EMPATIA, ENERGIA I POŻĄDANIE
Kiedy Budda doznał oświecenia, zniknęły
wszystkie jego pragnienia i jego ego. Żył potem jeszcze czterdzieści
lat. Wielokrotnie zadawano mu pytanie: "Dlaczego nadal istniejesz w ciele?". Przecież powinien zniknąć. To nielogiczne: po co Budda miałby
nadal istnieć? Po co ciało ma dalej trwać, jeśli nie ma już ono żadnych
pragnień?
Trzeba zrozumieć pewną podstawową rzecz. Energia pozostaje, mimo że
znika żądza; energia nie może zaniknąć. Pragnienie to tylko pewna forma
energii; dlatego jedno pragnienie może zmieniać się w inne. Gniew może
zmienić się w seks, seks może przemienić się w gniew. Seks może stać się
chciwością, więc osoba zachłanna będzie miała małe potrzeby seksualne.
Ktoś wyjątkowo chciwy w ogóle nie będzie miał seksualnych potrzeb,
będzie żył w celibacie - ponieważ cała jego energia zostanie
wykorzystana na bycie zachłannym. Osoba o dużych potrzebach seksualnych
nigdy nie będzie chciwa, ponieważ nie starczy jej na to energii. Ktoś,
kto tłumi swoją seksualność, będzie zły; będzie przepełniał go gniew,
gotowy w każdej chwili się ujawnić. Złość widać w jego oczach, na jego
twarzy; cała energia seksualna zamienia się w gniew.
Właśnie dlatego mnisi i sadhu są zawsze zdenerwowani. Pokazują ten gniew
poprzez sposób, w jaki chodzą, zdradzają go swoim wyglądem. Ich
milczenie jest bardzo powierzchowne - wystarczy, że ich dotkniesz, a denerwują się. Uśpiony seks zamienia się w gniew. Energia zmienia formę;
życie to energia.
Co się dzieje, gdy znikają wszystkie pragnienia? Energia nie może
zaniknąć; ona jest niezniszczalna. Zapytaj jakiegoś fizyka; nawet oni
uważają, że energia nie może zniknąć. Gautamę Buddę w chwili oświecenia
wypełniała energia, która przybierała miliony różnych form: seks, gniew,
chciwość. Następnie wszystkie te formy zniknęły. Co się stało z energią?
Energia nie może opuścić ciała, a gdy znikają wszystkie żądze, ona nadal
istnieje, choć nie ma formy. Jaką spełnia funkcję? Zamienia się w empatię.
Nie jesteś w stanie współodczuwać, ponieważ brakuje ci energii. Zostaje
ona podzielona pomiędzy różne formy - czasem seks, czasem gniew, czasami
chciwość. Empatia nie jest formą. Twoja energia może się w nią
przekształcić tylko wtedy, gdy znikną wszystkie twoje pragnienia.
Empatii nie da się wypracować. Ona pojawia się, gdy nie masz żadnych
potrzeb; przekształca się w nią cała twoja energia. Jest to
przekształcenie nietypowe. Pożądanie wiąże się z motywacją, z celem;
empatia nie jest związana z motywacją; nie ma celu. To po prostu nadmiar
energii.
Empatia to dojrzała miłość
Spośród starożytnych mistyków jedynie Gautama Budda przykładał tak
wielką wagę do zjawiska empatii. Jego podejście stało się punktem
zwrotnym w historii świata. Przed nim mówiono tylko o medytacji; nikt
nie podkreślał tego, że łączy się ona z empatią. Jeśli bowiem medytacja
przynosi oświecenie, sprawia, że rozkwitasz i doświadczasz najwyższego z możliwych stanów - co jeszcze mogłoby być potrzebne? Jeśli chodzi o człowieka, medytacja była wszystkim, czego było trzeba. Wielkość Buddy
polega na tym, że pokazał, iż zanim jeszcze zaczniesz medytować,
powinieneś umieć współodczuwać. Człowiek powinien bardziej kochać, być
bardziej uprzejmy i bardziej empatyczny.
Kryje się za tym pewna logika. Jeśli przed doznaniem stanu oświecenia
będziesz miał serce zdolne do współodczuwania, to istnieje
prawdopodobieństwo, że pomożesz innym ludziom osiągnąć to samo piękno,
ten sam poziom, tę samą radość, jaką ty osiągnąłeś. Gautama Budda
sprawił, że oświecenie mogło stać się zaraźliwe.
Ale skoro człowiek odczuwa, że dotarł tam, dokąd zmierzał, to po co
przejmować się innymi ludźmi? Budda sprawił, że osiąganie stanu
oświecenia przestało być egoistyczne; stało się odpowiedzialnością
społeczną. To ogromna zmiana perspektywy. Ale przed osiągnięciem
oświecenia trzeba nauczyć się współodczuwania. Jeśli tego nie zrobisz,
to po osiągnięciu oświecenia nie będzie już niczego, czego mógłbyś się
nauczyć. Gdy człowiek przeżywa tak głęboką ekstazę w sobie, nawet
empatia wydaje się blokować przepływ radości, przeszkadza w przeżywaniu
tego stanu. Właśnie dlatego wśród setek ludzi, którzy doznali
oświecenia, jest tak niewielu mistrzów.
To, że będziesz oświecony, nie oznacza, że zostaniesz mistrzem. Bycie
mistrzem wiąże się z głębokim poziomem empatii i odczuwaniem wstydu
przed samotnym wkraczaniem w niesamowitą przestrzeń, jaką otwiera przed
człowiekiem oświecenie. Pragniesz pomagać ludziom, którzy są ślepi,
pogrążeni w ciemności, którzy szukają drogi po omacku. Niesienie pomocy
sprawia przyjemność, niczego nie zakłóca. Tak naprawdę obserwowanie, jak
inni ludzie rozkwitają razem z tobą, sprawia, że stan ekstazy jest
jeszcze głębszy; nie jesteś samotnym drzewem, jedynym, które rozkwitło.
Kiedy kwitnie z tobą cały las, radość jest tysiąckrotnie większa; dzięki
oświeceniu wywołałeś na świecie rewolucję.
Gautama Budda nie tylko jest oświecony, ale jest oświeconym
rewolucjonistą. Bardzo troszczył się o świat i o ludzi. Nauczał, aby
spokoju, pogody ducha, radości odczuwanych podczas medytacji nie
zachowywać dla siebie; aby dzielić się nimi z całym światem. I nie
przejmować się, ponieważ im więcej dasz, tym więcej będziesz w stanie
przyjąć. Kiedy zrozumiesz, że dając, niczego nie tracisz, dawanie
nabierze ogromnego znaczenia; dawanie pomnaża twoje doświadczenia. Ale
ktoś, kto nigdy nie kierował się empatią - nie poznał tajemnicy dawania,
nie poznał tajemnicy dzielenia się.
Wydarzyło się, że jeden z początkujących uczniów Buddy - który nie był
jeszcze sannjasinem, ale był bardzo oddany Gautamie - powiedział:
- Dobrze, uczynię tak... ale chciałbym zrobić jeden wyjątek. Podzielę się
moją radością, medytacją i bogactwem wewnętrznym z całym światem - poza
moim sąsiadem, ponieważ ten facet jest naprawdę okropny.
Sąsiedzi zawsze są wrogami. Gautama Budda odpowiedział:
- Więc zapomnij o całym świecie i podziel się tym wszystkim tylko ze
swoim sąsiadem.
Chłopak był zdziwiony:
- Co ty mówisz?
Budda odpowiedział:
- Wrogości wobec ludzi pozbędziesz się tylko wtedy, gdy będziesz umiał
podzielić się ze swoim sąsiadem.
Współodczuwanie to akceptowanie ludzi z ich wadami i słabościami, a nie
oczekiwanie, że będą się oni zachowywać jak bogowie. Takie oczekiwania
są okrutne, ponieważ ludzie nie są w stanie się tak zachowywać, więc
nigdy im nie sprostają i stracą szacunek do samych siebie.
Niebezpiecznie ich okaleczasz, pozbawiasz godności.
Podstawą empatii jest uszlachetnianie każdego, sprawianie, by każdy
człowiek wiedział, że to, co przydarzyło się tobie, może przydarzyć się
także jemu. Jest to wyjaśnianie, że w tej sytuacji nie ma przypadków
beznadziejnych, że nie ma ludzi bezwartościowych, a na oświecenie nie
trzeba sobie zasłużyć, bo leży ono w naturze człowieka.
Ale, aby te słowa wzbudzały zaufanie, muszą wypływać z ust człowieka
oświeconego. W ustach nieoświeconych nauczycieli nie mogą budzić
zaufania. Słowa wypowiadane przez ludzi oświeconych zyskują własny
oddech i bicie serca. Ożywają, trafiają do ciebie - nie są tylko
umysłową gimnastyką. Ale w ustach nauczycieli to zupełnie inna sprawa.
Nauczyciel sam nie jest pewien, o czym mówi, o czym pisze. Jest tak samo
zagubiony jak ty.
Współodczuwanie to akceptowanie ludzi z ich wadami i słabościami, a nie
oczekiwanie, że będą się oni zachowywać jak bogowie. Takie oczekiwania
są okrutne.
Nauki Gautamy Buddy to niejako kamień milowy w rozwoju świadomości; jego
wkład jest ogromny, nie do przecenienia. A spośród tych nauk
najważniejsze są te, które dotyczą empatii. I musisz zapamiętać, że
bycie empatycznym nie stawia cię wyżej; inaczej wszystko zepsujesz.
Dostarczysz jedynie pożywki swojemu ego. Pamiętaj, by swoim
współodczuwaniem nie poniżyć drugiej osoby; jeśli tak robisz, nie jesteś
empatyczny i, wbrew temu, co mówisz, upokorzenie drugiego człowieka daje
ci satysfakcję.
Dobrze jest rozumieć, czym jest współodczuwanie, ponieważ jest ono
dojrzałą formą miłości. Zwykła miłość jest bardzo dziecinna, jest dobra
dla nastolatków. Im szybciej z niej wyrośniesz, tym lepiej, ponieważ
jest ona jedynie ślepą, biologiczną siłą i nie ma żadnego związku z duchowym rozwojem. Dlatego wszystkie romanse dziwnie się kończą, ich
wymowa zaprawiona jest goryczą. To, co było tak nęcące, tak
podniecające, co było tak ogromnym wyzwaniem, że gotów byłeś dla tego
umrzeć... teraz nadal jesteś gotów umrzeć, ale już nie żeby to zdobyć,
lecz aby się tego pozbyć!
Ale gdy pasja stanie się uważna i świadoma, miłosna energia oczyszcza
się; zamienia się w empatię.
Miłość to ślepa siła. Jedyni szczęśliwi kochankowie to ci, którym nigdy
nie udało się być razem. Wszystkie te miłosne historie... Laila i Majnu,
Shiri i Farhad, Soni i Mahival - to trzy największe historie miłosne
Wschodu, porównywalne do historii Romeo i Julii. Te pary kochanków
mogłyby się przecież połączyć. Jednak społeczeństwo, rodzice, wszystko
wokół to uniemożliwiało. I wydaje mi się, że to dobrze. Bo gdy
kochankowie pobierają się, kończy się ich miłosna historia.
Majnu miał szczęście, że nigdy nie zdobył Laili. Co może powstać z połączenia dwóch ślepych energii? Ponieważ obie są ślepe i nieświadome,
na pewno nie mogą one stworzyć harmonii. Jedyne, co może powstać, to
wojna o dominację, o upokorzenie drugiego i setki innych konfliktów.
Ale gdy pasja stanie się uważna i świadoma, miłosna energia oczyszcza
się; zamienia się w empatię. Miłość zawsze skierowana jest do jednej
osoby, a jej ukrytym celem jest jej zdobycie. Drugi człowiek czuje
dokładnie to samo - i to stwarza dla obojga prawdziwe piekło.
Empatia nie jest skierowana do nikogo konkretnego. Nie jest ona
związkiem, jest częścią ciebie. Współodczuwanie z drzewami, ptakami,
zwierzętami, istotami ludzkimi - z wszystkim i wszystkimi - sprawia ci
bezwarunkową przyjemność; nie prosisz o nic w zamian. Współodczuwanie to
uwolnienie się od ślepej biologii.
Aby poczuć, czym jest piekło, wystarczy przez dwadzieścia cztery godziny
żyć z osobą świętą. Możliwe, że ludzie zdają sobie z tego sprawę, więc
jedynie dotykają ich stóp i czym prędzej uciekają.
Zanim przejdziesz w stan oświecenia, musisz upewnić się, że nie tłumisz
swojej miłosnej energii. Stare religie tego właśnie wymagają: uczą cię,
abyś potępił biologiczne sposoby wyrażania swojej miłości. A więc ty
wypierasz całą swoją energię miłosną... a to właśnie ona mogłaby zostać
przemieniona we współodczuwanie!
Jeśli będziesz się potępiał, przemiana nie będzie możliwa. Twoi święci
pozbawieni są jakiejkolwiek empatii; w ich oczach nie zobaczysz żadnego
współodczuwania. Są jedynie suchymi kośćmi, bez żadnych soków. Aby
poczuć, czym jest piekło, wystarczy przez dwadzieścia cztery godziny żyć
z osobą świętą. Możliwe, że ludzie zdają sobie z tego sprawę, więc
jedynie dotykają ich stóp i czym prędzej uciekają.
Jeden ze wspaniałych filozofów naszych czasów, Bertrand Russell,
powiedział: "Jeśli istnieje piekło i niebo, to wolę trafić do piekła".
Dlaczego? Aby uniknąć świętych, ponieważ niebo pełne będzie martwych,
nudnych, zakurzonych świętych. Bertrand Russell mówi: "Nie zniósłbym
takiego towarzystwa nawet przez minutę. A co dopiero gdybym musiał
spędzić wieczność otoczony tymi nieznającymi miłości ani przyjaźni
umarlakami, którzy nigdy nie świętują...!?".
Święty jest świętym siedem dni w tygodniu. Nie wolno mu nawet przez
jeden dzień, powiedzmy w niedzielę, zachowywać się jak zwykły człowiek.
On zawsze jest sztywny, a ta sztywność powiększa się z upływem czasu.
Bardzo mi się podoba wybór Bertranda Russella, aby iść do piekła, bo
dobrze go rozumiem. Jego zdaniem w piekle znajdziesz wszystkich
najciekawszych ludzi - poetów, malarzy, buntowników, naukowców, twórców,
tancerzy, aktorów, piosenkarzy, muzyków. Piekło musi być prawdziwym
rajem, skoro niebo jest prawdziwym piekłem!
Wiele rzeczy poszło w złym kierunku, a podstawową tego przyczyną jest
tłumienie miłosnej energii. Gautama Budda powiedział: "Nie hamuj swojej
miłosnej energii. Udoskonalaj ją, a pomocną w tym będzie medytacja".
Więc gdy medytacja będzie w tobie narastać, będzie również doskonalić
twoją energię i przemieniać ją w empatię. Dzięki temu, zanim twoja
medytacja osiągnie punkt kulminacyjny i zamieni się we wspaniałe
doświadczenie, jakim jest oświecenie, już będzie ci towarzyszyć empatia.
A wtedy, poprzez korzenie empatii, stanie się możliwe przelewanie
energii - a posiadasz całą energię świata - i przekazywanie jej każdemu,
kto jest na to gotów. Tylko tak oświecony człowiek może stać się
mistrzem.
Nie jest trudno zostać oświeconym, ale zostanie mistrzem to zjawisko
bardzo złożone, ponieważ wymaga połączenia medytacji ze
współodczuwaniem. Medytacja jest łatwa, empatia także; ale sprawienie,
aby obie te rzeczy rozwijały się równocześnie, to trudne wyzwanie.
Ludzie oświeceni, którzy z braku empatii nie dzielą się swoimi
doznaniami z innymi, nie pomagają w rozwoju świadomości człowieka. Nie
są w stanie sprawić, by człowiek stał się istotą wyższą dzięki
osiągnięciu pewnego poziomu samoświadomości. Jedynie mistrz potrafi
zwiększyć świadomość. To, że masz jakikolwiek poziom świadomości,
zawdzięczasz kilku mistrzom, którym nawet po przejściu w stan oświecenia
udało się zachować empatię.
Możliwe, że trudno ci będzie to zrozumieć... ale oświecenie jest tak
absorbujące, że człowiek chciałby zapomnieć o całym świecie. Odczuwa tak
wielkie zadowolenie, że nie ma czasu myśleć o tych milionach ludzi,
którzy świadomie lub nieświadomie, poprawnie lub nie, brną w tym
kierunku. Jednak przy ciągłej obecności empatii nie da się o nich
zapomnieć. Przecież w takiej właśnie chwili masz coś do zaoferowania,
coś, czym możesz się podzielić. A dzielenie się daje ogromną radość.
Dzięki współodczuwaniu powoli zaczynasz pojmować, że im więcej dajesz,
tym więcej masz. Jeśli potrafisz podzielić się także swoim oświeceniem,
będzie ono dużo bogatsze, bardziej żywe, bardziej uroczyste i wielowymiarowe.
Oświecenie może mieć jeden wymiar - takiego doznaje większość ludzi. Są
z niego zadowoleni i rozpływają się w źródle wszechświata. Ale
oświecenie może także mieć wiele wymiarów, może wydać na świat wiele
kwiatów. Jesteś coś winny światu, ponieważ jesteś dzieckiem tej ziemi.
Przypomniało mi się, co powiedział Zaratustra: "Nigdy nie zdradzaj
ziemi. Nawet gdy będziesz u szczytu sławy, nie zapominaj o niej; ona
jest twoją matką. I nie zapominaj o ludziach. Może wyrządzili ci
krzywdę, może byli wrogami. Może próbowali na wiele sposobów cię
zniszczyć; mogli cię ukrzyżować, ukamienować lub zatruć - ale nie
zapominaj o nich. Cokolwiek zrobili, zrobili to nieświadomie. Jeśli nie
potrafisz im wybaczyć, to kto im wybaczy? Twoje przebaczenie bardzo cię
wzbogaci".
Uważaj, żebyś nie popierał niczego, co jest przeciwne empatii. Zazdrość,
współzawodnictwo, próby zdobycia dominacji - wszystko to jest sprzeczne
ze współodczuwaniem. Natychmiast to poznasz, bo twoja empatia zacznie
drżeć. W chwili, gdy poczujesz, że słabnie, będziesz wiedział, że robisz
coś wbrew niej. Empatię łatwo zatruć głupotami, które nie prowadzą do
niczego innego niż niepokój, udręka, szamotanina i marnowanie cennego
życia.
Oto piękna opowieść dla ciebie:
Paddy wrócił do domu godzinę wcześniej niż zwykle i zastał swoją żonę
nagą w łóżku. Kiedy zapytał, dlaczego jest naga, odpowiedziała:
- To w ramach protestu, że nie mam żadnych ładnych ubrań.
Paddy otworzył szafę.
- To śmieszne - powiedział. - Zobacz. Masz tu żółtą sukienkę, czerwoną
sukienkę, sukienkę we wzory, kostium... Cześć Bill! Zieloną sukienkę...
To właśnie empatia! Empatia w stosunku do żony, empatia w stosunku do
Billa. Brak zazdrości, brak walki, po prostu: "Witaj Bill! Jak się
masz?" i kontynuowanie wyliczania, jakby nigdy nic... On nie dopytuje: "Co
robisz w mojej szafie?".
Empatia to zrozumienie innych ludzi; najgłębsze zrozumienie, na jakie
stać człowieka.
Człowieka współodczuwającego nie wytrącą z równowagi drobnostki, które
przydarzają się co chwila. Ignorując je, pomagasz swojej empatycznej
energii zgromadzić się, uformować, wzmocnić i rozwijać równolegle z medytacją. Pewnego dnia przyjdzie chwila błogosławieństwa, gdy wypełni
cię światło i będziesz miał przynajmniej jednego towarzysza - empatię. I natychmiast zmieni się twój styl życia... Będziesz miał tak dużo, że
będziesz mógł obdarować tym cały świat.
Mimo że Gautama Budda nieustannie się przed tym wzbraniał, musiał w końcu dokonać podziału swoich uczniów. Jedną grupę nazwał arhatami; są
to ludzie oświeceni, ale bez zdolności współodczuwania. Całą swoją
energię włożyli oni w medytację, ale nie posłuchali tego, co Budda mówił
o empatii. Drugą grupę nazwał zaś bodhisattvami; oni wprowadzili w życie
przesłanie o empatii. Są to ludzie oświeceni, zdolni do współodczuwania,
więc nie spieszy im się do podróży na drugi brzeg; chcą pozostać na tym
brzegu, pośród wielu problemów, i pomagać ludziom. Ich łódź już
przypłynęła i być może kapitan mówi: "Nie traćcie czasu. Z drugiego
brzegu, którego szukaliście przez całe życie, przyszło wezwanie". Ale
oni przekonują kapitana, żeby zaczekał, aż podzielą się z innymi
poszukującymi radością, mądrością, światłem, miłością. To umocni w nich
zaufanie: "Tak, drugi brzeg istnieje i kiedy człowiek dojrzeje,
przypływa po niego statek, aby go tam zabrać. Istnieje wybrzeże
nieśmiertelnych, wybrzeże, gdzie nie ma cierpienia, gdzie każdą chwilę
życia przepełnia piosenka i taniec. Ale zanim opuszczę ten świat,
chciałbym dać innym ludziom choćby przedsmak tego, co może ich spotkać".
Bez medytacji energia pozostaje pasją; z medytacją ta sama energia
zamienia się w empatię. Pasja i empatia to nie dwie różne energie, to
jedna i ta sama energia.
Mistrzowie za wszelką cenę starają się uczepić czegoś, by nie dać się
przenieść na drugi brzeg. Zgodnie z tym, co mówił Budda, współodczuwanie
jest wspaniałe, ponieważ jeśli się nad tym dobrze zastanowić, jest ono
pragnieniem. Chęć pomagania jest jednocześnie pragnieniem, a póki masz
jakieś pragnienia, nie można cię zabrać na drugi brzeg. Jest to bardzo
cienka nitka, która trzyma cię na tym świecie. Wszystko inne, wszystkie
łańcuchy zostają zerwane - poza cienką niteczką miłości. Budda kładł
nacisk na to, aby trzymać się tej nitki, jak długo się da; aby pomóc
tylu ludziom, ilu się da.
Oświecenie nie powinno być egoistyczne, nie powinno być tylko twoje;
powinieneś podzielić się nim z jak największą liczbą ludzi. Jest to
jedyny sposób na zwiększenie świadomości na ziemi - ziemi, która dała ci
życie, dała ci szansę na to, byś stał się oświecony.
Nadszedł czas na oddanie czegoś, choć i tak nie jesteś w stanie oddać
wszystkiego, co otrzymałeś od życia. Niech to będą choćby i dwa kwiaty -
z wdzięcznością.
Medytacja to kwiat, a empatia to zapach
Medytacja jest kwiatem, a empatia jego zapachem.
Dokładnie tak to wygląda. Kwiat kwitnie i roztacza zapach, który dzięki
wiatrowi roznosi się we wszystkie strony, na koniec świata. Ale
podstawową sprawą jest zakwitnięcie kwiatu.
Człowiek także ma w sobie możliwość rozkwitu. Dopóki wewnętrzna istota
człowieka nie zakwitnie, zapach empatii nie zostanie uwolniony. Empatii
nie da się wyćwiczyć. Ona nie jest jakąś dyscypliną. Nie da się nią
kierować. Ona znajduje się ponad tobą. Jeśli będziesz medytował, nagle,
któregoś dnia, uświadomisz sobie coś nowego, coś dziwnego - z wnętrza
ciebie wystrzeli pięknem kwiat empatii, obejmując całą egzystencję.
Bez medytacji energia pozostaje pasją; z medytacją ta sama energia
zamienia się w empatię. Pasja i empatia to nie dwie różne energie, to
jedna i ta sama energia. Gdy przejdzie ona przez medytację, zostaje
przemieniona, przeobrażona; nabiera innej jakości. Pasja porusza się w dół, a empatia w górę; pasja wiąże się z pożądaniem, a empatia z brakiem
pożądania; pasja to zajęcie, które ma sprawić, że zapominasz o otaczających cię nieszczęściach, empatia to świętowanie, to taniec
spełnienia... czujesz się tak spełniony, że chcesz się dzielić. Nie ma już
nic więcej; spełniłeś swoje przeznaczenie, które nosiłeś w sobie w postaci nierozwiniętego pączka, przez wieki. Teraz on rozkwitł i tańczy.
Udało ci się, jesteś spełniony, nie ma już nic więcej do osiągnięcia,
nie masz już dokąd dalej iść, nie masz już nic do zrobienia.
Co się stanie z energią? Zaczniesz się nią dzielić. Energia, która
przepływała przez mroczne warstwy pasji, teraz przepływa w górę razem z promieniami światła, nieskażona żadnymi pragnieniami, wolna od
jakichkolwiek uwarunkowań. Pozbawiona motywacji - właśnie dlatego
nazywam ją zapachem. Kwiat ma swoje granice, ale zapach - nie. Kwiat ma
ograniczenia, jego korzenie tkwią w niewoli, ale zapach jest wolny.
Porusza się, szybuje na wietrze; nie jest przytwierdzony do ziemi.
Medytacja jest kwiatem. Ma korzenie. Istnieje wewnątrz ciebie. Kiedy
dołączy do niej empatia, zakorzenienie znika. Medytacja zaczyna się
rozprzestrzeniać, unosić. Budda zniknął, ale jego współodczuwanie nadal
trwa. Kwiat prędzej czy później umiera - wyrósł z ziemi i obróci się w proch - ale jego zapach będzie trwał wiecznie. Budda odszedł, Jezus
odszedł, ale ich zapach trwa. Ich empatia trwa i każdy, kto jest na nią
otwarty, poczuje jej wpływ, zostanie poruszony, zostanie zabrany w nową
podróż, nową pielgrzymkę.
Współodczuwanie nie ogranicza się tylko do kwiatu - wychodzi z niego,
ale od niego nie pochodzi. Przechodzi przez kwiat, kwiat jest jedynie
przejściem. Tak naprawdę wypływa z innego świata. Bez kwiatu nie mogłoby
się pojawić - kwiat stanowi niezbędny etap - ale nie jest częścią
kwiatu. Empatia zostaje uwolniona, gdy kwiat rozkwita.
Trzeba dobrze zrozumieć, dlaczego jest to tak ważne. Jeśli nie
zrozumiesz dokładnie, możesz zacząć uczyć się empatii; ale ona nie
będzie wtedy prawdziwym zapachem. Wyćwiczona empatia jest tym samym, co
pasja, tyle że inaczej ją nazywasz. To ta sama, skażona pożądaniem,
nastawiona na osiągnięcie celu energia, która może stać się bardzo
niebezpieczna dla innych ludzi - ponieważ w imię empatii możesz zacząć
niszczyć, w imię empatii możesz stworzyć niewolę. To wcale nie jest
empatia i jeśli zaczniesz się jej uczyć, będziesz sztuczny, wyćwiczony -
będziesz hipokrytą.
Pierwszą rzeczą, którą trzeba zapamiętać, jest to, że empatii nie da się
wyćwiczyć. Jest to punkt, który wielu nauczycieli religijnych
przeoczyło. Budda stał się empatyczny dzięki medytacji - a teraz
buddyści trenują empatię. Jezus stał się empatyczny dzięki medytacji -
teraz chrześcijanie, misjonarze chrześcijańscy ćwiczą miłość, empatię,
służbę na rzecz ludzkości, ale ich empatia jest dla świata bardzo
niszczycielską mocą, która jedynie wywołuje wojny, która zniszczyła
wielu ludzi: dostali się oni do niewoli swoich nauczycieli.
Empatia uwalnia, daje swobodę, ale trzeba ją wykształcić na drodze
medytacji, nie ma innego sposobu. Budda mówił, że współodczuwanie jest
produktem ubocznym, następstwem. Nie jesteś w stanie bezpośrednio
dotrzeć do celu; musisz najpierw wykonać ruch. Aby pojawił się skutek,
musi najpierw zaistnieć przyczyna. Jeśli więc chcesz zrozumieć, czym
jest empatia, musisz najpierw zrozumieć, czym jest medytacja. Wcale nie
myśl o empatii; ona pojawi się sama.
Postaraj się zrozumieć, czym jest medytacja. Empatia może stać się
kryterium określającym, czy medytacja była prawidłowa, czy nie. Jeśli
była poprawna, to pojawi się empatia - to naturalne; tak oczywiste jak
cień. Jeśli medytacja była zła, empatia nie nadejdzie. Tak więc
współodczuwanie może być kryterium rozróżniającym dobrą medytację od
złej. A medytacja może być zła. Ludziom niesłusznie wydaje się, że każda
medytacja jest dobra. Wcale tak nie jest. Medytacje mogą być złe. Na
przykład każda medytacja wprowadzająca cię w stan głębokiej koncentracji
jest zła - dzięki niej empatia wcale się nie pojawi. Zamiast się
otworzyć, jeszcze bardziej się zamkniesz. Ograniczenie świadomości,
koncentracja na czymś z pominięciem reszty egzystencji, skupienie się
tylko na jednej rzeczy, wywoła w tobie ogromne napięcie. Stąd słowo
attention (uwaga). Oznacza ono at tension (w stanie napięcia). Już
samo brzmienie słowa "koncentracja" wywołuje uczucie napięcia.
Jeśli więc chcesz zrozumieć, czym jest empatia, musisz najpierw
zrozumieć, czym jest medytacja. Wcale nie myśl o empatii; ona pojawi się
sama.
Koncentracja ma swoje dobre strony, ale nie jest ona medytacją.
Koncentracji potrzebujesz w pracy naukowej, prowadząc badania, w laboratorium. Tam musisz skupić się na jednym zagadnieniu i zapomnieć o wszystkich innych - skupić się tak mocno, że prawie zapomnisz o świecie.
Problem, nad którym się zastanawiasz, jest dla ciebie wszystkim. Właśnie
dlatego naukowcy sprawiają wrażenie nieobecnych. Ludzie, którzy się na
czymś zbyt mocno koncentrują, zawsze stają się nieobecni, ponieważ nie
potrafią pozostać otwartymi na resztę świata.
Przeczytałem kiedyś anegdotę:
- Przyniosłem żabę - powiedział do swojej klasy rozpromieniony profesor
zoologii. - Świeżo złapaną, prosto z wody, na wypadek gdybyśmy przed
dokonaniem sekcji chcieli przyjrzeć się, jak wygląda ona z zewnątrz.
Delikatnie odpakował zawiniątko, które ze sobą przyniósł, a w środku
znajdowała się apetyczna kanapka z szynką. Profesor spojrzał na nią
zaskoczony.
- Dziwne! - powiedział. - Dobrze pamiętam, że zjadłem już dziś drugie
śniadanie.
Właśnie to dzieje się z naukowcami. Skupiają się na jednej rzeczy i ich
umysł bardzo się zawęża. Oczywiście taki umysł ma wiele zastosowań:
staje się bardziej przenikliwy, jak ostra igiełka, trafia we właściwe
miejsce, ale zapomina o toczącym się dokoła życiu.
Budda nie jest człowiekiem zajmującym się koncentracją, ale człowiekiem
skupionym na świadomości. On nie starał się zawęzić swojej świadomości;
wręcz przeciwnie, chciał odrzucić wszelkie ograniczenia, aby stać się
całkowicie dostępnym dla egzystencji. Zaobserwuj... egzystencja jest
równoczesna. Mówię do was, a równocześnie słychać ruch uliczny. Pociąg,
ptaki, wiatr wiejący w koronach drzew - w tej jednej chwili splata się
cała egzystencja. Wy słuchacie mnie, ja mówię do was, dzieje się milion
rzeczy - niezwykłe bogactwo.
Nauka skupia się tylko na jednym punkcie; jej celem jest poszukiwanie.
Religijność jest wielowątkowa; przedmiotem poszukiwania jest całość,
Pełnia. Aby poznać całość, musisz mieć świadomość otwartą na wszystkie
strony
Koncentracja umożliwia ci skupienie się tylko na jednej rzeczy, ale
bardzo dużym kosztem: zaczynasz odrzucać dziewięćdziesiąt dziewięć
procent życia. Jeśli rozwiązujesz jakiś matematyczny problem, nie jesteś
w stanie wsłuchać się w śpiew ptaków. Dzieci bawiące się dokoła, psy
szczekające na ulicy - to wszystko będzie cię rozpraszać. Dla
osiągnięcia lepszej koncentracji ludzie próbowali uciekać od życia -
wyjeżdżali w Himalaje, zaszywali się w jaskini, aby odizolować się od
świata, a skupić się tylko na Bogu. Ale Bóg nie jest przedmiotem. Bóg
jest we wszelkich przejawach egzystencji; jest daną chwilą. Bóg jest
całością. Właśnie dlatego nauka nigdy nie zrozumie boskości. Metodą
stosowaną w nauce jest koncentracja i poprzez tę metodę nauka nigdy nie
pozna Boga.
Nauka może dzielić minutę na coraz mniejsze części. Najpierw myślano, że
cząsteczka jest najmniejszą cząstką świata, a potem ją rozdzielono.
Poznano mniejszą cząstkę, którą był atom. Następnie metody oparte na
koncentracji umożliwiły podział atomu. Teraz mamy elektrony, protony i neutrony - prędzej czy później one także zostaną podzielone. Nauka z rzeczy małych robi rzeczy jeszcze mniejsze, a całkowicie zapomina o tym,
co duże, rozległe. Całość jest zapomniana na rzecz części. Nauka nigdy
nie pozna boskości, bo stosuje do tego niewłaściwą metodę: koncentrację.
Więc gdy ludzie przychodzą do mnie i proszą: "Osho, naucz nas lepszej
koncentracji, abyśmy mogli poznać Boga", jestem zaskoczony. Nie
zrozumieli podstawowych zasad poszukiwania.
Nauka skupia się tylko na jednym punkcie; jej celem jest poszukiwanie.
Religijność jest wielowątkowa; przedmiotem poszukiwania jest całość,
Pełnia. Aby poznać całość, musisz mieć świadomość otwartą na wszystkie
strony - nieograniczoną, niezamkniętą w oknie; inaczej rama okna stałaby
się ramą świadomości. Przebywanie na słońcu pod otwartym niebem - tym
właśnie jest medytacja. Medytacja nie ma ram; nie jest ani oknem, ani
drzwiami. Medytacja nie jest koncentracją, nie jest uwagą - medytacja to
świadomość.
A więc co należy robić? Powtarzanie mantr i medytacja transcendentalna w niczym nie pomogą. Medytacja transcendentalna stała się bardzo popularna
w Ameryce, ponieważ jest nastawiona zadaniowo, ponieważ jest dobra dla
naukowego umysłu. Jest to jedyny rodzaj medytacji, którą da się naukowo
opisać i uzasadnić. Jest ona zrozumiała dla umysłu naukowca, ponieważ
tak naprawdę nie jest ona medytacją, tylko koncentracją. Robiono na jej
temat wiele badań na uniwersytetach, w laboratoriach, poświęcano jej
wiele uwagi w pracach z dziedziny psychologii, ponieważ ona nie jest
medytacją. Jest skupieniem, metodą na koncentrację; należy do tej samej
kategorii co koncentracja naukowa. Ale nie ma ona nic wspólnego z medytacją. Medytacja jest tak rozległa, nieskończona, że nie można jej
naukowo zbadać. Jedynie dzięki empatii można stwierdzić, czy ktoś ją
osiągnął, czy nie. Fale alfa w niczym tu nie pomogą, ponieważ pochodzą
one z umysłu, a medytacja nie - medytacja znajduje się ponad.
Jeśli chcesz się odprężyć - zrób to poprzez akceptację. Akceptuj
wszystko, co dzieje się dokoła; niech stanie się to organiczną całością.
Możesz to wiedzieć lub nie, ale wszystko jest ze sobą powiązane.
Więc pozwól, że powiem ci kilka podstawowych rzeczy. Po pierwsze,
medytacja jest relaksacją, a nie koncentracją - człowiek odpręża się sam
w sobie. Im bardziej się relaksujesz, tym bardziej czujesz, że jesteś
otwarty, podatny. Stajesz się mniej sztywny, a bardziej elastyczny -
egzystencja zaczyna w ciebie wnikać. Nie jesteś już jak kamień, masz
otwory. Relaksacja to pozwolenie sobie na wejście w stan, w którym nie
robisz nic, ponieważ gdybyś zaczął cokolwiek robić, pojawiłoby się
napięcie. To stan nicnierobienia. Po prostu relaksujesz się i czerpiesz
z tego przyjemność. Odpręż się, po prostu zamknij oczy i wsłuchaj się w to, co dzieje się dokoła. Żadnego z otaczających dźwięków nie powinieneś
traktować jako rozpraszającego. Jeśli zaczniesz to robić, odrzucisz
boskość. W tej chwili przyszła ona do ciebie pod postacią ptaka. Nie
odrzucaj jej! Boskość zapukała do ciebie jako ptak. Za chwilę zjawi się
pod postacią szczekającego psa albo płaczącego dziecka, albo śmiejącego
się szaleńca. Nie wypieraj jej; nie odrzucaj.
Akceptuj - ponieważ jeśli zaczniesz odrzucać cokolwiek, pojawi się
napięcie. Każde zaprzeczenie wyzwala napięcie. Akceptuj. Jeśli chcesz
się odprężyć - zrób to poprzez akceptację. Akceptuj wszystko, co dzieje
się dokoła; niech stanie się to organiczną całością. Możesz to wiedzieć
lub nie, ale wszystko jest ze sobą powiązane. Ptaki, drzewa, niebo,
słońce, ziemia, ty, ja - wszystko jest powiązane. Wszystko stanowi
organiczną całość. Jeśli zniknie słońce, znikną i drzewa; jeśli znikną
drzewa, znikną także ptaki; jeśli nie będzie ptaków ani drzew, ciebie
też nie będzie mogło tu być. Znikniesz. Tak działa ekologia. Wszystko
jest ze sobą głęboko powiązane. Więc niczego nie odrzucaj, ponieważ
odrzucając coś, wypierasz się jakiejś części siebie. Jeśli odrzucisz te
śpiewające ptaki, jakaś część ciebie także zostanie odrzucona.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki