Escape Room - Maren Stoffels

Kup ebooka

37.99 zł
29.63 zł (29,25 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

MILAS

Alissa. Myślę o niej przy każ­dej dosta­wie przez resztę wie­czoru. Gdy wra­cam do domu na rowe­rze, znów mam przed oczami jej odsło­niętą szyję. Dopiero gdy jestem pra­wie przed drzwiami, zdaję sobie sprawę, gdzie się znaj­duję. To moja stara ulica...

Jak to moż­liwe? Do tej pory jesz­cze ani razu nie zda­rzyło mi się źle poje­chać, od razu przy­zwy­cza­iłem się do naszego nowego domu.

Gdy uświa­da­miam sobie, że nic się nie zmie­niło, moje serce zaczyna moc­niej bić. W jed­nym miej­scu kra­węż­nik jest niż­szy, dzięki czemu mogłem wygod­nie zjeż­dżać, nie zaha­cza­jąc o niego tyl­nym kołem. Za oknem budynku o nume­rze trzy­dzie­ści dzie­więć na para­pe­cie dalej stoi rząd por­ce­la­no­wych figu­rek krów, które potra­fi­łem bez końca oglą­dać jako dziecko. Tata cier­pli­wie mi towa­rzy­szył, gdy liczy­łem je i nada­wa­łem im imiona.

To wspo­mnie­nie spra­wia mi ból.

Nic się tu nie zmie­niło, a jed­no­cze­śnie zmie­niło się wszystko.

- Cześć, skar­bie - mówi Jolieke, gdy wcho­dzę do kuchni. - Jak ci minął dzień?

Powie­dzieć jej, że przez przy­pa­dek zaje­cha­łem na naszą starą ulicę? Ale wtedy Jolieke będzie chciała wie­dzieć o wszyst­kim: o tym, co czu­łem, czy nie chcę kie­dyś wybrać się na cmen­tarz, czy nie chcę pójść razem z nią do sta­rego domu...

- W porządku. - Pochy­lam się nad patel­nią. - Ład­nie pach­nie.

- Nakry­jesz do stołu?

Kładę tale­rze naprze­ciwko sie­bie. Cho­ciaż miesz­kamy tylko we dwójkę, Jolieke zawsze gotuje. Ni­gdy nie pozwo­liła, aby śmierć taty wytrą­ciła ją z rów­no­wagi. Wiem jed­nak, że prze­pła­kała wiele nocy, sły­sza­łem jej płacz przez cien­kie ściany naszego nowego miesz­ka­nia.

Zmie­niam uło­że­nie dłu­go­pi­sów na biurku, ukła­dam pod­ręcz­niki z teo­rią do prawa jazdy w stos i dosu­wam krze­sło. Na zewnątrz panują kom­pletne ciem­no­ści; w środku zresztą też. Wła­ści­wie to chciał­bym zapa­lić świa­tło, ale wtedy Jolieke zauważy, że jesz­cze nie śpię. W zeszłym tygo­dniu chciała wie­dzieć, czy czę­sto źle sypiam. Zasta­na­wiam się, czego ona ode mnie chce.

Zoba­czyć, jak pła­czę?

Jem, piję, poru­szam się, ale nic nie wydaje się praw­dziwe.

Aż do tego popo­łu­dnia.

Alissa wyda­wała się praw­dziwa.

Teraz znów o niej myślę.

Kładę się na łóżku i odwra­cam głowę na bok. Patrzę pro­sto w lustro na drzwiach szafy. Czę­sto je zakry­wam, ale teraz jest odsło­nięte. Widzę swoje włosy, usta... Wygląd zewnętrzny, który tak czę­sto był moim sprzy­mie­rzeń­cem. Ludzie w super­mar­ke­cie zawsze byli dla mnie wyjąt­kowo mili, nauczy­ciele przy­my­kali oko, gdy zabra­kło mi jed­nej dzie­sią­tej punktu, a dziew­czyny były gotowe zro­bić dla mnie wszystko.

Ale ładna buzia nie przy­wróci nikomu życia.

A Alissa?

Czy potrafi to napra­wić?

Wra­cam myślami do Kar­lijn, ostat­niej dziew­czyny, która była w tym pokoju. Leżała razem ze mną na tym łóżku, w tej pościeli. Roz­ma­wia­li­śmy o tym, co będzie dalej. O tym, co chcie­li­śmy robić, kim chcie­li­śmy być. Bo mie­li­śmy zesta­rzeć się razem, Kar­lijn i ja. Z nią mia­łem jakąś przy­szłość, ale wszystko popsu­łem. I tak samo będzie z Alissą.

Muszę trzy­mać się od niej jak naj­da­lej.

SKY

W pią­tek po połu­dniu cie­szę się, że w końcu mam wolne od szkoły. Wiem, że nie mam prawa być zły na Alissę, a mimo to jestem. Zako­chała się w złej oso­bie, dla­czego tego nie widzi?

Wcho­dzę do pomiesz­cze­nia dla per­so­nelu w piz­ze­rii i chcę zało­żyć far­tuch, kiedy mój wzrok pada na ulotkę. Z zacie­ka­wie­niem czy­tam jej treść.

HIPER­RE­ALI­STYCZNY ESCAPE ROOM: DOM PEW­NEJ RODZINY

DRZWI ZAMY­KAJĄ SIĘ NA KLUCZ. MASZ SZEŚĆ­DZIE­SIĄT MINUT. OD CZEGO ZACZNIESZ?

NASŁU­CHUJ MRO­ŻĄ­CYCH KREW W ŻYŁACH WSKA­ZÓ­WEK, ROZ­WIĄ­ZUJ POD­NO­SZĄCE CIŚNIE­NIE ZAGADKI I UWOL­NIJ SIĘ PRZED UPŁY­WEM SZEŚĆ­DZIE­SIĘ­CIU MINUT.

Czy­tam tę ulotkę aż trzy razy, żeby wszystko dobrze zro­zu­mieć. Zwłasz­cza słowo "hiper­re­ali­styczny" działa mi na wyobraź­nię. Domy stra­chów w weso­łych mia­stecz­kach zawsze wyda­wały mi się okrop­nie sztuczne, ale to? Muszę tam pójść. Być może jakimś cudem w escape roomie zapo­mnę o zdję­ciu na szafce noc­nej. Może zapo­mnę nawet, że te nie­bie­skie oczy ni­gdy nie spoj­rzą na mnie tak, jak bym tego chciał.

- Nie powi­nie­neś cza­sem być w środku?

Odwra­cam się i widzę Milasa. Wska­zuje na ulotkę, którą trzy­mam w dłoni.

- Co tam masz?

Na niego też jestem zły, może nawet bar­dziej niż na Alissę. Tęskny wzrok, któ­rym wczo­raj na nią patrzył... Nie potra­fię spoj­rzeć tak na Caitlin, cho­ciaż bar­dzo pró­buję.

Wsu­wam ulotkę do kie­szeni spodni.

- Nic.

Gdy wycho­dzę z pracy, Alissa i Mint cze­kają na zewnątrz. W nosie Alissy bły­ska kol­czyk. Jakby nie była już wystar­cza­jąco ładna...

- Idziesz z nami do kina? - pyta.

- Umó­wi­łem się z Caitlin. - Gdy tylko wypo­wia­dam te słowa, znów robię się ner­wowy.

Ostat­nio coraz czę­ściej mam wra­że­nie, że Caitlin chce cze­goś wię­cej, niż tylko się cało­wać. Wiem, że ja też muszę tego chcieć, ale tak się nie dzieje. Moje myśli krążą wokół kogoś innego.

- Mię­dzy wami robi się poważ­nie, co?

Wydaję z sie­bie dźwięk, który może ozna­czać wszystko. Szybko zmie­niam temat.

- Co wy na to, żeby w pią­tek pójść tutaj? - Wycią­gam ulotkę escape roomu z kie­szeni.

Alissa marsz­czy brwi.

- Co to jest?

- O, sły­sza­łam o tym. - Ku mojemu zdzi­wie­niu Mint prze­chwy­tuje ode mnie kartkę. - Trzeba roz­wią­zy­wać zagadki, żeby się wydo­stać.

- I ty to lubisz? - Alissa unosi jedną brew.

Mint kiwa głową.

- Brzmi eks­tra.

Wymie­niamy z Alissą szyb­kie spoj­rze­nie. Naj­wy­raź­niej myśli to samo co ja. Mint wszyst­kiego się boi, czę­sto zostaje w domu, gdy jedziemy gdzieś ze szkołą, a Alissa i ja co roku cho­dzimy do weso­łego mia­steczka we dwójkę, bo Mint mówi, że robi jej się nie­do­brze na kolej­kach gór­skich.

- W takim razie jestem za - oświad­cza Alissa.

Wska­zuję na dół ulotki.

- Potrze­bu­jemy tylko czwar­tego gra­cza.

- Caitlin? - pro­po­nuje Mint.

Już samo prze­by­wa­nie z Caitlin spra­wia, że czuję się jak w escape roomie.

- Albo Milas? - pod­suwa Alissa.

W myślach rzu­cam prze­kleń­stwem. Nie ma szans, że przez sześć­dzie­siąt minut będę patrzył, jak mają się ku sobie...

- Wtedy będzie nas czworo. - Alissa spo­gląda na mnie. - Mam go zapy­tać?

Leżę wycią­gnięty na moim jed­no­oso­bo­wym łóżku razem z Caitlin. Nie­wiele rozu­miem z filmu, który wła­śnie oglą­damy.

Alissa zapro­siła Milasa, więc w następny pią­tek spę­dzę godzinę zamknięty razem z tym dwoj­giem. Jak mogłem być tak durny, żeby w ogóle poru­szać temat escape roomu?

- Cał­kiem nie­zły. - Caitlin prze­ciąga się, zie­wa­jąc.

Dopiero teraz dociera do mnie, że na ekra­nie wyświe­tlają się napisy koń­cowe. Zupeł­nie prze­ga­pi­łem koń­cówkę filmu.

- Idziemy spać?

Z prze­ra­że­niem pod­no­szę wzrok. My?

Caitlin unika mojego wzroku, gdy szep­cze:

- Mam ze sobą swoje rze­czy.

Wie­dzia­łem, że do tego doj­dzie, ale nie jestem na to gotowy.

Caitlin znika w kory­ta­rzu i wcho­dzi do łazienki. Muszę coś wymy­ślić, tylko co? Już dwa razy uży­łem wymówki, że źle się czuję...

Dziew­czyna wraca ubrana w koszulkę nocną z poły­sku­ją­cego mate­riału. Wygląda na nową, może nawet kupiła ją spe­cjal­nie dla mnie. Czuję, jak pie­cze mnie skóra głowy.

- Śpisz w dżin­sach? - pyta.

No tak, ja też muszę się roze­brać. Ścią­gam spodnie, ale dla bez­pie­czeń­stwa zostaję w bok­ser­kach i T-shir­cie.

Chi­cho­cząc, Caitlin wsuwa się pod koł­drę.

- Na co cze­kasz?

Może to tak jak z ohyd­nym syro­pem na kaszel: cza­sami lepiej jest go wypić za jed­nym razem.

Gaszę świa­tło i po omacku szu­kam drogi do łóżka. Wzdry­gam się, gdy czuję, jak mięk­kie jest ciało Caitlin: nogi, ramiona, brzuch...

- No, to jestem - mówię.

Caitlin bie­rze moje dło­nie i kła­dzie je sobie na pier­siach. Przez tka­ninę koszuli czuję jej twarde sutki.

Dociera do mnie, że powi­nie­nem coś z nimi zro­bić, i auto­ma­tycz­nie zaczy­nam je ugnia­tać niczym cia­sto na pizzę.

Ręka Caitlin zsuwa się w dół i dotyka miej­sca pomię­dzy moimi nogami.

To nie może się wyda­rzyć, nie powinno.

Pię­tro niżej sły­chać otwie­ra­nie drzwi fron­to­wych, moi rodzice wła­śnie wró­cili ze spo­tka­nia u zna­jo­mych.

- To moi rodzice - mówię. - Nie możemy nic robić, śpią tuż za ścianą.

Na chwilę zapada cisza, po czym Caitlin szep­cze:

- Szkoda.

Tłu­mię wes­tchnie­nie ulgi. Tym razem zosta­łem ura­to­wany.

- Tak, wielka szkoda.

Caitlin przy­suwa się bli­sko mnie i kła­dzie głowę na mojej piersi. Chwilę póź­niej lekko pochra­puje, a jej noga krzy­żuje się z moją.

Zanim zasnę, minie jesz­cze kilka godzin.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

MINT

Na sto pro­cent jest gejem. - Sky sie­dzi na opar­ciu ławki, tuż za mną i Alissą. Jeśli nie liczyć naszej trójki, park jest zupeł­nie opu­sto­szały.

- Nie wydaje mi się. - Alissa wyciąga port­fel. - O ile się zało­żymy?

Nie mam zie­lo­nego poję­cia, o kim mówi dwójka moich naj­lep­szych przy­ja­ciół. Ich roz­mowy czę­sto toczą się gdzieś obok mnie, jak­bym znaj­do­wała się po dru­giej stro­nie gru­bego muru.

Alissa wyma­chuje bank­no­tem o nomi­nale pię­ciu euro. Przy­po­mina mi się pierw­szy dzień liceum. Wtedy też myśla­łam, że Alissa z kimś się zało­żyła.

Tam­tego ranka pode­szła do mojej ławki i zapy­tała, czy miej­sce obok jest wolne. Alissa nale­żała do tego typu dziew­czyn, które mogą sia­dać, gdzie tylko chcą, ponie­waż była nie­wia­ry­god­nie piękna. Jej oczy miały kolor wody na Lazu­ro­wym Wybrzeżu, na któ­rym spę­dzi­łam waka­cje. Z nie­uf­no­ścią obej­rza­łam się za sie­bie. Zasta­na­wia­łam się, czy kawa­łek dalej nie stoją jej roz­chi­cho­tane kole­żanki, śmie­jące się do roz­puku, bo dałam się nabrać.

Tyle że w kla­sie były­śmy tylko we dwie.

Głos Skya przy­wo­łuje mnie do teraź­niej­szo­ści.

- Zakła­damy się o pizzę - mówi. - A Milas nam ją przy­wie­zie.

A więc cho­dzi o Milasa, chło­paka z piz­ze­rii, w któ­rej pra­cuje Sky. Ni­gdy go nie widzia­łam, ale Alissa kie­dyś o nim wspo­mi­nała.

W parku zja­wia się bie­gaczka, ma jasne blond włosy i apaszkę na szyi. Gdy nas mija, posyła mi uśmiech.

- Będzie tu, musimy tylko zacze­kać. - Sky chowa tele­fon i nie­spiesz­nie skręca papie­rosa. Nie pali takich z paczki; zawsze robi wszystko ina­czej niż inni.

- Bolało? - sły­szę pyta­nie Alissy.

Z powro­tem jestem na ławce w parku. O co im teraz cho­dzi?

Podą­żam za jej wzro­kiem utkwio­nym w brwi Skya. Jakiś czas temu zro­bił sobie w niej kol­czyk. Gdy na drugi dzień przy­szedł do szkoły, jego skóra w tym miej­scu była spuch­nięta i zaczer­wie­niona. Doty­kam swo­jej brwi, która także bolała mnie wtedy przez kilka dni.

Na początku myśla­łam, że to zbieg oko­licz­no­ści, ale kiedy Alissa zła­mała nad­gar­stek na WF-ie, ból dłoni towa­rzy­szył mi przez kilka tygo­dni.

Czy potra­fię odczu­wać ból innych? To dziwne, nie­na­tu­ralne. Jeśli ktoś się o tym dowie, przy­lgnie do mnie łatka jesz­cze więk­szej wariatki niż teraz.

Sky wska­zuje na swoją brew.

- Na początku z rany sączyło się tyle ropy, że można by z niej zro­bić smo­othie.

Alissa sztur­cha go, przez co o mało nie spada z ławki.

- Prze­stań, bo się nie zde­cy­duję.

Pod­no­szę wzrok. Od kiedy Alissa chce zro­bić sobie pier­cing? Pró­buję sobie wyobra­zić, jak by na niej wyglą­dał, takie małe kółeczko prze­cho­dzące przez brew.

Nie­dawno na zaję­ciach z tek­sty­liów musie­li­śmy stwo­rzyć ubra­nie z wor­ków na śmieci. Alissa prze­ło­żyła swój przez głowę, przy­trzy­mała z jed­nej strony i spięła zszy­wa­czem. Prze­szła się po kla­sie jak po wybiegu, a kilku chło­pa­ków zagwiz­dało. Nawet w worku na śmieci było jej do twa­rzy.

- Gdzie ta pizza? - nie­cier­pliwi się Alissa.

- Milas ma pół godziny na dostawę. Jeśli przy­je­dzie póź­niej, dosta­niemy ją za darmo.

W tym momen­cie do parku wjeż­dża sku­ter z dużym nie­bie­skim pudeł­kiem na bagaż­niku. Sky chwyta mnie za nad­gar­stek i patrzy na mój zega­rek.

- Co do minuty, cały Milas. Punk­tu­alny gej.

- Przy­mknij się. - Alissa szybko popra­wia bluzkę.

To tylko drobny gest, ale natych­miast wyczu­wam, że jest zde­ner­wo­wana. Skręca mnie w brzu­chu, jak­bym za chwilę miała zda­wać ważny egza­min.

Dostawca zatrzy­muje się przed naszą ławką i unosi dłoń w kie­runku Skya w geście pozdro­wie­nia. Gdy uchyla wizjer kasku, dostrze­gam parę jasno­nie­bie­skich oczu, takich jak u Alissy. Tyle że mają one w sobie coś chłod­nego, nie przy­po­mi­nają Morza Śród­ziem­nego, lecz lodo­watą toń. Ogar­nia mnie dziwne uczu­cie, któ­rego nie potra­fię nazwać.

- Jedna pizza z salami? - Chło­pak wyj­muje pudełko.

Zapach roz­to­pio­nego sera spra­wia, że do ust napływa mi ślina.

- Tak, to dla nas. - Sky poka­zuje na Alissę. - Ona płaci.

- Nie sądzę. - Alissa przy­gląda się chło­pa­kowi. - Ej, Milas.

ALISSA

Pój­dziesz ze mną? - pytam Mint, gdy ta wsiada na rower.

- Dokąd?

- Zro­bić pier­cing?

- Teraz? - Mint się uśmie­cha. Wie, że jestem okrop­nie nie­cier­pliwa. Jak coś sobie wymy­ślę, muszę natych­miast to zre­ali­zo­wać.

- No tak, a kiedy?

- I jak ci się podoba? - pytam po raz enty, gdy znów sie­dzimy na rowe­rach.

- Ładny. - Gdy igła znik­nęła w moim noz­drzu, Mint pobla­dła jak ściana, jakby z nas dwóch to ją zabo­lało.

Kilka minut póź­niej znaj­du­jemy się w boga­tej dziel­nicy, w któ­rej mieszka moja przy­ja­ciółka. Gdy pierw­szy raz byłam u niej domu, prze­cie­ra­łam oczy ze zdu­mie­nia. Ale jej ojciec jest adwo­ka­tem, więc zara­bia dzie­sięć razy tyle, co mój ojciec, który pra­cuje w straży pożar­nej.

Na miej­scu Mint sięga po klu­cze, ale wtedy zapala się świa­tło w kory­ta­rzu i drzwi otwiera jej matka.

- Gdzie ty znowu byłaś?

Wiem, że matka Mint czę­sto robi afery, ale i tak za każ­dym razem zbija mnie to z tropu. Zwraca się do swo­jej córki, jakby była dziec­kiem. Nawet moja dzie­wię­cio­let­nia sio­stra ma wię­cej luzu.

- Mamo... - Mint się rumieni.

Jej matka kiwa głową w moim kie­runku, po czym znów zwraca się do córki:

- Umowa to umowa.

Gdy wcho­dzę do przed­po­koju, mój ojciec jest już w mun­du­rze.

- Co masz na nosie?

Obra­cam głowę w lewo i w prawo.

- Podoba ci się?

Tata sili się na surowy wyraz twa­rzy, po czym wybu­cha śmie­chem.

- Twar­dzielka z cie­bie. Więc tak, twoja matka nie­długo wraca, Ruben i Koen są na górze. Pomo­żesz Fen­nie z mate­ma­tyką?

- Jasne.

Ojciec całuje mnie w czoło i zamyka za sobą drzwi. Przez okno widzę, jak prze­jeż­dża rowe­rem przez podwó­rze.

Jako dziecko czę­sto czu­wa­łam do późna w nocy, dopóki ojciec nie wró­cił bez­piecz­nie do domu. Dopiero wtedy mogłam zasnąć. Cza­sami nie dawa­łam rady wytrwać do końca, wal­czy­łam ze zmę­cze­niem przez wiele godzin, po czym i tak zapa­da­łam w sen. Potem budzi­łam się nagle w środku na nocy i bie­głam na bosaka do sypialni rodzi­ców. Dopiero gdy widzia­łam wybrzu­sze­nie po stro­nie łóżka taty, z ulgą wśli­zgi­wa­łam się z powro­tem do swo­jego pokoju.

Wpraw­dzie teraz już prze­sy­piam noce, ale ni­gdy nie śpię bar­dzo głę­boko.

Na pewno nie od czasu ostat­nich świąt.

W Wigi­lię, gdy tata był na służ­bie, w poża­rze zgi­nęły cztery osoby, w tym jego kolega z pracy. Spa­dła na niego belka, która oddzie­liła się od pło­ną­cego sufitu.

Miesz­ka­jąca w tam­tym domu rodzina znaj­do­wała się w sypial­niach na pierw­szym pię­trze, do któ­rego nie było dostępu. Tata pró­bo­wał do nich dotrzeć, ale oka­zało się to zbyt nie­bez­pieczne. Pozo­stało mu tylko bez­sil­nie patrzeć, jak pożar trawi cały dom.

Cho­ciaż to, co się stało, nie wyda­rzyło się z jego winy, ten wypa­dek cał­ko­wi­cie go zmie­nił. Tata prze­stał cho­dzić do pracy i snuł się po domu jak duch. Nawet kole­dzy, któ­rzy byli z nim tam­tego wie­czoru, nie potra­fili do niego dotrzeć. W nocy jego krzyki sta­wiały na nogi cały dom. To kosz­mary, mówiła mama, ale to mało powie­dziane. Kiedy tata zaczy­nał krzy­czeć, prze­ra­żona Fenna wdra­py­wała się do mojego łóżka. Tuli­łam sio­strę w ramio­nach, dopóki nie zasnęła.

Drę­czyło mnie, że Fenna musiała być tego świad­kiem. Tak bar­dzo chcia­łam coś z tym zro­bić, ale nie wie­dzia­łam co.

Gdy twór­czyni fil­mów doku­men­tal­nych zapy­tała, czy chcia­ła­bym wziąć udział w roz­mo­wie na temat tego, jak to zda­rze­nie wpły­nęło na naszą rodzinę, natych­miast się zgo­dzi­łam. Film miał zostać wyemi­to­wany na sta­cji dla mło­dzieży i mia­łam nadzieję, że w ten spo­sób będę mogła komuś pomóc, nawet jeśli mia­łaby to być tylko jedna osoba.

Po emi­sji otrzy­ma­łam dzie­siątki pozy­tyw­nych reak­cji od moich rówie­śni­ków, co pomo­gło mi jakoś prze­trwać ten okres.

Sytu­acja z tatą zda­wała się trwać w nie­skoń­czo­ność, ale z cza­sem zaczęła się powoli popra­wiać. Prze­pi­sano mu leki na uspo­ko­je­nie, poszedł do psy­cho­loga i przy wspar­ciu kole­gów znów wró­cił do pracy na pół etatu. Po kilku mie­sią­cach prze­szedł na pełny etat i wyglą­dało na to, że wszystko poszło w nie­pa­mięć.

Ale ja nie zapo­mnia­łam.

Co jakiś czas oglą­dam tam­ten repor­taż. Widzę wów­czas moje cie­nie pod oczami, ner­wowo patrzą­cymi w kamerę.

Cza­sami wciąż jesz­cze czuję ten lęk.