Fałszywe wrażenie - Jeffrey Archer

-
Proszę czekać

1

Vic­to­ria Wen­tworth sie­działa samot­nie przy stole, przy któ­rym Wel­ling­ton jadł kie­dyś kola­cję w towa­rzy­stwie swych szes­na­stu star­szych ofi­ce­rów w przed­dzień wymar­szu pod Water­loo.

Tam­tego wie­czoru gene­rał sir Harry Wen­tworth sie­dział po pra­wicy Żela­znego Księ­cia i to on dowo­dził lewym skrzy­dłem, kiedy poko­nany Napo­leon zje­chał z pola bitwy, by skoń­czyć na wygna­niu. Wdzięczny monar­cha obda­rzył gene­rała tytu­łem earla Wen­tworth, który rodzina z dumą pia­sto­wała od 1815 roku.

Takie myśli zaprzą­tały głowę Vic­to­rii, gdy czy­tała ponow­nie spra­woz­da­nie dok­tor Petre­scu. Prze­bie­gł­szy wzro­kiem ostat­nią stronę, ode­tchnęła z ulgą. Roz­wią­za­nie wszyst­kich jej kło­po­tów zna­la­zło się dosłow­nie za pięć dwu­na­sta.

Drzwi pokoju jadal­nego otwo­rzyły się bez­sze­lest­nie i Andrews, który posłu­gi­wał trzem poko­le­niom Wen­twor­thów, począt­kowo jako młod­szy lokaj, a obec­nie kamer­dy­ner, zręcz­nie sprząt­nął tale­rzyk dese­rowy jaśnie pani.

- Dzię­kuję - powie­działa Vic­to­ria i dopiero gdy Andrews był przy drzwiach, dodała: - Czy wszystko przy­go­to­wane do wyeks­pe­dio­wa­nia obrazu? - Nie była w sta­nie wymó­wić nazwi­ska mala­rza.

- Tak, milady - odparł Andrews, odwra­ca­jąc się ku swej chle­bo­daw­czyni. - Obraz zosta­nie ode­słany, zanim pani zej­dzie na śnia­da­nie.

- A czy poczy­niono przy­go­to­wa­nia do wizyty dok­tor Petre­scu?

- Tak, milady - powtó­rzył Andrews. - Spo­dzie­wamy się dok­tor Petre­scu w środę koło połu­dnia. Już poin­stru­owa­łem kucharkę, że panie będą jadły lunch na oszklo­nej weran­dzie.

- Dzię­kuję ci, Andrews - rze­kła Vic­to­ria.

Kamer­dy­ner lekko się skło­nił i cicho zamknął za sobą cięż­kie dębowe drzwi.

Kiedy przy­bę­dzie tu dok­tor Petre­scu, jedna z naj­cen­niej­szych pamią­tek rodo­wych będzie w dro­dze do Ame­ryki i choć arcy­dzieło ni­gdy już nie wróci do pałacu Wen­tworth Hall, nikt poza naj­bliż­szą rodziną nie musi się o tym dowie­dzieć.

Vic­to­ria zło­żyła ser­wetkę i wstała od stołu. Zabrała spra­woz­da­nie dok­tor Petre­scu i opu­ściła jadal­nię. Stu­kot jej obca­sów odbi­jał się echem w mar­mu­ro­wym holu. Przy­sta­nęła u stóp scho­dów, podzi­wia­jąc por­tret pędzla Gains­bo­ro­ugh, przed­sta­wia­jący całą postać Cathe­rine, lady Wen­tworth, w dłu­giej sukni z jedwa­biu i tafty, z naszyj­ni­kiem z bry­lan­tów i w dobra­nych kol­czy­kach. Vic­to­ria dotknęła swego ucha i uśmiech­nęła się na myśl, że w tam­tych cza­sach nosze­nie tak kosz­tow­nych bły­sko­tek uwa­żano zapewne za rzecz nader śmiałą.

Patrzyła pro­sto przed sie­bie, idąc sze­ro­kimi, mar­mu­ro­wymi scho­dami do swo­jej sypialni na pierw­szym pię­trze. Nie miała odwagi spoj­rzeć w oczy przod­ków, któ­rych uwiecz­nili Rom­ney, Law­rence, Rey­nolds, Lely i Knel­ler, gdyż zda­wała sobie sprawę, że ich wszyst­kich zawio­dła. Pogo­dziła się z myślą, że zanim się położy spać, napi­sze wresz­cie do sio­stry i powia­domi ją o decy­zji, jaką pod­jęła.

Ara­bella jest taka mądra, taka roz­sądna. Gdyby ta jej uko­chana sio­stra bliź­niaczka uro­dziła się kilka minut wcze­śniej, a nie póź­niej, wtedy odzie­dzi­czy­łaby mają­tek i nie­wąt­pli­wie pora­dzi­łaby sobie z sytu­acją z o wiele więk­szym polo­tem. Co gor­sza, kiedy Ara­bella dowie się o wszyst­kim, nie będzie ani narze­kać, ani pro­te­sto­wać, lecz po pro­stu, zgod­nie z rodzinną tra­dy­cją, nie okaże żad­nych emo­cji.

Vic­to­ria zamknęła drzwi sypialni, prze­mie­rzyła pokój i poło­żyła na biurku raport dok­tor Petre­scu. Roz­wią­zała kok, roz­pusz­cza­jąc włosy. Przez kilka minut szczot­ko­wała je, po czym roze­brała się i wło­żyła jedwabną koszulę nocną, którą poko­jówka przy­go­to­wała na łóżku. Na koniec wsu­nęła stopy w nocne pan­to­fle. Nie mogła dłu­żej zwle­kać, więc usia­dła przy biurku i się­gnęła po wieczne pióro.

Wen­tworth Hall

10 wrze­śnia 2001

Naj­droż­sza Ara­bello!

Odkła­da­łam napi­sa­nie tego listu tak długo, bo chcia­łam Ci zaosz­czę­dzić przy­krej wia­do­mo­ści.

Kiedy umarł nasz drogi papa, a ja odzie­dzi­czy­łam posia­dłość, dopiero po pew­nym cza­sie zorien­to­wa­łam się, w jak wiel­kie popadł długi. Oba­wiam się, że mój brak doświad­cze­nia w inte­re­sach, połą­czony z ruj­nu­ją­cym podat­kiem spad­ko­wym, tylko zaostrzył pro­blem.

Myśla­łam, że roz­wią­za­niem będą dal­sze pożyczki, ale to jesz­cze pogor­szyło sytu­ację. W pew­nym momen­cie nawet się bałam, że z powodu mojej naiw­no­ści trzeba będzie sprze­dać naszą rodową posia­dłość. Jed­nak z rado­ścią Cię infor­muję, że zna­la­zło się roz­wią­za­nie.

W środę będę się widziała...

Vic­to­ria odnio­sła wra­że­nie, że sły­szy, jak otwie­rają się drzwi sypialni. Zasta­no­wiło ją, kto ze słu­żą­cych powa­żył się wejść do pokoju bez puka­nia.

Kiedy się odwró­ciła, aby to spraw­dzić, kobieta już stała przy niej.

Vic­to­ria pod­nio­sła oczy na nie­zna­jomą, któ­rej ni­gdy nie widziała. Była młoda, szczu­pła i jesz­cze niż­sza od Vic­to­rii. Miło się uśmiech­nęła, przez co wydała się bez­bronna. Vic­to­ria odwza­jem­niła uśmiech, lecz wtem spo­strze­gła, że tamta w pra­wej ręce trzyma kuchenny nóż.

- Kto... - zaczęła Vic­to­ria, kiedy nie­zna­joma schwy­ciła ją za włosy i szarp­nęła jej głowę do tyłu. Vic­to­ria poczuła na szyi dotyk cien­kiego ostrza. Jed­nym cię­ciem noża pode­rżnięto jej gar­dło, jak owieczce ska­za­nej na rzeź.

Gdy umie­rała, nie­zna­joma odcięła jej lewe ucho.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki