Epitafium - Zdzisław Bazan

Kup ebooka

14.19 zł
11.78 zł (12,06 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Starry Ray Vagabundo

Czy trudności dnia codziennego uczynią ze mnie istotę słabą?

Czy może uodpornią na zadawane bolesne ciosy i dostosują mnie do realiów życia ziemskiego? Czy trudności oznaczają, iż mam pecha?

Czy to one uodpornią mnie na zadawany ból i zacznę myśleć intensywniej? Moje zmysły ujrzą realny świat bez blichtru i lukru.

Czy doznane bolesne doświadczenia pozostaną mym bólem, czy tylko doświadczeniem?

Czy może cennym drogowskazem, wskazującym mi tę jedyną, właściwą, świetlistą drogę, którą powinienem podążyć?

Czy przygotowano mi drogę tęczową i tylko ode mnie zależeć będzie, którą barwę wybiorę?!

Czy na końcu tej bajecznej alei ujrzę Raj, Eden czy mroczną Walpurgię?

Jaki kierunek mi wyznaczono?

Nie idź tam, gdzie cię nie chcą (zakaz wjazdu).

Nie rób nic na siłę (mur).

Ciesz się życiem i tym, iż jesteś dobrym człowiekiem (Aleja Parkowa).

Czy żeby mieć ciepły wełniany sweter, muszę zabić owcę?

Czy żeby zjeść jabłko, muszę wyciąć jabłoń?

Czego muszę się obawiać, dryfując na niesterownej tratwie wśród zburzonego oceanu życia?

Czy wszystko przyjąć i zaakceptować? Czy skoczyć w toń, by uciec od niewygód podróży? Decyduję się na dryfowanie i wypatruję upragnionego zarysu lądu. Najpierw spostrzegam zatokę, następnie port. Metę ujrzę, gdy moja stopa dotknie twardego lądu. Czy to już koniec mojej podroży?

Nie! Teraz muszę przystosować się do niebezpieczeństw życia na lądzie.

Pewnego dnia dotknę szczytu i moja podróż dotrze do mety. Stracę sens życia. Pozostanie mi już tylko droga powrotna. Przymknę oczy w zadumie. Przed oczami przemkną mi świetliste obrazy z mojego minionego życia. Dumnie stanę na śnieżnobiałej iglicy istnienia. Rozstawię ręce niczym skrzydła do ostatniego lotu.

Spojrzę w dół na przebyty szlak i bez żalu skoczę w świetlisty tunel kończący me ziemskie życie. Czy jestem już królem przestworzy? Czy nadal nieopierzonym sokolim pisklęciem?

Dolecę do wiekuistej przystani i ujrzę miliard miliardów błękitnych dziewiczych tuneli.

Który wybiorę na swoje dalsze istnienie? Nieważne, bo to będzie moje nowe kolorowe życie!

Czy zostanę kiedyś sternikiem?

Czy wciąż będę dryfował w nieznane?

Kiedy ujrzę moją ostatnią przystań?

Czy wtedy, gdy osiągnę sukces i zapragnę spocząć na laurach? Na tych niebiańskich puszystych obłokach?

- Chyba żartujesz - usłyszę. - Wciąż musisz istnieć i rozpocząć życie od nowa. Musisz szukać doskonałości życia za życia. Wciąż i wciąż, szukać i szukać. Na wieki pozostaniesz międzygalaktycznym świetlistym wędrowcem.

Z. A. Von Bazan De Santa Cruz

Berde Bailara - Zielona dolina

Ziemia jest płaskim dyskiem wspartym na dwóch krokodylach - mówili wielcy starożytni Egipcjanie. Te słowa wryły się w ich mózgi. Pozostały po nich jako ich epitafium.

Czy to głupie?

Na pewno nie. Kiedy krokodyle zamienimy na dinozaury, a Ziemię nazwiemy wiszącymi ogrodami Semiramidy, to uzyskujemy inną perspektywę. Pod koniec prekambru Ziemia była kulą z jednym tylko kontynentem zwanym Pangeą. Gdybyśmy dzisiaj na globus nałożyli beret, to proszę mi odpowiedzieć na jedno proste pytanie: czy beret jest płaski, czy może kulisty?

Pangea przypominała dryfującą tratwę, czyli ogromną wyspę, z której nie można było się wydostać. Było to więzienie czy swoisty labirynt!?

Ziemia jest płaska. Bóg najpierw stworzył rośliny i zwierzęta, a następnie człowieka na swój obraz i podobieństwo. Cały świat oddał mu we władanie.

Czy to głupie?

Na pewno nie, skoro kilka miliardów ludzi nadal w to wierzy. Ziemię porównywali do dużej misy przepełnionej wodą, na której dryfował twardy grunt. Padające deszcze powodowały przelanie się nadmiaru wody. Na krańcach świata wyobrażano sobie olbrzymie wodospady.

Czy Bóg jest podobny do mnie?

Na pewno nie; kiedy spoglądam w lustro i wiem, że jestem do niego podobny, to wiem, że on nie wygląda dobrze.

Czy ja jestem panem i władcą Ziemi?

Na szczęście nie. Mam tysiące zalet (?), lecz kilka drobnych wad eliminuje mnie z odpowiedzialnej roli władcy.

Człowiek jest istotą stadną. To jego naturalna siła. Człowiek samotny jest już Bogiem? Czy może wciąż zwierzęciem?

Jaka jest różnica między Bogiem a człowiekiem?

Tylko taka, iż wszystko, co wydaje się człowiekowi prawdą, dla Boga jest zwykłą głupotą.

Około 13 tysięcy lat temu Ziemia zatrzęsła się. Potężna magnetyczna asteroida Nefres zaczepiła o Ziemię na obszarze między dzisiejszą Ameryką Południową i Antarktydą. Wierzchnia warstwa skorupy ziemskiej przesunęła się o około pięć tysięcy kilometrów na południe w stosunku do jądra Ziemi. Ziemskie bieguny magnetyczne zmieniły się o 12 stopni. Lądy porozrywały się. Woda wdarła się na nie i olbrzymie tsunami niszczyło wszystko, co napotkało na swej drodze.

Czy ktoś w to wierzy?

Raczej nie; istnieją jednak ludzie, którzy znają te prastare opowieści, te sprzed potopu. Nie tego biblijnego, lecz tego pierwszego. Dla nich okresy ziemskie liczone były według kalendarza astronomicznego opartego na asteroidzie Nefres. Jeden okres Ziemi liczy więc 5720 lat. Rok 2013 jest więc rokiem zerowym. Według innych wyliczeń pełny obrót Ziemi liczy 12765 lat i jest zgodny z opowiadaniami prastarego atlantydzkiego rodu.

Najpierw był wielki wybuch, potem chaos. Jęki cichły i nastała niema ciemność.

Wydarzyło się to w 10752 p.n.e. Czy ktoś w to wierzy? Nie sądzę, lecz czy powinienem te opowieści trzymać tylko dla siebie? Skryć je przed uchem czytelnika w ciemny zakamarek swej duszy? Te stare opowieści możemy śmiało zaliczyć do mitologii atlantydzkiej.

Od niepamiętnych czasów po Ziemi chodzili wędrowcy. Ich platynowe zbroje i znaki przymierza Atlantydy z Europą (biało-czerwone), przez tysiące lat były symbolem męstwa i boskości (Santa Cruz, Assyran, Babilon, Persja, Rzym, Bizancjum, Templar).

Cywilizacja ludzka, którą znamy, istnieje już od 26 tysięcy lat. W tym okresie najpotężniejsze narody ulegały degradacji i wymierały. Lecz gdzieś w odległym krańcu Ziemi ludzkość odradzała się od nowa. Koczownicze ludy zajmowały tereny wymarłych cywilizacji, ich kulturę, miasta, wsie i wszystko, co po nich pozostało na Ziemi. Modlili się do nich i składali ofiary swym darczyńcom.

Nowi uważali się za wybrańców fortuny i nazywali siebie potomkami wielkich. Bawili się i korzystali z dobrodziejstw losu. Koło fortuny jednak wciąż się przesuwa i pozbawieni podstaw nie rozwijali się, lecz rozleniwiali. Mijały lata i nowinki techniczne przestawały działać. Potomkowie wielkich znów uczyli się od podstaw, jak korzystać ze swego mózgu. Stawiali na rozum i rozwój techniczny, by przetrwać. Nauka to żmudne eksperymenty prób i błędów. Wiele cudów techniki zniknęło na zawsze. Maczugi i kije zawsze były w cenie dla nieudaczników. Przejście z homo w homo sapiens wytworzyło osobnika agresywnego i nieobliczalnego w rozumowaniu i działaniu. Wykorzystanie genetycznie zakodowanej inteligencji wśród osobników dziko żyjących na surowym, nieprzyjaznym lądzie, promuje osobników sprytnych lub okrutnych. Natura wciąż dąży do równowagi biologicznej. Zwyciężając większych od siebie, ludzie stanęli bardzo dawno temu na szczycie łańcucha pokarmowego. Zostali tytanami godnymi podziwu. Błękitna planeta Ziemia zmieniła się. Mijały tysiące lat, a ona ulegała stopniowemu wyjałowieniu, wiele gatunków zwierząt wytępiono, a wody zatruto; płonęły lasy, a góry eksplodowały. Tworzył się tu swoisty galaktyczny śmietnik. Choroby morowe zbierały dodatkowe żniwo. Pozostali przy życiu walczyli między sobą o resztki ochłapów, gdyż nie mieli już innych naturalnych wrogów. Nowi ludzie naśladowali swych idoli w sposobie życia, rozumowaniu i walce. Osoba prymitywna była często wzorcem dla młodych. Cywilizacja ludzka wielokrotnie ulegała całkowitemu zniszczeniu, by odrodzić się od nowa. Na Ziemi pojawiali się dziwni wędrowcy, których czczono i szanowano jak bogów. Poszukiwali adrenaliny i nazywali to ambicją. Mania wielkości stała się pędem do podboju świata, Kosmosu, a kiedyś Wszechświata. Chęć posiadania za wszelką cenę i nieliczenie się z konsekwencjami, doprowadziła do degeneracji gatunku i w końcu do skrajnego odczłowieczenia. Koło fortuny znów wykonało pełny obrót o 360 stopni.

Gatunek ludzki co kilka tysięcy lat wymiera i do głosu dochodzą "nowe prawa dżungli".

Co było wcześniej, tuż przed wybuchem?

Odpowiedź jest prosta.

Tuż przed wybuchem zakończyła się historia potężnej Atlantydy!!

Gwiezdna mowa - Esquire

Czy pamiętam jeszcze jakieś słowo w gwiezdnej mowie esquire? To najstarszy język świata. Tak porozumiewali się mityczni Atlantydzi, Saharianie i współcześni Baskowie. Prehistoryczni tworzyli ten świat, porozumiewając się i nauczając ludzi w tym języku.

Kiedyś słyszałem opowieść o gwiezdnej mowie. Opowieść ta wydaje się zbyt fantastyczną, niemal beznadziejną bajką.

Czy mogę Wam to opowiedzieć już dziś? Czy lepiej zaczekać jeszcze kilkanaście lat, gdy nie będzie to już tematem tabu?

Oglądam filmy SF. Straszą nas potworami z krwiożerczego ufo, demonami, kataklizmem, piekłem.

Życie nie powinno być oparte na strachu, lecz na nadziei i dialogu. Kiedyś powiedziano: kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci w nią kamień.

W tłumie nie było cudownych promiennych istot, lecz tylko grupa ludzkich gapiów, krwiożerczych łowców żądnych makabrycznego widowiska.

W ówczesnym świecie, gdy kogoś krzyżowano według najsprawiedliwszego ludzkiego prawa rzymskiego, to tłum spokojnie przyglądał się, jak garstka Rzymian przybija gwoźdźmi człowieka do drzewa.

Zbity i poraniony człowiek umierał w cierpieniach, a tłum skandował na cześć oprawców.

Kiedyś powiedziano, że demokracja to tłum, błoto i ciemna masa. Często się zastanawiałem, czy system demokratyczny jest dla ludzi, czy jest tylko przykrywką dla makabrycznych zbrodni?! Kogo powinnyśmy się obawiać - inteligentnego ufo, czy wciąż dzikich ludzi?

Chupacabra to określenie ludzkie czy boskie?

Często wspominam moją cichą niezamieszkałą dolinę.

Czy bycie człowiekiem uczciwym, to tylko sumienne wykonywanie swoich obowiązków?

Jak kaci z Norymbergi, którzy otrzymali władzę i ustanowili takie makabryczne ustawy?

Mogli mordować w majestacie prawa!

Czy bycie filantropem i hojne rozdawanie z tego, co mi zbywa, jest ludzkie i aprobowane przez Stwórcę? Co jest lepsze dla rozwoju człowieka i formowania w nim poczucia własnej godności?

Rozdawanie ryb czy wędek?

Możemy nie angażować się w żadne akcje humanitarne czy charytatywne i pozostać samolubem zamkniętym na otoczenie, osobą krytyczną wobec ludzi i otaczającego nas świata w stworzonej przez siebie wiklinowej klatce.