MILAS
Alissa. Myślę o niej przy każdej dostawie przez resztę wieczoru. Gdy
wracam do domu na rowerze, znów mam przed oczami jej odsłoniętą szyję.
Dopiero gdy jestem prawie przed drzwiami, zdaję sobie sprawę, gdzie się
znajduję. To moja stara ulica...
Jak to możliwe? Do tej pory jeszcze ani razu nie zdarzyło mi się źle
pojechać, od razu przyzwyczaiłem się do naszego nowego domu.
Gdy uświadamiam sobie, że nic się nie zmieniło, moje serce zaczyna
mocniej bić. W jednym miejscu krawężnik jest niższy, dzięki czemu mogłem
wygodnie zjeżdżać, nie zahaczając o niego tylnym kołem. Za oknem budynku
o numerze trzydzieści dziewięć na parapecie dalej stoi rząd
porcelanowych figurek krów, które potrafiłem bez końca oglądać jako
dziecko. Tata cierpliwie mi towarzyszył, gdy liczyłem je i nadawałem im
imiona.
To wspomnienie sprawia mi ból.
Nic się tu nie zmieniło, a jednocześnie zmieniło się wszystko.
- Cześć, skarbie - mówi Jolieke, gdy wchodzę do kuchni. - Jak ci minął
dzień?
Powiedzieć jej, że przez przypadek zajechałem na naszą starą ulicę? Ale
wtedy Jolieke będzie chciała wiedzieć o wszystkim: o tym, co czułem, czy
nie chcę kiedyś wybrać się na cmentarz, czy nie chcę pójść razem z nią
do starego domu...
- W porządku. - Pochylam się nad patelnią. - Ładnie pachnie.
- Nakryjesz do stołu?
Kładę talerze naprzeciwko siebie. Chociaż mieszkamy tylko we dwójkę,
Jolieke zawsze gotuje. Nigdy nie pozwoliła, aby śmierć taty wytrąciła ją
z równowagi. Wiem jednak, że przepłakała wiele nocy, słyszałem jej płacz
przez cienkie ściany naszego nowego mieszkania.
Zmieniam ułożenie długopisów na biurku, układam podręczniki z teorią do
prawa jazdy w stos i dosuwam krzesło. Na zewnątrz panują kompletne
ciemności; w środku zresztą też. Właściwie to chciałbym zapalić światło,
ale wtedy Jolieke zauważy, że jeszcze nie śpię. W zeszłym tygodniu
chciała wiedzieć, czy często źle sypiam. Zastanawiam się, czego ona ode
mnie chce.
Zobaczyć, jak płaczę?
Jem, piję, poruszam się, ale nic nie wydaje się prawdziwe.
Aż do tego popołudnia.
Alissa wydawała się prawdziwa.
Teraz znów o niej myślę.
Kładę się na łóżku i odwracam głowę na bok. Patrzę prosto w lustro na
drzwiach szafy. Często je zakrywam, ale teraz jest odsłonięte. Widzę
swoje włosy, usta... Wygląd zewnętrzny, który tak często był moim
sprzymierzeńcem. Ludzie w supermarkecie zawsze byli dla mnie wyjątkowo
mili, nauczyciele przymykali oko, gdy zabrakło mi jednej dziesiątej
punktu, a dziewczyny były gotowe zrobić dla mnie wszystko.
Ale ładna buzia nie przywróci nikomu życia.
A Alissa?
Czy potrafi to naprawić?
Wracam myślami do Karlijn, ostatniej dziewczyny, która była w tym
pokoju. Leżała razem ze mną na tym łóżku, w tej pościeli. Rozmawialiśmy
o tym, co będzie dalej. O tym, co chcieliśmy robić, kim chcieliśmy być.
Bo mieliśmy zestarzeć się razem, Karlijn i ja. Z nią miałem jakąś
przyszłość, ale wszystko popsułem. I tak samo będzie z Alissą.
Muszę trzymać się od niej jak najdalej.
SKY
W piątek po południu cieszę się, że w końcu mam wolne od szkoły. Wiem,
że nie mam prawa być zły na Alissę, a mimo to jestem. Zakochała się w złej osobie, dlaczego tego nie widzi?
Wchodzę do pomieszczenia dla personelu w pizzerii i chcę założyć
fartuch, kiedy mój wzrok pada na ulotkę. Z zaciekawieniem czytam jej
treść.
HIPERREALISTYCZNY ESCAPE ROOM:
DOM PEWNEJ RODZINY
DRZWI ZAMYKAJĄ SIĘ NA KLUCZ.
MASZ SZEŚĆDZIESIĄT MINUT.
OD CZEGO ZACZNIESZ?
NASŁUCHUJ MROŻĄCYCH KREW W ŻYŁACH WSKAZÓWEK, ROZWIĄZUJ PODNOSZĄCE
CIŚNIENIE ZAGADKI I UWOLNIJ SIĘ PRZED UPŁYWEM SZEŚĆDZIESIĘCIU MINUT.
Czytam tę ulotkę aż trzy razy, żeby wszystko dobrze zrozumieć. Zwłaszcza
słowo "hiperrealistyczny" działa mi na wyobraźnię. Domy strachów w wesołych miasteczkach zawsze wydawały mi się okropnie sztuczne, ale to?
Muszę tam pójść. Być może jakimś cudem w escape roomie zapomnę o zdjęciu
na szafce nocnej. Może zapomnę nawet, że te niebieskie oczy nigdy nie
spojrzą na mnie tak, jak bym tego chciał.
- Nie powinieneś czasem być w środku?
Odwracam się i widzę Milasa. Wskazuje na ulotkę, którą trzymam w dłoni.
- Co tam masz?
Na niego też jestem zły, może nawet bardziej niż na Alissę. Tęskny
wzrok, którym wczoraj na nią patrzył... Nie potrafię spojrzeć tak na
Caitlin, chociaż bardzo próbuję.
Wsuwam ulotkę do kieszeni spodni.
- Nic.
Gdy wychodzę z pracy, Alissa i Mint czekają na zewnątrz. W nosie Alissy
błyska kolczyk. Jakby nie była już wystarczająco ładna...
- Idziesz z nami do kina? - pyta.
- Umówiłem się z Caitlin. - Gdy tylko wypowiadam te słowa, znów robię
się nerwowy.
Ostatnio coraz częściej mam wrażenie, że Caitlin chce czegoś więcej, niż
tylko się całować. Wiem, że ja też muszę tego chcieć, ale tak się nie
dzieje. Moje myśli krążą wokół kogoś innego.
- Między wami robi się poważnie, co?
Wydaję z siebie dźwięk, który może oznaczać wszystko. Szybko zmieniam
temat.
- Co wy na to, żeby w piątek pójść tutaj? - Wyciągam ulotkę escape roomu
z kieszeni.
Alissa marszczy brwi.
- Co to jest?
- O, słyszałam o tym. - Ku mojemu zdziwieniu Mint przechwytuje ode mnie
kartkę. - Trzeba rozwiązywać zagadki, żeby się wydostać.
- I ty to lubisz? - Alissa unosi jedną brew.
Mint kiwa głową.
- Brzmi ekstra.
Wymieniamy z Alissą szybkie spojrzenie. Najwyraźniej myśli to samo co
ja. Mint wszystkiego się boi, często zostaje w domu, gdy jedziemy gdzieś
ze szkołą, a Alissa i ja co roku chodzimy do wesołego miasteczka we
dwójkę, bo Mint mówi, że robi jej się niedobrze na kolejkach górskich.
- W takim razie jestem za - oświadcza Alissa.
Wskazuję na dół ulotki.
- Potrzebujemy tylko czwartego gracza.
- Caitlin? - proponuje Mint.
Już samo przebywanie z Caitlin sprawia, że czuję się jak w escape
roomie.
- Albo Milas? - podsuwa Alissa.
W myślach rzucam przekleństwem. Nie ma szans, że przez sześćdziesiąt
minut będę patrzył, jak mają się ku sobie...
- Wtedy będzie nas czworo. - Alissa spogląda na mnie. - Mam go zapytać?
Leżę wyciągnięty na moim jednoosobowym łóżku razem z Caitlin. Niewiele
rozumiem z filmu, który właśnie oglądamy.
Alissa zaprosiła Milasa, więc w następny piątek spędzę godzinę zamknięty
razem z tym dwojgiem. Jak mogłem być tak durny, żeby w ogóle poruszać
temat escape roomu?
- Całkiem niezły. - Caitlin przeciąga się, ziewając.
Dopiero teraz dociera do mnie, że na ekranie wyświetlają się napisy
końcowe. Zupełnie przegapiłem końcówkę filmu.
- Idziemy spać?
Z przerażeniem podnoszę wzrok. My?
Caitlin unika mojego wzroku, gdy szepcze:
- Mam ze sobą swoje rzeczy.
Wiedziałem, że do tego dojdzie, ale nie jestem na to gotowy.
Caitlin znika w korytarzu i wchodzi do łazienki. Muszę coś wymyślić,
tylko co? Już dwa razy użyłem wymówki, że źle się czuję...
Dziewczyna wraca ubrana w koszulkę nocną z połyskującego materiału.
Wygląda na nową, może nawet kupiła ją specjalnie dla mnie. Czuję, jak
piecze mnie skóra głowy.
- Śpisz w dżinsach? - pyta.
No tak, ja też muszę się rozebrać. Ściągam spodnie, ale dla
bezpieczeństwa zostaję w bokserkach i T-shircie.
Chichocząc, Caitlin wsuwa się pod kołdrę.
- Na co czekasz?
Może to tak jak z ohydnym syropem na kaszel: czasami lepiej jest go
wypić za jednym razem.
Gaszę światło i po omacku szukam drogi do łóżka. Wzdrygam się, gdy
czuję, jak miękkie jest ciało Caitlin: nogi, ramiona, brzuch...
- No, to jestem - mówię.
Caitlin bierze moje dłonie i kładzie je sobie na piersiach. Przez
tkaninę koszuli czuję jej twarde sutki.
Dociera do mnie, że powinienem coś z nimi zrobić, i automatycznie
zaczynam je ugniatać niczym ciasto na pizzę.
Ręka Caitlin zsuwa się w dół i dotyka miejsca pomiędzy moimi nogami.
To nie może się wydarzyć, nie powinno.
Piętro niżej słychać otwieranie drzwi frontowych, moi rodzice właśnie
wrócili ze spotkania u znajomych.
- To moi rodzice - mówię. - Nie możemy nic robić, śpią tuż za ścianą.
Na chwilę zapada cisza, po czym Caitlin szepcze:
- Szkoda.
Tłumię westchnienie ulgi. Tym razem zostałem uratowany.
- Tak, wielka szkoda.
Caitlin przysuwa się blisko mnie i kładzie głowę na mojej piersi. Chwilę
później lekko pochrapuje, a jej noga krzyżuje się z moją.
Zanim zasnę, minie jeszcze kilka godzin.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
MINT
Na sto procent jest gejem. - Sky siedzi na oparciu ławki, tuż za mną i Alissą. Jeśli nie liczyć naszej trójki, park jest zupełnie opustoszały.
- Nie wydaje mi się. - Alissa wyciąga portfel. - O ile się założymy?
Nie mam zielonego pojęcia, o kim mówi dwójka moich najlepszych
przyjaciół. Ich rozmowy często toczą się gdzieś obok mnie, jakbym
znajdowała się po drugiej stronie grubego muru.
Alissa wymachuje banknotem o nominale pięciu euro. Przypomina mi się
pierwszy dzień liceum. Wtedy też myślałam, że Alissa z kimś się
założyła.
Tamtego ranka podeszła do mojej ławki i zapytała, czy miejsce obok jest
wolne. Alissa należała do tego typu dziewczyn, które mogą siadać, gdzie
tylko chcą, ponieważ była niewiarygodnie piękna. Jej oczy miały kolor
wody na Lazurowym Wybrzeżu, na którym spędziłam wakacje. Z nieufnością
obejrzałam się za siebie. Zastanawiałam się, czy kawałek dalej nie stoją
jej rozchichotane koleżanki, śmiejące się do rozpuku, bo dałam się
nabrać.
Tyle że w klasie byłyśmy tylko we dwie.
Głos Skya przywołuje mnie do teraźniejszości.
- Zakładamy się o pizzę - mówi. - A Milas nam ją przywiezie.
A więc chodzi o Milasa, chłopaka z pizzerii, w której pracuje Sky. Nigdy
go nie widziałam, ale Alissa kiedyś o nim wspominała.
W parku zjawia się biegaczka, ma jasne blond włosy i apaszkę na szyi.
Gdy nas mija, posyła mi uśmiech.
- Będzie tu, musimy tylko zaczekać. - Sky chowa telefon i niespiesznie
skręca papierosa. Nie pali takich z paczki; zawsze robi wszystko inaczej
niż inni.
- Bolało? - słyszę pytanie Alissy.
Z powrotem jestem na ławce w parku. O co im teraz chodzi?
Podążam za jej wzrokiem utkwionym w brwi Skya. Jakiś czas temu zrobił
sobie w niej kolczyk. Gdy na drugi dzień przyszedł do szkoły, jego skóra
w tym miejscu była spuchnięta i zaczerwieniona. Dotykam swojej brwi,
która także bolała mnie wtedy przez kilka dni.
Na początku myślałam, że to zbieg okoliczności, ale kiedy Alissa złamała
nadgarstek na WF-ie, ból dłoni towarzyszył mi przez kilka tygodni.
Czy potrafię odczuwać ból innych? To dziwne, nienaturalne. Jeśli ktoś
się o tym dowie, przylgnie do mnie łatka jeszcze większej wariatki niż
teraz.
Sky wskazuje na swoją brew.
- Na początku z rany sączyło się tyle ropy, że można by z niej zrobić
smoothie.
Alissa szturcha go, przez co o mało nie spada z ławki.
- Przestań, bo się nie zdecyduję.
Podnoszę wzrok. Od kiedy Alissa chce zrobić sobie piercing? Próbuję
sobie wyobrazić, jak by na niej wyglądał, takie małe kółeczko
przechodzące przez brew.
Niedawno na zajęciach z tekstyliów musieliśmy stworzyć ubranie z worków
na śmieci. Alissa przełożyła swój przez głowę, przytrzymała z jednej
strony i spięła zszywaczem. Przeszła się po klasie jak po wybiegu, a kilku chłopaków zagwizdało. Nawet w worku na śmieci było jej do twarzy.
- Gdzie ta pizza? - niecierpliwi się Alissa.
- Milas ma pół godziny na dostawę. Jeśli przyjedzie później, dostaniemy
ją za darmo.
W tym momencie do parku wjeżdża skuter z dużym niebieskim pudełkiem na
bagażniku. Sky chwyta mnie za nadgarstek i patrzy na mój zegarek.
- Co do minuty, cały Milas. Punktualny gej.
- Przymknij się. - Alissa szybko poprawia bluzkę.
To tylko drobny gest, ale natychmiast wyczuwam, że jest zdenerwowana.
Skręca mnie w brzuchu, jakbym za chwilę miała zdawać ważny egzamin.
Dostawca zatrzymuje się przed naszą ławką i unosi dłoń w kierunku Skya w geście pozdrowienia. Gdy uchyla wizjer kasku, dostrzegam parę
jasnoniebieskich oczu, takich jak u Alissy. Tyle że mają one w sobie coś
chłodnego, nie przypominają Morza Śródziemnego, lecz lodowatą toń.
Ogarnia mnie dziwne uczucie, którego nie potrafię nazwać.
- Jedna pizza z salami? - Chłopak wyjmuje pudełko.
Zapach roztopionego sera sprawia, że do ust napływa mi ślina.
- Tak, to dla nas. - Sky pokazuje na Alissę. - Ona płaci.
- Nie sądzę. - Alissa przygląda się chłopakowi. - Ej, Milas.
ALISSA
Pójdziesz ze mną? - pytam Mint, gdy ta wsiada na rower.
- Dokąd?
- Zrobić piercing?
- Teraz? - Mint się uśmiecha. Wie, że jestem okropnie niecierpliwa. Jak
coś sobie wymyślę, muszę natychmiast to zrealizować.
- No tak, a kiedy?
- I jak ci się podoba? - pytam po raz enty, gdy znów siedzimy na
rowerach.
- Ładny. - Gdy igła zniknęła w moim nozdrzu, Mint pobladła jak ściana,
jakby z nas dwóch to ją zabolało.
Kilka minut później znajdujemy się w bogatej dzielnicy, w której mieszka
moja przyjaciółka. Gdy pierwszy raz byłam u niej domu, przecierałam oczy
ze zdumienia. Ale jej ojciec jest adwokatem, więc zarabia dziesięć razy
tyle, co mój ojciec, który pracuje w straży pożarnej.
Na miejscu Mint sięga po klucze, ale wtedy zapala się światło w korytarzu i drzwi otwiera jej matka.
- Gdzie ty znowu byłaś?
Wiem, że matka Mint często robi afery, ale i tak za każdym razem zbija
mnie to z tropu. Zwraca się do swojej córki, jakby była dzieckiem. Nawet
moja dziewięcioletnia siostra ma więcej luzu.
- Mamo... - Mint się rumieni.
Jej matka kiwa głową w moim kierunku, po czym znów zwraca się do córki:
- Umowa to umowa.
Gdy wchodzę do przedpokoju, mój ojciec jest już w mundurze.
- Co masz na nosie?
Obracam głowę w lewo i w prawo.
- Podoba ci się?
Tata sili się na surowy wyraz twarzy, po czym wybucha śmiechem.
- Twardzielka z ciebie. Więc tak, twoja matka niedługo wraca, Ruben i Koen są na górze. Pomożesz Fennie z matematyką?
- Jasne.
Ojciec całuje mnie w czoło i zamyka za sobą drzwi. Przez okno widzę, jak
przejeżdża rowerem przez podwórze.
Jako dziecko często czuwałam do późna w nocy, dopóki ojciec nie wrócił
bezpiecznie do domu. Dopiero wtedy mogłam zasnąć. Czasami nie dawałam
rady wytrwać do końca, walczyłam ze zmęczeniem przez wiele godzin, po
czym i tak zapadałam w sen. Potem budziłam się nagle w środku na nocy i biegłam na bosaka do sypialni rodziców. Dopiero gdy widziałam
wybrzuszenie po stronie łóżka taty, z ulgą wślizgiwałam się z powrotem
do swojego pokoju.
Wprawdzie teraz już przesypiam noce, ale nigdy nie śpię bardzo głęboko.
Na pewno nie od czasu ostatnich świąt.
W Wigilię, gdy tata był na służbie, w pożarze zginęły cztery osoby, w tym jego kolega z pracy. Spadła na niego belka, która oddzieliła się od
płonącego sufitu.
Mieszkająca w tamtym domu rodzina znajdowała się w sypialniach na
pierwszym piętrze, do którego nie było dostępu. Tata próbował do nich
dotrzeć, ale okazało się to zbyt niebezpieczne. Pozostało mu tylko
bezsilnie patrzeć, jak pożar trawi cały dom.
Chociaż to, co się stało, nie wydarzyło się z jego winy, ten wypadek
całkowicie go zmienił. Tata przestał chodzić do pracy i snuł się po domu
jak duch. Nawet koledzy, którzy byli z nim tamtego wieczoru, nie
potrafili do niego dotrzeć. W nocy jego krzyki stawiały na nogi cały
dom. To koszmary, mówiła mama, ale to mało powiedziane. Kiedy tata
zaczynał krzyczeć, przerażona Fenna wdrapywała się do mojego łóżka.
Tuliłam siostrę w ramionach, dopóki nie zasnęła.
Dręczyło mnie, że Fenna musiała być tego świadkiem. Tak bardzo chciałam
coś z tym zrobić, ale nie wiedziałam co.
Gdy twórczyni filmów dokumentalnych zapytała, czy chciałabym wziąć
udział w rozmowie na temat tego, jak to zdarzenie wpłynęło na naszą
rodzinę, natychmiast się zgodziłam. Film miał zostać wyemitowany na
stacji dla młodzieży i miałam nadzieję, że w ten sposób będę mogła komuś
pomóc, nawet jeśli miałaby to być tylko jedna osoba.
Po emisji otrzymałam dziesiątki pozytywnych reakcji od moich
rówieśników, co pomogło mi jakoś przetrwać ten okres.
Sytuacja z tatą zdawała się trwać w nieskończoność, ale z czasem zaczęła
się powoli poprawiać. Przepisano mu leki na uspokojenie, poszedł do
psychologa i przy wsparciu kolegów znów wrócił do pracy na pół etatu. Po
kilku miesiącach przeszedł na pełny etat i wyglądało na to, że wszystko
poszło w niepamięć.
Ale ja nie zapomniałam.
Co jakiś czas oglądam tamten reportaż. Widzę wówczas moje cienie pod
oczami, nerwowo patrzącymi w kamerę.
Czasami wciąż jeszcze czuję ten lęk.