Jan z Wilczyny, Mikołaj Rychlik i... inni
1. Portret Władysława III Warneńczyka, Marcello Bacciarelli, 1768-1771
NAJSTARSZY SYN KRÓLA
POLSKI Władysława II Jagiełły i Zofii Holszańskiej Władysław
Jagiellończyk, który zapisał się w historii jako Władysław Warneńczyk,
został koronowany na Wawelu 25 lipca 1434 roku, kiedy miał niespełna
dziesięć lat. W imieniu małoletniego króla władzę przez kilka lat
sprawowali Rada Opiekuńcza i biskup krakowski Zbigniew Oleśnicki w charakterze regenta. W roku 1439 Władysław osiągnął tak zwany wiek
sprawny i rozpoczął samodzielne rządy, a już rok później objął również
władzę na Węgrzech po śmierci króla Czech i Węgier Albrechta II
Habsburga. W ramach swego węgierskiego panowania Jagiellończyk musiał
się zmierzyć z rosnącą potęgą muzułmańskiej Turcji. Jesienią 1443 roku
rozpoczął zbrojną wyprawę przeciw sułtanowi Muradowi II i po kilku
wygranych bitwach 12 czerwca 1444 podpisał z nim dziesięcioletni rozejm
w Segedynie1.
4 sierpnia 1444 roku dwudziestoletni władca zerwał rozejm i ruszył na
Turków z liczącymi 25 tysięcy żołnierzy wojskami złożonymi z Węgrów,
Polaków i Wołochów, lecz 10 listopada został pokonany przez siły
tureckie pod Warną nad Morzem Czarnym. Jak pisał Jan Długosz w Rocznikach czyli Kronikach sławnego Królestwa Polskiego, towarzyszący
królowi Władysławowi rycerze namawiali go w czasie bitwy, aby ratował
się ucieczką. "Nie spoczął jednak, mając przez narażenie swej osoby na
niebezpieczeństwo przynieść zgubę wszystkim wyznawcom prawowiernej
wiary, ale stawiając wyżej od ocalenia godność rycerskiego stanu, a chwalebną śmierć wyżej od haniebnego życia, wmieszawszy się z oddziałem
wojska w najgęstszy tłum wrogów, przez jakiś czas walczył bardzo
dzielnie" - relacjonował dziejopis2.
Kiedy z pola bitwy uciekł z grupą rycerzy wybitny wódz węgierski Jan
Hunyady, wysłani przez niego posłowie sugerowali, by król poszedł za
jego przykładem. Monarcha odrzekł im wszakże: "Idźcie i powiedzcie
Janowi, memu zbiegowi, nie rycerzowi, że Węgrzy, straciwszy tamto
wojsko, mogą wystawić drugie, a on sam bez narażenia na hańbę swej osoby
nie może uciekać i woli stracić życie niż sławę, i tego dnia zginąć
chwalebnie za wiarę, religię, lud chrześcijański i Węgry, niż haniebnie
uciekać"3. W końcu Władysław przypłacił swoją odwagę życiem,
lecz Długosz nie był zbyt dobrze poinformowany, jeśli chodzi o okoliczności jego śmierci. "A król Władysław, kiedy w nocy przerwano
walkę, nigdzie się nie pokazał. Nie znaleziono jednak nikogo, kto by
widział, że go schwytano lub zabito. I dziwne to zaiste, i zdumiewające,
bo co o innych rycerzach, którzy nie wrócili, doniesiono pewne
wiadomości albo o śmierci, albo o dostaniu się do niewoli" - pisał w kronice4.
Więcej informacji na temat losów Jagiellończyka można znaleźć w napisanym po bitwie pod Warną liście sułtana Murada II, w którym
twierdził on, że polski władca został pojmany i przyprowadzony przed
jego oblicze, a następnie ścięty mieczem. Według innej wersji do
dekapitacji monarchy doszło na polu bitwy, po jego śmierci w starciu z janczarami. Jeden z tureckich wojowników zorientował się, że ma do
czynienia z królem, ujrzawszy jego bogatą zbroję i pióra przy hełmie.
Głowę zaniesiono sułtanowi Muradowi II, ten pokazał ją pojmanym polskim
dworzanom, a ci potwierdzili, że to głowa króla. "Sułtan z wielką
radością rozkazał wtedy wszystkim jeńcom odrąbać głowy, a z królewskiej
głowy, zdjąwszy hełm, rozkazał zdjąć skórę i wypchać ją ziołami i watą,
aby się nie zepsuła, a włosy na niej kazał rozczesać i ufarbować
złotopurpurową farbą, kazał nasadzić na lancę i obnosić po swoich
miastach, ogłaszając: oto jak Pan Bóg pozwolił mi pokonać
nieprzyjaciela" - pisał Konstanty z Ostrowicy na podstawie informacji
uzyskanych od Turków5.
2. Bitwa pod Warną, Jan Matejko, 1879 r.
Ciało króla nigdy nie zostało wydane Polakom, co od samego początku
rodziło spekulacje, że monarsze udało się uciec z pola bitwy i znaleźć
bezpieczne schronienie za granicą. Jan Długosz przedstawił panujące
wówczas w Królestwie Polskim nastroje w napisanych w latach 1455-1480
Rocznikach czyli Kronikach sławnego Królestwa Polskiego: "To jedno
było pociechą, że mówiono, iż król Władysław jest cały i żyje i że
uszedł ze swoimi już to do Konstantynopola lub Wenecji, już to na
Wołoszczyznę lub do Siedmiogrodu, już to do Albanii i Rascji.
Poświadczały to listy wielu poważnych ludzi. Tę wieść i nowość jako miłą
i pożądaną przyjmowano i wierzono w nią. I ilekroć przynoszono do
Krakowa list o życiu i zdrowiu króla, tylekroć miasto przepełnione
niezmierną radością przez bicie w dzwony i palenie ognisk dawało wyraz
radości. I jak wiedzieli, że król odznacza się niezwyciężonym
bohaterstwem, tak byli przekonani, że on absolutnie nie poległ w tej
walce"6. Mało tego, krążyły nawet pogłoski, jakoby cudownie
ocalony władca miał się żenić w Konstantynopolu z córką samego cesarza
Bizancjum7.
W całej Europie panowało zresztą ogromne zamieszanie związane z tym, co
naprawdę wydarzyło się pod Warną. Papież Eugeniusz IV w listach z grudnia 1444 i marca 1445 roku gratulował królowi Władysławowi
zwycięstwa, ale oczywiście listy te nie dotarły nigdy do adresata. Król
Aragonii i Neapolu Alfons V Wspaniałomyślny zamierzał negocjować z Warneńczykiem układ dotyczący przyszłości terenów, z których ten
wyrzucił jakoby Turków po swojej rzekomej wiktorii. Z kolei w maju 1445
roku uczestnik bitwy pod Warną Andrzej de Palatio napisał do kurii
rzymskiej list, w którym dokładnie przedstawił przebieg walk i wyraził
przypuszczenie, że król Władysław przebywa w niewoli lub w ukryciu,
ponieważ po bitwie nikt go nie widział. Jednocześnie jednak - nie
dostrzegając, że sam sobie zaprzecza - sugerował, że monarcha
najprawdopodobniej utonął w czasie starcia8.
Tajemnica Warneńczyka stała się też pożywką dla różnej maści oszustów
będących ponoć świadkami tego, co stało się z królem. W czerwcu 1445
roku niejaki Ambroży z Moraw, który przedstawiał się jako uczestnik
bitwy pod Warną, twierdził, że Władysława zastąpił na polu bitwy
tajemniczy Jakub z Anatolii, a sam władca odpłynął w nieznanym kierunku.
Podobno chciał odbyć wielką podróż po świecie, by zebrać ogromną armię
chrześcijan do ostatecznej konfrontacji z muzułmańskim
najeźdźcą9.
Z każdym miesiącem wszakże wiadomości o królu przychodziło coraz mniej,
a on sam nie dawał znaku życia, zaczęto więc wspominać o wyborze nowego
monarchy. Już w kwietniu 1445 roku na zjeździe w Sieradzu polska
szlachta ogłosiła królem młodszego brata Władysława, wielkiego księcia
litewskiego Kazimierza Jagiellończyka. Ten jednak zwlekał z przybyciem
do Królestwa Polskiego, uzasadniając to tym, że jego starszy brat w każdej chwili może wrócić. Dopiero kiedy coraz poważniej poczęto mówić o osadzeniu na tronie księcia mazowieckiego Bolesława IV, Kazimierz uznał,
że musi przyjąć polską koronę, aby utrzymać władzę w rękach Jagiellonów.
W efekcie 25 czerwca 1447 roku arcybiskup gnieźnieński i prymas Polski
Wincenty Kot koronował go na króla Polski10. Niemniej myśl, że
starszy brat żyje, nieustannie powracała do Kazimierza. Co jakiś czas
pojawiali się zresztą mężczyźni twierdzący, że są cudownie ocalałym
Warneńczykiem.
Jedną z ciekawszych postaci podających się za polskiego króla był rycerz
Jan z Wilczyny koło Ryczywołu, ponieważ z udawania członków rodzin
książęcych i królewskich uczynił niejako sposób na życie. W 1447 roku
pojawił się w Warszawie, gdzie rządził książę Bolesław IV, którego matką
była Anna, córka Fiodora Olgierdowica, księcia na Kobryniu, Ratnie i Lubomli11. Przebiegły oszust twierdził, że jest Lwem (Leonem)
Ostrogskim, synem jej siostry Agafii i kniazia Wasyla Ostrogskiego. Lew
Ostrogski towarzyszył Władysławowi pod Warną i poległ w czasie bitwy,
lecz jego ciała nie znaleziono. Jan z Wilczyny został jednak wkrótce
zdemaskowany. Mimo to po dwóch latach powrócił w tej samej roli - tym
razem udał się do Żbikowa, mazowieckiej wsi należącej do biskupa
poznańskiego Andrzeja Bnińskiego, i tam też bezskutecznie próbował jako
Lew Ostrogski uszczknąć coś dla siebie. Wyszedł z roli księcia
Ostrogskiego dopiero wtedy, gdy jakiś czas później mieszkańcy
Wielkopolski surowo go ukarali - przypiekali oszusta ogniem i wieszali
na drzewach12.
Pragnienie bycia kimś więcej niż jedynie zwykłym rycerzem cały czas
towarzyszyło wszakże Janowi z Wilczyny, postanowił więc znaleźć sobie
znaczniejszą postać do udawania. W kwietniu 1451 roku udał się do
Nadrenii w zachodnich Niemczech, a wracając stamtąd, zaczął twierdzić,
że jest cudownie ocalonym Władysławem III, i z dnia na dzień zyskiwał
coraz większy poklask wśród tych, którzy nigdy polskiego króla nie
widzieli i wierzyli mu na słowo. Nie przeszkodziły mu w udawaniu
Warneńczyka nawet nieodpowiednie warunki fizyczne. "On sam jest
człowiekiem kłamliwym, niepodobnym do naszego króla ani pod względem
ciała, ani postawy - ten był bowiem potężny, oszust zaś jest drobny" -
pisał o rycerzu biskup poznański Andrzej Bniński w liście do księcia
głogowsko-żagańskiego Henryka IX Starszego z 17 stycznia 1452 roku. Po
pierwszych sukcesach Jan z Wilczyny ruszył w podróż po Polsce, by zyskać
poparcie ludu. Kiedy jednak pod koniec roku 1451 znalazł się w Międzyrzeczu, został rozpoznany przez kasztelana gnieźnieńskiego
Dobrogosta Ostroroga i przewieziony w kajdanach do Poznania.
W styczniu 1452 roku przyznał się wreszcie do oszustwa i począł błagać
Kazimierza Jagiellończyka o łaskę, lecz nie zachowały się informacje,
czy król zlitował się nad przebiegłym rycerzem, czy też wymierzył mu
najsurowszą z kar - karę śmierci13.
W 1459 roku w Poznaniu pojawił się z kolei jako Władysław III Mikołaj
Rychlik herbu Wręby, niegdyś dworzanin Władysława II Jagiełły, a następnie poległego pod Warną władcy. Był co prawda przynajmniej
dziesięć lat starszy od Warneńczyka ( już w roku 1429 prowadził
transakcje nieruchomościami w Przemyślu), ale swój nad wyraz dojrzały
wygląd mógł przypisać dramatycznym przeżyciom ostatnich piętnastu lat.
Rychlik bardzo dobrze znał osobę, za którą się podawał, towarzyszył
bowiem polskiemu królowi w czasie wypraw wojennych, w tym w dramatycznie
zakończonej krucjacie przeciw Turkom14. W niedługim czasie
rozpoznał w Rychliku oszusta wojewoda poznański Łukasz Górka, który
służył z nim na dworze królewskim. Oto jak opisywał jego dalsze losy
czeski kronikarz Paweł z Pragi zwany Żydkiem:
"Ale pan wojewoda Łukasz poznał wnet, że to nie król, ale łgarz, i chciał go stracić. Lecz panowie starsi tegoż kraju nie dopuścili tego,
lecz odłożyli to na roki walne królewskie. Potem nastąpił sejm, a gdy
królowa stara zaparła się, że to jej syn, kazano mu zatem zrobić koronę
papierową, stać w niej pod pręgierzem i dwa razy na dzień smagać go
rózgami, a potem chowali go w więzieniu poczciwie aż do śmierci, aby
nikt o nich nie mówił, że króla swego umorzyli"15.
Nie był to koniec sensacyjnych doniesień o polskim władcy. Jarosław Lew
z Rožmitálu, czeski rycerz walczący pod Warną po stronie
węgiersko-polskiej, spotkał w 1466 roku w czasie podróży po Hiszpanii
pustelnika, który uznawany był za uratowanego króla Władysława III. Po
ucieczce z pola bitwy miał on żyć z dala od świata w małej wsi w pobliżu
Canta la Piedra, pokutując jakoby za złamanie podpisanego z Turkami
rozejmu i sprzeniewierzenie się chrześcijańskim zasadom. Chociaż
pustelnik ów wypierał się swego królewskiego pochodzenia, towarzyszący
Jarosławowi z Rožmitálu polski rycerz zauważył, że tak jak monarcha,
miał on sześć palców na prawej stopie16.
Zawołał wówczas: "Ty jesteś naszym panem i królem, który został pokonany
przez Turków!", na co pustelnik odparł: "Dziwię się, że klękasz przede
mną i obejmujesz moje kolana, aczkolwiek wiesz, iż nie jestem tego
godzien. Jestem człowiekiem grzesznym, zapomnij o mnie. Może Bóg mi
przebaczy", po czym wrócił do swojej ubogiej chaty. "To istotnie jest
nasz polski król, z postawy i oblicza go rozpoznałem. Pamiętam go od
dzieciństwa" - zapewniał Jarosława z Rožmitálu towarzyszący mu Polak.
Czeski rycerz dodał zaś: "Pustelnik był już stary, mocno zbudowany,
twarz miał podłużną, śniady na obliczu, nos wyrazisty, włosy czarne i długie oraz wąsy i brodę"17.
Filip Kallimach, sekretarz Kazimierza IV Jagiellończyka, a następnie
doradca jego syna Jana I Olbrachta, w napisanym w 1476 roku dziele
Życie i obyczaje Grzegorza z Sanoka, arcybiskupa lwowskiego
przypomniał, jakie pogłoski szerzyły się w Królestwie Polskim tuż po
śmierci Warneńczyka: "Otóż wielu wróciło prostą drogą do domu z owej
nieszczęsnej bitwy, która była ostatniem dziełem króla Władysława w życiu doczesnem, i chcąc swą hańbę ubrać w jakieś pozory uczciwości,
twierdzili, że nie w walce opuścili króla, lecz że towarzyszyli mu w ucieczce. Szerzyli wieści, że z pewnością nie poległ, lecz w jakimś
kraju pędzi żywot, nie dając się poznać, jakby się wstydził, iż przeżył
klęskę swych braci, którą jak powszechnie wierzono - poniósł z powodu
obrazy religii"18. Nie da się ukryć, że ucieczka z pola bitwy
była dla rycerza hańbą, lecz pomoc królowi w ucieczce wyglądała już jak
bohaterski gest, a zarazem podporządkowanie się monarszej woli.
Legenda o tym, że król Władysław III Warneńczyk ocalał, dotarła również
na Maderę, gdzie miał on jakoby znaleźć schronienie jako Henrique Alem?o
(Henryk Niemiec). Sam Alem?o był postacią historyczną, co potwierdzają
zachowane dokumenty. Tajemniczy rycerz przybył na wyspę około 1450 roku,
a 29 kwietnia 1452 infant portugalski Henryk Żeglarz nadał mu tam
ziemię. Dokument Henryka Żeglarza potwierdził 18 maja 1457 roku król
Portugalii Alfons V Afrykański. Henrique Alem?o stawił się wówczas przed
władcą, aby dostąpić zaszczytów ze strony portugalskiego dworu19.
Na otrzymanym terenie Alem?o zajął się uprawą trzciny cukrowej. Z małżeństwa z Anną, przedstawicielką lokalnej szlachty, doczekał się
dwojga dzieci: syna Zygmunta i córki Barbary. Henrique Alem?o zginął w dramatycznych okolicznościach. Kiedy płynął z Portugalii na Maderę,
rozpętała się wielka burza, a jego żaglowiec zatopiła skała spadająca z potężnego klifu Cabo Gir?o. Tak zakończył życie tajemniczy przybysz z daleka, który postanowił spędzić resztę swych dni na portugalskim
archipelagu. Według XVIII-wiecznych przekazów z Madery na wyspie
pojawili się polscy franciszkanie, rozpoznali w Alem?o Warneńczyka i próbowali nakłonić go do powrotu. Henrique zaprzeczył swej tożsamości,
lecz o spotkaniu dowiedział się król portugalski i wezwał domniemanego
polskiego monarchę do Algarve. To właśnie w drodze stamtąd tajemniczego
mieszkańca Madery spotkała tragiczna śmierć20.
Tajemnicę królewskiego pochodzenia Henryka Niemca miała jakoby znać jego
żona Anna, zwana "Senhorinhą Annes", która po jego śmierci wyjawiła ją
ich synowi Zygmuntowi. Ten postanowił wyruszyć do Polski, aby odzyskać
utracone dziedzictwo, lecz w Lizbonie powstrzymali go przedstawiciele
portugalskiego dworu. Wracając na Maderę, Zygmunt zginął rzekomo w podobnych jak ojciec okolicznościach - przygnieciony przez złamany w czasie burzy maszt. Według ksiąg genealogicznych rodów z Madery wdowa po
Henrique Alem?o wyszła potem za mąż za Jo?o Rodriguesa de Freitas z Algarve, który przez lata był wiernym towarzyszem tajemniczego rycerza.
Wspólnie kultywowali później na wyspie pamięć Henrique, de Freitas zaś
uczynił w swoim testamencie zapis na wieczystą mszę świętą za duszę
rycerza w kościele w Madalena do Mar21.
Jednym z dowodów cudownego ocalenia króla Władysława Warneńczyka ma być
list zakonnika Mikołaja Florisa do wielkiego mistrza krzyżackiego
Ludwiga von Erlichshausena z 10 kwietnia 1452 roku:
"Wasza Dostojność! Do napisania tego listu skłoniła mnie konieczność
natury nie osobistej, lecz publicznej. Słyszałem z ust oddawcy tego
listu, Jana Polaka, że jesteś, Panie, szczególnym przyjacielem króla
Władysława, niegdyś najdostojniejszego władcy i pana z Bożej łaski
królestw Polski i Węgier. Chcę ci oznajmić cudowną nowinę, że król
Władysław żyje obecnie na wyspach królestwa Portugalii, a ja jestem jego
towarzyszem i współpustelnikiem. Odsuń zatem wszelkie wątpliwości.
Jedynym celem napisania tego listu jest wykorzenienie obustronnej
nienawiści i zawziętości między twoim Zakonem a Polakami, a to niechże
się stanie za sprawą Ducha Świętego. Zlecam oddawcy tego listu, Janowi
Polakowi, by wraz ze swoim stryjem, zwanym powszechnie "shipar", a którzy cudownym zbiegiem okoliczności mnie na swój statek przyjęli i zawieźli do Lizbony, aby przekonali Waszą Dostojność o rzeczach, jakie
widzieli i o jakich słyszeli. Może im Wasza Dostojność dać wiarę jak
świętej Ewangelii. Proszę zatem przesłać ten list Matce królewskiej,
ponieważ matka i syn są ze sobą najmocniej związani, jak to dyktuje sama
istota miłości. Wyślijcie też pismo do Czechów i Węgrów. Rzecz jest
pilna, dlatego zdążałem z wyspy do Lizbony szybszymi statkami, zwłaszcza
zaś do króla Portugalii Alfonsa i jego książąt, by okazali w tej sprawie
swą dobrą wolę. Zawierzcie tej pieczęci Mikołaja Florisa, towarzysza
króla polskiego Władysława. Przesyłam pozdrowienia braterskie wielebnemu
prowincjałowi naszego Zakonu na Polskę"22.
Historyk Jan Dąbrowski nie zwrócił na ten dokument większej uwagi,
wspomniał o nim jedynie w przypisie w swojej publikacji poświęconej
rządom Warneńczyka na Węgrzech23. Portugalscy archiwiści,
którzy mieli z nim styczność, uznali go jednak za prawdziwe i wartościowe źródło wiedzy na temat dalszych losów monarchy. O jego
autentyczności przekonany był również aktor i reżyser, a zarazem doktor
filozofii Leopold Kielanowski, który wnikliwie badał "życie po życiu"
polskiego króla, a efekty swej pracy opisał w wydanej w 1991 roku w Londynie książce Odyseja Władysława Warneńczyka. Twierdził on jednak,
że list został napisany w roku 1472, co nie jest możliwe, ponieważ jego
adresat, Ludwig von Erlichshausen, zmarł 4 kwietnia 1467 roku na zamku w Królewcu24.
Autentyczność listu Florisa nie oznacza wszakże, iż przekazane przez
niego informacje są prawdziwe. W 1452 roku stosunki polsko-krzyżackie
były już bardzo napięte i zaledwie dwa lata później wybuchła wojna
trzynastoletnia, a w swych działaniach przeciw Polsce Krzyżacy często
posługiwali się plotką i mistyfikacją. Za panowania Władysława Jagiełły
rozpuszczali chociażby plotki o niemoralnym prowadzeniu się jego żon
Jadwigi Andegaweńskiej, Anny Cylejskiej i Zofii
Holszańskiej25. Może więc list Florisa był elementem
kolejnej krzyżackiej intrygi? Zakon miał świadomość, że wieść o żyjącym
na Maderze starszym bracie może wzbudzić w królu Kazimierzu poczucie
zagrożenia i niepewności. List zakonnika adresowany jest co prawda do
wielkiego mistrza, lecz informacja o nim - a może i jego treść - dotarła
z pewnością również do polskiego króla i jego matki Zofii. W Kalendarzu
Płockim (E codicibus Plocensis) można bowiem odnaleźć następujący
zapis: "Żyje sprawiedliwy Władysław, król Polaków, twierdzi Mikołaj
Floris, na podstawie znaków, króla cudownie znalezionego sprowadzą i szczęśliwie żyć będą pod królewską władzą". Prośba Florisa o pokój
między zakonem a Polakami mogła zaś wpłynąć na wstrzymanie działań
polskiego króla i dać Krzyżakom więcej czasu na przygotowanie się do
kolejnej wojny26.
Można jedynie ubolewać, że po pierwsze, publikacja Kielanowskiego
ukazała się w Londynie, i to w niewielkim nakładzie, a po drugie, jej
autor nie mógł odpowiedzieć ewentualnym polemistom, gdyż zmarł 18
stycznia 1988 roku, zatem trzy lata przed wydaniem Odysei Władysława
Warneńczyka. W roku 2011 kwestia pobytu króla na Maderze wróciła na
tapet za sprawą portugalskiego pisarza i historyka amatora Manuela da
Silva Rosy, który nie tylko utożsamił Henrique Alem?o z Władysławem
Warneńczykiem, ale też jego syna Zygmunta z odkrywcą Ameryki Krzysztofem
Kolumbem27. W wywiadzie udzielonym Polskiej Agencji Prasowej
tłumaczył swój tok rozumowania: "Na związek Kolumba z postacią Henryka
Niemca wskazuje też fakt, że w pewnym okresie życia Kolumb zamieszkał na
Maderze, dokładnie tam, gdzie znajdował się pałac tajemniczego rycerza.
Kolumb nie tylko na 15 lat przed swoimi odkryciami, które ewentualnie
mogłyby ten fakt jakoś wytłumaczyć, ożenił się z arystokratką, ale też
kontaktował się swobodnie z królem Portugalii. Opatrywał też swoje listy
monogramem, na którym widać literę S. Wiadomo, że syn Henryka Niemca
miał na imię Segismundo, czyli Zygmunt, imię to przewija się wśród
Jagiellonów. Ostatecznych dowodów mogłyby dostarczyć badania porównawcze
DNA, na które jednak nie zdecydowali się książęta Sanguszkowie, żyjący
potomkowie Jagiellonów"28.
3. Portret Krzysztofa Kolumba, Sebastiano del Piombo, 1519 r.
Choć sama koncepcja "królewskiego pochodzenia" Kolumba jest interesująca
i oddziałuje na wyobraźnię, prace Rosy nie zyskały uznania w środowisku
polskich badaczy, a jego teoria traktowana jest raczej jako sensacyjna
plotka niż wartościowe naukowo odkrycie. Wydaje się bowiem mało
prawdopodobne, by zarówno ojciec, jak i syn zmienili imiona, upozorowali
swą śmierć i zaczęli nowe życie w zupełnie innym miejscu i otoczeniu.
Przy okazji warto zauważyć, że Rosa nie musiał wcale prosić Sanguszków o zgodę, by pozyskać materiał genetyczny Jagiellonów. Właściwie większość
członków europejskich dworów ma bowiem mniejszą lub większą domieszkę
krwi tej dynastii.
Wydaje się zresztą dosyć zastanawiające, dlaczego król Polski i Węgier
miałby się tytułować lub być nazywany Henrykiem Niemcem, skoro nie miał
niemieckiego pochodzenia ani żadnych bliższych związków z Niemcami. Poza
tym jego dzieci otrzymały imiona nawiązujące najprawdopodobniej do
cesarza rzymsko-niemieckiego Zygmunta Luksemburskiego i jego żony
Barbary Cylejskiej. Tajemniczy Henrique Alem?o był więc raczej jakimś
zaginionym niemieckim rycerzem niż polskim władcą, chociaż historia lubi
zaskakiwać i nie można wcale wykluczyć tego, że Warneńczyk żył gdzieś na
odludziu, prosząc Boga, aby wybaczył mu grzeszne życie. Towarzysząca
jego śmierci tajemnica rozbudza zaś wyobraźnię kolejnych pokoleń badaczy
i zapewne jeszcze nieraz pojawią się na temat władcy nowe, sensacyjne
teorie.
Postać Władysława Warneńczyka pojawia się też bardzo często w literaturze, i to nie tylko w powieściach historycznych, takich jak
Warneńczyk Mieczysława Smolarskiego, Warneńczyk Włodzimierza Barta
czy Warna. Władysław Warneńczyk Aliny Zerling-Konopki, ale również w komedii kryminalnej Alka Rogozińskiego Teściowe w tarapatach. Król
Władysław III jest tam wspomniany w kontekście hotelu w Opatowie, w którym przebywają główne bohaterki powieści. Innym chętnie podejmowanym
współcześnie wątkiem dotyczącym tragicznie zmarłego monarchy jest jego
domniemana homoseksualna orientacja. "On, skłonny do rozkoszy męskich,
ani w czasie pierwszej wyprawy przeciw Turkom, ani w czasie tej drugiej,
którą wtedy prowadził, gdy szalała wojna [...] nie zważając zupełnie na
własne niebezpieczeństwo i na zagrożenie całego wojska, nie porzucał
swych przeciwnych czystości, wstrętnych rozkoszy" - pisał Jan Długosz.
Historycy głowią się nad tym, czy kronikarz za "przeciwne czystości,
wstrętne rozkosze" uznawał homoerotyczne relacje króla, czy też chodziło
mu po prostu o jego heteroseksualne kawalerskie uciechy. Długosz musiał
jednak używać półsłówek, gdyż Roczniki czyli Kroniki sławnego Królestwa
Polskiego powstawały na dworze królewskiego brata, Kazimierza
Jagiellończyka.
4. Nagrobek Władysława Warneńczyka w katedrze na Wawelu
Miejsce pochówku Władysława Warneńczyka pozostaje nieznane, ale w 1935
roku na jednym z kurhanów nad polem bitwy pod Warną wybudowano
symboliczny grobowiec - cenotaf - monarchy. Wcześniej, bo w roku 1906, w katedrze na Wawelu umieszczony został nagrobek króla wykonany w Rzymie
przez rzeźbiarza Antoniego Madeyskiego z czerwonego marmuru i brązu.
Ukazuje on Władysława Warneńczyka jako rycerza i obrońcę
chrześcijaństwa, który z dumą trzyma w rękach słynny miecz Szczerbiec.
Piękno i realistyczne przedstawienie władcy na nagrobku skłoniło nawet
dziennikarza Zbigniewa Święcha do wysnucia teorii, że grobowiec
"oddycha", Warneńczyk zaś stał się astralem - ciałem zawieszonym
pomiędzy światem ziemskim a duchowym29. O ile jednak w teorię o astralu trudno racjonalnie myślącym uwierzyć, o tyle prawdą jest, że
monarcha pozostawił po sobie tajemnicę swej śmierci, która nigdy zapewne
nie zostanie rozwikłana.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki