Ever After High. Księga Legend - Shannon Hale

Reflow text when sidebars are open.
ielka Aula baśnioceum Ever After High pachniała starymi kamieniami i woskiem do podłóg z pikantnym aromatem magii. Na palenisku tlił się błękitny ogień. Zaklęta żaba siedziała pod łukowatym wejściem, raz po raz powtarzając:
- Witam na ceremonii Dnia Dziedzictwa! Proszę patrzeć pod nogi. Re-re kum-kum!
Uczniowie drugich klas mijali płaza (nie wszystkim udało się uniknąć potknięcia o wystający próg) i wychodzili na zewnątrz, spokojni i uroczyści. Na tarasach zamkowych zebrali się goście, usadzeni na pozłacanych krzesłach. W oddali, oddzielony parowem, którego dnem płynął strumień, migotał światełkami wróżek Zaklęty Las. Uczniowie nie zebrali się jednak na tarasie, by podziwiać widoki. Wszystkie oczy uważnie obserwowały stojącego na podwyższeniu dyrektora Grimma. Mężczyzna pogładził siwe, coraz to bielsze włosy i uśmiechnął się do zgromadzonych.
Następnie uniósł Księgę Legend, tak by wszyscy mogli ją zobaczyć. Zaklęcia roziskrzyły jej wysadzaną złotem okładkę, niczym wiatr rozdmuchujący ziarenka brokatu.
- Świętujemy dziś najważniejszy dzień roku szkolnego w Ever After High, a właściwie w całej Krainie Baśni.
Odpowiedziały mu oklaski.
- Nadeszła wasza kolej. W tym roku Dzień Dziedzictwa to wasz dzień. - Dyrektor zwrócił się do drugoklasistów, którzy stali w rzędzie przed schodami wiodącymi na podium. Mieli na sobie oficjalne stroje używane na tę okazję: zdobne suknie balowe, wspaniałe książęce kaftany, syrenie sukienki ociekające słoną wodą.
- Dziś postawicie pierwszy krok na drodze do wypełnienia swojej baśniowej historii. Podpisanie Księgi Legend w czarodziejski sposób zwiąże was z historią waszych rodziców. Będzie wam dane przeżyć ją na nowo. Dzięki temu wasza historia, dziedzictwo - a tym samym wasze życie - zostanie zachowane.
Dyrektor ostrożnie umieścił księgę na podwyższeniu i odsunął się na pewną odległość.
Pierwszy z uczniów, który pojawił się na schodach, dosiadał myszy - właśnie na jej grzbiecie wjechał na samą górę. Drobny chłopczyk zeskoczył z gryzonia i ogłosił się kolejnym Tomciem Paluchem. Podpis, który złożył na kartach księgi, przypominał plamkę i był nie większy od mrówki.
Córka dobrej wróżki poprawiła na nosie okulary i wpisała się do księgi, obiecując, że stanie się kolejną pomocnicą Kopciuszka.
Młoda czarownica włożyła szpiczasty kapelusz swojej matki i jej czarną suknię; spod wystrzępionego rąbka wystawały jej stopy w fioletowych japonkach. Przy podpisywaniu się wyglądała na zmartwioną i ukradkiem otarła łzę z policzka.
Większość zgromadzonych gości z zainteresowaniem obserwowała podium. A dwie postaci niemal nie oddychały. Nie próbowały nawet mrugnąć. Jedna nachylała się do przodu, nie mogąc się doczekać momentu, w którym sama wpisze się do księgi. Druga zdawała się cofać, jakby w obawie, że znajdzie się zbyt blisko starego tomiska.
Dopiero za rok wezmą udział w ceremonii. Decyzja jednej z nich odmieni Krainę Baśni na zawsze. Ale to dopiero się wydarzy.
cale nie tak dawno, dawno temu, na początku nowego roku szkolnego, Raven Queen zabrała się do pakowania. Włączyła nowy album Tailor Quick na swoim LustroPodzie i podrygiwała wesoło, wyciągając z szafy ubrania i wrzucając je do kufra podróżnego. W stercie ciuchów dominowały fiolet i czerń, więc dla urozmaicenia dorzuciła parę srebrnych sandałów.
Raven otworzyła okno. Słońce chowało się w miedzianozłotym morzu. Lato miało się ku końcowi.
- Hej, Ooglot! - zawołała, wciągając kufer na parapet i spychając go na dziedziniec. Domowy ogr bez trudu pochwycił skrzynię jedną niebieską ręką i zamachał do dziewczyny. Odmachała mu ochoczo.
Lato było takie cudowne. Nie musiała odrabiać lekcji, mogła godzinami słuchać muzyki i czytać książki przygodowe. Kilka razy w tygodniu pomagała kucharzowi w opiece nad bliźniakami - Pasztecikiem i Ciasteczkiem - w zamian za słodkie wypieki. Poza tym pożeglowała w towarzystwie ojca na wybrzeże, gdzie odwiedzili Pinokia i jego córkę, Cedar Wood. Raven uwielbiała herbatki w towarzystwie Niebieskowłosej Wróżki, grę w karty przy kominku i wieczory z Cedar, pełne śpiewów do karaoke i dzikich śmiechów w poduszki.
O tak, wakacje były naprawdę wspaniałe. Mimo to Raven cieszyła się już na spotkanie z przyjaciółmi z Ever After High. Mieli spędzić kolejny rok w tej niezwykłej szkole z internatem.
Starała się za to nie myśleć o Dniu Dziedzictwa, który miał się odbyć niedługo po rozpoczęciu roku szkolnego. Widziała ceremonię jako uczennica pierwszej klasy i od tamtej pory robiła wszystko, żeby wyprzeć ją ze swojej świadomości. Rok temu przyszłość wydawała się taka odległa.
Rozległo się wycie syreny. Znak, że czas na obiad.
Raven włożyła sweter. W Zamku Królowej zawsze było chłodno. Miał zbyt wiele pustych komnat, których nie opłacało się ogrzewać. Za rządów jej matki w zamku roiło się od służby, żołnierzy i stworzeń mroku. Wszyscy uważnie obserwowali małą Raven i donosili swojej władczyni, kiedy tylko dziewczynie przydarzyło się zrobić coś dobrego lub miłego.
- Raven - mówiła wówczas Zła Królowa. - Goblin Jop usłyszał, jak przepraszałaś szczura, któremu nastąpiłaś na ogon. Nie chcę więcej słyszeć o takim zachowaniu!
- Ale przecież nie chciałam go nadepnąć - tłumaczyła się dziewczyna.
- Nie chodzi mi o to, tylko o te przeprosiny! Zła Królowa nigdy za nic nie przeprasza. Musisz się wreszcie tego nauczyć.
Raven wolała, kiedy w zamku było pusto, jak teraz.
Przeszła przez potężną Wielką Salę, nie mogąc pozbyć się wrażenia, że połknął ją wieloryb. Pokazała język cieniom i zjechała po poręczy w dół schodów, tak jak wtedy, kiedy była małym dzieckiem.
Otworzyła drzwi do jadalni zamaszystym gestem, po czym oznajmiła:
- Już jestem!
Przed laty jej matka przyjmowała setki gości przy jadalnianym stole. Dziś zasiadali przy nim wyłącznie Raven, jej ojciec, kucharz i jego dwaj czteroletni synowie.
- Raven! - zawołali jednocześnie Pasztecik i Ciasteczko. Obaj mieli brązoworude włosy w kolorze paprykowego pasztetu i buzie okrągłe jak ciastka.
- Cześć wam, małe kucharzątka - odparła przyjaźnie.
- Zrobiłem coś dla ciebie - pochwalił się Pasztecik, popychając w jej stronę kartkę. Raven przyjrzała się namalowanemu palcami portretowi jej osoby, całemu w czerni i fioletach.
- Ale szał. Dzięki! - powiedziała.
Ojciec dziewczyny, Dobry Król, ucałował ją w czoło na przywitanie, kiedy zajęła miejsce obok niego. Jego przystrzyżona broda zaczynała siwieć, na czubku głowy był już całkowicie łysy, zupełnie jakby włosy robiły miejsce dla złotej korony, którą zresztą nosił niezwykle rzadko. Miał jasnoniebieskie oczy, które jaśniały jeszcze bardziej, gdy się uśmiechał - a robił to często.
- Spakowana? - spytał. - Nie zapomnij o ciepłej kurtce, kaloszach i zaczarowanej parasolce.
- Wszystko wzięłam - uspokoiła go Raven. - A ty nie chowaj się w zamczysku przez cały ten czas, kiedy mnie nie będzie. Kucharzu, proszę cię, pilnuj, żeby tata wychodził na powietrze, żeglował i łowił ryby.
- Oczywiście. A teraz czas na obiad. Przyrządziłem pieczoną kaczkę - powiedział kucharz, unosząc pokrywkę półmiska.
- Mnie wystarczy kanapka z masłem orzechowym - stwierdziła Raven, nie przerywając zabawy z Pasztecikiem.
Kucharz wymownie przewrócił oczami, ale podał dziewczynie jej ulubioną przekąskę.
- Dziękuję - powiedziała Raven i zaraz mimowolnie skrzywiła się lekko, jakby zaraz mama miała ją skarcić za zbędną uprzejmość.
Ojciec najwyraźniej zauważył grymas na jej twarzy, bo z uśmiechem poklepał ją po ramieniu.
- Moje mięso jest zimne - narzekał Pasztecik.
- Mogę je podgrzać - zaoferowała Raven, unosząc palce w gotowości do rzucenia czaru.
- Nie! - zaprotestowali zebrani, zrywając się z krzeseł.
Dziewczyna wybuchnęła śmiechem.
- Nieźle, udało ci się mnie nabrać - westchnął król i usiadł, przyciskając dłoń do serca.
Parę lat wcześniej Raven próbowała podgrzać posiłek ojcu, co skończyło się spaleniem stołu. Nie miała ochoty powtarzać tego błędu. Wyciągnęła wnioski. Czarna magia + dobre intencje = katastrofa.
Po śliwkowym puddingu, który zjedli na deser, Dobry Król powiedział:
- Kucharzu, dziękujemy ci ogromnie za ten doskonały posiłek. Raven, czy możemy?... - dodał, gestem wskazując drzwi.
Dziewczyna poczuła nagły chłód w okolicach żołądka, ale posłusznie wyszła z ojcem.
Gdy znaleźli się w pustym korytarzu, król wyszeptał:
- Już czas, córko. Jeśli wolałabyś...
- Nie. Porozmawiam z nią.
- Wejdę z tobą.
Raven pokręciła przecząco głową. Miała piętnaście lat. Była wystarczająco dorosła, by samodzielnie stawić czoła własnej matce.
Wyprostowała się i po raz pierwszy w tym roku ruszyła długim korytarzem w stronę Skrzydła Królowej. Mieściło się po Drugiej Stronie Zamku. Kolory pociemniały: ściany wyłożono tu ciemnym drewnem, podłogi szkarłatnymi i czarnymi kobiercami. Postaci z portretów wyglądały na przybite. Jej matka uśmiechnięta. A tu bez uśmiechu. I jeszcze ujęcie z profilu. Zbliżenie na jej nos. Na kolejnym puszczała oko do patrzącego. Na wszystkich wyglądała przepięknie.
Potworne rzeźby zdawały się obserwować Raven, gdy przechodziła obok nich. Kotary poruszały się, choć przeciągu nie było. Czoło dziewczyny zrosił zimny pot.
Wejścia do dawnej sypialni jej matki strzegło dwóch strażników w lśniących zbrojach, dzierżących ostro zakończone włócznie i magiczne laski. Skinęli jej na przywitanie, gdy nacisnęła klamkę.
- Pamiętaj, by pod żadnym pozorem nie dotykać powierzchni zwierciadła - ostrzegł jeden z nich.
- Będę pamiętać - odparła.
W komnacie było tak gęsto od pajęczyn, jakby jej dekoracją zajęła się banda kościotrupów w nastroju imprezowym. Raven przedzierała się przez lepką nić w głąb pomieszczenia, aż dotarła do ściany. Zerwała aksamitną zasłonę z lustra. Ujrzała w nim własne odbicie: długie, czarne włosy z fioletowymi refleksami, ciemne brwi, wyrazisty nos i mocny podbródek. Nie była przyzwyczajona do przyglądania się swojemu odbiciu. Zwykle unikała luster. To jej matka je uwielbiała.
- Lustereczko, powiedz przecie... - zaczęła. - To znaczy... ukaż mi moją matkę.
Do magicznego zwierciadła nie trzeba było przemawiać wierszem. Rymowanie dawno wyszło z mody.
Elektryczne iskry rozświetliły srebrną powierzchnię. Po chwili pojawiła się twarz Złej Królowej. Kobieta miała na sobie pasiasty kombinezon. Jej ciemne włosy upięto tak, by kształtem przypominały koronę.
- Raven, to ty? Jesteś taka... piękna! Muahaha! - zaśmiała się demonicznie. - Jeszcze dasz popalić temu blademu, czerwonoustemu dziewuszysku!
Dziewczyna wyjęła włosy założone za uszy i pozwoliła im opaść na pół twarzy.
- Cześć, mamo - przywitała się. - Jak leci w, no wiesz, lustrzanym więzieniu?
- Nie jest źle. - Zła Królowa wzruszyła ramionami. - Lepiej powiedz, co słychać! Co tam w Krainie Ever After? Udało im się w końcu odwrócić trujący urok, który rzuciłam na Krainę Czarów? Czy ktoś próbował pójść w moje ślady i podbić wszystkie królestwa? Czy twój ojciec wciąż jest marną podróbką prawdziwego mężczyzny?
Raven zacisnęła dłonie. "Nie kpij z mojego taty!" - miała ochotę zawołać. Zamiast tego spojrzała w ciemne oczy spoglądające na nią z lustra i spuściła wzrok. Choć matka była uwięziona, nie potrafiła się jej przeciwstawić.
- Wszystko po staremu. Podobnie jak rok temu i jeszcze wcześniej - odpowiedziała.
- Ha! Widzisz, co się dzieje, kiedy mnie nie ma? Nic! Dzięki mnie życie było o wiele ciekawsze. Mam nadzieję, że weźmiesz to sobie do serca, kochanie. Musisz otworzyć się na świat i uczynić swoje życie takim, jakie pragniesz, żeby było. Tak jak zrobiłam to ja.
- Wiem - westchnęła Raven. Dorastania u boku mamy faktycznie nie można było nazwać nudnym. W dzieciństwie zamek zawsze był pełen rycerzy w kolczastych zbrojach i dziwnych stworzeń, które przemykały w cieniu i syczały na nią. Całe dnie siedziała mamie na kolanach, a królowa przyjmowała swoich dowódców i knuła plany zabójstw, podbojów i poszerzania zasięgu swojej władzy. Czasem schodziły też do pracowni w lochach, gdzie krztusząc się dymem, Raven pomagała matce przyrządzać trujące eliksiry i wymyślać mroczne zaklęcia.
- Jesteś gotowa na ceremonię Dnia Dziedzictwa? - spytała królowa. - Wpiszesz się posłusznie do Księgi Legend i zwiążesz swój los z moim?
Dziewczyna wzruszyła ramionami.
- Powinnaś się cieszyć. Zostaniesz nową Złą Królową. Odziedziczysz po mnie władzę, potęgę i magiczną moc! Pomyśl tylko, że mogłaś urodzić się jedną z tych żałosnych księżniczek, które tylko biernie czekają na ratunek w pustej wieży. Albo, co gorsza, dać się nabrać na stary jak świat trik z zatrutym jabłkiem.
Królowa wybuchnęła głośnym śmiechem. Chichotała tak przerażająco, że oczy Raven wypełniły się łzami.
- Wydaje mi się, że po prostu... ja...
- Co mówisz? Nie mamrocz pod nosem. Nie garb się i mów głośniej, jak prawdziwa królowa. O co chodzi?
Raven wyprostowała się jak struna.
- Już o nic. Nieważne.
- Nie wstydź się, córeczko. W końcu masz szansę pokazać tym nudnym, dobrym postaciom, na co cię stać!
- Okej, spróbuję - zgodziła się i zmusiła do uśmiechu.
- Jestem z ciebie taka dumna! Tak tęsknię za moją kochaną, małą dziewczynką - westchnęła Zła Królowa i przyłożyła uniesioną dłoń do powierzchni lustra. - Pozwól mi się dotknąć, choćby przez szkło.
Ręka nastolatki uniosła się, jakby żyła własnym życiem. Na swój własny sposób mama naprawdę kochała Raven. Nadzieja miała smak gęstego, przesłodzonego syropu, który aż się prosił o kolejny łyk. Jednak dziewczyna zatrzymała dłoń, nim dotknęła zwierciadła. To, przed którym stała, nie było właściwym lustrzanym więzieniem jej matki - zamknięto ją daleko stąd. Jednak Zła Królowa była potężną czarodziejką i byłaby w stanie złapać córkę za rękę nawet przez zwykły portal do rozmów.
- Kocham cię, mamo - powiedziała Raven. - Ale nie pomogę ci w ucieczce.
Królowa zmrużyła oczy i opuściła rękę.
- Phi! Gdybyś była tak zła, na jaką próbowałam cię wychować, nie zawahałabyś się ani chwili. Muszę przyznać, że mnie rozczarowałaś. Ale trudno. Z zainteresowaniem będę śledzić twoje postępy. Masz w sobie nieskończony potencjał rozwoju prawdziwego zła i oszałamiającej mocy. Nie zmarnuj go - ostrzegła i nachyliła się do Raven tak, że lustro ukazywało teraz wyłącznie jej przenikliwe, fioletowe oczy. - Użyj swojej mocy, córko.
Dziewczyna głośno przełknęła ślinę. Miała ochotę rzucić się do ucieczki.
Czas rozmowy dobiegł końca i zwierciadło zgasło. Zamiast twarzy królowej Raven na powrót ujrzała własne odbicie. Uderzyło ją, jak bardzo przypomina rysy jej matki.