Ewolucja - Konrad M. Dębiński

Kup ebooka

12.76 zł
10.59 zł (10,85 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 5Sygnał S.O.S.

- Dobrze sobie poradziłeś jako dowódca Tempesta - zaczął Starkov patrząc na Blacka, który siedział za swoim nowym biurkiem w centrum operacyjnym.

- Miałem dobrą załogę, sir - odparł komandor podnosząc wzrok znad dokumentów.

Pułkownik Sergei Starkov był wysokim, muskularnie zbudowanym mężczyzną. Według oficjalnych dokumentów urodził się w ZSRR, zaś jego rodzina szybko przeprowadziła się do Anglii, gdzie zaczął zdobywać wykształcenie, i po ukończeniu Oxfordu wstąpił do marynarki wojennej, a później wstąpił do Royal Marines. On sam zaproponował, żeby korzystać ze wsparcia osób, które mają za sobą szkolenie komandosów. Przenikliwe, ale i surowe spojrzenie błękitnych oczu powodowało, że Black czuł się, jakby dalej rozkazy wydawał mu Powell.

- Admiralicja czytała twój raport w związku z incydentem na Executorze - oznajmił w końcu. - Nie będzie postępowania w związku ze śmiercią kapitana Wellsa. Zostanie pośmiertnie odznaczony Krzyżem Wiktorii.

- A co z...

- Kapitan Connors również został odznaczony - wszedł mu szybko w słowo.

- To naprawdę, dobre wieści - odparł Black wzdychając ciężko. - Załoga chce zorganizować pogrzeb. Pożegnamy go tak, jak przystało żegnać marynarza.

Starkov uśmiechnął się lekko. Nie znał zbyt dobrze Connorsa. Rozmawiał z nim może ze dwa razy prosząc o zgodę na wsparcie w postaci Blacka, Powella i jego oddziału. Spojrzał ponownie na Remy'ego.

- Admiralicja nie może się ciebie nachwalić.

- To znaczy, że dostanę podwyżkę? - spytał Remy siląc się na uśmiech.

- Tylko medal i awans - oznajmił Starkov uśmiechając się. - Budżet nie jest niewyczerpany.

Remy nie wierzył w to, co słyszał o awansie. Nie spodziewał się nawet, że dostanie jakikolwiek medal. Prędzej spodziewał się, że zostanie wydany rozkaz publicznej egzekucji za niesubordynację i atak na dowódcę podczas misji. A jednak okazało się, że sprawy miały się odrobinę lepiej, niż sam przypuszczał. Właśnie otwierał usta, żeby coś powiedzieć, kiedy Starkov uniósł dłoń i wstał.

W tej właśnie chwili do centrum weszli Marshall i David.

- Mieliśmy się wstawić, sir - zasalutowali obaj patrząc to na Blacka, to na Starkova.

- Tak - odparł Sergei. - Komandor porucznik Remington Etienne Black, podporucznik Marshall Collins i midszypmen David Anderson, wystąp! - zakomenderował.

Mężczyźni popatrzyli po sobie, jednak stanęli w szeregu, czekając na rozwój zdarzeń.

- Z polecenia Admiralicji oznajmiam, iż komandor porucznik Remington Etienne Black zostaje awansowany do stopnia kapitana. Tym samym spoczywają na nim prawa i obowiązki dowódcy fregaty HMS Tempest. Ponadto kapitan Black za okazane męstwo na polu walki zostaje odznaczony przez Królową, Krzyżem Wiktorii.

Black westchnął cicho, podczas, gdy Collins i Anderson nagrodzili go brawami. Według niego jednak w pełni niezasłużonymi.

- Podporucznik Marshall Curtis Collins zostaje awansowany do stopnia porucznika, i za okazane męstwo na polu walki, zostaje odznaczony przez Królową, Medalem Wojskowym.

- Midszypmen David Edward Anderson, - kontynuował Starkov - zostaje awansowany do stopnia podporucznika i za okazane męstwo na polu walki zostaje odznaczony przez Królową, Medalem Wojskowym.

- O świątecznym grillu można zapomnieć, panowie - uśmiechnął się Black patrząc na towarzyszy. - Może zechce nam pan towarzyszyć w pogrzebie kapitana Connorsa, sir? Załoga właśnie go żegna.

Jeżeli to nie będzie problem, kapitanie, to z przyjemnością - odparł z lekkim uśmiechem.

Cała czwórka wyszła z centrum operacyjnego. Skierowali się do ulubionego miejsca kapitana Connorsa, gdzie już leżało jego ciało owinięte w biały materiał. Starkov ukląkł przy zwłokach Connorsa i przeżegnał się. Klęczał przy nim jakieś pięć minut, po czym ostatni raz mu zasalutował.

Remy chciał spędzić ostatnie chwile przy swoim byłym dowódcy. Klęczał przy nim w milczeniu. Patrzył po prostu na płótno, w które owinięte było ciało kapitana.

Bez słów, bez gestów.

Ciche pożegnanie.

Ciche przekazanie zmiany.

Cicha obietnica, składana w myślach.

Po chwili wstał i zwrócił się do załogi.

- Pożegnajmy naszego dowódcę, jak nakazuje stara, marynarska tradycja - przemówił w końcu.

Marshall i David złapali zwłoki Connorsa i podeszli w stronę burty. Na znak Remy'ego, gwardia honorowa oddała strzały z karabinów. Po chwili zwłoki kapitana runęły do wody.

- Kiedyś mówił, że jednym z jego największych marzeń jest pogrzeb na morzu - powiedział Remy. - Byłby szczęśliwy wiedząc, że jego marzenie się spełniło.

Rozległ się odgłos syreny okrętowej, po której wszystkie statki znajdujące się w Zatoce Perskiej wystrzeliły uroczystą salwę, żegnając ostatecznie Stevena Connorsa - pierwszego dowódcę Tempesta.

Kolejne pogrzeby miały być organizowane na bieżąco, jeszcze tego samego dnia. Jednak pogrzeb prawie stu osób wymagał czasu.

Black wciąż chodził niewyspany. Zarwał kolejną noc pisząc raport dla Admiralicji oraz uzupełniając dziennik pokładowy, i pisząc dziesiątki listów kondolencyjnych do rodzin zmarłych. To nie było proste zadanie dla żadnego dowódcy jednostki czy to lądowej, czy pływającej.

Przypomniał sobie, że nadal trzyma w szafce list komandora Powella do żony, który miał jej przekazać, gdy tylko ją spotka. Westchnął cicho i opuścił pokład kierując się do swojej kajuty.

Przeniesienie się ze starego miejsca do kajuty kapitańskiej, nie przyszło mu z łatwością. Zabrał tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Czyli w większej części były to stare rupiecie, które zawsze uznawał za przydatne. Stary zegarek, który dostał od żony lata temu, od dawna już pokazujący błędną godzinę. Zdjęcie swoich dzieci, kiedy były małe. W rzeczywistości nie miał żadnego zdjęcia dzieci z współczesnych lat.

Kajuta dowódcy okrętu była większa niż zwykłe kajuty załogi i miała znacznie wygodniejsze łóżko. Przez pierwsze dwie noce, Remy nie mógł przywyknąć do tych wygód i spał na podłodze. Przez cały czas czuł, jakby zapadał się i zapadał, bez końca. Podszedł do stolika, na którym leżała złożona niedbale, zakrwawiona kartka, którą dostał od Ernesta.

Rozwinął ją, i chociaż wiedział, że nie powinien, zaczął czytać.

Droga Evelyn,

przez ostatnie miesiące myślę, co się zmieniło w naszym związku. Nie jesteśmy już tym samym małżeństwem, którym byliśmy jeszcze parę lat temu. Być może to moja wina. Wiem, że nigdy nie pochwalałaś moich długich wyjazdów na misje, ale ja robiłem to tylko po to, żebyście byli bezpieczni. Wiem, że myślałaś wielokrotnie o rozwodzie. Czy naprawdę nie ma dla nas żadnej szansy? Mogę się tylko domyślać, jak ciężko było Wam przez te ostatnie miesiące, kiedy nie było mnie w domu.

Życie żony żołnierza nigdy nie jest proste. Czekanie każdego dnia na wiadomość, czy nic mi się nie stało. I lęk, który wiecznie Ci towarzyszył, że pewnego dnia dostaniesz wiadomość, że nie żyję. To jednak Ty spędzałaś bezsenne noce na zamartwianiu się, czy wszystko ze mną w porządku, podczas, gdy ja narażałem życie służąc ojczyźnie.

Obiecałem Ci, że wrócę cały i zdrowy do domu. Czuję się źle, musząc złamać tę obietnicę. Piszę ten list znajdując się w irackim więzieniu. Kiedy go będziesz czytać, ja najpewniej będę już martwy. Ale chcę, żebyś wiedziała, że pomimo tego wszystkiego, ja nadal Was kocham. I tylko to dodaje mi sił, żeby się nie poddać i zachować zdrowe zmysły.

Wyjeżdżając na wojnę, zabezpieczyłem Waszą przyszłość. Na koncie, które założyłem na Marcusa, odkładałem większość pieniędzy, które udało mi się zdobyć. Dziś jest tam ponad pół miliona funtów. Wystarczy to na w miarę dostatnie życie dla Ciebie i naszego syna.