PROLOG
9 sierpnia 1943
Lublin
Komendant obozu koncentracyjnego na Majdanku znowu zastał w swoim
gabinecie hrabinę Suchodolską, która zgłosiła się do niego z kolejnym
żądaniem.
SS-Obersturmbannführer Arthur Hermann Florstedt wcześniej pełnił służbę
w kilku obozach w Niemczech i w porównaniu z nimi Majdanek wydawał mu
się zupełnie inny. Położony w Lublinie w okupowanej przez Niemców Polsce
obóz był prymitywny, niezorganizowany i w niczym nie przypominał tych w Rzeszy. W 1942 roku Florstedt awansował na jego komendanta i z jednej
strony była to nagroda, a z drugiej kara za domniemaną korupcję w Buchenwaldzie. Gdy przybył do obozu, znalazł tam ogromny plac budowy z niebrukowanymi drogami, bez bieżącej wody, z zanieczyszczonymi studniami
i otwartymi latrynami, z których buchał nieznośny smród. Z krematoryjnych kominów unosiły się stale kłęby dymu, spadając deszczem
popiołów mężczyzn, kobiet i dzieci zamordowanych w komorach gazowych. W strasznych obozowych warunkach niewyobrażalne męki cierpiało wówczas 23
tysiące więźniów. Choroby zakaźne szalały bezlitośnie, nie oszczędzając
nawet esesmanów, którzy też na nie zapadali i umierali.
W przekonaniu Florstedta Majdanek rekompensował to wszystko w jeden
sposób: był prawdziwą składnicą przedmiotów należących do setek tysięcy
Żydów zamordowanych w okupowanej przez Niemców centralnej Polsce.
Magazyny w Lublinie przepełniały piętrzące się sterty ubrań, butów,
futer i galanterii skórzanej oraz pudła z pieniędzmi, biżuterią,
zegarkami, obrączkami i złotymi zębami. Florstedt był osobiście
odpowiedzialny za pozyskiwanie tych dóbr od więźniów Majdanka, by
esesmani mogli z nich do woli korzystać. A czy ktokolwiek zdołałby
zauważyć, że komendant i jego najbardziej zaufani ludzie podbierają te
bogactwa w ramach premii za swoją służbę polegającą na okradaniu i mordowaniu wrogów rasowych Rzeszy?
Jedną z udręk pracy Florstedta były kontakty z Polakami i organizacjami,
które zajmowały się dostarczaniem żywności i lekarstw dla polskich
więźniów Majdanka. Rada Główna Opiekuńcza (RGO) i Polski Czerwony Krzyż
były o wiele bardziej stanowcze i skuteczne niż podobne organizacje
działające w Rzeszy. Te tutejsze uzyskały pozwolenie na cotygodniowe
dostawy chleba i innych produktów spożywczych do obozowych kuchni oraz
na zaopatrywanie więźniów w paczki żywnościowe i z artykułami pierwszej
potrzeby, a także na dostarczanie lekarstw do obozowych szpitali. Jednak
hrabina Janina Suchodolska z Rady Głównej Opiekuńczej nieustannie
nalegała na więcej: niestrudzenie domagała się zwiększenia dostaw
żywności i leków. Zaproponowała nawet, że będą dostarczać zupę dla
więźniów. Takie rzeczy w innych obozach koncentracyjnych były absolutnie
wykluczone. Gdy hrabina otrzymała odpowiedź odmowną, zaczęła nachodzić
wyższych oficerów SS i różne instancje, aż w końcu przekonała jednego z nich, że spełnienie jej próśb w pewnym sensie leży w niemieckim
interesie.
Na domiar złego wykorzystywała swoje wizyty na Majdanku, by podglądać,
jakie warunki panują w obozie. Wszelkie wysiłki, by ją odstraszyć,
okazały się bezowocne. Niewysoka, drobna brunetka pozostawała
niewzruszona i nie dawała się wyprowadzić z równowagi krzykami i groźbami hitlerowskich funkcjonariuszy. Kiedyś udało jej się nawet
ostrzec władze sanitarne przed wybuchem epidemii tyfusu wśród więźniów,
czym zmusiła Florstedta, by stworzył dla nich choć pozory leczenia.
Potem hrabina zaczęła zadręczać komendanta tematem tysięcy polskich
chłopów przebywających w obozie. W lipcu zesłano ich na Majdanek, by
przejąć należące do nich gospodarstwa i przeznaczyć je dla niemieckich
osadników. Ponieważ Niemcy szybko wysłali najsilniejszych do pracy
przymusowej w Rzeszy, w obozie pozostały głównie dzieci i osoby w podeszłym wieku. Po kilku tygodniach słabsi więźniowie umierali z powodu
odwodnienia, głodu i chorób, i to w skrajnie szybkim tempie nawet jak na
Majdanek. Hrabina w jakiś sposób zdołała przekonać niemieckie władze do
uwolnienia 3600 chłopów, choć pod warunkiem że jej organizacja dostarczy
wszystkie wymagane dokumenty i znajdzie dla uwolnionych nowe miejsce do
życia. W ciągu kilku dni hrabina Suchodolska i jej współpracownicy
zdołali załatwić obie sprawy.
Kobieta pojawiła się przed bramą obozu wczesnym rankiem, chcąc odebrać
cywilów. Tam została poinformowana, bez żadnych wyjaśnień, że niemal
połowa wyznaczonych więźniów nie jest "dostępna" i nie zostanie
uwolniona. Pozostałych zebrano na trzecim z pięciu pól więźniarskich,
oddalonym mniej więcej kilometr od bramy, przed którą czekała hrabina.
Ten dystans dla wielu okazał się nie do pokonania: hrabina z coraz
większym niepokojem obserwowała, jak więźniowie bezskutecznie próbują
się nawzajem podtrzymywać, jak potykają się, upadają, a potem leżą w piachu bezsilni i bezbronni. Udała się więc do biura Florstedta z żądaniem, by zezwolił na wpuszczenie na teren wozów, ciężarówek i ambulansów. Zgoda na transport cywilów z obozu koncentracyjnego
stanowiła całkowite pogwałcenie przepisów bezpieczeństwa SS! Ale
Florstedt wiedział, że nie ma sensu odmawiać, ponieważ wtedy hrabina po
prostu go pominie i uda się do kogoś wyższego stopniem.
Tak więc już po dwóch godzinach w obozie pojawiły się wozy, autobusy i ambulansy, które hrabina ściągnęła z miejscowych firm i organizacji.
W sierpniu 1943 roku z Majdanka uwolniono 2106 chłopów. Ponad 25 procent
trafiło do dwóch największych lubelskich szpitali, blisko 200 umarło po
kilku dniach, ponad połowę stanowiły dzieci poniżej dwunastego roku
życia. Jednak około 1900 osób przetrwało dzięki wysiłkom hrabiny
Suchodolskiej i wielu jej współpracowników.
Jej pomoc dla więźniów Majdanka na tym się nie zakończyła. Hrabina
nieustępliwie przekonywała Niemców do kolejnych ustępstw, a oni
stopniowo zgadzali się na zwiększenie dostaw żywności, lekarstw i innych
artykułów. Pozwolili jej nawet na dostarczenie przystrojonych choinek,
by więźniowie mogli świętować Boże Narodzenie. Do lutego 1944 roku Rada
Główna Opiekuńcza pięć razy w tygodniu dostarczała zupę i chleb dla 4
tysięcy polskich więźniów na Majdanku, a dodatkowo także inną żywność i leki. Hrabina często osobiście przemycała zupę do obozu pod czujnym
okiem strażników.
Przez cały okres kontaktów Janiny z niemieckimi funkcjonariuszami nikt
nie podejrzewał, że nieustraszona i pewna siebie kobieta o arystokratycznych manierach nie jest hrabiną ani nie nazywa się
Suchodolska. Naprawdę nazywała się Józefa Spinner Mehlberg, była
genialną matematyczką, oficerem Armii Krajowej i Żydówką.
WSTĘP
W grudniu 1989 roku Elizabeth "Barry" White niespodziewanie otrzymała
pakunek od pewnego nieznajomego. W środku znalazła skopiowany przez
kalkę maszynopis. Wręczający, amerykański historyk Arthur Funk z Uniwersytetu Florydy, wyjaśnił, że maszynopis to pamiętnik Janiny
Mehlberg, która przetrwała Holokaust w Lublinie, udając hrabinę Janinę
Suchodolską. Była to opowieść o tym, jak fałszywa hrabina zdołała
przekonać Niemców, by pozwolili jej dostarczać żywność dla tysięcy
więźniów obozu koncentracyjnego na Majdanku, i jak wykorzystywała te
dostawy, by przemycać wiadomości i materiały dla uwięzionych działaczy
ruchu oporu.
Arthur Funk opowiedział Barry, że Janina Mehlberg po wojnie wyemigrowała
do Stanów Zjednoczonych, została profesorką i wykładowczynią matematyki
w Instytucie Technologii Stanu Illinois (Illinois Institute of
Technology) i zmarła w 1969 roku w Chicago. Po śmierci Janiny jej mąż,
filozof Henry Mehlberg, bezskutecznie próbował opublikować historię
życia żony. W 1979 roku, krótko przed śmiercią, powierzył rękopis
Funkowi, mając nadzieję, że historyk zdoła go wydać. Ten się starał, ale
nie był w stanie zainteresować wspomnieniami Janiny żadnego wydawcy.
Przekazał więc ich kopię Barry, która akurat wygłaszała na zjeździe
Amerykańskiego Stowarzyszenia Historycznego referat na temat obozu
koncentracyjnego na Majdanku. W Funka wstąpiła nadzieja, że Barry
znajdzie sposób, by rozpowszechnić historię Janiny Mehlberg.
Barry wiedziała o istnieniu hrabiny Janiny Suchodolskiej, która podczas
drugiej wojny światowej działała w okupowanym przez Niemców Lublinie.
Przeprowadzone po wojnie badania dowodzą, że jako działaczka organizacji
humanitarnej, Rady Głównej Opiekuńczej, osobiście dostarczała do obozu
jedzenie dla więźniów, a jako oficer Armii Krajowej pomagała organizować
w obozie ruch oporu, przemycając korespondencję do jego członków. Byli
więźniowie Majdanka często w swoich relacjach wspominają hrabinę, tę
dzielną i dobrą "damę o smutnym uśmiechu", która przynosiła im jedzenie,
wieści o wojnie, przystrojone choinki, jajka wielkanocne i opłatki.
Twierdzą, że nigdy nawet nie mrugnęła okiem, gdy esesmani wykrzykiwali
jej groźby prosto w twarz. Podziwiali też to, jak skutecznie i umiejętnie uzyskiwała od Niemców niemożliwe do zdobycia zezwolenia, co
przypisywali jej znajomości ich mentalności. Niektórzy dziękowali jej
nie tylko za środki potrzebne do przeżycia, ale też za nadzieję, która
pomogła im przetrwać. Jednak w żadnym z materiałów ani w żadnej relacji
nie pojawia się wzmianka o tym, że hrabina używała fałszywej tożsamości
ani tym bardziej że była Żydówką.
Barry wiedziała, jakim piekłem był Majdanek, czytała więc rękopis z coraz większym zadziwieniem i sceptycyzmem. Lublin był miejscem
największej operacji masowej zagłady Żydów, akcji "Reinhard". Niemcy
zamordowali na Majdanku co najmniej 63 tysiące Żydów, którzy ginęli w komorach gazowych i dołach egzekucyjnych1. Zostało
wówczas uwięzionych i zamordowanych także tysiące Polaków nieżydowskiego
pochodzenia. A jednak we wspomnieniach różnych osób filigranowa Żydówka
negocjowała z najwyższymi nazistowskimi funkcjonariuszami w Lublinie,
często spotykała się z ważnymi esesmanami na Majdanku, zaprzyjaźniła się
ze strażnikami i regularnie odwiedzała więźniów na obozowych polach.
Nieprzerwanie i z sukcesami naciskała na niemieckie władze, by zezwalały
jej organizacji na udzielanie więźniom Majdanka coraz większej pomocy
humanitarnej. Z relacji samej hrabiny Suchodolskiej wynika, że nigdy nie
przyjmowała słowa "nie" jako ostatecznej odpowiedzi, a każde "tak"
uważała za zachętę do dalszych próśb. Jeszcze bardziej niewiarygodne
jest to, że wykorzystywała dostawy żywności jako przykrywkę do
przemycania korespondencji i różnych materiałów dla uwięzionych w obozie
członków ruchu oporu, w tym również narzędzi pomocnych w ucieczce.
Oprócz tego Janina ratowała także Polaków skierowanych na roboty do
Niemiec oraz dzieci oddzielone od swoich rodzin. Gestapo ją zastraszało,
inwigilowało, wysyłało szpiegów, by zastawili na nią pułapkę,
organizowało prowokacje; niejednokrotnie cudem uniknęła aresztowania,
tortur i śmierci.
Ta porywająca historia wydała się Barry zbyt fantastyczna, by mogła być
prawdziwa. Z drugiej strony autorka wykazała się tak ogromnie
szczegółową wiedzą na temat Majdanka, jego załogi i więźniów, że nikt,
kto nie byłby osobiście związany z obozem, nie mógłby takowej posiadać.
A jeśli te wspomnienia były prawdziwe, oznaczało to, że mają znaczenie
historyczne i zasługują na to, by świat je poznał. Ale skoro były
prawdziwe, to dlaczego Janina Mehlberg nie wyjawiła swojej tożsamości
tuż po zakończeniu wojny i nie przyznała się do tego, czego dokonała?
Spisała swoje wspomnienia dopiero w latach sześćdziesiątych, długo po
tym, jak opuściła Polskę i miała już ugruntowaną pozycję w Stanach
Zjednoczonych. A jeśli jej wspomnienia mijały się z prawdą, to dlaczego
Janina i Henry Mehlbergowie zadali sobie tyle trudu, by spreparować taką
mistyfikację? Barry postanowiła, że nie wykorzysta tej historii bez
uprzedniego potwierdzenia, że Janina Mehlberg to naprawdę hrabina
Suchodolska.
W tamtych czasach jednak Barry nie miała możliwości takiej weryfikacji,
ponieważ w 1989 roku Internet nie był jeszcze powszechnie dostępny.
Badanie życia Janiny Mehlberg wymagało więc przekopywania się przez
sterty zakurzonych dokumentów i oglądania mikrofilmów w polskich
archiwach. Barry była wówczas świeżo upieczoną mamą i pracowała dla
Departamentu Sprawiedliwości przy dochodzeniach przeciwko zbrodniarzom
nazistowskim w Stanach Zjednoczonych. Brakowało jej czasu i źródeł, by
prowadzić badania w Polsce, zwłaszcza że nie znała języka polskiego.
Ponieważ profesor Funk planował przekazanie kopii wspomnień Janiny
Mehlberg Muzeum Pamięci Holokaustu w Stanach Zjednoczonych (United
States Holocaust Memorial Museum, USHMM), Barry miała nadzieję, że jakiś
bardziej kompetentny naukowiec zdoła je zweryfikować i wydobyć na
światło dzienne.
Mijały lata, potem dziesięciolecia i nic nie wskazywało na to, że
ktokolwiek zajął się weryfikacją wspomnień Janiny. Profesor Funk zmarł w 2007 roku. Barry prześladowała myśl, że prawdopodobnie jest jedynym
historykiem, który posiada wiedzę na ten temat. A jeśli ta historia jest
prawdziwa? Czy Barry powinna wziąć odpowiedzialność za sprawdzenie jej
autentyczności i przekazanie światu?
W 2017 roku, nadal pracując jako historyczka w USHMM, Barry podjęła się
zbadania historii Janiny Mehlberg i trafiła na recenzję książki z 1975
roku napisaną przez byłego członka polskiego ruchu oporu, którego
nazwisko zostało wymienione w jej wspomnieniach. Wychwalając udział
"Janiny Suchodolskiej-Mehlberg" w działalności ruchu oporu na Majdanku,
nadmienił, że jej wspomnienia nie znalazły jeszcze wydawcy2.
Odkrycie to wprawdzie przekonało Barry, że Janina Mehlberg
prawdopodobnie jest hrabiną Suchodolską, ale pomyślała też, iż
potrzebuje więcej dowodów, by doprowadzić do publikacji pamiętnika.
Zdecydowała, że musi zwrócić się do historyka z niezbędnymi
kwalifikacjami, który potwierdziłby relację Janiny Mehlberg. Wysłała
więc manuskrypt do doktor Joanny Śliwy, ekspertki od Zagłady na ziemiach
polskich. Joanna przeczytała wspomnienia i zaoferowała Barry współpracę
przy badaniu historii życia Janiny Mehlberg, a potem przedstawieniu jej
światu.
Przekopując się przez sterty zapisków, wywiadów, zdjęć i nawiązując
mnóstwo kontaktów w dziewięciu krajach na trzech kontynentach, nie tylko
zdołałyśmy zweryfikować szczegóły wspomnień Janiny Mehlberg, ale
odkryłyśmy też dużo więcej jej niezwykłych dokonań jako hrabiny
Suchodolskiej, niż sama zrelacjonowała. Na przykład wydarzenie opisane w prologu nie zostało wspomniane, lecz znalazło się w dokumentach
wojennych Rady Głównej Opiekuńczej. Funkcjonariusz SS, którego hrabina
Suchodolska przekonała do wydania rozkazu uwolnienia cywilów, był szefem
sztabu akcji "Reinhard", który miał na rękach krew półtora miliona
Żydów. Oprócz działalności charytatywnej hrabina dostarczała jedzenie,
zapewniała schronienie i pomoc medyczną dziesiątkom tysięcy polskich
cywilów, którzy zostali wypędzeni z domów lub uprowadzeni ze swoich
wiosek, organizowała jadłodajnie, szpitale, punkty opatrunkowe, miejsca
odpoczynku i sierocińce dla dzieci oddzielonych od rodziców.
Pertraktowała w sprawie zwolnienia tysięcy Polaków z transportów i obozów pracy, a także z Majdanka.
Dowiedziałyśmy się również, że w ciągu życia Janina Mehlberg przeszła
kilka transformacji, zmieniając nazwisko, zawód, a nawet wiek - stała
się dużo młodsza. Urodziła się jako Pepi Spinner w 1905 roku, w wieku
dwudziestu dwóch lat zrobiła doktorat z filozofii i logiki na
prestiżowym Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie (który wówczas
znajdował się na terenie Polski). Jako Józefa Mehlberg w latach
1935-1941 wykładała matematykę we Lwowie. Potem Janina i Henry uciekli
do Lublina i otrzymali fałszywe tożsamości. Jako hrabina Janina
Suchodolska najpierw została sekretarką, a potem zastępczynią wysokiego
rangą urzędnika Rady Głównej Opiekuńczej okręgu lubelskiego. W tym samym
czasie pod kryptonimem "Stefania" służyła w Armii Krajowej. Kiedy w roku
1944 wojska sowieckie wyparły Niemców z Lublina i ustanowiły w nim rząd
komunistyczny, hrabina stała się doktor Janiną Suchodolską, urodzoną w 1909 roku pracownicą opieki społecznej. W powojennej Polsce pełniła
funkcję wicedyrektorki Centralnego Komitetu Opieki Społecznej, troszcząc
się o najbardziej potrzebujących w zniszczonym wojną kraju. W 1950 roku
uciekła do Berlina Zachodniego, a stamtąd imigrowała do Kanady jako
Josephine Janina Spinner Bednarski Mehlberg. W końcu w 1961 roku
otrzymała obywatelstwo amerykańskie i stała się doktor Josephine Janiną
Spinner Mehlberg urodzoną w 1915 roku.
Chociaż aż do 1941 roku nie nosiła imienia "Janina", do końca życia
zachowała je jako część swojego nazwiska i właśnie tego imienia używała
we wspomnieniach. W przedmowie, którą Henry napisał po jej śmierci,
zawsze nazywał żonę Janiną Spinner Mehlberg. Z tego powodu
zdecydowałyśmy, że w swojej książce też będziemy tak ją nazywały.
Kiedy rozpoczęłyśmy weryfikację jej wspomnień, zaplanowałyśmy, że jeśli
się nam to uda, spróbujemy opublikować je wraz z objaśnieniami ich
historycznych odniesień oraz kontekstu opisywanych wydarzeń. Liczyłyśmy,
że takie podejście utrwali głos i perspektywę Janiny, a czytelnikom
pomoże zrozumieć jej historię. Wspomnienia rozpoczynają się w momencie
wybuchu drugiej wojny światowej, a kończą w roku 1944, gdy wojska
radzieckie zdobyły i zajęły Lublin. Nie jest to jednak ściśle
chronologiczna opowieść, lecz raczej cykl opowieści przedstawiających
działalność i doświadczenia autorki. Zdecydowałyśmy się na taką narrację
z założeniem i nadzieją, że czytelnicy zapoznają się z ludźmi, miejscami
i wydarzeniami, o których mowa. Wspomnienia Janiny same w sobie nie są w stanie sprawić, by większość współczesnych czytelników w pełni
zrozumiała, jak wyjątkowa jest jej historia. Niewiele osób spoza Polski
słyszało o obozie koncentracyjnym na Majdanku. Wprawdzie w 1944 roku
jego wyzwolenie przez Armię Czerwoną odbiło się echem na arenie
międzynarodowej, bo doszło wówczas do ujawnienia ogromu zbrodni Niemców,
którzy systematycznie i masowo mordowali Żydów w komorach gazowych. Obóz
koncentracyjny na Majdanku został przedstawiony podczas procesów
niemieckich zbrodniarzy wojennych w Norymberdze. Zanim Auschwitz stał
się synonimem Holokaustu, to Majdanek był międzynarodowym symbolem
nazistowskich zbrodni.
Kiedy już odkryłyśmy wiele informacji o życiu Janiny i jej
zdumiewających dokonaniach, postanowiłyśmy, że napiszemy jej biografię.
Czerpiąc z jej pamiętnika, opowiadamy historię tej niezwykłej kobiety z jej perspektywy, dodając jej przemyślenia i spostrzeżenia w taki sposób,
jak je opisała. Dialogi pochodzą bezpośrednio z jej wspomnień lub są
oparte na przytoczonych rozmowach. W epilogu wyjaśniamy, jak
potwierdziłyśmy relację Janiny i dlaczego ją spisała, czego
dowiedziałyśmy się o jej osobowości i lekcjach, które wyciągnęła ze
swoich doświadczeń. Książkę kończymy słowami Janiny, cytując ostatni
fragment jej wspomnień.
Nasza książka szczegółowo relacjonuje koleje życia Janiny w kontekście
zdarzeń, które determinowały jej działania i połączyły jej doświadczenia
w szerszą opowieść o terrorze i cierpieniu, które podczas drugiej wojny
światowej Niemcy zgotowali Polakom, zarówno Żydom, jak i nie-Żydom.
Okupowana przez Niemców Polska stanowiła punkt wyjścia do realizacji ich
polityki "ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej" - stała się
terenem, na którym w gettach, obozach koncentracyjnych, obozach zagłady
i dołach egzekucyjnych została unicestwiona większość żydowskich ofiar.
Janina stała się hrabiną Suchodolską, by uniknąć tego losu. Jednak nawet
jako rzekoma Polka "aryjskiego pochodzenia" była zagrożona ze względu na
ogólną niemiecką politykę prześladowań i masowych mordów. Nazistowska
ideologia przedstawiała Żydów jako "podludzi", najniebezpieczniejszych
wrogów Niemiec, a Polacy znajdowali się jedynie odrobinę wyżej w skali
rasizmu opisującej wartość człowieka. Niemieccy okupanci rozpoczęli
program masowych, systematycznych mordów, w których w ciągu niecałych
sześciu lat życie straciło trzy miliony Polaków żydowskiego pochodzenia
i niemal dwa miliony Polaków niebędących Żydami. Niemcy wywieźli również
ponad dwa miliony Polaków na roboty przymusowe do Rzeszy, odrywając ich
od rodzin. Poza tym uprowadzali dziesiątki tysięcy polskich dzieci, by
je germanizować i wychowywać w duchu nazistowskiej propagandy. Rafał
(Raphael) Lemkin3, polski prawnik żydowskiego pochodzenia, w 1944 roku ukuł termin "ludobójstwo", by opisać działania Niemców
polegające na wyniszczaniu narodów żydowskiego i polskiego.
Historia Janiny ilustruje, jak Polacy próbowali przeciwstawiać się
niemieckiemu okupantowi i wzajemnie sobie pomagali, by przetrwać wojenny
horror. Ona sama została uratowana przez przyjaciela rodziny, hrabiego
Andrzeja Skrzyńskiego, który sprowadził Janinę i Henry'ego do Lublina.
Tam załatwił im nowe dokumenty tożsamości, dzięki którym stali się
hrabiną i hrabią Suchodolskimi. Żydzi posługujący się wówczas fałszywymi
papierami starali się nie wychylać i jak najrzadziej pojawiali się w miejscach publicznych, ponieważ mógł ich rozpoznać ktoś z dawnych
znajomych, zdradzić akcent z jidysz albo nieumiejętnie podrobione
dokumenty, które nie przeszłyby szczegółowej kontroli. Jednak Janina nie
umiała być bierna, kiedy wielu jej rodaków cierpiało i umierało wokół
niej. Dzięki wsparciu Skrzyńskiego wstąpiła do Armii Krajowej, zbrojnej
formacji Polskiego Państwa Podziemnego. Ze wszystkich krajów okupowanych
przez nazistowskie Niemcy Polska miała zdecydowanie najbardziej
rozbudowany ruch oporu, w którym kobiety odgrywały istotną rolę. Janina
była nie tylko łączniczką i szpiegiem. Pomagała też organizować sieć
złożoną w większości z kobiet, które przemycały wiadomości i prowiant
dla więzionych na Majdanku członków ruchu oporu.
Przez całe dziesięciolecia po drugiej wojnie światowej nie było prawie
żadnych opracowań naukowych na temat doświadczeń Żydówek podczas
Holokaustu ani nawet oficjalnego zainteresowania rolą kobiet, które w ruchu oporu i wywiadzie walczyły z niemieckim okupantem. Profesor Arthur
Funk powiedział Barry, że próbując wydać pamiętnik Janiny, wysłał go do
wybitnego amerykańskiego historyka i specjalisty w dziedzinie
Holokaustu. Ten stwierdził, że historia Janiny jest wprawdzie niezwykle
zajmująca, lecz jednocześnie zauważył, iż wspomnienia jednej kobiety
ocalałej z Zagłady nie stanowią przekonującego i wystarczającego powodu,
by je opublikować. W tamtym czasie dopiero rozpoczynano badania nad
Holokaustem, a historycy skupiali się przede wszystkim na działaniach i motywacjach zbrodniarzy wojennych. Od tamtej pory zakres zainteresowań
badaczy się poszerzył i reakcje Żydówek w czasach Zagłady stały się
ważnym obszarem badań. W XXI wieku znacznie wzrosło również
zainteresowanie losami kobiet, które walczyły z Niemcami i ratowały
ofiary ich reżimu. Opowiadając historię Janiny, przywołałyśmy dokonania
innych polskich bohaterek, które ryzykowały życie dla swojego kraju i których losy splotły się z jej życiem.
Dzięki hrabiemu Skrzyńskiemu Janina otrzymała posadę w Radzie Głównej
Opiekuńczej. Niemcy nie pozwalali, by RGO zajmowała się wszystkimi
polskimi obywatelami, a jedynie tymi, których uważali za czystych
rasowo. W okręgu lubelskim RGO miała pod opieką setki tysięcy Polaków
wypędzonych ze swoich domów i społeczności, pozbawionych mienia i środków do życia, zmuszonych do przetrwania na głodowych racjach
żywnościowych lub aresztowanych i zesłanych do obozów koncentracyjnych.
Rada Główna Opiekuńcza była w stanie zapewnić schronienie, żywność,
lekarstwa i ubrania tak wielu ludziom w dużej mierze dzięki hojności
mieszkańców Lublina, choć przecież większość z nich w wyniku celowej
polityki niemieckich władz sama cierpiała niedostatek i głód. Z ich
pomocą Janina mogła nakarmić tysiące więźniów Majdanka, dostarczając im
niemal codziennie tony chleba i setki litrów zupy. W żadnym innym obozie
koncentracyjnym nie funkcjonował taki program dożywiania.
Druga wojna światowa i Holokaust są źródłem niezliczonych inspirujących
opowieści o odważnych i bezinteresownych bohaterach i bohaterkach,
którzy walczyli z nazizmem i ratowali jego ofiary. Część najbardziej
znanych historii rozegrała się w Polsce. Niemiecki przedsiębiorca Oskar
Schindler został zasłużenie upamiętniony w powieści Thomasa Keneally'ego
i w filmie Stevena Spielberga Lista Schindlera: ryzykując życie i poświęcając własny majątek, uratował życie swoich 1200 żydowskich
robotników. Jan Żabiński, zoolog i dyrektor Warszawskiego Ogrodu
Zoologicznego, oraz jego żona Antonina, ukrywający na terenie zoo niemal
300 Żydów oraz bojowników ruchu oporu, zostali bohaterami powieści Diane
Ackerman Azyl, która doczekała się ekranizacji w reżyserii Niki Caro.
Jeszcze więcej książek i opracowań traktuje o życiu Ireny Sendlerowej,
polskiej działaczki społecznej, która uratowała z warszawskiego getta
setki dzieci, umieszczając je w prywatnych domach i instytucjach
religijnych. Różne książki i filmy relacjonują niewiarygodną odwagę i bohaterskie wyczyny innych polskich Żydów: o braciach Bielskich opowiada
książka Nechamy Tec Defiance oraz film Opór wyreżyserowany przez Edwarda
Zwicka, a całkiem niedawno ukazała się książka o "dziewczynach z getta"
autorstwa Judy Batalion, zatytułowana The Light of Days.
Historia Janiny jest wyjątkowa. Była Żydówką, która podczas największej
akcji Niemców mającej na celu wymordowanie Żydów na terenie Polski
ratowała nie-Żydów. Była świadkiem początku akcji "Reinhard" i krwawej
deportacji polskich Żydów do obozu zagłady w Bełżcu, w którym
wymordowano niemal 30 tysięcy żydowskich mieszkańców Lublina. Jako jedna
z pierwszych Polek dowiedziała się o apokaliptycznym końcu tej operacji,
kiedy na Majdanku i w dwóch innych obozach rozstrzelano 42 tysiące
Żydów. Co najmniej pięć dni w tygodniu wchodziła do jaskini śmierci
Majdanka, wiedząc, że naraża się na makabryczne tortury i utratę życia,
jeśli tylko Niemcy dowiedzą się, że coś przemyca, lub odkryją jej
prawdziwą tożsamość. Wiele razy spotykała się z mordercami i prosiła, by
pozwolili jej ratować ich ofiary. I odnosiła zdumiewające sukcesy: na
podstawie zapisów z czasów wojny zdołałyśmy udokumentować, że naprawdę
negocjowała z Niemcami i zdołała wydostać z ich niewoli co najmniej 9707
Polaków, w tym 4431 z Majdanka. Dostawy żywności i leków, które
organizowała, ocaliły od głodu i chorób kolejne tysiące więźniów. Nie
sposób ocenić, ilu Polaków mogłoby stracić życie, gdyby nie działania
Janiny, ale liczba na pewno jest pięciocyfrowa.
Wspomnienia Janiny są zarówno relacją z jej życia w czasie wojny, jak
też zadumą nad naturą ludzką, która pozwalała jej znaleźć sens w tym, co
obserwowała i czego doświadczała. Była świadkiem zarówno najgorszych,
jak i najlepszych ludzkich zachowań. Widziała, że ludzie popełniający
okrutne morderstwa nadal są zdolni do zadziwiających aktów dobroci, a nawet poświęcenia, ci zaś, którzy stale ryzykują życie, by ocalić
innych, mogą być samolubni, egoistyczni, także nienawistni. Uznała, że
niektórzy z jej rodaków - uwzględniając zapewne tych, którzy z nią
współpracowali, którym pomagała, którzy palili świece w jej intencji i się za nią modlili - byliby w stanie zdradzić, że nie jest Polką, gdyby
tylko sami się o tym dowiedzieli. Jednak jedną z cech Janiny, która
szczególnie wybija się w jej wspomnieniach, jest głębokie współczucie
dla ludzkich słabości. Ta realistyczna ocena ludzkiej natury nie
umniejszała poświęcenia, z jakim ratowała każde życie, które tylko mogła
ocalić.
Janina była niezwykle inteligentna, przenikliwie analityczna, bardzo
błyskotliwa i pomysłowa. Jako wybitna matematyczka specjalizowała się w rachunku prawdopodobieństwa i wydaje się, że te zawodowe umiejętności
pomagały jej, kiedy jej przetrwanie i powodzenie zależały od oszacowania
olbrzymiego ryzyka, które ponosiła każdego dnia. Jednak ostatecznie jej
działania nie były wynikiem oceny ryzyka, lecz prostą zasadą
matematyczną: wartość życia jednej osoby jest mniejsza niż wartość życia
wielu osób, więc jeśli przeżyje, nie starając się pomagać innym, jej
życie nie będzie miało żadnej wartości.
Janina nigdy nie chciała być definiowana ani ograniczana stereotypami:
była matematyczką, a ta nauka była zdominowana przez mężczyzn; do tego
była patriotką dyskryminowaną ze względu na płeć i żydowskie
pochodzenie; Żydówką, która ryzykowała życie, by w czasach Zagłady
ratować nieżydowskie ofiary nazistów; antykomunistką, która służyła
komunistycznemu rządowi, by wspierać ludzi wymagających pomocy.
Postrzegała siebie jako człowieka związanego z innymi ludźmi bez względu
na ich mizoginię, rasizm i ideologię. I ceniła własne życie wyłącznie
wtedy, gdy mogło posłużyć innym. Jej historia zasługuje, by ją
opowiedzieć. Świat potrzebuje tej opowieści.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki