Falcon - Katarzyna Wycisk

-
Proszę czekać

Medalion

Dzisiejszej nocy w końcu udało mi się, bez większego problemu, zasnąć. Przyznaję, że w jakimś stopniu niepokoi mnie myśl pojawienia się wieczorem w domu pełnym ludzi, z których prawdopodobnie ponad połowy nie znam. Ale ma to swoje plusy. Obraz bezlitosnego mordercy z płonącymi dłońmi nie gości już stałe w mojej głowie.

Stoję za ladą w kawiarni i nerwowo rozglądam się po całym lokalu. Obawiam się, że będę zmuszona spotkać ponownie tajemniczego nieznajomego. Mogę tylko mieć cichą nadzieję, że postanowi nie dotrzymywać słowa i darować sobie to przeklęte Browni i kawę.

- Nie wierzę własnym oczom! - Słyszę podekscytowany głos Anny i od razu wiem, co ma na myśli.

A już miało być tak pięknie, do jasnej cholery. W duchu dziękuję Bogu i wszystkim Świętym, że nie wezwałam wczoraj policji. To dopiero byłby wstyd! Porażka na całej linii. Czysta masakra.

- On naprawdę przyszedł, Alex! - Anna szarpie mnie jak szalona za ramię i kiwa głową w kierunku chłopaka, który właśnie zajmuje miejsce przy tym samym stoliku, co wczoraj. - Szczerze mówiąc, nie przypuszczałam, że po tym wszystkim jeszcze go zobaczę. - Wyszczerza zęby, poklepując mnie po plecach.

- Szczerze mówiąc - powtarzam za nią z lekką irytacją w głosie - miałam nadzieję, że NIE przyjdzie.

- Do dzieła mistrzu! - chichocze. - Odbierz zamówienie. Aha! Tylko tym razem, postaraj się niczego po drodze nie zdemolować - radzi, parskając śmiechem.

- Wielkie dzięki - mamroczę wkurzona pod nosem, robiąc kwaśną minę i wywracam oczami.

Wdech, wydech, wdech, wydech... oddychaj, Alex, pamiętaj o oddychaniu; nakazuję sobie, idąc w jego kierunku.

Pierwsze, co zauważam, gdy zatrzymuję się przy stoliku, to jego rozbawiona mina. Odruchowo mrużę oczy w złości. Nie wiem tylko, czy bardziej gniewam się na niego, czy może na samą siebie.

- Mam nadzieję, że dzisiaj nie będę się musiał rozbierać - zaczyna, rozkładając się wygodnie w krześle. - No chyba, że ładnie poprosisz. - Mruga do mnie okiem, a ja zaciskam mocniej usta, by przypadkiem nie powiedzieć czegoś, czego mogłabym potem żałować.

- Witam serdecznie, czym mogę służyć? - pytam, nie zważając na jego wcześniejszą wypowiedź.

Niespokojnie błądzę wzrokiem po całym lokalu, żeby tylko nie spotkać się z jego oczami. Staram się nie myśleć o tym głębokim, magnetycznym spojrzeniu. O ciemnym błękicie, zmieszanym z niepowtarzalnym fioletem. W połączeniu z ciężkimi, gęstymi rzęsami, stanowią perfekcyjną całość, która mrozi mi krew w żyłach. Moja prawa noga niekontrolowanie zaczęła stukać w drewnianą podłogę. Nie mogę tego pojąć. Jakaś dziwna siła przyciąga mnie do niego niczym magnez.

- Już od wczoraj czekam na swoje Browni - odpowiada krótko.

- Coś jeszcze? - pytam, starając się brzmieć przy tym w miarę... normalnie.

- Wiesz... - przejeżdża po mnie badawczym wzrokiem - mam nieodparte wrażenie, że jeśli zaraz nie usiądziesz, będę cię musiał zbierać z podłogi - oznajmia, a jego kącik ust wędruje subtelnie ku górze. - Jesteś blada jak ściana. Wyluzuj, Skarbie.

- Ze mną wszystko w porządku - cedzę przez zaciśnięte zęby.

Moje dłonie powoli zaczynają zamarzać, co jest niezaprzeczalną oznaką tego, że się denerwuję. Wydawało mi się, że wybiłam sobie z głowy to, że chłopak siedzący przede mną jest mordercą pozbawionym serca, ale najwidoczniej się myliłam. Do tego dochodzi jeszcze ta przeklęta impreza dzisiejszego wieczoru. Powtarzam sobie, że nie ma się czym przejmować, ale to w niczym nie pomaga. Jedna moja półkula mózgu nie potrafi się doczekać, a druga kombinuje, już od dobrych kilku godzin, jaką wymówkę wymyślić, by nie musieć na nią iść.

Po odebraniu zamówienia wchodzę za marmurową ladę. Nie muszę długo czekać, Browni i kawa pojawiają się w mgnieniu oka na jednej z srebrnych tac. Chwytam za nią i ruszam z powrotem do naszego gościa.

- Smacznego - wyduszam z siebie i podejmuję próbę uśmiechnięcia się.

Kiedy się pochylam, by postawić na stoliku filiżankę kawy i ciasto, zza mojej koszuli wysuwa się srebrny naszyjnik z okrągłym wisiorkiem, który niegdyś należał do mojej mamy. Chłopak niespodziewanie odsuwa się szybko od stołu, aż słychać nieprzyjemne szuranie nóg krzesła. Przykleja plecy do oparcia i tępo gapi się na mój medalik.

- Ciekawy naszyjnik - rzuca, zaskakując mnie nagłą zmianą tematu.

Nie jestem pewna, co na to odpowiedzieć, więc decyduję się na proste,,Dziękuję".

Prostuję się i jestem gotowa do pójścia, kiedy nieznajomy chłopak zaczyna mówić dalej:

- Skąd go masz? - pyta, jakby to w jakimkolwiek stopniu jego dotyczyło. Co go to obchodzi? Nic mu do tego!

Na moim wisiorku widnieje dziwny symbol, który od zawsze mnie zastanawiał, jednak nigdy nie przyszło mi do głowy, by pytać o jego znaczenie. Myślałam, że to zwyczajny wzorek wyżłobiony na posrebrzanej blaszce. Tyle.

Na medaliku są wygrawerowane dwie, kanciaste, krzyżujące się ósemki. Wyglądają, jakby były złożone z kwadratów. W miejscu, gdzie się przecinają, wychodzą cztery linie. Idą po kolei, w górę, w dół i na boki.

Po krótkim namyślę, postanawiam być grzeczną, uprzejmą dziewczynką i odpowiedzieć mu na jego pytanie.

- Należał do mojej mamy - mruczę półgłosem.

Odwracam się i stawiam pierwszy krok w kierunku lady.

- To wiele by wytłumaczyło - mamrocze sam do siebie. - Wiesz, co oznacza ten medalion? -pyta nagle, zmieniając ton głosu na wyraźny.

- Nie, nie wiem - odpowiadam, próbując zachować spokój.

Nie lubię rozmawiać o moich rodzicach, a co za tym idzie, także o rzeczach, które się z nimi wiążą. Budzi to we mnie wspomnienia, a każde z nich boli.

- Dlaczego jej o to nie zapytasz?

Cała się spinam ze złości. To, jakby ktoś specjalnie rozdrapywał stare rany.

- Zmarli i tak nie odpowiadają! - burczę, próbując się powstrzymać od wypowiedzenia dalszych słów, które, koniec końców, doprowadziłyby do mojego zwolnienia.

To nie jego wina; powtarzam sobie w myślach. Jest po prostu wścibskim klientem, którym nie ma się co przejmować. Nie warto się kłócić.

- Nie żyją? - dziwi się, marszcząc brwi w zamyśleniu.

Nad czym tu długo myśleć, nie żyją i już. A poza tym, nadal nie wiem, co mu do tego. Ściskam mocniej tacę w rękach i nakazuję sobie powoli oddychać.

Darmowy fragment