Zwiąż mnie - opowiadanie erotyczne
- Można by pomyśle, że facet, który ma fioła na punkcie szalików, powinien wiedzieć, jak zawiązać krawat...
Oderwał wzrok od zadania, które go pochłaniało, i bez cienia uśmiechu spojrzał w lustro, patrząc mi prosto w oczy. Był w odpowiednim nastroju, co bardzo rzadko się zdarzało. Jego zazwyczaj nienaganne maniery znikły.
- Bla bla bla, fioła na punkcie szalików - mruknął i znów skupił się na swoim odbiciu. - Nie mam fioła na punkcie szalików.
- Jasne. Skoro tak twierdzisz. - Mrugnęłam do niego.
Znów spojrzał na mnie ze złością, dalej męcząc się z cienkim czarnym krawatem na szyi.
- W rzeczywistości istnieje ogromna różnica między szalikami a krawatami, wiesz? I muszkami. I fularami.
Wziął głęboki oddech i wyczułam, że zaraz wygłosi długi wykład o tym, czym te części garderoby się różnią. Z trudem powstrzymywałam się od śmiechu, bo nie było to łatwe zadanie. I zanim otworzył usta, by zacząć swoje męskie wyjaśnienia, nie wytrzymałam. Parsknęłam śmiechem.
Naburmuszył się i nie wiadomo który już raz rozwiązał krawat, żeby całą procedurę zacząć od początku.
Zasłoniłam ręką szeroko uśmiechnięte usta i przyjrzałam się jego odbiciu w lustrze. Ciemnografitowa koszula wciąż wyglądała świeżo i gładko, ale jeśli ta farsa wkrótce się nie skończy, to będzie musiał się przebrać, bo pogniecie nieszczęsną koszulę podczas coraz brutalniejszej walki z krawatem. Musiałam jednak przyznać, że fryzura na quiffa świetnie mu pasuje. Idealnie ułożona, ale zgodnie z modą trochę zmierzwiona. To, czego mu brakowało, jeśli chodzi o wiązanie krawatów, nadrabiał zdolnościami fryzjerskimi.
- A niech to szlag! - Znów puścił krawat i wpatrywał się w swoje odbicie z irytacją i rozpaczą w oczach.
A więc zaczął już przeklinać. Nastała pora, by coś z tym zrobić.
- Rozwiąż to - powiedziałam i wyszłam z łazienki. Szybko znalazłam to, czego szukałam, i wróciłam do niego. - Pozwól, że ci pomogę - zaproponowałam, zakładając czółenka.
Obserwował mnie w lustrze i byłabym gotowa przysiąc, że wciąga powietrze, kiedy pochyliłam się, żeby poprawić paski. Boso byliśmy dokładnie tego samego wzrostu. W swoich butach do tańca, jak je przekornie nazywałam, był ze dwa centymetry wyższy ode mnie, ale gdy podeszłam do niego od tyłu, buty od Loboutaina na niesamowicie wysokich obcasach sprawiły, że patrzyłam na niego niemal z góry, gdy nasze spojrzenia spotkały się w lustrze.
- Uspokój się. Chcesz, żebym coś zrobiła z tym żałosnym węzłem? Węzeł windsorski, półwindsorski? A może węzeł księcia Alberta?
Wpatrywał się we mnie z niedowierzaniem, wreszcie powiedział:
- Pratta.
- Węzeł Pratta? Dość śmiały wybór, muszę przyznać. - Nie potrafiłam powstrzymać złośliwego uśmiechu
- Ha, ha! Bardzo zabawne.
- Przestań być taki nadęty. Chcesz mojej pomocy czy nie?
- Dobra, niech będzie.
Westchnął, ale poczułam, że jego napięte ramiona trochę się rozluźniają. Sięgnęłam do jego szyi i rozplątałam niechlujny węzeł, czyli efekt jego ostatniej próby. Ujęłam jego ręce, położyłam je na krawacie i zawiązałam węzeł półwindsorski.
- Wiesz, co mi to przypomina? - spytałam, próbując zmienić temat i wciągnąć go w rozmowę.
- Co?
- Pretty Woman. No wiesz, kiedy Julia Roberts poprawia krawat Richarda Gere'a i mówi o swoim dziadku.
Nie odpowiedział, ale też mnie nie powstrzymał, gdy kierowałam jego dłońmi, poprawiając krawat. Na kilka sekund pozwolił mi być władcą marionetek, a potem jego ręce zamarły.
- A wiesz, co mnie to przypomina? - spytał.
- Co?
- Richarda Gere'a pieprzącego Julię Roberts.
Tak szybko wysunął ręce spod moich, że prawie straciłam równowagę. Zanim zdążyłam zareagować, mocno trzymał mnie za nadgarstki, unosząc je wysoko nad nasze głowy. Nie jestem pewna, jak to zrobił, ale nie plącząc naszych rąk, obrócił się i nagle staliśmy twarzą w twarz, niemal stykając się nosami. Czułam na ustach jego rwany oddech. Poznałam ten nierówny rytm wdechów i wydechów, który sygnalizował, że mój mężczyzna, który zwykle jest taki zen, nagle stał się napalony. Lekko mrużąc przenikliwe niebieskie oczy, zmierzył mnie wzrokiem. Brązowe kosmyki włosów opadające na moje lewe oko, perłowe kolczyki w uszach, głęboki, ale wciąż elegancki dekolt ukazujący dokładnie tyle, ile trzeba, opalone nogi, czółenka. Potem jego spojrzenie znów powędrowało w górę, na krótko, ale wyraźnie zatrzymując się na piersiach, aż wreszcie popatrzył mi w oczy. Kiedy popchnął mnie na ścianę kilka kroków za mną, byłam przygotowana. Mimo siły, z jaką to zrobił, nie straciłam równowagi. Wiedziałam, co robił, i pozwoliłam mu na to. Kiedy namiętnie mnie pocałował, zareagowałam entuzjastycznie, a kiedy naparł na mnie biodrami, poczułam przez ubrania jego sztywniejący penis. I lekko zakołysałam biodrami.
Pocałował mnie, jakby nie robił tego od wieków, choć usta wciąż mnie piekły po pocałunkach, gdy kochaliśmy się godzinę temu. Musiał stanąć na palcach, żeby ich dosięgnąć, a ja zachichotałam.
- Zdejmij je - polecił.
Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej.
- Nie mogę.
- Co?
- Nie mogę. Nie dam rady rozpiąć pasków.
- Co? - Wpatrywał się we mnie równocześnie poirytowany i zdezorientowany.
Spojrzałam w górę na nasze ręce. Wciąż mocno trzymał mnie za nadgarstki i przyciskał moje dłonie do ściany. Nie mogłam się ruszyć.
- Kochanie, masz dwie głowy i wyraźnie widać, którą teraz myślisz. Mam dwie ręce, ale żadnej nie mogę użyć.
Uśmiechnął się szeroko i przycisnął moje dłonie do siebie, by je uchwycić tylko jedną ręką. Może i był niski, ale miał świetną kontrolę nad ciałem, niesamowitą siłę i kondycję. Musiałabym się namęczyć, żeby uwolnić się z uchwytu jego jednej ręki. Nie, żebym tego chciała. Podobało mi się, że robimy to tak, jak on chciał.
Wolną ręką poluzował krawat i ściągnął go przez głowę. Chwilę później gładka, jedwabna pętla owinęła się wokół moich nadgarstków i mocno zacisnęła. Ciaśniej niż kajdanki. Znów musiał wspiąć się na palce, by dosięgnąć wieszaka na ręczniki i przymocować do niego krawat.
- Zdejmijmy te pieprzone buty. - Cofnął się o krok i przyklęknął na jedno kolano. Brutalnie chwycił moją lewą stopę, uniósł ją z podłogi i oparł na udzie. Zwisałam pod ścianą jak marionetka. Nie patrząc na moją stopę, znalazł pasek i go rozpiął, ściągnął mi but i rzucił za siebie. Zachichotałam. Jego dłonie przesuwały się po mojej kostce, kolanie i dalej w górę, po udzie, a potem dziesięć szczupłych palców zniknęło pod moją spódnicą.
Kiedy to robił, patrzył mi prosto w oczy. Nawet nie mrugnął, gdy znalazł i rozpiął coś, co miało być niespodzianką na później, czyli paski od mojego nowego pasa przytrzymującego delikatne pończochy. Nie odrywał ode mnie wzroku. Uśmiechnął się pod nosem i powoli zaczął zsuwać pończochę po udzie, pieszcząc opuszkami palców nagą skórę. Gdy wreszcie ściągnął zwinięty kłębek jedwabiu z moich palców i rzucił go tam, gdzie leżał już but, postawił moją stopę z powrotem na podłodze. Spodziewałam się, że teraz zabierze się za drugą pończochę, ale zamiast tego wstał i jeszcze raz mi się przyjrzał. Byłam dziwnie przechylona, z jedną bosą stopą na podłodze, a druga wciąż była uwięziona w sandałku na wysokim obcasie za siedemset funtów.
Czułam się bezradna, a gdy w jego oczach przemknął jakiś cień, ledwo zauważalnie kiwnęłam głową. Jeden szybki krok do przodu. Ręka na moim karku przyciągająca moją głowę. Drugą uniósł moją prawą nogę, bym oplatała go w pasie. I znów mnie pocałował dziko i namiętnie.
Jego język wdarł się do moich ust. Szukał. Splatał się z moim. Zaczął ssać dolną wargę i kąsać ją, niemal kalecząc do krwi. Te jego niemożliwie niebieskie oczy i trzepoczące długie rzęsy...
Rozpaczliwie pragnęłam go dotknąć, przeczesać mu włosy palcami i schwycić je, opleść go ramionami w pasie i złapać za pośladki, przyciągnąć bliżej do siebie. Ale nie mogłam się ruszyć. Nie potrafił porządnie zawiązać krawata, ale doskonale wiedział, jak go zamocować.
- Chcę cię dotknąć - wydyszałam między pocałunkami.
- Szkoda, że jesteś związana, kochanie.
- No to ty mnie dotknij.
Wciąż badając usta językiem i przytrzymując prawą nogę, puścił moją szyję. Przesunął po niej palcami, a potem w dół, po obojczyku, wzdłuż linii dekoltu, ku piersiom. Jego delikatne pieszczoty kontrastowały z namiętnymi pocałunkami. Wszystko we mnie aż skręcało się z pożądania, a serce przepełniła mi miłość. Nawet po tych wszystkich wspólnie przeżytych latach wciąż umiał mnie zaskoczyć. Tym, jak potrafił sprawić, by w ciągu paru sekund słodkie kochanie zmieniało się w czyste porno, i z powrotem. Tym, jak jednym dotykiem zmieniał ostre rżnięcie w romantyczną chwilę. Całkowicie owinął mnie sobie wokół palca i doskonale o tym wiedział.
Przesuwał palce po linii mojego dekoltu, dopóki nie dotarł na środek, a potem dalej pieścił mnie przez czarną tkaninę. Moje sutki stwardniały, zadrżałam. Przerwał pocałunek i spojrzał w dół, kreśląc symbol nieskończoności na moich piersiach. Droczył się ze mną wpatrzony we własny palec. Potem zaczął poruszać biodrami. Wykonywał nimi okrężne ruchy w tym samym tempie co palcem. Czułam, jak penis przesuwa się po spódnicy tuż przy moim łonie, kreśląc kręgi. Poruszał się płynnie, jakby to był taniec. Próbowałam dostosować się do jego ruchów i tempa. Wtedy przestał, przycisnął ukryty w spodniach penis do mojego brzucha i mocno złapał mnie za prawą pierś. Na tyle mocno, żebym się wzdrygnęła. Wiedział, że nie mam nic przeciwko trochę ostrzejszemu seksowi, ale i tak na mnie zerknął, sprawdzając, czy się zgadzam.
- No dalej, kochanie, dotknij mnie - błagałam. Chciałam, żeby ugniatał moje piersi, szczypał po sutkach, pieścił łechtaczkę. Pragnęłam czuć jego dotyk w najwrażliwszych miejscach.
Wreszcie zlitował się nade mną, wepchnął rękę pod stanik i chwycił sutek. Uśmiechnął się do mnie, gdy poczuł jego twardość, i zaczął pocierać go między palcami.
- Uwielbiam twoje cycki - szepnął.
- Ja też... - Uśmiechnęłam się bezczelnie.
Odrzucił do tyłu głowę i się roześmiał.
- Ty świntucho.
- I kto to mówi?! - droczyłam się z nim.
- Nazywasz to świntuszeniem? Och, kochanie, w żadnym razie. To zwykły, oklepany seks.
- Pieprzyć oklepany seks! - Zachichotałam i znów natarłam na niego biodrami, próbując się o niego otrzeć.
Takie ocieranie jest świetną formą gry wstępnej i wiele razy zrobił mi dobrze tylko w taki sposób. Tym razem się nie odsunął, nie cofnął się przed moimi biodrami, i wreszcie rozładowałam część narastającej we mnie frustracji.
Puścił moją pierś, położył mi rękę na biodrze i zaczął podciągać spódnicę. W jego ręce zbierało się coraz więcej fałd tkaniny, aż odsłonił pas do pończoch, a resztę spódnicy zadarł aż na brzuch. Wciąż poruszając biodrami, wsunął rękę między nasze ciała. Zadrżałam z niecierpliwości, czekając, by sięgnął do moich majtek i dotknął najwrażliwszego miejsca.
Jednak tego nie zrobił, tylko zaczął się masturbować, posuwając dłonią po spodniach. Jego knykcie przesuwały się po moich majtkach, a ja o te knykcie próbowałam się ocierać. Tak bardzo pragnęłam, by dotykał mojej łechtaczki. Udawał, że to ignoruje, i dalej robił sobie dobrze. Jego oddech stał się nieregularny, erekcja była coraz silniejsza. Przez cały ten czas patrzył mi prosto w oczy. Jęknął, rozpiął rozporek i udało mu się wydobyć z ciasnych spodni twardego kutasa.
Mocno trzymając go u nasady, głaskał koniuszkiem moje jedwabne stringi, a gdy przez tkaninę dotknął łechtaczki, ja też jęknęłam. Ściągając i podwijając skórę napletka i pieszcząc moją łechtaczkę, znów mnie pocałował. Mocniej ścisnął moją prawą nogę i wystraszyłam się, że już dochodzi, tryśnie nasieniem na moje majtki i zostawi mnie niezaspokojoną. To było do niego niepodobne, że nie stawiał mojej przyjemności na pierwszym miejscu, ale był tak strasznie podniecony i nadal się ze mną droczył. Miałam mokre majtki, nie wiem, czy w wyniku mojego podniecenia, czy od kropli jego spermy, pewnie od jednego i drugiego. Dyszeliśmy sobie w usta i choć było to wspaniałe erotyczne doświadczenie, potrzebowałam więcej. A więc znów zaczęłam go błagać:
- Proszę, kochanie...
Nie odpowiedział. Po prostu odsunął mi majtki i od razu we mnie wszedł. Zapadł się głęboko we mnie i syknął coś niezrozumiale. Założyłam, że klnie pod nosem. Jęknęłam głośno, gdy koniuszkiem penisa otarł się o mój punkt G. Byłam strasznie podniecona, a przez to bardzo mokra, i gdy znów zaczął poruszać biodrami, kością łonową ocierał się o moją łechtaczkę. Od stymulacji w obu najczulszych miejscach równocześnie niemal zakręciło mi się w głowie. Pociłam się, a gdy zaczął się we mnie poruszać i zadbał, by każde pchnięcie stymulowało moją łechtaczkę albo punkt G, po moim czole zaczęły spływać kropelki potu. Sukienka przylgnęła do piersi, a wilgotne plecy przykleiły się do drzwi. Miałam zrujnowaną fryzurę, rozmazany makijaż i pogniecioną sukienkę, ale nie dbałam o to. Poruszałam tylko biodrami, kąsałam jego dolną wargę i poddawałam się rozkoszy, którą mi dawał.
Po chwili poruszał się już tak szybko, że myślałam, że spłonie. Wyobrażałam sobie, że przez koszulę widzę, jak jego serce wyrywa się z piersi, a on z każdym pchnięciem wydobywał z siebie nieartykułowane dźwięki. Gorączkowo dążyliśmy do spełnienia.
Doszliśmy razem. To było wspaniałe. Fale rozkoszy przetaczały się przez moje ciało, sprawiając, że cała się trzęsłam, on zaś doszedł głęboko we mnie i umilkł. Nie przeklinał, nie wypowiadał mojego imienia, tylko mocniej ścisnął oplatającą go w pasie nogę. Jego ciche orgazmy zawsze były najbardziej intensywne. Zadrżał lekko, gdy wystrzelił ostatnie krople nasienia, a potem oparł spocone czoło o moje i został we mnie, dopóki jego oddech trochę się nie uspokoił.
Zanim puścił moją nogę, sięgnął w dół i rozpiął mi but, po czym delikatnie postawił moją stopę na podłodze, wysuwając się ze mnie. Pocałował mnie lekko w czubek nosa i potarł go swoim. Zamknęłam oczy i cieszyłam się spokojem rozlewającym się po mnie całej. Ostrożnie ujął w dłonie moją twarz i pocałował. Takie słodkie całusy w usta. Potem przesunął palcami po mojej twarzy, rozczochrał mi włosy i pieścił ręce, powoli wyciągając je w stronę haczyka nad drzwiami. Rozwiązał mi nadgarstki, jeszcze raz niczym motylek musnął mnie ustami, zwolnił węzeł i cofnął się o krok.
Osunęłam się po drzwiach i dość niezgrabnie wylądowałam na podłodze. Bolały mnie ręce, nogi były jak z waty. Byłam wykończona. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się w ten typowy dla niego sposób, krzywo, niewinnie i zalotnie. Założył sobie krawat z powrotem na szyję i znowu zaczął go wiązać. Już miałam zaproponować mu pomoc, ale szybkie ruchy jego palców zahipnotyzowały mnie i uciszyły. Zapiął spodnie i poprawił krawat, pozwalając mi podziwiać swoje dzieło, po czym wyszedł do sypialni. To był idealny węzeł Pratta.