Prognoza pogody: z deszczu pod rynnę
Środa, 6. Kwietnia
- Ten deszcz musi KIEDYŚ przestać padać - westchnęła mama wyglądając do ogrodu, który cały tonął w szarościach, przez co ciężko było rozróżnić przebiśniegi od zwiędłych źdźbeł trawy.
Ale deszcz nie przestawał padać. Padało już od ośmiu dni.. I nie wyglądało na to, że pogoda po prostu postanowiła się z nami droczyć, lecz padało na tyle mocno, że trzeba było założyć na siebie zarówno przeciwdeszczowe spodnie, jak i kalosze, tylko po to, żeby wyrzucić śmieci. I nie zapowiada się na poprawę sytuacji. Prezenter telewizyjny przedstawił prognozę trzymając w dłoni tabliczkę z napisem "przepraszam", kiedy wieczorem informował duńską publiczność zgromadzoną przed telewizorami o kolejnych czternastu dniach nieustannego deszczu, bez choćby odrobiny słońca.
Jednak deszczowa pogoda ma też swoje zalety. Kiedy pada, nikt ode mnie nie wymaga, abym wyszła na dwór ćwiczyć, czy pomogła wyrywać chwasty w ogródku. Nikt się nie czepia, jeśli przez cały weekend wyleguję się na kanapie, a prawdopodobieństwo wypicia wieczorem kubka ciepłego kakao odrobinkę wzrasta. Problemem są natomiast dokładnie te ulewne deszcze, które czynią wszystko, co w ich mocy, aby zatopić nasze ferie wielkanocne, które zaczynają się w piątek.
- Co ja robię w tym przeklętym kraju? - żaliła się mama, załamując ręce, w których trzymała ścierkę. - Dlaczego urodziłam się akurat w tej części świata, gdzie zawsze jest mokro i zimno? Nie mogłam w zamian urodzić się w Barcelonie? Albo w... Paryyyżu.
Mama westchnęła tak głęboko i sentymentalnie, że jej myśli niewątpliwie wróciły do czasu romantycznych ferii w Mieście Świateł, na które wybrała się ostatniego lata razem z moim nauczycielem matematyki, podczas gdy Martin i ja zostaliśmy porzuceni na pastwę duńskiej pogody. Nawiasem mówiąc, pogoda w zeszłym roku była znakomita, ale mama nie mogła o tym oczywiście pamiętać. Była w końcu w Paryżu.
Marzenia pochłonęły ją tak bardzo, że nie zauważyła, że moje westchnienia są jeszcze bardziej dramatyczne niż jej - siedziałam przy kuchennym stole próbując dojść do ładu z pracą domową. Matma-Mogens oczekiwał ode mnie jutro odpowiedzi na pytanie, o której Poul dotarł do K?ge, jeśli poruszał się z prędkością o 30 km/h większą niż jego kuzyn Finn, który z kolei złapał w połowie drogi gumę i zatrzymał się na stacji benzynowej, aby zjeść trzy hot dogi.
Mama nie dostrzegła również, że ten sam Mogens wszedł tylnymi drzwiami do domu i powiesił na wieszaku swoją przemokniętą do suchej nitki kurtkę. Ale ja go zauważyłam i kiedy miałam ze złością wysyczeć, że przeklęty Poul mógł po prostu pojechać ze swoim kuzynem, spostrzegłam, że z facetem mamy dzieje się coś dziwnego.
On się uśmiechał... Mimo tej paskudnej pogody.
- Cześć, Kwiatuszku - zanucił i podszedł do mamy, aby ją przytulić.
Nigdy nie przyzwyczaję się w pełni do tej sytuacji. Ani do tego, że mój matematyk tak zwyczajnie przytula mamę (oczywiście tylko w domu, gdzie nikt inny nie może ich zobaczyć), ani do wymyślnych przezwisk, jakie dla niej wymyśla: "brzdąc", "kwiatuszek", i wiele innych. Moja mama nie jest już małym dzieckiem... Jest dorosłą kobietą, która sprzedaje ubrania dla "brzdąców"... A kwiatuszek? To określenie byłoby adekwatne, gdyby istniał kwiat z gatunku "markotny orlik pospolity, odmiana kuchenna", ponieważ mama wyglądała na naprawdę smutną, kiedy odwróciła się do Mogensa i wzdychając zapytała:
- Co sprawiło, że jesteś tak idiotycznie szczęśliwy?
- Wygrałem w rozliczeniu podatkowym, skarbie! - zaświergotał Mogens. Zwykle Mogens jest ustawicznie bez grosza przy duszy, co ma związek z pewną kobietą, która go oszukała, zanim poznał mamę.
- Przecież nie można niczego wygrać rozliczając podatek - odburknęła mama i wycisnęła ze złością ścierkę, która prezentowała się teraz niemal równie smętnie jak ona.
- A jednak można! - powiedział Mogens, wyciągając kopertę z wewnętrznej kieszeni kurtki. Była wilgotna i pomięta przy brzegach, ale wyciągnął ją dumnie w stronę mamy niczym mały chłopiec, który po raz pierwszy w życiu narysował dinozaura.
Mama musiała przesunąć okulary na czoło, aby przeczytać list. Zdecydowanie potrzebuje nowej pary, ale nie chce tego przyznać i godzi się z faktem, że wygląda naprawdę komicznie nosząc przez połowę czasu swoje jaskrawoczerwone okulary na głowie.
- Wielkie nieba, Mogens. Dostaniesz zwrot podatku w wysokości 52-óch tysięcy koron? - wyszeptała, wpatrując się w niego (z jaskrawoczerwonymi okularami ciągle na głowie) mama. - Jakim cudem jest to możliwe?
Mogens rozpoczął elaborat o dawnych odsetkach, zmianach warunków i ratach. Natychmiast wstałam z krzesła, bo jego wypowiedź przypominała niezrozumiałe matematyczne wywody, które wygłaszał w szkole. Zaczęłam za to rozmyślać o astronomicznej kwocie 52-óch tysięcy koron, która odpowiadała wysokości mojego kieszonkowego na kolejne 10 lat.
- W jaki sposób masz zamiar je wydać? - zapytałam przerywając jego wywód, podczas gdy mój mózg próbował ustosunkować się do tej ogromnej kwoty pieniędzy.
- Powinieneś je zainwestować - stwierdziła mama, umieszczając okulary szybkim i zdecydowanym ruchem z powrotem na czubku nosa. - To mogłoby naprawdę rozruszać twoją emeryturę.
Mogens pokręcił tylko przecząco głową:
- Oszalałaś, kobieto. Nie liczyłem się z tym, że zyskam takie pieniądze przez rozliczenie podatku. Powinniśmy je wykorzystać na obecne potrzeby, a nie odkładać na starość.
- Ale to jest nieodpowiedzialne gospodarowanie pieniędzmi, powinieneś je zainwestować... - zaprotestowała mama.
Na szczęście Mogens puścił jej radę mimo uszu. Chwycił ją za ramię i obracając ją w stronę okna rzekł:
- Pomyśl o możliwościach, Dorthe. Moglibyśmy na przykład wyjechać gdzieś na ferie... Znaleźć się z dala od deszczu i wiatru, wybrać się na południe, żeby doświadczyć prawdziwej wiosny. Co ty na to, kwiatuszku?
Jego słowa sprawiły, że Kwiatuszek zapomniał kompletnie o jakimkolwiek rozsądku.
- Wybierzemy się z powrotem do Paryża? - wykrztusiła z siebie mama.
- Tak, jeśli masz ochotę - powiedział uśmiechając się Mogens. - Ale świat jest pełen innych pięknych miejsc, takich jak Rzym, Turyn, Maroko... A może wakacje all inclusive na Malediwach?
Mama pokręciła głową:
- Paryż. Tylko ponowne ujrzenie Wieży Eiffla może uratować mnie z wiosennej depresji.
Mama robi się często bardzo zgorzkniała. Niczym owoc, który został zapomniany w czeluściach lodówki, ale jest w stanie o własnych siłach przepełznąć do jej drzwi i zapukać, aby ktoś mu otworzył. Patrząc z tej perspektywy, myślę, że zabranie mamy z powrotem do Paryża było dla Mogensa bardzo dobrą inwestycją. W każdym razie mama była już teraz bardzo uszczęśliwiona. Jej twarz nagle się rozpromieniła. Zaczęła opowiadać o romantycznych hotelach i o nowym wiosennym płaszczu, podczas gdy ja coraz bardziej zapadałam się przy stole w matematyczne równania.
- A TY czemu jesteś taka ponura? - zapytał Mogens, kiedy spostrzegł moją rozpacz.
Sądziłam, że miałam wszelkie możliwe powody, aby odczuwać przygnębienie: Padało, siedziałam nad przeklętymi zadaniami matematycznymi, których nie umiałam rozwiązać (a które on sam mi zadał), a teraz, na dodatek, miałam przed sobą perspektywę spędzenia w domu długich i samotnych ferii wielkanocnych, podczas gdy mama miała objadać się w Paryżu. Patrząc markotnie w stół wymamrotałam:
- A Martin i ja nie możemy nawet nigdy zrobić imprezy, gdy zostajemy sami w domu.
- Nie, nie możecie. I nie powinnaś mieć takiego negatywnego nastawienia, Emmy. Może mogłabyś odwiedzić tatę - zaproponowała mama, która nagle sama zrobiła się irytująco spontaniczna i wesoła.
- Nie, nie mogę, bo wybierają się z Lailą w podróż poślubną... Na Gran Canarię, gdzie też jest słonecznie - wyburczałam.
- O Boże, faktycznie... Ale tutaj, w domu, też na pewno będzie przytulnie. Podczas świąt wielkanocnych zawsze można obejrzeć tyle fajnych programów w telewizji. Ciekaaaawe, gdzie jest moja biała walizka w róże. Prawdopodobnie w garażu - szczebiotała.
Dała Mogensowi przelotnego buziaka (nie, nigdy się nie przyzwyczaję) i pofrunęła w kierunku drzwi wyjściowych w poszukiwaniu walizki w kwiaty.
W tym momencie Matma-Mogens wypowiedział magiczne słowa. Słowa, które w ułamku sekundy awansowały go z kogoś, kto-przypadkowo-jest-tylko-facetem-mamy, do ligi możliwego-ojczyma, gdy powiedział:
- Ale Ty lecisz z nami, Emmy. Zarówno Ty, jak i Martin. Wszyscy razem lecimy do Paryża!
- CO? - ze zdumienia prawie spadłam z krzesła, a mama odwróciła się od drzwi, będąc równie głęboko osłupiała i wpatrywała się w Mogensa bez wyrazu.
- Nie musisz tego robić, Mogens - odezwała się. - Oni będą się tylko nudzić. Mogą przecież spędzić takie krótkie ferie w domu. Paryż nie jest tak naprawdę dobrym miejscem dla dzieci!
Nie wierzyłam własnym uszom w to, CO powiedziała. Moja własna mama próbowała zniweczyć plany moich ferii w Paryżu, tylko dlatego, że chciała mieć Mogensa wyłącznie dla siebie. Ściągnęłam usta, a gdyby oczy mogły przeistaczać ludzi w kamień, mama opadłaby odrętwiała w dół, rysując kuchenną podłogę.
Ale Mogens ponownie przybył mi na ratunek:
- Czyżby w Paryżu nie było dzieci? Poza tym Martin i Emmy są już dorośli - zaśmiał się.
Na szczęście był tak zadowolony z tego nieoczekiwanego przypływu gotówki, że w ogóle nie wychwycił w głosie mamy zasadniczego znaczenia jej wypowiedzi:
- Pomyśl o tym wszystkim, co możemy im pokazać. Te wszystkie piękne miejsca, które sami widzieliśmy.
Mogens mieszkał przez rok w Paryżu świeżo po tym, jak został nauczycielem. Mama twierdzi, że zna to miasto równie dobrze, jak my znamy nasze Karleager.
- Pomyśl tylko o tej małej, przytulnej restauracji w Dzielnicy Łacińskiej, gdzie zjedliśmy tę niesamowitą potrawkę ze słonki. Będziemy się wspaniale bawić. Choć raz możemy być bardziej rodzinni, potrzebujemy tego. Co Ty na to, Emmy? Nie chciałabyś wybrać się do Paryża? - zapytał Mogens.
Przytaknęłam tak zamaszyście, że byłam bliska stracenia mojej głowy i wytoczyłam moje najcięższe działa, czyli telefon komórkowy:
- Mogę zadzwonić do Martina i opowiedzieć mu o wszystkim? - zapytałam.
To było działanie czysto taktyczne, ponieważ jak tylko o planach wyjazdu dowie się również Martin, mamie będzie trudniej je zniszczyć.
- Oczywiście. - Martin uśmiechnął się.
- Arglhmppf - wydobyła z siebie mama, co potraktowałam jako zgodę.