Execution. Na krawędzi. Tom 2 - Lucia Franco

Kup ebooka

44.90 zł
32.21 zł (31,23 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

SŁOWNICZEK

Amanar - odmiana skoku jurczenko; gimnastyczka wykonuje rundak na odskocznię, przerzut w tył na stół gimnastyczny, a następnie salto w tył w pozycji wyprostowanej i jednocześnie dwie i pół śruby.

Chwyt odwrócony/wykręcony - chwyt drążka podobny do nachwytu, ale z dłońmi odwróconymi na zewnątrz o 180°. Kciuki i palce dłoni skierowane są na zewnątrz.

Dwuchwyt - chwyt drążka oburącz, w którym jedna dłoń chwyta drążek nachwytem, a druga podchwytem.

Elita - najwyższy poziom gimnastyczny w USA.

Full-in - podwójne salto w tył ze śrubą wykonywaną już w czasie pierwszego obrotu salta. Może być wykonywane w pozycji kucznej, łamanej lub wyprostowanej i pojawia się zarówno w gimnastyce kobiecej, jak i męskiej.

Gigant, kołowrót olbrzymi - ewolucja wykonywana na poręczach asymetrycznych; obrót o 360° wokół drążka z całkowicie wyprostowaną sylwetką.

Jaeger - element wykonywany na poręczach asymetrycznych. Gimnastyczka wykonuje kołowrót olbrzymi, puszcza żerdź, wykonuje salto w przód i ponownie łapie tę samą żerdź. Może być wykonywany w pozycji rozkrocznej, łamanej i wyprostowanej, zdarza się także w pozycji kucznej.

Jurczenko - rundak na odskocznię, przerzut w tył na stół gimnastyczny i zeskok saltem ze stołu. W czasie wykonywania salta gimnastyk może jednocześnie wykonać śrubę.

Kołowrót nastopowy - obrót wokół żerdzi w pozycji łamanej, w czasie którego stopy opierają się o żerdź.

Kołowrót w podporze - element wykonywany na drążku lub poręczach asymetrycznych. Ciało obraca się wokół żerdzi bez dotykania jej. Obrót może być wykonywany w przód lub w tył.

Kop piętami, dynamiczna praca piętami - mocny wyrzut pięt w górę i do przodu przy wykonywaniu przerzutu na stole gimnastycznym lub planszy. Dzięki temu ciało obraca się z większą mocą, co przekłada się na siłę naskoku i odbicia.

Odwrócony krzyż - wykonywany przez mężczyzn na kółkach, żelazny krzyż w pozycji głową w dół.

Overshoot - przeskok zamachem z górnej żerdzi na dolną z półobrotem do stania na rękach.

Piruet - termin używany w gimnastyce i tańcu w odniesieniu do obrotu wokół osi podłużnej ciała. Określa się nim także obrót w staniu na rękach na poręczach asymetrycznych.

Podchwyt - chwyt drążka dłońmi od dołu. Dłonie skierowane są do ćwiczącego, a kciuki na zewnątrz i obejmują drążek z przeciwnej strony do pozostałych palców.

Potrącenie - punkty odejmowane od wyniku gimnastyczki za popełnione błędy. Wartość większości potrąceń jest z góry określona, na przykład 0,5 punktu za upadek z przyrządu albo 0,1 punktu za wyjście poza planszę.

Pozycja kuczna - nogi ugięte w stawach biodrowych i kolanowych, kolana przyciągnięte do klatki piersiowej, ciało zgięte w talii.

Pozycja łamana - ciało zgięte w przód w talii z wyprostowanymi nogami tworzy kształt litery L.

Pozycja wyprostowana - pozycja, w której całe ciało jest wyciągnięte i tworzy linię prostą.

Proste linie - idealne linie ciała.

Przerzut - przerzucenie ciężaru ciała przez oparcie go na rękach i mocne odepchnięcie się ramionami. Może być wykonywany w przód lub w tył, zwykle jako element łączący. Jest wykonywany na planszy, stole gimnastycznym i równoważni.

Puszczenie - oderwanie rąk od poręczy, żeby wykonać jakiś element gimnastyczny w locie, po czym ponownie jej chwycenie.

Relevé- termin z dziedziny tańca używany także często w gimnastyce. Pozycja stojąca, w której gimnastyczka unosi się na palcach z wyprostowanymi nogami.

Rundak - ewolucja przypominająca gwiazdę; po odbiciu z jednej nogi następuje dynamiczny przerzut nóg z jednoczesnym obrotem o 90°, a następnie lądowanie na dwóch złączonych nogach równocześnie. Stosowany jako nabieg w wielu układach wykonywanych na stole gimnastycznym, równoważni i planszy.

Salto - element gimnastyczny polegający na przerzucie stóp nad głową w czasie obrotu w powietrzu wokół poprzecznej osi ciała.

Sekwencja - dwa lub więcej elementów wykonywanych razem i tworzących wspólnie odrębny element.

Skleić - wylądować i pozostać w pozycji stojącej bez dodatkowego kroku. Właściwa pozycja przy lądowaniu to ugięte nogi, ramiona powyżej bioder i ręce wyciągnięte w przód.

Straddle back - element gimnastyczny wykonywany na poręczach asymetrycznych. Gimnastyczka przez zamach w tył opada w pozycji rozkrocznej z górnej żerdzi na dolną, lądując na niej w staniu na rękach.

Śruba - obrót wokół osi podłużnej ciała wyznaczonej przez kręgosłup. Wykonywana jest na wszystkich przyrządach.

Tsavdaridou - element wykonywany na równoważni, składają się na niego rundak, przerzut w tył ze śrubą i opadnięcie na równoważnię do siadu okrocznego.

Wielobój - kategoria gimnastyczna, w której gimnastyczka startuje na wszystkich czterech przyrządach. Zwyciężczynią wieloboju na danej imprezie zostaje osoba, której łączny wynik jest najwyższy.

Wprawka - ćwiczenie, które pełni rolę symulacji konkretnego elementu lub kombinacji elementów, pozwalając na zapoznanie się z nimi bez podejmowania ryzyka rzeczywistego wykonywania ich od razu.

Wspieranie wychwytem - najczęściej stosowany rodzaj wyskoku na poręcze asymetryczne. Gimnastyczka robi zamach nogami w przód, przyciąga stopy do żerdzi, a następnie podciąga się w górę do podporu przodem, opierając biodra o żerdź.

Wychwyt-stanie, wspieranie wychwytem i domach do stania na rękach - odepchnięcie bioder od drążka i uniesienie ciała do wyprostu ramion i stania na rękach.

Wykonanie - na ocenę za wykonanie układu gimnastycznego (tzw. ocena E) wpływają forma, styl i technika wykonania poszczególnych elementów. Do błędów wykonania zaliczamy na przykład ugięte kolana, nieobciągnięte palce u stóp, wygiętą albo zbyt luźną sylwetkę.

Wyskok Hechta - rodzaj wyskoku na poręcze; gimnastyczka odbija się od odskoczni, wyprostowanymi rękami odpycha się od niższej żerdzi i chwyta żerdź górną.

Zamach kopem - wykonywany na poręczach z wahania w zwisie energiczny zamach w przód, w kierunku sufitu. Pozwala on gimnastyczce nabrać pędu niezbędnego do wykonania giganta lub elementu z lotem.

Zerwane odciski - pojawiają się, kiedy gimnastycy trenują na poręczach lub kółkach tak intensywnie, że zrywają sobie z dłoni kawałek skóry. Uraz ten wygląda tak samo jak w przypadku pękniętego pęcherza.

Zeskok - ostatni element programu gimnastycznego, w większości konkurencji oznacza sposób opuszczenia przyrządu.

Żelazny krzyż - element wykonywany przez mężczyzn na kółkach. Gimnastyk chwyta kółka w podporze rozpiętym, wyciągając na boki wyprostowane ręce, które tworzą z jego ciałem kąt prosty.

ROZDZIAŁ 1

KOVA BYŁ PRZEBIEGŁYM, POZBAWIONYM SERCA CZŁOWIEKIEM.

Nienawiść wzbierała we mnie w zastraszającym tempie. Wściek­łość, jakiej nigdy wcześniej nie doświadczyłam, buzowała w moich żyłach, zalewała mnie. Nienawidziłam ziemi, po której stąpał, powietrza, którym oddychał. Nienawidziłam każdej komórki jego ciała. Po tym wszystkim, co nas łączyło, po tym, jak odkryliśmy przed sobą nasze cele i życiowe pragnienia, nasze marzenia i plany, to był najpodlejszy ruch, jaki mógł wykonać. I nie miałam pojęcia, czy i jak będziemy w stanie się po tym podnieść.

Nikt inny nie wiedział tak dobrze jak Kova, jak ważne były każde zawody na mojej drodze do igrzysk olimpijskich, a jednak miał czelność wykluczyć mnie z nich ze swoich własnych, samolubnych pobudek.

Jego zadaniem było złapać mnie, kiedy upadnę. A nie wyszarpnąć mi chodnik spod stóp i patrzeć, jak uderzam o podłogę.

Fakt, ja też zagrałam nieczysto. Zagroziłam, że oskarżę go o gwałt. To był cios poniżej pasa i fatalnie się czułam z myślą, że zagrałam tą kartą, ale zasłużył sobie na to. Chciałam go zrujnować, ale zrujnowanie jego oznaczało też zrujnowanie samej siebie, a tego nie mogłam zaryzykować.

Stojąc przy samochodzie Haydena, poczułam się nagle kompletnie wyczerpana. Wyrwało mi się udręczone westchnienie. Wybiegłam na parking, żeby go zatrzymać po tym, jak przyłapał mnie i Kovę na uprawianiu seksu.

Widok jego twarzy, kiedy wtargnął do gabinetu, ciągle stawał mi przed oczami, wypalając dziurę w moim mózgu. Malowały się na niej oszołomienie, zażenowanie, szok i - najgorsze ze wszystkich - rozczarowanie. Wyszedł bez słowa. Musiałam go błagać, żeby milczał i nie doniósł na nas do władz. W zamian za to obiecałam mu szczerze o wszystkim opowiedzieć. Nie chciałam tego, ale musiałam to zrobić w zamian za jego milczenie.

Płakałam w jego ramionach, nie przejmując się tym, że moje łzy i smarki wsiąkają mu w koszulkę. A on tylko przytulał mnie coraz mocniej. Bolało mnie serce. Bolała mnie głowa. Czułam, że się zapadam, tonę. Na myśl o tym wszystkim moje serce kruszyło się na miliony kawałeczków. Łzy nie przestawały płynąć mi po policzkach. Łkałam coraz rozpaczliwiej.

Kiedy wyrwał mi się kolejny zdesperowany szloch, Hayden pocałował mnie w czubek głowy.

- Nie mogę uwierzyć, że to zrobił. - Mój głos był przytłumiony, usta miałam wtulone w koszulkę przyjaciela. - On nie ma serca, Hayden. Wie, jak wiele znaczą dla mnie testy do Elity. Od kiedy tylko trafiłam do World Cup, miał świadomość, że moim celem jest olimpiada.

- Ciii... - Hayden przytulił mnie mocniej. - Zawiozę cię do domu.

Przełknąwszy westchnienie, uwolniłam się z jego objęć.

- Najpierw muszę coś załatwić. Spotkamy się u mnie za dwadzieścia minut?

Hayden złapał mnie za rękę ze zdezorientowaną miną.

- Dokąd idziesz?

Wbiłam wzrok w ziemię.

- Muszę powiedzieć coś Kovie - odpowiedziałam niechętnie.

- Nie!

Podniosłam wzrok.

- Hayden, wyjaśnię ci wszystko, kiedy się spotkamy, ale musisz mi pozwolić z nim porozmawiać.

Nozdrza Haydena zafalowały. Nie spodobała mu się moja odpowiedź, ale i tak się zgodził. Rozmowa z Kovą po tym, jak zostaliśmy przyłapani, była ostatnim, na co miałam teraz ochotę, ale prawda była taka, że czegoś od niego potrzebowałam. Jednej z tych głupich, małych, białych pigułek, które serwował mi jak cukierki.

Ściągnęłam ramiona, uniosłam podbródek i pomaszerowałam z powrotem do World Cup. Z każdym kolejnym krokiem czułam, jak rośnie moja determinacja. Kiedy dotarłam do wejścia, byłam już spokojna. Łzy obeschły. Weszłam do środka. W powietrzu unosił się zapach magnezji, gdzieś z oddali dobiegał odgłos rozkołysanych poręczy. Ruszyłam do gabinetu Kovy - skręciłam w lewo i poszłam wąskim korytarzem. Kiedy dotarłam do drzwi, chwyciłam za klamkę i otworzyłam je z rozmachem, a potem zatrzasnęłam za plecami.

Kova wpatrywał się we mnie, siedząc w bezruchu. Jego złowieszcze milczenie i wyrachowany wzrok doprowadzały mnie do szału. Odetchnęłam cicho, serce zabiło mi mocno, kiedy spojrzał na mnie spod zmrużonych powiek, a w powietrzu zawisło niewypowiedziane ostrzeżenie. Choć nie okazywał uczuć, wyraźnie czułam jego gniew buzujący pod powierzchnią. Skóra zaczęła mnie mrowić. Cicho odłożył pióro i odchylił się na skórzanym fotelu.

- Załatwiłaś sprawę z Haydenem? Będzie trzymał gębę na kłódkę, tak? - To było stwierdzenie, a nie pytanie.

- Tak... Raczej tak.

- "Raczej" to dla mnie za mało. Załatw to, Adrianno. Natychmiast - warknął.

Spuściłam wzrok.

- Wierzę, że nic nie powie. Ufam mu.

- A ja nie.

- To masz problem - odparowałam. Pomiędzy jego brwiami pojawiła się głęboka zmarszczka. Westchnęłam z irytacją i potrząsnęłam głową. - Dogadałam się z nim, żeby ukryć twoje występki.

Nie odrywając ode mnie wzroku, wysoko uniósł jedną brew.

- Chyba ty miałaś na myśli nasze występki. Jesteś tak samo winna jak ja. O ile ja dobrze pamiętam, ty byłaś bardzo chętna. - Uśmiechnął się krzywo. - To, jak się na mnie zacisnęłaś, dochodząc... Jak dyszałaś mi głośno do ucha i oplotłaś mnie nogami... Nie udawaj, że ci się nie podobało albo że to była moja wina. - Zamilkł na chwilę, a jego oczy pociemniały. - Ty się delektowałaś każdą jedną sekundą. Przyznaj to.

Odwróciłam wzrok, moje policzki zaczerwieniły się z zażenowania.

- Musisz mi znowu dać tabletkę.

- Skąd ci przyszło do głowy, że znów ją załatwię? - zapytał cichym, opanowanym głosem.

Otworzyłam usta, zaskoczona jego obojętnością. Jakby zupełnie się nie przejmował, że mogłam zajść w ciążę.

- A dlaczego nie? Do tej pory robiłeś to za każdym razem.

Nonszalancko wzruszył ramionami.

- Ty jesteś dużą dziewczynką i na pewno dasz radę sama się tym zająć.

Zacisnęłam szczęki. Jego obojętne spojrzenie budziło we mnie coraz większy gniew. Potrafił zaleźć mi za skórę jednym, wypowiedzianym monotonnym głosem zdaniem.

- Boże! Dlaczego musisz być takim dupkiem? Każdego dnia budzisz się z zamiarem wkurwienia jak największej liczby ludzi? Bawi cię ranienie innych? Na czym polega twój problem? - Potrząsnęłam głową, powstrzymując go. - Wiesz co? Nie odpowiadaj. Gówno mnie to obchodzi. Jesteś obrzydliwy.

Skrzywił się, ale nie odpowiedział. Niewiarygodne. Wściekła ruszyłam do drzwi i złapałam za klamkę.

- Adrianno - zawołał za mną, ale go zignorowałam. - Adrianno! - Zesztywniałam, a moje plecy automatycznie się napięły, kiedy stanowczo powtórzył moje imię. Zerknęłam przez ramię i zobaczyłam, jak sięga po pęk kluczy leżący na biurku. Pochylił się, otworzył szufladę i coś z niej wyjął. Potem zamknął ją ponownie, przekręcił klucz i pomachał w moją stronę kłopotliwym pudełkiem.

Zmrużyłam oczy, furia znów popłynęła mi w żyłach.

- Trzymasz je w swoim biurze? - powiedziałam piskliwym szeptem. - Gdzie każdy może je znaleźć? Co ty masz w głowie?

Podeszłam do niego gwałtownie i wyciągnęłam rękę, ale zanim zdążyłam zabrać pudełko, wystrzelił do przodu i złapał mnie za przedramię.

- Dlaczego ktoś miałby założyć, że to dla ciebie, Ria? Zapomniałaś, że ja od wielu lat jestem w związku z Katją? - Nie byłam w stanie oderwać wzroku od jego ust. Wyraźnie słyszalny w każdym kolejnym słowie akcent posyłał dreszcze wzdłuż mojego kręgosłupa i zalewał podbrzusze falą ciepła. Pieprzony Rusek!

- Oczywiście, że nie.

- Ludzie założyliby, że to dla niej, nie dla ciebie.

Próbowałam się wyrwać, ale Kova zacisnął chwyt, a jego kciuk zaczął zataczać niewielkie kółka na wnętrzu mojego nadgarstka. Osłupiała spuściłam wzrok. Nienawidziłam tego trzepotania, które nagle odezwało się w moim żołądku.

- Powiedz: "Proszę".

Gwałtownie podniosłam spojrzenie. Zagotowałam się.

- Pieprz się.

Nie wypuszczając pudełka z dłoni, wyszarpnęłam rękę z jego uścisku. Wpatrując się w niego, zastanawiałam się, jak mógł być taki szorstki i bezduszny, a jednocześnie mieć twarz młodego boga.

Karmił mnie kłamstwami, dopóki nie docisnęłam go i nie zmusiłam do wyznania prawdy - wycofał mnie z pierwszych zawodów w sezonie tylko ze względu na siebie. Chciał wzbudzić we mnie nienawiść, żebym odrzuciła jego seksualne awanse, bo on sam nie był w stanie się przy mnie kontrolować.

Co za gnojek! Zwodniczo czarujący gnojek, który kłamał, bo to było łatwiejsze niż panowanie nad swoją żądzą. Dupek.

Kova zaśmiał się cicho. Zrobiłam niepewny krok w tył, a potem kolejny i jeszcze jeden. Był bez serca. Okrutny. Znów poczułam trzepotanie w żołądku, ale tym razem powód był inny. Włosy na moich rękach się podniosły, kiedy spojrzał na mnie spod gęstych, czarnych jak atrament rzęs. Po jego wściekłości nie było już śladu, ustąpiła miejsca żarliwemu pragnieniu.

Łzy zapiekły mnie pod powiekami, kiedy dotarło do mnie, jak chora jest ta sytuacja. Moje emocje szalały, serce gorączkowo obijało się o żebra. Nie chciałam przed nim płakać. Musiałam wyjść, zanim się załamię.

Odwróciłam się na pięcie i zatrzasnęłam za sobą drzwi gabinetu, nie wiedząc, do czego doprowadzi ta bolesna katastrofa, do której oboje doprowadziliśmy. Pobiegłam do wyjścia ścigana echem jego złowrogiego śmiechu.

ROZDZIAŁ 2

Z GŁĘBOKIM WESTCHNIENIEM rzuciłam telefon na siedzenie pasażera i podkręciłam muzykę, żeby się odciąć od wszystkich myśli. Moje dłonie drżały, ich wnętrze paliło, kiedy z całej siły zacisnęłam je na kierownicy.

Podniosłam telefon i kilkakrotnie próbowałam się dodzwonić do Avery, ale moja przyjaciółka znowu przepadła. Jej nieobecność zaczynała mnie niepokoić. Czułam, jak w żyłach płynie mi ogień, moje emocje szalały na wspomnienie tego, co wydarzyło się między mną a Kovą. Potrzebowałam mojej najlepszej przyjaciółki. Potrzebowałam jej rady. A ona nie odbierała telefonu.

Mogłam polegać na Haydenie, ale potrzebowałam Avery.

Skręciłam na parking i nieco zbyt szybko wjechałam na swoje miejsce. Uderzyłam w krawężnik, poleciałam gwałtownie w przód i łupnęłam klatką piersiową w kierownicę. Głośno wypuściłam powietrze i przełączyłam auto na tryb parkowania. Spojrzałam w dół i uświadomiłam sobie, że zapomniałam zapiąć pasów. Nerwy i moje wielkie auto niezbyt dobrze do siebie pasowały. Wysiadłam, obeszłam samochód i otworzyłam drzwi. Zarzuciłam torbę na ramię i zabrałam komórkę. Na ekranie zobaczyłam wiadomość od Avery.

Psiapsi: Przepraszam! Obiecuję, że niedługo zadzwonię. Mam w tej chwili dużo na głowie i nie mogę rozmawiać <3

Zacisnęłam szczęki. Ona ma dużo na głowie?! Właśnie zostałam przyłapana na uprawianiu seksu z trenerem i muszę ponownie zażyć tabletkę "dzień po", ale ona ma dużo na głowie. Niewiarygodne. Z całej siły trzasnęłam drzwiami auta i ruszyłam do lobby mojego apartamentowca. Zalało mnie poczucie winy i od razu pożałowałam tych wrogich myśli. To była przecież Avery. Nie wystawiłaby mnie, gdyby nie chodziło o coś poważnego. Żałowałam tylko, że nie wiem, co się dzieje.

Powietrze znad oceanu uderzyło w moje rozgrzane policzki, kiedy szłam do wejścia. Biorąc pod uwagę, jak bardzo byłam rozgorączkowana, powiew cudownie chłodził moją skórę.

Haydena zauważyłam od razu po otwarciu drzwi. Siedział w czarnym, skórzanym fotelu. Ręce miał splecione, głowę pochyloną. Całkowicie zatopiony w myślach niespokojnie strzelał palcami. Zacisnęłam dłoń na torbie i wzięłam głęboki wdech. Zapowiadało się ciekawie.

- Przepraszam. To potrwało trochę dłużej niż dwadzieścia minut - powiedziałam, podchodząc prosto do niego. Hayden wstał, na jego twarzy malował się niepokój. - Potrzebowałam nieco więcej czasu, niż się spodziewałam, żeby poradzić sobie z Kovą.

Hayden potrząsnął głową, położył dłonie na moich ramionach i ścisnął je delikatnie.

- W porządku. Poczekałbym tyle, ile będzie trzeba. Martwiłem się o ciebie. Wszystko w porządku?

Moje brwi wystrzeliły w górę.

- W porządku? Nie, Hayden. W tej chwili nic nie jest w porządku.

Westchnął współczująco. Otoczył mnie ramionami i przyciągnął do siebie. Siła jego uścisku była wprost proporcjonalna do jego troski o moje samopoczucie. Oparłam głowę na twardej klatce piersiowej i wzięłam głęboki wdech, zatapiając się w jego cieple. Zamknęłam oczy i przez chwilę wdychałam jego zapach. Hayden był moją bezpieczną przystanią, moją strefą komfortu.

- No tak... To pewnie nie było najmądrzejsze pytanie. Przepraszam. Po prostu się martwię.

Spojrzałam na niego łagodniej. Naprawdę doceniałam jego współczucie.

- Dzięki - powiedziałam i się odsunęłam. Wzięłam go pod rękę, położyłam dłoń na jego bicepsie i zachwyciłam się łagodną krzywizną mięśni. - Chodźmy. - Wskazałam głową na windę.

Kiedy ramię w ramię ruszyliśmy w jej kierunku, gdzieś w oddali za naszymi plecami rozległ się grzmot. Zatrzymałam się i obejrzałam w stronę wysokiego okna z przyciemnionego szkła. Na zewnątrz rozbrzmiał kolejny grom. Błyskawica rozświetliła ciemniejące niebo, zaczęło lać. Hayden odsunął się odrobinę, a potem otoczył mnie ramieniem.

Zanosiło się na porządną burzę, i to nie tylko na zewnątrz.

***

Kiedy weszliśmy do mieszkania, położyłam torbę na blacie i sięgnęłam do środka po portfel. Żeby go znaleźć, musiałam się przekopać przez zapasowe trykoty i ochraniacze. Hayden zdjął kurtkę i przewiesił ją przez tapicerowane siedzisko jednego ze stołków barowych. Złapał za oparcie i zaczął się wyginać i obracać, nie odrywając stóp od podłogi. Dźwięk strzelającego kręgosłupa rozległ się głośnym echem w cichym mieszkaniu. Spojrzałam na niego.

- Lepiej się czujesz? - zapytałam.

- Ani odrobinę.

Podałam mu moją kartę kredytową.

- Zamów nam kolację. Wszystko jedno co, nie jestem wybredna. Po prostu wybierz coś dobrego. Muszę wziąć szybki prysznic. - I zmyć z siebie Kovę.

- To jedna z tych słynnych czarnych kart kredytowych? - zapytał Hayden, biorąc ją ode mnie. Odwrócił ją i spróbował zgiąć.

- Tak. Nie dasz rady jej złamać, choćbyś bardzo się starał. Jest wykonana z tytanu.

Poderwał głowę nieco oszołomiony.

- Wiesz, że za jej pomocą możesz kupić na przykład bentleya? Czytałem kiedyś, że ktoś zapłacił czarną kartą trzydzieści milionów dolarów za czarkę do herbaty. - Urwał i zmarszczył brwi. - Kto kupuje czarkę wartą trzydzieści milionów? Przecież czarki są takie delikatne i kruche. A gdyby się stłukła? - Pstryknął palcami. - Trzydzieści milionów w błoto, ot tak.

Wzruszyłam ramionami i potrząsnęłam głową.

- Skąd ją masz?

- Moi rodzice mają takie karty i każde z nich mogło dodać jedną osobę do swojego rachunku. Więc dodali Xaviera, mojego brata, i mnie. Ja jestem dołączona do rachunku taty, a on do mamy.

- To super.

- Wskoczę pod prysznic i zaraz wrócę. - Ruszyłam do łazienki.

- Potrzebujesz pomocy? - krzyknął za mną Hayden, a ja się zaśmiałam. Po drodze zabrałam ubrania z sypialni. Odkręciłam wodę i czekając, aż zrobi się ciepła, zdjęłam trykot i spodnie od dresu. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Ciężka praca, którą wykonywałam od przeniesienia się do World Cup, w końcu zaczynała przynosić efekty.

W moim ciele nie było ani grama tłuszczu - to akurat żadna nowość... - ale teraz nie byłam już tylko szczupła, moje ciało było pięknie wyrzeźbione, mięśnie wyraźne, ale nie przesadnie rozbudowane. Zaokrąglone ramiona emanowały nowo nabytą siłą, brzuch i biodra znaczyła zauważalna siatka mięśni. Odwróciłam się i przechyliłam głowę, żeby przyjrzeć się uważniej. Tyłek miałam okrągły, napięty, jędrny i tak idealnie ukształtowany, że mogłabym rywalizować z supermodelkami. Lustro zaczęła pokrywać para, a ja przeniosłam wzrok na moje nogi. Uda były teraz większe, twardsze i solidniejsze. Sprężyste, ale delikatne w dotyku.

Zdjęłam gumkę i włosy opadły mi na ramiona. Winne przebłyski idealnie wpasowywały się w brązowe fale. Podwinięte końcówki połaskotały mnie po piersiach, a sutki zamrowiły w odpowiedzi. Spojrzałam w dół. Byłam niemal pewna, że piersi też mi urosły, choć niewiele. Może wydawały się większe, bo pod warstwą tłuszczu kryła się teraz bardziej rozbudowana tkanka mięśniowa. A może to było tylko myślenie życzeniowe i wzrok płatał mi figle. No bo która dziewczyna nie chciałaby mieć większych cycków?

Sprawdziłam palcami temperaturę wody, a potem weszłam pod prysznic. Głośne westchnienie zawibrowało gdzieś w głębi mojego gardła. Zamknąwszy oczy, delektowałam się gorącym strumieniem spływającym po moim wymęczonym treningiem ciele. Uwielbiałam aż do bólu gorące prysznice, choć moja mama się upierała, że dostanę od nich zmarszczek.

W trakcie mycia próbowałam sobie wyobrazić, jak się potoczy ten wieczór. Zastanawiałam się, jak Hayden zareaguje i czy będzie w stanie mnie zrozumieć. Dla świata zewnętrznego relacja moja i Kovy musiała być trudną do przełknięcia pigułką. Czymś niewłaściwym. Zepsutym. Podłym. Odstręczającym. Dla innych ludzi Kova był zapewne obrzydliwą imitacją mężczyzny, zwyrodnialcem, który pozbawił mnie niewinności, może nawet splugawił. I chociaż byłam tak wściekła, że chciałabym się zgodzić z tą opinią, wiedziałam dobrze, że nie jest prawdziwa. Kovę i mnie łączyło coś więcej niż seks. Nie pozbawił mnie niczego, czego sama ochoczo mu nie oddałam.

Nasza więź była jednak czymś, czego trudno było bronić. Kova rozumiał mnie, moje marzenia i ambicje, ale przede wszystkim rozumiał, co daje mi gimnastyka: tożsamość i wolność. Rozumiał, że jest dla mnie jedynym w swoim rodzaju sposobem pokazywania światu własnego charakteru i odporności psychicznej. Poprzez gimnastykę byłam tym, kim chciałam być.

To był wyjątkowy rodzaj więzi. Musiałam tylko sprawić, żeby Hayden to dostrzegł.

Zakręciłam wodę, wyszłam spod prysznica i przejechałam dłonią po zaparowanym lustrze, a potem szybko się wytarłam. Rzuciłam ręcznik na podłogę, ubrałam się i wysuszyłam długie, gęste włosy.

Grałam na czas.

Kiedy w końcu otworzyłam drzwi łazienki, żołądek miałam zawiązany w supeł. Zrobiłam niepewny krok, przygotowując się do tego, co mnie czeka, a potem po pluszowym dywanie przeszłam do salonu. Im bliżej byłam Haydena, tym bliżej byłam wyjawienia prawdy.

- Chińszczyzna - powiedziałam, wchodząc do kuchni, w której unosił się zapach jedzenia.

Hayden się uśmiechnął, próbując ukryć poruszenie wyraźnie widoczne w jego oczach. Ostatnie kilka godzin mocno się na nim odbiło, co naprawdę mnie bolało. Nie zasłużył sobie na to, żeby zostać wciągniętym w całe to gówno.

- Zamówiłem ci kurczaka w sosie słodko-kwaśnym.

- Dzięki - odpowiedziałam. Pośpiesznie podeszłam do lodówki, unikając kontaktu wzrokowego. Wyjęłam z niej butelkę wody i podałam ją Haydenowi, a potem wzięłam drugą dla siebie. Otworzyłam ją i pociągnęłam łyk, nadal na niego nie patrząc. Panująca między nami cisza była aż gęsta od napięcia. Nie wiedziałam, jak poruszyć drażliwy temat.

- Jeśli wydaje ci się, że będę używać pałeczek do jedzenia ryżu, to się zdziwisz. Nie potrafię zrozumieć, jak to się stało, że ze wszystkich rzeczy, których można by użyć do tego celu, ktoś uznał za najlepsze dwa patyki - wykrztusiłam.

- Nie lubisz zhu?

W końcu na niego spojrzałam.

- Bzu? Takiego jak w perfumach? - spytałam zdezorientowana.

Hayden zaśmiał się głośno, a ja zmusiłam się do uśmiechu.

- Nie. Zhu to pałeczki.

Zamilkłam na chwilę.

- Skąd ty, do cholery, wiesz takie rzeczy? To nie jest wiedza powszechna.

- Moi rodzice mieli taki szalony okres, kiedy postanowili, że będziemy próbować jedzenia z różnych stron świata. Wiem, że po japońsku pałeczki to hashi, a po koreańsku jeszcze jakoś inaczej.

Z udawanym rozczarowaniem przycisnęłam dłonie do piersi.

- Jestem zawiedziona, że nie wiesz, jak to będzie po koreańsku.

- Przestań się wymądrzać. Chcesz zjeść przy stoliku kawowym?

Przenieśliśmy się do salonu i usiedliśmy obok siebie. Otworzyliśmy pudełka, wypuszczając z nich obłoczki pary. Zachwyciłam się aromatem. Od dawna nie jadłam chińszczyzny i nie mogłam się doczekać, aż się do niej zabiorę. Hayden wyjął z torby kilka saszetek z sosem i je otworzył.

Zanim wzięłam choćby kęs, musiałam jednak poruszyć drażliwy temat. Z gulą w gardle odwróciłam się w jego stronę i oparłam kolano o jego udo.

- No dobrze, Hayden. To co chcesz wiedzieć najpierw?

Potrząsnął głową.

- Najpierw zjedz, potem pogadamy. - Sięgnął do kieszeni i wyjął z niej niewielką piersiówkę. Uniósł ją i potrząsnął. - Wódka.

Wpatrywałam się w pojemnik ze stali nierdzewnej. Odwaga w płynie była wszystkim, czego potrzebowałam i nie potrzebowałam jednocześnie.

- Wódka? Nienawidzę wódki. Nie mogłeś wybrać czegoś innego?

- Hej, chodzi o to, żeby zadziałało. Czeka cię sporo wyjaśnień i myślę, że to pomoże. Zrobimy z tego grę.

Grę? Tym właśnie stało się moje życie. Pieprzoną pijacką grą.

Poczułam, jak zalewa mnie fala wstydu. Wbijając wzrok w skrzyżowane nogi, przygryzłam wargę. Zastanawiałam się, czy Hayden będzie teraz patrzył na mnie z góry albo widział mnie w innym świetle. Ścisnęło mnie w piersi, łzy zapiekły pod powiekami. Próbowałam odepchnąć ból. Ten bałagan był tylko moim problemem i mogłam za niego winić jedynie siebie. Płacz niczego nie rozwiąże.

- Hej - odezwał się Hayden. - Wiem, co sobie myślisz.

- Na pewno nie - wymamrotałam.

- Nie będę cię osądzać. Obiecuję. Po prostu chcę wiedzieć, co się stało, Adrianno. Pomóż mi to zrozumieć.

Spojrzałam na niego.

- Okej, może rzeczywiście czytasz mi w myślach. - Uśmiechnęłam się smutno. - Skoro muszę to zrobić, to lepiej będzie, jeśli napijesz się razem ze mną.

Jego twarz rozświetlił przyjacielski uśmiech.

- Nie mogę się nawalić, muszę dojechać do domu.

- Zostań na noc - zasugerowałam bez zastanowienia. - Ale najpierw daj znać siostrze, żeby nie dzwoniła spanikowana jak ostatnim razem.

Hayden zmarszczył brwi.

- Chcesz, żebym został na noc?

- Myślę, że... potrzebuję, żebyś został - powiedziałam, a kiedy się zgodził, do oczu napłynęły mi łzy wdzięczności. Wbiłam wzrok w sufit, żeby je odgonić. Moja szczęka zaczęła drżeć. Kiedy zapanowałam nad emocjami, stwierdziłam: - Nie wiem tylko, czy mam jakieś ubrania, w których mógłbyś się przespać.

Hayden pochylił się i delikatnie pocałował mnie w czoło, a potem się odsunął i spojrzał w dół.

- Nie przejmuj się. Śpię w bokserkach.

Zarzuciłam mu ręce na szyję, wspięłam mu się na kolana i zanurzyłam twarz w jego ramieniu. Ścisnęłam go z całej siły i odetchnęłam ciężko. Kilka łez wymknęło mi się z kącików oczu. Hayden objął mnie mocno, pocieszająco. Potrzebowałam, żeby mnie przytulił, żeby powiedział mi, że wszystko będzie dobrze. Potrzebowałam jego obietnic. Wiedziałam, że ich dotrzyma. Ale wiedziałam też, że będzie się miotał między tym, co z moralnego punktu widzenia dobre i złe.

- Ciii... - powiedział, kiedy pociągnęłam nosem. - Wszystko będzie dobrze. Coś wymyślimy. Wszystko będzie dobrze, obiecuję.

Skinęłam głową, ponownie pociągając nosem. Gdzieś głęboko w środku czułam, że stoję na krawędzi. Jego słowa mnie pocieszyły, ale wiedziałam, że od tego momentu wszystko się zmieni. Moje życie już nigdy nie będzie takie samo. Tuliłam się do niego, a on uspokajająco gładził mnie po krzyżu. Byłam wdzięczna za Haydena i za jego przyjaźń. Opuścił głowę i nasze policzki się zetknęły. Siedzieliśmy w ciszy, jeśli nie liczyć mojego cichego łkania, a on pozwolił mi wypłakać w swoje ramię wszystkie łzy.

Musiałam do wszystkiego się przyznać i zamierzałam to zrobić, ale w tamtej chwili potrzebowałam tylko Haydena.

ROZDZIAŁ 3

- ZWYKLE LUDZIE WYPIJAJĄ SHOTA, kiedy muszą zdradzić jakiś sekret - zaczął Hayden, napełniając przejrzystym płynem jeden z kieliszków, które przyniósł z kuchni. - Ale ponieważ oboje nie jesteśmy wprawieni w piciu, zacznijmy od połówek, żebyśmy nie padli na twarze.

Podał mi naczynie, a ja się zgodziłam.

- Dobry pomysł. - Zamilkłam na chwilę, a potem dodałam: - Więc jeśli wypiję shota, kiedy prawda stanie się zbyt trudna do zniesienia, ty zrobisz to samo?

Hayden pokiwał głową.

- Albo kiedy zadam ci pytanie, a odpowiedź będzie inna, niż się spodziewałem. Ale najpierw wypijmy po jednym na rozgrzewkę.

Napełnił do połowy także swój kieliszek. Po tym, jak usiadłam mu na kolana, nie powiedział ani słowa, nie popędzał mnie, po prostu trzymał mnie w objęciach i ocierał łzy z mojej twarzy. Jego wyblakła, niebieska koszulka nadal była od nich mokra.

Zakręcił srebrną flaszkę i umieścił ją pomiędzy potężnymi jak pnie drzew udami. Kiedy podniósł wzrok, w jego krystalicznie niebieskich oczach zalśnił psotny błysk. Kąciki ust uniosły się w nieśmiałym uśmiechu, a ja poczułam, że odpowiadam tym samym. Próbował mnie rozluźnić. Jego włosy w kolorze jasnego piasku były potargane, jakby wielokrotnie przeczesywał je dłonią.

- Gotowa? - zapytał.

Głośno wypuściłam powietrze.

- Nie. Zróbmy to.

Stuknęliśmy się kieliszkami. Uniosłam mój do ust, a nasze spojrzenia się spotkały, kiedy zimny płyn spłynął mi po tylnej ścianie gardła. Wzdrygnęłam się. Nie potrafiłam pojąć, jak ktoś może pić to gówno dla przyjemności. Nie przepadałam za alkoholem.

- Czuję się, jakbym miała ogień w gardle - wychrypiałam.

- Brzmi jak objaw choroby przenoszonej drogą płciową - zażartował Hayden.

- Zanim o cokolwiek mnie zapytasz, powinieneś wiedzieć, że Kova nigdy do niczego mnie nie zmusił - powiedziałam z naciskiem. - Ani razu.

Zacisnął usta i skinął głową.

- Trudno mi w to uwierzyć, biorąc pod uwagę jego wiek i status, wiesz? On ma władzę, Adi. Może tego nie dostrzegasz.

- Wiem, do czego zmierzasz, i rozumiem, dlaczego tak myślisz, ale naprawdę tak nie jest. Przysięgam na moje życie.

Widziałam po oczach Haydena, że nie jest przekonany.

- Kiedy to się zaczęło? Kto jeszcze o tym wie? - zapytał.

- Kilka miesięcy po tym, jak się tu przeprowadziłam. Jedyną wtajemniczoną osobą jest Avery. Ale nie wie jeszcze wszystkiego.

- Zamierzasz jej powiedzieć?

- Kiedyś tak. Jest moją najlepszą przyjaciółką, ale boję się, że będzie mnie osądzać.

- Powiedziałabyś mi, gdybym was nie przyłapał?

Przez dłuższą chwilę zastanawiałam się nad odpowiedzią. Hayden znał ją, jeszcze zanim się odezwałam.

- Prawdopodobnie nie.

- Oddałaś mu swoje dziewictwo - raczej stwierdził, niż zapytał.

Wyciągnęłam kieliszek w jego stronę, prosząc o dolewkę.

- Wow! Walisz prosto z mostu.

Oboje wypiliśmy po połówce kieliszka. Wspomnienia z tamtej nocy, kiedy straciłam dziewictwo, zawirowały mi w głowie. Jak każdy pierwszy raz mój też przyniósł ze sobą dyskomfort i ból, ale Kova się nie śpieszył i pozwolił mi przywyknąć do swojej wielkości, a potem dał mi więcej przyjemności, niż mogłabym sobie wyobrazić.

- Tak - powiedziałam w końcu, czując rumieniec wypływający na policzki.

Hayden zamrugał.

- Więc Kova wiedział, że jesteś dziewicą, ale miał to gdzieś?

Potrząsnęłam głową, protestując.

- Nie powiedziałam mu. Nie wiedział.

Hayden prychnął.

- To niemożliwe.

- Nieprawda. Skąd miał wiedzieć, skoro mu nie powiedziałam?

- No nie wiem. Choćby z powodu błony dziewiczej.

Zignorowałam go.

- Dowiedział się po fakcie i się wściekł.

Ciemny cień przebiegł przez niebieskie oczy Haydena. Przypominały mi głębiny oceanu.

- Co masz na myśli, mówiąc, że się wściekł? - warknął.

- Pokłóciliśmy się. Sytuacja trochę się wymknęła spod kontroli.

- Trochę się wymknęła? - powtórzył pod nosem. - Gdzie byliście, kiedy do tego doszło?

- Tutaj.

Hayden wyprostował się gwałtownie.

- Chcesz mi powiedzieć, że przyszedł tu, żeby uprawiać z tobą seks? W twoim mieszkaniu, skąd nie mogłaś mu uciec? Zrobiłaś to, żeby zyskać więcej jego uwagi?

To mnie wkurzyło.

- Nie było potrzeby ucieczki, bo wcale nie chciałam uciekać - powiedziałam głośno i dobitnie, akcentując każde słowo. - Chciałam tego. Podobało mi się.

Na myśl o seksie z Kovą przez moje ciało przepłynął gwałtowny strumień wrażeń. Moje policzki znów się zaczerwieniły. Choć byłam załamana faktem, że wycofał mnie z zawodów, nie mogłam powstrzymać reakcji swojego ciała. Pragnęłam tego wszystkiego, co ze sobą dzieliliśmy, ale próba wytłumaczenia tego Haydenowi była ogromnym wyzwaniem.

- Rumienisz się. - Hayden przechylił głowę i otworzył usta ze zdumienia. - Myślisz o tym, prawda? Myślisz o tym, jak się z nim pieprzyłaś. - Potrząsając głową z niedowierzaniem, nalał sobie pełny kieliszek i szybko go wypił, a potem napełnił mój, ale ja po niego nie sięgnęłam. - Nie mogę w to uwierzyć - wymamrotał pod nosem z obrzydzeniem.

Moje brwi wystrzeliły w górę. Spojrzałam gdzieś ponad jego ramieniem.

- Nie, wcale nie.

- Kłamiesz. Widzę to w twoich oczach.

- W porządku, myślę. Czego ode mnie oczekujesz, Hayden? Mówię ci prawdę, tego przecież chciałeś. Podobało mi się uprawianie seksu z Kovą. Podobało mi się wszystko. Nie jestem w stanie tego zmienić, myślenie o tym na mnie działa, nakręca mnie. - Hayden chciał coś powiedzieć, ale mu przerwałam: - A on wcale nie przyszedł tu, żeby się ze mną pieprzyć. Przyszedł, żeby ze mną porozmawiać. Ale tak jakoś, od słowa do słowa... To się po prostu wydarzyło.

Spojrzał na mnie kpiąco.

- Takie rzeczy się tak po prostu nie wydarzają, Adi.

- Tak, wiem, że nie mogę tak po prostu się przewrócić i upaść na czyjegoś kutasa - zakpiłam. - Avery powiedziała mi dokładnie to samo.

Hayden zaśmiał się głośno, dzięki czemu napięcie nieco opadło. Moje ramiona się rozluźniły.

- Cóż, Avery ma rację. To niemożliwe.

- Tak, wiem, ale... Hayden, nie rozumiesz. To naprawdę nie jest tak, jak myślisz. Jest między nami czysto psychiczna więź. Rozumiemy się, chcemy tego samego. Nigdy w życiu bym się nie spodziewała, że do czegoś takiego dojdzie...

Potrząsnął głową, nie zgadzając się ze mną.

- Ale on jest twoim trenerem. On, bardziej niż ktokolwiek inny, powinien wiedzieć, że nie może się związać ze swoją gimnastyczką. A już szczególnie w twoim wieku. Moim zdaniem to on jest w stu procentach winny tego, co się stało. To jego robota. Nie rozumiem, jak mógł cię tak wykorzystać, Adi. To obrzydliwe.

Wzdrygnęłam się, a Hayden westchnął.

- Próbuję to zrozumieć, ale chyba nigdy mi się nie uda. Powinien był to zakończyć, zanim jeszcze w ogóle się zaczęło. Jak możesz nie widzieć, że to, co zrobił, jest złe?

Byłam już tym zmęczona.

- Może nie trzeba tego rozumieć.

- W oczach prawa tak to nie wygląda. - Urwał na chwilę, marszcząc czoło. - Zabezpieczyliście się chociaż? Proszę, powiedz mi, że bierzesz tabletki.

W odpowiedzi potrząsnęłam tylko głową.

- A gumki? - wykrztusił. - Nie mów mi, że pieprzył cię bez niczego. - Odwróciłam wzrok, a on ciągnął: - Niewiarygodne. Co za skończony kretyn. Jaki facet nie nosi przy sobie kondomów?

Zmarszczyłam brwi.

- Chcesz powiedzieć, że ty zawsze je masz?

- Tak!

- Och... Teraz też?

- Tak! - wykrzyknął, jakby to było coś oczywistego. - Nie bądź taka naiwna, Adi.

Poczułam się urażona.

- Nie jestem naiwna. Po prostu nie sądziłam, że faceci zawsze noszą przy sobie prezerwatywy. To taki banał.

- Złapanie choroby przenoszonej drogą płciową nie jest szczytem moich marzeń, a dziewczyny zwykle nie mają gumek w torebce.

Zaśmiałam się smutno.

- To prawda. - Otworzyłam szeroko oczy. - Kurwa!

Wypiłam shota i szybko oddałam Haydenowi kieliszek. Nie miałam nawet czasu, żeby się skrzywić, kiedy poczułam paskudny, gorzki smak.

Zeskoczyłam z kanapy, podbiegłam do blatu, na którym zostawiłam torbę, i zaczęłam ją gorączkowo przekopywać. Nie byłam przyzwyczajona do alkoholu, więc wódka zaczęła już rozgrzewać mi krew. Czułam się coraz bardziej rozluźniona.

- Co robisz? - zapytał Hayden, idąc za mną.

Odetchnęłam z ulgą i opuściłam ramiona, kiedy znalazłam to, czego szukałam. Odwróciłam się i uniosłam pudełko. Hayden spojrzał na to, co trzymałam w dłoni. Na jego twarzy powoli odmalowała się cała gama czuć: zdziwienie, gniew, odraza. Zacisnął szczękę, a ja przygryzłam wargę. Powietrze wokół nas zgęstniało.

- Kazał ci wziąć tabletkę "dzień po"? Czy ty sobie, kurwa, żartujesz? Wiesz, jak to fatalnie działa na twój organizm? - ryknął. Wyrwał mi pudełko z dłoni i odwrócił je, żeby przeczytać to, co umieszczono na tyle.

- Nie kazał mi. Sama wpadłam na ten pomysł, bo nie biorę tabletek antykoncepcyjnych. Nigdy wcześniej ich nie potrzebowałam.

- Niech zgadnę. Tak się akurat złożyło, że Kova miał pod ręką zapas tych cukiereczków - zakpił, a kiedy nie odpowiedziałam, jego niebieskie oczy zalśniły. - Mam rację, prawda?

Potrząsnęłam przecząco głową.

- Nie. Za pierwszym razem musiał po nie pojechać. Ale dzisiaj rzeczywiście miał je pod ręką.

Hayden przestąpił z nogi na nogę, sapiąc głośno.

- Więc mówisz mi, że był gotowy na kolejny szybki numerek. - Zamilkł na chwilę. - Poczekaj. Ile razy brałaś ten syf?

- Kilka.

- Kilka - powtórzył. - Ja mogłaś zrobić to swojemu ciału po tym, jak tak ciężko pracowałaś?

- Nie wiem, Hayden. Nie myślałam.

- Jasne, że nie myślałaś. Czy ty chociaż wiesz... - Urwał i powoli opuścił rękę. Na jego pobladłej twarzy pojawił się wyraz zrozumienia. Otworzył szeroko oczy. - Wtedy gdy zachorowałaś... To było właśnie z tego powodu? Wtedy gdy zawiozłem cię do lekarza?

Zacisnęłam powieki. O tym akurat nie planowałam mu mówić.

- Chyba potrzebujemy jeszcze jednego shota - zasugerowałam, grając na zwłokę. Próbowałam się odsunąć, ale on wyciągnął rękę i zacisnął palce na moim nadgarstku. Chwyt nie był bolesny, ale jego dłoń wściekle pulsowała, a oczy pociemniały od furii.

- Tak było, prawda?

- Tak i nie. Pokłóciliśmy się, czego efektem był dość... ostry seks. Następnego dnia piekło mnie przy sikaniu, więc się wstrzymywałam, co było głupie, bo doprowadziło do infekcji. Lekarz powiedział, że połączenie tabletki i infekcji nerek mogło być powodem bolesnych skurczów.

- Niewiary-kurwa-godne. Ile razy wzięłaś ten syf, Adi?

Skrzywiłam się, słysząc rozgoryczenie w jego głosie.

- To będzie mój trzeci raz.

Jego szczęka opadła, podobnie jak ręka trzymająca mój nadgarstek. Opuścił ramiona, jakby poczuł się pokonany, bo nie udało mu się mnie ochronić. Nie miałam zamiaru ranić Haydena, ale chciał prawdy, a ja, szczerze mówiąc, musiałam to z siebie wyrzucić.

Przesunął dłonią po włosach, szarpiąc je mocno. Zaczął gorączkowo krążyć po salonie, potrząsając głową i mamrocząc coś pod nosem. Obserwowałam go ze ściśniętym z niepokoju żołądkiem. Zacisnął dłoń na pudełku, a ja modliłam się w duchu, żeby nie zgniótł tabletki. Drugą dłoń miał zwiniętą w pięść, na przedramieniu wiły się wyraźnie widoczne żyły. Był taki wściekły, taki wkurwiony, że tylko czekałam, aż przywali pięścią w ścianę, ale jego kolejny ruch kompletnie mnie oszołomił.

Podszedł do mnie szybko i zanim zdążyłam mrugnąć, przyciągnął mnie do siebie. Przytulił mnie, otoczył umięśnionymi ramionami i zamknął w nich jak w klatce. Całe jego ciało drżało z wściekłości. Rezygnując chwilowo z prób przekonania go, żeby zaakceptował to, co się wydarzyło, objęłam go w talii. W jakiś dziwny sposób czułam, że potrzebował tego bardziej niż ja.

- Ja go, kurwa, zabiję! - Hayden przycisnął usta do czubka mojej głowy. - Nie powinien był pozwolić sobie na to, żeby choćby znaleźć się w sytuacji, w której będzie odczuwał pokusę...

- Ale to nie była tylko jego wina, wiesz. Moja także.

Hayden przesunął dłonią po moich włosach i znów cmoknął mnie w czubek głowy. Przyciągnął mnie mocniej do siebie i uścisnął pocieszająco. Krążąca w moich żyłach wódka sprawiła, że z westchnieniem rozluźniłam się w jego ramionach. Choć przyznanie się do zakazanego romansu nie było łatwe, ta rozmowa przynosiła mi ulgę.

- Nie uprawiaj z nim więcej seksu. Proszę - błagał głosem tak drżącym jak bicie mojego serca. Hayden był tutaj moim najbliższym przyjacielem. Zranienie go to ostatnie, czego chciałam. Zażądał całej prawdy i ta prawda go dotknęła. - Jeśli tego chcesz... Jeśli chcesz seksu, wykorzystaj mnie. Nie musimy być w związku i nie musimy nikomu o tym mówić.

- Kova myśli, że jesteśmy w związku - powiedziałam, wpatrując się w miodową skórę jego ramion.

Hayden odchylił się i spojrzał na mnie z góry. Jedna z jego rąk spoczywała na moim krzyżu, druga u podstawy szyi. Jego palce delikatnie masowały moje ciało. Zaczerwieniłam się pod jego dotykiem. Spoglądając na niego, uświadomiłam sobie, że wódka zadziałała na mnie szybciej, niż się spodziewałam. I na niego też. Oboje mieliśmy tak samo szkliste spojrzenie.

- Co masz na myśli?

- To był jeden z powodów, dla których wycofał mnie z zawodów. Ale zrobił to także dlatego, że chce, żebym go znienawidziła i powiedziała mu "nie", bo on sam nie jest w stanie trzymać się z dala ode mnie, jeśli rozumiesz, co mam na myśli...

Kąciki ust Haydena się uniosły.

- Niewiarygodne. Co za koleś! Więc wycofał cię z zawodów, bo myśli, że jesteśmy parą, choć sam jednocześnie pieprzy swoją dziewczynę, oraz dlatego, że nie potrafi się kontrolować? To chyba jakieś podwójne standardy?

- Powiedział, że chce, żebym go nienawidziła.

- A nienawidzisz?

Zastanowiłam się przez chwilę.

- Tak i nie. To skomplikowane.

Hayden wypuścił mnie z objęć i się cofnął, wbijając wzrok w ścianę za moimi plecami. Moja długa niczym Biblia lista wyznań chyba go przytłoczyła.

Przeczesał dłonią włosy i powiedział:

- Napijmy się jeszcze, a potem może pójdźmy spać. Bo inaczej obudzimy się z kacem mordercą.

Zanim zdążyłam odpowiedzieć, rozległo się zdecydowane pukanie do drzwi. Moje serce zamarło. Krew odpłynęła mi z twarzy, a Hayden spojrzał na mnie zdezorientowany.

Wiedziałam, kto to. To mogła być tylko jedna osoba.

ROZDZIAŁ 4

PUKANIE ROZLEGŁO SIĘ PONOWNIE, a potem odezwał się przytłumiony głos Kovy:

- Adrianno, otwórz drzwi.

- Nie ma, kurwa, mowy - wysyczał Hayden, nonszalancko rzucając pudełko z tabletką "dzień po" na stolik kawowy.

Ruszył w stronę drzwi, ale jakimś cudem dotarłam tam przed nim i zagrodziłam mu drogę.

- Hayden, proszę, nie wtrącaj się - błagałam. Położyłam dłonie na jego klatce piersiowej, próbując go odepchnąć. Jego mięśnie napięły się pod moim dotykiem, ale on sam nawet nie drgnął. - Nie odzywaj się. On wie, że wszystko ci powiedziałam, i na pewno się martwi.

- Dlaczego go bronisz?

- Wcale nie. - Może odrobinę. - Daj mi z nim porozmawiać i sprawdzić, czego chce.

Przechylił głowę w bok, aż głośno strzeliło mu w szyi, i wykrztusił:

- Dobra.

- Dziękuję.

Hayden zrobił mały, maleńki krok w tył. Modląc się w duchu, wzięłam głęboki wdech, drżącymi palcami przekręciłam zamek i otworzyłam drzwi.

Na widok Kovy poczułam, jak pali mnie w płucach. Nienawidziłam go. Nienawidziłam ziemi, po której stąpał, powietrza, którym oddychał.

A przynajmniej to właśnie chciałam czuć. To właśnie sobie powtarzałam.

Jego niespodziewane pojawienie się sprawiło, że ścisnęło mnie w żołądku, a moje serce zaczęło gorączkowo walić. Przez ułamek sekundy zapomniałam o całym tym zamieszaniu, które spowodował. O spustoszeniu, do jakiego doprowadził. Wystarczyło mi jedno spojrzenie w jego zielone oczy, żeby wyczytać z nich wszystkie odsłonięte teraz zupełnie emocje.

Kova był zrozpaczony. Załamany.

Był w nim jakiś dziwny magnetyzm, który mnie do niego przyciągał. Jakiś rodzaj uroku. Coś fascynującego.

Coś tak potężnego i zniewalającego, że mogło doprowadzić jedynie do całkowitego zniszczenia.

Cofnęłam się, żeby wpuścić Kovę do środka, i wpadłam na Haydena. Jego klatka piersiowa przywarła do moich pleców, ręka otoczyła mnie w talii i zaborczym gestem zatrzymała się na biodrze. W tej samej chwili Kova podniósł wzrok i spojrzał nad moim ramieniem. Na widok Haydena zacisnął szczęki, a jego oczy pociemniały. Coś w nich zamigotało, jakiś przebłysk zrozumienia, który zniknął tak szybko, jak się pojawił. Wepchnął się do mojego mieszkania, jakby to było dla niego coś zupełnie naturalnego.

Hayden puścił mnie i zanim zdołałam zareagować, jego pięść błyskawicznym ruchem poszybowała w stronę Kovy.

- Hayden, nie! - stęknęłam, słysząc dźwięk jego knykci zderzających się z ostrą szczęką trenera. W mieszkaniu aż zaiskrzyło od napięcia. - O mój Boże! - Nie zdążyłam nawet drgnąć, kiedy potężne ciało Kovy zachwiało się w moim kierunku niczym budynek, który za chwilę się zawali. Na szczęście dla mnie szybko odzyskał równowagę i się wyprostował. Stanęłam pomiędzy nimi, szeroko rozkładając ręce. Nie byłam pewna, czy dam radę ich powstrzymać, ale na pewno zamierzałam spróbować.

Oczy Kovy rozbłysły. Wierzchem dłoni otarł usta, na które wypłynął przekorny uśmieszek. On naprawdę się uśmiechnął!

- Oszalałeś, Hayden? - krzyknęłam, napierając na niego z wysiłkiem. Ale on nawet nie drgnął. Popchnęłam ponownie, tym razem z całej siły. - Cofnij się! - Ale próba przesunięcia gigantycznego głazu w stanie upojenia alkoholowego okazała się trudniejsza, niż się spodziewałam.

- Naprawdę będziesz mnie teraz pytać, czy oszalałem? - Wyglądał, jakby chciał zasztyletować Kovę wzrokiem. Powietrze zaiskrzyło, jakby nagle zmieniło się w łatwopalną substancję, a dodatek gęstej ciszy sprawił, że stała się ona jeszcze bardziej niestabilna. Hayden przypominał mi teraz dzikie zwierzę. Nigdy wcześniej nie widziałam go takiego. Był taki opiekuńczy, chciał mnie chronić. Nie miałam wątpliwości, że gdyby tylko mógł, rozszarpałby Kovę na strzępy.

Poruszył się, próbując mnie wyminąć. Wiedziałam, że nie dam rady go powstrzymać, więc ustawiłam się przed Kovą. Przywarłam do niego plecami, wyciągając ręce do tyłu i obejmując jego nogi. Serce dudniło mi w piersi w dzikim, gorączkowym rytmie. Wstrzymałam oddech, obserwując, jak Hayden unosi pięść.

- Przestań! - krzyknęłam, ale on mnie nie słyszał.

Kova otoczył mnie ręką, blokując przedramieniem cios Haydena. Westchnęłam przerażona, kiedy pochylił się gwałtownie, osłaniając mnie przed kolejnym ciosem. Potem odepchnął mnie na bok, usuwając z drogi.

Wyciągniętymi rękami zamortyzowałam upadek i odwróciłam głowę. Moje kolana przejechały po dywanie. Głośno wciągnęłam powietrze, krzywiąc się od piekącego bólu otarcia i słysząc strumień przekleństw wymienianych przez obu mężczyzn. Spojrzałam w górę i odsunęłam z twarzy luźne kosmyki włosów, które zasłaniały mi widok. Na drżących nogach podniosłam się z podłogi, z przerażeniem obserwując scenę rozgrywającą się przed moimi oczami.

- Co ty, kurwa, robisz, Hayden! - wściekał się Kova, uchylając się przed kolejnym ciosem. Wyprostował się i odepchnął go, naparłszy mocno na jego pierś. - Prawie ją uderzyłeś!

Przemieścił się za plecy Haydena i od tyłu otoczył ramieniem jego szyję. Podniósł wzrok, jego oczy płonęły. Z uszkodzonej w kąciku ust wargi spływała krew.

Hayden miał zaskakująco skuteczny cios.

- To miło, że tym razem ty otworzyłaś drzwi w odpowiednim stroju, Ria. - Jego usta zadrżały. Nie dało się nie zauważyć podtekstu kryjącego się w tych słowach. Hayden szarpał się w jego ramionach, ale Kova trzymał go mocno. Nie zamierzał puścić.

Spiorunowałam go wzrokiem. Ze wszystkich rzeczy, które mógł powiedzieć, zaczął rozmowę od czegoś takiego.

- Chcesz znowu dostać?

- Ty mnie zaskoczyłeś, Hayden. Ale to się więcej nie powtórzy. Ty nie masz ze mną szans, więc przestań walczyć, żebym ja mógł...

- Jesteś pieprzoną gnidą!

Kova zamilkł na chwilę.

- Nazywano mnie już gorzej.

- Hayden! - krzyknęłam. Wódka i jakieś dwadzieścia różnych emocji buzowały w moich żyłach, coraz bardziej mnie rozgrzewając. Moje palce drżały od adrenaliny. - Przestań, do cholery!

- Jeśli ty obiecasz, że będziesz się zachowywał w cywilizowany sposób, ja cię puszczę - rzucił Kova nad głową Haydena, a kiedy ten wymamrotał coś pod nosem, uwolnił go.

Chłopak przeczesał dwiema rękami swoje brudne blond włosy i poprawił wygniecioną teraz koszulkę. Rzucił Kovie jadowite spojrzenie, a potem przeniósł wzrok na mnie. Wzdrygnęłam się na widok jego twarzy.

Nie starał się ukryć tego, co czuje.

- Jak możesz bronić tego gnoja po tym, co ci zrobił? - zapytał, wskazując na Kovę.

Zerknęłam w jego stronę. Uniósł rąbek koszulki, żeby otrzeć krew z ust. Moja szczęka zadrżała. Było mi przykro, że Hayden nadal uważa, że zostałam do czegoś zmuszona.

- Powiedziałam ci, że nie zrobił niczego, czego nie chciałam. Nigdy mi nie uwierzysz, prawda? - zapytałam słabym, drżącym od emocji głosem. - Nie wiem, jak mam cię przekonać.

Hayden wyprostował się, ściągając ramiona.

- Biorąc pod uwagę jego pozycję, nie możesz zrobić ani powiedzieć nic, co zmieni moje odczucia. Nic. To jest złe, a on nie powinien był się tak zachować.

Łzy przesłoniły mi widok.

- Nie jest złe, jeśli tego chciałam. Naprawdę nie jest.

- Czuję się, jakbym gadał do ściany - odparował.

- Masz czelność się odzywać? - wtrącił się Kova. - Po tym wszystkim, co ja zrobiłem dla ciebie i twojej siostry? - Rzucił mu znaczące spojrzenie, które wyraźnie rozsierdziło mojego przyjaciela.

Twarz Haydena zrobiła się biała jak prześcieradło.

- To nie ma z tym nic wspólnego! - ryknął. - Nic! Uważasz, że z powodu tamtego możesz sobie robić, co tylko zechcesz, a ja mam się na to godzić? Że mam u ciebie dług do końca życia? Chyba coś ci się pomyliło.

Kompletnie zagubiona spoglądałam na przemian to na jednego, to na drugiego. Nie miałam pojęcia, o czym mówili.

- Co się dzieje? - zapytałam.

- Jak sądzisz, Adrianno, skąd się wzięły klubowe zasady? - zapytał Kova, nie odrywając wzroku od Haydena. - Skąd się wziął zakaz randek, który ja wprowadziłem? Zapytaj swojego ukochanego przyjaciela. To wszystko przez Holly.

Spojrzałam na Haydena, ale on był całkowicie skupiony na naszym trenerze.

- Kova! - warknął, ruszając w jego stronę. - Nie rób tego.

- Czego? - dopytywałam, znów wędrując wzrokiem pomiędzy nimi dwoma.

Kova nonszalancko wzruszył ramieniem, jakby zupełnie niczym się nie przejmował. Stał pewny siebie, przekonany o swojej przewadze.

- Ja przypominam ci tylko, co zrobiłem dla ciebie, Hayden. Teraz ty zrobisz to samo dla mnie i zagwarantujesz mi taką samą dyskrecję, jaką ja zapewniłem tobie - zakończył, unosząc brew.

Byłam kompletnie zagubiona.

- Co dla niego zrobiłeś? - krzyknęłam. - Co tu się, kurwa, dzieje?

Obaj jednocześnie spojrzeli w moją stronę, źrenice mieli tak rozszerzone, że tęczówki niemal gubiły się na tle białek oczu. Gwałtownie zaczerpnęłam powietrza. Poczułam narastający ucisk w klatce piersiowej i desperacko próbowałam wziąć głębszy, porządniejszy oddech. Ściśnięte płuca płonęły. Przerażona ich reakcją poczułam, jak moje serce rozpada się na milion kawałków, i wybuchnęłam płaczem. Opłakiwałam bitwę, której nie miałam szans wygrać, a której celem było sprawienie, żeby Hayden mi uwierzył, oraz zawody, na udział w których nie dostałam szansy. I jeden, i drugi cel były kompletnie nieosiągalne, a kiedy wreszcie to do mnie dotarło, ścisnęło mnie w gardle, a łzy rozmazały mi wzrok. Choćbym nie wiem co powiedziała, Hayden nigdy mnie nie zrozumie. Choćbym nie wiem co zrobiła, Kova nie pozwoli mi wystartować w zawodach.

Z bijącym głośno sercem ukryłam twarz w dłoniach i się odwróciłam, ale czyjaś dłoń chwyciła mnie mocno, zatrzymując w miejscu. Odtrąciłam rękę Kovy, jakby jego dotyk mógł mnie czymś zarazić. Ale on spróbował ponownie.

- Odejdź. Nawet nie wiem, dlaczego tu jesteś - powiedziałam ze wzrokiem wbitym w podłogę. Byłam zbyt zawstydzona, żeby na niego spojrzeć.

- Adria...

- Zostaw mnie w spokoju - warknęłam, ponownie odtrącając jego dłoń. Ale kiedy zrobiłam kolejny krok, jego palce zamknęły się na moim bicepsie.

Coś we mnie pękło i gwałtownym ruchem wyszarpnęłam rękę. Uniosłam wzrok, czując, jak fala gorąca uderza w moje mokre od łez policzki. Wpatrywałam się w przestrzeń między dwoma mężczyznami, wirowało we mnie tornado emocji. Nie byłam w stanie spojrzeć na żadnego z nich. Wściekłość rozlewała się po moim ciele w zastraszającym tempie, wypełniając mnie od koniuszków palców po czubek głowy. Zesztywniałam.

- Odwal się ode mnie. - Zrobił krok w moją stronę, ale ja się cofnęłam. - Głuchy jesteś? Odwal się. Nie chcę cię tutaj.

- Ja chcę z tobą tylko porozmawiać - powiedział Kova błagalnie.

- Nie mam ci nic do powiedzenia. Dokładnie mi wyjaśniłeś motywy swojego działania.

- Trenerze, myślę, że będzie lepiej, jeśli wyjdziesz - zasugerował Hayden.

Kova zmierzył go poirytowanym spojrzeniem.

- Ty nie będziesz mi rozkazywał, chłoptasiu - odparował, a potem ponownie odwrócił się do mnie.

- Nienawidzę cię - powiedziałam z obrzydzeniem, patrząc mu prosto w oczy.

Kova nie mrugnął, jego spojrzenie było pozbawione emocji. Zachowywał się, jakby moje słowa nie zrobiły na nim wrażenia. Podszedł bliżej, naruszając moją przestrzeń, a ja byłam zmuszona spróbować go odepchnąć, napierając na twardą jak skała klatkę piersiową. Nawet nie drgnął. Jego dłonie opadły na moje ramiona, żeby mnie przyciągnąć, a ja zaczęłam się szamotać w jego objęciach.

Moje popieprzone emocje stworzyły z wódką mieszankę wybuchową. I w końcu eksplodowałam.

- Wynoś się! - wrzasnęłam. - Wynoś. Się. - Jego palce mocniej zacisnęły się na moich ramionach, a ja wyrzuciłam dłonie w górę, w kierunku jego podbródka, żeby go odepchnąć. Kilkakrotnie próbowałam uderzyć go w twarz, ale on był zbyt szybki i za każdym razem uchylał się przed moim atakiem. Zaczął mówić do mnie w swoim ojczystym języku, po rosyjsku, coraz głośniej i głośniej z każdym atakiem i każdym razem, które na niego spadały. - Nienawidzę cię! Nienawidzę cię!

Czyjeś ramię otoczyło od tyłu moją wąską talię.

- Adrianno, przestań! - rozkazał Hayden, próbując mnie złapać. Miotałam się, szarpałam, wykręcałam ręce, próbując zmusić Kovę do rozluźnienia żelaznego chwytu. Kiedy uznałam, że w końcu mi się udało i odpuścił, okazało się, że jestem zbyt powolna. Szybko przesunął obie dłonie po moich rękach i przyciągnął mnie do siebie. Nie przestawałam walczyć, odchylając się od niego i wyginając, żeby utrudnić mu sprawę. Szamotałam się w jego objęciach, próbując unieść kolano, żeby go kopnąć, podczas gdy on i Hayden starali się nade mną zapanować.

- Ostatnia szansa - powiedział Kova, ale ja go nie słuchałam. Napiął ramiona i ścisnął mnie mocno, ograniczając moje ruchy, jakby zawinął mnie w kaftan bezpieczeństwa. Wciśnięta między Kovę i Haydena nie byłam w stanie się uwolnić, moje ciało było kompletnie unieruchomione. Mogłam poruszyć jedynie palcami. Emocje buzowały we mnie gwałtownie. Nie byłam wystarczająco silna, żeby wygrać, i przez ułamek sekundy zastanawiałam się, czy w ogóle kiedykolwiek będę wystarczająco silna, żeby coś osiągnąć. Gniew wyparował, ustępując miejsca dotkliwemu przygnębieniu.

Kapitulując każdą, najmniejszą nawet cząstką samej siebie, opuściłam czoło na pierś Kovy i opadłam na niego kompletnie wyczerpana. Hayden się nie poruszył. Opiekuńczym gestem trzymał dłoń na moim biodrze, gładząc mnie po włosach, kiedy cicho szlochałam.

Głupi alkohol. Głupi Kova. Głupi Hayden.

ROZDZIAŁ 5

NIE WIEM, JAK DŁUGO TAK STALIŚMY, aż usłyszałam głos Kovy.

- Ja nie zrobię jej krzywdy, Hayden - powiedział łagodnym tonem, którego się po nim nie spodziewałam. - Cofnij się.

Hayden posłuchał i odsunął się nieco.

- Nic nie rozumiesz, idioto. Już to zrobiłeś.

Miał rację. Kolejne łzy popłynęły z moich oczu. Kova skrzywdził mnie bardziej niż ktokolwiek inny. Bardziej niż wydawało mi się to fizycznie możliwe.

- Ja nienawidzę się za to bardziej, niż ty jesteś w stanie sobie wyobrazić - przyznał Kova, a przekonanie brzmiące w jego głosie złamało mi serce. Naprawdę się nienawidził, wiedziałam to. Jedna z jego dłoni przesunęła się na mój krzyż i zaczęła zataczać niewielkie okręgi. Westchnęłam wyczerpana.

- A co z Katją? - naciskał Hayden. - Nienawidzisz się też za to, jak skrzywdziłeś ją?

Kova zesztywniał.

- Ona o niczym nie wie... I tak pozostanie.

Hayden głośno wciągnął powietrze.

- Naprawdę niezły z ciebie numer, wiesz?

- Myślisz, że ja jestem szczęśliwy z powodu tego, co zrobiłem? Ty nic nie wiesz. Nie masz o tym wszystkim pojęcia.

Kova cofnął się i rzucił mi badawcze spojrzenie, ale byłam zbyt udręczona, żeby je odwzajemnić. Z nosa mi ciekło, z oczu ciągle płynęły łzy, włosy miałam przyklejone do twarzy.

- Chodź.

Wziął mnie za rękę i poprowadził do kuchni. Chwyciłam za blat za moimi plecami, wskoczyłam na niego i usiadłam na krawędzi, podczas gdy Kova rozglądał się w poszukiwaniu czegoś, po co po chwili poszedł.

Siedziałam wpatrzona w swoje oparte na udach dłonie. Choć od jakiegoś czasu - dzięki Bogu! - nie miałam problemu z zerwanymi pęcherzami, i tak były pokryte odciskami. Zaczęłam skubać martwy naskórek, odrywając go po kawałku. Na linii mojego wzroku nagle pojawiła się stopa Kovy, kolejna łza spłynęła z kącika mojego oka.

Bez zastanowienia rozsunęłam nogi, żeby zrobić mu miejsce, i przyciągnęłam go bliżej, naciskając stopą na tylną stronę jego uda. Pochylił się, tak że jego policzek dotknął mojego.

Małyszka... - wyszeptał tak cicho, że tylko ja to usłyszałam. - Weź to.

Z jakiegoś głupiego powodu jego słowa sprawiły, że rozpłakałam się jeszcze bardziej. Skinęłam głową i sięgnęłam po chusteczki, które pojawiły się pomiędzy nami.

- Myślę, że powinieneś już iść - wtrącił się Hayden. - Mówię poważnie. Idź.

- Ja nigdzie się teraz nie wybieram - warknął Kova, nawet na niego nie patrząc.

Wytarłam oczy chusteczkami, a on przygładził mi włosy. Mój żołądek związał się w ciasny supeł. Mdliło mnie na myśl o tym wszystkim, co wydarzyło się tej nocy, i próbowałam nad tym zapanować. Odepchnąć to od siebie. Ale wódka nie pomagała.

Kova wsunął palec pod mój podbródek i odchylił mi głowę. Wyjął mi chusteczkę z dłoni i wytarł nią moją twarz.

- Otwórz oczy. Spójrz na mnie.

Zrobiłam, co kazał, oddychając głęboko. Kova pociągnął nosem.

- Wódka? Ty piłaś.

Zacisnęłam usta, a potem zapytałam:

- Skąd wiesz?

- Ja czuję.

- Odwaga w płynie. Czy nie tak ją nazywają?

Kącik ust Kovy zadrżał, jego spojrzenie złagodniało.

- Chyba tak.

- Smakuje paskudnie. Nie wiem, jak możesz to pić.

- Nie każdemu pasuje.

- Podobnie jak gwałt - wtrącił się Hayden. W jego rozgoryczonym głosie pobrzmiewał wyrzut.

Obejrzałam się na niego przez ramię i sapnęłam, gotowa zaprzeczyć, że Kova zrobił coś tak nikczemnego.

Kova wyprostował się gwałtownie, zwracając się całym ciałem w kierunku Haydena. Przerażona spoglądałam to na jednego, to na drugiego. Moje serce znów gwałtownie przyśpieszyło. Wiedziałam, co się zaraz stanie.

- Ja niczego takiego nie zrobiłem! - ryknął Kova. - Nie jestem taki, jak ty myślisz, Hayden. I ja nie zamierzam próbować cię przekonywać, skoro ty nie potrafisz zachować otwartego umysłu.

- Masz rację, nie potrafię tego zrozumieć. Właściwie to myślę, że to wszystko ci się podobało. Myślę, że jesteś chorym człowiekiem, który czerpie satysfakcję z wykorzystywania swojej władzy. Takie rzeczy się nie dzieją, jeśli tego nie chcesz. - Zamilkł na chwilę i rzucił mi przelotne spojrzenie, a potem znów skupił się na Kovie. - Myślę, że twoje miejsce jest w więzieniu.

W więzieniu. Dobry Boże. Zapłonął we mnie strach. Miałam wrażenie, że temperatura w pomieszczeniu nagle spadła, atmosfera się zagęściła. W uszach słyszałam dzikie dudnienie własnego serca. Nie wiedziałam, jak dużo jestem jeszcze w stanie znieść. Więzienie było ostatnim, czego chciałam dla Kovy.

- Hayden - odezwałam się błagalnym tonem, walcząc o każdy oddech. - Obiecałeś mi, że nic nikomu nie powiesz. Że nie poinformujesz policji, jeśli wyznam ci całą prawdę. Obiecałeś.

Wpatrywał się we mnie, a w jego spojrzeniu malowała się litość.

- To było, zanim dowiedziałem się wszystkiego. Tego jest za dużo. On musi odpowiedzieć za swoje czyny.

- Tak mi odpłacasz za to, co dla ciebie zrobiłem? - zadrwił Kova.

- Nie bawi mnie ten temat, więc sobie odpuść.

Przerażona, że Hayden zadzwoni po gliny, z trudem łapałam powietrze. Nie byłam w stanie jasno myśleć, obawiałam się najgorszego. Chwytając się krawędzi blatu, odezwałam się błagalnym tonem:

- Myślisz, że jesteśmy jedynymi ludźmi na świecie, którzy wdali się w romans? Nie!

Kova ujął mój policzek w dłoń, skupiając na sobie moją uwagę.

- Oddychaj - polecił, spoglądając na mnie łagodnie. Kiedy byłam z Kovą, to mi wystarczyło. Jedno głębokie spojrzenie pozwalało mi poznać jego myśli, a w tej chwili najintensywniejszą z jego emocji było poczucie winy. - Dobrze się czujesz?

- Nie, wcale nie czuję się dobrze, ty dupku! - prychnął Hayden.

- Co mogę zrobić, żebyś spojrzał na to z mojej perspektywy? - zapytałam.

Hayden potrząsnął głową, a ja poczułam, jakbym w żołądku miała pięciokilogramowy głaz.

- Kręcimy się w kółko. Nie wiem nawet, jak mam ci odpowiedzieć. - Uniósł ręce. - Wiesz co? Pieprzyć to. Wychodzę. - Chwycił kluczyki i ruszył do drzwi. - Nie mogę tu siedzieć i patrzeć, jak ten pieprzony, obrzydliwy kutas tobą manipuluje - wyrzucił z siebie, nie kryjąc wstrętu, a ja się wzdrygnęłam. - Idę pobiegać. Kiedy wrócę, lepiej, żeby go tu nie było.

- Wrócisz? Dlaczego miałby wrócić? - dopytywał Kova, a jego badawcze spojrzenie wypalało mi dziurę w policzku. Podniosłam na niego wzrok.

- Hayden zostaje u mnie na noc.

- Zostaje na noc?! - warknął.

- Tak. Bo przecież randkujemy i w ogóle - podjudzał go Hayden. Błysk w jego oczach przyćmił wstręt, który malował się w nich przed chwilą.

- O mój Boże! Poważnie? - zapytałam poirytowana.

Wzruszył ramionami.

- Tak to przecież wygląda. - Jego spojrzenie powędrowało do Kovy. - Prawda, trenerze? Czy nie dlatego wycofałeś Adriannę z zawodów? Bo myślałeś, że się pieprzymy, chociaż to ty jesteś jedyną osobą, która ją dyma. - Na ustach Haydena pojawił się ironiczny uśmieszek. Chwytając za klamkę, zatrzymał się i dorzucił: - Aż przykro patrzeć, jak ci, kurwa, wyprał mózg.

Rozchyliłam usta, kiedy z rozmachem otworzył drzwi, pozwalając im odbić się od ściany, a potem zatrzasnął je za swoimi plecami. Od kiedy poznałam Haydena, nie widziałam w nim takiej agresji ani nie słyszałam, żeby tak przeklinał.

I to wszystko była moja wina.

Opuściłam ramiona i popatrzyłam na Kovę. Pojedynczy mięsień pulsował na jego żuchwie. Gdyby wzrok mógł zabijać, Hayden byłby teraz kupką prochu.

Odwrócił się w moją stronę i nasze oczy się spotkały. Nasze twarze dzieliło ledwie klika centymetrów. Wdychałam zapach wody kolońskiej, który zdążyłam już pokochać. Otuliły mnie mroczne nuty tytoniu zmieszane ze zmysłowym aromatem cytrusów i rozgrzewającego cynamonu. Moje spojrzenie powędrowało do jego ust. Delikatny cień zarostu stał się już jego znakiem rozpoznawczym, nieodłącznym składnikiem nieco nieporządnego wizerunku. Serce waliło mi w piersi, obijając się o żebra, kiedy niepewnie sięgnęłam, żeby go poczuć. Stał w bezruchu, śledząc wzrokiem moją dłoń. Czubkami palców pogładziłam jego policzek, przesuwając po szorstkich włoskach.

- Podoba mi się - wyszeptałam.

Mój kciuk powędrował po linii jego szczęki w kierunku ucha, palce zanurzyły się we włosy. Wygląd tego mężczyzny był powalający, ale miałam wątpliwości co do koloru jego duszy.

Kova nawet nie drgnął. Mój wzrok zatrzymał się na jego wardze, opuchniętej w miejscu, gdzie uderzył go Hayden, i zaczęłam się zastanawiać, co powie Katji. Myślałam, że wiem, dlaczego się tu pojawił, ale przecież to był Kova. Człowiek zagadka.

- Po co tu przeszedłeś? - zapytałam.

Kova uniósł do ust moje palce. Zamknąwszy oczy, delikatnie ucałował każdy z nich, jakby delektował się dotykiem mojej skóry.

- Żeby porozmawiać.

- Porozmawiać o czym?

Otworzył oczy, które zalśniły zachwycającą, szmaragdową zielenią.

- O tym, jak ja potraktowałem cię wcześniej. Co ci powiedziałem. To było złe.

Poczułam przypływ nadziei i usiadłam prosto. Na moich ustach pojawił się delikatny uśmiech.

- Chcesz mnie przeprosić za to, że wycofałeś mnie z zawodów - uściśliłam. Milczał, a ja wpatrywałam się w niego przez dłuższą chwilę, czekając na odpowiedź. - Za to właśnie chcesz mnie przeprosić, tak? Kova? - zapytałam ponownie, niemal się domagając, żeby właśnie to był cel jego wizyty. Czekałam i czekałam, i czekałam... Kiedy nie odpowiedział, odchyliłam głowę, a uśmiech zniknął mi z ust. - Wcale tego nie żałujesz, prawda? - powiedziałam niemal niesłyszalnym głosem.

Kova odetchnął głęboko i odwrócił wzrok. Nie żałował. Ani odrobinę. Może i dokuczał mu wstyd, ale moje serce nie było w stanie tego znieść. Jego zachowanie było nie w porządku, a ja nie zamierzałam mu wybaczyć, żeby złagodzić jego poczucie winy. To nie było fair.

Chociaż wódka pozwoliła mi na chwilę zapomnieć o bagnie, w którym tkwiłam, niewypowiedziane przez Kovę słowa przywróciły mnie do rzeczywistości, a ta uderzyła we mnie z całą siłą.

- Myślę, że skończyliśmy. - Próbowałam zeskoczyć z blatu, ale Kova położył dłoń na moim udzie, żeby mnie powstrzymać.

- Poczekaj.

Jego nozdrza się rozdęły, spojrzenie błądziło po każdej możliwej powierzchni, kiedy desperacko - tego byłam pewna, bo nie był to pierwszy raz - próbował znaleźć właściwe słowa.

Podrapał się z tyłu głowy i w końcu powiedział:

- Jest mi straszliwie przykro z powodu tego, co wydarzyło się między nami w moim gabinecie. Ja nie spodziewałem się tego. I tego nie chciałem. Ja jestem zdegustowany swoim zachowaniem. To, co ja do ciebie powiedziałem. Jak ci groziłem. To było okrutne i bezduszne i ja mam nadzieję, że pewnego dnia ty mi wybaczysz. Ja powinienem był powiedzieć ci wcześniej, że planuję cię wycofać z zawodów, zamiast tak cię zaskakiwać i zawstydzać przed koleżankami z drużyny. - Potrząsnął głową i znów rozejrzał się po moim mieszkaniu, jakby nie potrafił spojrzeć mi w oczy. Westchnął głośno, a potem wyszeptał: - Ja nie wiem już, kim się stałem... Nienawidzę się za cierpienie i ból, które ci zadałem.

Słowa Kovy sprawiły, że kompletnie zaniemówiłam.

Nie spodziewałam się po nim przeprosin, a tym bardziej takich. Ten mężczyzna zaskakiwał mnie każdego dnia. W jednej minucie sprawiał, że gotowałam się z wściekłości, a w kolejnej był najbardziej wspierającą osobą na świecie. Udręka, którą widziałam w głębinie jego pięknych oczu, sprawiała mi fizyczny ból, ale wiedziałam, że w tej chwili muszę być silna. Bo jeśli się ugnę, to będzie oznaczało, że jestem w stanie tolerować jego paskudne czyny, a na to nie mogłam się zgodzić. To byłoby jak przyzwolenie, żeby powtórzyły się w przyszłości.

- Ria, ja proszę, powiedz coś. - Głos mu się załamał.

- Dziękuję ci za przeprosiny, ale to nie zmienia faktu, że sabotowałeś moją karierę. Myślałam, że przyszedłeś przeprosić właśnie za to, ale ty wcale tego nie żałujesz. - Prychnęłam. - Sądziłam, że rozumiesz lepiej niż ktokolwiek inny, jak ważne są dla mnie każde zawody i czego potrzebuję, żeby zrealizować swoje marzenie. Ale ty mnie z tego ograbiłeś. Twoje słowa i czyny w ledwie kilka sekund sprawiły, że stałam się twardsza, bardziej zahartowana. I nie sądzę, żebym kiedyś mogła ci naprawdę wybaczyć to, co zrobiłeś.

- Ja nie przyszedłem prosić, żebyś ty mi wybaczyła wycofanie z zawodów. Ja nie zrobiłem tego bez powodu i mam nadzieję, że ty kiedyś to zrozumiesz.

Z ust wyrwało mi się pogardliwe mruknięcie. Ten facet naprawdę miał tupet. Poczułam, jak opuszcza mnie nadzieja. Wzięłam głęboki wdech, modląc się w duchu, żeby moje następne słowa zabrzmiały naprawdę dobitnie.

- Osiągnąłeś swój cel.

Spojrzał mi prosto w oczy.

- To znaczy?

Powtórzyłam słowa, które wypowiedział do mnie tuż po tym, jak trafiłam do World Cup, choć on użył ich w innym kontekście.

- Nie jestem w stanie znieść twojego widoku.

ROZDZIAŁ 6

NA TWARZY KOVY ODMALOWAŁ SIĘ DOTKLIWY SMUTEK. Wydawał się załamany, zdruzgotany - i tak właśnie powinno być. Lekko ścisnął moje udo, jego usta zmieniły się w cienką, prostą linię. Strząsnęłam z siebie jego dłoń, a na jego twarzy odmalowała się rozpacz.

- Ja zasłużyłem na twoją nienawiść.

- Zasłużyłeś na moją nienawiść i wszystko, co się z nią wiąże. Przecież na tym ci właśnie zależało, prawda? Żebym cię znienawidziła. Masz to, czego chciałeś.

Potarł twarz dłonią.

- Nie, na początku wcale tak nie było. Ja sam nie wiem, co sobie myślałem, co mnie napadło, ale to nie było w porządku i naprawdę bardzo, bardzo mi przykro.

- To wszystko nie ma sensu - powiedziałam, z trudem panując nad łamiącym się głosem. Miałam wrażenie, że on nadal nie mówi o zawodach, i to doprowadzało mnie do szału.

- Coś takiego nigdy wcześniej mi się nie przydarzyło i ja nie wiem, co mam o tym myśleć, małyszka - podkreślił. - Ja byłem gotowy...

Uniosłam dłoń.

- Nigdy więcej mnie tak nie nazywaj. Nie chcę tego słyszeć.

Zbladł.

- Adrianno... - powiedział pełnym bólu szeptem.

- Nic już nie rozumiem, bo nie mówisz mi, o co ci chodzi. Naprawdę trudno za tobą nadążyć.

- Nie widzisz, że nie mogę powiedzieć tego, co bym chciał? Ja nie mogę - przekonywał, wskazując na swoją pierś. - To zbyt ryzykowne.

Prychnęłam.

- Pieprzenie. Co jest ryzykowne? To, że chociaż raz miałbyś powiedzieć szczerze, co myślisz? Więc możesz mnie pieprzyć, ale nie możesz ze mną rozmawiać? To ma według ciebie sens? Jakim cudem rozmowa może być ryzykowna? Komu niby miałabym o niej powiedzieć?

Zacisnął usta, spojrzał w prawo i oparł podbródek na ramieniu. Desperacko próbowałam trzymać się swojego postanowienia, ale to było trudne, kiedy w grę wchodził Kova. Ja mówiłam prawdę, on zwodził i sam sobie zaprzeczał, ale wiedziałam, co muszę zrobić, żeby się otworzył.

Musiałam go dotknąć. Kova potrzebował kontaktu z drugim człowiekiem.

Wsunęłam dłonie pod jego koszulkę, a Kova drgnął, kiedy moje palce prześlizgnęły się po jego wąskiej talii. Uwielbiałam zagłębienia w mięśniach przy jego biodrach - przesunęłam po nich knykciami. Przez myśl przebiegł mi obraz mojego języka ruszającego ich śladem.

- Rumienisz się - powiedział ochryple. - Ja chciałbym wiedzieć, o czym ty teraz myślisz.

Pieprzony Kova i sposób, w jaki na mnie patrzył! Moje serce przyśpieszyło do miliona uderzeń na minutę. Jego spojrzenie sprawiało, że w tamtej chwili byłam gotowa mu wszystko wybaczyć.

Ale nie zamierzałam tego zrobić. Miałam misję: chciałam go zmusić, żeby powiedział wprost, o co mu chodzi. Żeby pomógł mi zrozumieć, dlaczego zrobił to, co zrobił, jeśli - jak twierdził - naprawdę byłam gotowa do tych zawodów.

Kontynuując wędrówkę po jego ciele, dotarłam do krzyża i ruszyłam w górę, a jego mięśnie napięły się pod moimi palcami. Usiadłam prosto i przylgnęłam do niego klatką piersiową. Kova pochylił twarz, nasze oddechy się zmieszały, usta niemal się dotykały. Poczułam trzepotanie w żołądku, przesunęłam stopami po tylnej stronie jego ud i oplotłam nogami jego biodra. Kova się wyprostował, a ja wyjęłam ręce spod jego koszulki i otoczyłam nimi jego szerokie ramiona. Przysunęłam się bliżej i wplotłam palce w jego włosy. On tymczasem nie dotknął mnie nawet palcem.

- Nienawidzę cię i pragnę jednocześnie. - Wyznanie samo spłynęło z moich warg, zanim zdążyłam je powstrzymać.

- Wiem - wyszeptał mi prosto w usta. - Posłuchaj, ja nie mogę ci niczego obiecać, ale spróbuję być lepszy. Ja jestem tylko człowiekiem i postąpiłem niewłaściwie. Wbrew temu, co może się wydawać, ja naprawdę nie chciałem, żebyś ty tak cierpiała. Twoje pierwsze zawody i testy do Elity to ważny krok i ja chcę, żebyś ty była przygotowana.

Zerknęłam szybko na jego usta, odległe teraz od moich o ułamek centymetra, i zadrżałam, czując gwałtowną potrzebę pokonania tego dystansu. Serce mi waliło, krew gotowała się w żyłach. Desperacko czekałam na kolejny krok. Jego dłonie odnalazły moją talię, zatrzymały się na niej i lekko ścisnęły. Iskra przeskoczyła pomiędzy nami i popędziła w górę mojego kręgosłupa. On zrobił wydech, a ja wdech, wciągając do płuc wypuszczone przez niego powietrze. Przesunął językiem po swojej dolnej wardze, kącik jego ust uniósł się w uśmiechu. Rozpłynęłam się. Kiedy się do mnie pochylił, moje ramiona pokryła gęsia skórka.

Chciał mnie pocałować. I - niech to szlag! - ja też chciałam, żeby to zrobił.

Ale nie zamierzałam mu pozwolić.

Miał właśnie przycisnąć wargi do moich, kiedy położyłam dłoń na jego sercu i zatrzymałam go. Spojrzał na mnie. W innym miejscu, innym czasie sprawy potoczyłyby się inaczej. Pozwoliłabym mu się pocałować, pozwoliłabym mu się wziąć, jak tylko by zechciał. Ale teraz nie mogłam tego zrobić. I nie byłam pewna, czy kiedykolwiek jeszcze się na to zgodzę.

- Twoje serce bije tak szybko - wyszeptałam.

Pod końcówkami palców czułam jego gorączkowy puls. Jego oczy miały teraz najciemniejszy odcień zieleni, jaki w życiu widziałam. Urzekały mnie, hipnotyzowały. Przybliżył się jeszcze bardziej.

- Nie - powiedziałam błagalnie udręczonym, drżącym głosem, naciskając na jego klatkę piersiową, żeby go odepchnąć. - Proszę, nie całuj mnie.

Kova przyłożył dłoń do mojej szyi, wsunął kciuk pod podbródek i delikatnie odchylił mi głowę do tyłu, przejmując kontrolę. Dominował nad całym otoczeniem, nad wypełniającym przestrzeń między nami powietrzem i... nade mną.

- Nie odmawiaj mi.

- Powiedziałeś, że mam ci odmawiać.

- Skłamałem - warknął.

Przełknęłam z trudem ślinę, a jego palec powędrował w dół po moim gardle. Było w tym ruchu coś niezwykle intymnego i poczułam, jak moje ciało wygina się w jego stronę. Nie byłam w stanie oderwać wzroku od jego przymkniętych oczu.

- Daj mi to, czego chcę. - Jego usta otarły się o moje.

- Nie. - Mój głos się załamał.

- Tak - domagał się z wargami tuż przy moich wargach. Jego ciepły język powoli, kusząco przesunął się po szczelinie pomiędzy nimi.

Chwycił mnie mocno za kark, a ja w końcu się poddałam i otworzyłam na niego. Uwodzicielsko przesunął końcówką języka po moim podniebieniu, a potem wziął między zęby górną wargę. Sapnęłam głośno, a moja cipka zapulsowała.

- Właśnie to mi robisz. - Polizał mnie ponownie. Kiedy zachowywał się w taki sposób, traciłam kontrolę nad swoim ciałem. - Za każdym razem, kiedy ja jestem blisko ciebie, za każdym razem, kiedy o tobie myślę, tak się właśnie czuję, małyszka. Ty obudziłaś we mnie bestię.

Odwzajemniłam pocałunek, wsuwając język do jego ust, choć nienawidziłam samej siebie za to, że znów ulegam. Ssał go i muskał. Zarzuciłam mu ręce na szyję, a on przyciągnął mnie mocniej. Jęknęłam, pragnąc więcej. Zacisnęłam uda na jego biodrach, uniosłam się nieco, nachylając tak, żeby poczuć go tam, gdzie tego potrzebowałam. Moja łechtaczka pulsowała, kiedy ocierałam się o jego twardego penisa. Kova położył dłoń na moim kolanie, a potem powędrował nią w górę, po udzie, aż w końcu chwycił mnie za biodro.

Przerwał pocałunek. Jego czarne źrenice były tak powiększone, że niemal przesłaniały zieleń tęczówek.

- Za każdym pieprzonym razem. Nigdy w życiu nie przydarzyło mi się coś takiego. Ja nigdy nie mam cię dość i to doprowadza mnie do szaleństwa. - Pocałował mnie ponownie, jego usta były twarde, wymagające. Pochłaniał mnie dziko, jak nigdy wcześniej.

Odsunęłam się, próbując odzyskać choć pozory kontroli nad samą sobą.

- Kova?

- Hmm? - Potarł twarzą o moją szyję. Zarost podrażnił delikatną skórę.

- Myślisz, że mógłbyś nie mówić do Katji małyszka? Przynajmniej w mojej obecności?

Gwałtownie podniósł głowę i spojrzał mi prosto w oczy. Przez chwilę myślałam, że wybuchnie i odmówi.

- Tylko jeśli ty mi obiecasz, że nie będziesz o niej więcej wspominać, kiedy my jesteśmy sami.

Uśmiechnęłam się, ale ten uśmiech nie sięgnął oczu. Cała ta sytuacja była kompletną katastrofą. Była niemoralna i nieprzyzwoita, a jednocześnie właściwa, choć w niewłaściwym czasie.

- Skąd będę wiedzieć, że dotrzymałeś słowa?

Spojrzał na mnie.

- Ty będziesz musiała mi zaufać. - Przełknął ślinę, a jego jabłko Adama uniosło się powoli. - Adrianno?

Przechyliłam głowę.

- Tak?

Nozdrza Kovy się rozdęły, jego klatka piersiowa unosiła się coraz szybciej i mocniej. Dokładnie w momencie, kiedy otworzył usta, rozległ się głos Haydena:

- Hej.

Oboje gwałtownie odwróciliśmy się w jego stronę. Tak bardzo zagubiliśmy się w sobie nawzajem, że żadne z nas nie usłyszało, jak wchodzi do mieszkania. Kova odchrząknął i zrobił krok w tył, odsuwając się ode mnie. Zeskoczyłam z blatu.

- Hayden - powiedziałam na powitanie, a on podszedł do nas, wbijając w Kovę pełne obrzydzenia spojrzenie.

Był przepocony, ubrania kleiły się do jego ciała. To musiał być naprawdę energiczny bieg. Sięgnął za głowę i nie odrywając wzroku od Kovy, zdjął koszulkę. Zafascynowana obserwowałam, jak kropla potu ześlizguje się po jego sutku i spływa w dół po twardych jak skała mięśniach brzucha, żeby zatrzymać się na gumce spodenek. Przechyliłam głowę. Zabawne, że do tej pory nie zauważyłam paska włosków w kolorze piasku, który znikał pod materiałem. Pozwalając myślom błądzić, zaczęłam się zastanawiać, jak daleko sięga.

Moją uwagę przykuło ciche warknięcie. Podniosłam wzrok. Kova piorunował mnie wszystkowiedzącym spojrzeniem, wyraźnie niezadowolony z tego, jak przyglądam się koledze.

- Myślę, że już czas, żebyś sobie poszedł - powiedział Hayden, podchodząc bliżej. Kova wpatrywał się w niego przez długą minutę, a potem skinął głową. - I może powinieneś wziąć ze sobą trochę lodu - zasugerował Hayden, po czym odwrócił się do mnie i powiedział: - Idę pod prysznic.

Skinęłam głową. Spojrzałam na opuchniętą wargę Kovy. Hayden nieźle go trafił. Ślady będą się pewnie utrzymywać przez kilka dni. Otworzyłam drzwi zamrażarki, ale Kova mnie powstrzymał.

- Nie ma potrzeby. Zobaczymy się jutro - powiedział.

- Jak to wyjaśnisz Katji?

Rzucił mi spojrzenie mówiące, że już złamałam złożoną mu obietnicę - miałam o niej nie wspominać. Zakłopotana odwróciłam wzrok, próbując ukryć nieśmiały uśmiech, i ruszyłam za nim do salonu.

Kiedy dotarł do drzwi, odwrócił się do mnie. Jego odurzające spojrzenie spoczęło na moich ustach. Pochylił się i przyciągnął mnie do siebie. Wspięłam się na palce i zamknęłam oczy, kiedy jego zachwycający zapach zaatakował moje zmysły. Jego usta musnęły mój policzek. Wyszeptał drżącym głosem:

Lubow nie to, czto wy możetie poniat', eto to, czto wy czuwstwujetie w swojom sierdce. Niet słow, eto prosto tak.

Otworzyłam oczy i popatrzyłam na niego. Desperacko pragnęłam go zrozumieć, ale jednocześnie bałam się spytać. Wiedziałam, że cokolwiek powiedział do mnie po rosyjsku, nie mógł zaryzykować tego samego po angielsku. A jego spojrzenie świadczyło o tym, że wierzył w każde jedno słowo. Cokolwiek ono nie znaczyło.

Pocałował mnie delikatnie w policzek, a potem otworzył drzwi, oderwał się ode mnie i wyszedł. Zamknęłam za nim i poszłam do salonu. Zamierzałam wypić jeszcze jednego shota, ale zauważyłam pudełko leżące na stoliku i ścisnęło mnie w żołądku. Im dłużej czekałam, tym większe było ryzyko.

- Kurwa... - jęknęłam pod nosem i podniosłam je.

- Wszystko w porządku? - zapytał Hayden. Zmagałam się z blistrem, próbując wycisnąć niewielką tabletkę. Łzy piekły mnie pod powiekami, spojrzenie miałam coraz bardziej zamglone. Hayden podszedł i wyjął mi opakowanie z dłoni. Przełknęłam z trudem i w duchu odmówiłam modlitwę. W ostatnim czasie tak często zwracałam się do Boga - czy raczej błagałam go o litość - że można by uznać, że gdzieś tam rozwijają już czerwony dywan, po którym będę mogła wkroczyć do nieba.

Bez. Kurwa. Wątpienia.

Na pewno nie po tym, jak żyłam przez ostatni rok.

Nie chciałam, żeby Hayden widział moje łzy. Właściwie to sama nie wiedziałam, dlaczego chce mi się płakać. Setki emocji przepływały przeze mnie w zastraszającym tempie i nie mogłam nad nimi zapanować. Byłam przebodźcowana.

Hayden wyciągnął w moją stronę otwartą dłoń. Wrzuciłam tabletkę do ust i sięgnęłam po stojącą na stoliku flaszkę, żeby ją popić. W moje nozdrza uderzył zapach przypominający spirytus medyczny używany do dezynfekcji. Obrzydliwy. Oddałam wódkę Haydenowi.

- Nie mogę uwierzyć, że on każe ci brać to gówno. - Hayden pociągnął łyk, ale nie skrzywił się tak jak ja.

- On niczego mi nie każe. To był mój wybór.

Ku mojemu zaskoczeniu Hayden objął mnie i przyciągnął do siebie. Zaczęłam się uspokajać, wtulając się w jego ciało, jakby to było coś zupełnie naturalnego. Wyczerpanie uderzyło we mnie z całą mocą. Odwzajemniłam uścisk i oparłam podbródek o jego twardą klatkę piersiową, a potem odchyliłam głowę do tyłu z nieznacznym uśmiechem. Zamykały mi się oczy. Jego potężne bicepsy były niczym poduszki po obu stronach mojej głowy. Spojrzał na mnie z góry. Krystalicznie niebieskie oczy otaczały wachlarze rzęs w kolorze piasku.

- Chodźmy spać - powiedział.

Pochylił się i pocałował mnie w policzek, a potem wziął mnie za rękę i poprowadził do sypialni. Poszłam za nim bez oporu. Na razie zapomnieliśmy o nieporozumieniach i różnicach, zostawiliśmy je za sobą, za progiem mojego pokoju.

Hayden miał w sobie coś pocieszającego, czego nie potrafiłam wyjaśnić. Otaczała go aura spokoju i łagodności, a ja się nią żywiłam.

ROZDZIAŁ 25

GDZIEŚ W TLE ROZLEGŁO SIĘ BRZĘCZENIE. Zanurzona w cieple próbowałam wtulić się ponownie w objęcia snu. Czułam się tak niewiarygodnie dobrze, że nie chciałam się budzić, ale dźwięk zbliżał się coraz bardziej i bardziej, a muzyczka grała tak długo, że nie miałam innego wyjścia, niż otworzyć oczy.

Zdezorientowana rozejrzałam się po otoczeniu. Umysł miałam zamglony, opadały mi powieki. Spojrzałam w dół, gdzie napierał na mnie jakiś ciężar... i wszystko gwałtownie do mnie dotarło.

Która była godzina? Kiedy zasnęłam? Czy był już następny dzień? Gdzie są moje ubrania?

Potem przypomniałam sobie, że miałam na sobie tylko trykot i że leży on na podłodze. Z gwałtownie bijącym sercem w gardle spróbowałam usiąść, ale obejmowało mnie ramię Kovy. Zacisnął chwyt i poczułam na tyłku jego erekcję. Zalała mnie fala gorąca, ale udało mi się ją zablokować.

- Hmm... - Kova wtulił się w moją szyję, polizał rozpalone ciało i zamknął na nim usta. Wsuwając udo pomiędzy moje, wymruczał: - Małyszka... - A ja nie mogłam się nie zastanawiać, czy wie, że to ja, a nie Katja. Jego palce nadal były w mojej mokrej cipce, drugą dłonią obejmował moje piersi, a czubek jego penisa napierał na mój tyłek.

Walnęłam go łokciem. To była droga jednokierunkowa.

Jego telefon zadzwonił ponownie, ale do Kovy to nie docierało. Za to ja słyszałam dudnienie własnego serca. To pewnie Katja do niego dzwoniła, ale on był pogrążony w głębokim śnie. Musiałam coś szybko wymyślić, żeby go obudzić.

- Kova - wyszeptałam, ponownie go szturchając. Albo ten facet naprawdę spał jak kamień, albo był kompletnie wyczerpany. Zerknęłam przez ramię i zobaczyłam, że oczy ma zamknięte i nieruchome.

Jego palce mocno uszczypnęły mój sutek. Odskoczyłam, przywierając do niego tyłkiem, w efekcie czego jego penis bardziej naparł na ciasną dziurkę. Telefon odezwał się znowu.

- Kova - powiedziałam i z trudem przełknęłam ślinę. Mój głos był ledwo słyszalny, zdenerwowanie sięgało zenitu. Nie odpowiedział. Mogłam się założyć, że ona tu przyjedzie, żeby go poszukać. Ja bym tak zrobiła na jej miejscu.

Z rozchylonych ust Kovy wyrwał się gardłowy jęk. Głęboki, niski dźwięk, który miał swoje źródło gdzieś w głębi jego klatki piersiowej i był seksowny jak cholera. Ale potem Kova wyszeptał imię, którego nigdy nie spodziewałabym się usłyszeć od niego we śnie, i niemal umarłam. Umarłam.

- Adrianna. - Mocniej przycisnął kutasa do mojego tyłka.

Zastygłam zszokowana. Nie było, kurwa, mowy, żebym pozwoliła mu go tam wepchnąć, ale w tej chwili liczyło się tylko jedno: Kova wymówił moje imię.

Nie Katji.

Zaczęłam się zastanawiać, czy zdarzyło mu się to w przeszłości, kiedy spał u jej boku.

Kova wtulił się w moją szyję, omiatając ją strumieniem gorącego powietrza, a potem przygryzł i zassał skórę. Przebiegł mnie dreszcz, moje plecy wygięły się w łuk, przesunęłam się odrobinę, tak by jego kutas nie wbijał mi się w tyłek.

Jego telefon zadzwonił ponownie.

Ostre zęby wbiły się w moją skórę, a on zakołysał się przy mnie tak uwodzicielskim ruchem, że nie byłam w stanie powstrzymać jęku wyrywającego mi się z ust. Przywarł do mnie wargami, a jego penis naparł na moje wejście, dokładnie tam, gdzie znajdowały się jego palce. Zabrał je, a potem wsunął się we mnie odrobinę. Po moim ciele leniwie rozlała się fala ciepła. Uniosłam nogę i ułożyłam ją na jego nodze, wypychając biodra do tyłu. To był dla mnie kolejny nowy kąt, który przyniósł mi więcej rozkoszy niż poprzedni. Dreszcze zatańczyły na mojej skórze, kiedy gładko się we mnie wślizgnął. Żadnego bólu, tylko przyjemność i idealne dopasowanie. Zamknęłam oczy i zatopiłam się w nim.

Kova zastygł w bezruchu, jego ciało napięło się i przez ułamek sekundy pomyślałam, że się na mnie rzuci.

- Kova - wymruczałam. Cofnął biodra, a potem naparł na mnie z jękiem. Odwróciłam głowę, żeby ugryźć go w ramię, które służyło mi za poduszkę. Jednak jego telefon zadzwonił raz jeszcze i po kręgosłupie przebiegł mi dreszcz niepokoju. Żołądek związał się w supeł ze strachu, że wydarzy się coś złego. - Kova - powiedziałam głośniej, ale zabrzmiało to bardziej jak jęk. Fakt, że tak niesamowicie pieprzył się przez sen, przekraczał granice mojego pojmowania. Zaciśnięte na mojej szyi wargi rozluźniły się, dłoń, którą obejmował pierś, powędrowała do gardła. Jego palce otoczyły je i zacisnęły. Przełknęłam ślinę, bo wiedziałam już, co nadchodzi.

Serce dziko waliło mi z podniecenia. Nie mogłam się, kurwa, doczekać.

Zacieśnił chwyt, jednocześnie intensywniej we mnie wchodząc. Podciągnął w górę moje kolano, przyciskając mi nogę do piersi, i wbił się we mnie głębiej.

Nowy kąt sprawił, że niemal odleciałam.

Małyszka... - Jego biodra falowały niestrudzenie, na przemian dając i biorąc. Kiedy się we mnie wbił, moje nogi zadrżały, a palce stóp same się podwinęły. Przyciskając łokcie do jego żeber i wbijając paznokcie w jego ciało, ugryzłam go mocniej niż kiedykolwiek, wykrzykując jego imię tak głośno, że zagłuszyłam dzwoniący telefon.

Kova zesztywniał.

- Nie ma nic lepszego, niż obudzić się z tobą w ramionach. Ja chciałbym móc się tak budzić każdego dnia. - Jego głos był ochrypły od snu.

Zamrugałam zaskoczona, słysząc to wyznanie.

- Twój telefon ciągle dzwoni.

Jęknął, nie przestając się we mnie poruszać.

- Pieprzyć telefon.

Próbowałam się nie zaśmiać, ale nie byłam w stanie i wyrwał mi się chichot.

- Kova, mówię poważnie. Myślę, że coś jest nie tak. Dzwoni bez przerwy. Powinieneś odebrać.

Prostując moją nogę, Kova podparł się na jednym łokciu i zawisł nade mną, tak że teraz on był na górze. Złapał mnie za szczękę i wsunął się do samego końca. Głośno wciągnęłam powietrze.

- Przemyśl to jeszcze raz. Jeśli ty wolisz, żebym ja przerwał to, co teraz robię, żeby odebrać pieprzony telefon, to nie zostałaś odpowiednio zerżnięta. Jedyne, co mnie teraz obchodzi, to twoja ciasna cipka i to, że zamierzam pieprzyć cię do nieprzytomności.

Pochylił się i mnie pocałował. Jego pocałunki za każdym razem dawały mu nade mną kontrolę. Jeden dotyk jego języka na moim i byłam nim kompletnie pijana, wyobrażałam sobie te wszystkie niegrzeczne rzeczy, które mógłby mi zrobić, a których nigdy nie powiedziałabym na głos.

- Chcę cię pieprzyć tak długo, aż oboje nie będziemy w stanie chodzić. Dlaczego, dlaczego, dlaczego... Tylko przy tobie zachowuję się jak pieprzony dzikus. - Na jego twarzy odmalowało się kompletne zagubienie. - Tylko ty...

Jasna. Cholera. Zaczerwieniłam się tak mocno, że zapiekły mnie policzki.

Ujmując jego żuchwę w obie dłonie, przyciągnęłam do siebie jego twarz i przywarłam do ust. Jęknął w odpowiedzi. Uwielbiałam, kiedy to robił. To mnie tak nakręcało. Jego telefon zadzwonił, a ja się cofnęłam, z zaniepokojeniem szeroko otwierając oczy. Kova rzucił mi ostrzegawcze spojrzenie spod zmrużonych powiek. Odchylił się i założył sobie moją nogę na ramię, podczas gdy druga zwisała bezwładnie z boku kanapy. Byłam teraz dla niego całkowicie otwarta. Sięgnął pomiędzy nas wolną dłonią. Pomyślałam, że znów zacznie się bawić moją nabrzmiałą łechtaczką, ale Kova mnie zaskoczył.

Ułożył kciuk na moim tyłku i naciskając lekko, zaczął pocierać zaciśniętą dziurkę. Próbowałam zsunąć nogę, ale on mocno ją trzymał. Moje ciało naprężyło się wstrząśnięte dreszczem i zacisnęło mocniej na jego kutasie. Biodra uniosły się, głowa odskoczyła do tyłu, a oczy uciekły gdzieś w głąb czaszki. Wyciągnęłam ręce do jego klatki piersiowej, ale nie mogłam sięgnąć. Krzyknęłam głośno. Poczułam, jak wypływa ze mnie wilgoć. To był inny rodzaj przyjemności, wpadałam w nicość. Nie byłam w stanie jasno myśleć, nie podobało mi się to, gdzie znajdowały się jego palce, ale niespodziewanie pragnęłam tego dotyku coraz bardziej.

- Nadal myślisz o moim pieprzonym telefonie, Ria? - zapytał, naciskając na małą dziurkę i jednocześnie wysuwając ze mnie penisa, a potem ponownie go wsuwając. Nie przestawał tego robić: jego penis wchodził we mnie, a potem wychodził, podczas gdy palec nie przestawał drażnić tylnej dziurki z idealnym wyczuciem czasu. Westchnienia i jęki wyrywały mi się z piersi, a ja ich nie hamowałam. Moja łechtaczka pulsowała. To były dwa różne rodzaje przyjemności, a ja pragnęłam ich obu, pragnęłam więcej.

Wbiłam zęby w dolną wargę, a potem otworzyłam usta, ale jedyne słowo, jakie się z nich wydobyło, to jego wydyszane bez tchu imię. Nie mogłam nawet otworzyć oczu.

- Tak ja właśnie myślałem - powiedział kpiąco. - A teraz sięgnij do tyłu i chwyć za podłokietnik. Ja chcę zobaczyć, jak podskakują twoje cycki.

- Ko-Kova... - Miałam problemy z wymówieniem choćby jego imienia.

- Spójrz na te piękne cycki i na to, jak one się poruszają, kiedy ja cię pieprzę. Założę się, że byłbym w stanie wziąć jeden z nich do ust w całości. Twoje sutki są takie czerwone i twarde... - Wyrwał mu się gardłowy śmiech. Jego kciuk nie przestawał masować mojego tylnego wejścia, wyrywając mi z ust cichy jęk. To uczucie podobało mi się bardziej, niż powinno. Było euforyczne, erotyczne i zakazane. Było wszystkim, czego nie powinnam chcieć. Ale chciałam. - Ja widzę, że tobie się podoba, kiedy bawię się twoim tyłkiem.

- Nie... Tak... Nie... O kurwa... - Moje słowa nie miały sensu. Prawda była taka, że mi się podobało, ale byłam zbyt zawstydzona, żeby to przyznać. Wiedziałam tylko, że zbliża się intensywny orgazm.

Pochylił się nade mną, zbliżając usta do moich.

- Pamiętasz tę noc, kiedy ja odebrałem ci dziewictwo? - zapytał, a ja skinęłam głową. Jego dzikie spojrzenie podsycało moje pożądanie. - Więc musisz pamiętać, jak się tam bawiłem... Jak pieściłem cię językiem. - Jego kciuk pocierał mocniej i szybciej. Moje biodra przywarły do niego. Skinęłam lekko głową, a on uśmiechnął się powoli i z ust wyrwał mu się jęk.

Byłam tym zachwycona, tylko nigdy mu tego nie powiedziałam.

- Może ja powinienem nacisnąć mocniej, żeby zobaczyć, ile jesteś w stanie znieść. Za każdym razem, kiedy naciskam - naparł mocniej na wrażliwą dziurkę - twoja cipka ściska mojego kutasa. Ach... To sprawia, że mam ochotę zrobić z tobą różne niegrzeczne rzeczy.

Dyszałam ciężko, moja klatka piersiowa unosiła się i opadała. Byłam na granicy szaleństwa.

- Nie. To za wiele. Proszę.

Jego biodra poruszały się precyzyjnie, nacierając na moje powoli i mocno. Jego ciało kołysało się w najrozkoszniejszy z możliwych sposobów. Mięśnie brzucha napinały się. On sam też wydawał ciche jęki i nie chciałam, żeby kiedykolwiek przestał. Przyjemność była zbyt niebiańska, ekstremalna, tak cholernie niesamowita. Zabrał dłoń, polizał palec i przyłożył go z powrotem do dziurki.

Nasze spojrzenia się spotkały i pozwoliłam mu zobaczyć, czego pragnę, czego łaknę, z nadzieją, że będzie potrafił odczytać moje myśli i dać mi to, czego nie umiałam powiedzieć głośno.

Kova powoli się ze mnie wysunął, a kiedy zaczęłam protestować, sięgnął pod moją talię i mnie odwrócił. Chwyciłam za podłokietnik, żeby się podeprzeć, a on uniósł moje biodra, tak że znalazłam się na kolanach. Zerknęłam przez ramię. Kova stał za mną niczym grecki bóg, z jedną nogą opartą na podłodze obok kanapy, a drugą ugiętą tuż za mną.

- Odwróć się - rozkazał niskim, ochrypłym głosem. Szeroko rozkładając palce, położył dłonie w dole moich pleców, a potem przesunął je do góry, wzdłuż kręgosłupa, popychając moją klatkę piersiową w kierunku kanapy. - Wygnij plecy. Tak, właśnie tak. - Nachylił się, jego długi, nabrzmiały penis przesunął się po wewnętrznej stronie mojego uda, kiedy pochylił się od przodu, żeby wziąć w dłonie moje piersi. Jego klatka piersiowa przywarła do moich pleców. Kiedy zaczął pieścić moje sutki, zacisnęłam palce na podłokietniku.

Jedną z dłoni powędrował w dół, do mojego krocza. Kiedy dotarł do łechtaczki i zaczął zataczać kółka wokół wrażliwego guziczka, wcisnęłam w niego biodra. Wzięłam głęboki wdech i odwróciłam twarz w jego stronę w poszukiwaniu ust. Pocałował mnie, skubiąc moją wargę, a potem porzucił ją i przeniósł się na moje plecy, przygryzając skórę w drodze w dół. Z każdym ugryzieniem moja łechtaczka pulsowała, jakby błyskały w niej iskierki rozkoszy.

Ten facet odbierał mi oddech.

Klepnięciem dał mi sygnał, żebym rozsunęła nogi, a ja, rozgrzana pożądaniem, posłuchałam go i poczułam spływającą po wnętrzu ud wilgoć. Moje policzki zapłonęły z zażenowania. Chwycił mnie za biodra i wygiął je w górę, a jego język wylądował na wnętrzu moich nóg, zlizując wypływające ze mnie soki.

Westchnęłam zaskoczona. Umarłabym ze wstydu, gdybym nie była taka ciekawa, co zrobi dalej.

Jego ciepły język powędrował do mojej cipki, gdzie polizał mnie od góry do dołu. Jęknęłam, a Kova z kolei warknął gardłowo.

- Och... Zrób tak jeszcze raz - poprosiłam. Posłuchał i ponownie wydał z siebie ten sam dźwięk, który zawibrował w moim kroczu. Moje nogi zadrżały z pożądania. Znów wypłynęła ze mnie duża ilość wilgoci, a Kova dokładnie wszystko wylizał. Mój tyłek naciskał na jego twarz, a ja w ogóle się tym nie przejmowałam. Położył dłonie na moich pośladkach i rozsunął je. Zastygłam na chwilę, jednocześnie zaniepokojona i podekscytowana.

Miałam przeczucie, że wiem, co zaraz zrobi, i moje kolana zadrżały z oczekiwania.

Jego język przywarł płasko do mojej cipki, przesunął się po niej i wślizgnął do środka. Krzyknęłam głośno, jeszcze mocniej napierając na jego twarz, kiedy drażnił moje wnętrze, podwijając się i prześlizgując. Usta Kovy zamknęły się na moich wargach, chwycił wrażliwe ciało pomiędzy zęby i przygryzł lekko. Instynktownie wyciągnęłam do tyłu rękę, ale on złapał mnie za nadgarstek i unieruchomił mi ramię za plecami, a potem przeniósł się z pieszczotami na mój tyłek. Zamknęłam oczy, a moje ciało zmiękło jak plastelina, kiedy jego magiczny język natarł na małą dziurkę. Jęknęłam, nie kryjąc, jak bardzo mi się to podoba, i otworzyłam przed nim swoje ciało, z entuzjazmem wypychając tyłek w jego stronę.

- Proszę... - Tylko tyle potrafiłam powiedzieć. Nie przestał. Wsunął dwa palce w moją cipkę i potarł mnie, jednocześnie całując mój tyłek. Pieścił mnie entuzjastycznie, pokazując, jak bardzo mu się podoba to, co właśnie robi.

Kova uwielbiał dawać.

Odsunął usta, ale jego palce zostały w moim wnętrzu. Jęknęłam i zakołysałam tyłkiem. Kova zaśmiał się i delikatnie potarł pośladki. Zanim dotarło do mnie, co robi, uniósł dłoń i wymierzył mi klapsa. Nie raz, nie dwa, ale trzy razy, nie przestając jednocześnie pieścić mojej cipki.

- Jeszcze raz - powiedziałam, chwytając się kanapy. Wypięłam biodra w tył. Uderzył ponownie i tym razem niemal doszłam. - Jak ty to robisz? - zapytałam bez tchu. Czułam, jak pulsuję na krawędzi odlotu. - Jakim cudem unosisz mnie pod niebo i sprawiasz, że czuję się tak niesamowicie?

Wysunął palce i przewrócił mnie z powrotem na plecy. Nasze spojrzenia się spotkały i coś wskoczyło na właściwe miejsce. Moje ciało natychmiast się na niego otworzyło, jego palce znów znalazły się na mojej łechtaczce i szczypały różowy guziczek, podczas gdy drugą dłonią pocierał swojego ciężkiego penisa. Ustawił się przy moim wejściu, a ja uniosłam biodra, wychodząc mu na spotkanie.

Wpatrywaliśmy się w siebie w kompletnym bezruchu.

- Ja wiem, co lubi moja dziewczynka. Zawsze wiem, co jej się podoba, nawet jeśli ona sama nie potrafi się do tego przyznać.

Wsunął czubek kutasa w moją cipkę, a ja otworzyłam szeroko oczy, kiedy dotarły do mnie jego słowa. Kova mnie znał, czasem nawet lepiej niż ja samą siebie.

- Powiedz mi, Ria - zaczął, wchodząc we mnie do końca, a potem wysunął się i naparł ponownie. Jego biodra powędrowały w przód i w tył, a ja zacisnęłam się na jego grubym penisie i westchnęłam. - Ja wiem, jak ty uwielbiasz mój język na twoim tyłku, ale co ty byś zrobiła, gdybym włożył tam kutasa?

Moje plecy wygięły się w łuk, ciało zadrżało z pragnienia. Sama myśl o tym sprawiła, że stanęłam na krawędzi.

- O mój Boże, Kova. Zaraz dojdę. Dochodzę. Dochodzę. Nie przestawaj.

- Powiedz mi, kiedy skończysz, żebym mógł się wysunąć. Zamierzam dojść na twoją słodką cipkę, podczas gdy ty będziesz myśleć o tych wszystkich niegrzecznych rzeczach, które chcesz, żebym ci zrobił, choć nie potrafisz się do tego przyznać.

Zacisnęłam uda, potrząsając głową...

- Nie waż się wychodzić.

- Kurwa! - Jego penis drgnął. - Nie mów tak do mnie. Muszę wyjść.

Moja cipka pulsowała, byłam coraz bliżej orgazmu. Gdzieś w oddali rozległ się jakiś dźwięk, ale nie mogłam się na nim skupić, nie kiedy jego palce znów bawiły się moim tyłkiem. Nie chciałam, żeby przestał, chciałam, żebyśmy doszli razem, chciałam, żebyśmy doszli mocno. Chciałam poczuć, jak we mnie wybucha, jak się we mnie wylewa, jak pulsuje. Chciałam widzieć jego twarz, kiedy razem ze mną zaznaje czystej rozkoszy.

Spojrzałam mu w oczy, jego twarz była zarumieniona, podobnie jak moja. Usta miał opuchnięte, oczy zmieniły się w mroczne jaskinie wypełnione pożądaniem. Oblizałam palce, a Kova patrzył, jak przenoszę je na łechtaczkę i zaczynam ją pocierać. Rozsunęłam szerzej nogi i zakołysałam tyłkiem pod jego palcami, szeptem prosząc o więcej, podczas gdy on nie odrywał oczu od mojej dłoni.

Zwiększył nacisk na tyle, żeby czubek jego palca wsunął się w zaciśniętą dziurkę. To było zbyt wiele, nie byłam gotowa na falę euforii, która się przeze mnie przetoczyła.

Krzyknęłam głośno. Łzy popłynęły mi z oczu. Nigdy wcześniej nie miałam takiego orgazmu. Kova chwycił mnie za biodro.

- Ja... Ja... - Nie potrafiłam znaleźć słów. Zagubiłam się w doznaniach. Moja cipka pulsowała, kurczyła się, byłam o dwie sekundy od szczytu.

- Dojdź dla mnie - zażądał Kova, nachylając się nade mną. Jego palec wsunął się jeszcze odrobinę, ale nie za bardzo. - O kurwa, Ria, tak się na mnie zaciskasz... Muszę wyjść.

Nie mogłam mu na to pozwolić. To było irracjonalne, ale byłam już za daleko, żeby myśleć. Za bardzo uzależniona od tego, co mi robił. Za bardzo owładnięta obsesją. Musiałam przeżyć tę chwilę razem z Kovą, z nim we mnie, czując go w obu wejściach.

Szybko sięgnęłam w górę, przyciągnęłam do siebie jego twarz i ugryzłam go w wargę. Opadł na moje piersi, a ja otoczyłam go nogami, splatając kostki za jego plecami i wbijając w niego pięty. Uwielbiałam czuć na sobie jego ciężar. Pomiędzy nami było tyle wilgoci. Wnętrza moich ud były od niej śliskie i wiedziałam, że z jego jest podobnie.

- Skończ we mnie. Muszę to poczuć - powiedziałam z ustami przy jego ustach.

Zacisnął powieki, walcząc z pokusą.

- Nie.

- Tak - odparowałam. - Dojdź we mnie.

- Nie - powiedział głosem wypełnionym przyjemnością i pożądaniem.

Przejechałam paznokciami po jego plecach, ugryzłam go w klatkę piersiową, szarpnęłam za włosy. Po tym, jak z nim skończę, będzie musiał ukrywać ciało pod ubraniem. Przyssałam się do jego szyi i pociągnęłam, aż skóra wyskoczyła spomiędzy moich warg z głośnym cmoknięciem. Sama już nie wiedziałam, kim jestem.

Kova jęknął.

- Boże, dlaczego mi to robisz?

- Zostawiłam ci malinkę. - Przygryzłam skórę w miejscu, gdzie przed chwilą ją zassałam.

Kova natarł na mnie, a ja wyszłam na spotkanie każdemu pchnięciu. Gardłowe dźwięki wyrywały się nam obojgu przy każdym kolejnym ruchu. Chwyciłam go za włosy i splotłam swój język z jego językiem, krążąc nim nieznacznie, żeby go sprowokować, a potem jeszcze mocniej pociągnęłam za włosy. Był jak wygłodniałe zwierzę. Przyśpieszył rytm, a jego dłoń zamknęła się na moim gardle. Prychnęłam, dociskając piersi do jego klatki piersiowej i unosząc biodra, aż trafił we właściwy punkt.

- Właśnie tutaj - wykrztusiłam, niemal się dławiąc. - Tak cudownie cię czuję.

- Kurwa... Czuję cię. Jestem tak głęboko. Jasna cholera, ja nie mogę przestać...

Nasze biodra zderzyły się ze sobą. Zacisnęłam kostki za jego plecami, polizałam go po uchu i jęknęłam. Nie zawahał się. Nie spodziewałam się takiej siły. Ani przyjemności, którą za sobą pociągnęła.

- Kurwa! - Jego głos zabrzmiał jak grzmot.

Dyszałam ciężko, pulsując i dochodząc z niesamowitą siłą. Moje oczy same się zamknęły, kiedy zwiększył nacisk na moją szyję. Jęknął, zabrał rękę z mojego tyłka i chwycił za podłokietnik obok mojej głowy, używając go jako podparcia, kiedy z całą siłą wbijał się we mnie i wysuwał, aż w końcu eksplodował w moim wnętrzu.

- Czuję, jak we mnie dochodzisz - powiedziałam, ocierając się o niego.

- Ja... nie mogę... przestać... Ty jesteś moja i tylko moja. - Otoczył mnie ramionami, chwytając za kark i krzyż, na przemian odpychając się od kanapy i wbijając we mnie jak jakiś pieprzony zawodowiec. - Tylko ty, Ria - jęknął. - Tylko ty. Ja nie mogę żyć bez ciebie i bez tego uczucia, które ty we mnie budzisz. Ja chcę być w tobie każdego dnia, codziennie przez resztę mojego życia. Chcę się budzić obok ciebie, uczynić cię tylko swoją i robić to każdego pieprzonego dnia. To jest niebo. Ty jesteś moim wszystkim.

Jego głos się załamał, a moje serce nabrzmiało, kiedy usłyszałam w jego głosie przekonanie i pragnienie, których nie powinien czuć, a jednak czuł. Głowa Kovy odchyliła się do tyłu, na szyi pojawiła się pulsująca dziko żyła. Eksplodowaliśmy razem, pociągając się nawzajem w nicość.

Kova opadł na mnie całym ciężarem ciała. Przyciągnęłam go do siebie i otoczyłam rękami jego plecy, leniwie wodząc po nich paznokciami. Jego penis zadrgał w moim wnętrzu.

- Czy to normalne? - Głos mi zadrżał.

- Co? - zapytał, nie poruszając się. Moje serce pędziło i mogłam poczuć jego serce bijące przy moim.

- Że dwoje ludzi tak dogłębnie łączy się ze sobą, kiedy uprawiają seks. To normalne? Kiedy jestem z tobą, czuję się, jakbym była w innym wymiarze.

Kova spojrzał na mnie.

- Nie. To wcale nie jest normalne - powiedział z taką szczerością w głosie, że miałam pewność, że nie kłamie.

- Czy ty kiedyś... - Odwróciłam wzrok na sekundę i oblizałam spierzchnięte usta. - Czy ty kiedyś czułeś się tak z kimś innym?

Przełknęłam ślinę niepewna, czy powinnam o to pytać. Obrysował palcami kontury moich ust.

- Nie, nigdy. Tylko z tobą.

Spojrzałam mu w oczy.

- Naprawdę?

Skinął głową.

- Tylko z tobą, Ria. A myślisz, że dlaczego nie mogę się tobą nasycić? Ja nigdy nie czułem czegoś takiego z nikim innym. Nie wiem w ogóle, co to jest. Ja wiem tylko, że uzależniłem się od ciebie całkowicie. Uzależniłem się od twojego ciała, uzależniłem się od twojego uśmiechu, uzależniłem się od twojej osobowości, uzależniłem się od twojej ambicji. Uzależniłem się od ciebie. Ja mogę mieć tylko nadzieję, że ty czujesz tak samo.

- Tak - powiedziałam miękko.

Kova pochylił się i oblizał usta, a potem przycisnął je do moich i mnie pocałował. Ale to nie był zwyczajny pocałunek. To był pocałunek, który otulił moją duszę, obejmując najgorsze i najlepsze części mnie.

Kova pocałował mnie, jakby mnie kochał.

Odsunął się i spojrzał na mnie z nieskrywanym uczuciem. Pragnienie widoczne w jego oczach odebrało mi mowę. Zorientowałam się, że odpowiadam mu takim samym spojrzeniem. W ciszy swojego gabinetu, z ciałem przyciśniętym do mojego ciała przyglądał mi się przez dłuższą chwilę. Wyciągnął rękę i odgarnął pasemko włosów, które przykleiło mi się do ust.

Opierając brodę na zwiniętej w pięść dłoni, przepełnionym uczuciem wzrokiem błądził po mojej twarzy. Przestrzeń między nami wypełniła nagle liryczna melodia rosyjskich słów, jakby śpiewał mi piosenkę. Słuchałam go z sercem w gardle, pozwalając sobie jedynie na mruganie. Mówił cichym, zmysłowym głosem, gładząc mnie po policzku zewnętrzną stroną palca. Obserwowałam, jak poruszają się jego usta, jak język uderza o zęby pomiędzy słowami. Ściągnął brwi, a w kącikach oczu pojawiły się niewielkie zmarszczki. Na jego twarzy malowały się dziesiątki emocji. To była ta jego wrażliwa strona. Strona, do której rzadko udawało mi się dotrzeć. Tylko wtedy, kiedy opadały kolejne warstwy i dostawałam się do jego wnętrza, mogłam w nagrodę zebrać te niewielkie, soczyste ziarenka, których pragnęłam tylko dla siebie.

Krótką chwilę bliskości przerwał ponownie dzwonek telefonu Kovy. Burcząc pod nosem, że nie chce mu się odbierać, zsunął się ze mnie z zadowolonym uśmiechem. Kiedy wstał, przyjrzałam się z zachwytem jego plecom i okrągłemu tyłkowi, aż zobaczyłam ślady, które na nim zostawiłam.

Syknęłam. Nie było szans, żeby udało mu się ukryć je przed Katją. Podobnie jak malinki, którą zrobiłam mu w przypływie głupoty.

Kurwa. Kurwa. Kurwa.

Odwrócił się na pięcie z telefonem w dłoni, na jego twarzy malował się niepokój. Podniósł wzrok. Jego jabłko Adama podskoczyło, kiedy wydusił:

- Zbieraj swoje rzeczy, Adrianno.

Zastygłam. Kompletnie znieruchomiałam. Zdenerwowanie w jego głosie sprawiło, że po moim kręgosłupie przebiegł dreszcz.

- Adrianno, natychmiast. Zbieraj swoje rzeczy. Już! - krzyknął, kiedy za oknami przesunął się strumień światła.

- Co się dzieje? - zapytałam, zrywając się z miejsca.

Szeroko otwartymi oczami przeszukiwał podłogę. Założył koszulkę i powiedział:

- Katja jest w drodze do klubu.

- Co?! - Spanikowana podniosłam trykot. - Mówiłam ci, żebyś odebrał telefon wcześniej!

- Nie wracajmy do tego. Pośpiesz się i zbieraj swoje rzeczy.

Nie było mowy, żebym dała radę się teraz wcisnąć w trykot, więc przycisnęłam go do piersi i ruszyłam do wyjścia. Przekręciłam gałkę i drzwi otworzyły się odrobinę.

- Konstantin!

Zamarłam, kiedy przenikliwy głos Katji rozległ się w głębi korytarza. Jej buty stukały o wyłożoną płytkami podłogę.

Krew zastygła mi w żyłach.

Świat wokół się rozmazał, ściany wydawały się zbliżać. To koniec.

Możecie mnie nazwać naiwną, ale naprawdę wierzyłam, że nie zostaniemy przyłapani. Myślałam, że jesteśmy ostrożni. Myślałam, że świetnie nam idzie zachowywanie pozorów i ukrywanie wzajemnego pociągu. Może i tak było, i dlatego nic nie mogło nas przygotować na to, że ktoś nas nakryje. Jak wtedy, kiedy zrobił to Hayden.

Cofnęłam się i odwróciłam do Kovy, który był już całkowicie ubrany.

- Ona tu jest - powiedziałam bezgłośnie, przerażona i bliska wymiotów. Otworzył szeroko oczy i chwycił mnie za ramię, rozglądając się po gabinecie w poszukiwaniu miejsca, w którym mogłabym się ukryć. Nie było tu szafy ani prywatnej łazienki.

Nie miałam gdzie się schować.

Przestraszony głos Katji rozległ się w pewnej odległości, ale tym razem znacznie bliżej. Byłam w pułapce. My byliśmy w pułapce...

I wtedy moje spojrzenie padło na biurko Kovy, które od frontu było całkowicie zabudowane.