Ewangelia według Lokiego - Joanne Harris

-
Proszę czekać

GŁÓWNE POSTACIE

Spotkacie się z nimi na kartach tej książki. Zanim zaczniecie - jedna rada: nie ufajcie żadnemu z nich.

Bogowie (czyli Znani i Lubiani)

Odyn - znany też jako Jednooki, Wszechojciec, Stary, Generał, Dowódca Asów. Wie, jak sprzedać siebie (i innych). Za odpowiednią opłatą gotów rzucić (i rzucił) własnego brata wilkom na pożarcie.

Frigg - żona Odyna, Czarodziejka, macocha Thora.

Thor - Gromowładny. Lubi się bić. Nie przepada za niżej podpisanym.

Sif - jego żona. Świetne włosy. Też nie moja fanka.

Balder - bóg pokoju. Tak, wiem. Znany jako Balder Sprawiedliwy. Przystojny, wysportowany, lubiany. Wygląda na zarozumialca? Też miałem takie wrażenie.

Bragi - bóg poezji. Trzy słowa: uwaga na lutnie.

Idun - żona Bragiego. Lubi owoce.

Freja - bogini pożądania. Próżna, małostkowa i wyrachowana.

Frej - Żniwiarz. Brat bliźniak wyżej wymienionej. W sumie w porządku, ale szaleje za blondynkami.

Mani - Księżyc. Ma superwóz.

Sol - Słońce. Ma superwóz.

Sigyn - dwórka Frei, moja kochająca żona. Prawdopodobnie najbardziej wkurzająca kobieta w Dziewięciu Światach.

Heimdall - Strażnik. Nie lubimy się. Uwziął się na niżej podpisanego.

Hoder - ślepy brat Baldera. Jest lepszym strzelcem, niż ktokolwiek by przypuszczał.

Mimir - Mądry. Wuj Odyna. Najwyraźniej nie dość mądry.

Honir - Milczek. Wiecznie gada.

Njörd - Ojciec Frei i Freja. Bóg morza. Ładne stopy. Mąż Skadi.

Skadi - Śnieżna Łowczyni. Nie przepadamy za sobą. Nigdy nie słyszała o wybaczeniu. Kręcą ją więzy. I węże.

Aegir - bóg burzy, mąż Ran.

Ran - pani topielców. O dziwo, lubi imprezować.

Tyr - bóg wojny. Dzielny, ale głupi.

Pozostali (demony, potwory, dziwadła i inni)

Niżej podpisany - narrator. Znany także jako bóg oszustwa, Ojciec Kłamstw, Loki, Szczęściarz, Ogień, Psia Gwiazda, i pod wieloma innymi epitetami, których nie warto wspominać. Raczej nie cieszy się popularnością.

Hel - jego córka, pani Królestwa Śmierci.

Jormungand - Wąż Świata, także potomek niżej podpisanego.

Fenris - znany również jako Fenio, także synalek. Jak wyżej.

Angrboda - czyli Angie. Matka powyższej trójki. No dobra, okazuje się, że nie jestem z natury monogamistą.

Dvalin - kowal. Jeden z synów Ivaldiego.

Brokk - kowal. Lubi szyć.

Thiassi - wódz. Ojciec Skadi. Zainteresowania: łowienie w przeręblu, tortury, podróże.

Thialfi - fan.

Roskva - fanka.

Gullveig-Heid - Czarownica, zbuntowana z rodu Wanów. Pani Run, zmiennokształtna pierwszej klasy. Chciwa, mądra i zawzięta. Moje ulubione cechy...

Lod Surt - pan Chaosu, czy jak tam określić władcę czegoś, co z definicji nie ma formy ani władcy.

WSTĘP

Opowieść mą przedstawiam wam Najszczerzej jak potrafię. Z wielkiego drzewa powstał świat I osiem na dodatek.

Dobra. Już dość.

To wersja oficjalna. Przepowiednia wyroczni, którą Odyn, Wszechojciec, usłyszał od głowy Mimira Mądrego. W trzydziestu sześciu zwrotkach przedstawia historię Dziewięciu Światów, od "niech stanie się jasność" po Ragnarok, Zmierzch Bogów.

Zręczne, nie powiem.

Cóż, to, co macie w ręku, nie jest wersją oficjalną, tylko moją. A pierwsze, co musicie zrozumieć, to to, że tak naprawdę nie ma początku. Ani końca, skoro już o tym mowa. Choć oczywiście i jeden, i drugi powracają bezustannie. Niezliczone początki i końce, splecione tak ciasno, że nie sposób ich od siebie odróżnić, proroctwa, mity, legendy, baśnie i kłamstwa - z tego utkany jest jeden kobierzec; zwłaszcza z kłamstwa, ma się rozumieć. Wiedzieliście, że to powiem, ja, Ojciec i Matka Kłamstwa. Ale tym razem będzie to przynajmniej opowieść tak prawdziwa jak to, co nazywacie historią. Historia. Czyli wersja wydarzeń według Starego, którą wszyscy mają bez mrugnięcia uznać za jedyną słuszną. Cóż, może jestem cyniczny, ale tak się składa, że wiem, iż historia to nic innego jak nić i kołowrotek. Do tego wszystko się sprowadza. A czy dana historia staje się hitem, czy tylko mitem - zależy od tego, jak się ją opowiada. I kto to robi.

Większość tego, co uważamy za historię, pochodzi z jednego źródła - przepowiedni wyroczni. To stary tekst, spisany w starym języku, i przez wieki stanowił nasze jedyne źródło wiedzy. Od samego początku aż do końca Stary i wyrocznia to sobie zaplanowali. Jeszcze bardziej mnie wkurza, że zrozumieliśmy, co to naprawdę znaczy, gdy było już za późno.

Ale do tego jeszcze dojdziemy.

Mówi się "niech sobie gadają", ale odpowiednimi słowami można stworzyć cały świat i zostać jego królem. Królem albo nawet bogiem - i tym samym wracamy do Starego, mistrza bajarzy, pana run, ojca poezji, kronikarza dni pierwszych i ostatnich. Kreacjoniści się zaklinają, że każde słowo jego wersji jest prawdziwe.

No cóż, licentia poetica to kolejne imię Odyna. Oczywiście miał ich wiele. Ja także. A ponieważ to nie jest jego historia, tylko moja, zacznijmy tym razem ode mnie. Inni mieli okazję przedstawić swoją wersję. Teraz moja kolej.

Nazwę ją Lokabrenna, w tłumaczeniu - Ewangelia według Lokiego. Loki to ja. Loki, pan ognia, nierozumiany, ulotny, przystojny, skromny bohater tego akurat steku kłamstw. Nie traktujcie tego zbyt poważnie, uwierzcie, jest tu tyle samo prawdy, co w wersji oficjalnej, ale, pozwolę sobie zauważyć, więcej humoru. Do tej pory historia przedstawiała mnie w, że tak powiem, mało korzystnym świetle. Teraz moja kolej.

Niech

stanie się

Światłość.

LEKCJA PIERWSZA Ogień i lód

Nie ufaj przeżuwaczom... Lokabrenna

WSZYSCY ZRODZILIŚMY SIĘ Z LODU I OGNIA. Chaosu i Ładu. Światła i mroku. Na początku - albo w dawnych czasach - ogień wydobywał się z dziury w lodzie, niosąc zamęt, nieład i zmianę. Zmiana nie zawsze jest korzystna, ale nieunikniona. I tam zaczęło się życie takie, jakie znamy - tam, gdzie ogień Świata Podziemnego przebił lody Świata Nadziemnego.

Bo wcześniej nie było Świata Środkowego, czyli Midgardu. Nie było bogów, nie było ludzi, nie było przyrody. Wtedy były tylko Chaos i Ład, czyste, nieskażone.

Jednak ani Chaos, ani Ład nie są specjalnie gościnne. Idealny Ład jest nieruchomy, zamarznięty, niezmienny i sterylny. Całkowity Chaos jest nieujarzmiony; gwałtowny i niszczycielski. Obszar pomiędzy - powiedzmy sobie szczerze, letnia woda - stanowił idealne miejsce narodzin nowego życia, które powstało między skutym lodem Światem Nadziemnym i wulkanami wybuchającymi pod nim.

Tak brzmi wersja oficjalna, a wyrocznia ją potwierdza. Ze spotkania Ładu i Chaosu zrodził się olbrzym imieniem Ymir, ojciec olbrzymów lodu, i krowa Audhumla, która tak długo zlizywała sól z lodu, aż wyszedł z niego pierwszy człowiek, Buri. Z tego, jak zakładam, wynika, że to krowa była czynnikiem sprawczym wszystkiego, co nastąpiło później - wojny, nieszczęść, końca światów. Lekcja pierwsza - nigdy nie ufaj przeżuwaczom.

I teraz tak - synowie Buriego i Ymira nienawidzili się od samego początku, niedługo więc trwało, zanim stanęli do walki. Trzej wnukowie Buriego, synowie Bora - Odyn, Wili i We - w końcu zabili starego Ymira, a z jego ciała, czy raczej z tego, co z niego zostało, stworzyli Świat Środkowy, Midgard - z jego kości powstały skały, z ciała - ziemia, z krwi - rzeki. Jego czaszka stała się firmamentem, mózg - chmu­rami, jego brwi dzielą świat wewnętrzny od zewnętrznego.

Oczywiście, nie sposób potwierdzić tej - powiedzmy sobie szczerze - mało prawdopodobnej historii. Zniknęli wszyscy potencjalni świadkowie, poza Odynem, Starym, jedynym, który przeżył tamtą wojnę; Odynem, który był architektem i kronikarzem owych czasów, zwanych dzisiaj dawnym wiekiem; jedynym (poza mną), który słyszał tamtą brzemienną w skutki przepowiednię głowy Mimira, gdy światy były jeszcze nowe i świeże.

Uznajcie mnie za cynika, bardzo proszę. Ale jak dla mnie to wszystko zbyt dobrze do siebie pasuje. Wersja oficjalna przebiegu wydarzeń pomija sporo szczegółów, na które kreacjoniści chętnie przymykają oko. Ja mam jednak pewne wątpliwości - poczynając od tej olbrzymiej krowy - jednak nawet w dzisiejszych czasach trzeba ważyć słowa, dając wyraz takim uczuciom.

W pewnym okresie choćby sugestia, że wersja wydarzeń Odyna jest raczej metaforyczna niż dosłowna, skończyłaby się zarzutami herezji i sporą dawką dyskomfortu dla niżej podpisanego. Dlatego przezornie zachowywałem dla siebie sceptyczne uwagi.

Ale właśnie tak religie i historie wędrują w świat - nie za sprawą bitew i podbojów, lecz dzięki poezji, metaforze i pieśni przechodzą z pokolenia na pokolenie, spisywane przez uczonych i skrybów. Tak właśnie jakieś pięćset lat później zawitała do nas nowa religia, z nowym bogiem, i zajęła nasze miejsce. Nie sprawiła tego wojna, ale księgi, słowa i opowieści.

Jakkolwiek by było, gdy wszystko przemija, zostają właśnie słowa. Słowa są w stanie zniszczyć wiarę, wywołać wojnę, zmienić bieg historii. Opowieść sprawia, że serce bije szybciej, opowieść obala mury i pokonuje górskie szczyty - tak naprawdę opowieść ożywia nawet zmarłych. I dlatego król opowieści został królem bogów; pisanie historii i jej tworzenie dzieli zaledwie grubość kartki.

Nie żebyśmy mieli słów pod dostatkiem, kiedy Odyn walczył z olbrzymami lodu. Nie było wtedy run, którymi można by cokolwiek zapisać, nie było niczego poza skałami, na których można by cokolwiek zanotować. Ale metafora czy nie, oto w co wierzę; świat powstał za sprawą zmiany, która jest sługą Chaosu, i tylko dzięki zmianie wciąż istnieje. Podobnie jak niżej podpisany. Szczerze mówiąc, przetrwałem, przystosowując się do okoliczności.

Jest taki gatunek zająca, który zimą zmienia sierść na białą, żeby w śniegu stać się niewidoczny. Drzewa jesienią gubią liście, by przetrwać chłody. Wszystkie żywe istoty - bogowie także - postępują w ten sposób, zmieniają swój wygląd w zależności od pory roku, pory świata. To zjawisko trzeba jakoś nazwać. Najlepiej byłoby je nazwać jednym z moich imion. Niech będzie - rewolucja.

LEKCJA DRUGA Asowie i Wanowie

Nie ufaj mędrcowi. Lokabrenna

ŚWIATY WIECZNIE SIĘ ZMIENIAJĄ. Ciągłe przypływy i odpływy są częścią ich natury. I dlatego w dawnych czasach Midgard był mniejszy niż dzisiaj, rozrósł się podczas wojny zimowej, potem znowu skurczył, a następnie - ponownie rozkwitł, gdy Odyn położył na nim rękę. Zawsze tak było, od zarania dziejów - odwieczna zmiana między Ładem a Chaosem. A pośrodku tkwił Yggdrasil, oś dzieląca światy, niektórym znany jako Jesion Świata, innym - jako Ogier Odyna. Cały Stary - zawsze musi gdzieś wcisnąć swoje imię, choć to drzewo (o ile to naprawdę drzewo) zasadzono na długo przed tym, zanim Ymir w ogóle pojawił się w ślepiu Audhumli.

Niektórzy twierdzą, że Yggdrasil to tylko jedna wielka kosmiczna metafora. Jego korzenie jakoby tkwiły w Zaświatach, Świecie Podziemnym, w Kotle Rzek, gdzie wody wrą efemerycznym życiem zrodzonym z pierwotnego źródła - Snu. Najwyższe gałęzie to gwiazdy, widoczne na niebie w bezchmurne noce. Nie było miejsca, przez które nie przechodziłby ten Jesion; istniał nawet w Chaosie, gdzie węże i demony bezustannie starały się go zniszczyć. Ratatosk, wiewiórka, skacząc z gałęzi na gałąź, roznosiła nowiny po wszystkich światach - podobnie jak Odyn Jednooki, ma się rozumieć, pierwszy kolekcjoner informacji, które potem analizował i rozprowadzał.

Niektórzy podejrzewają, że Stary i Ratatosk to jedna i ta sama osoba; faktycznie, Odynowi bardzo zależało na gromadzeniu i rozpowszechnianiu informacji. Tak właśnie, jak zapewne wiecie, zrodziła się jego legenda, i dzięki temu przetrwała tak długo. Dlatego to Odyn pierwszy spostrzegł, że nadchodzi zmiana, że nasze wpływy maleją, że zbliża się początek końca.

Bo wszystko musi się kiedyś skończyć - to oczywiste. Wszystko umiera - nawet światy, nawet bogowie, nawet wasz niżej podpisany. Od chwili powstania światów Ragnarok, Zmierzch Bogów, był wpisany w każdą żywą komórkę, wpisany w nią runami bardziej złożonymi niż te, które znamy. Życie i śmierć to jedno, a Chaos i Ład to nie dwie przeciwstawne siły, ale jedna, potężna kosmiczna moc, zbyt ogromna, byśmy mogli ją pojąć.

Mówię wam to, żebyście zrozumieli, jak kończy się ta opowieść, czyli nie najlepiej dla nas wszystkich. Zaczyna się optymistycznie, ale te światy, które dla siebie stworzyliśmy, to tylko zamki na piasku, znikające z wieczornym przypływem. Z nami było podobnie. Odyn o tym wiedział, a mimo to budował dalej. Cóż, niektórzy nigdy się nie nauczą.

A zatem...

Stworzywszy światy ze szczątków Ymira (metaforycznie czy nie), Odyn i synowie Bora rozdzielali tery­toria. Olbrzymi lodu wzięli sobie krainy zewnętrzne, skutą lodem Północ. Olbrzymi skał wybrali góry, przecinające, jak kręgosłup, krainę środkową. Ludzie zamieszkali w dolinach i na równinach, w Midgardzie. Krasnoludy (Robale, jak o nich mówiliśmy) zeszli w Podziemia i tam szukali cennych kruszców. Inne mroczne stworzenia - wilkołaki, czarownice, bezimienne istoty, zrodzone w rzece Sen - powędrowały do Żelaznego Lasu, który pokrywał południowe połacie krainy środkowej, a dalej przechodził w bagna, rozlewiska, by w końcu połączyć się z Morzem.

Niebo także miało określone terytoria. Słońce i Księżyc - jeśli wierzyć Odynowi, okruchy ognia z palenisk Chaosu - ścigały się po niebie w rydwanach, wiecznie usiłując się wyprzedzić. W nocy płonęły niezliczone gwiazdy; nieme, spokojne, uporządkowane. Jeśli chodzi o bogów - bo do tego czasu Odyn zdążył nadać sobie status boski - zamieszkali w Asgardzie, cytadeli, której wieże nikły w chmurach, połączonej z Midgardem Bif-rostem, wąskim, długim mostem z ka­mieni, które w słońcu mieniły się tęczowo.

Oczywiście wtedy nie byli do końca bogami. Jeszcze nie. Inne plemię, Wanowie, także rościło sobie pretensje do boskości. Wanowie to potomkowie olbrzymów ognia, zrodzonych z odłamków Chaosu i Rozpusty, mieli jednak moce, których ród Odyna - Asowie - ani nie pojmował, ani nie potrafił użyć. Co więcej, Wanowie posiadali runy, dzięki którym mogli spisać swoją wersję historii; runy, które odpowiednio użyte mogły dać ich plemieniu wieczne miejsce w pamięci.

Od samego początku Odyn, który miał takie właśnie ambicje, pożądał owych tajemniczych run - liter tajemnego alfabetu - i mocy, którą ze sobą niosły. Jednak Wanowie, jak można się było spodziewać, nie mieli ochoty się dzielić swoją wiedzą.

Nastąpiła seria potyczek. Asowie, choć mniej liczni, byli o wiele lepszymi strategami, za to Wanowie, mający po swojej stronie runy i magię, ciągle stawiali opór. Stary próbował negocjacji, obiecywał złoto za runy, i przez chwilę wydawało się, że dojdą do porozumienia.

Wanowie wysłali do Asgardu posła, by omówić warunki ugody - Gullveig-Heid, Czarownicę, gotową odebrać bogom całe złoto, do ostatniej bryłki. Była kochanką Ognia; czarownicą, jak wszyscy w rodzie Wanów zmiennokształtną; oczytaną w runach; wróżbitką, panią magii. Trochę ich przerażała, tak myślę, może poza Odynem, który obserwował popis jej umiejętności z rosnącym zdumieniem i zazdrością.

Objawiła się im jako przepiękna kobieta, od stóp do głów spowita w złoto. Złoto lśniło w jej rozpuszczonych włosach, złote były pierścienie na jej dłoniach i stopach. Stanowiła ucieleśnienie pożądania - i gdy weszła do sali, nawet Odyn jej zapragnął. Pokazała mu runy odwiecznego pisma, wytatuowane na jej dłoniach, pokazała, jak zapisuje nimi swoje imię na kawałku kamienia, pokazała, co jeszcze może dzięki nim zrobić, i obiecała, że go nauczy - za odpowiednią cenę. Bo Gullveig niczego nie dawała za darmo. Chciwość leżała w jej naturze. Ceną za pokój z Wanami było złoto, całe złoto Asów. W przeciwnym razie, zastrzegła, Wanowie posłużą się magią - czyli runami - żeby zrównać Asgard z ziemią. I wtedy zmieniła postać - z pięknej kobiety stała się przerażającą, szczerbatą staruchą, roześmiała się im w twarz i zawołała:

- No to jak, chłopcy? Co wybieracie? Złotą ślicznotkę czy jadowitą żmiję? Uprzedzam, że obie mają zęby, i to niekoniecznie tam, gdzie się spodziewacie!

Asowie, którzy nigdy nie słynęli z subtelności, nie posiadali się z oburzenia. Nie dość, że Wanowie ich urazili, przysyłając kobietę, to jeszcze bezczelną i dumną (cechy, które osobiście szanuję i podziwiam). Odyn i jego ludzie nie wytrzymali, stracili resztki rozumu, chwycili Gullveig i cisnęli ją do wielkiego paleniska w sali biesiadnej. Zapomnieli jednak, że jest dzieckiem Ognia. Płomienie nie mogły jej skrzywdzić. Zmieniła postać na ognistą i śmiała im się w twarz, ślubując zemstę. Trzy razy próbowali ją spalić, zanim durnie w końcu poszli po rozum do głowy, ale wtedy było już jasne, że szanse na pokój rozwiały się jak dym.

Fortuna jednak kołem się toczy, a Odyn dopiero się rozgrzewał. Im więcej wiedział o runach, tym bardziej ich pragnął, tym większa była jego frustracja. Bo Gullveig pokazała mu, że to coś znacznie więcej niż możliwość spisania historii. Runy to kawałki samego Chaosu, pełne jego Ognia, jego energii. W tych szesnastu symbolach zawierał się język Chaosu, a wraz z nim niewyobrażalna moc. Moc zmiany światów; moc tworzenia, budowania, rządzenia, podbijania. Posiadając runy i taką władzę, Wanowie powinni bez trudu pokonać Odyna i jego buntowników, oni jednak mieli Chaos we krwi i zabrakło wśród nich prawdziwego przywódcy. Tymczasem Asami dowodził Odyn, którego okrucieństwo niemal dorównywało jego przebiegłości.

Wojna trwała wiele dziesięcioleci; raz jedni zyskiwali przewagę, raz drudzy. W trakcie działań wojennych Midgard spłonął do cna, a Asgard popadł w ruinę. Gullveig zdała sobie sprawę, że wojna z Asami nie ma sensu i odeszła. Wraz grupką renegatów osiadła w górach. Nie miała najmniejszego zamiaru dzielić się runami z Odynem i jego dworem, zwróciła się więc do olbrzymów lodu, zamieszkujących Północ, i z nimi związała swój los.

Olbrzymi lodu, pochodzący w prostej linii od Ymira, to gwałtowne plemię. Nienawidzili Asów, którzy wygnali ich na północne rubieże i odebrali im ojcowiznę - nowy świat, stworzony z Ymira. Wanów nienawidzili niemal równie gorąco, ale szanowali Chaos, którego ogień buzował w ich żyłach, kiedy więc usłyszeli o propozycji Gullveig, przyjęli ją z zapałem. W przeciwieństwie do Asów uznawali matriarchat i bez problemu podporządkowali się kobiecej władzy. Gullveig podzieliła się z nimi runami i magią; w zamian za to nauczyli ją tego, co sami wiedzieli o polowaniu, rybołówstwie, broni, żeglowaniu i o tym wszystkim, co jest niezbędne, by przeżyć na ponurej Północy.

Pod rządami Gullveig olbrzymi lodu rośli w siłę. Było ich wielu, a Asów i Wanów - nie. Wznosili fortece w górach i strażnice wbite głęboko w skały. Rzeźbili doliny w lodowcach, przebijali drogi przez góry. Niektórzy przenieśli się z północnych rubieży do Żelaznego Lasu, rzut kamieniem od równiny Ida, na której wznosił się Asgard. Dzięki runom Gullveig mogli zmieniać postać. Jako wilki i orły polowali i szpiegowali wrogów. Atakowali po równo Asów i Wanów, z dnia na dzień nabierając śmiałości, aż w końcu Generał zrozumiał, że jeśli nie połączą sił, i Asowie, i Wanowie ulegną, pokonani przez nowego, nieoczekiwanego wroga.

Jednak po tylu latach wojen jedna strona nie ufała drugiej za grosz. Jak zatem mogli liczyć na utrzymanie pokoju, nie wierząc sobie nawzajem? Odyn wpadł na, zdawałoby się, proste rozwiązanie.

- Wymieńmy zakładników - zaproponował. - Wasi ludzie, ich wiedza, w zamian za naszych. Możemy się uczyć od siebie wzajemnie tylko wtedy, jeśli będziemy współpracować. Jeśli jedna strona zdradzi, druga ma zakładników, z którymi może zrobić, co zechce.

Wydawało się, że to rozsądny pomysł. Wanowie zgodzili się na wymianę. Mieli dać Odynowi runy, on zaś obiecał nauczyć ich sztuki wojennej i wysłać przywódców, którzy pokażą, ile znaczą porządek i dyscyplina.

I tak po wielu dyskusjach Wanowie zgodzili się wysłać do Asgardu Njörda, Pana Morza, i jego dzieci, Freja i Freję. W zamian dostali Mimira Mądrego, wuja Odyna, zarazem dobrego przyjaciela i powiernika, oraz przystojnego młodzieńca imieniem Honir (zwanego Milczkiem w nadziei, że pewnego dnia pojmie aluzję), którego Odyn wybrał nie ze względu na jego umiejętności, ale przeciwnie - ich brak. Honir był tym, którego miało mu najmniej brakować, gdy nastąpi nieuniknione.

Przez pewien czas układ się sprawdzał. Goście zdradzili Generałowi tajemnicę run - szesnastu liter starożytnego alfabetu. Najpierw nauczyli go czytać i pisać, i tym samym zapewnili mu miejsce w historii. Potem przyszła kolej na poznanie magicznej strony run - ich nazw, ich poezji, ich znaczenia. Każdy z Wanów miał specjalną runę, która kontrolowała jego postać; z niej czerpali swoją siłę i panowali nad runami, każdy na swój własny niepowtarzalny sposób. Tę nowo zdobytą wiedzę Odyn przekazywał pozostałym Asom, każdemu wyznaczając runę zgodną z jego lub jej charakterem. I tak Thor, syn Odyna, dostał Thúris, kolczastą runę siły i ochrony. Sif, żona Thora, otrzymała Ár, runę dobrobytu i płodności; Tyr, dowódca Odynowych wojsk - Týr, runę wojownika; Balder Jasny, najmłodszy syn Odyna - , złotą runę powodzenia. Sam Odyn zachował dla siebie dwie - Kaen, runę ognia, i Raedo, runę wędrowca. Na pierwszy rzut oka niepozorna, dawała mu jednak dostęp do miejsc, w które nie zapuszczał się nikt inny, nawet do Krainy Umarłych i pogranicza Pandemonium.

Tymczasem Mimir i Honir grali na zwłokę - szpiegowali, poznawali tajemnice Wanów, i zarazem rozsiewali fałszywe informacje o Odynie, Asach i ich taktyce. Mimir był, owszem, sprytny, ale nie na tyle, by zwyciężyć w tej rozgrywce. A Honir wyglądał na bystrego, ale ilekroć otwierał usta (a czynił to dość często) - tylekroć potwierdzał, czego Wanowie już się domyślali - że nie grzeszy rozumem.

Oczywiście idioci wszystko schrzanili. Powinni się domyślić, co ich czeka. W tamtych czasach Odyn nie był jeszcze przebiegłym mistrzem intryg, którym stanie się w przyszłości. Ale już wtedy był bezwzględny, gotów poświęcić nawet przyjaciół, by dostać to, czego chciał. Wiedział, że wysyłając ich do obozu wroga na przeszpiegi, niejako podpisał na nich wyrok śmierci. Nie zapominajcie o tym, gdy zacznie się wam wydawać, że Stary stoi po jasnej stronie mocy. I nigdy nie odwracajcie się do niego plecami, chyba że macie na sobie zbroję.

Koniec końców Wanowie stracili cierpliwość. Zaczęli podejrzewać nowych przyjaciół. A Honir, który nigdy nie słynął z dyskrecji, ciągle mówił za dużo. Wreszcie do nich dotarło, że Odyn zyskał na tym układzie zdecydowanie więcej; poznał tajemnicę run, właściwie nie dając im nic w zamian; dostali durnia, szpiega i mnóstwo pytań bez odpowiedzi.

Oczywiście wtedy było już za późno na renegocjowanie warunków. I tak Wanowie z zemsty schwytali Mimira, obcięli mu głowę i wysłali z nią Honira do Asgardu. Jednak Stary wziął głowę i dzięki swoim nowym umiejętnościom sprawił, że zaczęła mówić. I tak cała wiedza Mimira trafiła do Generała. A Odyn Okrutny stał się Odynem Mądrym, szanowanym, niekwestionowanym i ukochanym przez wszystkich, nie licząc może głowy Mimira, którą przechowywał w chłodnym strumieniu, uchodzącym do rzeki Sen.

Jednak Odyn zapłacił za poświęcenie wuja. Najpierw swoim okiem - za część zaklęcia, utrzymującego Mimira przy życiu. A reszta, no cóż. O tym później. Na razie niech wam wystarczy tyle: nigdy nie ufaj wyroczni. I nigdy nie zlecaj mędrcowi zadania dla oszusta.

Gdybym już wtedy przebywał w Asgardzie, ukradł­bym Wanom runy, nie straciłbym głowy i oszczędził nam wszystkim mnóstwa nieprzyjemności. Mądrość to nie wszystko. Przetrwanie wymaga odrobiny sprytu, Chaosu, forteli. Cechy, które mam (pozwolę sobie stwierdzić) w nadmiarze.

Szpiegując na rzecz Asów, byłbym w swoim żywiole. I nauczyłbym ich jednej czy dwóch sztuczek, o których nawet Wanowie nie mają pojęcia. Mimir Mądry nie był dość mądry. Honir Milczek nie trzymał języka za zębami. A Odyn powinien był od samego początku wiedzieć, że Ład idealny się nie ugnie; istnieje, póki nie pęknie, i dlatego tak rzadko trwa przez dłuższy czas. Generał nie miał wtedy o tym pojęcia. Potrzebował wówczas przyjaciela; przyjaciela, który nie przejmując się zbytnio zasadami moralnymi, zdołałby poradzić sobie na dnie, podczas gdy Odyn zasiadałby na tronie, utrzymując Ład, nieosiągalny...

Mówiąc krótko - potrzebował mnie.

***

koniec darmowego fragmentu zapraszamy do zakupu pełnej wersji