I
Dwaj przodkowie
Rok 1905. Przed ślubem najstarszej siostry nas, pięcioro młodszych, oddano pod opiekę babki Czapskiej. Spędziliśmy wtedy w Suddenbach, pod Rygą, kilka miesięcy letnich. Był to rodzinny dom Meyendorffów, posażne wiano babki. Pamiętam kwadrat starych lip tuż przy domu, szumiące letnie ulewy, babcia nazywała je pluies blanches[3], częste w tym nadmorskim kraju. Przesłaniały, istotnie, gęstą zasłoną cały świat. Czy ktoś tego lata 1905, roku klęski rosyjskiej i nadania konstytucji, przypuszczał, że rewolucja wybuchnie tak gwałtownie, właśnie w Kurlandii, że w ciągu zimy ogromna większość dworów i pałaców baronów niemieckich pójdzie z dymem, że nastąpią krwawe porachunki? Pamiętam album fotograficzny tych zgliszcz, między innymi zdjęcie wypalonych murów Suddenbachu, z pustymi prostokątami okien. Po tylu już żałobach dotknęła babkę naszą śmierć domu jej dzieciństwa i młodości.
Do ostatka nic nie było zmienione w urządzeniu pięknych wnętrz Suddenbachu: tapczan ogromnych rozmiarów pokryty tureckim dywanem, ściany zawieszone obrazami, zielony bilard i w tymże bilardowym pokoju wysokie chińskie wazy, jak się później dowiedziałam, dar carowej Katarzyny dla hrabiego Ottona Magnusa Stackelberga (1736-1800), pradziada Emerykowej Czapskiej.
Licznie rozrodzeni, w Szwecji i w krajach bałtyckich, czterdziestu Stackelbergów brało udział w wojnie północnej w armii Karola XII. Major Karol Wilhelm von Stackelberg, wzięty do niewoli rosyjskiej pod Połtawą, zesłany na Sybir, zmarł w Tobolsku w 1710 roku.
Syn jego, Otto Magnus starszy, w kraju doszczętnie wojną wyniszczonym zagospodarował swoje rozległe włości w Kurlandii i w Estonii, a chociaż mieszkał w chacie słomą krytej, z nabożeństwem przez następne pokolenia przechowanej, syna wyprawił na dwór nowej monarchini do Petersburga. Otto Magnus młodszy, wnuk sybirskiego zesłańca, rozpoczął tam karierę dyplomatyczną pod auspicjami Katarzyny II.
Po Madrycie i Paryżu został mianowany posłem rosyjskim w Warszawie. Katarzyna wysłała go do Polski w celu "likwidacji", czyli sfinalizowania pierwszego rozbioru. Polakom nie szczędził Otto Magnus upokorzeń ani królowi afrontów. "Ten bałtycki dyplomata - pisze o nim Jean Fabre[4] - wrócił z Madrytu, udając hiszpańskiego granda, a z Paryża, pozując na filozofa".
Sądząc z jego listów do carowej, był najposłuszniejszym narzędziem w jej ręku i uniżonym dworakiem. Sprzeciwiał się kategorycznie wszelkim reformom projektowanym przez króla, włącznie z pomnożeniem sił zbrojnych.
"Po cóż Polsce wojsko? - mawiał Otto Magnus, według relacji króla - szczęśliwa u siebie, bez znaczenia w Europie, oto cel, który, jak sądzę, trzeba będzie jej wyznaczyć".
Po spotkaniu króla i carowej w Kaniowie (1789) Stackelberg zapewniał ją, że jest bezsprzeczną panią woli polskich wielmożów (nie szczędził w tym celu katarzyńskich rubli), ale był głęboko dotknięty niełaską doznaną w Kijowie.
"Moje uciążliwe stanowisko, walka prowadzona od piętnastu lat z wrogami panowania W.C.M. w Polsce zyskała mi wrogów, zarówno Polaków, jak i cudzoziemców, bo od pierwszego do ostatniego wszyscy są niechętni wpływom Rosji..." Błagał carową, by nie dawała wiary podszeptom jego wrogów, na życie i honor zaklinał się, że jedyna namiętność władająca nim - "to chwała wiernej służby W.C.M. i przywiązanie do Jej Osoby...".
Po śmierci Katarzyny Paweł nie chciał widzieć Stackelberga na dworze i radził mu, by wrócił na wieś i odpoczął "po trudach antyszambrowania[5] u księcia Zubowa". Cesarz nie mógł przebaczyć Stackelbergowi uniżoności, z jaką zabiegał o względy faworyta.
Ambasador omal życiem nie przypłacił niełaski cesarskiej. Przyjaciel jego, baron Heyking, zachęcał go - jako najbardziej do tego powołanego, najlepiej poinformowanego - do spisania kroniki panowania Katarzyny.
"Wieki starły pamięć tysiąca panujących - pisał Heyking - a Tacyt jest wciąż przedmiotem naszego podziwu. Bądź Pan Tacytem nieśmiertelnej Katarzyny".
Stackelberg nie był Tacytem i nie zostawił po sobie ani kroniki epoki, ani wspomnień[6].
Do tych katarzyńskich waz, dziedzictwa po Ottonie Magnusie, wrzucała babcia tamtego lata płatki osypujących się róż. W kilka miesięcy później zrewoltowani Łotysze potłukli je zapewne na drobny mak, Łotysze oświeceni przez tychże znienawidzonych baronów, o wiele bardziej uświadomieni aniżeli lud Białej Rusi, który żadnych ekscesów owego roku się nie dopuścił.
"Niszczyć gniazda, aby ptaki nie wróciły" - takie było hasło rewolucji; ptaki nie wróciły.
"Pięć wieków byliśmy na Inflantach warstwą rządzącą - mówił w 1960 roku dziewięćdziesięcioletni wówczas wuj nasz, Aleksander Meyendorff - ale nie nawiązaliśmy porozumienia z ludnością, musiano więc się nas pozbyć, jako obcego elementu. Takie są prawa historii i skutki kolonizacji. W 1950 uprzedzałem Francuzów, że ich sprawa w Algierze będzie, jak nasza, przegrana. Teraz, cokolwiek by zrobili, już jest za późno".
*
* *
Trzy córki barona Jerzego Meyendorffa i Zofii ze Stackelbergów były oddane pod opiekę gorliwej protestantki, należącej do sekty głośnego w połowie XIX wieku lorda Radstocka[7]. Wpływy Radstocka sięgnęły aż do Austrii, gdzie znalazł wyznawców nawet wśród Polaków, katolików, i dotarły do sfer arystokratycznych Petersburga. Na przekór matce wolnomyślicielce, zarówno niechętnej katolicyzmowi, jak protestantyzmowi, trzy panny Meyendorff chowane w duchu surowej religii nie rozstawały się z Biblią. Często cytowane Pismo św. i sposób wyrażania się córek przezwała pani Meyendorff ironicznie le jargon de Chanaan[8].
Wszystkie trzy pozostały wierne swemu wyznaniu do śmierci. Comme mes parents sont morts dans cette religion je ne pense pas faire mieux[9] - mówiła nasza babka.
Ojciec naszej prababki Zofii Meyendorff, Gustaw Ernest hrabia Stackelberg (1766-1850), był posłem rosyjskim przy dworze wiedeńskim i uczestnikiem kongresu wiedeńskiego (1815), następnie posłem w Królestwie Neapolitańskim. Ożenił się z Austriaczką, hrabianką Karoliną Lüdolf, córką ambasadora austriackiego w Konstantynopolu, a następnie w Królestwie Obojga Sycylii. Gustawowie Stackelberg osiedli na starość w Paryżu, a trzy wnuczki Meyendorff jako dziewczynki przyjeżdżały do dziadków na Place Vendôme. Uczono je tam dobrych manier i języków, a do dobrych manier należało opanowanie wszelkich odruchów, włącznie z przestrachem: należało s'effrayer gracieusement[10]. W tym celu musiały, idąc przez pokój, upuścić doniczkę czy szklankę i okazać spłoszenie z gracją. Uczono je nie tylko tańca, ale i zgrabnego chodzenia, przy posiłkach siedziały przy osobnym stole, tzw. kocim (Katzentisch), miały tylko jedną szklankę wody, którą odpijały kolejno po jednym hauście. Chodziło bowiem o talię, której nadmiar płynów mógł zaszkodzić. W Krakowie mieszkałam z babcią (przy ulicy Łobzowskiej), przygotowując się do licealnej matury w 1911. Odwoziła mnie czasem w karetce fiakrowej aż na Rynek i mówiła: "Traverse le Rynek... Przejdź przez Rynek, chcę widzieć, jak chodzisz". Czułam, że to był egzamin, co mnie bardzo krępowało.
W tym samym czasie, kiedy trzy siostry Meyendorff, Elżbieta (Lise), Zofia (Sonine) i Georgine (Bichon), przebywały w Paryżu, ich dziadek, były ambasador Stackelberg, utrzymywał - wedle relacji André Maurois[11] - młodziutką kurtyzanę Marię Duplessis, sławną Damę Kameliową, śliczną dwudziestoletnią suchotnicę. Kochali się w niej wszyscy ówcześni członkowie paryskiego Jockey Clubu, ale także Aleksander Dumas-syn. Jemu to przyznała się poetyczna Maria, że ją ten starzec proteguje, bo mu przypomina jego odumarłą córkę. Historiograf Aleksandra Dumas, Johannes Gros, kładzie tę wersję między bajki. "Hrabia, mimo swego podeszłego wieku - pisze Gros - nie szukał w Marii Duplessis Antygony jak Edyp, ale Betsaby jak Dawid. Umieścił ją na Boulevard de la Madeleine pod numerem 11, ofiarował powóz niebieski i dwa konie czystej krwi. Dzięki niemu i innym wielbicielom antresola Marii była pełna kwiatów, nie tylko kamelii, ale też innych, zależnie od pory roku; lękała się róż, bo zapach róż ją upajał, wolała więc bezwonne kamelie..."
*
* *
O wyborze męża w owe czasy decydowali rodzice. Jakie były pragnienia albo marzenia babci przed małżeństwem i czy tylko wola rodziców skłoniła ją do tego związku z Polakiem, obcego wyznania? Nie wiemy. Panna po przekroczeniu lat osiemnastu musiała wyjść za mąż, nie zwlekając, bo nie miała innych widoków, jak tylko wegetację przy rodzicach, a Liza miała już lat dwadzieścia jeden i siostry przepowiadały jej staropanieństwo. Toteż 20 września 1854 roku odbył się w Suddenbach ślub Emeryka Czapskiego z Elżbietą Meyendorff. Emeryk miał lat dwadzieścia siedem i był na służbie państwowej. Emerykowie Czapscy osiedli w Stańkowie, na ziemi mińskiej.
Franciszek Stanisław Kostka Czapski, dziad Emeryka, rodem z Prus Królewskich (pierwotne brzmienie nazwiska rodowego było Czaplski od wsi Czaple), miał opinię światłego obywatela, rzadkiej na owe czasy bezinteresowności.
"Familia Czapskich mniemała się wówczas być pierwszą z patrycjuszów, iż tak powiem, z kraju pomorskiego (...) - pisze Józef Wybicki, kolega w senacie i przyjaciel Franciszka Stanisława Czapskiego. - Panowanie ich nie było podobne do panowania Radziwiłłów, Czartoryskich, Potockich itd. w innych prowincjach, gdzie ci magnaci płacili, protegowali i za to rozkazywali. Czapscy zaś nie byli dość bogaci by przekupywali, a my Prusacy, żyjąc jeszcze w starożytnej skromności, nie mieliśmy potrzeby się zaprzedawać. Byli to prawdziwi starsi bracia na łonie zgodnej i skromnej familii i to był powód, który im dawał pierwsze miejsce w sprawie publicznej"[12].
W ponurym okresie upadku Rzeczypospolitej, w hulaszczej Warszawie, współcześni zaliczali Czapskiego do dziesięciu nieprzekupnych i wiernych sprawie Ojczyzny obywateli[13].
Konfederację barską przywitał Czapski z radością, planował z Józefem Wybickim uzbrojenie dwunastu tysięcy wojska i wciągnięcie do akcji Gdańska. Zawiązał też tajną Unio animorum trzech województw pruskich. Po klęsce konfederacji opuścił kraj w towarzystwie księcia Karola Radziwiłła "Panie Kochanku". Józef Wybicki, który znał dobrze wojewodę wileńskiego, pisze o nim, że los obdarzył niezmierzonym majątkiem tego księcia, "ale za to Natura odmówiła mu nieomal zupełnie najdroższych dla człowieka darów duszy". Henryk Rzewuski maluje go z sympatią jako dobrodusznego, przesądnego opoja, bratającego się ze szlachtą w pijackich hulankach.
Mickiewicz widział go jeszcze inaczej. W dzieciństwie poety niejeden pamiętał jeszcze w Nowogródzkiem magnata w podartym kontuszu i jego cudactwa. Jako przykład starodawnych pojęć szlacheckich o własności przypomniał Mickiewicz w swoich wykładach sławnego księcia Radziwiłła "nasiąkłego jeszcze wszystkimi przesądami dawnej szlachty, a posiadającego jeszcze wszystkie jej przymioty (...). Nie nosił przy sobie nigdy więcej niż jednego dukata; (...) byłoby to, powiadał, z hańbą dla rodziny nosić w kieszeni wiele sztuk złota. Zmuszony opuścić kraj i żyć długo za granicą, wziął z sobą tylko jednego dukata; ale kazał go ulać - jak mówi tradycja - wielkości koła od karety. Złożył go w banku i żył wystawiając weksle na tę wartość"[14].
W konfederacji radomskiej, a zwłaszcza barskiej, odegrał książę Karol żałosną rolę.
W roku pierwszego rozbioru Polski (1772) wojewoda Czapski poślubił we Frankfurcie Weronikę, przyrodnią siostrę księcia Karola. Czapski liczył już wtedy lat czterdzieści siedem i był podwójnym wdowcem, Weronika miała lat osiemnaście, o jej zdanie nikt się zapewne nie pytał.
Do dóbr swoich w Prusach Królewskich: Gąszcz i Rynkówka, oderwanych od Polski już w pierwszym rozbiorze, Czapski nigdy nie wrócił. Zamieszkał na stałe w Warszawie, posagu żony swojej od szwagra, księcia Karola, do śmierci, tj. do 1802 roku, nie odebrał i żył omal w niedostatku. Jako poseł na Sejm Czteroletni i członek Rady Nieustającej wydał drukiem kilka swoich mów senatorskich i kilka broszur, a tytuły tych pism mówią same za siebie.
Dom nadwerężonej Rzeczypospolitej jakimi materiałami nie tylko do dawnej przywrócić ozdoby, ale jeszcze nowej przydać wspaniałości, albo: Myśl szczera jak być dobrym mężem i ojcem każdemu z powołania swego przystoi, i jeszcze: Przestroga Ojca dla dzieci swoich jakimi przy religii prawdziwej i gruntownej powinny być obywatelami dla Ojczyzny swej.
W pismach tych, zgodnie z hasłami i pojęciami epoki, upominał się o stan chłopski.
"Niech nie będzie poddaństwo srogą niewolą przyciśnione - pisał - ale w umiarkowanym jednak trzeba, aby było trzymane posłuszeństwie. Bo mając chleb i pieniądze, brykać koniecznie ma wielkie do tego skłonności (...). Jest rzeczą naypierwszą Panów Własnych (...) pomagać im do oświecenia, oskrobać tę z nich prostotę i oczyścić nieochędóstwo (...), iżby [lud] traktowany był jak bliźni, który duszę ma jednego szacunku z największymi Panami - toć nad nimi trzeba mieć miłosierdzie także!"
Inny "szacunek" stosował Czapski do Żydów, których najsurowiej oskarżał o "wysysanie chrześcijańskiego ludu i ogałacanie go ze wszystkich sił". Zalecał odebrać "tym naywiększym hultajom" propinacje[15] i wszelkie arendy[16] i "nie dawać wolności do takowego łupiestwa".
Do braci swej, wyróżnionej "wielkim klejnotem polskiego szlachectwa, elektora królów", przemawiał oględnie i karcił przez omówienie.
Jako "wiernością samotchnący Senator (...) aż dopiero przysięgą obowiązany" zalecał w mowie senackiej przeglądać się jak najczęściej w zwierciadle cnoty, honoru i sumienia, aby wiedzieć, "czy fałszywych kolorów nie widać w Naszey twarzy? Że nie tylko Oryginału samego, ale nawet Kopii naymniejszego uznać w Nas nie można podobieństwa...". Czyniąc zaś przegląd wszystkich dziedzin życia publicznego, wyznawał "czuły Obywatel i prawdziwy Syn Ojczyzny", że "cel do tej kieruje mety, co nas bez własnej szkody uszczęśliwić może". (Chodziło o szkodę stanu szlacheckiego!)
Czapski "czuły obywatel" miał rozum i sumienie, jurgieltem[17] carowej pogardzał i przeciwko jej zakusom na niepodległość Ojczyzny jako barszczanin wystąpił, ale na uszczerbek przywilejów szlacheckich i prerogatyw katolicyzmu się nie godził.
"Podczas rewolucji 1794 roku - pisze o swoim dziadku Edward Czapski - kiedy senatorów wieszano w Warszawie, to cechy rzemieślnicze odbywały dobrowolnie wartę przy drzwiach zubożałego senatora, bo go znali, że nie frymarczył, ale wszystko Ojczyźnie rad poświęcił"[18].
*
* *
Na sali sejmowej, u króla albo w jaśniejącym przepychem pałacu posła rosyjskiego spotykał zapewne nieraz zubożały senator, usiłujący ratować "nadwerężony dom Rzeczypospolitej", tego, co pracował na jej zgubę, potrząsając otwartą kiesą pełną złota.
[4] J. Fabre, Stanislas-Auguste Poniatowski et l'Europe des lumi?res, Paryż 1952. (Przypisy oznaczone gwiazdką pochodzą od Autorki).
[5] antyszambrować - wyczekiwać w przedpokoju na przyjęcie przez osobę wpływową
[6] Z archiwów Stackelbergów z Isenhof w Estonii, t. I.
[7] Autorka ma tu na myśli Braci Wolnych, zwanych również Braćmi Płymuckimi lub Ruchem Wolnych Chrześcijan. To protestanckie wyznanie powstało w 1830 roku. Lord Radstock był jednym z jego przedstawicieli, działał aktywnie na terenie Rosji.
[8] (fr.) żargon kanaański
[9] (fr.) Podobnie jak rodzice, którzy umarli w tym wyznaniu, nie postąpię inaczej.
[10] (fr.) płoszyć się z wdziękiem
[11] Les Trois Dumas, Paris 1957, z powołaniem się na pracę J. Grosa, Alexandre Dumas et Marie Duplessis, Paryż 1923.
[12] J. Wybicki, Życie moje, Poznań 1840.
[13] Polski Słownik Biograficzny.
[14] Wykład XX, 23 V 1843, w: Dzieła. Literatura słowiańska. Kurs trzeci i czwarty, Warszawa 1955.
[15] propinacja - monopol na działalność gospodarczą, np. w dziedzinie produkcji i sprzedaży alkoholu
[16] arenda - dzierżawa, tu: karczmy, szynku
[17] jurgielt - żołd, zapłata
[18] E. Czapski, Pamiętniki Sybiraka, Londyn 1964.