Emocje ZA BARDZO - Jamie Tworkowski

-
Proszę czekać

Opinie

Jamie kocha ludzi bardziej niż ktokolwiek, kogo spotkałem. Jest przy tym człowiekiem skromnym i wspaniałym przyjacielem. To on płakał wraz ze mną w najgorszych dla mnie chwilach i cieszył się ze mną ze zwycięstw. Jego miłość jest wolna od ocen, granic, wymagań. Książka ta powie ci co nieco o jego pięknym sercu. Przeczytaj ją.

Bob Goff, autor bestsellera "New York Timesa" Miłość działa

 

Jamie jest kimś wyjątkowym. Jest szczery, wrażliwy i serdeczny. Włożył w tę książkę serce, pokazał w niej, jak żyje. Mam nadzieję, że jego szczerość i historia będą dla ciebie inspiracją.

Kyle Korver, gwiazda NBA

 

Dzięki przejmującym i refleksyjnym historiom przedstawianym w poetycki i zarazem surowy sposób, Jamie zaprasza nas do dyskusji. Takiej, która dotyczy społeczności, relacji, uzdrowienia i nadziei.

dr Georgina Smith, psycholog kliniczny

 

W książce tej Jamie obnaża swoje serce. Szczerze mówiąc o swoim życiu, o radości i cierpieniu, zachęca innych, by robili to samo. Emocje ZA BARDZO to przewodnik do lepszej miłości i otwarcia się na innych ludzi.

Jason Russel, współzałożyciel Invisible Children

Nie ma możliwości, byś nie odczuł tego całym sobą, gdy Jamie pisze lub przemawia. Jego szczerość wobec ludzi zawsze mnie inspiruje i sprawia, że czuję się mniej samotny. Mogę opisać tę książkę, tylko wykorzystując słowa Jamiego: prawdziwym życiem, zaproszeniem do niego, jest wiara, że będzie lepiej.

Keltie Knight, osobowość telewizyjna

 

Są ludzie, którzy mówią, że troszczą się o innych. Są też tacy, którzy naprawdę to robią. Taki jest Jamie. Ta książka jest tego dowodem.

Propaganda, artysta muzyki hip-hopowej

 

Gdy po raz pierwszy spotkałem Jamiego, uderzyło mnie to, że jest to człowiek, który ma misję. Dzięki swojej determinacji wyciągnął na światło dzienne wiele trudnych problemów i pomógł wielu ludziom zrozumieć, że nie są sami. Wierzę, że książka ta zainspiruje innych, by poprosili o pomoc i by byli sobą.

Kevin Lyman, założyciel i producent Vans Warped Tour

SŁOWO WSTĘPNEDonald Miller

Mój przyjaciel Jamie został wczoraj ze mną i Betsy w naszym domu w Nashville. Jest już u nas drugi dzień. Jamie kieruje organizacją, która nazywa się To Write Love on Her Arms (TWLOHA). Pomaga ona osobom, które czują się odrzucone.

Pamiętam, jak zostałem do późna, gdy Jamie miał przemawiać pewnego wieczoru podczas koncertu rockowego. Zespół poprosił go, by coś powiedział. Jamie wstał w dusznej i ciemnej sali wypełnionej nastolatkami. Powiedział, że jest tyle powodów, dla których warto żyć, że są piosenki, marzenia i nadzieje, które dopiero powstaną. Przypomniał, że każdy zapewne przyszedł na koncert w towarzystwie i każdy może mieć nadzieję, że w trudnych chwilach uzyska pomoc od drugiego człowieka.

Szczerze mówiąc, nie wiedziałem, co będzie dalej. Nie wiedziałem, czy zacznie rozdawać kwiaty, i co w ogóle zamierza. Jednak Jamie po prostu skończył mówić i zszedł ze sceny.

Młodzież zgromadziła się wokół niego, prosząc o autografy, które składał na koszulkach i plakatach.

Minęło dziesięć lat, odkąd poznałem Jamiego. Od tego czasu organizacja, którą założył, bardzo się rozwinęła. Zdobywał nagrody i otrzymywał granty; pojawiał się we wszystkich możliwych programach telewizyjnych. Ludzie go kochają. I mogę przysiąc, że się nie zmienił. Mówi ciągle to samo, spokojnie i z przekonaniem: Potrzebujemy się nawzajem. Nie ma powodu, by kogoś osądzać. Ludzie są delikatniejsi, niż ktokolwiek mógłby sądzić.

Uważam teraz Jamiego za jednego z najbliższych przyjaciół. To on do mnie dzwoni, kiedy napiszę w internecie coś niemiłego. To on mi przypomina, że ludzi łatwo jest zranić i że powinniśmy starać się przełamywać zwierzęce instynkty. Ale nie tylko on dzwoni do mnie. Gdy czuję, że zrobiłem coś niewłaściwego, to ja dzwonię do niego.

Siedzieliśmy na tarasie i było zimno. Betsy była w domu i szykowała się do spania. Nasza suka Lucy goniła za piłką tenisową, którą na zmianę z Jamiem jej rzucaliśmy.

Jamie jest dla mnie tajemnicą. Nie tyle opowiada historię, co sam nią jest. Wkłada całe serce w słowa pisane na blogu i dzieli się nimi z całym światem.

Czasem jednak Jamie zastanawia się, czy warto to robić. Czy uczucia tak niewymierne jak miłość, akceptacja, uprzejmość, tolerancja, przebaczenie mogą uczynić świat lepszym? Nie są to przecież towary wyceniane na giełdzie.

Nagle, kiedy tak siedzieliśmy, uświadomiłem sobie, że siłą Jamiego jest on sam. Bez lęku obnaża swoje serce, pokazując je nie zawsze przyjaznemu światu. Serce, które było wiele razy złamane. Podejmuje ryzyko, mówiąc, co naprawdę czuje, i nie poddając się konformizmowi.

Od czasu kiedy spotkałem Jamiego, słyszałem niezliczoną liczbę razy od ludzi, którzy byli zranieni, samotni, zagubieni, a nawet od ludzi mających myśli samobójcze, że w jego słowach znajdują wsparcie i pociechę. Kochają go, gdyż akceptuje ich takimi, jakimi są. Mówi im, że nie muszą udawać kogoś innego i że ich historia przyczyni się do tego, iż świat będzie lepszy.

Wiem, że ty i ja możemy nie przypominać Jamiego. Jesteś sobą i ja jestem sobą. Im bardziej będziemy sobą, tym większy wpływ możemy wywierać. Udawanie kogoś, kim się nie jest, być może przyniesie nam poklask. Podjęcie ryzyka bycia po prostu sobą jest jednak jedynym sposobem na prawdziwą bliskość. Prawdziwa bliskość zaś, wymiana uczuć między ludźmi, którzy siebie nawzajem nie okłamują, potrafi nas przemieniać.

Tego poranka, kiedy Jamie miał wyjechać, zostawiłem mu notatkę. Usiadłem w kuchni, gdy cały dom jeszcze spał - wiedziałem, że będę musiał wyjść zanim Jamie się obudzi. Siedząc za stołem, zastanawiałem się, co napisać przyjacielowi. W jaki sposób komuś przekazać, że bez niego świat byłby gorszym miejscem? Modliłem się o właściwe słowa.

W końcu je napisałem. Karteczkę włożyłem do jednego z butów, które zostawił przy drzwiach wejściowych. Słowa te są prawdziwe. Są prawdziwe, jeśli chodzi o Jamiego, lecz chciałbym, żeby dotyczyły również ciebie. Mnie także. Nie wierzę, że znaleźliśmy się na tym świecie przypadkowo i nie wierzę, że powinniśmy być aktorami. Uważam, że powinniśmy być sobą i że każdy z nas jest cudem.

Jamie,

Bądź silny. Twoje serce pisze poemat o tym świecie, poemat, który zmienia się w tysiąc pieśni.

Ściskam

Don

WSTĘP

Moje życie zmieniło się wraz z historią, którą napisałem w 2006 roku. Pracowałem wówczas jako przedstawiciel handlowy w branży odzieżowej, choć moim marzeniem od dzieciństwa była praca związana z surfingiem. Jeśli decyzja Hurley'a, by zatrudnić mnie, dwudziestodwulatka, zdziwiła wiele osób, to prawdopodobnie byli oni równie zdziwieni, gdy w wieku dwudziestu sześciu lat zrezygnowałem z tej pracy i założyłem organizację non-profit. Było to bez wątpienia ryzykowne posunięcie, lecz coś we mnie pragnęło, abym miał czas na pisanie. Napisanie książki było czymś, o czym zacząłem marzyć i mówić. Wydawcy i agenci kontaktowali się ze mną. Ludzie dzielili się pomysłami, lecz był to materiał na książki, których nie miałem zamiaru pisać.

Latem 2013 roku wziąłem czteromiesięczny urlop naukowy i zdecydowałem, że spędzę ten czas w Los Angeles. Nauczyłem się wówczas, że czym innym jest decyzja o napisaniu książki - co brzmi ekscytująco - a czym innym rzeczywiste jej napisanie. Na marginesie muszę dodać, że Los Angeles jest dziwnym miejscem na urlop. Założenie było takie, że napiszę pamiętnik. Blue Like Jazz Donalda Millera to książka, która wiele zmieniła w moim życiu. Dotyczy przyjaźni, wątpliwości i uczuć. Jest uczciwa i poetycka i pokochałem wolność, którą jest przesycona, oraz to, że w jednej książce można opowiedzieć tyle różnych historii. Moja podróż, szczególnie w ostatnich latach, obejmowała wiele otwierających oczy zaskakujących wydarzeń. Pomyślałem, że dobrze byłoby o tym opowiedzieć.

Z różnych powodów praca posuwała się do przodu powoli. Gdy pytano mnie, jak sobie radzę, często odpowiadałem, że czuję się jak sprinter próbujący przebiec maraton. Opowiadania są krótkie, książka ma być długa i nie bardzo wiem, jak się do tego zabrać. Zresztą metafora o sprinterze nie jest dobra, gdyż czasem napisanie trzech zdań zabiera mi dwie godziny. Gdybym pracował w takim tempie, napisanie książki zabrałoby kilkaset lat. Jednak po każdej wizycie w księgarni tęskniłem do tego, by znowu zasiąść do pisania.

Radzono mi, że może powinienem rozważyć wynajęcie autora widma. Słyszałem, że tacy autorzy współpracują z ludźmi, którzy mają ciekawe lub dające się sprzedać historie, lecz nie potrafią pisać (lub nie chcą sobie zawracać tym głowy). Ten pomysł mnie irytował, gdyż uważam, że pisanie ma w sobie coś uświęconego. I choć nie dzieje się to tak często, jak bym chciał, kocham pisać i sądzę, że jest to coś, co powinienem robić. Poza tym idea autora widma wydaje mi się dziwaczna, gdyż:

Ktoś pisze zdania.

Ktoś inny zbiera za nie pochwały.

Nie, dziękuję.

Przez lata pomysł pisania dojrzewał jako marzenie, o którym sobie przypominałem. Tylko przypominałem; postępów żadnych nie było. Trzeba było czasu, bym zrozumiał, że powinienem być po prostu sobą, że mogę pisać w takim tempie, w jakim piszę o sprawach, które mnie interesują. I trzeba było czasu, bym zdał sobie sprawę, że być może książka jest już napisana, że w ciągu dziewięciu lat od założenia TWLOHA napisałem tysiące słów, z których byłem dumny i które trafiały ludziom do serc. Co by było, gdybym wyszukał najlepsze teksty i umieścił je w jednym miejscu?

W ten sposób rozpoczęła się podróż powrotna - zbieranie i porządkowanie już napisanych słów. Okazało się, że wyszukiwałem wątki sięgające daleko w przeszłość, słowa napisane ponad dziesięć lat temu, gdy byłem surferem sprzedającym T-shirty i szorty.

To, co trzymasz w dłoniach, to kolekcja sprintów. Dziesięć lat sprintów, o których także myślę jak o piosenkach. Ta książka jest odzwierciedleniem dziesięciu lat życia i pisania. W tym czasie przeżyłem rezygnację ze studiów, bycie przedstawicielem handlowym w branży ubiorów związanych z surfingiem, bycie założycielem organizacji non-profit, bycie mówcą i osobą, która walczy z depresją. Ta książka mówi o tym, jak czuję się w wakacje, w dniach, w których możemy sobie przypomnieć, co tracimy. Są w niej słowa, które napisałem w dniach śmierci słynnych ludzi i moich przyjaciół. Są w niej listy do mojej matki i historie opowiadane przyjaciółkom. Są w niej słowa, które napisałem, gdy sprzedałem diamentowy pierścionek i gdy Kyle dał mi koszulkę z dodatkową literą w swoim imieniu. Są w niej słowa, które napisałem, gdy mój siostrzeniec Landon sprawił, że ogród moich rodziców stał się najwspanialszym miejscem na ziemi.

Jest to książka napisana przed tą, której ludzie oczekiwali. Kolejna pojawi się z czasem, może nawet niedługo. Ta jednak musiała być pierwsza. Prawda jest taka, że część mnie czuła i czuje się zagubiona. Ciężko jest opowiadać historię, której się nie lubi. Zacząłem więc od tyłu, zacząłem podróż wstecz, podróż przez ostatnie dziesięć lat. Próbuję odnaleźć w niej coś prawdziwego, kogoś, kogo znałem i lubiłem. Staram się znaleźć w mojej historii sens, pogodzić się z nią, być może po to, by ją opowiedzieć, lecz jeszcze bardziej po to, by się uśmiechnąć. Pragnę życia, w które wierzę. Ta książka jest wspaniała, gdyż mam nadzieję, że dzięki niej powrócę do życia. Czułem potrzebę, by spojrzeć wstecz i przeczytać te słowa, by znowu móc iść do przodu.

To wszystko dotyczy również i ciebie. Zastanawiam się, co myślisz. Zastanawiam się, co przeżyłeś, co czujesz, co zyskałeś i co straciłeś, na co masz nadzieję. Być może jeszcze jest czas, czas by wszystko się odmieniło, abyśmy czuli się zadziwieni. Być może ciągle można dostrzec dookoła wiele piękna i dobrych ludzi. Ludzi, których można kochać, ludzi, którzy nas dostrzegą. Być może dookoła jest wszystko, czego potrzebujemy.

Jeśli więc sądzisz, że odczuwasz bardziej niż chcesz, to nie jesteś sam.

Być może potraktujesz te słowa jak słowa przyjaciela.