Errata - Iga Majak

Kup ebooka

35.99 zł
28.79 zł (28,29 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Prolog

Pięć lat wcześniej

Paweł Winiarski, dwudziestodziewięcioletni informatyk, od niedawna zatrudniony w wydawnictwie Revista, przekroczył progi firmy. Jak co rano od kilku miesięcy. Zatrudnił się tutaj zaraz po zrobieniu doktoratu z bezpieczeństwa informatycznego na Politechnice Wrocławskiej. Do Warszawy wrócił po wielu latach studiów poza miastem i trafił właśnie tutaj. Trochę był to romantyczny wybór, bo kochał książki, a jego matka od zawsze pracowała na tym rynku i historii z różnych redakcji i wydawnictw słuchał, od kiedy tylko rozumiał, czego słucha. Poza tym paradoksalnie był to sektor bardzo informatyków potrzebujący - książki prawie już tylko sprzedawały się w internecie, rozwijał się rynek audiobooków i e-booków, wydawcy wchodzili też mocno w e-learning. Zatrudnił się więc tutaj i decyzji swojej nie żałował. Nawet jeśli mógł znacznie więcej zarobić w banku. Jakoś nie chciał.

Na dzisiaj miał zaplanowane spotkanie z tą redakcją, która miała wspierać swoimi publikacjami jeden z kursów zdalnych na największej polskiej uczelni. Zaczynał być spóźniony, więc przyspieszył kroku, jednocześnie szukając w kieszeniach karty dostępowej do drzwi. Znowu mu się zgubiła, chociaż nie posiadał, jak jego koleżanki, przepastnej torebki. Miał za to cztery kieszenie w dżinsach i jedną w koszuli. I to, zdaje się, wystarczyło, żeby teraz nerwowo te kieszenie obmacywać. Karta się znalazła, Paweł sforsował drzwi i wszedł do wielkiego holu pałacu, w którym wydawnictwo się mieściło.

Zamiast zwykle witającej go o tej porze ciszy usłyszał piękny, zaraźliwy i radosny kobiecy śmiech. Podniósł zaskoczony głowę. I oniemiał. Przy ladzie recepcyjnej stała najpiękniejsza i najradośniejsza kobieta, jaką w życiu widział, i przyjaźnie rozmawiała z Łukaszkiem. Była bardzo szczupła i bardzo wysoka, prawie jego wzrostu, a do niskich nie należał. Zachwyciło go, że mimo tego i tak miała na nogach niebotyczne szpilki. Poza tym zauważył jeszcze krótkie, kręcone blond włosy, drobną twarz i przepiękne zielone, roześmiane oczy. Stał sobie tak zupełnie i całkowicie skamieniały i pewnie szybko zacząłby zwracać na siebie uwagę, ale litościwa opatrzność ruszyła go z miejsca, ponieważ dostał w plecy drzwiami wejściowymi i zadziałały prawa fizyki.

- Cześć - rzucił do niego Witek, dyrektor finansowy, który właśnie przez te litościwe drzwi wszedł.

- Cześć - odpowiedział uruchomiony także w sferze werbalnej Paweł, patrząc, jak Witek podchodzi do obserwowanego przez niego zjawiska z szeroko rozpostartymi ramionami. Po chwili usłyszał słowa powitania.

- Wróciłaś! Nareszcie! Będzie przewaga normalnych ludzi! - wykrzyknął Witek, całując roześmianą kobietę w policzek. - Tęskniłaś?

- Kurwa, jeszcze pytasz? - padło w odpowiedzi, trochę Pawła zadziwiając. - Miałam wrażenie, że już nigdy nie będę normalna. Zobacz, nawet szpilki włożyłam - dodała.

- Z pełnym przekonaniem i szczerą radością powiem więc: witamy na pokładzie! - dodał szeroko uśmiechnięty Witek.

Po chwili oboje opuścili hol, udając się schodami na pierwsze piętro. Jak tylko ich sylwetki zniknęły na schodach, Paweł podszedł do Łukaszka.

- Kto to był? - zapytał, starając się brzmieć swobodnie.

- Baśka Sypniewska. Wróciła. Zobaczysz, teraz będzie znacznie weselej. Jedni się upiją z radości, znaczna większość jednak z rozpaczy - odpowiedział roześmiany Łukaszek.

- Dlaczego?

- Bo to jest po pierwsze dyrektor produkcji, a po drugie najbardziej twarda i bezpośrednia babka, jaką znam - wytłumaczył. - I klnie jak szewc - dodał.

- A gdzie była, jak jej nie było? - zapytał Paweł, bo nie znał żadnej Baśki Sypniewskiej.

- Na macierzyńskim. Jakieś dzieci rodziła i trochę jej to zajęło - odpowiedział Łukaszek, nie zdając sobie sprawy, co ten komunikat wywołał u jego rozmówcy.

Jak to "dzieci"?! To ona ma rodzinę?! Paweł poczuł, chyba pierwszy raz w życiu, że świat jest dla niego bardzo niesprawiedliwy...