Rozdział 3
Winnie
Budzę się przemarznięta. Odkąd przybyłam do Nibylandii, wyspa była ciepłym, tropikalnym miejscem. Nigdy wcześniej nie panowało tu takie zimno.
Wyczuwam ciepło otaczających mnie chłopców. Potężny Vane leży przy moich plecach, z ramieniem wokół mojej talii. Bash jest z przodu, a nasze nogi są ze sobą splecione. Leżący na drugim końcu łóżka Kas zaciska dłoń wokół mojej kostki.
A jednak... mam gęsią skórkę.
Otwieram oczy na poranne światło i widzę pierwsze promienie słońca wpadające przez otwarte okna mojej sypialni.
Tyle że światło jest rozcieńczone, bardziej szare niż pomarańczowe. I... czyżby padał śnieg?
Podnoszę się na łokciu, a Vane, tuż za mną, wydaje z siebie jęk. Bash wyciąga do mnie rękę.
- Za wcześnie, Darling - mamrocze. - Wracaj do łóżka.
- Czy w Nibylandii kiedykolwiek pada śnieg? - pytam.
Grube płatki wirują w świetle, a gdy wiatr się zmienia, wsypują się do pokoju przez otwarte okno, topią się i tworzą małe kałuże na podłodze.
Bash marszczy brwi.
- Nigdy.
- Cóż, a jednak pada śnieg. Właśnie teraz.
Otwiera oczy. Zmarszczka między jego brwiami się pogłębia, gdy na mnie zerka, a sen wyparowuje z jego spojrzenia. Prostuje się i patrzy przez okno.
- Co, kurwa?
- Co się dzieje? - pyta Kas, jego głos jest mętny od snu.
Ciśnienie w mojej klatce piersiowej rośnie. Chwilę zajmuje mi rozpoznanie dawnego uczucia strachu. Dorastałam wypełniona tym uczuciem. Nawiedzało mnie jak duch, krążąc po pustych ścianach, chowając się w ciemnych zakamarkach. Wpadam w panikę, zanim zdążę przeanalizować, skąd to wszystko się bierze i dlaczego znowu się boję.
Ponownie jestem dzieckiem. Chowam się przed straszydłami i lękam się tego, co przyniesie przyszłość. Szaleństwo mnie przeraża.
Mój oddech przyspiesza.
Vane siada za mną i przyciska do mnie swój ciepły tors.
- Wszystko w porządku, Win. - Jego głos jest ciemny i ciężki przy moim uchu.
Mój żołądek robi salto.
Teraz, gdy Vane i ja współdzielimy Cień Śmierci Nibylandii, nie da się przed nim nic ukryć. Czuje to, co ja czuję. Wie wszystko. Wie, czego się boję.
Nie wiem, dlaczego ta wiedza sprawia, że łzy cisną mi się do oczu. Czyż nie tęskniłam zawsze za miłością? Nie chciałam być chroniona i otoczona opieką?
Dlaczego więc czuję się tak cholernie bezbronna? Jego wiedza o moich słabościach uwiera mnie jak gryzący wełniany sweter.
- Coś jest nie tak - mówię.
Kas wstaje z łóżka i podchodzi do okna. Jego oddech skrapla się w powietrzu. Strach rośnie.
- Gdzie jest Pan? - pytam.
Rozglądamy się po pokoju, w końcu zauważając jego nieobecność. Czy uciekł do swojego grobowca? Czy jesteśmy dla niego zbyt intensywni? Czy ja jestem dla niego zbyt intensywna?
Zsuwam się z krawędzi łóżka i spotykam z Kasem przy oknie. Ma rozpuszczone włosy, opadają mu na ramiona, a wiatr łapie ich kosmyki, rozwiewając je wokół nas niczym kurtynę z ciemnego jedwabiu. Łaskoczą moje nagie ramię.Nibylandię pokrył drobny śnieg, a plaża za domem jest szara. Bure fale rozbijają się o brzeg.
Strach wije się wokół moich żeber jak wąż.
Spoglądam na Kasa.
- Widziałeś kiedyś Nibylandię w takim stanie?
Jego oczy przypominają szparki, są skupione na linii horyzontu. Marszczy brwi.
- Nigdy - przyznaje.
- Co to oznacza?
I wtedy to słyszę, odległe odgłosy walki. W lesie rozbłyska złote światło. Wiem, że to Pan.
Mam na sobie tylko krótki podkoszulek i majtki, więc biorę pierwsze lepsze ubranie - parę szortów. Bash jest już za drzwiami, a ja idę szybko za nim przez strych na drugą stronę balkonu i dalej, po schodach w dół.
Mewy skrzeczą w oddali, a na plaży szumią fale. Strach uderza mnie w okolice mostka.
Coś jest nie tak. Coś jest nie tak. Strach nie jest mój.
Uświadamiam to sobie teraz, gdy wychodzę na dwór, a śnieg kąsa moje bose stopy, aż drętwieją mi palce.
Strach należy do Pana i w jakiś sposób czuję, że uderza w korzenie Nibylandii.
Coś jest bardzo, ale to bardzo nie tak.
Kiedy razem z Bashem docieramy do polany w lesie, okazuje się, że Pan nie jest sam.
- Ja pierdolę - mówi Bash, głośno dysząc.
Obok Pana stoi kobieta z błyszczącym czarnym ostrzem przy jego gardle. Przyciska go do grubego pnia dębu, a krew ścieka z pęknięcia w jego skórze i spływa po nagiej klatce piersiowej.
- Kto to jest? - pytam Basha. - Czego chcesz? - zwracam się do niej.
A wtedy ona staje przodem do mnie, a jej pełne usta układają się w szeroki uśmiech.
I od razu wiem, kim jest, ponieważ widziałam ją w wizji, w której zabiła moją przodkinię, pierwszą Darling.
- Dzwoneczek.
Odsuwa się od Pana i wystarcza jeden ruch jej nadgarstka, a nóż znika.
- Miło mi cię poznać, Winnie Darling.
Jej skrzydła trzepoczą, unosząc ją nad leśną ściółką. Utrzymuje się zaledwie metr nad ziemią, złoty pył wiruje wokół niej, odpędzając ponurą szarość poranka.
- To się nie dzieje naprawdę - mówi Bash.
- Mój przystojny chłopcze. - Dzwoneczek podlatuje do niego, a Bash potyka się, robiąc krok do tyłu.
- Nie zbliżaj się do mnie.
Dzwoneczek wysuwa dolną wargę.
- Czy w ten sposób witasz się z matką po tylu latach?
- Nie ma, kurwa, mowy. - Bash się prostuje. - To jakiś pieprzony żart. Czy Tilly za tym stoi? - Skanuje wzrokiem pobliski las. - Już wystarczy, siostro. To nie jest śmieszne!
Dzwoneczek staje z powrotem na ziemi, jej skrzydła nieruchomieją. Robi krok w stronę Basha, ale odcinam jej drogę.
- Słyszałaś go - mówię.
Jest wyższa ode mnie o kilka centymetrów, ale ja mam połowę cienia Nibylandii, więc nie ma mowy, żebym się wycofała.
- Kochana dziewczynko. - Wyciąga przed siebie ręce, by pokazać swoją niewinność. - Po prostu stęskniłam się za synem. Czyż matka nie może objąć dziecka po spędzeniu połowy wieczności w mroku? - Patrzy na Pana, a jego szczęka się napina.
Na ścieżce rozlegają się kroki i sekundę później dołączają do nas Vane i Kas.
- Co do... - zaczyna Kas.
- Wiem - przerywa mu Bash.
Zaczynają rozmawiać w języku wróżek, a między nami rozbrzmiewają dzwonki.
- Obiecuję, że jestem prawdziwa - odpowiada Dzwoneczek. - Z krwi i kości. - Wyciąga przed siebie rękę. - No dalej, nauczyłam was, jak rozpoznać iluzję. Przetestujcie mnie i przekonajcie się sami.
Kas mnie okrąża, a we mnie aż skręcają się wnętrzności. Nie podoba mi się to. Wyciąga do niej rękę i kładzie dużą dłoń na jej policzku. Dzwoneczek wychyla się do niego, a mój gniew bierze górę nad strachem.
Już wiem, że z nim pogrywa, próbując udawać, że przepełnia ją matczyna miłość.
Kas cofa rękę, jakby został poparzony.
Dalsza część książki dostępna w wersjipełnej