Falowanie nowoczesności - Andrzej Skrendo

Kup ebooka

16.25 zł
13.00 zł (11,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Anty-Kołakowski

LeszkaKołakowskiego już mamy i słusznie się nim chlubimy. Posiadamy teżzastęp cały jego naśladowców, miłośników oraz komentatorów.Potrzebujemy jednak także Anty-Kołakowskiego. Kultura nasza rozwijasię bowiem - o czym wielokrotnie sam Kołakowski wspomina -dzięki obecności i starciu dwóch sprzecznych postaw, między którymizmuszeni jesteśmy wyborów dokonywać, niestety nie znając reguływyborami tymi kierującej. Po omacku przeto błądzić musimy i zutęsknieniem wyglądamy przewodnika, który wybierać nam pomoże lubchoćby objaśni, między czym a czym w istocie wybieramy. Koniecznyjest więc Kołakowski, który roli tej się podejmuje. Anty-Kołakowskirównie jednak pozostaje niezbędny po to, byśmy wśród oczywistości sięnie zagubili, w samozadowoleniu nie zastygli, cnotę nieufności wobecpodsuwanych nam rozwiązań zachowali. Oznacza to, że nie powinniśmyAnty-Kołakowskiego przeciwstawiać Kołakowskiemu, nie musimy wyrzekaćsię pierwszego, aby być wiernym drugiemu - lub na odwrót. Niepopadamy w sprzeczność, gdy usiłujemy współistnienie ich obupochwalać i podtrzymywać, a - w rzeczy samej - kto czynitak, czyni chwalebnie.

Istniejetu jednakowoż pewien kłopot. Otóż ostatnimi czasy Kołakowskizdecydowanie przeciw Anty-Kołakowskiemu zaczął występować, prawa doistnienia mu odmawia lub jego obecności natarczywej zaprzecza.Wprawdzie nadal zdarza mu się wypowiedzieć jakąś pod adresemAnty-Kołakowskiego pochwałę, że - na przykład - obecnośćjego przynosi dobre owoce, lecz z obserwacji sposobu, w jaki wywodyswoje prowadzi, wynika, że owoce to zatrute, że Anty-Kołakowskiszkodnikiem jest tylko w ogrodzie, który Kołakowski pielęgnujei z oddaniem chroni. Wrażenie takie towarzyszyło mi nieodparcie,gdym czytał ostatnią książkę Kołakowskiego Mojesłuszne poglądy na wszystko(Kraków 1999) i - by rzecz wyznać wprost - to jej lekturasprawiła, iż podejmuję się trudnego zadania obronyAnty-Kołakowskiego. Potrzeba bowiem Anty-Kołakowskiemu adwokata,który w imię równowagi racji jego będzie bronić - nawet jeślimiałby to być adwokat samozwańczy, jak to jest w moim wypadku.

Rzeczgodna uwagi - Kołakowski opisywaną sytuację widzi zupełnieinaczej. Czuje się osamotniony, a swą nieprzychylność wobecAnty-Kołakowskiego pychą i buńczucznością tego drugiego tłumaczy.Niedwuznacznie sugeruje, że daje się obecnie odczuć nadmiarAnty-Kołakowskich, a ich liczba w dalszym ciągu w zatrważającymtempie rośnie. Nie wiadomo wszakże dokładnie, na czym opiera swerachunki? Może więc są one przesadzone lub niedokładne? A może wręczmylne? W rzeczy samej, istnieją powody, by zawartą w tekstachKołakowskiego wizję Anty-Kołakowskiego i obliczenia mówiące onadmiernej proliferacji tego drugiego przyjmować z rezerwą.Przypuszczenie, że z hiperbolizacją dokonaną dla celów perswazyjnychmamy tu do czynienia, nie jest bezpodstawne. Wolnopodejrzewać, że Anty-Kołakowski powstaje pod piórem samegoKołakowskiego i służy do utwierdzenia się we własnych racjach iprzeświadczeniach. Że jest produktem lęku, jaki myśleniemKołakowskiego jawnie kieruje, a widmo jego (Anty-Kołakowskiego)rośnie wraz z kolejnymi aktami wykluczenia, za pomocą którychKołakowski próbuje ocalić trwałość naszego duchowego dziedzictwa iczystość pewnego humanistycznego przesłania zachować. O przesłaniutym będzie jeszcze mowa.

Anty-Kołakowskiegozatem Kołakowski powołuje do życia po to, aby siebie lepiej poznać,osobność swoją utwierdzić, lęki własne uzasadnić, zwolenników iczytelników pozyskać, wytłumaczyć, skąd pochodzą nieszczęścia ikłopoty współczesnej kultury. Nie znaczy to, że lęki Kołakowskiego sąurojone. Chodzi tylko o to, aby dostrzec, że w KołakowskimAnty-Kołakowski siedzi, a z Anty-Kołakowskiego Kołakowski wyłazi. ŻeKołakowski od razu wraz ze swoim sobowtórem na świat przychodzi.Anty-Kołakowski Kołakowskiego przedrzeźnia, a KołakowskiAnty-Kołakowskiego prześladuje. Wzajemne uzależnienie obu jest takwielkie, że momentami już nie wiemy, który z nich jest Kołakowskim, aktóry Anty-Kołakowskim. Tak jakby zamienili się miejscami. Jakbydawniejszy Anty-Kołakowski dziś w szaty Kołakowskiego sięprzebrał i Kołakowskiego dawnego eksterminacji poddawał, swoimwłasnym imieniem - imieniem Anty-Kołakowskiego -nazywając. Jedynie okoliczność, że Anty-Kołakowski nie myśli tak źleo Kołakowskim, jak Kołakowski o Anty-Kołakowskim, pozwala obu ichodróżnić. Zawodna to wszelako miara, bo Anty-Kołakowskiemu głosKołakowski odbiera i karykaturalną twarz przyprawia.Anty-Kołakowskiego milcząca obecność daje jednak o sobie znać, boKołakowski karykaturując swego bliźniaka, także i własną twarzzniekształca.

DawniejKołakowski wyznawcą filozofii błazna siebie mianował, przeciwkapłanom występował, etykę bez kodeksu głosił, prawa doniekonsekwencji bronił, niepewnością się cieszył i ją afirmował, zewspółczesną filozofią dyskutował i szukał w niej natchnienia. Dziś dokapłanów przystąpił, apologię norm wygłasza, chroni kategorię tabu,konsekwencji się domaga i przed trybunałem odpowiedzialności zakulturę każdy nasz uczynek stawia, swe zwątpienie nie przeciwpewnikom, lecz przeciw duchowi wątpienia obraca, nie upomina się onieoczywistości, lecz zdrowego rozsądku przed filozoficznąpodejrzliwością broni, od współczesnej filozofii ostentacyjnie sięodsuwa i o swej niezgodzie nie poprzez dyskusję, lecz drwinę lubszyderstwo powiadamia. Dawniej przeciw komunistycznemu barbarzyństwusię zwracał, dziś za coś gorszego od komunizmu uznaje liberalnącywilizację. Jak powiada w eseju Rozpadkomunizmu jako wydarzenie filozoficzne,duch liberalizmu skuteczniej niż komunizm niszczy sacrumi podkopuje fundamenty kultury.

Kogowszelako bronimy, gdy w imieniu Anty-Kołakowskiego występujemy? Czyżnie jest prawdą, że oblicze jego przerazić może najbardziejdoświadczonego adwokata? Czyż nie jest słuszna obawa, że wiarę w jegodomniemaną niewinność najbardziej wytrwały i oddany obrońca stracićmoże, gdy z bliska Anty-Kołakowskiego obejrzy? A z drugiej strony,któż oprzeć się zdoła jego przemożnej uwodzicielskiej sile?Anty-Kołakowski to bowiem przebiegłe monstrum, uwodziciel i oszust,mistrz kamuflażu o stu twarzach, osobnik o większej niż kameleonzdolności zmiany skóry, wilk za baranka przebrany, kret ryjący podfundamentami. Kto prawdę o nim odkryje i się nie ulęknie, tenKołakowskiemu przyzna rację i zrozumie, jak wielkie brzemię na siebieKołakowski bierze, gdy w procesie przeciw Anty-Kołakowskiemujednocześnie jako prokurator i jako sędzia występuje.

Anty-Kołakowskiodpowiada za największe osiągnięcia i największe klęski Oświecenia.Niegdyś był może potrzebny, dziś tylko przeszkadza - dawnysprzymierzeniec, kiedyś sojusznik, dziś wróg i przeciwnik. Przyczyniłsię wprawdzie do rozwoju wiedzy, nauki oraz cywilizacji, bo głosiłkonieczność emancypacji od prawd objawienia. Teraz jednak przetrwanieludzkości zależy od tego, czy zdołamy uchronić dziedzinę sacrumi wzniosłe religijne tradycje przed zarazą nihilizmu - a tegoAnty-Kołakowski ani pojąć nie umie, ani pomóc w dziele tym niepotrafi. Anty-Kołakowski to założyciel naszej liberalnej ipermisywnej kultury, a zarazem jej wytwór; produkt jej rozpaczy ijednocześnie samozadowolenia; filozof, który za pomocą filozoficznychnarzędzi nie tylko dotychczasową filozofię niszczy (nie proponującniczego w zamian), lecz samą potrzebę filozoficznych poszukiwańusiłuje z nas wykorzenić, a zatem chce nas okaleczyć i najcenniejszejczęści naszego człowieczeństwa pozbawić. Religijny fundamentalista iateista, relatywista i nihilista, marksista i nietzscheanista, wróg wsprzeczności nas wpędzający i zarazem sprzeczności tych wytwór,najwyższy produkt nowoczesnej kultury i zupełny barbarzyńca.Francuski modniś, amerykański lekkoduch, zadufany w sobie niemieckimędrek. Zobojętniały bluźnierca, przesycony hedonista, znudzonyeksperymentator. Odpowiada za rewolucję październikową i rewolucyjnąfarsę końca lat 60., komunizm i nazizm, Gułag i obozy zagłady. JakNietzsche w imię Unschulddes Werdensi Marks w imię wiary w to, że posiada metodę wydobycia z nas esencjiczłowieczeństwa, przyzwala na najpotworniejsze zbrodnie. Jak Freuduważa, że kultura jest źródłem cierpień i człowieczeństwo nasze nietyle stwarza, ile krępuje. Jak Rorty nie czyni różnicy między dietąjarosza i kanibala. Broni wielkodusznego poglądu o równościwszystkich kultur, a tym samym barbarzyństwo innych akceptuje orazobojętność swoją uświęca. Oceny moralne od przygodnych czynnikówhistorycznych i kulturowych uzależnia. Pochwala zgubne zamiłowanie dobuntu, kultywuje anarchistyczne marzenia o wyzwoleniu z norm iprzyszłe nadejście tyranii w ten sposób przygotowuje. Pozbawia nasbroni przeciw okrucieństwu, prześladowaniom, uciskowi itotalitaryzmom. Wyobraża sobie, że jedyne lekarstwo na fundamentalizmstanowi nihilizm.

Wnajgorszym i najbardziej niebezpiecznym swoim wcieleniuAnty-Kołakowski nie jest wszelako barbarzyńcą, lecz kimś pozbawionympamięci, niepomnym bogactwa rodzimej kultury, niepewnym własnejtożsamości, pozostawionym bez wsparcia w moralnej pustce, niezdolnymdo bronienia jakichkolwiek wartości, głęboko nieszczęśliwym i wrozpaczy swej zobojętniałym, własną pustkę za pomocą hedonizmu ikonsumpcjonizmu zapełniającym. Jeśli taki typ ludzki upowszechni sięna wszystkich obszarach europejskiej cywilizacji, która przecież zpowodzeniem glob cały ogarnęła, dalsze trwanie ludzkości stanie podznakiem zapytania.

Jakmamy bronić się przed takim niebezpieczeństwem? Kołakowski nieprzedstawia bezpośrednich odpowiedzi, nie poucza wprost, jak chronićwartości, stara się jednak dawać dobry przykład, który powinien byćnaśladowany, wyraziście też rysuje obraz filozofa, który w imieniuwartości występuje. Obraz ten jest zarazem jego własną autokreacją.Filozof taki zajmuje się profilaktyką i leczeniem chorób kultury.Wyniki swoich badań przedstawia nie tylko fachowcom, używajączawodowej swej nomenklatury, ale także szczepionki ochronne dlaludności opracowuje - w formie esejów. Nie ma nadziei odkryćlekarstwa na wszelkie nieszczęścia, przeciwnie - obiecuje, żenigdy go nie znajdzie i nakazuje nam odwracać się od lekarzy, którzypodobne obietnice składają. Delikatny i zdecydowany, ufny ipodejrzliwy, uparty i pełen niepewności, nieustępliwy, leczprzezorny, krytyczny - ale także wobec samej postawy krytyka.Wyczulony szczególnie na sprzeczności i aporie tkwiące głęboko wsamej materii życia za zadanie swoje uważa uświadamianie iostrzeganie przed niebezpieczeństwami, które czyhają na każdego: i natego, który postęp chwali, i na tego, który ku przeszłości sięzwraca; i na tego, który w utopię wierzy, i na tego, który utopijnychnadziei całkiem się wyzbył; i na tego, który ufa nauce i za wzórracjonalności ją uważa, i na tego, który śni o lepszej nauce i innej,wyższej racjonalności, jaką osiąga się przez porzucenie "zwykłej"racjonalności i "zwykłej" logiki. Wszystko to są,oczywiście, przykładowo wybrane alternatywy, które Kołakowski czyniprzedmiotem swej uwagi.

Filozofmusi mieć odwagę, by upominać się o zapomniane prawdy, niepopularneidee, niemodne dystynkcje. Do istoty jego powołania należy pewiendystans wobec tego, co wydaje się jego współczesnym oczywiste inieodparte. Z ostentacją odwraca się od współczesnej filozofii i kuponadczasowym dziełom Platona, Kartezjusza, Pascala, Leibniza,Bergsona i Husserla się kieruje. Najwyższy szacunek żywi wobec Kanta.Rygoryzm moralny, nauka o obowiązkach, obrona człowieczeństwa jakokategorii moralnej i niewymiennej, zasady transcendentalnejracjonalności, idea sądów syntetycznych apriori- wszystko to są własne Kołakowskiego przekonania, którychpoprzez odwołanie do języka kantowskiego broni lub po prostu u Kantaznajduje. To jest owa dobra i nieskażona tradycja Oświecenia, dojakiej ktoś, komu przydarzyło się być filozofem, zobowiązany jestnawiązywać.

Kantowizawdzięczamy najlepszą próbę ufundowania kultury i moralności nafundamencie rozumu, nie zaś wiary. Kant wszelako mylił się,mniemając, że jego przedsięwzięcie może się powieść. Najwyższe inajważniejsze wartości znajdują bowiem ostatecznie swojeuprawomocnienie w sferze sacrum,a więc sytuują się poza zasięgiem filozoficznej argumentacji. Odobrony postaci Jezusa Chrystusa (połowa lat 60. XX w.), doszedłKołakowski do obrony Kościoła. Dawniej podejrzewał, że orędzieChrystusa przechowało się poza Kościołem lub w pozostających naskraju herezji grupach, dziś Kościół uważa za wzór wszelkiejtożsamości. W Amatorskimkazaniu o wartościach chrześcijańskichopinię każącą potępiać stosy uznaje za pozorną oczywistość, którejufać nie warto. W stosach - powiada - trzeba też widziećwyraz prawdziwej troski o zbawienie duszy.

Kościółzapewnia ciągłość kultury, strzeże dziedziny sacrum,z której cywilizacja musi nieustannie czerpać, aby nie poddać sięnihilizmowi. Poczucie tabu, zdolność do odczuwania wyrzutów sumienia,hierarchiczność, wychowanie oparte na autorytecie, wzniosłe obrzędy,poczucie uczestnictwa w sferze bezwarunkowej i wiecznej - towszystko tylko religia dać może, która jednak poza Kościołem traciswą moc i życiodajną siłę. Do ulubionych zajęć filozofa, jakiegoobraz maluje Kołakowski, należy więc przechadzanie się w chłodnymcieniu świątyń. Choć nie umie się on modlić, wierzy, że w nabożnymskupieniu jest ta sama treść zawarta co w modlitwie, i że ono takżestanowić może kontemplację czystego dobra. Przeraża go - ijeśli coś go prawdziwie przeraża to właśnie to - że teświątynie puste się stają, że porzuca je lud, a nawet sami kapłani,którzy na służbę demonów nowoczesności przechodzą.

Zwszystkiego, co zostało tu powiedziane, zdaje się wynikać, żeKołakowskiego od Anty-Kołakowskiego dzieli przepaść i że przepaść tanie może zostać pokonana. Kołakowski broni kultury, Anty-Kołakowskiją rujnuje. Kołakowski przyjmuje niewdzięczną rolę kogoś, kto oniebezpieczeństwach odważa się mówić i po ojcowsku nas karci.Podziwia mądrość wielkiego, żelaznego papieża Innocentego III, którynapisał dziełko Onędzy doli człowieczej,i ubolewa, że Kościół nie ma dziś dość odwagi, by nieustannie nędzęową głosić. Inaczej Anty-Kołakowski - ten nie tylko słabościomnaszym pochlebia, aby potem je wykorzystać; nie tylko dowodzi, żenatura ludzka jest doskonale plastyczna lub zgoła nie istnieje i niema więc niczego, co byłyby bezwarunkowo zabronione. On przedewszystkim pozwala nam myśleć, że dobrze jest występować przeciwniezmiennemu odróżnieniu dobra od zła. Mówiąc tak, popada wprawdzie wtym samym momencie w sprzeczność, kwestionuje bowiem odróżnienie, zktórego korzysta w akcie kwestionowania (że dobrze jest robić to czyowo, myśleć tak lub owak). Zarazem jednak doskonale wie, co robi, ktobowiem powiada: "Dobrze jest odrzucać wiarę w niezmienną treśćkategorii dobra i zła", nie mówi wcale tego, co zdaje się mówić- mianowicie nie daje nam prawa do dowolnego stanowienia tychkategorii, lecz sam chce je na nowo ustanowić i innym narzucić.

Błędembyłoby jednak mniemanie, że relacja między Kołakowskim aAnty-Kołakowskim da się uchwycić poprzez sformułowanie prostejopozycji. Rzecz tak wygląda wedle autointerpretacji samegoKołakowskiego: Kołakowski naraża się na (głupie) zarzuty, że światanie zna i broni przestarzałych idei, Anty-Kołakowski sprzyja wszelkimmodom, sieje zamęt i niepewność. Pierwszy wybiera drogęnajtrudniejszą, drugi najłatwiejszą. W istocie jednak obaj oni niestoją naprzeciwko siebie, tak jak obrońca i agresor, władca ibuntownik. Im dalej Kołakowski Anty-Kołakowskiego odsuwa, tym tenjest bliżej. Im radykalniej przed Anty-Kołakowskim się broni, tymbardziej go przypomina.

Jestbowiem tak, że Kołakowskim powoduje lęk o trwałość kultury iniezakłócony proces dziedziczenia wartości. Do kultury tej należąjednak również i ci, którzy proces takiego przekazywania utrudniająlub zmieniają jego logikę. Kołakowski musi ich odciąć od zdrowegopnia i dlatego w swojej książce stwierdza - na przykład -że na gruncie filozofii Nietzschego znajdujemy zachęty doludobójstwa, rzezi pokonanych oraz budowy obozów zagłady. Rzecz jasnatrudno uwagę taką uznać za rodzaj "krytyki", jest toraczej dyskredytacja, która ma wyłączyć nietzscheanizm i jegolicznych spadkobierców z filozoficznej debaty. Tożsamość kulturyokreśla więc Kołakowski na sposób restrykcyjny, poprzez seriewykluczeń, które obejmują zwłaszcza ogromne obszary kulturywspółczesnej zwane postmodernizmem, poststrukturalizmem,dekonstrukcjonizmem, neopragmatyzmem. Z nurtami tymi Kołakowskizwykle nie podejmuje dyskusji, o swojej ocenie daje znać za pomocąironii, szyderstwa oraz znaczących przemilczeń. Napisze absurdalną,dekonstrukcjonistyczną (wedle jego własnego określenia) Wielkąencyklopedię filozofii i nauk politycznych,w której definiuje między innymi poststrukturalizm, powiadając: "Niewiem, co to jest". W książce o Pascalu (Bógnam nic nie jest dłużny...)gdzieś głęboko w przypisie wspomni z odrazą o "p. JacquesieDerridzie". W eseju Cywilizacjana ławie oskarżonychze swadą zauważy, że nie wie, czym jest postnowoczesność, czym różnisię od przednowoczesności, czy po niej przyjdziepost-post-nowoczesność, neo-post-nowoczesność czy możeneo-anty-nowoczesność. Wszystkiego tego nie wie i nie ma wrażenia, żewiedzieć powinien. Wszystko to są bowiem - jak wolno siędomyślać - owoce owej gorszej od komunizmu cywilizacjiliberalnej, która produkuje odpowiednie mody filozoficzne i rozmytepojęcia, aby "wyzwolić" nas od obowiązków iodpowiedzialności; "wyzwolić", czyli uczynićbarbarzyńcami.

Stanowiskomniezgodnym z własnymi poglądami Kołakowski często odmawia prawa donazywania siebie "stanowiskiem", a swoich poglądówrównież mianem stanowiska nie nazywa. W efekcie z nowszych pism jego,a zwłaszcza z esejów, wyłania się nie tyle wizerunek starcia różnychtendencji kulturowych, ile obraz walki kultury z antykulturą. Częstomożna odnieść wrażenie, że to nie Kołakowski mówi, gdy otwiera usta,lecz sama kultura przemawia przez niego i woła o pomoc. Kołakowskiupodobał sobie taką rolę - Anty-Kołakowski zaciera z radościądłonie i nazywa rolę tę uzurpacją. Kołakowski uważa, czegodowiadujemy się z eseju Normy-nakazyi normy-twierdzenia,że istotą człowieczeństwa jest przestrzeganie zasad, które obligująnas uniwersalnie, nie przez nas zostały ustanowione, nie poddają sięnaszej manipulacji i są zawsze wobec naszych postanowień uprzednie.Myśl, że normy te należy przekraczać, nie zaś troszczyć się o ichistnienie, to głupie anarchistyczne marzenie, które należy rozumiećjako propozycję cofnięcia nas do stanu przedludzkiego.Anty-Kołakowski czytając to, pęka z zadowolenia. Jakże cieszy gosposób, w jaki Kołakowski uniemożliwia dyskusję, jego głębokokonserwatywne i podszyte lękiem przeświadczenia, które posiadać mają- jak upiera się Kołakowski - bezwarunkową prawdziwość.Jakże to w duchu Anty-Kołakowskiego: powiedzieć, że rację ma Kant isam Kołakowski, zaś ci, którzy wraz z Bachtinem i Bataille'emsądzą, że raczej przekraczanie norm jest wyrazem człowieczeństwa niżich wypełnianie, ulegają dziecinnym mrzonkom, chcą zamienić nas wbarbarzyńców i w związku z tym nie mieszczą się w standardachkulturalnej dysputy. W końcu - jakże wielką satysfakcję odczuwaAnty-Kołakowski, gdy jego adwersarz porzuca głoszony przez siebiedawniej (w Etycebez kodeksu)sytuacjonizm moralny, gdy dowodzi, że poczucie powinności musi byćdedukowane z bezwarunkowej normy, gdy już nie ufa naszejindywidualnej wrażliwości moralnej i podporządkowuje ją zawszeuprzedniemu wzorcowi człowieczeństwa. A jednocześnie -normatywnie! - przyjmuje, że zawsze jesteśmy posłuszni normom,choć nie potrafi objaśnić, co mianowicie miałoby to znaczyć -sugeruje tylko, że należy przestrzegać dziesięciu przykazań i niepytać dlaczego. Najbardziej jednak zdumiewa Anty-Kołakowskiego owazawrotna logika, która ujawnia się w myśleniu Kołakowskiego: gdy sięwie, że jeśli coś nie jest bezwarunkowo zabronione, jest dozwolone,to wie się zarazem, że kto myśli inaczej, nie tylko złudzeniu ulega,ale działa malafide.

Anty-Kołakowskipotrafi zatem wskazać podobieństwa między swoją postawą a postawąKołakowskiego. Pokazuje, że oskarżenia pod jego adresem kierowane,pozwalają się odwrócić. Może to jednak uczynić nie tylko i nie przedewszystkim dlatego, że Kołakowski rysując obraz Anty-Kołakowskiego,daje karykaturę swej własnej twarzy, ale z tego powodu, że -najprościej mówiąc - nie taki straszny Anty-Kołakowski, jak gomalują! Łatwo zauważyć, że na jego obraz złożyły się określeniawzajem sprzeczne i trudne do uzgodnienia. Jego pozorna wszechobecnośćwynika nie z doskonałości, lecz przeciwnie - stąd, że niesposób ustalić jego rysopisu. Anty-Kołakowski to wytwór lękuKołakowskiego i jego twardych założeń dotyczących powstawania -by tak rzec - nieteoretycznych konsekwencji działalnościfilozoficznej. Przyjmuje on mianowicie, że każdą ideę stawiać trzebaprzed trybunałem odpowiedzialności za dalszy rozwój kultury i pytać ojej potencjalnie niebezpieczne konsekwencje. Zakłada, że myślfilozoficzna wyrasta na określonym gruncie kulturalnym i za każdymrazem musi się wytłumaczyć, w jaki sposób grunt ten chce wzbogacić.Jeśli wytłumaczyć tego nie potrafi, nie zasługuje na istnienie, bofilozofia nie jest zabawą ani terenem eksperymentów, lecz walką oprzetrwanie kultury, która znalazła się dziś w niebywałym zagrożeniu.Otóż ocena skali tego zagrożenia, przeświadczenie, że filozofia musiprzygotowywać nas do opierania się złu i że to zmaganie stanowiistotę egzystencji, że nigdy nie wolno zawieszać pytania o moralne ipolityczne konsekwencje filozofowania i że potrafimy zadowalająco jeuchwycić - wszystko to są przeświadczenia niedowodliwe.Kołakowski wierzy, że natura ludzka jest nieodwracalnie skażona złem,ale chce jednak jakoś obronić naszą zdolność do czynienia dobra. Zprzerażeniem mówi o przygodności odróżnienia między dobrem a złem,lecz aby to uczynić, musi już wcześniej założyć istnienie absolutu.Faktu, że w pojęciu przygodności zawarte jest już pojęcie absolutu iże wychodząc od jednego, zawsze dochodzimy do drugiego, nie uważa zatautologiczną konsekwencję języka, lecz za prawdę, którą odkrywamy wdoświadczeniu naszej egzystencjalnej kruchości. Alternatywą nasząjest: albo Bóg albo nihilizm i każdy musi jasno zadeklarować, cowybiera.

Nietrzeba szczególnej wyobraźni, by zdać sobie sprawę, że w obliczutakiej nieufności i rygoryzmu niewiele idei może się ostać; z tychnowoczesnych, postmodernistycznych, neonietzscheańskich,poststrukturalnych, feministycznych - bodaj żadna.Współczesność w ogromnej mierze pada łupem Anty-Kołakowskiego, a wistocie przecież - zostaje mu najpierw oddana we władanie, apotem jest z miernym skutkiem odzyskiwana. Podkreślmy na koniec:zagrożenia, o których mówi Kołakowski, są realne, lecz zapewneprzesadzone. Widać, że postać Anty-Kołakowskiego, gdy się jejprzyjrzeć, jest mało wyrazista, nie tłumaczy się sama przez się, leczzawsze musi być odnoszona do metafizycznych założeń filozofiiKołakowskiego. Niewielką ma więc zdolność objaśniania sytuacjiwspółczesnego świata, ale być może nieźle objaśnia sytuację autoraObecnościmitu.Trzeba się do niej przyznawać w obliczu groźby, że ceną zaodnalezienie czystego dziedzictwa naszej kultury, stanie sięodrzucenie współczesności.