Część I
Plaga, mór, morowe powietrze, zaraza
"...oto koń trupio blady,a imię siedzącego na nim Śmierć,i Otchłań mu towarzyszyła.I dano im władzę nad czwartą częścią ziemi,by zabijali mieczem i głodem, i morem, i przez dzikie zwierzęta"
Ap 6, 8
Śmierć - czwarty jeździec Apokalipsy w dawnych czasach nierzadko przybierał postać moru i roztaczał swoją władzę nad ziemią, by nękać ludzi i prowadzić ich w Otchłań - krainę zmarłych.
"Mór w Polsce". "Mór w całej Europie". "Powietrze morowe w Polsce i na Rusi". Takie hasła bardzo często pojawiały się w starych kronikach, aktach miejskich i klasztornych. Informacje o zarazach przekazywano z ust do ust, przepisywano z księgi do księgi, dodając coś lub ujmując. Nie zawsze były dokładne i prawdziwe, ale nie ulega wątpliwości, że mór w Polsce, tak jak i w całej Europie, przez wieki zbierał niemałe śmiertelne żniwo i budził powszechną trwogę.
O morze pisał Jan Długosz (1415-1480) w Rocznikach, czyli kronikach sławnego Królestwa Polskiego. Wprawdzie spisywał je w XV wieku (1455-1480), ale zebrał w nich informacje dotyczące wcześniejszych stuleci, sięgając do początków państwa polskiego. Według słów Długosza w 1006 i 1007 roku "Głód, mór i zaraza okropna (luesque miserabilis) panowały tymi czasy nie tylko w Polsce, ale w całym prawie świecie i sprzątnąwszy mnóstwo ofiar, wyludniły wiele miast i włości"[1]. Sytuacja powtarzała się co kilka lat, kroniki są więc gęsto usiane wzmiankami o morach i plagach. Informacje te są jednak skąpe i trudno stwierdzić, czym był w rzeczywiście opisywany mór - chorobą zakaźną czy jakąś inną plagą, która spowodowała masowe zachorowania i śmierć ludności.
Więcej o morze można się dowiedzieć ze spisywanych w XVI-XVIII wieku prac medycznych. Były to zarówno tłumaczenia i kompilacje zagranicznych dzieł, jak i opisy obserwacji oraz doświadczeń autorów ksiąg. Często zawierało się w nich wszystko, co na temat moru było autorom wiadome - od próby definicji "morowego powietrza" przez skuteczne i sprawdzone specyfiki prezerwujące (zapobiegające) i lecznicze, aż po... modlitwy na czas moru.
Jednym z pierwszych polskich dzieł na ten temat był napisany po łacinie traktat Macieja z Miechowa, czyli Miechowity (ok. 1457-1523), lekarza, astrologa, profesora Akademii Krakowskiej. W dziele pt. Contra saevam pestem regimen accuratissimum [Szczegółowe przepisy o zabezpieczaniu się przed groźną dżumą] (1508) autor podał informacje dotyczące moru panującego w Krakowie w 1482 roku. O morze pisali też inni znani i mniej znani polscy medycy, m.in: Szymon z Łowicza (ok. 1512-ok. 1538): De praeservatione a pestilentia et ipsius cura [O środkach ochronnych przed zarazą i jej leczeniu] (1532); piszący u schyłku XVI wieku Piotr Umiastowski - Nauka o morowem powietrzu na czwory xięgi rozłożona (1591); szesnastowieczny medyk i cyrulik łomżyński Marcin Ruffus z Welca: Epitome opusculi. To iest gruntowna y dostateczna sprawa: o iadowidey y zaraźliwey niemocy Pestilemyey, albo morowego powietrza (1588) czy Marcin Ksawery Szumliński (?-1720), który opisał morowe powietrze panujące w Krakowie w latach 1707-1709.
Publikowano również poradniki i instrukcje zawierające przepisy, które miały uchronić ludność od zarazy. W 1613 roku Sebastian Petrycy (1554-1626), doktor medycyny i filozofii, wydał: Instructia Abo Nauka, Iak Się Sprawować Czasu moru. W XVIII wieku w Lesznie wyszła natomiast praca Abrahama Emmanuela Wolffa (ok. 1725-1784), generalnego sztabsmedyka wojsk królewskich i Rzeczypospolitej Polskiej: Traktacik o Powietrzu morowym dla Ludu Polskiego. Podobne instrukcje "dla ludu" pisano na zlecenie możnych i władz miejskich.
Dzieł tych powstało znacznie więcej, ich spis i omówienie przedstawił Franciszek Giedroyć (1860-1944) w pracy Mór w Polsce (w wiekach ubiegłych) (1899), z której zaczerpnęłam liczne informacje o morze w dawnej Polsce.
Mór, czyli morowe powietrze, dawniej nazywano też powietrzem (jak w słowach modlitwy "Od powietrza, głodu, ognia i wojny zachowaj nas, Panie") albo zarazą, łożnicą lub chorobą łożną, ale również epidemią - i ten termin dziś jest powszechnie używany.
Epidemia (według Ustawy z dnia 5 grudnia 2008 roku o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi) oznacza "wystąpienie na danym obszarze zakażeń lub zachorowań na chorobę zakaźną w liczbie wyraźnie większej niż we wcześniejszym okresie albo wystąpienie zakażeń lub chorób zakaźnych dotychczas niewystępujących"[2], natomiast choroby zakaźne to choroby wywołane przez biologiczne czynniki chorobotwórcze, które ze względu na charakter i sposób szerzenia się stanowią zagrożenie dla zdrowia publicznego.
W języku potocznym nadal funkcjonują też dawne określenia, jak zaraza i pomór. Nie budzą już grozy, nie mają takiego ładunku emocjonalnego jak kiedyś, bo do niedawna wydawało się, że stanowią odległą przeszłość i w cywilizowanym nowoczesnym świecie nie ma na nie miejsca. Tymczasem okazuje się, że trudno je powstrzymać nawet i w dzisiejszych czasach.
Dawne przekazy wskazują na to, że morowe powietrze zbierało śmiertelne żniwo podobnie jak głód i wojny i często im towarzyszyło. Wojna zazwyczaj pociągała za sobą głód, a ten prowadził do zarazy, z kolei zarazie towarzyszyła klęska głodu. Były to zjawiska silnie ze sobą związane. Nic więc dziwnego, że Mór, czyli Zarazę, obok Wojny, Głodu i Śmierci, uznawano za jednego z czterech jeźdźców Apokalipsy, którzy mają się pojawić, gdy nadejdzie koniec tego świata i czas Sądu Ostatecznego. Tak też jeźdźcy zostali przedstawieni na obrazach i rycinach, na przykład na słynnej rycinie Albrechta Dürera (1471-1528) Czterej jeźdźcy Apokalipsy.
Wzmianki o morze nękającym ludność Europy w wiekach średnich, a także późniejszych są jednak skąpe, mało dokładne, a często i mało wiarygodne. "Mór" był pojęciem nieprecyzyjnym, ponieważ lekarze nazywali tak nie tylko choroby, które dziś określa się jako zakaźne - mór mógł też powstawać na skutek głodu albo z innych przyczyn, na przykład zbiorowego zatrucia. Mógł przenieść się na zwierzęta, wtedy zazwyczaj, choć nie zawsze, mówiono o pomorze lub morze bydła czy ptactwa (jedna z dziesięciu plag egipskich), co w efekcie miało również tragiczne skutki. W kronikach nie brak więc wzmianek o morze i jego tragicznych konsekwencjach. Jan Długosz, autor Dziejów polskich ksiąg dwanaście (znanych również jako Roczniki, czyli kroniki sławnego Królestwa Polskiego) jest tu niezastąpiony; podaje na przykład że w latach 1221-1224 powodzie, głód i srogie powietrze trapiły Polskę, skutkiem czego wiele wsi i miasteczek zostało ogołoconych z ludności. Jednocześnie pomór padł na bydło. Z kolei w latach 1282-1283 głód, który panował w Polsce, Czechach i Niemczech, stał się przyczyną moru, ponieważ lud musiał się żywić chwastami, liśćmi drzew i innym "szkodliwym zielskiem", a przez to "brał w siebie mimowolnie różne trucizny i zarazy". Jakby tego było mało, ludność, której udało się przed tymi nieszczęściami uciec na Węgry, była sprzedawana barbarzyńcom w niewolę[3].
Opisując bliższe sobie czasy, kronikarze dysponowali dokładniejszymi informacjami na temat panującego moru i podawali więcej szczegółów. Możemy się więc dowiedzieć, co było przyczyną moru, gdzie i jak długo występował. Według Długosza w 1467 roku prawie we wszystkich krajach podległych Królestwu Polskiemu, a osobliwie Wielkiej Polsce, Mazowszu, Rusi, Podolu i części Śląska, powietrze szerzyło "zgubną zarazę, wiele wymorzyło ludzi i niemałą liczbę miast i wsi w pustynie przemieniło. Stąd (z braku rąk do pracy) w całej Polsce panował wielki niedostatek i drogość zboża i byłaby ta plaga dalej jeszcze się rozszerzyła, gdyby w czasie powietrza tyle nie wymarło ludzi"[4]. Natomiast Maciej z Miechowa zanotował, że podczas panującego w Krakowie moru w 1482 roku (od połowy czerwca do sierpnia) śmiertelność była tak duża, że w parafii Panny Maryi umierało dziennie 40-50 osób, w parafii św. Stefana po 30-40, podobnie w innych parafiach[5].
Z czasem podanie liczby ofiar stało się informacją określającą skalę moru, dowodem na to, że sytuacja była bardzo groźna, ale jednocześnie kontrolowana przez władze miasta. W XVI wieku te dane odnotowywano częściej, na przykład podczas moru, który panował w 1538 roku, w Gdańsku umarło sześć tysięcy osób zarażonych "powietrzem", z kolei w Krakowie w 1543 roku zmarło 20 tysięcy mieszkańców, zaś w Poznaniu podczas zarazy panującej w okresie od św. Jana do końca 1568 roku w samym mieście było sześć tysięcy ofiar.
Z liczeniem ofiar bywało różnie, nie ustalono żadnych prawideł, które pozwoliłyby na przeprowadzanie porównań; przeinaczano też dane, zdarzało się więc, że kronikarze podawali skrajnie różne liczby dotyczące tego samego zdarzenia. I tak podczas zarazy, która gnębiła Gdańsk w 1548-1549 według jednych źródeł zmarło 40 tysięcy osób, a według innych - 20 tysięcy.
W wieku XVII i XVIII w kronikach pojawiało się coraz więcej informacji o kolejnych zarazach nękających i pustoszących kraje, ziemie i miasta, między innymi Poznań, Toruń, Gdańsk, Wilno, Lwów i Warszawę. Franciszek Maksymilian Sobieszczański (1814-1878) w Rysie historyczno-statystycznym wzrostu i stanu miasta Warszawy od czasów najdawniejszych aż do 1847 roku podał[6]: "Przez dwa lata do roku 1710 grasujące powietrze, do 30 000 mieszkańców sprzątnęło, a przy powtórzeniu tej straszliwej choroby w roku 1711, znowu chociaż słabiej śmiertelność szerzyła się. Okropny był natenczas stan Warszawy; wszyscy prawie ubożsi mieszkańcy wynieśli się w lasy i zarośla otaczające Wolę. Kościoły, pałace i domy opustoszały, a bujna trawa na najludniejszych przedtem ulicach porosła. Plaga ta do miesiąca lutego 1712 roku trwała, w Warszawie zaś na długi czas ślady po niej zostały"[7].
Można przypuszczać, że liczba zmarłych jest tu zawyżona, szacuje się, że na początku XVIII wieku w Warszawie mieszkało około 40 tysięcy osób. Autor powoływał się wprawdzie na świadka owych czasów i obrazowo przedstawił spustoszenie, jakie poczynił mór w stolicy, jednak trzeba mieć na uwadze to, że mógł mocno przeszacować.
Ćwierć wieku później, w 1737 roku, w Warszawie wybuchła zaraza, którą opisał Jakób Emilian Camuset (?-1739), lekarz królewski. I, jak na lekarza przystało, podał nieco medycznych szczegółów - wymienił objawy obserwowane u chorych; "Gorączki tegoroczne Warszawskie zaczynały się zwyczajnie od ciężkiego głowy bolenia, z ciężkiem osłabieniem zaraz z początku, womity niby w pacyencie przynaglaiąc, puls słaby y częsty sprawując, ciało nie barzo niby powierzchu paląc, ięzyk iednak suchy, y boleści około biodrow czyniąc, a w krotce głuchością y szaleństwem zmysły przyciskaiąc"[8]. Chorzy skarżyli się też na "ściśnienie serca", bóle w okolicach bioder, męczyła ich biegunka, mieli trudności z oddychaniem i oddawaniem moczu, w końcu dochodziły konwulsje, zimne poty, a wkrótce następowała śmierć.
W kronikach, także w pracach medycznych, rzadko wymieniano nazwy chorób powodujących mór. Oprócz czarnej śmierci (dżumy), która dawała charakterystyczne objawy, niekiedy wspominano o angielskich potach albo zgniłej febrze (tyfusie plamistym?), francuskiej chorobie, czyli francy (kile), ospie i influenzie. Najczęściej jednak do XVIII wieku epidemie nazywano po prostu morem, zarazą, dżumą albo powietrzem. Dopiero w XIX wieku odkrycia z zakresu bakteriologii umożliwiły wyjaśnienie przyczyn chorób morowych i ułatwiły ich rozróżnienie, a w wieku XIX i XX - odkrycia z zakresu higieny, szczepienia i nowe leki pozwoliły na walkę z tymi chorobami. Zanim to jednak nastąpiło, funkcjonowało wiele różnych poglądów na temat moru. Im mniej wiedziano o chorobie, tym bardziej tajemnicza się wydawała, tak że w jej pojawieniu się doszukiwano się udziału czynników nieziemskich. Taka sytuacja skłaniała do snucia dziwnych i ryzykownych, z dzisiejszego punktu widzenia, hipotez dotyczących pochodzenia i natury moru, a także sposobów zapobiegania i leczenia.
Czym jest mór?
Czym jest morowe powietrze? Na to pytanie długo nie potrafiono znaleźć zadowalającej odpowiedzi. Istota moru pozostawała niewidoczna i nieuchwytna, co powodowało, że wobec takiego zagrożenia ludzie czuli się zagubieni - nie wiedzieli, jak się przed nim uchronić i jak mu przeciwdziałać. Ratunkiem wydawały się jedynie modlitwa i ucieczka z miejsc "zapowietrzonych". Nie każdy mógł jednak uciekać - medycy, a także duchowni pełniący posługę wśród chorych starali się więc uchwycić naturę morowego powietrza, zdefiniować je i rozpoznać.
Najstarsze określenia moru mówiły o powietrzu zepsutym i zjadliwym. Wraz z rozwojem wiedzy medycznej uległy one pewnym modyfikacjom, jednak najczęściej przyczyny moru upatrywano w zjadliwym, ostrym, żrącym czy też trującym powietrzu. Było ono bardzo przenikliwe, a skutki jego wdychania gwałtowne. Za czynnik rażący uznawano rodzaj nieuchwytnej "mgły gęstej", "zaduch", "jadowitą parę" czy też "wapory". Morowe powietrze opisywano również jako potężną ognistą gorączkę, mającą w sobie jad, którym jak piorunem przenika ciała - zaraża nie tylko głowę, serce, wątrobę, ale i wszystkie inne członki, aż wreszcie zabija. Z kolei Piotr Umiastowski, autor jednego z szesnastowiecznych traktatów o morze, zwracał uwagę na dużą zaraźliwość i śmiertelność oraz łatwe rozprzestrzenianie się choroby morowej, która mogła trapić wiele krajów, królestw, księstw.
Medycy podkreślali skutki działania morowego powietrza na ludzi, wymieniając, w miarę postępów wiedzy, coraz bardziej subtelne struktury i mechanizmy ludzkiego organizmu niszczone przez zarazę. Według Ruffusa z Welca (1588) mór jest niemocą, która obejmuje serce i głowę, płuca, wątrobę i inne części ciała, tak że człowiek czuje zmęczenie i palący ogień, staje się otępiały, bezrozumny, a jeśli nie doczeka się pomocy, "na ostatek umarły". Natomiast Jan Nepomucen Lucy (1750-1786), profesor Akademii Krakowskiej, w dysertacji (1775) zauważa, że subtelna trucizna moru najbardziej zaburza zmysły i wywołuje zmiany we krwi, a w końcu osłabia funkcje życiowe. Takie poglądy przetrwały do XIX wieku.
Zwiastuny moru
Podobnie jak chorobę w ciele człowieka zapowiadały pewne sygnały, tak w różnych znakach na niebie i ziemi dopatrywano się zwiastunów moru. Były to zazwyczaj zjawiska, które jednocześnie uznawano za przyczyny moru, na przykład zaćmienie Słońca, pojawienie się komety, meteorytów czy tzw. spadających gwiazd. Miały one sprawiać, że powietrze stawało się podatne na "przyjęcie" zarazy.
Do wybuchu epidemii mógł również prowadzić niekorzystny układ gwiazd lub planet. Astrolodzy, którzy często byli też lekarzami, mieli duże pole do popisu - stawiali prognostyki i horoskopy dla królów i możnych, dla miast i królestw, doszukując się złych układów planet (zwłaszcza Saturna i Marsa). Astrologia uznająca, że ludzkie losy są zapisane w księdze przyrody, czyli na niebie, była popularna zwłaszcza w średniowieczu i renesansie, wykładano ją na uniwersytetach i zaliczano do sztuk wyzwolonych. W XV i XVI wieku katedra astrologii funkcjonowała w Akademii Krakowskiej.
Niepokojące zjawiska występujące na ziemi również mogły zapowiadać zarazę. Człowiek, obserwując przyrodę, od której czuł się zależny, a której sił w pełni nie poznał, starał się wyczytać przyszłość, zwracając uwagę na klęski żywiołowe i anomalie pogodowe niszczące zbiory i powodujące nieurodzaj oraz głód. Szczególnie niebezpieczne wydawały się zjawiska związane z nadmiarem wilgoci (częste mgły, deszcze), a także wiatry wiejące z południa i wschodu i przynoszące masy wilgotnego powietrza. "Ciepłe i wilgotne powietrze - wynotował Giedroyć za Antonem Sznebergierem (1530-1581), autorem Książki o zachowaniu zdrowia człowieczego od zarazy morowej (1569) - deszcze w porze niewłaściwej, jesień pochmurna a pomimo to sucha, pogoda zmienna zwykle zapowiadają choroby śmiertelne, a więc mór również. Takież znaczenie mają: lato pochmurne a suche bez wiatrów, wiatry południowe, grzmoty i błyskawice w zimie, niemniej grzmot po raz pierwszy w roku rozlegający się w sobotę. Jeśli mór szerzy się w krajach sąsiednich, osobliwie na wschód od nas leżących, to wedle wszelkiego prawdopodobieństwa przedostanie się do nas"[9].
Zwiastunami zarazy związanymi z żywiołem wody były powodzie, wylewy i pojawienie się martwych ryb.
Za złowróżbne znaki pochodzące z żywiołu ziemi uważano sytuacje, "[...] gdy często przychodzą na świat bliźnięta, panują biegunki, czerwonki, wrzody i "plaury" [zapewne pleury - zapalenie opłucnej, objawiające się kłuciem w boku] trapią ludność, kobiety często ronią bez oczywistej przyczyny, gdy zwierzęta, które w głębi ziemi żyją, na powierzchnię jej zbyt często wyłażą, zwierzęta dzikie i domowe gdy często zdychają, psy się wściekają, ptastwo opuszcza gniazda i precz odlatuje, lub zbyt nizko przebywa nad ziemią, gdy się pojawia mnóstwo much, komarów, motyli, pająków, koników i innego robactwa, khtore się z zagniłych smrodow y nieczystości mnoży, wężów i żab mnogość"[10].
Zły znak stanowiły też kwiaty kwitnące w niewłaściwym czasie, w dużej ilości i szybko więdnące oraz mnogość grzybów. Kilka takich znaków traktowano jako poważny sygnał ostrzegawczy zapowiadający zarazę.
Odbiegające od normy zjawiska dotyczące pogody, zwierząt, roślin i grzybów mogły być zapowiedzią nieurodzaju lub pomoru zwierząt. Często kojarzono je z wilgocią i rozkładem. W ciałach osób chorych miały zachodzić podobne procesy - rozkład, gnicie, psucie się. Niektóre choroby określa się wręcz jako zgniłe gorączki (tyfus). Te poglądy podkreślała zależność między porami roku a występowaniem epidemii, które zazwyczaj zimą wygasały, co tłumaczono tym, że mróz "zgniliźnie jest przeciwny".
Przyczyny zarazy
Niewidoczne przyczyny moru długo pozostawały w sferze domysłów, wydawały się nie tylko groźne, ale i tajemnicze. Jadowitość czy też zjadliwość morowego powietrza musiała z czegoś wynikać. Jedną z najwcześniej wymienianych przyczyn epidemii był... gniew Boży i kara niebios za grzechy ludzkie. Stipendium peccati mors - zapłatą za grzech jest śmierć, przypominał Marcin Ruffus z Welca, dodając: "Bo kto nie chce słowa Bożego, które zowią po hebraysku Dabar, słuchać, y nie przymuie go, ten przez morowe powietrze karan być musi. [...] Deber Keteb, są imiona dwu dyabłów, którym Pan Bóg osobliwie moc y rozkazanie dał: aby ludzi iadem powietrza morowego zarażali y zabijali"[11].
Co dokładnie mogło wywołać gniew Boży, zazwyczaj nie wyszczególniano, można jednak podejrzewać, że były to przewinienia z "zestawu" siedmiu grzechów głównych, zwłaszcza rozwiązłość i wszelka rozpusta, które szczególnie piętnowano podczas epidemii. Na przykład w 1005 roku w Wenecji, gdy podczas moru umarli doża i jego żona, uznano, że ściągnęli na siebie karę niebios przez zbytek posługiwania się przy jedzeniu małymi widelcami i pozłacanymi łyżkami...
Być może obawą przed gniewem Bożym podyktowany był też nakaz zamykania na czas zarazy domów publicznych (zamtuzów) i wypędzania z miasta kobiet nierządnych. Wspominał o tym Umiastowski. Wyraźnie zaznaczono to także w wydanym w 1707 roku rozporządzeniu magistratu krakowskiego, w którym nakazano między innymi: "aby po domach szynkowych i kamienicach pijatyki, muzyki, tańce, zbyteczne stroje, schadzki niepotrzebne i wszelkie swawole gniew Boski ściągające ustały i aby osoby podejrzane i nierządne wygnane były"[12]. W XVII wieku w Warszawie za urządzanie w czasie moru biesiad, zabaw, którym towarzyszą śpiewy i muzyka, karano odsiadką w wieży.
Podejrzenia rzucano też na Żydów i osoby, które im sprzyjały. Według Sebastiana Śleszkowskiego, autora pracy: O ustrzeżeniu y leczeniu morowego powietrza, także gorączek iadowitych przymiotnych z petociami[13], nauka, każdemu wiekowi, płci y stanowi przysposobiona... (1623), zaraza morowa miała być karą Bożą za protekcję, jaką mieszczanie i szlachta okazywali Żydom[14].
Zjadliwe powietrze mogło powstawać także na skutek zakłóceń astronomicznych i meteorologicznych. Według Marcina Ruffusa z Welca "kiedy jedno Pan Bóg świat chce morowem powietrzem pokarać, tedy do tego używa i posyła swego Anioła [...], albo wżdy niebieskiego zgromadzenia gwiazd, zwłaszcza Planet zwierzchnich. Którzy moc maią bardzo dziwną, od Pana Boga im nadaną, którey nad tym niskim światem używają, przez co zaraźliwe y jadowite zaduchy y mgły z wnętrzności ziemi, albo wiatry z południa albo od zachodu, niezdrowe wyciągają y pobudzają, stąd powietrze żywotne zarażone bywa, albo też ciągną złe mgły y zaraźliwe, z iezior smrodliwych, z bagnisk, z błot, y z kloak..."[15].
Astrolodzy badający wpływy planet na losy ludzi i ich zdrowie, także lekarze, którym poglądy te nie były obce, tłumaczyli powstanie morowego powietrza zaćmieniem Słońca bądź złym układem niektórych ciał niebieskich (położeniem naprzeciwko siebie czy pewnego rodzaju połączeniem - koniunkcją), które miały sprawiać, że planety i gwiazdy swymi ruchami i światłem przyciągały "rozmaite zimna, ciepła i mokra, i sucha [suchości] i zarażały powietrze jadem szkodliwem dla wszystkich stworzeń"[16]. Jednym z argumentów przemawiających za tym poglądem miało być występowanie moru, mimo że w powietrzu nie można było dostrzec żadnej widocznej zmiany. Przyczyna moru musiała pochodzić zatem z nieba, a był nią specyficzny bieg czy też układ ciał niebieskich, który powodował "uzjadliwianie" powietrza, lub też, jak wyjaśniał Umiastowski, samo powietrze nie miało w sobie jadu (bo wtedy wszystko, co tylko żyje, uległoby zarazie i śmierci), lecz ciała niebieskie mogły tak oddziaływać na organizm człowieka i różne rzeczy ziemskie, że te zaczynały wytwarzać w sobie trucizny.
Podobne poglądy powtarzano w XVII wieku. Wówczas przyczyn zarazy upatrywano również w pojawieniu się komety. Z jej ukazaniem się na niebie wiązano różne nieszczęścia i kataklizmy. Kometa mogła wyciągnąć z podziemi trujące wilgotności, a gdy gasła lub ulegała unicestwieniu, wtedy wyrzucała z siebie ów jad, zanieczyszczając nim powietrze.
W XVIII wieku teorie o wpływie planet na pojawienie się epidemii były już mniej popularne, dłużej utrzymały się koncepcje mówiące o tym, że przyczyny morowego powietrza mają ziemskie pochodzenie. Głównym źródłem skażenia powietrza miały być "wyziewy ziemskie", które powstawały w gnijących trupach, bagnach, błotach i stojących wodach, a następnie były roznoszone przez wiatr. Do powstania zarazy mogły się przyczynić również warunki pogodowe, zwłaszcza niezwykle ciepła i wilgotna aura, która miała przyspieszać rozkład obumarłych szczątków. W XVII i XVIII wieku gnijąca materia, jady trupie, gazy i wyziewy bagienne były powszechnie uznawane za jedną z głównych przyczyn moru. Była to tzw. teoria miazmatów, która głosiła, że epidemie chorób zakaźnych są powodowane przez powietrze skażone miazmatami - szkodliwymi wyziewami o nieprzyjemnym zapachu pochodzącymi z rozkładu szczątków organicznych, i przenoszonymi w sprzyjających warunkach atmosferycznych na duże odległości. Stąd też, najpierw na zachodzie Europy, potem i w Europie Środkowej, zaczęto "wyprowadzać" cmentarze z terenów miast. Wprowadzono też przepisy dotyczące pochówku i urządzania cmentarzy, które należało tak zaplanować, aby układ alejek umożliwiał ich przewietrzanie. Określano nawet gatunki roślin, które powinno się sadzić na cmentarzach, by zniwelować szkodliwe jady trupie; należał do nich na przykład bez turecki. Powstawanie szkodliwych wyziewów uzależniano również od cech topograficznych terenu - bagien, błot czy rzek.
Inną przyczyną morowego powietrza była szarańcza, która co kilka lat nawiedzała kraj i niszczyła zbiory. I tak odnotowano, że latem 1475 roku w Małopolsce na pola spadła szarańcza, która zniszczyła wszystkie zboża i spowodowała głód. Uboga ludność, nie mając innego pożywienia, jadła wówczas chleb wypiekany z ziół i liści drzew. W rezultacie niewystarczające i złe odżywianie stało się przyczyną dużej liczby zgonów, co w konsekwencji doprowadziło do "zepsucia powietrza" i morowej zarazy. Podejrzewano również, że ogromna masa martwej szarańczy mogła swoim zgniłym smrodem zatruć powietrze i doprowadzić do moru. Wyjaśnienie było oczywiście prostsze: inwazja szarańczy stała się przyczyną głodu, który pociągnął za sobą śmierć wielu osób. Jeszcze innym wytłumaczeniem pojawienia się morowego powietrza miały być "nikczemne robaczki" pochodzące znad Morza Śródziemnego.
Trujące wyziewy nie musiały powstawać tam, gdzie wybuchała zaraza - według Abrahama Wolffa mór nigdy nie zaczynał się w Europie, lecz zawsze w innych częściach świata. Za jego źródło generalny sztabsmedyk wojsk królewskich uznał Egipt - to tam szkodliwe wyziewy powstawały na skutek wylewów Nilu, niosącego ze sobą ogromne masy szlamu i robactwa. Nieczystości te przy upalnej pogodzie szybko ulegały rozkładowi i skażały powietrze "zgniłymi waporami". Z Egiptu powietrze przedostawało się do Stambułu, a stamtąd rozprzestrzeniało się po Europie. Niebezpieczne były też "kurzawy suche", niosące ze sobą drobiny siarki, albo kurzawy mokre zaprawiane arszenikiem.
Jeszcze inną przyczyną moru, wymienianą w dziełach pochodzących z XVI-XVIII wieku, były szkodliwe substancje - jady, które powstawały w ciele człowieka pod wpływem złych wilgotności, złego trawienia, nadmiernego jedzenia i picia albo na skutek używania zepsutej żywności i złej wody czy też jedzenia głodowego, gdy z braku zboża (ziemniaki nie były jeszcze powszechnie uprawiane) żywiono się chlebem z żołędzi, z wysuszonych i rozdrobnionych pąków drzew, liści dębowych, a nawet ze starego poszycia dachowego.
Najwięcej obaw, podobnie jak i w obecnych czasach, budził jednak kontakt z chorymi - niebezpieczny był bezpośredni dotyk, a nawet widok chorego, a także przebywanie we wspólnych pomieszczeniach i korzystanie z przedmiotów używanych przez chorych albo pochodzących z okolic, gdzie występowała epidemia. Uważano, że najłatwiej jest się zarazić, dotykając ciała chorego lub zmarłego. Za szkodliwy uważano także wiatr owiewający chorych lub zmarłych. Lekarzom i osobom zajmującym się chorymi zalecano więc stawać tak, aby powietrze wpadające przez okno owiewało najpierw lekarza, a potem pacjentów.
Za najsłabsze źródło zarazy uważano natomiast przedmiot używany przez chorego. Ta sprawa budziła też sporo wątpliwości, widziano przecież ludzi, którzy nosili ubranie po ofiarach zarazy, a sami się nie zarażali. Wydawało się więc, że przenoszenie zarazy może zależeć od rodzaju materiału, z jakiego ten przedmiot (zazwyczaj ubranie) zostało zrobione. W osiemnastowiecznych dziełach odnotowano, że zaraza najłatwiej przenosi się przez futra, wyroby z konopi, jedwab, wełnę, len, pierze, a więc większość materiałów, z których wówczas robiono odzież, bieliznę i pościel. Przy czym przenoszenie zarazy na przedmioty zależało też od stanu powietrza "...tam bowiem, gdzie powietrze jest czyste, zaraźliwe cząsteczki rozlatują się tu i owdzie, a przeciwnie, z powietrzem zepsutem, zwłaszcza nad miarę wilgotnem i ciepłem, te same cząsteczki łączą się trwale"[17]. Zastanawiano się również, czy zwierzęta domowe mające kontakt z chorymi mogą przenosić zarazę, czy dotyczy to tylko przedmiotów.
O złośliwe rozprzestrzenianie zarazy podejrzewano też wrogów - najeźdźców oraz obcych kulturowo i niewiernych. Długosz odnotował, że przyczyną moru panującego na Rusi w latach 1287-1288 były wody zatrute przez Tatarów, którzy pustoszyli polskie ziemie. Z ciał pojmanych w jasyr i zabitych Polaków wydobywali serca, zaprawiali je truciznami i wrzucali do rzek i jezior. W późniejszym okresie podejrzenia skierowano na Żydów. Na przykład w 1588 roku podczas moru panującego na Litwie rozpowszechniano wieści, że chorobę roznieśli Żydzi, którzy kupili na jarmarku skóry bydła padłego z powodu morowego powietrza, a gdy kilku z kupujących zmarło, pochowano ich po kryjomu w obawie przed atakami i utratą towaru. O rozsiewanie zarazy podejrzewano również żebraków i włóczęgów, ale też lekarzy, cyrulików i grabarzy morowych, którzy mieli czerpać z tego niecne zyski. "Siewcy śmierci", prawdziwi czy nie, bywali surowo karani. Najgłośniejszy w Polsce proces w sprawie o rozsiewanie dżumy odbył się w 1711 roku w Lublinie. Oskarżono wówczas trzech kopaczy grobów, a przyznanie do winy wymuszono na nich torturami. Zeznali wówczas, że zarazę rozsiewali, smarując drzwi domów i kamienic mózgiem wydobytym z rozbitych trupich głów. Zeznania odwołali, jednak nie uniknęli kary. Wszystkich stracono, ale w stosunkowo "łagodny" sposób - obcięciem rąk i głowy, które nabito na pal i wystawiono na widok publiczny. Takie przestępstwo karano zwykle w bardziej okrutny sposób - przypalaniem i rozrywaniem rozpalonymi kleszczami przez kilka dni oraz łamaniem kołem.
Problemem związanym z przenoszeniem zarazy było również ustalenie okresu, w którym zaraza może się utrzymywać w człowieku i na przedmiotach używanych przez chorych. Człowiek mógł być nosicielem zarazy nie dłużej niż 40 dni (bo tyle przebywał Chrystus na pustyni). Natomiast utrzymywanie się zarazy na przedmiotach zależało od tego, czy miały one dostęp do powietrza. Gdy przechowywano je w pomieszczeniach przewietrzanych, po 30 dniach były wolne od morowego czynnika, a gdy w zamknięciu, czynnik taki mógł się utrzymywać do 15 lat.
Nie wszyscy byli jednakowo podatni na zarazę. Na ogół uważano, że zależy to od tzw. kompleksji, czyli budowy człowieka, a także temperamentu. Według teorii humoralnej o temperamencie decydował dominujący w ciele humor - czyli jeden z płynów ustrojowych: żółć, melancholia (zwana czarną żółcią), krew i flegma. Tak jak wilgotne i gorące powietrze ułatwiało procesy gnicia i szerzenie się zarazy, tak też nadmiar wilgotności i gorąca w ciele miał być powodem, dla którego pewne osoby łatwiej ulegały zarazie. Dotyczyło to na przykład kobiet, które częściej od mężczyzn zapadały na mór, ponieważ ich ciała, według ówczesnych poglądów, były pełne "złych wilgoci" (szczególnie podczas miesiączki). Tę szkodliwą cechę nasilało jedzenie owoców, których kobiety nie mogły sobie odmówić, a które uważano za szkodliwe podczas zarazy. Kobiety miały też słaby charakter - były bojaźliwe (osoby bojaźliwe łatwiej zapadały na choroby) i ciekawskie (nie mogą usiedzieć w miejscu). "Białogłowy są zawsze sposobniejsze do zachwycenia powietrza i z dyspozycji ciał ich, i też propter curiositatem [ciekawości] ich i biegania bezpiecznego do kościołów. Przeto najlepiej te gadzinę (!) z domu wysłać, chceszli, aby cię nie zaraziła" - radził siedemnastowieczny medyk, który podczas moru panującego w 1623 roku we Lwowie stracił "miłą małżonkę i córkę Katarzynę"[18].
Podobnie dzieci miały w ciałach dużo wilgoci i "gorącości", a na dodatek cechowała je skłonność do "nieporządnego życia", łatwo więc padały ofiarą zarazy. Natomiast ciężko pracujący fizycznie chorowali, dlatego że musieli częściej oddychać, a przez to wdychali więcej nieczystego powietrza. Szukano też innych czynników wpływających na podatność lub odporność na zarazę. Według Umiastowskiego była to "sposobność ciała ku zachwyceniu powietrza morowego". Mogła to być jakaś utajona wada, powodująca, że serce nie było zdolne do odpędzania od siebie szkodliwych jadów.
Nieco inne predyspozycje do zachorowania wymieniali medycy w XVII i XVIII wieku. Według nich większą skłonność do zapadania na choroby mieli ludzie otyli, krwiści, bojaźliwi, ubodzy i niezachowujący właściwej diety (za mało pokarmów roślinnych i kwasów, natomiast za dużo mięsa, ryb lub "zepsutego chleba"). Bardziej odporne na zakażenie miały być natomiast osoby cierpiące na hemoroidy, chroniczne owrzodzenia, wysypki, choroby weneryczne - a więc ci, u których występowały objawy podobne do symptomów zarazy (wysypki, wrzody, krwawienia). Rzadziej zarażały się też osoby stosujące metody lecznicze ułatwiające pozbycie się choroby z organizmu, na przykład środki przeczyszczające lub tzw. zawłoki. Były to taśmy lub sznureczki przeciągnięte pod skórą w celu wywołania ropienia i tym sposobem odciągnięcia jadu choroby od narządów wewnętrznych. Niezbyt często mieli chorować melancholicy i cierpiący na kamienie moczowe. Zaobserwowano również, że osoby, które przeszły chorobę morową, rzadko zapadały na nią ponownie.
Objawy moru
W szesnastowiecznych medycznych pracach wymieniano wiele objawów, które obserwowano u chorych na zarazę. Większość z nich uznano potem za objawy niespecyficzne, mogące występować w przebiegu różnych chorób infekcyjnych. Były to: uczucie zimna i dreszcze, gorączka, ociężałość, ból i zawroty głowy, obłożony albo suchy język, pragnienie, uczucie goryczy w ustach, brak apetytu, skłonność do wymiotów. Medycy zwracali uwagę na wydaliny - wymioty mogły być krwawe, pot smrodliwy, odchody (biegunka, zaparcia) niezwykle cuchnące, mocz mętny, gęsty, śmierdzący (jak u konia). A to wszystko świadczyło o zepsuciu i toczącym się w organizmie procesie gnicia.
W miarę rozwoju choroby u chorego obserwowano: zaburzenia świadomości ("odchodzenie od rozumu"), trudności z oddychaniem, słaby puls, bóle w okolicach serca; chorych męczyła bezsenność lub ciągła ospałość, w końcu pojawiała się puchlina oraz tzw. dymienice (nabrzmiałe węzły chłonne; patrz rozdział o dżumie) i wykwity skórne. Śmierć następowała zazwyczaj prędko.
Owe dymienice, czyli bolączki, oraz wrzody i wybroczyny, plamy i pęcherze, dostrzegalne na ciele chorych i zmarłych, uznano za objawy specyficzne morowego powietrza. Zmiany te budziły najwięcej obaw, starano się wytłumaczyć, dlaczego i w jaki sposób powstają. W 1552 roku wspominał o nich Jan Benedykt Solfa (1483-1564), lekarz i duchowny, jeden z najstarszych polskich autorów prac na temat moru. Powstawanie wrzodów i innych zmian na skórze uznał za sposób obrony organizmu przed jadem zarazy. Aby chronić narządy wewnętrzne, zwłaszcza serce (siedzibę siły żywotnej - spiritus vitalis, od której zależał przepływ krwi i ciepła w ciele), mózg i wątrobę, jad choroby miał być od nich odsuwany i wyrzucany na wierzch - ku skórze.
Możliwość wykonywania sekcji zwłok i poznawanie wewnętrznej budowy ciała ludzkiego odwróciły uwagę lekarzy od astrologii. Anatomia ożywiona (jeszcze nie fizjologia), która rozwinęła się w XVI i XVII wieku, nakierowała medyków na inne obszary, nie była to jednak łatwa droga do wiedzy. Jeden z pierwszych śmiałków, Miguel Servet (1511-1553), szesnastowieczny lekarz i teolog, który chciał poznać konstrukcję ciała ludzkiego i zgłębić mechanizm krążenia krwi i z równą wnikliwością badał Biblię, skończył na stosie wraz ze swoimi kacerskimi książkami. W drugiej połowie XVII wieku udało się rozpracować układ krążenia i wiedza ta została uznana przez większość lekarzy.
Układ krążenia nadal jednak przyciągał uwagę, a sekcja zwłok umożliwiała poznanie różnych jego nieprawidłowości. Zmieniło to również poglądy na pochodzenie i powstawanie wrzodów i plam powodowanych przez choroby morowe. W XVIII wieku główną rolę w tworzeniu wrzodów i zmian skórnych zaczęto przypisywać sercu i krwi. W wydanej w 1771 roku broszurce Rozumne powietrza przyczyny uznano, że objawy zarazy są spowodowane tworzeniem się zakrzepów krwi. Tłumaczono to w ten sposób: na skutek zapalenia ("piekielnego ognia") krew krzepła, zbijała się w bryły (zakrzepy), które wędrowały wraz z nią po całym ciele. Dlatego objawy choroby mogły się ujawniać w różnych częściach ciała - tam, gdzie skrzepy się zatrzymały. Jeśli zatrzymały się w sercu - chory odczuwał "wielką niespokojność, mdłość", miał wolny puls i dochodziło do nagłej śmierci. Wymioty z dużą ilością żółci występowały, gdy skrzepy umiejscowiły się w wątrobie. Szaleństwo, otępienie, ospałość albo śpiączka pojawiały się, gdy skrzepy ulokowały się w mózgu.
Pogląd o dominującej roli skrzepów w powstawaniu objawów choroby miał swoje źródło w obserwacjach dokonanych podczas sekcji ofiar epidemii. Plamy, guzy i wrzody odnajdywano nie tylko na ciałach zmarłych, lecz także w narządach wewnętrznych.
Profilaktyka
Stosownie do wyobrażeń o naturze moru i skutkach, jakie wywołuje w organizmach chorych, starano się podjąć odpowiednie działania i wprowadzić środki zapobiegające zachorowaniu, a w razie zachorowania - leki. W poradnikach i pracach medycznych dotyczących moru zazwyczaj wymieniano wiele tego rodzaju środków (wypróbowanych, jak zapewniano), o których skuteczności sądzono zarówno na podstawie przesądów, jak i obserwacji dotyczących ludzkiego zdrowia.
Szesnastowieczni lekarze często ujmowali reguły profilaktyczne w formułkę określaną jako "pięciorakie F" - od łacińskich nazw: fatiga (wysiłek), fames (dieta), fructus (owoc), femina (kobieta), flatus (wiatr) - to tych pięciu "czynników" należało unikać.
Fatiga oznaczało, że nadmierny wysiłek w czasie morowego powietrza jest szkodliwy i trzeba się go wystrzegać. Nie chodziło o to, by nie podejmować żadnych działań, bezczynność była również niewskazana - mnożyła w ciele wilgoć i zgniłą materię, hamowała wypróżnienia (czyszczenie żywota) i prowadziła do osłabienia sił żywotnych. Zalecano lekką pracę czy raczej ruch na świeżym powietrzu z dala od chorych. Doradzano przechadzki, przejażdżki konne, czytanie, grę na instrumentach muzycznych, grę w warcaby, szachy, kości, a także śpiew i oglądanie ładnych przedmiotów. Natomiast bieganie, skakanie, tańce, szermierka i inne działania, które powodowały przyspieszenie oddechu, były niewskazane.
W czasie powietrza morowego należało zachować odpowiednią dietę (fames). Posiłki nie mogły być zbyt obfite ani zbyt gorące, ani zbyt zimne, a przyprawy powinny być stosowane z umiarem. Oprócz tego niektóre pokarmy zalecano, inne odradzano. Według szesnastowiecznych medyków powinno się spożywać pokarmy zdrowe, łatwostrawne, smaczne, kwaskowate, odżywcze ("dobrą krew mnożące") i przeciwdziałające powstawaniu zgniłości. Do takich pokarmów zaliczano biały chleb wypieczony z dobrej pszennej lub żytniej mąki, z dodatkiem czarnuszki lub anyżku, a z mięs cielęcinę, jagnięcinę, drób oraz dzikie ptactwo, ale tylko to, które jest związane z powietrzem, "które wiele lata" i przebywa w suchych miejscach. Należało unikać potraw klejowatych, lepkich i słodkich, które miały się przyczynić do powstania w organizmie "krwi czarnej i grubej". Radzono, by wystrzegać się spożywania ptactwa wodnego, mięsa wieprzowego i każdego tłustego, ryb żyjących w stojących wodach, zwłaszcza linów, piskorzy i węgorzy, a także potraw mlecznych z wyjątkiem kwaśnego mleka, które pobudza apetyt i wzmacnia żołądek. Niewskazane były również niektóre warzywa, zwłaszcza powodujące problemy gastryczne (kapusta, groch, rzepa oraz szpinak). Jako napój najlepsza miała być czysta i świeża woda z odrobiną octu (dla ubogich).
Istotną kwestią pozostawała czystość wody, która powinna być bez smaku i zapachu, i bez osadu. Na poprawienie jej jakości - przemianę złej w dobrą - znano kilka sposobów. Najpewniejszym miało być zanurzenie w wodzie rogu jednorożca (zazwyczaj był to kieł narwala jednozębnego, któremu przypisywano uzdrawiające i niemal magiczne działanie), ewentualnie dodanie kilku kropli kwasu siarkowego, kilku listków bobkowych lub szczawiowych. Zamiast wody można było pić lekkie piwo lub kwaskowe białe wino (uważano, że kwaśne napoje działają chłodząco - hamują gorączkę). Rano warto było też wypić łyżkę wódki z korzeniami poprawiającymi trawienie. Podobne zalecenia na temat żywienia w czasie moru, oparte głównie na teorii humoralnej, powtarzali lekarze w XVII i XVIII wieku.
Profilaktycznie zakazywano spożywania owoców (fructus), choć nie wszystkich. Nie było też zgodności, które są szkodliwe, a które nie; na przykład Miechowita do szkodliwych zaliczał wiśnie, gruszki i jabłka. W XVII i XVIII wieku nie przykładano już do tego zakazu zbyt wielkiej wagi, ale w XIX wieku podejrzewano, że niedojrzałe owoce mogą powodować cholerę.
Czwarte "F" w profilaktycznych zakazach to femina, czyli kobieta. Kobiet, a raczej cielesnych stosunków z nimi, należało unikać lub zachować w tych sprawach umiar. W XVI wieku większość lekarzy uważała, że rozsądnie dawkowane uciechy zmysłowe mogą korzystnie wpływać na męskie zdrowie, gdyż podczas stosunku usuwany jest z ciała nadmiar nasienia, które to, gdy nie zostanie usunięte, może się psuć - gnić i prowadzić do poważnych schorzeń. Zalecano jednak tylko "porządną" miłość małżeńską, która według Umiastowskiego, oprócz płodzenia dzieci, oddala próżne myśli, uśmierza gniew, dodaje powagi i stateczności oraz sprawia, że ciało staje się lekkie. Należało jej zażywać kilka godzin po posiłku i przystojnie. "A ona zaś porządna miłość małżeństwa świętego płod ku czci a ku chwale Panu Bogu płodzi, ciało lekkie czyni, zmocnienia dodawa, myśli panuiące próżne oddala, śmiałości dostępnie y przez onę gniew zbytni bywa uśmierzony, stateczność y powagę stanowi, mnoży: Melancholiey y inszym chorobom iest barzo pożyteczna pomierna. A zaś z zbyteczney srogie choroby y przypadki rozmaite pochodzą. Przeto ludzie rozumni rozumnie, nie iako bestye bezrozumne, z popędliwością cielesną maią się obchodzić... Tedy Wenery w godzinę albo w sześć, albo w siedm po iedzeniu, gdzieby tego potrzeba była, przystoynie y pomiernie zażyć, a nie bestyalsko iako koń albo muł, iako bezrozumni niektórzy czynią"[19].
Używanie Wenus poza małżeństwem miało przynosić same szkody - zatracenie duszy, zdrowia i majątku. Na temat zdrowia kobiet się nie wypowiadano.
Nie tylko stosunki pozamałżeńskie były dla mężczyzn niebezpieczne. Przestrzegano również przed zapowietrzonymi morem kobietami, zwłaszcza tymi, które miesiączkowały, gdyż od jednego ich spojrzenia nadzwyczaj łatwo można się było zarazić. Taką przestrogę zamieścił w wydanej w 1679 roku broszurce na temat powietrza morowego Marcin Jerzy Sokołowski archiatra (naczelny lekarz) kaliski.
Morowe powietrze mogło być roznoszone przez ludzi, ale też napływało niesione przez wiatr (flatus). Z tego względu niektóre wiatry uważano za szczególnie szkodliwe i trzeba było zamykać przed nimi okna. W XVI wieku za niebezpieczne uznawano wiatry wiejące z tej strony, z której przyszła zaraza, a także wiatry znad stojącej wody, jezior, bagien i kloak. Szkodliwe były też wiatry od południa i zachodu, a więc ciepłe i wilgotne. Wiatry z północy i wschodu nie miały szkodliwego działania, z tej strony można było więc otwierać okna. W XVII i XVIII wieku za szkodliwe uznawano jedynie wiatry wiejące od strony zapowietrzonej oraz znad bagien i błot.
Oprócz wskazań, czego należy sie wystrzegać podczas zarazy, dawano też wskazówki dotyczące tego, co należy robić, by uniknąć moru. Zalecenia dotyczyły oczyszczenia pomieszczeń i ciała. Był to tzw. drugi szereg "pięciorakiego F". Należały do niego: phlebotomia (upust krwi), fuga (ucieczka), focus (ogień), fricatio (rozumiane jako ruch), fluxus (upływ złych wilgotności).
Phlebotomia, czyli upust krwi, to zabieg często stosowany w różnych schorzeniach, w których miało dochodzić do tzw. zapalenia, czyli przekrwienia narządów lub części ciała. Obserwacje poczynione podczas sekcji osób zmarłych na mór, u których widziano przekrwione błony śluzowe, krwawe wybroczyny, zakrzepy itd., niejako potwierdzały, że upust krwi jest właściwym zabiegiem leczniczym. Stosowano go u osób chorych, dotkniętych zarazą, rzadziej w celach profilaktycznych. Zalecano ten zabieg zwłaszcza osobom krwistym - u których występował nadmiar krwi, co miało objawiać się na przykład snami o krwi i czerwonych rzeczach.
Puszczaniem krwi rządziły pewne reguły - wykonanie zabiegu miało być uzależnione nie tylko od wieku, kondycji czy usposobienia pacjenta, ale też od faz Księżyca i położenia planet. Wykazy odpowiednich dni do tego zabiegu drukowano w kalendarzach i broszurach, na przykład w 1568 roku władze Poznania przygotowały dla mieszkańców wskazania, kiedy należy krew puścić, z której żyły, ile i jakich jeszcze używać leków, aby zaraza się ich nie imała.
Fuga - ucieczka - była jednak najlepszym środkiem zabezpieczającym przed morowym powietrzem. Kto mógł, na czas zarazy uchodził z miasta, opuszczał zapowietrzoną okolicę. Trzeba było uchodzić szybko i daleko, wracać zaś nierychło; zalecenie to ujmowano w formie wierszyka: "To troie zwykło w ludziach powietrze wytracać: Wnet, daleko, nierychło: wyiść, uchodzić, wracać"[20]. Ucieczka miała być lepszym sposobem uniknięcia zarazy niż wszystkie leki apteczne. Uciekali zwłaszcza możni, udając się do swoich posiadłości położonych poza strefą zapowietrzoną. Jagiellonowie szukali schronienia na Litwie uznawanej za bezpieczniejszą, mniej ludną i położoną bardziej na północ, a więc z dala od zgubnych mas morowego powietrza, które napływało z południa. W 1425 roku Władysław Jagiełło wyjechał na Litwę wraz z dworem, a gdy zaraza dotarła i tam, schronił się w puszczy. I choć uniknął zarazy, to podczas łowów w Białowieży złamał nogę i kurował się potem przez kilka miesięcy w Krasnymstawie. Również Kazimierz Jagiellończyk podczas moru, który w 1467 roku panował w Wielkiej Polsce, na Mazowszu, Rusi, Podolu i w części Śląska, wyjechał na Litwę. Wyjazdy nie były jednak regułą, wszystko zależało od rozwoju epidemii. W późniejszym okresie królowie wyjeżdżali zazwyczaj do rezydencji położonych blisko stolicy. W 1543 roku, gdy powietrze morowe wisiało nad Krakowem, odroczono obrady sejmu piotrkowskiego, a król Zygmunt I z królową oraz Elżbietą, żoną syna Zygmunta, schronił się na zamku w Zatorze. Kiedy zaś i tam sytuacja stała się niepewna, udał się do Wielowsi w Sandomierskiem (obecnie część Tarnobrzega). Z kolei Zygmunt III Waza podczas zarazy, która dotarła do Warszawy na początku października 1624 roku i do maja następnego roku zabrała dwa tysiące ofiar, przeniósł się do dworu w pobliskim Ujazdowie; w tym też roku rozpoczął tam budowę Zamku Ujazdowskiego.
Możni, podobnie jak królowie, wyjeżdżali do wiejskich rezydencji - tam, gdzie było zdrowe powietrze. Ponieważ największe nasilenie moru przypadało zwykle na miesiące letnie, ubożsi, którzy uchodzili z miasta, kryli się w lasach. Tak było podczas zarazy panującej w Warszawie w latach 1708-1711. Nie wszyscy jednak mogli opuścić swoje miejsce zamieszkania; w mieście musiały zostać służby porządkowe oraz osoby, które opiekowały się chorymi, a także księża, lekarze, cyrulicy i grabarze.
Ogień - focus - niszczył wszelką zarazę i uzdrawiał atmosferę. Aby oczyścić powietrze w domu, należało więc palić w kominku. Szczególnie korzystne właściwości przypisywano ogniowi z niektórych gatunków drzew zawierających dużo żywicy, jak cyprysowego, jałowcowego, sosnowego, lub gatunków uważanych za mocne i zdrowe, na przykład dąb i jesion. Dla wzmocnienia efektu można było dodać do ognia aromatycznych ziół, które uwalniając lotne cząsteczki do otoczenia, miały oczyszczać powietrze. Stosowano je także do okadzania mieszkań. Używano ziół o silnej woni, takich jak: jałowiec, piołun, mięta, dzięgiel, majeranek, lawenda, róża, ruta, rozmaryn, liście bobkowe, oraz korzenia omanu, któremu przypisywano silne działanie przeciwmorowe. Powietrze w mieszkaniach oczyszczano także za pomocą skórek cytrynowych i pomarańczowych oraz substancji, których zwykle używano do kadzideł - bursztynu, kamfory, mirry lub piżma. Zapachowe zioła rozsypywano również w domach i wkładano do pościeli. Jeżeli ktoś nie miał takich możliwości, zalecano, aby spalał w izbie trochę prochu lub siarki, w ostateczności mógł lać ocet na rozpalone kamienie.
Zwracano również uwagę na przygotowanie izby, w której sypiano. Miała ona być czysta i dobrze "opatrzona", aby morowe powietrze nie miało do niej dostępu. Powietrze w tym pokoju należało "czyścić" dwa razy dziennie, stosując kadzenie lub spalanie aromatycznych substancji. Radzono, by często zmieniać pościel, a do łóżka wkładać poduszeczki z pachnącymi ziołami.
Siedemnastowieczni lekarze zwracali także uwagę na fluxus, czyli odpływ złych wilgotności i nieczystości. Zakładano, że wraz z potem, moczem i kałem usuwa się z ciała i krwi wszelkie plugawości. Dbano zatem o niezbędne do zachowania zdrowia umiarkowane poty, regularne wypróżnienia i oddawanie moczu. Jeśli któraś z tych funkcji była zakłócona, trzeba było ją pobudzić. Przede wszystkim jednak należało do tego nie dopuszczać - stosować odpowiednią dietę, dbać o zdrowy sen i umysł pogodny, wesoły, gdyż zakłócenia w tych sprawach prowadziły do mnożenia złych humorów. Trzeba było zatem się kłaść przed północą i spać 6-8 godzin. Zbyt długi sen był niezdrowy - napełniał głowy nieczystością (fluksem) i mnożył w ciele niezdrowe wilgotności. Nie służyły zdrowiu również drzemki w ciągu dnia, zwłaszcza zaraz po jedzeniu, gdyż i one prowadziły do powstawania w ciele złych wilgotności, a ponadto wywoływały: obrzmienia śledziony, gorączki, wrzody, krosty, brak apetytu, gnuśność. Mogli sobie na nie pozwolić jedynie ludzie do nich przyzwyczajeni.
Gdy doszło jednak do tego, że w ciele zgromadziły się jakieś szkodliwe nieczystości, trzeba było je szybko usunąć, stosując środki napotne, moczopędne i przeczyszczające. By wywołać lekkie poty, zalecano umiarkowany ruch na czczo na świeżym powietrzu lub picie napotnych ziół i ciepłe kąpiele nóg. W celu oczyszczenia głowy i płuc z nieczystości należało odksztuszać wszelkie zalegające w nich wydzieliny. Kobiety powinny też pilnować, aby ich "czyszczenia miesięczne" były regularne (do XIX wieku utrzymywał się pogląd, że miesiączki usuwają z ciała kobiet zanieczyszczenia, wspomagając w ten sposób układ oddechowy i transpirację, które u pań są słabsze niż u mężczyzn). Z kolei cierpiący na hemoroidy nie powinni tamować krwawień, gdyż tą drogą ciało miało usuwać zanieczyszczenia.
Bardziej drastycznym środkiem było przypalanie skóry na ramieniu lub nodze rozżarzonym żelazem, stosowanie tzw. apertury lub fontaneli (specjalnie zrobionych ran utrzymywanych w stanie wrzodzenia) bądź plastrów pryszczących, czyli wezykatorii. Takie plastry zawierały drażniące składniki, zazwyczaj kantarydy (muszki hiszpańskie) powodujące powstanie na skórze pęcherzy, które następnie utrzymywano w stanie ropienia. Zabiegi te miały odciągnąć chorobowe jady od narządów wewnętrznych i usunąć toksyny - jad choroby z organizmu.
Specyficzne poglądy na temat oczyszczania ciała dotyczyły także zażywania kąpieli i łaźni, których w czasie zarazy należało unikać. Polecano natomiast obmywanie ciała wodą z octem lub wódką różaną, a także dbanie o czystość ubrań, noszenie ubiorów z tkanin gładkich, lnianych lub jedwabnych i unikanie futer oraz wełny. Wolff w Traktaciku o Powietrzu morowym... miał specjalne zalecenia dla mieszkańców wsi: "Iż największa część pospólstwa osobliwie na wsi mieszkającego wcale nic o ochędóstwie nie wie, gdyż niemal wszyscy ci mizeracy nigdy potu, który ich ustawiczna praca oblewa nie ścierają, ani też z teyże przyczyny bielizny nie odmieniają, ztąd niby jednę na ciele skórę więcey mają niż ci którzy ciało swe pieszczą, y próżnowaniem się tylko zabawiają, taż nieczystość z potów pochodząca zalepia tym mizerakom pory, y hamuye Transpiracją nieznaczną: dla czego nieuchronnie potrzebną jest rzeczą, aby ciało ciepłą wodą zmieszaną z winnym octem i solą było obmyte i przetarte. [...] Przez to się pory otwierają, y Naturze która przy tej zarazie wszystkie swe łoży siły, aby jad na wierzch ciała wywabiła, droga się toruje"[21]. Dopiero po obmyciu ciała należało zażywać środki napotne.
Nie mniej ważne od dbałości o czystość było zachowanie spokoju ducha. Powiedzenie: w zdrowym ciele - zdrowy duch działało w obie strony - niezdrowe myśli, gniew, smutek i troski mogły być przyczyną chorób, zwłaszcza gdy powietrze było morowe. Strach miał ściągać krew do serca i powodować jego rozdęcie; gniew natomiast burzył krew, wywołując w niej bliżej nieokreślone szkodliwe zmiany. Najbardziej niebezpieczne było jednak myślenie o zarazie. Lęk przed zarażeniem u osób bojaźliwych mógł prowadzić do śmierci ze strachu, u wrażliwych powodował, że czuli się chorzy, a taki stan ducha przyciągał do nich choroby. Wszelkie nadmierne emocje, nawet te pozytywne, które naruszały spokój ducha, w czasie moru były niebezpieczne. Podobne poglądy utrzymywały się również w XVIII wieku.
Driakiew i ocet czterech złodziei
Oprócz zakazów i zaleceń dotyczących zachowania się w czasie zarazy stosowano różnorodne środki lecznicze i profilaktyczne. Należały do nich aromatyczne zioła, na przykład korzeń biedrzeńca, dzięgla, kozłka, korzeń i ziele lubczyka, piołun, a także przyprawy: anyż, cynamon, goździki, imbir, pieprz oraz zaprawione nimi wódki i octy.
Za znakomity lek przeciw zarazie uchodził dzięgiel, czyli arcydzięgiel (Angelica archangelica). Łacińska nazwa rośliny wywodzi się od słowa "archanioł" i wskazuje na wielką moc, którą jej przypisywano. Korzeń dzięgielowy wchodził w skład wielu specyfików, stosowano go także jako środek zabezpieczający przed zarazą - żuto, noszono na piersi, a roztarty dodawano do ciepłego wina, które należało wypić na czczo. Innym popularnym surowcem leczniczym przeciwmorowym był korzeń kozłka lekarskiego (Valeriana officinalis L.). Stosowano go podobnie jak dzięgiel - żuto lub sproszkowany dodawano do wina. Dobrze było też nosić go przy sobie, a pigułki z aromatycznymi ziołami zażywać przed wyjściem z domu. Roztartym korzeniem i liśćmi okładano wrzody.
Skuteczny miał być też korzeń pięciornika kurzego ziela (Potentilla erecta L. Raeusch), użyty w dowolny sposób. Lek ten miał "wywodzić" zarazę z ciała przez poty, ochraniać serce i jego siły żywotne, przeciwdziałać gniciu i uzjadliwianiu płynów ustrojowych (przyrodzonych wilgotności) oraz wysuszać i trawić już te zmienione. Polecano go zwłaszcza w angielskich potach (tyfusie). Podobne zastosowanie jako środek leczniczy i profilaktyczny miały korzenie roślin z rodzaju biedrzeniec (Pimpinella sp.). Chorym doradzano noszenie korzenia zawieszonego na szyi, tak aby leżał na piersiach. Stosowano też wódkę z biedrzeńca, korzenie smażone w cukrze i pastylki biedrzeńcowe.
Zalecanym środkiem chroniącym przed zarazą, zwłaszcza dla ubogich, była cebula oraz czosnek, któremu przypisywano szczególne działanie - miał goić ranę po ukąszeniu żmii (usuwać jad), działał przeciw pasożytom jelitowym, chronił przed truciznami - uważano więc, że równie skutecznie będzie chronił od morowego powietrza.
Innym sposobem zabezpieczenia się od zarazy było picie na czczo własnego moczu. Był to środek popularny wśród ludu, stosowany także przy ukąszeniu żmii, lekarze go nie odradzali.
W XVII wieku uznaniem cieszyły się wieloskładnikowe specyfiki, które zalecano w różnych schorzeniach, a także profilaktycznie. Podczas moru panującego w Warszawie w latach 1624-1625 ówczesny burmistrz powietrzny, aptekarz Łukasz Drewno (po 1565-1652), podał przepis na środek chroniący od zarazy, wyrabiany w zamkowej aptece. W skład specyfiku, który zażywano przed wyjściem z domu, wchodziły: suszone figi, orzechy włoskie, owoc jałowca, liście ruty, owoce lauru (wawrzynu szlachetnego), korzeń kokornaka okrągłolistnego, korzeń omanu, biedrzeńca, kozłka, arcydzięgla, mirra i miód. Była to zatem mieszanka składników o działaniu wykrztuśnym, moczopędnym, odkażającym, bakteriobójczym, uspokajającym i regulującym pracę przewodu pokarmowego.
Popularnym środkiem był też tzw. ocet czterech złodziei. Według legendy nazwę swą zawdzięcza czterem złoczyńcom, którzy okradali chorych i zmarłych na zarazę, a sami jej nie ulegali dzięki stosowaniu aromatycznego octu. Przestępców schwytano, ale za ujawnienie składu tego specyfiku darowano im życie. Ocet przygotowywano z pachnących ziół i przypraw: ziela piołunu, rozmarynu, szałwii, mięty, ruty, kwitu lawendowego, czosnku, dzięgla, korzenia tataraku, cynamonu, goździków, gałki muszkatołowej oraz kamfory i octu winnego. Stosowano go wewnętrznie i zewnętrznie. Codziennie na czczo przyjmowano po łyżeczce takiego octu. Służył on też do obmywania i nacierania twarzy i nosa, można go było nosić przy sobie i często wąchać.
Słynnymi specyfikami znanymi w starożytności i uważanymi za panacea były teriak, driakiew i mitrydat. To leki zawierające kilkadziesiąt składników o różnym działaniu, głównie surowców aromatycznych. Uważano je za antidotum na wszelkie trucizny i stosowano także podczas zarazy. Słynna była driakiew wenecka - w jej skład wchodziło około 60 składników, a przygotowanie eliksiru, obwarowane regułami, odbywało się publicznie i podlegało kontroli. W Polsce uznaniem cieszyła się driakiew toruńska, wyrabiana przez aptekarza Pawła Guldeniusza (1588-1658). Podczas zarazy panującej w 1629 roku w Toruniu Guldeniusz opracował specjalną recepturę tego specyfiku i jako jeden z dwóch aptekarzy w Polsce posiadał oficjalne zezwolenie na przyrządzanie driakwi. Przygotowywano ją z 89 składników, a wśród nich znalazło się opium, skutecznie zatrzymujące biegunki i uśmierzające bóle.
Driakiew (Scabiosa L.) to także rodzaj rośliny zielnej, niektóre jej gatunki występują w Polsce i były wykorzystywane w leczeniu moru. Driakwi polnej używano w postaci soku i wódki, a świeże ziele przykładano na morówki - wrzody, które dzięki temu zielu już w trzy godziny miały być otwarte, a jad z nich wyciągnięty. Natomiast świeże ziele utłuczone z sadłem ułatwiało gojenie się pękniętych wrzodów.
Innym rodzajem odtrutki niwelującej jad zarazy był tzw. kamień bezoar (besahar), znajdywany we wnętrznościach wielbłądów jednogarbnych i innych zwierząt. Bezoary powstają w żołądkach zwierząt z niestrawionych resztek pokarmu, włókien roślinnych i połkniętej sierści. Występują głównie u przeżuwaczy, zwłaszcza u lamy i kozy bezoarowej. Przypisywano im szczególną moc i używano ich jako antidotum na wszelkie trucizny i jady. Były też często podrabiane.
Różnymi sposobami starano się również nie dopuścić do wdychania zakażonego powietrza. Najbardziej popularne były środki o silnym zapachu, podobne do tych, które stosowano do okadzania mieszkań. Specjalnego zabezpieczenia wymagały osoby zajmujące się chorymi i pochówkiem zmarłych. Zalecano im trzymać w ustach pigułkę z aromatycznymi substancjami, na przykład z żywicą mastyksową i ambrą. Lekarze niekiedy nosili specjalne maski przypominające dziób ptaka, w których umieszczano gąbki nasączone zapachowymi specyfikami. Grabarze mieli zaś co rano zażywać gałkę wielkości orzecha laskowego przygotowaną ze świeżej smoły, goździków, gałki muszkatowej i ziół - cytwaru, białego dyptanu, piołunu i suchych liści dębowych. Podobne zabezpieczenia stosowali mieszkańcy zapowietrzonych terenów. Przed wyjściem z domu okolice nosa i uszu smarowali aromatycznymi olejkami. Woreczki z mieszanką pachnących ziół nosili przy sobie zawieszone na szyi, tak by dotykały gołego ciała w okolicy serca, a będąc w zagrożonych miejscach, przytykali je do nosa i wąchali. Pomocne miało być też wąchanie pomarańczy i cytryn.
Innym sposobem, by nie dopuścić zarazy do wnętrza ciała, było trzymanie w ustach szlachetnego lub półszlachetnego kamienia, takiego jak: topaz, rubin, granat, szafir, szmaragd, diament, albo korali, perły, kawałka kości słoniowej czy rogu jednorożca. Można było również nosić przy sobie amulety apteczne - chociażby zamkniętą w łupinie laskowego orzecha rtęć, której alchemicy przypisywali nadzwyczajne właściwości, lub arszenik używany jako trucizna, ale też środek niedopuszczający do rozkładu substancji organicznych (stosowany na przykład do preparowania ciał zwierząt i konserwowania zwłok), a więc mające działanie przeciwgnilne. Znano wiele zabiegów i amuletów o różnym pochodzeniu, których używano w celu wzmocnienia serca i oczyszczania krwi. Popularne były też amulety religijne: krzyżyki karawakowe robione na kształt stawianej na krańcach wsi karawaki, czyli krzyża chroniącego od zarazy, oraz specjalne monety ze słowami modlitwy.
Leczenie chorych na mór było zadaniem niewdzięcznym i niebezpiecznym, rzadko kończyło się powodzeniem. Mimo wysiłków lekarzy pacjenci często umierali, istniało też duże ryzyko zarażenia się od nich. Chorzy ratowali się modlitwą, ubodzy szukali pomocy w szpitalach (nie były to szpitale w dzisiejszym rozumieniu, ale tworzone przy niektórych klasztorach przytułki dla kalek i chorych). Szukano też przepisów na leki przeciwmorowe w poradnikach, kupowano specyfiki w aptekach i klasztorach, a w końcu, jeśli ktoś mógł sobie na to pozwolić, wzywano medyka.
Cała kuracja nie ograniczała się do podania jednego specyfiku, była bardziej złożona. Wybór środka leczniczego zależał od stadium choroby. Na początku zaczynano od upustu krwi (stosując nacięcie żył lub bańki cięte), by odciągnąć jadowitą krew od serca i usunąć jad choroby z organizmu. Ten sam efekt (odciągnięcie jadu od serca i narządów wewnętrznych) miały wywoływać plastry pryszczące. Organizm oczyszczano również, stosując środki przeczyszczające (na przykład pigułki Ruffa z aloesem i mirrą), lewatywy oraz środki wymiotne i napotne, a następnie leki, które miały przeciwdziałać szkodliwym skutkom pozostającego w organizmie jadu i chronić przed nim serce.
Ponieważ, stwierdzono doświadczalnie, że leki i zabiegi lecznicze nie były wystarczające do zwalczenia zarazy, aby wspomóc siły organizmu w walce z chorobą, należało zachować odpowiednią dietę. Przypominała ona dietę zalecaną w celach profilaktycznych i polegała na podawaniu chorym pożywnych, wzmacniających potraw, a unikaniu tych, które mnożą w organizmie złe wilgotności i przyczyniają się do powstawania zgnilizny. Zalecano, aby chory, nawet gdy nie ma apetytu, jadł często, ale tylko lekkostrawne potrawy, głównie bezmięsne, choć niektórzy lekarze (jak Umiastowski) dopuszczali potrawkę z kapłona lub jarząbka albo kurczę z agrestem. Polecano głównie tzw. tyzanny, czyli polewkę jęczmienną bądź owsianą, czasem z dodatkiem ziół. Oprócz polewek, które miały działać napotnie, zalecano gotowane owoce - śliwki i wiśnie. Do picia najlepsza była woda przegotowana z octem albo lekkie piwo - napoje chłodzące, gaszące pragnienie i gorączkę. Picie wina odradzano, ponieważ obciążało głowę i rozpalało krew.
Zestaw leków i środków zapobiegawczych zalecanych przez osiemnastowiecznych lekarzy był skromniejszy. Rzadziej stosowano upusty krwi, używano głównie środków wymiotnych, na przykład ipekakuana (inaczej wymiotnica prawdziwa), przeczyszczających i napotnych. Profilaktycznie zalecano palenie tytoniu, choć nie w obecności chorego, by nie zaciągać się skażonym powietrzem. Przebywając w pobliżu chorego, można było żuć korzeń omanu lub biedrzeńca w celu pobudzenia wydzielania śliny, którą należało wypluwać.
Rokowanie
Chorym na morową zarazę najczęściej wróżono tragiczny koniec, mimo to lekarze starali się wychwycić symptomy, które mogły potwierdzić te przewidywania, bądź takie, które wskazywałyby, że choroba się cofa. Szesnastowieczni medycy opierali swoje rokowania na oznakach złych i dobrych. Do tych pierwszych zaliczali szybki spadek sił zaraz na początku choroby, przyśpieszony bądź zmienny puls, wodnisty i mętny mocz, niezdrowy zapach z ust i obawę przed śmiercią. Umiastowski dodał do tego inne niepokojące oznaki, jak nieustający ból głowy, zimne i cuchnące poty, cuchnący, tłusty kał, a w wymiocinach obecność śmierdzących zielonych, czerwonych lub czarnych mas. Do złych znaków zaliczano także wrzody i krosty, które pojawiały się i znikały. Te objawy miały świadczyć o tym, że siły chorego słabną, szkodliwe jady nie są usuwane, lecz zagnieździły się w jego ciele. O zbliżającej się śmierci świadczyły zaś zmiany widoczne na twarzy - skóra (zwłaszcza na czole) stawała się wówczas napięta i czerniała. Natomiast oznaką przezwyciężenia choroby było odzyskanie przez chorego apetytu i nadziei na wyzdrowienie.
W XVII i XVIII wieku więcej uwagi poświęcano obserwacji zmian skórnych - wrzodów, dymienic i plam. Ich pojawienie się lekarze uznawali za pozytywny objaw, świadczący o usuwaniu jadowitej materii z ciała na zewnątrz. Jeśli zmiany te samoczynnie się cofały, uważano to za zły znak. Zazwyczaj jednak zastrzegali przy tym, że nie można znakom zbytnio ufać i przewidzieć, co się stanie z chorym. Uciekano się więc do różnych prób, które miały być bardziej niezawodne od obserwacji objawów choroby.
Lekiem i środkiem, który można było wykorzystać do takich prób, była zachwalana w XVI wieku, a opisana już przez Awicennę (perskiego lekarza i uczonego żyjącego na przełomie X i XI wieku, twórcę Kanonu medycyny), mieszanka składająca się z wody różanej, białego wina i ziemi armeńskiej (rodzaj glinki, którą leczono zatrucia i choroby żołądka). Gdy chory po przyjęciu tego specyfiku wymiotował, było to złym znakiem, a gdy "zatrzymał" lekarstwo w sobie, uważano za oznakę zdrowienia. Próbę należało powtarzać.
Rokowania formułowano także na podstawie przeżywalności ptaków - gołębi lub kurczaków, które żywe przykładano do dymienic. Innym sprawdzianem był test z moczem chorego - należało wylać go na rosnące pokrzywy, jeśli nie zwiędły i pozostały zielone, chory miał wyzdrowieć, jeśli zwiędły i zgniły, taki sam los czekał chorego. Można było też dodać do moczu odrobinę mleka kobiety, która karmi syna: "jeżeli to mleko na dół upadnie, tedy y chory do grobu wpadnie"[22]. W późniejszym okresie podobne próby "na przeżycie" stosowano w lecznictwie ludowym, zwłaszcza u chorych na gruźlicę.
Przepisy na czas zarazy
Aż do panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego główny ciężar ochrony ludności przed morowym powietrzem spoczywał na królu i marszałku koronnym oraz na lokalnych władzach - starostach lub właścicielach dóbr. Na czas zarazy każde miasto ogłaszało przepisy dotyczące utrzymywania porządku i czystości w mieście, postępowania z chorymi, grzebania zmarłych, ochrony zdrowych. Podawano je do wiadomości publicznej. Odczytywano na mieście przy wtórze trąb, przestrzegając jednocześnie, że kto nie zastosuje się do owych przepisów, będzie ukarany.
W miastach na czas zarazy powoływano specjalnych urzędników - tzw. burmistrzów powietrznych lub morowych, których obowiązkiem było podejmowanie działań służących powstrzymaniu zarazy i ograniczeniu jej skutków. Musieli zatem zorganizować izolację i opiekę dla chorych, pochówek zmarłych oraz zabezpieczyć zdrowych mieszkańców przed powietrzem morowym. Urząd ten powierzano zaufanym i godnym osobom o różnej profesji. W Warszawie w latach 1624 i 1625 burmistrzem morowym był aptekarz Łukasz Drewno. W Poznaniu w 1652 roku funkcję tę sprawował duchowny, ks. kanonik Wolski. Jednym z krakowskich burmistrzów mających dozór nad "wszelkimi czynnościami około zapowietrzonych" został Jan Gaudenty Zacherla, rajca miejski, który był również kupcem korzennym i sekretarzem królewskim, a podczas epidemii w 1677 roku przeprowadził spis ofiar zarazy (według owego spisu zmarło wówczas ponad 21 tysięcy osób).
Do obsługi chorych burmistrz morowy i władze miasta musiały zatrudnić lekarzy, cyrulików, posługaczy oraz tragarzy do transportu zmarłych i grabarzy. Na ich utrzymanie i wynagrodzenie, a także na żywność i lekarstwa dla chorych przeznaczano specjalne fundusze - zwykle opodatkowywano na ten cel mieszkańców miasta, jak to miało miejsce na przykład podczas epidemii panującej w 1653 roku w Warszawie. Wówczas król Jan Kazimierz nakazał burmistrzom Starej i Nowej Warszawy zebrać od wszystkich mieszkańców miasta (jednak z wyjątkiem duchownych i szlachty) sześć tysięcy złotych. Podobne rozwiązania stosowano w innych miastach. W Krakowie podczas moru w 1707 roku wyznaczono "kolektorów jałmużny", którzy zbierali pieniądze od mieszkańców, i nikt nie mógł opuścić miasta, jeśli nie złożył stosownego datku na walkę z zarazą. Wyznaczeni dozorcy pilnowali porządku w mieście i usuwania nieczystości, zwłaszcza tych, które wydzielały złe wyziewy. Zabronione było wyrzucanie na ulicę zgniłych odpadków warzyw, wnętrzności zabitych zwierząt, a także wypuszczania świń, żeby nie chodziły samopas. Władze miały również pilnować, aby sprzedawana w mieście żywność była świeża i czysta. Zepsutą trzeba było niszczyć. Woda dostarczana do picia musiała być czysta i zdrowa, a ubogim należało zapewnić odpowiednią ilość jedzenia. Zalecano też, aby mieszkania wietrzyć od północy, od południa zaś (strony, skąd przychodziła zaraza) nie można było otwierać okien. Niekiedy, zwłaszcza jesienią i zimą, na ulicach i placach palono ogniska, by ogień odmienił (odgonił) złe wiatry i osuszył złe wilgotności. Powietrze starano się oczyścić, paląc siarkę, proch, drzewa żywiczne, wonne zioła, a nawet strzelając z armat. Jak w rzeczywistości wyglądało przestrzeganie tych zaleceń, trudno dociec, władze miejskie nie pozostawały jednak bezczynne.
Najważniejsza była izolacja - starano się nie wpuścić do miasta zarazy. Z tego powodu grody zamykano przed podejrzanymi przyjezdnymi i towarami, zamykano też domy, a nawet ulice, na których pojawiła się choroba. Chorych izolowano w domach lub wywożono do lazaretów, czyli szpitali, zwykle urządzonych w tym celu poza murami miasta. Na przykład podczas zrazy panującej w 1652 roku w Toruniu na polu za miastem zbudowano domki, do których przesiedlano chorych. W Warszawie w 1605 roku zapadających na morowe powietrze przewożono czółnem na położoną na Wiśle wyspę - Kępę Polkowską (dziś nieistniejącą). Ponownie wykorzystano wyspę podczas epidemii w latach 1624-1625, chorych umieszczano wówczas w pobudowanych w tym celu siedmiu chatach. Łodziami dostarczano im żywność i lekarstwa, a wynajęty kucharz gotował im posiłki. Również podczas epidemii w latach 1708-1712 chorych wywieziono z Warszawy, tym razem za miasto, gdzie zapewniono im opiekę.
W protokołach bractwa św. Benona zanotowano: "Podczas pierwszego powietrza [w 1708 roku] z miłosierdzia Boskiego jedyną był pociechą dla zapowietrzonych pan Adam Bucholtz komendant miasta Warszawy, z którego dyspozycyi zapowietrzeni w pole wyprowadzeni byli i żywnością ile możności opatrzeni, jako też innemi potrzebami. Do służenia zaś w potrzebach zapowietrzonym, obrał się pater Henryk kapelan bractwa śgo Benona; on odwiedzał wszystkich chorych, i napełniwszy różnemi pokarmami wór swój, zanosił w pole i rozdawał zapowietrzonym. Poświęcenie się księdza Henryka tak było przykładne i wzbudzające, że mieszkańcy widzieli krew przeciekającą się przez jego obuwie ze zbytniej fatygi. Bractwo śgo Benona wspierało jego usiłowania, i sprawiwszy wóz zbierało ofiary w mieście, wożąc je zapowietrzonym. [...] ażeby bliżej zapowietrzonych znajdował się [ksiądz Henryk], obrał sobie mieszkanie na Nalewkach, i tam w końcu zarazy życia dokonał"[23].
Każdy przypadek choroby czy śmierci należało obowiązkowo zgłaszać. W Krakowie w 1680 roku nakazano na przykład: "[...] ktokolwiek miałby chorego w domu, na iakążkolwiek chorobę chorzeiącego, aby zaraz tak o choruiących iako ieśliby się kto roschorował, dawał znać do vrzędu radzieckiego krakowskiego"[24]. Do zgłoszonych przypadków zachorowań lub śmierci wysyłano chirurga, który przeprowadzał oględziny chorego lub zmarłego, aby stwierdzić, czy jest to ofiara moru.
Środki ostrożności zachowywano także, gdy moru nie było jeszcze w mieście, lecz panował w okolicy oraz po jego wygaśnięciu, gdy istniała obawa, że choroba powróci. Lekarz lub inne osoby do tego wyznaczone miały kontrolować sytuację, sprawdzać przypadki podejrzanych zgonów - gdy kilka osób zmarło w tym samym domu w krótkim czasie, przeprowadzano w nim rewizje lekarskie, by ocenić, czy nie jest to zaraza. Ukrywanie choroby lub śmierci w domu groziło poważnymi konsekwencjami. W 1678 roku, kiedy dozór nad stłumieniem gasnącej już epidemii w Warszawie objął podstoli warszawski Jan Kazimierz Szymanowski (? - po 1698), za zatajenie choroby groziła grzywna, a za zatajenie zgonu - śmierć. Właściciel lub zarządzający domem, którego obowiązkiem było zgłaszanie takich przypadków, miał zawisnąć na szubienicy ustawionej przed swoją posiadłością.
Domy zapowietrzone, czyli takie, w których ktoś zachorował lub zmarł na zarazę, także klasztory i domy zakonne, były zamykane i oznaczane krzyżami. Nawet to postępowanie regulowały przepisy. W 1568 roku w Poznaniu wydano rozporządzenie, aby domy, w których ludzie "zapowietrzyli się", były zamknięte "z przodu i z tyłu", żeby nikt nie mógł z nich wyjść. Mieszkańcy pozostawali w izolacji przez określony czas - na przykład cztery tygodnie lub 40 dni. Kara śmierci groziła temu, kto opuścił dom i przebywał między zdrowymi, narażając ich na niebezpieczeństwo zarazy. Wejść pilnowali stróże, którzy mieli też dbać o to, aby zamkniętym dostarczano to, czego potrzeba "ku żywności i ku lekarstwu". W przypadku osób ubogich zaopatrzenie odbywało się na koszt miasta. Prawdopodobnie jednak nie zawsze przestrzegano tego obowiązku i zamknięci w domu cierpieli głód.
Niekiedy zamykano całe ulice, zagradzając je palisadami, jak to miało miejsce w Warszawie w latach moru 1624-1625. Innym rozwiązaniem było wysiedlenie mieszkańców zapowietrzonego domu, których traktowano jako osoby potencjalnie chore, i wywożono za miasto na kwarantannę. Lekarze zalecali, aby za murami miasta budować domy - szopy, do których należało wysiedlać podejrzanych o chorobę i "wietrzyć" ich za miastem przez sześć tygodni. Trafiały tam także osoby o wątpliwej moralności - ludzie swawolni, których podejrzewano o roznoszenie chorób - włóczędzy, żebracy i kobiety nierządne.
Po przejściu zarazy zapowietrzone domy musiały być oczyszczone. I te działania władze miast starały się uporządkować, wydając przepisy i instrukcje. W 1770 roku z polecenia marszałka Stanisława Lubomirskiego (1722-1783) opublikowano Sposób oczyszczania domów, izb, łóżek, stołów, stołków, naczyń kuchennych, sukien i tego wszystkiego, czegoby człowiek przy teraźniejszej szerzącej się zarazie w chorobie zażywał, już to w niej leżąc, już z przyczyny jej umierając. Zgodnie z instrukcją należało nie tylko otwierać drzwi i okna, lecz także zerwać gonty z dachu, aby wiatr, mróz i śnieg miały do domu jak najlepszy dostęp i oczyściły go od zarazy. Drewniane podłogi, drzwi, okiennice trzeba było wyheblować lub wyługować, sprzęty drewniane wywietrzyć, wyszorować piaskiem, obmyć gorącym ługiem, ściany umyć i pobielić wapnem. Gdy oczyszczone sprzęty wniesiono do domu, dom należało zamknąć i przez kilka dni okadzać siarką, a na podłodze rozsypać pokrojone korzenie tataraku. Dopiero po tych zabiegach można było ponownie zamieszkać w czterech ścianach, ale przez jakiś czas codziennie należało kadzić pomieszczenia octem, prochem, kadzidłem lub jałowcem.
W instrukcjach wskazywano też, co zrobić z osobistymi rzeczami po zmarłym. Jeśli nie miały dużej wartości, najlepiej było je spalić, pozostałe cenniejsze - wietrzyć. Tę sprawę poruszył nawet król Zygmunt III. W rozporządzeniu z 1591 roku, kierowanym do rajców krakowskich, zalecił, by szaty i sprzęty z domów, w których pokazało się morowe powietrze i których mogła chwycić się zaraza, zanim będą ponownie użyte, wywietrzyć i wystawić na mróz. Podobne zarządzenie wydał burmistrz Krakowa w styczniu 1623 roku. Rzeczy zapowietrzone należało wystawić na działanie mrozu - wywiesić na kijach i drągach ustawionych w tym celu na dachu lub w ogrodzie "ku wyczyszczeniu i wysuszeniu ich z tejże zarazy"[25]. Urzędnicy mieli sprawdzać, czy rozkaz jest wypełniany. Opornym, którzy by go zlekceważyli lub nie dopuszczali do rewizji zapowietrzonych rzeczy, groziły utrata wszystkich dóbr i wygnanie z miasta. W XVIII wieku rzeczy po zmarłych podczas epidemii zalecano palić, zwłaszcza pościel i ubranie, w których człowiek dokonał żywota. Także używane przez niego kołdry z pierza lub wełniane oraz futra powinny być spalone i to pod gołym niebem, z dala od siedzib ludzkich. Pozostałe przedmioty należało wietrzyć, a potem okadzić siarką, a ubrania z lnu i konopi moczyć w wodzie.
Problemem były również ubrania ściągnięte przez grabarzy ze zmarłych i sprzedawane nieświadomym ich pochodzenia ludziom. Ten proceder był surowo karany, nawet gardłem (śmiercią przez powieszenie), a skonfiskowane szaty palono. W wielu miastach podczas moru zakazywano też sprzedawania i kupowania rzeczy używanych, tzw. fantów. Szczególną uwagę zwracano na Żydów, którzy zajmowali się handlem ubraniami z drugiej ręki.
Miasto dla ochrony przed zarazą zamykano. Otaczano je wałami, pasem zaoranej ziemi, zamykano bramy, a straż nie wpuszczała nikogo, kto nie miał stosownego zaświadczenia, że przybywa z okolic wolnych od zarazy (salubris aurae - z miejsc, gdzie panuje zdrowe powietrze). Miało to zapewnić mieszkańcom ochronę przed morem, ale prowadziło też do konfliktów. Na przykład w 1541 roku w Poznaniu zamknięto bramy miasta, odgradzając się od dotkniętych epidemią przedmieść, a tym samym uniemożliwiono wejście do miasta członkom kapituły poznańskiej i klerykom. Kapituła rzuciła za to klątwę na Poznań i skazała go na zapłacenie tysiąca marek kary.
Szczególnie narażone na epidemie były miasta portowe oraz leżące na szlakach handlowych. By ustrzec się przed chorobami przywożonymi z dalekich stron, stosowano kwarantannę. Przyjmuje się, że pierwsze tego rodzaju rozwiązania wprowadzono w sycylijskiej Ragusie, gdy w 1377 roku rada miasta postanowiła zakazać statkom przybywającym z obszaru dotkniętego zarazą wejścia do portu. Marynarze i pasażerowie byli przetrzymywani na pobliskiej skalnej wyspie (isola - wł. 'wyspa', od tego słowa wywodzi się określenie "izolacja") przez 30 dni. Przez ten czas nikt nie mógł się do nich zbliżyć oprócz służb, które dostarczały im żywność. Jeśli w ciągu miesiąca nikt z przyjezdnych nie zachorował, ich statek mógł wpłynąć do portu, a kupcy mogli sprzedawać swoje towary. Izolacja okazała się skutecznym sposobem ochrony miasta przed zarazą i została wprowadzona także w Wenecji, Pizie, Genui i w innych miastach basenu Morza Śródziemnego.
Termin "kwarantanna" pochodzi z języka włoskiego quarant i oznacza 'czterdzieści' - ale to w Marsylii okres izolacji przedłużono do 40 dni (być może sugerowano się liczbą dni, które Mojżesz, a także Jezus spędzili na pustyni). W 1397 roku w klasztorze na Ragusie założono stację kwarantanny, nieco później wybudowano tam lazaret składający się z ośmiu budynków. Osoby poddane kwarantannie przetrzymywano w nim jak w więzieniu. Były one pod stałą obserwacją i nie mogły opuszczać szpitala. Jeśli w lazarecie przebywali chorzy, przetrzymywani razem z nimi zdrowi najczęściej zarażali się i umierali. Dopiero w początkach XV wieku w Wenecji zaczęto oddzielać chorych od zdrowych poddanych kwarantannie. Chorych izolowano w szpitalu morowym znajdującym się w klasztorze Nazareth położonym na lagunie. Zdrowych na innej wyspie, której do końca okresu kwarantanny nie można było opuszczać pod karą śmierci. W Wenecji wprowadzono również pass a porto: przepustki dla podróżnych, dzięki którym można było kontrolować przepływ osób i towarów. Wkrótce stacje kwarantanny wprowadzono w wielu europejskich portach i miastach handlowych, a później także w innych miastach, a kwarantannę stosowano wobec osób powracających z miejsc nawiedzonych zarazą.
Na ziemiach polskich okres kwarantanny nazywano często wietrzeniem i zwykle był on krótszy niż 40 dni. W 1630 roku podczas moru panującego w Toruniu, według uchwały tamtejszych władz miejskich, każdy mieszczanin powracający z miejsc nawiedzonych zarazą musiał przez osiem dni "wietrzyć się" za miastem. Również towary przywożone do miasta z podejrzanych okolic "wietrzono" za miastem w osobnych szopach.
Nie tylko miasta zamykały swoje bramy, również państwa pilnowały, aby zaraza wraz z przyjezdnymi nie przedostała się przez granice. Szczególnie spektakularne były działania podjęte w 1770 roku w obawie przed nadchodzącą ze wschodu zarazą. Na linii od Mohylewa do Dniestru i dalej przez Stanisławów (Iwano-Frankiwsk) do granicy węgierskiej ustawiono kordon z wojsk polskich i rosyjskich, ze strzeżonymi przejazdami i kwarantannami. Nie przyniosło to jednak pożądanego rezultatu i zaraza przedostała się za kordon. Wówczas za radą marszałka wielkiego koronnego Stanisława Lubomirskiego otoczono Warszawę wałem długości 20 tysięcy łokci (ok. 12 kilometrów) i zamknięto trakty prowadzące do miasta, pozostawiając tylko pięć strzeżonych wjazdów. Przy każdym z nich urzędowali rewizorzy, którzy mieli aktualny spis miejsc zapowietrzonych i sprawdzali każdego, kto chciał się dostać do miasta. Kontrolowali też wwożone do miasta towary. Do pomocy mieli dozorców - dwóch pieszych i jednego konnego oraz pisarza i cyrulika. Przy każdej rogatce urządzono też kwarantannę, do której kierowano osoby podejrzane, tak jak to zapowiedziano w obwieszczeniu: "Nikt bez paszportu do Warszawy puszczanym nie będzie; podejrzani na zdrowiu kwarantannę odbywać muszą; zuchwale okopy przechodzący śmiercią ukarani zostaną. Dla wykonania tych rozkazów wystawiono szubienice po traktach, gościńce do przejazdu zakopano i ostrzeżenia na słupach umieszczono"[26]. Wspomnianych paszportów rewizorzy nie brali do ręki, lecz chwytali je kleszczami i okurzali. Dopiero po tym zabiegu sprawdzano dokumenty. Działania rewizorów nadzorowali rewizor jeneralny i lekarz. Prawdopodobnie dzięki tym poczynaniom Warszawa została ochroniona od zarazy, która wygasła w kraju wiosną 1771 roku.
Izolacja, jako najważniejszy sposób ochrony przed szerzeniem się epidemii, była stosowana także wobec przebywających w mieście osób podejrzanych. W Krakowie oprócz chorych dozorem objęto wszystkich żebraków i włóczęgów. Podobnie w 1653 roku w Warszawie, już po wygaśnięciu zarazy, kiedy obawiano się jej powrotu, postanowiono wygnać z miasta wszystkich ubogich, którzy włóczyli się po ulicach i przedmieściach. Mieli się schronić w wybudowanych dla nich za miastem szopach, do których na koszt miasta dostarczano im żywność. Również w Toruniu podczas moru, który szerzył się w latach 1708-1710 i zebrał śmiertelne ofiary (w pierwszym roku 4000, a w następnym 1700 osób), wygnano z miasta wszystkich ubogich, którzy szukali tam schronienia, uciekając przed zarazą i głodem z Litwy i Rusi.
Żebraków, włóczęgów, ludzi napływowych lub swawolnych podejrzewano o roznoszenie chorób z racji ich niestałości, ruchliwości, a zapewne i niechlujnej powierzchowności oraz woni, którą wydzielali. Do osób podejrzanych zaliczano także Żydów, którzy podczas zarazy nie mogli przebywać poza wyznaczonymi dla nich obszarami. W Warszawie w 1678 roku za złamanie tego zakazu groziły srogie kary - szubienica dla złapanego Żyda, grzywna i tzw. wieża (więzienie) dla osoby, która go przechowywała.
Starano się też ograniczać kontaktowanie się ludności, unikano zbiorowisk. Zakazane były wszelkie zgromadzenia, zebrania, zabawy i wystawne pogrzeby. W 1599 roku z powodu morowego powietrza na rok odłożono pogrzeb Anny Austriaczki, żony króla Zygmunta III Wazy. Zaraza była też jedną z najważniejszych przyczyn mogących wpłynąć na zmianę miejsca lub terminu obrad sejmowych, jak to miało miejsce w XVII wieku. Z powodu epidemii odwoływano jarmarki i targi. Zamykano łaźnie publiczne i szkoły, szynki i karczmy oraz zamtuzy. Na wsiach podjęcie odpowiednich działań zależało od właścicieli dóbr.
Grzebanie zmarłych
Rozporządzenia władz miejskich powietrznych dotyczyły również pochówku osób zmarłych podczas zarazy. W miastach grzebaniem, zbieraniem i transportowaniem ofiar zarazy zajmowali się tzw. kopacze, w Krakowie i Lwowie zwani też vespillones (łac. 'grabarze biedaków', także złodzieje specjalizujący się w wykopywaniu zwłok w celu kradzieży odzieży pogrzebowej), w Toruniu - Todten-Träger ('nosiciel śmierci'), wywodzący się z biedoty miejskiej, wyrobników, żebraków lub przykościelnej służby cmentarnej. Niekiedy do tej pracy przymuszano też więźniów lub prostytutki.
W zależności od liczby ofiar i funduszy, którymi dysponowały "służby powietrzne", zatrudniano od kilku do kilkunastu kopaczy, a oprócz nich także pomocników - chłopów do kopania dołów. Kopaczom zapewniano mieszkanie, położone zwykle w pobliżu lazaretów lub cmentarzy, otrzymywali oni też obuwie, ubrania, narzędzia pracy (łopaty, rydle, postronki), opał, świece, żywność i gorzałkę. Nie mogli opuszczać swoich kwater w innych celach poza wyznaczonymi im obowiązkami i przebywać wśród zdrowych. W 1678 roku w Warszawie za złamanie tego przepisu groziła im szubienica. Niekiedy zatrudniano dla nich służących lub kucharki, które czasem pomagały również w grzebaniu zmarłych. Oprócz wynagrodzenia za pracę po zakończeniu służby kopacze otrzymywali specjalne gratyfikacje.
Kopaczy i ich pomocników zobowiązywano do noszenia specjalnego ubioru, tzw. barwy, aby byli łatwo zauważalni i by ludzie trzymali się od nich z daleka. Zazwyczaj ich strój stanowiły czarne kapy oznaczone białymi krzyżami i czarne kaptury. Czasami kapy zamiast znaku krzyża miały białe numery identyfikacyjne lub symbol rydla bądź łopaty. Kapy mogły być też czerwone z czarnym krzyżem - takie noszono w siedemnastowiecznej Warszawie - lub białe z czarnym krzyżem, których używano w Toruniu w początkach XVIII wieku.
By wykluczyć nielegalne pochówki, o każdym pogrzebie należało poinformować stosowny urząd. Obostrzenia dotyczyły też stolarzy wykonujących trumny. W Krakowie podczas zarazy w 1707 roku stolarze nie mogli zrobić i wydać trumny nikomu bez wiedzy urzędu. Trudno ocenić, czy nielegalne pochówki były częstą praktyką, ale zdarzały się także w XIX wieku. Rodzina lub współmieszkańcy w obawie przed kwarantanną ukrywali zmarłych w domach, a w nocy grzebali ich na cmentarzu lub w innych miejscach.
Kopacze zajmowali się zbieraniem ofiar zarazy z domów, ulic, łodzi, lazaretów i izolatorów, ich transportem (do tego celu używano noszy lub przy większej liczbie zwłok - wozów konnych wyposażonych w dzwonki, które ostrzegały) oraz pochówkiem. Niekiedy musieli także dokonywać ekshumacji potajemnie lub nieprawidłowo pochowanych zwłok. By nie dotykać ciał gołymi rękami, zakładali rękawiczki moczone uprzednio w occie lub okadzone siarką, a z domów, gdzie zmarły leżał przez kilka dni, wyciągali ciała hakami.
Przepisy obowiązujące w czasach moru nakazywały jak najszybsze pochowanie zwłok - w ciągu 24 godzin od zgonu. W wielu miastach wprowadzono zakaz grzebania zmarłych na zarazę na cmentarzach znajdujących się w obrębie miasta - cmentarzach przykościelnych i w podziemiach kościołów. Wydaje się jednak, że przepisów tych w pełni nie przestrzegano. Miejsce pochówku zależało głównie od społecznej pozycji osoby zmarłej; zasłużonych i bogatych mieszkańców chowano w kościołach lub na cmentarzach przykościelnych nawet podczas ciężkich epidemii, gdy tego zakazywano. Biedniejszych, przy niewielkiej liczbie ofiar, chowano na cmentarzach przykościelnych, gdy zaś ofiar było dużo - na cmentarzach morowych zlokalizowanych poza murami miasta, w pobliżu lazaretów i niektórych kościołów. Podczas wielkich epidemii, gdy liczba zgonów była wysoka, powstawały dodatkowe cmentarze, na których grzebano wszystkich, niezależnie od pochodzenia i majątku. Ciała posypywano niegaszonym wapnem, ługiem lub zalewano smołą. W grobach zbiorowych ciała chowano bez trumien. Na wierzchu doły zabezpieczano pokrywami lub drewnianymi drągami. Biedotę chowano też na miejscu znalezienia zwłok, w lesie, na polu lub w zbiorowych mogiłach, tzw. dołach powietrznych mieszczących zwykle po kilkadziesiąt ciał. Zwłoki wrzucano również do rzeki bądź jeziora, na przykład w Warszawie w 1605 roku zmarłych w izolatorium na Kępie Polkowskiej wrzucano do Wisły.
Pogrzeby odbywały się zwykle późnym wieczorem lub nocą, co wykluczało możliwość zorganizowania tradycyjnego obrzędu pogrzebowego. Gdy miały miejsce w kościele lub na przykościelnym cmentarzu, oprócz księdza i kopaczy mogli brać w nich udział jedynie członkowie najbliższej rodziny i przyjaciele. Przy pochówkach w zbiorowych mogiłach obecni byli jedynie kopacze. Na wsiach pogrzeb przybierał bardziej dowolne formy, nie było grabarzy zatrudnionych z urzędu, a zmarłych chowano na podwórzach, w ogrodach, w obrębie obejścia albo z obawy przed zarażeniem nie ruszano ich i pozostawiano na pastwę zwierzętom.
Pospieszne pochówki bez ceremonii pogrzebowej, mimo że były podyktowane koniecznością szybkiego usunięcia zwłok jako źródła zarazy, budziły sprzeciw, uważano je za niechrześcijańskie i niegodne uczciwych ludzi, zwłaszcza że grabarze morowi często nie okazywali zmarłym szacunku. W niektórych miastach, na przykład w Hamburgu, grabarze morowi musieli złożyć przysięgę, że będą się zachowywali obyczajnie, nie będą ciał zrzucać ze schodów ani ciągnąć, ale spokojnie wynosić je z domów i wkładać do trumien, układać na wóz i wywozić w ciszy, bez kłótni, krzyków i psot.
Godny chrześcijański pochówek ofiarom epidemii starały się zapewnić także bractwa - świeckie stowarzyszenia niosące pomoc ofiarom epidemii i zajmujące się grzebaniem zmarłych. Jednym z nich było bractwo św. Nikodema (patrona grabarzy), które powstało w Wilnie, gdy w latach 1624-1625 dotarła tam epidemia pustosząca Polskę i Ruś. Do bractwa należały osoby wszelkiego stanu. Godnym pochówkiem ofiar epidemii parały się też zgromadzenia zakonne i bractwa zajmujące się dobroczynnością, prowadzące szpitale oraz przytułki, między innymi bractwo św. Rocha.
Zmarli na zarazę budzili silny niepokój, obawiano się ich, uważając, że nie odeszli z tego świata pogodzeni z losem i mogą szkodzić żywym. Wierzono, że niektóre osoby zmieniały się po śmierci w upiora. Według osiemnastowiecznych wyobrażeń upiór był istotą ze świata zmarłych ożywioną przez złego ducha, który dręczył ludzi i zwierzęta i roznosił zarazę. Aby pozbyć się upiora, zwłoki wykopywano z grobu i odcinano im rydlem głowę. W XVIII wieku na Podolu chłopi palili "upiery" - ucinali im głowy, wycinali serca, ciała rąbali na kawałki i palili na stosach. Wiara w zmory i działania zmierzające do ich unieszkodliwienia były powszechne w dawnej słowiańszczyznie. Praktyki te szerzyły się głównie na wsiach i przetrwały do XIX wieku. Zdarzały się również przypadki, że za upiora (żywego trupa) brano osoby żywe i dokonywano na nich samosądu - ucinano im głowy lub palono.
Stosowano też inne praktyki mające na celu ułagodzenie zmarłego na zarazę, a jednocześnie utrudnienie mu powrotu do domu, na przykład grzebano go twarzą do dołu, zatykano usta świeżo upieczonym chlebem.
Święci opiekunowie i bractwa
W powstrzymaniu i oddaleniu epidemii, która - jak wierzono - była efektem gniewu Bożego, pomagali wybrani opiekunowie, święci. Najbardziej znanym patronem osób dotkniętych zarazą, zwłaszcza dżumą, został św. Roch, który sam na nią chorował, oraz św. Sebastian.
Święty Roch urodził się najprawdopodobniej w połowie XIV wieku w Montpellier we Francji. Po śmierci rodziców rozdał majątek biednym i wyruszył na pielgrzymkę do Rzymu. Po drodze zatrzymał się w nawiedzionej przez dżumę Cerenie (w innej wersji legendy w Acquapendente), gdzie przez trzy lata opiekował się chorymi i cudownie ich uzdrawiał. W drodze powrotnej z Wiecznego Miasta, niosąc pomoc chorym w Piacenzie, sam zachorował na dżumę. Schronił się wtedy w pustelni za miastem, żywił się chlebem przynoszonym mu przez psa i uzdrawiał ludzi, którzy zwracali się do niego po pomoc. W końcu anioł przywrócił mu zdrowie. Po opuszczeniu pustelni został jednak aresztowany pod zarzutem szpiegostwa i uwięziony. Zmarł w 1376 roku po pięciu latach pobytu w więzieniu. Przy jego zwłokach znaleziono tabliczkę z napisem uczynionym nie ludzką ręką: "Wszyscy, którzy w czas zarazy uciekać się będą do wstawiennictwa św. Rocha, uzdrowieni zostaną".
Święty Roch przedstawiany jest jako młody człowiek w stroju pielgrzyma, z ciałem pokrytym wrzodami. U jego stóp siedzi pies, żywiciel i opiekun, który trzyma kawałek chleba w pysku lub liże świętemu rany. Wizerunek ten symbolizuje powrót do rajskiej harmonii wszystkich bytów. Zdarza się, że obok świętego umieszcza się anioła trzymającego w rękach puszkę na leczniczą maść i pędzelek do smarowania wrzodów lub anioła wskazującego na rany pokrywające ciało Rocha.
Święty Roch został patronem zadżumionych, a także chorych na wściekliznę, grypę i osób posiadających zmiany skórne, na przykład będące skutkiem ospy. Jest także uznawany za opiekuna zwierząt domowych i bydła, które chroni od chorób zakaźnych. W dniu jego śmierci (16 sierpnia) święcono ziołami zwierzęta gospodarcze, a na kościelnych ołtarzach św. Rocha składano woskowe figurki zwierząt. Do dziś do niektórych wiejskich kapliczek św. Rocha w tym dniu przyprowadza się zwierzęta, by zapewnić im ochronę od chorób.
Święty Roch jest patronem Zgromadzenia Zakonnego Braci Miłosierdzia zwanych rochitami, które założono na początku XVIII wieku w Wilnie, gdy na Litwie i sąsiednich ziemiach panowały zarazy i głód, a do miast w poszukiwaniu ratunku uciekała ludność z opustoszałych wsi. Zgromadzenie składało się z braci świeckich, jeden z nich przyjmował święcenia kapłańskie. Reguła rochitów zobowiązywała ich do niesienia pomocy ubogim i zarażonym powietrzem oraz chrześcijańskiego grzebania zmarłych. Na rzecz zapowietrzonych rochici mogli zbierać jałmużnę w całej diecezji wileńskiej.
Bracia nosili długie popielate habity przepasane czarnym skórzanym pasem, czarny krótki płaszcz z wyszytą na lewym ramieniu białą trupią czaszką "na znak pamięci o śmierci i powinności grzebania zmarłych" oraz czarną czapkę, a pełniąc posługi w czasie zarazy, nakładali kaptury z otworami na oczy.
Szczególnie trudna sytuacja panowała w Wilnie w latach 1708-1711. Do miasta ze Żmudzi napłynęło wówczas tylu ubogich, że władze nie były w stanie ich wykarmić. Głodni chodzili po ulicach, błagając o kęs chleba. Ciała zmarłych leżały wszędzie "jak stosy drzewa". Od lipca 1709 roku do Wielkanocy 1710 roku w Wilnie z głodu i chorób umarło prawie 23 tysiące osób, a w następnych latach na skutek zarazy zginęło 20 tysięcy chrześcijan oraz cztery tysiące Żydów (według innych źródeł 30 tysięcy chrześcijan i 3,7 tysiąca Żydów). Rochici nie nadążali z pochówkiem, ciała zaczęto grzebać we wspólnych mogiłach (po 70 i 80 ciał w jednym dole). Podczas tej zarazy zmarli też wszyscy członkowie bractwa wraz z jego założycielem. Bractwo zostało reaktywowane w 1713 roku. Sytuacja kilka razy się powtarzała, ponieważ członkowie, pełniąc swoje obowiązki, sami padali ofiarą zarazy.
Rochici prowadzili także szpitale i przytułki dla ubogich oraz sierot. Zgromadzenie przetrwało do 1840 roku, kiedy to na Litwie i Żmudzi uległy kasacji wszystkie klasztory katolickie. Niesieniem pomocy chorym i pociechy umierającym zajmowali się również jezuici.
Opiekunką chorych na zarazę była też św. Maria. Szczególnym uznaniem cieszyła się Najświętsza Panna Łaskawa, czyli Matka Boża Łaskawa z Faenzy, która według legendy podczas zarazy panującej w XV wieku we włoskim mieście Faenzie ukazała się pobożnej kobiecie i w celu oddalenia zarazy poleciła powszechny post i procesje pokutne. Ubrana była w złotą suknię, a w obu rękach trzymała złamane strzały gniewu Bożego i tak została przedstawiona na obrazie. Procesje, post i modlitwa okazały się skuteczne, a wizerunek Matki Bożej Łaskawej z Faenzy zasłynął jako cudowny. Kopie tego obrazu sprowadzono do Warszawy w 1651 roku i umieszczono w kościele pijarskim. W 1656 roku podczas oblężenia Warszawy przez Szwedów świątynia spłonęła, ale obraz uratowano. W 1664 roku podczas kolejnej zarazy odbyła się uroczysta procesja, podczas której obraz niesiono do murów miasta i do Bramy Nowomiejskiej. Epidemia wkrótce ustała, a Matkę Bożą Łaskawą w podzięce za odwrócenie zarazy i opiekę podczas szwedzkiego potopu obwołano patronką Warszawy. Kopie tego obrazu sprowadzono także do innych miast, między innymi do Krakowa i Wilna.
O pomoc i opiekę podczas epidemii można było się zwrócić także do innych niebieskich orędowników, na przykład św. Sebastiana, św. Rozalii, św. Antoniego Pustelnika oraz Łazarza i Hioba - patronów trędowatych.
Święty Sebastian był oficerem wojsk cesarza Dioklecjana, który za nawracanie na chrześcijaństwo żołnierzy został skazany na śmierć - wyrok wykonali łucznicy. Według jednej z wersji legendy święty wówczas nie zginął, lecz odratowała go św. Irena, a gdy ponownie zajął się nawracaniem, zatłuczono go maczugami na śmierć (prawdopodobnie w 288 roku). Gdy w 680 roku w Pawii wybuchła wielka zaraza, jednemu z mieszkańców miasta ukazał się św. Sebastian, który zalecał modlitwy, by epidemia ustała. Modlitwy pomogły, a św. Sebastian został jednym z patronów zakaźnie chorych. Przedstawia się go jako młodzieńca przywiązanego do drzewa lub słupa, ze strzałami przeszywającymi jego ciało lub z pękiem strzał trzymanych w dłoniach. Największą popularność zyskał w XIV i XV wieku, kiedy Europa była nękana dżumą.
Patronką zarażonych została również św. Rozalia, pustelniczka pochodząca z książęcego rodu, która urodziła się w XII wieku koło Palermo. Rozalia we wczesnej młodości opuściła dom i zamieszkała w grocie. Zmarła, mając 35 lat. W 1624 roku przypadkowo natrafiono na jej szczątki, które przeniesiono do katedry w Palermo, a wówczas panująca w mieście zaraza wygasła. Rozalię uznano więc za opiekunkę osób chorych. Przedstawia się ją jako młodą kobietę w różanym wianku na głowie, z krzyżem i czaszką.
[1] J. Długosz, cyt. za F. Giedroyć, Mór w Polsce (w wiekach ubiegłych). Warszawa 1899, s. 33.
[2] Ustawa z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Dz.U. 2008 nr 234 poz. 1570; https://isap.sejm.gov.pl/isap.nsf/DocDetails.xsp?id=WDU20082341570.
[3] J. Długosz, Ks. II, s. 152, cyt. za F. Giedroyć, Mór w Polsce (w wiekach ubiegłych), 1899, online: http://bc.wbp.lublin.pl/dlibra/docmetadata?id=2970&from=pubstats (dostęp 21.04.2021), s. 35.
[4] J. Długosz, Ks. V, cyt. za F. Giedroyć, Mór w Polsce, s. 46.
[5] Maciej z Miechowa, Chronica Polonorum, cyt. za F. Giedroyć, Mór w Polsce, s. 47.
[6] We wszystkich cytatach zachowano pisownię oryginalną.
[7] F.M. Sobieszczański, Rys historyczno-statystyczny wzrostu i stanu miasta Warszawy od czasów najdawniejszych aż do 1847 roku, Warszawa 1848, online https://bbc.mbp.org.pl/dlibra/publication/11344 (dostęp 21.04.2021), s. 67-68.
[8] J.E. Camuset, Krotka Iinformacya O zágęszczoney Gorączce, Febrze, Málignie Epidemic? ták w Wárszawie grássuiącey iako też y ná innych mieyscách w Roku 1737. Z wyráżeniem sposobow źáchowánia y kurowania. Warszawa 1737, s. 7.
[9] F. Giedroyć, Mór w Polsce, s. 76.
[11] Marcin Ruffus z Welca, Epitome opusculi. To iest gruntowna y dostateczna sprawa: o iadowidey y zaraźliwey niemocy Pestilemyey, albo morowego powietrza, 1588, online https://www.wbc.poznan.pl/dlibra/publication/559623/edition/481101/content (dostęp 21.04.2021), s. 4, 5. Jest to nawiązanie do Psalmu 91, 5,6, gdzie słowa "deber" i "keteb" (ketew) zaczerpnięte z hebrajskiego oznaczają 'zniszczenie', 'mór'; później były utożsamiane z demonem zarazy lub z dżumą.
[12] Cyt. za F. Giedroyć, Mór w Polsce, s. 96.
[13] Petocje - drobne czerwone lub fioletowe plamki pojawiające się na skórze i błonach śluzowych w wyniku wynaczynienia krwi z naczyń kapilarnych.
[14] Cyt. za F. Giedroyć, Mór w Polsce, s. 72.
[15] Marcin Ruffus z Welca, Eptiome opusculi..., s. 15.
[16] F. Giedroyć, Mór w Polsce, s. 73
[17] F. Giedroyć, Mór w Polsce, s. 72.
[18] Notatki lekarza w czasie morowego powietrza 1623 r. we Lwowie, przez J.i. Kraszewskiego, Atenum 1850 t. II, s. 211-212.
[19] P. Umiastowski, cyt. za F. Giedroyć, Mór w Polsce, s. 116.
[20] F. Giedroyć, Mór w Polsce, s. 118.
[21] AE. Wolff, Traktacik o Powietrzu morowym dla Ludu Polskiego, XVIII w., online https://www.wbc.poznan.pl/dlibra/show-content/publication/edition/78798?id=7879 (dostęp 21.04.2021), s. 66-67.
[22] Cyt. za F. Giedroyć, Mór w Polsce, s. 86.
[23] Cyt. za F.M. Sobieszczański, Rys historyczno-statystyczny..., s. 69-70.
[24] Cyt. za F. Giedroyć, Mór w Polsce, s. 93.
[25] F. Giedroyć, Mór w Polsce, s. 93-95.
[26] Cyt. za F. Giedroyć, Mór w Polsce, s. 100.
CZĘŚĆ II
Dżuma
"[...] lata Bożego 654 w Constantinopolu, bardzo wielkie było morowe powietrze, a iż ludzie oczywiście widzieli anioła, jednego dobrego a drugiego złego, w nocy po ulicach chodzące, którzy ludzie powietrzem morowem zarażali y zabijali. Gdzie jedno przed który dom przyszli a stanęli, tam już pewnie kto nie kto musiał umrzeć. A gdy Anioł dobry na złego kinął, tedy zły we drzwi zakołatał: a jako często we drzwi którego domu zakołatał, tyle kroć musiał kto w onym domu umrzeć"[1].
W ten sposób miała sie rozprzestrzeniać jedna z najstraszniejszych i najbardziej śmiercionośnych chorób epidemicznych, jaką była dżuma. W czasach gdy siała spustoszenie, w Europie nie znano czynnika, który ją wywołuje, długo utrzymywało się przekonanie, że jest ona zsyłana przez niebiosa, tak jak to opisał szesnastowieczny medyk Marcin Ruffus z Welca w dziele poświęconym chorobie morowej.
Minęły wieki, o dżumie niemal zapomniano, zanim udało się wyjaśnić epidemiologię tej choroby i wyśledzić drobnoustroje, które są jej przyczyną.
Dżuma jest zoonozą, czyli chorobą odzwierzęcą - chorują na nią głównie drobne gryzonie, ale też inne zwierzęta, w tym hodowane przez człowieka krowy, owce, kozy i świnie. Na ludzi przenoszą ją pchły, które żyją na zakażonym zwierzęciu. Czynnik wywołujący dżumę oraz rolę gryzoni i pasożytujących na nich pcheł w roznoszeniu dżumy odkryto pod koniec XIX wieku. W 1894 roku podczas epidemii w Hongkongu japoński bakteriolog Shibasabur? Kitasato (1852-1931), a także francuski bakteriolog szwajcarskiego pochodzenia Alexandre John Emile Yersin (1863-1943), niezależnie od siebie, odkryli bakterię nazwaną później Yersinia pestis (pałeczka dżumy). Rolę pcheł szczurzych w szerzeniu się zarazy wyjaśnił natomiast w 1897 roku japoński badacz Masaki Ogata (1864-1919).
Karbunkuły, dymienice i Dekameron
Dżuma zaczynała się od typowych objawów infekcji: "Mór wszystkich Febrom nagłym w tym jest podobny y równy - odnotował osiemnastowieczny lekarz - że ludzi nim zarażonych zimno przenika, po którym gorączka następuje, która u niektórych niezbyt wielka, u niektórych zaś jest zbyt paląca i bolesna. Niektórym się na womity tylko zanosi, niektórym zaś prawdziwe dokuczają Womity, z którymi się łączyć zwykły biegunki z robakami. Puls jest słaby y siły ustawają. Zchodzi im na śnie. Myśli im słabieją, y pamięć ginie. Niektórym głowa ciąży, y są ospałymi, czują nudność y tęsknicę serca, mdłości y szczkanie. U niektórych pokazują się plamy na ciele"[2].
Następnie na skórze chorego pojawiały się dymienice i wrzody nazywane karbunkułami. Objawy te były tak charakterystyczne dla dżumy, że ich opis znalazł się nie tylko w pracach medycznych - przedstawił go także Giovanni Boccaccio (1313-1375) w Dekameronie. "Zaczynała się ona [choroba] równie u mężczyzn, jak u kobiet od tego, że w pachwinach i pod pachą pojawiały się nabrzmienia, przyjmujące kształt jabłka albo jajka i zwane przez lud szyszkami. Wkrótce te śmiertelne opuchliny pojawiały się i na innych częściach ciała; od tej chwili zmieniał się charakter choroby: na rękach i biodrach występowały czarne plamy; u jednych były one wielkie i rzadkie, u drugich skupione i drobne. Na chorobę tę nie miała środka sztuka medyczna; bezsilni byli też wszyscy lekarze"[3]. Wprawdzie Boccaccio nie miał medycznego wykształcenia, jednak był świadkiem epidemii we Florencji w 1348 roku, a jego relacja nie odbiega od tych spisywanych przez ówczesnych medyków.
Dymienice, czyli morówki, gruczoły morowe, bubones, dżumy, bolączki, to bolesne wrzody, które powstawały zwykle na trzeci dzień choroby, w miejscach, gdzie znajdują się węzły chłonne. Mogły mieć wielkość orzecha włoskiego, a nawet pięści. Początkowo były twarde, potem miękły, czasem samoistnie pękały, wówczas wyciekała z nich ropa. Goiły się szybko, zwykle w ciągu 8-14 dni, lecz gdy utworzyła się w ich miejscu przetoka, proces gojenia trwał kilka miesięcy. U niektórych chorych dymienice zanikały - rozchodziły się lub w ogóle nie występowały, u innych pojawiały się w dużej liczbie.
Za najbardziej charakterystyczne dla dżumy uznawano czarne karbunkuły - wrzody z czerwonymi obwódkami, przypominające rozpalony węgiel. W XVI wieku opisywano je następująco: "Jako kamień Karbunkulus między kamieńmi drogiemi iest znaczny, tak też wrzód morowy, który zowią Karbunkulus, [...] między inszymi morowymi wrzodami, y barwą, y boleniem, y wielkim utrapieniem iest znacznieyszy. A dlaczegóż iest nazwany od Łacinnikow Carbo abo Carbunculus, a po Polsku wągl, albo wąglik. Nie dla czego inszego, iedno dla swey materyey zepsowaney, iadowitey, morowey, gorącey, ognistey, pałaiącey, iż tak właśnie pali, iako kiedy świeca albo wągl rospalony, gdyby był do ciała przyłożony... Morowy karbunkuł nic inszego nie iest, iedno wrzód straszliwy y ogromny, który bywa czasem z wielą wierzchów, czasem z iednym wierzchem. Ktoryto karbunkuł bywa z wilgości grubey, spaloney, zepsowaney, y iadowitey, dla grubości materyey twardy iest, dla rospale nia od samego fundamentu czerwony, y nad oną czerwonością czarny, a na wierzchu pęcherzyk bieleiący się ma"[4].
Karbunkułem (carbunculus) nazywano też kamień granat lub czerwony kamień szlachetny, któremu św. Hildegarda przypisywała właściwości prozdrowotne. Natomiast karbunkuły wrzody nie miały w sobie nic ze szlachetności, wyróżniały się jednak barwą i... bólem, jaki sprawiały chorym. Po ich otwarciu wyciekała krwawa albo szarawa wydzielina. Od dymienic oprócz wyglądu różniło je także miejsce, w którym się tworzyły. Szesnasto- i siedemnastowieczni lekarze zwracali uwagę na rozmieszczenie tych zmian. Jeśli guzy i krosty występowały pod pachami albo na bokach tułowia, wskazywało to, że jad zarazy zaatakował serce; jeśli zmiany pojawiały się na szyi lub głowie (zwykle za uszami), jad zaatakował mózg; a gdy zmiany zauważono na łonie lub goleniach, kojarzono to z zajęciem wątroby.
Otwieranie się wrzodów uznawano za korzystny objaw, który prowadził do oczyszczenia ustroju, i przeciwnie - gdy wrzody się zmniejszały, a krosty i plamy zanikały, znaczyło to, że jadowita materia nie została usunięta na zewnątrz, lecz cofała się do wnętrza ciała, co uważano za bardzo niebezpieczną zmianę. To przeświadczenie potwierdzała sekcja zmarłych, u których znajdywano podobne zmiany w narządach wewnętrznych. "Na wnętrznościach y na skórze od kiszek częstokroć widziano mnóstwo Petociów, a czasem zupełne morowe węgle. Śledziona, a tym bardziey ieszcze wątroba, była prawie zawsze większa, iak naturalnie, grubą, czarną, w kawały pousiadaną krwią wcale zupełnie zapchana znaleziona. Morowe także węgle y zaiątrzenia na niey postrzeżono. Pęcherz od żółci był zawsze wielki, zieloną, y czerwoną, śmierdzącą żółcią wydęty. Serce z swoiemi uszami zawsze było mocno wypukłe, częstokroć dwa razy tak wielkie, iak naturalnie, y iego wydrążenia, nie mniey iak wszystkie wielkie na krew komórki, takąż grubą, zbitą, czarną krwią, iak się o wątrobie powiedziało, mocno zapchane były. Było także na nim postrzeżone zimne zapalenie y wiele małych, czarnych zapalonych plam. Takież, iako też y purpurowego koloru plamy na Płucach także widziano"[5]. Powstawanie karbunkułów miało dowodzić jednak tego, że krew krzepła za życia chorych, a nie dopiero po śmierci.
Obecnie przyjmuje się, że dżuma może się rozwijać w postaci dymieniczej lub płucnej, a w niektórych przypadkach, gdy do krwi chorego przedostanie się bardzo dużo bakterii, przechodzi w sepsę. Odmianę dymieniczą (najczęstszą postać kliniczną choroby) powodują pchły pasożytujące na szczurach i ludziach. Po mniej więcej sześciu dniach od ukąszenia u chorego rozwija się ciężka infekcja z wysoką gorączką i pogorszeniem ogólnego stanu zdrowia. W miejscu ukąszenia pojawia się czarna krosta, a pobliskie węzły chłonne ulegają obrzmieniu - są to tzw. dymienice, od których pochodzi nazwa choroby. Gdy infekcja się rozszerza, zajmuje kolejne węzły chłonne. Zakażeni odczuwają silne bóle krzyża i głowy, męczą ich kaszel i wysoka gorączka połączona z silnym niepokojem i majaczeniami. Na ciele, na skutek podskórnych wylewów, powstają charakterystyczne sinofioletowe plamy, przechodzące w niemal czarne. U 50-60% chorych postać dymienicza dżumy kończyła się śmiercią.
W niektórych przypadkach bakterie docierały do płuc; wówczas, gdy chory kasłał, dostawały się do powietrza i przenosiły na innych. Zarażone drogą kropelkową osoby chorowały na dżumę płucną - rzadziej występującą, ale znacznie bardziej zjadliwą. W jej przebiegu dochodziło do zapalenia płuc, występowały także objawy neurologiczne i śpiączka, a choroba w 95-100% przypadków kończyła się śmiercią w ciągu trzech dni. Zakażenie Yersinia pestis mogło prowadzić też do sepsy, wówczas chory umierał w ciągu jednego dnia, zanim dymienice zdążyły się uformować; na ciele chorego pojawiła się jedynie wysypka.
Przypuszcza się, że różny przebieg choroby mógł być uzależniony od pory roku, w której doszło do zakażenia, ponieważ zimno i ciepło hamują aktywność pcheł, a wilgotność poniżej 70% je zabija. Temperatura optymalna dla nich to 15-20°C przy wilgotności 90-95%. Dlatego epidemie dżumy dymieniczej pojawiały się wiosną i wczesnym latem (maj-czerwiec) i trwały 4-7 miesięcy. Zimą pod wpływem silnych mrozów dżuma ustępowała. Nadejście zimy często nie eliminowało jednak zarazy, ponieważ pałeczki dżumy mogą przetrwać w formie utajonej nawet kilka miesięcy. W takiej sytuacji wiosną epidemia pojawiała się ponownie. Natomiast przenoszona drogą kropelkową postać płucna dżumy najczęściej atakowała zimą.
Nie oznacza to, że wszystko już wiemy o tej chorobie. Innowacyjne metody badawcze dają nowe możliwości i stawiają niektóre dawne ustalenia pod znakiem zapytania. Dziś przypuszcza się, że udział szczurów w roznoszeniu dżumy nie był tak znaczący. Niektórzy badacze sugerują również, że przyczyną przeniesienia się pcheł na ludzi były zmiany klimatu na stepach środkowoazjatyckich, które spowodowały zmniejszenie się populacji gryzoni. Pchły, pozbawione swoich głównych żywicieli, musiały szukać innych ofiar - trafiły na wielbłądy i ich właścicieli. Z kolei dzięki badaniom dawnych cmentarzy morowych można uzyskać informacje o mikroorganizmach powodujących zarazę, a także o samych ofiarach i rozprzestrzenianiu się epidemii. Analiza DNA pobranego z zębów ofiar pochowanych na średniowiecznym cmentarzu w Aschheim w Bawarii wykazała, że dżuma Justyniana była spowodowana przez inne szczepy Yersinia pestis niż te, które spowodowały epidemię czarnej śmierci w XIV-XVII wieku i późniejsze, co mogło mieć wpływ na różny przebieg choroby.
W poszukiwaniu skutecznej terapii
W czasach gdy nie znano antybiotyków, leczenie dżumy nie było skuteczne. Tak jak i w przypadku innych chorób morowych przede wszystkim próbowano usunąć z ciała jad choroby. Szczególną uwagę zwracano na wrzody i dymienice, w których miał się gromadzić. Leczenie prowadzono tak, by dymienice zaczęły ropieć, otwierały się i "dobrze ciekły", co uznawano za oczyszczenie. Według Umiastowskiego (XVI wiek) w leczeniu bolączek należało tak działać: "abyśmy wielkość (ich) znieśli y uięli a zapalenie abyśmy chłodzili. Dla zmniejszenia objętości dymienicy należy wypuścić z niej materyę zjadliwą, aby się po całem ciele nie rozchodziła. Otworzyć dymienicę można bez bólu lub z bólem. Bez bólu: przez bańkę suchą, przykładanie plastrów, gołębi lub kur żywcem rozerwanych na dwoje - "bo gorącością przyrodzoną gołębia albo kokoszy iad okrutny morowy wyciąga y rozpądza, przykładaniem gołębiego łajna i t.p."[6]. Podobne działanie miały wykazywać ropuchy, żaby i płuca zabitego psa. Aby otworzyć dymienicę z bólem, stosowano przecięcie, przepalenie rozżarzonym żelazem, przystawienie baniek ciętych lub pijawek. Ponadto zalecano środki napotne, przeczyszczające i upusty krwi.
W XVIII wieku wybierano prostsze i mniej dziwaczne zabiegi otwarcia dymienic. Abraham Wolff w Traktaciku o Powietrzu morowym... opisał sposób postępowania z wrzodami: "Skoro bolączka wyszła, zaraz ją przerznąć trzeba, aby materia wyciekła, po tym ją co 12. godzin zawiązać włożywszy wprzód wnię wyki [?] namazane maścią Basiliczaną. Lecz żadną miarą bolączek prędko goić nie trzeba, ale dopiero opisanym sposobem z nimi sobie postąpić, aby jad tym snadniej z ciała był wywabiony"[7].
Zwalczano także inne objawy choroby. Ponieważ chorzy często zapadali w odrętwienie i śpiączkę, starano się pokonać ten stan, co miało nie dopuścić do dalszego rozwoju dżumy. Uciekano się wówczas do sposobów wypróbowanych: "Wojciech Piela jest w Przemyślu stary grabarz, który wiele morów przetrwał, ten mi sekret powierzył. Kiedy człowiek powietrze zachwyci, najpierw patrzy jak przez mgłę i zimno go trapi, a spać mu się chce. Na ten czas trzeba jako najprędzej narwać do donicy ziela, które zowią łacinnicy Arnoglossa Plantago, folio acuto, polonice Języczki, jest to własna Babka[8] ma list[9] podługowaty. Urwiesz kilka garści i utrzesz je wiercimakiem nalawszy u-y swej, albo czegokolwiek, zmocz dobrze i jak najlepiej. Obłóż tem dobrze głowę, chustą zwiąż, kołpak na to wstaw, weźmij chorego za rękę i chodź z nim jak najprędzej, żeby się dobrze pocił, a tak chodź całe dwa dni i nocy a nie daj mu spać, zobaczysz jak prędko za dwa dni ozdrowieje, tylko mu przez dwa dni spać nic nie dać. Powiada, że tym sposobem sam siebie jedenaście kroć do zdrowia przywrócił od śmierci"[10] - zanotował siedemnastowieczny medyk lwowski.
Epidemia z Kaffy
Pierwszą odnotowaną w średniowieczu pandemią była pandemia dżumy, zwanej dżumą Justyniana, która wybuchła w Bizancjum za panowania Justyniana Wielkiego (527-565 n.e.) i zdziesiątkowała ludność cesarstwa, Persji i sąsiednich terenów. Na podstawie zachowanych opisów choroby uważa się, że była to dżuma dymienicza, nie jest jednak pewne, czy została przywleczona z Etiopii czy z Azji. Pojawiła się na wybrzeżu i rozprzestrzeniała się w głąb lądu. Atakowała nagle, objawiając się gorączką, a po kilku godzinach następowało gwałtowne pogorszenie stanu zdrowia. Według przekazów chorzy cierpieli na brak snu, mieli urojenia, niektórzy popadali w odrętwienie, inni w obłęd. Odnotowano też objawy charakterystyczne dla dżumy dymieniczej - węzły chłonne w pachwinach i pod pachami były obrzmiałe, a za uszami i na udach pojawiały się zmiany skórne. Początkowo śmiertelność nie była wysoka, potem gwałtownie wzrosła.
Największa epidemia dżumy dymieniczej, czyli tzw. czarna śmierć, panowała w latach 1347-1351. Przypuszcza się, że wskutek niej mogło stracić życie nawet sto milionów ludzi na całym świecie. W Europie według różnych szacunków zginęło wówczas od 17-28 milionów do 40-50 milionów osób, co stanowiło około jednej trzeciej mieszkańców kontynentu. Chiny straciły połowę swojej populacji, a Afryka jedną ósmą. Zaraza została przywleczona prawdopodobnie z Azji Środkowej poprzez Jedwabny Szlak łączący Chiny i Daleki Wschód z Bliskim Wschodem i Europą. Jedwabny Szlak był siecią przecinających się i łączących ścieżek, które biegły przez stepy Azji Środkowej. Wzdłuż nich znajdowały się przystanki - miasta, wioski i osady oddalone od siebie o dzień marszu. Niewielu podróżników przemierzało cały Jedwabny Szlak, najczęściej karawany kursowały między lokalnymi węzłami i po sprzedaniu swoich towarów wracały do punktu wyjścia. Gdy w XIII wieku imperium mongolskie przejęło kontrolę niemal nad całym kontynentem azjatyckim, Jedwabny Szlak odzyskał swoje dawne znaczenie, a w XIV wieku stał się drogą, którą wraz z handlarzami i ich zwierzętami rozprzestrzeniała się dżuma.
Najpierw choroba miała się pojawić wśród nestoriańskich chrześcijan mieszkających nad jeziorem Issyk-kul (Kirgistan). Stamtąd w 1347 roku dotarła na Krym. Tatarzy oblegający Kaffę (dawniej Teodozja, port należący wówczas do Genueńczyków) zostali zdziesiątkowani przez dżumę, a za pomocą katapult wyrzucali zwłoki ofiar zarazy w obręb miasta. Uważa się nawet, że było to celowe działanie. Genueńczycy szybko wyrzucili zwłoki do morza, zaraza przedostała się jednak do portu i szerzyła się wśród oblężonych. Ocalali Genueńczycy uciekli z Kaffy drogą morską. Jeden ze statków z uchodźcami przybył do Konstantynopola i - jak nietrudno się domyślić - dżuma szybko rozprzestrzeniła się po mieście, powodując śmierć wielu mieszkańców. Inny statek z Kaffy dotarł do Sycylii, przywożąc ze sobą zarazę, która rozlała się na całe Włochy i uśmierciła jedną trzecią populacji, a w Wenecji nawet 60%. Podobna sytuacja miała miejsce, gdy kolejny statek z Kaffy zacumował w Marsylii - dżuma rozprzestrzenia się na teren Francji. Inny statek z zarażonymi ludźmi dotarł do Genui i choć nie wpuszczono go do portu, epidemii nie udało się zatrzymać. Dżuma przedostała się także na Cypr, do Egiptu oraz na wschód do imperium perskiego, potem do Grecji, Bułgarii, Rumunii, być może dotarła również do Polski. W czerwcu 1348 roku przedostała się do Anglii przez port Melcombe Regis, a uciekający w głąb lądu mieszkańcy przenieśli ją dalej.
W ciągu czterech lat dżuma opanowała niemal całą Europę, i spowodowała wyludnienie niektórych miast oraz wsi, głód i upadek gospodarki. O tym, jak silny lęk wywoływały epidemie, może świadczyć przekonanie, że "nie tylko obcowaniem z zapowietrzonymi, ich tchnieniem, ale spojrzeniem samem udzielały (się)"[11]. Szczególnie niebezpieczne, jak wierzono, było obserwowanie konających, gdyż uchodzący z nich duch zarazy wnikał w obserwatora właśnie poprzez oczy.
Obserwacje poczynione podczas epidemii przeplatano z fantastycznymi historiami, które miały podkreślać niezwykłą zjadliwość choroby, tak jak w Dekameronie Boccaccia: "Morowa zaraza grasowała z wielką siłą; od chorych udzielała się łatwo zdrowym, którzy z zarażonymi przebywali, podobnie do ognia, co łatwopalne przedmioty obejmuje. Aliści zło jeszcze szło dalej; wystarczyło dotknąć się sukien chorego, aby się zarazić. To, o czem teraz powiem, może się wydawać rzeczą zadziwiającą. Gdybym jej na własne oczy nie widział i gdyby nie świadectwo wielu, sambym jej nie dał wiary, ani poważyłbym się jej tu opisywać. Siła zarazy była tak wielka, że przenosiła się ona nie tylko letko z jednego człeka na drugiego, ale i to sprawiała, że jeśli do przedmiotu, stanowiącego własność chorego, zbliżyło się jakieś zwierzę, zaraz mór się go chwytał i w krótkim czasie je uśmiercał. Jakem to już nadmienił, sam byłem takiego przypadku świadkiem. Strzępy odzieży pewnego nieboraka, zmarłego z powodu tej choroby, na ulicę wyrzucone zostały. Do szat podeszły dwie świnie i jęły je, wedle swego obyczaju, ryjami poruszać. Po upływie kilku minut, zwierzęta, jakby trucizny się najadły, zatoczyły się i padły nieżywe. Wypadki te wzbudziły w umysłach nieopisaną trwogę i napełniły je różnemi wyobrażeniami. Wszyscy bezlitośnie tylko o to się starali, aby współeczeństwa z chorymi unikać. To - zdawało się powszechnie jedynym ocalenia sposobem"[12].
Epidemie w Polsce
Dżuma dotarła też do Polski. Nie wiadomo jednak, czy była to jej pierwsza fala. Długosz w swoich kronikach odnotował, że czarna śmierć pojawiła się w kraju w styczniu 1348 roku - przedostała się z jednej strony z Węgier, a od północy przez handel morski dotarła do miast portowych. "Poczęła się zaś rzeczona zaraza morowa w miesiącu styczniu za Papiestwa Klemensa VI, w szóstym roku jego rządów i trwała ciągło przez siedem miesięcy, dwakroć ponawiając klęskę. Pierwszy raz objawiała się przez dwa miesiące gorączką nieustanną i krwotokiem z ust, a chorzy umierali w ciągu trzech dni. Drugi raz trwała pięć miesięcy, a objawem jej była podobnież nieustająca gorączka, nadto wrzody i dymienice, które tworzyły się na zewnętrznych częściach ciała, osobliwie pod pachami i na słabiznach; chorzy umierali w dniach pięciu"[13].
Epidemia ponownie zaatakowała Polskę w 1349 roku i utrzymywała się przez pięć miesięcy. Chorzy mieli nieustającą gorączkę, wrzody na ciele, dymienice pod pachami i w pachwinach i umierali w ciągu kilku dni. Zaraza miała wyludnić miasta i wsie, na przykład w Toruniu pochłonęła około pięciu tysięcy ofiar, w Elblągu siedem tysięcy, a w Gdańsku 18 tysięcy, "nie licząc chłopów i sług". Po raz trzeci dżuma pojawiła się w Polsce w latach 1359-1360 i według Długosza: "Zaraza gorączkowa, czy to od Boga za liczne grzechy i przestępstwa na ludzi zesłana, czy gwiazd niebieskich biegiem, położeniem, spotkaniem, lub inną jaką przyczyną tajemnie spowodowana, wszystkie niemal na zachodzie królestwa nawiedziwszy, rozgościła się nareszcie w Polsce, Węgrzech, Czechach, tudzież podległych im i sąsiedzkich ziemiach, i wszystkie miasta, miasteczka i wsie Królestwa Polskiego takiej nabawiła klęski, że trwając ciągle przez sześć miesięcy, większą część ludności wszelakiego stanu i płci obojej wytępiła. W samem mieście Krakowie 20,000 ludzi na tę zarazę wymarło... Zaczęła się zaś ta zaraza około dnia św. Michała, objawiwszy się przez gwałtowne gorączki, bolaki, wrzody, dymienice, które wielką zarządziły śmiertelność; [...]. Tem zaś różniła się ta klęska od poprzedniej, która przed laty dwunastu kraj nasz nawiedziła, że tamta wiele sprzątnęła ludzi z pospolitego gminu, od tej zaś więcej szlachty i ludzi możnych, dzieci i kobiet wyginęło"[14].
Nie należy jednak zbytnio ufać informacjom Długosza, który spisywał dzieje Polski sto lat po owych wydarzeniach i - jak wiadomo - informacje o epidemiach zaczerpnął z dzieła Gwidona de Cauliaco, nadwornego lekarza papieży Klemensa VI i Urbana V, który opisał epidemię dżumy panującej w Awinionie w latach 1348 i 1360. Nie jest zatem pewne, czy dżuma pojawiła się na naszych ziemiach już w 1348 roku. Żyjący w tym okresie Jan z Czarnkowa (ok. 1320-1387) odnotował jedynie, że morowe powietrze i głód trapiły Polskę w latach 1370-1372, później plaga morowego powietrza pojawiła się w 1384 roku, ale czy była to dżuma, nie jest pewne. Niewątpliwie jednak w następnych wiekach epidemie dżumy siały na ziemiach polskich spustoszenie. Szacuje się, że w Krakowie pod koniec XV wieku dżuma atakowała co dwa, trzy lata, a nawet co roku. W latach 1601-1650 sytuacja się zmieniła, w Warszawie były 33 epidemie dżumy, a w Krakowie 19. W późniejszym okresie liczba epidemii w obu miastach była podobna. Jednak to dżuma najbardziej nękała Kraków; w latach 1500-1750 odnotowano tam 92 epidemie.
Dżuma, jak i inne choroby zakaźne, rozprzestrzeniała się wraz z przemieszczającymi się masami ludzi, zwłaszcza podczas wojen; miała też wpływ na ich przebieg. Przypuszcza się, że jednym z powodów zawarcia rozejmu w 1629 roku między wojskami szwedzkimi a Rzeczypospolitej była dżuma. Mór, który pojawił się wówczas w obozach szwedzkich i polskich, zmusił hetmana Stanisława Koniecpolskiego (1591-1646) do zawarcia rozejmu. Kanclerz biskup Jakub Zadzik (1582-1642) pisał wówczas do króla Zygmunta III, że wojsko dla samego ciężkiego powietrza rozejść się musi. "Dziś z chorągwi pana hetmana [Koniecpolskiego] 17 towarzystwa padło na nie, nie masz roty bez zarazy, a my na same tylko trupy patrzemy. Nie miło by i nam było taką śmiercią w posługach W. K. M. marnie ginąć. Gustaw tąż samą przestraszony zarazą (70 bowiem osób około niego umarło) już trzy dni temu do Piławy wyjechał"[15].
Również za panowania Jana Kazimierza morowe powietrze, prawdopodobnie dżuma, zmieniało przebieg ważnych walk. W 1651 roku po zwycięskiej dla Polaków bitwie pod Beresteczkiem mór był jednym z powodów rozproszenia sił polskich, przez co zwycięstwo nie zostało wykorzystane. Z kolei w 1652 roku, gdy Kozacy pod dowództwem Tymofieja Chmielnickiego (syna Bohdana) oblegali Kamieniec Podolski, zaraza zmusiła ich do przerwania oblężenia. Kamieniec był jednak wyludniony, pozostała w nim tylko garstka ludzi.
W tym czasie epidemia panowała też na Pokuciu, ziemi Halickiej, Chełmskiej, Wołyniu, w województwach bełskim, lubelskim i sandomierskim. Z tego powodu w 1652 roku zerwano sejm narodowy, a dwór królewski przeniósł się z Ujazdowa do Łowicza. W Krakowie, według ławnika krakowskiego Jana Markiewicza, podczas moru w 1652 roku zmarło ponad 20 tysięcy mieszkańców i nie miał kto ich pogrzebać. "Świadectwem Jana Markiewicza ławnika krakowskiego mór w r. 1652 przeszło 20,000 mieszkańców wygubił. Po kilkuset codziennie umierających ciała dla niedostatku grabarzy pastwą psów stawały się"[16].
Nie był to odosobniony przypadek, siedemnastowieczny medyk lwowski odnotował, że zwierzęta mogą roznosić chorobę, bo zjadają ciała zmarłych. "Psów jako najbardziej się strzedz, bo czasem zachodzą na przedmieścia i snać trupy jadają. Jako w pasiece pani Lorencowej z pasieki Bigoszowej, psy jedli pasiecznika i pana Zgłobickiego cnotliwego mieszczanina zarazili i do grobu przyprowadzili"[17].
W XVIII wieku dżuma również kilkakrotnie nawiedzała ziemie polskie i tak jak w poprzednich wiekach często towarzyszyły jej wojna i głód. W 1702 roku pojawiła się na Kresach Rzeczypospolitej, a przemieszczanie się wojska podczas wojny północnej, a także migracje tzw. ludzi luźnych (włóczęgów i żebraków) sprzyjały rozprzestrzenianiu się choroby na cały kraj i poza jego granice. Według różnych szacunków w latach 1702-1711 na skutek epidemii zmarło 12-25% ludności Rzeczypospolitej. W 1705 roku dżuma pojawiła się we Lwowie, gdzie zmarło około 10 tysięcy mieszkańców. Dwa lata później wybuchła w Krakowie (wygasła w 1711 roku), wówczas w samym mieście i w lazarecie pod murami zmarło 7213 osób (ludność miasta liczyła wówczas około 10 tysięcy). Zmarłych dniem i nocą wywożono za mury drabiniastymi wozami. Zamknięto uniwersytet, szkoły i urzędy miejskie, ustał handel. Rada Miasta przeniosła się do Niepołomic, w Krakowie pozostał burmistrz powietrzny Michał Behem, który wraz z pomocnikami przez dwa lata starał się służyć chorym i potrzebującym, a w końcu sam zmarł na skutek dżumy. Zaraza stała się dla Krakowa, jak i dla innych dotkniętych nią miast, klęską demograficzną i gospodarczą, po której miasto długo trudziło się, by odzyskać dawną świetność.
W Warszawie dżuma pojawiła się w maju 1708 roku i trwała do lutego 1712 roku. W protokołach bractwa św. Benona zapisano wówczas: "Roku 1708 około Śgo Jana, na kształt jakiego pożaru, tak nagle morowe powietrze opanowało Warszawę, że prawie czasu nie było do ucieczki; w całym mieście jeden był tylko dom wolny od tej zarazy; w zamku ze 40 osób tylko 3 zostało, w pałacu Kazimierowskim z 50 osób tylko 8, we dworku wojewody płockiego z 72 osób tylko 5 zostało. Klasztory prawie ze wszystkiem wymierały, oprócz księży Teatynów i PP. Karmelitanek; w radzie zostało tylko trzech radców, 2 ławników i 3 gminnych. Ze 150 szewców polskich 8, z 36 niemieckich tylko 3, z 21 mieczników tylko jeden. Było przed powietrzem 4 kapeluszników, 4 tokarzy, 5 białoskórników, ci poumierali wszyscy podczas powietrza; tak się działo i z innymi cechami"[18]. Według różnych źródeł ofiarą dżumy miało paść od 8760 do niemal 30 tysięcy warszawiaków - liczba ta wydaje się jednak zawyżona, ponieważ Warszawa liczyła wówczas niespełna 40 tysięcy mieszkańców.
Rozmiaru epidemii dżumy nie mierzono jedynie liczbą ofiar, były również straty, których nie dało się policzyć. W dawnych tekstach pojawiają się uwagi o zmianach, jakie zaraza czyniła w ludzkiej psychice: "Płaczu i lamentu podczas tej klęski nie można ani językiem, ani piórem wyrazić, ani sobie wystawić, chyba kto był przytomnym i sam na to patrzył. Ludzie chodzili w smutku i zatrwożeniu z wyblakłemi i opuchłemi twarzami jako straszydła, jeden przed drugim uciekał, ażeby się nie zaraził, albo raczej dlatego, że ani uszy, ani serce, nie mogły zmieść takiego płaczu i lamentu. Nie było co jeść, ani pić, ani doktora, ani cyrulika; a co najgorsza, trudno było nawet o spowiednika"[19] - takie spustoszenie zasiała epidemia dżumy panująca w Warszawie w 1708 roku.
Zaraza dotarła też do innych miast, z których najbardziej ucierpiały: Leszno, Wschowa, Kalisz, Piotrków, Sandomierz, Poznań, Płock, Łęczyca, Bydgoszcz, a także do Torunia i Gdańska, "gdzie 32353 dusz poszło". Pojawiła się również na Litwie i Żmudzi, a także w Prusach, w których w latach 1709-1713 pochłonęła 300 tysięcy ofiar.
Także dżuma, która pojawiła się w latach 1769-1771, miała daleko idące konsekwencje. Pierwsze zachorowania odnotowano w Polsce na wiosnę, choroba wyciszyła się na początku zimy 1770 roku. Jednak powracające z Multan i Wołoszczyzny wojska rosyjskie rozniosły zarazę po Podolu, Ukrainie i Rusi Czerwonej. Na początku XIX wieku odnotowano: "Jak zgubnym był w prowincyach Rusi Czerwonej 1770 i 1771 r. w świeżej ma się pamięci. Zaleszczyki i Żółkiew prawie w pustynią przemienione. Międzyboż 6, Zasław 4, a Dubno do 8 tysięcy ludzi utraciły. Państwo Grodek na Podolu 13 wsi zapowietrzonych liczyło; miasto Bar z pobliskiemi wsiami 12,000 zmarłych naznacza. Cały zaś Wołyń, Podole i województwo Bracławskie ciężkim morem przyciśnione straty 200,000 mieszkańców podają"[20]. Kamieniec z okolicznymi wsiami stracił wówczas blisko 30 tysięcy mieszkańców. Mimo kordonu sanitarnego epidemia rozszerzała się na zachód. Austria i Prusy na granicy z Rzeczpospolitą ustawiły wówczas kordony sanitarne, które stały się pretekstem do dokonania aneksji pogranicza Polski.
Kozioł ofiarny i biczownicy
"Po czym przybyła zgraja,
Fałszywa, zdradziecka i bluźniercza:
Było to Żydostwo przeklęte,
To złe, to wiarołomne,
Które dobra nienawidzi, a kocha wszelkie zło.
Które tyle dało złota i srebra,
I poleciło (pewnym) chrześcijanom,
Iżby studnie, rzeki i źródła,
Które były czyste i zdrowe
W wielu miejscach zatruli,
Od czego wielu ludzi swe życie zakończyło;
Albowiem wszyscy, którzy z ich (wody) korzystali,
Dość nagle umarli"[21].
Żyjący w XIV wieku francuski poeta Guillaume de Machaut, autor dworskiego poematu Sąd króla Nawarry, opisał klęski i epidemię dżumy, która w latach 1349-1350 spustoszyła północ Francji. Przedstawił również masakrę Żydów, której się wówczas dopuszczono i która w oczach tłumu była uzasadniona, ponieważ to Żydzi mieli spowodować zarazę.
"[...] wszyscy Żydzi zostali zniszczeni,
Jedni powieszeni, inni spaleni,
Inni znowu utopieni, innym ścięto
Głowy toporem lub mieczem"[22].
Niepokoje społeczne były konsekwencją chaosu i zniszczenia wywołanego zarazą. Ludzki porządek rzeczy został zniszczony. "W pośród takich opresyj i takiej żądzy, osłabła, a nawet całkiem sczezła siła tak człowieczych, jak i Bożych praw" - napisał Boccaccio. "Jej stróże i wykonawcy bądź to poumierali, bądź chorzeli albo też tylu podwładnych utracili, że obowiązków urzędu swego dopełniać nie mogli. Każdy przeto mógł czynić, co chciał"[23].
Choroby i śmierci nie sposób było przewidzieć, stanowiły dzieło przypadku, mogły dopaść każdego, bez względu na wiek, płeć, majątek, status społeczny czy zasługi lub przewiny. "Dziatki biegają koło matki zmarłej, budząc daj chleba, a ona ostygła!"[24] - zanotował siedemnastowieczny lekarz ze Lwowa. Strach przed śmiercią i poczucie bezsilności zdominowały inne uczucia. "Rodzice ze strachu uchylali się od opieki nad dziećmi; dzieci [uchylały się od pielęgnowania] rodziców. Jedni drugich przeklinali, wydawało się, że miłość umarła, a nadzieja została pogrzebana"[25] - zanotował Długosz.
Nie znając przyczyny choroby, uznano czarną śmierć za karę Bożą za grzechy, a jedynym sposobem na to, aby ją powstrzymać, było uzyskanie Bożego przebaczenia. Niektórzy wierzyli, że można to osiągnąć, oczyszczając społeczności z heretyków i Żydów, których przy okazji oskarżano także o zatruwanie studni lub powietrza. Zadziałał mechanizm kozła ofiarnego: w obliczu katastrofy, gdy nie można było przeciwstawić się niszczycielskiej sile, należało znaleźć winnego i skazać go lub raczej poświęcić jako ofiarę, by zażegnać gniew Boga. W ten sposób próbowano opanować sytuację, nad którą nie dało się panować.
W Niemczech i Francji szerzył się fanatyzm religijny, w wielu miastach społeczności żydowskie zostały unicestwione. Prześladowania objęły też Austrię i Szwajcarię. Odnotował je również Długosz. Miało do nich dojść podczas epidemii dżumy w 1348 roku: "Wielka zaraza morowa, która się wdarła do Królestwa Polskiego, dotknęła okropnym morem nie tylko Polskę, ale i Węgry, Czechy, Danię, Francję, Niemcy i niemal wszystkie królestwa chrześcijańskie i barbarzyńskie, siejąc wszędzie straszną śmierć. Twierdzili, że wybuchła ona przez Żydów, którzy zatruwali powietrze jakimś jadem i w wielu miejscowościach zabijano i palono Żydów, innych wieszano. Niektórzy, żeby uniknąć chrześcijan, zabijali siebie, żony, synów i córki oraz bliskich, z wyjątkiem kilku prowincji i miast, które przekupione, z chciwości oszczędziły ich"[26].
Według legendy król Kazimierz Wielki zaoferował wówczas Żydom schronienie w Polsce. Nie jest to jednak zgodne z prawdą, ponieważ Żydzi osiedlali się na terenach naszego kraju już w XI wieku, natomiast król Kazimierz uregulował ich sytuację prawną, zatwierdzając dla kolejnych dzielnic królestwa przywilej Bolesława Pobożnego, nadający między innymi ludności żydowskiej swobodę działalności ekonomicznej.
Strach przed czarną śmiercią skłaniał do manifestowania swojej wiary także w inny sposób. Na ulicach miast pojawiali się biczownicy, którzy na oczach zgromadzonych ludzi wymierzali sobie karę, składali w ofierze swój ból, by odwrócić gniew niebios. "A kiedy nie było żadnego zaradczego środka na długotrwałe utrapienie, a zaraza wyludniła nie tylko wiele domów, ale i miast, i wsi, ludzie zwrócili się do praktyk religijnych w przekonaniu, że to nieszczęście spadło z powodu gniewu Bożego wywołanego zbrodniami ludzi. Smagali się zatem nawzajem biczami i rózgami i upokarzali innymi rodzajami pokuty, dopóki Bóg się nie zlitował, nie oddalił zarazy i nie dopuścił do ustania dotkliwej śmiertelności"[27].
Mężczyźni i kobiety bili siebie i swoich towarzyszy ciężkimi skórzanymi pasami nabijanymi kawałkami metalu. Powtarzali ten rytuał trzy razy dziennie przez wiele dni, a potem wędrowali do następnego miasta. Często przyłączali się do nich nowi biczownicy, zafascynowani publicznym pokazem pokuty i kary, cierpienia znoszonego z męstwem, a niekiedy prowadzącego do ekstazy. Procesje biczowników przynosiły zapewne pocieszenie ludziom, którzy wobec bezsilności innych zabiegów mających powstrzymać epidemię, wierzyli, że Bóg nie odrzuci takiej ofiary i odwróci od nich plagę. Ruch biczowników wymykał się jednak spod kościelnej kontroli i w 1349 roku papież Klemens VI zakazał organizowania procesji biczowników.
Taniec śmierci
Epidemie dżumy pozostawiły swój ślad w sztuce i kulturze. Triumf śmierci i taniec śmierci - spektakl, zabawa karnawałowa i temat obrazów w okresie, gdy epidemie (zwłaszcza dżuma) zbierały liczne ofiary - stał się szczególnie popularny i przypominał, że śmierć nikogo nie ominie.
"Wszak kanony zakazują,
Niechaj księża nie tańcują,
A wyście święci kapłani
Gwałtem w ten taniec zabrani!"
- głosi inskrypcja znajdująca się pod jednym z epizodów na obrazie Taniec śmierci z Kalwarii Pacławskiej. Jest to ludowa adaptacja cyklu drzeworytów niemieckiego malarza i grafika Hansa Holbeina Młodszego (1497-1543), w których śmierć - Wielki Tancerz - porywa do tańca przedstawicieli wszystkich stanów, od papieża poczynając. Temat najwcześniej pojawił się w Niemczech i we Francji i był inspirowany przedstawieniami o tej tematyce, które wystawiano w kościołach i cmentarzach, a których tradycja sięgała czasów pogańskich. W XIV wieku, gdy Europę spustoszyły epidemie dżumy, rozpowszechnił się motyw triumfu śmierci ukazujący jej przypadkowość. Śmierć sięgała po tych, którzy się jej nie spodziewali, i tych, którzy na nią czekali - osoby ułomne, trędowatych, upośledzonych. Początkowo na obrazach pokazywano umarłych - odrażające trupy, rozkładające się zwłoki toczone przez robactwo. Później wprowadzono bardziej estetyczne przedstawienie śmierci - kościotrupa. Triumf śmierci przekształcił się w taniec śmierci; na niektórych obrazach pokazywano dostojny korowód szkieletów i zaproszonych do tańca ludzi (początkowo samych mężczyzn zajmujących wszystkie szczeble hierarchii społecznej). Później do tańca, który miał obrazować równość wszystkich wobec śmierci, zaproszono także kobiety i dzieci.
Taniec śmierci był popularnym tematem obrazów w XV-XVIII wieku. W Polsce najbardziej znany jest siedemnastowieczny obraz znajdujący się w Krakowie w kościele Bernardynów, a także obraz z klasztoru w Kalwarii Zebrzydowskiej.
Dżuma stała się też tematem dzieł literackich. Teksty ukazują inne wymiary rzeczywistości niż kroniki, sprawozdania czy dokumenty archiwalne, można jednak z pewną dozą krytycyzmu traktować je jako źródło informacji, ponieważ jest to zapis przejawów świadomości społecznej, tj. obrazu świata, jaki postrzegali współcześni, i często pokazuje to, czego zabrakło na przykład w suchych relacjach lekarzy: "[...] ujawnia potencjalne dla opisywanego zjawiska reakcje kulturowe, obnaża rozbieżności między restrykcyjnością reguł kulturowych a licencyjnością jednostkowych zachowań, przedstawiając postawy typowe lub skrajne, zawsze stanowi jakąś formę opisu tego, co kulturę tworzy, lub tego, co ją ogranicza"[28].
W Dekameronie Giovanni Boccaccio przedstawił przebieg zarazy panującej w 1348 roku we Florencji, podczas której w ciągu pół roku zmarło trzy piąte mieszkańców. Będąc świadkiem tych zdarzeń, nie gorzej od medyków opisał objawy choroby, ale przede wszystkim przedstawił to, co lekarze najczęściej pomijali w swoich tekstach - skrajne postawy, jakie ludzie przyjmowali wobec szerzącej się epidemii. I tak byli wśród nich roztropni i wstrzemięźliwi, którzy "Zgromadzali się w domach swoich, gdzie żyli odcięci od świata całego. Jadali wymyślne potrawy, pili wyborne wina i chuciom cielesnym nie folgując, czas swój na muzyce, grach i tańcach trawili, dla zapomnienia o zarazie i śmierci, która poza ich domami szalała"[29]. Byli też hedoniści, którzy korzystali być może z ostatnich chwil życia: "twierdząc, że najlepszym lekarstwem na zarazę jest nie myśleć o niej, pić i żyć wesoło, śpiewać i żartować, wszystkie swoje pragnienia zaspokajać i śmiać się z tego, co się wokół dzieje. Tak też i czynili. Dzień i noc włóczyli się po oberżach, pili na umór, swawolili w cudzych domach". Inni "żyli jeno zgodnie z swym gustem, a życzeniem. Nie zamykali się w domach, ale chodzili wszędzie, nosząc w rękach kwiaty, zioła pachnące i inne korzenie, które do nosa przykładali, w mniemaniu, że podobne zapachy siły żywotne w nich skrzepią"[30]. Byli również przerażeni uciekający z miasta: "najbardziej nieużyci i bezlitośni", którzy twierdzili, że najlepszym środkiem na zarazę jest ucieczka od niej. "Myśląc tylko o sobie, siła mężczyzn i kobiet opuściło miasto, domy, majętności, krewniaków i przeniosło się do posiadłości swoich, za bramami grodu leżących"[31]. Epidemia niszczyła więc nie tylko ciała, ale i ducha, ogałacała z wrażliwości, miłości i prowadziła do zaniku więzi międzyludzkich: "Niestety, powszechna klęska taką trwogę w umysłach mężczyzn i kobiet sprawiała, że brat opuszczał brata, wuj siostrzeńca, siostra brata, a często nawet żona męża swego. Gorzej jeszcze, że ojcowie i matki ostawiali dzieci swoje, nie troskając się o nie zupełnie, tak jakby obcymi im były"[32] - wypominał Boccaccio, a za nim powtarzali inni, którym przyszło się zmierzyć z powietrzem morowym oraz chaosem i otępieniem wywołanym przez mór w ludzkich umysłach.
Szczury, które stały się symbolem dżumy, u Boccaccia nie występują. Pojawiły się w wydanym w 1722 roku Dzienniku roku zarazy Daniela Defoe, opisującym wielką epidemię tej choroby panującą w Londynie w latach 1665-1666. Jednak szczury są tam tylko jednym z podejrzanych zwierząt, które mogą przenosić "wyziewy bądź zaraźliwe miazmaty chorych ciał nawet we włosach i sierści"[33]. To podejrzenie doprowadziło do drastycznych posunięć wobec zwierząt domowych - wszystkie psy i koty kazano pozabijać. "Użyto również wszelkich możliwych środków, by wyniszczyć myszy i szczury, zwłaszcza te ostatnie, przez zakładanie trutek i różnych innych zabójczych środków, toteż zgładzono ich również nieprzebrane mnóstwo"[34]. Czy te działania wywarły jakiś wpływ na przebieg epidemii, autor nie odnotował. Skupił się na opisie prawie wyludnionego miasta, ludzkich zachowań i przygnębiającego nastroju.
Albert Camus w Dżumie (1947) utrwalił obraz szczura jako nosiciela zarazy, pojawienie się tych zwierząt było jednocześnie jej zwiastunem, którego nie potrafiono poprawnie odczytać. Niepokój narastał wraz z rosnącą liczbą znajdywanych martwych zwierząt, jednak gdy wymieranie ustało, wydawało się, że nastąpi powrót do normalności. "Liczba znalezionych gryzoni wciąż rosła i każdego ranka plon stawał się bardziej obfity. Czwartego dnia szczury zaczęły wychodzić, by umierać gromadnie. Wynurzały się długimi chwiejnymi szeregami, by zakołysać się w świetle, zakręcić w miejscu i skonać w pobliżu ludzi. Nocą na korytarzach i uliczkach słychać było wyraźnie ich nikły pisk agonii [...] 28 kwietnia Infdok ogłosiła, że zebrano 8000 szczurów, i lęk w mieście dosięgnął szczytu. Żądano radykalnych środków, oskarżono władze, a ci, co mieli domy nad brzegiem morza, mówili już o tym, by się tam schronić. Ale nazajutrz agencja doniosła, że zjawisko ustało gwałtownie i że służba odszczurzania zebrała nieznaczną tylko ilość martwych szczurów. Miasto odetchnęło"[35].
Camus przede wszystkim pokazał jednak dżumę jako niszczycielski żywioł, wobec którego człowiek, tak jak i szczury, jest bezradny, często zredukowany do swojej biologiczności, ale niepozbawiony wolnej woli. "Wkrótce zmarłych na dżumę trzeba było odwozić do krematorium. Ale teraz musiano użyć starego pieca do spopielania zwłok, który znajdował się we wschodniej stronie miasta, za bramami. Posterunek straży przesunięto dalej, a pewien urzędnik merostwa ułatwił znacznie zadanie władz, radząc użyć tramwajów, które dawniej obsługiwały skalną drogę nadmorską i stały teraz bezużyteczne. W tym celu przystosowano wnętrza wozów motorowych i przyczep, usuwając siedzenia; linia zawracała przy piecu, który w ten sposób stał się stacją krańcową. Pod koniec lata, podobnie jak podczas deszczów jesiennych, co noc skalną drogą wspinały się dziwne orszaki tramwajów bez pasażerów, kołysząc się nad morzem. Mieszkańcy dowiedzieli się w końcu, co to jest. I mimo patroli broniących wejścia na drogę ludzie dość często przedostawali się na skały sterczące nad falami i gdy przejeżdżały tramwaje, rzucali kwiaty do środka. Słychać było wówczas, jak tramwaje poskrzypują w letniej nocy, dźwigając ładunek kwiatów i trupów"[36]. Na taki gest stać było jednak tylko niektórych, strach zwykle odzierał ludzi z tego, co ludzkie.
Zbyt duże straty, niezależnie od czasów, w których żyjemy, "znieczulają wyobraźnię na rozmiar cierpienia" - napisał Gustaw Herling-Grudziński w Dżumie w Neapolu. W 1647 roku epidemia dżumy spowodowała w tym mieście śmierć przeszło połowy z 750 tysięcy mieszkańców. I tu zapanował chaos - nie starczało miejsca na cmentarzach i nie miał kto grzebać umarłych, a ulice były zasłane trupami tak, "że karoce jadące w kierunku Pałacu wgniatały głębiej i głębiej w ziemię ochrzczone mięso ludzkie"[37]. Strach powodował, że ludzie padali ofiarą szaleństwa i rzucali się w przepaść lub do morza. Zerwały się wszystkie więzy społeczne i rodzinne: "Nie było rzeczą możliwą ujrzeć przyjaciela pocieszającego przyjaciela lub spieszącego mu z pomocą - krewnego wyciągającego rękę do chorego krewnego, męża żegnającego konającą żonę. Lekarz dotykał chorego i uciekał. Sługa podawał panu obiad i uciekał. Ojciec unikał chorego syna, żona zamykała na klucz drzwi do pokoju złożonego niemocą męża. Syn nie śmiał pochować zmarłego ojca, lecz nocą wynosił go owiniętego w prześcieradło przed bramę domu, oczekując, że furgon grabarzy zauważy i zabierze zwłoki"[38].
W opisach epidemii i dziełach literackich pojawia się wspólny wątek: epidemia jako źródło kryzysu społecznego, chaosu i anarchii oraz postępującej destrukcji więzi międzyludzkich, które ujawniają nietrwałość społecznego porządku. Dżuma stała się symbolem strasznej choroby i śmierci, ale też degradacji i rozpadu społeczeństwa.
* * *
W Europie epidemie dżumy wygasły na początku XIX wieku. Współczesna medycyna dzięki antybiotykoterapii może znacznie złagodzić skutki choroby, jednak całkowicie jej nie wyeliminowała. Według Światowej Organizacji Zdrowia każdego roku obserwuje się od tysiąca do trzech tysięcy przypadków dżumy. Nadal też prowadzone są badania nad bakteriami Yersinia. Naukowcy usiłują między innymi wyjaśnić ewolucję patogennej Yersinia, molekularne podstawy patogeniczności Y. pestis, mechanizmy odporności gospodarza, badają także oporność Yersinia na antybiotyki.
[1] Marcin Ruffus z Welca, Epitome opusculi..., s. 10-11.
[2] A.E. Wolff, Traktacik o Powietrzu morowym dla Ludu Polskiego, s. 5-6.
[3] G. Boccaccio, Dekameron. Prolog, https://pl.wikisource.org/wiki/Dekameron/Prolog (dostęp 12.04.2021).
[4] P. Umiastowski, cyt. za F. Giedroyć, Mór w Polsce (w wiekach ubiegłych), Warszawa 1899, s. 79.
[5] Broszura nieznanego autora, 1771, cyt. za F. Giedroyć, Mór w Polsce, s. 81-82.
[6] P. Umiastowski, cyt. za F. Giedroyć, Mór w Polsce, s. 129.
[7] A. Wolff, Traktacik o Powietrzu morowym dla Ludu Polskiego, s. 79.
[8] Wł. Plantago maior - babka zwyczajna.
[10] Notatki lekarza... s. 212.
[11] J. Długosz, cyt. za F. Giedroyć, Mór w Polsce, s. 38.
[12] G. Boccaccio, Dekameron. Prolog. https://pl.wikisource.org/wiki/Dekameron/ca%C5%82o%C5%9B%C4%87 (dostęp 12.04.2021).
[13] J. Długosz, cyt. za F. Giedroyć, Mór w Polsce, s. 38.
[15] Cyt. za F. Giedroyć, Mór w Polsce, s. 55-56.
[16] Cyt. za F. Giedroyć, Mór w Polsce, s. 57.
[17] Notatki lekarza..., s. 224.
[18] Cyt. za F.M. Sobieszczański, Rys historyczno-statystyczny..., s. 68.
[19] Opis z protokołu konfraterni św. Benona, cyt. za F.M. Sobieszczański, Rys historyczno-statystyczny..., s. 68-69.
[20] J. Lernet, Rozprawa o morze, "Roczniki Towarzystwa Królewskiego Warszawskiego Przyjaciół Nauk", t. 11, 1817, s. 35.
[21] Cyt. za R. Girard, Kozioł ofiarny, Łódź 1982, s. 7.
[23] G. Boccaccio, Dekameron...
[24] Notatki lekarza..., s. 222.
[25] J. Długosz, Roczniki, czyli kroniki sławnego Królestwa Polskiego..., Ks. IX, s. 319. https://polona.pl/item/jana-dlugosza-roczniki-czyli-kroniki-slawnego-krolestwa-polskiego-ks-9-1300-1370,MzgzNDc5MDg/324/#info:metadata
[26] J. Długosz, Roczniki, czyli Kroniki sławnego Królestwa Polskiego..., Ks. IX, s. 318.
[28] E. Kosowska, Antropologia literatury. Teksty, konteksty, interpretacje, Katowice 2003, s. 35, cyt. za E. I. Rudolf, Od dżumy do Eboli. Sposób przedstawienia wybranych chorób zaraźliwych w przykładowych tekstach literatury popularnej, Wrocław 2019, s. 21.
[29] G. Boccaccio, Dekameron. Prolog...
[33] D. Defoe, Dziennik roku zarazy, s. 115.
[35] A. Camus, Dżuma, s. 10-11.
[36] A. Camus, Dżuma, s. 111-112.
[37] G. Herling-Grudziński, Dżuma w Neapolu, [w:] Cud. Dżuma w Neapolu, Wydawnictwo Literackie, 1998, s. 53.
[38] Są to słowa Floro, siedemnastowiecznego historyka z Neapolu; tamże, s. 54.
Zakończenie
Epidemie są zjawiskiem dotyczącym różnych sfer życia - nie tylko zdrowia i działań biomedycznych. Wpływają na wiele obszarów, mają konsekwencje polityczne, społeczne, ekonomiczne, religijne i inne. W Krótkiej historii epidemii opisałam wybrane epizody dotyczące kilkunastu epidemicznych chorób zakaźnych, pojawiających się na przestrzeni wieków, które pozwalają spojrzeć na zjawisko epidemii z różnych stron. Jedne, jak trąd czy ospa prawdziwa, dręczyły ludzkość od zarania dziejów, inne stały się efektem zmian cywilizacyjnych. Wszystkie niosły ze sobą chaos i zniszczenie, były odwrotnością postępu, stawały w poprzek ludzkich dążeń do lepszego życia w uporządkowanym świecie.
Historię epidemii można odczytać na wiele sposobów - może to być historia poszukiwań zmierzających do wykrycia przyczyny choroby: ta historia zaczęła się od szukania tkwiącej w człowieku zgnilizny moralnej, występków przeciwko czystości ciała i ducha, prowadziła poprzez szkodliwe bagienne wyziewy i roznoszone przez wiatr niezdrowe miazmaty, by w XIX wieku wykrystalizować się pod postacią chorobotwórczych mikrobów. Nowe spojrzenie na choroby zakaźne - odkrycie patogenów i łańcucha epidemiologicznego, który pozwala dotrzeć do źródła zarazy, pojawiło się, gdy epidemie cholery dotarły do Europy. Choroba rozprzestrzeniła się w wielkich przeludnionych miastach, gdzie ścieki odprowadzano do rzek, skąd przedostawały się do ujęć wody pitnej. Woda - źródło życia - okazała się źródłem zakażenia, mikroby stały się wrogiem numer jeden higienistów, a wodociągi, filtry i kanalizacja - niezbędnym elementem przestrzeni miejskiej, zaś dezynfekcja niemal cudownym środkiem przywracania niepokalanej czystości.
Od połowy XIX wieku zagrożeniem są już nie tylko bagienne wyziewy, lecz także nieczystości, które człowiek usuwa ze swojego najbliższego otoczenia. Powoli ujawnia się "zamiatane pod dywan" odpady i toksyny. Niebezpieczne skutki zarządzania przyrodą stają się coraz bardziej dostrzegalne, coraz wyraźniej widać, że jesteśmy cząstką skomplikowanego ekosystemu, który niszczymy i próbujemy zmieniać, nie rozumiejąc jego złożoności. Pojawiają się zadziwiające i chimeryczne epidemie polio - choroby, która od przełomu XIX i XX wieku do lat 60. XX wieku spędzała sen z powiek rodzicom obawiającym się o zdrowie swoich dzieci. Polio rozprzestrzeniało się tam, gdzie postęp zmienił najbliższe otoczenie w sterylny kokon dla niemowląt, który pozbawił je naturalnej odporności. W XX wieku ujawniają się kolejne związki między środowiskiem a epidemiami. Zmiany klimatyczne pociągają za sobą zmiany występowania pasożytów roznoszących choroby; degradacja środowiska naturalnego, rozrastanie się miast sprzyja aktywności "plastycznych" wirusów, które mutując, przenoszą się ze zwierząt na ludzi, a dzięki globalizacji i ludzkiej mobilności mogą być roznoszone po całym świecie. AIDS - dżuma XX wieku, choroba z opóźnionym zapłonem, która wykiełkowała na styku świata zwierząt i ludzi, to jedno ze schorzeń przełamujących barierę immunologiczną. Takich przykładów jest więcej; gorączki krwotoczne denga, ebola, wyrastające w trzewiach Afryki, niszczą lokalne społeczności i mogą się stać bronią bioterrorystów. I w końcu koronawirusy, początkowo prawie niegroźne, z czasem nabierają siły, mutują i dostosowują się do organizmów ludzkich, forsując kolejne immunologiczne zapory.
Inny aspekt historii epidemii to poszukiwania brakujących ogniw łańcuchów epidemiologicznych, nieświadomych swojej roli nosicieli chorób (ludzi i zwierząt) "rezerwuarów" i "wektorów"; szczurów i pcheł roznoszących dżumę, wszy zakażonych tyfusem, komarów, których ukłucie powoduje rozwój żółtej febry czy gorączki denga. W tę historię wpisuje się tyfus - dur plamisty, który jest infekcją roznoszoną przez wszy, chorobą okopową, wojenną i powojenną, chorobą biedy i braku czystej bielizny na zmianę. Insekty stają się kolejnym wrogiem higienistów, a preparaty insektobójcze urastają niemal do cudownych środków mających moc powstrzymania epidemii. W latach 40. XX wieku takim niemalże magicznym środkiem stało się DDT - proszek na wszy, dzięki któremu plaga tyfusu nie rozlała się po Europie Zachodniej.
Poszukiwanie leków i środków zabezpieczających przed morem to jeszcze inna odsłona historii epidemii. Przez wieki fałszywe wyobrażenia o źródłach i sposobach szerzenia się chorób zakaźnych wiodły na manowce sztuki lekarskiej i nie przynosiły pożądanego skutku. Nie wystarczyły ani modlitwy ochronne, ani bicie w dzwony i szukanie opieki u świętych patronów; niewiele pomogły aromatyczne kadzidła, a jeszcze mniej leki czyszczące organizm ze zgnilizny. Przełom w podejściu do zapobiegania chorobom zakaźnym dokonał się za sprawą ospy prawdziwej - nastała epoka szczepień i leczenia surowicą. W tę historię wplata się historia błonicy - choroby przyrównywanej do zaciskanej na szyi garoty - i walki lekarzy o oddech chorych, prób udanych i przegranych. To historia morderczego wyścigu na Alasce, podjętego, by dostarczyć chorym ratującą życie surowicę; wyścigu, który uświadomił lekarzom konieczność masowych szczepień. To także historia szczepień przeciwko polio i nieudanych prób opracowania szczepionki przeciwko gorączce denga.
Szczepienia dla jednych stały się wybawieniem, dla innych wynalazkiem niebezpiecznym i kontrowersyjnym, a nawet niezgodnym z prawem boskim, a także zamachem na wolność obywatelską. Antyszczepionkowcy sięgają po różne argumenty. W odległych kulturowo regionach akcje zwalczania chorób według zasad Zachodu są postrzegane jako zagrożenie, odnowa dawnych kolonialnych praktyk, narzucanie władzy. Teorie spiskowe dla mieszkańców tych regionów są lepiej zrozumiałe i satysfakcjonujące od biernego poddawania się woli obcych. Nieudana próba eradykacji polio to jeden z epizodów tej historii, w której zwyciężają napędzane strachem i nieufnością wobec obcych teorie spiskowe.
Historia epidemii jest również historią towarzyszącego epidemiom chaosu, zniszczenia ładu i rozpadu więzi społecznych, które są nie mniej groźne niż zdrowotne skutki moru. Na przestrzeni wieków chaos starano się opanować na różne sposoby. Podczas epidemii dżumy pojawiała się nowa władza - burmistrz morowy, wprowadzano izolację i kwarantannę, zakazy i nakazy dotyczące przestrzegania porządku, postępowania z chorymi, pochówku zmarłych, kary i podatki. Wprowadzono podział ludzi na zdrowych i chorych, zapowietrzonych, trędowatych, zadżumionych, zawszonych, skalanych chorobą; ludzi, których należy odizolować, usunąć ze społeczeństwa, by nie zagrażali innym. Powstały leprozoria i kolonie dla trędowatych; wyspy, na które wywożono chorych i podejrzanych o chorobę; domy o drzwiach naznaczonych ostrzegawczym znakiem, w których zamykano zapowietrzonych; tworzono szpitale choleryczne, izolatoria, miejsca kwarantanny. Przestrzeń została podzielona, wyznaczano nowe granice - miasta zamykały swoje mury, okopywały się, wsie ustawiały ochronne krzyże, oborywały graniczny pas ziemi, odgradzały się od złego i od reszty świata. Kordony sanitarne ustawiano na granicach, statków nie wpuszczano do portów. Ludzie uciekali z miast lub zamykali się w swoich domach. Rosły nieufność, dystans i strach. Pojawiła się potrzeba znalezienia kozła ofiarnego.
W ciągu wieków epidemie obrosły wierzeniami i rytuałami, rozpoczęły taniec śmierci i wywołały bunty choleryczne, trafiły do literatury i filmów, ze świata natury zostały wciągnięte do świata kultury, stworzyły własną historię. Postać kozła ofiarnego, którego należało poświęcić, by życie wróciło do normalności, towarzyszyła epidemiom przez wieki, była sposobem na bezsilność, produktem niezgody czy wręcz wściekłości na zniszczenie i przypadkowość, jaką niosły ze sobą epidemie, na bezsens choroby i śmierci. Mogła być dobrze widoczna i stać się realną ofiarą, jak miało to miejsce w okresie dżumy, mogła też ukrywać się w teoriach spiskowych i fake newsach.
Dzisiejsza rzeczywistość pandemii COVID-19 to szpitale i kwarantanny, testy i szczepienia, immunologia, genetyka molekularna i gromadzenie danych pozwalające przezwyciężyć chaos epidemii, który odebrał nam rolę kreatora rzeczywistości. To przekazywanie informacji - komunikaty o zakażonych, o chorych, o liczbie zmarłych; wykresy, prognozy, statystyki - współczesny taniec śmierci; podgląd dostępny dla każdego. Każdy może sprawdzić, że grupy odpowiedzialne działają, gromadzą dane, panują nad sytuacją, wydają zarządzenia, informują. Rzetelne wiadomości mają wyprzeć fake newsy i emocjonalnie naładowane teorie spiskowe; mają przekonywać, że sytuacja jest pod kontrolą. Informowanie i ostrzeganie społeczeństwa o zagrożeniu epidemicznym staje się środkiem naprawczym i ostrzegawczym. Nie zawsze tak było. W historii epidemii przykładem może być grypa hiszpanka, bagatelizowana i pomijana milczeniem; epidemia, z którą walczono w cieniu Wielkiej Wojny, gdy cenzura i obawa przed osłabieniem patriotycznych nastrojów nie pozwalała informować społeczeństwa o realnym zagrożeniu. I jej konsekwencje - ofiary liczone w milionach. Kolejny przykład to SARS, epidemia początkowo przemilczana przez władze chińskie, wytropiona jednak przez podejrzliwego "wielkiego brata" - Globalną Sieć Wywiadu Zdrowia Publicznego (GPHIN - Global Public Health Intelligence Network).
Historia epidemii nie jest zatem prostą historią, nie opowiada jedynie o walce człowieka z naturą, z drobnoustrojami i wirusami. Ma wiele zwrotów i bocznych ścieżek. Pokazuje, że walka z epidemią to również ścieranie się różnych grup interesów, władzy, koncernów farmaceutycznych z ideami humanitaryzmu i z prawem do samostanowienia. Przedstawia kulturową otoczkę, wierzenia i rytuały narosłe wokół epidemii, ale i badania łańcuchów epidemiologicznych, dróg szerzenia się zarazy, poszukiwania ukrytych nosicieli i złożonych mechanizmów mikrobiologicznego tygla, w którym formują się zawiązki nowych chorób. A w końcu pokazuje, że podlegamy prawom natury, które w antropocentrycznej wizji świata są trudne do zauważenia i niezgodne z naszymi dążeniami.
Bibliografia
Część I. Plaga, mór, morowe powietrze, zaraza
J.E. Camuset, Krotka Iinformacya O zágęszczoney Gorączce, Febrze, Málignie, Epidemic? ták w Wárszawie grássuiącey iako też y ná innych mieyscách w Roku 1737. Z wyráżeniem sposobow źáchowánia y kurowania. Warszawa 1737 (Pdf) online: https://jbc.bj.uj.edu.pl/publication/655620 (dostęp 07.01.2021).
F. Giedroyć, Mór w Polsce (w wiekach ubiegłych), 1899, online http://bc.wbp.lublin.pl/dlibra/docmetadata?id=2970&from=pubstats (dostęp 21.04.2021).
A. Datko, Święty Roch i Zgromadzenie Braci Miłosierdzia św. Rocha, online: http://www.eazdrasz.eu/2018/08/swiety-roch-i-zgromadzenie-braci.html (dostęp 21.04.2021).
A. Karpiński, Kopacze - grabarze morowi w miastach Rzeczypospolitej XVI-XVIII wieku, "Kwartalnik Historii Kultury Materialnej" nr 3/2014, s.
Notatki lekarza w czasie morowego powietrza 1623 r. we Lwowie, przez J.I. Kraszewskiego, "Atenum" 1850 t. II, online https://www.wbc.poznan.pl/dlibra/publication/496333/edition/403291?language=pl (dostęp 21.04.2021).
Patroni anty-zarazowi, Muzeum Mikołaja Kopernika we Fromborku, online http://frombork.art.pl/pl/patroni-anty-zarazowi/ (dostęp 21.04.2021).
M.K. Piekarska, Zaułki historii: Dlaczego Matka Boża Łaskawa została patronką Warszawy, online https://mieszkaniec.pl/dlaczego-matka-boza-laskawa-zostala-patronka-warszawy/ (dostęp 21.04.2021).
K. Pękacka-Falkowska, Amulety przeciwdżumowe, Pasaż Wiedzy Muzeum Pałacu Króla Jana III Sobieskiego w Warszawie, online https://www.wilanow-palac.pl/amulety_przeciwdzumowe.html (dostęp 21.04.2021).
K. Pękacka-Falkowska, Driakiew, mitrydat i teriak, czyli wczesnonowożytne panacea, Silva Rerum Muzeum Pałacu Króla Jana III Sobieskiego w Warszawie, 31.10.2013, online https://www.wilanow-palac.pl/print/driakiew_mitrydat_i_teriak_czyli_wczesnonowozytne_panacea.html (dostęp 21.04.2021).
K. Pękacka-Falkowska, Bezoary, Silva Rerum Muzeum Pałacu Króla Jana III Sobieskiego w Warszawie, 31.10.2013, online https://www.wilanow-palac.pl/bezoary.html (dostęp 21.04.2021).
S. Petrycy, Instructia Abo Nauka, Iak Się Sprawować Czasu moru, 1613, online https://www.dbc.wroc.pl/publication/143074 (dostęp 21.04.2021).
Marcin Ruffus z Welca, Epitome opusculi. To iest gruntowna y dostateczna sprawa: o iadowidey y zaraźliwey niemocy Pestilemyey, albo morowego powietrza, 1588, online https://www.wbc.poznan.pl/dlibra/publication/559623/edition/481101/content (dostęp 21.04.2021).
F.M. Sobieszczański, Rys historyczno-statystyczny wzrostu i stanu miasta Warszawy od czasów najdawniejszych aż do 1847 roku, Warszawa 1848, online https://bbc.mbp.org.pl/dlibra/publication/11344 (dostęp 21.04.2021).
A.E. Wolff, Traktacik o Powietrzu morowym dla Ludu Polskiego, XVIII w, online https://www.wbc.poznan.pl/dlibra/show-content/publication/edition/78798?id=7879 (dostęp 21.04.2021).
Poczet krakowski, hasło: Jan Gaudenty Zacherla, online https://www.poczetkrakowski.pl/tomy/show_article,jan-gaudenty-zacherla-764.html (dostęp 21.04.2021).
Ustawa z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Dz.U. 2008 nr 234 poz. 1570; https://isap.sejm.gov.pl/isap.nsf/DocDetails.xsp?id=WDU20082341570 (dostęp 10.12.2020).
Część II. Dżuma
G. Boccaccio, Dekameron, Prolog online https://pl.wikisource.org/wiki/Dekameron/Prolog (dostęp 12.04.2021).
A. Camus, Dżuma, (Pdf). https://docer.pl/doc/ec1x0n
D. Defoe, Dziennik roku zarazy (1722), tłum. J. Dmochowska, (Pdf) https://polona.pl/item/dziennik-roku-zarazy,NzU1NzU1/1/#info:metadata (dostęp 03.04.2021).
J. Długosz, Roczniki czyli Kroniki sławnego Królestwa Polskiego. Ks. 9, 1300-1370; https://polona.pl/item/jana-dlugosza-roczniki-czyli-kroniki-slawnego-krolestwa-polskiego-ks-9-1300-1370,MzgzNDc5MDg/10/#info:metadata (dostęp 21.04.2021).
F. Giedroyć, Mór w Polsce (w wiekach ubiegłych), Warszawa 1899, online: http://bc.wbp.lublin.pl/dlibra/docmetadata?id=2970&from=pubstats (dostęp 21.04.2021).
R. Girard, Kozioł ofiarny, Łódź 1982.
G. Herling-Grudziński, Dżuma w Neapolu, [w:] Cud. Dżuma w Neapolu, Kraków 1998.
M. Ibeji, Black Death: The Disease, online: http://www.bbc.co.uk/history/british/middle_ages/blackdisease_01.shtml (dostęp 10.07.2020).
E. Karpacz, "Opłakane czasy" - epidemia dżumy w Krakowie w latach 1707-1710. Przyczynek do badań nad upadkiem królewskiego miasta "Folia Historica Cracoviensia" XVIII, 2012; http://czasopisma.upjp2.edu.pl/foliahistoricacracoviensia/article/view/222 (dostęp 21.04.2021).
E. Kazimierczyk, Zaraza we wsi Kuczy w 1762 roku jako przykład postępowania wobec morowego powietrza na wsi w epoce nowożytnej, "Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Jagiellońskiego. Prace Historyczne" 141 z. 3 (2014); http://www.ejournals.eu/sj/index.php/PH/article/view/5340 (dostęp 10.07.2020).
J. Lernet, Rozprawa o morze, "Roczniki Towarzystwa Królewskiego Warszawskiego Przyiaciół Nauk" t. 11 (1817), online https://jbc.bj.uj.edu.pl/dlibra/publication/571705/edition/543387/content (dostęp 12.10.2020).
I. Lewandowska-Malec, Ratunek przed morowym powietrzem. Bezpieczeństwo obrad sejmowych i sejmikowych na przełomie XVI i XVII wieku. "Studia z Dziejów Państwa i Prawa" 2008, 11, https://repozytorium.ka.edu.pl/handle/11315/27853 (dostęp 10.07.2020).
Marcin Ruffus z Welca, Epitome opusculi. To iest gruntowna y dostateczna sprawa: o iadowidey y zaraźliwey niemocy Pestilemyey, albo morowego powietrza, 1588, online https://www.wbc.poznan.pl/dlibra/publication/559623/edition/481101/content (dostęp 21.04.2021).
Notatki lekarza w czasie morowego powietrza 1623 r. we Lwowie, przez J.I. Kraszewskiego, "Atenum" 1850 t. II, online https://www.wbc.poznan.pl/dlibra/publication/496333/edition/403291?language=pl, (dostęp 21.04.2021).
Plague, Instytut Pasteura, online https://www.pasteur.fr/en/medical-center/disease-sheets/plague (dostęp 12.10.2020).
E.I. Rudolf, Od dżumy do Eboli. Sposób przedstawienia wybranych chorób zaraźliwych w przykładowych tekstach literatury popularnej. Wrocław 2019; https://depot.ceon.pl/handle/123456789/16940 (dostęp 05.06.2020).
F.M. Sobieszczański, Rys historyczno-statystyczny wzrostu i stanu miasta Warszawy do najdawniejszych czasów aż do 1847 roku, Warszawa 1848; https://bbc.mbp.org.pl/dlibra/publication/11344 (dostęp 21.04.2021).
M. Szukała, Epidemie na ziemiach polskich, online http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C81227%2Cepidemie-na-ziemiach-polskich.html (dostęp 05.06.2020).
A.E. Wolff, Traktacik o Powietrzu morowym dla Ludu Polskiego, XVIII w, online https://www.wbc.poznan.pl/dlibra/show-content/publication/edition/78798?id=7879 (dostęp 21.04.2021).
Kazimierz Wielki uregulował prawa Żydów w Królestwie Polskim, rozmowa z prof. Hanną Zaremską, Muzeum Historii Polski, online https://muzhp.pl/pl/e/1490/kazimierz-wielki-uregulowal-prawa-zydow-w-krolestwie-polskim (dostęp 12.10.2020).
Część III. Trąd
J. Baschkopf, O trądzie w Bośni i Hercegowinie, "Przegląd Lekarski" 1898.
T. Bieńkowski, Kamyki zdrowia i szczęścia. Mineralogiczna magia i medycyna, [w:] Historia leków naturalnych, pod red. B. Kuźnickiej, 1989.
Carpotroche brasiliensis - Useful Tropical Plants, online http://tropical.theferns.info/viewtropical.php?id=Carpotroche+brasiliensis (dostęp 22.04.2021).
H.I. Cole, H. T. Cardoso, Analysis of Chaulmoogra Oils. I. Carpotroche brasiliensis (Sapucainha) Oil, J. Am. Chem. Soc. 1938, 60, 3, data publikacji: 1 marca 1938, online https://doi.org/10.1021/ja01270a033 (dostęp 10.02.2021).
M. Horanin, Sieć leprozoriów w państwie zakonnym w Prusach, online https://bazhum.muzhp.pl/media/files/Komunikaty_Mazursko_Warminskie/Komunikaty_Mazursko_Warminskie-r2005-t-n2/Komunikaty_Mazursko_Warminskie-r2005-t-n2-s133-155/Komunikaty_Mazursko_Warminskie-r2005-t-n2-s133-155.pdf (dostęp 10.02.2021).
K. Koehler, Przypadek trądu kaleczącego, "Przegląd Lekarski" 1877 nr 8, nr 10.
O.D. L?rum, Gerhard Armauer Hansen, Norsk Biografisk Leksikon, online https://nbl.snl.no/Gerhard_Armauer_Hansen (dostęp 12.12. 2020).
P. Matwiejczuk, Trąd - wielkie oczy strachu, "Wieki Mówią" 2009 nr 2.
M. Procner, Ukarani przez Boga, czyli marny los trędowatych, online https://ciekawostkihistoryczne.pl/2020/03/23/ukarani-przez-boga-czyli-marny-los-tredowatych/ (dostęp 12.12. 2020).
V.J. Schuenemann, C. Avanzi, B. Krause-Kyora, A. Seitz, A. Herbig A. i in., Ancient genomes reveal a high diversity of Mycobacterium leprae in medieval Europe. PLOS Pathogens 14(5): e1006997, 2018, online https://doi.org/10.1371/journal.ppat.1006997 (dostęp 10.02.2021).
St. J?rgen hospital (Lepramuseet), online https://medisinskhistoriebergen.wordpress.com/2015/05/06/st-jorgen-hospital-lepramuseet/
WHO, Leprosy, online https://www.who.int/en/news-room/fact-sheets/detail/leprosy (dostęp 12.12. 2020).
M. Ślubowski, Gdańskie domy dla trędowatych, online https://historia.trojmiasto.pl/Gdanskie-domy-dla-tredowatych-n142362.html#tri (dostęp 12.04.2021).
Tm. Vogelsang, Leprosy in Norway. Med Hist. 1965 Jan; 9 (1):29-35. doi: 10.1017/S0025727300030118. Pmid: 14252325; Pmcid: Pmc1033440 https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC1033440/ (dostęp 12.12. 2020).
Z. Zwolska, E. Augustynowicz-Kopeć, Trąd - jedna z wielu zapomnianych chorób tropikalnych, "Postępy Hig Med Dosw", 71: 2017, online http://www.phmd.pl/api/files/view/196030.pdfhttps://archiwum-womp-wroclaw.wp.mil.pl/plik/file/npz/201801/trad. (dostęp 10.02.2021).
Część IV. Cholera
W. Berner, Stan sanitarny, ochrona zdrowia i sytuacja epidemiologiczna chorób zakaźnych w Krakowie w okresie autonomii galicyjskiej (lata 60./70. XIX w.- do 1914 r.), "Przegląd Epidemiologiczny" 2007, t. 61, nr 1, online http://www.przeglepidemiol.pzh.gov.pl/stan-sanitarny-ochrona-zdrowia-i-sytuacja-epidemiologiczna-chorob-zakaznych-we-lwowie-w-okresie-autonomii-galicyjskiej-lata-60-70-xix-w-do-1914-r?lang=pl (dostęp 15.07.2020).
Cholera riot in Hamburg, "The New York Times" Published: October 11, 1893, online https://www.nytimes.com/1893/10/11/archives/cholera-riot-in-hamburg-sanitary-officers-again-attacked-by-a-mob.html (dostęp 14.04.2021).
P.M. Czapliński, Epidemie cholery w rejencji opolskiej w latach 1831-1894, Rybnik 2012, online https://docplayer.pl/19026419-Epidemie-cholery-w-rejencji-opolskiej-w-latach-1831-1894.html (dostęp 09.07.2020).
"Gazeta Wielkiego Xięstwa Poznańskiego" 1831 nr 259, online https://polona.pl/item/gazeta-wielkiego-xiestwa-poznanskiego-1831-nr-259-7-listopada,Nzg5NjMzOTk/7/#info:metadata (dostęp 09.07.2020).
R. Dmowski, Zapomniana epidemia i jej żniwo, online https://www.echokatolickie.pl/index.php?str=100&id=17223&idd=21 (dostęp 27.04.2021).
S. Jastrzębowski, Postać cholery w fantazyi ludowej, "Tygodnik Ilustrowany" 1892 t. 6, nr 141, online https://bc.radom.pl/dlibra/publication/25155/edition/24135/content (dostęp 19.04.2021).
W.K. Korpalska, Pacjenci i lekarze w czasie epidemii cholery 1831-1832 na ziemiach polskich pod pruskim zaborem, [w:] Dawna medycyna i weterynaria. Pacjent, red. M. Z. Felsmann, J. Szarek, M. Felsmann, Chełmno 2011 (Pdf).
G. W. Lefevre, Observations on the nature and treatment of the cholera morbus, now prevailing epidemically in St. Petersburg, London 1831, online https://archive.org/details/b22384169/page/n1/mode/2up (dostęp 09.07.2020).
P. Nazaruk, Megejfe! Epidemia cholery w Lublinie, online https://blog.teatrnn.pl/brama-edukacja-i-animacja/megejfe-epidemia-cholery-w-lublinie/ (dostęp 19.04.2021).
Ofiara gorliwości. [notatka] "Kurier Warszawski" z dnia 14.10.1893, online https://crispa.uw.edu.pl/object/files/115329/display/Default (dostęp 19.04.2021).
Z. Olkowski, Epidemia cholery azjatyckiej w Prusach Wschodnich w latach 1831-1832, "Komunikaty Mazursko-Warmińskie" 1968 nr 4, online.
W. Palmirski, O cholerze i walce z nią. Wykład popularny, Warszawa 1905, online https://polona.pl/item/o-cholerze-i-walce-z-nia-wyklad-popularny,ODIzMDkwMTU/11/#info:metadata (dostęp 09.07.2020).
Sprawozdanie Warszawskiego Komitetu do Walki z Zagrażającą Miastu Epidemią Cholery w Warszawie, Warszawa 1906, online http://mbc.cyfrowemazowsze.pl/dlibra/plain-content?id=30055 (dostęp 09.07.2020).
R. Stasch, Epidemja cholery azjatyckiej w Poznaniu w 1831 roku, "Archiwum Historii i Filozofii Medycyny oraz Historii Nauk Przyrodniczych" t. 13: 1933, online http://cybra.lodz.pl/Content/8103/archiwum13.pdf (dostęp 09.07.2020).
A. Szlagowska, Personifikacja choroby w kulturze ludowej, "Medycyna Nowożytna" 2002 nr 1-2, online (dostęp 19.04.2021).
R. Schmitz, What Hamburg's Missteps In 1892 Cholera Outbreak Can Teach Us About COVID-19 Response. https://www.npr.org/2020/05/06/849996451/what-hamburgs-missteps-in-1892-cholera-outbreak-can-teach-us-about-covid-19-resp?t=1619179660302R (dostęp12.10.2021).
R. Tomczyk, Zagrożenia epidemiologiczne na terenie austriackiej części monarchii habsburskiej w XIX w. (do 1914 r.). Aspekty prawne i administracyjne, "Galicja. Studia i Materiały", 2015, nr 1, online https://www.galicja.ur.edu.pl/index.php/pol/Numery-pisma/Galicja-Studia-i-materialy-nr-1_2015-spis-tresci/Ryszard-Tomczyk-Zagrozenia-epidemiologiczne-na-terenie-austriackiej-czesci-monarchii-habsburskiej-w-XIX-w.-do-1914-r.-.-Aspekty-prawne-i-administracyjne (dostęp12.10.2021).
Wiadomości bieżące, "Kurier Warszawski" 30 sierpnia 1892, online https://crispa.uw.edu.pl/object/files/159553/display/Default (dostęp 19.04.2021).
Wiadomość o cholerze podana przez Radę Ogólną Lekarską Królestwa Polskiego, Warszawa 1831, online https://www.historyofvaccines.org/content/wilhelm-kolle (dostęp 09.07.2020).
R. Kuzak, Epidemie cholery w XIX-wiecznej Polsce. Zapomniana choroba zabiła setki tysięcy ludzi, "Wielka HISTORIA", online https://wielkahistoria.pl/epidemie-cholery-w-xix-wiecznej-polsce-zapomniana-choroba-zabila-setki-tysiecy-ludzi/ (dostęp 09.07.2020).
Część V. Ospa prawdziwa - choroba, która zniknęła
M.R. Albert, K.G. Ostenheimer, J.G. Breman, The Last Smallpox Epidemic in Boston and the Vaccination Controversy 1901-1903, N. Engl. J. Med. 344, 375-379 (2001) https://www.nejm.org/doi/full/10.1056/nejm200102013440511 (dostęp 02.03.2021).
EA. Belongia, AL. Naleway, Smallpox Vaccine: The Good, the Bad, and the Ugly. Clinical Medicine & Research, 2003 Vol. 1, Nr 2: 87-92, online https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC1069029/ (dostęp 02.05.2021).
Elementarz dla szkół parafialnych narodowych, zawierający I. Naukę pisania i czytania. II. Katechizm. III. Naukę obyczaiową. IV. Naukę rachunków. Kraków 1785 [reprint 1930], online: https://zbc.uz.zgora.pl/dlibra/publication/15459/edition/13948/content (dostęp 28.09.2020).
F. Giedroyć, Mór w Polsce (w wiekach ubiegłych), Warszawa 1899, https://polona.pl/item/mor-w-polsce-w-wiekach-ubieglych-zarys-historyczny,ODM1NTc0NTc/4/#info:metadata (dostęp 28.09.2020).
J. Greenspan, The Rise and Fall of Smallpox. Take a look back at the history of the pernicious disease. 2020 online https://www.history.com/news/the-rise-and-fall-of-smallpox (dostęp 02.05.2021).
Z. Grothówna, Kronika klasztorna sióstr norbertanek w Imbramowicach 1703-1741, Kielce 2011, online https://depot.ceon.pl/bitstream/handle/123456789/858/Kronika_klasztorna_norbertanek_w_Imbramowicach.pdf?sequence=1%20kronika%20klasztoru%20si%C3%B3str%20norbertanek (dostęp 02.05.2021).
F.F. Henderson, AI. Jezek, Z. Ladnyi, The History of Smallpox and its spread around the world, [Chapter 5 in] Smallpox and its Eradication, Geneva 2008, online http://www.zero-pox.info/bigredbook/BigRed_Ch05.pdf (dostęp 02.05.2021).
E. Huth, Quantitative evidence for judgments on the efficacy of inoculation for the prevention of smallpox: England and New England in the 1700,. JR Soc Med. 2006; 99 (5), online https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC1457746/?tool=pubmed#ref5 (26.02.2021).
E. Jenner, An Inquiry Into the Causes and Effects of the Variol? Vaccin?, Or Cow-Pox, 1798, online https://www.bartleby.com/38/4/1.html (dostęp 03.03.2021).
Z. Kuchowicz, Leki i gusła dawnej wsi. Stan zdrowotny polskiej wsi pańszczyźnianej w XVII i XVIII, Warszawa 1954.
K. Kupferschmidt, How Canadian researchers reconstituted an extinct poxvirus for $100,000 using mail-order DNA. Science, 6.07.2017, online: https://www.sciencemag.org/news/2017/07/how-canadian-researchers-reconstituted-extinct-poxvirus-100000-using-mail-order-dna (dostęp 01.03.2021).
R.J. Littman, M.L. Littman, Galen and the Antonine Plague. "The American Journal of Philology" February 1973, online: https://www.researchgate.net/publication/11733816_Galen_and_the_Antonine_Plague (dostęp 23.04.2021).
A.K. Marchewka, A. Majewska, G. Młynarczyk, Działalność ruchu antyszczepionkowego, rola środków masowego komunikowania oraz wpływ poglądów religijnych na postawę wobec szczepień ochronnych, "Postępy Mikrobiologii" 2015, 54, 2 s. 95-102, online: http://pm.microbiology.pl/web/archiwum/vol5422015095-1.pdf (dostęp 02.03.2021).
S. Riedel, Edward Jenner and the History of Smallpox and Vaccination, Baylor University Medical Center Proceedings, 2005, 18:1, online https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC1200696/ (dostęp 02.05.2021).
S. Petrycy, Instrvctia Abo Navka, Iak Się Sprawowac Czasv moru: W ktorey się zamyka: 1. Ochrona: Jako się vchraniać morowego powietrza. 2. Leczenie wszytkich niemal przypadkow w nim, gdzieby kogo opanowało, Kraków 1613, online: https://jbc.bj.uj.edu.pl/dlibra/publication/106972/edition/99905/content (dostęp 02.03.2021).
B. Różańska-Gambal, Występowanie epidemii ospy prawdziwej na świecie od czasów starożytnych po współczesne, "Medycyna Nowożytna" 2008 15/1-2 .
P. Umiastowski, Nauka o morowem powietrzu na czwory xięgi rozłożona, Kraków 1591, online https://dbc.wroc.pl/dlibra/publication/12212/edition/10754/content?&action=ChangeMetaLangAction&lang=pl (dostęp 28.09.2020).
François Marie Arouet de Voltaire (1694-1778), Letters on the English. The Harvard Classics. 1909-14. Letter XI - On Inoculation, online https://www.bartleby.com/34/2/11.html (03.03.2021).
E.M. Ziółek, Akcja szczepień przeciwko ospie w Księstwie Warszawskim w świetle źródeł kościelnych, Teka Kom. Hist. - OL PAN, 2014, XI, online: https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC1200696/ (dostęp 02.03.2021).
Część VI. Tyfus - dur plamisty i dur brzuszny
J.E. Camuset, Krotka Iinformacya O zágęszczoney Gorączce, Febrze, Málignie Epidemic? ták w Wárszawie grássuiącey iako też y ná innych mieyscách w Roku 1737. Z wyráżeniem sposobow źáchowánia y kurowania. Warszawa 1737 (Pdf) online https://jbc.bj.uj.edu.pl/publication/655620 (dostęp 07.01.2021).
A. Chen, One of history's worst epidemics may have been caused by a common microbe, online: https://www.sciencemag.org/news/2018/01/one-history-s-worst-epidemics-may-have-been-caused-common-microbe (dostęp 23.01.2021).
M. Ciesielska, Tyfus - choroba czasu pokoju i wojny, "Niepodległość i Pamięć" 2016, 23/2 (54), online: https://bazhum.muzhp.pl/media//files/Niepodleglosc_i_Pamiec/Niepodleglosc_i_Pamiec-r2016-t23-n2_(54)/Niepodleglosc_i_Pamiec-r2016-t23-n2_(54)-s93-113/Niepodleglosc_i_Pamiec-r2016-t23-n2_(54)-s93-113.pdf (dostęp 27.04.2021).
"Czas" r.68, nr 554 (24 października 1915); online https://polona.pl/item/czas-dziennik-poswiecony-polityce-krajowej-i-zagranicznej-oraz-wiadomosciom-literackim,MzIyNTQ4MjU/1/#info:metadata (dostęp 23.01.2021).
W. Doroszewski (red.) Słownik języka polskiego, online https://sjp.pwn.pl/doroszewski/dur-I;5423444.html (dostęp 03.04.2021).
F. Giedroyć, Mór w Polsce (w wiekach ubiegłych), Warszawa 1899, online https://polona.pl/item/mor-w-polsce-w-wiekach-ubieglych-zarys-historyczny,ODM1NTc0NTc/4/#info:metadata (dostęp 28.09.2020).
E. Godlewski, Sekcja sanitarna [w:] Trzy lata działalności KBK. Sprawozdanie Książęco-Biskupiego Komitetu Pomocy dla Dotkniętych Klęską Wojny za lata 1915-1917, Kraków 1918, online https://obc.opole.pl/dlibra/show-content/publication/edition/6644?id=6644 (dostęp 18.01.2021).
R.W. Gryglewski, M. Chlipała, Salmonella Typhi - historical perspective of discovery and forgotten contribution of Polish anatomopathology, "Folia Medica Cracoviensia" Vol. LX, 1, 2020, online http://journals.pan.pl/Content/116630/PDF/2020-01-FOMC-03-Gryglewski-etal.pdf (dostęp 18.01.2021).
J. Hornowski, Dyzenteria i tyfus. Lwów 1918, (Pdf) https://polona.pl/item/dysenterya-i-tyfusy,NzY4MDg2Njg/4/#info:metadata (dostęp 18.01.2021).
M. Kacprzak, Zwalczanie chorób zakaźnych, Warszawa 1937.
Kolumny sanitarne. [w:] "Czas" R. 69, nr 274 (31 maj 1916), s. 2; http://mbc.malopolska.pl/dlibra/docmetadata?id=45405&from=publication (dostęp 18.01.2021).
T. Maczuga, W Wadowicach dokonano przełomu w walce z tyfusem plamistym, "Wadoviana: Przegląd Historyczno-Kulturalny" 14: 2011, online http://wadoviana.eu/wp-content/uploads/2018/06/9.-T.-Maczuga-Arthur-Felix.pdf (dostęp 27.04.2021).
A. Mickiewicz, Konrad Wallenrod, online https://wolnelektury.pl/media/book/pdf/konrad-wallenrod.pdf (dostęp 27.04.2021).
https://pl.wikisource.org/wiki/Strona:PL_Adam_Mickiewicz_-_Konrad_Wallenrod.djvu/42 (dostęp 22.04.2021).
K. Okoniewska, Epidemie w obozach koncentracyjnych, czyli jak więźniowie i załoga SS leczyli świerzb i tyfus, [w:] Acta Uroboroi. W Kręgu Epidemii, red. M. Dąsal, Wrocław 2018, (Pdf) s. 103-113; https://depot.ceon.pl/handle/123456789/15946 (dostęp 14.12.2020).
F. Prinzing, Epidemics Resulting from Wars, Oxford 1916, online: http://www.gutenberg.org/files/59822/59822-h/59822-h.htm#Page_106 (dostęp 18.01.2021).
A. Puławski, Pogadanka o tyfusie plamistym i niektórych innych chorobach: (tyfus brzuszny, tyfus powrotny, dyzenterya, cholera, ospa, gruźlica, świerzba i puchlina głodowa), Warszawa 1916, online https://azon.e-science.pl/zasoby/pogadanka-o-tyfusie-plamistym-i-niektorych-innych-chorobach-u-nas-panujacych-w-czasach-obecnych-t,3976/ (dostęp 18.01.2021).
M. Siedlecki, Cztery miesiące walki z zarazą, Kraków 1916, online https://polona.pl/item/cztery-miesiace-walki-z-zaraza,NzI1NTQ0NjM/4/#info:metadata (dostęp 10.01.2021).
J.C. Snyder, Typhus Fever in the Second World War, "CALIFORNIA MEDICINE" Vol. 66, 1947 No. 1, 4-10, online https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/18731156/ (dostęp 18.01.2021).
T. Srogosz, Choroby i śmierć żołnierzy armii koronnej i litewskiej w XVII wieku, "Kwartalnik Historii Kultury Materialnej" 64 z. 2 (2016).
A. Synowiec, Walka z epidemiami - z działalności Książęco-Biskupiego Komitetu Pomocy dla Dotkniętych Klęską Wojny w czasie I wojny światowej, [w:] Problemy cywilizacyjnego rozwoju Białorusi, Polski, Rosji i Ukrainy od końca XVIII do XXI wieku, Kraków 2007, online https://ruj.uj.edu.pl/xmlui/bitstream/handle/item/87520/synowiec_walka_z_epidemiami_z_dzialalnosci_ksiazeco-biskupiego_komitetu_pomocy_2007.pdf?sequence=1&isAllowed=y (dostęp 18.01.2021).
W. Szybalski, Wykorzystanie wszy laboratoryjnych karmionych przez ludzi dla produkcji szczepionki Weigla przeciw tyfusowi plamistemu, online http://lwow.home.pl/tyfus.html (dostęp 10.01.2021).
A.F. Trofa, H. Ueno-Olsen, R. Oiwa, M. Yoshikawa, Dr. Kiyoshi Shiga: Discoverer of the Dysentery Bacillus, "Clinical Infectious Diseases" 1999; 29:1303-6, (Pdf) online https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/10524979/ (dostęp 23.01.2021).
?shild V?gene, Enteric fever in sixteenth-century Mexico. online https://natureecoevocommunity.nature.com/posts/29300-enteric-fever-in-sixteenth-century-mexico (dostęp 23.01.2021).
E. Więckowska, Centralny Komitet do Walki z Durem Plamistym. "Przegląd Epidemiologiczny" 52, 1998 nr 1-2; online http://www.przeglepidemiol.pzh.gov.pl/centralny-komitet-do-walki-z-durem-plamistym-1-sierpnia-1919-5marca-1920?lang=pl (dostęp 10.01.2021).
W. Sackmann, Fleckfieber und Fleckfieberforschung zur Zeit des Ersten Weltkrieges. Zum Gedenken an Henrique da Rocha Lima (1879-1956). In: Gesnerus. Bd. 37 (1980), Heft 1/2, s. 113-132; (Pdf) online https://www.e-periodica.ch/cntmng?pid=ges-001:1980:37::377 (dostęp 18.01.2021).
J. Złotorzycka, Profesor Rudol Weil (1883-1957) i jego Instytut, "Analecta" 7: 1998 z. 1.
Część VII. Błonica
J. Frank, O poznawaniu i leczeniu choroby zapalenia krtani croup zwanej, Wilno 1808, online https://bc.wbp.lodz.pl/dlibra/publication/98073/edition/93671/content?ref=L3B1YmxpY2F0aW9uLzk2MjkxL2VkaXRpb24vOTE5NTY (dostęp 16.03.2021).
F. Borschke, Bradford L. Walters, The History of Endotracheal Intubation, online: https://www.mcep.org/imis15/mcepdocs/Newsletters/Guest Editorial Jan-Feb 15.pdf (dostęp 18.03.2021).
O. Bujwid, O przyczynach i zapobieganiu chorobom zaraźliwym, [Kraków 1894], online pdf http://repozytorium.awf.krakow.pl/xmlui/bitstream/handle/20.500.12053/208/AWF-480.pdf?sequence=1&isAllowed=y (dostęp 16.03.2021).
D. Naruszewicz-Lesiuk, Jak zwalczono choroby zakaźne w PRL i dlaczego wkrótce nie damy sobie z nimi rady?, online: https://zaszczepsiewiedza.pl/aktualnosci/jak-zwalczono-choroby-zakazne-w-prl-i-dlaczego-wkrotce-nie-damy-sobie-z-nimi-rady-,176 (dostęp 18.03.2021).
A.K. Marchewka, A. Majewska, G. Młynarczyk, Działalność ruchu antyszczepionkowego, rola środków masowego komunikowania oraz wpływ poglądów religijnych na postawę wobec szczepień ochronnych; Post. Mikrobiol., 2015, 54, 2, online http://pm.microbiology.pl/dzialalnosc-ruchu-antyszczepionkowego-rola-srodkow-masowego-komunikowania-oraz-wplyw-pogladow-religijnych-na-postawe-wobec-szczepien-ochronnych/ (dostęp 17.03.2021).
Robert F. O'Neill, Recalling, The Heyday of Pioneering Drug Firm The H. K. Mulford Co. Of Glenolden Produced A Breakthrough Diphtheria Antitoxin". The Philadelphia Inquirer, online https://web.archive.org/web/20160304063554/http://articles.philly.com/1992-12-27/news/25992849_1_smallpox-vaccine-drug-firm-mill-site (dostęp 16.03.2021).
Rabbi Label Lam, Dvar Torah. Level: Beginner, online https://torah.org/torah-portion/dvartorah-5770-matos/ (16.03.2021).
V. Rodilla, El garrotillo: on diphtheria and Goya, online https://hekint.org/2018/11/30/el-garrotillo-on-diphtheria-and-goya/ (dostęp 16.03.2021).
E. Laval R., El garrotillo (Difteria) en Espa?a (Siglos XVI y XVII), Rev Chil Infect 2006; 23 (1): 78-80; online https://scielo.conicyt.cl/scielo.php?script=sci_arttext&pid=S0716-10182006000100012 (dostęp 18.03.2021).
U. Sztuka-Polińska, Sytuacja epidemiologiczna niektórych ostrych chorób zakaźnych w Polsce w okresie międzywojennym XX wieku, "Przegląd Epidemiologiczny", 2002; 56, online http://www.przeglepidemiol.pzh.gov.pl/sytuacja-epidemiologiczna-niektorych-ostrych-chorob-zakaznych-w-polsce-w-okresie-miedzywojennym-xx-wieku?lang=pl (dostęp 18.03.2021).
A. Zasada, Zakażenia Corynebacterium diphtheriae dawniej i dziś, "Przegląd Epidemiologiczny", 2015; 69, online http://www.przeglepidemiol.pzh.gov.pl/zakazenia-corynebacterium-diphtheriae-dawniej-i-dzis?lang=pl (dostęp 18.03.2021).
http://szczepienia.pzh.gov.pl/szczepionki/blonica/?print-version
Juan de Villarreal, Real Academia de la Historia, online http://dbe.rah.es/biografias/20139/juan-de-villarreal (dostęp 04.05.2021).
Część VIII. Grypa
A. Bańdo, Problematyka społeczna na łamach "Ilustrowanego Kuriera Codziennego" i krakowskiego "Czasu" w pierwszych dniach niepodległej Polski, "Studia Środkowoeuropejskie i Bałkanistyczne", t. XXVIII, 2019, online https://www.ejournals.eu/SSB/2019/Tom-XXVIII/art/15335/ (dostęp 09.07.2020).
J. Brown, Zignorowane zagrożenie. Ten wirus zabił miliony. W jaki sposób doszło do największej pandemii w dziejach?, online: https://ciekawostkihistoryczne.pl/2020/03/13/zignorowane-zagrozenie-ten-wirus-zabil-miliony-w-jaki-sposob-doszlo-do-najwiekszej-pandemii-w-dziejach/ (dostęp 09.07.2020).
L.B. Brydak, Grypa - mistrz metamorfozy, "Magazyn Polskiej Akademii Nauk", wyd. specjalne 1/2016, online https://journals.pan.pl/Content/112609/PDF/14-17%20Szczepienia_brydak_pol.pdf?handler=pdf (dostęp 19.12.2020).
L.B. Brydak, Grypa - problem stary jak świat, "Hygeia Public Health" 2012, 47(1): 1-7, online http://www.h-ph.pl/pdf/hyg-2012/hyg-2012-1-001.pdf (dostęp 19.12.2020).
F. Giedroyć, Mór w Polsce w wiekach ubiegłych - zarys historyczny. Warszawa 1899, online http://bc.wbp.lublin.pl/dlibra/doccontent?id=2970 (dostęp 11.05.2021).
M.O. Humphries, Paths of Infection: The First World War and the Origins of the 1918 Influenza Pandemic, "War in History" January 2014, Vol. 21, No. 1 (January 2014), online https://journals.sagepub.com/doi/abs/10.1177/0968344513504525 (dostęp 05.08.2020).
B. Kempińska-Mirosławska, Choroba kataralna epidemiczna (grypa?) panująca w Polsce w 1788 r. w świetle "obwieszczenia" z 31 marca tegoż roku, "Przegląd Epidemiologiczny" 66: 2012, online http://www.przeglepidemiol.pzh.gov.pl/choroba-kataralna-epidemiczna-grypa-panujaca-w-polsce-w-1788-r-w-swietle-obwieszczenia-z-31-marca-tegoz-roku?lang=en (dostęp 19.12.2020).
C. Klein, How America struggled to bury the dead during the 1918 flu pandemic, online https://www.history.com/news/spanish-flu-pandemic-dead (dostęp 05. 08.2020).
R. Kuzak, Grypa hiszpanka w Polsce 1918-1920. Liczba ofiar i prawdziwy obraz epidemii, online https://wielkahistoria.pl/grypahiszpanka-w-polsce-1918-1920-liczba-ofiar-i-prawdziwy-obraz-epidemii/ (dostęp 19.12.2020).
B. Little, As the 1918 flu emerged, cover-up and denial helped it spread, online: https://www.history.com/news/1918-pandemic-spanish-flu-censorship (dostęp 05.08.2020).
P.A. Niall, S. Johnson, J. Mueller, Updating the Accounts: Global Mortality of the 1918-1920 "Spanish" Influenza Pandemic, Bulletin of the History of Medicine 2002, Vol. 76, No. 1, online https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/11875246/ (dostęp 05.08.2020).
Obwieszczenie roku 1788, "Gazeta Warszawska", 5 kwietnia 1788, nr 28, online https://crispa.uw.edu.pl/object/files/358440/display/Default (dostęp 11.05.2021).
J.D. Robertson, Spanish Influenza - The Flu, "The Public Health Journal" 1918, Vol. 9, No. 10, online https://www.jstor.org/stable/i40092614 (dostęp 05.08.2020).
D. Roos, Why the Second Wave of the 1918 Spanish Flu Was so Deadly, online: https://www.history.com/news/spanish-flu-second-wave-esurgence?li_source=LI&li_medium=m2m-rcw-history (dostęp 05.08.2020).
M. Szukała, "Hiszpanka za szyję ściska". Epidemie na ziemiach polskich, online: https://dzieje.pl/aktualnosci/hiszpanka-za-szyje-sciska-epidemie-na-ziemiach-polskich (dostęp 13.10.2020).
A. Trilla, G. Trilla, C. Daer, The 1918 "Spanish Flu" in Spain, Clinical Infectious Diseases, 2008, Vol. 47, No. 5 (Sep. 1, 2008), online https://academic.oup.com/cid/article/47/5/668/296225 (dostęp 11.05.2021).
J. Wnęk, Pandemia grypy hiszpanki (1918-1919) w świetle polskiej prasy, "Archiwum Historii i Filozofii Medycyny" 2014, 77, online: http://cejsh.icm.edu.pl/cejsh/element/bwmeta1.element.desklight-4096cc0e-0fe3-4cf5-b07f-47ccd69e1148 (dostęp 11.05.2021).
T. Zahorski, I. Zendran, Złoty wiek grypy [w] Krótka historia pandemii. Acta Uroboroi. W kręgu epidemii, pod red. M. Dąsala, Wrocław 2018, Pdf. online https://depot.ceon.pl/handle/123456789/15946 (dostęp 14.12.2020).
"Gazeta Lekarska", numery z lat 1918-1919.
"Ilustrowany Kurier Codzienny", numery z 1918 roku.
Strony internetowe
https://ub.meduniwien.ac.at/blog/?p=727 (dostęp 05.08.2020).
Część IX. Polio
C. Caverly, Infantile Paralysis in Vermont, online: https://www.historyofvaccines.org/content/first-us-polio-epidemic (dostęp 07.03.2021).
M. Czachorowska, Leczenie i zwalczanie zachorowań na poliomyelitis w okresie epidemii w latach 50. i później w XX wieku na terenie Warszawy, "Przegląd Epidemiologiczny", 2002, 56, online http://www.przeglepidemiol.pzh.gov.pl/przeglad-epidemiologiczny-artykuly?year=2002&subissue=4 (dostęp 12.03.2021).
J.S. Emrich, C. Richter, Formative Years. Polio: Part I, December 2020, online: https://www.aai.org/About/History/History-Articles-Keep-for-Hierarchy/Polio-Part-I%E2%80%94Understanding-and-Treating-a-Perplex (dostęp 12.03.2021).
A.S. Jegede, What Led to the Nigerian Boycott of the Polio Vaccination Campaign?, online https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC1831725/ (dostęp 23.03.2021).
Carl A Kling, online https://sok.riksarkivet.se/sbl/Presentation.aspx?id=11603 (dostęp 12.03.2021).
N. Mohammad, M. Habibzada, Polio Remains Threat in Militant-hit Areas of Afghanistan and Pakistan, online https://www.voanews.com/extremism-watch/polio-remains-threat-militant-hit-areas-afghanistan-and-pakistan (dostęp 12.03.2021).
D.M. Horstmann, The Poliomyelitis Story: A Scientific Hegira, The Yale Journal Of Biology And Medicine 58 (1985), online https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC2589894/ (dostęp 02.03.2021).
H. Koprowski, Stare i nowe sposoby leczenia chorób zakaźnych: wirusy wszędzie i nigdzie, Archivum Immunologiae et Therapiae Experim entalis, 2002, 50, online http://www.iitd.pan.wroc.pl/files/AITEFullText/50z6361.pdf (dostęp 10.05.2021).
Mała encyklopedia zdrowia, Warszawa 195.
M. Marczyński, A. Pękacz, Hilary Koprowski - polski lekarz, wirusolog i immunolog. HUMANUM Międzynarodowe Studia Społeczno-Humanistyczne, 28 (1) 2018, online http://cejsh.icm.edu.pl (dostęp 10.05.2021).
E. Matyja, Polio jako choroba przewlekła - od poliomyelitis do zespołu post-polio, Neurologia po dyplomie, 2019, 05, online https://podyplomie.pl/neurologia/33161,polio-jako-choroba-przewlekla-od-poliomyelitis-do-zespolu-post-polio (dostęp 12.03.2021).
N. Nathanson, O.M. Kew, From Emergence to Eradication: The Epidemiology of Poliomyelitis Deconstructed, American Journal of Epidemiology, vol. 172, 11, online https://doi.org/10.1093/aje/kwq320 (dostęp 03.03.2021).
E.P. Renne, The 1917 Polio Outbreak in Montpelier, Vermont, 2011 by the Vermont Historical Society, ISSN: 0042-4161; on-line ISSN: 1544-3043, online https://vermonthistory.org/journal/79/VHS79021917PolioOutbreak (dostęp 02.03.2021).
Albert Sabin and the monkeys who gave summer back to the children, Winston-Salem Journal, March 20, 1992, online https://speakingofresearch.com/2011/02/01/the-monkeys-who-gave-summer-back-to-the-children/ (dostęp 07.03.2021).
H.S. Salt, Prawa zwierząt a postęp społeczny, Warszawa 2020.
P. Skalski, Walka z chorobą polio w powojennej Polsce, "Medycyna Nowożytna" 23: 2017, z. 2.
"We Were There", Conquering Polio in America: The Cutter Incident and Beyond, online: https://www.cdc.gov/os/wewerethere/polio/index.html (dostęp 02.03.2021).
Część X. AIDS - dżuma XX wieku
K.M. De Cock., H.W. Jaffe, J.W. Curran, Reflections on 30 years of AIDS, Emerg Infect Dis, 2011 Jun;17(6):1044-8. doi: 10.3201/eid/1706.100184. PMID: 21749766; PMCID: PMC3358222, online: https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3358222/ (dostęp 23.02.2021).
N.R. Faria, I. Hodges-Mameletzis, J.C. Silva, et al., Phylogeographical footprint of colonial history in the global dispersal of human immunodeficiency virus type 2 group, A. J Gen Virol. 2012 Apr; 93 (Pt 4), online https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3542711/ (dostęp 23.02.2021).
Anthony S. Fauci, The AIDS Epidemic - Considerations for the 21st Century, 30 września 1999 N Engl J Med 1999; 341: 1046-1050, online: https://www.nejm.org/doi/full/10.1056/NEJM199909303411406 (dostęp 21.02.2021).
E.I. Rudolf, Od dżumy do Eboli. Sposób przedstawienia wybranych chorób zaraźliwych w przykładowych tekstach literatury popularnej, Wrocław 2019, online https://depot.ceon.pl/bitstream/handle/123456789/16940/Rudolf_www.pdf?sequence=1&isAllowed=y (dostęp 10.05.2021).
P.M. Sharp, B. Hahn, Origins of HIV and the AIDS Pandemic, Cold Spring Harb Perspect Med. 2011 Sep; (1), online https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3234451; (dostęp 23.02.2021).
M. Sznajderman, AIDS - kształt mitu, "Konteksty" 1994 nr 1-2.
J.D. de Sousa, C. Alvarez, A.M. Vandamme, V. Müller, Enhanced heterosexual transmission hypothesis for the origin of pandemic HIV-1. Viruses. 2012 Oct 3;4(10):1950-83, online https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3497036/ (dostęp 21.02.2021).
WHO, HIV/AIDS, online https://www.who.int/news-room/fact-sheets/detail/hiv-aids?fbclid=IwAR0WVx3vyFadIUWAPwJoXSP5hAAyi-FF9YNxLuqCaLgmCe8T5f9eQ_TSp6I (dostęp 21.02.2021).
Część XI. Gorączki krwotoczne
M. Biała, B. Jerczak, M. Inglot, B. Knysz, Flawiwirusy - nowe patogeny chorobotwórcze dla ludzi, "Postępy Higieny i Medycyny Doświadczalnej", 2018; 72, online http://31.186.81.235:8080/api/files/view/332710.pdf (dostęp 03.05.2021).
S. Boseley, Dengue fever outbreak halted by release of special mosquitoes, The Guardian (1 sierpnia 2018), online https://www.theguardian.com/society/2018/aug/01/dengue-fever-outbreak-halted-by-release-of-infected-mosquitoes (dostęp 05.05.2021).
C. Coltart, B. Lindsey, I. Ghinai, A. M. Johnson and D. L. Heymann, The Ebola outbreak, 2013-2016: old lessons for new epidemics, online https://royalsocietypublishing.org/doi/full/10.1098/rstb.2016.0297 (dostęp 02.02.2021).
Dengvaxia, INN-dengue tetravalent vaccine (live, attenuated), online https://www.ema.europa.eu/en/documents/product-information/dengvaxia-epar-product-information_pl.pdf (dostęp 03.05.2021).
A. Jonecko, E. Kajdański, Ocena obserwacji Maurycego Beniowskiego dotyczących febry na wyspie Madagaskar z lat 1773-1776, "Medycyna Nowożytna" 1998 5/1.
WHO, Marburg virus disease, online https://www.who.int/en/news-room/fact-sheets/detail/marburg-virus-disease (dostęp 06.02.2021).
F. Kopeć, Zastosowanie broni biologicznej w konfliktach zbrojnych i atakach terrorystycznych, Annales Universitatis Paedagogicae Cracoviensis, folia 166, Studia de Securitate et Educatione Civili IV (2014), online: https://depot.ceon.pl/bitstream/handle/123456789/13212/Zastosowanie_broni_biologicznej_w_konfliktach_zbrojnych_i_atakach_terrorystycznych.pdf?sequence=1&isAllowed=y (dostęp 03.05.2021).
M. J. Murray, Ebola Virus Disease: A Review of Its Past and Present, Anesthesia-Analgesia, 2015, 121/ 3, online https://journals.lww.com/anesthesia-analgesia/Fulltext/2015/09000/Ebola_Virus_Disease__A_Review_of_Its_Past_and.28.aspx (dostęp 01.02.2021).
J.J. Muyembe-Tamfum, M. Kipasa, C. Kiyungu, R. Colebunders, Ebola Outbreak in Kikwit, Democratic Republic of the Congo: Discovery and Control Measures, The Journal of Infectious Diseases, tom 179, Issue Supplement_1, luty 1999, online https://doi.org/10.1086/514302 (dostęp 06.02.2021).
P.R. Patel, Su. Shah, Ebola Virus, [updated 2020 Jul 21], in: StatPearls [Internet], Treasure Island (FL): StatPearls Publishing, 2020 Jan, online https://www.ncbi.nlm.nih.gov/books/NBK560579/ (dostęp 06.02.2021).
M. Stępień, Na własnej skórze, czyli eksperymenty lekarzy, "Onkologia w Praktyce Klinicznej" 2011 - wydanie specjalne, online https://journals.viamedica.pl/oncology_in_clinical_practice/article/view/9099 (dostęp 08.05.2021).
Szczepionka, która miała być cudownym środkiem profilaktycznym, okazała się koszmarem filipińskich dzieci, online https://tropikalne.info/szczepionka-okazala-sie-koszmarem-filipinskich-dzieci/ (dostęp 03.05.2021).
WHO, Marburg virus disease, online https://www.who.int/en/news-room/fact-sheets/detail/marburg-virus-disease (dostęp 05.05.2021).
Część XII. Koronawirusy
HH. Balkhy, TH. Alenazi, MM. Alshamrani et al. Notes from the Field: Nosocomial Outbreak of Middle East Respiratory Syndrome in a Large Tertiary Care Hospital - Riyadh, Saudi Arabia, 2015, Morbidity and Mortality Weekly Report (MMWR) Centers for Disease Control and Prevention Rep 2016; 65, online https://www.cdc.gov/mmwr/volumes/65/wr/mm6506a5.htm (dostęp 03.02.2021)
A. Berger, Ch. Drosten, HW. Doerr, M. Stürmer, W. Preiser, Severe acute respiratory syndrome (SARS)-paradigm of an emerging viral infection, J Clin Virol. 2004 Jan; 29(1), online https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC7128705/ (dostęp 15.01.2021).
Coronavirus disease (COVID-19) advice for the public: Mythbusters, online: https://www.who.int/emergencies/diseases/novel-coronavirus-2019/advice-for-public/myth-busters (dostęp 12.02.2021).
G.J. Demmler, B.L. Ligon, Severe acute respiratory syndrome (SARS): a review of the history, epidemiology, prevention, and concerns for the future, Semin Pediatr Infect Dis. 2003; 14 (3), online https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC7128384/ (dostęp 08.02.2021).
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC7128332/ (dostęp 10.02.2021).
Epidemic and pandemic-prone diseases. MERS situation update, January 2020, http://www.emro.who.int/pandemic-epidemic-diseases/mers-cov/mers-situation-update-january-2020.html (dostęp 08.02.2021).
Epidemic and pandemic-prone diseases "Outbreaks" COVID-19. COVID-19 situation updates for week 4 (24-30 January 2021), online http://www.emro.who.int/pandemic-epidemic-diseases/covid-19/covid-19-situation-updates-for-week-4-2430-january-2021.html (dostęp 13.02.2021).
S.F. Fagbo, L. Skakni, D.K. Chu, M.A. et al., Molecular Epidemiology of Hospital Outbreak of Middle East Respiratory Syndrome, Riyadh, Saudi Arabia, 2014. Emerg Infect Dis. 2015 Nov;21(11), online https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/26484549/ (dostęp 03.02.2021).
Globalna Sieć Ostrzegania i Reagowania na Epidemię, online https://extranet.who.int/goarn/
https://docs.cdn.yougov.com/msvke1lg9d/Globalism2020%20Guardian%20Conspiracy%20Theories.pdf (dostęp 12.02.2021).
D.S. Hui et al., The continuing 2019-nCoV epidemic threat of novel coronaviruses to global health - The latest 2019 novel coronavirus outbreak in Wuhan, China, "International Journal of Infectious Diseases", 91, 2020, s. 264-266; (Pdf) https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC7128332/ (dostęp 03.02.2021).
Jak rozpoznać teorie spiskowe, online https://ec.europa.eu/info/live-work-travel-eu/coronavirus-response/fighting-disinformation/identifying-conspiracy-theories_pl (dostęp 12.02.2021).
B. Józefiak, Teorie spiskowe według Niemców. "Trzeba tylko otworzyć oczy", online: https://www.goethe.de/ins/pl/pl/kul/mag/22061471.html (dostęp 12.02.2021).
I.M. Mackay, K.E. Arden, MERS coronavirus: diagnostics, epidemiology and transmission. Virol J 12, 222 (2015), online https://doi.org/10.1186/s12985-015-0439-5 (dostęp 08.02.2021).
M.S. Majumder, C. Rivers, E. Lofgren, D. Fisman, Estimation of MERS-Coronavirus Reproductive Number and Case Fatality Rate for the Spring 2014 Saudi Arabia Outbreak: Insights from Publicly Available Data. PLoS Curr. 2014; 6, online https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/25685622/ (dostęp 03.02.2021).
L.L. Poon et al., The aetiology, origins, and diagnosis of severe acute respiratory syndrome, Lancet Infect Dis. 2004 Nov; 4 (11), online https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/15522678/ (dostęp 08.02.2021).
Szczepienia przeciwko COVID-19, online https://www.gov.pl/web/koronawirus/szczepienia-przeciwko-covid-19 (dostęp 12.02.2021).
M. Ważna, Teorie spiskowe w czasie epidemii hiszpanki. Brzmią znajomo również dzisiaj, online https://www.medonet.pl/koronawirus/koronawirus-na-swiecie,teorie-spiskowe-w-czasie-epidemii-hiszpanki--brzmia-znajomo-rowniez-dzisiaj,artykul,96919549.html (dostęp 12.02.2021).
N.S. Zhong, B.J. Zheng, Y.M. Li i in., Epidemiology and cause of severe acute respiratory syndrome (SARS) in Guangdong, People's Republic of China, in February, 2003, Lancet 2003;362(9393), online https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC7112415/ (dostęp 29.01.2021).