Wstęp
Był ciepły i słoneczny czwartek, co we wrześniu w Kopenhadze szczęśliwie nie należy do rzadkości. Nie korzystałam w pełni z jego uroku, bo po obiedzie czekała mnie wątpliwa przyjemność w postaci wizyty u dentysty. Gdy wychodziłam z mieszkania, sprawdziłam jeszcze pośpiesznie skrzynkę na listy. Przyszedł, wreszcie! Po niemal pół roku już zupełnie straciłam nadzieję. Kremowa podłużna koperta opatrzona stemplem Pałacu Buckingham. Granatowa, lekko rozmazana pieczątka Air Mail i koperta zaadresowana do Miss A. Orkisk. Przyzwyczaiłam się już do błędów w pisowni nazwiska. Przesyłki z królewskich pałaców najczęściej przychodzą błędnie zaadresowane. "Grunt, że docierają" - pomyślałam. Wróciłam do mieszkania i od razu otworzyłam kopertę. Ze środka spoglądała na mnie uśmiechnięta królowa Elżbieta II. Kremowa chusta z różową lamówką i motywem róż, okalająca głowę rozpromienionej monarchini, szykownie kontrastowała z ciemnogranatowym kubraczkiem. Wewnątrz kartki znajdowały się podziękowania za życzenia złożone z okazji siedemdziesięciu lat panowania. Mimo że królowa miała co najwyżej udział w zaakceptowaniu wzoru karnetu, a za wysyłkę i błędy w adresie odpowiedzialne były damy dworu i pracownicy biura Pałacu Buckingham, już wtedy wiedziałam, że niewątpliwe będzie to ozdoba mojej skromnej kolekcji kartek okolicznościowych. Jako że proces korespondencji z royalsami to swego rodzaju lejtmotyw społeczności "Po Królewsku", od razu pośpieszyłam pochwalić się przesyłką na Instagramie. Po dodaniu relacji od razu mnie zmroziło. W jednej chwili jak grzyby po deszczu zaczęły się pojawiać wiadomości o słabym stanie zdrowia królowej. Moja skrzynka pękała w szwach. BBC potwierdzało doniesienia, które krążyły w mediach społecznościowych. Drogę do stomatologa pokonałam, jadąc na rowerze z transmisją SkyNews w słuchawkach i modląc się, aby sprawa nie nabrała tempa, kiedy będę siedzieć na fotelu dentystycznym. Jak się później okazało, obawy miały rosnąć jeszcze przez kilka godzin. W drodze powrotnej znów śledziłam transmisję i starałam się ułożyć sobie w głowie, jak o tym opowiedzieć moim obserwatorom. W jakie słowa to ubrać? W jaki sposób i czy w ogóle można analizować komunikaty medialne, będąc ponad tysiąc kilometrów od miejsca wydarzeń? Próbowałam zachować spokój, bo nie mogłam uwierzyć, że zaledwie kilka miesięcy po tym, jak widziałam królową na balkonie Pałacu Buckingham, nadejdzie kres jej dni. Nawet teraz, kiedy wspominam dzień śmierci Elżbiety, pamiętam go wyjątkowo dobrze, a emocje tłumione przez lata wracają do mnie w postaci gęsiej skórki. Tymczasem przyjemna pogoda za oknem zdążyła się przerodzić w mały huragan. Po trzymającym w napięciu popołudniu przyszła pora kolacji. Między nasłuchiwaniem BBC a kolejnymi relacjami na "Po Królewsku", tknięta przeczuciem, przerwałam ładowanie zmywarki, aby odświeżyć Instagram. Moim oczom ukazał się świeżo dodany post od "theroyalfamily" informujący o śmierci Elżbiety. Kilka sekund później usłyszałam, jak Huw Edwards odczytuje oświadczenie na antenie BBC. Wszystko było jasne, a ja... dowiedziałam się o tym z mediów społecznościowych.
"Za kilka lat na świecie pozostanie już tylko pięciu królów: król kier, król trefl, król karo, król pik i... król Anglii". Ten bon mot przypisywany jest egipskiemu królowi Farukowi, który - jak odnotowano - miał wypowiedzieć go w 1948 roku, zaledwie kilka lat przed fiaskiem własnej monarchii, obalonej w 1953 roku1. I o ile pomylił się nieco co do liczby (już nie tak często) koronowanych głów, postawił niezwykle celną diagnozę - monarchowie należą do systemu, który nawet w połowie XX wieku wydawał się przeżytkiem.
Pierwsza wojna światowa doprowadziła do upadku trzech wielkich europejskich cesarstw: Cesarstwa Niemieckiego (jednoczącego pod swoimi skrzydłami ponad dwadzieścia monarchii), austro-węgierskiego imperium Habsburgów (swoistego serca monarszej Europy) oraz imperialistycznej siły na wschodzie, czyli Imperium Rosyjskiego. Mające duży wpływ na kształt Europy Imperium Osmańskie w kilka lat po wojnie także pozostało zaledwie wspomnieniem. Rozsiani po całej Europie potomkowie królowej Wiktorii2 czy króla Christiana IX3 powoli tracili nie tylko wpływy i trony, a nieraz nawet życie. "Kuzyni" nie zawsze mogli liczyć na pomoc cudem ocalałych rodów królewskich, które także drżały o własne przetrwanie.
Po dwóch dekadach względnego spokoju, lecz także powolnego upadku arystokracji europejskiej - zjadanej stopniowo już nie tylko przez zmiany społeczne, ale także przez skutki wielkiego kryzysu - kolejna wojna światowa jedynie przypieczętowała nowy porządek świata. Monarcha nie tylko utracił siłę polityczną, ale stał się w najlepszym razie czymś w rodzaju narodowej maskotki. Królowie Jugosławii, Bułgarii, Rumunii i Włoch zostali bezrobotni i w rezultacie wygnani na (niemal) wieczną tułaczkę poza swój kraj. Równie dramatyczna była sytuacji w Grecji. Po okresie niestabilności politycznej i wojskowej dyktatury ostatecznie pozbawiono władzy króla Konstantyna II - najpierw zmuszając go do emigracji w 1967 roku, a następnie formalnie znosząc monarchię i proklamując republikę w 1973 roku. Grecka rodzina królewska - oczywiście powiązana z wieloma europejskimi dynastiami - w końcu znalazła swoje miejsce w Londynie.
Z długiej listy nieomylnych, opływających w luksusy i niedostępnych pomazańców bożych, miłościwie panujących przez wieki nad księstwami, królestwami i obszernymi imperiami, w 2026 roku pozostała w Europie zaledwie garstka koronowanych głów - tak mała, że można ją niemal policzyć na palcach dwóch rąk. Do monarchii zaliczamy obecnie Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej, klaster Beneluksu: Niderlandy, Belgia i Luksemburg, klaster skandynawski: Dania, Szwecja i Norwegia, ewenement w postaci Hiszpanii oraz cztery mikropaństwa: Monako, Liechtenstein, Andorę i Watykan. Te ostatnie można uznać za osobliwości na swoją własną mikroskalę. W sumie dwanaście państw. W większości z nich monarcha odgrywa rolę jedynie symboliczną przy jednych z najmocniejszych systemów demokratycznych świata.
Założę śmiało, że większość z was, drodzy czytelnicy, jest zaznajomiona z serialem The Crown, którego pierwsze sezony mogłyby stanowić analizę realiów i sekwencji zmian w brytyjskiej rodzinie królewskiej. W jednym z odcinków, osadzonych w późnych latach pięćdziesiątych XX wieku, królowa matka oburza się, że do Pałacu Buckingham zostali zaproszeni sprzedawcy samochodów, bokser, restaurator, kierowca autobusu, pracownik banku czy policjantka.
Mówi: "Otwieramy się. Równamy się z prawdziwym światem. Demokratyzujemy. Znosimy... kolejne użądlenia i ugryzienia. I stopniowo, kawałek po kawałku tracimy nasz autorytet, absolutyzm i boskie prawa. (...) Historia monarchii w tym kraju kroczy ścieżką upokorzeń, poświeceń i ustępstw, by przetrwać. Atak baronów, potem kupców, a teraz dziennikarzy. Nic dziwnego, że walczymy o każde dygnięcie, protokół i precedens. Tylko tyle nam zostało. Ostatnie strzępy zbroi. Od imperatorów przez króla do... kompletnie niczego. Do marionetek"4.
Na swoje szczęście królowa matka nie dożyła czasów, w których jej prawnuki kształtują własną markę w mediach społecznościowych, próbując zaskarbić sobie sympatię - w dużej mierze antyrojalistycznej - młodzieży. Czasów, w których wiadomość o śmierci jej córki obiegła cały świat z prędkością światła. Miliardy ludzi przeczytały o tym na ekranie smartfona, siedząc (w najlepszym przypadku) na kanapie.
Tym cytatem można by też streścić tę książkę, podsumować rozterki, z którymi na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci mierzą się rodziny królewskie i pracujące z nimi sztaby ludzi. Postanowiłam jednak przyjrzeć się europejskim monarchiom bliżej i rozebrać ostatni niemal wiek zmian na czynniki pierwsze.
Fikcyjny komentarz królowej matki twórcy serialu osadzili pod koniec lat pięćdziesiątych, kiedy wiele elementów porządku wydawało się nienaruszalnych. Sfera monarchii nadal uznawana była za swego rodzaju sacrum, większość skandali udawało się ukryć dzięki dobrze współpracującym z dworem mediom narodowym, a ślub z osobą niższego stanu mógł wywołać najprawdziwszy kryzys konstytucyjny. Jednak kolejne dekady przyniosły zmiany, które zmusiły instytucje zakorzenione w tradycji do nieuchronnego postępu - wszystko w nadziei na przetrwanie. W rezultacie członkowie rodzin królewskich stali się kimś w rodzaju celebrytów premium, którzy jednak odgrywają jakąś rolę w państwie i nie znikną z dnia na dzień jak wszechobecne mikrotrendy.
Jak to się stało, że na początku XX wieku monarchowie byli szanowanymi władcami imperiów, a sto lat później najczęściej uważamy royalsów za kogoś na pograniczu zastanego mebla i bohatera plotek?
Naszą podróż zaczniemy, poznając niewiarygodne wręcz historie miłosne z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku, które na zawsze zmieniły obraz europejskich monarchii i jak nic innego je zdemokratyzowały. Poznamy kobiety, które - jak się okazuje - były wówczas siłą napędową zmian, czy to wchodząc do rodzin królewskich, czy im przewodząc. Przybliżyły monarchię do obywateli czy przyśpieszyły jej erozję? To pytanie, na które nie udzielę teraz odpowiedzi. Oprócz Elżbiety II pochylimy się nad panowaniem królowych z Niderlandów oraz najbardziej cool królowej Europy - Małgorzaty. Da nam to też szerszy obraz tego, jak to ongiś bywało, a jak wygląda rzeczywistość dynastii w XXI wieku.
Zanim jednak przejdziemy dalej, warto zadać podstawowe pytanie: co właściwie dziś może król? W świecie nowoczesnych demokracji monarcha w teorii wciąż posiada określone kompetencje, w praktyce jednak jego rola jest ograniczona, rozmyta i często opiera się bardziej na wpływie niż realnej władzy. Czy to naturalna konsekwencja rozwoju systemów politycznych, czy efekt błędów samych monarchów?
Dopiero na tym tle w pełni widać znaczenie kolejnych rozdziałów tej historii - bo kiedy realnej władzy jest mniej, znacznie większe znaczenie zaczyna mieć wizerunek. A ten w ostatnich dekadach bywał bezlitośnie wystawiany na próbę. Skandale, romanse, afery i rodzinne konflikty pokazują monarchię od najbardziej ludzkiej, choć nie zawsze chwalebnej strony. Historie burzliwego rozwodu Diany i Karola, upadku księcia Andrzeja czy największego kryzysu współczesnej monarchii norweskiej - z niesfornym pasierbem w roli głównej - odsłaniają napięcia między instytucją a jednostką i pokazują, że nawet w XXI wieku głowy spadają na gilotynie, aby chronić koronę. Tyle że dziś jest to gilotyna medialna.
Niektóre kryzysy są tak głębokie, że pozostaje rozwiązanie niegdyś niewyobrażalne, czyli abdykacja. Rezygnacja z tronu, przez wieki traktowana jako ostateczność i oznaka porażki, dziś coraz częściej staje się skutecznym rozwiązaniem problemu lub świadomym wyborem. Od Edwarda VIII, który zrezygnował z korony dla miłości, przez frywolne safari Juana Carlosa i utratę pozycji architekta nowoczesnej Hiszpanii po brudne pranie króla Alberta - zobaczymy, jak prywatne decyzje i publiczne kryzysy zmuszają monarchów do oddania władzy.
A potem spróbujemy zrozumieć, jak monarchia funkcjonuje dziś - w świecie mediów społecznościowych, natychmiastowej komunikacji i nieustannej obecności. Jak royalsi stawali się częścią kultury popularnej, co na tym zyskują, a co bezpowrotnie tracą? Gdzie kończy się rola głowy państwa, a zaczyna rola celebryty? I czy w epoce influencerów monarchia może jeszcze opierać się na dystansie wobec ludu, który przez wieki był jej fundamentem?
Na koniec pozostaje pytanie najbardziej przyziemne, ale też rozgrzewające w obliczu serii światowych kryzysów: ile kosztuje monarchia i czy wciąż się "opłaca"? Czy jej wartość można mierzyć pieniędzmi, czy raczej wpływem, tradycją i tym trudnym do uchwycenia poczuciem ciągłości, wciąż ekscytującym miliony ludzi?
Zainteresowanie monarchią bywa traktowane podejrzliwie. Często sprowadza się je do plotek, ciuchów i romansów. Nie jestem royalistką. Nie interesuje mnie obrona idei monarchii ani jej idealizowanie. Interesuje mnie coś innego: jak to możliwe, że tak archaiczna instytucja nadal funkcjonuje w nowoczesnych demokracjach. Na naszych oczach jedna z najbardziej tradycyjnych instytucji świata zmienia się i często wymyka standardom, balansując na cienkiej linie zwanej przetrwaniem. I właśnie to zagadnienie niemal dwadzieścia lat temu przyciągnęło mnie do tematu monarchii.
Jako dziecko zachłysnęłam się bajkami z Sisi w roli głównej. Jako dwunastolatka pojechałam do Wiednia i ku mojemu zdumieniu dowiedziałam się, że bohaterowie tej pamiętnej kreskówki nie tylko żyli naprawdę (i to zaledwie kilkadziesiąt lat wcześniej), ale ich historia miała znacznie tragiczniejszy przebieg, niż sugerowała to dziecięca opowieść. Byłam zaintrygowana. We wczesnych czasach Wikipedii godzinami czytałam o potomkach Habsburgów i ich losach, po czym przerzuciłam się na królewskie biografie dostępne w miejskiej bibliotece. Równocześnie zachłyśnięta światem polityki i zafascynowana systemami politycznymi i ich mechanizmami próbowałam zrozumieć, jak to możliwe, że rodziny królewskie i instytucja monarchii jako taka przetrwały. Przy wysypie kanałów popularnonaukowych o drugiej wojnie światowej czy współczesnej polityce historycy i publicyści w Polsce często sprowadzają zainteresowanie monarchiami do niezrozumiałej fascynacji plotkami. Zresztą nie ma się co dziwić - na portalach informacyjnych wątki o royalsach kręcą się głównie wokół tanich sensacji, nowej fryzury czy domniemanych romansów. Z okazjonalnym potraktowaniem tematu serio, jeśli jakaś koronowana głowa odwiedzi nasz kraj lub na którymś z europejskich tronów dojdzie do zmiany władzy. Chociaż w tym ostatnim wypadku, z wyjątkiem tematu monarchii brytyjskiej, najczęściej można liczyć na przedruk z zagranicznego portalu. Czułam, że brakuje przestrzeni na merytoryczne materiały łączące popkulturę z pophistorią bez uwielbienia dla monarszego systemu, gdzie sprawy przedstawione są w miarę obiektywnie, a punktem wyjścia nie będzie modna stylizacja czy plotka o kłótni, ale ludzka historia.
Zaczęłam od historii, wciągnęła mnie polityka, a zostałam w temacie monarchii dla historical fiction z bogatą, fascynującą fabułą, pełną wzlotów, upadków i często nieuczenia się na własnych błędach. Tylko mniej fiction, bardziej reality.
Postanowiłam zbudować miejsce, które wypełni lukę. Po kilku latach snucia planów i prób, rok 2020 przyniósł premierę pierwszego odcinka "Po Królewsku". Zostałam przewodniczką po królewskich tematach i dramatach. Początkowo prowadziłam jedynie podcast, niedługo później przerodził się on w kanał na YouTube, a także społeczność online. Okazało się, że osób, które z jednej strony znajdują komfort w poznawaniu królewskich historii, a z drugiej nie boją się spojrzeć na nie krytycznym okiem, jest więcej.
Czy można się nazwać ekspertem od spraw królewskich? Mimo że przez lata tak właśnie podpisywano mnie na paskach w telewizji czy przedstawiano podczas audycji radiowych, wynikało to raczej z braku lepszego określenia. Bo jak być ekspertem od zjawiska i osób, którym nigdy nie podało się ręki?
Z wykształcenia jestem specjalistką w obszarze stosunków międzynarodowych i komunikacji, zawodowo od lat funkcjonuję na styku polityki i narracji - tego, jak instytucje budują swoją pozycję i wizerunek. Czy daje mi to mandat do opisywania anegdot i osobistych historii z życia koronowanych głów? Niekoniecznie. Jednak dzięki wsparciu obszernej bibliografii dysponuję świetną bazą do analizy zmieniających się realiów, układów i znaczenia monarchii we współczesnym świecie. Od jej wpływu na kulturę przez pozycję międzynarodową państw aż po rolę soft power w dyplomacji.
Ta książka nie jest próbą odpowiedzi na wszystkie pytania. Nie aspiruje do miana kompletnego studium tego, jak monarchia próbuje odnaleźć się w świecie, który nie został dla niej stworzony. Bo ewidentnie tak jest, jeśli o śmierci najdłużej panującego brytyjskiego monarchy w historii dowiadujemy się, scrollując Instagram. To zbiór historii, które jak w soczewce mają pokazać wątki, mechanizmy i kierunki współczesnych monarchii europejskich, zaintrygować, czasem wzruszyć lub przywołać uśmiech na twarzy. Na to ostatnie liczę szczególnie!
Rozdział 1Kobiety, które weszły do rodzin królewskich
Kopenhaga, kwiecień 2025. Wiosenne światło wpada przez wysokie okna Sali Rycerskiej Pałacu Amalienborg, rozświetlając każdy detal wnętrza. Dwór szykuje się do obchodów osiemnastych urodzin najstarszej córki króla Fryderyka X5, Izabeli.
Ubrana w pomarańczową długą suknię z delikatnie odsłoniętymi ramionami, przepasaną tradycyjnym błękitnym orderem słonia z delikatną tiarą na głowie, Izabela pozuje do oficjalnych portretów. To pierwsze portrety księżniczki w wersji galowej, na których udało się uchwycić zarówno jej królewskie pochodzenie oraz pozycję, jak i młodzieńczy entuzjazm i beztroskę. Jest dostojnie, ale świeżo. Idealny portret na urodziny, które są zaledwie progiem dorosłości.
Podczas sesji obecna jest nie tylko ekipa Stegna Evalda, fotografa współpracującego z rodziną królewską od ponad dwudziestu lat, ale także dumna mama, królowa Mary. I to właśnie ona robi zdjęcie, które odbije się echem na całym świecie: księżniczki w tiarze na głowie i z telefonem w ręku.
Pod instagramowym postem, który opublikowano w podziękowaniu za życzenia urodzinowe, sypią się komentarze: "Fantastyczne zdjęcie z błyskiem w oczach i telefonem w dłoni. Prawdziwa młodzież!", "Czy sukienka ma kieszenie na iPhone'a?", "Tak bardzo kocham tę rodzinę królewską, Izabela jest jak zwyczajna nastolatka, ma iPhone'a w ręce i rodzice robią jej szybkie zdjęcie. Wszystkiego najlepszego"6.
W magazynie "Harper's Bazaar" opisano zdjęcie z telefonem krótko: "Do widzenia, stara gwardio, witamy royalsów pokolenia Z!"7. Stało się ono symptomem głębszej zmiany: monarchia, która przez dekady opierała się na dystansie i rytuale, zaczęła świadomie oswajać własny wizerunek, wpisując się w codzienność i estetykę pokolenia Z. Współczesna monarchia coraz częściej działa poprzez tworzenie emocjonalnej więzi i poczucia bliskości zamiast dystansu i niedostępności, wykorzystując swoje najważniejsze narzędzie: soft power.
Nie obyło się jednak bez krytycznych głosów tradycjonalistów, nazywających pozowanie z iPhone'em głupim i będącym znakiem smutnych czasów.
W stoickiej Danii fotografia nie wywołała kontrowersji ani szczególnego zainteresowania. Jak zauważa Cecilie Nielsen, duńska dziennikarka zajmująca się tematyką królewską, było to po prostu kolejne zdjęcie zza kulis na Instagramie8.
Zza kulis czy nie, to pierwszy na świecie portret księżniczki w galowej sukni i z iPhone'em w ręku. Czy to Duńczycy są tacy wyluzowani? A może jednak kluczową rolę w humanizowaniu duńskiej rodziny królewskiej odegrała osoba, która owo zdjęcie zrobiła? Może to zasługa mamy Izabeli, Mary, która wprowadziła do zawsze trzymającego się zasad duńskiego dworu nieco więcej australijskiego luzu?
Życie w rodzinach królewskich przez wieki było brutalne, a cykl życia członków tych rodzin był z góry predestynowany, niemal jak w piosence Krąg życia z Króla Lwa. Następca tronu musiał poślubić niewiastę o nieskazitelnej reputacji, najlepiej z rodu arystokratycznego lub innej rodziny królewskiej. Małżeństwa dynastyczne były codziennością. Przyszli małżonkowie najczęściej nie znali się przed ślubem, nierzadko dzieliła ich znaczna różnica wieku. Młodziutkie dziewczyny, najczęściej nastolatki, wychodzące za książęta głównie ze względu na ich pochodzenie, a czasem nawet urodę, wrzucane były na głęboką i wrzącą wodę. Po ślubie oczekiwano od nich przede wszystkim jednego: królewskiego potomka, najlepiej od razu męskiego dziedzica. Z czasem kobiety dorastały do swoich ról i umacniały pozycję na dworze - w samą porę, aby szukać kandydatki na żonę dla syna albo dworu, na którym można by umieścić córkę. Przez wieki sytuacja się nie zmieniała, a im bardziej królowie tracili władzę lub była ona uzależniona od współpracy z parlamentami, tym bardziej dbano o swoją reputację i o to, aby potencjalna małżonka dla przyszłego króla nie wzbudzała kontrowersji wśród ludu, a przede wszystkim wśród warstw społecznych, które miały wpływ na funkcjonowanie monarchii. Później atmosferę na dworach zaczęły podkręcać rozwijające się i coraz szerzej dostępne media, które walcząc o swoją pozycję w społeczeństwach, balansowały na granicy tego, w jaki sposób wypada się wypowiadać o życiu następców tronu.
Małżeństwa z miłości nie miały racji bytu. Zresztą był to twór kompletnie obcy, gdyż ponad miłość znacznie wyżej stawiano poczucie obowiązku. Panowie mogli romansować we własnym zakresie, jednak ich żony nie cieszyły się już podobną swobodą.
Społeczeństwa były zaprogramowane tak, że potencjalny kawaler z królewskiego rodu nie miał nawet szans, by zbliżyć się do dziewczyny z ludu. Dzieliło ich wszystko, często nawet język, nie mówiąc już o tym, że raczej nie poznaliby się w barze przez wspólnych znajomych ani na studiach. A nad możliwymi uniesieniami miłosnymi wisiał wielki transparent z napisem "mezalians".
Jeśli jednak siła miłości była tak wielka, że błękitnokrwisty kawaler chciał dopiąć swego i poślubić kandydatkę spoza kanonu, czekała go utrata prawa dziedziczenia tronu, skreślano go z oficjalnej listy zaproszeń i de facto wykluczano. Dwór, który do swoich kręgów dopuszczałby osoby postępujące według własnego widzimisię, nie wystawiał sobie najlepszego świadectwa.
Nie trzeba szukać daleko, bo zaledwie dziewięćdziesiąt lat temu właśnie taki los spotkał brytyjskiego króla Edwarda VIII, który dla swojej wybranki Wallis Simpson poświęcił wszystko. A raczej został zmuszony do abdykacji i zesłany na wygnanie, ponieważ upierał się, że właśnie z tą kobietą chce spędzić życie.
Jednak druga wojna światowa i zmiany w porządku społecznym sprawiły, że książęta byli coraz bardziej skłonni ulegać porywom serca niż wstępować w zaplanowane przez matki małżeństw. Niektóre sytuacje dynastyczne i stawiane ultimatum utorowały drogę dla książąt w całej Europie. Bo przecież łatwiej zrobić coś, co zrobił już ktoś inny, ewentualnie - jak w przypadku brytyjskiej rodziny królewskiej - uczyć się na własnych bolesnych błędach.
Sonja Haraldsen - krawcowa, która zmieniła Norwegię
Kiedy w czerwcu 1959 roku Johan H. Stenersen organizował imprezę, nie sądził zapewne, że zagwarantuje Norwegii drugą królową we współczesnej historii tego kraju, ale przede wszystkim, że zapoczątkuje dziewięcioletnią walkę o małżeństwo dwojga wówczas zupełnie obcych sobie ludzi. Walkę zakończoną sukcesem zakochanych, która utorowała drogę do małżeństwa poza własną grupą społeczną dla przyszłych pokoleń royalsów na całym świecie.
Sonja Haraldsen przyszła na świat 4 lipca 1937 roku, czyli zaledwie cztery miesiące po Haraldzie, wyczekanym księciu Norwegii. On urodził się w pałacu, ona po prostu w szpitalu. Oboje byli najmłodsi z trójki rodzeństwa: na Sonję czekał już brat Haakon i siostra Gry, a na Haralda siostry Ranghild i Astrid. Sonja dorastała w zżytej, pielęgnującej więzi rodzinie, która - wykorzystując szansę od losu i smykałkę do interesów - rozwijała biznes i zapewniła sobie komfortowe, lecz nie wystawne życie w dzielnicy rezydencyjnej Vinderen. Jej ojciec Karl August Haraldsen zajmował się handlem tkaninami i wkrótce założył dobrze wyposażony sklep w centrum Oslo, w którym zaopatrywano się w materiały na najmodniejsze kreacje. Sonja od dziecka uwielbiała sport. Jednym z jej pierwszych samodzielnych wyjazdów był obóz żeglarski dla młodzieży, na którym podobno dowcipny książę Harald dokuczał jej, pociągając ją za warkoczyki9. Jednak nie jest to historia o miłości od kołyski - para nie widziała się później przez wiele lat.
Sonja Haraldsen, królowa Norwegii
Dziewczynę od zawsze pasjonowały też moda, sztuka i nauka języków. Zdecydowała się na podjęcie nauki w szkole dla krawcowych w Oslo, a po jej ukończeniu kształciła się dalej w dziedzinie mody w Lozannie, co umożliwiła jej dobra pozycja rodziców.
Zresztą była to poniekąd inwestycja w rodzinny biznes. Pociąg Sonji do nauki i poszerzania horyzontów na tym się nie zatrzymał i wkrótce wyjechała do Cambridge, gdzie szlifowała swój angielski10. Po powrocie do Oslo czekała ją z góry zaplanowana droga: praca w rodzinnej firmie. Po śmierci ojca w marcu 1959 roku Sonja wycofała się z życia towarzyskiego. W czerwcu za namową koleżanki, aczkolwiek niechętnie, przyjęła zaproszenie na imprezę od Johana Strensena i właśnie tam tak naprawdę poznała Haralda.
Nie na każdej imprezie spotyka się przyszłego króla, a tym bardziej na swój sposób uroczego i pociągającego. Para od razu wpadła sobie w oko. Harald, przystojny, lecz nieco zagubiony dwudziestodwulatek, nie należał do przebojowych. Wręcz przeciwnie, wystąpienia publiczne szły mu raczej średnio, a charyzmą nie dorównywał swojemu ojcu ani dziadkowi. Zresztą który dwudziestodwulatek czułby się swobodnie podczas transmisji na cały kraj, dźwigając na barkach, swoją drogą dobrze zbudowanych, przyszłość norweskiej monarchii? Dorastając na zmaskulinizowanym dworze, przez ostatnie lata jedynie z ojcem i siostrą, nie miał matczynego wsparcia i rodzinnego ciepła, za to ciążyła na nim ogromna odpowiedzialność.
Norweska rodzina królewska niemal w niczym nie przypominała swoich brytyjskich kuzynów o wielowiekowych tradycjach. Została "zaimportowana" zza granicy w 1905 roku, kiedy po referendum w sprawie ustroju państwa siedemdziesiąt dziewięć procent głosujących Norwegów zamiast za prezydentem opowiedziało się za monarchią. Zagranica ta nie była jednak odległa ani geograficznie, ani językowo czy kulturowo, a Norwegię znała aż za dobrze. Na króla parlament wybrał sobie Carla, księcia Danii, wnuka legendarnego Christiana IX z matki Szwedki, księżniczki Louisy, córki szwedzkiego króla Karola XV. Oprócz nieskazitelnego urodzenia, liberalnych poglądów i odpowiedniej osobowości Carl miał jeszcze jedną, być może największą, zaletę - brytyjską żonę. Maud, wnuczka królowej Wiktorii, córka Edwarda VII i siostra Jerzego V (dziadka królowej Elżbiety II), pochodziła z samego serca brytyjskiej monarchii, a taka koneksja była nie do przecenienia w raczkującej w swojej niepodległości Norwegii. Ojciec Carla (Fryderyk VIII) i matka Maud (królowa Aleksandra, znana jako Aleksandra Duńska) byli rodzeństwem, co wedle iście dziewiętnastowiecznej mody ukochanej przez królową Wiktorię i Christiana IX czyniło parę nie tylko małżeństwem, ale przede wszystkim bardzo bliskim kuzynostwem.
Maud i Carl mieli tylko jednego syna urodzonego w posiadłości brytyjskiego monarchy Sandringam - dwuletniego Alexandra, z którym przypłynęli do Kristiani (późniejszego Oslo) w listopadzie 1905 roku. Carl został Haakonem VII, a młody Alexander zyskał norwesko brzmiące imię Olaf. Norwegowie ciepło przyjęli monarchię i przez kolejne, wcale nie tak kolorowe lata król stawał się przewodnikiem narodu. Maud odeszła zbyt szybko - zmarła w 1938 roku wskutek nagłej choroby podczas wizyty w Londynie. Olaf w 1929 roku ożenił się ze swoją kuzynką Martą ze Szwecji. Ich związek zapewnił nie tylko ciągłość wyjątkowo mało licznego rodu, ale także stanowił znak, że relacje między Norwegią a Szwecją nareszcie - po dwudziestu pięciu latach od zakończenia unii - nieco się ociepliły. Małżeństwo okazało się udane nie tylko pod względem strategicznym, bowiem parę połączyła także miłość11, której owocem było troje dzieci: dwie córki i najmłodszy syn Harald. Niestety Marta nigdy nie doczekała się tytułu królowej Norwegii, mimo ogromnej sympatii poddanych. Po 1945 roku jej zdrowie stopniowo się pogarszało i zmarła w wieku pięćdziesięciu trzech lat. Haakon był wówczas siedemnastolatkiem.
Historia rodziny Haralda jest tu przytoczona nie bez przyczyny. Pomijając dość fascynujące losy norweskiej monarchii pierwszej połowy XX wieku, rodzina królewska cierpiała na znaczny niedobór kobiet. Wydawało się, że wisi nad nią jakaś ponura klątwa. Najstarsza księżniczka, Ragnhild, wyszła za mąż i wyjechała do Brazylii, więc obowiązki rozdzielano między króla Olafa, Haralda i jego siostrę Astrid. Ta ostatnia, pracująca na razie dla rodziny, także marzyła o małżeństwie i czekała na zgodę ojca, aby wyjść za rozwodnika. Na horyzoncie widać już było, jak ojciec i syn zostają sami z monarszymi powinnościami. Jedynym wyjściem był rychły ożenek Haralda.
W takich właśnie okolicznościach książę wplątał się w związek, który nie mógł spełnić oczekiwań dworu i zakończyć rychłym ożenkiem. Wręcz przeciwnie - para wzięła ślub dopiero po dziewięciu latach. Wkrótce po pamiętnej imprezie Harald zaprosił Sonję na uroczystość rozdania dyplomów Akademii Wojskowej i towarzyszący wydarzeniu bal. Można powiedzieć, że żyli długo i szczęśliwie, ale... długo i w niepokoju na to szczęśliwe życie czekali. Okres ten był dla obojga próbą ich związku i charakteru Sonji, musieli bowiem przekonać króla i opinię publiczną, że ich małżeństwo poprowadzi kraj w dobrym kierunku.
Sonja mieszkała jedynie z matką. Dwoje o kilka lat starszego rodzeństwa zdążyło się wyprowadzić z domu, a ojciec zmarł kilka miesięcy przed pamiętnym spotkaniem pary. Kobiecy dom w dzielnicy Vinderen był odzwierciedleniem pochodzenia Sonji z dobrze prosperującej i przedsiębiorczej klasy średniej. Przytulne wnętrza urządzono ze smakiem, ale bez przepychu. Co ciekawe, dom ten zniknął już z Tuengen allé 1B, ale zachowany w całości został przeniesiony do skansenu Maihaugen w Lillehammer, nie tylko jako narodowa pamiątka, ale także jako przykład funkcjonalnego norweskiego domu połowy XX wieku12.
Podczas tych dziewięciu długich lat oczekiwania na ślub nie był to jedynie dom, a bliżej było mu do twierdzy, w murach której para mogła swobodnie się spotykać w przyjaznej, rodzinnej atmosferze, poza okiem kamer czy pałacowego personelu13. Niewiele było sytuacji, w których mogli się czuć swobodnie w miejscach publicznych. Tylko od czasu do czasu wybierali się do kina lub na wycieczki narciarskie14. Po latach Sonja wspominała, że jej mama - Dagny - była osobą wręcz stworzoną do utrzymania takiego sekretu i nie pisnęła ani słowa o relacji jej córki z księciem15. Dodatkowo raczyła parę przygotowanymi przez siebie obiadami. Zasiadali przy stole we trójkę, jednak początkowo maniery Haralda wprawiały kobiety w osłupienie. Książę nie dość, że nie prowadził przy posiłku konwersacji, to jeszcze jadł w zaskakująco ekspresowym tempie, niemal nie popijając. Zajęło im chwilę, aby dojść do sedna sprawy. Według starej tradycji dworu najmłodsi członkowie rodziny siadali na przeciwległym krańcu stołu od króla i ostatni dostawali posiłek. Kiedy zaś król przestał jeść, wszyscy także musieli odłożyć sztućce. Tym samym dzieci jedzące w normalnym tempie chodziłyby głodne16.
Jednak widok zwykłego rodzinnego domu nie szokował Haralda tak, jak mógłby zadziwiać podobnych mu książąt z innych krajów. Jego matka, księżniczka Marta, zadbała o to, aby dzieci chodziły do publicznych szkół i obcowały z rówieśnikami spoza pałacowego kręgu. To właśnie jej przekonania sprawiły, że Sonja i Harald znaleźli się na tej samej imprezie. W niewielkim Oslo byli de facto znajomymi znajomych ze szkoły.
Wspomniane dziewięć lat okazało się czasem nie tylko wspólnego dorastania, ale także narastającej presji. Pojawiały się pierwsze plotki, a w archiwach prasowych odnaleziono wspólne zdjęcie, które fotograf zrobił im z zaskoczenia podczas rozdania dyplomów Akademii Wojskowej. Dementować czy nie dementować - oto jest pytanie. Komentować czy nie komentować. Po latach Harald wspominał, że uczucie do Sonji powodowało u niego ogromny konflikt wewnętrzny jako następcy tronu. Czuł, że ten związek to coś złego, coś, na co nie powinien był się decydować17.
Jednocześnie zainteresowanie przyszłym ożenkiem Haralda rosło i coraz częściej łączono go z niezamężnymi księżniczkami z innych dworów. Kandydatką do zamieszkania w Oslo miała być księżniczka Zofia, córka króla Grecji. Rówieśnicy znali się oczywiście przez rodzinne więzi, chociaż jak na historię norweskich par królewskich łączyło ich, o dziwo, dość dalekie pokrewieństwo - dopiero w trzecim stopniu18. Może po prostu więzy te były zbyt luźne, aby między nimi zaiskrzyło (żart). Zofia wkrótce jednak wpadła w sidła miłości, znacznie cieplejsze, bo hiszpańskie, i została żoną Juana Carlosa. Czyli rola królowej była jej pisana.
W 1960 roku Harald wyjechał na dwa lata na zaplanowane wcześniej studia do Oksfordu, aby śladem swojego ojca odebrać zagraniczną edukację i poszerzyć sieć kontaktów. Pech chciał, że najważniejszy kontakt pozostał w Oslo. Jednak ten czas przyczynił się nieco do późniejszego ślubu pary. Astrid, starsza siostra Haralda, dostała od ojca zgodę na małżeństwo z pochodzącym z klasy średniej rozwodnikiem. Przez lata Olaf był nieugięty, ponieważ rozwody były źle widziane w arystokratycznych kręgach i stanowiły większy problem niż niearystokratyczne pochodzenie. Kandydatowi na męża Astrid nie pomagało nawet to, że zdobył srebrny medal olimpijski w żeglarstwie. Analogiczna sytuacja nastąpiła w Wielkiej Brytanii, kiedy to w połowie lat pięćdziesiątych księżniczce Małgorzacie odmówiono ślubu z rozwodnikiem Peterem Townsendem. Olaf uległ jednak namowom córki i w 1960 roku ogłoszono zaręczyny. Niestety nie wszystko szło jak z płatka. Oponował norweski kościół, a wielu księży odmówiło udzielenia parze ślubu. Ostatecznie udało się namówić biskupa diecezji Nidaros, Trondheim, Arne Fjellbu, zasłużonego zresztą w ruchu oporu podczas drugiej wojny światowej. Dwie córki króla wydane za zwykłych śmiertelników powoli torowały Haraldowi drogę do jego ożenku, jednak chyba nawet on nie spodziewał się, że będzie ona tak wyboista.
Gdy w 1967 roku w norweskiej prasie zaczęły krążyć plotki o związku następcy tronu z córką handlarza tkaninami, norweska monarchia stanęła przed poważnym wyzwaniem. Mimo że w rodzinie pojawiały się historie małżeństw z "normalsami", ożenek następcy tronu to nieco większy kaliber. Im bardziej odpowiedzialna rola i wyższa ranga, tym mniej znaczą porywy serca, a kluczowe staje się prawo i... opinia publiczna. Monarchia przetrwa tylko wtedy, gdy jest popularna i chciana. Rodzina królewska, która nie zaskarbi sobie sympatii poddanych, może pakować swoje rzeczy z pałacu i szukać nowego "rodzinnego biznesu". Skoro można było przegłosować jej początek, w skrajnym przypadku można również ogłosić też koniec.
Zasady w Norwegii, a także w pozostałych europejskich rodzinach królewskich, były jasno określone. Następca tronu na przyszłą królową wybiera pannę z innej rodziny królewskiej, ewentualnie z arystokracji; jeśli nie z ojczystego kraju, to z zagranicy. W ścisłym centrum monarchii nie było miejsca na miłą i ambitną dziewczynę z ludu. Takie małżeństwo mogłoby stać się ciosem w samą instytucję monarchii, wywołać kryzys konstytucyjny i pobudzić nastroje republikańskie. Prawdopodobnie przez wiele lat król Olaf miał nadzieję, że uczucie jego syna do Sonji wygaśnie lub odstraszy ją medialne zainteresowanie. Nic takiego się nie stało, więc z czasem król musiał spojrzeć prawdzie w oczy: jego syn chce poślubić dziewczynę z ludu.
Harald był zdeterminowany. W rozmowie z ojcem postawił ultimatum: albo ożeni się z Sonją, albo z żadną inną. Jako że był jedynym spadkobiercą norweskiego tronu, jego pozostanie w kawalerskim stanie oznaczałoby, że ród skończy się na nim. Taki scenariusz groziłby prawdopodobnie jeszcze większym kryzysem konstytucyjnym niż dziewczyna z ludu będąca królową. Jednak gdyby tak się stało, parlament miałby prawo wybrać na monarchę nową osobę. Po latach król Harald, podczas programu w publicznej stacji Norsk Rikskringkasting AS (NRK) zrealizowanego z okazji dwudziestopięciolecia pary na tronie norweskim, wspominał, że stawiając ultimatum ojcu, nadal miał mieszanie uczucia. Kochał Sonję, ale miał wyrzuty sumienia zarówno wobec Olafa, jak i Norwegii19.
Olaf zgodził się na ślub, ponieważ zrozumiał, że determinacja syna może doprowadzić do upadku monarchii. Postanowił nie tylko ją ratować, ale także umożliwić Haraldowi małżeńskie szczęście. Kiedy sam przekonywał się do tej wizji, poprosił rząd o ocenę sytuacji. Wedle norweskiej konstytucji do zawarcia związku małżeńskiego przez następcę tronu potrzebna jest zgoda monarchy i parlamentu (Stortingu).
Książę lub księżniczka uprawniony(-a) do dziedziczenia korony Norwegii nie może wziąć ślubu bez zgody króla. Także nie wolno mu/jej przyjąć innej korony ani objąć innego rządu bez zgody króla i Stortingu. Do wyrażenia zgody przez Storting wymagane są dwie trzecie głosów. Jeśli on lub ona postąpi wbrew temu przepisowi, on/ona, jak również potomkowie, tracą prawo do tronu Norwegii20.
Rozpoczęły się dyskusje. Początkowo obradował nad tym rząd, w którym ścierały się skrajnie różne perspektywy. Sen z powiek spędzały politykom między innymi kwestie dynastyczne. Czy dzieci z takiego małżeństwa będą miały wystarczająco dobry rodowód, aby dziedziczyć tron? Czy naród przywiązany do tradycji, a także do monarchii jako symbolu jedności i stabilności zaakceptuje królową z ludu? W końcu czy takie małżeństwo może prowadzić do podważenia autorytetu monarchii? Co z monarchicznym decorum?
Jako że sprawa ciągnęła się latami, wbrew pozorom czas działał na korzyść zakochanych. Norweskie społeczeństwo ulegało zmianom. Lata sześćdziesiąte przyniosły większą otwartość, demokracja się umacniała i rósł dystans wobec konserwatywnych reguł. Media coraz częściej pisały o "dziewczynie księcia" i wielu Norwegów zaczęło sympatyzować z Sonją, widząc w niej naturalną, bliską ludziom kandydatkę na królową. Rząd Norwegii, któremu przypadło zadanie rozsądzenia tej kwestii, był mocno koalicyjny. Ostatecznie ścierające się opinie w tym gremium zaowocowały enigmatycznym oświadczeniem: "Rząd nie może dać swojej formalnej zgody na małżeństwo, ale nie będzie się sprzeciwiać, jeśli król wyda swoją zgodę". Nieformalne tak.
W rezultacie 19 marca 1968 roku przewodniczący Stortingu, czyli norweskiego parlamentu, odczytuje niniejsze oświadczenie od króla:
Z przyjemnością informuję Pana Prezydenta i członków Stortingu, że po zasięgnięciu porady u Premiera, członków rządu, Pana Prezydenta oraz liderów parlamentarnych ugrupowań politycznych udzieliłem dziś zgody mojemu drogiemu synowi, księciu koronnemu Haraldowi, na poślubienie Pani Sonji Haraldsen, córki zmarłego Pana Karla Augusta Haraldsena i Pani Dagny Haraldsen z domu Ulrichsen21.
Tym samym dziewięć lat czekania w niepewności zamienia się w euforię zapewne nie tylko w sercach zakochanych, ale także na ulicach. Establishment obawiający się reakcji Norwegów był w błędzie. Wieść o zaręczynach i nadchodzącym królewskim ślubie rozgrzewała zmarznięte marcowe serca. Pod Pałac Królewski w Oslo w dniu ogłoszenia zaręczyn przyszły tłumy chcące nie tylko wiwatować na cześć pary, ale także wreszcie na własne oczy zobaczyć osobę z ludu, która dokonała niemożliwego: weszła do rodziny królewskiej.
Ślub pary zaplanowany na 29 sierpnia zgromadził nie tylko światową śmietankę towarzyską, włączając w to pełen wachlarz koronowanych głów, ale także tysiące Norwegów, których wiwaty niosły się echem po ulicach Oslo. Radość potęgował fakt, że był to wtedy zaledwie drugi ślubny spektakl królewski w XX wieku. Ostatecznym znakiem poparcia dla pary i zakończeniem wszelkich możliwych niedomówień i rodzinnych niesnasek było poprowadzenie Sonji do ołtarza przez króla Olafa, który wypełnił ojcowski obowiązek, zastępując w nim zmarłego ojca kobiety.
Technicznie rzecz biorąc, Sonja została królową Norwegii dopiero w 1991 roku po śmierci swojego teścia i wstąpieniu męża na tron. Praktycznie jednak była nią od momentu ślubu. Norweska monarchia odczuwała brak pierwszej damy, a Sonja dzięki swojej naturalności i urokowi podejmowała kolejne królewskie obowiązki z wdziękiem i zrozumieniem dla poddanych. Z okazji jej osiemdziesiątych urodzin w 2017 roku norweski dziennikarz Harald Stanghelle we wstępie do swojego artykułu napisał: "Była niemal znienawidzona przez establishment, ale ocaliła monarchię"22. A to ocalenie nie przyszło łatwo. Jak pisze Stanghelle, szczególnie w pierwszych latach jako księżna miała pod górkę z królewskim dworem. Otoczenie króla było zdominowane przez konserwatywnych mężczyzn, a w pałacu roiło się od byłych wojskowych. Król Olaf owdowiał przed objęciem tronu i przyzwyczaił się do surowych i jasnych zasad obowiązujących w jego świecie. Wprowadzenie do niego młodej i rezolutnej Sonji było z jednej strony niezbędne, ale z drugiej wymagało skruszenia skamieniałych serc personelu. Jak wspominała w rozmowie ze Stanghellem sama Sonja, czuła się mała w wielkim pałacu. Niejednokrotnie miała wrażenie, że jest tam jedynie cieniem, a całe doświadczenie było dla niej głęboko przytłaczające23. Otoczenie nie rozumiało, że chciałaby mieć swoje biuro w pałacu. Dostała je dopiero po dwudziestu dwóch latach pracy, kiedy jej mąż został królem. Jednak nawet wtedy pewne kręgi establishmentu nie dawały za wygraną. Prezydium Stortingu nie chciało, by królowa Sonja była obecna, gdy jej mąż obejmował tron i miał odczytać zwyczajową mowę. Konserwatyści musieli wprawdzie ostatecznie zaakceptować to małżeństwo, ale długo nie odpuszczali i nie zamierzali pozwolić, by panna Haraldsen zajęła należne jej miejsce. "Doświadczyłam na własnym ciele i umyśle, jak okrutne jest bycie nieakceptowaną i oskarżaną o niszczenie domu królewskiego" - wspomina królowa w biografii autorstwa Ingara Slettena Kolloena24.
1 Fernández-Armesto, Felipe, The King of England, "Foreign Policy", 20 października 2009, https://foreignpolicy.com/2009/10/20/the-king-of-england (dostęp: 1 maja 2026).
2 Królowa Wiktoria (1819-1901), panująca w latach 1837-1901, była jedną z najważniejszych postaci w historii monarchii brytyjskiej i symbolem epoki imperialnej potęgi Wielkiej Brytanii. Jej panowanie przyczyniło się do ukształtowania nowoczesnego modelu monarchii konstytucyjnej. Istotnym elementem epoki wiktoriańskiej były liczne małżeństwa dynastyczne jej dzieci, które weszły w związki z wieloma europejskimi rodami panującymi: najstarsza córka, Wiktoria, poślubiła przyszłego cesarza Niemiec Fryderyka III, córka Alicja weszła do dynastii heskiej, syn Alfred ożenił się z wielką księżną rosyjską Marią Aleksandrowną, a najmłodsza córka Beatrycze związała się z domem Battenbergów. Dzięki tym powiązaniom Wiktoria zyskała przydomek "babki Europy", a jej potomkowie zasiedli na wielu tronach kontynentu. Sieć tych powiązań miała znaczenie prestiżowe i symboliczne, choć jej rzeczywisty wpływ polityczny w XIX i XX wieku pozostaje przedmiotem dyskusji.
3 Król Christian IX Oldenburg (1818-1906), panujący w Danii w latach 1863-1906, uznawany jest za jednego z kluczowych architektów europejskiej sieci powiązań dynastycznych XIX wieku, co zapewniło mu przydomek "teścia Europy". Jego dzieci zawierały małżeństwa z najważniejszymi rodami panującymi na Starym Kontynencie: córka Aleksandra została królową Wielkiej Brytanii jako żona Edwarda VII, Dagmara (Maria Fiodorowna) - cesarzową Rosji jako małżonka Aleksandra III, syn Jerzy I - królem Grecji, a inni potomkowie powiązali dynastię duńską z kolejnymi dworami europejskimi. Podobnie jak w przypadku królowej Wiktorii sieć tych małżeństw miała przede wszystkim znaczenie prestiżowe i dynastyczne, wzmacniając symboliczną pozycję rodu Oldenburgów w Europie.
4 The Crown, sezon 2, odc. 5 Marionettes, tłum. Krzysztof Kowalczyk, Netflix 2017.
5 Spolszczać czy nie? Debata dotycząca pisowni imion monarchów i członków rodzin królewskich co jakiś czas rozgrzewa dyskurs. Według Poradni Językowej PWN (2011) imiona królów i książąt należy spolszczać, jeśli w języku istnieje bezpośredni odpowiednik, jednak wówczas książka byłaby pełna Wilhelmów i Henryków zamiast Williama i Harry'ego. Według mnie tekst byłby mniej czytelny i dostępny, dlatego wraz z redakcją zdecydowałam się na nieortodoksyjne użycie form mieszanych. Jeśli w języku polskim popkulturowym przyjęło się spolszczać imiona lub spolszczenie to zaledwie zmiana pisowni obcej na rodzimą - będę używać form polskich. O królu Danii piszę Fryderyk X (zamiast Frederik), ale o jego żonie - Mary (nie Maria), ponieważ w duńskiej rodzinie królewskiej żony obu synów królowej Małgorzaty II (spolszczenie) noszą imiona, które na polski można przetłumaczyć jako Maria (Mary i Marie). Z reguły nie spolszczam także imion przedstawicieli najmłodszego pokolenia, gdyż w dyskursie publicznym osłuchaliśmy się z George'em, Charlotte i Louisem, zamiast z Jerzym, Karoliną i Ludwikiem. Być może kiedy George zasiądzie na tronie jako król Jerzy i owo nazewnictwo się przyjmie, publicznie przyznam się do błędu. Zdecydowałam się także na zostawienie zapisu Juan Carlos, zamiast Jana Karola, gdyż hiszpański sznyt tylko dodaje charakteru naszemu bohaterowi (pomijając fakt, że Jan Karol chyba nie przeszedłby mi przez gardło). Mam nadzieję, drogi czytelniku, że podejdziesz do tego z wyrozumiałością.
6 detdanskekongehus (@detdanskekongehus), "Tusind tak til alle, der var med til at fejre min 18-?rs f?dselsdag. Det har virkelig v?ret dejligt...", Instagram, 21 kwietnia 2025, https://www.instagram.com/p/DIvG2YVtRx0 (dostęp: 30 sierpnia 2025).
7 Ang. "Goodbye Old Guard, hello Gen-Z royalty". Sanchez, Rosa, Denmark Teen Princess Isabella's Royal Portrait Shows Her Holding a Phone, "Harper's Bazaar", 24 kwietnia 2025, https://www.harpersbazaar.com/celebrity/latest/a64580743/denmark-teen-princess-isabella-royal-portrait-holding-phone (dostęp: 30 sierpnia 2025).
8 Urman, Marina, "Silly": Royal Princess Divides Internet With Portrait That Shows Her Holding iPhone. Interview With Expert, Bored Panda, 22 kwietnia 2025, https://www.boredpanda.com/royal-princess-divides-fans-iphone-official-portrait (dostęp: 30 sierpnia 2025).
9 Lindsay, Elizabeth, Norway's Sailor King, newsinenglish.no, 4 grudnia 2012, https://www.newsinenglish.no/2012/12/04/norways-sailor-king (dostęp: 30 sierpnia 2025).
10 Langslet, Lars Roar; Bratberg, Terje, Sonja (dronning), Store norske leksikon, 19 lutego 2026, https://snl.no/Sonja_-_dronning (dostęp: 11 marca 2026).
11 Crown Princess Märtha (1901-1954), Kongehuset.no, 13 lutego 2012, https://web.archive.org/web/20180616030151/http://www.kongehuset.no/artikkel.html?tid=28675 (dostęp: 11 marca 2026).
12 Queen Sonja's childhood home, Maihaugen - Lillehammer Museum, https://eng.maihaugen.no/what-s-on/queen-sonja-s-childhood-home (dostęp: 11 września 2025).
13 Queen Sonja's childhood home - The 1930s house, Maihaugen - Lillehammer Museum, https://eng.maihaugen.no/the-open-air-museum/the-residential-area/queen-sonja-s-childhood-home (dostęp: 11 września 2025).
14 The King and Queen for 25 Years, NRK, 2016, https://tv.nrk.no/serie/kongepar-i-25-aar/sesong/1/episode/MUHU17000016 (dostęp: 11 września 2025).
15 Alnes, Espen; Skrede, Kristi Marie, 50 ?r sidan den kongelege forlovinga, NRK, 19 marca 2018, https://www.nrk.no/norge/50-ar-sidan-den-kongelege-forlovinga-1.13969490 (dostęp: 11 września 2025).
16 Helljesen, Vilde, Her ble forholdet mellom Harald og Sonja berget, NRK, 27 sierpnia 2018, https://www.nrk.no/norge/xl/her-ble-forholdet-mellom-harald-og-sonja-berget-1.14181851 (dostęp: 15 września 2025).
17 The King and Queen for 25 Years, NRK, 2016, https://tv.nrk.no/serie/kongepar-i-25-aar/sesong/1/episode/MUHU17000016 (dostęp: 11 września 2025).
18 Hansen, Guttorm i in., Kongen og folket. En hyllest til kong Olav V, Hjemmets bokforlag, Oslo 1983.
19 Alnes, Espen; Skrede, Kristi Marie, dz. cyt. (dostęp: 15 września 2025).
20 Konstytucja Królestwa Norwegii, Grunnloven § 36.
21 The Royal Wedding in 1968, The Royal House of Norway, https://www.royalcourt.no/artikkel.html?tid=92793&sek=92792 (dostęp: 15 września 2025).
22 Stanghelle, Harald, Pionéren i Henrik Ibsens gate 1, Aftenposten, 3 lipca 2017, https://www.aftenposten.no/meninger/kommentar/i/01o4A/pioneren-i-henrik-ibsens-gate-1-harald-stanghelle (dostęp: 16 września 2025).
23 Tamże.
24 Kolloen, Ingar Sletten, Dronningen, Gyldendal, Oslo 2012.