt­nych roz­ko­szy" - pisał Jan Dłu­gosz. Histo­rycy gło­wią się nad tym, czy kro­ni­karz za "prze­ciwne czy­sto­ści, wstrętne roz­ko­sze" uzna­wał homo­ero­tyczne rela­cje króla, czy też cho­dziło mu po pro­stu o jego hete­ro­sek­su­alne kawa­ler­skie ucie­chy. Dłu­gosz musiał jed­nak uży­wać pół­słó­wek, gdyż Rocz­niki czyli Kro­niki sław­nego Kró­le­stwa Pol­skiego powsta­wały na dwo­rze kró­lew­skiego brata, Kazi­mie­rza Jagiel­loń­czyka.

4. Nagro­bek Wła­dy­sława War­neń­czyka w kate­drze na Wawelu

Miej­sce pochówku Wła­dy­sława War­neń­czyka pozo­staje nie­znane, ale w 1935 roku na jed­nym z kur­ha­nów nad polem bitwy pod Warną wybu­do­wano sym­bo­liczny gro­bo­wiec - ceno­taf - monar­chy. Wcze­śniej, bo w roku 1906, w kate­drze na Wawelu umiesz­czony został nagro­bek króla wyko­nany w Rzy­mie przez rzeź­bia­rza Anto­niego Madey­skiego z czer­wo­nego mar­muru i brązu. Uka­zuje on Wła­dy­sława War­neń­czyka jako ryce­rza i obrońcę chrze­ści­jań­stwa, który z dumą trzyma w rękach słynny miecz Szczer­biec. Piękno i reali­styczne przed­sta­wie­nie władcy na nagrobku skło­niło nawet dzien­ni­ka­rza Zbi­gniewa Świę­cha do wysnu­cia teo­rii, że gro­bo­wiec "oddy­cha", War­neń­czyk zaś stał się astra­lem - cia­łem zawie­szo­nym pomię­dzy świa­tem ziem­skim a ducho­wym29. O ile jed­nak w teo­rię o astralu trudno racjo­nal­nie myślą­cym uwie­rzyć, o tyle prawdą jest, że monar­cha pozo­sta­wił po sobie tajem­nicę swej śmierci, która ni­gdy zapewne nie zosta­nie roz­wi­kłana.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

K. Olej­nik, Wła­dy­sław III War­neń­czyk (1424-1444), Kra­ków 2007. [wróć]

J. Dłu­gosz, Rocz­niki czyli Kro­niki sław­nego Kró­le­stwa Pol­skiego. Księga 11 i 12: 1431-1444, War­szawa 2004, s. 357-358. [wróć]

Ibi­dem, s. 358-359. [wróć]

Ibi­dem, s. 363. [wróć]

K. Łuka­sie­wicz, Wła­dy­sław War­neń­czyk. Krzy­żacy i kawa­ler Świę­tej Kata­rzyny, War­szawa 2010, s. 126-127. [wróć]

J. Dłu­gosz, Rocz­niki czyli Kro­niki sław­nego Kró­le­stwa Pol­skiego. Księga 12: 1445-1461, War­szawa 2009, s. 11-12. [wróć]

F. Koneczny, Dzieje Pol­ski za Jagiel­lo­nów, Kra­ków 1903, s. 156. [wróć]

K. Olej­nik, Wła­dy­sław III War­neń­czyk (1424-1444), op. cit., s. 228-229. [wróć]

Ibi­dem, s. 231-232. [wróć]

M. Bogucka, Kazi­mierz Jagiel­loń­czyk i jego czasy, Kra­ków 2009. [wróć]

J. Tęgow­ski, Pierw­sze poko­le­nia Gie­dy­mi­no­wi­czów, Poznań-Wro­cław 1999, s. 59-60, 67. [wróć]

A. Lewicki, Pseudo-War­neń­czyk, "Kwar­tal­nik Histo­ryczny" 1895, nr 9, s. 243. [wróć]

S. Jakub­czak, Rychlik Miko­łaj, Pol­ski Słow­nik Bio­gra­ficzny, t. 33, Kra­ków 1992, s. 377. [wróć]

A. Lewicki, Pseudo-War­neń­czyk, op. cit., s. 240. [wróć]

Ibi­dem. [wróć]

Ibi­dem, s. 240-242. [wróć]

L. Kie­la­now­ski, Ody­seja Wła­dy­sława War­neń­czyka, Lon­dyn 1991, s. 63. [wróć]

F. Kal­li­mach, Życie i oby­czaje Grze­go­rza z Sanoka, arcy­bi­skupa lwow­skiego, Lwów 1909, s. 47-48. [wróć]

L. Kie­la­now­ski, Ody­seja Wła­dy­sława War­neń­czyka, op. cit., s. 48. [wróć]

Ibi­dem, s. 48-49. [wróć]

Ibi­dem, s. 61. [wróć]

Ibi­dem, s. 68-69. [wróć]

J. Dąbrow­ski, Wła­dy­sław I Jagiel­loń­czyk na Węgrzech (1440-1444), War­szawa 1922, s. 195, przyp. 4. [wróć]

L. Kie­la­now­ski, Ody­seja Wła­dy­sława War­neń­czyka, op. cit., s. 65-68. [wróć]

J. Krzy­ża­nia­kowa, J. Ochmań­ski, Wła­dy­sław II Jagiełło, Wro­cław 2006, s. 292-293. [wróć]

K. Łuka­sie­wicz, Wła­dy­sław War­neń­czyk. Krzy­żacy i kawa­ler Świę­tej Kata­rzyny, op. cit., s. 152. [wróć]

M. Rosa, Kolumb. Histo­ria nie­znana, Poznań 2012. [wróć]

A. Szwe­do­wicz, Manuel Rosa: Kolumb był synem pol­skiego króla, dzieje.pl, https://dzieje.pl/roz­ma­ito­sci/manuel-rosa-kolumb-byl-synem-pol­skiego-krola. [wróć]

Z. Święch, Ostatni krzy­żo­wiec Europy. Oddy­cha­jący sar­ko­fag War­neń­czyka?, Kra­ków 1995. [wróć]