UWIELBIAMY NOCOWANKI!
Flora pierwsza wpadła na ten pomysł.
Trochę żałuję, że to nie byłam ja. Jestem w końcu szefową Tajnego Klubu Superdziewczyn (i Jednego Superchłopaka), więc powinnam sypać pomysłami jak z rękawa. Z drugiej strony stanowimy zespół, a zespół powinien współpracować. Tak przynajmniej uważa moja mama. Opowiedziała mi, że w każdej grupie potrzebni są liderzy i członkowie, sprawiedliwy podział zadań i chęć współpracy.
Ja, jako szefowa naszej paczki, zostałam liderKĄ, czyli przywódczynią. Dbam o dobrą atmosferę, przydzielam zadania i wszyscy mogą na mnie liczyć. Członkowie zespołu to Flora, Faustyna, Aniela i Franek. Każdy z nich miewa niesamowite koncepcje, jak tego dnia Flora.
Zaproponowała, że powinniśmy przynajmniej raz w miesiącu organizować nocowankę!
- Nie mieliśmy żadnego wspólnego nocowania od czasu wakacyjnego wyjazdu do Żabiego Rogu - zwróciła uwagę.
- Nocowanka? - zainteresowała się Aniela. - Dziewczyny z naszej klasy umawiają się na wspólne nocowanie w każdy weekend. Czy to się nie nazywa przypadkiem pidżama party?
- Ja wolę nazwę nocowanka! - oświadczyła Faustyna. - Ale tak w ogóle to najważniejsze, abyśmy byli razem!
- Poczytamy na dobranoc straszne opowieści. Koniecznie przy zgaszonym świetle, przyświecając sobie latarką - ucieszył się Franek.
- A jeśli potem będziemy mieli złe sny? - Aniela miała wątpliwości. - Nie będzie naszych rodziców, którzy mogliby nas przytulić.
Franek nie ustępował i zacytował fragment naszego klubowego zawołania:
Karaluchy, szczypawki, pająki.
Padalce, jaszczurki i żmije.
Nie boimy się was, dziwolągi!
Nocne mary i włóczykije.
I twardo upierał się, że przeczyta horror.
- Za każdym razem powinniśmy nocować w innym domu - dodała Faustyna. - Chociaż nie jestem pewna, czy moi rodzice będą zadowoleni z tego powodu. Nasze mieszkanie jest naprawdę małe.
Flo ją uspokoiła:
- Nie martw się, wszędzie się zmieścimy. Będziemy spać jak śledzie w beczce! Ale zacznijmy od nocowania u nas, a potem pomyślimy. Moja mama na pewno się zgodzi.
Chętnie przystaliśmy na plan nocowania u Zwiędłych. Tym bardziej że Flora miała największy pokój z nas wszystkich i mogliśmy liczyć na megaśniadanie, które przyrządzi pani Laura.
- Musimy zorganizować bitwę na poduszki, obowiązkowo - oświadczyłam.
Moja mama mówiła, że w dzieciństwie wygrywała wszystkie bitwy poduszkowe, które urządzały z siostrami. Banalne!
Stanęło więc na tym, że nocujemy u Zwiędłych, będzie bitwa poduszkowa, czytanie horrorów przy latarce i pyszne śniadanie.
W ciągu kilku dni mieliśmy zrobić rozpoznanie wśród naszych rodziców i przekonać się, czy każdy otrzyma pozwolenie na nocowanie poza domem, a później na przyjęcie członków naszej paczki na nocleg.
Aniela jako pierwsza potwierdziła, że rodzice zgadzają się na nocowanie u Flory i kolejnych osób. Jednak ze względu na ich częste wyjazdy odradzają nam nocleg u siebie.
- Co kilka dni przyjeżdżają do mnie dziadkowie, więc muszę mieć trochę czasu, aby nad nimi popracować - przyznała Aniela.
Zostały nam więc na razie cztery domy do wspólnego nocowania.
Moi rodzice zgodzili się bez wahania. Postawili jednak pewne warunki.
Relacjonowałam to z wypiekami na policzkach. Trochę się wstydziłam, że ja, szefowa Tajnego Klubu Superdziewczyn i Jednego Superchłopaka, mam w domu takie ograniczenia.
- Po pierwsze, kąpiel wraz z przebraniem się w piżamę może trwać nie więcej niż dwadzieścia pięć minut. Przypada po pięć minut na każdego z nas. Mycie zębów po trzy minuty, w grupach dwu- i trzyosobowych. Daje to dodatkowe sześć minut. Razem możemy spędzić w łazience trzydzieści jeden minut.
- I tyle? - zdziwił się Franek. - To chyba nie jest takie straszne?
- To nie wszystko - burknęłam. - Po drugie, w łóżkach mamy być o dziewiątej. Więc akcja "Łazienka" musi rozpocząć się o dwudziestej dwadzieścia dziewięć.
Flora spojrzała na mnie z troską:
- Zawsze musisz chodzić spać o dwudziestej dwadzieścia dziewięć?
Obrzuciłam ją nieprzyjemnym spojrzeniem, bo wcale nie miałam ochoty opowiadać o swojej rutynie. Mogliby uznać to za dziwactwo.
- Nie zawsze - odparowałam. - Zwykle na kąpiel mam dziesięć minut i trzy minuty na mycie zębów. Razem daje to trzynaście minut. Więc mam czas do dwudziestej czterdzieści siedem.
- Wtedy na kanałach dziecięcych lecą najlepsze seriale - zauważyła Aniela.
- Czy mam wam przypomnieć, że u mnie w domu nie ma telewizora?! - prychnęłam.
Podniosła się wrzawa:
Jak to?! Nocowanka bez telewizora?
- Ja oglądam co wieczór pogodę - zaznaczyła Faustyna. - Potrzebuję informacji na lekcje przyrody.
Uspokoiłam wszystkich, że najważniejsze informacje tata ściąga z internetu, więc nie będzie kłopotu.
Kilka dni po nocowane zaplanowanej przy ulicy Na Bateryjce zgłosił się Franek.
- Mój tata bardzo serdecznie zaprasza - oświadczył w czasie kolejnego zebrania. - Musicie tylko zabrać ze sobą suchy prowiant. Tata uważa, że jego zdolności kulinarne są tak kiepskie, że potrafi przypalić nawet wodę.
Spodobał mi się pomysł z zapasami przyniesionymi z domu, bo tata przygotowuje genialne naleśniki, a mama najlepsze kanapki na świecie. Na cienkich kromkach ciemnego pieczywa jest mnóstwo warzyw, kremowe awokado i serek.
- Bez obaw - oświadczyłam i spojrzałam porozumiewawczo na Flo. - Nasi rodzice nie pozwolą nam głodować.
- Druga sprawa to łazienka. Tata pracuje nad nowym eksperymentem, więc umywalka jest zajęta - dodał Franek. - Zęby myje się pod prysznicem. Mamy też zepsutą kuchenkę. Tata naprawi ją po zakończeniu eksperymentu.
- A jeśli będziemy chcieli napić się herbaty? - zapytała Faustyna. - Codziennie rano piję napar z rumianku.
- Coś się zorganizuje - potwierdził chłopiec. - Najwyżej wyskoczymy po wrzątek do sąsiadów.
Robiło się coraz ciekawiej, a Franek zapowiadał, że to dopiero początek niespodzianek!
- Musicie też zabrać śpiwory. Tata nie lubi prać, więc nie dostaniecie pościeli.
- Hurra! - wrzasnęła Flora. - Uwielbiam spać w śpiworze. Od razu przypomina mi się kemping. To były moje najlepsze wakacje.
Zwróciłam jej uwagę, że nigdy nie była na zwyczajnym kempingu.
- Jeśli masz na myśli wakacje dwa lata temu, był to glamping, czyli kemping elegancki. Dostaliśmy pościel i spaliśmy w wygodnie urządzonych namiotach.
Mimo oczywistych faktów Flo upierała się jednak, że zabrała własny śpiwór i spała na karimacie.
Postanowiłam odpuścić. Ważne było to, że mieliśmy już trzy miejsca na nasze wspólne nocowanie. Przyszła kolej na Faustynę.
- Właściwie to rodzice się zgadzają. Nie wiem tylko, czy dacie radę. Wstajemy dość wcześnie - oznajmiła.
- Nocowanie będzie w weekend. W piątek lub w sobotę - zaznaczyłam. - Chyba w weekend możesz dłużej pospać.
- Felek może. Ja zawsze wstaję o szóstej trzydzieści. To jedyny moment, kiedy mogę ćwiczyć na harfie. Mama akompaniuje mi na pianinie, a ja gram - wyjaśniła Fau.
Zaczęliśmy się zastanawiać, czy wytrzymamy koncert tak wcześnie. Ostatecznie doszliśmy do wniosku, że będzie to interesujący początek dnia.
- Nastroimy się pozytywnie - orzekła Aniela.
Tylko państwo Zwiędli nie stawiali żadnych warunków. Mieliśmy po prostu przyjechać w najbliższy piątek około siódmej wieczorem.
Zacierałam dłonie z radości.
To lubię. Wolność!
Stawiliśmy się prawie wszyscy punktualnie u państwa Zwiędłych. Tylko Franek trochę się spóźnił, ponieważ wracali z profesorem z ważnego wykładu, który odbywał się na uniwersytecie.
- Powinieneś zadbać o punktualność - zwróciła mu uwagę Flora. - Takie mamy zasady w naszej paczce.
Pokręcił nosem, ale ostatecznie zgodził się, że to ważne.
Ruszyliśmy do pokoju Flory i zabraliśmy się do przygotowania posłań. Łóżko Flory jest bardzo sprytnie skonstruowane. Można spod niego wysunąć platformę i w ten sposób powstają dwa dodatkowe miejsca do spania.
Flora i ja od razu zarezerwowałyśmy je dla siebie.
- Zaklepuję! - wrzasnęła Flo i zaraz dodała: - Obok mnie śpi Emi!
Aniela i Faustyna stwierdziły, że wolą spać na materacu.
Pozostało nam więc napompowanie materaców. Było to dziecinnie proste, ponieważ okazało się, że państwo Zwiędli mają materace elektryczne. Jedyne, co trzeba zrobić, to włączyć wtyczkę do kontaktu i materac sam się napełnia powietrzem. Po paru minutach dwuosobowy materac dla dziewczyn i jednoosobowy dla Franka były gotowe.
- Pościel znajdziecie w szafie - oznajmiła Flora. - Na najniższej półce.
Rozpoczęliśmy więc poszukiwania prześcieradeł i poszewek na poduszki.
- Czy dobrze widzę, że nadal masz pościel dla przedszkolaków? - zapytał Franek, podnosząc w dwóch palcach kolorowy jasiek w misie.
- Jakie słodkie! - oceniła Aniela. - Ja chcę tę poszewkę.
Flora nie była taka zadowolona.
- To moja prywatna sprawa - odcięła się. - Mam prawo spać na takich jaśkach, jakie mi się podobają.
- W klubie potrzebujemy dojrzałych osób - nie ustępował Franek.
Wreszcie musiałam ich rozsądzić. Flora miała rację, Franek nie powinien oceniać jej pościeli.
Kiedy przygotowaliśmy pokój do spania, pognaliśmy na parter, ponieważ pani Laura zaprosiła nas na kolację.
- Pizza! Makaron! - wrzeszczeliśmy, zbiegając ze schodów.
- Moi drodzy, proszę o odrobinę spokoju. - Mama Flory próbowała nad nami zapanować. - Pan Zwiędły jest wykończony po całym tygodniu pracy. Chciałby obejrzeć mecz. A ja wyjątkowo, na prośbę Flory, przygotowałam kolację z węglowodanów, ale obowiązkowo każdy dostanie też miskę sałaty.
Zajrzeliśmy do salonu. Tata Flory siedział ze słuchawkami na uszach, wpatrzony w ekran telewizora. Po boisku biegali piłkarze.
- Dlaczego twój tata ogląda mecz w słuchawkach? - zdziwił się Franek.
- Mama nie znosi hałasu boiska i krzyków komentatorów - wyjaśniła Flora.
- W takim razie pan Zwiędły nas nie słyszy - zauważyła Faustyna.
- Ale ja was słyszę. Robicie okropny hałas - obruszyła się pani Laura, która przyszła wraz z nami do salonu. - Rybki w akwarium czują się nieswojo. Ogólnie harmider zaburza równowagę przestrzeni.
Spojrzeliśmy na siebie zdumieni. Pani Laura najwyraźniej była nie w sosie. Nigdy jeszcze nie zwracała nam uwagi w taki sposób.
Potulnie udaliśmy się do jadalni. Potrzebni byli ochotnicy do nakrycia stołu. Zgłosiłam się wraz z Anielą i sprawnie uporałyśmy się z tym zadaniem. Potem okazało się, że zabrakło chleba na jutrzejsze śniadanie, więc Franek wyskoczył do pobliskiego sklepiku. Wybiła dwudziesta, kiedy wreszcie zjedliśmy kolację. Nie pozostało nam wiele czasu na harce, więc postanowiliśmy przeprowadzić wieczorną toaletę jak najsprawniej. Wiadomo, ile może trwać okupowanie łazienek przez pięć osób z Tajnego Klubu Superdziewczyn i Jednego Superchłopaka. Najlepszy wydawał się sposób kąpieli, który wymyślili moi rodzice - pięć minut na mycie ciała dla każdego i trzy minuty na czyszczenie zębów w grupach.
Udało się. Po mniej więcej trzydziestu minutach wszyscy już leżeliśmy w łóżkach.
- Miała być wojna na poduszki - szepnęła Aniela.
- A rybki? - zauważyła Flora. - Jeśli nadal są niespokojne i hałas je zdenerwuje?
- Zorganizujmy wojnę rano - zaproponowałam. - Teraz poczytajmy horrory. Franek, czy przygotowałeś jakąś straszną książkę?
- Ja? - zająknął się. - No wiecie, miałem ten wykład, i w ogóle.
- Zapomniałeś! - podsumowała bezlitośnie Aniela.
Flora zaproponowała, abyśmy wybrali coś z jej biblioteczki.
- Tylko nie zwracaj mi uwagi, że nadal mam książki dla maluchów - zwróciła się do Franka.
Przyjrzeliśmy się jej zbiorom. Czego tu nie było. Pełen zestaw Muminków, Alicja w Krainie Czarów, Piotruś Pan...
- Może przeczytamy na dobranoc Alicję w Krainie Czarów? - zapaliła się Faustyna.
- Musimy działać zgodnie z planem - upierałam się. - Wybierzmy coś o duchach.
Wreszcie Flora znalazła jakąś książkę o duchach. Pewna drużyna, podróżująca samochodem ze śmiesznym psem, walczyła z różnymi podejrzanymi zjawami.
- Przecież to Scooby-Doo! Najbardziej tchórzliwy psi detektyw na świecie - zauważył Franek.
- Super. Będziemy się dobrze bawić - oświadczyłam.
- A mieliśmy się bać - nie ustępował. - To historia dla przedszkolaków.
Okazało się, że w pokoju nie ma innych strasznych książek.
- Być może coś się znajdzie w bibliotece na dole. Ale sami wiecie, że nie chcę się tam wybierać. Rybki znowu mogą się zestresować - wytłumaczyła Flora.
Postanowiliśmy więc poczytać o przygodach psa i jego przyjaciół. Zgasiliśmy światło i zapaliliśmy latarkę, a Franek rozpoczął pierwszy rozdział. Już po kilku zdaniach przeszły nas ciarki, bo drużyna została podstępem zamknięta w zamku pełnym duchów. Potem ja przejęłam rolę czytającego. Przeszłam przez kolejną stronę, potem jeszcze jedną, aż usłyszałam wokół chrapanie. Potem sama zamknęłam oczy i dalej nic już nie pamiętam...