Eryk Scott. Przeklęta magia. Tom 1 - Matt Burczyk

Kup ebooka

31.99 zł
26.55 zł (22,39 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 1. Próba żywiołów

Gdzieś na południowo-wschodnim skraju Islandii, Akademia Strażników, Northeim

To magia wybiera czarodzieja...

Eryk wpatrywał się z niedowierzaniem w elegancką czarownicę w bordowym garniturze i z postawionym do góry blond irokezem. Przypominała mu raczej rockową piosenkarkę niż wiedźmę. Trzymając w ręce księgę oprawioną w skórę, stała tuż obok okrągłego podium z wyeksponowaną czerwono-czarną wazą wielkości sporej fontanny. Nieraz widywał takie naczynia w podręczniku do historii. To było ozdobione motywem walki czarodzieja ze smokiem i przypominało mu antyki ze starożytnej Grecji. Tylko skąd wziął się tu czarnoksiężnik mierzący kosturem w potwora? Nie takie malowidła pamiętał z ilustracji. Nad wazą unosiła się rzeźba przedstawiająca węża zjadającego własny ogon. Profesor Ursa Grande uważnie odczytała instrukcję z wolumenu i nakazała uczniowi włożyć prawą dłoń do naczynia. Eryk spojrzał na mętną ciecz wypełniającą wazę. Z lekkim niepokojem zanurzył w niej rękę. Poczuł zimno, które wraz z kolejnymi słowami powtarzanymi za dyrektorką zamieniało się w przyjemne ciepło rozlewające się po całym ciele.

- Affer: ignem, aquam, terram, aerem. Elementa copiae viam tuam eligant1.

Po wypowiedzeniu ostatniego wyrazu Eryk wystraszył się i zeskoczył z podestu. Na dyrektorce nie zrobiło to większego wrażenia, co oznaczało, że nie jest pierwszym uczniem, który w ten sposób zareagował na huk i oślepiający czerwony błysk. Chłopak wpatrywał się w wizerunek węża z bezpiecznej odległości.

"To dziwne" - pomyślała Ursa, patrząc na rzeźbę, która zareagowała na moc ucznia inaczej niż zwykle. Uroboros symbolizował alchemiczne procesy ciągłej destrukcji i odradzania się, wyrażał duchową i fizyczną jedność wszechrzeczy, która trwa w nieskończoność. Tym razem jednak wąż nie zapłonął ogniem, nie skuł go lód, nie spowił wiatr, nie oplotły gałęzie. Zamiast tego oblepiła go srebrna maź ściekająca do wazy. Zbliżając się do naczynia, Ursa poczuła metaliczny posmak w ustach, ale żadnego zapachu. W jej kilkudziesięcioletniej karierze akademickiej taka sytuacja wydarzyła się po raz pierwszy. Sprzeczne myśli napływały do głowy dyrektorki.

- Co oznacza ta magiczna anomalia? Nie jestem pewna... - mruknęła pod nosem.

Nauczycielka miała poważny problem. Próba żywiołów wskazywała, jaką mocą natury włada adept sztuk tajemnych i jak należy go wyszkolić, by osiągnąć najlepsze dydaktyczne efekty. Uczeń po ukończeniu podstawowej edukacji mógł zostać alchemikiem, łowcą, strażnikiem, a nawet szpiegiem. Każdy z żywiołów dawał predyspozycje do wykonywania innego zawodu. To oczywiście spore uproszczenie, bo w świecie czarodziejów istniało wiele profesji. Ceremonia przekazania amuletu mocy i łyk eliksiru przysięgi wydobywały pozaziemskie zdolności ze zwykłego człowieka. Stawał się on niewrażliwy na ludzkie choroby, niewidoczny dla śmiertelników i odporny na ich ataki. To oczywiście działało w dwie strony. Za użycie magii wobec osoby, która nigdy jej nie stosowała, czarodziejowi groziła utrata mocy, a w szczególnych przypadkach nawet śmierć.

Ten pradawny traktat gwarantował pokój, zapewniał harmonię pomiędzy zamaskowanym zaklęciami i urokami światem czarodziejów a odseparowanym od niego światem ludzi.

Tyle że teraz działo się coś dziwnego. Ursa wiedziała, że musi zlecić zaufanemu alchemikowi szczegółowe badania. Być może to rozwieje wątpliwości. Zamierzała jeszcze dziś ściągnąć go do Akademii. Bo to niemożliwe, by jedenastolatek był o krok od zostania czarodziejem.

-

Eryk od zawsze chciał zostać kimś wyjątkowym. Pewnie dlatego, że szkolni koledzy dokuczali mu na każdym kroku. Śmiali się z jego znoszonych ciuchów, nadwagi, odkupionego z lombardu i często zawieszającego się telefonu. Z tym jeszcze dawał sobie radę. Najgorzej bolało go to, że kpią ze schorowanej babci, która samotnie go wychowywała. Seniorka powtarzała, żeby się nimi nie przejmował. "To nie pieniądze ani modne rzeczy liczą się w życiu najbardziej, tylko zdrowie, to, czy nikogo nie krzywdzisz, oraz pasja", mówiła. Ich wspólnym hobby było czytanie, a dosadniej pożeranie legend, baśni, mitologii i wszelkiej maści książek wyrywających z szarego świata. Kiedy kończyli kolejne powieści, szli do zaprzyjaźnionej biblioteki, by upolować coś nowego. Mieli jedną kartę biblioteczną, dlatego w drodze sprzeczali się o to, jakie książki tym razem wypożyczą. Eryk chciał same przygodówki i to w ilościach hurtowych, a babcia miała ochotę od czasu do czasu poczytać w spokoju romans, koniec końców zawsze jednak ulegała wnukowi. Wieczorami wspólnie przemierzali literackie światy. Jej ciepły głos utulał go do snu, dawał poczucie bezpieczeństwa.

Babcia powtarzała Erykowi, że magia otacza nas ze wszystkich stron. Jest ukryta w dźwiękach muzyki, schowana pośród kart ksiąg. Znajdziemy ją w smaku i zapachu jedzenia, szczekaniu psa, miauczeniu kota, miłości do kogoś. Wystarczy wyjść na świeże powietrze, rozsmakować się w naturze, spojrzeć na architekturę lub w oczy dobrych ludzi. To magia sprawia, że na przekór przeciwnościom życie staje się piękne.

Chłopcu nie zależało jednak na poznaniu tego rodzaju magii. On chciał za wszelką cenę zdobyć prawdziwą moc. Pragnął za jej pomocą przenieść się daleko stąd, żeby odciąć się od problemów i zamieszkać z babcią w jednej z baśniowych krain, nie przejmując się więcej pieniędzmi, zdrowiem, wścibskimi rówieśnikami. Gdyby usłyszał od kogoś, że siły żywiołów poprowadzą go siecią zawiłych podziemnych korytarzy pod Akademią Strażników wprost do sali sąsiadującej z gabinetem dyrektorki Ursy Grande, nigdy by w to nie uwierzył. Nie uwierzyłby, że jakaś pierwotna energia sprowadzi go w to tajemnicze miejsce.