Erika Foster. Krwawa zemsta. Tom 8 - Robert Bryndza

Kup ebooka

49.99 zł
41.49 zł (49,99 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 1

Piątek, 13 stycznia 2023 roku

Proszę, Boże, nie pozwól, żeby to były oświadczyny, myślała główna inspektor Erika Foster. Spojrzała przez zatłoczoną restaurację na Igora, który rozmawiał z jednym z kelnerów ubranym w białą marynarkę. Omawiano umowę albo układ. Czy prosił o włożenie pierścionka do czekoladowego sufletu?

Ich kolacja przypadła na piątkowy wieczór w połowie stycznia. Tak się złożyło, że był to piątek trzynastego, wszystko miało tę wyblakłą aurę po tym, jak usunięto bożonarodzeniowe dekoracje.

Restauracja znajdowała się na szczycie OXO Tower, mieli stolik przy oknie. Erika mogła spojrzeć w dół na nabrzeże Tamizy i rzekę płynącą jak smuga czarnego atramentu, odbijającą rozświetloną w ciemności panoramę wieżowców Londynu. Kobieta była zmęczona po długim dniu papierkowej roboty i wizycie w sądzie, gdzie przedstawiała dowody wrogo nastawionemu obrońcy wielokrotnego gwałciciela. To miejsce było zbyt wytworne. Kelnerzy nosili białe rękawiczki, a po obu stronach talerzy leżało zbyt wiele noży i widelców. Jej elegancka sukienka była niewygodna.

- Kurde - powiedziała pod nosem, kiedy Igor wrócił do stolika.

Włożył swój najlepszy czarny garnitur.

- O co chodziło? - zapytała głośniej.

- Upewniałem się, że szampan jest zimny - odparł Igor z szerokim uśmiechem.

Nadszedł kelner z butelką szampana owiniętą w białą ściereczkę i zaprezentował ją, jakby to było nowo narodzone dziecko. Igor spojrzał na nią przez swoje okulary w szylkretowej oprawie i przytaknął. Kelner nieco się natrudził, zanim wreszcie wyciągnął korek.

- Dobry strzał - skwitował Igor.

- Tak, proszę pana. Też tak sądzę - odpowiedział z idealną mieszanką szacunku i protekcjonalności. - Czy życzy sobie pani spróbować?

Pani byłaby zachwycona, gdybyś zostawił butelkę i spadał, pomyślała Erika, ale uśmiechnęła się i pokiwała głową.

Kelner nalał trochę musującego płynu do jej kieliszka i wycofał się, kiedy piła. Niewiele obchodził ją szampan, wolałaby puszkę zimnego napoju do popicia frytek, ale spostrzegła, że Igor czeka na jej werdykt, i odgoniła tę myśl. Zachowywała się jak zołza. Jak wiele singielek byłoby zachwyconych zaproszeniem do dobrej restauracji przez mężczyznę, którego kochały.

- Bardzo dobry - oznajmiła.

Kelner nachylił się i napełnił kieliszki, spoglądając na nich z rozdętymi nozdrzami.

- Czy to wyjątkowa okazja? Rocznica ślubu? - zapytał, majstrując przy wiaderku na stojaku i wciskając butelkę szampana w lód.

- Nie jesteśmy małżeństwem - powiedziała Erika.

- Jeszcze nie - stwierdził Igor, puszczając oko.

Erika zacisnęła szczękę, a jej wnętrzności wydały z siebie cichy krzyk.

O. Mój. Boże. On zamierza uklęknąć przy tych wszystkich ludziach.

Nawet po czterech latach z kawałkiem Erika nie wiedziała, jak nazywać Igora. "Chłopak"? Nie, nie byli nastolatkami. "Kochanek"? Nie. To kompletnie ją żenowało. "Partner"? Tak, "partner". Nie założyli firmy prawniczej, ale to brzmiało najlepiej.

- Czy życzy sobie pani więcej rzemieślniczego chleba?

- Nie.

- Proszę częstować się naszymi starannie dobranymi oliwami. Idealnie komponują się z pieczywem.

- Świetnie - powiedziała Erika, zaciskając zęby w uśmiechu.

- Czy mają państwo pytania na temat menu?

- Nie! - warknęła.

Kelner strzelił obcasami, ukłonił się lekko i odszedł. Igor spojrzał na nią przez stolik, a następnie uniósł swój kieliszek. Stuknęli się nimi. Erika wzięła nerwowy łyk, podczas gdy on odchylił głowę do tyłu i wypił większość. Materiał jego marynarki napiął się na klatce i Erika zauważyła wybrzuszenie. Coś było w jego kieszeni. Poczuła zimny dreszcz.

Ma pierścionek w pudełku, pomyślała.

Igor sięgnął przez stolik, umieścił swoje dłonie na jej dłoniach i wziął głęboki oddech.

- Erika, ja...

Wysunęła rękę i pospiesznie wstała.

- Muszę skorzystać z toalety.

- Okej. - Zmarszczył brew. - Wszystko w porządku?

- Taa. Wszystko gra.

Kiedy przemierzała zatłoczoną salę, prawie zderzyła się z dwoma kelnerami niosącymi ogromny tort urodzinowy pokryty płonącymi świeczkami.

Potrzebuję powietrza. Korytarz po wyjściu z restauracji był wąski i wypełniony personelem. Weszła do tłocznej windy i wcisnęła przycisk parteru. Czuła, jak panika ściska jej pierś. Uczucie niemożności nabrania powietrza. Nie pomagały w tym przyciśnięte do niej ciała w ciasnej windzie i kiedy drzwi się otworzyły, przepchnęła się między nimi, ignorując karcące miny.

Dopiero gdy znalazła się na zewnątrz i odetchnęła świeżym, mroźnym powietrzem nad rzeką, poczuła, że jej serce zwalnia. Złapała poręcz zamocowaną wzdłuż muru nabrzeża, dotyk zimnej stali wywołał przyjemne uczucie na skórze.

Jej telefon wciąż leżał na stoliku w restauracji, ale w małej brokatowej torebce, którą zabrała, miała legitymację policyjną. Rozważała pójście na stację Waterloo i złapanie taksówki do domu. To na krótką metę położyłoby kres jakimkolwiek oświadczynom. Przeszukując torebkę, znalazła paczkę papierosów. Starych i nieco pogniecionych, ale wciąż nadających się do palenia. Poprosiła o ogień przechodzącego obok mężczyznę. Zapalniczka rozświetliła jego szczupłą, surową twarz, gdy Erika złączyła dłonie i odpaliła papierosa. Podziękowała mu i zaciągnęła się z wdzięcznością.

- Niewielu nas zostało, palaczy - powiedział z uśmiechem i zniknął.

Wypuściła dym, czując silny zastrzyk nikotyny, i obserwowała przepływający holownik, zmagający się z szybkim prądem rzeki. Dopiero niedawno wróciła do palenia. Papieros tu i tam. Ostatnio więcej tu niż tam. Czy Igor naprawdę zamierzał się oświadczyć bez ostrzeżenia? Żyli osobno. Igor miał własne mieszkanie nieopodal jej domu w Blackheath i zostawał u niej na kilka nocy w tygodniu. Jeżeli by się oświadczył, wszystko by się zmieniło. Miał syna Toma z pierwszego małżeństwa. Ona zostałaby żoną i macochą.

Nie. Kochała Igora i była bardzo blisko z Tomem, ale nie potrafiła tego zrobić. Już kiedyś była zamężna. Mark pracował z nią w policji i prawie dziewięć lat temu został zabity podczas nieudanej akcji antynarkotykowej razem z czterema innymi kolegami. Erika kierowała tą akcją. Tamtego dnia była przełożoną i przyjęła na siebie winę. Ciągle czuła odpowiedzialność i wyrzuty sumienia. To było coś, co nigdy jej nie opuści.

Nie mogła znowu być żoną. Mark był jej mężem. I nadal powinien nim być. Film Przypadkowa dziewczyna mocno ją poruszył: zastanawiała się, czy istniała inna wersja jej życia, w której policyjna furgonetka zepsuła się tego fatalnego dnia. Do akcji nigdy nie doszło, a Erika i Mark żyli długo i szczęśliwie.

Papieros wypalił się zdecydowanie za szybko. Zaciągnęła się ostatni raz i pstryknęła niedopałkiem w wodę. W chłodzie i ciszy czuła się spokojniejsza. Musiała być po prostu szczera. Bardzo kochała Igora i ich wspólne życie. Wspólne, ale z własną przestrzenią, i tak miało zostać. Musiał to zaakceptować.

***

Erika zorientowała się, że wróciła do budynku innymi drzwiami, dopiero kiedy samotnie jechała windą na górę. Sięgnęła właśnie do przycisku, żeby zjechać z powrotem na parter, gdy winda zatrzymała się, dzwoniąc cicho, a drzwi otworzyły się na pustym korytarzu.

Usłyszała odbijający się echem kobiecy głos.

- Tak, policja, proszę... Tu jest ciało. Mężczyzna jest martwy.

Erika wyszła z windy. Gdzie się znajdowała? To wyglądało jak jedno z mieszkalnych pięter budynku. Był tam rząd białych drzwi ze złotymi numerami, a obok otwartego wejścia na końcu korytarza przy wózku do sprzątania stała starsza kobieta ubrana w legginsy i znoszony sweter. Miała na dłoniach żółte gumowe rękawiczki i wycierała oczy przedramieniem. Nie dało się nie zauważyć rozczochranych rudych włosów i mocnego pomarańczowego makijażu.

- To budynek OXO Tower, czwarte piętro od nabrzeża. Tak, dziękuję.

- Wszystko w porządku? - zapytała Erika.

Kobieta zakończyła połączenie.

- To prywatne piętro - powiedziała zachrypniętym głosem. - Tylko dla mieszkańców.

- Jestem oficerem policji.

Zlustrowała Erikę od góry do dołu, zwłaszcza jej nieco niedopasowaną wieczorową sukienkę. Erika dziękowała w duchu, że ma przy sobie odznakę. Uniosła ją, a kobieta zagryzła wargę. Och, zdawała się mówić jej mina. Kobieta wyglądała, jakby odetchnęła z ulgą.

- Tam jest ciało - powiedziała, przechylając głowę w stronę uchylonych drzwi. - Mężczyzna.

Erika zerknęła do środka. Zobaczyła nowoczesny otwarty salon z oknami wychodzącymi na lśniącą panoramę Londynu.

- Czy jest tam ktoś jeszcze?

- Nie. On tam jest, na łóżku.

Policjantka dostrzegła parę gumowych rękawiczek przewieszonych przez bok wózka.

- Zwykle jest pusto, gdy sprzątam. To pierwszy raz, kiedy go widzę... od lat.

Erika włożyła rękawiczki.

- Proszę tutaj zostać - powiedziała i zapominając zupełnie o czekającym Igorze i obawach dotyczących ich związku, weszła do mieszkania.

Rozdział 2

Drewniana podłoga zaskrzypiała. Panowała dziwna cisza jak przed nadchodzącą burzą. Światła panoramy Londynu rzucały ostry blask na przestronny salon i kuchnię, a ciszę podkreślało delikatne brzęczenie. W ścianę za dużą, jasną sofą w kształcie litery L wbudowano ogromne akwarium. Grupa białych meduz rozciągała się i ruszała wzdłuż zbiornika w rytmie wyznaczanym przez pompę powietrza, podczas gdy dwie smutne, płaskie, szare ryby unosiły się, niewzruszone, pośród bąbelków.

Niebieskie światło z akwarium odbijało się w wyglądających na drogie stalowych kuchennych szafkach i blatach. Pozbawiona wyposażenia, czysta i przejrzysta kuchnia była jedną z tych, których używają wyłącznie okazjonalnie zatrudnieni kucharze.

Erika przeszła przez pomieszczenie w stronę uchylonych drzwi wychodzących z kuchni, mijając po drodze żyłkowaty pomarańczowo-brązowy fragment skały. Zawahała się na progu, kiedy tak dobrze znany odór śmierci zakłuł ją w nozdrza, po czym pchnęła drzwi.

Między zaciągniętymi grubymi zasłonami pozostała piętnastocentymetrowa przerwa. Pomarańczowy pasek oświetlał blade ciało dużego, białego, nagiego mężczyzny na łóżku.

Erika nie mogła znaleźć włącznika, więc rozsunęła zasłony, by wpuścić do pokoju światło z zewnątrz. Nie było w nim żadnych innych mebli poza dużym łóżkiem z czarną pościelą. Mężczyzna leżał na brzuchu, związany, z rękami i nogami podciągniętymi liną za plecami. Głowę miał uniesioną, skierowaną w stronę okna, a usta zaklejone taśmą. Jego skóra, jasna i zwiotczała, przywodziła na myśl surowy pudding. Erika delikatnie wyciągnęła dłoń ku niemu i sprawdziła puls.

Tak. Martwy, bez dwóch zdań.

Beżowe spodnie, koszula i krawat leżały rozrzucone na podłodze po prawej stronie łóżka. Starając się jak najmniej naruszyć dowody, Erika przeszukała kieszenie spodni i znalazła skórzany portfel oraz małą, kwadratową, białą kopertę. Portfel był pusty, nie licząc jednego dokumentu. Była to legitymacja Izby Gmin dla Neville'a Lomasa, członka parlamentu reprezentującego północno-wschodnie Surrey z ramienia konserwatystów.

W środku niezaklejonej koperty znajdowały się trzy fotografie z Polaroida. Ukazywały Neville'a Lomasa leżącego na łóżku, ubranego i najwyraźniej żywego, wpatrującego się pustym wzrokiem w obiektyw. Na drugim zdjęciu leżał nagi na plecach, a na trzecim związany. Trzymając za brzegi, żeby nie dotknąć fotografii, Erika odwróciła je na drugą stronę. Każda z nich była podpisana czymś, co wyglądało na pisak Sharpie, zaokrąglonym, niemal dziecięcym pismem:

ANNABELLE

- Czy wszystko w porządku? - zapytał głos.

Erika podskoczyła, prawie upuszczając zdjęcia. W drzwiach stała starsza kobieta o zachrypniętym głosie i rudych włosach. Erika przypomniała sobie, że jej telefon nadal leżał na stoliku w restauracji. Wepchnęła zdjęcia z powrotem do koperty.

- Czy mogę użyć pani komórki?

Oczy kobiety skierowały się na mężczyznę na łóżku i z powrotem na Erikę.

- Tak - powiedziała.

Erika podeszła do kobiety i poprowadziła ją do salonu. Musiała szybko wezwać tutaj zespół techników kryminalistyki. Poczuła dreszcz ekscytacji. Ważny parlamentarzysta oznacza ważne śledztwo w sprawie morderstwa. Sprzątaczka zatrzymała się przy sofie, kładąc dłoń na oparciu.

- Jak się pani nazywa? - zapytała Erika.

- Ann-Marie Ross. - Odetchnęła głęboko. - Czy mogę na chwilę usiąść? - Jej surowa twarz nagle zrobiła się blada, a Erika zauważyła, że kobiecie trzęsą się dłonie. - Nie widziałam go wcześniej tak... dokładnie. - Pomacała kieszenie swoich legginsów i wyciągnęła zgniecioną paczkę papierosów i małą drewnianą podobiznę Maryi, a w końcu stary, popękany smartfon. Nachyliła się, żeby położyć papierosy na skalnym stoliku, ale Erika sięgnęła po nie i je wzięła.

- Nie, to miejsce zbrodni. - Spostrzegła, że to nie była figurka Maryi. To była zapalniczka.

- Przepraszam. To mnie zamroczyło. Zaraz mi przejdzie... Mam to z Lourdes - powiedziała, reagując na spojrzenie Eriki. - Pojechałam tam z siostrą. I mamą.

- Jesteście religijne?

- Nie. I to nam się nie udzieliło. Cały czas się kłóciłyśmy. - Ann-Marie podała Erice swój telefon, a ta zadzwoniła do dyspozytorni w komisariacie przy Lewisham Row i poprosiła o wsparcie oraz przyjazd techników kryminalistyki.

- Kiedy dotarła pani na to piętro i otworzyła drzwi do tego mieszkania?

- Ledwie kilka minut przed panią.

- Czy pracuje pani tutaj na pełny etat?

- Pracuję w różnych miejscach.

- Tu są mieszkania?

- Tak, ale oni woleliby, żeby nazywała je pani apartamentami. Całe to piętro oraz to na górze i na dole. My przychodzimy i sprzątamy raz w tygodniu.

- "My"?

- Agencja, dla której pracuję. Hoopers Limited.

- Czy zmarły był właścicielem apartamentu?

- Nie wiem. On jest cały związany. - Jej głos załamał się po raz pierwszy, ale starała się być dzielna.

- Czy zna pani innych mieszkańców, z którymi można by porozmawiać?

- Pani myśli, że oni rozmawiają z takimi jak my? Widzę różnych ludzi, którzy przychodzą i wychodzą. Za każdym razem innych. Czasami musimy posprzątać po przyjęciu... - Zmarszczyła nos. - Wydawać by się mogło, że ludzie z wyższych sfer są czystsi niż my, ale nie. To brudasy.

Rozległ się hałas jadącej windy.

- Dziękuję za użyczenie mi telefonu - powiedziała Erika, oddając Ann-Marie komórkę, papierosy i zapalniczkę. Pomogła jej wstać i razem wyszły na korytarz.

Drzwi windy otworzyły się z brzękiem i wyszło z niej dwoje umundurowanych funkcjonariuszy policji. Mężczyzna i kobieta, oboje biali. Ich młode twarze były poczerwieniałe od zimnego powietrza na zewnątrz, a odblaskowe kurtki pokryte kroplami deszczu.

- Czwarte piętro, apartament numer sześć; powinien być na końcu korytarza - oznajmił ktoś przez radio umieszczone przy klapie munduru kobiety, powtarzając to, co Erika przekazała przez telefon.

- Jesteście sprzątaczkami? Prosimy o opuszczenie obiektu - powiedziała kobieta, widząc otwarte drzwi do mieszkania. Wyciągnęła rękę, żeby pokierować Erikę i Ann-Marie do wyjścia.

- Główna inspektor Erika Foster - przedstawiła się, nieco urażona, że ta młoda kobieta wzięła ją za sprzątaczkę.

Dwoje funkcjonariuszy zmierzyło ją wzrokiem, przyglądając się gumowym rękawiczkom i czarnej wieczorowej sukience z cekinami.

- Z radością sobie pójdę. - Ann-Marie złapała uchwyt wózka i próbowała obrócić go w wąskiej przestrzeni.

- Posterunkowa Dahlia Beck. To mój kolega Glenn Constance - powiedziała młoda policjantka. Była piękna, miała duże brązowe oczy i ściągnięte wargi.

Przypominała Erice aktorkę odgrywającą rolę policjantki w serialu; jej mundur był tak nowy, że wyglądał prawie jak kostium.

Jej kolega Glenn był równie przystojny, z mocną szczęką i aparycją amanta, ale nie wydawał się tak pewny siebie jak Dahlia. Erika dostrzegła, że ciągle przełyka ślinę, a jego oczy skrywają odrobinę strachu.

- Dobry wieczór pani - odezwał się.

Ann-Marie próbowała teraz manewrować wózkiem, tak by ich ominąć.

- Czy może pani to zostawić? - poprosiła Erika. - Potrzebujemy pani oświadczenia.

Radio Dahlii zapiszczało.

- Tu dyspozytornia. Czy nawiązaliście kontakt? - rozbrzmiał głos.

Dahlia z oczami utkwionymi w Erice chwyciła urządzenie.

- Mamy tutaj kobietę, która twierdzi, że jest główną inspektor Foster, ale nie dokonaliśmy formalnej identyfikacji - poinformowała.

W Erice wezbrała irytacja. Formalna identyfikacja? Nie jestem trupem. Mierząca sto osiemdziesiąt trzy centymetry Erika była wyższa niż Dahlia. Nachyliła się i złapała za radio. Nie miała zamiaru pokazywać swojej odznaki tej małej, aroganckiej paniusi.

- Tu Erika Foster. Czy to ty, Vicky? Odbiór. - Rozpoznała ten sam głos, który wcześniej słyszała przez telefon.

- Tak, proszę pani. Odbiór.

- Proszę potwierdzić posterunkowej Dahlii Beck, że wsparcie i technicy są w drodze. Odbiór.

- Dotrą za jakieś dwanaście minut. Odbiór.

Erika puściła radio i zauważyła, że Dahlia jest równie zdenerwowana.

- Ja po prostu wykonuję swoją pracę, proszę pani.

Erika obróciła się do Glenna.

- Wygląda na to, że zmarły to konserwatywny parlamentarzysta Neville Lomas. Nie potwierdziłam formalnie tożsamości. Idź do recepcji i sprawdź, proszę, czy dowiesz się czegoś więcej.

- Tak, proszę pani.

- Dla ciebie też mam zajęcie - powiedziała Erika do Dahlii. - Potrzebuję, żebyś poszła do restauracji na najwyższym piętrze.

Rozdział 3

Igor zastanawiał się, czy Erice coś dolega. Od dłuższego czasu była w łazience. Kelner dwukrotnie napełnił jego kieliszek szampanem i Igor czuł się teraz zamroczony.

- Czy wszystko w porządku z panią, proszę pana? - zapytał kierownik sali.

- Nie jestem pewien - odpowiedział. Wytarł spocone dłonie o spodnie. Kołnierzyk jego koszuli nagle wydawał się ciasny.

Telefon Eriki leżał na stole obok jej talerza.

- Szef kuchni poinformował mnie, że państwa dania są prawie gotowe... Czy mam je wstrzymać?

Igor spojrzał na drzwi i przejechał palcem pod kołnierzykiem.

- Czy to będzie odpowiadało pani?

- Nie. Podajcie je. Pójdę i sprawdzę, co u niej.

Deszcz bił w okno, a Igor czuł, że wieczór nie wypalił. Erika nie była zachwycona pomysłem wytwornej kolacji. Powinien był trzymać się swojej pierwszej myśli: ryby z frytkami. Położył serwetkę na stole i był już gotowy wstać, kiedy atrakcyjna młoda kobieta w policyjnym mundurze i odblaskowej kurtce weszła do restauracji i skierowała się wprost do jego stolika. Na sali zapadła cisza, a muzyka w tle wydawała się głośniejsza.

- Czy pan Igor... Muck? - zapytała kobieta, zaglądając w notatnik.

- Wymawia się "Mack", ale tak, to ja. Czy wszystko w porządku?

Powrócił kierownik sali, z błyszczącymi oczami i nieco spocony.

- Dobry wieczór, pani władzo. Czy mogę w czymś pomóc?

Zignorowała go.

- Jestem posterunkowa Dahlia Beck - przedstawiła się Igorowi znudzonym głosem. - Mam dla pana wiadomość od głównej inspektor Eriki Foster.

- Co?

- Wiadomość - powtórzyła Dahlia powoli. - Od Eriki. Zna ją pan? Ona mówi, że zna pana.

- Tak, o co chodzi?

- Poprosiła mnie o poinformowanie pana, że została wezwana na miejsce zbrodni...

Do stolika przyniesiono dwa parujące talerze z jedzeniem i Dahlia odsunęła się z drogi, żeby kelnerzy mogli je położyć.

- Poprosiła mnie również o przyniesienie jej telefonu.

Igor spojrzał na zegarek. Erika wyszła dwadzieścia minut temu.

- Jakie miejsce zbrodni?

Kelnerzy, którzy przynieśli jedzenie, popatrzyli na Dahlię i wrócili do kuchni, ale kierownik sali pozostał przy stoliku. Zaśmiał się lekko.

- Pani władzo, czy możemy porozmawiać o tym gdzie indziej?

- Gdzie jest to miejsce zbrodni? W tym budynku? W toalecie? - dopytywał Igor.

- Nie mogę odpowiedzieć - stwierdziła Dahlia.

- To musi być w budynku. Mieliśmy zjeść kolację!

Dahlia nieco złagodniała.

- Na dole - powiedziała bezgłośnie, po czym dodała: - Czy to jej telefon?

Igor przytaknął.

- Czy Erika dobrze się czuje?

- Wszystko z nią w porządku. - Dahlia nachyliła się, wzięła telefon ze stolika i wyszła.

Jakiś starszy pan, razem z kilkoma innymi mężczyznami, odwrócił się za nią, gdy przechodziła.

Igor gapił się w dwa talerze z jedzeniem. Kierownik posłał mu fałszywy uśmiech.

- Bon appétit.

***

Erika przyjęła długie zeznanie od Ann-Marie, po czym Isaac Strong, patolog sądowy, wezwał inspektor z powrotem na miejsce zbrodni. Apartament był teraz wypełniony funkcjonariuszami zbierającymi próbki z podłogi w kuchni i łazience. Dahlia i Glenn zapytali, czy mogą pójść razem z nią. Wszyscy dostali białe kombinezony. Zestaw stalowych pudeł rozmieszczonych kilkadziesiąt centymetrów od siebie przypominał kamienie wystające z rzeki, ciągnęły się wzdłuż przedpokoju, salonu aż do sypialni, tak że mogli chodzić po mieszkaniu bez zacierania śladów.

Sznury na ciele mężczyzny zostały przecięte, ale ręce i nogi wciąż miał skrępowane za plecami. Jego oczy były szeroko otwarte. Obok łóżka czekały nosze, a fotograf dokumentował każdy centymetr przestrzeni.

- Dobry wieczór - przywitał się Isaac. Widać było jedynie jego brązowe oczy spoglądające sponad maseczki. Przez chwilę przyglądał się Erice. - Zmieniłaś plany na wieczór?

Erika i Isaac byli bliskimi przyjaciółmi poza pracą i wcześniej rozmawiała z nim przez telefon o niespodziewanym zaproszeniu na kolację od Igora.

- Tak... Co możesz nam o tym wszystkim powiedzieć? - zapytała, patrząc w dół na ciało mężczyzny, i dodała: - Czy jesteś w stanie podać mi czas zgonu?

- Dobre sobie.

- A przybliżony czas?

Isaac westchnął.

- Jego ciało jest we wczesnej fazie stężenia pośmiertnego. - Wskazał wygięte w tył ręce i nogi mężczyzny. - Ogólnie rzecz biorąc, mogę oszacować czas zgonu na ostatnie dwadzieścia cztery godziny.

- Czyli od dwudziestej wczorajszego wieczoru.

- Po wstępnych oględzinach mogę powiedzieć, że ma dwa, może trzy złamane żebra, a jego prawe ramię zostało przemieszczone względem panewki, co może sugerować gwałtowny opór wobec więzów.

Stojący za Eriką Glenn nerwowo odchrząknął.

- Myślicie, że to był dobrowolny seks? - zapytał.

- Niektórzy faceci lubią być wiązani - dodała Dahlia.

- Wiesz coś o tym, co nie?

- Wal się, Glenn.

- Hej! Proszę o trochę szacunku - warknął Isaac, dzieląc z Eriką poirytowanie zachowaniem młodych funkcjonariuszy. Zbliżył się do głowy mężczyzny. - Czy mogę dostać więcej światła? - powiedział do jednego z techników.

Ten przyciągnął lampę bliżej. Szeroko otwarte oczy nieboszczyka rozbłysnęły odbiciem jasnej żarówki. Isaac wziął płaską pęsetę, chwycił krawędź taśmy i delikatnie oderwał ją od ust mężczyzny. Jego żółte zęby były wyszczerzone w pośmiertnym grymasie. Erika widziała kiedyś jego twarz w telewizji podczas jakiejś debaty parlamentarnej. Miał wtedy ten sam grymas, choć bardziej ożywiony. Isaac cofnął się i złożył kawałek taśmy do przeźroczystej plastikowej torby na dowody. Podał ją jednemu z techników, który umieścił na niej etykietę.

- Będziemy potrzebowali formalnego potwierdzenia, ale powiedziałbym, że to Neville Lomas, ten sam mężczyzna co na zdjęciu w legitymacji Izby Gmin i na fotografiach z Polaroida. - Isaac podał Erice trzy fotografie, teraz zapakowane w woreczki.

Przeglądała je powoli, czując narastającą grozę, bo zdjęcia wydawały się opowiadać historię. Pierwsze ukazywało Neville'a Lomasa leżącego w ubraniu na łóżku, wpatrującego się w aparat pustym wzrokiem. Na drugim był nagi i próbował się zasłonić. Na trzecim leżał związany, a jego oczy były przekrwione.

- Wygląda, jakby nie miał na to ochoty - powiedziała Erika, raz jeszcze przeglądając zdjęcia.

Isaac pokiwał głową.

- Kto w dzisiejszych czasach nazywa swoje dziecko Annabelle? - zapytała Dahlia, spostrzegłszy podpis na każdej fotografii.

- To samo można powiedzieć o Dahlii - stwierdził Glenn.

Przewróciła oczami.

- Postaram się przesłać ci raport toksykologiczny tak szybko, jak to możliwe - powiedział Isaac, rzucając dwojgu młodym funkcjonariuszom karcące spojrzenie.

Każdą fotografię pokrywał proszek daktyloskopijny.

- Żadnych odcisków na tych zdjęciach, szkoda. - Erika spojrzała na techników szukających śladów na ramie łóżka.

Proszek daktyloskopijny odsłonił ich więcej na ścianie za wezgłowiem i wokół włączników światła. Erika odsunęła się, żeby fotograf mógł przejść do sterty ubrań ciągle leżących na podłodze przy łóżku.

- Będzie duże zainteresowanie tą sprawą. Czy dostanę analizę odcisków bezzwłocznie?

- Naturalnie - odparł Isaac.

- To znaczy "tak"?

- Tak.

- A co z przyczyną zgonu?

- Erika. Muszę zrobić sekcję.

Ponownie spojrzała na zdjęcia.

- Nawet jeśli członek parlamentu jara się, robiąc... to... czymkolwiek to było... czy naprawdę myślisz, że byłby zadowolony z bycia fotografowanym, gdy to robi? - Dostrzegła wymianę spojrzeń między Dahlią a Glennem. - Co? Wyduście to.

Dahlia wskazała na jedną z techniczek, która stała w wejściu do sypialni, trzymając stojak na parasole wypełniony długimi skórzanymi szpicrutami.

- Szafka w korytarzu jest zawalona płytami i pornograficznymi czasopismami BDSM oraz tym - oznajmiła techniczka.

- Jakieś inne akcesoria do jazdy konnej?

- Nie. Nie sądzę, że używano tego do ujeżdżania koni.

- Jakiekolwiek nielegalne substancje?

Potrząsnęła głową.

- Nic. Na razie.

- Dziękuję. Zapakujcie to wszystko. - Erika spojrzała na torebki z fotografiami. - Ta Annabelle mogła być prostytutką, którą zatrudnił.

- Myślę, że właściwe określenie to "pracownica seksualna" - powiedziała Dahlia.

Erika ją zignorowała.

- Nie było śladów włamania. Sprzątaczka otworzyła drzwi frontowe, weszła do środka i znalazła ciało. To mogła być zabawa erotyczna, która źle się skończyła, a drugi jej uczestnik spanikował i uciekł. Albo to morderstwo upozorowane na zabawę erotyczną. - Jej słowa przez chwilę pobrzmiewały w pokoju, słychać było jedynie kliknięcia i flesz aparatu fotografa. - W każdym razie mamy martwego posła i to tylko kwestia czasu, zanim dowiedzą się o tym media.

Rozdział 4

Była już dwudziesta druga. Erika zdjęła kombinezon i podała go do zapakowania technikom. Sprawdziła telefon i zobaczyła ciąg wiadomości od Igora, pytającego, co się dzieje.

O kurde. Igor.

Gdy Dahlia i Glenn oddali swoje kombinezony, Erika poprosiła ich, żeby zaczęli odwiedzać apartamenty sąsiadujące z numerem szóstym, a potem poszła porozmawiać z portierem na parterze budynku.

Zdała sobie sprawę, że wcześniej wróciła znad rzeki przez oddzielne wejście dla mieszkańców, obok wejścia restauracyjnego. Zauważyła niskiego mężczyznę siedzącego za biurkiem w holu. Wcześniej go tam nie było. Miał podejrzanie rumianą małą twarz z wystającymi zębami, które przypominały Erice królika w średnim wieku. Kiedy pokazała mu swoją odznakę, spojrzał na nią z irytacją.

- Proszę powiedzieć, jak się pan nazywa.

- Oliver Grant. - Jego zęby odpowiadały za większość dźwięku "aaa" w "Grant".

- Czy jest pan tutaj cały dzień?

- Od szóstej. Rozumiem, że coś się wydarzyło na czwartym piętrze. Przyszła pani, żeby przekazać mi więcej informacji? Jestem odpowiedzialny za ten budynek i nie lubię być trzymany w niepewności.

Erika spostrzegła za biurkiem niewielki zestaw ekranów pokazujących różne ujęcia wnętrza budynku.

- Czy pański monitoring obejmuje korytarze na piętrach? - zapytała, spoglądając na ekran wyświetlający widok głównego wejścia.

- To nie jest mój monitoring. Należy do budynku.

- Oczywiście - powiedziała Erika, nie dając się sprowokować temu drażliwemu, apodyktycznemu człowieczkowi.

- Bardzo poważnie podchodzimy do prywatności naszych mieszkańców. Nie mamy żadnych kamer na korytarzach na piętrach.

- A w windach?

- Dwie główne windy, które obsługują przestrzeń mieszkalną, nie mają zamontowanych kamer.

- Co obejmuje wasz monitoring?

- Główne wejście od Thames Path, wejście dla dostawców i strefę załadunku budynku i restauracji. Windę towarową restauracji, wejście do restauracji i bar. Oraz ten hol.

- Czy goście muszą się tutaj wpisać?

- Naturalnie.

- Mieszkańcy?

- Nie.

- Jak to kontrolujecie?

- Eee. Po prostu wiemy.

- Weszłam tu wcześniej i nie było pana w recepcji.

- Musiałem być na zapleczu.

Erika zobaczyła drzwi do małego pomieszczenia w głębi korytarza.

- Czy pracował pan tu wczorajszego wieczoru?

Nim mógł odpowiedzieć, otworzyły się drzwi i wleciał przez nie chłodny powiew znad rzeki. Wysoki, ciemnowłosy mężczyzna mniej więcej przed czterdziestką, z twarzą pokrytą bliznami po trądziku, stał obok innego szczupłego, łysiejącego mężczyzny w szarym garniturze i długim prochowcu. Był blady i miał brązowe znamię pod lewym okiem wyglądające jak strup.

- Panie Grant. Dobry wieczór - przywitał się młodszy mężczyzna, ignorując Erikę.

- Dobry wieczór, nadinspektorze Fisk. - Oliver uśmiechnął się szeroko.

- Nadinspektorze? - zapytała Erika. Nie rozpoznała ani jego, ani drugiego mężczyzny.

- Tak.

- Główna inspektor Erika Foster. - Zauważyła, że obaj zmierzyli wzrokiem jej wieczorową sukienkę.

- Nadinspektor Dan Fisk, komenda West End. Dziękuję za trzymanie warty - powiedział z uśmiechem. Nie przedstawił drugiego mężczyzny, który malutkimi czarnymi oczkami zdawał się lustrować hol i Erikę.

- Trzymanie warty? Byłam pierwszą funkcjonariuszką na miejscu zbrodni, proszę pana - oznajmiła.

Mężczyzna w garniturze wskazał na windę, która właśnie się otworzyła.

- Pójdę przodem - wymamrotał.

Dan kiwnął głową.

- Kto to jest? - zapytała Erika, kiedy mężczyzna zniknął w windzie i zamknęły się za nim drzwi.

- Ach. To pytanie trochę wykracza poza twoje i moje kompetencje - odparł Dan. W jego głosie nie było wrogości, ale pogodny ton wydawał się wymuszony. - Czy jesteś świadoma, eee, kim jest nasza ofiara? - spytał, odsuwając się od recepcji i zniżając głos.

- Nie mamy formalnej identyfikacji, ale tak.

- Dobrze. Okej. Przejmuję sprawę, Eriko. Dziękuję za dopilnowanie wszystkiego.

- Chwila. Kto pana wezwał?

Wydawał się zaskoczony tym pytaniem.

- Dlaczego to istotne?

- Mój stopień daje mi prawo do uzyskania odpowiedzi.

- Oczywiście. To nie ma nic wspólnego z tobą. Wezwał mnie inny funkcjonariusz. Uznał, że chciałbym być świadomy delikatności tej sprawy.

- Kto?

- Kto mnie wezwał?

- Tak. Kto pana wezwał?

Wydawał się szukać w głowie nazwiska.

- Jedna z moich mundurowych, Dahlia Beck, odpowiedziała na twoje wezwanie wraz z innym funkcjonariuszem z komendy West End.

Erika przez chwilę się w niego wpatrywała.

- Kiedy do pana zadzwoniła?

Dan się roześmiał. Erika go nie lubiła. Traktował ją, jakby była nierozsądna.

- Jakąś godzinę temu.

Erika przyjmowała wtedy zeznania od sprzątaczki Ann-Marie.

- Próbuję po prostu zrozumieć, dlaczego funkcjonariuszka będąca w służbie od niedawna wzięła na siebie powiadomienie pana bez wcześniejszego poinformowania mnie o tym.

- Jesteś z komisariatu przy Lewisham Row w południowym Londynie?

- Tak. Ale to nie ma nic do rzeczy. Sir, przekazywanie informacji przełożonym to moje zadanie.

Kiwał głową i uśmiechał się irytująco. Wydawał się niewzruszony tym, co mówiła. W jego kieszeni zaczęła dzwonić komórka.

- Przepraszam. Muszę odebrać. Dziękuję, Eriko. Jesteś teraz wolna, możesz cieszyć się resztą wieczoru. - Odebrał telefon. - Tak, Peter. Właśnie przejąłem sprawę.

Winda zjechała na dół, otworzyły się drzwi, a on wszedł do środka.

Erika gapiła się w niego, gdy drzwi się zamykały. Był pogrążony w rozmowie. Odwróciła się z powrotem do Olivera.

- Czy pracował pan tutaj poprzedniej nocy?

- Nie. Nie pracowałem. A jeśli pani wychodzi, musi się pani podpisać - odparł z tryumfalnym uśmiechem.

***

Glenn Constance został zwolniony z obowiązku chodzenia po mieszkaniach i przydzielono go do odwiezienia Eriki do domu swoim radiowozem.

Skrywała wściekłość, kiedy wyjeżdżali z centrum Londynu, kierując się na Old Kent Road. Popełniła błąd, że zajęła miejsce z tyłu, skąd widziała, jak Glenn spogląda na nią w lusterku wstecznym.

- Nigdy nie byłem w Blackheath - powiedział, przerywając milczenie, gdy przejeżdżali obok stacji New Cross i ogromnego supermarketu Sainsbury's. - Słyszałem, że to ładna okolica.

- To prawda - stwierdziła Erika.

Pokiwał głową.

- Ja jestem z Croydon.

- To spora wyprawa do centrum Londynu.

- Niekoniecznie. Jeżdżę tramwajem.

- Czy nadinspektor Dan Fisk jest twoim zwierzchnikiem w komendzie West End?

Uśmiechnął się.

- Co cię śmieszy?

Zrzedła mu mina.

- Przepraszam. Po prostu nieczęsto słyszy się słowo "zwierzchnik".

- Taa. Jestem staroświecka. Z nadinspektorem Fiskiem był też inny facet, który się nie przedstawił. Szary garnitur, łysy. Znamię pod okiem.

- Chciał zobaczyć ciało.

- Pokazał odznakę?

- Nie. Nadinspektor Fisk poręczył za niego. Może to ktoś ze służby cywilnej?

Erika przytaknęła i spojrzała za okno. Mogła sobie wyobrazić, że nie chciano, aby historia o parlamentarzyście umierającym podczas dziwnej zabawy erotycznej rozeszła się w mediach, odciągając uwagę od polityki i szargając jego wizerunek. Z powrotem skierowała wzrok na lusterko. Glenn nadal na nią patrzył.

- Dobrze panią poznać. To znaczy pracować z panią.

- Tak? Czemu?

Wyglądał na zawstydzonego.

- Kiedy uczyłem się w Hendon, jedna ze spraw, którą pani rozwiązała, posłużyła jako część szkolenia.

- Naprawdę? Która sprawa?

- Eliasa Millsa. Właściciela restauracji, który zamordował dziewięć kobiet i robił z nich curry. Podejrzewała go pani, ale potrafił wszystko ukryć... Przerabiał mięso na jedzenie, mielił kości i wysypywał proszek do ścieków...

To była jedna z najważniejszych spraw podczas jej wczesnych lat pracy w policji w Manchesterze. Mark też z nią przy tym pracował.

- Zdecydowała się pani skoncentrować na tym, co robił z włosami. Jego dziewczyna była fryzjerką w miejscowym zakładzie i to ona się ich pozbywała.

- Razem ze skórą głowy - dokończyła Erika, przypominając sobie dzień, w którym rozwiązali sprawę, i zapach gnijącego ciała.

- To było inspirujące - powiedział, po czym speszył się z powodu swojego entuzjazmu.

- Ile masz lat?

- Dwadzieścia pięć, proszę pani.

Jezu. Dwadzieścia pięć. Minęło dwadzieścia siedem lat, od kiedy Erika ukończyła Hendon Police College. Pokolenie temu. Wtedy dopiero od sześciu lat mieszkała w Wielkiej Brytanii, była zaręczona z Markiem i pełna nadziei na przyszłość.

Spojrzała na odbicie Glenna w lusterku wstecznym. Chciała go zapytać, czy on też był pełen nadziei i o czym marzył. Ale to pytanie wydawało się niestosowne. Rozmowa się urwała i milczeli do końca podróży. Erika nie potrafiła się otrząsnąć po zdarzeniach tego wieczoru. Nadinspektor Dan Fisk również był znacznie od niej młodszy, a jednak wepchnął się ze swoim wyższym stopniem i przejął sprawę. Erika była dumna ze stopnia głównej inspektor, ale zawsze sądziła, że będzie nadal się rozwijać.

Narobiła sobie wystarczająco wielu wrogów w policji, żeby udaremnić swoje szanse na awans. Do tej pory w swojej karierze kierowała się zasadami - zrobienie tego, co właściwe, często oznaczało stworzenie sobie wroga - ale ostatnio czuła się sfrustrowana. Utknęła.

Przypomniała sobie długi dzień w sądzie, obserwowanie mężczyzny, o którym wiedziała, że jest winny gwałtu, unikającego odpowiedzialności dzięki dobremu obrońcy. Czy kiedykolwiek będzie w stanie naprawdę coś zmienić? Jak wiele czasu jej zostało, zanim odsuną ją na boczny tor albo zmuszą do emerytury? Pięć lat? Mniej?

Kiedy dotarli do Blackheath, Erika wysłała Igorowi wiadomość:

Przepraszam. Nie śpisz?

Upłynęło kilka minut. Nie odpowiedział. Kiedy podjechali bliżej jej szeregowego domu z widokiem na wrzosowisko, dostrzegła, że w oknach nie palą się światła.

Gdy samochód się zatrzymał, poczuła nagłą potrzebę przekazania jakiejś mądrości albo rady Glennowi, ale nie mogła niczego wymyślić. Dlatego życzyła mu tylko dobrej nocy.

Rozdział 5

Erikę przywitał w drzwiach jej kot George. Stanął na tylnych łapach i położył białe przednie łapki na jej nodze.

- Cześć, futrzaku - powiedziała, wdzięczna za jego bezwarunkową miłość. Przykucnęła i zaczęła go przytulać.

Turlał się, a ona drapała jego błyszczące czarne futro. W domu było ciepło i chociaż nowy dywan położono rok temu, wciąż roztaczał miły zapach nowości, gdy tylko przechodziła przez drzwi frontowe.

Poszła do kuchni i otworzyła lodówkę. Wyciągnęła resztki risotto, nałożyła na talerz i wsadziła do mikrofalówki. Erika kupiła dom od starszej pani, która od lat niczego w nim nie zmieniała, więc kiedy się do niego wprowadziła, zastała gołe podłogi i rozsypujące się, zawilgocone tynki. Powoli został wyremontowany, częściowo dzięki Igorowi.

Podczas gdy risotto kręciło się w mikrofalówce, rozglądała się po swojej przytulnej nowej kuchni z jasnymi drewnianymi blatami i połyskującym srebrnym wyposażeniem. Nie powinna była zostawiać Igora w restauracji. Wiedziała o tym, ale i tak to zrobiła.

Jako nastolatkowie byli parą, jeszcze na Słowacji, zanim Erika przeprowadziła się do Manchesteru w wieku osiemnastu lat, żeby pracować jako opiekunka. Wtedy, w 1990 roku, nie było internetu ani telefonów komórkowych, a Erika zajmowała się dwojgiem małych dzieci bardzo surowego patologa sądowego i jego żony. Nie traktowali jej źle, ale ich gościnność nie przekładała się na możliwość korzystania z telefonu stacjonarnego, żeby dzwonić do domu. Po krótkim okresie wymiany listów związek Eriki i Igora się zakończył, a rok później Erika poznała Marka i jej życie potoczyło się w innym kierunku.

Kiedy kupiła dom w Blackheath cztery lata temu, spotkali się znowu, gdy Igor dostarczał jej nowe łóżko. Był rozwiedziony od kilku lat i pracował jako dostawca w Argos.

Erika zauważyła legitymację służbową Igora leżącą na mikrofalówce. Trzy lata temu udało mu się zostać maszynistą londyńskiego metra. Niedługo później wybuchła pandemia i oboje zostali uznani za kluczowych pracowników. Przeprowadził się do niej, żeby mogli razem przetrwać kwarantannę. Zadziałało to zaskakująco dobrze, a później stanął finansowo na nogi i kupił małe mieszkanie za rogiem.

Wszystko idealnie się układało. To dlatego Erika spanikowała na myśl o oświadczynach wywracających jej życie jak buldożer.

Mikrofalówka zapiszczała i Erika wyciągnęła jedzenie. Igor ugotował risotto poprzedniego wieczoru. Dzień później smakowało nawet lepiej. Kobieta sięgnęła po telefon i do niego zadzwoniła. Upłynęła dłuższa chwila, zanim odebrał.

- Twoje risotto przebija każdą wykwintną restaurację - powiedziała.

Igor milczał.

- Zostawiłeś tutaj służbową legitymację. Wiem, że jutro masz późną zmianę... Zamierzałeś zostać na noc, dopóki nie porzuciłam cię w restauracji.

- Rozwiązałaś sprawę morderstwa?

Erika zaśmiała się z zakłopotaniem.

- Nie. Zostałam już odsunięta, co jest rekordem nawet dla mnie.

- Och. Przykro mi. - Głos Igora brzmiał szczerze, przez co Erika poczuła się jeszcze gorzej.

- Nie. To mnie jest przykro. Przepraszam, że cię zostawiłam.

- Dlaczego?

- Naprawdę trafiłam na martwe ciało. Zjechałam na dół, żeby się przewietrzyć, a potem wróciłam złym wejściem.

- Dlaczego po prostu nie przyszłaś, żeby mi to powiedzieć? Wysłałaś jakąś zarozumiałą nowicjuszkę.

Erika ucieszyła się w duchu, że uważał Dahlię za zarozumiałą nowicjuszkę.

- Poszłam na miejsce zbrodni. Był świadek. Potem technicy.

- Byłaś dwa piętra niżej, a facet był martwy. Mogłaś przyjść. - Jego uzasadnione wątpliwości jeszcze bardziej pogorszyły jej samopoczucie.

- Wybacz. To jak choroba, obsesja na punkcie morderstw.

Igor przez chwilę milczał.

- Dlaczego zostałaś odsunięta od sprawy?

- Nie wiem. To ważne śledztwo, a ja jestem łatwym celem.

- Hej, nikt nie może nazywać tak mojej dziewczyny...

Erika się roześmiała. Przycisnęła widelec do gorącego ryżu na talerzu.

- Wystraszyłeś mnie tym eleganckim posiłkiem. I... Myślałam... Czy zamierzałeś mi się oświadczyć?

Igor wydał z siebie odgłos dławienia i usłyszała, jak wypluwa piwo z powrotem do butelki.

- Co? Myślałaś, że zamierzam się oświadczyć? Tobie?

- Nie musisz tak mocno protestować! - Erika poczuła ulgę. - Miałeś na sobie garnitur, a ten cholerny kelner cackał się z szampanem. Co to była za niespodzianka?

Igor westchnął.

- To właściwie nie była niespodzianka. Tylko coś, o co chciałem cię zapytać. Wiesz co, zaraz przyjdę.

***

Dziesięć minut później Igor rozpalał ogień w kominku w salonie, a Erika otworzyła dwa piwa. George drzemał zadowolony na stołku przy pianinie.

- Jest coś, o co chciałem cię zapytać podczas kolacji - powiedział Igor, odwracając się do niej.

- Okej. - Erika czuła panikę, mimo że oświadczyny zostały wykluczone.

- Nie bój się tak.

- Nie boję się.

Podszedł do starannie ułożonego drewna i gazety w kominku, po czym odpalił zapałkę. Przyłożył ją do papieru i płomienie buchnęły.

Odwrócił się z powrotem do Eriki.

- Jesteś blisko z Tomem?

Tom był szesnastoletnim synem Igora z jego małżeństwa z Denise.

- Oczywiście. Nigdy nie będę próbowała być macochą, ale dobrze się dogadujemy. Tak.

- Chcielibyśmy wpisać cię jako osobę do kontaktu w sytuacjach awaryjnych i upoważnić do odwożenia go do szkoły. Jeśli kiedyś miałabyś go zawieźć do szkoły. I kiedy mówię "my", mam na myśli siebie oraz Denise. I Toma. Jest podekscytowany, że mógłby pojechać do szkoły radiowozem.

- Jeżdżę nieoznakowanym autem - powiedziała Erika z uśmiechem.

- Taa. Ale masz syrenę i niebieskie światła.

Spojrzała na Igora. To był znaczący krok. Potwierdzenie, że ich związek jest poważny, skoro miała być włączona w ustalenia dotyczące opieki nad dzieckiem.

- To dla mnie zaszczyt. Będę szczęśliwa, mogąc to wszystko robić. Czasami nawet zawiozę Toma do szkoły, kiedy będę mogła. Ale dlaczego myślałeś, że powinieneś zabrać mnie na jakąś elegancką kolację, żeby o to zapytać?

- Denise to zasugerowała.

- Jestem zupełnie inna niż Denise. - Erika miała nadzieję, że zabrzmiało to dyplomatycznie.

- Naprawdę się cieszę. Dziękuję. W ogóle to szalone, gdy się o tym pomyśli. To, jak dzisiaj załatwia się sprawy. My nigdy nie mieliśmy takich zasad, u nas, na Słowacji.

- Prawda. Zawsze sama chodziłam przez miasto do szkoły. I to, gdy miałam osiem lat. Teraz świat jest inny.

Nachylił się i ją pocałował.

- Dobrze. Zatem ustalone. A teraz: czy zostało jeszcze jakieś jedzenie?

- Nie zjadłeś w restauracji?

- Zjadłem moje i twoje danie, ale porcje były malutkie. Ciągle jestem głodny.

Igor poszedł do kuchni, a Erika usiadła przy ogniu. Dręczący lęk skrobał ją z tyłu głowy. Lęk przed kochaniem kogoś znowu po Marku i poleganiem na innej osobie, by zapewnić sobie szczęście.

Była szczęśliwa z Igorem i to ją wystraszyło.