Kilka minut wcześniej
Rozdział 1
Linn
"Nie będziemy miały dużo czasu, zanim pościg zacznie się na dobre" - myśli Linn, rozglądając się po wnętrzu nieco podstarzałego policyjnego helikoptera. Eurocopter 135, wysłużony szwedzki śmigłowiec, niedawno zastąpiony przez policję zupełnie nową flotą Bell 429. Dowiedziała się o tym w ciągu ostatniego miesiąca w trakcie planowania i rekonesansu. Na poligonie Björka, niedaleko Veberöd i Sjöbo, nadal regularnie wykorzystuje się jednak starsze modele w różnego rodzaju szkoleniach i ćwiczeniach.
"Nie kradnie się policyjnego helikoptera ot tak".
To będzie wielka sprawa. Jeszcze rok czy dwa lata temu ta myśl by ją przerażała. Teraz raczej ją ekscytuje. Jakby jedyne, co jej pozostało, to robienie takich chorych rzeczy. Takich, które sprawiają, że czuje, że żyje. I właśnie tak jest. Wszystko inne jest martwe. Wszystko. Linn również, a przynajmniej jej wnętrze.
Trzyma się paska przymocowanego nad drzwiami. Oblewa ją fala gorąca wywołana wyrzutem adrenaliny, całe ciało śpiewa. Nie tylko ona czuje podniecenie. Adela, siedząca na miejscu pilota, czy jak to nazwać, krzyczy, nie kryjąc podekscytowania.
Adela jest jedną z najstarszych członkiń Falochronów. Po odbyciu za młodu służby wojskowej w Izraelu została wykwalifikowaną pilotką śmigłowca.
"Tę umiejętność zdecydowanie możemy wykorzystać w obecnej sytuacji" - zauważa Linn.
Adela i Leonora poznały się dziesięć lat temu w klubie strzeleckim i szybko się zaprzyjaźniły, gdy odkryły, że mają ze sobą wiele wspólnego. Zarówno zainteresowanie Valerie Solanas, jak i chęć ukarania brutalnych i popapranych mężczyzn. I jak to mówią: oto cała historia.
Linn obserwuje pozostałe kobiety na pokładzie. Veronica, Leo i Bahar. Nowe przyjaciółki. Nie, siostry, nowe siostry. Na śmierć i życie, jeśli zajdzie taka potrzeba. Wszystkie wyglądają na przerażone i podekscytowane jednocześnie. Początkowo nie były w stu procentach pewne, czy wierzyć Adeli, że rzeczywiście zrealizuje ten pomysł, na który wpadła podczas burzy mózgów. Że potrafi latać takim potworem. Potem jednak zaczęła mówić o kątach natarcia śmigła, oporze aerodynamicznym, siłach nośnych i różnych innych rzeczach, o których Linn nie ma pojęcia. Wtedy dotarło do nich, że tak naprawdę przez cały czas miały u swego boku wyszkoloną w wojsku pilotkę śmigłowca.
"Jeśli człowiek potrafi latać jednym helikopterem, to potrafi latać wszystkimi" - oznajmiła z przekonaniem Adela.
- Chryste, pospiesz się! - wykrzykuje zdyszana Bahar, przyciskając twarz do okna i wpatrując się w położony kawałek dalej budynek, w którym przebywa cała masa policjantów.
- Tak, błagam - wtóruje jej Veronica. - Kurwa, to nie na moje nerwy - dodaje, co chwilę klepiąc się po policzkach, jakby to był jakiś sposób na rozładowanie napięcia.
Według Adeli, która planowała tę akcję przez ponad tydzień, dzisiejsze ćwiczenia na terenie poligonu Björka to szkolenie kontrolerów ruchu lotniczego monitorujących policyjne śmigłowce. A teraz - prawie miesiąc później - jej plan został wreszcie wprowadzony w życie.
Cierpliwość. Nie jest to jedna z najmocniejszych stron Linn, ale by coś tak spektakularnego się udało i by one wyszły z tego bez szwanku, wszystko trzeba dobrze przemyśleć i starannie zaplanować.
Sama kradzież helikoptera, w trakcie gdy uczestnicy ćwiczeń lotniczych jedli obiad w budynku, okazała się zaskakująco łatwa. Znalazła się na pokładzie wraz z Veronicą, Adelą, Bahar i Leo oraz z ładunkiem wybuchowym zaledwie kilka minut po dotarciu na teren poligonu. Maszyna stała na płycie postojowej z odblokowanymi drzwiami i czekała.
"Oczywiście. Raczej nikt się nie spodziewa, że ktoś będzie próbował porwać helikopter".
Zwłaszcza taki z wielkim granatowym napisem "POLICJA". A gdyby jakiś zwykły człowiek spróbował to zrobić, to pewnie i tak by się zabił, bo latanie taką maszyną jest naprawdę niebezpieczne, jeśli się tego nie potrafi. Falochrony jednak nie są jak zwykli ludzie, to pewne. Pomału dowiaduje się o tym cała Szwecja. Poza tym Adela jeszcze ich nie zawiodła. Udało im się już zająć miejsca w środku.
Zapewne nie minie wiele czasu, gdy połowa sił policyjnych kraju - i prawdopodobnie także wojsko - będzie ich ścigać, ale kilka minut powinno im w zupełności wystarczyć. Przecież zorganizowanie pościgu za skradzionym policyjnym helikopterem chwilę potrwa, a stąd na farmę jest najwyżej minuta lotu. To znaczy jeśli w ogóle uda im się odlecieć.
Linn obserwuje spięte kobiety wewnątrz blaszanego potwora. Siedząca przy sterze Adela podskakuje z radosnego podekscytowania i w pośpiechu przegląda książeczkę leżącą na przednim siedzeniu. Bahar wciąż patrzy przez okno. Veronica porusza ustami tak, jakby coś bez przerwy bezgłośnie mówiła, jakby sama siebie próbowała podnieść na duchu. I Leo - jedyna, która wygląda jak zwykle. Twarz niczym wykuta z kamienia.
- Co tak długo? - pyta Leo Adelę.
- Instrukcja użytkowania w locie - odpowiada, machając książeczką.
Podnosi wzrok. Wszystkie oczy są na nią zwrócone. Odgarnia na plecy długie czarne rastawarkoczyki, ciasno splecione w rzędach tuż przy skórze. Jeszcze raz spogląda na książeczkę, po czym wzrusza ramionami i z nerwowym uśmiechem rzuca ją za siebie. Z przodu koło niej nikt nie siedzi. Zwykle pilotowi towarzyszy nawigator lotu. Adela dziś o tym mówiła. Nie jest to jednak konieczne do wykonania lotu.
- Okej, okej, zrozumiałam, moje panie. Teraz, kurwa. Jedziemy z tym!
Adela wciska przełącznik oznaczony jako "BAT MASTER", po czym natychmiast zaczynają wyć różne sygnały dźwiękowe, co powoduje, że wszystkie kobiety z tyłu śmigłowca podskakują i się kulą. Adela krzyczy coś niezrozumiale, jednocześnie szukając jakiegoś przycisku pośrodku deski rozdzielczej na dole. W końcu znajduje właściwy i wycie ustaje.
- Sorry, sygnały alarmowe - wyjaśnia. Ma lekko zarumienioną twarz i teraz jej oddech też jest przyspieszony. - Włączam wyciszenie. Nie będziemy się nimi przejmować - dodaje i szybko naciska guzik na suficie z napisem "FADEC". Następnie uruchamia silniki. Kiedy zaczynają warczeć, Linn ciężko w to uwierzyć.
"Może nam się to uda".
Teraz trzeba działać szybko. Nie da się po cichu wystartować helikopterem. Pot ścieka Linn po plecach, gdy spogląda w stronę oddalonego o kilkaset metrów budynku. Spodziewa się, że w każdej chwili może wyskoczyć z niego policja i wojsko. Z automatyczną bronią gotową do strzału. Głośno przełyka ślinę.
Leo często powtarza, że zawsze masz więcej czasu, niż zakładasz, kiedy robisz coś, co wywoła u ludzi szok, ponieważ opanowanie narastającej paniki i zamieszania chwilę trwa. O ile - w przeciwieństwie do innych - panujesz nad sobą, masz spore szanse na ucieczkę.
"Na to musimy teraz liczyć" - myśli Linn.
Silniki się rozgrzewają i po kilku sekundach helikopter unosi się nad ziemią, choć nieco chwiejnie. Przez chwilę wisi nieruchomo zaledwie parę metrów nad asfaltem.
- Trzeba zsunąć się z poduszki powietrznej tworzonej przez łopaty wirnika! - wykrzykuje Adela... i wtedy zaczynają się wznosić.
Gdy przyspieszają, Linn czuje łaskotanie w brzuchu i z fascynacją obserwuje, jak Adela prawą ręką obsługuje ster, a lewą - dźwignię skoku ogólnego, przy czym jednocześnie operuje pedałami, poruszając obiema stopami w dziwnie skomplikowanym tańcu, po to by helikopter robił to, co ona chce.
- W końcu mam to we krwi! - krzyczy Adela, jakby z ulgą, gdy poligon i wszyscy zaskoczeni policjanci oraz adepci lotnictwa szybko znikają im z pola widzenia.
- Adela, kurwa, jesteś boginią! - woła Veronica, wyraźnie odetchnąwszy z ulgą.
Linn patrzy na Leo, jak otwiera pudełko, rozgarnia wełnę drzewną i wyciąga dwie szklane butelki z kawałkami tkaniny wetkniętymi w szyjki. W drzwiach stoi Veronica. To do niej Bahar będzie podawać butelkę za butelką. Oprócz benzyny, znajduje się w nich olej silnikowy i smoła. Po pierwsze dlatego, że zagęszczają miksturę, dzięki czemu oblepia powierzchnię, a po drugie po to, by stworzyć gęsty czarny dym, który z kolei utrudni życie gnojkom w dole. W sumie mają dwadzieścia butelek.
Koktajle Mołotowa to może prymitywna broń, ale za to skuteczna. Zwłaszcza jeśli jest ich dużo i spadają z góry. Pieprzeni incele na farmie wykonali niezłą robotę, jeśli chodzi o ochronę przed atakiem lądowym. Zbudowali solidne barykady, przez które praktycznie nie da się przedostać. Ale przed tym nie zdążą się uchronić.
Falochrony doszczętnie spalą to cholerne miejsce. Farma stanie w płomieniach, zanim ktokolwiek się zorientuje, co się dzieje. Poza tym na własne życzenie tych idiotów służby ratunkowe będą mieć utrudniony przejazd. Lato jest wyjątkowo suche w tym roku, więc wszystko powinno się zapalić szybko i bez problemu.
Według Linn dotarcie tam policyjnym helikopterem to genialny pomysł. Jeśli dopisze im szczęście, po wyrzuceniu butelek zapanuje na tyle duży chaos, że zdążą dolecieć na lądowisko, jakieś trzy kilometry na północny wschód, gdzie będą na nie czekać trzy samochody na fałszywych blachach. Adela i Bahar mają jechać jednym, Leo i Veronica drugim, a Linn sama wsiądzie do trzeciego. Następnie odjadą - każda w innym kierunku. Jeśli jeden z samochodów będzie ścigany lub zostanie złapany, to przynajmniej pozostałe uciekną. Taki jest plan. Jeśli im się poszczęści. A jak nie, to...
"Chociaż cię pomszczę, kochanie" - myśli Linn, widząc oczami wyobraźni piękną twarz Eleny. Błysk w oczach, który tak bardzo kochała. Kurze łapki i figlarny uśmiech dający jej poczucie sensu życia.
"Córka gangstera - dodaje w myślach, a oczy zachodzą jej łzami. - Zawsze miała gotowe rozwiązanie. Nigdy przed niczym się nie cofnęła".
Kobieta, która wciąż intrygowała i pociągała ją swoją skomplikowaną osobowością. Jej dusza przypominała kalejdoskop. Kiedy wydawało się, że Linn ma w głowie kompletny obraz Eleny, ten się zmieniał. Kobieta, która kochała ją przez całe te upiorne wakacje przed dwoma laty i która miała ją kochać dalej. Miały być szczęśliwe.
"Dlaczego los jest tak okrutny? Właśnie gdy po raz pierwszy w życiu znalazłam miłość, została mi ona brutalnie odebrana".
Potrząsa głową. Musi zachować jasność umysłu. Nie ma tu miejsca na pogrążanie się w smutku. Liczy się tylko zemsta. Bo to nie życie zabrało jej Elenę, tylko ci jebani incele w dole na farmie. Czuje to w ciele. Jak myśli rozpętują burzę w jej duszy. Podmuchy rozpalonej do białości nienawiści, popychające ją ślepo do przodu w to, co musi się teraz wydarzyć.
"Zaletą helikoptera - rozmyśla dalej - jest to, że jest szybki i nie musi trzymać się drogi".
Lot na farmę zajmuje chwilę. Minie co najmniej dziesięć minut, zanim policja przyleci tu własnym śmigłowcem. Jeśli chcą je skutecznie ścigać, muszą również wzbić swoje helikoptery w powietrze, a w tej chwili najbliższy z nich znajduje się w Malmö, pozostałe są rozsiane po całym kraju. To znaczy z wyjątkiem tego, który właśnie porwały Falochrony.
"Boże - myśli w momencie, gdy sobie to uświadamia, i w żołądku skręca ją tak, że odbiera jej dech. - Naprawdę to zrobiłyśmy. Porwałyśmy ten pieprzony helikopter. Policyjny!"
Spogląda na timer w zegarku, który uruchomiła, gdy wystartowały tym monstrum. Minęły czterdzieści dwie sekundy. Leo coś mówi, macha ręką i pokazuje, że znajdują się teraz w zasadzie bezpośrednio nad farmą.
- Co mówiłaś? - Linn musi podnieść głos, żeby ją było słyszeć.
Leo podchodzi bliżej i patrzy na nią swoim lodowatym i twardym spojrzeniem.
- Powiedziałam, że wiedziałam, że zostaniesz jedną z nas.
Linn czuje, jak coś wewnątrz niej chrobocze. Niczym pazury po porcelanowej powierzchni.
"Ale ja nie jestem jedną z was - chciałaby powiedzieć. - Nie zabijam bezmyślnie. To wszystko dzieje się z jakiegoś powodu. I to ważnego. Nie tylko dlatego, że wszyscy tam w dole są mężczyznami".
- Czy się mylę? - kontynuuje Leo ostrzejszym głosem i z uniesionym podbródkiem, przysuwając się do niej jeszcze bliżej. - Wahasz się? Teraz, kiedy wszystkie robimy to dla ciebie?
"Nie podoba mi się twój ton" - stwierdza w myślach poirytowana Linn, po czym wymierza sobie mentalnego liścia. "Co ja, do cholery, sobie myślę?"
To ona przyszła do nich z prośbą o pomoc, kiedy jej życie legło w gruzach. Nie na odwrót. To ona zapukała do ich drzwi, załamana i zdruzgotana, niemająca nikogo poza zgorzkniałym kotem, Panem Sykiem, i palącym pragnieniem zemsty. Znalazła Falochrony. Błagała je o pomoc. A one sprzymierzyły się z nią. Zgodziły się ją wesprzeć. Są tu teraz dla niej i właśnie porwały ten pieprzony helikopter, by przede wszystkim ona mogła zaspokoić swoje pragnienie zemsty.
- Nie waham się - odpowiada zdecydowanym tonem, tymczasem Adela szerokim łukiem zmienia kierunek lotu.
Leo obrzuca Linn dziwnym spojrzeniem, po czym podpala szmatkę w pierwszej butelce. Linn otwiera boczne drzwi helikoptera, próbuje otrząsnąć się ze wszystkiego i skupić na tym, co tu i teraz. Na tej chwili. Na zemście. To najważniejsza część planu. Koktajle Mołotowa może i są skuteczne, ale mogą też okazać się niebezpieczne dla osoby, która ich używa.
"W najgorszym razie człowiek może szybko zamienić się w ludzką pochodnię". Linn drży na całym ciele.
*
Na zewnątrz szaleje wiatr, a łoskot śmigieł uniemożliwia porozumiewanie się jakkolwiek inaczej niż za pomocą gestów. Linn dostrzega spoglądającego w górę przerażonego mężczyznę na drodze dojazdowej, który rozmawia z kimś przez walkie-talkie. Puszcza pasek nad drzwiami i wystawia mu środkowy palec. Chwieje się przez chwilę, po czym znowu chwyta się paska i odzyskuje równowagę. Następnie rzuca pierwszą butelkę w dół na budynek stajni, tam, gdzie ci skurwiele trzymali Elenę. Gdzie ją... gdzie ona...
Natychmiast przed oczami pojawiają się obrazy Eleny postrzelonej w tył głowy przez Sixtena Törnholma. W zasadzie ciągle do niej powracają. Gdy kładzie się spać. Gdy słyszy nostalgiczne dźwięki pianina. Gdy widzi kobietę z długimi siwymi włosami. Gdy słyszy zabawny dowcip, który chciałaby opowiedzieć swojej ukochanej tylko po to, by jeszcze jeden jedyny raz usłyszeć jej śmiech. Wtedy natychmiast się pojawiają. Obrazy, od których nigdy, przenigdy nie będzie mogła się uwolnić. Szeroko otwarte oczy Eleny. Kiedy śmierć pojawiła się znikąd i wszystko jej zabrała.
Wzrok Linn mętnieje. Musi wziąć się w garść. Leo i Falochrony są szalone, ale co z tego. Czyż ona sama też nie jest, skoro znajduje się tu z nimi w tej właśnie chwili? Potrzebuje ich. Może powinna być bardziej taka jak one. Prostuje się.
Gdy ponownie zmusza się, by smutek ustąpił miejsca wichrom nienawiści, czuje się tak, jakby w końcu zdjęła rękę z rozgrzanej płyty.
"Zrobimy to. Razem".
Zdecydowanym skinieniem głowy pokazuje Leo, żeby podała jej kolejną butelkę i kilka sekund później trzyma w dłoni zapalony koktajl Mołotowa. Tym razem zrzuca go na dach głównego budynku. Veronica też wkracza do akcji.
- Smażcie się w piekle, pierdolone chuje! - ryczy i rzuca.
Butelka za butelką, zapowiedź śmierci w płomieniach, spadają na ośrodek dla inceli Sixtena Törnholma, a silne zapachy benzyny i spalenizny wypełniają płuca. Po tym jak wszystkie dwadzieścia butelek się rozbija i każda z nich wznieca ogień, wywołując pożar wysuszonych słońcem budynków, ludzie zaczynają wybiegać na podwórze. Snują się zamroczeni jak przestraszone i żałosne kurczaki.
"Nie, nie kurczaki".
Kury przynajmniej znoszą jajka. A ci idioci nie dają nic nikomu, poza bełkotem. Przerażone i żałosne koguty. Linn czuje przyjemny dreszcz, gdy widzi, jak jeden z nich staje w płomieniach. Mężczyzna rzuca się na ziemię i wije, ale tunika, którą ma na sobie, najwyraźniej wykonana jest z materiału idealnie nadającego się na podpałkę. Jakiś facet przebiega obok, nie zwracając uwagi na płonącego kolegę.
"Tchórzliwe skurwiele. To wasza wina, że Elena nie żyje. Veronica ma rację. Mam nadzieję, że będziecie smażyć się w piekle, gdy już tam traficie".
Odczułaby jeszcze większą satysfakcję, gdyby mogła rzucić ostatnim koktajlem Mołotowa prosto w głowę samemu Sixtenowi. Widzieć, jak wije się w agonii za to, co zrobił. Przez chaos, który zapanował w dole - oraz przez gęstniejący szaroczarny dym - nie sposób jednak stwierdzić, czy ten drań znajduje się wśród mężczyzn wybiegających z budynku.
Nie minęło więcej niż kilka minut od momentu, gdy wystartowały z poligonu Björka. Wszystkie butelki zostały wyrzucone, w dole pod nimi szaleje piekło. Linn z Veronicą zamykają drzwi, po czym Adela leci na północny wschód, w kierunku wschodniego brzegu jeziora Vombsjön. Podejmują ryzyko, nie odlatując zbyt daleko od poligonu, lecz z tego co im wiadomo, był to jedyny helikopter w tym miejscu.
- Mamy was, skurwysyny! - krzyczy Adela triumfalnie, gdy zostawiają za sobą morze płomieni, a Leo gratuluje im wszystkim kolejnego dobrze przeprowadzonego ataku.
Linn przybija piątkę z Veronicą, ale unika zadowolonego spojrzenia Leo, bo wie, że teraz mogą pojawić się w nim nowe wymagania.
"Zrobiłyśmy to dla ciebie. Teraz musisz zacząć robić coś dla nas".
Potrząsa głową. Bierze głęboki, dodający otuchy oddech. "Jeszcze przyjdzie czas na martwienie się". Skupia się na tym, co teraz musi zrobić.
Pora wprowadzić w życie kolejną część planu.